Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Millicenta Goshawk
AutorWiadomość
Millicenta Goshawk [odnośnik]20.03.22 21:34

Millicenta Goshawk

Data urodzenia: 22/12/1928 rok
Nazwisko matki: Fairwyn
Miejsce zamieszkania: Dolina Godryka
Czystość krwi: czysta ze skazą
Status majątkowy: ubogi
Zawód: wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wzrost: 163 cm
Waga: 52 kg
Kolor włosów: brązowe
Kolor oczu: szaroniebieskie
Znaki szczególne: duże oczy o dumnym lub przenikliwym spojrzeniu; uwydatnione kości policzkowe


Była ciekawska.
Już od pierwszych dni, kiedy pojawiła się na świecie, wyciągała dłonie ku ojcu i matce, która nieczęsto odwiedzała pokój dziecka, trawiona depresją poporodową. To ojciec, do pomocy z babcią, przykładał wagę do najdrobniejszych spraw, jakie równorzędnie spędzały im sen z powiek, gdy niejednokrotnie starali się dać dziewczynce tyle uczuć, ile tylko możliwe. Poza tym – i poza niechęcią ze strony rodzicielki – jej dzieciństwo było raczej zwyczajne, chociaż w wieku mniej więcej sześciu lat, zorientowano się, że miała w sobie coś dziwnego. Nie chodziło tu o zdolności magiczne, które książkowo ujawniły się wcześniej, gdy w przypływie złości podpaliła obrus fundując rodzinie ognistą kolację, lecz o specyficzną aurę, którą wokół siebie roztaczała. Była przeciwieństwem młodszej siostry; była rozkoszna, gdy jej usteczka wyginały się w subtelnym uśmiechu, choć od zawsze wycofana, zamknięta w swoim świecie, ale za to wykazywała się częściej posłuszeństwem wobec ojca. Nauczyła się bowiem, że gdy ją o coś proszono a ona to robiła, to spełniano jej rozmaite dziecięce zachcianki, przynajmniej do momentu, w którym na poważnie zaczęła dorastać, przestała ulegać, wielokrotnie buntując się, sprzeciwiając słowom, jakie padały spomiędzy warg opiekunów. A ona nie robiła wtedy nic poza obserwowaniem ich bystrym spojrzeniem, chcąc wymusić dalej swe racje, lecz najczęściej zderzała się z murem, bo wcale nie uginano się za sprawą dziewczęcego uroku. Od kiedy tylko obie dziewczynki stały się w miarę rozumne, starano im się wyjaśnić podziały między krwią, lepszymi a gorszymi i przestrzegali przed tymi, którzy nie powinni nazywać się czarodziejami. Matka – która po czasie zaakceptowała pierwsze dziecko – w przeciwieństwie do ojca, nie wykazywała się specjalnym przejęciem i nie wykazywała się nim właściwie nigdy; była człowiekiem nadzwyczaj opanowanym, ale nieznoszącym sprzeciwu nawet podczas zażartych dyskusji, nie raz zakrawających o kłótnie, nie podnosiła głosu a raczyła obie córki lodowatym tonem głosu, mrożącym ciało Millie bardziej, niż krzyk. Dopiero po latach uświadomiła sobie, że nie była skórą zdjętą z ojca, tylko z matki, przejmując wachlarz jej poszczególnych cech charakteru i zachowań. W tym spojrzenie, które ponoć nie należało do przyjemnych i ton głosu, który kiedy zwracała komuś uwagę był chłodnie opanowany, równie często mylnie stawiany na równi z zuchwalstwem, czy arogancją. Nie była też do końca normalna, chociaż nikt nigdy nie potrafił wyjaśnić jej czym była ów normalność. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że matka postawiła na niej krzyżyk; może i nie była cudakiem pozbawionym zdolności magicznych, ale najwidoczniej łączyła w sobie pomost między widzialnym a niewidzialnym, zupełnie jak jej babcia.


Na list ze szkoły Millicenta nie zareagowała entuzjastycznie, chociaż roztaczana przed nią wizja czarów i magii Hogwartu bardzo ją ciekawiła, tak samo jak magiczne przedmioty. Wprawdzie robiono pierwsze podchody już w domu opowiadając dziewczynkom o różnych dziedzinach magii i różnego rodzaju historiach, zawodach i tym, w czym najlepiej pokładać nadzieję, ale za tymi opowieściami stało drugie dno: bardzo chcieli, by przynajmniej jedna z córek przejęła zawód ojca, a żeby obie wyszły dobrze za mąż i zabezpieczyły swoją przyszłość.
Również z nawiązywaniem kontaktów nie miała szczególnego problemu, podobnie jak i nie miała go z nauką, co chyba po prostu było dominującą cechą osób z przydzielonego domu, Ravenclawu. Szybko okazało się, że dobrze radzi sobie z alchemią a w szczególności z zielarstwem, i na tych dziedzinach naturalnie skupiła się najmocniej, odnajdując w tym prawdziwe zainteresowanie, które nie gasło z każdą kolejną lekcją. Tego samego niestety nie mogła powiedzieć o zaklęciach, w których była wprost okropna i OPCM, które opanowała w małym stopniu, bo wypadało. Zapach składników był relaksujący, z kolei nauka coraz to nowszych eliksirów wciągnęła ją na tyle, że przez pewien czas spisywała własne pomysły na nowe kombinacje, które potem ochoczo konfrontowała z nauczycielką. Reszty przedmiotów uczyła się po równo, potrafiła odnosić wiedzę z jednych zajęć do wiedzy z drugich, łączyć fakty i wyciągać wnioski, ale wbrew innym odnalazła w sobie szczególnie zamiłowanie do wróżbiarstwa, z którym zapragnęła związać swą przyszłość. Była wprost zafascynowana czymś, co w pewien sposób pozwalało przewidywać przyszłość, odczytywać znaczenia z układu kart tarota, czy mapy nieba, co nawet w symboliczny sposób dawało pewne sugestie i wskazówki, a przy okazji pamiętała parę epizodów ze swojego życia, gdy coś, co powiedziała, później rzeczywiście się wydarzyło. Wtedy określiłaby to szczęśliwym trafem, niż zdolnością, ale im dłużej się zastanawiała, dochodziła do wniosku, że może faktycznie to było coś więcej niż przypadek. W niektórych przypadkach i sytuacjach miewała bardzo silne przeczucia, a z czasem nauczyła się kierować intuicją. Wiedza przekazywana na lekcjach w końcu przestała być dla niej wystarczająca, ograniczana jedynie do podstaw, dlatego z pomocą wyraźnie zaskoczonej jej fascynacją nauczycielki trafiła w odpowiedni zbiór ksiąg na temat wróżbiarstwa, symboliki i znaczeń różnych układów, i bardzo wtedy zazdrościła osobom, obdarzonym darem jasnowidzenia! Jej nietypowe zainteresowanie, pielęgnowane codziennie, pośród niektórych osób stało się naturalnie powodem do kpin, ale igrając wtedy z losem – czego nie powinno się robić – wróżyła im pewne nieprzyjemności, które często rzeczywiście dochodziły do skutku. W późniejszych latach zwykła nazywać to potęgą podświadomości, czy przyciągania: im bardziej w coś się wierzyło, tym bardziej się to przyciągało. Wiedzę zdobywała nie tylko podczas roku szkolnego, ale również podczas wakacji spędzanych w towarzystwie babci, od której po pewnym czasie dowiedziała się, że była utalentowaną i ponoć znaną tarocistką. Na proste pytanie dlaczego wspomniała o tym dopiero teraz, dowiadywała się, że matka była bardzo negatywnie nastawiona do jakichkolwiek wróżb i osób parających się ów dziedziną, co wyjaśniało nieczęste odwiedziny babci u nich i ich u babci. To chyba od niej nauczyła się najwięcej, choć niejednokrotnie widziała zmartwienie na twarzy staruszki, gdy otwarcie wychwalała potęgę wróżbiarstwa i siebie w roli wieszczki. Mniej więcej pod koniec szkoły poznała również sztukę wytwarzania kadzideł z ingrediencji typowo roślinnych i szybko sprytnie połączyła kropki, uznając, że wróżenie i kadzidła pasują do siebie jak mało co. W wolnym czasie z kolei, poza obowiązkami, Millicenta oddawała się jednemu z wielu marzeń z dzieciństwa i jednocześnie szkolnej pasji: lataniu na miotle. Krótki epizod, może około roczny, w drużynie Quidditcha na pozycji pałkarza skończył się upadkiem po zderzeniu z tłuczkiem i paroma dniami w skrzydle szpitalnym, jednak to nie nie zraziło jej do miotły; latanie sprawiało i zresztą do sprawia do teraz, że czuje się wolna i zapomina o problemach.
Ale nie wszystkich.
Wieloletnia nauka w Hogwarcie okraszona była problemami rodzinnymi, które głównie zahaczały o to, że ani ona, ani siostra, nie chciały iść w ślady ojca, i mówiły o tym otwarcie, a Millie dodatkowo nie była zainteresowana szukaniem sobie męża i równie głośno o tym wspominała. Jej wizja przyszłości w czasie szkoły zmieniała się wielokrotnie, od utalentowanej nauczycielki zielarstwa po równie utalentowaną trenerkę latania podbijającą boiska największych państw, a nawet po aurorkę, by zrobić na przekór wszystkim, by pod koniec szkoły ostatecznie wybrać miłość do wróżbiarstwa, mimo wielu ciężkich momentów i zwątpień.
Po skończeniu Hogwartu z dobrymi wynikami egzaminów, wróciła do rodzinnego domu, wpadając w ciąg dalszy wiru rodzinnych problemów. Chociaż zawoalowana wieść, że chyba chciałaby pójść w kierunku zielarstwa (pod czym oczywiście kryły się kadzidła i wróżbiarstwo w dwupaku), w pewien sposób na moment przygasiła temperament obojga rodziców, o tyle jej kręcenie nosem, zachowywanie się okropnie na próby wszelkich matczynych swatów a przede wszystkim wróżenie z dłoni potencjalnemu kandydatowi (bo jedynie matczyny wybór partnera dla swoich dzieci był najlepszy) spowodowało, że jej relacja z matką bardzo się popsuła. Nie, żeby kiedykolwiek była zażyła, patrząc przez pryzmat matczynej oziębłości; jednak niechęć, jaką wobec siebie zaczynały odczuwać, stawała się z każdym kolejnym miesiącem nie do zniesienia. Doprowadziła ona również do tego, że nieco beztroska, ale silnie stąpająca po ziemi czarownica, mimo wszelkich przeciwności losu, zaledwie po dwóch latach od powrotu ze szkoły, przeprowadziła się do babci, by pod jej okiem uczyć się praktyki.


Szybko się uczyła.
Mieszkanie z babką wspomina dość dobrze; od zawsze łączyła je nić porozumienia, nawet ta niewerbalna. Nie wypowiadając swych myśli na głos wystarczyło jedno spojrzenie po sobie, by obie rozumiały o co chodzi a ich więź wzmocniła się, gdy pod okiem starszej kobiety pogłębiała swoją samoświadomość, i świadomość wróżbiarstwa. To dzięki ich codziennym rytuałom (jak choćby spożytym hektolitrom fusiastych herbat i kaw, które pozostawiały na dnie filiżanki rozmaite kształty po naparze) i lekcjom nabywała doświadczenia, nie śpiesząc się, choć była bardzo rezolutną uczennicą. Bez trudu odnajdowała się pośród rozmaitych symboli, przeczuć, którymi mówiły karty, od samego początku czując, że to tarot będzie jej ulubioną metodą; za pomocą spostrzegawczości i konkretnych pytań można było powiedzieć ludziom to, co chcieli usłyszeć, ale bardziej uznawała karty za niewidzialnego przyjaciela. Przyjaciela, który jest w stanie powiedzieć i ukazać, ostrzec, do czego zmierzamy i w jakim miejscu naprawdę się znajdujemy. Karty nie przepowiadały przyszłości, co było często mylone, lecz ukazywały pewną energię, której ludzie nie byli świadomi. Były w stanie podpowiedzieć, w którą stronę dana sytuacja była w stanie nas zaprowadzić, dać wskazówki a ona w ten sposób chciała pomagać ludziom. Znacznie ciekawszym doświadczeniem były jednak nauki połączone z paleniem kadzideł, które przygotowywała wpierw dla babki i pierwsze podejścia do czytania ze szklanej kuli. Początkowo obserwowała babkę w pracy, a kiedy starsza kobieta uznała, że jej wnuczka była gotowa, dopuszczała ją do samodzielnego wróżenia klientkom. Na początku sporadycznie, pod jej kontrolą pozwalała jej na raczej mało inwazyjne czytanie z dłoni, w ten sposób ćwicząc z nią teorię. Chociaż większość metod szła jej dobrze, za najmniej lubianą, frustrującą i wymagającą ciągłego dokształcania się metodę uznawała czytanie z mapy nieba – miała jednak w sobie na tyle pokory i zaparcia, że nie poddawała się, krok po kroku poszerzając wiedzę na temat astronomii. Za oddech i odpoczynek z kolei brała wytwórstwo magicznych kadzideł, które wielokrotnie ukoiły nie tylko jej nerwy (poza systematycznym lataniem i bujaniem się w rytm muzyki we własnym pokoju), ale wpływały na klienta. Kadzidła otwierały umysł i jednocześnie uspokajały, pozwalały przyswajać przekazywane informacje i zwyczajnie uwierzyć, choć nie działały na wszystkich. Bywało i tak, że próba wytworzenia kadzidła nie powiodła się i zamiast pomocy, otrzymywała mdlącą mieszankę, w ten sposób kilka razy tracąc klienta i mierząc się z wyzywaniem od oszustek, które nic nie widzą. Bywało też tak, że usilne ignorowania złych przeczuć dotyczących bliskich niosły za sobą okropne skutki i tak też było w przypadku jej babki, która w dwudzieste piąte urodziny Millicenty rychle zmarła.
Początki w pustym domu były trudne, jednak ku swojemu zdziwieniu wsparcie zapewnił jej ojciec, na którego garnuszku żyła przez kilka miesięcy dochodząc do siebie po stracie i który w ramach prezentu urodzinowego podarował jej pierwszą, własną talię kart tarota z pięknymi zdobieniami i ilustracjami. Chociaż uważała to za mały rozejm, ich kontakt nie wyglądał już tak dobrze, jak wcześniej.
Swoją klientelę z początku budowała głównie dzięki babci, po jej śmierci przejmując przynajmniej część klientek i w późniejszym czasie swoim nabytym znajomościom poprzez grono stałych klientów, w ten sposób poznając nie tylko bohemę Londynu, początkujących artystów, z którymi dość często odwiedzała najróżniejsze miejsca i zakamarki stolicy, będąc dodatkową atrakcją do niekoniecznie udanych występów, ale również od czasu do czasu pojawiając się na Arenie Carringtonów podczas organizowanych widowisk, czy podczas spotkań towarzyskich nieźle usytuowanych kobiet w ramach rozrywki, o czym nie mówiło się oczywiście głośno w sąsiedztwie (sama rzadko kiedy o tym opowiadała; szanowała wolę klientek i, jak dla niej, niemałe pieniądze, które otrzymywała nie tylko za dostarczane wróżenie, lecz też poufność). Było w tym zresztą coś zabawnego, gdy przypominała sobie podejście wielu osób w szkole i konfrontowała je z ludzką żądzą poznania przyszłości. Nie miała oczywiście ku temu nic przeciwko: nie narzekała na potencjalną konkurencję i jednocześnie nie wchodziła pod nogi jasnowidzkom z krwi i kości, które w dalszym ciągu wywoływały u niej swoiste zakłopotanie. Tych drugich zresztą nie poznała zbyt wielu, zauważając, że mało która rzeczywiście korzystała w dość komercyjny sposób ze swojego daru. Za najbardziej intrygujące zjawisko z kolei uważa swoje pojedyncze epizody z byciem prorokiem imienia, o którego funkcji zapomniała, dopóki nie została poproszona o konsultacje. Uważała bowiem, że ta funkcja już od dawna nie istniała, choć szczęściem w nieszczęściu jedynie z czystej ciekawości kiedyś zgłębiła temat.
Najgorsze bywały jednak sytuacje, w których wróżby nie wychodziły pomyślnie dla drugiej osoby. Dopiero z czasem i doświadczeniem nauczyła się przekazywać informacje o złych znakach, chociaż z fusami ułożonymi na kształt ponuraka w dalszym ciągu miewa problem. Na osoby, które wyzywały ją od oszustek i naciągaczek z czasem przestała reagować: współczuła im zamkniętych głów i krótkowzroczności, i dziwiła się, że coś czarodzieje wykazywali się podobnym podejściem. O ile zrozumiałaby mugoli, który nie wierzyli w magię, o tyle ludzi osadzonych od narodzin w tym świecie nie potrafiła rozszyfrować w dalszym ciągu. Na pytanie czy nie uznaje tego za zmarnowanie życia i potencjału czystej krwi już nie odpowiada; wiedziała, i czuła, że nie odnalazłaby się w żadnym innym fachu.
Ostatnie lata Millicenty podlegały pewnej ustalonej rutynie, którą zburzyło nadejście wojny i coraz bardziej zauważalne podziały pośród społeczeństwa. Pomimo tego, że rodzice od zawsze pomiędzy wierszami przekazywali córkom informacje o istocie czystej krwi i tych, których nie powinno się nazywać czarodziejami, zarówno ona, jak i siostra, były na to dość odporne. Wykazywała się raczej przezorną ostrożnością, uważała na to, z kim ma do czynienia i niespecjalnie dyskutowała o swoich poglądach. Nie miała sobie nic do zarzucenia: była czystokrwistą czarownicą, która parała się wróżeniem i zwyczajnie chciała przetrwać. Była zresztą niemal pewna, że ta sytuacja mocno zaburzy jej pracę, ale ku swojemu zaskoczeniu było wprost przeciwnie. Ogrom dodatkowych pojedynczych klientów przetaczających się przez jej gabinet był interesującym zjawiskiem samym w sobie a wśród najczęściej powielających się pytań były głównie: kiedy to się skończy?, czy moja rodzina jest bezpieczna?, czy przeżyję? i równie częste pojawianie się próśb o przygotowanie kadzidła na porzucenie wspomnień i sen.



Patronus: w dalszym ciągu przybiera postać srebrzystej mgiełki.


Statystyki
StatystykaWartośćBonus
OPCM:50
Uroki:00
Czarna magia:00
Uzdrawianie:00
Transmutacja:1+1 (różdżka)
Alchemia:21+4 (różdżka)
Sprawność:20
Zwinność:30

Biegłości
JęzykWartośćWydane punkty
Język angielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
ZielarstwoIII25
KłamstwoII10
SpostrzegawczośćII10
NumerologiaI2
AstronomiaI2
Historia magiiI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
EkonomiaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Neutralny--
RozpoznawalnośćI-
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
WróżbiarstwoIII25
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
Taniec współczesnyI0.5
GotowanieI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 0


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Millicenta Goshawk dnia 24.06.22 8:50, w całości zmieniany 8 razy
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbiarka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
being against evil doesn't make you good
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk-budowa#340439 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Re: Millicenta Goshawk [odnośnik]07.06.22 19:25
czekam na chłostę fluffy

rozwój postaci + fyi limit krwi



she was life itself
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put together mess.
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbiarka
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
being against evil doesn't make you good
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : -
SPRAWNOŚĆ : -
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk-budowa#340439 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/
Millicenta Goshawk
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach