Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Polana w głębi lasu
AutorWiadomość
Polana w głębi lasu [odnośnik]20.11.15 19:25
First topic message reminder :

Polana w głębi lasu

Nie słychać stąd dźwięków morza, zdaje się, że polana odcięta jest od reszty świata - a szkoda, bo urzeka malowniczością. Jednak kto wie, może na jednym z powalonych drzew, wśród kwitnących przez większość roku białych kwiatów miało miejsce niejedno romantyczne spotkanie? W różnych częściach polany można znaleźć kwitnąco dziko róże oraz czarne jagody, bokiem płynie jedna z odnóg rozlewiska, niegłęboka rzeczka, lecz pomiędzy jej brzegami - może tylko na potrzeby festiwalu? - ktoś  stworzył niewielki, drewniany mostek. Próbując przejścia w inną część polany, należy uważać na przeszkody w postaci kamieni, korzeni, powalonych konarów, zapadnięć terenu, jeśli nie chce się skończyć przechadzki z najróżniejszymi otarciami.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana w głębi lasu - Page 67 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]12.09.21 16:02
The member 'Thalia Wellers' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 67
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana w głębi lasu - Page 67 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]13.09.21 17:21
Ona za to uwielbiała las. Jego zapach, obecność drzew, o każdej porze roku, nie ważne, czy szczyciły się soczystą zielenią, czy traciły liście, nie licząc potężnych sosen, świerków i innych iglastych kuzynów, były kojące. Kojarzyły jej się z dzieciństwem i wieloma pięknymi wspomnieniami. W końcu od małego była ciągana na wszelakie wyprawy, ba, niedaleko jej rodzinnego domu był las, w którym potrafiła się bawić z innymi dzieciakami. Była związana z widokami drzewnej gęstwiny, runa leśnego, czy polan, podobnych do tej, na której teraz stały. Nawet zimową porą, która nadawała całej scenerii innego ducha. Było cicho, śnieg skrzypiał delikatnie pod nogami, wszędzie dało się dostrzec biały puch oraz szron, pokrywający roślinność.
Będąc tu, czuła się pewnie. Ojciec już od małego uczył ją o leśnej roślinności i o tym, jak polować, jak przetrwać. Umiejętności przydawały się bardziej, niż myślała, bo nawet teraz, mogła, chociaż zdobyć sobie coś konkretnego do jedzenia, a nie jedynie żywić się grochem i ziemniakami. Nie, żeby inni nie próbowali jej pomagać, czuła się jednak trochę nieswojo, biorąc jedzenie od innych. Jakby była niekompetentna, jakby nie mogła sobie poradzić sama. Nie lubiła tego uczucia.
- Liczy się, zresztą, masz niepowtarzalną okazję do nauki. Wiesz, kto wie, czy nie rozbijesz się kiedyś gdzieś statkiem na jakiejś bezludnej wyspie i nie będziesz musiała zacząć polować na tamtejszą zwierzynę. Tu przynajmniej nie musisz się zastanawiać, czy taki królik jest jadalny. Idealny teren szkoleniowy na wypadek ewentualnej katastrofy - uśmiechnęła się i mrugnęła do przyjaciółki.
Nie przeszkadzało jej czujne oko Thalii podglądające co teraz robiła. Musiała przyznać, że nawet schlebiało to, że znalazła się nagle w roli nauczyciela. Lubiła instruować innych, czuła się dobrze, dzieląc się wiedzą i doświadczeniami. Całe życie była w końcu uczniem i adeptem, przejęcie odwrotnej roli mile łechtało jej ego.
- Jak już coś złapiemy, będziesz mogła sobie postrzelać do woli, najpierw jednak zadbamy, by nie odejść z pustymi rękami. Mimo wszystko przeszłyśmy taki kawał nie na darmo - mówiła idąc ostrożnie, by nie zatrzeć śladów, które wypatrzyła.
Nie miała problemów z kobietami dzierżącymi broń, bo cóż, sama od małego posiadała broń w rękach, do tego uczyła się walki pod pilnym okiem ojca, który również nie widział w tym nic dziwnego, że jego córka umiała poradzić sobie w życiu w każdej sytuacji. Nawet na polu bitwy. Byli wyjątkową rodziną, pod wieloma względami, czasami nawet pozytywnymi. Czasami.
Spojrzała na Thalię, która odwróciła jej uwagę od bolącego palca. Zamilkła trochę na jej słowa, patrząc gdzieś w bok ze zmarszczonymi brwiami, wyraźnie o czymś myśląc. Była zła, rozczarowana i to nie tylko Lyallem, ale i samą sobą, nie wiedziała jednak, czy powinna mówić, co się stało, szczególnie że historia była długa i… Jackie sama musiała chyba ją przetrawić. Całą. Od samego zauroczenia, bo wczorajszą rozmowę.
Zaśmiała się jednak na następne słowa, zostawiając na chwilę nieprzyjemne myśli. Przecież po to wyszła na polowanie.
- Uwierz mi, jak ktoś będzie według mnie zasługiwał na pobicie, to dokonam tego własnymi dłońmi. Plus jeszcze nie wiem, czy zasługuje, skomplikowana sprawa. Po prostu czasem żałuję, że czasu nie można tak łatwo odwrócić - uśmiechnęła się smutno, pocierając jeszcze raz szczypiący palec, zanim myślami nie wróciła do odnalezionych śladów. Była niezwykle cicho, szła ostrożnie, próbując nie zgubić tropu.

|rzut na zwierzę, szczęście I (modyfikacja o 3 oczka)
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]13.09.21 17:21
The member 'Jackie Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 56
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana w głębi lasu - Page 67 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]18.09.21 18:27
Jej dzieciństwo i późniejsze życie kojarzyło jej się z ucieczkami. Z jednego miejsca na drugie, za morze, za ocean, byle dalej i byle przed siebie. W miejsca spalone słońcem, gdzie zapach przypraw unosił się w powietrze, nad łagodne wybrzeża, gdzie morze wyrzucało na brzeg kolejne kawałki błyszczących muszli i bursztynów, nad miasta, splątane w gęstą sieć uliczek. Byle dalej i byle przed siebie – bo w końcu po co miałaby się oglądać? Co ją czekało tutaj niż ciągle bycie kimś w tle i bycie tą drugą? W życiu, w towarzystwie…gdzieś w tle, po prostu nie tą osobą, której akurat ktoś potrzebował, bo nikt nie postawi jej nad rodzinę. Reggie był jej jak brat, ale nawet Weasleyowie mieliby jej dość, gdyby zaczęła spędzać z nimi całe życie.
- Bardziej spodziewam się, że zabije mnie sztorm, bo to o wiele bardziej prawdopodobny scenariusz. W takim wypadku też trochę zależy, czy i co będę mieć. Jeżeli różdżka zaginie, to mogę się modlić abym miała nóż, jeżeli nie…to cóż, niewiele mi z tego pomoże. Ale wtedy i tak chyba byłoby lepiej umieć zakładać sidła i pułapki? – Rozważania jej sięgały daleko, ale cóż mogła poradzić? Nawet gdyby teraz nauczyła się strzelać z kuszy i rozwinęła tę umiejętność, w dalekiej perspektywie musiała jednak dojść do tego, że to nie miałoby zbytnio szans do zagospodarowania na wyspie, na której wyrzuciłoby ją o ile by rzeczywiście przeżyła.
- Dobrze, w takim razie siedzę cicho i obserwuję mistrzynię w akcji. Mam nadzieję, że nie masz z tym większych problemów? Nie bardzo umiem pomóc, chyba, że z oprawianiem. – A pewnie i w tym Jackie radziła sobie doskonale. Thalia nie miała żadnych problemów z tym, że ktokolwiek koło niej radził sobie doskonale, ale nie miała żadnych powodów. Jej rodzina nie istniała, ona zaś nikogo nie miała aby mógł pokazać jej nowe umiejętności. Do wszystkiego dochodziła samodzielnie, a więc efekty były niezbyt zadowalające. Zresztą, pamiętała nieco gorzko, że chociaż wielu jej znajomych przyjmowało ją z otwartymi ramionami, potem wyrzucali z pamięci jej podobnych. Oh, jak dobrze było być progresywnym, dopóki jesteś w zasięgu wzroku, Thalia. Szkoda, że potem to wszystko uciekało z ich pamięci. Że nie wszyscy traktują równiej takich jak ona. I że po ciepłym obiedzie trzeba było sobie dalej radzić bez domu.
- Ja nie mówię, że sobie nie dasz rady, bo w to akurat nie wątpię, ale byłoby miło mieć jakąś rozrywkę w życiu. Weź doceń, co? Bardzo dobrze wiem, że poszłabym tam bardziej dla dekoracji, ale no, może przynajmniej też bym się dobrze pobawiła. – Spoważniała jednak na tę rozmowę o odwróceniu czasu, spoglądając na Jackie ale niekoniecznie wiedząc, co jej odpowiedzieć. Chciała nie milczeć w tym momencie, nie była jednak na to najlepszą osobą. Żałowała wielu rzeczy, ale jednocześnie, czy chciałaby odwrócić czas? Chyba niekoniecznie.
- Mały ze mnie człowiek doświadczenia w niektórych kwestiach, ale…nie wiem, czy masz czego rzeczywiście żałować? Chyba, że mówisz o tym, że czegoś nie zrobiłaś? – Mogła tylko zgadywać, obserwując jej postawę. To chodziło o to? Czy o coś innego? Musiała ją naprowadzić, albo zmienić temat, bo za moment uwaga Thalii raczej zgubi się gdzieś niż skupi na jej słowach.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]19.09.21 14:42
Jackie za to nie uciekała, Jackie przez całe życie walczyła, z samą sobą, z wymaganiami wobec niej, z pustką, którą niektórzy po sobie zostawiali. Nie umiała odpuścić, pozwolić sobie na ucieczkę i odsapnięcie od ciągłego mierzenia się z życiem. Powtarzała sobie, że jest silna, że da radę, że sobie poradzi, chociaż czasem miała wrażenie, że się po prostu okłamuje. Wiedziała, że bliscy mogą ją łatwo opuścić, nawet jeśli się ich posiadało i zostawało się nagle samemu. A mimo to trzeba było żyć dalej. Pogodzić się z tym, że dla wielu było się tylko tłem. Bo byliśmy głównymi bohaterami swojego życia. Nie cudzego. To my wybraliśmy kto gra role drugoplanowe, kto zaś był statystą w naszej sztuce. Inni robili podobnie.
