Wydarzenia


Ekipa forum
Różany ogród
AutorWiadomość
Różany ogród [odnośnik]05.01.22 14:57

Różany ogród

Jedyne miejsce na terenie zamku Corbenic, wypełnione wonią inną, niż słona, morska bryza. Różany ogród, prezent ślubny, jaki otrzymała Melisande, niezależnie od pory roku wydaje się roztaczać ulotną woń rosnących w nim, cierniowych kwiatów. Przestrzeń wypełniona jest krętymi ścieżkami żywopłotów, które oddzielają od siebie rozmaite gatunki róż. W centrum, z magicznie chronioną i misternie zdobioną altaną, znajduje się serce ogrodu - kwitnące naturalnie Róże Rosierów, którymi troskliwą opieką otacza sama lady Travers.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Różany ogród Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Różany ogród [odnośnik]16.05.22 14:25
6 kwietnia 1958 roku
Służenie radą, dobrym słowem czy ciepłym uściskiem należało do ulubionych zajęć Evandry. Lubiła dzielić się swoją mądrością, odznaczać empatią, czuć się potrzebną, dlatego też nigdy nie odmawiała, kiedy ktoś przybywał doń z problemem, bo choćby nie była w stanie znaleźć idealnego rozwiązania, tak przecież samo wsparcie było o wiele cenniejsze od suchej porady. Wiadomość od Melisande, nawet jeśli wywołała na jasnej, półwilej twarzy uniesienie w zdziwieniu brwi, tak samo jej sedno nie było żadnym zaskoczeniem. Niejednokrotnie zanurzała się w rozważaniach jakże prostsze byłoby życie, gdyby ktoś szczerze, bez zbędnych upiększeń ani kłamstw uświadomił ją jak naprawdę wygląda sprawa małżeństwa. Każde miało potencjał, by być pięknym, silnym i zjednoczonym, nawet to zawiązane wyłącznie z rozsądku, lecz snując wyobrażenia o przyszłości należało wziąć pod uwagę kilka kluczowych kwestii, jakich młodym damom szczędzono.
Po mało obfitym śniadaniu złożonym z jasnego pieczywa z dodatkiem oliwy, paru plasterków wędliny z szynki oraz żółtego sera, wzbogaconych o kilka sztuk czarnych oliwek i pomidorków cherry, siedząc w jadalni z filiżanką czarnej, słodzonej herbaty w dłoni, błądziła jeszcze myślami wokół mającej miejsce poprzedniego dnia wizyty w Smoczych Ogrodach. Deklarując chęć pomocy w kwestiach ekonomicznych zdawała sobie sprawę z tego, że zarządzanie rezerwatem różnić się będzie od prowadzenia domu. Do Château Rose zdążyła się już przyzwyczaić, oswoić z księgami i rzędami liczb, zwłaszcza pod czujnym okiem lady Cedriny, która jako była doyenne rodu Rosier służyła jej radą, ale sporządzenie budżetu smoczego rezerwatu stało się nie lada wyzwaniem. Zawiłości i niuanse zdawały się piętrzyć w nieskończoność i Evandra musiała włożyć wiele w pracy w ich zrozumienie, lecz spotkanie z Mathieu i księgowym sporo rozjaśniło. Cechowała ją silna determinacja oraz chęć mocniejszego zaangażowania w rodzinne sprawy, dlatego też mimo przeciwności w przyszłość spoglądała z optymizmem.
W przeszłości miała wiele okazji, aby odwiedzić Norfolk. Włości Traversów znacząco różniły się od pałacu w Kent. Mglista okolica przywodziła na myśl tereny wokół Thorness Manor, dodatkowo wiążąc ze sobą wiele pozytywnych wspomnień. Znalazłszy się w Corbenic Castle o umówionej porze od razu została skierowana na tyły posiadłości, gdzie czekała już na nią szwagierka. Stukot obcasów lakierowanych pantofli niósł się korytarzem z każdym stawianym krokiem. Spod rozpiętego, wiosennego płaszcza w kolorze ciemnego granatu o rzędzie złotych guzików, wyglądała intensywna czerwień sukienki. Stosunkowo wąska spódnica o modnym, współczesnym kroku sięgała połowy łydek, a płytki dekolt został ozdobiony broszką z morskim motywem. Na jasnych, upiętych w niski kok włosach tkwił kapelusz z krótkim rondem. Całość kreacji lady doyenne dopełniał delikatny makijaż o lekko czernionych rzęsach i muśniętych czerwienią wargach.
- Lady Melisande Travers - przywitała ją szerokim uśmiechem, żartobliwie sięgając do oficjalnego tonu, rozpościerając ramiona do ciepłego uścisku. - Dzisiejsza pogoda jest idealną do przesiadywania w ogrodzie, dziękuję za zaproszenie. - Pochmurnemu niebu daleko było do wiosennego, słonecznego ideału, ale Evandra dała się poznać jako wielbicielka spędzania czasu na świeżym powietrzu niezależnie od pogody. Wychodząc na zewnątrz pozwoliła poprowadzić się szwagierce, a trzymając ją pod ramię nieznacznie ściszyła głos, od razu nadając ich rozmowie prywatnego charakteru. - Jak czujesz się jako lady Norfolk? Czy Traversowa buta dała ci się już we znaki? - Nie było tajemnicą, że ród, do jakiego Melisande przyszło dołączyć, niechętnie odnajdywał się w salonowym towarzystwie, co z łatwością można było dostrzec w zachowaniu jego przedstawicieli.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Różany ogród [odnośnik]27.08.22 15:27
Nie pisała listu pod wpływem natchnienia. Te płynęły z potrzeby, z narastającego gdzieś w piersi napięcia, przypominającego nieco drugie, chociaż bardziej natarczywie bijące serce. A to, wybijało bardziej niespokojny rytm, z którego dźwiękiem emocji, trudno było jej poradzić, albo uciszyć. Tym bardziej, że czuła jednoczesną winę, z której źródłem podzielić się z nikim nie mogła. Te zidentyfikowane, których przyczyna uosabiała się w sylwetce męża, wywoływały zbyt nieokrzesaną mieszankę, by uspokoiła się. Częściej była burzą, pozwalając sobie przerywać milczenie w najmniej (zwyczajowo dla małżonka) oczekiwanym momencie.
Do ciszy przytulała się w ogrodach. Te, chociaż tak różne od znajomych miejsc w rodzinnym Kent, zapełniały pustkę, koiły gniew, który naprzemiennie, kierowała w myli tak do Manannana, jak i ukochanego brata, który stanowił źródło jej pierwotnej frustracji, jako przyczyny jej położenia. Nie miała w zwyczaju pielęgnować żalu, ten zastępowała bardziej precyzyjną emocją, żarliwszą, z której czerpała rzeczywistą korzyść. Nawet jeśli tylko na bardzo krótki moment.
Kilka razy, z namaszczeniem prześledziła ślicznie stawiane litery na pachnącym perfumą pergaminie. Palce podążały liniami i treścią, potrafiąc sobie wyobrazić niemal bezbłędnie smukłą sylwetkę Evandry, pochyloną nad listem. Nie potrafiła pozbyć się ulotnej myśli, że przypominała jej w tym Marianne. W doskonałości, jaką półwila - emanowała. Nigdy jednak nie podzieliła się refleksją, zupełnie, jakby nieoczekiwane podobieństwo mogło wywołać odwrotny od zamierzonego efekt. Pozostawała na własne życzenie osamotniona we wspomnieniu.
Nie kłopotała swoja obecnością w jadalni, podczas śniadania. Uprzedziła z góry o ważnym gościu, który miał nawiedzić obecnością włości Norfolk. Różana altana i ogród, który przezywał początki rozkwitu stanowić miały oprawę spotkania. Słodki, ale lekki poczęstunek miał dopełniać zestawienie z jej osobistym wkładem i butelką wyjątkowego, francuskiego wina, które otrzymała w darze, z jednej z morskich wypraw męża. To jednak sama odstawiła na bok, do plecionego koszyka, w którym wciąż odpoczywał świeży bukiet róż, równie żywych, co te rozsiane gwiazdą w ogrodzie. W oczekiwaniu na gościa, dostrzegła jeden, z wciąż zamkniętych pąków. Nie powinno go tu być. Ten, miał jeszcze czas, by cieszyć pięknem oko. Ktoś niepomny, skrócił go, odbierając mu to, do czego został stworzony. Kącik malowanych czerwienią warg uniósł się smutno. W palcach ułamała ostrożnie pąk, który wsunęła na dno dłoni, by niemal w tym samym momencie usłyszeć stukot lekkich, ale wdzięcznych kroków zbliżającej się Evandry. Zupełnie, jakby słuchała odległej melodii, słyszanej - domu.
- Lady doyenne Rosier - odwdzięczyła się krótką oficjelą, w szerokim kontraście uśmiechu, jaki zakwitł na wargach Melisande. Z lekkim krokiem podążył ku otwartym ramionom, przyjmując i ofiarując uścisk - Każda pogoda jest idealna na przesiadywanie w ogrodzie różanym - podjęła z uśmiechem, mrużąc przy tym skrzące wesołością źrenice. Nikt, kto znał ją lepiej nie byłby w stanie zapomnieć, jak wiele uwagi poświęcała różanym powinnościom.
Ścieżki między ogrodowymi alejami, zawijały swój bieg, niby młode, kwietne pędy. I tylko delikatny szum długiej, morsko błękitnej spódnicy arystokratki, wyznaczał miejsca, które mijali. Zakryta plecionym granatem dopasowana kobieco koszula, wydawała się niemal prosta, gdyby nie aksamitny połysk bogatego materiału i wstążki wiązanej pod szyją. Wyprostowała się niemal intuicyjnie, gdy pośród przyciszonej rozmowy, w końcu padło pytanie, które poruszyło nieruchoma taflę spokoju - Nie wiem, kto komu bardziej dał się we znaki - zaczęła lekko, chociaż napięta struna w głosie zakołysała się niebezpiecznie, gotowa umknąć, gdyby tylko właścicielka głosu na to pozwoliła. Sama doskonale wiedziała, jak określała obecność Manannana na salonach. Nieokrzesaność mieli we krwi. Ale ta, płynąca w żyłach Rosierów, nigdy nie należała do spokojnych, chociaż nigdy nie odzwierciedlała jej żywotności w szerszym towarzystwie - ale nikt nie ma zastrzeżeń do pełnionych przeze mnie obowiązków lady Norfolk - dodała bardziej odlegle. To, kim była - dumną arystokratką z potężnego rodu - nie miało prawa przysłonić nic innego. Damą miała być doskonałą. Rolę żony podejmowała na swój unikalny sposób - możesz zapytać Lorda Traversa, mega męża, jeśli chciałabyś posłuchać bezpośredniej oceny - wróciła do lżejszego tonu, pochylając się w stronę jasnowłosej, zawijając na krótko palce mocniej, na przedramieniu i szukając, równie przejrzystego spojrzenia.
Melisande Travers
Zawód : Dama
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Róże są bardziej zgodne z prawdą – wiedzą, jak pokazywać kolce”.
OPCM : 0 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 19 +2
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 8 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 11
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10633-melisande-travers-rosier#324047 https://www.morsmordre.net/t10688-ales#324219 https://www.morsmordre.net/t10681-regina-rosarum-melisande#324223 https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t10751-skrytka-bankowa-nr-2340#326311 https://www.morsmordre.net/t10749-melisande-travers-rosier#326288
Re: Różany ogród [odnośnik]13.10.22 10:58
Od dnia zaślubin Melisande z lordem Traversem niewiele miały okazji do wspólnie spędzanego czasu. Kilka przyjęć, spotkań, charytatywnych wystąpień nie mogły się równać z mieszkaniem pod jednym dachem i możliwością zwrócenia się do siebie nawzajem w każdym momencie. Dopiero teraz, kiedy odebrano jej szwagierkę, umieszczając w rezydencji drogiego kuzyna, odczuwała jej brak. Tym mocniej przytuliła ją do siebie, chcąc zatrzymać w ramionach na dłuższą chwilę.
- Masz rację, wśród róż warto spędzić każdą wolną chwilę. Nie mogę wręcz wyjść z zachwytu na widok tego miejsca. Dzięki tobie Corbenic Castle nabrało koloru - przyznała na widok krzewów róż. Wśród żywopłotowych alei można było odnieść wrażenie, że jest się w ogrodach pałacu w Dover, nie zaś na wietrznej wyspie. Zawsze ceniła sobie umiejętności Melisande, dobroć, wrażliwość i rękę do roślin, spod której wyrastające pąki zasługiwały na uznanie dla niezwykłego kunsztu. Evandra ubolewała czasem, iż nadal daleko jej było do wprawy, o ideale nie wspominając, przez co czuła, że nie jest w pełni lady doyenne Rosier godną swego tytułu. Doświadczenie oraz wprawa miały przyjść z czasem, wszak wedle tradycji różane ogrody pielęgnowało się bez użycia magii, która kwiatom przynieść mogła więcej szkody, niż pożytku. Liczyły się cierpliwość i wytrwałość, a z tymi u półwili bywało różnie, zwłaszcza w ostatnich miesiącach przepełnionych związanymi z wojną i działaniami charytatywnymi obowiązkami.
Chwiejące się w tonie głosu szwagierki zastanowienie nie umknęło uwadze Evandry, gdy przyglądając się czarownicy słuchała jej słów. Była ciekawa jak Melisande odnajduje się w Norfolk, jakże różnego od jasnego Château Rose. Domowa przystań otulała bezpieczeństwem, dobrze znanym sobie charakterem, w jaki łatwo wskoczyć i się dopasować wedle potrzeb. Nowe miejsca miały to do siebie, że wymagały badań i odkryć, balansowania na krawędzi nieznanego. Zmuszały do ostrożności, trzymania się w ryzach podczas każdego stawianego kroku, wszak odpowiedź otoczenia mogła zaskoczyć. Półwila pomimo trwającego już drugi rok małżeństwa nadal korzystała z metody prób i błędów, ucząc się na ile może sobie pozwolić, jak zaznaczyć swoją pozycję, jak zdobyć należny sobie szacunek, ale i pewny, ciepły kąt. Od niedawna zaczęła nazywać Kent swoim domem i choć trzeba było do tego tragedii, dziś czuła się w pałacowych komnatach bezpiecznie. Dyplomatycznie dobrane słowa lady Travers zdradzały jej ostrożność i niechęć wobec otwartego wyjawiania swoich myśli. Nie było to dla jasnowłosej zaskoczeniem, wszak sama długi czas tkwiła w niepewności, związana przysięgą i przyzwoitością nie chcąc mówić o tym, co złe i zastanawiające. Także w relacji między czarownicami nie było nigdy wielkiej przyjaźni, która pchnęłaby je do wyznań. Lady doyenne czuła się w Château Rose obco, nawet mimo ciepłego nastawienia domowników. Zbyt dobrze zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo lojalni są oni wobec Tristana, sznurowała więc usta, nie mówiąc nigdy tego, co czuła w głębi serca. Dziś już nie miała podobnych wątpliwości, bynajmniej tak gwałtownych i kontrowersyjnych, jakie zaalarmować mogły kogokolwiek. Teraz mając przed sobą szwagierkę i widząc jak kluczy ona wokół sedna sprawy, miała pewność, że boryka się ona z podobnymi problemami, co niegdyś półwila.
- Jego komentarz wyklucza obiektywność oceny twoich odczuć - odparła bez ogródek, nie tracąc na cieple głosu. Jej celem nie było zamknięcie Melisande z własnymi myślami, a przekonanie, iż nie jest dlań wrogiem. - Mężowie operują wszak na własnych spostrzeżeniach, często odległych od rzeczywistości. Nie lubią, gdy ta daleka jest ich od ich oczekiwań. - O tym powiedzieć mogła wiele, dobrze wiedząc jak dobitnie Tristan zwykł wyrażać swe niezadowolenie względem spraw idących niezgodnie z jego przewidywaniami. - Gdy pytam o twoje samopoczucie, nie musisz częstować mnie salonową dyplomacją. Dobrze wiem, że pierwsze miesiące w nowym miejscu bywają niezwykle stresujące - przyznała, chcąc ją zachęcić do zdradzenia swoich myśli. Nie chciała jednak nań zbytnio naciskać, więc odsunęła wyczekujące spojrzenie od czarownicy i zwróciła wzrok przed siebie, cierpliwie czekając na kierunek, jaki Melisande obierze w ich rozmowie. Jeśli zdecyduje się nie ujawniać, nie będzie wprawiać jej w dalszy dyskomfort.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 4 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 11 +4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Różany ogród
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach