Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Klub Swing 'n' Roll

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Klub Swing 'n' Roll   27.09.15 0:36

First topic message reminder :

Klub Swing 'n' Roll

Typowo mugolski klub, jakich wiele w samym centrum City of London. Mugolski alkohol, mugolskie pary, mugolska muzyka - głównie swing i rock 'n' roll grane na żywo. Kłamstwem byłoby powiedzenie, że w powietrzu czuć magię - na pewno nie tą prawdziwą. Wielka sala podzielona jest na trzy części - barową, ze stolikami, gdzie można prowadzić swobodne dysputy przy żywej muzyce w tle oraz parkiet, gdzie w tańcu niejeden kawaler skradł serce wielu panien. Weekendami, podczas rock and rollowych wieczorów, można spotkać tu tłumy młodych osób, czasami i czarodziejów, zwykle mugolskiego pochodzenia lub półkrwi - może są ciekawi organizowanych tu dancingów, a może po prostu lubią to miejsce?


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   26.05.17 23:10

Nagle poczuła, iż jej partner zamierza ją obrócić. Przymykając lekko oczy pozwoliła mu sobą prowadzić, poddając się kolejnym ruchom podczas tańca. Czuła to charakterystyczne uczucie towarzyszące jej zawsze przy obrocie wokół własnej osi - dziwne podniecenie, ale i lekkość. Uwielbiała tą cześć tańca, nie potrafiła jednak wyjaśnić powodu tej małej sympatii ani emocji, jakie temu towarzyszyły. Może i nawet nie chciała, dodając tej małej czynności nieco innego wymiaru. Poczuła, jak pojedyncze kosmyki smagają ją po policzku, a ona, z wciąż przymkniętymi powiekami, wsłuchała się w dźwięki muzyki. Nie patrzyła na swojego partnera, dzisiaj nie miała ochoty a głębsze dysputy. Próbowała poszukać zapomnienia i o ile wielu zapewnia to dobry alkohol, tak jej pomagała sztuka, a w tym przypadku taniec i niezwykłe dźwięki połączone z niesamowitym śpiewem wokalistki. Nie bez powodu Belle już od dawna przykleiła temu miejscu metkę tego wyjątkowego, do którego zawsze przychodzi się z niemałą przyjemnością. Niejednokrotnie miała możliwość oddawać się swojej nowej pasji bądź rozmowie z innymi. Wiele razy zdarzało jej się po raz kolejny użyć aktorskich umiejętności, wzbogacając wieczory o nieco rozrywki lub coś dobrego. Zdarzało jej się bowiem trafiać na samotników cierpiących w ciszy, którym lubiła pomagać. Naturalnie nie wszystkim umiała, a i nie zawsze trafiała na podobnych. Dzisiaj nie rozglądała się za podobnymi - jej stan ducha prawdopodobnie nie pozwoliłby jej na niesienie pomocy. Wydarzenia ostatnich dni przygnębiły ją, a także podziałały swego rodzaju demotywująco. W dalszym ciągu nie mogła uwierzyć, iż ktoś mógł opacznie zrozumieć jej jak najbardziej dobre intencje. Na szczęście minął już ponad tydzień od tego, emocje nieco opadły. Nie miała już potrzeby ciągłego roztrząsania całej sprawy aczkolwiek zdawała sobie sprawę, iż musi do niej wrócić i rozwiązać swój problem. Dzisiaj jednak nie był na to czas. Nie miała zamiaru myśleć o tym, pozwalając muzyce ponieść się i wypełnić sobą jej myśli.
Kolejne kroki, kolejne obroty, a nawet uniesienia... Czuła, iż piosenka powoli się kończy, a jej partnerowi brakuje powoli sił. Nic dziwnego - przetańczył z nią trzy piosenki. Mogła jedynie domyślać się tego, co działo się w jego głowie. Ona jednak miała zamiar już po chwili oddalić się od niego, zniknąć w tłumie unikając głębszych kontaktów. Wsłuchała się w ostatnie dźwięki, powoli zwalniając tempa, by już po chwili miło skinąć głową i odwrócić się plecami w stronę partnera i ruszyć przed siebie. Na szczęście ten postanowił za nią nie podążać. Możliwe iż zniechęcił go fakt, że przez jakiś czas ignorowała jego spojrzenia bądź słowa. Nie chciała być niemiła, lecz jednocześnie pragnęła go jakoś spławić. Nie zrobiłaby tego z szerokim, milusim uśmiechem i słodkimi oczami, prawda?
Na chwilę przystanęła, rozglądając się dookoła. Miała wrażenie, iż ktoś się jej przygląda, lecz już po chwili stwierdziła, że musiała się pomylić. Jej wzrok nie napotkał oczu nikogo innego toteż ruszyła dalej, wolno idąc przed siebie. Kroki skierowała w stronę barowej części lokalu. Wzrokiem omiotła szybko salę, szukając najlepszego jej zdaniem miejsca. Szybko takowe znalazła w nieco bardziej pustej części - najwyraźniej większość osób postanowiła potańczyć. Belle usiadła na jednym z krzeseł przy barze, prosząc barmana o szklankę wody z limonką.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Quinlan Runcorn
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4710-apocalypto https://www.morsmordre.net/t4828-poczta-runcorna#103570 https://www.morsmordre.net/t4806-quin-runcorn#103051 https://www.morsmordre.net/f326-portobello-road-117-4 https://www.morsmordre.net/t4807-quin-runcorn#103053
szpieg wiedźmiej straży
28
Półkrwi
Kawaler
For every life you save, there's a million new ways to die
8
22
0
0
0
5
2
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   27.05.17 0:04

Nie chciał w tym momencie zabawki, chociaż cokolwiek by nie robił, ludzie udowodniali mu, że nie są niczym innym jak szmacianymi lalkami, czekającymi na swojego lalkarza, który pokieruje nimi zgodnie z własnym pragnieniem. Tak naprawdę Quin oczekiwał czegoś więcej. Nudziły go te same kobiety w tych samych miejscach i w tych samych schematach, chociaż mógł się znajdować w zupełnie innym państwie. To nie miało znaczenia. Czy we Francji, czy w Anglii... Jedno i to samo bydło, szara masa przelewająca się przez ulice wybrukowane kłamstwami, by chociaż na chwilę poczuć się wolnymi. Runcorn nie chciał uległości, chciał, żeby chociaż ktoś okazał się być godnym przeciwnikiem. I nie chodziło wcale o magiczne pojedynki, które były kompletną głupotą. Kto chciałby pokazywać swojemu wrogowi na co było go stać? Zupełnie jakby podpisywał na siebie wyrok śmierci lub zachęcał do wbicia mu noża w plecy. Quinlan chciał powiewu świeżości w tym dusznym mieście. Szukał ze świecą umysłu, osoby, która mogłaby przykuć jego uwagę, a przy tym stanowić wyzwanie i przyjemne rozsmakowywanie się w zakamarkach najgłębiej skrywanych myśli. Nie zamierzał poddawać się monotonii, bo zawsze dostawał to, czego chciał. Zamierzał to osiągnąć wszelkimi sposobami. Ciągnięty ciekawością lub impulsem człowieczeństwa, które jeszcze do końca się w nim nie zatarło, wszedł do lokalu skąd dochodziły śmiechy, muzyka i odgłosy upadających na podłogę szkieł. W tłumie łatwiej statystycznie było znaleźć kogoś, kogokolwiek kto w najmniejszym stopniu mógł być pożądanym obiektem. Kobiety zawsze były ciekawsze. Potrafiły zaskakiwać go swoim intelektem, przebiegłością, urodą, którą wykorzystywały przeciwko innym. Było jednak jedno ale. Gdy oddawały się w jego ręce, traciły na atrakcyjności. Ukazywały mu całe swoje wnętrze, a Quin wysysał z nich wszystko, co miały do zaoferowania. Któraś powiedziała mu kiedyś, że przypominał jej inkuba i pomimo, że czuła, że powinna się go wystrzegać, nie potrafiła. Runcorn jednak nie był żadnym mitologicznym stworzeniem, co jedynie wtrącało go w jeszcze większą pychę, ale nigdy się nie oszukiwał. Był człowiekiem, a to było jeszcze gorsze i sprawiało mu naprawdę wiele przyjemności.
Klucząc między rozgrzanymi i spoconymi od wysiłku ciałami tancerzy, skierował się w stronę baru, mając nadzieję, że właśnie stamtąd będzie miał całkiem dobry widok. I oczywiście zaleje gardło jakimś porządniejszym alkoholem, chociaż w takiej budzie ciężko było oczekiwać niesamowitych specjałów. Nie dostrzegł jej w pierwszym momencie, chociaż mógłby przysiąc, że trudno byłoby przejść obojętnie koło takiej postaci. Nie było to miejsce godne jego obecności, ale postanowił uczcić powrót do tego kraju i zabrać się za małe szperanie w głowach naiwnej, młodej czarownicy, którą łatwo można by oczarować. Nie chciał jednak by poszło mu zbyt prosto. Nie o to chodziło, a Quinlan lubił wyzwania. Szczególnie gdy miały tak piękną formę. Nie przyspieszył, a jedynie wolno szedł naprzód, nie odrywając od niej spojrzenia. Widział jak się odwróciła, profil młodej kobiety jaśniał pewnym niewinnym blaskiem, który trudno było przegapić. W milczeniu stanął koło niej, opierając się przedramionami na barze i usiadł, przypadkowo lekko dotykając jej ramię swoim. Zapach, który się od niej unosił, pobudzał męską wyobraźnię, a smukłe dłonie obejmujące szklankę przypominały najpiękniejszy marmur. Zauważył, że na jej czole jawiło się kilka malutkich kropel potu, które niedługo miały zniknąć. Wszystko to czyniło z niej naprawdę wyjątkowy okaz.
- Kobiety to okrutne stworzenia - mruknął pod nosem, sięgając do kieszeni po paczkę papierosów z francuską marką i dopiero gdy szukał zapalniczki, przeniósł wolno spojrzenie na swoją sąsiadkę:
- Po trzech tańcach zostawiłaś go bez słowa. To naprawdę okrutne.




Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   27.05.17 0:55

Chwilę trwała nieruchomo, czekając na swój trunek. Czuła, jak jej stopy lekko pulsują ze zmęczenia. Oprócz trzech tańców z jej ostatnim partnerem, miała za sobą jeszcze kilka innych, które znacznie ją wykończyły. Próbowała wolno oddychać, chcąc nieco uspokoić bijące szybko serce. Lubiła to uczucie, tak jak zresztą wszystko co dotyczyło tańca. Ponownie w myślach przywołała swój pierwszy kontakt z tą formą, praktykowaną przez mugoli. Było to coś tak zupełnie innego niż to, co spotykało się na spotkaniach szlacheckich, kalających metafizyczną istotę tańca, który uprawiała w podobnych klubach.
Podniosła nagle wzrok na barmana, który z uśmiechem podał jej zamówienie. Chwyciła z wdzięcznością szklankę, upijając mały łyk napoju. Nie lubiła pić w pośpiechu, chcąc powoli czerpać przyjemny smak z tego dość prostego napoju. Gdy postawiła szklankę na blacie, objęła ją dłońmi, czując przyjemny chłód. Patrząc przed siebie wsłuchiwała się w głosy dookoła niej, nie wyłapując jednak niczego konkretnego. Podziwiała tą swoistą symfonię dźwięków składającą się z głosów wszystkich osób siedzących w jej pobliżu. Każdy mówił o czym innym, a jednak wszystko razem tworzyło ciekawą całość. Dla niektórych podobne dźwięki były dość nieprzyjemne, definiowane jako hałas czy gwar. Ona jednak dostrzegała w tym coś więcej, czego nie potrafiła jednak sprecyzować. Za każdym razem gdy przebywała w tym miejscu próbowała jakoś opisać to, co ją otacza. Nazwać go w taki sposób, by nie miało to negatywnego brzmienia. Za każdym razem jednak jej się nie powodziło, a ona z uczuciem porażki przenosiła swoje myśli na nieco inną drogę. Tym razem jednak uczucie to nie pojawiło się, bowiem kobieta nagle została wyrwana z zamyślenia przez nagły dotyk siadającego obok mężczyzny. Nie przeniosła jednak na niego swojego spojrzenia, w dalszym ciągu wpatrując się w nieokreślony punkt przed sobą. Do jej nozdrzy doszedł jednak jego zapach, który szybko określiła jako dość przyjemny. Wtem do jej uszu doszły jego słowa, a ona powoli przeniosła na niego swoje spojrzenie. Uniosła lekko prawą brew, obserwując jego poczynania. Francuska marka papierosów nie uszła jej uwadze, póki co jednak postanowiła puścić to gdzieś w zakamarki swoich myśli. Skupiła się na kolejnych słowach, które wypowiadał. Szczególną uwagę zwróciła jednak na jego oczy czując, jak mimowolnie po jej plecach przebiega dziwny dreszcz. Uczucie jednocześnie przyjemne, jak i nie.
- A zatem mężczyźni to masochiści, skoro tak bardzo lubią z nami przebywać - odpowiedziała w końcu, przechylając głowę lekko w bok. Poczuła, jak pojedyncze kosmyki włosów wpadają jej w oczy. Lewą ręką odgarnęła je za ucho w dalszym ciągu przyglądając się mężczyźnie.
- Jestem pewna, że twe usta zdobyły wiele serc, a słowa z nich płynące wiele z nich złamało.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Quinlan Runcorn
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4710-apocalypto https://www.morsmordre.net/t4828-poczta-runcorna#103570 https://www.morsmordre.net/t4806-quin-runcorn#103051 https://www.morsmordre.net/f326-portobello-road-117-4 https://www.morsmordre.net/t4807-quin-runcorn#103053
szpieg wiedźmiej straży
28
Półkrwi
Kawaler
For every life you save, there's a million new ways to die
8
22
0
0
0
5
2
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   27.05.17 11:44

Wiele można było się nauczyć podczas roku na obczyźnie. Nawet jeśli było się kimś, kto twardo trwał przy swoich przekonaniach. Quinlan spotkał się z wielką dobrocią, rozpaczą, śmiercią i radością pomiędzy francuskimi obywatelami, którzy przypominali mu bardziej zagubione myszki, idące jedynie tam, gdzie znajdował się ser. Jedynym z jego głównych zadań była Yvonne - główna asystentka jednego z czołowych polityków w tamtejszym rządzie czarodziejów. Sam ją sobie wybrał, zanim wyjechał i przedstawił ogólnikowy plan działania swoim przełożonym. Ci o delikatniejszych żołądkach i uczuciach, stwierdzali, że więcej nie muszą wiedzieć. Argumenty za odszukaniem tej właśnie osoby przemawiały same za siebie i nie mogło być żadnych przeciwwskazań, by takowe zadanie skupić właśnie na niej. Szczególnie że okoliczności były idealne. Yvonne była czarownicą o czystej krwi, chociaż nie przeszkadzały jej podziały i była cichą zwolenniczką równouprawnienia. Nie miała dzieci, właśnie odszedł od niej mąż, który był jednym z paryskich graczy quidditcha. Od dawna im się nie układało, dlatego nie dziwne, że oznajmił jej, że odchodzi. Dodatkowo atrakcyjność młodej Francuski jedynie sprawiała, że to zadanie było o wiele milsze i ciekawsze od strony Quinlana, który upatrzył sobie asystentkę właśnie z tego powodu. A gdy znalazł resztę - była celem idealnym. Wiedźmia Straż miała jednak wątpliwości - czy Runcornowi nie przysłoni zadania właśnie ta kobiecość, którą sobie upodobał. Dużo można było o nim powiedzieć, ale to że nie zachwieje się nawet przez moment przy oznajmianiu Yvonne, że ją kocha było pewne bardziej niż słońce, które wschodziło codziennie na horyzoncie. Nie kochał jej. Nie poczuł wobec niej współczucia czy przywiązania przez dwanaście miesięcy, które spędzał tuż u jej boku. Praca, którą przynosiła do swojego mieszkania, była celem Runcorna. Listy, które musiała przepisać i wysłać, dokumenty. Ciężko było również trzymać jej język za zębami, gdy wypytywał ją o to, co działo się w robocie. Była tak naiwna... Taka zakochana... Mówiła mu wszystko, a on dzielił się tym ze swoimi przełożonymi bez drgnięcia chociażby jednego mięśnia mimicznego. Dzięki niej również załapał akcent typowy dla paryżan, co w przyszłości mogło mu zdecydowanie pomóc. A francuskie papierosy... Cóż. Nie zdążył kupić w przeciągu czasu od powrotu niczego angielskiego, a paczka majaczyła jeszcze w jego rzeczach. Yvonne była przeszłością, Wielka Brytania za to przyszłością na ten moment. W tej chwili liczyła się dla niego nie praca, a przyjemność z bytowania przy nowej osóbce. Przypadło mu do gustu to, że pomimo całego zaduchu wewnątrz klubu, ona wciąż pachniała równie orzeźwiająco co w pierwszym momencie. Uśmiechnął się na moment, charakterystycznie unosząc mocniej lewy kąt ust. Czy podświadomie czekał, aż wraz z otwarciem ust straci swój urok? Był przygotowany na podobną ewentualność, ale nic się takiego nie wydarzyło.
- Jedynie ci, którzy na coś liczą - odparł spokojnie. Śledził uważnie spojrzeniem chwilę, w której zza ucha opadł jej kosmyk włosów, który niczym w zwolnionym tempie dosięgnął jej oczu, ale zaraz odgarnęła je za ucho. Gra ciała była niezwykle zsynchronizowana z całą resztą, co pozwalało mu podejrzewać, że kobieta zdobędzie jego uwagę i to możliwe nie tylko na ten wieczór. - Tylko jeśli chcę to zrobić - dodał na koniec, pozwalając sobie na spojrzenie jej w oczy, by zobaczyć to, co widział tak często. Zainteresowanie przeradzające się z każdą chwilą w predyspozycję do dalszej rozmowy. - Twojego zapewne nawet nie można poruszyć, jednak twój pobyt tutaj daje nadzieję niektórym na niemożliwe.
Na chwilę umilkł, gdy podszedł do nich barman i spytał czy coś podać. Quinlan od zawsze miał słabość do dobrych win, których raczej się tutaj nie spodziewał. Postawił więc na whiskey, którego mu trochę brakowało podczas pobytu we Francji. Był okropnym snobem, ale nie zamierzał tego ukrywać. Wystarczyło poprzebywać z nim wtedy, gdy nie udawał kogoś innego, by się o tym dobitnie przekonać. Od razu zadeklarował, że zapłaci za kolejne zamówienia kobiety przy jego boku.
- Ce que femme veut, Dieu le veut - mruknął pod nosem, oferując jej papierosa, a później wyciągnął jednego dla siebie zębami z paczki i odpalił. Mrużąc oczy przy zaciągnięciu się dymem, patrzył wciąż na nią. Zupełnie jakby byli tam tylko oni.




Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   27.05.17 15:18

Postanowiła nie ukrywać zainteresowania osobą nieznajomego, a jedynie ją stonować, dzięki czemu w dalszym ciągu mogła sprawiać wrażenie nieco niedostępnej. Tego wieczoru taka właśnie była - rozmowa póki co toczyła się swoim wolnym tempem i chociaż wydawała się dość zachęcająca, to nie miała zamiaru wykorzystywać jej do nawiązywania jakichkolwiek znajomości. Ot zwykła wymiana zdań, po której będą mogli czuć niedosyt by ostatecznie jednak zapomnieć o swoim istnieniu. Zazwyczaj tak robiła, nie pragnęła żadnej głębszej relacji. Starała się omijać ich jak ogień w dalszym ciągu gdzieś w głębi serca czując niedawny zawód miłosny, który dodatkowo prawdopodobnie był spowodowany przez wpływy jej rodziny. W całej tej sytuacji najbardziej bolesna była niewiedza, uporczywie dająca o sobie znać. Z pewnością o wiele łatwiej byłoby się pogodzić z jego odejściem przez brak jakiegokolwiek głębszego uczucia. Podobne historie się przecież zdarzały i chociaż z pewnością by cierpiała, to w końcu udałoby się jej wyleczyć. Obecnie jednak nie miała pewności, czy powinna zapomnieć. Naiwnie wierzyła, że pomimo upływu lat znajoma twarz pojawi się na horyzoncie, a ona będzie mogła wówczas wrócić do przeszłości, zatapiając się w niej już na zawsze. Wiedziała, że jest zdolna do prawdziwie głębokiej miłości, lecz jednocześnie nie potrafiła jej na razie nikomu dać. A już z pewnością nie nieznajomym, mającym tak przeszywające spojrzenie. W obecności mężczyzny czuła się nieco dziwnie, bowiem ten zarówno ją interesował, jak i w jakiś dziwny sposób odpychał. Patrząc w jego oczy widziała w nich coś niepokojącego, co wywoływało dreszcze przebiegające po plecach. A jednak wciąż trwała na swoim miejscu, jako tako ignorując dziwne odczucia. Czasami trudno było jej uwierzyć we własną intuicję, karcąc się za zbyt bujną wyobraźnię.
- Cóż... ponoć nadzieja zawsze umiera ostatnia - odpowiedziała, podnosząc swoją szklankę do ust. Upiła łyk wody, przez chwilę rozkoszując się jej smakiem. W tym czasie barman obsłużył jej rozmówcę. Ona nie patrzyła w jego stronę, kolejny raz wsłuchując się w muzykę. Dopiero gdy ponownie pośród instrumentów i pięknego śpiewu pojawił się jego głos, przeniosła na niego wzrok. Nie zwykła palić papierosów, jedynie od czasu do czasu zdarzało jej się sięgnąć po jednego, stanowiącego małą odskocznię od rzeczywistości. Nie czuła pociągu w stosunku do nich, co pozwalało jej nie popaść w nieprzyjemne uzależnienie. Dzisiaj pozwoliła sobie sięgnąć po francuskie wyroby. Obserwowała jego dłoń gdy odpalał jej papierosa, by na chwilę mogła zaciągnąć się dymem. To było dość dziwne uczucie, jednocześnie drażniące i przyjemne. Trzymając papieros pomiędzy palcem wskazującym a środkowym lewej ręki, odsunęła go nieco od swojej twarzy, opierając lewą rękę o bar. Tym samym teraz siedziała przodem do nieznajomego, bokiem zaś do barmana.
- Francuski? - spytała, odnosząc się do wypowiedzianych przez niego słów. Nie znała języka inny niż angielski, chociaż w przeszłości pragnęła nauczyć się mowy Paryżan. Prawdopodobnie teraz gdyby ktoś zaproponowałby jej naukę, zgodziłaby się. Interesowało ją uczucie, jakiego można doświadczać podczas posługiwania się cudzym językiem w stopniu tak dobrym, jak swoim ojczystym.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Quinlan Runcorn
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4710-apocalypto https://www.morsmordre.net/t4828-poczta-runcorna#103570 https://www.morsmordre.net/t4806-quin-runcorn#103051 https://www.morsmordre.net/f326-portobello-road-117-4 https://www.morsmordre.net/t4807-quin-runcorn#103053
szpieg wiedźmiej straży
28
Półkrwi
Kawaler
For every life you save, there's a million new ways to die
8
22
0
0
0
5
2
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   27.05.17 16:08

To czy mieli się jeszcze spotkać w dużej mierze zależało od zainteresowania Quina jej osobą. Bo gdyby wydała się pusta i niewarta uwagi, potraktowałby ją właśnie w ten sposób. Jak dotąd podobało mu się to, co słyszał i widział. Jej osoba oddziaływała na wszystkiego jego zmysły i ciężko byłoby mu pozwolić sobie na wyrzucenie z pamięci kogoś takiego. Czy gdyby nie był dobry w tym co robił, nie mógłby z łatwością znaleźć jej ponownie? Takiej twarzy nie dało się ukryć, a na pewno nie przed kimś takim jak Runcorn. Dobrze, że się wstrzymywała. Czyniło to z niej o wiele atrakcyjniejszy obiekt niż gdyby z łatwością się podkładała, odbierając przy okazji tę przyjemność z wyzwania, które stanowiła. Nie znał jej historii, ale możliwe że za jakiś czas miał ją poznać. Z jej pomocą lub bez niej. Nie miało to dla niego żadnej wartości, szczególnie jeśli większość dziewczęcego życia stanowił miłosny zawód, bo spotykał się z tym tak często, że już przestał zapisywać to sobie w dzienniku, który stanowił dla niego cenną wiedzę o leglimencji i dokonaniach w tej dziedzinie. Szukał innych wspomnień. Takich które byłyby cenną zdobyczą wśród jego kolekcji. Niektóre z nich zostawiał, inne zabierał. Zależało od sytuacji i osoby, z którą miał do czynienia. Gdy się w nie zagłębiał, czuł dokładnie to wszystko, co dana osoba w tym momencie. Nie chciał dziewczęcych uniesień, bo zwyczajnie nie tego poszukiwał. Męczyło go wciąż przeżywanie tego na nowo. Co prawda tylko jeden raz usunął całkowicie podobne wspomnienie pewnej kobiecie, która przez całe swoje życie cierpiała z tego powodu. Nie miał pojęcia, dlaczego to zrobił. A przecież nigdy nie okazywał współczucia. Nad tą jedną jedyną się ulitował, dając jej szansę na coś nowego. Było to wiele lat temu, ale wciąż nie wiedział dlaczego to się wydarzyło. Mógł pozwolić jej trwać w nieszczęściu, a jednak postanowił inaczej. Przez większą część czasu gdy o tym rozmyślał, próbował się przekonać, że była to chwila słabości, ale sumienie, którego resztkę gdzieś posiadał, zaprzeczało. Chyba nigdy nie miał w końcu się zdecydować. Nie chciał jednak zaprzątać sobie w tej chwili tym głowy.
Gdy kobieta obok się odezwała, zaśmiał się na jej słowa dość szczerze nimi rozbawiony. Nie tylko w kontekście ich rozmowy, co doświadczeń, które posiadał w ciągu swojego dwudziestoośmioletniego życia. Od chwili w której zrozumiał, że ojciec nigdy nie spojrzy na niego z dumą, przez swoje pierwsze ofiary czytania w myślach do tego, co wyłapywał z przypadkowych umysłów czarodziejów, którzy sądzili, że świat jeszcze wyjdzie na prostą. Ludzie byli naiwni i nieznajoma trafiła w punkt swoim stwierdzeniem o nadziei. Nie odpowiedział już jej, czując, że wystarczająco wymienili się uwagami na ten temat. Zbyt długie dysputy o jednym nudziły nie tylko jego, ale również i każdego innego człowieka. Podobało mu się to, że wzięła papierosa. Nie palił ich bez przerwy, wiedząc, że to wcale nie dodaje mu uroku, jednak widok subtelnej osoby z takim dystyngowaniem pozwalającej mu na odpalenie jednego z nich było przyjemnością związaną z paleniem. W tym samym momencie w którym się do niego zwróciła, dostał szklankę ze swoim alkoholem. Przez moment jeździł palcami po mokrej powierzchni szkła i dopiero wtedy wziął pierwszy łyk, który rozpalił mu gardło przyjemną goryczą.
- Bardzo dobrze - odpowiedział, skinąwszy lekko głową. - W wolnym tłumaczeniu Czego chce kobieta, tego chce i Bóg. Paryżanki niezbyt przepadają za tym powiedzeniem. Byłaś kiedyś we Francji? - spytał ostrożnie, przejeżdżając wolną dłonią we włosach i przekręcając się na siedzeniu przodem do dziewczyny.




Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   27.05.17 17:06

Nie mówili zbyt wiele, ich konwersacja ograniczała się jedynie do krótkiej wymiany zdań. Jakże jednak była ona treściwa. Każde słowo, które padło, wydawało się być nieprzypadkowe. Dobierali je z rozwagą, budując klimat całego spotkania i nadając mu niepowtarzalny charakter. Belle się to podobało i to w takim stopniu, iż postanowiła podjąć próbę opisania spotkania w domu. Robiła tak od czasu do czasu, tworząc tym samym swego rodzaju pamiętnik, w którym jednak nie zawierała swoich myśli. Starała się zawrzeć w nim kunsztowny opis najciekawszych momentów z jej życia, starając skupić się nie tylko na przeżyciach, lecz także i opisach. Pozwalało jej to ćwiczyć umiejętności, a przy tym stworzyć coś niebanalnego. Od czasu do czasu pojawiała się również nieśmiała myśl, aby po odpowiednim przeredagowaniu, wydać książkę w takiej właśnie formie i z taką właśnie treścią. Była wszak pisarką, która jednak do tej pory nie opublikowała żadnego ze swoich dzieł. Powody były różne - nie była do końca pewna ich wartości, a i praktycznie niczego nie udało jej się dokończyć. Przechowywała więc dużą ilość rozpoczętych powieści bez końca, bo to właśnie zakończenie stanowiło największy problem. Zawsze pojawiało się wiele możliwości, a każdy wybór miał swoje konsekwencje. Podobnie zresztą było w prawdziwym życiu aczkolwiek kobieta nigdy nie czuła się, jakby żyła prawdziwie. Wolała myśleć o sobie jak o bohaterce czyjejś książki czy przedstawienia. A może nawet i bohaterach? Wszak była kobietą o wielu twarzach i już nie raz posiadała wiele imion.
Wpatrywała się w mężczyznę, słuchając jego słów pomieszanych z dźwiękiem saksofonu z sąsiedniej sali. Na chwilę odwróciła wzrok, by spojrzeć w tamtą stronę. Dostrzegła tańczące pary i chociaż muzyka wydawała się wręcz zapraszać na parkiet, została na miejscu odnajdując przyjemność w toczącej się właśnie rozmowie. Jej wzrok ponownie padł na jego twarz.
- Nie miałam tej przyjemności - odpowiedziała. - Jak rozumiem ty tam byłeś i to dość niedawno.
Po tych słowach krótko zaciągnęła się dymem ze swojego papierosa.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Quinlan Runcorn
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4710-apocalypto https://www.morsmordre.net/t4828-poczta-runcorna#103570 https://www.morsmordre.net/t4806-quin-runcorn#103051 https://www.morsmordre.net/f326-portobello-road-117-4 https://www.morsmordre.net/t4807-quin-runcorn#103053
szpieg wiedźmiej straży
28
Półkrwi
Kawaler
For every life you save, there's a million new ways to die
8
22
0
0
0
5
2
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   30.05.17 20:31

Wszystko w Londynie było takie samo jak tam. Ludzie też spieszyli się do pracy, młodzi szaleli wieczorami i w weekendy, starsi mieli swoje zajęcia powtarzane monotonnie do znudzenia. Każdy kraj mógłby być równie dobrze jednością. Widoczne były oczywiście zmiany kulturowe czy temperament, ale potrzeby były identyczne. Tak łatwo było odczytać zamiary człowieka lub jego wnętrze. Myśli... Tak łatwo wślizgiwać się właśnie tam, gdzie rzekomo nikt nie ma dostępu. Mugole zawsze zachowywali się tak inaczej, gdy czuli go w swojej głowie. Nie mieli pojęcia, że wykradał im myśli i brali to za uczucie bycia obserwowanym. Niektórzy tak przytępieni przez alkohol nawet tego nie zauważali. Piękna sztuczka i umiejętność, którą opanował nie z małym bólem przynosiła tak wiele efektów. Początkowo ciężko było mu rozróżnić jednak co było jego wspomnieniem, a co przeszłością innego człowieka. Niekiedy nawiedzały go dziwne sny - tak boleśnie rzeczywiste i nieprzeniknione. Czasem nawet jakieś obrazy skakały mu przed oczami na jawie jak urywki poklatkowe filmu. Czuł wszystko, co działo się w tamtym momencie, ale musiały minąć jeszcze lata nim zagłuszył krzyki wspomnień innych ludzi. Próbowały wgryzać się w jego przeszłość, przez co naprawdę ciężko było powiedzieć czy przeżył to w realnym świecie, czy był to jakiś urywek czyjegoś innego życia. Mężczyzna, który był jego dziadkiem pomógł mu uspokoić wzburzone wewnętrzne morze. Nie zagrabił sobie tym żadnych pozytywnych uczuć od wnuka, ale na pewno pozostało jedno - szacunek, suchy szacunek pozbawiony jakichkolwiek pokładów rodzinnej miłości. Quin jednak pod żadnym pozorem nie miał zamiaru zdradzać innym, co potrafił lub jeszcze ich uczyć. To było niedorzeczne. Właśnie w tej wiedzy, którą posiadał, a oni w niewiedzy tkwiła jego przewaga i siła. Jak bardzo straciłby na wartości, gdyby nie potrafił dokonać tego, czego inni nie mogli? Czy byłby wysyłany na ważne zadania z umiejętnościami przeciętnego pracownika najniższego stopnia? Nie różniłby się niczym od szarego obywatela. Runcorn nienawidził bycia zwyczajnym. Bał się tego prawie w równym stopniu, co przejęcia nad nim kontroli umysłowej. Nie. Był stworzony do większych rzeczy i tego zamierzał się trzymać. Zdał sobie sprawę, że patrzył przed siebie, a jego towarzyszka zadała mu pytanie. Spojrzał na nią powoli, analizując w głowie to, co powiedziała.
- Wróciłem parę dni temu - odparł bardzo zwięźle, nie zamierzając wdawać się w szczegóły. - Nie mówiłbym o przyjemności, chociaż siedząc w Anglii zapewne każdy wyjazd można za nią uznać. Nie mniej bardziej byś pasowała do francuskich krajobrazów.
Mógłby się spróbować wkraść do jej umysłu. Mógłby zrobić naprawdę bardzo wiele, jednak nie chciał jeszcze sobie psuć zabawy. Czy rozsmakowywanie się w mieszaniu w ludzkich myślach mogło być przyjemnym spełnieniem, gdyby nie początkowy wstęp? Osaczanie i usypianie czujności było częścią cyklu, który właśnie się rozpoczął.
- Podróżowałaś kiedyś inaczej niż wyobrażeniami? - spytał po dłuższej chwili, wpatrując się przez moment w jej oczy.




Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   01.06.17 21:53

Belle nie miała okazji wyjechać poza granice Wielkiej Brytanii. Matka nigdy nie kwapiła się do żadnych wypraw, ojciec zaś nie miał czasu na podobne przyjemności. Jej wiedza ograniczała się zatem do książek, atlasów czy opowieści innych, mogąc sobie jedynie wyobrazić miejsca, w których nigdy nie była i mając nadzieję, że kiedyś będzie miała okazję je odwiedzić. Najtrudniej było jej jednak odmawiać, bowiem kilka razy otrzymywała propozycję towarzyszenia komuś w wyjeździe, jednakże matka nigdy jej nie pozwoliła. Powodem była ciągła chęć kontrolowania córki, a w szczególności było to widoczne w okresie jej buntu, a więc jeszcze w latach szkolnych. Później nastąpiło wyciszenie, a po nim pozorna akceptacja. Prawdopodobnie jedynym sposobem na uwolnienie się od matki jest zamążpójście, a zatem wydawać by się mogło, iż Belle jest skazana na ciągłe trzymanie w klatce. Póki co bowiem jedyna partia jaka może jej się trafić, to ktoś znalezione przez jej rodzicielkę, a zatem z pewnością nikt, kto by ją uszczęśliwił. A przynajmniej tak o tym myślała. Niejednokrotnie zatem zdarzało jej się z zazdrością patrzeć na osoby o niższym statusie krwi czy osoby szczęśliwe w swoim związku, jak chociażby Lorraine. Ona nigdy nie mogła zakosztować prawdziwej wolności, bowiem ta w szkole, którą na szczęście potrafiła się cieszyć, również nie było tą wolnością, której pragnęła. Można to uznać jedynie za namiastkę niewystarczającą dla kogoś, kto od zawsze trzymany był pod kloszem. Zresztą teraz też mogła się cieszyć jedynie odrobiną swobody, która przejawiała się chociażby w wyjściach do takich miejsc. To jednak była jej malutka tajemnica, bowiem matka z pewnością nie chciałaby widzieć córki w podobnych lokalach, a już w szczególności nie tańczącą z obcymi osobami, co już samo w sobie było czymś niedopuszczalnym. Belle nie należała do panienek rzucających się w ramiona każdemu, nie postrzegała swoich wypadów tak, jak niektórzy mogli. Podczas gdy jedni nazwali by to wręcz wyuzdaniem, ona zdefiniowałaby to jako coś zwykłego, jako swego rodzaju sztukę. Nigdy też nie pozwalała nikomu na więcej niż było trzeba, co zniszczyło kilka z pewnością nieprzyjemnych wizji.
Kiwnęła głową, słysząc jego odpowiedź. Pomimo iż świat jest pełen niespodzianek, to nie spodziewała się innej odpowiedzi. Paczka papierosów na to wskazywała, więc wydawało się to wręcz oczywiste.
- Nie, ale uważam, iż podróże wyobraźnią również mogą być ... fascynujące - odpowiedziała. - Wszystko może być, jeśli się ma wystarczająco dużo fantazji.
Belle nie widziała swojego życia bez imaginacji, która była niejako jej sposobem na życie. W ten sposób radziła sobie z życiem i rzeczywistością, kolorując wszystko dookoła z pomocą nieistniejących rzeczy czy wydarzeń. W ten sposób też pomagała ludziom, co dla wielu mogło być dość śmiesznym stwierdzeniem. Tak jednak w istocie było. Na świecie jest wielu samotników, łaknących kontaktu z drugą osobą czy po prostu kogoś, kto będzie do niego mówił. Pracując w Mungu Belle mogła zapewnić innym towarzystwo, a przy tym dać upust swojej wyobraźni. Stworzyć nowe światy i opowieści bądź po prostu posiedzieć by druga osoba wiedziała, że nie jest sama. Że ktoś jej towarzyszy. Naturalnie kilkakrotnie spotkała się z zaskoczeniem, bowiem to czym się zajmowała było czymś stosunkowo nowym, lecz ludzie szybko rozumieli. Cattermole zaś miała ogromną satysfakcję i przyjemność. Jej zawód nie miał praktycznie żadnych wad oprócz jednej - utraty pacjenta. Na szczęście czasami ci po prostu wychodzili do domów po skończonej chorobie, by móc dalej prowadzić swoje życie w dawny sposób. Były jednak też takie osoby, którym pisana była już tylko śmierć, a gdy do takowej dochodziło, kobieta długo rozpamiętywała znajomą twarz. Na jej nieszczęście miała do nich pamięć, a jeszcze lepiej pamiętała ich głosy, które niejednokrotnie prześladowały ją w snach czy w momentach zamyślenia. Nie było to łatwe poradzić sobie z odejściem kogokolwiek szczególnie, gdy było się osobą niezwykle wrażliwą. Życie jednak toczy się dalej, a przynajmniej tak wszyscy mówią.
- Co myślisz o tańcu? - spytała nagle mężczyznę, ponownie zaciągając się dymem z papierosa. Po tym zgasiła go w stojącej niedaleko popielniczce chociaż nie dopaliła go do końca. Zawsze tak robiła.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Quinlan Runcorn
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4710-apocalypto https://www.morsmordre.net/t4828-poczta-runcorna#103570 https://www.morsmordre.net/t4806-quin-runcorn#103051 https://www.morsmordre.net/f326-portobello-road-117-4 https://www.morsmordre.net/t4807-quin-runcorn#103053
szpieg wiedźmiej straży
28
Półkrwi
Kawaler
For every life you save, there's a million new ways to die
8
22
0
0
0
5
2
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   10.06.17 22:44

Nigdy nie rozumiał tych zaściankowych tradycji, w których kobieta musiała wyjść za mąż w określonym wieku. Później wiadomo że robiła się sucha i nie było z niej żadnego pożytku prócz wpatrywania się w marszczącą się skórę, obwisłe ręce i szare, pozbawione dawnego piękna oczy. Trzeba było jednak przyznać, że owe przedstawicielki płci przeciwne były najczęściej o wiele ciekawsze od niewinnych, szukających miłości serduszek panienek bez doświadczenia i bez jakichkolwiek przeżyć, które warto by im odebrać. Jakim sukcesem było zgarnięcie czyjejś nieskalaności, skoro tego właśnie ów młoda dziewczyna chciała? Wyzwaniem właśnie było dostać się do umysłu takiej, która tego nie chciała. Wyższa półka z większymi zagadkami, kryjącymi się w pamięci takiej osoby były czymś jak krew na rekina. Quin zdawał się wyczuwać takie rzeczy na dalekie odległości i trafiać na swoje ofiary w najlepszym dla siebie momencie. Na pewno sporym atutem byla w tym wypadku jego praca, która pozwalała mu szybciej znajdować informacje dotyczących interesujących go osób. Najczęściej wybierał kobiety z mugolskim pochodzeniem i należącego do tego świata. Nikt przecież nie mógł mu udowodnić tego, co robił, ani go złapać. Bo niemagiczni ludzie mieli coś tak wspaniałego jak amnezja. Nie dopuszczali do siebie myśli o celowym usubnięciu jakiegos wspomnienia. W dodatku działał na bardzo sporym terenie, dlatego znalezienie odpowiedzialnego za to człowieka było praktycznie niemożliwością. Przyjemnie było myśleć, że było się panem czyich wspomnień, a przy okazji miało się pewność, że ta osoba nie pamiętała sprawcy. Cudowny, magiczny świat dawał tyle możliwości... Starczyło po nie sięgnąć, by otrzymać to, czego się tak pragnęło.
Przyjrzał się siedzącej obok dziewczynie i słuchał słów padających z jej ust. Pozwolił, by zostały one bez odpowiedzi, podkreślając to, co powiedziała. Quin wiedział kiedy miał się odezwać, a kiedy zdecydowanie przemilczeć niektóre momenty. Bezkompromisowo należał do grona osób, które lubowały się właśnie w ciszy zamiast paplanaiu na prawo i lewo, byle tylko utrzymać uwagę rozmówcy. Wierzył w to, że człowieka można przy sobie zatrzymać samym spojrzeniem. Milczenie bywało często przekazem, ale przekazem wieloznacznym. Unikając rozmowy w świadomy sposób, trzeba było się z tym liczyć i dla ograniczenia wieloznaczności dookreślić milczenie dodatkowymi niesłownymi znakami. W jego przypadku było to bardzo proste, bo posiadając legilimencję mógł wpływać na umysły innych ludzi, a przy okazji również i ich zachowanie. Przez chwilę pozwolił sobie wślizgnąć się do umysłu stojącego niedaleko mężczyzny, który był w oddali za plecami jego towarzyszki. Quin momentalnie dostrzegł jak tamten złapał się za głowę i zaczął rozglądać. Uśmiechnął się pod nosem w charakterystyczny dla siebie sposób i obrócił przodem do baru, gasząc papierosa i opierając się lewym przedramieniem na drewnie. Quin podniósł szlankę z alkoholem do ust, by poczuć ten dobrze znany sobie smak. Przez dobrą chwilę w ogóle nie patrzył na dziewczynę obok, ale nie miało to znaczenia. Bez czytania jej myśli wiedział, że nie zamierzała odchodzić. A przynajmniej jeszcze nie teraz, co wprawiało go w dobry nastrój i łechtało ego. Przeniósł na nią uwagę dopiero wtedy, gdy ponownie się odezwała.
- Najgorszy błąd, jaki może popełnić tancerz, to myślenie. A ja nie zamierzam przestawać - odparł, kierując spojrzenie na parkiet, gdzie kotłowały się między sobą pary najróżniejszej maści. Zapewne było tu paru czarodziejów, ale był to typowy mugolski klub co naturalnie było równoznaczne z przeważającą ich częścią. Zerknął na dziewczynę, wiedząc, że odpychanie i przyciąganie było jego spcjalnością. - Ale podobno taniec jest jedną z najdoskonalszych form kontaktu z nieskończonym artyzmem - mruknął, patrząc jej prosto w oczy dłużej niż zwykle.




Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   11.06.17 21:08

Belle swego czasu zazdrościła osobom, którzy wychowali się w świecie mugoli. Jednym z głównych powodów był brak powiązań z rodami krwi szlachetnej, a drugim sposób ich patrzenia na świat magiczny. Czasami zwykła czytać książki stworzone przez niemagicznych, a ci zwykli pisać o świecie fantastycznym, który nie istniał. Miała wrażenie, że chociaż stworzony przez autora świat jej się podobał, to nie odbierała go we właściwy sposób. Powodem było wychowanie w świecie, gdzie zaklęcia i eliksiry były na porządku dziennym. Nie do końca rozumiała zachwytu nad trollami czy jednorożcami, które również nie były czymś wyimaginowanym. Zupełnie inaczej zaś podchodziła do tego osoba, która przez przynajmniej jedenaście lat żyła myśląc, że magia nie istnieje. Tego Belle nie potrafiła - w pełni zrozumieć tego punktu widzenia, chociaż często próbowała. Widząc rzeczy fantastyczne, niejednokrotnie stanowiące część jej normalności, próbowała patrzeć na nie w mugolski sposób tłumacząc je w ich sposób bądź patrzeć na to jako coś, co nie ma racji bytu. Na próżno. Nie potrafiła, ale za to umiała znaleźć rzeczy, które nie wydawały się jej być czymś dobrym w magicznym świecie. Jedną z nich wydawała się leglimencja - okrutna zdolność czytania myśli, które przecież powinny być tylko nasze. Należały do nas, stanowiły część naszej duszy, w której kryły się najbardziej skrywane sekrety. Myśl, że ktoś mógłby to wszystko odczytać albo, co gorsza, ukraść jej, często napawała ją grozą. Dlatego też jedną z wielu rzeczy, których sobie szczerze życzyła było szczęście, które pozwoli jej omijać leglimentów szerokim łukiem. Niestety, ostatnimi czasy los odwrócił się od niej, rzucając jej pod nogi kłody. Zaczynała obawiać się, że ostatnie wydarzenia to jedynie początek złego.
Oczekując jego słów wiedziała, że przez nie może się wiele dowiedzieć. I nie zawiodła się, a przynajmniej nie w pełni. Poczuła jednak rosnące zaciekawienie siedzącą przed nią osobą i ukłucie żalu, iż to spotkanie ma być ich jedynym. To jednocześnie jednak nadawało ich rozmowie nieopisanego charakteru, który niezmiernie jej odpowiadał. Lewy kącik jej ust uniósł się lekko ku górze. Przechyliła głowę w prawą stronę.
- Podobno? Czyżbyś nigdy nie przekonał się na własnej skórze? - spytała, patrząc mu prosto w oczy.
Nie była dzisiaj w pełni sobą, a przynajmniej nie tą Belle, która codziennie wchodzi do Mungu by opowiadać bajki. Była bardziej odważną wersją siebie, rozmawiającą w sposób, któremu towarzyszyły gesty inne niż na co dzień. Możliwe, że odpowiedziałaby identycznie, lecz mimika czy zwykły ruch ręką różniły się od tego, który wykonywała w zwykłym miejscu. A skoro zazwyczaj kontrolowała ruchy i dopasowywała do sytuacji to czyż nie oznacza to, że zawsze grała? Wszak była aktorką, a tym nie należy ufać czy mówić o ich prawdziwej postaci.
- Po twojej odpowiedzi można wnioskować, że lubisz twardo stąpać po ziemi. Że nie umiesz na chwilę sobie odpuścić i dać ponieść się fantazji czy zapomnieniu, by trwać w błogiej nieświadomości gdzieś pomiędzy własnymi myślami...
Mówiąc to ponownie założyła kosmyk włosów za ucho, przeczesując go palcami.




Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Quinlan Runcorn
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4710-apocalypto https://www.morsmordre.net/t4828-poczta-runcorna#103570 https://www.morsmordre.net/t4806-quin-runcorn#103051 https://www.morsmordre.net/f326-portobello-road-117-4 https://www.morsmordre.net/t4807-quin-runcorn#103053
szpieg wiedźmiej straży
28
Półkrwi
Kawaler
For every life you save, there's a million new ways to die
8
22
0
0
0
5
2
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   11.06.17 21:41

Quin nigdy nie zrezygnowałby z magii. Utraty kontroli nad tym co się działo dookoła niego nie bał się tak bardzo jak kontroli nad własnym umysłem. A czy właśnie gdyby nie posiadał pewnego czynnika odpowiadającego za magię w jego żyłach, nie byłby wystawiony na podobne działania? Byłbhy bezbronnym, szarym człowiekiem bez żadnym umiejętności i zdolności do obrony. Może i zostałby mu jego spryt i przebiegłość czy zdolność do kłamstwa, ale co z tego skoro tak wiele rzeczy nie mógłby robić? Posiadając rzadkie wśród czarodziejów zdolności wyróżniał się jednak, nie przyciągając przy tym zbytniej uwagi. Może i prawda była taka, że żył głównie wspomnieniami innych ludzi, którym odbierał pewną prywatność i wykradał ich przeszłość, ale czy nie taki był świat? Czy Runcorn nie był ucieleśnieniem rzeczywistości? Okrutny, brutalny, bezkompromisowy złodziej wszystkiego, co było ludziom cenne. Nie pytał nikogo o zdanie tylko wchodził w ich życie tak niespodziewanie. Czasem jako przyjaciel, kochanek albo po prostu zwyczajny mężczyzna poznany w barze. Przypadek, zrządzenie losu, ironia życia? Trudno było nazwać tryb życia i wybieranie sobie swoich ofiar przez Quina. Musiały to być osoby nietuzinkowe, kobiety, które przyciągały każdym zmysłem i nie pozwalały zbić dobrego wrażenia. Właśnie tego potrzebował. Właśnie tego szukał. Nowych doświadczeń, które uzależniały bardziej niż najlepszy narkotyk. Bo przeszłość była wiedzą. A wiedza była siłą. Ojciec doskonale go nauczył, co to oznacza. Nie wiedział, co krył umysł kobiety naprzeciw. Ale miała rację. To był dopiero początek.
Quinowi nie uciekał żaden szczegół. Od lekko rozchylonych ust siedzącej Ananke, która jak jej grecka imienniczka sprawiała, że Runcorn czuł w sobie bezwzględną nieuchronność w poznaniu i dowiedzeniu się o niej czegoś więcej, po iskierki zaciekawienia w jej oczach. Nie trudno byłoby mu ją ponownie odnaleźć, co niebywale go satysfakcjonowało.
- Niczego nie żałuję - odparł, nie spuszczając spojrzenia, równocześnie nie pozwalając zbić się z tropu. Tańczył, ale odkrył, że żaden z niego artysta i wolał być tym, który zawsze stoi w cieniu, unikając nachalnych spojrzeń. Taką właśnie miał pracę i taki charakter. Obserwował zamiast dawać się zauważyć. Musiał przyznać, że odpowiedź, którą mu podarowała była całkiem trafna. Czyżby ktoś nie potrzebował oklumencji, by odczytać wnętrze innych? Uśmiechnął się, pozwalając jej poczuć odrobinę zwycięstwa. Gdyby jednak chciał, specjalnie dla niej zagrałby największego pasjonatę fantazji, jakiego tylko mogła sobie wymarzyć. Dzisiaj jednak nie zamierzał grać, aż na takim poziomie. Chciał spędzić przyjemny wieczór. Nie uszedł mu uwadze ten gest zakładania kosmyka za ucho. Musiała wiedzieć, że to działało. Przysunął się do niej bliżej, by nachylić się nad nią i wymruczeć to, co myślał. - Kurczowo czepiamy się naszych fantazji, dopóki cena wiary w nie nie okaże się zbyt wysoka - odparł i wyprostował się. Przedtem jednak niby to przypadkiem zahaczył nosem o płatek jej ucha, dając się rozkoszować tą chwilą. - Nie stać mnie na takie koszta. Ty jednak czujesz się w tym doskonale jak mnieman - powiedział, zanim wziął do ust kolejny łyk swojego alkoholu i odwrócił się, by spojrzeć na tańczących.




Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Powrót do góry Go down
Belle Cattermole
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4436-belle-cattermole https://www.morsmordre.net/t4476-bilbo https://www.morsmordre.net/t4475-zapraszamy-na-przedstawienie https://www.morsmordre.net/f132-heather-avenue-21 https://www.morsmordre.net/t4477-belle-cattermole
aktorka życia|wolontariuszka|pisarka
21
Czysta
Panna
In the end, we’ll all become stories.
5
14
0
0
4
0
5
0
Czarownica

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   26.06.17 18:00

Belle nie uważała siebie za wyjątkowo zdolną czarownicę, bowiem taką nie była. Umiejętności, którymi mogła się poszczycić, nie były związane bezpośrednio z magią, a zatem jej potencjalny brak nie wyrządziłby jej takiej krzywdy jak innym. Naturalnie mogła posługiwać się czarami, lecz nie stanowiły one istoty jej talentu aktorskiego czy zdolności pisarskich. Z pewnością do uzupełnienia całej sztuki kłamania mogłaby pokusić się o naukę oklumencji, lecz nigdy tego nie rozważała. Nie czuła takiej potrzeby, bowiem wierzyła, iż jej myśli, wspomnienia i uczucia są bezpiecznie skryte przed światem w jej głowie. Któż bowiem chciałby znać tajemnice, które były cenne tylko dla niej samej? Nikogo z pewnością nie interesowałaby jej osoba, nie należała przecież do znaczących osób, których wiedza bądź posada miały ogromny wpływ na świat czy ludzkość. Wszystkie konflikty i wydarzenia, które ostatnio miały miejsce, w żadnym stopniu jej nie dotyczyły. Ostatecznie była osobą bezstronną, a i też w jakiś sposób nie do końca świadomą tego, co się dzieje. Czytała gazety i miała ogólne pojęcie, lecz często to było zbyt mało. Naturalnie mogła spróbować porozmawiać z kimś o tym, ale nie czuła takiej potrzeby. O wiele bardziej preferowała inne tematy, a w swoich myślach o wiele lepsze wydawało się wymyślanie kolejnych historii dla pacjentów. W Mungu polityka nie była popularnym tematem - przez swój charakter i wywoływanie niejednokrotnie nerwowych emocji, starano się to pomijać. A przynajmniej ona tak robiła. Dla niej szpital był miejscem odpoczynku od rzeczywistości, gdzie ludzie mogli zapomnieć o świecie.
Tego dnia nie musiała być jednak w pracy, by oddać się chwili i zostawić wszystkie zbędne myśli za sobą. Tego potrzebowała i to trzymała od mężczyzny, z którym rozmawiała od dłuższego czasu. Skupiła się na nim, na swoich gestach, których przecież była świadoma i wypowiadanych słowach. Podobało jej się. Nie często miała okazję rozmawiać w taki sposób, a i rzadko trafiał się podobny rozmówca. A jeszcze ciekawszym, a wręcz prozaicznym dla niej miał być moment, w którym wszystko to się skończy, a ona opuści lokal z myślą, że to ich pierwszy i ostatnie spotkanie.
Nie przestraszyła się, gdy się zbliżył i tym samym złamał wszelkie bariery, które wcześniej ich dzieliły. Teraz wyraźnie mogła poczuć przyjemny zapach jego perfum, a delikatny gest jakim było muśnięciem wywołało gęsią skórkę. Kątem oka zerkała na niego, śledząc jego ruchy aż do powrotu do jego poprzedniej pozycji.
- W istocie - powiedziała po chwili milczenia. - Nawet w tym momencie moje myśli ukradkiem wymykają się, tworząc przeróżne ciekawe wizje...
Po tych słowach upiła łyk napoju, tym samym nie patrząc się w stronę mężczyzny. Dopiero po dłuższej chwili ponownie utkwiła wzrok w nim, ukradkiem jednak co trochę zerkając na tańczących.





Wymyśliłam Cięnocą przy blasku świec, nauczyłam się ciebie po prostu chcieć.


Powrót do góry Go down
Quinlan Runcorn
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t4710-apocalypto https://www.morsmordre.net/t4828-poczta-runcorna#103570 https://www.morsmordre.net/t4806-quin-runcorn#103051 https://www.morsmordre.net/f326-portobello-road-117-4 https://www.morsmordre.net/t4807-quin-runcorn#103053
szpieg wiedźmiej straży
28
Półkrwi
Kawaler
For every life you save, there's a million new ways to die
8
22
0
0
0
5
2
4
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   30.06.17 10:22

Nie obchodziły go wydarzenia dziejące się w Wielkiej Brytanii. Można by pomyśleć, że był hipokrytą skoro szpiegował dla Anglii, by jak najlepiej się jej przysłużyć. Owszem. Tak było. Bo były to zadania, które były godne jego osoby, a rozbijanie się jak pierwszy lepszy rzezimieszek po ulicach stolicy pasowało do tych, którzy zasługiwali na takie miano. Quinlan potrzebował czegoś więcej, by uznać, że
Pewnej finezji, piękna. Staranności. Dziwne, że ktoś z jego profesją miał takie upodobania do zadawania śmierci lub bólu, ale tak było. Jeśli ktoś miał kończyć żywot to na jego warunkach. Nie w jakimś zapchlonym tyłku. Morderstwo też było sztuką, a znalezione ciało powinno być pewnym podpisem. Oczywiście Runcorn wiedział, że nie można było działać pochopnie i tak samo jak poprzednim razem. Zbyt szybko by do siebie doprowadził jakiegoś organy ścigania, które i tak kołatały się dookoła swoich ogonów, nie wiedząc za co się zabrać. Nie spotkał żadnego godnego siebie przedstawiciela Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów i pewnie jeszcze długo nie miało się to wydarzyć. Lub w ogóle. Ministerstwo Magii... Służył mu jedynie dlatego, że nigdzie indziej nie mógłby w takim spokoju i bezpieczeństwie używać swoich darów, a przy okazji pozostać niewykrytym. Zachowywał się jak duch, który w każdej chwili mógł się rozpłynąć i nikt nie wiedziałby kim był ani skąd przybył. Anonimowość dawała wiedzę, a wiedza dawała władzę. Wystarczyło tylko po nią sięgnąć i wiedzieć jak ją wykorzystać. A Quin zdawał sobie sprawę jak niebezpieczna to gra i to mu się właśnie podobało. Że był jej niewidoczną częścią.
Dobrze było móc mieć tak rozłożoną uwagę. Mógł duchem być przy innej sprawie, a ciałem koło czegoś z goła odmiennego. Nie żeby ciągle chciał uciekać myślami od swojej towarzyszki. Wiedział, że ona również sobie na to pozwalała, a długie pauzy między ich rozmowami były przeznaczone właśnie do tego. To dobrze. Świadczyło to o tym, że myślała zanim się odezwała. Czyniło to z niej interesujący, a zarazem niebezpieczny obiekt. Jeśliby chciała, mogłaby być taka jak on, a myślący ludzie byli niebezpieczni. Powinien już wyjść. W tej chwili po prostu wstać i się pożegnać. I taki właśnie miał plan, chociaż jeszcze trochę go opóźniał, rozkoszując się towarzystwem młodej kobiety, która potrafiła zaskakująco go nie znudzić. Wiedział jednak że wszystko ma swoje granice i możliwe że za pięć minut nieznajoma powiedziałaby lub zrobiła coś, co zepsuło by ten efekt. Runcorn chciał więc wyjść w najlepszym momencie, by nie musieć być zawiedzionym, a później złym, że zmarnował tak czas. A tego nienawidził.
- Pozostawiam cię, więc wraz z nimi - odparł, podnosząc się i kładąc odpowiednią ilość pieniędzy na blacie, przy czym wychwycił wzrok barmana. - Tańcz, bo sam ci tego nie dam - dodał, przenosząc na nią spojrzenie i pozwalając, by kolejny raz ten charakterystyczny uśmiech pojawił się na jego twarzy. Spojrzeniem wwiercił jej się w czaszkę, wiedząc, że jego obraz zostanie w jej umyśle jeszcze jakiś czas. I dobrze. Wziął swoje papierosy z baru i odwrócił się, kierując się między tańczących, by zniknąć zaraz za drzwiami lokalu.

|zt x2




Lasciate ogne speranza, voi ch’intrate.
Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Powrót do góry Go down
William Prince
avatar

Nieaktywni zakonnicy
Nieaktywni zakonnicy
https://www.morsmordre.net/t5291-william-prince-w-budowie#118596 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t5314-william-g-prince https://www.morsmordre.net/t5317-william-g-prince#118975
Stażysta  w Ministerstwie Magii
24
Półkrwi
Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
7
10
5
0
3
0
8
13
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Klub Swing 'n' Roll   27.09.17 10:02

12 maja 1956

Wielu czarodziejów czystej krwi powiedziałoby, że przebywanie w świecie mugoli jest hańbą i nie przystoi. William mógłby być nazwany zdrajcą, odkąd regularnie bytuje w miejscach niemagicznych. To jego ojciec zaszczepił w nim pozytywne nastawienie do mugoli oraz ich świata. Tak, Princowie interesowali się mugolskim życiem, przez co większość z nich pracowała w Departamencie Kontroli Magicznej, gdzie kontakt ze światem mugoli jest największy. William odkąd ukończył Hogwart marzył o podróży po świecie. Chciał zwiedzić Francję, a dokładnie stolicę mody, czyli Paryż. Włochy, a dokładnie Sycylię, gdzie mógłby odpoczywać na słonecznych plażach oraz popływać w Morzu Śródziemnym. Ostatnim celem podróży Williama miałby być Leningrad. Miasto założone przez Piotra I, gdzie klimat jest znacznie surowszy niż na Sycylii. Niestety, Will musiał na jakiś czas porzucić marzenia, a było to spowodowane śmiercią jego ojca, który utrzymywał rodzinę Princów. Ten obowiązek przeszedł teraz na Williama, który podążył śladami ojca i zaczął pracę w Ministerstwie Magii.
Po wykonanej pracy postanowił się zrelaksować i trochę zaczerpnąć życia towarzyskiego. Była godzina wieczorna, a słońce powoli się chowało za horyzontem. Mimo tego, dni były znacznie dłuższe i cieplejsze, nie wliczając tych anomalii na początku maja. William przemierzał ulice Londynu, by znaleźć jakiś przyzwoity lokal. Jakie miał wymagania? Miał być mugolski, gdzie byłoby dużo ludzi i mógłby z kimś pogadać. W tle musiała lecieć muzyka, by w razie poznał jakąś damę i uderzył z nią w taniec. Takim miejscem okazał się Klub Swing 'n' Roll. Bywał tu kilka razy, jednak nie mógł się nazwać stałym bywalcem. Zazwyczaj stronił od trunków, ale zdarzyło mu się je wypić. Jednak dzisiejszego wieczoru musiał łyknąć mugolskiego alkoholu. Praca dała się we znaki.
Wszedł do środka budynku, gdzie było wielu mugoli i za pewne kilku czarodziejów, którzy mieli podobne nastawienie do mugoli. William podszedł do lady i rozejrzał się po produktach. Wiedział, że można wypić tutaj świetną whisky pochodzenia Szkockiego. Jednym słowem, była najlepsza. Poprosił barmana, by ten nalał mu szklankę szkockiego trunku i wrzucił tam kostki lodu. Zajął wolne miejsce i rozglądał się po klubie, czy nie widać znajomej twarzy. Słyszał, że kilku jego kolegów z pracy również zagląda do tego przybytku. Był ubrany w garnitur z pracy, być może trochę zbyt elegancko jak na taki klub. Jednakże nie miał czasu iść do mieszkania się przebrać. William musiał wyglądać jak prawdziwy dżentelmen, gdy popijał whisky.


Powrót do góry Go down
 

Klub Swing 'n' Roll

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18