Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Polana w głębi lasu
AutorWiadomość
Polana w głębi lasu [odnośnik]20.11.15 19:25
First topic message reminder :

Polana w głębi lasu

Nie słychać stąd dźwięków morza, zdaje się, że polana odcięta jest od reszty świata - a szkoda, bo urzeka malowniczością. Jednak kto wie, może na jednym z powalonych drzew, wśród kwitnących przez większość roku białych kwiatów miało miejsce niejedno romantyczne spotkanie? W różnych częściach polany można znaleźć kwitnąco dziko róże oraz czarne jagody, bokiem płynie jedna z odnóg rozlewiska, niegłęboka rzeczka, lecz pomiędzy jej brzegami - może tylko na potrzeby festiwalu? - ktoś  stworzył niewielki, drewniany mostek. Próbując przejścia w inną część polany, należy uważać na przeszkody w postaci kamieni, korzeni, powalonych konarów, zapadnięć terenu, jeśli nie chce się skończyć przechadzki z najróżniejszymi otarciami.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana w głębi lasu - Page 66 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]17.04.21 11:49
Nigdy nie widział tego typu magii, a już na pewno nie został nią zaatakowany. Skomplikowana transmutacja, której musiał dopuścić się czarodziej, wydawała się pochodzić z zupełnie innych ksiąg i regionów czarów, niż Beckett mógłby się przyzwyczaić, przez ostatnie dziesiątki lat swojego życia. Leżąc jednak pod zaklęciem, które kompletnie go oszołomiło, pod Petrificusem, który sprawił, że przez większość czasu był niezdatny do walki, ostatnie co obchodziło Steviego, to jaki rodzaj magii akurat prezentował przeciwnik. Najważniejsze jednak miało zostać to, że udało mu się wybudzić z zaklęcia, że mógł zareagować, że mógł podnieść swoją różdżkę i ochronić Trixie, która oczywiście, radziła sobie doskonale. Kolejne rzucone przez Becketta zaklęcie nie zadziałało, a czarodziej poczuł, jak jakaś potężna siła uderza prosto w jego klatkę piersiową, na chwilę pozbawiając tchu.
- Aghhhr! - jęknął, usiłując uspokoić wszystkie mięśnie. Bolało przeraźliwie, ale ból się nie pogłębiał. Był jednorazowy, szybki i, chociaż mocny i intensywny, w końcu mijał. Zakaszlał jeszcze dwa razy, przewracając się lekko na lewy bok, w poszukiwaniu wzrokiem córki. Była obok, cała i zdrowa. Dziwna czarna mgła, dziwny mężczyzna, który niewiadomo skąd się wziął i czego chciał - zniknęli. - Nic... Nic ci nie... - łapał oddech, chwytając tylko hausty powietrza, próbując uspokoić organizm. - Nic ci nie jest? - wciąż ściskał różdżkę w dłoni, rozglądając się na boki. Dla pewności, że zaraz znów nie stanie się coś złego, że znów Trixie nie zostanie sama, nie będzie musiała go bronić. Przecież był jej ojcem, to było jego zadanie. Do czego doszło w tych chorych czasach, by zwykła wycieczka na grzyby kończyła się atakiem na niewinnych czarodziejów? Sędziwy wiek i ból w klatce piersiowej nie pozwalał na wiele, ale Stevie podniósł się najszybciej jak było to możliwe, chwytając za twarz córkę i przyglądając jej się. - Na pewno nic ci nie jest? Widziałaś kto... co to było? - musieli stąd jak najszybciej uciec. Nie chciał nawet rozglądać się za poszlakami na temat jegomościa, potem się tym zajmie i opowie komu trzeba o tym co widzieli. Tak zaawansowana transmutacja... Tego jeszcze nie widział...
- Homenum Revelio - wypowiedział inkantację, rozglądając się jeszcze na boki, dla pewności czy zostali sami.


Am I going crazy? Would I even know? Am I right back where I started forty years ago?
Wanna guess the ending? If it ever does... I swear to God that all I've ever wanted was
A little bit of everything, all of the time, a bit of everything, all of the time
Apathy's a tragedy, and boredom is a crime. I'm finished playing, and I'm staying inside.
Stevie Beckett
Zawód : twórca świstoklików, wynalazca
Wiek : 57
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Wdowiec
The blues ain't nothing but a good man feelin' bad.
OPCM : 15
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 26
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9282-stevie-beckett https://www.morsmordre.net/t9293-einstein https://www.morsmordre.net/t9292-wujek-stevie#282938 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9294-skrytka-bankowa-nr-2137 https://www.morsmordre.net/t9295-stevie-beckett
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]17.04.21 11:49
The member 'Stevie Beckett' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 27
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana w głębi lasu - Page 66 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]17.04.21 21:52
Serce na moment stanęło w piersi gdy zrozumiała, że zaklęcie mające odpędzić niepokojącą mgłę ledwie świsnęło obok jej obłoku, a ona nie zdoła już uratować ojca przed... właściwie czymkolwiek, bo co dokładnie taka forma magii mogła mu zrobić? Brak informacji doskwierał, słał palący ból w skronie i zamazywał obraz przed oczyma, choć fizycznie nie doznała krzywdy i nie miała powodu, by nagle zakołysać się w siadzie; świat zawirował dookoła głowy jedynie na moment, na kilka oddechów, które zdawały się nieść echem po całym jej ciele. Ale to minęło. Minęło - bo mgła po chwili odleciała w leśną zieleń, skrywając się wśród drzew i krzewów, a jej ojcu udało się wreszcie wybudzić. Merlinie, jak magia ich dziś zawiodła. Trixie spróbowała otrzeźwić myśli i pochyliła się w jego kierunku, marszcząc brwi w zmartwieniu na dźwięk jęku wydartego z jego gardła. Musiało boleć. Cholera.
Musiało boleć, a jednak pierwszym o czym pomyślał Beckett było jej samopoczucie. Z nieco drżącym oddechem kiwnęła kilka razy głową i ujęła jego dłoń w swoją, jakby chcąc się upewnić, że ten pieprzony złoczyńca, ten leśny amator agresywnych negocjacji nie odebrał jej ojca, nie sprawił, że Stevie stał się jedynie jej żałobnym wyobrażeniem.
- Wszystko dobrze - wydusiła z siebie; bzdura, nie było dobrze, w jej żyłach krążyło zaognione przerażenie a świat nagle stał się niepewny i płynny, ale Trix musiała być dzielna, zawsze była. - Ten mężczyzna, on jakby... Przeistoczył się w mgłę. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Kontrolował to - mówiła szybko, trochę niewyraźnie, przypomniawszy sobie szczegóły pojedynku, na który żadne z nich nie było tego dnia przygotowane. Mieli zbierać grzyby, a nie leżących w bagnie awanturników. Przyciągali ostatnio nieszczęścia. - Chciał cię skrzywdzić. Boli cię? - spojrzała na ojca z troską. Nie wyglądał dobrze, co jeśli w tej mgle coś było? Jakaś trucizna? Powinien jak najszybciej obejrzeć go uzdrowiciel, ktoś mądry, kto mógłby ocenić co ten wariat tak właściwie zrobił i usiłował osiągnąć. - Nie dałam rady go odegnać, ja... Przepraszam - wyszeptała i potrząsnęła głową, po czym podniosła się z leśnej ściółki na dość niepewnych nogach i chwyciła Becketta za ręce, pomagając mu zrobić to samo. Musieli stąd zniknąć. - Chodź, wracajmy do domu, musisz się położyć. Nie wiadomo czy... czy ten ktoś nie zjawi się tu zaraz z bandą swoich narwanych przyjaciół - stwierdziła cicho - i po chwili już ich tu nie było.

zt x2, dziękujemy bardzo! fluffy


and the lust for life
keeps us alive, 'cause we're the masters of our own fate, we're the captains of our own souls, there's no way for us to come away, 'cause boy we're gold, boy we're gold.
Trixie Beckett
Zawód : krawcowa, gospodyni w Warsztacie
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
I'll ignite the sun just like the spring has come.
flames come alive.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9401-trixie-beckett#285649 https://www.morsmordre.net/t9405-stevie#285909 https://www.morsmordre.net/t9408-ta-normalna-beckett#285922 https://www.morsmordre.net/f318-dolina-godryka-warsztat https://www.morsmordre.net/t9407-skrytka-bankowa-nr-2175#285917 https://www.morsmordre.net/t9406-trixie-beckett#285911
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]01.06.21 14:35
30 listopada 1957 r.

W tym kraju wiele rzeczy działało na opak. Kierownice samochodów znajdowały się po prawej stronie, wymuszając ruch lewym pasem, a system miar wydłużał obliczenia podczas niektórych zakupów. Jeszcze bardziej zadziwiały mnie lokalne warunki atmosferyczne - bo dlaczego słońce nie miałoby mnie oślepiać swym blaskiem w... ostatni listopadowy dzień?
Im dłużej tutaj przebywałem, tym więcej sensu dostrzegałem w stereotypowych, skoncentrowanych wokół pogody wymianach uprzejmości między mieszkańcami Wysp. Odkąd tu przybyliśmy, zazwyczaj lało jak z cebra i zdążyłem się nasłuchać, że tutaj jedynie kilka razy do roku można spodziewać się bezchmurnego nieba. A tu proszę! Jeden z tych rzadkich, jasnych poranków przypadł akurat na okres przedzimia.
Chociaż mrużyłem oczy, w rzeczywistości cieszyłem się, że prawdopodobnie nie czeka mnie przedzieranie się przez las w deszczu i zawiei. Pomimo jesiennej pory ogołocone z liści konary przepuszczały dużo światła, co znacząco zmniejszało ryzyko zgubienia się w lesie. Największą trudnością pozostawało odnalezienie rzadko występującego drzewa, w miarę możliwości przed zapadnięciem zmroku. Spodziewałem się, że przyjdzie mi tu spędzić przynajmniej kilka godzin, ale czego nie robi się dla nauki?
Ścieżynka, gęsto obsypana gnijącymi liśćmi, poprowadziła mnie w głąb gęstwiny. Bez pośpiechu, na próżno rozglądając się w poszukiwaniu użytecznych ziół, dotarłem na otwartą przestrzeń. Zatrzymałem się przy wysokim na stopę kopcu i pomyślałem, że to dobre miejsce na odpoczynek. Nie zważając na wilgoć ani ryzyko ukąszenia przez jakiegoś zagubionego insekta, usiadłem na gołej ziemi.
Wędrując przez las, wyjątkowo nie wypatrywałem owadów, świadom bezcelowości podobnych poszukiwań. Temperatura na zewnątrz była zbyt niska, by mrówki wychylały się ze swoich gniazd. Wiedziałem, że ich umiejętność przygotowania się do okresu zimowego przerasta możliwości wielu zwierząt, wliczając w to... ludzi.
Nie mówiłem do nich, tak jak czynili to właściciele udomowionych ssaków, ani nie próbowałem zakłócać im rytmu dnia. Zupełnie wystarczyła mi świadomość, że pod moimi stopami znajduje się harmonijnie funkcjonujące mrówcze imperium.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]03.06.21 12:51
Słodkie, miłe Dorset koiło młodzieńcze serce nawet o tak nieznośnej, ponurej porze roku. Kiedy opuszczała Dolinę Godryka, zwykle udawała się właśnie tutaj. Rozległe, malownicze krainy Prewettów przyciągały ją nie tylko jednak przez swój urok, ale i przez serdeczną wieź dzieloną wspólnie z panami tychże ziem. Cieszyła ją więc każda okazja. Tym bardziej że w tak strachliwych czasach wysunięcie choćby stopy z domu wiązało się z niepewnością. Było zimno, szorstko, a dni kończyły się tak nieznośnie szybko. Choć wstawała raz z pierwszymi promieniami świtu, pełne wyzwań godziny mijały, zanim zdążyła zanucić jedną z płomiennych legend. Bywała znakomitą organizatorką, ale tylko bywała. Chaos, ogień, wiatry i radość rozjaśniająca spojrzenie. Miała w sobie dużo pragnień i jeszcze więcej słów, które budowały niesamowite koncepcje i bardzo żywe plany. Tak jak dzisiaj, kiedy brązowe buciki zanurzyły się w gęstwinie, a panna w błękitnej pelerynie wkroczyła między nagie o tej porze drzewa. Dla spaceru, dla ekscytujących poszukiwań, dla nauki. Z wdziękiem i pogodą przemykała między ciągnącymi się do miłego jeszcze słońca pniami. Zimno owijało się wokół długich gałęzi, a drobniejsze z nich pozwalały, by wiatr kołysał je do zimowego snu. Musiała się spieszyć, aby tylko zdążyć przed popołudniową ciemnością. Skąpe godziny światła nie miały żadnej litości.
Wędrowała więc zaopatrzona w zawieszony na skórzanym pasku koszyczek. Torbę zielarza, badacza i poszukiwacza tego, co wcale nie chciało zostać znalezione. W tej części lasu kiedyś razem z Archibaldem odnaleźli niesamowite gatunki. Niektóre z nich osiągały największą magiczną właściwość właśnie na chwilę przed nadejściem najmroźniejszej pory w roku. Minął już ten czas, kiedy jako lady spod znaku salamandry, mogła zamawiać składniki z całej Anglii i te docierały do niej w ilości, jaką tylko sobie wymarzyła. Teraz, gdy bardzo jej na czymś zależało, uśmiechała się wdzięcznie do zaprzyjaźnionych lordów, krewnych, przyjaciół, ale jeszcze częściej po prostu odważnie zwracała stopy w stronę krzewów, mokradeł i lasów. Wiedziała, że młodym dziewczętom nie powinno się tak spieszyć do samotnych wędrówek, ale jej odwaga, jej upartość i pasja nie pozwalały czekać ani chwili dłużej. Rozsądek wygasiła jak płomień, któremu odebrano źródło powietrza. Nie śmiała prosić o towarzystwo zapracowanego kuzyna czy narzeczonego. Potrafiła poradzić sobie sama. To tylko las, jesienny, wilgotny las, choć nieco cichszy niż zwykle. Poprawiła wełniany szal zsuwający się tak niewdzięcznie. Ciaśniej owinęła się ulubionym ciepłem i zmrużyła nieco oczy. Znała się trochę, nawet więcej niż trochę, na zielarstwie, więc nie były jej straszne takie wycieczki. Natura potrafiła być wielką mapą i tylko ci najbardziej ślepi gubili się, ignorując jawne wskazówki. Być może miała tendencję do bujania w obłokach, może za często przymykała powieki i dawała upust dziwnej energii, ale obudzona nawet w środku nocy umiałaby… wierzyła, że umiałaby znaleźć wyjście. Gnała więc dzielnie dalej, wyobrażając sobie, jak wspaniałe okazy przyjdzie jej dzisiaj podejrzeć. Zaopatrzona we właściwie przyrządy mogła zebrać odpowiednią ilość odczynników. Co złego mogło się stać?
Niedaleko ujrzała postać usadzoną pośród przyrody, jakby była jej częścią. Zamyśloną? Nieruchomą? Wyobraźnia natychmiast zaalarmowała dusze medyczki, choć bardziej chyba ciekawość damy. Już z oddali bowiem potrafiła dostrzec, że ów paniczyk, który przysiadł na kopcu, wcale nie wyglądał na chorowitego. Baa! On wydał się Isabelli dziwnie znajomy. Zjawisko. Podeszła bliżej, już na pewno wyłapał, że nadciąga. Wysoko unosiła nogi, bo z daleka od ścieżki należało już włożyć więcej mocy w kolejne kroki. – Czy się zgubiłeś? – zapytała, bo martwiący był to widok. On taki sam, porzucony gdzieś w naturze. Przechyliła lekko głowę w bok i zapatrzyła się. – Czy to… to jest dom mrówek? – padło kolejne pytanie, a oczy Isabelli otworzyły się szerzej. Uczyniła jeszcze jeden, ostrożny bardziej krok. Buzia młodego mężczyzny stała się mniej zagadkowa. Wiedziała, kim był. – Ty jesteś tym chłopcem z Rosji! – zawołała nagle. Koszyczek opadł na pierzynę z jesiennych liści. Nie był wcale nieznajomy. Czy jednak to możliwe, by los kolejny raz skrzyżował ich drogi?
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Polana w głębi lasu - Page 66 A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]22.06.21 1:42
Cicha, opuszczona polanka oraz bliskość uśpionego kopca całkowicie mi wystarczały. Nie sądziłem, bym w tamtym momencie potrzebował czegokolwiek więcej - ani drzewa do zapewnienia plecom wygodnego podparcia, ani rozgadanego towarzysza rozmów, ani nawet niczego do jedzenia. Szybko pojąłem, dlaczego prawie wyzbyłem się nękającego mnie od dawna niepokoju; ten obcy las i pokrzepiająca samotność miały w sobie coś znajomego, niemal tworząc iluzję powrotu do przeszłości. Świadom niedoskonałości ówczesnego życia, i tak chętnie kierowałem ku niemu moje myśli. Tęskniłem za nim, co tylko wzmagało moją niechęć do Londynu, skłaniając do korzystania z każdej nadarzającej się sposobności ucieczki poza jego granice. Co mógłbym, co moglibyśmy zrobić, żeby dotrzeć do ukochanego Leningradu, do znajomej ciasnoty komunałki, do miejsc, które nie wyglądałyby równie obco jak Anglia? Czy Konstantyn chciał tego samego?
Przymknąłem oczy, odcinając się od nieprzyjemnych rozważań, i skoncentrowałem uwagę na bodźcach płynących od dłoni, miękko spoczywających na podłożu. Poruszyłem palcami w górę i w dół, w górę i w dół, chcąc poczuć przesuwającą się pod nimi ściółkę: szorstkie, szeleszczące liście, opadłe z drzew gałązki, marznącą ziemię, pod którą nieprzerwanie tętniło życie...
Usłyszałem szmer, różniący się od dźwięku wydawanego przez kołysane wiatrem rośliny. Zwierzę? Nie, to przecież ludzkie kroki, stawiane w pobliżu ścieżek żłobionych przez ludzi. Mężczyzna? Kobieta? Przyjaciel czy wróg? Nie tracąc czasu na zgadywanki, otworzyłem oczy i mimowolnie natychmiast je zmrużyłem. Uprzednie przysłonięcie ich powiekami uwrażliwiło je na światło słoneczne, do którego musiałem ponownie przywyknąć.
Podniosłem wzrok na postać zmierzającą w moim kierunku, jednocześnie odruchowo przesuwając dłoń ku kieszeni kryjącej różdżkę. Nie wiem, kogo spodziewałem się zobaczyć, ale raczej nie młodą, zielonooką kobietę, która, wiedziona mylnym przekonaniem o konieczności udzielenia mi pomocy, postanowiła się do mnie odezwać. Moje serce przyspieszyło, gdy gorączkowo próbowałem przypomnieć sobie, jak się mówi. Powiedziała coś, co dalej? Och, zadała mi pytanie... to nie powinno być takie trudne.
- Nie - odparłem, postanawiając wyprowadzić ją z błędu.
Prawdę powiedziawszy, chciałem zostać tutaj sam, z własnymi myślami. Zanim zdążyłem zastanowić się, co dodać do lakonicznego komunikatu, żeby nieznajoma sobie stąd poszła, ona sama mnie zagadnęła.
- Nie, ponieważ mrówki nie budują domów, tylko gniazda. Kopce - zaprzeczyłem. Zastanowiłem się. - Nie sądzę, żeby jakiekolwiek zwierzęta potrafiły budować domy.
Urwałem, kiedy postąpiła jeszcze o krok w moim kierunku. Chłopiec z Rosji? Zapominając o oślepiających promieniach słonecznych, szeroko otworzyłem oczy w wyrazie niemego zaskoczenia. Rozpoznała mnie, a przecież nikt nie powiniene wiedzieć - prawda? Czy powinienem uciekać? Wymyślić jakieś kłamstwo, skoro szczerość była zabroniona? Co zrobiłby Konstantyn?
Intensywnie potarłem jedną ręką o drugą, a pięć sekund przeznaczone na udzielenie odpowiedzi dobiegało końca. Obawiałem się odezwać, ale wątpiłem, by strategia polegająca na upartym milczeniu przyniosła mi korzyści.
- Którym chłopcem? - bąknąłem, bo nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Przelotnie popatrzyłem w dół, na upadający koszyczek. Czy to gra? Czy nieznajoma rzeczywiście nie spodziewała się mnie tutaj spotkać? Jakie miała intencje? Wstałem, otrzepałem się z ziemi i poprawiłem ubrania, na wypadek gdyby postanowiła mnie zaatakować.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]26.06.21 18:25
Nie bez przyczyny człowiek przysiadał w naturze, brudził mokrą ziemią i dywanami z mchu idealnie uprasowaną spódnicę. Bo istniały momenty, kiedy naprawdę warto było to zrobić. I godziła się z tym zaklęta w niej natura damy. Jakimś cudem udawało jej się godzić te dwie części osobowości, godzić czynności uzdrowicielki oraz alchemiczki z pięknem i sprawunkami damy.  Przecież istniały zaklęcia, przecież można było wyczyścić zanurzone w liściach falbany. Nie od dziś kobiety zaplatały wianki i wczepiały barwne kwiaty w warkocze. Przyroda kryła w sobie niezwykły urok, czasami jednak niewidoczny na pierwszy rzut oka. Dlatego zdarzało jej się po prostu gdzieś schować się w zielonej gęstwinie i oddychać zapachem polnych kwiatów i wilgotnych gałązek. Nie teraz jednak, kiedy między nagimi drzewami pod grubą warstwą leśnego runa pochowały się wszystkie tutejsze stworzenia, kiedy nawet ptaki uciekały przed chłodnymi wiatrami. Nikt nie chciał zderzyć się z mroźną zimą. I mało kto odmawiał płomykom trzaskającym w kominku na rzecz wędrówki po grudniowym lesie. Chyba że prowadziła go misja. Bella była niemal pewna, że jej dawne koleżanki z arystokratycznych nosów nie wysunęłyby nosa z ciepłych pałacyków. Ona jednak była właśnie tu, przedzierała się czasem między drapiącymi brzydko gałęziami, byleby tylko dotrzeć do celu, odnaleźć roślinę. Zielarz przecież musiał czasem wypełznąć ze swojej ogrzanej szklarni i to nic, że pora nie była sprzyjająca, a las sam w sobie zdecydowanie nie należał do spacerowych propozycji dla samotnej damy. Jedyną pociechą było to słońce, mrugało bardzo przyjaźnie.
Głowa jasnowłosej przechyliła się lekko w bok. Warkocz zsunął się z ramienia i zafalował. Ów panicz porzucony na tym leśnym wzniesieniu wydawał się nie tylko znajomy, ale i przestraszony. A może ten wątek zbyt odważnie opisywała już jej wyobraźnia? Nie wyglądał na zachęconego możliwością wspólnej pogawędki między potężnymi drzewami. A może coś go mocno trapiło? Przecież nie była groźna, mogła mu pomóc, uleczyć. Jeśli jednak nie był zagubiony, może należało go po prostu pozostawić. Napawał się czarem natury, a Isabella naprawdę to rozumiała. Nie byłaby jedna sobą, gdyby powstrzymała tych kilka dodatkowych pytań i wyrazów głośnego entuzjazmu wkrótce po nich. Bo przecież znała ten akcent, znała twarz i spojrzenie, nieco inne, ale jakby znajome. Tamte zdawało się pewniejsze,  bardziej odważne. A tego jeszcze nie umiała zinterpretować. – Czasem chciałabym wiedzieć więcej o stworzeniach. Doceniam magię czającą się w alchemicznych odczynnikach pozyskiwanych ze zwierząt, ale… rzadko kiedy staję tak blisko nich. Kopce? Gniazda? A czy to nie są ich domy? Czy nie po to je tworzą? – zapytała nieco zadumana. Nie rozumiała, dlaczego młodzieniec rozróżnił tak wyraźnie te sprawy. Przecież nie mówiła tylko o dachu, drzwiach i oknach! – Czy jesteś temu zwierzęcemu światu oddany? Chętnie posłucham, z radością! – wyjawiła podekscytowana i ledwo powstrzymała się przed ułożeniem ciała na tym samym wzniesieniu. Chyba wolała się aż tak nie zbliżać. – Och, już wiem! Jesteś badaczem, paniczu! Obserwujesz je? Czy powinnam… mówić szeptem? – nie przerywała potoku słów, choć wyraźnie ściszyła głos. Słońce zdawało się wzmacniać jej rozognione spojrzenie.
Prawdziwy żar ujrzał jednak krótko później, kiedy połączyła jego akcent razem z widokiem, który już od pierwszej chwili coś jej przywodził na myśl. Teraz już wszystko wiedziała! Może powinna go pochwalić? Już te skromne słówka ukazywały, że zdołał przez ten tydzień zrobić postępy w nauce! Mówił jakoś… lepiej, budował bardziej skomplikowane zdania. – Kilka dni temu. Spotkaliśmy się przecież. Pamiętasz? Padało wtedy tak bardzo. Zaatakowała cię jadowita tentakula. To… to ja! – opowiedziała prędko i złożone dłonie przycisnęła do piersi w zupełnie mimowolnym geście. – Poradziłeś sobie z tym bólem? – podpytała jeszcze, mimowolnie szukając jego dłoni. Tej samej dłoni, na której zostały czerwone ślady, bo przecież odmówił pomocy. Wolał jej śpiew. Na samo wspomnienie lekko się zarumieniła. Panicz bowiem twierdził, że śpiewała naprawdę ładnie, a przecież miłe słowa tak łatwo zachowują się w pamięci.
To takie niesamowite, że znajdowali się dość daleko od tamtej opuszczonej chatki, a mimo to los postanowił zwrócić ich ścieżki ku sobie.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Polana w głębi lasu - Page 66 A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]07.07.21 23:35
Kiedyś bardzo długo zastanawiałem się, co w praktyce oznacza "ambiwalencja uczuć". Myślę, że zrozumiałem to w chwili, gdy przerażająco nieznajoma osoba najpierw wspomniała o alchemii, a zaraz potem zainteresowała się mrówkami. Czy rzeczywiście w końcu spotkałem towarzyszkę rozmów? Wyjątkowo gadatliwą towarzyszkę rozmów, której trajkotanie odrobinę mnie dezorientowało, ale... Moje wahanie trwało krótko, nieco więcej niż dwa mrugnięcia okiem.
- Dlaczego miałabyś mówić szeptem? One nie słyszą dźwięków tak jak ludzie - zdumiałem się. - Przypuszczam, że zgodnie ze słownikową definicją "domem" nazwiemy wytwór rąk człowieka, służący zapewnieniu mu schronienia. Domy złożone są ze ścian i dachów, a zwierzęce gniazda z zupełnie innego budulca. Mrówki wykorzystują w tym celu ziemię oraz dostępne surowce, takie jak gałęzie, liście czy igliwie. Prawdę mówiąc, nie widzę związku pomiędzy domem a mrowiskiem - powiedziałem, zaskoczony, że odzyskuję pewność siebie. Na temat mrówek potrafiłbym rozprawiać godzinami. Wziąłęm głęboki wdech, gotów kontynuować. - Głównym celem budowy gniazda jest zapewnienie królowej optymalnych warunków do rozrodu i zabezpieczenie larw. Może w tym mrowiska przypominają domy, że służą do gromadzenia zapasów, w chłodniejszych okresach, takich jak ten, chronią mrówki przed zimnem.
Nurtowało mnie zagadnienie alchemii, o której wspomniała nieznajoma. Czyżbym spotkał "koleżankę po fachu", jak to mawiają niektórzy? Dawno nie przytrafiła mi się okazja, żeby porozmawiać z kimś o eliksirach. Chciałem powrócić do tematu, ale wtedy rozmówczyni wyznała, że mnie rozpoznaje. Cofnąłem dłoń, porażony niespodziewanym dotykiem, czego zaraz pożałowałem.
Nie potrzebowałem wiele czasu, by skojarzyć znane mi fakty i zrozumieć sytuację. Roześmiałem się na wspomnienie czasów, kiedy wraz z bratem stroiliśmy żarty z sąsiadów i znajomych. Właściwie, dlaczego nie...?
- Naprawdę? Nie poznałem cię - odpowiedziałem, zgodnie z prawdą. Na szczęście dysponowałem już pewnym doświadczeniem w naśladowaniu Konstantyna, więc skopiowanie jego mimiki okazało się całkiem łatwe. Dużo trudniej będzie wymyślić odpowiednie słowa, dopasowane do przebiegu spotkania, o którym ten pokrótce mi opowiedział.
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]27.07.21 14:27
To było zadziwiające. Ów chłopiec jeszcze kilka dni temu wydawał się niemową. Zamkniętym w sobie, dość dziwnym i niepokojącym człowiekiem, który mógł być przyjacielem, a jednocześnie nie potrafiła zignorować niektórych jego kuriozalnych zachowań. Tym razem nie otrzymywała koślawych, pojedynczych słów nasączonych rosyjskim akcentem. Akcent, owszem, został, ale niesamowitym trafem tworzył całkiem pełne, złożone zadania. O ich sensach pomyśleć miała nieco później, bowiem teraz podziwiała umiejętności językowe. Przez chwilę utraciła skupienie na tym, co takiego próbował jej objawić. Mrówcze tajemnice brzmiały interesująco, ale to inna zagadka zajęła jej myśli. A może nawdychali się kadzidła, które kruszyło bariery związane z obcymi słowami? Rozejrzała się dla pewności. Pomysł sam wydawał się wręcz absurdalny, ale niemniej jak to, że w kilka dni zdołał nauczyć się pięknie mówić po angielsku. A może to zasługa jeszcze innej magii?
– Czy nie można powiedzieć, że stworzenia mają dom? Norki, jamy, gniazda. Czy to nie domy? Czy domy mogą mieć tylko ludzie? Dom jest azylem rodziny. Tam płonie ognisko, tam jest ciepło i miło. Bezpiecznie. Czy nie tak mrówki czują się w swoim gnieździe? Skoro tam wykluwają się młode… Och, to takie zawiłe. Zawsze mi się wydawało, że zwierzęta mają swoje domy jak ludzie. Naprawdę wierzysz, że to tylko miejsce do… tworzenia małych mrówek? No właśnie! Spiżarka, osłona od chłodu. Jak u ludzi! Widziałeś kiedyś taki mrówczy dom od środka? Mają tam coś, co przypomina korytarze i pokoje? Jak u ludzi? – zagadywała odważnie, a przy okazji jeszcze trochę mu się przyglądała. Być może pomyliła go z kimś innym, ale minęło mało czasu. Nie cierpiała jeszcze na zaniki pamięci. Była młoda i bystra. Coś jednak nie pasowało.
Młoda panienka nie mogła w żaden sposób przejrzeć jego myśli. Nie starała się też aż tak, choć czujne oczy nie potrafiły przestać prześwietlać tej duszy. Wyrażał się bowiem inaczej, nie tylko przez wzgląd na ilość i poprawność języka. Po prostu wydawał się bardziej przyjazny. Otwarty i rozmowny. Może trochę zdziwaczały, ale czy świat nie był pełen nietuzinkowych charakterów? Wiedziała już, że znał się na zwierzętach, ale brakowało mu wiedzy zielarza. Stąd nieznajomość rośliny, która wtedy owinęła się wokół jego palców. Nie nalegała. Pozwoliła mu zabrać dłoń. Być może wcale nie miał ochoty na powrót do tamtych wspomnień. Mogły być bolesne. – Wtedy, w tym deszczu, byłam całkiem przemoczona. Może dlatego. Ty jednak wydajesz się niemal identyczny! Tylko bardziej suchy. Cieszę się, widząc cię w tak dobrym zdrowiu. Byłam pewna, że jadowita tentakula nie zdołała cię otruć, ale… ale życie pełne jest niespodzianek. Czy wybrałeś się tutaj w wędrówkę? Zwiedzasz te lasy? Są piękne, prawda? Musisz koniecznie podejrzeć Dorset w porze wiosennej. Tak pięknie pachnie. Przedzimie jest dość srogie, ale drzewa ujawniają siłę swych pni. Czasem zdaje mi się, że szepczą do mnie - wyjawiła, podnoszą się i wyciągając ku pokrytej korą strukturze. Przyłożyła dłoń i zamknęła oczy. Zapach przyrody przedarł się do jej nosa. Chłodny i nie taki oczywisty jak w porze rozkwitu.
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Polana w głębi lasu - Page 66 A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]04.08.21 11:41
Podążanie za tokiem rozumowania Brytyjki nie było wcale łatwe. Nie miałem pojęcia, w jaki sposób powiązała domy z ogniskiem, ognisko z mrowiskiem, mrowisko z... pokojami i korytarzami, tworzącymi ludzkie siedliska?
- Chociaż musiałbym sprawdzić to w słowniku, sądzę, że dom z definicji jest budynkiem - nie zgodziłem się z zaproponowaną argumentacją. - Ale masz rację, można dostrzec pewne analogie. Gniazdo pełni funkcję ochronną, a w przypadku haplometrozy osobniki należące do nowej kolonii są ze sobą spokrewnione, co może kojarzyć ci się z rodziną. To, co określiłaś jako "korytarze", nazywane jest "chodnikami", a rolę "pokoi" pełnią komory. Tutaj jednak podobieństwo się kończy. Trudno mi powiedzieć, jakie emocje odczuwają mrówki podczas przebywania w gnieździe. Całe życie robotnic podporządkowane jest królowej, więc byłbym skłonny, za Wheelerem, traktować kolonie jako organizm, a zamiast porównywać gniazdo do domu, bardziej dopatrywałbym się w nim podobieństwa ciała. Czy erytrocytom jest "miło", kiedy krążą w żyłach i tętnicach?
Niestety, ta analogia nie była najlepszą, jaką mogłem wybrać. Przecież zdawałem sobie sprawę z tego, że ciałka krwi to pojedyncze komórki, a mrówka jest od niej znacznie bardziej złożona.
- To też nie jest doskonały przykład - przyznałem.
Wydawałem się niemal identyczny? Trochę rozczarowało mnie to, że tak łatwo zorientowała się w intrydze - najwidoczniej zbyt późno zacząłem swoje przedstawienie. Dalsze słowa dziewczyny nie pasowały jednak do tej obserwacji, tak że ja, wciąż zapatrzony w mrowisko, zmarszczyłem nieco brwi. Nie miałem pewności, czy powinienem dalej grać, więc na razie postanowiłem odpuścić... ale też nie wyjawiać jeszcze swojej tożsamości. Kto wie, a nuż zabawa jeszcze przede mną?
- Przyszedłem tutaj, żeby coś odnaleźć - odpowiedziałem wymijająco. Uwaga o szepczących drzewach wpędziła mnie w konsternację. Magia czy szaleństwo? Czy towarzyszka właśnie nasłuchiwała? Ja także umilkłem, ale mimo wytężania uszu nie słyszałem żadnych słów dobiegających od grubych pni. Czyżbym właśnie znalazł przyczynę wnikania w stany emocjonalne mrówek i porównywanie ich gniazd do ludzkich mieszkań?
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]05.08.21 15:36
Na tym jednak jego dziwy się nie kończyły. Snuł skomplikowaną opowieść dalej, wykorzystując niejednokrotnie słownictwo zdecydowanie odbiegające od podstawowej znajomości języka. To musiała być magia. Przecież to było niemożliwe, by tak prędko przyswoił tak zaawansowane formuły. Sama Bella niektórych zwrotów nie potrafiła pojąć, mimo bycia początkującym naukowcem i umysłu przywykłego do rozpracowywania skomplikowanych treści. Tym razem jednak nasilało się zmęczenie związane z przedziwną rozmową. – Och, dobrze. Poddaję się. Oddaje to tobie. Najpewniej posiadasz wiedzę znacznie bardziej rozległą ode mnie. Kłaniam się więc, drogi paniczu, i jestem pełna podziwu. Kiedy zaś mowa o erytrocytach, śmiem jednak wtrącić, że takie porównanie jest dość niefortunne. Erytrocyty poruszają się, odpowiadając na potrzeby, wypełniając swe zadania w organizmie. Nie są całymi żyjątkami. Nie odczuwają przecież. Och, jeśli lubisz naukowe ciekawostki, powinieneś poczytać Diagnostykę Sporuta. Tak się składa, że obecnie przerabiam drugi rozdział. Wyjątkowe, fascynujące uwagi mistrza sztuki uzdrowicielskiej… - zakomunikowała, wysuwając już z torby wspomniany wolumin. Była to wielka księga, opatrzona bordową skórką, wyglądająca na dość starą i wysłużoną. Spomiędzy przyszytych w niej pergaminów  wystawały niewymiarowe karty rozpisane notatkami Isabelli. Robiła notki, przygotowywała się do wkroczenia w zaawansowane uzdrowicielstwo. Chciała lepiej interpretować zaklęcia, stawiać dokładniejsze diagnozy. Potrafiła już przywołać mocne czary, ale sama magia bez stabilnych fundamentów anatomicznych niewiele dawała. Był tym zainteresowany? Po ostatnim spotkaniu wnioskowała jednak, że ani zielarstwo ani też leczenie nie stanowiły jego dziedziny. Tymczasem teraz odwoływał się do wiedzy o organizmie. Coś jej tutaj nie pasowało.
Niezbyt wylewnie ów panicz zareagował na morze słów. No cóż, widocznie temat poprzedniego spotkania był dla niego niespecjalnie miły. Powinna pojąć to szybciej, powinna przestać go zamęczać tamtym pechowym przypadkiem. A co jeśli macki tentakuli śniły mu się po nocach? Powinna wtedy poradzić mu łyżkę eliksiru słodkiego snu przed ułożeniem się w łożu. Z pewnością mikstura uczyniłaby sny przyjemniejszymi.
– Czego poszukujesz? Tu? W tym lasku? Znasz jakieś tajemnice tych stron? – zdziwiła się wyraźnie i aż rozejrzała bardziej po otoczeniu. Przecież tyle razy odwiedzała te strony. Prócz roślinności i miłych zakątków przyrody raczej nie znajdowało się tutaj nic, co mogłoby zachwycić takiego panicza… no, może poza tymi imponującymi domami mrówek! Tak, to chyba nie mieściło się w jej pojęciu, choć na brak wyobraźni zdecydowanie nie mogła narzekać.
Przez to wszystko, nie kryjąc swego zdziwienia, oderwała dłoń od kory i popatrzyła ciekawsko na młodą buzię odnalezionego między drzewami chłopca. Był jak zwierciadło, idealne rysy. Wspomnienie sprzed kilku dni, a jednak duch zaklęty w tym ciele nie tylko mówił innym językiem, ale i wydawał się mieć w sobie zupełnie inny płomień. O cóż chodziło?
Isabella Cattermole
Zawód : Stażystka w lecznicy
Wiek : 22
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Zaręczona
Najmilszy sercu jest prawdziwy w nim pożar.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica
Polana w głębi lasu - Page 66 A8172ec5839139146051f7b54e49c5d0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7405-isabella-selwyn https://www.morsmordre.net/t7416-iskierka https://www.morsmordre.net/t7414-bardzo-nieprzykladna-lady#202782 https://www.morsmordre.net/f84-boreham-palac-beaulieu https://www.morsmordre.net/t7417-skrytka-bankowa-nr-1810#202799 https://www.morsmordre.net/t7415-isabella-selwyn
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]08.08.21 16:07
Nie dało się ukryć, że nieznajoma dziewczyna miała do pewnego stopnia rację: erytrocyty nie były najlepszą analogią, chociaż mniemałem, że z odmiennego niż przedstawiony przez nią powodu. Wbrew jej słowom, pojedyncze osobniki również odpowiadały na potrzeby kolonii. Brakowało im indywidualizmu, który starała się w nich dostrzec, usilnie je antropologizując. Ich ruchy były regularne i harmonijne, a emocje ograniczone do bardzo wąskiego spektrum. Naukowcy debatowali, czy mrówki w ogóle odczuwają ból i cierpienie, tego jednak szczególnie nie chciałbym testować. Po co zabijać pożyteczne owady?
Pozostawała też kwestia różnorodności funkcji sprawowanych przez poszczególne osobniki, odróżniająca je od czerwonych ciałek krwi. Nue zmieniało to faktu, że działały jak receptory, reagując na bodźce czy, jak to ujęła Brytyjka, odpowiadając na potrzeby organizmu, do którego ostatecznie można było porównać mrowisko. Nie wypowiedziałem swoich refleksji głośno, ponieważ dziewczyna pokazała mi książkę na temat uzdrowicielstwa. Widok starego tomiszcza przywołał wspomnienia antykwariatu, tak że niemal poczułem panujący w nim zapach staroci... i zgubiłem wątek, o którym rozprawialiśmy. Spróbowałem przynajmniej zapamiętać tytuł podręcznika; nie wykluczałem, że pewnego dnia zrobię z niego użytek. Postanowiłem przynajmniej odszukać go w miejskiej bibliotece. Nie ośmieliłem się sięgnąć po cudzą własność, choćbym miał ograniczyć się do przejrzenia spisu treści.
- Dlaczego nie - zgodziłem się, powtarzając w myślach nazwisko autora. Trochę zdziwiło mnie, że sprawiająca wrażenie marzycielki rozmówczyni interesuje się również diagnozowaniem ludzkich chorób.
No cóż, jedno nie wykluczało przecież drugiego.
Uśmiechnąłem się lekko, słysząc skierowane do mnie pytanie. Wątpiłem, by przy tak szybko malejącym kącie pomiędzy tarczą słoneczną a horyzontem udało mi się jeszcze coś znaleźć. Będę musiał tu jeszcze wrócić.
- Niestety, nie znam żadnych tajemnic. Byłem ciekaw, jakie zioła można znaleźć w Dorset - odparłem - ale widzę, że będę musiał przyjechać tu raz jeszcze. To nic; w tym lesie jest cicho, spokojnie.
Bezpiecznie. Czy nie powinniśmy zamieszkać na pustkowiu?
Podniosłem się z ziemi, popatrując na wydłużające się cienie. Skoro dzisiaj nie miałem tutaj wiele do zdziałania, powinienem wracać do Londynu. Myśl o tym wywoływała dziwny smutek, niechęć, tęsknotę za kojącym, leśnym powietrzem. Niezliczone mrówki nieprzerwanie wędrowały po kopcu, z podziwu godną wytrwałością wykonując swoje zadania. Szanowałem je bez mała bardziej niż większość przedstawicieli własnego gatunku. Czy mogłem go tak nazywać? Czasem zastanawiałem się, czy na pewno należę do rodzaju ludzkiego. Oczywiście, że należysz, głupcze.
- Myślę, że wrócę - oznajmiłem, nie zastanawiając się, czy dziewczę w ogóle życzy sobie mojej powtórnej wizyty. Nie znałem przyszłości, ale mogłem próbować ją zaplanować. - Miło było cię spotkać.
Nie mówiłem tego zbyt często, toteż sam się sobie trochę dziwiłem. Towarzystwo rozmarzonej Brytyjki rzeczywiście okazało się całkiem... miłe. Nie przedłużając pożegnania, po prostu odwróciłem się i poszedłem swoją drogą, stopniowo absorbując coraz większą część uwagi wyobrażeniami o Londynie i spotkaniu z Kostią. Dlaczego, spośród wszystkich miejsc w Wielkiej Brytanii, świtoklik rzucił nas akurat do jej cuchnącej stolicy?

zt x2
Kirill Kalashnikov
Zawód : Alchemik
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
This is our life; there's no use in asking what if.
OPCM : 5
UROKI : 1
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9819-kirill-kalashnikov https://www.morsmordre.net/t9829-poczta-kirilla#298019 https://www.morsmordre.net/t9830-kirill-kalashnikov#298021 https://www.morsmordre.net/t9832-skrytka-bankowa-nr-21-084#298023 https://www.morsmordre.net/t9831-kirill-kalashnikov#298022
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]11.09.21 22:21
Musiała odreagować. Wczorajszy wieczór był katastrofa na wielu poziomach, od niewykonanego zadania, poprzez cholerne psy, kończąc na pieprzonym Lyallu Lupinie, który pojawił się przed nią, jak gdyby nigdy nic, jak gdyby nie zniknął na parę lat, zostawiając ją samą i z którym wczoraj… Nie, to nie była kłótnia. Raczej wyrzuciła z siebie żal, a on cóż, zignorował ją? Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, czy obwiniać siebie, czy jego, czy mieć nadzieję, że jeszcze kiedyś znów będzie jak kiedyś, czy to cholera niemożliwe.
Przepełniało ją wiele emocji, których nie potrafiła okiełznać, potrzebowała więc dużej dawki ruchu i jakiegoś zajęcia, które miało jej pomóc odciąć się od niekoniecznie miłych myśli.
Dlatego umówiła się z Thalią na polowanie. Nic nie pomagało ochłonąć jak strzelanie do przyszłego obiadu. Jakkolwiek brutalnie to brzmiało.
- Myślę, że tu możemy zacząć tropić zwierzynę, rozejrzymy się i może znajdziemy jakiś ślad. Pewnie sporo zwierząt szuka tu jakichś korzonków lub innego jedzenia, do tego na otwartej przestrzeni łatwiej będzie nam coś wypatrzeć. Minus? One też łatwiej nas zauważą, więc musimy być cicho i ostrożnie się poruszać - mówiła dość cicho, niemal na ucho przyjaciółki, tak, by już teraz nie spłoszyć potencjalnej ofiary.
Ściągnęła swoją kuszę z pleców, trzymając ją teraz w rękach, gotowa, tak na wszelki wypadek, strzelić w pierwszą, ewentualną zwierzynę, jaką uda im się napotkać, różdżka, na wszelki wypadek, siedziała w jej kieszeni. Były niby na bezpiecznych terenach półwyspu kornwalijskiego, ona jednak zawsze wolała być w gotowości do walki. Żyły w bardzo niebezpiecznych czasach, szczególnie dla niej.
Zaczęła szukać śladów na śniegu, może jakichś odchodów lub oznak żerowania zwierząt. Uważnie przeglądała grunt, a także okoliczne drzewa i resztki roślinności, która rosła na polanie i tuż przy niej. Szła uważnie, choć widać nie tylko poszukiwanie śladów męczyło jej myśli, bo nawet nie zauważyła, kiedy jej płaszcz zahaczył o jakąś gałązkę, przynajmniej dopóki nie poczuła szarpnięcia i nie usłyszała odgłosu rozdzieranego materiału.
- Cholera - mruknęła, chcąc odczepić rozpruty kawałek materiału ręką, nie zauważając tym razem, że gałązka, która trzymała ją za płaszcz, miała kolce. W końcu uwolniona wsadziła skaleczony palec do ust i wyraźnie nie w humorze spojrzała na Thalię wymownie.
- Nic nie mów - syknęła, kończąc dezynfekcję palca śliną i ruszyła dalej, mając nadzieję, że jednak uda im się wytropić jakiś obiad. Już bez większych strat.

|Rzut na wytropienie zwierzyny (spostrzegawczość II)
Jackie Rineheart
Zawód : Wiedźmia Strażniczka i najemniczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
And suddenly life wasn't about living. It was about surviving.
OPCM : 19
UROKI : 11
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t10316-jackie-n-rineheart https://www.morsmordre.net/t10385-ansgar https://www.morsmordre.net/t10386-one-woman-army https://www.morsmordre.net/f388-lancashire-fleetwood-kent-st-12 https://www.morsmordre.net/t10384-skrytka-bankowa-nr-2299 https://www.morsmordre.net/t10383-jackie-rineheart
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]11.09.21 22:21
The member 'Jackie Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 77
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Polana w głębi lasu - Page 66 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Polana w głębi lasu [odnośnik]12.09.21 16:02
Nie umiała polować. Była bardziej człowiekiem wody niż lasów, bez problemu przemierzając bezkresny błękit (o ile wody nie były zabarwione czymkolwiek), ale las nie był jej wielką miłością. Nie przeszkadzał jej, nie sądziła o nim gorzej, nie dlatego że uznawała go za gorszy, tylko taki, który niekoniecznie z nią współgrał. Kiedy uciekała z sierocińca, zawsze kierowała się w stronę miasta, nie szukając też nic co mogłoby by przynieść jej ukojenie – chciała zobaczyć świat, to, co żyło i działało, gdzie tętniły ludzkie serca i gdzie działy się rozmaite cuda. Las wydawał się odległy i przynosił wyciszenie, którego, jak siebie sama przekonywała, wcale nie potrzebowała. Teraz jednak towarzyszyła jej Jackie i Thalia chciała udawać, że bardzo dobrze wiedziała, co ma robić. Ale nie wiedziała, więc postanowiła ostrożnie kierować się za nią, jednocześnie starając się nie popsuć niczego.
- Nie wiem, na ile się orientujesz, ale wiesz…ja niezbyt potrafię łowić cokolwiek. Ale będę chodzić za tobą i będę cicho. Czy to się liczy jako pomoc? – Ostrożnie poprawiła skrócone włosy, ostrożnie przyglądając się Jackie, mimikując jej zachowanie: spokojny ton głosu, poruszanie się spokojne, nie narzucanie się w jej przestrzeń osobistą, chociaż automatycznie miała ochotę stanąć jej nad głową, przyglądając się dokładnie każdej czynności. Niczym jakiś przeraźliwy, obsesyjny mężczyzna. – Dasz mi potem postrzelać z kuszy?
Oczywiście, że musiała o to spytać! Póki co rzecz jasna tropiły, nie chciała więc przeszkadzać, ale potem chyba Jackie jej tego nie odmówi? Miała naprawdę szczerą nadzieję, że przynajmniej ona zrozumie, że nie było nic złego, aby jednak kobieta interesowała się bronią. Nie rozumiała tej szczerej paniki na jej nóż, tak jakby nagle miała z nim wychodzić do ludzi i dźgać wszystkich jak popadnie, kiedy każde z nich miało przy sobie różdżkę, dzięki której można było nawet zrzucić cholerny meteoryt na czyjąś głowę! Ale nie nie, nóż, taka groźna rzecz…
- Nic nie mówię, ale jak coś się stało, to wiesz…nie wyżywaj się na sobie. – Uniosła lekko brwi. Nie wiedziała, że Jackie miała wcześniej jakieś dręczące ją do teraz spotkanie, ale wiedziała bardzo dobrze, jak to było ciskać się w złości, zwłaszcza kiedy sama się przy tym kaleczyła. Było coś dziwacznie kojącego w nieleczonych obrażeniach – a może to po prostu jej działania, które sprawiały, że przynajmniej część załogi zostawiała ją w spokoju, ograniczając się do słownych pyskówek. – Ale jak kogoś pobić to wiesz, mnie nie musisz dwa razy powtarzać.
Uśmiechnęła się, starając się ostrożnie za nią poruszać. Płaszcz i buty stworzone jej przez Tessę zdecydowanie pomagały w poruszaniu się bezszelestnie…ale poza tym, była jeszcze ona.

Rzut na skradanie (poziom I, +20 do rzutu ze względu na buty od Tessy)
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 16
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 1
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697

Strona 66 z 67 Previous  1 ... 34 ... 65, 66, 67  Next

Polana w głębi lasu
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach