Wydarzenia


Ekipa forum
Sala balowa
AutorWiadomość
Sala balowa [odnośnik]05.10.23 22:04

Sala Balowa

Wykonana z największą pieczołowitością, reprezentatywna sala balowa Traversów, skąpana jest w barwach niezmiennie nawiązujących do morza - wypełniają ją ciemne granaty i jasne błękity. Co ciekawe, sufit, zamiast zdobień został zatransmutowany tak, by - w zależności od potrzeby - prezentować niebo w całej swej okazałości. W tym miejscu odbywają się wyprawiane na zamku bale, opiewające w przywiezione z podróży wyszukane - a czasem i ekscentryczne - trunki czy potrawy nieraz umilane wypowiadanymi przez gospodarzy historiami.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Sala balowa Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Sala balowa [odnośnik]28.12.23 21:28
20 sierpnia

W pierwszej chwili uznał to za zwyczajną kpinę.
W drugiej z resztą też.
A tak naprawdę nadal uważał całą obecną sytuację za mało śmieszny żart. Gdyby był może dziesięć lat młodszy i zdecydowanie naiwniejszy, prawdopodobnie nie doszukałby się podstępu w słowach matki. Niestety dla niej, już dawno przestał być małym, bezrozumnym chłopcem. Niestety dla siebie samego, niezależnie od własnego zdania i absurdu całej tej sytuacji, i tak został zmuszony aby w tej szopce uczestniczyć.
W przeciwieństwie do poprzedniej jego wizyty w Anglii, tym razem powrócił do Durham na wariata. Ciężko było mu cieszyć się wygodnym życiem nad Sekwaną, gdy dotarły do niego wieści zza Kanału. Nawet nie było mowy, aby rodzina dała radę uspokoić jego nerwy samymi tylko listami. Zostawienie całego interesu w rękach jego francuskiego pomocnika było może odrobinę ryzykowne, nic nie było jednak ważniejsze niż dobrobyt i bezpieczeństwo mieszkańców zamku Durham - stąd bardzo spontaniczny przyjazd Craiga. Całe szczęście rodzina okazała się być generalnie cała i zdrowa, a pomniejszą ludność hrabstwa dotknęło tylko kilka nieszczęść. Nic, z czym Burke'owie nie mogliby sobie poradzić.
Dlaczego więc mężczyzna szwędał się po ziemiach Traversów, zamiast odwiedzić choćby Beamish Town, by tam oceniać skalę zniszczeń? Starszyzna Burke w osobie jego matki nie szczędziła Craigowi wykładów o tym, jak ważne jest wspieranie się rodzin szlacheckich w tych trudnych czasach, zacieśnienie stosunków łączących ich rodziny oraz wzajemna pomoc - i to w takim celu rzekomo miała odbyć się ta wizyta. Mężczyzna widział w tym rozumowaniu więcej dziur niż w serze szwajcarskim - naprawdę doceniłby gdyby jego rodzicielka postarała się o nieco bardziej sensowną argumentację, albo jeszcze lepiej... gdyby powiedziała mu wprost jaki jest cel jego wizyty. Tego jednak Burke domyślił się już wkrótce, kiedy tylko jeden ze służących wepchnął mu w ręce obfity bukiet róż, którym towarzyszyły także kwiaty maków.
Świat się walił, a on był posyłany na zaloty.
Lichy podstęp, który miał zapewne sprawić, że Craig zapomni o powrocie na francuską ziemię i powróci już na stałe na łono rodzinne. Nie mógł powiedzieć, że nie rozumiał powodów działań matki - i ojca zapewne także - jednakże zdecydowanie nie pochwalał takiego podejścia. Grzechem byłoby obwinianie lady Imogen o niechęć Craiga do całego tego przedsięwzięcia, bo przecież wdzięków nie sposób było jej było odmówić. W jego mniemaniu to po prostu... nie był ani czas, ani miejsce. Po cichu mężczyzna liczył więc na to, że gdy już przekroczy próg Corbenic Castle i zostanie zaprowadzony do jednego z salonów poczekalnych, po chwili zwłoki dołączy do niego któryś z lordów Travers. Wtedy nawet mógłby obrócic koślawe kłamstewko swojej matki w prawdę i faktycznie podpytać czy panowie Norfolk potrzebują wsparcia w tych burzliwych czasach. Wtedy ta wizyta nie byłaby kompletną stratą czasu.
Koniec końców kwiatów jednak nie wyrzucił. Uznał, że jeśli dane mu będzie spotkać się z lady Imogen, równie dobrze może po prostu poprawić jej humor bukietem. A przynajmniej taką miał szczerą nadzieję.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 7 +1
UROKI : 13 +3
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 32 +3
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Sala balowa [odnośnik]29.12.23 19:26
Skrajne, głupie, hańbiące, męczące.
Ledwie przed kilkoma dniami z ust matki dotarła do niej informacja o swoistym złamaniu półwilego serca, gdy kandydat na męża okazał się jeszcze niegotowym do akceptacji nestora. Wymogi wobec jej męża mieli ogromne, od stanu przez nazwiska, osiągnięcia, poglądy — lista rozwijała się a ona, choć winno ją to chełpić, złamana pozostawała oddana pracy i nauce. Podjęła się nauki języka trytońskiego, jazdy na hippokampusach, dalszej nauce niemieckiego. Zaczytywała się w kolejnych stronach leksykonów języka niemieckiego, trytońskiego ucząc z notatek matki. Eurydice poświęcała jej dwie godziny dziennie na naukę języka oddanych jej syren, nowy opiekun morskich wierzchowców podjął się zaś zastąpienia jazdy konnej na jazdę na hipokampach, bo ich stajnia była wystarczająco daleko od Corbenic, aby pył nie przeszkadzał w oddychaniu. Była wysportowana, dość sprytnie trzymała się na śliskiej skórze wierzchowców, dość szybko pojęła podstawy utrzymania się w charakterystycznym ruchu. Na dzisiejszy dzień nie miała zaplanowanej pomocy, ostatnie kilka dni nieustannej działalności charytatywnej sprawiły, że potrzebowała czasu dla siebie — ale nawet ten, ku jej wściekłości, został zaburzony. Mokrą sukienkę zmieniła na czystą, w kolorze ciemnego kobaltu. Służki krzątały się obok, matka przerzucała oczyma na protesty młodej damy — czemu nie mogli posłać na spotkanie jej kuzynku, k t ó r e j k o l w i e k? Mieli wśród dam nieudane córy, dwudziestoczteroletnie, jeszcze niewydane. Skoro odmówiono jej zaślubin z kimś, komu nie można było niczego odmówić, dlaczego rzucano ją niczym mięso kolejnemu lordowi? Wiadome było, że chodziło o głosy — o opowiadanie pośród głosów, że jest nią zainteresowanych wielu lordów; wiadomo, że chodziło o swoiste plotki i propagandę, ale na bogów, dlaczego tak szybko, gdy serce jeszcze gorało?
Szła z notatkami w dłoni, absolutnie niezainteresowana rozmową z kimkolwiek. Kolejne słowa języka trytońskiego trafiały ku pamięci. Dōros, anne, nuspes, jaos, guēsin, rūklon, lēkia, muñnykeā. Nie potrafiła jeszcze miękko akcentować niektórych samogłosek, to więc na tę niemożność przelała wściekłość, gdy służka zwróciła jej uwagę, iż powinna oddać stronice i podarować je jej, bo zbliżała się ku drzwiom sali balowej. Notatki uderzyły więc z impetem w klatkę służki, rozognione spojrzenie trafiło na niewinną twarz i choć było jej głupio, to nie powiedziała nic, otwierając drzwi sali, zanim zrobiłby to odźwierny.
Lekki stukot obcasów rozległ się po pustym pomieszczeniu, spojrzała na będącą tutaj sylwetkę mężczyzny z powątpieniem, niegotowa, aby wznosić się na szczyt uprzejmości. Mimo to powinna — tego była absolutnie świadoma — toteż poprawiła opadający kosmyk włosów, zaplatając go za ucho, aby tworzył z zaplecionymi warkoczami jednolitą strukturę. Dobierańce tworzyły finezyjne wzory na półwilej głowie, na tyle szyi tworzyły natomiast silnie spleciony kok. Fryzura tworzyła z niej tym większy obraz lady Travers, kobiety morza, im barwa sukni splatała się z delikatną biżuterią z pereł — prostota sukni miała ukazywać jej pewność, twardość, nieustępliwość. Wściekłość, suma summarum, odeszła od jasnych barw festiwalu, niosąc nie tylko żałobę straty tak wielkiego grona mieszkańców, ale także porzucając lekkość emocji, które dotąd jej towarzyszyły. Wszystko dopełniał makijaż, który odrobiną czerni przy rzęsach wspierał wrażenie ostrości na delikatnej, wilej twarzy.
Lordzie Burke. — Skierowała swoje słowa, nim zdążyła pojawić się obok mężczyzny. Skoros's nykeā vēdros. Chwilę wahała się między uśmiechem i podaniem wierzchu dłoni, zamiast tego uniosła się jednak objawem buntu, podając mu rękę na wprost, w geście uściśnięcia, jakże niegodnego a jakże koniecznego, aby ukazać swoją pewność. Uściśnij mi dłoń, lordzie, jak równy równemu. Prowokacja, niegodna, nieodpowiednia. Nie powinna go tak traktować, a jednak niezadowolenie z całości sytuacji tliła się w niej i potrzebowała ujść. Chciała być traktowana tak, jak oni — bez pomniejszania, osłabiania, pobłażliwości.
Cóż za... trudny czas na towarzyskie spotkania.


ogień, morze i kobieta - trzy nieszczęścia.
Imogen Travers
Imogen Travers
Zawód : dama norfolku, poliglotka, tłumaczka języka rosyjskiego
Wiek : 21
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
rozpalasz ogień, niech płonie
nie mógłby żaden z nich temu
zapobiec
OPCM : 2
UROKI : 2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 9 +8
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Półwila
Sala balowa A428b07e606913df291129e6d572399a
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11409-imogen-travers https://www.morsmordre.net/t11423-rusalka https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/t11713p15-komnaty-imogen#375795 https://www.morsmordre.net/t11714-skrytka-bankowa-2490#362359 https://www.morsmordre.net/t11457-imogen-n-travers
Re: Sala balowa [odnośnik]01.01.24 21:33
Intryga najwyraźniej miała się świetnie, bo zamiast powitać któregoś z lordów, Burke skrzyżował spojrzenie z jedną z mieszkanek zamku Corbenic. Craig gotów był podążyć za wpajanymi mu od maleńkości wzorcami zachowań, szeregiem gestów i słów mających wyrazić szacunek dla drugiej osoby, dla kobiety, dla młodej lady - ukłon, złożenie pocałunku na delikatnej, wyciągniętej dłoni, powitanie połączone ze zręcznie wplecionym weń pochlebstwem. Choć nie był specjalnie rad z sytuacji w jaką go podstępem wplątano, nie mógł sobie pozwolić na bycie gburem, który wyładowywałby swoją frustrację lady Travers - spodziewał się, że ona również została do tego spotkania przymuszona lub w jakiś sposób nakłoniona. Gdyby było inaczej, po pierwsze seniorka Burke nie robiłaby takich cyrków. Po drugie, jasnowłose dziewczę zmierzające w kierunku Craiga byłoby zapewne w dużo bardziej radosnym nastroju.
Uroda zdecydowanie należała do jednej z jej zalet, i to takich, które rzucały się na pierwszy rzut oka. Nie było to nic dziwnego, zważywszy na rodowód lady Imogen. Craig, który nie obcował z krwią półwil na co dzień, zdążył już zapomnieć jaki potrafiły roztaczać wokół siebie urok. Pomimo zmarszczonych brwi, napięcia w okolicy ust, a także twardego, gniewnego spojrzenia, panna Travers była po prostu piękna. Może było to nieeleganckie z jego strony, że pozwolił sobie na tych kilka sekund zachwytu, ale nic nie mógł na to poradzić. Nie ukazał jednak tych odczuć ani w mimice własnej twarzy, ani też w słowach - szczególnie że jego uwaga bardzo szybko przeskoczyła z ładnej buzi na... nieco mniej ładne zachowanie.
Jedna z brwi lorda mimowolnie podjechała w górę w niemym wyrazie zaintrygowania, gdy lady wyciągnęła ku niemu dłoń. Nie do ucałowania, jak zamierzał pierwotnie to uczynić. Do uściśnięcia. Miał przed sobą młódkę, rozgniewaną, ewidentnie upartą i pewną siebie. Gotową by posunąć się do niecodziennych gestów, narazić się na niepochlebne spojrzenie lorda z obcej rodziny, a także zapewne swojej własnej familii i po co? Aby... zaakcentować swoją niezależność, swój bunt i sprzeciw? Nie było nawet specjalną zagadką przeciwko czemu się tak sprzeciwiała. Z jednej strony wydało mu się to niemal urocze. Młodość zawsze się buntowała. Te dziesięć czy piętnaście lat temu sam zachowywał się przecież bardzo podobnie.
- Nie mógłbym tego ubrać w lepsze słowa, lady Travers - odpowiedział, wyginając kąciki ust minimalnie ku górze i decydując się aby, wedle jej niemego żądania, uścisnąć jej delikatną dłoń. Ciekaw był jej reakcji. Czy będzie zaskoczona, że i on potrafił zdobyć się na złamanie odgórnie przyjętych zasad savoir vivre?
- Zdaje się, że oboje padliśmy ofiarą intrygi, milady. Proszę mi jednak pozwolić zaznaczyć, że choć przyjazd na ziemie Norfolk nie wyszedł z mojej inicjatywy, absolutnie nie żałuję zawitania na waszych ziemiach. - wolał być z nią szczerzy. Chciał by wiedziała, że nie był kimś, kto przybył do Corbenic Castle aby zapolować sobie na młodą, piękną i ponętną niewiastę. Że nie zastawił na nią żadnej pułapki. Nie żałował jednak tego, że już się tu znalazł, bo wciąż można było wyciągnąć z tej sytuacji coś dobrego - a przynajmniej on zamierzał podejść w ten sposób do sytuacji, w której się znaleźli. Chyba że niemożliwym będzie ugaszenie - lub choć przygaszenie - tego żaru płonącego w oczach lady Imogen. Nie zamierzał siebie ani jej do niczego zmuszać.
- Przyjmij choć proszę ten podarek, dużo piękniej będzie wyglądać w twoich dłoniach, niż moich - dodał jeszcze, w końcu puszczając jej dłoń, a zamiast tego ofiarując jej przywieziony przez siebie bukiet.


monster
When I look in the mirror
I know what I see
One with the demon, one with the beast
The animal in me
Craig Burke
Craig Burke
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami, diler opium
Wiek : 34
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
If I die today, it won’t be so bad
I can escape all the nightmares I’ve had
All of my angry and all of my sad
Gone in the blink of an eye
OPCM : 7 +1
UROKI : 13 +3
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 32 +3
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Re: Sala balowa [odnośnik]06.07.24 20:36
1 listopada 1958

Październik zdecydowanie nie chciał dawać za wygraną, zsyłając na Corbenic Castle pożegnalne urwanie chmury. Gudrun stała pośrodku opuszczonej sali z wysoko zadartą głową. Odebrany już płaszcz nie zdołał uchronić płowych, spiętych w luźny koński ogon włosów oraz rąbków spódnicy przed wilgocią. Nie zawracała sobie tym jednak zbytnio głowy, uważnie obserwując ostatnie buntownicze podrygi od dziś minionego miesiąca. Świst porywistego wiatru oraz szum padających kropel nie docierał między ociekające bogactwem ściany, żaden najcichszy pogłos nie niósł się po przestrzennych korytarzach, lecz niezmiennie pędzące po suficie chmury i zacinający, urywający się połowie drogi do parkietu deszcz świadczył o prawdziwości widoku. Czy może raczej o kunszcie rzemieślnika, który stworzył tutejszy, doskonale odtwarzający stan świata zewnętrznego strop. Bez pośpiechu przeniosła swe bladoniebieskie spojrzenie na unoszący się w powietrzu żyrandol, który dziś najwidoczniej miał być ich jedynym źródłem światła. Na słońce niezbyt się zapowiadało, ale to nawet dobrze. Ciała astralne wystarczająco dopiekły im w lecie, zaś lśniące między magicznymi świecami kryształy przyjemnie rozpraszały ich ciepłe światło. Błyski i świetlne zajączki lekko tańcowały po opustoszałym parkiecie. Zdawały się w swoim żywiole, na miejscu. W przeciwieństwie do Gudrun. Minimalnie zmarszczyła brwi na tę myśl. Poprawiła wystający z burego swetra biały kołnierzyk, po czym pewnie ujęła skrytą w kieszeni różdżkę. Wyczuwalna - nawet przez materiał rękawiczek - faktura tamaryszkowego drewna szybko przekierowała jej myśli na właściwe tory. Niespiesznie zerknęła ku głównemu wejściu na salę balową w oczekiwaniu klientki.
Czy może powinna jednak myśleć o niej już jako o uczennicy? Delikatnie przeniosła ciężar z jednego nogi na drugą. Lady Melisande Travers née Rosier… - ostrożnie obracała w myślach kolejne mniej lub bardziej prawdziwe tytuły i przydomki damy. Uważnie przyglądała się wspomnienia z ich ostatniego spotkania, lecz mimo to nadal nie mogła oprzeć się wrażeniu, iż czegoś nie dostrzegała. Coś - coś ważnego, jakiś kluczowy pudel składającej się na arystkoratkę układanki - najzwyczajniej w świecie przegapiła i przez co wciąż nie potrafiła rozgryźć tej róży wśród mórz, wonnego płatka wśród sztormów, sroki wśród lisów czy może lisa wśród srok? Usłyszawszy niosące się z dali kroki, zezwoliła sobie na ostatnie ciche westchnięcie. Złączyła łopatki, wyprostowała głowę. Zagadka, przez którą w dużej mierze zgodziła się na przeprowadzenie tych lekcji obrony przed czarną magią, zbliżała się wielkimi krokami. I nie wypadało testować jej cierpliwości.
Czego lady konkretnie pragnie się nauczyć? — Skinąwszy głową na przywitanie, natychmiast przeszła do rzeczy. — Na co chce być przygotowaną? — Uważnie zmierzyła szlachciankę wzrokiem. Jej głos, może i pozostawał niezmiennie płaski, ledwo intonując pytania, jednak chłodne spojrzenie - ono wyjątkowo iskrzyło, zaintrygowane, odrobinę ożywiając bladą maskę, która służyła Gudrun za twarz.
W jakim celu, na Odyna, rozkapryszona lwica salonowa pragnęła się podszkolić z defensywnych zaklęć? W ramach samorozwoju? Hobby? Popisów? Czyżby pianina, tańce, obrazy i poezja znudziły się już szlachcicom? Czy może przygotowywała się na wypadek kolejnego trzęsienia ziemi, upadku komety, pożarów i kataklizmów? Gudrun minimalnie zacisnęła szczękę.
Gudrun Borgin
Gudrun Borgin
Zawód : łamaczka klątw
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Umysł będzie swoją ostatnią przeszkodą
OPCM : 24 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3 +3
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11766-gudrun-laerke-borgin#364882 https://www.morsmordre.net/t11825-huginn#365040 https://www.morsmordre.net/t12386-gudrun-laerke-borgin#381258 https://www.morsmordre.net/t11870-skrytka-bankowa-nr-2550#366769 https://www.morsmordre.net/t11826-gudrun-l-borgin
Re: Sala balowa [odnośnik]08.07.24 23:54
Myślała nad tym jakiś czas - z początku ciężko godząc się z faktem, że nie szybko będzie mogła siegnąć po Czarną Magię. Ta mimowolnie ją pociągała, obietnica potęgi ale i mocy, którą sobą prezentowała była kusząca. Ścieżka pozwalająca posiadać kontrolę - inny rodzaj kontroli, nad życiem, nad bólem. Zdążyła już zrozumieć, że znajdowała się wokól niej ciemność, kłębiąca się jak ta nad złocistym reemem podczas rozpoczęcia festiwalu. Ale nie czuła się z tego powodu zawiedziona, czy zła. Taka była. Na pewne rzeczy jednak nie miała wpływu, od własnych obowiązków i powinności nie zamierzała się uchylać wiedząc gdzie leżała jej rola. Więc szukała innych wyjść zdolnych ją usatyskacjonować. Możliwości, które mogła wykorzystać, którym mogła się oddać już teraz, które nie kłóciły się z rolą żony i matki które przybrała wraz z innym naziwskiem.
List który skreśliła do Gudrun nie mówił tak naprawdę zbyt wiele - wszak, zdecydowanie mocniej ludzi ściągały niewiadome, niż to co dostawali od razu. A ona pamiętała jak jasnowłosa kobieta wspominała o tym, czym zajmowała się istotnie dla nokturnowego sklepu. Kolejny wniosek nasuwał się samoistnie. By klątwy łamać, należało znać magię przeciwstanie nacechowaną do tej, która wabiła ją najmocniej. Trudno jednak było odmawiać białej magii przydatności. A w obliczu zarówno upadku komety, jak i faktu, że z łatością wyrwało ją z ciepła łaźni - poza tansmutacją - zadbania o wzmocnienie własnych umiejętności białej magii wydawało się rozsądne. Nie dla momentów, gdy Manannan był obok - bo w to, że nie pozwoli by stała jej się krzywda u jego boku nie miała wątpliwości. Ale po to, by mogła zadbać o siebie, kiedy kiedyś będzie musiała niespodziewanie zmierzyć sie z czymś samotnie - czy, jak sam jej mówił podczas sprzeczki po powrocie by pomóc mu, ułatwiając sobie samej ucieczkę, czyż nie? Kąciki jej warg drgnęły łagodnie, kiedy wędrowała korytarzem zamku powiadomiona już o obecności Gudrun w sali balowej. Weszła do niej z charakterystyczną dla siebie manierą, pewnie, stawiając sprężyste pełne gracji kroki w kierunku zaproszonej czarownicy. Ubrana była niemal skromnie - w zwykłą, beżową koszulę i ciemną granatową spódnice. Włosy zostały spięte w prosty kok, a ciała nie zdobiło wiele ozdób poza pierścieniami które każda żona mieć powinna i kryształem, który ze sobą nosiła. Anitha wędrowała kilka kroków za nią, matagot po lewej stronie dorównywał kroku.
- Panno Borgin. - przywitała się krótko, wskazując na jeden ze stolików zapraszając ją by usiadła. Znajdowała się na nim patera z ciastami. - Napije się panna czegoś? - zaproponowała najpierw, samej zajmując miejsce na jednym z krzeseł. Kąciki jej warg uniosły się wyżej w prezentowanym uśmiechu, kiedy kobieta przeszła od razu do konkretów. Dobrze. Idealnie, nie było potrzeby na zbędne uprzejmości. Sięgnęła do patery po jedno z ciast które przełożyła na talerzyk.
- Na potencjalną potrzebę ucieczki. - odpowiedziała najpierw na drugie z zadanych pytań. Uniosła widelczyk nabierając trochę ciasta, które wsunęła sobie do ust. - Widzi panna, moim priorytetem jest bezpieczeństwo - zaczęła, unosząc tęczówki na Gudrun. - ostatni czas pozwolił dojść mi do wniosków, że rozsądnym będzie odświeżyć wiedzę, która może okazać się pomocą w chwili trudnej - acz albo niespodziewanej, albo niemal nierealnej. Nie lubię zostawiać rzeczy przypadkom. Zaś panny znajomość magicznych artefaktów, jak i umiejętność ściągania klątw która poświadcza o znajomości tej magii zdaje się nadawać idealnie do rozwiązania obu pojawiających się problemów kluczących wokół tego tematu. - streściła krótko słowem wstępu. Swoim zwyczajem - mówiąc jednocześnie wszystko i nic konkretnie. Badając i sprawdzając kobietę, która siedziała obok niej.


I've heard allegations 'bout your reputation
I'll show you my shadows if you show yours
Let's get it right dear, give a good fight dear
We'll keep it all up behind
closed doors
Melisande Travers
Melisande Travers
Zawód : badacz; behawiorysta smoków; początkujący twórca świstoklików
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I do not chase. I conquer.
You will crumble for me
like a Rome.
OPCM : 10
UROKI : 0 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 10 +7
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 19
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t12140-melisande-travers https://www.morsmordre.net/f15-norfolk-corbenic-castle https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Sala balowa [odnośnik]10.07.24 18:29
Delikatnie przechyliła głowę, obserwując śmiało wkraczającą na parkiet szlachciankę. Prosta spódnica doskonale wpasowująca się barwą w błękit ścian i ciemny granat dzisiejszego nieba oraz równie prosta, choć wykonana z materiałów pierwszorzędnej jakości koszula jasno wskazywały, że dziś nie będą wirowały w tańcu pośród świetlnych zajączków. Zmarszczki mimiczne w kącikach oczu Borgin minimalnie się pogłębiły na widok znajomego, skromnego koka. Powoli się już oswajała z manieryzmami Melisande, jej charakterystycznym, zarazem lekkim i zdecydowanym, słowem sprężystym krokiem, sposobem, w jaki przy tym układała ręce oraz delikatnym różanym podmuchem, który przy okazji wzniecała. Kroczek po kroczku okoliczności stawały się coraz bardziej znajome, a co za tym idzie bezpieczne, nie tracąc jednak na tym choćby drobinki wiszącego w powietrzu zaintrygowania.
Ostrożnie powiodła pustym - głównie z racji przyzwyczajenia, wbiwszy wzrok w fałszywe widziadło, wolała zostać uznaną za nieobecną myślami niż za wariatkę - spojrzeniem po podążającej za panią służce i… matagocie? Powstrzymała się przed zmarszczeniem brwi. Ostatnio takowego widziała chyba w Gringottcie, a i to przelotem i szmat czasu temu. Chyba jeszcze przed wojną. Czy raczej między wojnami. Z niewielkim zawahaniem skinęła milczącej kobiecie. Jej krok, choć niesłychanie dyskretny odzywał się delikatnym pogłosem, cień układał się bez zarzutów, podobnie jak ten kota. Zamrugała, ujrzawszy w wyłupistch, lodowoniebieskich oczach własne odbicie.
Kawy, jeśli to nie problem — odparła, powróciwszy spojrzeniem do szlachcianki. Wprawdzie lady we własnej osobie najpewniej nie będzie odpowiedzialna za jej parzenie, Gudrun wolała jednak nie wyciągać służki z cienia na siłę. Nie, gdy ta swą dyskretną obecnością i cichością ewidentnie próbowała w nim pozostać.
Delikatnie musnąwszy dłonią nóżkę patery, posłusznie usiadła przy wskazanym stoliku. Ciekawsko zerknęła na ciasta, szybko namierzając tartę cytrynową. Nie musiała, jednak po nią sięgać, by być przekonaną, że ta i tak nie dorównałaby do niedzielnego wypieku pani Pappalardo. Zamiast tego ujęła więc różany makaronik, który - ciągle uważnie przysłuchując się Melisande - ostrożnie przegryzła w połowie. Słodycz rozpłynęła się w ustach, zaraz przełamana gorzko-kwaśnym aromatem kawy. Odkładając parującą filiżankę, delikatnie przymrużyła oczy niczym wygrzewający się na plamie światła kot. Corbanic Castle wiedziało jak należycie przyjmować gości.
Skinęła głową ze zrozumieniem. Oznaka leniwej przyjemności prysnęła niczym mydlana bańka, zastąpiona powrotem spokojnego, może trochę nadmiernie chłodnego profesjonalizmu. — Skupimy się więc na zaklęciach opóźniających pościg, ułatwiających ucieczkę oraz pojedynczych stricte ofensywnych — powoli wymieniała, w myślach punktując już konkretne inkantacje i dzieląc je pod kątem zaawansowania. — Na ile lady czuje się pewnie w tej dziedzinie? Czy jakieś konkretne czary są dla lady wyjątkowo trudne bądź proste? — Podłapała kontakt wzrokowy, otrzepując lewą rękawiczkę z pojedynczych, różowych okruszków. — Jeśli nie pamięta lady żadnych, proszę się nie przejmować. Sucha teoria, która nauczana jest zarówno w Hogwarcie, jak i w Beauxbatons, niezwykle łatwo wietrzeje. — W końcu Protego rzucone przeciw niewinnemu Incendio, nie mogło się równać prawdziwej obronie przed iskrzącą Betulą.
Gudrun Borgin
Gudrun Borgin
Zawód : łamaczka klątw
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Umysł będzie swoją ostatnią przeszkodą
OPCM : 24 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3 +3
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11766-gudrun-laerke-borgin#364882 https://www.morsmordre.net/t11825-huginn#365040 https://www.morsmordre.net/t12386-gudrun-laerke-borgin#381258 https://www.morsmordre.net/t11870-skrytka-bankowa-nr-2550#366769 https://www.morsmordre.net/t11826-gudrun-l-borgin
Sala balowa
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach