Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Klub Swing 'n' Roll

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Klub Swing 'n' Roll   27.09.15 0:36

First topic message reminder :

Klub Swing 'n' Roll

Typowo mugolski klub, jakich wiele w samym centrum City of London. Mugolski alkohol, mugolskie pary, mugolska muzyka - głównie swing i rock 'n' roll grane na żywo. Kłamstwem byłoby powiedzenie, że w powietrzu czuć magię - na pewno nie tą prawdziwą. Wielka sala podzielona jest na trzy części - barową, ze stolikami, gdzie można prowadzić swobodne dysputy przy żywej muzyce w tle oraz parkiet, gdzie w tańcu niejeden kawaler skradł serce wielu panien. Weekendami, podczas rock and rollowych wieczorów, można spotkać tu tłumy młodych osób, czasami i czarodziejów, zwykle mugolskiego pochodzenia lub półkrwi - może są ciekawi organizowanych tu dancingów, a może po prostu lubią to miejsce?


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 35
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   12.07.16 2:25

Wracając do Londynu nie pomyślałaby, że odkryje w nim takie pokłady przyciągania. Odkąd pamiętała, gdy jako dziesięciolatka postawiła swoje drobne stópki we francuskiej szkole magii, pokochała kraj miłością mocno odwzajemnioną. Lata spędzone nie tylko w murach Beauxbatons, ale i poza, pozwoliły nabrać pewności, że tam było jej miejsce. I bardzo długo utwierdzała się w tym przekonaniu, nawet z ciężkim sercem podjęła decyzję o powrocie w rodzinne strony.
Dziś, pewność się chwiała a ona sama czuła się zagubiona jakby po omacku próbowała wędrować przez mgłę. I chciała oddechu, który wieczór oferował jej...w postaci poznanego właśnie mężczyzny. A może miała się własnie potknąć? Jeśli tak, przynajmniej będzie wspominała z uśmiechem, albo..rumieńcem.
- Domyślam się, że znasz więcej takich miejsc? - gdyby zapytał ją o Francję, pokazałaby mu wiele podobnych, które nigdy nie były określane mianem zakazanych. A może były, a mimo to Inara o tym zapomniała? Zerknęła na zatrzymującego się kelnera, który posyła jej uśmiech. Znali się. Spojrzał na nią znacząco, z pytaniem czy aby towarzystwo jest rzeczywiście przez nią pożądane. Wygięła usta. Jest, zdecydowanie jest.. I mówiły jej o tym nie tylko źrenice, które bez skrępowania utrzymywał na jej twarzy, nie tylko uśmiech, na który zwróciła uwagę i wciąż przyciągał jej skupienie. Zdarzają się po prostu ludzie, którzy nieśli ze sobą charyzmę, która działała jak magnes, za którym alchemiczka właśnie się oglądała.
- Chyba można znaleźć gorsze dziury - "w całym" przykładowo, jak mówiło zasłyszane powiedzenie. Przechyliła głowę na drugą stronę, akurat by spojrzeć na kelnera, przynoszącego dwie szklanki wody. Odsunęła obie dłonie, które do tej pory tak niecierpliwie szukały zajęcia. Podniosła naczynie, przez moment spoglądając przez zakrzywiony, szklany obraza - Chociaż pytałam raczej, jak to możliwe, że do tej pory cię nie spotkałam. Ale to już nieważne. - odchyliła szklankę, by upić kilka łyków, pozostawiając na brzegu naczynia, ślad czerwieni. Nie miała problemu z rozluźnieniem, nie musiała posyłać mu głupiutkiego uśmiechu, by zwrócił uwagę. Podobało jej się, że chciał na nią patrzeć, a wibrująca w powietrzu, niewytłumaczalna aura, zaciskała wokół niej kuszącą perspektywę. Może głupią, może lekkomyślną, ale nie mogła jej się pozbyć - Nie wiem - odpowiedziała zdawkowo, odstawiając na miejsce wodę i wracając spojrzeniem do jego twarzy - jeszcze nie sprawdziłam ich faktury - lekka fala gorąca zalała ciało i przez moment biła się z myślą, czy była pewna pragnienia, które w niej zakiełkowało. Czy ktoś ostatnio tak na nią patrzył? W myśli pojawia się obraz innego mężczyzny, który ostatnimi czasy zbyt często się tam pojawiał. Może dlatego chciała zapomnieć. Może uciec na chwilę i sprawdzić, czy potrafiła to zrobić.
- Proszę mi najpierw wytłumaczyć co masz na myśli. Źle zachowywać można się wszędzie, choćby przy stole, ale nie o to chodzi, prawda?... - na ustach niezmiennie, niemal od samego początku spotkania, wciąż pełgał uśmiech, niezależny, wesoły i zaczepny. I wychodził tak naturalnie, jakby rzeczywiście zapomniała o jątrzących się gdzieś poza lokalem kłopotach.
- A podobno nie umiem strzelać - odchyliła się na swoim miejscu, zgarniając włosy opadające na ramiona - Auror...- wróciła dłońmi do stolika, samej raz jeszcze nachylając się nieco bliżej - Zdecydowanie niebezpieczne zajęcie. Moja przyjaciółka się nim też trudni  i czasem żałuję, że nie miałam podobnych aspiracji - bo wolałam wrzucać losowe ingrediencje do kociołka i sprawdzać jak szybko wybuchną. Usta drgają jeszcze szerzej tak na wspomnienie własnej myśli, jak i fascynacji, pasji, z jaką mówił Crispin. Zawsze wolała, gdy mężczyzna był działający, bierność traktując jako bolesną - szczególnie dla nich samych - słabość.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii https://www.morsmordre.net/t1442-kamelia https://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 https://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Zawód : Auror, opiekun testrali
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
OPCM : 10
UROKI : 13
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   14.07.16 22:03

Chyba moja definicja tego, co słuszne i zakazane od zawsze była trochę zakłamana. W końcu, czego można się spodziewać po chłopaku z marginesu społecznego, synu wydziedziczonej szlachcianki, urodzonym i wychowanym w burdelu? Cóż, zapewne niewiele. Zawsze patrzyłem na wszystko trochę od innej strony, biorąc większą poprawkę na otaczających mnie ludzi. Nie oznacza to wcale, że potrafiłem usprawiedliwiać wszystkie złe występki. Po prostu jestem bardziej elastyczny niż często spięta do szpiku kości arystokracja. Wiem, kiedy po prostu trzeba odpuścić i odpocząć. Wyłączyć umysł, jak na przykład teraz.
- Nie zaprzeczam, nie potwierdzam - odpowiadam więc tylko udając, że wcale nie znam dokładnie rozkładu imprezowego Londynu. Podobno nie należy odsłaniać wszystkich swoich kart od razu albo przynajmniej udawać, że się tego nie robi. Przecież jestem w towarzystwie damy i powinienem się zachowywać stosownie do tego. Chociaż z tego, co widzę dama jest bardzo zaradna i jeśli tylko chciałaby to już by jej tutaj nie było. Sprytnie ustawiła się z kelnerem, bo widzę jak się do niego uśmiecha. To bardzo mądre z jej strony. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Przez myśl przebiega mi wizja mojej roześmianej siostry, gubię na chwilę spojrzenie na bransoletce na ręce. Uśmiech spada mi z warg na chwilę, ale naprawdę krótką. Zaraz potem znów podnoszę na nią wzrok.
- Zawsze może być gorzej, ale lepiej nie kusić losu, żeby nas o tym przekonał - szepczę konspiracyjnie pochylając się do niej nad stolikiem, jak gdybym nie chciał, aby ten ów los usłyszał co mówię. Muszę jednak szybko się wyprostować, bo na stole pojawiają się szklanki. Z ciężką do ukrycia satysfakcją przyglądam się jak Inara łapczywie sięga po swoją. Nie, nie jestem na jakimś polowaniu na zwierzynę, ale nie przeszkadza mi to czuć czysto męskiego zadowolenia.
Sądziłem też, że uda mi się może zapędzić ją w kozi róg jej własnymi słowami. Ot prosta gra znaczeń. Tymczasem jej odpowiedź sprawia, że moje brwi unoszą się, a oczy rozszerzają lekko w zdziwieniu. Nie przypuszczałem nawet, że możemy zagrać takimi kartami. Widziałem jak dba o swoje bezpieczeństwo, jak często zmieniała przypadkowych partnerów do tańca, aby żaden z nich nie zaprzątał sobie nią dłużej głowy i nie zapałał niezdrowym zainteresowaniem. A teraz? Teraz otwarcie się ze mną bawi. Nie ukrywam swojego zaskoczenia. Pozostawiam ją na chwilę w milczeniu, wolnym ruchem sięgam po szklankę, aby upić kilka łyków. Dopiero to przypomina mi, że przecież szedłem się napić i jak spierzchnięte mam wargi. Dobrze jest poczuć chłód w przełyku.
- To czemu tego nie zrobisz? - pytam spokojnie. Przyglądam się jej przenikliwie powoli odstawiając szklankę na blat. Coś czuję, że nie stchórzy przed tym wyzwaniem. Ciekawi mnie coraz bardziej, jaki to ona miała cel pojawiając się tutaj. - To ty mi powiedz, co miałaś na myśli - mówię drażniąc się z nią troszkę. Ale przecież to nie moja wina, nie mogę po prostu puścić płazem takiej przyjemnej rozmówczyni. Czuję się przy niej niezwykle swobodnie, rozpieram się wygodnie na oparciu krzesła, tym samym odsuwając się od niej troszkę, aby móc przyjrzeć się jej z lepszej perspektywy. Nie mogę zaprzeczyć, że z każdej strony widok jest fenomenalny. Każdy, kto miał dziś okazję z nią tańczyć może się określić mianem prawdziwego szczęściarza.
Ja natomiast popisałem się trochę zbyt długim jęzorem, chociaż mimo wszystko czułem, że jest ona czarownicą. Ma to coś, dziwną energię, która cechuje tylko osoby z magią płynącą w żyłach. Łatwo to zauważyć komuś, kto tyle czasu spędził z mugolami, a potem został wrzucony do garnka pełnego czarodziei. Kamień spada mi z serca, kiedy zyskuję pewność nie strzelenia gafy.
- Przyjaciółka? Jeśli jest tak samo zjawiskowa jak ty to na pewno znam. - Co prawda trochę nie było mnie na służbie, ale chętnie nadrobię wszelkie zaległości. Zwłaszcza tak przyjemne zaległości.




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 35
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   23.07.16 20:02

Zdarzało się, że nie umiała się określić. Pewność ulatywała, pozostawiając ją z nieokreśloną tęsknotą, stawiającą ją w świetle zagubionej dziewczynki. I mimo, że jeszcze rano jej myśli krążyły wokół drżących chaosem wątków, wieczór był czystym zaprzeczeniem. Wyzwaniem. Kumulacją nagromadzonej pewności, pozwalającej jej na..utratę głowy. Ten jeden raz zatopić się w bezczelności kierowanych ku niej spojrzeń, odpłynąć  uśmiechami zadziornymi, tak tęsknie wypatrywanych przez młode panienki, jeszcze na szkolnych korytarzach, a ignorowane przez nią samą. twardo, wyzywająco odmawiała każdemu, kto próbował przekroczyć wyznaczone przez nią granice, a dziś...tego wieczoru, to czarnowłosa prowokowała. To ona przeskoczyła grube linie postanowień, by po prostu poczuć, jak to jest być tą niepoważną, nieodpowiedzialną i...głupią?
- Mądrze - odchyliła się na krześle nadal nie odwracając wzroku - nieodkryte tajemnice zawsze kuszą mocniej - szczególnie, jeśli można było je odkrywać samemu, bez podpowiedzi, bez otwartych wskazówek. Bez...ograniczeń.
Bawiło ją jej własne zachowanie. Zawsze wiedziała czego chce. Upodobała sobie ponad wszystko - niezależność i wolność, tak skąpo serwowaną szlacheckiemu światu. Jednak ciężko było ją skłonić do uległości i zatapianiu się w świecie związków. W rzeczywistości mężczyzn, którzy przecież rządzili. Może zwyczajnie bała się dominacji, a może dziecięce postanowienia sięgały głębiej niż przewidywała?.
Nie odpowiedziała na konspiracyjny sekret, chociaż ciało podążyło za gestem mężczyzny, intuicyjnie przysłuchując się słowom. Los rzeczywiście potrafił prowadzić własne przedstawienia, niezależne od planów, jakie ludzie sobie wytyczali. Inara przekonywała się o tym wielokrotnie i nawet z pozoru - nie znaczące spotkania - okazywały się być brzemienne w skutkach. Choćby sierpniowa zguba... I miała dziwne wrażenie, że poznany Crispin mógłby jej śmiało przytaknąć. Przynajmniej - gdyby znał jej myśli. A może? I niespodziewana zgodność przyczyn przyprowadziła ich do siebie na chwilę? Kto zaprzątał jego głowę, popychając go do krótkiego zapomnienia w jej towarzystwie?
Podążała spojrzeniem za męską dłonią, która unosiła naczynie z wodą. Przeźroczysta powierzchnia nie przeszkadzała w obserwacji jarzących się blaskiem kropelek wody zatrzymujących się na jego wargach.
- Nikt nie powiedział, że tego nie zrobię - wyzwanie. Zupełnie jakby wiedział, jak bardzo je lubiła. I jak rzadko im odmawiała. Ale przeciągała moment realizacji, pozostawiając go z dźwięczącą w jej głosie zapowiedzią. Chciała by miał w tym swój udział. Niech zdobędzie jej mały fragment rzeczywistości - Lubisz odpowiadać pytaniami - stwierdziła, powoli odsuwając swoje krzesło. Podniosła się z miejsca, wciąż pozostawiając jedną dłoń na blacie stolika, niby niepozorny łącznik z dzielącą ją od mężczyzny granicą - ...ale nie każę ci sie domyślać - przynajmniej częściowo. Nie lubił tego żaden mężczyzna, ale nikt nie mówił, że nie miał się zastanowić - Bądź niebezpieczny, ale nie agresywny. Bądź wyzwaniem, ale nie odległym. Pragnij, ale nie niszcz - z każdym słowem postępowała krok, zatrzymując się tuż przed aurorem. Blisko.
Oparła się o stolik, zapewne przysłaniając mężczyźnie widok na to, co znajdowało się przed nim, w półmroku sali i tańczących wszędzie blaskach z parkietu - Mogłabym się założyć, że ją znasz - uśmiechnęła się uroczo na myśl, że Lizzy mogłaby umknąć wiedzy poznanego gentlemana. Podniosła dłoń i nie przerywając odpowiedzi, nachyliła się lekko. Sięgnęła palcami męskiego policzka, by wędrówkę zatrzymać na granicy kącika ust - Sam musiałbyś ocenić - dodała nieco ciszej, jakby w zadziornej zadumie wypatrując mimicznych zmian na jej dotyk. Nie zbliżyła się bardziej, chociaż opuszek palca powoli sunął dalej.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii https://www.morsmordre.net/t1442-kamelia https://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 https://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Zawód : Auror, opiekun testrali
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
OPCM : 10
UROKI : 13
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   31.07.16 23:13

Nie jestem kimś, kto lubi bawić się w tajemnice. Niedopowiedzenia i drżenie w niepewności nie działają na mnie pobudzająco. O wiele bardziej lubię wymieniać się prawdą, surowymi smaczkami, które wprawiają rozmówcę w zaskoczenie, niedowierzanie czy inną, równie ciekawą reakcję. Jednocześnie daję mu się poznać, a on sam odkrywa przede mną pewne karty. Zupełnie przypadkowo, nie zdając sobie z tego sprawy, co jest o wiele bardziej naturalne. Nie przeszkadza mi jednak od czasu do czasu zmienić taktykę i pobawić się w kotka i myszkę albo... połączyć obie te rzeczy. Przyjemne z pożytecznym. Mogę się przynajmniej dobrze bawić w towarzystwie pięknej towarzyszki. Jej sugestia sprawia, że uśmiecham się nieco niepokojąco.
- A może nie chciałem kusić? Może nie chciałem cię wystraszyć? - Odbijam piłeczkę unosząc brwi lekko ku górze. Zdaje się czuć dziwnie bezpiecznie w moim towarzystwie. Oczywiście nie mam jej tego za złe, ale mam wrażenie, że od razu wzięła mnie za udomowione zwierzątko, a to przecież nie jest prawda. Chociaż z tego, co widzę to i ona ma całkiem ostre pazurki. Nie może jednak zaprzeczyć, że trochę uległa mojemu urokowi, bo bezwiednie przysunęła się w moją stronę. Widzę to, bo ruch jest delikatny, niewymuszony. Co prawda nie potwierdza moich słów, ale widzę, że je rozważa, nie wpuszcza jednym i nie wypuszcza drugim uchem. To miła odmiana, bo często dziewczęta, które spotykam w takim miejscu jak to tańczą naprawdę dobrze, ale nie stanowią specjalnie dobrego towarzystwa do konwersacji. Na ogół wydają się przepuszczać moje słowa przez swoje urokliwe główki i skupiają się na moich słowach jedynie, kiedy usłyszą jakiś komplement. Cóż, nie mogę ich za to obwiniać. Przynajmniej łatwiej je spławić.
Inara jest zdecydowanie inna od tych wszystkich kobiet, które tu kiedykolwiek spotkałem. Stanowi powiew świeżości, chociaż wcale nie czułem się znudzony. Jest raczej nieoczekiwaną niespodzianką, jaką z chęcią przyjąłem. Nie wiem do końca, jaka będzie reakcja na moje słowa, zaskakuje mnie swoimi słowami i tym, że wcale nie jest taka grzeczna, jaką wydaje się być. Nie jest ani trochę speszona moim zachowaniem, wręcz przeciwnie czujnie wodzi za mną spojrzeniem, kiedy gram na czas pijąc wodę. Twarda z niej zawodniczka. Jej słowa sprawiają, że przekrzywiam lekko głowę w zaskoczeniu. We własnym odczuciu przypuszczałem u niej dużą odwagę i zadziorność, ale podjęcie tego wyzwania jest dla mnie niespodziewane. Szybko jednak ukrywam tę emocję leniwym uśmieszkiem.
- Może robię to specjalnie? - rzucam rozbawiony, znów stosując formę pytającą. Powstrzymuję parsknięcie, kiedy łaskawie postanawia nie trzymać mnie w niepewności. Obserwuję ją czujnie, kiedy wstaje z gracją ze swojego krzesła. Co też chodzi jej po głowie? Czym zaskoczy mnie tym razem?
- Dużo wymagasz jak na pierwszy wieczór - mówię, chociaż zarówno ona, jak i ja wiemy, że to jedyny wieczór, jaki mamy. Z drugiej jednak strony pozwala to nam na nieco więcej swobody. W końcu, co możemy mieć do stracenia, jeśli prawdopodobnie nie spotkamy się już więcej? - Jeśli bym ją znał to ukrywanie ciebie przede mną uznałbym za największą obrazę. - Moje oczy śledzą każdy jej ruch, ale kiedy jej dłoń wędruje ku górze zamiast niej skupiam się na twarzy Inary. Skupiam się na tym, aby nie zadrżał mi żaden mięsień, gdy tak walczymy na spojrzenia. Jej opuszek miękko drażni się z moją wargą, a ja bezwiednie rozchylam usta.
- I co teraz? - pytam cicho, ale wpatruję się w nią butnie. Chcę ją sprowokować, ale chyba nawet nie muszę tego robić.




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 35
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   15.08.16 0:11

Tajemnice kusiły. I ciężko było Inarze się im oprzeć. To co zakryte, podsycało ciekawość, skłaniało by zajrzeć za woalkę i poznać źródło. I dotyczyło to niemal każdej dziedziny życia, na która przekładała pogoń za tajemnicą. Nie znaczyło to jednak, że doświadczenia kolekcjonowała, a odkryte tajemnice wyrzucała za siebie. Szczególnie jeśli dotyczyło poznawanych ludzi. To w nich upatrywała źródeł nieustających zagadek, które nie gasły mimo sięgania dalej i dalej. Chociaż świat oferował niezmierzoną głębię nieodgadnionych przestrzeni i niesamowitych stworzeń, to człowiek, był największą z tajemnic. Może dlatego alchemiczka tak bardzo fascynowała się nimi, z artystyczną mocą upatrując w ich oczach odpowiedzi. Tak, jak u mężczyzny, którego poznała. Świadomie lub nie - przyciągał ją ku sobie, a ona nie chciała nawet mu się opierać. Nie dzisiaj. Ten jeden raz chciała ulec. A może dać się ponieść?
- Jedno nie wyklucza drugiego. Nie zakładam, że się tu spotkamy, nie planowałam polowania, przychodząc na parkiet. Szczególnie, że raczej mam do czynienie z łowcą, a nie...ofiarą - zabawny wydawał się fakt, że - jeśli się nie myliła - łowca trafił na łowcę?. Chociaż - żadne łowów nie zakładało. Przynajmniej świadomie. Może nietrafnie określała samą siebie. Zazwyczaj przecież, to ona stanowiła obiekt ścigania, które jednak zawsze świadomie odrzucała, gasząc zapał zalotników już na wstępie. nazywano ją harpią, od czasu do czasu łudząc się, że kolejnymi podchodami stopią jej serce, które było głuche na listy, wyznania i propozycje. A w szkole utrwaliła obraz niedostępnej, chociaż - nigdy nie narzekała na brak męskiego towarzystwa. Potrafiła przyciągać inaczej, ale Crispin zdawał się rozumieć tę aurę wyjątkowo łatwo. Nie tkał górnolotnych komplementów. Potrafił wychwycić drobne niuanse zachowania, które wykorzystywał dopiero później. Skutecznie. Trafiła na wytrawnego zawodnika. Ale...to dla niej też była wiedza. Nawet jeśli poddawał się urokowi, robiła to świadomie, z premedytacją przełamując kolejne granice, tak te - które zakładała sama, jak i dystansu, których ich dzielił.
A wszystko układane pod uśmiechem, leniwym, jakby niechcianym, a jednak przejmująco źródłowym. Wbrew przesłaniu - zachęcającym, skupiając światło i pozostawione po wodzie kropelki, które osiadły na męskich wargach.
- Nie zdziwiłabym się wcale, gdyby tak było - odpowiadała już stojąc, drgając kącikiem ust, który wciąż mknął ku górze. Ciemnoorzechowe tęczówki nadal prześlizgiwały sie po jego twarzy, oscylując gdzieś na źrenicach, w których raz po raz odbijał się blask rzucanych z parkietu świateł. I kolejny krok.
- Kto powiedział, że będzie kolejny? - uniosła ciemną brew, niemal kopiując niedawny gest mężczyzny. Tak, każde z nich wiedziało doskonale, że sie nie spotkają (świadomie). Wieczór jak ten - nie powtórzy się dla nich więcej. I chyba to było tak fascynujące.
- Może sama się ukrywałam? - to było bliższe prawdy, nie wykluczając naturalnej, kobiecej tęsknoty za siłą, którą ofiarować mógł tylko mężczyzna. A Inara uparcie go unikała, udając głuchą na podszepty serca. A może rzeczywiście ich nie słyszała? Może dlatego tak głośno słyszała ponaglenie, które mknęło ku megnetycznemu spojrzeniu Crispina, który zdawał się nie reagować na jej ruch. Zupełnie nie dostrzegając gestu i dotyku, który sunął po wardze, zatrzymując się dopiero przy kąciku. Pozornie.
Oderwała dłoń z chwilą, gdy padła ostania cicha zgłoska, a jej wędrówka dotknęła punktu, który kołysał się w dziwnym, kulminacyjnym pytaniu. Co dalej?
- Pocałuję cię - jeśli mogłaby, wzruszyłaby ramionami w beztroskim potwierdzeniu. Nie musiała jednak tego robić, by w jednej sekundzie nachyliła się, skracając dystans do minimum. I tym razem, to jej wargi przesunęły się lekko na ustach mężczyzny, by w kolejnej chwili zatrzymać się na nich dłużej i mocniej, spijając smak, którego nie znała, nie pozostawiając mu wyboru dla odsunięcia, ale - nie naciskając. Chociaż to ona pierwsza złamała zakazaną przestrzeni, musiał chcieć przekroczyć ją razem z nią. Dlatego odsunęła się nieznacznie, pozostawiając między nimi kilkumilimetrowy dystans.
- I co teraz? - powtórzyła słowa, które jeszcze przed chwilą sam wymawiał. Mogła zniknąć, odsuwając się zupełnie, jakby nic się nie stało, ale mogła zostać jeszcze jedną chwilę dłużej.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Crispin Russell
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t1067-crispin-phillip-arthur-russell-iii https://www.morsmordre.net/t1442-kamelia https://www.morsmordre.net/t1138-maybe-i-am-just-as-scared-as-you https://www.morsmordre.net/f143-kornwalia-puddlemore-breeder-street-3 https://www.morsmordre.net/t1328-crispin-phillip-arthur-russell-iii#10195
Zawód : Auror, opiekun testrali
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
sometimes we deliberately step into those traps
I was born in mine; I don't mind it anymore
oh, but you should, you should mind it
I do, but I say I don't
OPCM : 10
UROKI : 13
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 3
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Zwierzęcousty
lets go have fun, you and me in the old jeep

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   11.09.16 21:07

Poznawanie ludzi w miejscach publicznych, klubach jak ten, niosło ze sobą zawsze pewnego rodzaju ryzyko. Możesz trafić na każdego - szychę czy zero. Szczęśliwego czy załamanego, który próbuje coś ukryć. Nie zwykłem jednak klasyfikować ludzi. Szufladkowanie czyni ich nieciekawymi, a tacy nie leżą w mojej strefie zainteresowanie. Tylko Inara sprawiała, że chciałem wiedzieć. Kim jest? Nie chodziło mi o status krwi, nazwisko, profesję. Chciałem wiedzieć, co się w niej kryje, co kieruje jej ruchami, jaki demon w niej siedzi. Bo wiecie, w każdym nas siedzi jakiś demon. Jest ich wiele, mają różne imiona. Strach, pieniądz, zemsta. Do koloru do wyboru. Wielu z nas podporządkowuje im swoje życie, inni z nimi walczą, ale są chwile, miejsca, w których po prostu wrzucamy na program instynkt i płyniemy. A on nas wtedy prowadzi.
- To komplement jak mniemam - uśmiecham się do niej szeroko. Bo ma rację. Nigdy nie chciałem być ofiarą, od najmłodszych lat pokazywano mi, że jest tylko jedna, słuszna droga. Jedyna warta osiągnięcia pozycja to drapieżnik, ten u szczytu łańcucha pokarmowego, który ma szansę na przeżycie. - Muszę jednak szczerze przyznać, że nie byłem dziś na polowaniu. - To nie ten dzień. Nie potrzebuję żadnego trofeum, nie chcę wrócić z kimś, kto ogrzeje moje łóżko albo komu pościel przesiąknie zapachem mnie i jednorazowej przygody. Ten wieczór dedykowany jest zapomnieniu. Wszystkie po prostu. Tego co mnie gnębi, tego co lubię, tego co chcę i czego nie chcę. Przychodząc tu pragnąłem chwili relaksu, rozszczepienia się duszy i ciała, najzwyklejszego zatracenia w szumie muzyki, tańcu świateł, tłumie spoconych ciał. Chciałem być wśród nich i jednocześnie udawać, że nie istnieję. Szło gładko, po mojej myśli, aż nagle dostałem więcej niż oczekiwałem.
Nie spodziewałem się przecież takiego miłego towarzystwa. Nie próbowałem nawet zatrzymać kogoś na dłuższą chwilę, wyraźnie niezainteresowany przydługą, bezsensowną rozmową. Tylko ona była inna. Intrygująca. Nienachalna, ale przy tym absorbująca w ten przyjemny sposób. Nie przeszkadzała, mile uzupełnia pustkę przy stoliku i chyba ona mogła powiedzieć o mnie to samo. Dobrze nam się rozmawiało, słowa ślizgały się bez specjalnej kurtuazji, łapiąc się i łącząc w zdania bez przymusu. W dodatku sprawiłem, że jej filigranowa sylwetka powoli zbliżała się w moją stronę, przez co nie mogłem powstrzymać delikatnego drgania kącików ust. Była inteligentna, nie musiałem więc dodawać nic więcej. Nawet w formie pytania.
- Tym bardziej wymagasz wiele jak na jedną chwilę - odpowiadam, przechylając lekko głowę. Takie spotkania nie mają reguł i zobowiązań. Są pewne niepisane zasady, ale to wszystko, czego można wymagać. Przecież nie chcemy zawrzeć jakiejś wielkiej przyjaźni, nie szukamy porywu serca. Tylko się zatracamy. - Wcale bym się nie zdziwił - parafrazuję jej wcześniejsze słowa, a odzywając się mam idealną okazję ukryć lekkie drżenie, jedyny ślady zdradzający fakt, że jej dotyk ma na mnie jakiś wpływ. Sam nie wiem czemu nie chcę jej dać tej satysfakcji. Może to ma związek z tym, co ona sama mówiła wcześniej? Że nie jestem zwierzyną, a z roli łowcy nie da się tak łatwo wyjść.
Nie odpowiadam. Zresztą nie zdążyłbym nawet, bo w ciągu jednego uderzenia rozgmeranego serca skraca dzielący nas dystans. Chyba powinienem mieć jakąś pierwszą myśl po tym jak jej usta dotknęły moich. Może to bardzo ważne, ale ja miałem tylko pustkę. Przyjemne oczyszczenie, szczere katharsis. Na te kilka sekund mogłem tylko smakować, tak jak ona angażując się, ale tylko trochę. Żadnych obietnic, żadnego odrzucenia, czysty, obdarty ze zbędnych emocji akt. I chyba czuję delikatne uczucie żalu, gdy się odsuwa. Jest panią sytuacji, ona dyktuje, kiedy to się zaczęło i kiedy skończyło, a ja jej tego nie zabraniam. Ten tylko raz.
- Nic - mówię cicho, a moje słowa wydają się niknąć niemal od razu w gwarze klubu. Przyglądam się jej twarzy, kiedy kończę swoją wodę. - Mam nadzieję, że nie zawiodłem twoich oczekiwań co do faktury. - Uśmiecham się drapieżnie wstając z krzesła, muskam jej dłoń swoją i znikam w tłumie.
Noc jeszcze młoda.

zt x2 :pwease:




Thank you, I'll say goodbye now though its the end of the world, don't blame yourself and if its true, I will surround you and give life to a world thats our own
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   15.10.16 10:50

/ z Dziurawego

Powinna pójść do domu. To byłoby najlepsze co mogłaby dla siebie zrobić. Picie alkoholu w jakimś barze wykraczało poza jej statusy szlacheckie aż nadto. Tylko, że ona te statusy ignorowała niemal przez całe swoje życie. I nie miała z tym najmniejszego problemu. Więc czemu miała się czuć teraz źle? Kiedy spojrzał na nią wyczekująco właśnie ta myśl pojawiła się w jej głowie. Czemu miała się tym przejmować? Uśmiechnęła się szeroko (bardziej przez płynący w jej żyłach alkohol niż przez poprawę humoru chociaż to spotkanie bardzo jej go poprawiło). Nie powinna się czuć źle przez to, że znalazła jakiś sposób na to by iść dalej. Nikt nie powiedział, że będzie prosty i klarowny pod każdym kątem. - Tylko jednego. - powiedziała znowu, ale tym razem bez jakiegokolwiek przekonania w głosie. Ubrała płaszcz. Poczuła uderzenie gorąca kiedy ponosiła się z krzesła. Tak to jest kiedy jedyne co robisz to pijesz i nie ruszasz się w ogóle z krzesła. Nie była w tym wprawiona. Oczywiście nie odmawiała sobie kieliszka wina, ale raczej stroniła od alkoholu. A już na pewno teraz kiedy zdiagnozowali u niej to świństwo. Taa… kolejny powód by się napić i o tym zapomnieć. Miejsce, które wybrał Rai było jej całkowicie obce. Nigdy tutaj nie była i szybko się domyśliła, że raczej przychodzi tu więcej mugoli niż czarodziejów. Tylko pod względem zabawy to nie różnili się oni przecież aż tak znacząco. Kiedy usiedli przy stoliku szybko sama zarządziła, że powinni czegoś się napić. Więc kupiła kolejną kolejkę ognistej i już po chwili siedzieli przy stoliku trzymając kieliszki w dłoniach. Zaśmiała się rozglądając się po pomieszczeniu i patrząc na tych wszystkich czerpiących z życia ludzi. To był przyjemny widok. Na pewno był przyjemny zważywszy na to, że ona była już w tym momencie całkiem całkiem przyjemna. - Dobra… - zaczęła. - Teraz wypijemy za coś najbardziej głupiego. - zarządziła. - Nie chce pić już za zdrowie, szczęście… blablabla… - uśmiechnęła się szeroko i pewnie jakby ktoś trzeźwym okiem porównał ją z tamtej chwili, a teraz… to by się bardzo, ale to bardzo zdziwił.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   15.10.16 12:44

Zabrał ją w najgłośniejsze, w najbardziej muzykalne i w najdziksze miejsce w samym centrum Londynu. I do tego centrum w City of London. Mogło być coś lepszego? Klub Swing 'n' Roll miał swoją dobrą sławę wśród mugoli, ale również i w braci czarodziejskiej. Bywał tutaj jako jeszcze nastolatek, a potem brygadzista. Po wyjeździe do Stanów Zjednoczonych wyglądało to nieco inaczej. Chociaż tam takie kluby były praktycznie na każdym kroku. Nie licząc Nowego Orleanu - to miasto składało się z samego, czystego jazzu. To mu się podobało w jego życiu, że zjeździł miejsca, gdzie większość ludzi z Anglii nie było i nigdy nie będzie. I mimo że było to związane z jego pracą, nie mógł powiedzieć, że nie sprawiało mu to przyjemności. Bo sam zawód funkcjonariusza magicznej policji był satysfakcjonujący, chociaż jak w każdym zdarzały się chwile zwątpienia. Jak na przykład to przeklęte referendum. Skrzywił się po drodze do klubu, wspominając tamten moment. Zaraz jednak o tym zapomniał, gdy uderzyło go gorące powietrze i zapach charakterystyczny dla podobnych miejsc. Podeszli wpierw do baru, by zamówić odpowiednie trunki mające utrzymać ich na nogach lub później nieco ten proces zaburzyć i odeszli kawałek dalej, przepychając się między tłumem ludzi. Raiden musiał w pewnym momencie wrócić, gdy Lynn została zakleszczona przez gromadę i zgubiła się po drodze. W końcu jednak znaleźli jakieś wolne miejsca. Uprzednio musieli sobie też poradzić z syfem na blacie, ale zgrabna kelnerka wybawiła ich z opresji.
- Możemy wypić za co chcesz. Ja piję ciągle za to samo - odparł, odwracając się na chwilę, by odprowadzić spojrzeniem uśmiechniętą do niego pracownicę lokalu. Zaraz jednak wrócił do Lucindy, która patrzyła na niego krzywo. - No co? - spytał, szczerze zdziwiony, ale zaraz wypił kolejkę i nie było czasu na pogadanki moralno-instruktażowe. Muzyka łupała mu w uszach, że prawie nie słyszał co mówiła jego towarzyszka. Ale nie było to ważne. Nagle wszystko ucichło, a głos w głośnikach zaczął:
- Panie i panowie. Jak co tydzień zaczynamy nasz całonocny konkurs śpiewu, w którym możecie uczestniczyć! Zapraszamy wszystkich odważnych na sprawdzenie się, a teraz jeszcze chwila i będziemy zaczynać.
Raiden uniósł brwi z zainteresowaniem i spojrzał wymownie na Lynn. Zaprzeczyła ruchem głowy, ale on z rosnącym uśmiechem zaczął potakiwać. Ooo, tak!




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   16.10.16 18:08

Jedno trzeba było mu przyznać. Potrafił zaskakiwać. Cały ten klub całkowicie odbiegał od miejsc jakie znała. I choć broniła się rękami i nogami (no dobra może tylko rękami) to chyba jej się to podobało. Chyba było jej tego trzeba. Nie wiedzieli o sobie właściwie nic, nie otaczali się tymi samymi ludźmi (tak przynajmniej jej się teraz wydawało), nie mieli wspólnych interesów. Po prostu dwójka ludzi, z całkowicie innymi sytuacjami spędzający razem pijacki wieczór. Kto wie może już więcej nigdy się nie spotkają, ale co z tego? Teraz chociaż na chwile zapomniała o tym wszystkim co się działo w jej życiu. I choć nie była pewna czy to zasługa jego szalonego pomysłu zabrania jej ze sobą do tego szalonego miejsca czy po prostu wypitego alkoholu, ale nie miała zamiaru się dłużej nad tym rozwodzić. - Bo Twój powód jest dobry… - powiedziała i uśmiechnęła się szeroko. Już się tak nie krzywiła kiedy alkohol przepływał przez jej przełyk wprowadzając ją w co raz to lepszy nastrój. - Ja wypiję za Ciebie – dodała wzruszając ramionami. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że właśnie wcześniej chciała wypić za najgłupszą rzecz na świecie. Parsknęła śmiechem. - Przepraszam. To czysty przypadek! Jak kobieta… szybko zmieniłam zdanie. - powiedziała z uśmiechem. Czasami mówiła za szybko i nie do końca myślała nad tym co mówi. A już na pewno nie po alkoholu, kiedy właściwie na niczym się nie skupiała. Widząc jak Rai odprowadza wzrokiem kelnerkę wywróciła oczami. Nic nie powiedziała i tylko pokręciła głową. Kiedy rozległ się głos zapowiadający konkurs śpiewu Lynn właśnie nalewała im do kieliszków ognistą. Nie znała Cartera. Nie wiedziała, że byłby do tego zdolny, a jednak jakaś część jej podpowiedziała, że tak właśnie może się stać. Zatrzymała się w połowie nalewania swojego kieliszka i spojrzała na mężczyznę. Pokręciła głową, ale chyba ani troszkę go tym nie przekonała. - Czy Ty.. - zaczęła, ale stwierdziła, że to bez sensu. Pokiwała głową odstawiając butelkę. - Idź, ale ja udaje, że mnie tutaj nie ma. - powiedziała uśmiechając się szeroko. Tak naprawdę nawet chciała to zobaczyć. Jeżeli miał zamiar iść i się zmierzyć to ona chętnie na to popatrzy. Przykryta płaszczem i schowana w najdalszym zakątku klubu.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   17.10.16 12:17

Raiden był specem od zaskakiwania, ale najlepsze było to, że nie robił tego umyślnie. Po prostu działał pod wpływem impulsu – bo tak chciał,, bo pasowało mu to do sytuacji, bo uważał, że to świetny pomysł. Teraz też nie było inaczej. Zapewne uznałby to za kolejny wyczyn, jeśli dowiedziałby się, że pije od godziny ze szlachcianką. Jednak nie zmieniłoby to jego nastawienia względem nowej towarzyszki. Uważał, że brakowało tym kobietom rozpoznania w takich niuansach nocnego życia jak chociażby wędrowanie z lokalu do lokalu. I to takiego, w którym nikt nie patrzy na stolik obok, bo jest zbyt zajęty dobrą zabawą przy swoim. Nie sądził, żeby w tych ich drogich restauracjach też tak było. Tam zapewne każdy zaglądał sobie w talerz i zamawiał jeszcze droższe danie, żeby tylko pokazać jakim to nie jest snobem. W klubie Swing ‘n’ Roll można było dostać namiastkę szalonego życia Nowego Orleanu z trąbkami, kontrabasem, tańcami, gdzie tylko się dało. Dali się ponieść magii tego miejsca, chociaż z czarodziejskim światem miało naprawdę mało wspólnego. Prócz gdzieniegdzie siedzącej klienteli. Ale równocześnie mogli być jedynymi gośćmi z różdżkami w płaszczach w całym lokalu.
- Byłaś w Meksyku?! – spytał ją, przekrzykując dodatkowo muzykę i ogólną wrzawę. – Kiedyś badaliśmy tam sprawę zaginięcia małego chłopca. Potem okazało się, że to był duch, ale mają tam genialne Święto Zmarłych!
Uśmiechnął się do niej szeroko i zamachał brwiami na słowa jej toastu.
- Czekaj! - krzyknął, łapiąc ją za rękę, żeby jeszcze nie piła kolejki. - Skoro pijemy za siebie to jest na to pewien sposób.
Podszedł do niej i stanął obok, po czym włożył rękę nad jej łokieć i skrzyżował je w taki sposób, by mieli szkła jeden przy drugim. Skinął jej głową i wypili w jednym momencie. Zaraz jednak też spojrzał na nią wymownie i nalał po jeszcze kolejce. Widząc jej zaskoczenie na pomysł ze śpiewaniem, uśmiechnął się ponownie i zaraz pognał do orkiestry, po czym wrócił, czekając na swoją kolejkę. Gdy skinęli na niego, wszedł na lekki podest. Mało ludzi na niego patrzyło, co było wyjątkowo zabawne, bo z piwem w dłoni i w wymiętej koszuli musiał wyglądać co najmniej interesująco. Dostał mikrofon i zaczęło się. Nieco szybsze Fever Little Williego Johna rozbrzmiało w klubie.
- Never know how much I love ya - zaśpiewał, wskazując palcem na jakąś dziewczynę, która stała gdzieś wśród tłumu, jednak na tyle blisko, by nawiązać kontakt. Zaśmiała się, ale nie odwróciła wzroku. Raiden puścił do niej oczko, a potem zaczął się bujać w rytm piosenki raz po raz pijąc swój alkohol. - When you kiss me fever when you hold me tight.
Wybór akurat tej piosenki był wręcz oczywistym wyborem. Wcześniejsze występy były słabe. Klienci klubu podrygiwali jakby co najmniej tam umierali i często policjant buczał na nich, co powodowało niezadowolenie i szturchanie od strony Lynn.
Zaśpiewał kolejny werset, wskazując na siedzącą w pierwszym rzędzie dziewczynę. - No one could love you the way I do - dodał, zeskakując ze sceny i nie przejmując się ciągnącym za nim kablem od mikrofonu, złapał ją, składając na jej ustach głęboki pocałunek. Wszyscy zaczęli wiwatować, jednak Carter szybko wrócił do na scenę, zostawiając nieco skołowaną pannę. Wydarł się w pewnym momencie i zaraz na powrót zajął się piwem.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   17.10.16 20:33

I ona też tak uważała! W ich szlacheckiej społeczności właśnie takiego czegoś brakowało. Możliwości poznania życia od każdej strony. Nie tylko tej szlacheckiej, ale przede wszystkim tej dla nich niedostępnej. Jednak większość arystokratów otaczało się murem, którego w żaden sposób nie dało się pokonać. Ten mur był zbudowany głównie z wielkiego ego i jeszcze większego przeświadczenia o wyższości nad innymi. Była z siebie dumna, że ją to omijało szerokim łukiem. Chociaż niosło to ze sobą wiele nieprzyjemności. Ale teraz nie był czas na myślenie o nieprzyjemnościach! Uśmiechnęła się szeroko słysząc jego pytanie. Pokiwała głową ze zrozumieniem. Dobrze wiedziała o czym mówi. Jej praca łączyła się bardzo mocno z podróżami, a poznanie kultur innych miejsc było to tylko wspaniałym dodatkiem do tego. I choć akurat z tym świętem wiązała się dość zabawna historia nie miała zamiaru jej opowiadać. Nie dlatego, że nie było to miejsce do dzielenia się wspomnieniami, ale dlatego, że to wszystko mogło ją tylko dodatkowo zdołować. To było chyba w tym wszystkim najgorsze. Nie mogła pamiętać. Spojrzała na niego zaskoczona, kiedy nie pozwolił jej wypić. I wybuchła śmiechem, kiedy starał się jej przedstawić jego sposób picia alkoholu. Coś nowego. Coś czego nigdy wcześniej nie widziała. - Nie rozumiem tego kompletnie, ale niech Ci będzie. - powiedziała i wzruszyła ramionami w geście kapitulacji. Wypiła szybko kieliszek i w sumie nawet nie zauważyła, kiedy mężczyzna polał im już następny. Kiedy pojawił się na scenie z mikrofonem w jednej dłoni i piwem w drugiej myślała, że to będzie największe zaskoczenie tego wieczoru. Ale nie! Sam sposób zachowania na scenie i te wszystkie dziewczyny wpatrzone w jego wykon jak w obrazek… to wszystko sprawiało, że Lynn nie mogła. Po prostu nie mogła przestać się śmiać. Kiedy pocałował siedząc w pierwszym rzędzie dziewczynę zakryła ręką oczy. Pomyślała sobie, że ta dziewczyna przez tydzień nie będzie mogła przestać się uśmiechać. Nic nie mogła poradzić na to, że atmosfera mocno się jej udzieliła. Blondynka zagwizdała głośno na palcach (tak, szlachcianki potrafią takie rzeczy), a później jeszcze zawyła. Całkiem dobrze mu to szło. Nawet za dobrze zważając na ich pijacki stan. Jakaś dziewczyna, która przechodziła właśnie obok niej spojrzała na Lynn spod przymrużonych oczu. Lucinda uniosła dłonie w geście bezradności. - Spokojnie… atakuj dziewczyno! - krzyknęła do niej, bo inaczej nie przekrzyczałaby śpiewów mężczyzny. Cała ta sytuacja naprawdę mocno ją rozbawiła i choć nie była pewna czy to przez alkohol w jej żyłach czy po prostu ogół tego spotkania… ze śmiechu bolał ją brzuch.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   19.10.16 20:50

Długo na scenie nie pobył sam. Ktoś rzucił mu kapelusz, który od razu wsadził sobie na głowę. W międzyczasie weszła do niego jedna z dziewczyn ze swoim alkoholem i zbliżyła się, by podebrać mu mikrofon. Dodatkowo również Carter przekazał jej nakrycie głowy, zajmując się swoim piwem.
- An' just believe in what my lips have to say. You give me fever! - wydarła się razem z Raidenem, który nawet nie zauważył, że jakaś kobieta zatkała sobie uszy, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Nikt się tym nie przejął, a śpiewający wykrzykiwali słowa refrenu z takim zaangażowaniem, jakby od tego zależało ich życie. Jakiś mężczyzna odszedł od sceny pośpiesznym krokiem, a za nim dreptał jego kolega, próbując udawać, że wcale stąd nie ucieka. Dziewczyna ściągnęła z głowy za duży kapelusz i zaczęła nim wymachiwać, kręcąc jednocześnie biodrami, aż w końcu straciła panowanie nad kapeluszem, który poleciał do góry, w stronę publiczności. - When you kiss me fever when you hold me tight.
Jeden z ostatnich wersetów zabrzmiał, a Raiden wykrzyknął, tak na wszelki wypadek, jakby wszyscy go jeszcze dostatecznie dobrze nie usłyszeli. Później skrzywił się lekko, gdy stojąc przy głośniku omal nie ogłuchł od śpiewu dziewczyny. Poczuł jakby włosy przekrzywiły się od siły, która wyleciała z maszyny, w chwili w której ta kończyła śpiewać piosenkę. Nieco zszokowany podszedł do niej i podniósł na rękach, równocześnie jakimś cudem pociągając ostatni łyki alkoholu.
- Oczywiście wszystko dedykuję Miss Pocahontas, która siedzi o tam!
W tym samym czasie snop światła padł na Lynn. Ale nie trwało to długo. Na koniec wszyscy zaczęli klaskać i gwizdać, chociaż musiało to wyglądać interesująco, gdy Raiden w pewnej chwili zwyczajnie zaczął schodzić ze sceny, zapominając, że trzyma kogoś na rękach. Gdy brunetka przylgnęła do niego rozradowana, podszedł do jakiegoś chłopaka i mu ją przekazał, po czym odszedł w stronę stołu, gdzie siedziała Lynn. Oczywiście zajęło mu to trochę czasu ze względu na to, że dość dużo kobiet ludzi go zatrzymywało i zagadywało. W drodze do blondynki działo się naprawdę wiele. W końcu jednak dotarł z szerokim uśmiechem.
- I jak się bawisz? - rzucił i nie czekając na odpowiedź, złapał puszkę piwa, jednak okazała się pusta.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   21.10.16 14:10

To był dla niej szok. Pozytywny szok. To co działo się na scenie, to co działo się pod sceną było dla Lynn całkowicie absurdalne. Nieprzyzwyczajona jednak do takiej atmosfery dosłownie chłonęła wszystko wzrokiem. To nie imało się do balów w jakich brała udział. Jedyne koncerty w jakich brała udział były w operze i choć uwielbiała je to teraz mogła zobaczyć jasną różnicę między zabawą, a umiłowaniem do sztuki. Bo to pokazało jak wiele energii ludzie trzymają w sobie i na jak wiele mogą sobie pozwolić na to by tę energię uwolnić. Obserwując wymachującą kapeluszem na scenie dziewczynę złapała się za głowę. Nie wyobrażała sobie jak można tak kręcić tyłkiem przy wszystkich i nie rozumiała jak ktoś może nazwać takie „widowisko” zabawą. Gdzieś w trakcie tego całego przedstawienia podeszła do niej kelnerka i postawiła przed nią kufel piwa. Lucinda pokręciła przecząco głową, bo przecież musiałaby zedrzeć gardło by ta ją usłyszała. Nie zamawiała żadnego alkoholu i kelnerka prawdopodobnie pomyliła stoliki. Wtedy ta wskazała jej na mężczyznę przy barze i blondynka domyśliła się, że to piwo jest od niego. Chociaż nie rozumiała dlaczego je dostała skinęła głową w podziękowaniu. Nie mogła przecież odmówić. W tym samym momencie ostatnie dźwięki piosenki rozbrzmiały w klubie, a potem fala braw rozniosła się po pomieszczeniu. Kto by się spodziewał, że spotkanie związane z pracą przemieni się w koncertowe szaleństwo. Upiła łyk piwa wzrokiem wypatrując gwiazdy wieczoru. Tak zdecydowanie był dzisiaj gwiazdą. Chyba pierwszy raz od wielu nawet nie miesięcy, a lat czuła jak jej policzki robią się rumiane. Od alkoholu, od śmiechu, od gorąca, które uderzało ją co chwile. Tłum przy scenie zaczął się rozrzedzać i wszyscy zaczęli wracać do swoich stolików. Uśmiechnęła się szeroko kiedy mężczyzna w końcu dotarł na swoje miejsce. Na jego pytanie parsknęła śmiechem. - Co to w ogóle było? - zapytała z rozbawieniem. - Ty zdecydowanie nie masz po kolei tutaj. - dodała wskazując palcem jego czoło. Oczywiście mówiła to wszystko z szerokim uśmiechem na ustach. - Jeszcze chwila i by Cię tam zjadły, zdajesz sobie z tego sprawę? - zapytała ciągle rozbawiona.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t3273-agent-carter#55386 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   21.10.16 21:32

Kilka chwil po Raidenie na scenę wszedł kolejny chętny, ale egzekutor prawa w ogóle na niego nie zwracał uwagi. Patrzył z szerokim uśmiechem na siedzącą naprzeciwko blondynkę, przy czym zagryzł wargę i przejechał językiem po ustach, czując, że powinien się czegoś napić. Jego spojrzenie oczywiście padło trzymane przez Lynn piwo, jednak poprosił kelnerkę o jeszcze dwie kolejki. Dla siebie i dla dziewczyny. Ta oczywiście przytaknęła i szybko poszła do baru po odpowiedni alkohol. W międzyczasie Carter odetchnął, słuchając słów towarzyszącej mu tej nocy znajomej od picia. Gdy prawie go stuknęła w czoło, parsknął ni to obrażony ni rozbawiony. Wraz z ostatnim zdaniem padającym z ust blondynki, do ich stolika wróciła kelnerka i postawiła przed nimi alkohol, po czym na odchodnym mrugnęła w stronę Raidena. Ten uniósł brwi w wyrazie zaskoczenia i szacunku, ale szybko zajął się zamówieniem. Przyciągnął szklaneczki do siebie z uśmiechem zwycięzcy i zapewne gdyby ktoś chciał mu je teraz odebrać, dostałby w twarz. Wyglądał jak dziecko z ostatnią zabawką stulecia. Czknął sobie, po czym wrócił do słów blondynki.
- Żadna z nich niestety już nie zajmie miejsca w moim sercu, bo zajmuje je ktoś inny. Za bobo! - rzucił i stuknął się szklanką z whiskey z piwem Lynn.
Długo nie zostali sami, gdy dołączyła do nich kolejna panna, patrząc wymownie na Cartera. Nie była brzydka, chociaż umysł przyszłego ojca, do tego nieco umorzonego alkoholem nie zwracała na to uwagi.
- Masz dzisiaj czas? - spytała, ignorując przy tym Lucindę.
- Przykro mi, kochanie. Dziecko na mnie czeka - odparł z uśmiechem, po czym dopili swoje kolejki z Lynn i rozeszli się w wesołych nastrojach. Raiden rzucił się twarzą na łóżko, gdy znalazł się w swojej sypialni i odleciał, śniąc o bobasach.

|zt x2




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Quinlan Runcorn
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4710-apocalypto https://www.morsmordre.net/t4828-poczta-runcorna#103570 https://www.morsmordre.net/t4806-quin-runcorn#103051 https://www.morsmordre.net/f326-portobello-road-117-4 https://www.morsmordre.net/t4827-skrytka-bankowa-nr-1214#103569 https://www.morsmordre.net/t4807-quin-runcorn#103053
Zawód : szpieg wiedźmiej straży
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
For every life you save, there's a million new ways to die
OPCM : 8
UROKI : 22
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   26.05.17 22:22

2 połowa kwietnia

Wszystko ulegało zmianie. A przynajmniej tak ludzie tłumaczyli sobie rzeczy, z którymi nie potrafili sobie poradzić. Owiec było wiele, ale rzadko kiedy trafiał się wilk pośród tego stada umiejący stawić czoła rzeczywistości. James Runcorn nigdy nie szedł na kompromisy i wbił to swojemu synowi, który adorował ojca, nawet jeśli ten na to nie zasługiwał. Quinlan wiedział dzięki temu, że mógł mieć wszystko, a w tej chwili chciał przerwać marazm. Nudził się. Patrzenie na twarze znudzonych życiem londyńczyków było dla niego niczym kula u nogi dla tonącego. Czego mógł się spodziewać po kraju, gdzie wszyscy mieli naturalną tendencję do wybrzydzania? Potrzebował świeżego oddechu. Czegoś co popchnie go dalej, kogoś kto będzie stanowił dla niego wyzwanie pod względem legilimencji. Był zbyt dumny, by się nudzić; by dopuszczać taką myśl do siebie. Od zawsze był kierowany by sięgać po to, czego pragnął, ale dopiero w późniejszych latach się tego nauczył. Gdy przestał być naiwnym chłopcem, którego teraz w sobie tak bardzo nienawidził. Gdyby mógł cofnąć czas, doceniłby każdą lekcję, którą dał mu ojciec i wyciągnął szybciej z nich wnioski. Nikt nie mógł tego zrobić niezależnie jak bardzo by tego pragnął. Było jednak w tej chwili coś innego czego chciał - musiał przyznać, że bardzo ciężko było znaleźć piękną kobietę, której umysł krył coś interesującego. A Quin lubił mieć te dwie rzeczy jednocześnie. Jeśli można było to powiedzieć w jego przypadku, miło zaskoczył się, gdy spotkał pewną norweską czarownicę w przeciągu swojego wyjazdu. Oczywiście nie znalazł się tam przypadkowo. Była naprawdę piękna i zjawiskowo błyskotliwa. Gdy się z nią kochał, wyłapał również wspomnienia, których szukał, chociaż były one jedynie dodatkiem. Musiał przyznać, że zrobiła na nim wrażenie. Nie było mu jednak żal, gdy wyrywał z niej obrazy swojej twarzy, pozostawiając jedynie odczucia związane z jego osobą. Dał jej jeszcze swój głos i zapach. Czy miała to uznać za dziwne wspomnienie, czy sen nie miało to znaczenia. Miało ją trawić rozchwianie nad tym dylematem, a przy okazji również i próby przypomnienia sobie schowanej za ścianą mgły twarzy kochanka. To było takie proste. Nie było łatwiejszego sposobu na kobietę prócz tego, że rozumiało się jej problemy i potrzeby. Jedna potrzebowała jedynie rozmowy, inna delikatnego dotyku, a tamta aktualnie chciała bliskości i chociażby udawanego uczucia, które myliła z miłością. Nikt nie mógł nikogo pokochać w jedną noc. Quin był pusty pod tym względem, chociaż nosił w sobie wspomnienia wielu ludzi związanych z tym uczuciem. Tych naiwnych jak i tych poważnych. I niezależnie czy wierzyli w miłość czy też nie, Runcorn wciąż pozostawał niewzruszony. Uwielbiał mimo wszystko wykradać te myśli z umysłów osób, wiedząc, że razem z tą czynnością, pozostawi ich zagubionych i zdezorientowanych. Pozbawionych czegoś ważnego. przypominał cień, który przysłaniał ludziom słońce, wpędzając ich w stan niepokoju. Można było powiedzieć, że wręcz pasożytował, żywiąc się myślami innych. Chciał teraz jednak czegoś innego. Rozrywki, którą miało mu zapewnić towarzystwo kogoś nietuzinkowego. Kogoś, kto sprawiłby, że Quinlan Runcorn zapomni o nudzie.




Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Powrót do góry Go down
 

Klub Swing 'n' Roll

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Jak założyć i utrzymać klub?
» Klub "Rocks"
» Klub Nocny - Night Crow
» Klub Nocny - Katedra Mokrej Elżbiety
» Klub "Inferno"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18