Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Wrzosowisko
AutorWiadomość
Wrzosowisko [odnośnik]13.09.15 20:45
First topic message reminder :

Wrzosowisko, Derbyshire

Wielkie, charakterystycznie tylko i wyłącznie dla siebie fioletowe pola wrzosu, których zapach zna każdy z mieszkańców Derbyshire, zwykł szeptać po cichu oraz tajemniczo;  wrzosowisko rozpościera się na północ od Derby i zajmuje znaczną część hrabstwa. Cieszy się zainteresowaniem zarówno mieszkańców, jak i przejezdnych oraz rzecz jasna leśnej zwierzyny, która na złość wszystkim polującym w gęstwinach bardzo często zapuszcza się na wrzosy. Przez wrzosowisko wiedzie droga dojazdowa do rodowej posiadłości Greengrass'ów.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Wrzosowisko - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Wrzosowisko [odnośnik]22.08.16 23:45
W lutym

Czy to było jakieś mroczne fatum? Czy magiczny świat wkroczył bezpowrotnie na ścieżkę obfitującą w serię niefortunnych zdarzeń? Takie pytania zadawał sobie Travis w kolejny, zimowy dzień. Słońce właśnie wyłaniało się zza gór, leniwie oświetlając kłęby jasnoszarych, ciemnych chmur. Biel spoczywająca na elementach krajobrazu widzianego zza okna przerażała intensywnością światła. Zupełnie jakby była sygnałem ostrzegawczym przed kolejnym niepowodzeniem czekającego na Peak District i jego pracowników. Tak stwierdził młody łowca kiedy to po porannej toalecie ubierał się do pracy. Pomiędzy wkładaniem rąk w koszulę zerkał na roztaczający się z sypialni widok. Nie mógł się nadziwić wspaniałości - a zarazem brutalności - otaczającej go natury. Właśnie kończył kompletować niezwykle warstwowy ubiór, kiedy nadleciała wyraźnie rozdrażniona sowa. Wiedziałem, pomyślał zdenerwowany. Drżącymi rękoma odpakowywał z pieczęci list. Jego wzrok badawczo, bardzo chaotycznie przeskakiwał między literami nakreślonymi wyjątkowo niechlujnie na pergaminie. Kierownik nocnej zmiany, który właśnie zmierzał do opuszczenia stanowiska, donosił o kolejnej przeszkodzie czekającej na pracowników. Z niewiadomych przyczyn doszło do spotkania dwóch samców, którzy rozpoczęli wyjątkowo krwawą walkę o dominację na terenach Derbyshire. Travis przeklął szpetnie pod nosem, nerwowo zgniatając papier w kształt kuli. Cisnął nią w kominek z zamierzeniem spalenia gdy tylko powróci do domu. Jeśli powróci - te słowa nie chciały opuścić jego gardła. Rozbrzmiewały echem w głowie, która to w mig zajęła się mnóstwem rozpaczliwych myśli. Możliwych scenariuszy, gotowych rozwiązań zaistniałego problemu. Chwycił różdżkę w jedną rękę, brzękadło w drugą, po czym niezwłocznie teleportował się do zachodniej części Peak District.
Głuchy trzask rozpływający się na wietrze zwiastował przybycie Greengrassa w pobliżu miejsca, w którym doszło do nieprzyjemnej sytuacji. Nie tylko dla stworzeń, lecz również dla ludzi. Chwilowo stali oni w odpowiedniej odległości, ponieważ gniew bestii jest gniewem strasznym. Dwóch bestii - jeszcze straszniejszym. Dwóch walczących ze sobą bestii - zakrawa o koniec świata. O dziwo, bardzo rozsądnie, nikt nie próbował załagodzić sytuacji na własną rękę. Wszyscy mieli w pamięci zeszłoroczne wydarzenia podczas których ucierpieli ich towarzysze. Młody łowca wzdrygnął się z przestrachem na samo wspomnienie tamtych wydarzeń. I kłopotów, które były ich następstwem. Nie chciał powtórki z rozrywki, za nic na świecie. Zignorował ucisk w żołądku nieodłącznie towarzyszący teleportacji i ruszył w kierunku większej grupy. Czekali już tylko na niego, w międzyczasie rozprawiając nad krokami, które mieli podjąć w celu załagodzenia siejącej zniszczenia walki.
Wtem ziemia zatrzęsła się pod ich stopami. Travis ugiął nogi w kolanach chcąc uniknąć upadku zapierając się oraz obniżając środek ciężkości. Na jego oczach spadł na ziemię smok, który z impetem wbił się w zlodowaciałą ziemię, rozrywając ją wraz ze śniegiem na pół. Mężczyzna skrzywił się pod naporem wyobrażenia, że to jego własne ciało zostaje właśnie przepołowione przez ostre kolce zwierzęcia. Trwało to zaledwie ułamek sekundy, zaraz otrzeźwił go przeraźliwy ryk mocno poobijanej już bestii leżącej teraz na plecach. Z prawego boku sączyła się krew. Gdy otworzyła paszczę, widoczny był ułamany jeden, dużych rozmiarów kieł. Szybko obróciła się z powrotem na łapy i otrzepała mocno sfatygowane skrzydła z białego puchu. Drugi okaz, szybujący na znacznej wysokości, nie pozostał dłużny - też i on wydał z siebie donośny odgłos w odpowiedzi na wcześniejszą odezwę swojego rywala. Greengrass prawie namacalnie czuł przeszywające, zimne powietrze generowane przez trzepot jego skrzydeł, choć przecież ten był wysoko ponad ziemią. Powalony przed paroma chwilami smok nie dawał za wygraną: kolistym, chaotycznym ruchem wzbił się w górę usiłując dogonić napastnika. Winowajcę, powód jego krzywd.
Wtedy też treser zadarł głowę dokładnie oglądając smoki, które postanowiły przenieść walkę ponad ziemię. Zauważył wtedy, że ten drugi osobnik też jest zraniony - prawdopodobnie lżej? - coś należało z tym zrobić. Przeniósł prędko wzrok na dół, szukając inspiracji. Zobaczywszy ogrom zostawionego przez stworzenie śladu, przeraził się. Dół miał dobre kilka metrów, parę drzew zostało tak po prostu złamanych - cały teren wyglądał na niesamowite pobojowisko. Dopiero wtedy poczuł czyjś wzrok na sobie. Zadziwieni pracownicy spoglądali właśnie na niego, jak gdyby miał się okazać ich wybawieniem. I powie im co ma zrobić. Najgorszym w tym wszystkim było to, że Greengrass nie miał pojęcia jakie kroki należy w tej sytuacji przedsięwziąć. Szczególnie z powodu niewielkich szans w starciu z latającymi celami kiedy oni byli tu, na śniegu. Nie mógł jednak dać im odczuć swojej dezorientacji, toteż przybrał jak najbardziej rozumną minę, na jaką było go stać. Trudno było mu uwierzyć w piorunujący efekt okraszony zniewalającą grą aktorską, lecz nie miał wyjścia, musiał próbować. Bez względu na wszystko.
- To co robimy? - Usłyszał w końcu to pytanie. Będące gromem z jasnego nieba, belką w oku oraz solą na jątrzącą się ranę. Automatycznie skrzywił się pragnąc zbyć temat, ale nie miał czym. Szybko uruchomił trybki poruszające się w umyśle do tej pory dość mozolnie. Na tyle, żeby nie wyłuszczyć żadnego zadowalającego rozwiązania. Brzękadło odpadało, smoki w mig wpadną w szał, zakładając, że dźwięk do nich doleci. Musieli… je uśpić? Przecież jak runą niekontrolowanie w dół - optymistycznie zakładając, iż uda im się w nie trafić zaklęciami - to ich życie, znów będzie zagrożone. Jaka była gwarancja, że te cielska nie spadną właśnie na nich? Żadna. Należało więc podjąć odpowiednie kroki, byle teraz, zaraz, już, natychmiast.
A może…
- Słuchajcie. Nauczeni doświadczeniem… może znajdźmy im świeży, krwisty posiłek, który naszpikujemy eliksirami nasennymi? Wtedy uleczymy ich rany i rozdzielimy na dwa różne końce rezerwatu? - Nawiedziła go myśl. Identycznie zrobili z tamtą poranioną smoczycą. Takie rozwiązanie wydawało się Greengrassowi najrozsądniejsze. Chociaż… - Tylko co jeśli zaczną walczyć o jedzenie? - mruknął zdenerwowany, że jego nowa idea miała poważną wadę. Zdecydowanie wolał, jak wszystko wydawało się być prostsze.
- Możemy… - Zaczął nieśmiało Andrew. - Możemy pierwszego zająć atakami, a w tym samym czasie nakarmić tego drugiego. Jak uśnie, to nakarmimy pierwszego. Wiadomo, że to spore ryzyko, ale czy nie liczyliśmy się z tym podejmując taką, a nie inną robotę? - Zaproponował. Patrzył na wszystkich po kolei szukając w nich aprobaty. Travis zawahał się. Co jeśli komuś stanie się krzywda? To chyba i tak było najbezpieczniejszym planem z każdego innego. Pozostali spytani o pomysł wzruszali bezlitośnie ramionami, a nie mogli tu stać bezczynnie. Walka na górze trwała, dołączył do niej nawet ogień. Należało działać czym prędzej.
- Dobra, tak zrobimy. Ja i Andrew idziemy atakować, a reszta idzie po padlinę i eliksiry? - Rozporządził wreszcie. Ku jego zdziwieniu, zgłosiło się jeszcze dwóch pracowników, którzy zgodzili się podjąć ryzyko utraty zdrowia, a może nawet i życia. Mężczyzna docenił ich poświęcenie. Poklepawszy współtowarzyszy po plecach wszyscy zabrali się za robotę. Jego grupa poszła zająć pozycje, możliwie jak najdogodniejsze pod kątem ukrycia się przed atakami rozjuszonej bestii - czyli wśród skał oraz jaskiń. W międzyczasie pozostali zarżnęli kilka owiec, sowicie napełniając je miksturami powodującymi senność.
Na znak Greengrassa rozpoczął się najpierw atak. Kilka zaklęć pomknęło do jednego ze smoków. Ten zawył, a było to wycie pełne złości. Obejrzał się na treserów; momentalnie stracił zainteresowanie rywalem. Obrócił się do niego skrzydłami, po czym pomknął w kierunku napastników. Jeden z nich potknął się na śliskiej, ponieważ oblodzonej powierzchni, lecz na szczęście drugi chwycił go szybko za ramię ciągnąc za sporej wielkości głaz. W tym samym czasie druga grupa zwabiła zdezorientowane zwierzę nadal unoszące się kilkanaście - chyba - metrów nad ziemią. Wyczerpane, głodne stworzenie zabrało się do konsumpcji, żeby jakiś czas później pogrążyć się we śnie. Jego ciało opadło bezwładnie na miękki śnieg.
Atakujący smok był nieświadomy tego, co dzieje się wokół niego. Chciał pokonać intruzów, którzy odważyli się podnieść na niego swoje różdżki. Ci natomiast zaczęli biec w kierunku przygotowanych wcześniej owiec, rzucając za sobą parę zaklęć ochronnych, chwilowo oddzielających ich od furii upartego smoka. Ostatecznie zniknęli pod półką skalną na przeciwległej stronie, przed którą leżał śpiący gad oraz stos niezjedzonych, obleczonych osoczem owiec. Druga bestia wydawała się być bardziej sceptycznie nastawiona do darmowego posiłku, ale wreszcie uległa instynktowi. Dzięki któremu i ona pogrążyła się we śnie. Pracownicy Peak District mieli dziś niebywałe szczęście - prócz kilku otarć oraz siniaków nikomu nic się nie stało, a akcja okazała się być sukcesem. Odpowiednie służby zajęły się leczeniem pokiereszowanych samców, a później inna ekipa rozwiozła ich w dwa różne miejsca rezerwatu.

zt


WHEN OUR WORDS COLLIDE

Travis Greengrass
Zawód : opiekun i łowca smoków w Peak District
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never laugh at live dragons.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 https://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 https://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 https://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 https://www.morsmordre.net/t3868-skrytka-nr-768#72500 https://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
Re: Wrzosowisko [odnośnik]23.08.16 12:55
Obserwowala go, kiedy podszedł w końcu do niej. Nie mierzyła mu czasu, ale pewnie mógł to zrobić szybciej. Mimo to, uśmiechnęła się wdzięcznie w dosc wyuczony sposob i pozwolila mu sobie pomóc z zejściem na dol. Nie zajęło im to dlugo. Juz chwilkę później poprawiala krawedz sukni i rękawy peleryny, narzucajac ja na glowe. Byl wzglednie cieply dzieb, ale wycieczka po wrzosowiskach i tak nalezala raczej do chłodnych rozrywek o tej porze roku. Nie spieszyla sie. Dogonila go dopiero po dluzszym momencie, zrownujac z nim krok.
- Masz rację. Cierpliwość nigdy nie była moją cnotą. Przepraszam.
Przepraszala bardzo swobodnie, naturalnie, chociaz nie zgadzala sie z treścią tych słów. Wyprostowala sie, ściągając łopatki. Nie powiedziala tego glosno, ale na pewno miała inne zalety, niektóre widoczne od razu, inne dopiero po bliższym zapoznaniu. Przykladowo zawsze służyła sarkastycznym poczuciem humoru. Teraz jednak wydawała się wyjątkowo miła. Zadane pytanie utkwila w pamieci, dajac sovie czas na odpowiedz. Milczala przez ta chwilę analizując za i przeciw szczerej odpowiedzi. W końcu odpowiedziala z wydawaloby sie równą bezposrednioscia.
- Jeśli pozwolisz mi być szczera, chciałam Cię zobaczyć, Morgoth. - utrzymała chwilę dłużej niz powinna wzrok na jego twarzy i w końcu uśmiechnęła sie delikatnie pod nosem, w sposob tak samo powabny, co wredny. - Ale juz zdążyłam zmienić zdanie.
Nagle zwolniła kroku, zauważając na horyzoncie cień latajacej bestii. Chociaż ta była daleko, Darcy wstrzymała oddech, nieznacznie zbliżając się do Morgotha. Poprawiła smocze rękawice na dloniach, pożyczone od brata, kątem oka caly czas zerkajac na niebo, chociaż odzywala sie pozornie spokojna do Yaxleya.
- Ale skoro już Cię zobaczyłam to być może już powinieneś mnie odprowadzić?
Teraz, kiedy na niebie pojawił sie smok wydawało się to bardzo kusząca opcją żeby zniknąć z niebezpiecznego terenu rezerwatu.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Wrzosowisko [odnośnik]23.08.16 13:23
Zmarszczył brwi, słysząc jej odpowiedź. Mogła napisać list. Przyjechać do pałacu. Dlaczego więc wybrała to miejsce? Jeśli odpowiedziała szczerze... Chyba że chodziło o to, by zobaczyć go w zdecydowanie niewyjściowym stroju, by poczuł się mały i gorszy od niej? Jeśli tą odpowiedzią chciała go urazić, nie udało się jej, chociaż plan Rosier był niewątpliwie godny podziwu. Tak wiele zachodu po nic. Satysfakcję? A może jej się nudziło?
- Nie powinnaś nawet tak żartować – odpowiedział Morgoth, gubiąc się w grze, w którą grała Darcy. Nie chciał być jej częścią, ale nieświadomie właśnie się nią stał. W bardziej zasadniczy lub mniej sposób. – Jest wielu innych mężczyzn, którzy z chęcią spędziliby z tobą czas. Nie wiem dlaczego miałabyś przyjeżdżać tu specjalnie, by mnie zobaczyć, Darcy. Przecież widzę, że nie cieszysz się z mojego towarzystwa. 
Jeśli naprawdę chodziło jej jedynie o rozmowę, mogła poczekać. Yaxley nigdy nie był kimś, kto wylewał każdą swoją myśl przed dalszymi osobami. A może zwyczajnie szukała znajomego towarzystwa podczas nieobecności Rosalie? Wyprostował się, pozwalając dodać kolejne kilka słów. 
- Ciężko cię zadowolić – urwał, również patrząc w jej zuchwałe oczy. - Jeśli to w ogóle możliwe - sparował jej wypowiedź, czując, że pętla zarzucana przez Rosier rozluźniała się. Nie chciał być oschły, jednak na takiego właśnie wychodził. Oboje mieli swoje wady, ale również zalety. Morgoth zdawał sobie z tego sprawę w stu procentach, jednak jeśli chcieli widzieć coś poza tymi pierwszymi, na pewno nie mogli dawać sobie tak mało czasu i szczędzić cierpliwości czy wyrozumiałości. 
- Jest za daleko – odparł, patrząc w te samą stronę co Darcy, ale widząc jak poprawia nerwowo rękawiczki, zrozumiał, że nie chciała tu być. Nie chciała już spędzać z nim czasu. Nie chciała marnować go na tym wrzosowisku. Nie wiedział jak powinien się do niej odnosić. Z jednej strony faktycznie chciała jakoś się do niego zbliżyć, by zaraz odepchnąć. Dlatego wolał zachowywać dystans i nie angażować się w tę niejasną sytuację. Jeśli coś od niego chciała, mogła to powiedzieć wprost. Spojrzał jeszcze raz na smoka i zastanawiał się czy jeszcze znajdował się on na terenie rezerwatu czy może był kolejnym uciekinierem? Tak czy inaczej powinni wracać. – Jeśli masz ochotę możemy wrócić skrótem i będzie on o wiele przystępniejszy niż droga, którą szliśmy – powiedział łagodniejszym tonem, nie chcąc, by to spotkanie skończyło się w tak niesympatyczny sposób.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Wrzosowisko [odnośnik]23.08.16 13:24
Rosier obserwowała jego reakcję. Nie był naiwny, tyle potrafiła stwierdzić, po tym, jak podał w wątpliwość jej słowa. Rzucone szczerze, czy nie, odrzucił jej dobre chęci, albo pozorowaną grzeczność. Trudno było powiedzieć, czy bardziej była pod wrażeniem jego przenikliwości, czy rozdrażniona tym, w jakim położeniu postawił teraz jej osobę. Nie było dobrej odpowiedzi na jego słowa. Nie w tej chwili, kiedy zwrócił jej uwagę na niestosowność jej słów. Nieważne co by teraz odpowiedziała, zabrzmiałoby to źle, dlatego wpatrywała się w jego twarz, w końcu postanawiając sprostować poruszoną kwestię.
Powiedziałam, że chciałam Cię zobaczyć, nie, że nie znam nikogo, kto potrafiłby mi umilić ten czas lepiej niż ty.
Brzmiała naturalnie, chociaż starała się nie ugrząść zbyt głęboko w tej dyskusji. Morgoth doszukiwał się więcej nieprawidłowości niż się spodziewała. W końcu znalazła powód, dla którego tak milczał. Zdawkowe wypowiedzi bez wątpienia mogły mu ułatwiać jego analizę. Dlatego tym razem nie popełniła tego błędu i nie dawałą mu czasu na ciszę i zastanowienie:
Jesteś tu pracownikiem, prawda? Ja jestem tu w imieniu swojej rodziny. Badam warunki rezerwatu. To musi być dla Ciebie spore wyróżnienie, skoro spomiędzy plebsu, czarodziei półkrwi i półgłówków, poprosiłam abyś to ty mi towarzyszył — zakpiła, całkowicie zmieniając kontekst swojej poprzedniej wypowiedzi, jednocześnie próbując zbyt mocno nie atakować go swoimi słowami, dlatego jej zdanie przybrało odrobinę sarkastycznego tonu. W takim stopniu, w jakim nie do końca było wiadomo gdzie prawda zaciera się z żartem.
Utrzymała jego wzrok, a kącik jej ust drgnął nieznacznie, w zwykłym uśmiechu. Śmiała się co prawda serdecznie, ale z Darcy nigdy nie było wiadomo, kiedy to tylko poza. Przerzuciła wzrok na bok, kręcąc z rozbawieniem głową, pomagając mu zrozumieć swoje potrzeby i wymagania.
Och, zadowolenie mnie nie jest niemożliwe. Gdyby jednak było proste, nie rozmawiałbyś ze szlachcianką, Yaxley. Tylko prymitywnych ludzi jest łatwo usatysfakcjonować. Wierzę, że za takowego mnie nie masz?
Jeszcze raz posłała mu krótkie spojrzenie, zanim wyprzedziła go trochę, kierując się nie w stronę wyjścia z rezerwatu, które nie miała pewności, gdzie się teraz znajduje. Szła po prostu w kierunku byle dalszym od bestii przy krawędzi bariery rezerwatu. Przystanęła w miejscu, obracając się przez ramię, dopiero na dźwięk łagodnego tonu mężczyzny.
Ach, tak? — zerknęła niby obojętnie w niebo uśmiechając się delikatnie — w takim razie zastanawia mnie, lordzie Yaxley, czemu w pierwszej kolejności nie zaproponowałeś mi tej przystępniejszej drogi — zmieniła temat na następną kwestię, zmuszając się do oderwania wzroku od nieba. Twarz skierowaną miała w jego stronę, lustrowała wzrokiem jego oczy, z przekąsem dodając:
Jeśli to miało zmusić mnie do skorzystania z Twojej niezastąpionej pomocy przy pokonaniu nieszczęsnych pagórków, to ci wyszło.
Uśmiechnęła się wrednie. Jeśli zamierzał jej zarzucać niestosowność, nie pozostawała mu za takie oskarżenia długo dłużna. Chociaż sama była prowokatorem tych okoliczności spaceru, wyprzedziła go w zarzucaniu zbyt dużej poufałości w relacjach.
Następnym razem, kiedy zechcę spotkać się z Tobą w interesach, powinnam prosić mojego narzeczonego o towarzyszenie nam?


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Wrzosowisko [odnośnik]23.08.16 13:26
- Wydaje mi się, że dałaś to bardzo wyraźnie do zrozumienia – odparł, czując, że jednak nie do końca rozumiał cokolwiek z zachowania Darcy. Mieszała mu w głowie. Raz mówiła to, potem tamto, skacząc z kwiatka na kwiatek i nie widząc w tym nic dziwnego. Poddawała jego słowa wątpliwościom, obracała zgrabnie przeciw niemu, jednak nasycała je kpiną. Atakowała cokolwiek by nie powiedział. Nie była to rozmowa, do której przywykł. Szczególnie że w ogóle nie znał Rosier i nie zawsze wiedział, czy mówiła szczerze czy chciała, żeby tak myślał. Doszukiwał się wszystkiego, co można było wyczytać z jej zachowania. Na tym też polegała specyfika jego charakteru – obserwował, analizował, wyciągał wnioski. Wszystko po to by potem złożyć sobie w umyśle obraz osoby, z którą dane mu było się spotkać. Jedno było wiadome – gdy ktoś raz stracił szacunek lorda Yaxley’a, tracił go na zawsze. – Zawsze myślałem, że to Tristan zajmuje się sprawami związanymi z rezerwatem – odpowiedział, lekko usztywniając żuchwę. – Gdybym chciał ci pokazać prawdziwy rezerwat, poszlibyśmy na cmentarz.
Morgoth nie potrafił żartować. Było to o tyle wygodne, że nie rozróżniał ironii czy żartu. Szlachta doskonale władała językiem, dlatego przeczucie nigdy go nie zawiodło. Oczywiście że sensownym było wybranie arystokraty spośród pracowników rezerwatu, ale nie był tam jedynym o czystej krwi. Wątpliwościom też od razu zostały poddane motywy, dla których Darcy pojawiła się w jego miejscu pracy. Doskonale wiedziała, że gdy to zrobi i poprosi o niego, dostanie go i jego czas. Słysząc jej słowa, nie poruszył żadnym mięśniem mimicznym i można było odnieść wrażenie, że słowa po nim spływały. 
- Czasem radość z usatysfakcjonowania drugiej osoby jest o wiele ważniejsza niż jej kaprysy – odpowiedział już bez jakichkolwiek ogródek, kierując swoją wypowiedź bezpośrednio do niej. Do czego tak naprawdę zmierzała ta rozmowa? O co tak naprawdę chodziło Darcy Rosier? O posiadaniu ostatniego słowa? Na pewno, jednak nie wybrała się tam tylko by pokazać pracownikom Peak District zdecydowanej przesady szlacheckiej. Była piękna. Nie dało się ukryć, jednak Morgoth zdążył nauczyć się, że to nie zawsze wystarczyło. Może komuś sylwetka z ciętym językiem Darcy się podobała. On nie odnajdywał w niej kogoś na długie spacery i rozmowy po lesie, a ona w nim. - Podobno chciałaś sprawdzić tereny rezerwatu, czyż nie? – wypomniał jej bez zająknięcia, dalej jednak tym samym łagodnym głosem. Męczyła go ta rozmowa… Jednak nie bardziej myślenie nad jej sensem. – Tamtą drogą tego nie zobaczysz. 
Nie odpowiedział na jej zaczepkę. Przeniósł spokojnie spojrzenie z jej błyszczących oczu na niebo w kierunku lecącego smoka. 
- Następnym razem chętnie pomówię o interesach z twoim bratem, lady Rosier – zaakcentował ostatnie słowo. - Jeśli mam się domyślić po co ta cała rozmowa, to przykro mi. Nie zrobię tego – odpowiedział pewnie, zaczesując dłonią włosy, czując jak się gubi. – Zostawię to twojemu narzeczonemu i bratu. Oni na pewno z chęcią odgadliby twoje myśli i pragnienia – zakończył, chociaż nie wierzył w to, że lord Bulstrode był w stanie to zrobić. Tristan na pewno. Ale gdy wspomniała narzeczonego, chciała zejść na ten temat. I pozwolił na to. Zastanawiał się przez moment czy właśnie o to chodziło? Czy do tego zmierzała ta cała rozmowa? Podczas ich ostatniego spotkania również poruszyła ten temat. Chodziło o coś więcej czy zwyczajna nadinterpretacja?



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Wrzosowisko [odnośnik]23.08.16 13:26
Mieszanie to była specjalność Darcy. Była kobietą bardzo zmienną. W ciągu przebiegu tej rozmowy zdążyła już kilka razy rozmyślić się do celu spotkania się tutaj z Yaxleyem. Im dalej w rozmowę, tym w większym stopniu przekonywała się, ze ta przystojna twarz nie jest w stanie zrekompensować jej więcej nieprzyjemności, jakie padały z jego ust. W końcu zrezygnowana splotła ręce na piersi, postanawiając słuchać go w większym skupieniu.
Tobie też ciężko dogodzić — rzuciła spoglądając na niego spokojnie, mimo, że właśnie prawie bezpośrednio nazwał ją rozkapryszoną. Mogła mu wybaczyć tyko dlatego, że był kuzynem Rosalie. Ktoś o jej nazwisku nie mógł być tak straszny na jakiego wyglądał, prawda?
Żadna odpowiedź Ci się nie podoba.
Nie żeby starała się specjalnie dopasowywać swoje wypowiedzi pod jego wymagania. Raczj po prostu reagowała instynktownie na jego słowa w sposób, który miał być jak najbardziej wygodny dla niej. Niestety, jego oczekiwania co do tej rozmowy były tak niespodziewane, że i tak nie mogła im sprostać. W końcu ruszyła się z miejsca, zrzucając kaptur z głowy, bo ten tylko zasłaniał jej widok.
Oczywiście, że to Tristan zajmuje się sprawami rezerwatu. Jest jedynym męskim dziedzicem Rosierów i niezastąpionym pracownikiem rezerwatu w Kent.
Dodałaby: „cóż za spostrzegawczość, lordzie Yaxley”, ale już nadużyła złośliwości w jednej rozmowie. Przemilczała więc tą kwestię, jedynie przybierając na twarz maskę spokoju. Szła przed siebie nie wiedziała gdzie, skoro nie powiedział jej gdzie jest ten skrót. W jego stronę obróciła się jeszcze, żeby skomentować temat rozmowy.
Skoro już poświęcasz mi swój czas, to możemy go uczynić mniej uciążliwym, albo możesz w dalszym ciągu doszukiwać się nieprawidłowości w tym spotkaniu. Jak wolisz, Morgoth.
Odetchnęła, dając sobie czas do namysłu nad tą wymianą zdań. Tego mężczyzny nie było łatwo podejść. W końcu zwolniła, dając mu dotrzymać jej kroku i przejąć kierownictwo nad stroną, w jaką mieli się udać. Dla niej te tereny były obce, a skrót o którym on mówił, nie wydawał się dla niej łatwą drogą do znalezienia.
Dlaczego zadajesz tak niewygodne pytania, Morgoth? Jest wiele myśli, których nie wypada mi wypowiadać głośno. Nie możesz przyjąć wyjaśnienia, jakie Ci daję? Dżentelmen tak by zrobił.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Wrzosowisko [odnośnik]23.08.16 13:50
Nie odpowiedział. Wiedział, że jeśli jeszcze raz się odezwie, Darcy nie da mu spokoju i będzie tak długo ciągnęła temat, aż wyjdzie na swoje. Rozumiał, że chciała coś mu udowodnić. Tylko nie był pewny o co tak naprawdę chodziło. Raz mówiła tak, a zaraz inaczej. Morgoth nie miał do czynienia z tak skomplikowanymi kobietami, jeśli chodziło o pragnienia. Z siostrą dogadywał się bez słów, z Lilianą byli po prostu jak ułożone rodzeństwo. Znali się wzajemnie i nigdy nie kłócili. Nawet jeśli zdanie jednego z nich, nie opowiadało drugiemu. Darcy nic w nim nie odpowiadało. A przynajmniej nie chciała dać mu szansy na poznanie. Yaxley nie był człowiekiem, który zabiegał o względy i to było mankamentem, który nie docierał do panny Rosier. Obserwował ją w ciszy i po prostu podążał jej śladem, przyglądając się płynnym ruchom jej płaszcza. Przypominały mu spokojne fale zbóż uginających się pod podmuchem wiatru. Zaraz jednak odwracała się, a ubranie zamieniało się analogicznie do jej odruchów. Spokojne pole zmieniało się we wzburzone morze, które dawało znać, że nie chce, by ktokolwiek się do niego zbliżał. I tak robił. Zachowywał dystans, który był dla niego odpowiedni. Nie był pewien czy dla niej również, ale zrozumiał to szybciej niż mógł się spodziewać. Darcy trzepotała na wietrze niczym chorągiewka, znając swój kierunek, by zaraz gwałtownie dać się ponieść w zupełnie inną stronę z takim samym zdecydowaniem jak jeszcze kilka sekund wcześniej. 
W pewnym momencie lekko skręcił narzucając im kierunek drogi, a Rosier poszła w jego ślady.  Słuchał jej tonu głosu, który wydawał się nader spokojny, chociaż tliła się w nim iskra kpiny, której nie dało się zamaskować. Mogła nakładać maski, ale oczu czy głosu nie dało się oszukać. Szczególnie gdy słuchał i obserwował ktoś taki jak on. 
- Jak chcesz – odpowiedział spokojnie, chociaż mógłby powiedzieć, że dżentelmen powinien znać kierunek rozmowy. On nie znał, co automatycznie spychało go na dalszy plan, a Darcy nie chciała i nie widziała w nim godnego towarzysza. Dotknął lekko jej ramienia, by pokierować ją nieco w prawo. Zatrzymali się przed krzakami nieznanej mu rośliny, a Morgoth odciągnął jej gałęzie, za którymi kryła się dość szeroka, utwardzana droga. Chociaż kiedyś często uczęszczana, teraz nosiła ślady zapuszczenia, chociaż nie była nieprzejezdna. Do pieszych spacerów lub przejażdżek konnych nadawała się idealnie. Przepuścił swoją towarzyszkę, by chwilę później zrównać się z nią krokiem. Usłyszał w oddali ryk smoka i uśmiechnął się delikatnie pod nosem, rozpoznając znajomy dźwięk. Cieszył się, że wracali. Chciał sprawdzić czy z jego podopiecznym wszystko w porządku,czy dostarczono go bezpiecznie i co się tak naprawdę stało ze skrzydłem. Morgothowi przebiegło przez głowę, że mógłby zabrać tam Darcy, ale zrezygnował.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Wrzosowisko [odnośnik]25.08.16 12:16
Spięła się nieznacznie, czując ciężar jego dloni na ramieniu. Od razu skręciła w prawo, skracajac swoja droge do rosliny przed, która sie zatrzymali. Usunęła sie na bok, stwierdzając, ze jednak woli kiedy mężczyzna szedł przodem. Wchodząc na utwardzoną, szeroką ścieżkę, szli jednak na równym poziomie. Spoglądala na niego, co jakiś czas, mimo, ze wcale sie nie odzywal. Cisza zaczynała jej ciążyc, ake może tak było lepiej. Bez rozmów, które ostatnimi czasy nie stawialy jej w najlepszym swietle. Miała bardzo podle nastroje i chociaż normalnie potrafila wydzielic zle emocje od pozy jaka pokazywala swiatu, teraz nie do końca jej to wychodziło.
- Bywam milsza, Morgoth - mruknęła w końcu po długim czasie ciszy - Ostatni czas to nienajlepszy okres dla nas wszystkich. Rozumiesz... sabat, ślub Rosalie.
Słysząc smoczy ryk, też poczuła się niczym w rezerwacie w Kent. Ona jednak ogrodów unikala. To bylo miejsce Tristana i szemranych typow, takich jak Benjamin Wright, którzy najpewniej dokładali biednemu Trisowi dodatkowej roboty. Jej brat wśród smoków czuł się pewniej. Darcy zaczynała żałować, ze zjawiła się w pracy Morgotha, zamiast znaleźć sobie inny pretekst, żeby się z nim spotkac. Choćby pytajac go o zdrowie Rosie, chociaż w tej kwestii sama dbała o bycie w stałym kontakcie z jej uzdrowicielami. Tymczasem wsłuchiwała się w dźwięki, które wprawialy ja w potulniejsze usposobienie. Jeśli taki smok miałby wyrwać się spod kontroli to wolała wtedy mieć lorda Yaxleya po swojej stronie.
- Lumos - mruknęła zaklecie, decydując się, ze bedzie sie czuła pewniej, kiedy będzie widziala drogę po której idą, a na razie przemieszczali się pomiędzy jakimiś krzakami.
- Masz chociaż pojęcie gdzie idziemy?
I czy nie kroczymy prosto na tą  bestie - dodała w myślach, mając zle przeczucia co do tej drogi.


Persuasion is often more effectual than force.


Darcy Rosier
Zawód : hipnotyzerka w rodowym rezerwacie w Kent
Wiek : 22 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Jeśli ktoś uprawia ze znawstwem sztukę perswazji, powinien wpierw wzbudzić ciekawość, później połechtać próżność, by wreszcie odwołać się do sumienia lub dobroci.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2082-darcy-rosier https://www.morsmordre.net/t2119-arcobaleno#31733 https://www.morsmordre.net/t2120-no-mercy#31734 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t3412-skrytka-bankowa-nr-594#59045 https://www.morsmordre.net/t2125-darcy-s-rosier#31823
Re: Wrzosowisko [odnośnik]25.08.16 12:58
Wyczuł, że faktycznie zesztywniała pod jego dotykiem, ale nie spodziewał się innej reakcji. Jedyna bliskość jaka między nimi zaszła była właśnie na poziomie szerokiego dystansu, a jedynie Darcy pozwoliła sobie na przejechanie dłonią po jego twarzy. Później o tym nie myślał, gdy jego uwaga została skupiona na Rosalie. Siedzieli tam ponad pół godziny, czekając, aż się obudzi. Mogli jedynie patrzeć na jej spokojną, wydawać by się mogło, nienaznaczoną troskami twarz. Mimo że chcieli jeszcze zostać, zostali wygonieni już na amen i został im jedynie powrót do domów. Morgothowi nigdy nie przeszkadzało milczenie. Był z tych, co zostawiali więcej czasu na rozmyślanie, chociaż nie miał natury filozofa. Nigdy. Potrzebował czasu na przeanalizowanie wielu rzeczy, które go spotkały. Nie można było tego powiedzieć o pannie Rosier, która uważała chyba ciszę za swojego wroga. 
Słysząc jej głos, Yaxley zerknął w jej stronę, jednak zobaczył jedynie cień profilu, którym była do niego zwrócona. Nie oczekiwał od niej już żadnych słów, spodziewając się jedynie oschłego pożegnania na końcu drogi. Tak się jednak nie stało.
- Nie musisz się tłumaczyć – odparł, nie zwalniając. – Wszystkich nas dotknęły tragedie i nie powinniśmy się poddawać spięciom między sobą. Szczególnie teraz. Dlatego nie powinienem ci mówić tych wszystkich rzeczy. Przepraszam – dodał spokojnie, wznosząc oczy ku niebu, jednak wysokie korony drzew odcięły go od błękitu. Gdy ryk stał się donioślejszy, ponownie się uśmiechnął, czując jakby z odgłosem zwierzęcia schodziło z niego całe spięcie. - Musimy się wspierać.
Droga nie była aż tak krzaczasta, jednak dla damy pokroju panny Rosier na pewno taka właśnie się wydawała. Mimo tych słów nie wyczuł u niej tak dużej dozy zaczepności jak wcześniej.
- Jesteśmy już blisko centrum rezerwatu - odpowiedział. Chodził tędy praktycznie kilka razy w tygodniu, dlatego znał ścieżkę lepiej niż można było przypuszczać. - Wyjdziemy dokładnie przy głównym budynku. Niedaleko stamtąd znajdują się nasze nowe okazy – wytłumaczył, sądząc, że nadchodzące ryki mogły nieco zaniepokoić Darcy. Żadne ze stworzeń nie miało dostępu w to miejsce, specjalnie chronione zaklęciami było jednym z bezpieczniejszych w całym Peak District. Morgothowi wydawało się, że droga miała pewną historię i wartość dla Greengrassów, którzy nie pozwalali smokom na wbijanie się między drzewa i niszczenia starych kamieni. - Stamtąd też jest blisko do miejsca, gdzie leczeni są nasi podopieczni. Gdy przyjechałaś, właśnie transportowaliśmy jednego z młodszych w tamtą stronę. 
Yaxley myślami właśnie tam był i zastanawiał się, co stało się z młodzikiem. Doszli do ustalonego miejsca, po czym rozstali się w ciszy. Morgoth odprowadził Darcy wzrokiem i odwrócił się, wracając do swoich spraw.

zt x2



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Wrzosowisko [odnośnik]31.08.16 22:15
Nie wiem co ci pasuje, ale mi jakoś 20 stycznia :moh:

Podobno Carrowowie lubili robić wiele rzeczy bez uzyskiwania na nie pozwolenia. Prawie każda osoba z tym nazwiskiem była w pewien sposób nieokrzesana - oczywiście jak na dworskie standardy - i o ile wyjątkowo mocno szanowali zasady dotyczące ich własnego rodu, o tyle niespecjalnie przejmowali się... Błahostkami dnia codziennego? Pewnego słonecznego popołudnia jedną z takich błahostek było dla Majesty wybranie celu podróży. W oficjalnej wersji chciała po prostu zabrać Neptuna na dłuższą wyprawę, gdziekolwiek, by po prostu dobrze się wylatał i nie stracił swojej, przynajmniej ostatnio, wzorowej formy. I nie byłoby to wcale kłamstwem, gdyby nie fakt, że cała sprawa miała drugie dno, które nieco zmieniało pogląd na małą wycieczkę lady Carrow. Dziewczyna w ostatnim czasie czuła lekki przesyt związany z dworskim życiem, myśli o wewnętrznych problemach rodu nieco ją przerastały - głównie dlatego, że w żadnym z nich nie grała bezpośredniej roli, jednak w pewien sposób wymagano od niej zabrania stanowiska - czy była to kwestia małżeństwa Deimosa, czy narzeczeństwa Inary. Wzdrygała ją myśl, że Megara była od niej młodsza, a już została zamknięta w złotej klatce, z której nie ma godnego wyjścia. No, przynajmniej tak na tę chwilę Majesty postrzegała aranżowane małzeństwa.
Dlatego postanowiła uciec, chociaż na te kilka godzin. Najlepiej jak najdalej, poza tereny Carrowów - przecież i tak nikt by się o tym nie dowiedział. Była dorosła i sprawiała wrażenie bardziej odpowiedzialnej, niż kilka lat temu, zresztą... Każdy w rodzie miał swoje sprawy.
Mniej więcej z takiej przyczyny pojawiła się na terenach Peak District. Nieco zmarznięta, zsunęła się ze swojego wierzchowca z nabytą przez lata gracją, przy okazji nadeptując na zamarznięty krzak wrzosu, który latem z pewnością bardziej cieszyłby jej oczy. Niedaleko znajdował się las z niewielkim, zamarzniętym strumyczkiem, który jakoś wyjątkowo przykuł uwagę Majesty - bo jeśli mielibyśmy być szczerzy, ciężko było znaleźć w pobliżu coś ciekawszego. No, może smoki - ale one przecież żyły sobie bezpiecznie w rezerwacie.
- No cóż, nie oczekiwałam od tego miejsca szeregu rozrywek - stwierdziła żartobliwym tonem do stojącego obok i prychającego niepewnie aetonana, przy okazji ciągnąc go za lejce w kierunku brzegu lasu. Mogli pozwiedzać i spokojnie wrócić do domu, prawda? Lepsze to niż kolejna wycieczka w te same, znajome miejsca, a wrzosowisko nawet zimą robiło wrażenie.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Like how a single word can make a heart open
i might only have one match
but I can make an explosion
Majesty Carrow
Zawód : Jeździec zawodowy, instruktor jazdy konnej
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Come back from the future
For we didn't fall
Can the broken sky unleash
One more sunrise for the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3556-w-budowie-majesty-carrow#62807 https://www.morsmordre.net/t3651-cayenne#66372 https://www.morsmordre.net/t3652-your-majesty#66387 https://www.morsmordre.net/f126-north-yorkshire-dwor-carrowow https://www.morsmordre.net/t3994-majesty-carrow
Re: Wrzosowisko [odnośnik]01.09.16 19:45
Lubił spędzać czas w Peak District. Lubił krajobrazy Derbyshire zachwycając się polami usianymi wrzosami. Nawet zimą te miejsca miały szczególne znaczenie, dostojny wygląd. Bezmiar bieli, iskrzącej na zielonej niegdyś materii. Travis potrzebował wielkich przestrzeni, urodzajnych ziem, wysokich szczytów oraz znakomitych krajobrazów. Mróz szczypał w policzki, chłodne powietrze dostawało się do płuc orzeźwiając stan ciepłoty ciała. Opatulony od stóp do głów przemierzał na koniu kolejne metry ziem Greengrassów czując się w obowiązku dopilnowania wszystkiego. Żadnych niespodziewanych gości, żadnych ucieczek smoków - zero problemów. Miał być tylko on z tańczącą w skroniach ciszą. Trel ptaków kiedy mijał kolejne zarośla drzew. Tętent kopyt na zmarzniętej ziemi. Całego obrazka dopełniało słońce nieśmiało wychylające się zza chmur. Paradoksalnie podczas słonecznych, zimowych dni było mroźniej niż w te, kiedy niebo zasnute było burymi kłębami obłoków. Wiatr przecinał skórę twarzy kiedy galopował przez kolejne pola w okolicach Derby. Nic nie przykuło jego uwagi.
Do czasu. Kiedy w oddali dostrzegł aetonana, a także nieznaną sobie sylwetkę. Ściągnął lejce zatrzymując gwałtownie rumaka. Zmarszczył gniewnie brwi i zmrużył oczy chcąc rozpoznać nieproszonego gościa. Nikt nie zapowiadał się z wizytą, a jeszcze nie daj Merlinie któryś z jego podopiecznych wyrwałby się z rezerwatu… ludzie nie myśleli. Głównie dotyczyło to Carrowów, którzy ostatnimi czasy ponownie zaczęli praktykować te nieznośne rytuały łowieckie. Zachciało im się gonić garborogów. Ten tutaj nie wyglądał na myśliwego - może jednak zarządził krótką przerwę? - ponadto podejrzanym było, że tkwił w tym miejscu sam. Travis pogonił konia, żeby ten ruszył wolnym kłusem na przód w kierunku nieznanej mu osoby.
- Ej, ty, lordzie! - krzyknął do - jak mu się wydawało z tej odległości - mężczyzny. Nieszczególnie elegancko, lecz prawda była taka, że tego typu obrazki zaczynały go zwyczajnie drażnić. - Tu nie wolno prze… - dodał gdy tylko znalazł się bliżej. I zamarł w półsłowa dostrzegłszy jak mocno się pomylił. Przed nim nie stał żaden szlachcic, przed nim stała piękna kobieta, wobec której uczynił takie mocne faux pas. Wyraźnie się zmieszał; podrapał się ręką po brodzie skazując ich na milczenie - z jego strony - z powodu niemożności znalezienia odpowiednich do sytuacji słów. Jakby nie był Greengrassem! – Yyy przepraszam nie chciałem panienki urazić, z daleka nie… - Nie dostrzegłem, że jesteś kobietą? Co za fatalny pomysł. - … nie widziałem zbyt wiele. - Zakończył zatem kulawo, uśmiechając się przepraszająco. Czyli głupkowato.


WHEN OUR WORDS COLLIDE

Travis Greengrass
Zawód : opiekun i łowca smoków w Peak District
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never laugh at live dragons.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 https://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 https://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 https://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 https://www.morsmordre.net/t3868-skrytka-nr-768#72500 https://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
Re: Wrzosowisko [odnośnik]01.09.16 23:30
Stojąc na skraju lasu nie miała nawet pojęcia o tym, że ktoś ją zauważył. Całkowicie zbagatelizowała fakt, że czasy nie są zbyt przyjazne i jako młoda dama nie powinna się zapuszczać w pojedynkę tak daleko - i nie było to nawet pokierowane tym, że tak nie wypadało, a zwyczajnie nie było to w żadnych wypadku bezpieczne. Oczywiście nie chodziło o smoki, bo przecież Majesty nie przeszło przez myśl, że któryś mógłby uciec z rezerwatu i polować sobie na jelonki w pobliskim lesie. Była wyjątkowo narwana i lubiła robić to, co akurat wpadało jej do głowy - zazwyczaj bracia prostowali jej nieprzemyślane pomysły, no ale przecież tym razem z nikim się nimi nie podzieliła. Całość spokojnego obrazka w głowie Majesty dopełniał też fakt, że rzeczywiście jej ród często i chętnie zapuszczał się w te strony w celu niesławnych polowań, które irytowały Greengrassów do granic ich wytrzymałości.
Razem z Neptunem stali więc na skraju lasu, gdzie Majesty kontemplowała nad magicznym klimatem śnieżnej krainy, a aetonan co jakiś czas prychał zdenerwowany, bo przecież słyszał więcej, niż zwykły człowiek. Tętent kopyt zdradził położenie lorda Greengrassa dopiero wtedy, gdy był już na tyle blisko, że Carrow nie miała jak "uciec z miejsca zbrodni", a później udawać, że przecież nic się nie stało. Zamiast tego pozostało jej zmierzenie się twarzą w twarz z osobnikiem nadjeżdżającym w jej stronę. Początkowo się zlękła, przysuwając bliżej do swojego wierzchowca, ale gdy usłyszała pierwsze słowa mężczyzny... Załamała ręce? No może nie dosłownie, ale mentalnie z pewnością. Podobne sytuacje zdarzały się wtedy, gdy trenowała z chłopcami, ale mimo wszystko, takie słowa zawsze godziły w dumę kobiety. Wysunęła się z cienia z przekrzywioną na bok głową i niedowierzającym spojrzeniem, a że jej charakterek dawał o sobie znać właśnie w takich nagłych sytuacjach, już chciała odkrzyknąć coś w równie miłym stylu, ale - coś nowego - powstrzymała się. Jej przyszły rozmówca okazał się nie mieć najwyraźniej złych zamiarów - no może oprócz wyrażenia swojej niechęci na jej widok - a już całkowicie zmienił wyraz twarzy i ton głosu, gdy zorientował się, że nie jest tym, za kogo wziął młodą Carrow.
Milczała, lekko zdezorientowana, bo przecież nigdy wcześniej nie spotkała nikogo w tak dziwnych okolicznościach. Na przepraszający uśmiech i tłumaczenia mężczyzny parsknęła jedynie śmiechem, ale w wyjątkowo sympatyczny sposób, jakby tak nagła zmiana nastawienia wobec jej osoby zaskoczyła nawet ją samą.
- Na całe szczęście nie czuję się obrażona, lordzie... - i w tej chwili się zacięła, bo przecież nie znała jego personaliów. Przez chwilę gorączkowo rozmyślała, co powinna z tym fantem zrobić i czy w ogóle mężczyzna, którego spotkała, był lordem. W ostatnim czasie poznawała się z innymi na zasadzie wymieniania się grzecznościami, a były to osoby jedynie szlachetnie urodzone. W tej sytuacji nie mogła niczego brać za pewnik. No, na tytuł szlachecki mężczyzny mogło wskazywać ewentualnie to, że nawet po niemiłym wstępie postanowił zachować pozory uprzejmości i... No cóż, szlachta jednak w jakiś sposób emanowała... Byciem szlachtą? - Wybacz, nie chciałam zakłócać twojego spokoju. Prawdę mówiąc, nie sądziłam, że kogokolwiek tutaj spotkam. Wybrałam się na trening z moim aetonanem i miałam zamiar niedługo wracać... - wyjaśniła zaistniałą sytuację, podchodząc nieco bliżej, nie chcąc jakoś specjalnie podnosić głosu. Prawdę mówiąc, do podejścia zachęciła ją jedynie różnica wieku pomiędzy nią, a jej rozmówcą, która nie wydawała się być jakoś specjalnie duża.
- Majesty Carrow - przedstawiła się z lekkim dygnięciem, ostatecznie to z jej winy wynikła cała ta sytuacja. No i to ona najechała na cudze terytorium... Wtedy właśnie przeszło jej przez myśl, że może natrafiła na któregoś z młodych Greengrassów. - Niemniej doceniam potraktowanie mnie ulgowo tylko ze względu na moją płeć - dodała nieco zadziornym tonem, uśmiechając się do przystojnego osobnika, chyba zbyt odważnie jak na jedno z pierwszych zdań wypowiedzianych wobec całkowicie obcego człowieka. Niestety, Carrow nie potrafiła do końca trzymać języka za zębami i zachowywać się jak skromna dama - ba, matka często ją ganiła za to, że "mówiła zbyt dużo" i za często wypowiadała się w tematach, które jej nie dotyczyły.


Like how a single word can make a heart open
i might only have one match
but I can make an explosion
Majesty Carrow
Zawód : Jeździec zawodowy, instruktor jazdy konnej
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Come back from the future
For we didn't fall
Can the broken sky unleash
One more sunrise for the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3556-w-budowie-majesty-carrow#62807 https://www.morsmordre.net/t3651-cayenne#66372 https://www.morsmordre.net/t3652-your-majesty#66387 https://www.morsmordre.net/f126-north-yorkshire-dwor-carrowow https://www.morsmordre.net/t3994-majesty-carrow
Re: Wrzosowisko [odnośnik]04.09.16 11:21
Zazwyczaj nie czepiał się spacerujących tutaj ludzi. Właśnie - spacerujących. Kiedy tylko było mu dane dostrzec magiczne konie, automatycznie gotował się w sobie na sam ich widok. Kojarzyły mu się one z Carrowami, którzy bezmyślnie przetaczali się przez Derbyshire w pogoni za Merlina winnymi garborogami, depcząc tym samym piękne wrzosowiska lub zakłócając lot ptaków. Nie patrzyli przed siebie zainteresowani jedynie łowami stając się potencjalnym zagrożeniem. Albo raczej stając w obliczu tegoż zagrożenia, skoro smok naprawdę mógł się przedrzeć z Peak District na obrzeża hrabstwa. To wszystko wzbudzało w Travisie niechęć, ponieważ żadna siła argumentów nie docierała do tych zapatrzonych w siebie przedstawicieli rodu. Nie odczuwał względem nich przesadnej niechęci - na pewno nie tak ogromnej jak w stosunku do Averych czy Flintów, chociaż do obu miał zacząć żywić cieplejsze uczucia z powodu powiązań rodzinnych - jednak ich widok w takiej sytuacji działał mu na nerwy. I nie potrafił nic z tym zrobić. Zauważywszy kolejną osobę - jednak nie będąc pewnym z kim ma do czynienia, sam aetonan nie był żadnym dowodem na przynależność do Carrowów - coś w nim zawrzało. Właśnie przez takie samowolne jednostki musiał objeżdżać dookoła tereny należące do jego rodziny i pilnować, żeby nikomu nic się nie stało. I żeby same łąki czy pola wyglądały porządnie - nie jak po ryciu rozzłoszczonych trolli. Nie, że tak do końca tego nienawidził, wszakże taka przejażdżka była orzeźwiająca oraz obfitująca w piękne krajobrazy, lecz zdecydowanie odczucie to zacierało się po kilku godzinach jazdy - to nie był taki mały terenik, skoro zamieszkiwały go i smoki i Greengrassowie. Jeden z nich właśnie z zawziętością wypisaną na twarzy gnał do - jak podejrzewał - kolejnego nieroztropnego lorda, ponieważ to było pomimo wątpliwości najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.
Widok rozpostarty przed jego zdziwionymi oczami odbiegał jednak od rzeczywistości. Z powodu doznanego szoku, a także dręczącego go poczucia palącego od środka wstydu zasianego przez pomyłkę w ocenie, nie dostrzegł zbyt bogatego ubioru jak na zwykłą panienkę. Nie oblał się rumieńcem - nie mógłby, skoro policzki miał już zaczerwienione od zimna - za to wyraźnie wyglądał na zmieszanego. Co próbował zatuszować przepraszającym uśmiechem oraz niewinnym wzrokiem utkwionym w kobiecej sylwetce. Nareszcie zdecydował się popuścić lejce swojego niemagicznego konia oraz zejść z jego grzbietu, asekuracyjnie pozostawiając dłoń na szyi zwierzęcia - w razie gdyby poczuło się spłoszone.
Łowca był przekonany co do tego, że ujrzy teraz obrażoną na śmierć i życie pannicę. Zdziwienie zdawało się bić na alarm kiedy kobieta tak po prostu parsknęła śmiechem. Mężczyzna uciekł na moment wzrokiem zastanawiając się nad groteskowością zaistniałej sytuacji, lecz za moment sam też się roześmiał. To była dziwaczna sytuacja.
- Travis Greengrass - przedstawił się skłaniając płytko, ale jednocześnie nie odrywając dłoni od konia. Z powodu swojego zmieszania trudno mu było zachowywać się tak jak zwykle, czyli niesamowicie swobodnie. Nie miał wszak problemów z nawiązywaniem znajomości oraz konwersacją, a teraz, kolejny już raz zapominał języka w gębie. Działo się z nim coś naprawdę niedobrego. - Patrolujemy czasem te tereny… - Z powodu głupich polowań pewnego rodu. - …żeby ostrzegać przed niebezpieczeństwem. Oczywiście z całych sił próbujemy utrzymać najwyższy standard naszego rezerwatu, jednak nie można usypiać czujności. Smoki to bardzo groźne stworzenia i nigdy nikt nie przewidzi ich kolejnego ruchu, dlatego też wolimy ograniczać występowanie niewykwalifikowanych osób na terenach Derbyshire. - Wyjaśnił powód, dla którego tak naprawdę potraktował ją w ten sposób. Lub raczej jeden z tych powodów. Miał nadzieję, że brzmi przekonująco, nawet zdołał uśmiechnąć się w charakterystyczny dla siebie sposób. Dosłyszawszy nazwisko teraz już znajomej, kąciki jego ust obniżyły lekko, ale starał się nie tracić pewności siebie. - Miło mi poznać, lady Carrow. Mam nadzieję, że wybaczysz mi moje przewinienie - dodał orientując się, że jest to dla niego bez znaczenia. Chyba. Nadal nie potrafił oprzeć się kobiecym wdziękom bez względu na ich rodzinne korzenie. Które właśnie zawróciły mu w głowie do tego stopnia, że ponownie się zmieszał słysząc jej ostatnią uwagę. - To nie chodzi o płeć. - Nadal wierzył w ocalenie. - Tu się rozchodzi o piękno. - Nareszcie jakiś komplement. Nawet w stronę Carrowówny. Czy mówił prawdę? I tak, i nie, lecz dążył do tego, żeby Majesty uwierzyła w jego słowa.


WHEN OUR WORDS COLLIDE

Travis Greengrass
Zawód : opiekun i łowca smoków w Peak District
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never laugh at live dragons.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 https://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 https://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 https://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 https://www.morsmordre.net/t3868-skrytka-nr-768#72500 https://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234
Re: Wrzosowisko [odnośnik]05.09.16 17:52
To rzeczywiście była dość dziwna i niecodzienna sytuacja. Majesty może i odczuwała lekkie poczucie winy, że zrobiła komuś kłopot swoją obecnością na tych terenach, ale mężczyzna stojący naprzeciwko niej zdawał się być jeszcze bardziej skołowany zaistniałą sytuacją. Carrow nigdy nie chowała urazy z powodu tak nieistotnych spraw, szczególnie jeśli wynikały z niewinnych pomyłek. Uważnie obserwowała jak mężczyzna schodzi z grzbietu swojego konia, najwyraźniej nie mając złych zamiarów. Kamień spadł jej z serca, gdy Greengrass odpowiedział na jej śmiech identyczną reakcją, a sama tylko cicho odetchnęła z ulgą. Przynależność mężczyzny do rodu, który nie powinien się kojarzyć Carrow z pozytywnymi relacjami, w ogóle jej nie przeszkadzała. Halo, ten szlachcic potrafi się śmiać z własnych pomyłek, to i tak coś niespotykanego – jej podświadomość dosłownie krzyczała z zachwytu z powodu tego odkrycia, a dziewczyna poczuła się nieco swobodniej z myślą, że nie zostanie ofukana przez jakiegoś zblazowanego na punkcie własnych terenów lorda. Wysłuchała słów Travisa o możliwym zagrożeniu, które mogły sprawiać niesubordynowane smoki – głównie równie niesubordynowanym gościom Derbyshire, czyli w tym wypadku jej samej – po czym na malutką chwilę jej myśli skupiły się na wyimaginowanej scenie ucieczki przed smokiem, która wydała jej się nad wyraz zabawna. Oczywiście nie dała po sobie poznać, że bawią ją uwagi mężczyzny, ale rozumiała co chciał jej przekazać – po prostu wzięła je do serca z przymrużeniem oka, niczym typowy Carrow.
- Lordzie Greengrass, jeśli lord wybaczy mi moje przewinienia, z pewnością również zapomnę o tej niefortunnej sytuacji – odpowiedziała sympatycznie, gładząc aetonana po grzywie, gdy ten prychnął na drugiego przedstawiciela pokrewnego dla siebie gatunku. – Pozostaje mi tylko żałować, że nie mogę podróżować po tak pięknych terenach. Niewiele jest jeszcze miejsc w Yorkshire, które dalej robią na mnie jakiekolwiek wrażenie… – dodała zupełnie szczerze, już mniej optymistycznym tonem, przenosząc wzrok na swojego rozmówcę. Czuła na sobie jego spojrzenie – i nic dziwnego, bo ona także była ciekawa jego osoby – tyle, że miała lekkie opory, by cały czas mu się przyglądać, dlatego co jakiś czas starała się odwracać wzrok. Ostatecznie spotkali się pośrodku pustkowia, zwykła przyzwoitość kazała jej zachowywać się przynajmniej w szczątkowym stopniu odpowiednio. Przecież to dalej był mimo wszystko szlachcic, który w późniejszym czasie mógł wydać o jej osobie jakąś opinię w plotkarskim gronie.
- Piękno? – powtórzyła zdezorientowana, mrużąc jednocześnie oczy. Tym razem pewnie przeniosła spojrzenie na Travisa, próbując wyczytać z wyrazu twarzy jego intencje. – Miło to słyszeć, lordzie, ale uczesana z pewnością prezentowałabym się znacznie lepiej – stwierdziła, ponownie rozbawiona jego reakcją, tym razem na wygląd kobiety po długim locie na aetonanie. Całe szczęście, że jej policzki były zaróżowione od zimna – mogła grać niewzruszoną komplementami i całkowicie nimi niezainteresowaną, chociaż Travis zainteresował ją już w stopniu przynajmniej znacznym. Co było dość niespotykane, ale może to właśnie ta nietypowa i niezaaranżowana sytuacja, bez całej balowej otoczki sprawiła, że znajomość zawarta w tym stylu tak bardzo zaintrygowała młodą Carrow.
- Lordzie Greengrass, pracuje może lord z Morgothem Yaxleyem? – zapytała z zainteresowaniem, gdy ten fakt wpadł jej do głowy. Przecież jej kuzyn opowiadał o rezerwacie w Peak District z milion razy. I lepiej, by przypadkiem nie dowiedział się o małej uciecze Majesty, bo prawdopodobnie sam nie byłby zadowolony z jej lekkomyślności. – Tak właściwie, to chciałabym tylko poprosić lorda o dyskrecję. Rodzina nie wie, że tu jestem i wolałabym sobie darować gniewu kuzyna – stwierdziła beztrosko, jakby ta sprawa wcale nie znaczyła dla niej tyle, ile rzeczywiście była warta. Posłała mu przy tym proszące spojrzenie, powoli zaczynając się czuć coraz mniej pewnie.
Brawo, Majesty, grunt to mówić obcemu człowiekowi w lesie, że rodzina nie ma pojęcia o twoim położeniu…, zganiła się po chwili w myślach, podświadomie zbliżając się do Neptuna. Nieistotne jak przystojny by ten osobnik nie był i jak dobrego wrażenia by na niej nie wywarł, nie powinna wykładać wszystkich kart niczym głupia dziewuszka. Chyba, że po prostu była głupiutką dziewuszką. Kwestia warta przemyślenia. Całe szczęście, że Travis należał do tych sympatyczniejszych szlachciców - prawda?


Like how a single word can make a heart open
i might only have one match
but I can make an explosion
Majesty Carrow
Zawód : Jeździec zawodowy, instruktor jazdy konnej
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
Come back from the future
For we didn't fall
Can the broken sky unleash
One more sunrise for the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3556-w-budowie-majesty-carrow#62807 https://www.morsmordre.net/t3651-cayenne#66372 https://www.morsmordre.net/t3652-your-majesty#66387 https://www.morsmordre.net/f126-north-yorkshire-dwor-carrowow https://www.morsmordre.net/t3994-majesty-carrow
Re: Wrzosowisko [odnośnik]09.09.16 15:30
Trudno obecność Majesty nazwać kłopotem - szczególnie w oczach Travisa - skoro nie była jedyną osobą kręcącą się wokół terenów Derbyshire. Patrolowanie tych okolic stało się wręcz codzienną rutyną, lecz nie samego łowcy oczywiście. Zwykle zajmował się on stricte działalnością wewnątrz rezerwatu, nie bacząc specjalnie na to, co dzieje się wokół hrabstwa. Czasem musiał, a niekiedy sam chciał pojeździć konno na pięknych wrzosowiskach przy okazji robiąc coś pożytecznego. Widział w swoim życiu wiele bezmyślności, jednak nie podejrzewał o nią lady Carrow - no, dobrze, tylko chwilowo, kiedy przez krótką chwilę wydawała mu się mężczyzną - nie biegła, ani nie leciała na oślep, żeby tylko upolować niebezpiecznego garboroga. Nie gnała też wprost w bramy rezerwatu, dlatego też Greengrass nie mógł tak do końca być na nią zły, czy robić jej jakieś wyrzuty w tej sprawie. Nie tylko nie mógł, lecz też nie chciał brnąć w grząski grunt sprawy „być albo nie być” na tych terenach. Odechciało mu się kłótni - Travis mógł mówić co tylko chciał, prawda jest taka, że gdyby Majesty była mężczyzną, rozgorzałby tu większy spór - uznając jednak swoją ostrą reakcję na czyjś pobyt tutaj za zbyt przesadzoną, przez co nie mógł wycofać się z obranego stanowiska, postanowił wyjaśnić kobiecie pewne prawa rządzące terenom przyległym do tych, które zamieszkiwały smoki. Wszystko, żeby tylko sprawa się nie sypnęła, a on, spadkobierca tych włości, nie wypadł źle w oczach tak uroczej damy, jaka stała przed nim. Bez znaczenia były rozmierzwione włosy, brak gorsetu ściskającego wszystkie żebra - kobiety były piękne w każdym wydaniu. Pewnie Greengrass nie widział ich brzydkich i to dlatego.
Zamiast dłużej pouczać oraz pajacować, stał uważnie słuchając wypowiedzi swojej towarzyszki na tak obszernym odludziu. Na którym i tak było tylko ich dwoje plus wierzchowce nie mające prawa głosu. Uśmiechał się do niej przyjaźnie tuszując wszystkie dokonane przezeń wpadki, słuchał jej z nieukrywaną ciekawością. Automatycznie rozejrzał się krótko wokół, niespiesznie kiwając głową - jak gdyby był w ogromnej zadumie.
- Oczywiście chętnie przystanę na taki układ - zapowiedział bez cienia nonszalancji, jaką mogło nieść to zdanie. - A podróżować po tych terenach jak najbardziej panienka może, lady Carrow. Potrzeba jedynie… dobrego przewodnika. - Kontynuował, bardzo starając się nie wyszczerzać przy sugestii zaopatrzenia się w kogoś gotowego do pokazania wszystkich dobrodziejstw hrabstwa. Wiadomym było, kogo miał na myśli, lecz dzielnie odrzucał wszystkie słowa oraz gesty mogące prowadzić do aluzji. Trudno jednak było nie zauważyć jego nagłego ożywienia obejmującego także i oczy.
- Proszę mi wybaczyć, ale mam na ten temat odmienne zdanie - odpowiedział niewinnie, ale i stanowczo, kiedy spytała go o piękno. - Wątpię, żeby to było możliwe - dodał jeszcze, nie przestając komplementować. Tak już miał, a intencje jego były czyste niczym łza! Może odrobinę dążył do poprawienia sobie opinii w oczach Majesty, nic poza tym. Jeżeli ktoś zasługuje na dobre słowo, Travis nie ma powodów, aby go mu nie udzielać. Lady Carrow z pewnością zasługiwała na wiele więcej. Nie przypominała żadnych nadętych paniuś, które miał nieszczęście poznać na salonach. Jak to możliwe, że spotykają się dopiero tutaj?
- Oczywiście, to bardzo dobry pracownik Peak District - rzucił z pełnym przekonaniem. Morgoth miał mu pomóc w rozwikłaniu zagadki poranionej smoczych, a i człowiekiem okazał się być odpowiedzialnym. Greengrass polubił go na swój sposób, nie wiedział tylko jakie relacje łączą go z nowopoznaną kobietą. Byli zaręczeni? Zanim zdołał dokopać się do prawdy, ona sama wyznała mu, że chodzi o powiązania rodzinne. Na twarz Travisa wpełzł jeden z tych głupich uśmieszków, w których można odczytać, że ma niecne plany. - Oczywiście mógłbym… gdyby się tylko lady zgodziła wybrać się ze mną na kolację - powiedział zachęcająco. Czy to był szantaż? Och, na pewno nie!


WHEN OUR WORDS COLLIDE

Travis Greengrass
Zawód : opiekun i łowca smoków w Peak District
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Never laugh at live dragons.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t2909-travis-greengrass#47258 https://www.morsmordre.net/t2920-skrzynka-travisa#47503 https://www.morsmordre.net/t2913-smoki-fajne-sa#47416 https://www.morsmordre.net/f272-derbyshire-meadow-lane-2 https://www.morsmordre.net/t3868-skrytka-nr-768#72500 https://www.morsmordre.net/t3616-travis-greengrass#65234

Strona 6 z 10 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

Wrzosowisko
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach