Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Palarnia opium
AutorWiadomość

Palarnia opium

Największe pomieszczenie w piwnicach pod sklepem Borgina & Burke'a. Do palarni można dostać się trzema drogami. przechodząc przez zaplecze sklepu, przez tunele w piwnicach Śmiertelnego Nokturnu oraz przy pomocy sieci fiuu. Drewniany, zdobiony sufit, dźwiga ciężar brylantowych żyrandoli sprowadzonych z najdalszych zakątków świata. Każdy rozpalany jest tylko na okazyjne spotkania. Palarnia liczy sobie kilkanaście stolików otoczonych fotelami obitymi czerwonym materiałem. Pomimo tego, że palarnia znajduje się w piwnicy, sufit jest na tyle wysoki, co umożliwiło stworzenie drewnianego półpiętra. Wystrój zawiera również bar z alkoholem wszelkiej maści. Od czasu do czasu w palarni organizowane są koncerty na żywo.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

10.09.1955

Ostatnie wydarzenia zostaną w pamięci Alfreda na naprawdę długo. Najpierw rozbrajający list Nestora, walka z samym sobą i te nieszczęsne zaręczyny. Nawet jak miną lata Alfred nie będzie wiedział, czy postąpił słusznie. Małżeństwo zawsze było pewnym rodzajem kontrowersji. Skoro wytrzymał sam ze sobą prawie dziesięć lat po śmierci żony, to po co mu kolejna? Sprawa nazwiska ciążyła nad nim bardziej niż wspomnienia kredek ojca. Plotki o zaręczynach roznosiły się szybciej niż Alfred w ogóle się spodziewał. On nie powiedział jeszcze nikomu, a już połowa rodziny wysłała mu listy z krótką, wiele mówiącą treścią "w końcu". Alfreda to oczywiście trochę zdenerwowało, ale uznał, że co jak co, ale swojemu przyjacielowi powinien powiedzieć osobiście. W trakcie pracy, bo dlaczego by nie, pojawił się na Nokturnie w zmienionej postaci. Nie chciał kręcić się w sklepie swojego "wroga" jako lord Parkinson. Wparował do sklepu jak jakaś zjawa, głośno trzaskając drzwiami. Anthony na pewno rozpoznał jego oczy, więc bezceremonialnie skierował swojego kroki do piwnicy. Nie wiedział dlaczego, ale darzył to miejsce absurdalną sympatią. Cały czas Ministerstwo na pewno walczyło o zamknięcie tego sklepu, lecz Alfred zapewniał, że jest to jeden z interesów, który serwuje legalne, wcale nie czarnomagiczne przedmioty. Więcej kłamstw w jednym zdaniu nie mógł powiedzieć. Na szczęście wiele szpiegów z Wiedźmej Straży dogadywała takie kontakty, wiec nikogo nie dziwiły takie raporty. Dopiero, gdy zobaczył, że w Palarni nikogo nie ma, stanął przy drzwiach i czekał na Anthony'ego. Jeśli miał się zmienić, to na pewno na osobności. Musieli więc zamknąć drzwi. Oby pomieszczenie było wyciszone.




If I risk it all,
could You break my fall?

Alfred Parkinson
Alfred Parkinson
Zawód : Wiedźma Straż
Wiek : 36
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Cynik i król bez miłości - to tylko tytuły.
OPCM : 10
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1679-alfie-parkinson#17486 http://morsmordre.forumpolish.com/t1693-magenta#17983 http://morsmordre.forumpolish.com/t1694-incendio#17984 http://morsmordre.forumpolish.com/f103-gloucestershire-cotswolds-hills-12 http://morsmordre.forumpolish.com/t1695-alfred-parkinson#17987

Powrót do góry Go down

jak z datą? mnie by pasował 2 marca albo 23? inne trochę mniej, ale coś udziergamy. W sumie czy jeśli "ulica zbrukana krwią" jest zakończona i żyje to możemy po niej grać?

Wynonna nie zatrzymywała się. Nie chciała. A może wręcz nawet nie mogła, bowiem wtedy musiałabym zacząć myśleć. O tym, co obecnie działo się w jej życiu. O pierścionku, który z uporem ciążył na jej palcu za każdym razem przypominając, że nie jest jedynie wyśnionym koszmarem, a brutalną, realną prawdą. Jej życie miało się skończyć już niedługo. To życie. Takie życie. Czy po śmierci lady Burke i narodzeniu się lady Avery nadal będzie mogła rozwijać siebie i swoją karierę? Co jeśli pod godłem Averych będzie musiała porzucić swoje dotychczasowe zajęcia? Była pewna, że nestorzy obu rodów oczekiwać będą potomka, który zagwarantuje przedłużenie linii. A jej, jeśli już spojrzeć we wnętrze Wynonny, daleko było do rodzenia dzieci. Daleko do zostawania matką. Nie posiadała w sobie – a przynajmniej dokładnie tak uważała – instynktu macierzyńskiego, który mógłby w tej chwili napełnić ją pełną wyczekiwania nadzieją na to, aż przyniesie na ten świat nowe życie, któremu przekaże swoje ideały. Nie, Burke bała się dzieci – głównie tych do 3 roku życia. I uważała je za kompletnie nieciekawe. Wszak przez większość czasu nie robiły nic poza leżeniem, spaniem i płakaniem tak głośnym, że dźwięk który wydobywały dostawał się do najbardziej zapomnianych skrawków duszy drażniąc je kompletnie.
Wiedziała, że będzie musiała udać się do Sorena. Musieli ustalić datę ślubu jeśli nie chcieli, by została im ona narzucona odgórnie. Choć znów i na wybraniu szczególnego dnia nie zależało jej. Było to powinnością wobec rodu, wobec rodziny, a najmocniej wobec jej narzeczonego. Zamierzała to po prostu zrobić.
Ale jeszcze nie dziś. Na dzisiaj miała już umówione spotkanie. Swojego gościa nie poznała wcześniej osobiście, choć słyszała o nim nie jedno. Polecił jej go Edgar. Klient, z którym Wynonna współpracowała od kilku lat potrzebował nielegalnego składnika w trybie natychmiastowym. Burke nie była głupia, zdawała sobie sprawę że nawet gdyby wyruszyła dzisiaj, nie udałoby się załatwić jej żądanej rzeczy na czas. Był jednak ktoś, kto za odpowiednią opłatą był w stanie jej pomóc - Vitalij Karkarow. Zwyczajowo przybyła na miejsce wcześniej, by przypadkiem nie popełnić towarzyskiej wtopy i spóźnić się na spotkanie odbywające się pod dachem jej rodzinnego lokalu. Palarnia opium nie była znana byle komu, ale była wygodna i zdecydowanie nadawała się do rozmów handlowych. Zasiadła na jednej z bogato zdobionych kanap o rubinowym obiciu i zahaczyła stopą o kostkę drugiej nogi w oczekiwaniu na swojego gościa.


You say

"I can fix the broken in your heart You're worth saving darling".
But I don't know why you're shooting in the dark I got faith in nothing.


Wynonna Burke
Wynonna Burke
Zawód : Łowca rzadkich ingrediencj, ex alchemik
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Im difficult, but I promise
I'm worth it.
OPCM : 7
UROKI : 7
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 2
CZARNA MAGIA : 1
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
Snow Queen
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3517-wynonna-persephone-burke https://www.morsmordre.net/t3530-tryton#61808 https://www.morsmordre.net/t3529-lady-burke-na-salonach#61753 https://www.morsmordre.net/t3531-wynonna-burke#61812

Powrót do góry Go down

13 maja

Był wkurwiony. Prosto, prymitywnie, typowo dla niego, kiedy w grę wchodziło jego własne niedopatrzenie. Od innych oczekiwał perfekcji, lecz w odróżnieniu od nadętych hipokrytów, wpierw uważnie lustrował swoje lustrzane odbicie, szukając ewentualnych skaz na idealnym wizerunku, by dopiero później wytykać błędy i domagać się ich naprawy, ku zaspokojeniu wiecznie wygłodniałej ambicji. Magnus nie zawodził - dbał o to - wewnętrznie skręcając się z dyskomfortu, truty chociażby myślą, iż nie wypełnił złożonej obietnicy. Deklaracje traktował śmiertelnie poważnie, więc boląca duma nie dawała mu spokoju, przewiercając się przez klatkę piersiową wraz z wywołanymi wyrzutami sumienia. Zbyt długo zwodził Quentina, by uszło mu to na sucho; nie spodziewał się przyjąć kary z rąk Burke'a, wymierzy ją sobie samodzielnie, przyjmując właściwą lekcję pokory za niewybaczalne błędy. Nie nauczył się przegrywać i niezmiennie przez lata siłował się z prawie heroicznym poczuciem przyzwoitości. Obojętnie, czy przysięgał swoją duszę, czy określał dokładną godzinę kolacji z towarzyszeniem butelki wina w kameralnym klubie dla mężczyzn. Wspólna szala dla tych komponentów mogła zdawać się nieco niedorzeczna, lecz Rowle nie dostrzegał w owym porównaniu nic zdrożnego. Zawarta ustnie umowa stawała się dlań cyrografem podpisanym własną krwią z rozerwanej żyły (tętnica nie brzmiała tak dramatycznie, a lubił te teatralne efekty), a zatem poważnym powiązaniem z kontrahentem. Z Quentinem igrał stanowczo zbyt długo, dawno przekraczając wąską granicę dobrego smaku: postanowił to naprawić i postarać się, by ta sytuacja szybko przykryła się ozdobnym płótnem owocnej transakcji. Jasne, miał wiele wymówek, począwszy od szlacheckich obowiązków, na wiernej służbie Czarnemu Panu skończywszy (odwrotnie?) i wszelkie te powinności Burke musiał rozumieć, dzieląc z Magnusem nie tylko błękitną krew, a i wierność jedynym słusznym poglądom. Rowle nie zamierzał jednak korzystać z taryfy ulgowej, zasłaniać się nudnymi opowiastkami o szumiących anomaliach, urwaniach głowy, ślepocie - być może, wymsknie mu się coś o wydarzeniach na Long Acre, acz w celach odmiennych od usprawiedliwiania się. Potyczka przekonała Magnusa, że zlecenie alchemikowi uwarzenia eliksiru była strzałem w dziesiątkę, zaś zwłoka w jego odebraniu - strzałem w kolano. Dzwonek u drzwi zadygotał, obwieszczając jego przybycie srebrzystym dźwiękiem; chwilę później usłużny subiekt prowadził go chybotliwymi schodami w dół, kierując go do palarni opium. Ostry, ciężki zapach przyjemnie podrażnił nozdrza, wzmagając nikotynowy głód. Palił papierosy równie drogie, co uzależniający narkotyk, miał nadzieję, że Quentin nie zaprotestuje przeciwko tej drobnej używce. Tym razem to on musiał czekać, zasiadł więc swobodnie w jednym z foteli, oddychając powoli chmurą ciemnoszarego dymu i obserwując, jak plącze się między zawieszonymi u sufitu kandelabrami. Doskonała rozrywka dla ucieszonego dziecka, mógł usiłować łapać go w pięści, bo żyrandol jak pryzmat, odbijał obraz wraz z kolorami, rozszczepiając go na kilka wiązek. A może to dzieło opium i tak obecnego w eleganckiej komnacie; nieistotne, wyłożył nogi na miękkim podnóżku, zrelaksowany, choć jednocześnie nieco spięty przed konfrontacją z nieco oszukanym Quetinem. W pierwszym rzędzie, Magnus powinien przeprosić, a nie był pewny, czy się tym nie zakrztusi.
Magnus Rowle
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle

Powrót do góry Go down

Borgin & Burke, a przynajmniej palarnia, świeci od początku maja pustkami. Widocznie czarodzieje całkowicie skoncentrowali się na własnych problemach związanych z magicznymi anomaliami, zapomnieli też o mało legalnej rozrywce dostarczanej im przez interes obu rodzin. Ja osobiście byłem w tym miejscu może ze trzy razy - wszystkie trzy spowodowane były biznesem, nie prywatnymi przyjemnościami. Nie stosuję używek, nie palę i nie piję, uznając to za upodlenie dla osób słabych - zbyt słabych, żeby nie wpaść w szpony uzależnienia. Niby zaczyna się od jednej lampki wina albo niewinnego papierosa, zaś potem dochodzi do chorego uwiązania się; dochodzi się do momentu, w którym byle przedmiot dyktuje nam jak żyć - w przypadku nadmiernego spożycia trunków wysokoprocentowych dodatkowo zamienia człowieka w zwierzę. Uważam, że jestem ponad to, nie muszę wszak ubarwiać sobie tym życia. Pytanie brzmi czy w ogóle je sobie ubarwiam?
Pamiętałem o prośbie Magnusa wystosowanej jeszcze w kwietniu. Zgodnie z jego wolą uwarzyłem dwie fiolki eliksiru - niestety pierwsza partia poszła na zmarnowanie. Resztę musiał co prawda dokończyć skrzat, ale instrukcje były jasne. Trzy razy zamieszaj wywarem w prawo. O dziwo nic nie wybuchło, mikstury są bez zarzutu. Niestety nie mogłem dopilnować produkcji osobiście przez pobyt w szpitalu - żałuję tego po dziś dzień. To raptem w kolejności trzeci, kiedy cieszę się względną wolnością. Co dziwniejsze, grafik mam skandalicznie napięty. To powoduje, że czasem tracę oddech, gdyż zdrowie mam nadzwyczaj liche. Cały czas poję się wzmacniającymi specyfikami, chciałbym zacząć funkcjonować już w pełni normalnie. Bez chorej obawy o nagłe zasłabnięcie lub jakikolwiek inny niepożądany wypadek. Staram się warzyć eliksiry, studiować astronomię i do tego bywać w kraju - na wydarzeniach artystycznych głównie. Przypomnienie o spotkaniu oraz przekazaniu stworzonych dóbr przybyło wraz z listem oznajmującym godzinę i miejsce spotkania. Przyjmuję to do wiadomości ze spokojem, pozbawiony negatywnych zarówno myśli jak i odczuć; nie spodziewam się, że w zupełnie innym nastroju przybędzie Magnus.
Układam eksponaty na półce w sklepie kiedy zegar wybija moment, w którym powinienem wyjść do mężczyzny. Opatulam się szczelniej czarną szatą ze srebrnymi klamrami, schodzę w dół przez zaplecze. Dookoła panuje cisza zmącona stawianymi przeze mnie krokami. Dostrzegam usadowionego wygodnie lorda Rowle - gdybym potrafił, uśmiechnąłbym się na ten widok. Niestety moja twarz przybiera neutralny wyraz, zdradzający jedynie zauważalne także i u mnie rozluźnienie. Sięgam ręką do kieszeni upewniając się, że na pewno mam przy sobie potrzebny pakunek, po czym siadam naprzeciwko arystokraty. Myślę, że kurtuazyjne powitania możemy sobie podarować.
Ostry oraz ciężki zapach pochodzący od opiumowych kadzideł drażni mnie, ale tylko przez krótką chwilę - zaraz stan błogiego spokoju pogłębia się.
- Co się stało? - zapytuję dość obojętnie, jakbym zamierzał rozmawiać o pogodzie. Ot, zwykła ciekawość. Po powrocie ze szpitala dopiero zaczynam nadrabiać informacyjne zaległości.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke

Powrót do góry Go down

Czuł się komfortowo, opatulony ciężkim zapachem, wciągany przez plusz fotelu, w jakim zapadał się z arystokratyczną gracją, wykładając ciążące mu stopy na obitej aksamitem pufie, od niechcenia ćmiąc papierosa, wydobywając z ust kolejne ołowiane smugi, przeplatając woń tytoniu z orientalnymi, trującymi nutami narkotyku. Przyjemnie mącił w głowie, mimowolnie żądając od ciała rozluźnienia; czynił to z niejakim ukontentowaniem, ostrość rezerwując wyłącznie dla skupionego umysłu. Przemyślane rozwiązanie, sprytne i godne pochwały. Spięte mięśnie znajdowały ukojenie w oparach opium, a wszystkie inne zmysły ulegały niemalże nadludzkiemu wyostrzeniu. Leniwie strzepnął popiół na miękki dywan - nie chciało mu się sięgać na stolik po kryształową popielniczkę - wyczekując na pojawienie się Quentina. Cierpliwie, nie usiłując oszukać zegara, ani czarami, ani palcem, obracającym wskazówki dookoła niewielkiej tarczy. Miał doskonałe zajęcie: z przyjemnością kontemplował otoczenie, ślizgając wzrokiem po ścianach i zawieszonych na nich obrazach - nie był koneserem sztuki, acz lubił popatrzeć na piękno - znacznie bardziej wygłodniałym spojrzeniem dobierając się do książek, z których wytartych grzbietów usiłował odcyfrować tytuły. Kurz nie osiadł na okładkach, prawdopodobnie były niedawno czytane: cenił bibliofilów, przeważnie odznaczających się jako-taką ogładą. Quentina poznał dokładnie z tej strony - cichego dziwaka? - ale pamiętał o jego talencie, który mógł nie tylko uratować tyłek Magnusa, ale i pozwolić mu przysłużyć się sprawie. Z dreszczem podekscytowania przywitał pojawienie się sylwetki Burke'a, poszukując gorączkowo fiolek - jeszcze niewidzialnych, ukrytych przed wymagającą oceną. Nowa zabawka, którą pragnął dostać w swoje ręce już, teraz, natychmiast, Quentin niweczył, żądając rozmowy. Był mu to winien, więc zdusił obcesowe żądanie o zaprezentowanie mu doskonale uwarzonego eliksiru, już prawie przechodzące mu przez gardło, w nieartykułowane chrząknięcie, przy pewnej dozie wyobraźni, podobne do sztucznego kaszlu pełnego zakłopotania.
-Komplikacje - odparł nieco ironicznie, po chwili ciszy zaciągnął się papierosem i wrócił do opowieści - nasza służba, anomalie, powiększająca się rodzina. Powodów dość, lecz tylko pierwszy mógł realnie mnie zatrzymać - rzekł zdawkowo, dokonując błyskawicznego zhierarchizowania wartości. Krew Rowle'ów była silna, dlatego życie jego nienarodzonego syna nie znaczyło więcej, od woli jego Pana - wybacz, że z tym zwlekałem - dodał, choć w głosie nie dało się poznać cienia skruchy, raczej uprzejmą formułkę, wraz z którą kończył swoją argumentację. Rzucił papierosa na podłogę, depcząc go obcasem eleganckiego buta, by prędko przestał się tlić i nie pozostawił nieuważnej iskry przy włóknach drogocennego dywanu, zerkając przy tym wyczekująco na Quentina.
-Mogę zobaczyć? - spytał, nie mogąc już wytrzymać napięcia. Czekało go sporo zabawy, sporo możliwości... Bo wierzył, że Burke znakomicie wywiązał się z zadania, nie tylko przez wzgląd na ideę, ale również i na hojne wynagrodzenie. Motywujące zazwyczaj lepiej, niż demagogiczne hasła, zapętlone dla schlebiania próżniakom.
Magnus Rowle
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle

Powrót do góry Go down

W gruncie rzeczy zazdroszczę osobom, które potrafią całkowicie się odprężyć nie kłopotając się żadnymi problemami. Odpłynąć w krainę relaksu, całkowitym braku trosk - z drugiej strony szkoda, że wszystko rozbija się o wspomagacze, od których tak łatwo jest się uzależnić. Ostatecznie to nie moje życie, dlatego czuję się nawet swobodnie wchodząc do palarni. Pomijając zbyt ciężki oraz nieco męczący zapach opium, do którego nie miałem dotychczasowo przywyknąć - za jakiś czas przestanę odczuwać ten odrzucający odór. Prawdopodobnie jego właściwości pozwalają mi także na rozluźnienie przesadnie spiętych mięśni, gdyż te zazwyczaj spinają się przy każdym wynurzeniu się z alchemicznej pracowni. Nieustanne poczucie obserwacji oraz oceniania moich działań skutecznie mnie deprymuje - wręcz nakazuje sprawiania nieskazitelnego wrażenia, które mogę uzyskać jedynie ciężką pracą nad samym sobą. Samonakręcająca się spirala przewrażliwionej manii prześladowczej oraz chora ambicja nieprzyniesienia wstydu rodzinie - to nic, że na to już całkowicie za późno. Poczucie obowiązku pozostaje we mnie silne oraz bezlitosne w swym niewygodnym uwieraniu.
Staram się właśnie sprawiać wrażenie człowieka, którego nic nie trapi ani nic nie ogranicza - siedzę na kanapie naprzeciwko całkiem wygodnie. Opieram się o zagłówek, ręce niedbale majtają się gdzieś na obiciu czerwonego materiału. Wzrok mam z pewnością zainteresowany, jednak chyba bliżej mu do zwyczajnej uprzejmości niż realnej emocji, nic na to nie poradzę. Nie, żeby nie interesowały mnie perypetie Magnusa; raczej jestem zbyt egoistyczny sądząc, że największe problemy naturalnie mam ja. Chociaż Rowle trzyma się całkiem nieźle po stracie kuzynki - czyżby nienawidzili się aż tak bardzo? Strata członka rodu jest straszna bez względu na wszystko, tak uważam. Wszak to nasza krew, najcenniejsza oraz najbardziej przetrzebiona przez wszystkich zwolenników szlam. Szkoda ją zatem rozlewać bez potrzeby.
- Przyjmij zatem moje kondolencje i gratulacje jednocześnie - odpowiadam w nie mniej lekkim tonie. Jeśli mężczyzna był na pogrzebie, wie na pewno, że mnie na nim nie było. To wszystko z powodu beznadziejnego zdrowia. Spotkanie Rycerzy jest sytuacją zgoła inną - obecność na nim jest bezwzględnym priorytetem. Szkoda co prawda, że nie wszyscy uważają tak jak ja, ale cóż, świata nie zbawię. Mogę jedynie dołożyć cegiełkę do przetrzebienia świata z nic niewartego robactwa, ale to tyle, na co mogę sobie pozwolić.
- Nie ma problemu - zapewniam. Chciałem się tylko upewnić, że wszystko jest w najlepszym porządku, jednak niestety zgodnie z moimi przypuszczeniami nie tylko mi los poskąpił szczęścia. Jestem w stanie to zrozumieć. - Naturalnie - przytakuję kiedy pytanie rozbrzmiewa w pomieszczeniu. Ostrożnie wstaję i sięgam dłonią do kieszeni. Wyjmuję z niej niewielkie, drewniane pudełko. Po otwarciu skrywa ono wyściełane czerwonym atłasem wnętrze oraz dwie fiolki eliksiru wielosokowego. Kładę zatem pakunek na stoliku między nami, podsuwając go bliżej Rowle’a. Opakowanie sunie z lekkim skrzypnięciem po blacie, ja zaś zasiadam ponownie na swoim miejscu. Ciekaw opinii Magnusa, nawet jeśli wiem, że nie mógłby mieć wywarom niczego do zarzucenia.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke

Powrót do góry Go down

Układ oparty na wymiennych korzyściach był mu na rękę. Nie musiał cyganić się z zawszonym handlarzem, by finalnie zgadywać, jakiego koloru jest uwarzona mikstura przez szkło brudnej fiolki i przeklinać pośrednika ustawiającego spotkanie. Wybitni truciciele nie ogłaszali się szerokiej publice, posiadali własne fanaberie, na jakie i on nie mógł niczego poradzić. Nie znał mocy, jaką zmusiłby tego fanfarona do zaprzestania spania w beczce i dla odmiany większego rozmachu przy zachowaniu higieny osobistej. Zaangażowanie Burke'a w prywatny projekt było wygodne i wręcz chirurgicznie czyste. Żadnych szemranych interesów, choć Quetnin musiał wiedzieć, że eliksir nie posłuży mu do przywrócenia pokoju na świecie. Obnażone zęby błysnęły w drżącym świetle świec, uśmiech drapieżnika, zasadzającego się na grubszą zwierzynę rozkojarzył oblicze Magnusa szaleńczą nutą - znikającą zaraz, tuż po mrugnięciu, więc równie dobrze mogła być wytworem wyobraźni, złudzeniem zmęczonych oczu, podrażnionych ciężkimi oparami opium unoszącymi się w kłębach między nimi. Palce wystukiwały równy, żołnierski rytm na wypolerowanej powierzchni drewnianego blatu, usta ułożyły się w naturalnym grymasie, a Rowle uprzejmie przechylił głowę, słuchając słów Quentina, przepełnionego empatią tak mocno, że mało brakło, aby nie pękł z nadmiaru emocji. Krew odpływająca z jego twarzy zdawała się przeczyć tym domysłom - lub dawała Magnusowi okazję do bliższego przyjrzenia się chorującemu szlachcicowi. On sam urodził się w czepku, unikając nieuleczalnej skazy, chociaż genetyczne kombinacje nie zdawały się być po jego stronie.
Machnął ręką, dziękując nieco leniwie za uprzejmą formułkę; pogrzeb stanowił formalność, zaś zdrowie syna wypije, gdy ten już się urodzi, w pełni czarodziejskich sił. Nie udawał przy tym, że płakał po Daphne, aczkolwiek rozciągłość kwestii pozostawił dla siebie. Rodzinne niesnaski nie powinny wychynąć na światło dzienne. Podniósł się z gracją z fotela - jeśli z gracją może wstawać wysoki, tyczkowaty mężczyzna - i zbliżył się do regału, nie kryjąc zainteresowania zgromadzoną przez Burke'ów biblioteczką. Książki w większej części traktowały o czarnej magii, o recepturach na straszliwe eliksiry oraz trucizny, na myśl o których nawet i Magnusa przeszywały złowieszcze dreszcze, a także o... inferiusach, stanowiąc najliczniejszy element tego zbioru.
-To - rzekł, wyjmując z półki opasły tom spięty skórzaną klamrą - jest praca czy rozrywka na długie wieczory? - spytał, kartkując księgę i odnotowując istnienie nabazgranych na marginesie uwag. Odręcznie, lekkim piórem. Ciche szkice, których niewprawne oko nieprzyzwyczajone do poszukiwań odstępstw od normy w tekście, raczej by nie zauważyło. Nie przestał wertować tomu, acz opadł na dawne miejsce, czyniąc to dokładniej, drobiazgowo analizując każdą rycinę wraz z towarzyszącym jej tokiem anonimowych przemyśleń, przynajmniej do czasu, kiedy tuż przed nim zamajaczyła drewniana szkatułka. Sięgnął po nią zachłannie, wybierając jedną fiolkę ze środka i odkorkowując ją, by sprawdzić barwę eliksiru. Mętny, o nieokreślonym kolorze, odrzucającym zapachu - brakło ostatniego komponentu, nadającego wywarowi najwięcej treści, lecz o niego zamierzał postarać się samodzielnie i nie fatygować Quentina.
-Bardzo dobrze - stwierdził, umieszczając fiolkę z powrotem w wyściełanym atłasem kuferku i zamykając go z cichym trzaskiem zapadki, a zza pazuchy wyjmując jedwabny, wypchany woreczek, jaki przesunął po blacie stołu, bez żalu składając go w ręce Burke'a - wszystkie ingrediencje są dla ciebie. Powiedz, jeśli będziesz jeszcze czegoś potrzebować - zadeklarował, kiwając głową z aprobatą. Był zadowolony, choć nie musiał tego demonstrować Quentinowi, niby studentowi, niecierpliwie oczekującemu na recenzję profesora. Pochwała jednak mu się należała, a przesadnie protekcjonalny ton Rowle'a należał wyłącznie do jego przyjaciół
Magnus Rowle
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle

Powrót do góry Go down

Każdy, kto mnie zna choć trochę na pewno wie, że trudno we mnie wzbudzić emocje inne od zdziwienia czy zakłopotania. Czasem zastanawiam się, czy to ja nie jestem przypadkiem tym inferiusem, o którym tak zawzięcie czytam. Już dawno miałem podjąć się badań na temat eliksiru pozwalającego ożywiać trupy - może byłby prostszy niż czarnomagiczne zaklęcie. Niestety zawsze coś stoi mi na drodze, tym razem jest to troska o własne zdrowie. Najpierw muszę rozpocząć badania dotyczące poprawienia jakości krwi. Nie ukrywajmy, ale to właśnie osocze na chwilę obecną jest moją największą słabością, to przez nie podupada mój organizm. Zabawne - wszyscy szczycimy się najszlachetniejszą z krwi płynącą w naszych żyłach, a niektórych ona po prostu powoli zabija wysysając ostatki sił. Tak się czuję kiedy najprostsze niegdyś czynności bywają już ponad moje siły. Kiedyś całkiem nieźle jeździłem konno czy pojedynkowałem się na florety, zaś sprawność miałem niezgorszą - pozostają mi po tym okresie jedynie wspomnienia. Szybciej się męczę podczas ruchu, nie władam lejcami ani szpadami tak wprawnie jak jeszcze jakiś czas temu. To sprawia, że pogrążam się w ciemności oraz żałobie jeszcze mocniej, jawiąc się wszystkim właśnie jako dziwoląg. Zastanawiając się nad przeszłością wiem, że wcześniej było zupełnie inaczej - lepiej, lżej. Miałem motywację, zwiedzałem świat na statkach i na tyle, na ile potrafiłem cieszyłem się życiem.
Teraz nie cieszy mnie już niemal nic.
Ostatnie tragiczne wydarzenia jeszcze mocniej wbijają mnie w ziemię, zostawiając z poczuciem bezradności. Staram się z tego wygrzebać, wszak przyrzekłem sobie niedawno, że odbuduję własną pozycję, że stanę się jeszcze kimś nawet jeśli inni skazali mnie już na porażkę uznając straceńcem. To właśnie dlatego staram się być przystępniejszy, nie kulę się pod nieprzyjemnym uśmiechem Rowle’a, próbuję być również uprzejmy. To niestety tyle, co mogę mu ofiarować.
Obserwuję mężczyznę uważnie jak podchodzi do regału i sięga po jedną z moich pierwszych lektur, poznaną jeszcze za czasów dzieciństwa. Wtedy mnie ona nie zainteresowała, ale kilka lat później zmieniło się dosłownie wszystko.
- Rozrywka, o ile można tak nazywać zdobywanie wiedzy o trupach - odpowiadam poprawiając się na sofie. Później obserwuję już tylko reakcję na pokazane dwie fiolki eliksiru wielosokowego. Wpatruję się w twarz Magnusa zastanawiając się czy pamięta zarówno o ingrediencjach jak i zapłacie za wykonaną pracę, a którą mi obiecał. Jak na razie widzę raptem spełnienie pierwszego punktu, ale ostatecznie to dopiero początek spotkania, może zapomniał.
- Jak wiadomo, przed wypiciem należy dodać włos osoby, w którą chce się zamienić - stwierdzam oczywistość. Nie łudzę się nawet, że czarodziej zamierza zamienić się w zbawcę świata, nie jestem naiwny. Zresztą, dużo bardziej interesują mnie przyniesione przez niego składniki. Sięgam po nie z wyraźnym zainteresowaniem - figa abisyńska i pnącze diabelskiego sidła, są absolutnie cudowne, najlepszej jakości. To dzięki nim będę mógł zrealizować swoje plany, o ile nie zepsuję mikstury. Przynajmniej mam możliwość spróbowania i to jest całkowicie wspaniałe. - Dziękuję - mamroczę gdzieś między oglądaniem jednego przedmiotu a drugiego.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke

Powrót do góry Go down

Czarny Pan trzymał go na krótkiej smyczy, lecz Magnus nie znosił pokornie kulenia się u stóp. Wyprawa do nokturnowego przybytku rodziny Burke była samodzielnym pomysłem, mającym realną szansę na osobną przygodę, wprowadzającą w życie plan, dopiero kiełkujący pod rozwichrzoną czupryną, tak ostro krytykowaną przez zajadłych konserwatywnych szlachciców. Smukłe palce objęły niewielką fiolkę, przechylając ją na wszystkie strony, kontrolnie, z zachwytem w błyszczących ekscytacją oczach, obserwujących leniwe przelewanie się gęstego eliksiru po ściankach. Na cienkim, kryształowym szkle pozostawały szlamiaste smugi mętnego kolorytu i lepkiej konsystencji: Rowle przygotował się wręcz podręcznikowo, doczytując rozdział w swej starej, zapomnianej książce o eliksirotwórstwie - miał przed sobą perfekcyjnie przygotowaną miksturę. Leżakowała wystarczająco długo, uprzedził wszak Quentina z odpowiednim wyprzedzeniem, aby być gotową do spożycia natychmiast. Pochylanie się nad kociołkiem, odmierzanie składników z chirurgiczną dokładnością, mieszanie ich razem w ściśle określonej konfiguracji ruchów: nigdy nie żywił tak wiele cierpliwości, żeby zachwycić się tą sztuką. Kiedy jednak trzymał jej efekty w swych dłoniach, nachodziły go poważne wątpliwości, czy nie za prędko odrzucił tę gałąź magii, w jakiej drzemał przecież równie morderczy potencjał, co w zaklęciach syczanych przez zaciśnięte usta, rozbłyskujące na niebie szmaragdowym symbolem zwycięstwa Czarnego Pana. Nie czar przecież, a eliksir wlany w rozchylone, spragnione usta związał go na zawsze z Lordem Voldemortem, żłobiąc pod skórą Mroczny Znak, ryjąc między żyłami czarne korytarze wiecznym tuszem utrwalone na bladym przedramieniu; dyscyplina jaką parał się Quentin zasługiwała na swe miejsce wśród sztuk wyzwolonych. A Burke'owie należało oddać to, co (?)cesarskie?
Księga przykuła uwagę Magnusa na dłuższą chwilę - ryciny oddawały wspaniale ludzkie cierpienie, niektóre wykrzywione grymasy znał z autopsji, innych nie kojarzył, więc z najwyższym zadowoleniem oddawał się zgadywankom, jaka klątwa powoduje taki, a nie inny skurcz bólu.
-Może wolałbyś ją zdobywać na ciałach? - rzucił, unosząc lekko brew i patrząc na rozpierającego się w fotelu Quentina. Renesansowi humaniści wykradali zwłoki z cmentarzy - i to wcale nie po to, by bawić się w nekromantów - ale Burke nie musiał uciekać się do tak barbarzyńskich metod. Niszczenie mugolskich katakumb bawiło Magnusa, kiedy jeszcze był gówniarzem. Mógł za to postarać się o odpowiednie obiekty, nienadgryzione przez czas i substancje odurzające gnijące zwłoki ochlapusów i rynsztokowych moczymord - W Londynie jest już za dużo piekarni, a poza tym nie lubię powtarzać starych sztuczek - dodał, uśmiechając się znacząco. Dziwne, jak ludzkie języki powtarzały wydarzenia sprzed stu lat, inspirując się archaicznymi zabiegami człowieka sprzed epoki.
-Pamiętam o tym. I o twojej nagrodzie - dodał, popychając w kierunku Quentina drugi mieszek, tym razem wypełniony brzęczącym złotem.


Ostatnio zmieniony przez Magnus Rowle dnia 18.12.17 10:44, w całości zmieniany 1 raz
Magnus Rowle
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle

Powrót do góry Go down

Alchemia jest subtelną sztuką, niestety w większości dedykowana z tego względu kobietom. Moim zdaniem to mylne wrażenie, gdyż mężczyźni potrafią podejść do zadania bardziej trzeźwo, nie dopuszczając do tego emocji. W dodatku są cierpliwsi i dokładniejsi - tak uważam. Nigdy nie zastanawiałem się, czy mi wypada zająć się eliksirotwórstwem, chyba wyssałem to z mlekiem mojej matki. Ojciec zezwolił mi na takie zainteresowania podpierając się tym, że wszystkie trucizny jakie zdołam uwarzyć przydadzą się interesom Borginów i Burke’ów. Mogłem zatem bez przeszkód rozwijać swe pasje, co tylko umocniło mnie w przekonaniu o słusznej drodze obranej w życiu. I żadne słowa czy wręcz drwiny nie zmienią mojego zdania. Wiele osób pogardza alchemikami z powodu ich zatracania się w sztuce, przebywania przez większość czasu w piwnicach, ale jeśli jest coś, z czym magia nie daje sobie rady, to przychodzą właśnie do trucicieli czy eliksirotwórców potrafiących leczyć.
Widząc zatem zainteresowanie Magnusa specyfikiem trzymanym w dłoni rozluźniam się jeszcze bardziej. Jestem zadowolony, że zamiast kpiny zauważam w arystokratycznej twarzy fascynację tą dziedziną magii. Spojrzenie moje nabiera lekkich odcieni ciepła, zaś postawa zostaje całkowicie rozprężona. Rezygnuję nawet ze splotu dłoni - pozwalam im co chwilę niedbale zmieniać miejsce. Wiem, że Rowle dostąpił zaszczytu zostania Śmierciożercą, ale czy zatracił się w tej rzeczywistości tak całkowicie? Przyglądam mu się badawczo, ale nie wydaje mi się, żeby różnił się od szlachcica, którego pamiętam z różnych okazji do spotkań w gronie najwyższej socjety. Może to właśnie jest ta słynna gra pozorów, której nigdy się nie nauczyłem. Burke’owie od zawsze byli szczerzy, nie szczędząc innym swojego zdania, niepomni na brak kultury kiedy wytykali komuś otwarcie jego błędy. Jednocześnie potrafiący dochować pewnych tajemnic, strzegąc rodowych sekretów niczym Cerbery - tak długo już igramy z Ministerstwem, że aż trudno jednoznacznie stwierdzić jak tego dokonujemy.
Przestaję wreszcie oglądać poszczególne ingrediencje i z powrotem chowam je do woreczka. Wtedy też unoszę zaintrygowany wzrok na oblicze Magnusa. Jego pytanie przypomina mi historię ojca, kiedy ten zaniepokojony sytuacją ekonomiczną rodziny zabierał trupy z pola walki i oddawał je nielegalnym instytucjom takim jak Paliczki lub amatorskim badaczom poszukiwania genów magiczności. Było to mimo wszystko czynem hańbiącym, żaden szlachcic nie powinien parać się czymś podobnie obrzydliwym, jednak to tylko pokazywało oddanie mego rodziciela swemu rodowi. Sir Marcus Burke na zawsze pozostanie dla mnie wzorem - naprawdę szkoda, że nigdy go nie osiągnę.
- Myślałem o… badaniach - zaczynam ostrożnie. - Ale musiałbym się najpierw podszkolić z dziedziny anatomii - dodaję spokojnie. Nie wstydzę się ewentualnych luk w wiedzy, wszak skoncentrowałem się w swoim życiu na alchemii, nie anatomii. - Co masz na myśli? - dopytuję, próbując zinterpretować słowa arystokraty. Nie do końca umiem je pojąć. Zaraz mój wzrok zmienia obiekt zainteresowań na wypukły mieszek wypełniony zapewne galeonami. Schylam się po niego, chowając woreczek do kieszeni szaty. - Dziękuję - mówię po raz kolejny dzisiejszego wieczoru, chociaż nawet chyba nie powinienem przez wzgląd na wychowanie, ale jak widać stąpam po nieco innych rejonach niż moja rodzina.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke

Powrót do góry Go down

Wzmianka o badaniach, choć krótka, skutecznie odciągnęła mętny wzrok Magnusa od kryształowych fiolek, spojrzenie stało się żywsze, błyszczące jak lustro odbijające pragnienia. Mógłby rozbić je na kawałki, odłamek wetknąć w oko i w serce, zarazić się do reszty pasją, powściągliwie wyrażaną przez Quentina, wychowanego wręcz podręcznikowo na dziedzica swego rodu. Inferiusy. Nie raz widział zwłoki, ich przyśpieszony rozkład i gnicie, woskowe, nieruchome lalki i pokiereszowaną, zwierzęcą padlinę. W wieku siedemnastu lat trzymał na rękach swe nienarodzone, a już nieoddychające dziecko, później spluwał na ciało zdradzieckiej siostry, wypchniętej z najwyższej wieży ku zachowaniu nieskalanej czystości. Głupia, zaufała mu, liczyła na zrozumienie i szczęście, ale zapomniała, że Magnus nigdy nie trzymał się ścisłych zasad i zignorował znak, wartościujący rodzinę ponad wszystko. Były też inne zemdlone ciała i nieruchome truchła, chociaż w pamięci wyrył mu się dokładny obraz trzech. Gardził nieco swoją nostalgiczną naturą, ale lubił powracać do miłych wspomnień, a czasami i rozczulać się nad tymi bolesnymi. Słabostka, nad którą nigdy nie zdołał zapanować i pozwalał jej na takie wesołe harce po meandrach pamięci, wydobywające te najbardziej zakurzone, a także najstaranniej pielęgnowane klisze obrazów w abstrakcyjnych momentach, odrywając Rowle'a od rzeczonej sprawy na jedno mgnienie oka.
-Ty pomogłeś mi, ja mogę pomóc tobie - zaoferował: nie posiadał wiedzy doświadczonego magomedyka, ale znał podstawowe zasady rządzące ludzkim organizmem. Wiedział, gdzie pod klatką piersiową znajduje się serce, że ranienie w łydkę sprawia szczególny ból, że powiedzenie uśmiech od ucha do ucha nie wzięło się znikąd. Na początek tyle powinno wystarczyć Quentinowi, później może edukować się u kogoś z większym doświadczeniem. Cassandra z pewnością byłaby zachwycona, gdyby przyprowadził jej ucznia.
-Pozbywanie się ciał jest problematyczne. Nie mam psa, by go nimi nakarmić, kiedy zaczynają gnić, paskudnie śmierdzi. Nie będziesz się przecież zniżać do szukania obiektów do eksperymentów w Tamizie czy proszenie się koronerów w Mungu o dostęp do prosektorium. Nie robię tego często, ale sądzę, że nawet i nieregularne dostawy powinny cię zadowolić. Ja pozbędę się kłopotu, a ty będziesz mieć pod dostatkiem materiału pod badania - zauważył, nadmieniając o wspólnych korzyściach, płynących z takowego rozwiązania. Współpraca z Quetinem na polu tworzenia inferiusów, nawet gdyby zaciągnął się w charakterze dostawcy brzmiała brudno, złowrogo i ekscytująco. Jeden nieumarły robił wrażenie, co dopiero cała ich armia. Marzenie śmiałe, lecz wykazując się uporem - do zrealizowania.
-Należy ci się - odparł, kiwając głową i powstając z wygodnego fotela. Prawie żałował, że spotkali się w celach wyłącznie biznesowych, lecz czas naglił, a skroplone opium i tak zdołało nieco wytrącić Rowle'a z równowagi.
-Odezwij się, kiedy się zdecydujesz - rzekł na pożegnanie, celowo podkreślając okolicznik czasu. Nie jeśli, a kiedy. Nie miał wątpliwości, że Quentin prędko da mu znać. Uścisnął dłoń alchemika i pierwszy wyszedł z piwniczki, naturalnym krokiem, z lekkim uśmiechem na brodatym obliczu. Czyżby upiekł dwie pieczenie na jedynym ogniu?

zt Magnus
Magnus Rowle
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : 20
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej
Palarnia opium  GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t4655-careless-whisper https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle

Powrót do góry Go down

Nadal pamiętam pierwsze wzmianki o inferiusach w księgach skrupulatnie chowanych w posiadłości Durham. Przed dziećmi, chociaż nigdy nie zabraniano im dobywać wiedzę z tych opasłych tomiszczy. Spędzałem wtedy w bibliotece niestety mało czasu - ciesząc się dzieciństwem, kiedy to głównymi wartościami rodu było szkolenie się z czarnej magii oraz tężyzna fizyczna. Oddawałem się jej długo, później dopiero sięgając po alchemię. Aż na samym końcu została mi tylko ona. Nie mogę wyczynowo jeździć konno, pojedynkować się na szable czy pływać, zdrowie już mi na to nie pozwala. Za to do tematu inferiusów wróciłbym bardzo chętnie. Zwłaszcza teraz przydałby się eliksir, kiedy magia potrafi nas zawieść. Ale ważniejsze chyba było badanie problemów z sinicą oraz wysysanie sił czarodzieja za pomocą plugawej magii. Obawiam się, że żywe trupy będą musiały niestety poczekać na lepsze czasy, chociaż kto wie co przyniesie przyszłość.
Gdybym znał historię Magnusa, przytaknąłbym jego myśleniu - bez względu na to, jak bardzo kocham Wynonnę, gdyby zdradziła nasz ród i zamierzała go zhańbić, sam także wyrzuciłbym ją z najwyższej wieży, usuwając w ten sposób coś, co mogłoby się odbić zarazą na szlachetnej rodzinie Burke. I, o zgrozo, przejść dalej. Nie wytrzymałbym takiego przerażającego uczucia zdrady, tak jak potem nie mógłbym się wyzbyć wyrzutów sumienia. Mimo wszystko rodzina jest dla mnie najwyższą świętością, jednak ustępuje ona zdrowemu rozsądkowi oraz odpowiedniemu wychowaniu. W pogardzie do szlam i zdrajców. Na sprzeniewierzenie tych wartości nie ma żadnego usprawiedliwienia, więzy krwi również nie mogą nim być. Gdyby tolerować wszystkie wybryki zbuntowanych szlachciców, już dawno byśmy wyginęli zjedzeni przez wszechobecny brud.
Kiwam głową w podzięce, za pomoc, a także zaoferowania tejże pomocy. I tak sądzę, że chyba poproszę o to Estelle; nie wiem jednak czy jej stan zdrowia pozwoliłby na wytłumaczenie mi anatomicznych zawirowań. Muszę przesłać do niej sowę, dawno się nie widzieliśmy. Miała mnie odwiedzić w szpitalu, ale tego nie zrobiła, zapewne właśnie z tego powodu. Nie wyglądała najlepiej.
- Rozumiem - mówię ostrożnie, po wysłuchaniu całego planu lorda Rowle. - Mam nadzieję, że jak najszybciej rozpoczniemy współpracę - dodaję grzecznościowo. I wstaję, kiedy mój rozmówca zamierza wrócić do swej posiadłości. Po raz ostatni kiwam głową, tym razem na pożegnanie. Odprowadzam go wzrokiem do wyjścia, sam zostaję jeszcze chwilę ze swoimi myślami, po czym wracam do Durham uzupełnić zapasy ingrediencji. Muszę zrobić całą serię eliksirów.

zt.


Mil­cze­nie, cisza gro­bowa, a jakże wy­mow­na. Zdmuchnęła is­kry złudzeń. Zos­ta­wiła tło stra­conych nadziei.
I po­wiedziała więcej niż słowa.

Quentin Burke
Quentin Burke
Zawód : alchemik, ale pomaga u Borgina & Burke'a
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Unikaj milczenia
z którego zbyt często korzystasz
ono może rozwiązać ci język.
OPCM : 0
UROKI : 5
ELIKSIRY : 40
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 10
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t3067-quentin-burke#50373 https://www.morsmordre.net/t3092-skrzynka-quentina#50608 https://www.morsmordre.net/t3083-disco-inferius#50538 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t3300-skrytka-bankowa-nr-783#55807 https://www.morsmordre.net/t3261-quentin-burke

Powrót do góry Go down

|4 stycznia, późny wieczór

Cieszyło mnie niewątpliwie, że spotkanie z Edgarem odbyć się miało w sklepie. Nie dlatego, że nie lubiłem rodowych posiadłości. Z pewnością za to z powodu braku środków transportu, które umożliwiłyby mi dotarcie do najdalszych zakątków Anglii. A niewielu arystokratów zamieszkiwało na stałe w centrum Londynu. Do Borgina i Burke'a miałem za to blisko. Nie musiałem nawet opuszczać Nokturnu, a spacery ponoć były zdrowe. Z pewnością nie mogły mi zaszkodzić, nie bardziej niż inne dolegliwości, na które nieustannie i niezmiennie cierpiałem. Przynajmniej jedną jednak miałem wyjaśnić. Na miejscu spodziewałem się zastać Ramseya. Sam kazał mi się tutaj stawić, żeby potwierdzić słowa, którym nie musiał wcale dawać tak po prostu wiary. Rozumiałem, dlaczego był sceptyczny. Nie przyznawałem się do tego głośno, bo byłoby to niemądre, ale wcale nie zamierzałem wzgardzić możliwością kolejnego potwierdzenia, że moja klątwa na dobre odeszła. Był tylko jeden pewny sposób, żeby pozbyć się całkowicie wątpliwości, musiałem zobaczyć się z Cassandrą. To jednak było niemożliwe z więcej niż jednego powodu. Zakaz mojego syna naturalnie powstrzymywał mnie przed udaniem się do uzdrowicielki, ale to nie była jedyna rzecz, która trzymała mnie z dala od niej. Nie byłem w pełni przekonany, że jestem gotów się z nią zmierzyć. Nie dlatego, że bałem się jej, choć z pewnością, mogłem mieć i ku temu powody, ale przede wszystkim, wciąż obawiałem się, że stracę nad sobą kontrolę. I powtórzy się scenariusz, który przeżywałem już tyle razy; moje prywatne piekło znów mogło opuścić świat koszmarów i uderzyć na jawie. Oczywiście, Cassandra mogła chcieć mnie skrzywdzić. Napawało mnie to niepokojem, ale nie strachem, nie takim, jakim samo spojrzenie na nią równoznaczne stanięciu oko w oko z moją klątwą. Dlatego nie potrzebowałem wcale dodatkowych słów zachęty, by pojawić się na miejscu i dać przebadać Edgarowi. Cokolwiek miałoby to oznaczać. Wszyscy potrzebowaliśmy pewności. Nie miało to też nic wspólnego z moją różdżką. Jej brak mi doskwierał, utrudniał codzienne życie, uniemożliwiał wręcz pewne elementy, które zawsze wydawały mi się normalne, naturalne. I tak, oczywiście, tęskniłem za jej przyjemnie chłodnym i gładkim, cisowym uchwytem. Chciałem ją odzyskać. I z pewnością dzisiejsze spotkanie miało mnie do tego przybliżyć, ale nie o nią chodziło. Oddałem ją Ramseyowi nie jako możliwość szantażowania mnie i zmuszania do grania według jego reguł, nie potrzebował jej do tego, oddałem ją jako znak mojej dobrej woli, znak zgody, znak oddania. A on ją przyjął.
Zszedłem do palarni opium, ku swojej uciesze nie odnajdując wewnątrz żadnych nieznajomych twarzy.
- Dobry wieczór, Edgarze - przywitałem się z bladym uśmiechem na ustach. - Dobrze cię widzieć - wyciągnąłem rękę w kierunku łamacza klątw - i dziękuję za pomoc.
Zająłem jedno z miejsc w fotelu rozglądając się za moim synem.
- Nie jestem pewien, ile przekazał ci Ramsey - zacząłem postanawiając od razu przejść do rzeczy i wprowadzić Burke'a w szczegóły. - Moje nagłe zniknięcie spowodowane było klątwą opętania, która zmuszała mnie do zwrócenia się przeciwko najbliższym. Będąc w Rosji cierpiałem na halucynacje i utraty kontroli nad własnym zachowaniem. Jest jednak lepiej, chcę i Ramsey także chce potwierdzić, że klątwa została zdjęta i nie będzie stanowić już dla nikogo więcej zagrożenia. Czy jest to możliwe?
Oparłem się nieco wygodniej starając się nie czuć niekomfortowo wyjawiając rzeczy, o których bardzo chciałbym już zapomnieć. Spodziewałem się dalszych pytań, nie wiedziałem jednak, co dokładnie potrzebował wiedzieć Edgar, by móc postawić właściwą diagnozę. Podejrzewałem jednak, że na tak zdawkowych informacjach może się nie skończyć. Dlatego siedziałem wpatrując się w Burke'a, czekając na jego decyzje. I na to, o co też postanowi pytać Ramsey, którego wątpliwości przede wszystkim musiały zostać rozwiane.
Ignotus Mulciber
Ignotus Mulciber
Zawód : pośrednik nielegalnych transakcji
Wiek : 51
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You’ll find my crown on the head of a creature
And my name on the lips of the dead
OPCM : 14
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 35
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
pozdrawiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza
Nieaktywni rycerze
Nieaktywni rycerze
https://www.morsmordre.net/t1112-ignotus-mulciber https://www.morsmordre.net/t1438-listy-ignacego-vitkowskiego#12506 https://www.morsmordre.net/t1377-ignasiowo-vitkowe#10929 https://www.morsmordre.net/f272-smiertelny-nokturn-34-2 https://www.morsmordre.net/t4270-skrytka-bankowa-nr-324 https://www.morsmordre.net/t4143-ignotus-mulciber#82512

Powrót do góry Go down

Sprawdzenie, czy klątwa minęła miało być jedynie formalnością, ale od Edgara chciał uzyskać również informacje, czy klątwa rzeczywiście miała miejsce, czy zachowanie Ignotusa wynikało z plugawej czarnej magii, która wszak zawsze zostawiała po sobie jakiś ślad, czy było tylko wymysłem czarodzieja, który uciekł z niewiadomych powodów z kraju, pozostawiając po sobie jedynie rozlaną truciznę i zasiany zamęt, by wrócić i dokończyć dzieła. Miał więcej niż jeden powód do tego, aby mu nie ufać. Kiedy zjawił się w jego życiu nieświadomie ulokował w nim dawne płonne nadzieje, uczynił z niego swojego sojusznika, jakby od zawsze miał prawo nim być. Nie musiał się starać, nie musiał robić nic — sam Ramsey nadał mu to miano, dopiero po czasie uświadamiając sobie, że tego właśnie potrzebował. Obnażył się tym samym z własnych słabości, zawodząc później zarówno na nim jak i samym sobie. Vasyl nigdy nie był dla niego istotny, pod żadnym kątem nie traktował go jak członka rodziny, chociaż poniekąd nim był, łączyła ich krew tego samego ojca, łączyły ich czasem interesy, połączyła ich też Cassandra. A pojawienie się ojca i jego mętnych intencji względem drugiego syna wszystko zmieniło. Uzdrowicielka nie musiała powtarzać, że między nią a jego ojcem nie będzie już nigdy żadnego porozumienia. Nie ubolewał nad tym, choć ich konflikt był niewygodny, chociażby dlatego, że wszyscy należeli do Rycerzy Walpurgii i wszyscy, jak jeden, służyli przy tym Czarnemu Panu. Złożył jej obietnicę i zamierzał jej dotrzymać. Złamanie zakazu przez Ignotusa byłoby lekkomyślne, a on nie był głupcem, nie chciał czynić sobie więcej wrogów. Musiał się pogodzić z faktem, że jego drogi nie skrzyżują się z jej ścieżką tak długo, póki nie spęta ich przeznaczenie, a dla jego dobra tak długi póki sama tego nie zechce. Wizyta u Edgara była istota — dla niego z punktu widzenia wysoko postawionego Śmierciożercy, który musiał pilnować porządku w grupie i bezpieczeństwa, któremu jego własny ojciec zagrażał. Dlatego pojawił się w sklepie o omówionej godzinie, mając ze sobą już własną różdżkę i tę, z której korzystał przez ostatnie kilka dni, różdżkę Ignotusa, którą zgodził się wziąć, o którą nie prosił, której nie żądał. Słowa były jednakże jedynie słowami, a czyny mogły być grą pozorów, w której obaj dobrze się odnajdywali. Zgodził się więc grać według jego reguł, po cichu szykując swoje własne. Odpowiadało mu to i wyglądało na to, że starszemu z Mulciberów również.
— Edgarze — powitał gospodarza od razu po przekroczeniu progu palarni. Później jego wzrok skierował się na swojego ojca, któremu również skinął głową w niemym powitaniu. Nie wiedział, ile przed swoim przybyciem zdążył powiedzieć Ignotus, ale nie sądził, by próbował w jakikolwiek sposób przekonywać Edgara za jego plecami do składania zeznań na swoją korzyść. Sam lord Burke był na to za dumny, cenił sobie jego opinię, wiedzę i właśnie dlatego skierował list w jego stronę, wierząc, że pomoże.
— Możemy zacząć?— spytał konkretnie, nie opisując powtórnie swojej prośby, wszystko przedstawił w liście adresowanym do Edgara. Nie usiadł, przystanął pod ścianą, wyciągnął papierosy i odpalił, oczekując od gospodarza instrukcji.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Tańcz na me skinienie, rozświetl czernię nocy, rozgoń mroczne cienie, oświetl drogi kręte, ciemne skrzyżowania, a pobocza wyrwij z nocy panowania.
OPCM : 40
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 60
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Jasnowidz
Palarnia opium  BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 14 1, 2, 3 ... 7 ... 14  Next

Palarnia opium

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach