Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Stajnia
AutorWiadomość
Stajnia [odnośnik]02.02.22 1:21
First topic message reminder :

Stajnia

Bardziej po lewo za domem i ogrodzoną białym płotem częścią ogrodu znajduje się dodatkowy, drewniany budynek w którym znajduje się stajnia. Od domu dzieli go nieduża odległość, jednak przejście podczas zimowych dni wymaga odziania odpowiedniej odzieży. Wewnątrz wygospodarowana jest niewielka ilość miejsca na niezbędne narzędzia, reszta przeznaczona jest dla koni. Wokół zabudowane jest drewniane ogrodzenie, określające wielkość wybiegu dla hodowanych koni.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909

Re: Stajnia [odnośnik]26.04.22 14:03
Nie umiał jeździć konno - ten fakt z oburzeniem wybrzmiał wśród jego myśli pewnego, pochmurnego wieczora, gdy prowadził sobie swobodną pogawędkę z jednym ze swoich wujów. To zaniechanie ze strony rodziców - którzy od jego pierwszego oddechu trzęśli się nad nim bardziej niż nad zakwitającym kwiatem paproci - było doprawdy oburzające.
A może to jedynie pretekst, by opuścić bezpieczne mury Weymouth, poczuć w płucach powietrze przesiąknięte wilgocią i poczuć krople deszczu na swojej skórze. Wiosna niosła obietnicę uwolnienia się spod czujnego spojrzenia nestora, troskliwych oczu matki. Być może pogoda nie sprzyjała wszelkiego rodzaju aktywnościom, zacinający deszcz, przesiąkający materiał i muskający chłodem skórę. Lubił to. Lubił, gdy dreszcze przebiegały przez jego skórę, a chłód wbijał mroźne igiełki w płuca. I mięśnie napinające się od zmęczenia - wtedy spokój otulał go ciepłym kocem, a brzęczące niczym rój os myśli, wyciszały się, pomagając przywołać beztroski uśmiech na twarz.
Przecież był mżawką, czyż nie?
Skierował się w stronę Ottery St. Catchpole z uśmiechem wykrzywiającym twarz i lekkością w sercu mimo ciężkich chmur kłębiących się nad głowami i zacinającym deszczem. Gdy wszedł do środka jego zmoczone włosy, z których krople leniwie kapały na podłogę, spotkały się z karcącym spojrzeniem cioteczki Weasley. Ta jedynie odburknęła znad filiżanki herbaty, że Neala już była przy stajniach. Pożegnał ją zatem grzecznie i dziarskim krokiem skierował się we wskazanym kierunku. A gdy w końcu dotarł na miejsce jego oczom ukazały się dwa majestatycznie wyglądające wierzchowce - chociaż sam Roratio nie znał się na pielęgnacji koni to błyszczały się jak dobrze wypolerowana miotła. - Mam nadzieję, że nie czekacie zbyt długo - rzucił w słowach przywitania. Na piegowatej twarzy utrzymywał się jasny uśmiech, kontrastujący z szarością ich otulającą. - Dzień dobry, kuzynko - zwrócił się do niej bezpośrednio, darując jednak sobie kurtuazyjnie ucałowanie dłoni. Ostatnio chyba zachowywała się po nim jakoś nieswojo. Poza tym nie sądził, aby towarzyszący im stajenny rzuciłby im równie karcące spojrzenie co najcudowniejsza babunia Prewett. - Rory, miło mi - rzucił, wyciągając w jego stronę dłoń, chociaż gdy niebieskie oczy nieco dokładniej przyjrzały się twarzy chłopaka krzątającego się wokół koni, pojawiła się ta niepewność, gdy nie jesteś pewien, czy przypadkiem już wasze drogi się kiedyś nie skrzyżowały. Może jedynie chciał widzieć podobieństwo do niedawno spotkanego Thomasa? Otrząsnął się jednak - nietaktownie byłoby wgapiać się w młodego stajennego, jakby zobaczył w nim ducha. Zwrócił się jednak w stronę Neali, nie chcąc wierzyć w zbiegi okoliczności.- Cóż to cioteczkę dzisiaj ugryzło? Gdyby wzrokiem mogła zmienić mnie w kamień z pewnością już zdobiłbym wasz przedpokój - zagadnął, skupiając się na kuzynce. Wzrok przykuła wstążka, ale nie znając jej znaczenia uznał ją pewnie za element ozdobny - wszakże na modzie znał się równie dobrze co na jeździe konnej. - Mogę podejść? - zagadnął niepewnie, ale z wyczuwalną nutką ciekawości. Nie krył przed Nealą, że nigdy nie miał do czynienia z końmi, no być może gdzieś przelotnie gdy kiedyś wizytowali w Ottery, ale to wspomnienie - jeżeli w ogóle istniało - schowało się gdzieś głęboko, przykryte warstwą kurzu. Chętnie jednak wystawiał się na nowe doświadczenia, a nie wątpił, że jazda konna właśnie takim będzie. Jednakże w tym wszystkim szanował znacznie większą wiedzę obecnej tu dwójki.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Stajnia [odnośnik]23.05.22 0:27
Deszcz był sprawiedliwy, prawda? Na wszystkich padał jednakowo i to tylko od każdego samego zależało czy i jak sobie z nim poradzi. Trochę źle oceniłam sytuację bo okazywało się, że padało mocniej, niż sądziłam. Zerknęłamw górę w kierunku chmur kiedy biegiem przemieszczałam się w kierunku stajni. A kiedy znalazłam się w środku odetchnęłam lekko, początkowo przystając przy zamkniętych drzwiach dłonie układając na nich, a na dłoniach opierając ciało. Lekko nachylona wypowiedziałam pierwsze słowa, złapałam pierwsze spojrzenie, by zaraz odepchnąć się od nich i wejść głębiej. Odważnie, bez obawy czy strachu.
Od czasu przysięgi aura zdawała się zmienić. Choć nadal ją widziałam, może czułam bardziej, pewną granicę. Ignorowałam jednak jej istnienie. Może kiedyś zniknie. Może to właśnie była jedna z tych rzeczy, która najzwyczajniej w świecie potrzebowała czasu.
Uniosłam odrobinę brwi w zdziwieniu, kiedy mi odpowiedział. Przekrzywiłam odrobinę głowę słuchając padających słów. Widocznie się nad nimi rozmyślając.
- Może. Może to tęsknota, tak wielka, że łzy płyną dalej choć zdawać by się mogło, że więcej nie powinno. A może kocha świat tak mocno, że w swej hojności zapomniała o umiarze. Całkowicie, bezgranicznie, bezsprzecznie i bez umiaru, choć z dobroci wcale jej nie przynosząc. - zastanowiłam się na głos wchodząc głębiej. Marszcząc na chwilę brwi. - Myślę, że mam jak ona. - dlatego bezpieczniej dla mnie, było nie kochać. Odwróciłam się zmierzając w stronę swojego zwyczajowego miejsca. - Ale za niedługo powinno przejść. Przynajmniej tak wnioskuję po chmurach. - dodałam jeszcze, porzucając te rozważania. Ale miał rację, nie tylko stało się, ale ciągle działo. Powodzie objęły Devon jeszcze z końcem poprzedniego miesiąca siejąc klęskę z którą ponownie musieli sobie poradzić. Czasem miałam wrażenie, że ci szlachetni zawsze poświęcić muszą najwięcej.
- Przyjacielem, pomocą i rodziną. - odpowiedziałam bez zawahania kiedy imię Roratio zatańczyło wokół nas. Brwi zeszły mi się odrobinę na to aha z tak połączone. Aha, tak, co? Ale nie zapytałam wpatrując się w Jamesa i jego kolejne działania. Miałam już otwierać usta, kiedy w stajni pojawiła się trzecia jednostka. Kompletnie niespodziewanie dla mnie. Drgnęłam zaskoczona odwracając głowę. Roratio. Oczywiście, głupia, że Roratio - któż by inny? Rozciągnęłam usta w uśmiechu rozpromieniając się. Zerknęłam na Jamesa, a potem znów na niego wyrzucając nogę - odrobinie zbyt teatralnie w tył - dygnęłam lekko. - Dzień dobry, Roratio. - przywitałam się już mając się brać za przedstawianie i w ogóle kiedy Rory sam wyciągnął rękę i dokonał prezentacji. Zaśmiałam się lekko na wypowiedziane przez niego słowa. - Chyba wuja, ale pewności nie mam. Myślę jednak, że idealnie pasowałbyś do naszych wnętrz. - odpowiedziałam rozkładając ręce i wzruszając lekko ramionami. Ciocia mało na co się złościła. Znaczy na mnie czasem, ale nikt jej z równowagi tak wyprowadzić nie umiał jak wuja - choć to nie zdarzało się zbyt często znów. I tylko on równie szybko jak ją zezłościć tak i z tej złości wyprowadzić umiał.
- Oczywiście. - potwierdziłam, kiedy o to podchodzenie zapytał. Sama kierując swoje kroki bliżej. Zaplotłam dłonie przed sobą spoglądając na Jamesa. - Właściwie to, jak tak pomyślałam dzisiaj, to uznałam, że jednak myśleć zgrabniej ino winnam. - odwróciłam głowę w stronę rudzielca, choć jego włosy miały ciemniejszy kolor, zdawały się bardziej szlachetne, mocniej kasztanowe niż tak nieprzejednanie rude jak moje. - Bo ktoś kto średnio potrafi pokazywać komuś kto wcale nie powinien. - kontynuowałam zwracając spojrzenie w kierunku Jamesa. - Ale znalazłam rozwiązanie. - oznajmiłam zadowolona klaszcząc w dłonie z tym samym zadowoleniem. - Pomożesz nam, Jimmy? Masz wiedzę i umiejętności, których mnie brak. - zapytałam więc rozciągając usta w proszącym uśmiechu. Te dłonie którymi klasnęłam przed chwilą składając do prośby, którą usta wyrzuciły. To rozsądniejsze było, niż ja mając uczyć kogoś czegoś. - A nim zabierzemy się do wyjścia, chmury nieśmiałe słońce z pomocą wiatru winny rozgonić. - dodałam raz jeszcze z pewnością z której nie rezygnowałam. Przynajmniej w tym momencie.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Stajnia [odnośnik]09.06.22 0:07
Zerknął na nią z ukosa i uśmiechnął się pod nosem. Zaskakiwała go własnymi słowami. Tym jak mówiła, jakich słów używała, zwrotów. Jakby recytowała jakąś wspaniałą powieść. Nie przeczytał w życiu chyba żadnej, ale właśnie tak to sobie wyobrażał. Jak muzykę przelaną na słowa, na papier. I ona to potrafiła. Każdy wyraz był doskonale dobrany, dźwięczał z odpowiednią intonacją.
— Ja myślę, że się mylisz — wytknął jej, odwracając wzrok w stronę Montygona, dłonią przeciągając wzdłuż siodła i popręgu, upewniając się, że żadna fałda skóry nie zawinęła się pod nimi. — Myślę, że przynosisz światu dużo dobrego. I ludziom, których tak kochasz. I za którymi tak tęsknisz.— Zerknął na nią na moment poważniejąc. Pamiętał o jej bracie, o tym, co mówiła na jego temat. Pamiętał jak to jest tęsknić za bliskimi. Czasem się zastanawiał czy wciąż tego nie robił. Tęsknił za nimi, za tymi z przeszłości. A może za ich wyobrażeniem, jakie wykreował podczas ich nieobecności. Ostatnio łapał się na tym, że może te wszystkie nieporozumienia wynikają właśnie z tego. Zbyt długo ich nie było, a on powinien stawić temu w końcu czoła. Temu, jacy byli dzisiaj.
Wyrwany z zamyślenia zerknął w kierunku drzwi stajni, ale zamknęła je.
— Ehm… nie znam się na pogodzie, ale skoro tak twierdzisz — przytaknął szybko. Złapał jej spojrzenie, a kiedy drzwi stajni otworzyły się przyglądał jej się jeszcze kilka sekund. Jak zastyga na ułamek chwili, a potem gwałtownie drga, jak spłoszony koń. Odwraca się ku drzwiom, by rozpromienić na widok mężczyzny. Roratio. Obrócił też głowę w jego kierunku, ale patrzył na niego tylko moment. Zdawał sobie sprawę, że nie powinien się gapić, tacy jak on byli tłem, mieli nim pozostać pomagając i robiąc to trzeba, by państwo byli zadowoleni. Tego nauczyły go lata pracy u ludzi, którzy mieli pieniądze, własności, władzę. Ale czarodziej się przedstawił, zorientował się szybko, że przecież nie Neali. Uniósł wzrok, zaskoczony tym gestem. Wyciągniętą ręką. Dopiero teraz miał okazję mu się przyjrzeć. Był pewien, że go znał, że się spotkali już. Musiał być znajomym Thomasa, napewno był. Był tak samo piegowaty jak Weasley, choć zdawało mu się, że włosy miał ciemne — mokre takie się wydawały, rudość zmieniła się w jakiś odcień kasztanu. Może to przytłumione światło stajni. Podał mu rękę bez wahania, uścisnął ją mocno i zdecydowanie, jak koledze, w jakiś dziwny sposób zadowolony z tego, jak go potraktował.
— Jim — przedstawił się odruchowo, dopiero po chwili sobie przypomniał, że chyba nie powinien był. Błyskawicznie zerknął na Nealę, a później znów na Roratio. — Znaczy, James… sir — dopowiedział szybko i odchrząknął. — Ehm, James Doe — podpowiedział, choć to było niepotrzebne, ale jeśli miał racje i Roratio był tym, kogo wydawało mu się musiał przez brata poznać, to z pewnością kojarzył to nazwisko. Wyprostował się, unosząc jedną brew i pozostawiwszy Montygona samego, zbliżył się do Bibi, by sprawdzić jej popręg. Kiedy to zrobił, dźwignął znów głowę, by z zaskoczeniem spojrzeć na rudowłosą. — Ehm… Jasne — przytaknął szybko i wyprostował się, podciągając jeszcze mocniej popręg. — A w czym właściwie? — Uniósł brwi, przyglądając się dziewczynie. Poklepał kobyłę z boku. — Pomóc ci wsiąść? Otworzę drzwi — jak już usiądą, żeby deszcz nie pryskał im w oczy od razu.
Tak jak kiedyś, oparł się bokiem o łopatkę Bibi, a dłonie splótł w koszyczek, by mogła postawić w nim lewą stopę. Tak podsadzi ją wyżej, by mogła zgrabnie usiąść w siodle. Oba konie były wciąż przywiązane z boku, nie miały możliwości wiercić się dookoła, nie wspominając o ruszeniu przed siebie.


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe
Re: Stajnia [odnośnik]29.06.22 22:51
Faktycznie – pamiętał, że ciotka złościła się z gwałtownością adekwatną do koloru włosów Weasleyów, ale równie szybko potrafiła uspokoić swój temperament. Szczególnie, gdy na horyzoncie pojawiał się wuj, który używał magii dotąd nie opanowanej przez innych członków rodziny. - Och tak, z pewnością sprawdziłbym się jako wieszak na płaszcze – odparł, uśmiechając się do Neali z rozbawieniem. Cóż z jego wzrostem i długimi ramionami z pewnością zapewniał odpowiednią przestrzeń na kilka płaszczy. Ta chwila niewinnego rozbawienia przynosiła ulgę w niespokojnych czasach. Jak deszcz po długiej suszy. Jeżeli podobieństwo zamazane w rysach twarzy stajennego nie dało mu jednoznacznej odpowiedzi, to nazwisko już z pewnością tak. Widać to było w poszerzającym się uśmiechu. – Rory wystarczy – odparł. Chociaż większość służby w Weymouth właśnie zwracała się do niego w ten sposób, najczęściej nazywając go paniczem Roratio tak zdając sobie sprawę z wcześniejszej znajomości, co prawda przelotnej, ale jednak, jakoś czuł, że to nie na miejscu. Tym bardziej, że nigdy nie pomyślałby, aby jego szkolni znajomi zwracali się w jego kierunku tytułami, które należały do oficjalnej sfery jego życia. A nie tej, gdzie przez siedem lat dzielił dormitorium z bratem Jima. Przeczesał długimi palcami przesiąknięte deszczem włosy. – Doe? Wybacz bezpośredniość, ale nie masz przypadkiem starszego brata, Thomasa? – zagadnął, uznając, że najprościej będzie rozwiać wątpliwości, uniknąć ukradkowych spojrzeń czy też niewypowiedzianych domyśleń. Miał cichą nadzieję, że wyklarowanie sytuacji nieco rozluźni atmosferę. Przecież za chwilę miał się przed nimi kompletnie zbłaźnić, nie było powodu, aby używać tytułów grzecznościowych.
Kiedy otrzymał pozwolenie, niepewnie i ostrożnie podszedł do zwierzęcia, wyciągając dłoń do jego boku. Dał sobie chwilę na oswojenie się z koniem i na to, aby on – bądź ona, nie umiał stwierdzić – oswoił się z jego obecnością. Przejechał dłonią wzdłuż jego szyi. Zwierzę wydawało się spokojne, przynajmniej tak uważał Prewett. Wyjrzał zza wierzchowca. – Nie ucieknie? – zapytał z powątpieniem, stojąc nieporadnie przy boku zwierzęcia, patrząc się na siodło, które dla niego w ogóle nie miało sensu. To uczucie bezradności było jednocześnie frustrujące oraz ekscytujące. Ostatnio jedynie tajemnice skryte za słupkami liczb zdawały się odkrywać swoje oblicze przed Roratio. Już od dłuższego czasu nie wystawiał swojego ciała na próby. I z chęcią by do tego wrócił. Ostatni rok był dziwny, niestandardowy pod wieloma aspektami, a jego życie – podobnie jak życie wszystkich mieszkańców Wielkiej Brytanii – wywróciło się do góry nogami. Dlatego szukał strzępków normalności nawet w tak błahych czynnościach.
Wyglądało to całkiem prosto – teoretycznie. Powinien się dźwignąć i wskoczyć na jego grzbiet, ale bał się spłoszyć wierzchowca.
Roratio J. Prewett
Zawód : dumny przedstawiciel swego rodu, utrapienie lorda nestora
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
owijam wokół palca wolny czas
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10993-roratio-j-prewett https://www.morsmordre.net/t11046-polypodiopsida https://www.morsmordre.net/t11047-my-zyjemy-kazda-chwila https://www.morsmordre.net/f77-dorset-weymouth-palace https://www.morsmordre.net/t11053-roratio-j-prewett
Re: Stajnia [odnośnik]30.06.22 23:09
Otworzyłam usta w niewypowiedzianym oburzeniu i zamknęłam je nabierając powietrza na chwilę w policzku. Że myliłam się, konkretnie w czym? Wolałam mieć rację - lubiłam ją mieć. I wiedziałam, że mam. Otwierałam siebie za bardzo z nawinością, że każdy przyjmie to, co chcę mu dać, ale już rozumiałam go bardziej - nie każdy był taki jak ja. Ale zmarszczone w niezadowolonym wyrazie brwi ustąpiły miejsca krótkiemu zaskoczeniu kiedy mówił dalej. Poczułam jak ciepło wkrada mi się na szyję. Zdradliwe, niechciane, kompletnie niepotrzebne. To były tylko miłe słowa, nic więcej. Nie powinnam zawierzać wszystkim. Kiedy moje spojrzenie spotkało z tym jego, poważniejszym, jakby nim chciał potweirdzić własne zdanie, uciekłam. Jednak byłam tchórzem, ruszyłam jednak do przodu próbując to ukryć jakoś - nieudanie - wpatrywałam się w Montygona, a raczej do niego obrała odrogę chcąc się przywitać. Kompletnie miałam to przecież zaplanowane. W s z y s t k o zgodnie z planem. Jakikolwiek nie był.
- To cumulonimbus i idą na południe. - dodałam jeszcze chociaż już się ze mną zgodził. Zerkając w jego stronę w tym samym czasie w którym on spojrzał na mnie. Zatrzymując na chwilę podjętą czynność.
Uratowana. Przez otwierające się drzwi - szczęśliwie nie same, wpuszczające Roratio i zimny powiew. Drgnęłam zaskoczona zaraz radując się jego obecnością. Zaśmiałam się radośnie na wizję Roratio zmienionego w wieszak na ubrania w naszym przedpokoju. Cioci miało przejść, ale na chwilę najlepiej było ją zostawić samą ze sobą. Znałam ją na tyle, żeby wiedzieć.
Kiedy doszło do przedstawiania się, znaczy kiedy sami się tym zajęli spojrzałam na Roratio jego dłoń a potem od dłoni która dołączyła przeszłam na Jamesa. Brew mi się uniosła a głowa przekrzywiła.
- Sir…? - powtórzyłam po nim do kompletu dołączając drugą. Zmrużyłam zaraz zoczy kierując spojrzenie na kuzyna. Nie spodziewałam się niczego innego niż to co powiedział. Odetchnęłam lekko. - Jak zaczniesz do mnie mówić lady na poważnie, to… - zastanowiłam się marszcząc brwi, żeby westchnąć i wzruszyć ramionami. - … coś wymyślę na pewno. - zagroziłam mu, ale zaraz poddałam sprawę, bo to co powiedział Rory moją uwagę przyciągnęło cało. Spojrzałam na niego i rozszerzyłam oczy w zdumieniu odpowiadając zanim James zdołał. - Ma. - zmrużyłam oczy w widocznym niezadowoleniu. - Znasz? - chciałam wiedzieć na razie jeszcze nic nie mówiąc choć mimowolnie przygryzłam dolną wargę a niezadowolenie pojawiło się na twarzy. Cóż, emocji nigdy ukrywać dobrze nie umiałam. Bo właściwie nigdy nie musiałam i nie zamierzałam.
Ale! Ważniejszą rzecz miałam do załatwienia. Zaczęłam więc mówić, starając się pobieżnie wytłumaczyć o co mi całkiem szło. Zadowolona, że James zgodził się i złapał w mig wszystko. Ale mina mi zrzedła zaraz kiedy pytanie zadał. A czerwona z złości a może zażenowania bardziej robić się zaczęłam kiedy kolejne padły z jego ust. - C-co. - wymknęło się z moich ust niepowstrzymane choć nie brzmiało jak pytanie. Uniosłam brwi w zażenowanym zaskoczeniu spoglądając na splątane przez niego dłonie. Cofnęłam się o pół kroku, mimowolnie zadzierając nos i marszcząc brwi. - Potrafię sama. - powiedziałam czując, że czerwona już jestem cała. Pokręciłam głową czując jak mokre kosmyki unoszą się i opadając. Wzięłam wdech. Duma na bok musiała iść, bo była sprawa. Choć łatwe to nie było. Zrobiłam krok bliżej, pochylając się żeby złapać za jego ręce i do góry je podnieść rozplatając po drodze. - Roratio potrzebuje, coby wyjaśnić mu co i jak. - tłumaczyłam w międzyczasie unosząc wzrok. - Nie zakładałam że wyjedziemy poza tereny, bo na to trzeba wiedzieć jak jeździć w ogóle. Rozumiesz? - zapytałam spoglądając na Rory’ego - Nie masz nic przeciwko Roratio, prawda? Olśniło mnie rano więc uznałam, że wyjaśnię na miejscu wszystko już. - zaraz sobie przypominając o czym zapomniałam. Puściłam te ręce nieszczęsne, szczęśliwie albo nie nadal czerwonawa i cofnęłam się trochę. - Mówiłam cioci powiedziała że możemy, a potem pomożemy ci z czym trzeba będzie. - zapewniłam rozciągając usta w uśmiechu. - Istnieje spora szansa, że jeśli weźmiemy się za to sami to ktoś może nawet niechybnie żywot swój zakończyć. Nie chcesz na sumieniu nas mieć, prawda? - zapytałam, rozciągając usta w uśmiechu, unosząc w zadowoleniu brwi rzucając mu w spojrzeniu wyzwanie. Robiąc kilka kroków do tyłu na chwilę splatając dłonie za plecami by potem odwrócić się na piecie i zbliżyć do Roratio. - To Bibi. - powiedziałam unosząc rękę, żeby przejechać nią po jej szyi. Wychyliłam się żeby niby przekazać Roratio jakiś sekret - Sądzę, że mimo wszystko faworyzuje mężczyzn. - Bibi zastrzygła uszami, a jej wzrok na chwilę padł na mnie. Wywróciłam oczami. - A może po prostu Jamesa. - zaśmiałam się i poklepałam ja lekko po boku.


She is wild child with gypsy soul that dances with the stars.
She has a free spirit, a reckless mind and a rebel heart
that isn't meant to be tamed.
Neala Weasley
Zawód : dobry duch Devon
Wiek : rocznikowo 17
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
And there are many things that I could change so slightly
But why would I succumb to something so unlike me?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Dzieci
Dzieci
https://www.morsmordre.net/t4071-neala-weasley https://www.morsmordre.net/t4260-victoria-sowa-brena-ale-tez-moja#87876 https://www.morsmordre.net/t9448-for-as-long-as-the-sun#287505 https://www.morsmordre.net/f171-ottery-st-catchpole https://www.morsmordre.net/t9744-skrytka-bankowa-nr-1054#295656 https://www.morsmordre.net/t4240-neala-weasley#86909
Re: Stajnia [odnośnik]30.06.22 23:56
Młoda lady musiała zadawać się z młodymi lordami, nie miał problemu z tym, by traktować go właściwie. Robił to wielokrotnie, choć z im młodszym dżentelmenem, panem miał do czynienia tym bardziej czuł się idiotycznie. Nie z powodu pracy, jaką wykonywał. Najczęściej z powodu tego, jak go traktowano. Paniczyki, które nigdy w życiu niczego nie osiągnęły, niczego zrobiły puszyły się najmocniej. Roratio mógł być w wieku jego brata, o ile dobrze go skojarzył, a do rudych... cóż, miał pamięć. Ognisty kolor włosów zawsze wydawał mu się intrygujący i oryginalny. Kiedy go więc poprawił poczuł dziwną ulgę, choć starał się nie zapomnieć, jaka w tym wszystkim była jego rola i po co tam się znajdował.
— Rory — powtórzył po nim, bez protestów przystając na jego wersję. Uniósł brew, spoglądając na zaskoczoną Nealę. Miał ochotę jej coś odpowiedzieć, ale kiedy otworzył już usta zdał sobie sprawę, że była gospodynią i miała dziś gościa, nie wypadało jej przygadywać. Nie zdążył więc nawet odpowiedzieć mu na pytanie o brata, rudowłosa zrobiła to pierwsza. Uniósł brwi, spoglądając znów na nią, a później na Roratio i uśmiechnął się uprzejmie. — Neala zna — mruknął cicho, niemalże szeptem. — Przypadkiem, pewnie tak. Wypadek przy pracy — odpowiedział żartobliwie, nie wiedząc jak podejść dziś do tematu brata. Zawsze był jego największym wzorem do naśladowania; kimś, kogo stawiał przed sobą i obok, ale dziś, choć wciąż kochał go tak samo mocno jak zawsze, nie był pewien, czy powinien się tym chwalić. Nie zaczekał przy nich, by kontynuować rozmowę. Był tam od tego, by im pomóc, przygotować konie. Zatrzymał się przy Montygonie, pewien, że Neala zechce na niego zaraz wsiąść, ale kiedy się oburzyła, zdumiony zmierzył ją wzrokiem, pozwalając jej zabrać swoje ręce.
— Jesteś pewna? Jesteś dość... Drobna — szepnął ze śmiertelną powagą, po czym spojrzał na konia. Samo strzemię sięgało jej... pasa, trudno mu było sobie wyobrazić tę wspinaczkę, ale poza zrobieniem kilku zdziwionych min nie protestował, zamiast tego wsłuchując się w jej ciche słowa. — Wglądamy jakbyśmy spiskowali — wszedł jej w słowo, szepcząc konspiracyjnie, ale ona mówiła dalej, więc słuchał do końca, aż zmrużył oczy. Dlaczego miała mu przeszkadzać obecność Roratio? To był jej gość, nic mu do tego z kim się spotyka, kogo zaprasza na randki. Pokręcił głową i wzruszył ramionami, nie chcąc dać jej szerszego pola do popisu w kwestii obszernych i przydługich tłumaczeń, a wiedział, że jeśli powie to, co miał na myśli nigdy stąd nie wyjdą. — Mam być waszą przyzwoitką na spacerze? — spytał, marszcząc brwi. Na to się nie pisał. — Jesteś pewna, że to najlepszy wybór? Schlebiasz mi, ale... Okej, przejdę się z wami. Nie musicie nic robić, ogarnę to. Poprowadzę was pod potok, a potem... Zrobicie co chcecie— mruknął niepewnie, prostując się, ale zaraz obejrzał się przez ramię na Roratio. Wyprężył pierś do przodu i pogładził się po torsie, z trudem próbując zahamować salwę śmiechu, która piętrzyła się w jego gardle. Odchrząknął i ruszył za nią, podchodząc do Bibi. Próbował nie zareagować na komplement dziewczyny, ale uśmiechnął się pod nosem, gdy stanął przy siodle. Sprawdził popręg, a gdy upewnił się, że paski są mocno ściągnięte, oparł się lekko o konia w półprzysiadzie. — Musisz się tam dostać — wskazał ruchem głowy na siodło, spoglądając na Roratio. — Staniesz mi na udach lewą nogą, prawą przerzucisz przez siodło na drugą stronę. Ręce złap tutaj i tutaj — wskazał łęk siodła i jego tył. — Podciągniesz się, jeśli będzie trzeba. — Był raczej wysoki, nie powinien mieć problemu. — Będzie stała spokojnie. Pójdę z wami kawałek, będę ją miał przy ręce w razie czego — uprzedził go luźno, starając się brzmieć tak, by Roratio nie odczuwał dyskomfortu ani wstydu brakiem umiejętności. Zerknął na Nealę, a potem znów na młodego lorda. — To co, na trzy? — Spojrzał na niego i osunął się niżej w półprzysiadzie, łopatkami opierając o łopatki Bibi. Jednocześnie prawa ręką trzymał ją za wiszące z boku wodze. — Raz, dwa, trzy!


Czas także ulega potknięciom i wypadkom
i dlatego może się rozbić i zostawić
w jednym pokoju ułamek swojej wieczności.
James Doe
Zawód : grajek, złodziejaszek
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Żonaty
How do you love?

Like a fist. Like a knife.
But I want to be more like a weed,
a small frog trembling in air.
OPCM : 0
UROKI : 0 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 12 +3
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 28
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej
 little unsteady
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9296-james-doe https://www.morsmordre.net/t9307-leonora https://www.morsmordre.net/t9300-skrzypek-na-dachu https://www.morsmordre.net/f358-doki-pont-street-13-7 https://www.morsmordre.net/t9776-skrytka-bankowa-nr-404 https://www.morsmordre.net/t9322-james-doe

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Stajnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach