Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Pub "Stepujący Leprokonus"
AutorWiadomość
Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]16.07.16 18:16
First topic message reminder :

Pub "Stepujący Leprokonus"

-
Stukoty zderzających się kufli, gwar rozmów, pijackie przyśpiewki i rozlegający się systematycznie śmiech są stałym akompaniamentem towarzyszącym wizytom w Pubie "Stepujący Leprokonus". Nic dziwnego - drzwi prawie nigdy się tutaj nie zamykają, a wszystkie stoliki są zajęte przez licznie gromadzących się gości. Do kakofonii dołącza się dźwięk kostek rzucanych na drewniane stoły i głośne przekleństwa tych, którzy przegrywają własne różdżki w grze w Kościanego Pokera. Cóż, rozsądek nigdy nie pasował do tego lokalu; mało który gość może pochwalić się pełną trzeźwością, skoro "Stepujący Leprokonus" szczyci się nie tylko najlepszą Ognistą Whisky na Wyspach, ale także wyjątkowym, niespotykanym nigdzie indziej trunkiem przypominającym mugolskie poteen.

Możliwość gry w czarodziejskie oczko, kościanego pokera


Lokal zamknięty

Podchodzicie do drzwi wejściowych i dostrzegacie panującą wewnątrz pustkę. Dopiero po chwili odszukujecie spojrzeniem brzydki napis spisany w pośpiechu zamknięte. Domyślacie się, że wojna musiała zmusić właścicieli do wycofania się z prowadzenia biznesu. I kto wie? Może również ucieczki?


Lokal został zamknięty do odwołania. Można jednak prowadzić rozgrywki mające miejsce przed budynkiem.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 21:02, w całości zmieniany 3 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pub "Stepujący Leprokonus" - Page 4 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]27.05.21 13:47
Cygnus był cały czas spokojny i opanowany. Bacznie obserwował otoczenie, aby niczego nie przegapić. Uważał także gdzie stawiał kroki. Nie chciał nadepnąć na coś ważnego, lub też na jakąś pułapkę. Nie spodziewał się ich na swojej drodze widząc w jakim pośpiechu zostało opuszczone to miejsce, ale lepiej dmuchać na zimne. Lepiej zrobić coś wolniej, dokładniej poświęcając na to więcej czasu, niż potem żałować decyzji opierającej się na szybkości i niedokładności.
Słysząc pytanie Ramseya dotyczące skąd Craig wiedział o kryjówkach, zastanawiał się czy powinien powiedzieć mu prawdę? Prawda była taka, że Cygnus mało komu ufał, nawet tym, którzy dostąpili zaszczytu nazywać siebie Śmierciożercami.
- Od kogo Craig wiedział? Ode mnie. Dzisiaj pod moje drzwi została dostarczona gazeta proroka codziennego. Był w niej artykuł oczerniający Alpharda. Byłem więcej niż pewny, że celem wysyłającego było zadanie nam czyli Blackom ciosu tym artykułem. Na szczęście wysyłający okazał się skończonym błaznem, ponieważ w gazecie były informacje na temat kryjówek Zakonu, od razu po otrzymaniu tych informacji przekazałem je dalej, a gazetę odpowiednio zabezpieczyłem w razie dalszego śledztwa przez ministerstwo. Oczywiście mogła być to pułapka, też brałem to pod uwagę, ale warto było zaryzykować. - dał dość wyczerpującą odpowiedz i miał nadzieje, że to usatysfakcjonuje Ramsey'a. Dalej przechadzał się po pomieszczaniu przeglądać porozrzucane śmieci, przekładając niektóre za pomocą końcówki różdżki.
- Masz racje przyjacielu, byli tutaj. To wiele wyjaśnia, Zakon popełnił błąd, a my musimy go w pełni wykorzystać. - powiedział spokojnie, cały czas zachowując powagę. Miał nadzieje, że złapią kogoś i będą w stanie go przesłuchać. Osoby pracujące tutaj nad gazetą mógłby być użytecznym źródłem informacji. Być może będą znały inne kryjówki, a także plany Zakonu. Trzeba to wykorzystać.
- Tak, prowadź, będę tuż za tobą. - powiedział, a także ruszył w stronę wyjścia. Wolał być bardziej z tyłu, aby w razie niebezpieczeństwa nie wchodzić Ramseyowi w drogę, które za pewne miał większe doświadczenie w walce niż taki urzędas i polityk jak Cygnus. Doskonale był świadomy swoich mocnych i słabych stron. W tym momencie nie mógł narażać misji cynicznym podejściem, dlatego wolał się usunąć na drugi plan i w razie problemów wspomóc towarzysza.
Cygnus Black
Zawód : Pracownik Departamentu Międzynarodowej Współpracy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Conquer your demons
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9221-cygnus-black https://www.morsmordre.net/t9227-canis#280549 https://www.morsmordre.net/t9226-cygnus-black#280548 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9236-skrytka-nr-2150#280921 https://www.morsmordre.net/t9228-cygnus-black#280550
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]09.07.21 23:58
Jeremy Tompkins mieszkał w Irlandii. Musieli znaleźć jego adres. Czy jeśli zostawił tu pisaną pospiesznie notatkę to zamierzał ją wysłać, czy liczył, że ktoś dostarczy ją osobiście. A może żona miała tu być? Odebrać jego wiadomość, tak jak wiele innych żon, dla których pozostawiono tutaj tajemnicze karteczki. Najłatwiej było go znaleźć przez ministerstwo, ale skoro zamierzał wyjechać, to prawdopodobnie nie stawi się już do pracy. To tam było najwięcej ich wrogów. Podła szuja, powinien był się spodziewać po nim najgorszego.
Spojrzał na Cygnusa, gdy ten wyjawił początek całej tej zawieruchy. A więc ktoś wysłał Proroka Codziennego, w którym znajdowały się wszystkie te kryjówki terrorystów. W innej sytuacji pomyślałby, że to celowe zagranie, by ich zmylić, odwrócić oczy od właściwego celu, ale Zakon Feniksa w ostatnim czasie popełniał wiele błędów. Możliwe, że znów ktoś z nich zareagował pod pływem emocji, gwałtownie, bez przemyślenia. To nie była pułapka, ale to już wiedzieli obaj. Nie było tu nic, co mogło im zagrażać. Opuszczali to miejsce w pośpiechu, uciekali, jak szczury, zabierając ze sobą najważniejsze rzeczy. Jeremy napisał, że odkryli kryjówki — przyszli ich ostrzec, ewakuować. Naprawić swoje błędy.
— Jest już późno, ale warto zapukać do kilku domów — zaproponował. Sowia poczta była zamknięta, wyślę list już z własnego mieszkania. Skoro już tu byli, istniała szansa, że żona Jeremiego i ich dwie piękne córeczki mieszkali właśnie tutaj. Powinni wysłać tu ludzi. Sojuszników, służby ministerstwa magii. Powinni przetrząsnąć ten teren, sprawdzić wszystko, co się dało. Mieli możliwości, środki do tego, by znaleźć te wszystkie szczury i spalić je żywcem. Przybyli tu jednak najszybciej jak się dało, nie chcąc tracić ani chwili zwłoki. A i tak się spóźnili.
Zabrał ze sobą kartkę od Jeremiego. Chciał ją pokazać jego żonie, wolał, by wpuściła go do środka po dobroci, zamiast wszczynać alarm już w progu. O ile w ogóle byli w stanie ją znaleźć. Tompkins nie był raczej lokalną sławą, chociaż statuetka żurawia była stosunkowo prestiżową nagrodą. Nie łudził się, że dzięki temu jego nazwisko zostało rozsławione w okolicy, w Irlandii — wolałby się miło zaskoczyć. Opuścili pub, kierując się główną ulicą. Rozglądał się, po domostwach, szukając czegoś wyjątkowego w podobnych, bliźniaczych wręcz zabudowach. W końcu stanął przed jednym z nich. Na dole, w jednym okien wciąż się świeciło. Migotliwą świeca gdzieś na parapecie chybotała się przy lekko otwartym oknie.
Podszedł do drzwi i zapukał, trzymając kartkę w jednej dłoni. Gdy drzwi się otwarły, a w progu stanęła kobieta w średnim wieku, uśmiechnął się uprzejmie. Pozwolił jednak Cygnusowi spytać. Stojąc pół kroku za towarzyszem, wyciągnął różdżkę w jej kierunku:
— Esposas . — Nie martwił się, nie miała różdżki.



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Pub "Stepujący Leprokonus" - Page 4 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]09.07.21 23:58
The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 96
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pub "Stepujący Leprokonus" - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]13.07.21 19:15
Zaczęli poszukiwania pracownika Ministerstwa Magii, który konspiruje z buntownikami. Cygnus myślał, że nikt już nie będzie na tyle głupi żeby współpracować z wrogiem. Na samym początku wojny osoby, które nie popierały ówczesnej polityki uciekły, a reszta została wyłapana. Nie spodziewał się, że jeszcze ktoś się ostał. Jeremy musiał dobrze się maskować, lecz to już minęło. Wpadł i pewnie nie spodziewał się, że w taki sposób. Musieli go znaleźć, lub przynajmniej jego rodzinę. Mógł posiadać cenne informacje, a także musiał odpowiedzieć za swoja zdradę.
Szedł za Ramseyem ponieważ wierzył, że lepiej od niego był w stanie wytropić dom zdrajcy. Niestety musieli popytać w okolicy sąsiadów. Jeżeli już doszło do jakichkolwiek rozmów, wolał się tym zająć osobiście dlatego stanął na czele przy drzwiach. Nie wiedział dokładnie jakie doświadczenie posiadał jego przyjaciel w negocjacjach, więc założył, że był bardziej wykwalifikowaną osobą do tej rozmowy. Cygnus na każdym kroku starał się poprawić wizerunek Ministerstwa, ponieważ jako polityk doskonale wiedział ile to znaczyło, zwłaszcza w czasach wojennych. Bez przychylnego społeczeństwa ku ich sprawie nie będą w stanie wygrać tej wojny, ponieważ ciągle będą się tworzyli buntownicy walczący o "lepsze jutro dla mugoli". Gdy kobieta otworzyła drzwi i stanęła w nich uśmiechnął się delikatnie.
- Moje uszanowanie. Przepraszam, że niepokoimy o tak późnej godzinie, ale mamy ważne pytanie. Zna może Pani Jeremiego i Mary Tompkins? Powinni mieszkać gdzieś w okolicy. Jeremy to mój znajomy z Ministerstwa i mam do niego ważna, służbową sprawę, lecz trochę się pogubiłem z znalezieniem adresu. - rozpoczął dialog spokojnym i ciepłym tonem głosu. Kobieta z początku wydawała się przerażona, spoglądając raz na jednego, raz na drugiego mężczyznę, lecz w końcu podała im odpowiedni kierunek marszu. - Dziękuje bardzo za pomoc i życzę miłego wieczoru. - odpowiedział na odchodne i ruszyli dalej. Na szczęście nie byli daleko od celu. Musieli przejść tylko dwie ulice i znajdą się przy wskazanym domostwie. Po krótkim spacerze dotarli. Faktycznie na ogrodzie był psidwak. To musiał być ten dom. Cieszył się że doszli do celu. Teraz wystarczyło tylko przesłuchać żonę kolegi. Cygnus wszedł na posesje i skierował się ku drzwiom. Zapukał dwa raz i poczekał chwilę, aż zostaną mu otwarte drzwi. Stało się tak, a przed nimi stała Mary Topkins, rozpoznał ją od razu.
- Witaj Mary, być może mnie nie pamiętasz, Cygnus Black, pracowałem z twoim mężem. - zaczął dość spokojnie z lekkim uśmiechem, lecz raczej dla Mary nie było do śmiechu. - Wiem, że jesteś inteligentną kobietą więc przejdę od razu do rzeczy. Szukamy twojego męża ponieważ wpakował się w kłopoty. Chciałbym mu pomóc, ale żeby to zrobić muszę z nim porozmawiać. Czy byłabyś tak miła i powiedziała gdzie możemy go znaleźć? Dzięki temu pomożesz sobie, a także jemu. - dodał już poważniejszym tonem, ale równie przekonywującym. Nie chciał robić burd na tutejszych ulicach o tej godzinie. To zawsze źle wpływa na wizerunek, lecz jak nie będą mieli wyboru... będzie musiał resztę zostawić Ramsey'owi.
Cygnus Black
Zawód : Pracownik Departamentu Międzynarodowej Współpracy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Conquer your demons
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9221-cygnus-black https://www.morsmordre.net/t9227-canis#280549 https://www.morsmordre.net/t9226-cygnus-black#280548 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9236-skrytka-nr-2150#280921 https://www.morsmordre.net/t9228-cygnus-black#280550
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]15.07.21 15:19
Wyjątkowo silne zaklęcie pomknęło w kierunku niczego nie spodziewającej się kobiety. Nie miała przy sobie różdżki, nie miała jak się obronić, nie miała szans nawet uciec, zatrzasnąć im drzwi przed nosem. Kajdany zapięły się na jej dłoniach i kostkach, całkowicie uniemożliwiając sprawną ucieczkę. Puścił lorda przodem, wiedząc, że to on, jako świetny mówca, poradzi sobie z wyciągnięciem z niej informacji. Mieli szczęście, że Tompkinsowie mieszkali w okolicy. Trwało to zaledwie chwilę, jak kobieta wskazała im odpowiedni kierunek. Bała się, to oczywiste. Była przerażona, że twardą do środka i ją zabiją, jak przestępcy. Nie zamierzał wyprowadzać jej z błędu, nie zależało mu na tym, by zrobić na niej dobre wrażenie, by kupić jej sympatię. Zdjął zaklęcie, gdy tylko Cygnus odwrócił się i ruszył we właściwą stronę. Ostatnio rzadko to, za co się brał, przychodziło tak łatwo, jak zdobycie właściwego adresu. Nie pamiętał kiedy ostatni raz angażował się w podobne sytuacje.
Dom był nieduży. Po majątku pracownika ministerstwa magii nagrodzonego tak zaszczytnym wyróżnieniem spodziewał się prawdopodobnie czegoś więcej. Psidwak na podwórku, jak u co drugiej rodziny. Pies zaczął na niego warczeć, ale poprzysiągł, że powiesi go za ogon w drzwiach i poderżnie mu gardło, jeśli tylko spróbuje doskoczyć do jego kostki. Zwierzęta go nie lubiły, nie było jednak w tym nic dziwnego. Musiały wiedzieć w jakiś sposób, że parę lat temu był po prostu ich katem.
Mery otwarła im drzwi, a Black przywitał się, jak na dżentelmena przystało.
— Sprawdzę teren, proszę się nie obawiać— powiedział Blackowi, grając jego towarzysza najlepiej jak potrafił, wyciągając różdżkę i dochodząc powoli do drzwi. Machnął nią w dobrze znanym in nigdy nie zawodzącym geście, ale magia go nie usłuchała, dwukrotnie. Zmarszczył brwi, ale uśmiechnął się pod nosem, podchodząc do drzwi. — Czysto.
Dał mu chwilę, uważnie oceniając reakcje kobiety — na jej twarzy pojawiła się konsternacja, ale także niepokój. Już w chwili, gdy wyciągnął w jej stronę różdżkę, wyciągnęła rękę za siebie, najprawdopodobniej w poszukiwaniu własnej — żadna inkantacja nie padła, nie próbowała się więc bronić. Obróciła się za siebie, spojrzała w stronę głębi domu — to tam musiały być jej dwie córki, musiała się o nie obawiać. I słusznie. Wiedza o tym z jakich komórek zbudowana była ich rodzina okazała się nieoceniona w kształtowaniu ich zamiarów. Kobieta próbowała zamknąć drzwi, tłumacząc się późna godziną i obietnicą pomocy. Niezależnie od tego, jaki dar posiadał w sobie Cygnus, jeśli wiedziała o tym — a musiała, tak sugerowała notatka, bała się ludzi ministerstwa. Wątpił, by zamierzała im pomóc.
— Mam coś od pani męża. Coś co potwierdzi, w jak paskudne kłopoty wpadł, pani Tompkins — mruknął i wyciągnął z kieszeni notatkę od męża, która nigdy do niej nie dotarła. Podał ją kobiecie, a ona przeczytała ją w milczeniu. W trakcie pobladła gwałtownie, jej oczy rozszerzyły się gwałtownie.
To był moment, ułamek sekundy.
Próbowała zatrzasnąć drzwi i ruszyć biegiem w stronę schodów, ale drzwi przyblokował prawą ręką i zaraz za nią posłał zaklęcie rozbrajające. Zatrzymała się, odbiła je prawie się potykając. Black, uważaj. Nie zwerbalizował jednak obaw, zmienił się w kłąb czarnej mgły, unikając własnego zaklęcia odbitego od świetlistej tarczy. Pod postacią czarnomagicznej mocy przemknął przez dom, minął ją, wyprzedził, stając na szczycie schodów.
Krzyknęła głośno, kazała dziewczynkom uciekać.
— Expelliarmus!— powtórzył raz jeszcze, korzystając z sytuacji, w której podnosiła się nieporadnie na schodach. Różdżka wypadła jej z dłoni i potoczyła się po stopniach na parter. — Powiedz pani, co musi teraz zrobić — zwrócił się do Cygnusa, jeszcze kilka chwil celując w kobietę różdżką. Musiał zmusić ją do współpracy, powiedzieć jej, jak wielkim zagrożeniem dla niej i dla ich córeczek jest współpraca męża z Zakonem Feniksa. — Mary, musisz podjąć decyzję dzisiaj. Zastanów się nad nią dobrze, od ciebie będzie zależeć życie twoich dzieci. Wydasz nam męża, sprowadzisz go do nas, albo umrą. Chciał by rozumiała, miał nadzieję, że Black wyraźnie jej to zaznaczy. Ruch w pokojach na piętrze oznaczał, ze dzieci wstały, ruszył więc w tamtą stronę. Drzwi się otwarły niespodziewanie, złapał dziewczynkę za włosy i szarpnął, ciągnąć w swoją stronę. Krzyczała, piszczała w niebogłosy. Płakała. Druga nie wyszła, choć drzwi się otwarły i zamknęły. Musiała się schować — nie szkodzi, wystarczyła mu ta jedna wrzeszcząca i wierzgająca dziewucha.
Pociągnął ją za włosy na schody, prawie z nich spadła, ale przytrzymał ją ręką. Mary zaczęła płakać i błagać. Ale to było zadanie Cygnusa, on nie zamierzał z nią pertraktować.
— Cofnij się, bo ją zabiję — ostrzegł ją, przystawiając do karku dziewczynki różdżkę. — To twoja decyzja. Wymienimy się. Twój mąż za twoją córkę. W Tower of London. Na górze została druga dziewczynka. Jeśli spróbujesz mnie powstrzymać, zabiję ciebie, a wtedy obie będą zdane na moją łaskę. To uczciwa wymiana.
Zszedł ze schodów, mimo jej protestów, szlochu. Nie próbowała walczyć. Była bezsilna. To uczcie było kluczem do wszystkiego.

| wszystkie zaklęcia, zastraszanie I



pan unosi brew, pan apetyt ma
na krew
Ramsey Mulciber
Zawód : Niewymowny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler

Świat smakuje jak machora
a machora jak ten świat,
kiedy przyjdzie na mnie pora
sam wyostrzę czarny bat.
OPCM : 40
UROKI : 20 +2
ALCHEMIA : 0 +3
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +7
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5 +3
Genetyka : Jasnowidz
Pub "Stepujący Leprokonus" - Page 4 BfgY2uH
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-ursus#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2922-skrytka-bankowa-nr-624#47539 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]15.07.21 19:36
Naprawdę liczył na to, że załatwią to na spokojnie. Niestety rzeczywistość była inna niż jego oczekiwania. Wydawało mu się, że podał konkretne argumenty, które powinny wystarczyć same w sobie. Gdy kobieta spróbowała zamknąć przed nimi drzwi Cygnus się odsunął. Wiedział, że Ramsey o dużo lepiej sobie z tym poradzi dlatego postanowił nie wchodzić mu w drogę. Schował się za ścianą i obserwował ulice, czekając aż dźwięki rzucających zaklęć ucichną. Nie rozumiał jej postępowania. Naprawdę myślała, że im teraz ucieknie? Trzeba było zastosować surowsze kroki. Wszedł do środka i zamknął drzwi wejściowe aby nikt z ulicy się nie wtrącił. Im miej wścibskich oczu tym lepiej. Cygnus wyglądał na bardzo spokojnego. Nie zareagował jak Ramsey zaczął ściągać jej córkę z górnego piętra. Sprzymierzeńcy Zakonu zawsze wybierają cierpienie i trudniejszą drogę, zamiast z nimi współpracować od razu i nie być napiętnowanym.
- To był głupi ruch Mary, a naprawdę miałem Cię za inteligentną kobietę. - Powiedział i przykucnął przy niej zachowując powagę, a także stoicki spokój. - Twój mąż został oskarżony o zdradę Ministerstwa Magii, spiskowanie przeciwko czarodziejom i aktywne działanie w organizacji terrorystycznej. Jak mówiłem, lepiej żeby się odnalazł i wszystko wyjaśnił. Do tego czasu muszę postępować z protokołem Ministerstwa. - dodał i na sam koniec wstał. Spojrzał na nią z góry.
- Zgodnie z prawem i mocą nadaną mi przez Ministerstwo Magii rozpoczynam ponowną weryfikacje czystości krwi Jeremiego Topkins, jego żony Mary, a także dwóch córek. W celu szybszej weryfikacji jedna z córek trafi do Ministerstwa. Proces ten może zostać przyspieszony i rozpatrzony pozytywnie gdy do Tower of London zgłosi się ojciec dziecka Jeremy Topkins wraz z matką. - powiedział oficjalnie i poważnie. Nie było wyboru, a nawet nie chciał bawić się w łagodniejsze traktowanie. Był wkurzony. Został potraktowany jak śmieć, a okazał łaskę i zrozumienie. Mary go mentalnie opluła, więc musiał być bezwzględny. Był Lordem, nie będzie byle jaki człek tak go traktować.
- Lepiej to przemyśl i jak najszybciej znajdź swojego męża. Lepiej nie karz czekać jednostce weryfikacyjnej, ponieważ mogą "pojawić" się nieprzychylne fakty dla twojej córki, a wtedy będziemy zmuszeni wrócić po drugą. Czy rozumiemy się moja słodka Mary? Śpiesz się, bo czas ucieka. - powiedział i powoli odwrócił się w stronę wyjścia. Otworzył drzwi przez które przeszedł Ramsey z córką Mary i wziął ją ze sobą.
- Do zobaczenia, mam nadzieje że niedługo. - dodał na pożegnanie i zamknął drzwi. Ramsey zabrał gdzieś córkę i rozdzielili się wracając do kraju.

/ztx2
Cygnus Black
Zawód : Pracownik Departamentu Międzynarodowej Współpracy
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
 Conquer your demons
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9221-cygnus-black https://www.morsmordre.net/t9227-canis#280549 https://www.morsmordre.net/t9226-cygnus-black#280548 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t9236-skrytka-nr-2150#280921 https://www.morsmordre.net/t9228-cygnus-black#280550
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]30.08.21 1:43
31 grudnia 1957, niedługo przed północą

Być może nie było to szczególnie kulturalne, a być może nawet złamałam jakąś pisaną zasadę, ale ostatecznie postanowiłam, że opuszczę Hampton Court na niemal godzinę przed północą. Uważałam, że było to nawet baśniowe zjawisko. Dziewczyna uciekająca w szklanych pantofelkach po setkach schodów, zanim zegar wybije dwanaście razy, a ona z księżniczki przemieni się w kopciuszka. Tak właśnie czułam się, gdy chwyciłam moją miotłę i po prostu ruszyłam przed siebie, w bezpiecznej odległości teleportując się stamtąd do pierwszego miejsca, jakie tylko przyszło mi do głowy. Jak kopciuszek... Nie pasowałam do tego towarzystwa i wciąż miałam wrażenie, że nie powinnam tam być. Nie czułam się jednak przez to gorzej, zwyczajnie uważałam, że każdy ma swoje miejsce. Damy powinny brylować na marmurowych posadzkach, ja zaś mogłam zapukać do drzwi pubu w Irlandii. Nie wiedziałam jednak, że to miejsce zostało dawno temu zamknięte, jak zresztą poinformowała mnie karta wisząca krzywo na drzwiach. Wspominałam Stepującego Leprokonusa przez wybitną Ognistą Whisky i kelnera, który nie zadawał zbędnych pytań. Teraz właściwie niemal pocałowałam klamkę. Spojrzałam tylko przez jedno z okienek, w środku było pusto, a ja byłam już lekko wstawiona... A gdyby tak? - Carpiene - powiedziałam nad wyraz spokojnie, poszukując w tym miejscu jakiejś pułapki, która mogłaby pokrzyżować mi obraną tego wieczora ścieżkę rozpusty i zabawy. Do diaska, był przecież Sylwester, powinnam się bawić, a tymczasem zwiedzałam tylko sobie znane zakręty. Zaklęcie nie wyczuło żadnego zabezpieczenia, tak więc różdżką wskazałam na zamek w drzwiach i rozglądając się jeszcze po okolicy, dla pewności, że byłam tu całkowicie sama, dodałam kolejne zaklęcie: - Alohomora - w zamku coś strzeliło i drzwi powoli zaskrzypiały, ukazując swe opuszczone wnętrze. Warstwa kurzu, wraz z paroma pogniłymi gazetami, poprzewracanymi krzesłami i duchotą panującą w środku, sugerowała, że ktoś uciekał stąd szybko. Zapewne przed wojną. Nie czuć tu jednak było typowego dla brudu zapachu, pub po prostu był opuszczony. Ubrana w balową suknię, której chyba jednak nie będę w stanie zwrócić kuzynce, usiadłam na jednym z krzeseł, które wyglądały na niepołamane, zaraz po tym, jak powoli zamknęłam za sobą drzwi. Wokół było potwornie ciemno, ani jeden promień światła nie dochodził do tego miejsca. Na stoliku położyłam torebkę, chociaż zwykle wolałam wszystko nosić w kieszeniach i dopiero wtedy ściągnęłam z siebie porcelanową białą maskę, odkładając ją na blat z cichym stuknięciem. - Ahh... - westchnęłam głęboko, czując jak szampan, który zdążyłam już wypić na sylwestrowym balu, lekko szumi mi w głowie. Siedziałam tam jednak po ciemku, oczy powoli przyzwyczajając do przeraźliwej ciemności panującej wokół mnie. W końcu, aby delektować się tym dniem i nocą, z torebki wyciągnęłam piersiówkę wypełnioną po brzegi Zieloną Wróżką, a następnie odpaliłam jednego z trzymanych w papierośnicy równych skrętów, wykonanych przeze mnie własnoręcznie z doskonałej jakości tytoniu, jaki dostałam za własne usługi. Doskonałe zwieńczenie roku przyszło do mnie samotnie, gdy to mogłam wciągać w płuca ostry dym, wpatrując się w nicość i rozmyślając nad... niczym? Czy takie to było uczucie, gdy głowa zwyczajnie się wyciszała, oddalając zmartwienia i troski? Nicość, ciemność, błogość, spokój. Wokół byłam tylko ja i cisza.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]02.09.21 0:12
Ciężko było spoglądać na wskazówki zegara i nie uświadamiać sobie prawdy o ciągłym przemijaniu, które z wiekiem stawało się coraz to przykrzejszym doświadczeniem. Za młodu człowiek spogląda przed siebie, ambitnie planuje swoją przyszłość, a potem i tak żyje teraźniejszością, bo tylko na nią ma tak naprawdę wpływ, nawet jeśli znikomy. Po jakimś czasie, u każdego ten przełomowy moment nastaje kiedy indziej, ludzka myśl zaczyna sięgać do przeszłości. To są z początku migawki, raczej te przyjemne, przychodzą bez wezwania i nieproszone. Gdy wspomnienia są gorączkowo przywoływane, stają się częścią codzienności, wówczas na barki spada ciężar błędów ze wszystkich lat. Nie ma ani jednej osoby, która byłaby dumna ze wszystkich decyzji, jakich dokonała, żal jest nieodłącznym elementem żywota, zwłaszcza takiego co się dłuży i co dalej sunie.
Tykanie zegara, trzask płomieni i szelest myśli, które wykiełkowały z podświadomości. Ostatni dzień roku chylił się ku końcowi, nie można było temu zaradzić. Sylwestrowa samotność nie był tym, czego sobie życzyć chciała głowa rodziny, choć i niektórzy ojcowie sami skazywali siebie na taki smętny los. Czy mógł w jakiś sposób przywrócić czas, kiedy sylwestrowe noce były i dla niego szampańskie? Wcale nie musiał siedzieć tutaj sam, ale co z sobą zrobić? Gdzie się podziać? Rozbudzona godzinę przed północą nostalgia wygrzebała go spod koca, wypchnęła z fotela i nakazała opuścić spokojne domostwo. Zbyt długo musiał wpatrywać się w rozpalone w kominku płomienie, skoro cofnął się pamięcią do dawnych lat, do wspomnień młodości, bo jeszcze pachnących mu samą Irlandią. Tamten pub, tamta piosenka, ale przede wszystkim tamta dziewczyna w żółtej sukience i ciemnych rajstopach, co ciągnęła go uparcie na parkiet i rozbudzała w nim zazdrość, gdy groziła, że zatańczy z innym. Z tym wyblakłym wspomnieniem w głowie wszedł pomiędzy drzewa, bo już nie czuł ekscytacji, czy zazdrości, duszy nie trawiła wewnętrzna gorączka. Trzask teleportacji wdarł się do uszu, szarpnięcie w okolicach pępka zmusiło do zaciśnięcia powiek.
Impuls sprawił, że znalazł się pod pubem, jaki raczył wspomnieć. Kiedyś z dala już słyszało się graną w lokalu muzykę i dostrzegało wypadające przez okna na zewnątrz światło. Gdzie podziały się kufle tak często niegdyś wznoszone do toastów? Gdzie te wszystkie salwy gromkich śmiechów i gwar rozmów? To nie było pierwsze miejsce, które przez toczącą się wojnę obumarło. Wielka szkoda, że nie ucieknie tej nocy od samego siebie. Liczył na towarzystwo chociażby naburmuszonego barmana, którego na siłę zatrzymano przy ladzie. A ponoć wcale nie potrzebuje mieć obok kogoś, do kogo można gębę otworzyć. Nie zrażał się jednak, postanowił wejść do środka. Zbliżył się do wejścia i naparł dłonią na metalową klamkę. Nie umknęło jego uwadze, że drzwi nie stawiły żadnego oporu, wbudowane w nie mechanizm zamka był po prostu luźny. Szybko pomyślał o włamaniu, do takiego mogło dojść już dawno temu, równie dobrze ktoś mógł wedrzeć się do środka właśnie dziś. On też przekroczył próg, śmiało zagłębiając się w salę, asekuracyjnie ściskając różdżkę w prawej dłoni, kiedy za nim skrzypnęły zawiasy. Piwne spojrzenie prześlizgiwało się po najbliższym otoczeniu, w tej gęstej ciemności wyłapując jakieś kształty. Stoik w kącie, krzesło, może to właśnie na nim miał okazję siedzieć dekady temu? Zawahał się w połowie drogi, gdy w nozdrza uderzył zapach palonego tytoniu. Nie mógł się mylić, ktoś się tutaj znalazł przed nim.
To dziwne, że ktoś jeszcze postanowił się tutaj pojawić w sylwestrową noc – wyrzucił z siebie gardłowo, instynktownie kolejne kroki kierując w drugą stronę od tytoniowego dymu, który jedynie wyczuwał. Im mniejsze jego natężenie, tym bezpieczniej. Jeszcze jednak nie usiadł na krześle, czekając na odpowiedź, może atak. – Co ciebie tu przygnało? Brak ciekawszych widoków na spędzenie czasu?



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]02.09.21 13:55
Siedziałam w ciszy, gdy ledwo odpalony papieros zatrzymałam w ustach, gdy usłyszałam ciche skrzypnięcie klamki, a potem nienaoliwionych drzwi, wpuszczających do środka zimowy chłód. Wstrzymałam oddech, obserwując męską sylwetkę, której szczegółów nie mogłam dostrzec. Światło gwiazd za nim odznaczało tylko wysoki wzrost. Nie oddychałam, gdy poruszał się w głąb sali, nie byłam w stanie nawet bezszelestnie chwycić za różdżkę, a przynajmniej nie chciałam ryzykować. Mogłabym spodziewać się tego, że ktoś mnie widział, zabezpieczyć to miejsce. Co takiego było w mojej głowie, że otumaniona drogim szampanem i wirowaniem sukien balowych pięknych dam, nie zachowałam każdego możliwego środka ostrożności, narażając siebie samą. Znałam się jednak na pojedynkowaniu, co wcale nie oznaczało, że planowałam bić się z tym mężczyzną. Był obcy. Siedziałam więc w ciszy, choć przecież byłam pewna, że poczuł dym, że widział iskrę w papierosie i gdy nagle odezwał się gardłowym niskiej głosem, wypuściłam z płuc powietrze. Nie kojarzyłam tego tonu, nawet jeśli pamięć miałam dobrą, tak nie był to nikt, kto należał do grona moich bliskich, albo głosów, które dzisiaj spotkałam w Hampton Court. Przemykanie pomiędzy maskami i próby domyślenia się z kim mam do czynienia wyostrzyły apetyt na wiedzę, ale zdawało mi się, że nie nikt nie podążył za mną z sabatu. Przeczucie mówiło mi, że był obcy i równie przypadkowy co ja. Obserwowałam więc jego cień, stopniowo oddalający się od mojego miejsca, a gdy mówił, chwyciłam za różdżkę drugą dłonią, wciąż delektując się papierosem. Byłam nieco zaintrygowana jego obecnością i chociaż jak przez mgłę pamiętałam właściciela tego przybytku, tak wydawało mi się, że był on o wiele niższy od tego człowieka. Czemu jednak postanowił spędzić tę noc w opuszczonym przez świat lokalu gdzieś na irlandzkiej ziemi? Mógł mnie tam zabić i nikt by się nie zorientował, nie wspomniałam nikomu, gdzie się udaję, a on zadawał pytania od wejścia. Z jednej strony wydało mi się to nawet podejrzane, najpewniej, gdyby był zwykłym mugolem, to uciekłby w obawie przed zbrodnią, jaka mogła się dokonać, ale z drugiej strony, nie zdziwiłabym się, gdybym miała do czynienia z pijanym człowiekiem. Noc zobowiązywała, jedyna taka w roku, wyjątkowa i szczególna, którą ja postanowiłam spędzić pośród kurzu i przewróconych stołów, delektując się samotnością, teraz jednakże zaburzoną przez obcego mężczyznę. - Kiedyś był tu znamienity pub, liczyłam na zabawę... - odpowiedziałam zgodnie z prawdą, bo widok zamkniętych i zaryglowanych drzwi był dla mnie niespodziewany. Wokół nas panowała ciemność, ale ja nie uważałam, że dobrym pomysłem byłoby rozświetlenie jej zaklęciem. Preferowałam nie ujawniać własnego oblicza. Dogasiłam w końcu papierosa, wpychając go do szklanej popielniczki i tym samym zabierając nam jedyne źródło ciepłego światła w tym pomieszczeniu. Nie planowałam zagajać rozmowy. Równie dobrze mogliśmy trwać tam w niemej ciszy i równie mocno cieszyłabym się z niezaplanowanego towarzystwa. Na moje nieszczęście, to nie była ironia. O wiele większy komfort sprawiało mi spędzenie czasu z nieznajomym, którego nie mogłam dostrzec w ciemności, niż brylowanie na parkiecie lordowskiej rezydencji. Całe życie uciekałam od tłumów i nie wiem, co takiego podkusiło mnie, aby dzisiaj ponownie zaryzykować znalezienie się w jego ścisłym centrum. - ...ale brak muzyki, to też piękna muzyka - dopowiedziałam w końcu, rozkoszując się dalej jej obecnością. Różdżka trzymana w dłoni dodała mi nieco otuchy, ale chyba byłam zbyt rozleniwiona i zmęczona tym wieczorem, aby dokładnie analizować każdy element sali. - A ty? - zwróciłam się tak samo bezpośrednio, jak on do mnie. - Zarezerwowałeś stolik z wyprzedzeniem? - nieco ironizowałam, ale nie zaśmiałam się głośno, ani nie parsknęłam. Sytuacja była ciekawie intrygująca, bo o ile najczęściej pozostawałam tajemnicą, tak dzisiaj znalazłam się w nieoczekiwanym duecie dwóch ciemnych sylwetek, niespragnionych światła i świata.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]23.09.21 20:37
Bezpieczniejszym rozwiązaniem byłoby udawać, że nie dostrzegł tej obecności, wówczas miałby jeszcze szansę wycofać się w spokoju i w całkowitej ciszy. Na jego nieszczęście ignorancja nigdy nie leżała w jego naturze, od najmłodszych lata pchał się w kłopoty, więc i teraz musiał jakoś zareagować, nawet jeśli tym samym narażał się na niepotrzebną konfrontację. W ciemności mógł kryć się każdy, miał wielu sojuszników, ale znacznie więcej wrogów, choć nikt nie mógł wiedzieć, że w sylwestrową noc zjawi się właśnie tutaj. Instynktownie powiódł spojrzeniem w stronę skąd padła odpowiedź. Kobiecy głos – w żadnym razie słodki czy delikatny, nie niewieście uległy, ale dzięki temu intrygujący, tym szczególniej, że stanowił jedyną wskazówkę do odgadnięcia tożsamości drugiej osoby. Czy brzmienie jego słów zostało już poddane wnikliwej analizie? Ton wypowiedzi miał być świadectwem jego charakteru? Musiał zaufać swojemu słuchowi, bo w tym mroku wzrok musiał zadowolić się dostrzeżeniem smukłego, rozmazanego cienia. Żar papierosa nie był wystarczający, aby zauważyć jakikolwiek szczegóły, żadna rysa twarzy nie wyróżniała się znacząco. Spodziewał się rozpitego bełkotu, krzykliwych bluzg, w ostateczności wypowiedzianej na wydechu inkantacji zaklęcia. Przezornie przewidywał najgorsze, tymczasem rzeczywistość całkiem go miło zaskoczyła. Pierwsze wrażenie było nawet obiecujące, choć wątpliwość mogło budzić to, co obca mu kobieta może robić w takim miejscu. Szukała schronienia? W jej słowach próżno było szukać desperacji czy strachu.
Miała rację, kiedyś pełno było tu muzyki i tańca, ale wojna odmieniła oblicze tego lokalu. Nic nie zostało z dawnej świetności. Ale można było przejść ponad zastaną obskurnością, czerpać odrobinę satysfakcji z tego, co przyniósł los tuż przed rozpoczęciem kolejnego roku kalendarzowego. Kieran to zaciskał mocniej palce wokół różdżki, to rozluźniał je, w potrzebie sprawdzania ciągle sprawności prawej dłoni. Wygiął usta w krzywym uśmieszku, gdy do jego uszu dotarło zaczepne pytanie. Nie mógł zaprzeczyć, że to właśnie ono zachęciło go, aby zostać tutaj dłużej. Wreszcie usiadł, drewniane krzesło lekko ugięło się pod jego ciężarem, przemawiając przy tym charakterystycznie, jakby ospałym dźwiękiem. Za późno już na tchnięcie w to miejsce szaleństwa, ale znów tliło się w nim życie. Raptem dwie iskry zwiedzione tu sentymentem. Tak przypuszczał, że i druga strona nie wybrała tego miejsca całkiem przypadkowo.
Cały rok czekałem, aby się tutaj pojawić – odparł śmiało, nie cedząc słów, niby to nie przywiązując do nich wielkiej wagi. Też mógł żartować, a co! – Nie ubolewam nad tym, że nie doczekałem się obrusu i szampana. Nad brakiem towarzystwa też miałem nie ubolewać, ale jesteś tutaj, choć nie zastałaś zabawy.
Uciekła z domowej alkowy w poszukiwaniu wrażeń? A może w obawie przed samotnością, co w taki wieczór przytłacza wyjątkowo dobitnie? Jakoś łatwiej było dociekać powodów jej obecności w opuszczonym pubie, niż mierzyć się z własnymi rozterkami. Poza tym lubił wiedzieć. Znać motywy innych, szukać początku lawiny zdarzeń, gdy najczęściej jest świadkiem tragicznego kresu. I dziwnym trafem podobała mu się ta cała aura tajemniczości, kiedy w ciemności i w towarzystwie obcej osoby mógł mówić o niczym i niezobowiązująco. Sytuacja była wręcz ożywcza i to na tyle, aby zachęcić go do rozmowy, ba, skłonić do podtrzymania wymiany zdań.
Jesteś zielonooką blondynką. Prawda czy fałsz?
Fałsz. Wyobrażał ją sobie jako brunetkę z ciemnymi oczami. Trzymał się tego przeczucia kurczowo. Mogła odpowiedzieć jedno lub drugie, świadomie skłamać, to i tak nie miało znaczenia. Równie dobrze może nie odpowiadać, wyjść oburzona, zniesmaczona albo całkowicie obojętna.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]24.09.21 15:36
Cisza była dla mnie odpoczynkiem, a zmącona pojawieniem się obcego wymuszała spięcie mięśni, pełną koncentrację i poświęcenie szczególnej uwagi jego osobie. Byłoby mi o wiele łatwiej gdyby nie wypity kieliszek szampana, chociaż z pewnością nie byłam pijana. Wieczór dopiero teraz zaczynał się robić rzeczywiście interesujący. Widok dziesiątek czarodziejów przywdziewających maski w Hampton Court niósł swoje tajemnice, ale wszyscy wydawali się jednakowi. Jako wprawny i wyuczony już szpieg potrafiłam dostrzec szczegół, tam, gdzie inni widzieli tylko miałkie postacie, jednak goście sabatu scaleni byli w jedność, bezkształtną masę, która od pierwszych chwil wydała mi się nie o tyle nieinteresująca, co nieprzeznaczona dla mnie. Tutaj jednak męski głos rozchodzący się po ciszy opuszczonego przed miesiącami miejsca kusił swoim sekretem. Był inny niż maski u lady Nott, wyrwany z balowej rzeczywistości, nierozpoznany. W ciemności próżno było usiłować dostrzec jego twarz, ale maska nocy zdawała mi się być ciekawsza niż colombiny, czy też te zabawne maski kota. Otulony brakiem światła księżyca przeszedł przez salę. Słyszałam wyraźnie jego kroki, ale nie mogłam rozpoznać w nich nikogo. Coś zaskrzypiało, a mi wydawało się, że usiadł po przeciwnej stronie tego przybytku. Stamtąd też następnie dobiegł jego głos.
- Bawię się doskonale - wypowiedziałam spokojnie, ale nie kokieteryjnie, czy ironicznie, bo w istocie samotne picie Zielonej Wróżki i palenie tytoniu naprawdę świetnej jakości, było dla mnie przyjemniejsze niż szukanie samej siebie pośród wirujących par na marmurowej posadzce sali balowej. - A teraz zrobiło się jeszcze ciekawiej - jeśli nie był skończonym idiotą, to słyszał, że na moje usta spłynął uśmiech podpalony nutą podekscytowania. Szpiegowałam dla Wiedźmiej Straży, potrafiłam wtopić się w cień, przemykać wąskimi uliczkami, tropić i pozostawać niezauważoną, ale jednak ta szczególna sytuacja była dla mnie zupełnie niecodzienna. Na ten moment nie interesowało mnie nawet nazwisko, albo imię tego człowieka i coś podpowiadało mi, że nie byłam w tym sama. Zadane zresztą pytanie, prosta ocena i krótki dialog wywołał w gardle coś na rodzaj ciekawości. Dla rozrywki pragniesz grać, nieznajomy? Grajmy więc. Zabawmy się w zgadywanki i zobaczmy, kto wygra te psoty.
- Przykro mi, fałsz... - odpowiedziałam spokojnie, śmiejąc się cicho i bardzo krótko, bardziej do siebie niż do niego. Coś kusiło mnie, by powiedzieć prawdę i zrobiłam to. Bo czemu by nie? - Jestem niebieskooką brunetką, nie mogłeś się bardziej mylić - ciekawa byłam czy naprawdę tak sobie mnie wyobrażał, czy próbował wyczuć, jak zareaguję, niezobowiązująco pytając o te proste cechy wyglądu. Rozpoczął zgadywankę i zamierzałam wziąć w niej czynny udział, w głębi ducha licząc, że wygram, chociaż nie ustanowiliśmy jeszcze nagrody. Wyjątkowa zabawa w wyjątkowym dniu. Różdżkę wciąż trzymałam w dłoni, wciąż kierując ją w stronę, z której dochodził głos, ale nie zaciskałam na niej palców do białości. Była w pogotowiu, jak zawsze, chociaż w miarę upływu czasu zaczęłam mieć dziwne wrażenie, że nie będzie mi dziś potrzebna. Od mężczyzny nie wyczułam duszącego zapachu potu, albo przetrawionego alkoholu, nie był więc bezdomnym szukającym tu schronienia. Miał ledwo wyczuwalny akcent, a głos pewny. Nie spodziewałam się więc, aby był mugolem, albo uciekinierem przed wojną, taki nie pchał by się w gardło ciemności. Kim więc był? Mogłam rozegrać to po swojemu, czepiając się jedynej rzeczy, którą mi o sobie zdradził. Swojego głosu. Mogłam zadać doprecyzowane pytanie, o ile mieliśmy pociągnąć tę intrygującą grę. W zamian za to jednak zrobiłam dokładnie to, co on, postanowiłam zgadywać. - A ty... Ty jesteś wysokim zielonookim brunetem - bardziej stwierdziłam fakt, niż spytałam, ale wypadało też dodać: - Prawda czy fałsz? - krótka gra pobudzająca zmysły działała na mnie nader dobrze, pełne skupienie wracało, koncentrowałam się na chwili. Sądziłam, że północ dopiero się zbliża, zdawało się, że ta będzie obwieszczona fajerwerkami, wybuchami i głośnym odliczaniem, ale przecież byliśmy tu całkiem sami. Kto wie, czy nie nadchodził już ranek? Głos miałam zaintrygowany, ale próżno było szukać w nim trzpiotki, albo przerażonej dziewczynki. W ciemności przecież byłam jedynie sobą.
- Nie mam szampana, ale poczęstuję cię Zieloną Wróżką - wypowiadając te słowa, położyłam zakręconą piersiówkę na ziemi i popchnęłam ją w jego stronę. Nie byłam przesadnie oszczędna, albo wybitnie szczodra. Uznałam jednak, że skoro przyszło nam dzielić ten wieczór, to chociaż możemy zadbać o szampańską zabawę.


dobranoc panowie

Teacher says that I've been naughty, I must learn to concentrate. But the girls they pull my hair and with the boys, I can't relate. Daddy says I'm good for nothing, mama says that it's from him.
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]07.10.21 22:11
Podjęła wyzwanie, dając tym samym świadectwo drzemiącej w niej pewności siebie. Gdyby należała do lękliwych istot, to przede wszystkim nie znalazłaby się w tym miejscu, a już na pewno nie sama. Nawet przypadł mu do gustu jej śmiech, który nie wybrzmiał cynizmem ani głupotą, podyktowany był przypływem dobrego humoru, ale wciąż dobrze wykalkulowany. Jakoś tak przypuszczał, że sytuacja pozwalająca obu stronom na pewną nonszalancję wcale nie sprawi, że ot tak przestaną się pilnować. Konwersacja z kimś całkowicie obcym była kusząca i przerażająca zarazem, więc dlaczego nie dać się temu oszołomić aż do wybicia magicznej północy? A może i do samego świtu?
Czyli brunetka. Odczuł pewną satysfakcję, choć ofiarowana mu odpowiedź mogła nijak pokrywać się ze stanem faktycznym. Musiał jednak odrzucić wizję zielonych czy ciemnych oczu, zastąpić je niebieskimi. Ale jakim dokładnie odcieniem? Chłodnym jak poszarzałe morze czy ciepłym jak letnie niebo? Dość lekko podchodził do kreowania kobiecej postaci, opierając się na wrażeniach, godząc się na to, że obraz ten nie będzie precyzyjny, póki nie zdecyduje się powstać z miejsca i zweryfikować go z rzeczywistością. W jego działanie wkradło się lenistwo, nie miał najmniejszej ochoty niszczyć między nimi dystansu czy rozganiać mroku bladym światłem wypływającym z krańca różdżki. Na sam koniec roku potrzebował wrażeń, jakich nie musiał wplatać między wojenne doświadczenia.
I uważna obserwatorka. Sprawa jego wzrostu nie była trudna do odgadnięcia. Jego gabaryty można było odgadnąć po ciężarze stawianych przez niego kroków. Oszacowanie jego aparycji wcale nie było takie trudne, jednak całą resztę jego osoby musiała już oprzeć na przeczuciu. – Nie do końca prawda, bo oczy mam brązowe, ale reszta się zgadza – sprostował tworzony przez nią obraz jego osoby bez skrępowania, choć dziwnym trafem nie wspomniał nic o siwiźnie skumulowanej przy skroniach. Dlaczego miał zdradzać wiek nim wybrzmi odpowiednie pytanie? Teraz akurat nadeszła jego kolej na zgadywanie. – Jesteś smukła, więc twoje kroki są ciche, może nawet bywają bezszelestne. Czy to prawda?
Skoro dobrze odnajdywała się ciemności i samotności, musiała mieć do tego jakieś predyspozycje. To była tylko hipoteza, rzecz jasna osadzona na subiektywnym odbiorze nieznajomej. Już nawet nie dociekał czy jest czarownicą, to stało się oczywiste, kiedy tylko padła nazwa trunku. I czy zaskoczyło go to, że spośród wszystkich trunków miała przy sobie ten nielegalny? W żadnym razie, bo jak nic miał do czynienia z osobą lubującą się w podejmowaniu ryzyka. Może przemytniczka? Łowczyni ingrediencji? Zielarka? Nie, na pewno nie zapyta o zawód, sam nie chciał mierzyć się z takimi pytaniami. Bardziej jednak przejął się metalicznym odgłosem sunącym w jego kierunku po ziemi. Nie sprawiło jej trudności wycelowanie w jego stronę, fakt o niej warty zapamiętania.
Szczerze wierzę, że tak wybitny trunek nie mógł zostać niczym doprawiony – zażartował, ale z lekkim opóźnieniem pochylił się po piersiówkę, która zatrzymała się blisko jego stolika. Szybko uporał się z zakrętką i po błyskawicznym rozważaniu wszystkich za i przeciw wypił solidny łyk, który momentalnie postawił cały jego przełyk w ogniu. A potem zamknął naczynie i pchnął je po podłodze w stronę, z której przywędrowało do niego. – Uprzedzam, że po pijaku wcale nie jestem łatwiejszy.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]09.10.21 17:44
Tak więc pomyliłam się w mym strzale. Zgadywanki tego typu przychodziły mi łatwo, bo nie stanowiły żadnego ryzyka. Bawiłam się o niebo lepiej niż wśród drogich sukien. Tamte maski nie zakrywały nic, tu ciemność odebrała nam wszystko. Więc wysoki brunet o ciemnych oczach, lecz jakie miał rysy? Mocną szczęką obrośniętą zarostem, czy był gładki i delikatny? Nie widziałam wyraźnie jego sylwetki, ledwie cień gdzieś w tle. Obawiałam się, że w tej ciemnicy nie mogłabym dostrzec jej wyraźnie nawet z bliska, mój wzrok był zmęczony szampanem i całym dniem przygotowań do sabatu, na którym i tak nie zabawiłam zbyt długo. Jego krok go zdradzał, a nawet oddech, ale nie byłam pewna do końca, czy mam rację, dopóki jej nie potwierdził. Drobny sukces uradował serce, a ciekawość wciąż brała górę. Nieco zdziwiło mnie, że dostrzegł smukłość mojej sylwetki. Musiał mieć lepszy wzrok niż ja, być może polował w ciemnych lasach, albo po prostu był nocnym markiem? Nie zastanawiałam się nad tym zbyt długo. Z nóg zsunęłam buty, czując, jak stopy dotykają zimnych desek, jednak nie wydałam z siebie żadnego tchnienia, ani jęku, na tę ciarkę idącą prosto od palców aż przez łydkę i udo wyżej, strasząc ciało tym chłodem. W głowie zrodził się plan, więc zanim odpowiedziałam, pchnęłam do niego piersiówkę, na chwilę odcięliśmy się od tej gry, w oczekiwaniu aż odpowiem na zadane mi pytanie. Na chwilę rozproszyliśmy się, a w tym czasie ja maskę zostawiłam na stolę, jednak torebkę z papierosami, a także różdżkę wzięłam ze sobą, robiąc jeden krok w przód. Deska nie zaskrzypiała pod moim ciężarem, ostrożnie też dobierałam tą, na której stanę, pamiętając mniej więcej, w jakich miejscach te były głośniejsze. Odpowiedź nie wystarczyła, poczułam dziwną potrzebę udowodnienia własnych umiejętności, nawet jeśli tylko na przekór, tak w całej ten anonimowości mogłam raz wyjść z cienia. Zawsze ojczym powtarzał mi, że powinnam w nim zostać, że nie potrafię być lepsza, przecież nie byłam Runcornem, chociaż tych nienawidziłam zbyt szczerze, aby chcieć zostać jednym. Odnalazłam więc w cieniu swoje królestwo, zwykle jednak trwając tam sama. Dziś dzieliłam się nim z nieznajomym, a sam ten fakt wywoływał we mnie swoistą ekscytację, coś nietypowego i nieplanowanego, tak jak miałam to w zwyczaju. Ominęłam więc jeden i drugi stolik, szukając przestrzeni, gdzie nie padała nawet minimalna smuga światła gwiazd zza sufitowych okien. Uważałam, aby na nic nie wpaść, wytężałam wzrok, zawsze wydawało mi się, że jestem dobrym obserwatorem. Podchodziłam więc bliżej, aż byłam tam, gdzie zdawało mi się, ze siedzi. Zaledwie krzesło obok, najpewniej przy tym samym stoliku, aż popchnął w moją stronę piersiówkę, a ja zatrzymałam ją pod bosą zmarzniętą stopą w pończosze.
- Takiego rosłego mężczyzny, nie rozczuliłoby kilka łyków alkoholu - wypowiedziałam miękko. - Czystego alkoholu - dodałam może nawet nieco zbyt pewnie, ale jeśli wcześniej nie dostrzegł, że się zbliżam, tak teraz musiał wiedzieć, bo odezwałam się w ciemności. Trunek rzeczywiście nie zawierał w sobie żadnej trucizny. - Prawda - dodałam w odpowiedzi na poprzednie pytanie, które zadał, zanim rozproszyła nas piersiówka. Ciemność tego miejsca odbierała mi wzrok, ale miałam wrażenie, że na jego twarzy widzę jednak zarost. A może to tylko cień? Nie byłam w stanie rozpoznać. Nie chciałam dodawać nic więcej i rozbudowywać mojej odpowiedzi na jego pytanie. Miałam nadzieję, że udowodniłam tym samym, że jestem cichsza, niż mógłby się spodziewać, że umiejętnie korzystam z przestrzeni. Wiedziałam przecież, że jestem dobra. Ćwiczyłam od lat. On jednak wydawał się być wprawnym obserwatorem, skoro z odległości w ciemności dostrzegł moją smukłą sylwetkę. Nie byłam już niczego pewna.
- Pachniesz drewnem, lecz nie pachniesz desperacją - musiałam wciągnąć więcej powietrza w płuca, aby dobrze to poczuć. - Zjawiłeś się tu nie dlatego, że nie miałeś gdzie iść, a dlatego, że nie chciałeś tam iść. Jesteś samotnikiem, ale jesteś nim z wyboru. Prawda czy fałsz? - postawiłam tezę, pozostawiając jego wygląd dalej zagadkowym, nie chciałam się w niego wgłębiać. Tak było ciekawiej. Wolałam więc poznać jego myśli...

kieran, proponuję rzut sporny na moje skradanie vs Twoją spostrzegawczość
Rita Runcorn
Zawód : wiedźmi strażnik, szpieg
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
different eyes see
different things
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9622-rita-runcorn https://www.morsmordre.net/t9822-raido#297856 https://www.morsmordre.net/t9821-run-rita-run https://www.morsmordre.net/f367-borough-of-enfield-chase-side-21 https://www.morsmordre.net/t9823-skrytka-bankowa-nr-2203 https://www.morsmordre.net/t9824-rita-runcorn#297859
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]09.10.21 17:44
The member 'Rita Runcorn' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 87
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Pub "Stepujący Leprokonus" - Page 4 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Pub "Stepujący Leprokonus" [odnośnik]11.10.21 23:08
Ponad trzy dekady ćwiczył wzrok właśnie po to, aby móc wypatrzeć więcej nawet w najgorszej ciemności. Co prawda nocą nie był w stanie dostrzec wszystkich detali, ale mógł na podstawie ruchu cieni ustalić skąd nadchodzi zagrożenie, wspierając się przy tym pozostałymi zmysłami. Przebywając w mroku należy wsłuchiwać się w otoczenie, również zdać się na własne czucie, gdy powierzchnia pozostaje podatna na naciski, gotowa informować o nich niekiedy drżeniem, tak niepozorną wibracją, że aż łatwą do przeoczenia. Bodźców jednak nie należało ignorować, to mogło kosztować życie. W przypadku lekkich i bezdźwięcznych kroków pozostawała już tylko nadzieja, że jeden cień okaże się ciemniejszy lub ewidentnie szybszy od drugiego. Wprawione oko to nie wszystko, czasem dokonanie precyzyjnej obserwacji zależne jest od łutu szczęścia, od posłania spojrzenia w odpowiednie miejsce i w odpowiedniej chwili.
Był bliski przeoczyć nagły ruch, lecz niewyraźny cień w drugim końcu sali wydłużył się. Tylko dzięki temu mógł prawie od początku śledzić smukłą sylwetkę w ruchu, analizując dynamikę ciała. Nie był to odwrót prowadzący do drzwi, a już tym bardziej nie przypominało to szarży przepowiadającej gwałtowny atak. Jeśli już, był to nie tak niewinny taniec powabnych kroków stawianych świadomie ku nieznajomemu. Na samym początku przemówił instynkt samozachowawczy Kierana; podpowiadał, aby natychmiast zerwał się z krzesła, zwiększył w miarę możliwości dystans i precyzyjnie wymierzył różdżkę w postać sunącą ku niemu zdecydowanie zbyt zwiewnie. Było coś wyuczonego w tym jak ta kobieta poruszała się w ciemności. On jednak ostatecznie nie poruszył się wcale, obserwował w milczeniu ten ryzykowny pochód, spokojniejszy o spoczywający w dłoni ciężar jego najwierniejszej towarzyszki, czując moc pulsującej pod drewnem łuski smoka.
Zdradziła swoją pozycję dwukrotnie, jego zdaniem czyniąc to świadomie. Pierwszy raz w chwili, gdy zatrzymała wędrówkę piersiówki przedwcześnie – odgłos towarzyszący tej drodze był krótszy niż wcześniej, a nie usłyszał, aby doszło do zderzenia z jakąkolwiek przeszkodą. Takich mogło być wiele w zrujnowanym lokalu, ale wówczas w przestrzeni rozległby się dźwięk. Drugi raz poinformowała go o swojej bliskości, gdy odpowiedziała na jego wcześniejsze pytanie. Kolejny raz podjęła ryzyko. Chciała udowodnić coś sobie czy może jemu? Krzywy uśmieszek wypłynął na jego usta. – Rzeczywiście jesteś cicha – przyznał z łatwością, bez cienia strachu, poniekąd zadowolony z takiego obrotu spraw. Z tej odległości mógł dostrzec zarys sukni. Ten strój w żadnym razie nie odpowiadał scenerii. Czyżby nieudany bal ściągnął ją do opuszczonego irlandzkiego pubu? – Ale nie niewidzialna – dodał z przekąsem, spoglądając wprost na nią. Wciąż nie był w stanie dostrzec jej w pełni, z premedytacją unikała stanięcia w zamglonym świetle księżyca wpadającym przez okna.
Bezszelestne kroki mogły być niepokojące, jednak jej bystra analiza była wręcz przerażająca. Polegała na zmysłach i dawała się kierować przeczuciu, które kolejny raz poprowadziło ją w dobrym kierunku.
Prawda – odrzekł zgodnie z prawdą, na samym końcu stwierdzenia drgnęła powaga. Preferował samotność, bo była pod pewnymi względami bardzo wygodna, choć przez kilka ostatnich tygodni musiał przyzwyczajać się do niej na nowo. Doszedł już do siebie, poukładał swoje myśli. Jak było z nią. – To nas niewątpliwie łączy. W takim stroju mogłabyś gościć na najbardziej eleganckich salonach, ale jesteś tutaj i prowadzisz rozmowę z nieznajomym. I nie ma w tobie ani trochę lęku, przeciwnie, wydajesz się podekscytowana.
Nie musiał zadawać pytania zwieńczającego wypowiedź, ponieważ znał prawdę. Choć jej nie znał, czuł się zrelaksowany w jej towarzystwie, ponieważ była mu podobna. Samotniczka skryta w ciemności. Ryzykantka. Ale to przecież nie tak, że nie ceni własnego życia, po prostu coś pcha ją ku tajemnicom. – Niepotrzebnie wstałaś, mogę cię bardzo rozczarować.
Czy dobrowolnie wróci na swoje miejsce? A może zechce usiąść obok, aby przekonać się z kim ma do czynienia? Był ciekaw jej reakcji.

rzut sporny, 88



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780

Strona 4 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Pub "Stepujący Leprokonus"
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach