Wydarzenia


Ekipa forum
Komis Menteur
AutorWiadomość
Komis Menteur [odnośnik]07.03.16 18:31
First topic message reminder :

Komis Menteur

Niewielki sklepik umieszczony na krańcu ulicy Śmiertelnego Nokturnu. Bordowa witryna pokryta mchem i kurzem nie zachęca do wejścia do środka. Podobno znajdziesz tu wiele skradzionych rzeczy, których czarodziejscy złodzieje chcą się pozbyć zanim wywęszy ich magiczna policja. Gdy przekroczy się próg, od razu nozdrza drażni zapach stęchlizny. Stara lada pokryta jest przeróżnymi bibelotami. Trudno jest zrobić chociaż krok przez piętrzące się kartony. Właściciel zazwyczaj czuwa nad swoją skromną kolekcją, wykłócając się z klientami o coraz wyższą cenę. Nikt nigdy nie wie, czy jest do nich aż tak przywiązany, czy aż tak chciwy? Nokturn podobno rządzi się swoimi prawami. Sklepik ma dość spore zaplecze, lecz właściciel niechętnie tam kogokolwiek wpuszcza. Na małych taboretach zazwyczaj siedzi jego dwójka synów, która w wolnym czasie struga mroczne figurki z drewna.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:41, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komis Menteur - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Komis Menteur [odnośnik]13.03.18 16:55
Kolejne minuty zmarnował na odcyfrowanie nędznych skrawków, finalnie nieprzynoszących mu żadnych nowych wieści. Nie pozyskał żadnych informacji poza tymi, jakimi dysponował już na samym początku. Zaczynał się obawiać, czy w ogóle zachowały się księgi, traktujące o obskurusach. Równie dobrze wszystkie plugawe dzieła mogły spłonąć w pożarze Londynu lub znajdować się tysiące mil stąd w prywatnej kolekcji jakiegoś szaleńca. Nie mógł się jednak poddać - i nie zamierzał. Zawsze dopinał swego, nawet jeśli cel zdawał się nieosiągalny. Raz zrezygnował ze swej racji i nie było dnia, by tego nie żałował. Nie chciał dopuścić, by kolejne niepowodzenie zatrzęsło jego losem. Otworzył każdą z szuflad potężnej komody, posługując się różdżką zbadał każdy jeden artefakt, próbując wyczuć ukryte właściwości danych obiektów. W tym składowisku różności było wszystko, lecz brakło tam tego, co mogło mu pomóc. Poirytowany porażkami, chwycił się brzytwy; bez przekonania rzucił zaklęcie otwierające tajemne przejścia i... jakież było jego zdziwienie, kiedy tuż pod stopami, zmaterializowała się klapa do piwnicy. Zmyślny staruch - przeklął w myślach właściciela komisu, otwierając klapę i schodząc w dół po drewnianej drabinie. Jeden z szczebelków załamał się pod jego ciężarem, widać przejście musiało być dawno nieużywane. Lumos. Kraniec różdżki zapłonął, oświetlając podziemne pomieszczenie, wypełnione stosem rupieci oraz nowym pokładem książek. Tym razem nie przetrząsał wszystkich, uważnie wypatrując jedynie brakujących stron z księgi o złotej klamrze. Był pewny, że ten plik zawiera w sobie dokładnie to, czego potrzebuje. Słowa o najbardziej przerażającym stworzeniu, jakie kiedykolwiek stąpało po ziemi. Skumulowana energia magiczna, nie istniało nic piękniejszego i... niebezpiecznego. Przyświecając sobie różdżką, sięgnął do niepozornego organizera, w którym spokojnie spoczywał plik zapisanych kart, lecz w chwili, kiedy dotknął je dłonią, rozpętało się piekło. Palce zaczęły go parzyć, a organizer ożył, boleśnie wgryzając mu się w dłoń. Rowle jęknął z bólu i zamachnął się wściekle, lecz wczepiony w skórę kawał metalu za nic nie chciał puścić. Dopiero kiedy Magnus oprzytomniał ze zdziwienia, machnął różdżką, a agresywny organizer odczepił się od ręki, lądując na przeciwległej ścianie, dziwacznie wygięty.
-Kurwa - mruknął Rowle, wpatrując się w swoją pogryzioną dłoń z wyraźnymi śladami poparzeń. Z ranek po zębach wściekłego przedmiotu zaczęła sączyć się krew, na szczęście czerwona, czysta. Nie wiadomo, co siedziało w tamtym cholerstwie. Mógł teraz jednak spojrzeć na karty i przekonać się, czy zaciekła walka była ich warta.

|historia magii, poziom III
Magnus Rowle
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komis Menteur - Page 8 GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Re: Komis Menteur [odnośnik]13.03.18 16:55
The member 'Magnus Rowle' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 82
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komis Menteur - Page 8 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Komis Menteur [odnośnik]15.03.18 14:16
Kilka kropel krwi spadło na luźne strony, rozmazując i tak niewyraźny tusz. Magnus zmrużył oczy, przyświecając sobie różdżką, by dojrzeć blade litery i poskładać pojawiające się przed nim słowa w sensowne zdania. Krótkie, oschłe, cięte w wręcz śmieszne, bo zbyt krótkie frazy. Informacyjne, ostrzegawcze. Miał przed sobą brakujący element przewodnika; zdecydowanie nie nadawało się to na lekturę do poduszki. Ciut historii, wraz z makabrycznymi szczegółami, opisy masakr, o których słyszał, oczywiście - lecz dotąd nie podejrzewał prawdziwego ich źródła, usatysfakcjonowany zafałszowanymi podaniami historyków. Aż wzdrygnął się ze złości nad pożółkłymi kartami: dotąd nie zawiódł się na swej wiedzy oraz na rzetelności czarodziejskich badaczy, teraz musiał nie tylko uznać tę drobną porażkę, a i dokonać weryfikacji części materiałów, jedynie muśniętych wymijającym wyjaśnieniem. Dzisiejsze doświadczenie podpowiadało mu, że mętność wywodów świadczy o próbie (już nieudolnej) ukrycia czegoś przed niepowołanym wzrokiem. Wiedza w niewłaściwych rękach mogła doprowadzić do tragedii, lecz obecnie świat chwiał się widowiskowo na granicy upadku, więc należało czym prędzej podjąć odpowiednie kroki. Objawienie rąbka tajemnicy o pradawnych - jeszcze przed momentem - mitycznych stworach, tchnęło w Magnusie nową fascynację, z jaką analizował strzępki słów, spisanych w trudnym wariancie angielskiego o zaskakujących strukturach gramatycznych. Przedzierał się przez te utrudnienia zdecydowanie, zdanie po zdaniu chłonąc dane. Suche, zachowawcze, przedłożone w podręcznikowej formie dla nadgorliwych uczniów. Kolumny liczb upamiętniające bezimienne ofiary. Suma zniszczeń, dokonanych w trakcie kilku lat. Ryciny dantejskich scen po wypuszczeniu diabelskiej energii na zewnątrz; pilnie studiował wycięty plik kartek, z wypiekami na twarzy czytając o coraz to nowszych okropieństwach. Brzemiennych skutkach nienależytego traktowania magii. Uśmiechnął się mściwie, po dłuższej chwili składając strony na pół i ostrożnie wsuwając go za pazuchę. Głęboka kieszeń pomieściła karty, czuł ich rogi, fantomowo zapuszczające korzeni w jego piersi, kiedy wdrapywał się na drabinkę, starannie zamykając za sobą klapę, która natychmiastowo zniknęła. Skrwawioną rękę upchnął w kieszeni i z aktorskim przejęciem (zapewne sztucznym), wytoczył się z zaplecza, bluzgając pod nosem, grając wściekłego na cały świat. Drwiący, rybi wzrok właściciela zniósł w pokornym milczeniu, tryumfując w duszy i postanawiając, że kiedyś spali tę budę do fundamentów. Kaprys, na jaki mógł sobie pozwolić, za nędzną próbę oszustwa tego kmiotka.

zt
Magnus Rowle
Magnus Rowle
Zawód : reporter Walczącego Maga
Wiek : 35
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
O mój słodki Salazarze, o mój słodki
Powiedz mi, że warto
Że przejdziemy przez to wszystko gładko
Będzie wiosna dla mych dzieci przez kolejne tysiąc lat
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Komis Menteur - Page 8 GleamingImpressionableFlatfish-small
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4426-magnus-phelan-rowle https://www.morsmordre.net/t4650-korespondencja-m-p-rowle-a https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f310-cheshire-farndon-posiadlosc-rowle-ow https://www.morsmordre.net/t4652-skrytka-bankowa-nr-1118 https://www.morsmordre.net/t4786-magnus-rowle
Re: Komis Menteur [odnośnik]30.07.20 19:57
stąd, przyprowadza mnie Matt

Nastroje sprzyjające naszej przeprawie przez Londyn nie sprawiały, że zapomniałam, jaki był mój cel. I dlaczego pomagał mi właśnie Bott. Nokturn. Nie pytałam, z kim musiał się układać, żeby zdobyć bezpieczne wejście w te kręgi. Wydawał się jednak inny, niż większość śmietanki towarzyskiej, którą dotychczas mogłam poznać. Nie był ani obłąkany, ani szczególnie wyrafinowany - czarnoksiężnicy stanowili jedną część tego kociołka pełnego wrażeń. Z drugiej strony lądował tam cały margines społeczny. Zupełnie inny niż ten, na który można było natknąć się w dokach. W dokach wszyscy dawali sobie po mordach, łatwo można było stracić zbyt ciężką sakiewkę, ale atmosferę umilały głośne szczękania kufli i gwar, który trudno było nazwać ponurym. Nokturn był trochę inny. Bardziej obłąkany. Niepewny. Przeklęty jak wszystkie miejsca, w których już byłam. Gdzie w tym wszystkim był Bott?
- Nie myślałeś o pracy w cyrku? - odezwałam się, kiedy już skończył wyliczać. - Z takim talentem byłbyś gwiazdą. Za więcej niż galeona. - Czytało się z niego jak z otwartej księgi. I być może dlatego ślina z łatwością przynosiła mi na język kolejne uszczypliwości. Ostatecznie byliśmy tacy sami. Każdy z nas miał jakieś słabości. Jedni chcieli pieniędzy, inni sławy, a jeszcze inni spełniali się czując władzę. Na przykład jak ci funkcjonariusze. Czy wobec tego miałam prawo ich oceniać? Tak. Sława i pieniądze nie dotykały godności drugiego człowieka. Ja już swojej nie miałam, może dlatego poczułam, jak przez moje ciało przelewa się fala gorąca, gdy pozostawałam bezstronnym obserwatorem.
Wycofałam się w cień, nie do końca będąc przekonaną co do pomysłu Botta, kiedy jednak wyciągnął kompas, zdałam się na niego. Miał rację - udało nam się dostać na Nokturn omijając wszelkie patrole, nawet jeśli cały czas czuliśmy na karku oddech Ministerstwa. Byli za każdym rogiem, widzieliśmy ich cienie, słyszeliśmy rozmowy - żadna grupa nie wpadła jednak bezpośrednio na nas.
Nokturn był inny. Nie sądziłam, że kiedykolwiek przyjdzie mi uznać to miejsce za spokojne, ale taki właśnie wydawał się tego wieczoru. Pusty i cichy, nie licząc kotów, które co chwila przemykały między budynkami.
- Poczekaj tu. Jeśli nie wyjdę za kwadrans, możesz wejść i sprawdzić sytuację. Jeśli usłyszysz coś ze środka - wchodzisz. - Przekazałam mu polecenie, kiedy stanęliśmy pod drzwiami komisu. Nie spodziewałam się problemów, a choć właściciel spodziewał się przesyłki, nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy. A to był wystarczający powód do zachowania ostrożności.
Jade Sykes
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

her attitude kinda savage
but her heart is gold

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Re: Komis Menteur [odnośnik]31.07.20 2:33
- Nieeee, to nie dla mnie - machnąłem zniechęcony ręką - Kto by ci organizował krajoznawcze wycieczki gdyby mnie zabrakło - wzruszyłem ramionami przypominając jej, że dzień był szczęśliwy i układał się po jej myśli tylko dzięki mojej fantastycznej osobie. W duchu zaśmiałem się jednak dość nerwowo. Bez wątpienia, jako wilkołak idealnie pasowałbym do cyrku jako atrakcja z namiotu dziwów. Chociaż i bez tego prawdopodobnie znaleźli by dla mnie odpowiednią lożę. Byłem wypadkową każdego istniejącego świata - magicznego i niemagicznego, dobrego i tego ponurego. Co ciekawsze, gdyby kazano mi wybrać jeden w którym miałbym spędzić swoje ostatnie dni...nie umiałbym się zdecydować. Chciałem żyć wszędzie. I tak też w zasadzie robiłem. Nie chciałem tego zmieniać. Nawet kiedy musiałem się mierzyć z naprawdę nieciekawymi sytuacjami.
Starałem się nie myśleć o dzieciaku. Miał pozostać bezimienną, jedną z wielu figur które przemykają gdzieś na dalszym lub bliższym planie. Nie zamierzałem tego zmieniać, angażować się w wojnę czy cokolwiek. Miałem przeprowadzić Jade do Londynu, zaprowadzić na Nokturn i tego się trzymałem. Droga do celu usłana była licznie wyrastającymi z pod ziemi funkcjonariuszami. Szczęśliwie wszystkich udało nam się ominąć docierając na tą mniej ciekawą ulicę. Tu nie było patroli, a przynajmniej nie takich, jakie krążyły po zwyczajnych uliczkach. Tu wszyscy pilnowali siebie nawzajem, kryjąc się przed lewitującymi od czasu do czasu dementorami. Trzeba było uważać, nie podnosić wzroku za wysoko, nie plątać się pod nogami.
- Pewnie - kiwnąłem głową z powagą. Wcześniejsza beztroska wyparowała. O ile jeszcze w dokach mogłem uważać się za kogoś to tu... tu samemu musiałem uważać by się nie potknąć, a teraz do tego musiałem pilnować by tego samego nie zrobiła Sykes - Nie daj się zdekoncentrować jego gówniarzom. Typ trzyma je przy ladzie całe dnie. Trudno powiedzieć czy z nudów czy z musu strugają cały czas małymi nożykami jakieś małe powalone rzeczy w drewnie. Staraj się to zlać i nie myśleć o nich bo zryje ci to banie. Powodzenia - przestrzegłem i życzyłem udanych interesów pozwalając sobie samemu oprzeć się o witrynę. Nie przypadkiem czy dla wygody. Chciałem by właściciel widział przez brudna szybę mój cień i wiedział, że odwiedzająca go czarownica nie jest sama.



I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 8+2
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 17+3
SPRAWNOŚĆ : 24+6
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Komis Menteur [odnośnik]02.08.20 22:06
- Jakiś Bojczuk, Ogden, Doge… - bez zastanowienia zaczęłam wymieniać nazwiska, które kojarzył każdy, kto kręcił się po dokach. Prawda była taka, że nie byłam przekonana do żadnego z nich. Bott miał w sobie coś, co sprawiało, że potrafiłam mu zaufać. Opierało się to wyłącznie na moim przeczuciu, a jako Sykes doskonale wiedziałam, że instynktów nie należało zamiatać pod dywan. Z tym całym swoim nonszalanckim obyciem sprawiał wrażenie takiego, któremu nikt nie podskoczy, ale nie miał w oczach chłodu arystokraty, ani pustki szaleńca. Nie musiałam długo się przyglądać - pamiętałam jeszcze, jak śmieją się oczy kogoś, kto poznał sekret szczęścia. - Ale póki co masz jeszcze u mnie pracę. - Zamiast komplementu odezwałam się szorstko, jednocześnie z łagodnością kładąc wytatuowaną dłoń na jego barku. Ostatecznie, z tymi wszystkimi tatuażami, ja też mogłabym stanowić rozrywkę dla oka. Szkoda, że nie miałam świadomości, że w ostatnim czasie moda na tatuaże weszła na salony.
Byłam całkiem spostrzegawcza, zauważyłam więc, jak Bott spoważniał, gdy skalaliśmy Nokturn swoją naiwną obecnością. Choć byłam tu wcześniej kilkakrotnie - z w towarzystwie Jovena - każdy fragment mojego ciała odczuwał, że nie była to bezpieczna przystań. Niby chleb powszedni dla łamacza klątw, ale krew i tak wiedziała swoje, zaczynając szybciej przelewać się przez serce. Słysząc ostrzeżenie Matta, byłam przekonana, że próbuje mnie wkręcić, dlatego jego słowa skwitowałam jedynie uniesieniem brwi, kiedy jednak weszłam do środka, gówniarzy nie było - pewnie ze względu na późną porę - natomiast ladę rzeczywiście przykrywał rozgardiasz składający się z drewnianych ostrużyn, narzędzi do wycinania w drewnie i całej masie niedokończonych, porytych podobizn ludzi lub zwierząt. Jednocześnie.
Właściciel pojawił się szybko; widać było, że czekał na moje przybycie, choć zdecydowanie bardziej interesował go przedmiot, który przyniosłam. Przyglądał mu się długo, mamrocząc pod nosem coś do siebie, a ja nerwowo rozglądałam się po lokalu, w głowie już układając wiązankę inkantacji na wypadek nieproszonych gości. Ale nie nadszedł nikt. Albo mieszkańcy Nokturnu cenili sobie spokój, albo rzecz, która wpadła czarodziejowi w ręce wpadła mu też w oko. Targował się, chciał zejść z ceny, popełnił jednak błąd. Zdradził się, że mu zależy, ale wykorzystałam to na swoją korzyść, poniekąd idąc mu na rękę. Mogłam się wykłócać, ale czasami pewne rzeczy nie były tego warte. Zamierzałam tu jeszcze wrócić i zdecydowanie wolałam zostać przyjęta równie ochoczo, co dziś.
- Chodźmy stąd. Im szybciej tym lepiej. - Zwróciłam się do Matta, gdy już znalazłam się na ulicy z sakiewką pełną galeonów. W porównaniu do wnętrza komisu, ulice Nokturnu nawet ładnie pachniały. Najwyraźniej dawno nie było tu żadnego trupa. Tym bardziej powinniśmy zwinąć się jak najszybciej. - Rozliczymy się w dokach. Ja stawiam. Zobaczymy, czy po kilku piwach dalej jesteś mocny w gadce, Bott. Prowadź.
Jade Sykes
Jade Sykes
Zawód : łamaczka klątw
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa

her attitude kinda savage
but her heart is gold

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7327-jade-sykes https://www.morsmordre.net/t7337-carnelian#200427 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f266-lancashire-abbeystead-peregrine-hill https://www.morsmordre.net/t7338-skrytka-bankowa-nr-1785#200430 https://www.morsmordre.net/t8674-jade-sykes#256273
Re: Komis Menteur [odnośnik]04.08.20 20:31
Parsknąłem kpiąco pod nosem słysząc o Bojczuku. Jemu to dziurawych skarpet bym nie powierzył do upilnowania, a co dopiero pokładał nadzieję, że coś załatwi. Zaraz sobie jednak przypomniałem, że między innymi to właśnie dzięki niemu mój kuzyn jeszcze nie siedział za kratkami lub nawet gorzej. Chcąc nie chcąc nie mogłem myśleć o nim jak o największej kanalii. Odgen zaś...
- Odgena od roku nie widziałem - rzuciłem mimochodem tak jakbym komentował pogodę, lecz dało się wyczuć w tym jakieś posępne dno. Głupek w końcu rzucał się w oczy nawet kiedy nie chciało się go widzieć. Był w końcu pieprzonym olbrzymem. Nie żebym już go skreślał, lecz... była wojna. - Polecam się i zalecam - rozłożyłem ręce w prezentującym geście tak by jednak z humorystycznym akcentem zamknąć tą rozmowę. Nie próbowałem jednak już błaznować na ulicy, czy Nokturnie.
Gdy dotarliśmy pod komis czekałem na nią cierpliwie przed witryną. Jak do tej pory nie bawiłem się w kryciu za kapturem, tak teraz naciągnąłem ten na głowę tak by moje łypanie z pod padającego na twarz cienia robiło większe wrażenie niż w rzeczywistości. Ręce zaplotłem na torsie tak by połyskująca biżuteria szacunku na palcach jednej ręki i różdżka w drugiej odpowiednio informowała, że należny się zastanowić dwa razy przed próbą zaczepienia. Kątem oka próbowałem dojrzeć przez brudną szybę, jak tam sobie Sykes radziła z pertraktacjami - gówno jednak widziałem. Chyba nawet dosłownie. Ostatecznie wszystko jednak zdawało się pójść jak spłata. Kiwnąłem potakująco głową i zacząłem ją prowadzić. Ścieżka którą wychodziliśmy była zupełnie inna od tej, którą przyszliśmy. Mimo wszystko wolałem tym razem uniknąć tłumów funkcjonariuszy kręcących się po Londynie, a to oznaczało potrzebę dojścia do doków z zupełnie innej strony. Tyle dobrego, że pogoda dopisywała - pomyślałem, a zaraz po tym zaczęło mżyć.

|zt x2


I'll survive
somehow i always do


Matthew Bott
Matthew Bott
Zawód : Prace dorywcze
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Jam jest Myśląca Tiara,Los wam wyznaczę na starcie!
OPCM : 8+2
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 3
ZWINNOŚĆ : 17+3
SPRAWNOŚĆ : 24+6
Genetyka : Wilkołak

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t3558-matt-w-budowie#62851 https://www.morsmordre.net/t4002-poczta-matta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f136-smiertelny-nokturn-36-5 https://www.morsmordre.net/t4772-skrytka-bankowa-nr-901 https://www.morsmordre.net/t3713-matthew-bott
Re: Komis Menteur [odnośnik]21.01.21 18:26
17 IX

Omszała, brudna szyba uniemożliwiała przyjrzenie się temu, co znajdowało się w środku komisu; jeszcze nim nacisnął klamkę, chwytając ją dłońmi, które kryły się w ciemnych rękawiczkach, zatrzymał się na naście sekund, przyglądając się cieniom zza witryny, poruszającym się od czasu do czasu, tak rzadko, że można by przypuszczać, iż w środku pomieszkują wyłącznie wystawione na sprzedaż przedmioty. Dwie niewielkie smugi ledwie wystawały zza nieruchomej plamy, będącej najpewniej ladą. Bywał tu w interesach, mógł więc już teraz podejrzewać, iż właściciel kryje się na zapleczu, a jedynymi oczami, które obserwują przybyłych do sklepu, są te należące do dwójki kościstych chłopców, bliźniaków, bądź bliźniaczo podobnych do siebie braci, równie dobrze mógł dzielić ich rok czy dwa, choć przeglądając się w sobie jak w lustrze najpewniej nie dostrzegliby zbyt wielu różnic - a przynajmniej nie widział ich Borgin.
Głuchy dźwięk wydany przez dzwonek przypominał nieprzyjemny zgrzyt metalu o metal, nie brzmiał on wcale zachęcająco; zachęcająco nie wyglądały też posłane Calderowi spojrzenia, czarne oczy, które wyglądały tak, jakby tęczówki stapiały się ze źrenicami. Małe, ostro zakończone przybory oderwały się od drewnianych sylwetek zaklętych w pokracznych figurkach.
- Zawołajcie swego ojca - dzieci powitały go ciszą i ciszą odpowiedziały na jego rozkaz, ostatecznie jednak ten niewiele wyższy chłopiec zsunął się z rozchwianego taboretu, stuknęły obcasy butów, raz, naście razy; zniknął na zapleczu, do którego stary Shaw nie kwapił się wpuszczać nikogo. Zupełnie tak, jakby trzymał tam jakieś tajemnice, skarby niewystawione na widok wszystkich, możliwe do obejrzenia jedynie przez wybrańców.
Przez Borgina, między innymi.
On sam w tym czasie powoli obszedł pomieszczenie, zatrzymując się co i rusz, by pochylić się nad pojedynczymi eksponatami, nic jednak nie przyciągnęło jego uwagi na dłużej; komis był jednym wielkim śmietniskiem, na które trafiały towary z włamań i kradzieży do przypadkowych miejsc. Czasem można tu było natknąć się na białego smoka, lecz wymagało to poświęcenia swojego czasu na przekopanie się przez wszystko to, czego po prostu nie opłacało się odkupować. Czy to z powodu niskiej wartości rynkowej, czy ze stanu, w jakim znajdował się dany przedmiot, i kosztownej naprawy, której wymagałby, zanim mógłby znaleźć się pośród artefaktów Borginów.
- Panie Borgin, czekałem, aż zawita pan do nas ponownie - pomarszczona twarz wyłoniła się zza skrzypiących drzwi, a sylwetka oparła się o ciężką drewnianą laskę, wokół której wił się wyrzeźbiony w drewnie wąż, zdający się poruszać, choć może była to tylko ułuda wywołana przez to, iż jego łuski wypolerowano z taką dokładnością, że zdawały się mienić resztkami światła, którym udało się wedrzeć na Nokturn. - Mam coś specjalnie dla pana, wyjątkowe znalezisko, proszę za mną, odłożyłem to na zapleczu - stukot laski wskazał drogę do odrębnego pomieszczenia, przez wejście wciśnięte między dwa wysokie regały. Borgin ruszył więc za sprzedawcą, kątem oka wyławiając jeszcze wspinającego się na taboret chłopca. Wióry mieszały się z kurzem, gdy z drewnianych figurek wyłaniało się zdeformowane życie.
- Tylko jedno? Od miesiąca nie trafiło tu nic więcej, co mogłoby mnie zainteresować? - właściwie nie tego się spodziewał, fatygując się tu osobiście, już po godzinach pracy. Niepisana umowa, którą zawarli z Komisem Menteur, zdawała się być jasna dla obu stron; teraz jednak wcale nie był już tego taki pewien.
- To... coraz trudniej o dostawy towaru, który mógłby zainteresować bogatszego kupca, część z naszych... zleceniobiorców - podrzędnych złodziei, nie bójmy się tego słowa; nie było na Nokturnie osoby, która nie wiedziałaby, w jaki sposób Shaw pozyskiwał swój towar. Stałymi bywalcami byli tu łupieżcy, nie kupujący - nie ma już swobodnego wstępu do Londynu - dodał po chwili zawahania; na jego miejscu Borgin nie rozpowiadałby czegoś takiego, nie przyznawałby się do tego, że nie sprawdził swoich źródeł, pośród których musiały się kryć osoby o pochodzeniu na tyle wątpliwym, że nawet Nokturn nie był miejscem, po którym mogłyby się poruszać swobodnie, niknąc pośród anonimowej zbieraniny czarnoksiężników. Mugolacy czy też osoby, które nie mogły zarejestrować różdżki - na jedno wychodziło.
Jeśli poruszenie tego tematu miało być próbą dojścia poprzez Borgina do odpowiedniego człowieka w Ministerstwie, który mógłby załatwić potrzebne papiery, to została ona podjęta w wyjątkowo nieumiejętny sposób. A Calder nawet nie dostrzegł tej insynuacji, skupiony na wyciągniętym z szafki przedmiocie, przechowywanym w wyjątkowo nieprofesjonalny sposób, narażający czarę na niszczenie.
Binokle wysunął z kieszeni i umieścił na nosie, przybliżając się, by dostrzec fakturę prezentowanego artefaktu; grawerunki były tak niewielkie, że gdyby nie szczypinosy, nie byłby w stanie ich odczytać.
- Czara goryczy, sprzed dwustu lat, znajdowała się w zbiorach kolekcjonera, któremu odebrano różdżkę. To była szlama, która dorobiła się na zamorskim handlu, a ten przedmiot udało się zarekwirować z jej statku, wraz z kilkoma innymi artefaktami przywiezionymi z Egiptu - Shaw położył drugą dłoń na pierwszej, opartej już na lasce, i pochylił się do przodu, ewidentnie mając problem z ustaniem w miejscu. Borgin udał, że tego nie dostrzegł.
- Mówi pan o Graysonie? - odpowiedziało mu tylko skinienie głową; w półświatku handlarzy czarnomagicznymi artefaktami rzeczywiście było o tym głośno. Ta stara wyga to ostatnia osoba, którą ktokolwiek mógłby podejrzewać o mugolskie pochodzenie; twierdził, że wychowywał go ojciec będący czarodziejem, lecz w Ministerstwie wyszły na jaw jakieś nieprawidłowości podczas rejestracji; dowiedziało się o nich zbyt wiele osób, by posmarowanie czyjejś kieszeni mogło jeszcze cokolwiek zmienić. Borgin nie dodał, że sam wynegocjował od swojego pośrednika pozostałe artefakty, które były na tyle unikatowe, że wuj nie żałował tej inwestycji, pomimo tego, iż powinni teraz podejmować takie decyzje ostrożnie. Zbyt nie był już taki, jak kiedyś.
Odnotował w myślach, że będzie musiał przypomnieć swojemu pośrednikowi, za co mu płacą; najpewniej to on dostarczył ten przedmiot właśnie tu, do komisu, miast do Borgina i Burke'a, gdzie czara powinna trafić od samego początku.
- To współczesny styl rytowania run - dodał po chwili oględzin, zdecydowanym tonem, jednocześnie posyłając sprzedawcy nieprzyjemnie zimne spojrzenie. Nie po to tu przyszedł. Nie chciał słuchać jarmarcznych przechwałek, wyimaginowanych przymiotów sprzedawanych tu przedmiotów. Shaw zapomniał chyba, że Borgin trudni się tym samym fachem, niemal cały swój czas spędzając za ladą w sklepie naprzeciwko. - Sama czara wygląda na wiekową, słyszałem też o artefaktach dostarczonych tym samym transportem, w którym znalazło się kilka magicznych przedmiotów z odkrytej niedawno piramidy Amena Qemau - a Shaw najpewniej wiedział, gdzie można je aktualnie zakupić - naprzeciwko - lecz zanim zdecyduję się na zakup, wskaże pan dogodny termin, w którym nasz rzeczoznawca będzie mógł przyjrzeć się temu bliżej, dokładnie oszacowując czas powstania czary - bo że grawerunki były współczesne, nie miał najmniejszych wątpliwości; albo więc pośrednik opchnął Shawowi felerny towar, ledwie podróbkę, i dlatego tylko nie ośmielił się jej pokazać Borginowi, wiedząc, że czara zostanie dokładnie zbadana... albo samą czarę wykorzystywano wcześniej do czegoś innego, i jedynie z racji jej podobieństwa do tych używanych w trakcie rytuałów przyzywania zmarłych, wyryto na niej odpowiednie grawerunki znacznie później, niż powstał sam przedmiot - a przede wszystkim wartość przedmiotu - cennego, bez wątpienia, lecz mogli pozwolić sobie na dyktowanie warunków i narzucenie ostatecznej kwoty; ci klienci, na których zależało Shawowi, i którzy mogliby sięgnąć do przepastnych kieszeni, by kupić coś takiego, jak to, odwiedzali Borgina i Burke'a, nie dziwaczny komis, na którego wystawie leżały same śmieci, ledwie widoczne przez brudną szybę.
Został jeszcze chwilę, by przyjrzeć się temu, co jeszcze chowało się na zapleczu, lecz nic więcej nie było warte spędzenia tu kolejnych minut. Umówili się więc na konkretny termin, a Borgin powrócił do swojego mieszkania - do znajomych, piwnicznych cieni.

| zt



i ache in a language so old that even the earth no longer remembers; so dead that it has returned to dust

Calder Borgin
Calder Borgin
Zawód : zaklinam teraźniejszość
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
you're not dead but
you're not alive either

you're a ghost with
a beating heart
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
i am my demon.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8051-calder-borgin https://www.morsmordre.net/t8128-atramentem-niesympatycznym-spisane#232432 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f89-smiertelny-nokturn-19 https://www.morsmordre.net/t8113-skrytka-bankowa-nr-1918#232052 https://www.morsmordre.net/t8127-calder-borgin

Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Komis Menteur
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach