Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Does a rose smell in the dark?
AutorWiadomość
Does a rose smell in the dark? [odnośnik]26.11.21 21:17


no matter how it happened,
and no matter what it is that’s broken,
there is something new to come from it

~ Grudzień 1957 ~



Rozpuściła spięte do tej pory włosy, wcześniej odprawiając skrzatkę i służkę, która miała jej pomóc przygotować się do spoczynku. Czarne fale opadły na plecy, a sama Melisande z westchnienie przymknęła powieki, by oprzeć czoło o blat rzeźbionej toaletki, w myślach wyobrażając sobie, jaką reprymendę otrzymałaby, gdyby widziała ją Pani Matka. Ale - z ulgą przyjmowała fakt, że nie widział jej teraz nikt i bez ważnego powodu, nie zakłóci jej spokoju. Albo - niepokoju, który otulał ją w ostatnim czasie, niby żałobny woal przysłaniający jej oblicze ostatnio.
Zacisnęła powieki mocniej, czując jak niechciane łzy zbierają się w kącikach, szukając - wieczornym rytuałem - drogi ujścia. Blade dłonie lewej ręki zacisnęła ze złością na pierwszym przedmiocie, jaki znalazła przy lustrze. Pod palcami wyczuła plecione cierniami łodygi, rzeźbione na rączce misternie zdobionej szpilki do włosów. Uniosła głowę, spoglądając na ozdobę z niejaką refleksją. Była Rosierem, Różą. Przyszłą królową. I była silna. Płynęła w niej krew potężnych czarownic, jak Mahaut. Czy przodkini trwoniła czas na niepotrzebną... tęsknotę? Pielęgnowała ból, który zaciskał serce? Była jednak też kobietą. Ze słabościami, które dotykały jej natury. I chociaż duma oraz rodowy upór często przysłaniały ten fakt, była podatna na emocje, które burzyły jej wzrok za każdym razem, gdy hamowała temperament znajomym milczeniem.
Nie miało to jednak większego znaczenia. Ile razy nie zamykała oczu, za każdym razem widziała jedno i to samo spojrzenie. Poważne, przenikliwe, ciemne. To samo, które - nie aż tak dawno, uparcie ścigały jej niedostępną sylwetkę. To samo, w których widziała tęsknotę. Czemu na Salazara, nie była w stanie wyrzucić tego obrazu z pamięci?
Brakowało jej tchu. Uniosła spojrzała na taflę lustra. Zapalona tuż obok świeca, nadawała jej twarzy dziwnego blasku. Jasna, nieskazitelnie gładka skóra obijała efekt porcelany. Zastygła w bezruchu, spoglądając jednak dalej, na aureolę atramentu opadających pasm, na malowaną czerwień ust. Na kotarę rzęs, w których zaplątała się smakowana solą kropla. Potem spoglądała już w cień, w którym pogrążona była jej komnata. Nie wiedzieć czemu, w myśli, na moment pojawiła się sylwetka brata. I tak podobnych do jej oczu, które nie raz spoglądały na z uwagą. Czasami miała wrażenie, że ten sam mrok otaczał jego postać nawet w blasku dnia. I mimowolnie, podążała za jego cieniem. Być może już nie tak butnie, jak kiedyś. Nic nie zmieniało jednak faktu, że podziwiała go, ufała mu i znowu - tęskniła. Wiedziała, jak wielką role odgrywał, jaką potęgę osiągnął i jak wiele jeszcze przed nim wyzwań stawiała rzeczywistość. Wielu rzeczy - nie rozumiała. Wiele, pojmowała wyraźniej nawet wbrew oczywistościom, na ten wyjątkowy kobiecy i swój sposób. I nie zawsze dzieliła się spostrzegawczością, przygryzając wargi, by nie dać upustu kiełkującej pod skórą burzy. Umiała ją trzymać na wodzy, ofiarując spokój, którym podobno mogła koić zmysły. Ale natury Rosierów nie dało się oszukać. Pragnienia żywo dudniły w ich żyłach, ostatecznie - zawsze osiągając cel. Nawet, jeśli po drodze były wiele razy złamane.
Drgnęła, gdy usłyszała pukanie. I właściwie, nawet nie musiała się zastanawiać, kto stanął za drzwiami. Nie było tam zawahania, charakterystycznego sługom. Była pewność, którą blokowała tylko ściana. I była pewna równie mocno, że gdyby zechciał - jednym gestem różdżki, rozdarłby całe wejście. Nie sądziła, by cokolwiek byłoby w stanie go zatrzymać, gdyby czegoś chciał. A ona - była siostrą tej potęgi I była z niej dumna - Tristanie, wejdź proszę - odezwała się łagodnie, jednocześnie wyprostowała się, uniosła głowę wyżej, a odłożoną wcześniej na bok różdżką zapalając kolejne świece. Mimowolnie, poprawiła dół czarnej sukni, której koronka, odkształciła się. Cóż skłoniło brata-nestora do nieoczekiwanej wizyty? Miał na sobie tak wiele obowiązków, że osobiste z nim rozmowy liczyła ostatnimi czasy na palcach. Raz jeszcze tęsknota. Ale nie miała prawa żądać więcej. Czas dziecięctwa minął. I nawet nie spodziewała się, jak wyraźnie miała się o tym przekonać w najbliższych kilku chwilach.
Melisande Travers
Zawód : Dama
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Róże są bardziej zgodne z prawdą – wiedzą, jak pokazywać kolce”.
OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10633-melisande-travers-rosier#324047 https://www.morsmordre.net/t10688-ales#324219 https://www.morsmordre.net/t10681-regina-rosarum-melisande#324223 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10751-skrytka-bankowa-nr-2340#326311 https://www.morsmordre.net/t10749-melisande-travers-rosier#326288
Re: Does a rose smell in the dark? [odnośnik]27.12.21 0:16
Pamiętał, jak nie potrafił zrozumieć własnego ojca. Pamiętał własny sprzeciw, kiedy wydawał ją za mąż, pamiętał dzień jej śmierci i pamiętał butne spojrzenie, jakie rzucał mu w dniu jej pogrzebu. Pamiętał też jego nieustępliwość i, jak mu się wtedy wydawało, bezduszność, w kalkulacji opłacalności planów względem własnych dzieci. Pamiętał też słowa Evandry, która prosiła go, by nie szedł w jego ślady i dał swoim siostrom prawo wyboru. W którym momencie jego własne rysy zaczęły zlewać się z tymi ojcowskimi? Kiedy po raz pierwszy spostrzegł, że długi cień zmarłego ojca jest jego własnym, tak pilnie strzeżonym przez oczy wszystkich przodków spoglądających na nich z korytarzowych portretów? Wciąż brakowało tam podobizny Corentina, winien ją wreszcie zawiesić. Dlaczego nie potrafił się na to zdobyć? Czy obawiał się tego, co jego zmarły ojciec mógł mieć w tym temacie do powiedzenia?
Nie planował tego, przyszło samo. Nawet nie pomyślał, kiedy w toku zażartej dyskusji rzucił na stół ostateczną kartę: nie mógł go dziwić brak zaufania Traversów, mimo pochodzenia Mathieu, mimo dziedzictwa jego matki, nie łączyło ich w tym momencie wiele, a on potrzebował pomocy na Kanale. Morski ród z ostrożnością podchodził do jego oferty, lecz nie mógł zwątpić w szczerość intencji Tristana mając na swoim dworze Melisande. Zaproponował to nagle i pod wpływem chwili, nie zastanawiając się nad tym wcześniej ani przez chwilę - nie bacząc tez na wolę siostry ani na jej żałobę. Faktem było, że nie mogła trwać w niej wiecznie, a cień Alpharda nie mógł zaważyć na jej reputacji. Owdowiała w okresie narzeczeństwa panna mogła być złym omenem i wzbudzić ostrożność tych, którzy wierzyli w znaki. Wciąż była jednak córą Rosierów i była też jego siostrą, jej wartość była wysoka - zgodnie z jego przewidywaniami zaważyła na negocjacjach i pozwoliła mu je wygrać. Wszystko ułożyło się tak jak powinno, a jedynym elementem, który nie został wzięty pod uwagę, była ona sama. Nie od razu po podróży zawitał u jej komnat, musiał zebrać siły, ale wieczór z wolna chylił się ku końcowi. Z zaciśniętą dłonią chwilę stał u progu, nim przegnał z twarzy zwątpienie, które skrył za maską własnego ojca, dopiero wówczas uderzając knykciami w drzwi - z przekonaniem, choć wcale go w sobie nie miał. Rozpoznała go po tym geście, zamknął drzwi za sobą, prześlizgując się spojrzeniem po oświetlonym blaskiem świec profilu siostry. Jej rzęsy błyszczały dokładnie tak, jak błyszczały co wieczór, co dzień, jej uczucie względem Alpharda było szczere, a on sam czynami udowodnił, że na nie zasługiwał. Był bohaterem. Kim zostanie Manannan?
- Melisande - powitał siostrę, przechodząc do okna naprzeciw drzwi; sięgnął przez materiał zwiewnych firan, by je uchylić i wpuścić do komnat powiew mroźnego zimowego powietrza, jej komnata była duszna, nie od powietrza, od dusznych myśli. Zbierał własne, zakładając ramiona na piersi, by wsparty o parapet przenieść spojrzenie znów na nią. Czy to okrutne pozbawiać ją prawa do decydowania? Czy to okrutne, przerywać tę nieświadomość? Wciąż nosiła czerń, a jej oczy wciąż były pełne łez, nawet jeśli usiłowała je ukryć. Każde z nich musiało spojrzeć w oczy własnemu przeznaczeniu, płynęło w ich żyłach wraz z błękitną krwią. Na obowiązek nie można się było skarżyć, od śmierci Marianne była najstarszą, musiała stanowić wzór dla Fantine. Uczucia nie miały znaczenia, chodziło przecież o dobro rodu. Uciekł spojrzeniem na dłuższy moment, zbierając myśli. Jak właściwie powinien rozpocząć tę rozmowę? Zapytać o samopoczucie? Czy to nie cyniczne? Przecież wiedział. Przecież widział. Ufała mu jak nikomu, krew z krwi, on też nikomu nie ufał bardziej. Czy zawiódł? Nie mógł się zawahać teraz, nie mógł pozwolić - by po jego słowie uwierzyła, że popełnił błąd. - Musimy porozmawiać - zaczął więc w najgorszy możliwy sposób, szczerze wierząc, że ten będzie najlepszy. Odnalazł na powrót jej wzrok własnym. - To już czas, gdy wstaniesz rano, nie przywdziejesz już czerni. - Nawet nie minęło dość czasu, by mógł ją prosić o odrzucenie żałoby, a jednak to robił. Trwała wojna, a wojna wymagała ofiar, nie tylko tej Alpharda. Jego głos był nieustępliwy, stanowczy, bo zbyt mocno próbował ukryć w ten sposób obecne w sercu wahanie i wątpliwości. Nie miał do nich prawa, nie po tym, jak decyzja zapadła. Rigel nie był w stanie zastąpić Alpharda, po rozmowie z nim był tego pewien. - Z rana przyjdzie do ciebie krawiec, pomoże przygotować ci suknię - oznajmił, krążąc wokół tematu, choć prościej byłoby zrzucić go z siebie jednym gestem. Zabawne, nie potrafił tego zrobić, choć przecież nie miał się nigdy za tchórza.



the vermeil rose had blown in frightful scarlet and its thorns
o u t g r o w n

Tristan Rosier
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
the death of a beautiful woman is, unquestionably, the most poetical topic in the world
OPCM : 40
UROKI : 30
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 65
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
Does a rose smell in the dark? 0a7fa580d649138e3b463d11570b940cc13967a2
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977p15-tristan-rosier
Re: Does a rose smell in the dark? [odnośnik]21.04.22 23:14
Odbicie w lustrze było groteskowo obce. Zupełnie, jakby przyglądała się misternie rzeźbionej lalce, którą utalentowany czarodziej zbudził do życia, czy też po prostu do ruchu, trącając niewidzialne nitki za każdym razem, gdy miała się obrócić. Nie mogła pozwolić sobie na długą żałobę, niekończącą żałość, ale ta zakradała się niepostrzeżenie za każdym razem, gdy zostawała sama i nie śledziły jej cudze spojrzenia. Niekoniecznie oceniające, współczujące, ale duma zbyt wyraźnie wpisała się w linie rodowej krwi i własnego charakteru, by była w stanie publicznie, beztrosko dojść do głosu oczywistej słabości.
Intuicja, ta oparta na kobiecej naturze, często podpowiadała czarownicy o nadchodzących burzach, niby zaklęty w ciele i umyśle kształt magii. Iskry niepokoju łaskotały skórę, krążyły w myśli, trącały struną napięcia i wołały o uwagę. Ale te same, które kiedyś alarmowały, dziś wydawały się być głuche, stłumione. Pogrążone w smutku jak sama właścicielka. Nie przewidziała, że stłumione drewnem pukanie, może znaczyć coś więcej niż odbicie jej własnej tęsknoty, czy troski. Pamiętała przecież, kim dla siebie byli. Na fali ciężaru tradycji i szeroko rozciągniętych obowiązków, łącząca ich krew jednała ich zaufaniem mocniejszym i trwalszym, niż budowane przez lata znajomości. Melisande nie musiała widzieć brata, by wierzyć, że wszystko co robił w jej intencji, było dobre. I ważne. Znała swoją wartość. Urodziła się by być królową. Nawet jeśli dziś, po raz pierwszy, miała przejść prawdziwą próbę zaufania.
Zmiana przychodziła jej lekko. Postawa, spojrzenie, właściwa powaga i wyuczona kurtuazja. Kilka gestów i spojrzenie, które utkwiła w sylwetce, która przekroczyła próg jej komnaty. Nie chciała, by widział jej tak bardzo słabej, niemal złamanej, zanurzonej w cieniu, który dławił krtań, spłycał słowa i rosił rzęsy wilgotną mgłą. Znużonej. Nawet, jeśli był jedną z niewielu postaci, przy których nie bała się taką być. A jednak - jednak wolała dziś odegrać rolę. Tę przejrzaną już w progu, gdy powitał ją imieniem i w kilku krokach pokonał odległość dzielącą go do zamkniętego okna, które osłoniły ciężkie, błyszczące od burgundu firany.
Drgnęła, trącona zimnym dreszczem, gdy podmuch wdarł się gwałtownie do środka. Podążyła spojrzeniem dokładnie tę samą ścieżkę, jaką pokonał brat od drzwi. Nie patrzył na nią, a splecione przed nim ramiona wyraźniej niż początkowe milczenie, sugerowało rozmowę niekoniecznie przyjemną. Czy zdążyła znużyć go swoim smutkiem? Czy obraziła surowość matczynej uwagi? W nieokreślony sposób wydawało jej się, że zobaczyła ojca w tych krótkich chwilach, gdy przychodził z wieściami wagi... ważnej. Lub przyganą, gdy uparcie próbowała zmienić postawione jej wysoko obowiązki damy. Zaalarmowana tak czytelnymi obrazami, w końcu sięgnęła uśpionej intuicji, mając wrażenie, że w piersi czuje wyraźne zwarcie serca, którego kołatanie przyspieszyło niespokojnie. Uniosła brodę wyżej, na krótko tylko przygryzła wargę, jakby chcąc ukłuciem fizycznego bólu, wynurzyć się z trującego ją żalu. Coś niepokojącego było w stwierdzeniu, jakie ku niej wysunął i nie chodziło o oczywistość powagi, która postawiła każdą literę słowa na baczność. Na równi z jej uwagą - Zauważyłam - odpowiedziała krótko, być może niepotrzebnie wtrącając w tonację butną pewność, że utrzyma rozmowę we własnej kontroli. Na próżno jednak szukała spojrzenia brata, który śledził cienie gdzieś w oddali, dopiero po chwili odnajdując jej własny. Kolejne wyrazy, które padły, przez kilka uderzeń serca odbijały się echem w jej uszach, szukając prawdziwego znaczenia. Zamrugała, zmarszczyła brwi, rozchyliła i zamknęła usta, układając właściwe zdanie, z którego wykluło się o wiele mniej, niż zamierzała - Przez rozmowę rozumiesz stwierdzenie faktów? Tu nie było pytania. Czego sobie życzysz? - kontynuacja wydanej dyspozycji, nie tłumaczyła jej niczego. Albo nie chciała przyznać, że galopada serca, która zerwała się równo ze słowami Tristana, była przyczyną prawdziwej odpowiedzi.
Ciało naturalnie spięło się, blade lico zaróżowiło się, a spojrzenie wyostrzyło, przeganiając mruganiem drobiny kropel, które zdążyły jeszcze osiąść na rzęsach, tym samym wracając jej bardziej znajomą prezencję, sypiąc iskry wciąż uśpionego gniewu - Tristanie - odetchnęła cicho, artykułując wyraźnie, pewnie, chociaż cicho imię brata. Nawet na moment nie zerwała spojrzenia, które lokowała wprost na ciemnych tęczówkach arystokraty, decydując się jednocześnie podnieść z miejsca i bez namysłu skróciła dzielący ich dystans - wiesz, że to ze mną nie zadziała. Powiedz wprost - głos jej nie zadrżał, chociaż napięcie oplotło palce, które sięgnęły męskiej dłoni. Nawet żałoba nie była w stanie zetrzeć natury, która kazała jej stanąć naprzeciw wyzwania. Nie była jedną z kruchych młódek zbyt często spotykana na salonach, które łatwo było zranić. Była Rosierem. Różą. Czarownicą. I siostrą, którą kochał. O tym była przekonana, niezależnie od intencji, tonu, sposobu i suchości przekazu, jaki właśnie chciał jej ofiarował.
Melisande Travers
Zawód : Dama
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Róże są bardziej zgodne z prawdą – wiedzą, jak pokazywać kolce”.
OPCM : 1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 21
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10633-melisande-travers-rosier#324047 https://www.morsmordre.net/t10688-ales#324219 https://www.morsmordre.net/t10681-regina-rosarum-melisande#324223 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10751-skrytka-bankowa-nr-2340#326311 https://www.morsmordre.net/t10749-melisande-travers-rosier#326288
Does a rose smell in the dark?
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach