Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Jezioro   10.03.12 23:12

First topic message reminder :

Jezioro

Umiejscowione nieopodal zagajnika jezioro jest wielkie, ogromne, ale nie niebieskie. Szara tafla wskazuje na dużą głębokość zbiornika. Nad lśniącą, gładką linią wody wije się mgła. Brzeg jeziora zdążyły już zająć wodorosty i glony, nie widać tu śladu ryb. A może to jedynie złudzenie? Może jezioro jest tak głębokie, że zamieszkują je dziwne stworzenia? Z pewnością nie ma tu kaczek, a kiedy zawieje wiatr, tafla niemal wcale się nie porusza. W tym miejscu nie słychać nic prócz szumu wiatru i delikatnego bicia fal o brzeg jeziora. Jest ciche, spokojne, mgliste i przyprawiające o dreszcze - opuszczone, puste, gdyż rzadko kto odważa się tu przyjść. To z pewnością nie idealny zakątek na romantyczny piknik, ale o gustach się nie rozmawia.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro   24.06.17 11:49

Drew Macnair miał szczególne zdolności. Pomijając już to, że był zdolnym i przebiegłym czarodziejem potrafił także wzbudzić w człowieku emocje, których wcześniej nawet się nie spodziewał. To była cenna zdolność. Poruszać człowiekiem niczym latawcem na wietrze. Jednak w jego dłoniach to była broń, której używał nie zważając na żadne konsekwencje swoich słów czy czynów. Działało to nawet, a może i przede wszystkim na Lynn, która nie potrafiła zrozumieć tych niekończących się pokładów negatywów. Każdy musiał mieć w sobie coś pozytywnego, prawda? Każdy musiał mieć coś człowieczego prócz ironii i ciętego języka. Była przecież pewna, że gdyby tak naprawdę chciał mógł zrobić jej krzywdę. Doskonale wiedziała, że gdyby tylko chciał nawet by się nie zawahał. Była naiwna ślepo krocząc za diabłem, którego widocznie bardzo bawiła. Może to głupota, a może konieczność pakowania się co chwile w tarapaty. Gdyby tylko potrafiła trzymać się od problemów z daleka. Jej życie byłoby o wiele prostsze. Nudniejsze. Spodziewałem się Panienki. Oczywiście, że się jej spodziewał. Przecież sama mu powiedziała, że prędzej czy później odzyska to co jej bez względu na cenę. Nie mógł przecież jednak wiedzieć, że to właśnie tego dnia Lucinda wybierze się by go śledzić. Ona chyba sama nie mogła tego przewidzieć. - Przyjemność? - zapytała unosząc brew. - Chyba mamy inne definicje tego słowa. - dodała odwracając spojrzenie starając się czegoś wypatrzeć w ogarniających ich ciemnościach. Nie miała pojęcia co planował i chyba właśnie to napawało ją tą dozą niepokoju, którego nie mogła przezwyciężyć. Może to potrzeba wiedzy o wszystkim co dzieje się wokół niej, a może po prostu instynkt przetrwania podpowiadający jej, że tutaj wcale nie jest bezpiecznie i powinna szybko stąd zniknąć. - Potwory to ludzie. Tylko ludzie są w stanie robić wystarczająco okropne rzeczy by dawne potwory ukryły się pod łóżkiem czy w szafie. - mruknęła kiedy odwrócił się i ruszył w ciemność. Nawet chwili się nie zawahała tylko ruszyła za nim. Nie mogła teraz tego zostawić. Nie wiedziała kiedy znowu będzie miała szansę, żeby go spotkać. Był jak dym, które uchwycenie zdawało się niemożliwe, a ona nie mogła ryzykować. Może ta mapa była bezcenna, a może to jej przeświadczenie, że nie oddaje się tego czego się było właścicielem tak łatwo nadal ją tu trzymało. - Dziwne, że właśnie o moją głupotę się martwisz… możesz być spokojny. Nie da się nią przesiąknąć dwa razy. - warknęła zirytowana tymi kąśliwymi uwagami. Odetchnęła głęboko wiedząc, że złość do niczego jej nie doprowadzi jedynie dając mu satysfakcje z własnych słów. Na to nie chciała mu pozwolić. - Nie potrzebujesz jej, Drew. Nie wiesz nawet do czego prowadzi, a nawet gdybyś wiedział… nie potrzebujesz jej. Robisz to tylko po to bym ja jej nie dostała. To szaleństwo. - dodała podbiegając te kilka kroków i idąc obok niego. Próbowała się odwołać do czegoś co w nim nie istnieje. Do sumienia.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair http://www.morsmordre.net/t4416-avari http://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen http://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 http://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
3
10
0
0
4
18
2
4
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Jezioro   25.06.17 21:07

Traktował Lynn z przymrużeniem oka, bo choć daleki był od wizualnej oceny względnego zagrożenia to jej status rodowy sprawiał, iż obudziłaby się w nim litość, gdyby tylko taką posiadał. Szlachecka krew zobowiązywała i musiała być świadom, że przyjdzie dzień, w którym podążanie za szaleńcem, który skradł jej banalną mapę stanie się daleką przeszłością pod grubą warstwą kurzu. Bawiło go to, bo widząc w jej oczach pragnienie odkrywania nieznanych lądów i osiągania celów, wizja zamążpójścia zwieńczonego częstszym pozostawaniem w czterech ścianach dworu wydawała się samobójczą misją. Taki jednak los był jej pisany – odgórnie wyznaczony tradycjami i polityką mającą przynieść chwałę rodowi, nie jej samej.
Spodziewał się, że w końcu gdzieś na siebie wpadną, jednak wówczas wizja jej towarzystwa była ostatnią, jaka przyszłaby mu do głowy. Aura miejsca, brawura i wręcz głupia odwaga sprawiły, że wzbudziła w nim swego rodzaju szacunek, albowiem nie posądziłby Lucindy o taką zawziętość. To ich łączyło; sprawiało, iż chylił czoła pewnym cechom, które sam stawiał na piedestale własnych hierarchii wartości. Udowodniła, że aspiracje były ważniejsze, niżeli zdrowy rozsądek, co nagrodził brakiem wypowiedzenia zaklęcia mającego skonfundować ją na dłuższy czas – oczywiście w słusznej sprawie.
Zaśmiał się na jej słowa, bo zapewne miała rację. Wątpił, że przyjemność sprawiały im te same czynności, choć tę wiążącą się z zawodem zdecydowanie dzielili. Nie miał jednak ochoty wdawać się w dyskusję na temat pasji i hobby toteż ciągle szedł przed siebie starając się ją ignorować. Jeśli miała zamiar narażać przez niego skórę – nie widział problemu. -Całkiem możliwe. Oglądanie się w lustrze w co rusz nowych kreacjach nie należy do moich faworytów. Podobnie jak obcowanie z mugolami w ich norach.- rzucił zgryźliwie zaciskając palce na różdżce, bo temat niemagicznych zawsze budził w nim nieopisaną odrazę i zniewagę. Czarodzieje, którzy pochlebiali ich oraz godzili się z hierarchią, w której to oni grali pierwsze skrzypce, byli dla niego zwykłymi zdrajcami – pacyfistami nie znajdującymi dla siebie miejsca w ówczesnym świecie.
Intuicja jej nie zawodziła. Gęstwina okalająca jezioro była niebezpiecznym miejscem, a sprzyjająca ów krajobrazowi aura tylko napędzała spiralę grozy i wszechobecnego mroku. Głośne hukanie sów, trudne do opisania piski miejscowych zwierząt oraz nieustannie padający deszcz dodatkowo nie wpływały pozytywnie na i tak już średnie morale. -Więc sądzisz, że to ja ukrywam się pod Twoim łóżkiem? Ojciec z pewnością byłby zadowolony, że jego córeczka spoufala się z nieszlachetnie urodzonym mężczyzną na domiar złego robiąc to pod jego dachem.- nie mogła widzieć jego twarzy, na której zagościł podły uśmiech, bo wiedział, że nie było dla kobiety nic gorszego, jak hańba. -Tylko pozazdrościć, potworku.- dodał zatrzymując się za jednym z drzew i chwyciwszy dziewczynę za przedramię pociągnął w swoją stronę. Wydawało mu się, że coś dostrzegł, dlatego też wytężył wzrok unosząc różdżkę nieco wyżej, aby kula światła miała większy zasięg. -Fakt, teraz pozostaje mi się nią zarazić. Zamknij się zatem łaskawa pani i daj mi pracować, bo nim totalnie ogłupieje od twoich zarazków chciałbym wrócić cało do własnego domu.- można było wyczuć dosadność w jego tonie, co podkreślił przeciągłym spojrzeniem w jej błyszczące tęczówki. Stali blisko siebie, więc bez trudu mógł dokładnie im się przyjrzeć; duże, zielone oczy, przesiąknięte ciepłym, a zarazem zaciętym wyrazem nie pasującym do świata z jakim przyszło im się zmierzyć. Była zbyt dobra, miała zbyt wielkie serce.
-Zatem już znasz moje drugie imię.- szepnął cały czas powstrzymując ją ramieniem, aby przypadkiem nie wpadała na pomysł zawrócenia, bądź pójścia dalej w głębinę. Instynkt podpowiadał mu, że plan okazał się zbyt prosty, a blondynka okazała się dopiero pierwszą z niezaplanowanych, upierdliwych przeszkód. W myślach powtarzał sobie, że może to tylko szczuroszczet, ale dopóty nie był w stanie dostrzec intruza ów pewność nie mogła zostać zachowana.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro   29.06.17 9:19

Był cholernym manipulantem. Wiedziała to od początku. Wiedziała to od dnia, w którym się poznali. Powinna pluć sobie w twarz, że w ogóle dopuściła do tego typu sytuacji, ale nie chciała kolejny raz winić się za to, że wyglądała czegoś więcej. Niczego innego nie robiła przez ostatnie miesiące. Lucinda nie była typem osoby, która użalała się nad sobą. Dlatego choć czuła już w kościach nadciągający koniec dalej w tym trwała. Choćby to miała być ostatnia rzecz jaką zrobi będąc poszukiwaczem artefaktów. Ojciec nie powiedział jej nigdy o tym co dla niej planuje choć przecież wiadome było, że nie pozwoli by jego córka została starą panną. Selwyn podejrzewała, że to już dawno gdzieś tam zostało wypowiedziane i teraz żyła w oczekiwaniu, którego nienawidziła. Jej ojciec był kłamcą. Chociaż nigdy nie zraniłby, a już na pewno nie zrobiłby tego celowo to wiedziała, że nie da się zaprzeczyć temu co płynęło w żyłach. Czasami dziękowała Merlinowi, że nie potrafiła kłamać. Parsknęła śmiechem słysząc na jego słowa dotyczące przymierzaniu sukien. Naprawdę ją to rozbawiło. Przejechała wzrokiem po sukience, w którą właśnie była ubrana i pokręciła głową. - Z tego wszystkiego najlepsze są kapelusze… - mruknęła i to bardziej do siebie niż do niego. Postrzeganie szlachcianek w ich świecie zawsze ją bawiło. Nie dlatego, że odbiegały od tego obrazu, ale wręcz przeciwnie. Dlatego, że idealnie się w nie wpasowywały. Oczywiście były wyjątki czasem lepsze, a czasem o wiele gorsze. Ona właśnie dlatego raz po raz uciekała z Londynu. By uniknąć tych przebieranek i farsy. By być wystarczająco daleko i nie szukać kolejnych wymówek jej nieobecności. Nawet własne mieszkanie nie do końca jej w tym pomogło. Jej lekki śmiech ucichł, a ona przypomniała sobie o miejscu, w którym właśnie była. Fakt, że to on był przewodnikiem w tej wyprawie sprawiał, że zaczynała wątpić. Może powinna złapać go w środku dnia? A może popadała już w paranoje? Po tym wszystkim czego w ostatnim czasie była świadkiem… nie mogła już niczego wykluczyć. Jej ręka zacisnęła się mocniej na zimnym drewnie różdżki. - Jakbyś chował się pod moim łóżkiem przynajmniej nie musiałabym chodzić za tobą w egipskich ciemnościach. - mruknęła, a w jej głosie dało się usłyszeć urazę. - Nie traktuj tego jako zaproszenie. - dodała szybko po chwili znając już trochę jego wyczucie i wiedząc jak łatwo można wypowiedzieć coś czego tak naprawdę się wcale nie chce. Szła za nim odwracając się co chwile by dojrzeć coś w tej ciemności, ale to wcale nie było takie proste. Kiedy pociągnął ją za ramię przestraszona pisnęła. Obejrzała się by na niego spojrzeć i prawdopodobnie gdyby jej wzrok mógł zabijać Drew właśnie leżałby martwy. - Następnym razem wystarczy powiedzieć. - warknęła i podążyła wzrokiem za snopem jasnego światła. Zaraz znowu wróciła spojrzeniem do mężczyzny i słysząc wzmiankę o jego drugim imieniu pokręciła głową z rezygnacją. - Czego w ogóle tutaj szukasz? - zapytała wyrywając się z jego uścisku chociaż jej instynkt podpowiadał, że nie powinna bardziej się cofać. Nie wiedziała co dostrzegł tam mężczyzna, ale nie napawało ją to szczególnym spokojem. Chyba miała nadzieje naprawdę poznać odpowiedź na to pytanie. Nadzieja to chyba było jej drugie imię.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair http://www.morsmordre.net/t4416-avari http://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen http://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 http://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
3
10
0
0
4
18
2
4
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Jezioro   01.07.17 15:01

Kłamstwo było idealnym narzędziem, perfekcyjnym dowodem na to, że było o wiele logiczniejsze i prostsze w przekazie niżeli prawda. Władający nim najsprawniej osiągali wszystko, co sobie założyli i bez trudu unikali konsekwencji ,które w pewnym momencie musiały nadejść. Twierdzenie, iż takowe miało krótkie nogi było olbrzymim błędem, albowiem wielokrotnie wypowiadany fałsz, szlifowany w mniejszej ilości elementami prawdy, a w większej tym czego słuchacz oczekiwał, czyniło go rzadkim i trudnym do ujęcia w dłonie szafirem. Manipulanci kreowali rzeczywistość we własnych kolorach. Opowiadali o niej tworząc wyśnioną aurę, która swymi mackami miała za zadanie pochłonąć rozmówcę i siłą perswazji stworzyć utkany z nici kłamstwa obraz będący nieskazitelnym w oczach ofiary. Bezwzględność, zuchwałość i egoizm to tylko niektóre cechy opisujące ludzi takich, jakim był między innymi Macnair.
Rodzice byli mu obcy. Szkoda mu było nawet skrawka pamięci dla ich twarzy tudzież wiążących się z nimi wspomnień, więc niewiele pamiętał z młodzieńczych lat, kiedy to zmuszony był obcować w ich towarzystwie. Właściwie był skazany głównie na matkę; kobietę, która nie znała autodestrukcyjnych granic obłudy i zatracając w niej całą siebie porzuciła daleko w otchłań prawdziwą tożsamość. Kuzynostwo nigdy nie zostało mu przedstawione, właściwie podobnie było z resztą genealogicznych gałęzi, stąd wszelkie tradycje, więzy i konszachty były mu nieznane. Kiedyś jeszcze pragnął się w to wgłębić, aby poznać swą przynależność, jednak szybko zrezygnował zamykając się w ścianach własnego ‘ja’, w których czuł się zdecydowanie najlepiej.
Skupił na niej swój wzrok, gdy nie oszczędziła sobie kpiącego śmiechu przedzierającego się przez malinowe usta i choć nie chcąc pozostawać dłużnym pokiwał głową z kipiącą, pseudo litością i zażenowaniem, to ów komentarz go rozbawił. -Wiesz co Selwyn? Gdybym nie musiał na Ciebie patrzyć to nawet bym stwierdził, że jesteś zabawna. Taki kapelusz wydaje się kuszącą opcją, zakryjesz twarz i wszyscy będą szczęśliwi.- rzucił posyłając jej ironiczny uśmiech, który mogła dostrzec tylko w jego, błyszczących w mroku, oczach. -Zobacz, jak niewiele trzeba by twoja altruistyczna dusza czuła spełnienie.
Nigdy by jej tego nie powiedział, jednak w jakiś pokrętny sposób naprawdę ją szanował. Miała swoje zdanie, cele i aspiracje, które mimo korzeni starała się dosięgnąć. Wiele jej pokroju odpuszczało marzenia, nie dzierżyło żadnych wyższych ambicji z uwagi na stereotypowe, tradycjonalistyczne podejście do codzienności i często mimo talentu sprawdzały się tylko w jednym – tworzeniu rzekomo idealnych domostw. Miał swoje poglądy, pewne trafne – bądź mniej racje, jednakże ona kompletnie nie wpasowywała mu się w ogólnie przyjęte ramy. Była inna, przez to zapewne wyjątkowa, ale i tak samo cholernie irytująca.
Wygiął wargi w paskudnym wyrazie, jakoby właśnie w ten sposób to zrozumiał. Gdyby nie sytuacja w jakiej się znaleźli zapewne rozwinąłby ów dygresję dokładając parę ważnych, niestosownych uwag. -Bez tego kapelusza nawet nie musisz chować się pod łóżkiem, aby dostać miano potwora, Selwyn.- burknął półszeptem przez zaciśnięte usta. -Nie jestem tak zdesperowany, ale zachowam to w pamięci, bo czasem każdemu podwija się noga i takie koło ratunkowe staje się wygodne. Tonący brzytwy się chwyta.- westchnął przeciągle zachowując pozory poważnego tonu.
Wytrącała go z równowagi. Prowadził wewnętrzną walkę starając się skupić na miejscu i sytuacji, a nie złośliwych komentarzach i jej obecności. Poruszała się cicho, jak na poszukiwacza przystało, jednakże on miał wrażenie, że każdy najmniejszy ruch zdradzał ich pozycję. Intuicja mu podpowiadała, że coś czaiło się w gęstych zaroślach, ale póki samo nie chciało się ujawnić wolał nie wywoływać metaforycznego wilka z lasu. Bywał mało ostrożny, ale z pewnością zapobiegawczy, toteż nigdy nie pakował się w kłopoty bez jednoznacznego zamiaru lub czystego przypadku. -Zarazy.- rzucił krzywiąc się z niechęcią w oczach. -Jedna sama się znalazła.- zwieńczył mierząc ją krótkim, lodowatym spojrzeniem. Przykucnąwszy ruszył wolno przed siebie wskazując jej dłonią, aby pozostała w miejscu. Nie myślał o tym, czy go posłucha, ale zapewne tak się nie stanie. Rozglądając się za źródłem szelestu liczył chociaż na możliwość zorientowania się, z czym albo co gorsza z kim, mają do czynienia.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro   09.07.17 15:31

Lucinda nie pamiętała już jak to jest być po prostu zabawnym. Zapomniała o istnieniu słowa zabawa i tego co za nią się kryło. Nie mogła narzekać. Nikomu ostatnimi czasy nie żyło się zbyt łatwo. Gdzieś zwyczajnie w świecie uciekł jej czas, w którym bawiło ją to co robiła. Mogła wracać wspomnieniami do tych chwil spędzonych daleko od Londynu i szlacheckich dram. Chwil zakrapianych alkoholem i dreszczem przygody. Lubiła swoje życie i brała je garściami. Ominęło ją do ciągłe parcie na szkło. Dążenie do doskonałości. Bycie idealną. Może właśnie dlatego teraz tutaj, w środku lasu, kiedy delikatna wiatr niósł za sobą zapach mułu czuła się dobrze. Czuła się tak jakby jej kolejny krok wcale miał nie oznaczać utonięcia w głębokim jeziorze lub pożarcia przez chowające się w cieniu szyszmorę. Czuła każdą kością czającą się za rogiem przygodę. Dlatego jeszcze nie odpuściła. Chyba część jej doskonale teraz wiedziała, że mężczyzna wcale nie ma przy sobie tego czego ona szuka. Może liczyła jeszcze na to, że w końcu ugnie się pod ciężarem jej obecności i stwierdzi, że woli oddać mapę niż słuchać jej jeszcze chwile dłużej. Mówią, że nadzieja jest matką głupich. Lucinda wierzyła, że naiwność jest w stanie zdziałać tyle samo złego co i dobrego. Może wcale nie wszystko było skazane na całkowitą porażkę? Nie miała pojęcia jak bardzo przyjdzie jej pożałować tych słów. Blondynka nie znała zbyt dobrze idącego obok niej mężczyzny. Wiedziała tylko, że był poszukiwaczem jak ona, że bardzo lubił uprzykrzać jej życie i jakimś cudem pojawiał się zawsze tam gdzie nikt go nie potrzebował. Szlachcianka nie miała żadnych informacji o tym jakim był człowiekiem, skąd pochodził i dlaczego zajął się akurat artefaktami. Zwykle za tego typu zajęciami kryła się historia z każdej strony okalana emocjami, w większości tymi negatywnymi. Nie chciała się nad tym jakość szczególnie zastanawiać, ale nie mogła przecież nic poradzić na ciekawość, która często stawała się pierwszym krokiem ku wiedzy, której posiadać tak naprawdę nie chcieliśmy. Na słowa mężczyzny parsknęła ni to śmiechem ni to irytacją. Co mogła mu powiedzieć? Nie był osobą, z której zdaniem w ogóle się liczyła więc postanowiła przemilczeć. - Moja altruistyczna dusza poczuje spełnienie kiedy dostanie to po co tu przyszła. - mruknęła posyłając mu uśmiech. Uśmiech, który pozornie mógł wyglądać na miły, a nawet uroczy, ale tak naprawdę przesycony był ironią, którą doskonale znał. - Nie mów tak, ranisz moje uczucia, Drew. - odparła przewracając przy tym oczami. Choćby obiecywała sobie, że nie wda się z nim więcej w dyskusje to i tak działo się coś co ją do tego prowokowało. Pomimo okropnego charakteru wiedziała, że jest dobry w tym co robi. Często zaskakiwał ją czujnością. To było tak jakby te wszystkie słowa, które wypływały z jego ust w ogóle nie wpływały na jego zachowanie. To precyzja, którą rzadko można spotkać, ale z drugiej strony kiedy się tego nie posiada to łatwo jest stracić… nogę, rękę, może życie. Nie komentując jego słów ruszyła za nim tak jak podejrzewał. Stąpała po ziemi najcichszej jak tylko potrafiła w dłoni zaciskając mocniej różdżkę. Kiedy coś owinęło się wokół jej kostki i pociągnęło w dół pisnęła. Oczywiście, że musiała być ona. - Drew… - warknęła jakby ten nie zauważył, że jednak jest coś nie tak. Blondynka walcząc uparcie z oplatającą jej nogę macką bądź rośliną starała się złapać czegokolwiek.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
http://www.morsmordre.net/t4375-drew-macnair http://www.morsmordre.net/t4416-avari http://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen http://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 http://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Poszukiwacz i przemytnik artefaktów
29
Czysta
Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
3
10
0
0
4
18
2
4
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Jezioro   16.07.17 23:54

Grał z nią słowem, choć wiedział, iż była na takowe odporna- a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Ludziom brakowało dystansu, traktowali wszelaką krytykę jako atak, a przecież najczęściej była to forma ironii, podłego żartu owianego czarnym humorem, który nie znał zasad savoir vivre. Drew lubił manipulować i lawirować na granicy dobrego smaku, bo wtem testował swojego przeciwnika wyciągając wnioski w kwestii jego cierpliwości oraz podejścia. Wszem i wobec wiadomym było, iż psychiczne rany goiły się o wiele dłużej, niżeli te pokrywające ciało, toteż ta wiedza była dla niego niezwykle istotna. Lubił prowadzić. Lubił być krok przed innymi, aby w najmniej oczekiwanym momencie skręcić, bądź zatrzymać się pozornie oddając przewagę, która szybko wracała z jeszcze większą różnicą. Chełpił się triumfami zachowując obojętność względem porażek innych, jednak kiedy takowe dotykały jego wrogów, ludzi depczących mu po piętach wypełniała go nieopisana radość i satysfakcja. Był bezwzględny.
Ciekawość niebywale była pierwszym stopniem do piekła. Często informacje stanowiły o wiele wartościowszą walutę niżeli galeony i każdy inteligentny, cwany człowiek potrafił to wykorzystać kolekcjonując talię kart w niesamowicie staranny sposób. Asy zapewniały wygraną i choć nie zawsze była ona równa wypełnionej gotówką sakiewki to dawała kolejną garść wiadomości tylko i wyłącznie do dyspozycji oponenta. Spiski, zdrady, dyplomacje, tajemnice charakteryzowały ówczesne czasy czyniąc bogatego z tego, który najwięcej wiedział, a nie najwięcej posiadał.
Nie mogła tego wiedzieć, bo nigdy nie mówił o sobie. Drew unikał tematów, w których musiałby wracać wspomnieniami do swojej historii, aby szczerze odpowiedzieć na zadane mu pytania. Mało było osób, które wiedziały o nim coś więcej niżeli tylko niezbędne do podstawowego, płytkiego kontaktu fakty.  Zapewniały one szklankę ognistej, tudzież zlecenia, którymi trudził się na co dzień, więc nie mógł odmówić ich przedstawienia. Lubił towarzystwo, ale nie znosił ludzi. W zasadzie byli mu zupełnie obojętni. Wszyscy.  
W jego ciemnych, mieniących się oczach można było dostrzec ironię. Czasem miał wrażenie, iż to właśnie tęczówki wyrażały jego emocje, a nie słowa tudzież czyny. Był cholernie opanowany i posiadał niesamowicie wysoki próg cierpliwości, toteż wyprowadzenie go z równowagi było naprawdę ciężkim zadaniem. Odpowiedzialna za to nie była wyrozumiałość, a zapobiegawczość, która nie lubując się w brudzeniu rąk omijała szerokim łukiem problematyczne sytuacje niezwiązane z głównym celem. Przyodziewał w ten sposób maskę chowając za nią wszelkie emocje będące w jego mniemaniu dowodem słabości- nie siły. Gardził w sobie tym elementem, pragnął go za wszelką cenę stłamsić albowiem uważał, iż to właśnie on odpowiadał za jego nieudane decyzje i czyny. Właściwie był tego pewny.
-Zatem muszę ją zawieść, nie noszę śmieci przy sobie.- rozłożył bezradnie ramiona nie mając zamiaru oddać skradzionych zapisków, choć akurat prawdą było, iż nie miał ich przy sobie. Złość dziewczyny zapewniała mu satysfakcję, bo traktował to jako karę będącą wynikiem ciągłego wchodzenia mu w drogę. Nie obchodziło go czego szukała, jaki miała w tym cel i kto był zleceniodawcą – wszystko opierało się o deptanie po piętach, którego szczerze nienawidził. Nie skomentował jej podsumowania, które przelewało czarę goryczy i ruszywszy przed siebie liczył, że choć raz posłuchała się jego rady; a właściwie polecenia. Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.
Ignorował jej obecność, a przenikliwa cisza doskonale mu w tym pomagała. Wiedział, że szła tuż za nim, ale perfekcja z jaką to robiła sprawiła, iż nie zamierzał wdawać się w zbędne dyskusje. Kolejna wymiana zdań nie przyniosłaby korzyści, a odsunęła od celu wyprawy toteż odpuścił sobie ustawianie blondynki w kącie, dla której rozumienie zaleceń w ojczystym języku wydawało się nader trudne. Można było stwierdzić, że właściwie już o niej zapomniał, kiedy nagle coś chrupnęło z głośnym łoskotem o ziemię, a zduszony jęk zadawał się prosić o litość. Zareagował instynktownie obracając się w kierunku dźwięku z uniesioną w gotowości do ataku różdżką  i oczami błądzącymi po ciemnej scenerii, która zdawała się tworzyć zasłonę dymną dla wroga. Smród wilgoci wypełnił jego nozdrza, kiedy wykonał kilka wolnych kroków w stronę dziewczyny i zatrzymawszy się praktycznie tuż nad nią poczuł jak miękkie podłoże zdaje się ruszać pod jego podeszwami. Zmrużył oczy zaciskając nieco mocniej wargi w złowieszczym wyrazie, bo od razu rozpoznał oponenta zakłócającego ich romantyczną przechadzkę późną porą. -Diabelskie sidła.- rzucił w kierunku dziewczyny, dla której zapewne nie było to wielkim odkryciem, bo liczyła na pomoc, a nie zielarskie porady. -Lumos- wypowiedział zaklęcie skierowawszy kraniec różdżki w stronę własnych stóp, albowiem macki zaczęły wspinać się po ich bocznych częściach. Zwlekał dłuższy moment nim zdecydował się potraktować pobliskie drzewo Incendio tym samym uwalniając blondynkę, bo jej wykrzywiona w bólu mina była całkiem dobrą pożywką pozytywnej energii.  -Nie wypłacisz się do końca swojego nudnego życia, Selwyn.- zakpił nie robiąc sobie żadnego zagrożenia ze śmiercionośnej rośliny, która okazała się nie przeszkodą, a strażnikiem… który pod wpływem dużej ilości światła momentalnie rozproszył swe macki zabierając dwójce przyjaciół grunt pod nogami.
Nie zdążył nawet krzyknąć gniewnie, a już jego dłoń rozmasowywała kark od pokaźnego upadku wprost w głębinę. Czuł woń stęchniętego powietrza, który w mieszance z ogromną wilgocią zdawał się zabijać samym zapachem. Podciągnął się ku górze opierając ciężar ciała na łokciach i rozejrzał się po obślizgłych, ceglanych ścianach mając wrażenie, że to jakiś kiepski żart faceta, którego żona okazała się jego kochanką. Metaliczny smak krwi wypełnił jego usta, kiedy rozcięta skroń dała wyraźnie o sobie znać przeszywając głowę tępym bólem. Musiał dostać i to z porządnym impetem.
Plan był prosty. Miało się odbyć bez ofiar. Plany jednak mają to do siebie, że często ulegają zmianie i tak było wówczas. Blond czupryna była na jego czarnej liście.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott http://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 http://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 http://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 http://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
26
Szlachetna
Panna
i just want to live while i'm alive
12
20
0
0
1
0
9
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Jezioro   23.07.17 11:47

Straciła orientacje. Dzisiejszego wieczoru poświęciła uwagę osobie, a nie całej sytuacji. Zapomniała, że to nie jest spotkanie towarzyskie w pięknej restauracji z białymi obrusami na stołach i delikatnymi dźwiękami muzyki rozchodzącymi się w tle. Zapomniała, że znajduje się na obcym terenie w środku poszukiwań. Artefakty nie byłby artefaktami gdyby ich znalezienie było proste. Gdyby każdy mógł przyjść, podnieść je z ziemi i zachować dla siebie. Nie miałby w sobie nic cennego i byłby po prostu nieopłacalne. Oboje jednak doskonale wiedzieli, że w ich świecie to funkcjonuje z grubsza inaczej i trzeba naprawdę się postarać; często by przy tym nie zginąć. Lucinda nie mogła przewidzieć, że mężczyzna wybiera się na poszukiwania, a jej irytacja przyćmiła rozsądek, który co chwile wołał do niej, że popełnia błąd. Nie liczyło się to jaki ten błąd był, liczyło się tylko to czy przyjdzie jej odzyskać to po co tutaj przyszła. Ktoś by powiedział, że to głupota. Obsesja. Przecież to tylko jakaś klątwa do złamania, jakaś mapa do odzyskania. Nie musiała tym zarabiać na życie więc czemu tak bardzo jej zależało? Szlachcianka zawsze doprowadzała rzeczy do końca. Nie szanowała ludzi, którzy rzucali słowa na wiatr. Nie rozumiała tych, którzy podejmowali się czegoś by zatrzymać się w połowie i po prostu zawrócić. Ona tak nie potrafiła. Kiedy już raz się czymś zajęła to zrobiła wszystko by znaleźć rozwiązanie nawet jeśli równało się to siedzeniu na ogonie doprowadzającemu ją do szewskiej pasji mężczyźnie. Mogła jednak na tę wyprawę zabrać ze sobą trochę rozumu. Wtedy prawdopodobnie zatrzymałaby go w miejscu i załatwiłaby wszystko bez potrzeby wchodzenia w konwersacje, a już na pewno bez potrzeby wplątywania się w diabelskie sidła. Była jednak chyba tak dumna z siebie, że udało jej się go wyśledzić iż nie pomyślała by zrobić z tego jakiś większy użytek. Historia stara jak i świat; dobra dziewczynka chcąc zbawić świat wpadła prosto w pułapkę. O ile prostsze by wszystko było gdyby zamiast jej uwięzionej w tych sidłach był on. Prawdą było, że ona nawet by nie zdążyła się dobrze zastanowić co tak właściwie zrobić, a już rzucałaby zaklęciami by mu pomóc. Była dobrym człowiekiem. Wiedziała o tym chociaż czasami tą dobroć powinna umieć usypiać. Nie wszyscy ludzie na to zasługiwali i to wbrew temu co myślała o istnieniu dobra w każdym człowieku. Chociaż chyba chciała wierzyć, że żyli w świecie, w którym dobro ma jakieś znaczenie. Oplątana w diabelskie sidła przestała się ruszać. W końcu każdy jej ruch powodował mocniejsze zaciskanie się pnączy na jej kończynach, a naprawdę nie uśmiechała jej się śmierć z rąk obślizgłych macek. Przez myśl jej przeszło, że mężczyzna mógł o nich wiedzieć dlatego kazał jej zaczekać doskonale zdając sobie sprawę, że zrobi dokładnie odwrotnie. Po nim mogła spodziewać się naprawdę wszystkiego. Był nieprzewidywalny, inteligentny, a przy tym bardzo niebezpieczny. Nie mogła go jeszcze do końca rozgryźć, ale nie miała zamiaru się poddawać. W końcu każdy popełnia jakiś błąd. W mniemaniu Drew błędem na pewno była pomoc blondynce. Kiedy diabelskie sidła zaczęły się cofać Lucinda poczuła jak jej nogi swobodnie wiszą nad przepaścią. Nie zdążyła nic krzyknąć bo oboje runęli w dół. Kiedy z impetem uderzyła o zimne podłoże w głowie jej zaszumiało, a w piersiach przez chwile zabrakło tchu. Podniosła się i zaczęła rozglądać w poszukiwaniu różdżki, która wyleciała jej z kieszeni płaszcza gdy tak swobodnie spadali sobie w dół. Widząc delikatnie tlące się lumos podeszła po nią chwiejnym krokiem co chwile kaszląc od unoszących się ciągle w powietrzu tumanów kurzu. - Brawo geniuszu – mruknęła kierując różdżkę w górę i wypowiadając ciche lumos maxima. - Mam nadzieje, że wiesz dokąd prowadzi ten tunel bo wiesz… ja, ty i jaskinie to złe połączenia. - dodała i dopiero teraz spojrzała na mężczyznę i jego krwawiącą skroń. Skrzywiła się. - Przeżyjesz? - zapytała bo przecież nie mogła się o niego martwić. Co jak co, ale na to nie zasłużył.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
 

Jezioro

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

 Similar topics

-
» Zwykłe Jezioro
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Pomost, na północnym krańcu jeziora
» Jezioro
» Jezioro Zmian

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest :: Las-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17