- W książkach zwykle ląduje się na bezludnej wyspie, wiesz, zginięcie podczas sztormu to słaby początek przygody, choć w sumie jeśli głównym bohaterem jest duch, to też może z tego powstać ciekawa historia. Ale w sumie z tego praktycznego punktu widzenia, to masz rację, sidła będą lepsze, szczególnie że kusza pewnie nie przeżyłaby ewentualnej katastrofy morskiej na tyle, by nie trzeba było jej naprawiać. Podejrzewam, że woda morska powoduje szybkie rdzewienie mechanizmu - mówiła, co ślina przyniosła jej na język, wciągając się w ich dywagacje, na chwilę zapominając, co tu robiła. Szybko jednak się otrząsnęła, nie chcąc wyjść na kogoś mało profesjonalnego. Nie lubiła swojego gadulstwa, które przychodziło w najmniej odpowiednich chwilach.
- Nie mam problemu, gdybym miała, to poszłabym sama, a tak, ostatnio jakoś raźniej chodzić po lasach w towarzystwie. Nigdy nie wiesz, kto wyjdzie zza krzaków i czy nie skojarzy twojej twarzy z nagrodą - wzruszyła ramionami. Nie lubiła tego faktu, choć nauczyła się z nim żyć, tak. Nie mogła w końcu bać się wyściubiać nosa z mieszkania, musiała normalnie funkcjonować, albo by zwariowała. Wystarczyło, że znikła na czas swojej rekonwalescencji. I tak pewnie skrzywdziła tym dostatecznie sporą ilość osób.
Słowa wsparcia były naprawdę miłe, szczególnie że po nich nie czuła się słabym dziewczęciem, które należy chronić. Tahlia wiedziała jak rozmawiać z Jackie, nauczyła się pewnie tego przez te wszystkie lata, wiedziała więc też jak ją pocieszyć. Znów się cicho zaśmiała.
- Jeśli tak to ujmujesz, to wyślę ci sowę z datą i godziną, gdy jednak się postanowię rozprawić z delikwentem. Najwyżej zmienisz się we mnie i zrobimy mu podwójny uraz psychiczny, będzie bolało bardziej niż siniaki - mówiła, a wyobrażenie sytuacji samo w sobie sprawiło jej satysfakcję. Nie wiedziała, czy w ogóle powinna planować jakiekolwiek spotkanie z Lyallem i czy nie pokazał dostatecznie, że cała ich przeszłość już nie ma dla niego znaczenia. Gorzej z tym, co czuła w tym kontekście Jackie.
- Cóż, cała sprawa sprowadza się w sporej mierze do tego, że czegoś nie zrobiłam. Znaczy, próbowałam, ale nieudolnie, a potem, eh… Szkoda gadać - miała kwaśną minę, która zaraz potem stała się bardziej neutralna. - Chociaż zaczynam myśleć teraz, że może cofnięcie czasu i tak by nic nie dało, a los i tak sprawiłby, że wszystko potoczyłoby się tak samo. Mam w końcu wpływ na siebie, na innych, cóż, nie umiem manipulować umysłami - westchnęła.
Uciszyła się. Trop stał się świeższy, wiedziała, że królik, którego śledzą, powinien być gdzieś w pobliżu, kryjąc się pewnie w śniegu. Wytężyła wzrok, przygotowując kuszę. Wizja pasztetu, gulaszu lub pieczeni, była jednak przyjemniejsza niż myśli o pewnym dupku.

|zdobycz to królik (zmodyfikowana ilość oczek za pomocą szczęścia)
rzut na odległość od zwierzyny (szczęście I)

Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]19.09.21 14:42
The member 'Jackie Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k60' : 44
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana w głębi lasu - Page 67 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]19.09.21 16:21
Thalia uciekała, bo to było łatwiejsze – ale te czasy się skończyły i już sama nie wiedziała, czy miały w ogóle sens czy nie. Czy to, co robiła teraz, miało sens. Niektórzy chcieli widzieć w niej pionierkę, kogoś, kto przeciera szlaki kobietom na morzach, ale czy to miała być prawda? Sama się tak nie czuła, wręcz przeciwnie – każda jej akcja, każde działanie, wiązało się z patrzeniem jej na ręce, a co za tym szło, z konkretnymi wymaganiami. Wiedziała bardzo dobrze, co to oznaczało: akceptowano ją, dopóki była przydatna. I kiedy jej przydatność się skończy, będzie mogła się pożegnać z karierą. A jeżeli będzie stawiać opór, wszelkie granice znikną. Na morzu w końcu bardzo łatwo o wypadek.
- Jeżeli kiedyś trafię na bezludną wyspę, specjalnie wytresuję jakiegoś rajskiego ptaka, którego potem wyślę do ciebie jedynie ze słowami „Haha, żyję, i co, łyso wam?!”. Chociaż nie, to wysłałabym bardziej do Traversów…nie czekaj, do nich też nie, bo będą się chełpić, że w końcu mieli rację, że kobieta na statku przynosi pecha. Może po prostu go nikogo nie będę pisać, uciesze się, że w końcu mam święty spokój? – Wywróciła oczyma, wiedząc, że pewnie nawet wtedy, gdyby wybudowała sobie jakąś prześliczną chatkę, wystroiła ją i ledwie siadła nad kolacją, do domu zjechaliby się goście i sami się prosili. Zero prywatności, nawet na końcu świata! – Potrafisz zakładać pułapki? Mój ojciec pewnie zna ten temat dogłębnie, musiałabym go zapytać, czy ma na to materiały… - Nie była jeszcze z nim na polowaniu, nie wiedząc, czy w sumie powinna. Wydawał się bardziej zdystansowany od jej przyjaciół i jeszcze do końca nie rozgryzła, nie wiedziała więc, jak dokładnie widział rolę kobiety. A że do modelowej córki w każdym wypadku było jej naprawdę daleko, nie wiedziała też, czy aby na pewno chciała się o tym przekonywać.
- Ja już mówiłam, powinnam się przebranżowić na oddawanie się za kogoś w nagrodę. Wiesz, szybka metamorfomagia, wspólnik mnie oddaje, a potem cyk, świstoklikiem, a pięć tysięcy galeonów jest w kieszeni. – Może nawet więcej, gdyby się podało za kogoś bardziej poszukiwanego! Żartowała oczywiście, wiedząc, że tak naprawdę było to bardziej problematyczne w tym całym składzie, a mimo to nie mogła się nadziwić, że nikt jeszcze na to nie wpadł. Nie mówiła jeszcze o tym nikomu, ale naprawdę chodził jej po głowie jeden plan. – Gdybyś jednak potrzebowała dywersji, to wiesz…mogę się pojawić w kilku różnych miejscach kraju jako ty, kiedy będziesz w zupełnie innej części kraju, żaden problem. – Było to ryzyko dla niej, ale ile to razy w ostatnich miesiącach musiała się martwić o własne życie? Ba, nawet sztorm mógł ją łatwo wykończyć, gdyby tylko mocniej zawiało. A umrzeć od pogody było dość przykro.
Szturchnęła jeszcze łokciem Rineheart, korzystając z momentu, kiedy jeszcze nie trzymała kuszy na tyle mocno, by ewentualnie zamachnąć się na nią, słuchając jednak z satysfakcją. Cudownie, dwie kobiety w drodze na obicie komuś twarzy. Zupełnie normalna i pasująca do ich czasów i statusu społecznego sytuacja!
- No widzisz, już łapiesz jak to dobrze jest wykorzystywać znajomych z metamorfomagią! Albo słuchaj, zmienię się w niego i też będzie ciekawie! – Mówiła wciąż półgłosem, chociaż w jej tonie szło wychwycić radośniejsze nuty. Przykucnęła gdzieś za kamieniem, nie chcąc zapuszczać się dalej niż to potrzebne, bo w momencie, kiedy Jackie wypatrzy ostatecznie zdobycz, niepotrzebne było jej towarzystwo rudej gniewnej na własnych plecach.
- Z mojego doświadczenia, jak ktoś ma coś do ciebie, to każda wymówka może zostać rzucona, aby usprawiedliwić zachowanie. I nawet osiem wspólnych lat w najgorszych możliwych warunkach, które was zbliżyły, wcale tego nie zmieni. Jeżeli więc ktoś nie umie się do ciebie przekonać…cóż, musisz dać temu odejść. – Nie znała tej sytuacji nawet więcej, ale jeżeli ktoś mógł mówić o skomplikowanych relacjach, to zdecydowanie ona. Mogła mówić co chciała, ale tęskniła do czasów, kiedy po ciężkim dniu pracy siedzieli wszyscy razem, śmiejąc się z wymiotujących i wyperfumowanych paniczyków, nie zaś spotykając się z ostentacyjną ciszą za każdym razem, kiedy wchodziła do pomieszczenia.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]26.09.21 18:22
Jackie nie przejmowała się tym, czy jest, czy też nie jest pionierką. Pewnie nie skoro wiele innych kobiet szło na kursy aurorskie czy właśnie do wiedźmiej straży, może jej zachowanie rzeczywiście, było niestandardowe i bardziej wyzwolone, przynajmniej w oczach czarodziejów, ona jednak tego nie widziała, bo otaczało ją wiele innych, silnych kobiet. Just, Thalia, nawet Prudence, która stawała naprzeciw szlacheckim, bzdurnym wymaganiom, one wszystkie łamały kobiece standardy. Były silne i potrafiły zadbać o siebie. Czuły potrzebę robienia czegoś innego niż siedzenie w domu z gromadką dzieci, co dla Jackie było w sumie przerażające i naprawdę podziwiała każdą kobietę, która ogarniała dom, pociechy i jeszcze nie przywaliła mężowi patelnią w łeb, jeśli był za bardzo rozszerzeniowy.
- Radzę ci wysłać list, bo inaczej poruszę niebo i ziemię by znaleźć informatorów, którzy podadzą mi kierunek, w którym mam cię szukać, wsiądę na statek i będę cię szukać przez cały ocean, czy tam może, nawet jak się okaże, że mam chorobę morską - spojrzała, udając powagę. Tak, Thalia na pewno miałaby wielu gości, złych za to, że w ogóle ten statek się rozbił, nawet jeśli to nie byłaby jej wina. Cóż, Jackie nie lubiła gdy z jej życia bliscy znikali bez słowa.
Rozmowa o pułapkach zaczęła się niewinnie. Ba, Rineheart nawet na początku nie zauważyła niczego dziwnego w słowach Thalii. Na początku.
- W sumie mój ojciec coś mi pokazywał, ale nie pamiętam za wiele, mogłabym się nauczyć i… Czekaj. Jak to TWÓJ ojciec?! - wyprostowała się nagle, na szczęście kierując kuszę w dół, bo jeden z magicznych bełtów uderzył w ziemię, gdy niechcący nacisnęła spust. Nie zwróciła jednak na to uwagi, patrząc na Wellers ze zmarszczonymi brwiami. - Przecież… Żartujesz teraz, tak? Bo nic nie mówiłaś wcześniej, prawda? Bo zauważyłabym, gdybyś powiedziała, hej, słuchaj, znalazłam swojego biologicznego rodzica, w sumie, co? - nie zamierzała ukrywać, że to, co właśnie zostało powiedziane, jej nie ruszyło. Czekała na wyjaśnienia, nie wiedząc, czego ma się po nich spodziewać.
Wiedziała, że Thalia żartowała o akurat tym użyciu matamorfomagii, pokręciła więc lekko głową. Cóż, najgorszy byłby problem ucieczki, bo wątpiła, że tak łatwo udałoby się przemycić świstoklik, aktywować go, nie dać się zabić i jeszcze uciec z pieniędzmi. Za duże ryzyko. Nie warte pięciu tysięcy galeonów, Jackie jednak ceniła życie innych na trochę więcej. W sumie trochę smutne, że jej życie było warte tak mało w oczach Ministerstwa.
- Cóż, jak kiedyś będę chciała zagrać tym, co mnie szukają na nosie, to się do ciebie zgłoszę, wolałabym jednak uniknąć podobnych komplikacji. Wiesz, przyzwyczaiłam się do mojego teraźniejszego mieszkania, nie chcę znów go zmieniać - i narażać wszystkich, którzy by jej pomagali na niebezpieczeństwo. Ba, nawet teraz, rozmawiając z Thalią, mogła to robić.
Jackie nie widziała niczego dziwnego w tej sytuacji, dla niej to, że mogła komuś złamać nos pięścią, było zwykłym faktem. Była nauczona, że miała umieć się bronić i robić to, gdy tego wymagała sytuacja. A że używała też tego w ramach nauczki - cóż, niektórzy zasługiwali.
- Nie wiem, czy by go ruszyło zobaczenie drugiego siebie, ale na wszelki wypadek można spróbować - mówiła, wzruszając ramionami, Wątpiła, że będzie jej dane spotkać Lyalla drugi raz, ale jeden plan w to czy we wte nie zaszkodzi.
- Wiesz, tylko tym razem to wszystko on wszystko sknocił i powinien robić wymówki, a nie robił, a ja jakoś, nie wiem, nie potrafię się pogodzić z tym, że to zrobił i chciałabym udać, że nie, ale się nie da i, w ogóle nawet postanowiłam odpuścić wtedy to wszystko, myślałam, że nigdy go nie zobaczę, a tu niespodzianka - mówiła coraz więcej, coraz mniej pamiętając, że miała o całej sprawie zapomnieć.
Nawet królik, którego wypatrzyła, jej w tym nie pomagał, gdy skupiła się na nim, celując w niego kuszą. Była całkiem daleko, podejrzewała jednak, że jeszcze da radę ubić, dlatego pociągnęła za spust, sprawdzając, czy trafiła. Przy strzelaniu wbrew pozorom lepiej było działać szybko.

Odległość - 39 (44-5 za szczęście)
ST 80
spostrzegawczość II
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]26.09.21 18:22
The member 'Jackie Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 84
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana w głębi lasu - Page 67 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]04.10.21 10:38
Zaśmiałaby się pewnie, gdyby ktoś pochwalił ją, że umie zrobić coś samodzielnie, bo jej życie było raczej spadaniem z wysokości i turlaniem się do przodu, przez niektóre bariery przebijając się po prostu siłą rozpędu i brutalną mocą niż wysublimowaniem. Nie znaczyło to, że nie potrafiła być sprytna czy nie decydowała się na robienie rzeczy w nieco inny sposób, ale ostatecznie miała wrażenie, że jeżeli coś osiągnęła, było to jedynie dziełem przypadku. A teraz sama marzyła o tym, aby mieć rodzinę, ale patrząc na jej relacje i na jej problemy, podobne nieco do tych, które przeżywała Jackie, dlatego nie łudziła się nawet, że znalazłaby partnera równie jej bliskiego, który byłby nią zainteresowany na stałe.
- Nie wiem, czy wiesz, jak wygląda uciekanie i podszywanie się pod inną osobę, podpowiem ci – nikt nie zwraca na ciebie cholernej uwagi. Myślisz, że nie mogłabym teraz znów jako mężczyzna wsiąść na inny statek? Tomów w historii bywało sporo i chociaż nie chciałabym utknąć tak na stale, jak znalazłabyś kogoś, kogo rysopisu, imienia i miejsca pobytu nawet nie znasz? – Jej brwi drgnęły w rozbawieniu. W końcu tak zrobiła już parę lat temu, a każde z nich zajęte było swoim życiem. Jasne, teraz było to o wiele bardziej problematyczne, głównie ze względu na to, że była wojna. Może jednak lepiej byłoby zostawić im tę przeklętą notatkę i dać znać „nie ma mnie i nie będzie, niech świat płonie, ja już sił nie mam”. Niektórzy by się ucieszyli.
Nie zwróciła nawet uwagi na początkowe słowa Jackie i brak reakcji, przynajmniej do momentu, kiedy jeden z bełtów właśnie wylądował na ziemi. W takim momencie Thalia zdecydowanie cieszyła się, że schowana była bezpiecznie za kamieniem, przyglądając się jedynie z daleka. Kiedy tak myślała, w sumie wolała, żeby jednak Jackie nie odwracała się w jej kierunku, chociaż była już postrzelona i dźgnięta z raz, to wolała nie stawiać na linii strzału zwłaszcza że młoda Rineheart, w przeciwieństwie do niej, wiedziała chyba jak się obsługuje kuszę.
- Tak, no, mój ojciec… - wyglądała ostrożnie zza kamienia, tak na wszelki wypadek, gdyby Jackie jednak chciała wydobyć z niej odpowiedzi na pytania w inny sposób niż „delikatnym” zapytaniem. – Spotkaliśmy się jakieś cztery lata temu, kiedy okazało się, że moja matka w sumie to sobie żyje i w sumie to ma gdzieś moje istnienie. On nie miał, ale no…uspokoiło mi się to podczas podróży, a potem zaczynałam z nim kontakty, ale potem jak padła klątwa, to w sumie miałam i wciąż mam nieco poważniejsze problemy z tym związane. – Otrzepała się, w sumie nie wiedząc, czy o klątwie też akurat mówiła Jackie? Ten temat dopiero otwierał się jej w ostatnich dniach, nic więc dziwnego, że wciąż się z nim siłowała.
- Wiesz, wystarczy słowo, a po prostu pojawisz się w całkiem odległej części kraju, gdzie ciebie zdecydowanie nie będzie. Ale przynajmniej może to odwrócić od ciebie uwagę. – Nie martwiła się tym zbytnio, nie ze względu na fakt, że nie uważała, że zostanie złapana, a raczej wiedząc, że dla przyjaciół i niektórych ludzi była w stanie po prostu zrobić więcej. Całe życie powtarzano jej, że mniej jest warta niż ci, których rodzina postanowiła zatrzymać i chociaż się temu buntowała, nie mogła unikać kwestii tego, że czasem w to wierzyła. Czym więc było życie jednej znajdy wobec życia kogoś, kto miał przed sobą lepsze perspektywy albo umiał więcej?
- Nie wiem, ty go znasz najlepiej, więc zaufam twojemu osądowi. W razie czego, nie wiem, obrzucę mu dom łajnobombą….nie znam się, co tam potrzeba, zwłaszcza, że sama mam problem…e…podobnej natury. W sensie, z mężczyzną, nie że tak równie konkretny jak twój. Jakby nie było można łatwiej ich jakoś kolektywnie skupić, co nie? – Zamilkła na tę chwilę, gdzie można było wyczuć, że Jackie właśnie celuje do zająca…a potem Thalia zaklaskała kiedy bełt trafił do celu. – Rozumiem, że bardzo chcesz go również oprawić? – Pytanie padło raczej w kwestii tego, że Jackie mogła czuć się lepiej z tym faktem niż ona.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]05.10.21 17:55
Czasem przeżycie tego wbicia się w życie z rozpędu uzyskanego ze sturliwania się z tych wszystkich górek, na które i tak trzeba było jakość wejść, też było sztuką. Pomagały w tym na pewno twarde cztery litery i stalowe serce, a tego nie można było zyskać ot, tak. Trzeba było nad tym pracować, a nie było to łatwe. Bo oznaczało ciężki, pełen bólu żywot. Czasem samotny. Czasem, bo zawsze, zamiast z partnerem można było zamieszkać z równie samą koleżanką i przygarnąć gromadkę kotów, lub smoków, w zależności od preferencji.
Miała ochotę potrząsnąć Thalią, związać ją i zamknąć w jakiejś skrzyni jak słyszała jej idealny plan ucieczki. Nie lubiła, gdy ludzie znikali, a ten brzmiał zbyt realnie i trochę ją zaniepokoił.
- A tylko spróbuj, to… Jeszcze nie wiem co, ale nie podoba mi się ta wizja i na pewno się nie zgodzę na twoje zniknięcie. Jeszcze chwila a wynajmę, na dobra, poproszę kogoś, by cię śledził, bo zaczęłam się teraz martwić, że naprawdę uciekniesz! - nie było jej do śmiechu. Trauma wywołana przez ludzi, którzy ją zostawiali, nadal gdzieś w niej drzemała, a słowa Wellers właśnie ją rozbudziły, wprawiając Jackie w dyskomfort.
Dobrze, że Thalia schowała się za kamieniem, bo Jackie coraz mniej wiedziała, co się działo, słuchając tłumaczeń o tym jak jej przyjaciółka znalazła swoich biologicznych rodziców, jakieś tam kilka lat temu, o czym oczywiście nic nie powiedziała, jakby to był nic nieznaczący szczegół z jej życia. Na tak, na pewno. Rineheart nie wiedziała co powiedzieć, starając się pojąć czemu w ogóle Thalia nie podzieliła się tymi, w sumie częściowo smutnymi, częściowo raczej pozytywnymi wieściami. Milczała dlatego, groźnie marszcząc brwi, przynajmniej do usłyszenia kolejnych rewelacji.
- Jakie problemy z klątwą do cholery?! - krzyknęła, w końcu nie dając rady zachować spokoju. Thalia mogła widzieć, jak twarz Jackie wykrzywia się w coraz większym grymasie gniewu, który zaczeła odczuwać. - Wyłaź zza tego kamienia i gadaj, jaka klątwa? - mówiła ze złością w głosie, kusza nadal jednak skierowana była w dół, palec zaś już nie dotykał spustu, tak na wszelki wypadek. - Co jeszcze ukrywasz, a o czym powinnam wiedzieć? - stwierdziła w końcu lekko oschle.
- Cóż, dzięki za propozycję, może się nie przyda - westchnęła, próbując wsadzić dłoń we włosy, które niestety związała. Zawiedziona skrzywiła się nieznacznie, woląc jednak naprawdę brać tę opcję jako ostateczną ostateczność. Wolała najpierw spróbować uciec, zanim nie narazi innych, bo nie chciała widzieć, by ktokolwiek się dla niej poświęcał. Nie potrafiłaby prawdopodobnie żyć, gdyby dowiedziała się, że ktoś dla niej zginął. Nie mogłaby sobie z tym poradzić. W tym była podobna do Thalii. Ceniła życia swoich bliskich bardziej niż swoje.
- Oooo - ton Jackie nagle się zmienił. - Witaj w klubie “znowu w życiu miłosnym mi nie wyszło”, nie mamy ani ciastek, ani darmowych ołówków, jedynie złamane serca i chęć zrzucenia kogoś z klifu, do czego nigdy nie dojdzie, bo szkoda na nich się wysilać. Chcesz się pochwalić kto, czy tak jak ja, musisz to jeszcze wszystko przegryźć?
Polowanie okazało się udane. Jackie poczuła dumę, widząc, jak strzała gładko poszła w stronę królika, trafiając go bez przeszkód. Uśmiechnęła się nawet z satysfakcją, idąc w stronę zwierzyny, która miała w tym miesiącu poratować jej ubogą spiżarnię.
- W sumie to brudna robota, ale nie mam nic przeciwko jej wykonaniu - wzruszyła ramionami. - Chcesz coś ze zdobyczy, w ramach pomocy, i tak, dotrzymanie mi towarzystwa też się do niej zalicza? - dorzuciła od razu, wiedząc, co Thalia będzie chciała odpowiedzieć.
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]13.10.21 10:22
Wolałaby smoki, bo gdyby dorosły, mogłaby wtedy po prostu lecieć. Przy okazji spaliłoby się coś, tak jak na przykład flotę Traversów, ale głównie zwiedzałaby okolice. W końcu ten świat, który był gdzieś dalej, nie był jeszcze przez nią zwiedzony, a tego, który znajdował się pod chmurami, chyba jeszcze nikt nie widział. Nie tak osobiście w sensie, no bo przecież byli ci, którzy mogli zabłysnąć astronomią.
- Zdajesz sobie sprawę, że już kiedyś tak zrobiłam, prawda? – Te jedenaście lat temu kiedy udało się jej zaciągnąć na statek. Kiedy musiała być innym, aby w ogóle spełniać marzenia, a w tym momencie miała też dosyć głównie siebie. Nie czuła się zbędna, ale raczej…miała wrażenie, że klątwa pogarsza jej stan jeszcze bardziej. Kiedy w końcu ją złamie, może zacznie myśleć nieco jaśniej, bez ciążącego na niej stanu, gdzie dookoła niej ciągle czaili się zmarli, tak jakby gdziekolwiek, gdzie się nie udała, śmierć podążała za nią.
Zmarszczyła brwi patrząc na wbity w ziemię grot, ale zza kamienia wyszła dopiero wtedy, kiedy upewniła się, że Jackie kuszy nie zamierza podnosić. Otrzepała się, dłonie unosząc nieco dookoła, tak jakby chciała pokazać ich towarzystwo – takiego, którego Jackie absolutnie nie mogła dostrzec. Tylko dla niej istniały te cienie, tylko dla niej jeden z upiorów trzymał się blisko, niemal pustką twarzy stykając się teraz z Rineheart. Tego Thalia nie zamierzała mówić, bo przecież nie było sensu straszyć teraz przyjaciółki.
- Widzę zmarłych. Wszędzie, o każdej porze, niezależnie od tego, gdzie jestem. Nie…nie wyglądają tak, jak te dusze z Hogwartu, raczej tak…mroczniej. Nie wiem, jak to opisać… - Nigdy wcześniej tego nie robiła, poza dokładnością kiedy opisywała to Vicnentowi. Teraz mówiła to Jackie, wiedząc, że przyjaciółka miała prawo wiedzieć, a jednocześnie oczekując, że to pozostanie pomiędzy nimi. – Proszę, nie mów póki co o tym Ronji i Prudence. Mają też wiele na głowie, a podzieliłam się tym z twoim bratem, ma mi pomóc to ściągnąć – a podejrzewała, że ten temat pojawi się prędzej czy później – a ja…ja nie mogłam o tym nikomu powiedzieć przez ponad dwa lata. To…prawdopodobnie przez osobę ze statku. – Osobę ze statku, z którą musiała dopłynąć do brzegów Anglii, czy tego chciała czy nie.
- Wiele rzeczy by się przydało, ale niestety w tym momencie nie możemy teraz wybierać. – Poklepała ją ostrożnie po ramieniu, wiedząc, że niestety było więcej problemów w tym, by teraz zachowywać się bez problemów i podejrzanych działań. Jackie mogą od razu wykorzystać gdyby ją złapali, ale ona? Thalia nie miała wielkiej wartości i zawsze mogła powiedzieć, że zmieniła się w Jackie bo gonili ją sojusznicy Zakonu Feniksa, a uciec chciała im w ten sposób. Zresztą, za nią mało kto by płakał, a Jackie była bliższa sercu wielu osobom.
- A szkoda, znaczy, nie marnowałabym jedzenia, ani teraz, ani wcześniej, ale powiedziałabym, że chętnie by było czasem komuś porzucać w twarz. W sensie rozumiesz, człowiek kiedyś zrobił ten błąd, że był niedojrzałym idiotą i jak wiesz, zaczęło się robić poważnie to uciekłam i miałam takie podejście, że przecież to nie fair, jak tak już dojrzałam, że tak się nie powinno robić, to myślałam, że go przeproszę jeżeli kiedyś się jeszcze spotkamy, ale co? Ten przyłazi i od razu masz go ochotę utopić w Tamizie! Ma szczęście, że jest ładny. – Niby nie powinno jej to dziwić, bo w końcu przecież coś takiego mogło być spodziewane po Clearwaterze, a jednak…jednak miała wrażenie, że zdecydowanie budził w niej sporo sprzecznych emocji i wcale nie była z tego dumna.
- Wiesz, ja też nie, ale nie chcę psuć niczego ekspertowi. Sama nigdy nie polowałam w końcu, wolałabym nie popsuć nic, ani nie uszkodzić. – Za to mogła podać jej swój nóż, wykorzystany do oprawienia zwierzyny. Padło pytanie o to, co chciałaby zabrać ze sobą i chociaż w pierwszej chwili oddałaby jej całość, od razu pomyślała o osobach, którym przydałby się kawałek mięsa. – Wiesz co…może daj mi jakiś kawałek mięsa, nie za duży, abyś też trochę miała. No i skórkę, o ile to nie zbyt wiele. Reszta dla ciebie.
A skoro Jackie przystała na ten podział, tak wzięły się do pracy, a po odpowiednim rozdzieleniu całości rozstały się, wiedząc, że i tak niebawem się zobaczą.

ztx2, tusza królika wynosi 800 g, Thalia wzięła 200 g i skórkę, Jackie resztę
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Strona 67 z 67 Previous  1 ... 35 ... 65, 66, 67

Polana w głębi lasu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach