Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pub "Stepujący Leprokonus"
AutorWiadomość
Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]16.07.16 17:16
First topic message reminder :

Pub "Stepujący Leprokonus"

-
Stukoty zderzających się kufli, gwar rozmów, pijackie przyśpiewki i rozlegający się systematycznie śmiech są stałym akompaniamentem towarzyszącym wizytom w Pubie "Stepujący Leprokonus". Nic dziwnego - drzwi prawie nigdy się tutaj nie zamykają, a wszystkie stoliki są zajęte przez licznie gromadzących się gości. Do kakofonii dołącza się dźwięk kostek rzucanych na drewniane stoły i głośne przekleństwa tych, którzy przegrywają własne różdżki w grze w Kościanego Pokera. Cóż, rozsądek nigdy nie pasował do tego lokalu; mało który gość może pochwalić się pełną trzeźwością, skoro "Stepujący Leprokonus" szczyci się nie tylko najlepszą Ognistą Whisky na Wyspach, ale także wyjątkowym, niespotykanym nigdzie indziej trunkiem przypominającym mugolskie poteen.

Możliwość gry w czarodziejskie oczko, kościanego pokera


Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:02, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Pub "Stepujący Leprokonus" - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]14.10.21 1:51
Zawiodłam się na samej sobie, a skwitowałam to głębokim westchnięciem, nieco nawet rozbawionym. Czy to ja byłam tak słaba, czy on tak dobry? Przez chwilę korciło mnie, aby spytać, ale ostatecznie odpuściłam sobie tę zagwozdkę. Chociaż postronny widz z kocim wzrokiem wyłapałby to, jak usiłuję własne tęczówki wbić w nieznajomego, tak jak nie dostrzegłam nic oprócz cienia zarostu na jego twarzy. Źle postawiłam stopę i jedna z desek wydała z siebie dźwięk, a może zrządzeniem losu światło księżyca, które jakby mdłe padało gdzieś w oddali, zostało przysłonięte przez moje ciało, dając mężczyźnie znak, że się zbliżam. Gdy powiedział, więc, że nie jestem niewidzialna, zawiodłam się sama na sobie. Coś w głębi duszy mówiło mi, że to nie jest prawda, ale druga strona wręcz biła pięściami w cienką szybkę, aby uświadomić mi, że jestem nikim. Otrząsnęłam się jednak z tych myśli, jak zwykle... Skupiłam na tu i teraz, nawet jeśli wymagało to więcej wysiłku niż zwykle. Owszem, zatrzymując piersiówkę pełną Zielonej Wróżki pod bosą stopą oraz kierując do niego pierwsze zdanie, świadomie zdradzałam swoją pozycję, ale on widział mnie wcześniej. Potwierdził mi to... Tak mi się zdawało.
- Źle mi poszło, czy jesteś tak wprawnym obserwatorem? - rzuciłam w eter pytanie, ale jeśli mam być szczera, to nigdy nie oczekiwałam odpowiedzi na nie. Wiedziałam, że pomimo szampana, którego skosztowałam w Hampton Court, to nie była moja wina. Pewna byłam wręcz, że w tym co robię, jestem świetna. To on musiał mieć szczególnie dobry wzrok. Wspomagany magią, czy zwyczajnie wyuczony?
W pewnym momencie chyba zapomniałam co tak naprawdę mam na sobie, ale on mi przypomniał. Szykowna i droga granatowa suknia o misternych zdobieniach nie należała nawet do mnie, a do Deirdre. Miałam wrażenie, że zebrała już dostatecznie dużo kurzu z tego miejsca. Pewnie nie zwrócę już jej tego stroju, ale moja kuzynka nie wydawała się być owym zwrotem zainteresowana.
- To pożyczone, ale ktoś powiedział, że suknia pasuje mi do oczu - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, wzruszając lekko ramionami, choć nie byłam pewna, czy zauważył ten subtelny ruch w ciemności. Nasza gra w prawdę czy fałsz wydawała się dobiec końca, a właściwie ewoluować w coś większego. Analizy były coraz trafniejsze i stawiane z coraz większą pewnością.
- Przewidywalni ludzie szybko mnie nudzą - odwróciłam głowę gdzieś w bok w stronę drzwi, ale te pozostały niewzruszone, wciąż zamknięte, opierające się przed siłą noworocznego wiatru, usiłującego wryć się w tą przestrzeń. Chociaż posadzka była zimna, tak grube ściany zdawały się dobrze chronić przestrzeń przed zimnem. A może to stare zaklęcia transmutacyjne pozostały w tym pustostanie, ostatecznie czyniąc go nawet przytulnym? - Eleganckie salony pełne są masek, a te nic nie kryją. Ich właściciele pragną, aby sekrety ujrzały światło dzienne. Skandaliści, egoiści, płytcy ważniacy. Oni nie są intrygujący - wszechogarniająca ciemność za to chowała przede mną wszystko. Tu było znacznie ciekawiej. Schyliłam się więc w dół, dłonią, w której nie dzierżyłam orzesznikowej różdżki, podnosząc zatrzymaną wcześniej piersiówkę, a następnie stawiając ją na stole obok. Tylko czemu tak bardzo chciałam wiedzieć o nim więcej, równocześnie nie wiedząc zupełnie nic? Czemu pragnęłam zostawić nieznajomego w owianej tajemnicą przestrzeni, a jednak dokopać się do jego sekretów, głęboko pod powierzchnię. Jaka właściwie ona była?
- Zaryzykuję - odpowiedziałam i łapiąc wzrokiem cień krzesła stojącego obok, zawahałam się, czy na nim nie usiąść. Postanowiłam jednak podjąć się innej taktyki, ciekawa tego co zrobi nieznajomy. Jak miał mnie rozczarować, skoro nie miałam oczekiwań? Intrygująca była ta gra, gdy jedyne co widziałam to jego cień i głos z delikatnym akcentem, gdzieś z tyłu języka, ledwo wyczuwalnym. Oczywiście, do tego wiedziałam, że jest wysoki, jest brunetem, jest samotnikiem i ma brązowe oczy, a także dostrzegałam cień zarostu na twarzy. Wiedziałam, że jest mi dziwnie podobny. Mogłabym uznać, że nie jest młodzikiem, bazując tylko i wyłącznie na tonie, ale poza tym nie czułam nic. Ani jak się nazywa, ani skąd się tu wziął, ani czym się pała na co dzień. I szczerze? Nie obchodziło mnie to dzisiaj. Szampan uderzył mi w głowę i chociaż byłam szczególnie skupiona, tak miałam wrażenie, że nie zachowuję pełnego instynktu samozachowawczego. A co jeśli tu zginę? Nie... Raczej nie. W pomieszczeniu nie czuć było chłodu, na szczęście okna i drzwi wciąż były szczelne, chociaż odbierały źródło światła. I jedynie posadzka wywoływała ciarki na moim ciele, gdy to stałam na niej gołymi stopami, odzianymi jedynie w pończochy. Unikałam poświaty księżyca, chowałam się w cieniu. Przecież wiedziałam jak. - Nie jesteś mną onieśmielony. Przeciwnie... Zaciekawiony. Nie jesteś też tchórzem, ani tym bardziej histerykiem. Właściwie to bawisz się tu lepiej niż przez ostatnie tygodnie - wydedukowałam z jego wąskich słów i śmiałego tonu głosu, może nieprawidłowo, ale jednak mój osąd był wystarczająco pewny, aby wypowiedzieć go głośno i poddać ocenie. - Czemu więc nie zbliżysz się? - spytałam nieco krnąbrnie i butnie, ale bez przekąsu, czy ironii w mym tonie. Może rzucałam mu wyzwanie? Nie byłam do końca przekonana dlaczego, ale to wydało mi się właściwe. Wydawało mi się, że patrzę mu w oczy, ale w ciemności widziałam jedynie ciemne plamy łudząco przypominające twarz.

zt, a reszta jest milczeniem


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : 16
UROKI : 31
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]09.06.22 15:16
3.04
Belfast

Dzisiaj się nie umówił, ale nie mógł czekać. Jutro pełnia. Unikali spotkań tuż przed pełnią, ale proszę bardzo, O'Donnell, będziesz miał swoje wyzwanie magipsychiatryczne, znaczy psychiatryczne. Nawet mugolskie nazewnictwo go dzisiaj irytowało. Zmierzając zamaszystym krokiem do znajomego domu na uboczu, pomyślał, że jeszcze nie-daj-Merlinie będzie musiał Faolanowi wszystko wytłumaczyć i że psychiatra skomentuje magicznie ruszające się w gazecie zdjęcia i że dzisiaj nie będzie to wcale zabawne, a szalenie wkurzające, bo jutro pełnia i w s z y s t k o było wkurzające, szczególnie gdy było się martwym i najwyraźniej już nieposzukiwanym przez nikogo "terrorystą". W kieszeni trzymał wydania "Walczącego Maga" i "Czarownicy" i miał ochotę podrzeć je na strzępy, ale wtedy musiałby streszczać wszystko swojemu psychiatrze i to byłoby jeszcze gorsze, wdech-wydech, wsadź sobie gdzieś te swoje ćwiczenia oddechowe O'Donnell, ale w sumie kilka wdechów pomogło i gdy głośno pukał do drzwi domu nie miał już przynajmniej ochoty ich kopnąć. Chciałbym coś kopnąć - pomyślał, ale ku własnej uldze rozpoznał w tym głosie po prostu własną zachciankę - a nie Fenrira, który zwykle brzmiał podobnie. Dzięki O'Donnellowi nauczył się myśleć o i n t r u z i e jako o myślach, których sam się wstydził - wtedy trochę łatwiej było je rozpoznać i kontrolować.
Gdzieś z tyłu głowy czuł wstyd - mimo wszystko, chciał pokazywać się O'Donnellowi z dobrej strony, udowodnić, że robi postępy, zasłużyć na to wymagane zaświadczenie dla Ministra Longbottoma. Nadal zresztą był trochę niezadowolony i pełen obaw, czy zaświadczenie mugola - nawet z czarodziejskiej rodziny - wystarczy? Fancourt byłaby idealna, zwłaszcza z jej doświadczeniem, ale jej wyjazd na kilka tygodni zatrząsł terapią Michaela. Niby zostawiła mu jakieś nazwiska, ale był poszukiwany listem gończym, nikomu nie ufał. W lutym próbował sobie wmawiać, że poradzi sobie sam, aż w końcu własny ojciec (!) z typową dla siebie milczącą subtelnością opowiedział mu o synu swojego przyjaciela. Mike uznał, że skoro już nawet tata martwi się o jego terapię, to chyba jednak jest naprawdę źle i niechętnie dał szansę Irlandii i Faolanowi O'Donnell, z którym od dwóch miesięcy spotykał się regularnie co dwa tygodnie. MagiPsychiatra okazał się... miłym zaskoczeniem, a jego rady zdawały się dość skuteczne. Nawet bez eliksirów i zaklęć. Michaelowi trochę to nie pasowało, ale podpytał Castora o tego jego kolegę i podobno tamten magipsychiatra też rzadko przepisywał eliksiry, więc może nic nie traci. Wolał już chodzić do O'Donnella niż budować kruche zaufanie u kolejnego nieznajomego czarodzieja.
Mimo tego pozornego zaufania, zawsze uparcie umawiał się po pełni. Nigdy przed. I zawsze się umawiał i zawsze był punktualny i nigdy nie pukał do domu swojego psychiatry z samego rana. Miał nadzieję, że zjadł już śniadanie.
-Nie żyję, słyszałeś? - burknął zamiast powitania, gdy tylko otworzyły się drzwi. W dłoni trzymał numer "Walczącego Maga", który chyba chciał wcisnąć w rękę Faolanowi. -...masz dzisiaj czas? - dodał łagodniej, ze wstydem, reflektując się, ale oczy nadal ciskały gromy. Doświadczony psychiatra mógł natychmiast rozpoznać oznaki nadciągającego kryzysu, który jego pacjent najwyraźniej zdecydował się zażegnać - tu, teraz i bez zapowiedzi.


You can tame a big bad wolf
if you don't feed him

Michael Tonks
Zawód : Rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Can I not save
One from the pitiless wave?
OPCM : 46
UROKI : 36
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5/30
SPRAWNOŚĆ : 11/36
Genetyka : Wilkołak
Pub "Stepujący Leprokonus" - Page 5 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f139-mickleham-old-london-rd-1 https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]11.06.22 13:45
Dziś nie miał umówionych wizyt. Zresztą, większość z nich, ze względu na brzemienny stan małżonki Faollan O'Donnel organizował poza rodzinnym domem. Najczęściej pacjenci sami zapraszali go do siebie, a on odmawiał, wskazując im adres własnego gabinetu położonego całkiem niedaleko samego centrum Belfastu. Dwa razy w tygodniu przyjmował również potrzebujących w ramach usług oferowanych przez publiczną służbę zdrowia — coś, czego znajomi jego żony nie potrafili zrozumieć, bowiem pomysł taki dobiegał, wedle jego wiedzy, naprawdę daleko od tego, jak skonstruowana była sieć medyczna w świecie czarodziejskim. Zatrważająco niewielka ilość szpitali (żona mówiła wyłącznie o Mungu, jakby nie istniały inne placówki w Wielkiej Brytanii) musiała przecież prowadzić do obniżenia usług medycznych i po części to sprawiło właśnie, że zupełnie nie dziwił się, gdy otrzymał list od przyjaciela własnego ojca, proszący go, by w pilnym trybie przyjął pod swe skrzydła jeszcze jednego, potrzebującego pomocy żołnierza.
Aurora, nie żołnierza — poprawiała go żona, czarownica, a on wzdychał wtedy dość wymownie, bowiem nie nazwa czyni zawód, a obowiązki, które ma powierzone. W lutym, gdy spotkali się po raz pierwszy, z budzącą się fascynacją odkrył, że człowiek stojący przed nim — wysoki, choć nieszczególnie barczysty, nieco zapadnięty w sobie — był w jego wieku. Uniesieniem brwi zareagował na widok różdżki (przez dziewięc lat małżeństwa nauczył się nie mówić na nią "kijek"), zastanawiając się bardziej, skąd ojciec może znać rodzinę czarodziejów, gdy przekonany był, że to on pierwszy otworzył O'Donnelom drzwi do świata magii. Czasami żałował tego uczynku. Widywał odmalowane na twarzy żony zmęczenie, smutek, strach. Jej przyjaciele czasami zjawiali się w ich domu, kierowali swoje różdżki na drzwi, na okna, w które stukały dziobami sowy, czasami przynosili jedzenie, czasami patrzyli na niego wymownie, ale jak na dziecko, zupełnie jakby niczego nie rozumiał. A rozumiał przecież wiele i wiele układał w swej głowie na podstawie samych strzępków informacji. Dobrze wiedział, że nie działo się dobrze, ale po to zakupił kilka miesięcy temu dubeltówkę, którą trzymał przy drzwiach. Jesteście łatwym celem, szeptała jedna z przyjaciółek jego żony, udając, że nie patrzy na Faollana i ich starszą córkę, fruwającą momentalnie pod sufitem. Młodsza bawiła się wtedy z ich jedynym synem w drugim pokoju, słyszał tupot bosych stóp.
Może i byli łatwym celem, ale nie zamierzał poddawać się łatwo. Nie poddawał się przy żadnym pacjencie, wierzył szczerze, że ratował ich życia, sam widział przecież okrucieństwo II Wojny Światowej i obiecał sobie, że swą pracą uczyni świat lepszym. Także dla swoich dzieci.
Żona i dzieci wyjechali na kilka dni do Cushendall, niewielkiej mieściny za Belfastem, on został pilnować domu. I tak poradzić sobie musiał z przygotowaniem skromnego śniadania, ot pajda chleba z twarogiem i lura zbożowej kawy w metalowym kubku. Biała koszula nie została zapięta na wszystkie guziki, tylko na trzy dolne, odsłaniając założoną pod nią również białą podkoszulkę. Czarne spodnie miał jednak ściśnięte paskiem, jak zawsze, więc gdy usłyszał głośne pukanie do drzwi, kierowany typową dla siebie rzeczowością, ugryzł pajdę, trzymając ją w zębach i podszedł do drzwi, wyciągając rękę do stojącej przy nich strzelby.
Na całe szczęście w wizjerze zobaczył nikogo innego niż Michaela Tonksa. Żołnierza. Aurora. Jakkolwiek lubił się nazywać.
Drzwi otworzyły się, a psychiatra — poza elementem garderoby i kromką, teraz już trzymaną w prawej ręce — nie wydawał się zaskoczony wizytą. Co więcej, na dźwięk miernego powitania uniósł lekko brwi do góry, połykając ostatni gryz porannej kanapki, po czym powoli zmierzył wzrokiem swego pacjenta. Od czubków butów po czubek głowy.
— Też miło mi ciebie widzieć, Michaelu — odpowiedział, odbierając gazetę, choć jeszcze nie skupił na niej wzroku. Odsunął się za to na bok, szerokim gestem zapraszając Tonksa do środka. — Jak na nieboszczyka wyglądasz i zachowujesz się całkiem energicznie — dodał, a jego głos mógł sprawiać wrażenie irytująco niewzruszonego i spokojnego. Faollan miał typową dla psychiatrów skłonność do analizowania informacji i dopiero później przedstawiania swego zdania, choć zawsze robił to w sposób, który według jego obserwacji najbardziej odpowiadał odbiorcy. Żołnierze nie lubili wzruszeń i litości. Lepsze efekty przynosiły proste komendy, zbudowanie zaufania i uznanie, że to wspólny problem. Że tak, jak na polu bitwy nie zostawia się rannego kolegi, tak i psychiatra nie zostawi w potrzebie pacjenta. Że to walka, którą mogli wygrać. I wygrają.
Zamknął za nimi drzwi, po czym poprowadził Michaela do kuchni. Zabrał prędko talerz po kanapce oraz wypił resztki kawy, nawet metalowy kubek odkładając do zlewu.
— Mam czas, ale niestety nie mam przekąsek — zazwyczaj było to trudne do wyczucia, ale przyzwyczajony do uważnego słuchania i wyłapywania niuansów Michael mógł wreszcie dostrzec jakąś emocję w słowach swego lekarza. To, że naprawdę było mu głupio, że nie mógł go niczym poczęstować. — Niemniej jednak miło mi, że znów się spotykamy — powiedział, kładąc wreszcie gazetę na stół. Zajął swoje wcześniejsze miejsce, rozprostowując papier. — Rozumiem, że ta gazeta ma związek z tą niezapowiedzianą wizytą i twoim byciem nieboszczkiem? — spytał, wskazując brodą na "Walczącego Maga", po czym skupione spojrzenie przeniósł wprost na twarz Tonksa. — Opowiesz mi o tym?


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Pub "Stepujący Leprokonus" - Page 5 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5

Pub "Stepujący Leprokonus"
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach