Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Stolik nr 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Stolik nr 2   02.08.15 18:58

First topic message reminder :

Stolik nr 2

Pomieszczenie sprawia wrażenie wybitnie niskiego, aczkolwiek to tylko sprytny zamysł architekta, ponieważ bez problemu wyprostują się w niej nawet ci bardzo wysocy goście. Kryształową karafkę zaklęto tak, aby każdy przysiadający na skórzanej kanapie czarodziej, chociażby na moment, został uraczony szklanką naprawdę mocnego trunku. Rzeźby także nie wydają się tak martwe, za jakie można byłoby je uznać, aczkolwiek najbardziej interesujący element został umieszczony na centralnej ścianie - obraz bez nazwy wykonany przez nieznanego autora… co dociekliwsi nie znaleźli na nim nawet daty powstania. Przedstawia on nagą, leżącą kobietę, która od czasu do czasu zalotnie zerka na gości, zmieni pozycję na mniej lub bardziej wyzywające, zakrywa jedną z piersi. Wszystkim, nawet początkującym koneserem sztuki sprawia on niemałą zagwozdkę - kim jest naga kobieta? modelką? może zdradzoną żoną? dlaczego donosi się do wszystkich z taką wyższością? nie wstydzi się swojej nagości? skąd pochodzi to dzieło?  z domu dla pań lekkich obyczajów? Plotki głoszą, że jest skora do rozmów wyłącznie z bardzo pijanymi gośćmi.

UWAGA Aby przemieścić się po pomieszczeniach wewnątrz restauracji, należy rzucić kością opisaną jej nazwą.

1 - postać przechodzi do stolika nr 1
2 - stolik nr 2
3 - stolik nr 3
4 - wejście
5 - bar
6 - fontanna
7 - taras
8 - korytarz

Wartość zdublowana (np. wyrzucenie czwórki, podczas gdy postać znajduje się przy wejściu) upoważnia do dowolnego przemieszczenia się po wyżej wymienionych pomieszczeniach. Pierwszy post powinien zostać umieszczony przy wejściu.

W przypadku, gdy postać zgodnie z wyrzuconym rzutem powinna przenieść się do wątku, w którym znajduje się inna postać należąca do tej samej osoby (multikonto) do rzutu należy dodać jedno oczko, a następnie podążyć za powyższymi wskazówkami.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Stolik nr 2   09.08.15 12:59

Patrzyła, jak Garrett poruszył się niespokojnie obok niej, by po chwili zerwać się od stołu.
- Garrett, dokąd idziesz? Zaczekaj! – rzuciła do niego, ale brat pospiesznie się oddalił. Wstała, zupełnie jakby chciała pójść za nim, ale ten zdążył już wyjść z pomieszczenia. Lyra nie mogła uwierzyć, że naprawdę zostawił ją tu samą z trzema obcymi facetami, którzy co prawda byli zajęci głównie sobą, no ale dla niej, jako osoby nieśmiałej i płochej, to i tak było dosyć stresujące. Przy bracie czuła się dużo pewniej, ale teraz już go nie było. Słyszała co nieco o dziwnej magii tego miejsca, więc naprawdę zaczęła się martwić jego dziwnym zachowaniem i zniknięciem. Usiadła jednak z powrotem.
Nie wtrącała się w wymianę zdań między mężczyznami. Miała jednak wrażenie, że jej towarzysze niezbyt za sobą przepadają, bo ich rozmowa nie brzmiała jak zwykła pogawędka, a między pozornie niewinnymi uwagami można było wyczuć zawoalowaną niechęć i ukryte między wierszami złośliwości. Jako nastolatka świeżo po Hogwarcie, nie miała zbyt wielkiego obycia towarzyskiego, nie znała jeszcze zbyt wielu osób, a tym bardziej nie rozumiała ich sporów. A kiedy się czegoś nie rozumie, najlepiej się po prostu nie wtrącać. Udając, że obserwuje wiszący na ścianie obraz, tak naprawdę przyglądała się im dyskretnie, wciąż próbując rozgryźć wcześniejsze dziwne zachowanie swojego brata.
Nagle jednak znowu się do niej zwrócono, więc przeniosła wzrok na mężczyznę, który się odezwał.
- Garrett z pewnością za chwilę wróci – powiedziała, chcąc bronić brata, wręcz czuła się w obowiązku, by to zrobić, nie chcąc, by zarzucano mu nieodpowiedzialność. Jednak nie była wcale taka pewna, kiedy ten pojawi się z powrotem. Oby tylko nic mu się nie stało.
- Co do obrazów... Oczywiście, że maluję także na zamówienie – wyjaśniła. W końcu to był jej główny sposób zarabiania na życie: wykonywanie obrazów na zamówienie. Tylko od kaprysu klientów zależało, czy wróci do domu z jakimś zarobkiem, czy też nie. Mankament bycia biednym Weasleyem; teoretycznie szlachetnego pochodzenia, ale biedniejszym niż niejeden mugolak. – Robię to dopiero od niedawna, bo dopiero co skończyłam Hogwart. Niestety nie miałam więc okazji namalować zbyt wielu portretów, ale liczę, że to się niedługo zmieni. Chętnie przyjmę jakieś nowe interesujące zlecenia.
Kto wie, może nawet któryś z nich się skusi, jeśli będzie potrzebować portretu? Ale mimo że lubiła mówić o malowaniu, leciutko się zarumieniła, choć szybko metamorfowała policzki, żeby to ukryć. Czuła się przy nich jeszcze bardziej młodziutka i nieopierzona. Naiwny, wrażliwy dzieciak wśród kilkorga niezbyt przychylnie do siebie nastawionych dorosłych. Pod koniec sierpnia miała dopiero skończyć osiemnaście lat. Zwykle wyglądała nawet na młodszą, przynajmniej w naturalnej odsłonie, bo przed dzisiejszym przyjęciem leciutko się zmetamorfowała, by nadać sobie choć odrobinę poważniejszego wyglądu, przynajmniej z twarzy, bo z niskim wzrostem nie majstrowała. Lubiła siebie taką, jaka była, a rozciąganie kości było zbyt nieprzyjemne, by miała na to ochotę.
Nie zdążyła jednak powiedzieć wiele więcej na temat swojego artystycznego zajęcia, bo po chwili sytuacja przybrała niespodziewany obrót. Bulstrode oblał Macmillana zawartością jego kieliszka, zachlapując mu szatę alkoholem, ale ten nie pozostawał mu dłużny; wyciągnął różdżkę i wyczarował wiadro wody, które oblało mężczyznę. Krople cieczy rozprysnęły się także dookoła, mocząc stolik i siedziska. Parę kropelek poleciało także w stronę Lyry, która szczęśliwie siedziała po drugiej stronie stołu i najmniej ucierpiała. Siedzenie w przemoczonych ubraniach jednak nie należało do najprzyjemniejszych, więc nawet nie mogła się zdziwić złości Bulstrode’a, który w tamtym momencie także wyciągnął swoją różdżkę i rzucił swoje zaklęcie.
Tak czy inaczej, z jej perspektywy, jako postronnej, niezamieszanej w sprawę nastolatki, nie wyglądało to zbyt dobrze. Coraz bardziej żałowała, że Garrett sobie poszedł; być może on prędzej potrafiłby załagodzić tę sytuację i nie dopuścić do tego, by mężczyźni naprawdę zaczęli ciskać w siebie już nie tylko zawoalowanymi docinkami, jak na początku, ale zaklęciami.
Rzuciła im szybkie spojrzenie. Nie była jakąś wychuchaną, omdlewającą paniusią, która wielce bulwersowała się na widok takich scen; raczej była po prostu zdumiona i nieco spłoszona, i naprawdę miała nadzieję, że nie dojdzie do niczego poważniejszego, ani że ona w żaden sposób nie ucierpi na ich coraz śmielszych poczynaniach. Naprawdę żałowała, że brak jej pewności siebie Garretta, który, jako auror, nie z takimi sytuacjami musiał umieć sobie poradzić.
- Przestańcie – powiedziała jedynie dość ostrożnie, ale nie wiadomo, czy w ogóle ją usłyszeli. Była sama, bez brata, który ciągle nie wracał, nie znała ich i nie wiedziała, jak mogliby zareagować, więc to nie pomagało jej i tak niezbyt dużej pewności siebie. – To naprawdę nie ma...
Urwała jednak, przygryzając wargę. W końcu dlaczego mieliby posłuchać jakiejś małolaty? Tak, zdecydowanie przydałby się Garrett.






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Anthony Burke
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t712-anthony-burke http://www.morsmordre.net/t783-poczta-anthony-ego http://www.morsmordre.net/t715-anthony-burke http://www.morsmordre.net/f211-durham-dwor-burke http://www.morsmordre.net/t971-anthony-burke
Łamacz klątw
33
Szlachetna
Kawaler
Jak mogę im odmówić,
skoro boskość chcą mi wmówić?
Nie zawiodę ich,
Bo stać mnie na ten gest
5
14
0
0
0
8
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 2   12.08.15 3:44

Anthony miał nieodparte wrażenie, że gniewne, bezczelne zachowanie młodego szlachcica, było pozornie tylko wymierzone w niego. Bezpośredni atak Mcmillian wycelował w Parysa Bulstrode i Anthony próbował w przeciągu kilku ostatnich chwil spróbować wyłowić w pamięci, czy kiedykolwiek wcześniej panowie mieli aż tak na pieńku. Owszem, ani rody Burke ani rody Bulstrode nie przejawiali zbyt gorących uczuć w kierunku rodu Macmillan, ale to nie oznaczało też, że podczas tak ważnego spotkania zachowywać się w podobny sposób. Anthony, Ty pieprzony hipokryto. Głos sumienia jak zwykle odezwał się w porę, uciszając moralne kwestie rodowe. Kimże on był, by rozliczać innych za zachowanie, kiedy sam również nie był prowodyrem do brania z niego przykładu. Garrett zdążył już wyjść, natomiast Macmillan wciąż posyłał to jemu to Parysowi przeciągłe spojrzenia, które nie zrobiły na nim większego wrażenia. Skupił na razie uwagę na jedynej płci pięknej przy stoliku.
- Proszę mi wybaczyć, panno Weasley. Wyraziłem się chyba niezrozumiale. Pytałem, czy byłaby pani skłonna malować obraz dajmy na to… w posiadłości prywatnej? – Zagadnął, pozostawając jednak czujny i kiedy tylko dostrzegł różdżkę w dłoni przeciwnika wycelowaną w Bulstrode’a, natychmiast dobył swojej własnej, mierząc młodzieńca zirytowanym spojrzeniem. W tym momencie nad głową jednego z nich pojawiło się wiadro wody, które, przechyliwszy się, rozbryzgało lodowato zimny strumień na nich oboje. Jednak gwoli ścisłości to Burke był tym mniej poszkodowany. Wzdrygnął się, obrzucając Macmillana chłodnym spojrzeniem. Milczał jednak, dopóki tamten nie skończył mówić swoich dywagacji. Myśli Anthony’ego w tamtym momencie były do tego stopnia niekulturalne, że wolał zachować milczenie zwłaszcza w towarzystwie damy z wątpliwego, bo wątpliwego, ale wciąż szlachetnego rodu.
- Co pan powie? Podejrzewa mnie pan o coś? Gdyby był pan choć w połowie zaznajomiony z tematem, który raczył poruszyć, wiedziałby pan, że ostatnia zorganizowana inspekcja aurorów, mająca miejsce u początku bieżącego roku, niczego nie wykazała, narażając ich jedynie na śmieszność. Doceniam jednak pana troskę. – Gdy tylko skończył mówić, dostrzegł, że ręka przyjaciela, dzierżąca w dłoni różdżkę, wycelowaną w pierś wroga poruszyła się gwałtownie, a on sam poderwał się na równe nogi, ciskając w młodziana zaklęciem. Burke poderwał się równie szybko, mierząc różdżką w Macmillana i nim ten zdążył rzucić kolejne idiotyczne zaklęcie na poziomie czwaroczniaków w Hogwarcie, wyprzedził go.
- Expelliarmus(1) – Rzucił zaklęcie, po czym podążył wzrokiem od jednego do drugiego. Odetchnął kilkukrotnie i ponownie łypnął na Macmillana – Dosyć tego, do jasnej cholery! Doprawdy nie wiem i nie obchodzi mnie pana tu sprowadziło, Macmillan, ale jeśli ma pan jakąś sprawę niecierpiącą zwłoki do pana Bulstrode, to lepiej rozwiąż ją na zewnątrz, a nie w towarzystwie panny Weasley i restauracji pełnej ludzi. Nie będę tolerował więcej tej błazenady pod okiem całego Londynu. – Warknął, rzucając kątem oka spojrzenie na przemoczonego do suchej nitki Parysa. Musiał powstrzymać uśmiech rozbawienia tym widokiem, który nijak miał się do jego srogiej postawy, tak więc odchrząknął i skierował różdżkę na kałużę wody u ich stóp, wypowiadając zaklęcie: Chłoszczyść(2).


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 2   12.08.15 3:44

The member 'Anthony Burke' has done the following action : Rzut kością

#1 'k100' : 38

--------------------------------

#2 'k100' : 23


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 2   13.08.15 19:20

Macmillan wygiął usta w paskudnym uśmiechu, kiedy dostrzegł, że jego zaklęcie powiodło się, a mężczyźni zostali oblani wiadrem zimnej wody. Cóż, matka z pewnością nie byłaby dumna, lecz nie to było w tej chwili najważniejsze - a jego prywatna, niezbyt dojrzała zemsta na znienawidzonych rodach Bulstrode'ów i Burke'ów. Tak fałszywi, tak niesłusznie przekonani o swej wyjątkowości...
Podobnie do Parysa, i on zerwał się na równe nogi, skracając dzielący ich dystans; posłał starszemu mężczyźnie powątpiewające spojrzenie, kiedy podjęta przez niego próba czarowania znów się nie powiodła.
- Szczęście panu nie dopisuje, panie Bulstrode, może za mało pan jeszcze wypił, by móc cokolwiek wyczarować? - zakpił, całą swoją postawą okazując charakterystyczną Macmillanom butę.
Dopiero po chwili, jak przez mgłę, dotarły do niego słowa Lyry, a później towarzyszącego im jeszcze Anthony'ego. Uniósł do góry brew, gdy czar drugiego z mężczyzn również nie odniósł pożądanego skutku; różdżka w jego dłoni jedynie lekko drgnęła, co bez problemu opanował wzmocnieniem na niej chwytu. Nie żeby jakoś specjalnie liczył się ze zdaniem Burke'a, żeby wierzył w jakiekolwiek inspekcje aurorów czy dobre chęci, lecz w jednym miał rację - nie powinien dawać takich przedstawień w towarzystwie młodej damy. Stropił się nieco, niechętnie odrywając wzrok od celującego w niego różdżką Parysa i kornie pochylił głowę przed młodą Weasleyówną.
- Wybaczy mi panna, nie powinienem narażać panny na takie nieprzyjemności - zwrócił się do niej zupełnie innym tonem, w którym pobrzmiewała nawet nuta pokory. - Pan Burke ma rację... Zdecydowanie powinniśmy załatwić tę sprawę na zewnątrz. Zgadza się pan ze mną, panie Bulstrode? Czy boi się pan podjąć wyzwanie? - Znów powróciła doń buta, to szkockie nieokrzesanie, z którego słynęli; nie podobało mu się zainteresowanie, które mężczyźni okazali młódce, nie podobał mu się sposób, w jaki na nią patrzyli. Był od niej starszy i doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak ją traktowali; uważali ją za śmiecia, za gorszą od siebie, a ten pokaz dwulicowości tylko rozpalił w nim nienawiść na nowo.
Drugie z zaklęć Anthony'ego powiodło się; woda, która znalazła się na podłodze czy sofach zniknęła, lecz z przemoczonym do suchej nitki Parysem pewnie nie na długo.

| Teraz nie było to aż takie istotne, bo jedynie trochę się tutaj droczymy, lecz pamiętaj, Anthony, że w normalnej walce można podjąć jedną akcję - rzucić tylko jedno zaklęcie.


Powrót do góry Go down
Parys Bulstrode
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t681-parys-bulstrode#2069 http://www.morsmordre.net/t906-parysowa-sowa#4367 http://www.morsmordre.net/t733-parys#2542 http://www.morsmordre.net/t1117-parys-bulstrode#7272
muzyk
35
Szlachetna
Zaręczony
I'm not a stop along the way, I'm a destination.
7
6
1
0
3
10
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 2   14.08.15 1:09

Dla czarodziejów półkrwi lub tych urodzonych w mugolskich domach status krwi zdawał się nie należeć do rzeczy aż tak istotnych. Przecież posiadali zdrowe dzieci, całkiem zgrabne żony oraz gromadkę uroczo uśmiechających się do zdjęcia przyjaciół. Zarobki nie zmuszały ich do życia w biedzie, a życie toczyło się spokojnie, wpadając w krąg rutyny. Krewni nie byli aż tak zmanierowani podczas wspólnych świąt - drobne gafy łatwo wybaczało się tuż po ich wypowiedzeniu, ponieważ wszyscy w rzeczywistości kochali się nawzajem… I drążąc taki tok rozumowania, nigdy nie doszłoby się do wniosku, aby zastąpić tak sielankowy obraz rodziny czymś innym. Co straszniejsze - niektórzy zapewne skłaniali się ku wypowiedzeniu największego kłamstwa w dziejach - czarodzieje z dobrego rodu należeli do szuflady tych gorszych, pławiących się w luksusach i zepchniętych na marginesy moralne.
Brednie.
Bulstrdoe’owie zapewnili Parysowi szczęście oraz bezpieczeństwo niejeden raz. Oczywiście może nigdy nie spał w brudnym motelu, w przybytkach o nieprzychylnej renomie bywał rzadko, ani nie założył na siebie szaty używanej przez kogokolwiek innego niż on sam. W życiu nie robił zapewne tysięcy rzeczy, których dopuszczała się niższa wrstwa społeczna, ale nie czuł potrzeby poznawania sensu egzystencji w taki sposób. Tylko obłąkani mogli chcieć trudzić się szarą codziennością, odmawiając sobie szerokiego wachlarza przyjemności rozłożonego tuż nad ciemnym horyzontem brytyjskiego nieba. To przecież nie czyniło go kimś, kto nie poznał życia. Przeżył na tej ziemi trzydziestopięcioletni, niezwykle burzliwy romans w akompaniamencie uderzeń serca oraz równych oddechów. Zdążył zagłębić się w rzeczy, do których dostęp powinny były posiadać nielicznych i przebywał na salonach dłużej, niż mogłoby się wydawać. Podczas pracy w Ministerstwie Magii niemal cały Londyn wyznawał zasadę, iż impreza, którą on nie zainteresowałby się, nie stanowiła niczego godnego uwagi.
Każdy urodził się do jakiegoś celu.
Matka wychowała go w poczuciu ogromnej dumy, wyczuwalnej na kilometry stąd oraz nieskrępowanej wyższości, którą raczył całe, nudne środowisko. Z pewnością ta mieszanka nie powaliła mu na powrót do bezpiecznej pozycji na skórzanej kanapie, gdzie zaledwie przed stu parędziesięcioma trzema sekundami rozkoszował się gorzkim smakiem alkoholu.
Nie istniało wielu rzeczy wyprowadzających pana Bulstrode z równowagi, acz znieważanie pochodzenia (dokładnie mówiąc - JEGO pochodzenia) wprawiało go w stan czystej i niepohamowanej furii, kiedy jedne zaklęcia wychodziły mu oszałamiająco dobrze, a inne zwyczajnie nie skutkowały nawet najmniejsza iskrą.
Całe irracjonalne przedstawienie naprawdę wzburzyło w nim krew. Samo sztucznie szlachetne zachowanie Anthony’ego, który gardził zdrajcami krwi nie mniej niż on, wzburzyło go wystarczająco. W umyśle zapewne gardził nią po stokroć, ale pragnął udawać mężnego herosa. Czy Parys miał w zamiarze stanąć jeszcze bardziej na boku w oczekiwaniu na podjęcie strony mężczyzny z niewidzialnym wiadrem? Może w rzeczywistości Burke również chciał wylać na niego kubeł zimnej wody, zrywając prawie odwieczną więź… Nie miał bladego pojęcia, ale oni - niezależnie od swojego teatralnego zachowania, podniosłych słów oraz półgestów nakręcali chorą spiralę nienawiści, która zbliżała się niebezpiecznie blisko Macmillana.
Chciał go wyłącznie udusić gołymi rękoma, tyle. Przynajmniej ich lekko zubożały ród nie musiałby organizować spotkania popogrzebowego - miałby już jedno, całkiem pokaźne - wystarczyło odwrócić głowę na prawo i lewo. Większość jego fałszywych przyjaciół czy zagorzałych wrogów w jednym miejscu. Idealne pożegnanie z nędznym żywotem. Sam Parys uronił aż tyle łez, że stał przed swoimi towarzyszami w całych przemoczonych szatach, kto by temu uwierzył!
- Przekonajmy się, czy którykolwiek z Macmillanów nauczył się pojedynkować. Za czasów Hogwartu nie stanowili dla nikogo większych przeciwników - zadrwił lekko rozbawionym głosem. Walczył na czary z jego krewnym może dwa razy, niemniej nie wspominał tego z wybitnym przejęciem, nie potrafiąc sobie przywołać nazwiska lub koloru włosów rywala z przeszłości.
- Proszę przodem - wypalił oschle, podążając za swoim przeciwnikiem. Niezbyt interesował go Burke lub rudowłosa osiemnastolatka, która nie okazała się jedynie miernym Weasleyem.




n o x
Powrót do góry Go down
Lyra Travers
avatar

Neutralni
Neutralni
http://www.morsmordre.net/t800-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/t838-zlotko http://www.morsmordre.net/t828-lyra-travers-weasley http://www.morsmordre.net/f280-norfolk-dworek-na-wschodnim-wybrzezu http://www.morsmordre.net/t962-lyra-travers
Malarka
19
Szlachetna
Zamężna
Dream of the perfect life
Dream of the sand, the sea, the sight
21
20
0
0
6
0
2
2
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Stolik nr 2   15.08.15 15:44

/sorry, że krótko i w ogóle, ale nie miałam za bardzo pomysłu, co jeszcze napisać, skoro Lyra jest tylko biernym świadkiem i nie bierze udziału w kłótni, a nie chciałam was blokować

Lyra zwróciła wzrok w stronę Anthony’ego.
- Oczywiście – odpowiedziała. – Kiedy jest się początkującym artystą, nie można być zbyt wybrednym i trzeba dostosowywać się do wymagań i potrzeb klientów.
Lyra nie miała nic przeciwko malowaniu w posiadłościach prywatnych, bo zdawała sobie sprawę, że nie każdy miał ochotę pozować na Pokątnej. W końcu umiała się teleportować, więc odległość nie stanowiła problemu. W sumie gorsze było to onieśmielenie i poczucie przytłoczenia okazałymi posiadłościami, ale pewnie w końcu przyzwyczai się do tego uczucia. Zresztą, jej samej także lepiej malowało się w cichym i spokojnym miejscu, niż na gwarnej ulicy. No, ale jako początkującą, nie było jej stać na zlokalizowanie swojego stanowiska w jakimś lepszym miejscu, nie wspominając o posiadaniu swojej galerii, gdzie wystawiałaby prace i przyjmowała zamówienia.
Mimo wszystko cieszyła się, że mężczyzna zainteresował się jej twórczością. Niestety jednak nie mogła przybliżyć swojej artystycznej pracy, ponieważ kłótnia trójki dorosłych czarodziejów przybierała na sile i stawała się coraz bardziej zaciekła.
Siedziała i wpatrywała się w ich twarze. Sytuacja przy stoliku stawała się coraz bardziej napięta i wyraźnie to widziała. Czarodzieje z trudem powstrzymywali się od bardziej zaciekłej kłótni, może nawet dalszego miotania w siebie zaklęciami. Być może powstrzymywała ich obecność przypadkowej nastolatki przy ich stoliku i fakt, że znajdowali się w lokalu pełnym innych czarodziejów, którzy niewątpliwie zwróciliby uwagę na tego typu incydent. Tak czy inaczej, Lyra znowu pożałowała, że nie ma tu Garretta, który mógłby spróbować załagodzić sytuację. Ona była zbyt mało pewna siebie, żeby mieszać się w cudze spory, których nawet nie rozumiała. Uznała więc, że rozsądniej będzie po prostu się nie odzywać i pozwolić im rozwiązać spór między sobą, skoro i tak nie zwracano większej uwagi na jej słowa.
Kiedy Macmillan zaproponował Bulstrode’owi wyjście na zewnątrz i ten podjął wyzwanie, nie była zbytnio zdumiona takim obrotem spraw. Nie uważała też tego za dobre, ale z dwojga złego, było to lepsze niż gdyby mieli się obrzucać klątwami tutaj. Bo na zgodę i pokojowe rozejście się w tej sytuacji nie było co liczyć, więc pozostawało jej mieć nadzieję, że się tam nie pozabijają. Czasami wciąż nie potrafiła zrozumieć, dlaczego facetom tak spieszno było do rozwiązywania sporów w taki sposób, aczkolwiek sama chyba jeszcze nigdy nie znalazła się w sytuacji, kiedy ktoś by ją do tego stopnia wyprowadził z równowagi. Bo gdyby tak było, to kto wie, czy sama też nie sięgnęłaby po różdżkę, mimo że na co dzień była raczej spokojna i nieśmiała?






come on look into the expanse and breath all these around come on don’t be afraid to look don’t be afraid
to look at distance
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 2   17.08.15 13:54

Macmillan uśmiechnął się mimowolnie, kiedy Parys przystał na jego propozycję; nie podejrzewał go o taką odwagę, lecz, najwidoczniej, oblanie wiadrem zimnej wody zdecydowanie podniosło jego morale. Żeby tylko ta ślepa furia obniżyła jeszcze jego - i tak mizerne - umiejętności bojowe, a całe wydarzenie opisał Prorok, wtedy młodzian będzie naprawdę szczęśliwy.
Choć Weasleyówna nie raczyła mu odpowiedzieć, Macmillan znów kornie skinął jej głową, z dezaprobatą spoglądając na siedzącego przy niej Burke'a. Zdecydowanie nie powinien zostawiać ich samych, nie wierzył temu Nokturnowemu wężowi w żadne wypowiadane przez niego słowo - w tę pseudoetykietę, w nagłą rycerskość i niewinne pytania o sztukę.
- Panie Burke, czy nie chciałby pan zostać sędzią naszego pojedynku? Wszak widzę, że nie godzi się pan z niesprawiedliwością i jakimikolwiek uchybieniami, więc żywię nadzieję, że nie zezwoli pan na naruszenie zasad. - Prawdę mówiąc, Macmillan nie obraziłby się, gdyby Anthony również wziął udział w walce, czy może raczej od razu się do tego przyznał. Bo nie wątpił, że, w razie czego, Burke popędził na pomoc Bulstrode'owi. A przynajmniej jeśli okoliczności na to pozwolą; wszak jaką mogli mieć widownię?
- Choć największe zaufanie miałbym do panny, panno Weasley, i panny łagodnego serca. Lecz nie śmiem prosić panny o przyglądanie się naszej przepychance. - Skłonił się po raz ostatni, nie mając pojęcia, czy Lyra przychyli się do jego zawoalowanej prośby, a następnie przeniósł wzrok na rozbawionego Parysa i odpowiedział mu podobnym uśmiechem; krytykował umiejętności bojowego jego rodu, kiedy sam nie potrafił rzucić żadnego zaklęcia? Zabawne. Nie zamierzał jednak komentować tego na głos, nie widział w tym żadnego sensu, skoro już udało mu się go sprowokować.
Zgodnie z prośbą przeciwnika opuścił zajmowany przez nich zakątek sali jako pierwszy, lecz cały czas pilnował, by Bulstrode nie został w tyle.

Mógł wydawać się całkowicie bezmyślny, lecz wiedział, że nie mogą walczyć przed restauracją - wszak obok znajdowały się domy mugoli. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem wydawał się korytarz, na którym - przy odrobinie szczęścia - nie znajdowało się zbyt wielu gości lokalu.


Powrót do góry Go down
Anthony Burke
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://www.morsmordre.net/t712-anthony-burke http://www.morsmordre.net/t783-poczta-anthony-ego http://www.morsmordre.net/t715-anthony-burke http://www.morsmordre.net/f211-durham-dwor-burke http://www.morsmordre.net/t971-anthony-burke
Łamacz klątw
33
Szlachetna
Kawaler
Jak mogę im odmówić,
skoro boskość chcą mi wmówić?
Nie zawiodę ich,
Bo stać mnie na ten gest
5
14
0
0
0
8
0
5
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Stolik nr 2   17.08.15 17:19

Anthony nie traktował rozmowy z Lyrą poważnie. Samej dziewczyny również. Owszem, należała do szlachetnego rodu cokolwiek wątpliwej jakości, jednak winny był jej względny szacunek podczas rozmowy. Przebywanie osiem lat w ruinach mezopotamskich grobowców spowodowały, że lwia część salonowej etykiety uleciała mu z pamięci, jednak starszy panicz Nott nie pozwolił by tak się stało do końca. Nie znał Lyry i nigdy wcześniej jej nie spotkał, dlatego nie miał żadnych powodów by nią jawnie gardzić. Mimo, że mały Weasley, który był jej bratem, zapewne naszprycował ją opowieściami o Nokturnowych chuliganach. Nic nie stawało na przeszkodzie, by ten obraz trochę wykrzywić i udowodnić, że nic nie jest tylko białe, ani tylko czarne. Nie był zainteresowany portretami ani artystycznymi umiejętnościami dziewczyny. Uznał jednak, że Bastianowi pomysł portretu przypadłby do gustu. Odwrócił spojrzenie od burzy rudych włosów i zerknął kątem oka na Macmillana.
- Każe pan na siebie czekać, Macmillan. Chyba chce pan zostać uznany za niesłownego tchórza, grającego na czas. – Odpowiedział oschle, znudzony już jego grą i ignorując fałszywe pochwały pod swoim adresem. – Z przyjemnością. = Dodał krótko. Przestał interesować się Weasley’ówną ani brać za nią odpowiedzialności. Śmiać mu się chciało z Garretta, który zostawił ją samą w takim miejscu. Sam był starszym bratem, od kilku lat czuł się w obowiązku by chronić Evelyn, jednak ona nigdy nie wydawała mu się tak dziecinna jak Lyra, mimo tego, że wydawała się być w tym samym wieku, kiedy ich rodzinna się rozsypała jak domek z kart.
- Dosyć tego, Macmillan. Rzuciłeś wyzwanie to się go podejmij. Panna Weasley nie ochroni Cię przed nieuniknionym. – Przerwał mu, dopijając do ostatka puchar z alkoholem, zastanawiając się gdzie też podziewa się Nott, kiedy jest potrzebny. Pewnie świetnie się bawi, kiedy on jest skazany na walki kogutów. Odstawił kielich i wyszedł z pomieszczenia zaraz za Parysem. Macmillan wziął na siebie wybranie miejsca pojedynku. Żadne z pomieszczeń restauracji nie wydawało się do tego zajęcia odpowiednie. Anthony jednak miał to jednak gdzieś. Gdzieżby śmiał odwodzić od swoich celów takich dwóch rozjuszonych byków. Bastian, gdzie jesteś jak Cię potrzeba. Pomyślał, podczas grzebania w kieszeni szaty w poszukiwaniu czegoś do wypalenia.


Powrót do góry Go down
 

Stolik nr 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Drewniany stolik
» Narożny stolik
» Stolik przy oknie
» Stolik nr 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Restauracja Le Revenant-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17