Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Malinowy las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10 ... 19  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Malinowy las   16.07.16 18:20

First topic message reminder :

Malinowy las

Choć o lesie na obrzeżach Londynu od stuleci mówi się "malinowy", najpewniej nie uświadczy się w nim żadnych owoców. Niezwykły teren ciągnie się na obszarze kilkuset stóp - to nie za dużo, ale także nie za mało na krótką przechadzkę i nacieszenie wzroku wyjątkowymi barwami. Drzewa kwitną tutaj już na początku marca, a ich zielone liście wraz z kolejnymi słonecznymi dniami nabierają... malinowej barwy. Amatorzy tej części lasu mówią, że trzeci miesiąc roku jest jedynym okresem, gdy można usłyszeć tu śpiew ptaków i inne dźwięki leśnego życia. W dzień równonocy wiosennej wszystkie liście opadają, a konary wcześniej zapierających dech w piersiach drzew, przypominają ciemne, martwe szkielety natury z opustoszałymi gniazdami ptaków. Za to runo leśne... Runo leśne czaruje piękna malinową barwą liści, które będą zachwycać przechodniów przez cały rok.
W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy i +10 dla Śmierciożerców.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 28.08.18 20:17, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Malinowy las   09.02.17 1:16

Lasy rządziły się swoimi prawami, lecz dało się je poznać, a Ulysses był tego idealnym przykładem. Z pewnością zadanie ułatwiała mu naturalna więź, obecna niemalże od urodzenia, zacieśniana z wiekiem podczas licznych wycieczek - z rodziną, guwernantką, później (zdecydowanie zbyt wcześnie, ale skubany nauczył się obchodzić tylną bramę i wymykać na niezapowiedziane rodzicielom wyprawy) także samotne. Zwykłe knieje były dosyć przewidywalne, stałe, ale Ferrels Wood stanowił niemalże oddzielny gatunek. Był fascynujący na innej płaszczyźnie, przyciągał tajemnicami i wyjątkową atmosferą - był za to bardzo zgubny. Nawet Ollivander zachowywał tam ostrożność i spodziewał się niespodziewanego. Natura w swojej przewrotności lubiła przypominać o potędze, jaką dzierżyła. Skrywała sekrety, ale i rozwiązania - do tych zaś docierali tylko najbardziej uparci, zdolni i wytrwali.
- Czyli szczęśliwie był w pobliżu. Bardzo dobrze, że tak właśnie stwierdził - ocenił, kiwając krótko głową, kiedy wtrącał tę uwagę między jej słowa. Nie dopytywał, który dokładnie lord zabłądził w te tereny, ale Greengrassów znał dosyć dobrze ze względu na matkę. Istniała opcja, że pomocy udzielił jej jeden z bliższych kuzynów. Pokręcił głową na znak, że nie słyszał o żadnej świątyni, a przynajmniej nic nie kojarzyło mu się w tym momencie. Niemniej - nie było to nic specjalnie zaskakującego, w tych odmętach dało się odnaleźć przeróżne zakątki. - To już coś - skomentował na koniec, przyglądając się jej chwilę po skończonej historii, w małym zamyśleniu. - A dalej? Kolejne podania, szukanie kolejnych wskazówek? Masz jakiś trop, poza tym, że zniknął? - nie spodziewał się, aby Lucinda poprzestała na informacji, że sztylet kiedyś był, ale właściwie nie wiadomo, gdzie jest teraz. Choć wciąż miał na względzie to, że nie spieszyła się aktualnie z wyprawami, dając sobie odetchnąć. Co przy uszkodzonej (czy na pewno?) różdżce było dobrym wyjściem. Przewrócił wymownie oczami, czym dał kobiecie do zrozumienia, że powinna załatwić tę sprawę jak najszybciej. Zwlekanie było zbyt ryzykowne - czy z trollem, czy bez. Nie ciągnął tematu, bo była dorosła, świadoma i rozsądna. Nie był kimś, kto mógłby upominać Selwyn bez końca. Odetchnął głęboko, dla pewności traktując kolejne drzewo zaklęciem, ale nie spodziewał się przełomu i takiego nie dostał - jak stało, tak stało, bez żadnych oznak zmiany.
- Najwyraźniej - rozłożył ręce, unosząc je nieco do góry, w geście przypominającym istne oświecenie. - To niesamowity człowiek, daję słowo. Obawiam się, że sugestia tej sztuki mogłaby zaowocować kolejną opowieścią o tym, jak spektakularnie ją opanował - zakończyłby oczywiście wzmianką, że bez różdżki to nie to samo i to byłaby najbardziej wiarygodna część jego opowieści - łatwo było przewidzieć zachowanie Richilieu. Dlatego Ulysses męczył się jego towarzystwem, dokładnie przewidując, co i jak zrobi, powie, do czego będzie zmierzał. Wszystko zwyczajnie opierało się na jego wydumanych historiach, jego własna próżność miała problem ze zmieszczeniem się nawet na otwartej przestrzeni, przytłaczając Ollivandera. Znał ludzi pustych, ten jednak przekraczał wszelkie granice. Mężczyzna zmarszczył się lekko, odpuszczając drzewom swoje eksperymenty.
- Śpią. Na początku kwietnia powinny wręcz tryskać energią - łatwo było wyczuć jego niezadowolenie, ale i ciekawość. - Cóż, moja własna ignorancja nie przywiała mnie tu wcześniej. Z reguły omijam lasy w pobliżu Londynu, drzewa w nich są raczej mętne, ale tutaj chętnie wrócę. A przynajmniej przeszukam kilka książek - nawet w domowej bibliotece powinno znaleźć się coś, co musiał pominąć albo nie kojarzył w tym momencie, że czytał o malinowym lesie. Najczęściej pamiętał takie rzeczy, ale każdemu zdarzało się zatrzeć coś w pamięci. Przykryć problemami, wspomnieniami, smutkiem, albo przysłonić zupełnym przypadkiem.
- Nie mam pojęcia. W połowie marca wysłałem list, nieistotny - na całe szczęście, choć starał się nie przekazywać pocztą ważnych spraw. Niemniej, zniknięciem sowy przejmował się bardziej, niż dawałby to po sobie poznać. Towarzyszyła mu od wczesnych lat. - Nie chorowała. Od kilku lat nie wydawała żadnego potomstwa, ale trzymała się bardzo dobrze. Zwyczajnie nie wróciła, więc możliwe, że coś ją zaatakowało.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Malinowy las   14.02.17 22:02

Wiedziała, że gdyby nie to, że została odratowana pewnie skończyłaby dość kiepsko, ale nie miała w zwyczaju rozpatrywać tego co by było gdyby. W końcu była osobą, która pomagała innym, a rzadko  sama potrzebowała pomocy. Oczywiście nie było tak, że dotykało to jej dumy. Ratowana niczym księżniczka na wierzy. Wręcz przeciwnie. Wdzięczność to coś co bardzo dobrze znała. Jednak jakoś nie chciała zbytnio się w tym zatracać. Patrzenie na swoje błędy nawet przez pryzmat czasu było ciężkie. A już zdecydowanie kiedy nie jest to pierwszy popełniony przez nas błąd. Skinęła głową. W końcu też tak uważała. Wbrew wszystkiemu co rodziło jej się w głowie. Nie wiedziała jednak jeszcze do końca co zrobi dalej. - Szczerze mówiąc… to nie wiem. - powiedziała, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. - Wiem gdzie mógłby być, ale jest to ryzyko, którego nie chce ostatecznie podjąć. Uważasz, że powinno się brać pod uwagę wszystkie dostępne wyjścia? Czy są źródła po które byś nie sięgnął? - zapytała i choć jej pytanie brzmiało przez pryzmat czystej ciekawości to zastanawiała się co odpowie. Ona nie wiedziała jak powinna zareagować. Czy wyczerpanie wszystkich opcji pozwalało jej sięgnąć do jeszcze jednej? Do kogoś z kim spotkać się po prostu nie chciała? Nie wiedziała co powinna jeszcze zrobić. Nie bez powodu to wszystko zwykle trwa miesiącami. Decyzje podjęte w takich momentach określają nas długo po tym. Decyzje te muszą być przede wszystkim przemyślane. Pokręciła głową chcąc wyrzucić to z głowy. - Muszę to wszystko przemyśleć. Nie chce tkwić w tym dłużej niż powinnam. - dodała jeszcze z lekkim wzruszeniem ramion. Nikt nie powinien zbyt długo błądzić myślami. Można było zawędrować do rejonów, które niekoniecznie chce się poznać. Nie powinno się też zbyt długo być narażonym na władanie klątwy. Nawet jeśli jest się łamaczem. Na opowieść o bardzo wybrednym i bardzo wyjątkowym kliencie kącik ust uniósł jej się lekko. - Aż ciężko uwierzyć, że są tacy ludzie. Tacy, którzy potrafią złamać nawet coś co jest naszą pasją. Sprawić, że każde kolejne spotkanie jest dla nas… zmęczeniem. Trochę to przykre. W końcu czy jesteś w stanie zrobić cokolwiek by ten przestał gubić lub niszczyć różdżki? To tylko on… - odparła ze wzruszeniem ramion. Nie wiedziała czy dokładnie go w tym rozumie, ale sama też miała kilka takich sytuacji, w których nie do końca wiedziała co zrobić. Ludzi, którzy męczyli ją jak nikt inny. Nie wiedziała nic o drzewach za to wiedziała, że Ulek znał się na lasach, a obserwowanie drzew i wybór odpowiednich był konieczny w jego profesji. - Więc dlaczego śpią? - zapytała podchodząc bliżej. Może te akurat drzewa tak właśnie miały? W końcu ten las nie był całkowicie normalnym lasem. Był magiczny, a już na pewno okiem czarodzieja mającego całkowitą pewność, że magia istnieje. Na wzmiankę o sowie naprawdę się zasmuciła. - Powinieneś w takim razie kupić nową. Na pewno ci się przyda… ale przykro mi, że tamta nie wróciła. Mam nadzieje, że jednak jeszcze wróci. W końcu sowy to mądre ptaki. Nauczone by wracać. Chcą wracać. Jeżeli przeżyła to na pewno znajdzie do ciebie drogę. - dodała. Może brzmiało to trochę ckliwie, ale Lucinda w to wierzyła. Sowy były dla niej ważne. W swojej zawsze pokładała nadzieję i ta nadzieja nie tyczyła się tylko listów. Rozejrzała się. - W Londynie i okolicach jest wiele takich miejsc, wiesz? Tajemniczych, do których mało kto zagląda lub, o których mało kto mówi. Teraz jak już tutaj jestem i na razie… nie wybieram się nigdzie dalej chce je wszystkie zobaczyć. Jest takie powiedzenie; cudze chwalicie a swego nie znacie. To jest chyba idealny przykład. - mruknęła spoglądając na niego z uśmiechem.




Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Malinowy las   22.02.17 1:34

Osoby pomagające innym potrzebowały pomocy znacznie częściej, niż się tego spodziewały. Mimo swojej zaradności przejawiały bowiem skłonności do ignorowania własnych problemów na rzecz cudzych - przecież koniecznie należało je rozwiązać. Ulysses zdecydowanie nie wpisywał się w te altruistyczne schematy, ale i pomoc przyjmował niezbyt chętnie, pozostając indywidualistą na obydwu polach - tutaj mógł zrozumieć niechęć do powrotów, ale błędy traktował dosyć taktycznie, pamiętając je nadzwyczaj dobrze. Pamiętliwość ta gwarantowała późniejszą asekurację i ochronę przed powtórkami. Wdzięczność starał się ograniczać i robił to bardzo skrajnie. Im mniej, tym lepiej.
- Rozsądek to nic złego. Brać pod uwagę można wiele, działanie to inny etap - lepiej wziąć pod uwagę więcej niż pominąć połowę i porywać się na coś pod wpływem chwili - odpowiedział najpierw, przerywając na moment, w którym zawiesił zastanowienie - wyczuwalne, ale niezbyt intensywne. W sam raz, aby dać znak, że nie skończył kwestii. - Nie sięgnąłbym po źródła, z których nie ma wymiernych korzyści albo nie zapowiada się, aby takie były - ciekawość potrafiła brać górę, ale on wolał stawiać na wspomniany wcześniej rozsądek. Robił niewiele wyjątków. Tylko wyjątkowe sytuacje i pojedynczy ludzie potrafili zmusić go do wykonania kroku wbrew sobie. Pod piękną otoczką kryło się więcej egoizmu, niż można było przypuszczać. Chciał dodać, że czasem faktycznie lepiej odpuścić, ale słowa nie chciały przejść przez gardło. Do hipokryty było mu daleko, a sprawy, które powinien już dawno przenieść w wór zapomnienia, wciąż pływały swobodnie po powierzchni jego umysłu. Skoro lepiej było sobie darować, dlaczego emocjonalne przywiązanie ciągnęło go w dół? Brak istotnego elementu, niezastąpionego, niezastępowalnego, był palący.
- Cóż, przynajmniej stawia mi wyzwanie cierpliwości. Pokory nigdy za wiele, podejrzewam że przejmuję tę, której jemu zabrakło - krótkie podsumowanie było istotą tego człowieka. - Daje mi w jakiś sposób pole do eksperymentów. Ma tak wybujałe ambicje, że nie sposób im sprostać, ale zawsze wychodzi z tego coś niespodziewanego. Oraz masa różdżek, które nie chcą mu się poddać - dodał mrukliwie, przypominając sobie stosik odrzuconych dzieł. Były zbyt wyraziste na jego mętną osobowość. Był głośny, miał barwne piórka, w które obrastał w każdym sezonie coraz puszyściej, ale pod nimi kryło się niewiele.
- Najwyraźniej to nie ich czas. Tym lepiej, może jeszcze mnie tu ściągną - lekko przetarł palcami korę uśpionego drzewa, wyszukując w szorstkości jakichś znaków, wskazówek. Były jednak ciche, tajemnicze i zbyt odległe, aby do nich dotrzeć. Kiwnął głową na słowa Lynn, zgadzając się z nimi. Znał różne przypadki, ale w jego własnym przywiązanie zdążyło zaistnieć - sowa służyła mu wiele lat, nie tylko jako zawodowy goniec, ale jako towarzyszka. Milczeli sobie razem. Od pewnego czasu planował wybrać się do panienki Baudelaire, pod której skrzydłami ptaki odchowywały się przyzwoicie. Miała do nich dar. Zaledwie kilka dni wcześniej wysłał do dziewczyny list - miał udać się do Mole Valley nazajutrz. - Wybieram się po nową jutro. Ale powrót zaginionej byłby miłą niespodzianką - przyznał, nie spodziewając się raczej, że jeszcze ją ujrzy.
- Nie sposób się nie zgodzić. Grunt, że ostatecznie się to docenia. Ponoć lepiej późno, niż wcale - żonę też lepiej późno, niż wcale, nieprawdaż, lordzie Ollivander? Aż mu echem poszło po głowie, kiedy słyszał zniecierpliwionego ojca, próbującego przyjąć postawę wyrozumiałej matki. - Zapamiętam ten las - mógł sobie wyobrazić, jak bardzo spodobałoby się tu Ophelii. Biegałaby beztrosko, rozsypując wokół różowe liście. - Choć Londyn trochę mnie męczy. Zastanawiałem się nad kupnem niewielkiego mieszkania, ale mam wrażenie, że w ostatnim czasie stał się bardziej przytłaczający.




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Lucinda Selwyn
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-nott https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f286-pokatna-23-4 https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i just want to live while i'm alive
OPCM : 13
UROKI : 20
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Malinowy las   23.02.17 20:47

Lucinda wierzyła w słowa Ollivandera. Ludziom nie ufa się bezpodstawnie, ale chyba oboje sobie na zaufanie zapracowali przez lata ich znajomości. Nie każda znajomość musi być intensywna, nie każda musi być szybka jak błyskawica. Lucinda wiedziała, że na słowach Uly'ego mogła polegać. Dlatego też nie wiedziała już sama co powinna zrobić. Rozsądek kłócił się z powinnością. Zasady z uczuciami. Chęć odkrycia tajemnicy z kosztem szukania pomocy tam gdzie szukać jej nie powinna. W takich sprawach blondynka nie wierzyła w profesjonalizm. Była tylko człowiekiem. Skinęła głową na słowa mężczyzny. - Lepiej coś przecenić niż czegoś nie docenić. - powiedziała unosząc kącik ust w delikatnym uśmiechu. Uśmiechu pełnym wątpliwości, pytań i niepewności. - Masz racje – pokiwała głową. Chociaż właśnie jej źródło miało dać jej potrzebne korzyści. Przynajmniej tak podejrzewała. Wbrew wszystkiemu dla niej to był teraz priorytet, którym chciała się zająć. Przyszło jej do głowy, że może to dlatego iż jasno wyrażono się co do wykonywania tego zadania przez nią. Ciągle przed oczami miała list lady Nott dotyczący jej zawodu. Przestała się nim jednak przejmować. Wiedziała, że prędzej czy później jej ojciec znajdzie sposób by znaleźć jej męża, a matka mu w tym pomoże. Nikt nie będzie potrzebował zgody jej czy nawet wielkiej lady Nott. Nie wiedziała jak długo mogła jeszcze decydować sama o sobie. Lucinda czasem chciała być egoistką. W końcu egoizm i egocentryzm władał ich światem. Życie było wtedy o wiele łatwiejsze i łatwiej było sobie z nim radzić. Jednak nie potrafiła. Nie chodziło tutaj o pokłady empatii czy altruizm. Zwyczajnie jej hierarchia wartości nigdy nie zaczynała się na niej samej i od tego nigdy nie było wyjątków. Stawiała innych przed sobą i chociaż zwykle nie było to dla niej dobre to właśnie taka była. Wsłuchała się w słowa mężczyzny na chwile wyrzucając z głowy swoje niezdecydowanie. Dzisiejszy spacer wcale nie miał przysporzyć jej kolejnych niepewności. Miał ją na chwile od nich uwolnić. - Przynajmniej możesz mieć pewność, że nikt nie wyprowadzi cię już z równowagi swoim niezdecydowaniem. Na bardziej wybrednego chyba trafić się nie dało. - zaczęła uśmiechając się niepewnie. - Naprawdę? - wiedziała, że to różdżki wybierają sobie właścicieli, a nie odwrotnie. Jednak zawsze myślała, że to tylko kwestia dopasowania. Oczywiście jako, że Lucinda wszędzie widziała klątwy tak jak uzdrowiciele wszędzie widzieli choroby od razu pomyślała, że z mężczyzną, o którym opowiadał jej Uly musiało być coś nie w porządku. - Nie wiedziałam, że różdżki mogą być tak wybredne jeżeli chodzi o swoich właścicieli. - dodała. Tak naprawdę niewiele wiedziała o rzemiośle, które wykonywał. To była sztuka i tajemna magia znana tylko Ollivanderom. Nie śmiałaby nawet pytać o zbyt wiele, a to jak na Lynn dość ciężka rzecz. Uśmiechnęła się. - Na pewno będzie równie dobra jak ta poprzednia. - powiedziała. Wierzyła, że zwierzęta odzwierciedlają naszą naturę. Sowy były często odzwierciedleniem natury swoich panów. - Kiedy wróciłam do Londynu pomyślałam, że to będą najdłuższe miesiące w moim życiu. Powrót tutaj był ostatnim czego chciałam, ale teraz chyba zaczęłam doceniać nasze okolice. Wielką Brytanię. Może przez to, że wcześniej po prostu ją przekreśliłam? Stwierdziłam, że nic mnie tu nie czeka? - pokręciła głową. - Chociaż też ostatnio mam wrażenie, że wszystko stało się… napięte. - dodała spoglądając na ścieżkę. Tak. Dobrze wiedziała, że nie działo się u nich  w świcie zbyt dobrze, ale chyba była zbyt naiwna by doszukiwać się źródła problemu. - Chodźmy tędy… - mruknęła wpatrując się w rozwidlenie dróg. -… bo zagnomiony zakątek możemy odwiedzić innym razem. - powiedziała uśmiechając się szeroko.





Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Powrót do góry Go down
Ulysses Ollivander
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4176-ulysses-francis-ollivander https://www.morsmordre.net/t4228-nebula#86429 https://www.morsmordre.net/t4213-ufo-z-lasu https://www.morsmordre.net/f207-lancashire-silverdale-posiadlosc-ollivanderow https://www.morsmordre.net/t4227-skrytka-bankowa-nr-1059#86421 https://www.morsmordre.net/t4229-ulysses-francis-ollivander#86432
Zawód : wytwórca i znawca różdżek
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony


words like stones
falling through the broken glass

OPCM : 15
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Malinowy las   27.02.17 22:09

On w takich sprawach zdawał się na logikę i intuicję, znacznie ograniczając dopływ emocji, wyłączając je z obiegu bez szkód dla całości - wychodził na tym dobrze jeśli sytuacja wymagała określenia "za i przeciw", ale na rzecz dobrych decyzji i odpowiednich kroków tracił wiele z życia prywatnego, skrajnie ograniczając innym (a już zwłaszcza sobie) dostęp do swojego wnętrza. Na pytanie serce czy rozum? momentalnie odpowiedziałby rozum. Jeden, jedyny raz pozwolił decydować sercu, od feralnego nieszczęśliwego zakończenia całej historii nie mogąc zapomnieć tych dziwnych porywów, fascynujących i irracjonalnych - najbardziej bolał ich brak i świadomość, że nie wrócą. Nadzieja tliła się w nim wytrwale, pogłębiając rozpacz. Dlatego łatwiej było iść za rozumem, unikać podobnych nieszczęść i pozostać we względnym zdrowiu.
Ludzie na ogół potrafili stwierdzić podstawowe fakty, a mimo tego był trochę jak kameleon, ze swoimi opiniami dopasowując się do otoczenia. Inaczej widziała go Lucinda, inaczej Samael. Z zaufaniem miał spore problemy, niezależnie od długości relacji wpadając w momenty zawahania dosyć często - nie zwykł dzielić się z kimkolwiek zbyt prywatnymi przemyśleniami, a już te ogólne potrzebowały pewnej stałości w kontaktach z daną osobą. Selwyn tę zdołała utrzymać - rozwijali relację naturalnym dla niej tempem, choć wielu mogłoby wydawać się powolne, jak na tyle minionych lat. Przez to czuł się wystarczająco pewnie, aby rozmawiać z nią nieco swobodniej niż ze zwykłymi znajomymi, ale znów nie była mu tak bliska jak chociażby Ziva, nie mówiąc o Constantinie.
Zaśmiał się krótko, pod nosem, na komentarz o wybredności klienta - zdecydowanie miała rację, choć jego równowaga była bardzo silna i tylko nieliczni mogli się poszczycić zachwianiem tego chłodnego spokoju, jakim zazwyczaj konfrontował się ze światem.
- Gdyby nie był wcześniej klientem ojca, odesłałbym go z kwitkiem - przyznał, a na jej zdziwienie wzruszył ramionami i pokręcił lekko głową. - Mogą. Nie są tak elastyczne, jak mogłoby się wydawać, potrzebują konkretnych podstaw żeby służyć w odpowiedni sposób - najtrudniej jest właśnie z takimi ludźmi, jak on. Z pustymi, bo podstaw brak - wyjaśnił pokrótce, nie wdrążając się w temat przesadnie mocno, bo możliwości było całe mnóstwo, tak jak i powodów, dla których różdżki grymasiły przy wyborze czarodzieja. O wiele prościej było dobrać coś w sklepie Ollivanderów - był przecież wypełniony po brzegi najróżniejszymi egzemplarzami - niż stworzyć dzieło pod daną osobę.
Szkoda tylko, że teraz tak bardzo chcą nas tu zamknąć - pomyślał, słysząc jej słowa. Miała rację - jak najbardziej było co doceniać, lecz ostatnie działania podejmowane przez władzę najwyższą ograniczały obywateli w coraz gorszy sposób. Darował sobie schodzenie na temat polityki, którą sam wolał zostawiać gdzieś na uboczu, odganiając myśl tak szybko, jak przyszła. Podłapał temat zagnomionego zakątka, wygodniejszego i prostszego niż plany pani Minister.

|ztx2




a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? nie ma już nic po tamtej stronie. nie ma już nicza ścianą powiek
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 3
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Malinowy las   27.05.17 14:46

18.04 rano

To było dość niespodziewane.
Po wczorajszym spotkaniu z Estelle, chociaż przebiegło w całkiem miłej atmosferze, podejrzewał, że minie jakiś czas, zanim znów będą mieli okazję się spotkać. No, chyba że znów mieli by wpaść na siebie gdzieś przypadkiem. Tymczasem ledwo otworzył rano oczy - co wcale nie było prostą czynnością, wczorajsze wino okazało się być dość mocne, nawet jeśli nie wypił go wcale wiele! - zaraz doniesiono mu o tym, że czeka na niego sowa z doczepioną do nóżki wiadomością. Szczątkowej budowy i niezwykle tajemnicze zaproszenie od Estelle... naprawdę intrygujące. Jak miałby z niego nie skorzystać? Chociaż jego żołądek raczej nie był zbyt zadowolony z faktu, że w takim stanie miał się gdzieś teleportować, Craig po prostu wypił mocną herbatę, i cóż mu zostało. Ruszył w drogę!
Chociaż jeśli miałby być szczery, miejsce dość go zastanowiło. Czemu Estelle miałaby go zapraszać akurat tutaj? Znał tę okolicę tylko z nazwy, wielu chwaliło sobie cudowny krajobraz i zapierający dech w piersiach widok Malinowego Lasu. Marzec był najodpowiedniejszym miesiącem na oglądanie tutejszej okolicy, jednakże chociaż był już kwiecień, miejsce to nadal było niezwykle urodziwe.
Kiedy wylądował pośród drzew, jeszcze raz spojrzał na zegarek by upewnić się co do godziny. Było jeszcze pięć minut do pory wskazanej mu przez Estelle, ale postanowił być wcześniej. W końcu zdecydowanie lepiej było być przed czasem niż się spóźnić. Ponownie zajął się zatem rozmyśleniami o tym, po co Estelle postanowiła go tu ściągnąć. Pismo było jej, sowa również, więc nie mógł mieć wątpliwości, że to naprawdę ona. Z resztą, przecież potrafiła mieć czasem naprawdę dziwne pomysły, więc chyba potrafiłby zrozumieć, gdyby pojawiła się teraz i podała mu jakiś śmieszny powód.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 https://www.morsmordre.net/t4635-volare https://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
Zawód : alchemik w św. Mungu
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
better never means better for everyone. it always means worse for some.
OPCM : 1
UROKI : 10
ELIKSIRY : 11
LECZENIE : 12
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Malinowy las   27.05.17 15:12

Na diadem Roweny, już dawno nie czuła się tak źle! Nie rozumiała powodu, dla którego cierpiała z okropnego bólu głowy, skoro nie wypiła zbyt wiele - choć w jej przypadku te dwa, trzy trzy kieliszki, były wykroczeniem poza bezpieczną normę.
Nie planowała spotkania z Craigiem, chociaż miała wrażenie, że ich wczorajsza rozmowa nie powinna była się nawet odbyć. W końcu która dama w tak bezczelny sposób rozmawia z narzeczonym swojej kuzynki? Uznała, że najlepszym rozwiązaniem będzie przeproszenie go i właściwie to była pierwsza wersja listu, który chciała mu wysłać. Nim jednak zdołała to uczynić, w jej ręce trafiło małe zawiniątko od... Aurigi. A dokładniej zaproszenie do wspólnego wyjścia do salonu piękności, umówione na zaledwie dwa dni później. Zdziwiła się; przecież nie dość, że nie przepadały za sobą (zaproszenie tłumaczyła sobie wyuczoną grzecznością), tak dodatkowo Auriga w ostatnim czasie znikała i nie dawała znaku życia - może chciała przeprosić i wyjaśnić swoje zagadkowe zniknięcia? I chociaż z jednej strony czuła ulgę, że kuzynka żyje, tak z drugiej miała wrażenie, że jej powrót będzie ponownie wbijającym się cierniem w jej serce.
Początkowo uznała, że nie ma ochoty informować o tym Craiga, z bliżej niewyjaśnionego powodu, i wcale nie uznawała, że zapewne jego narzeczona się z nim skontaktowała, z drugiej strony jednak obiecała mu to, a obietnic dotrzymywała zawsze. Z ociąganiem zebrała się do wyjścia z domu, nie jedząc śniadania, bo ściśnięty do granic możliwości żołądek uniemożliwiał jej to, później zaś teleportowała się w wyznaczone przez siebie miejsce. Malinowy las zawsze urzekał ją o tej porze roku i przede wszystkim miała pewność, że przynajmniej rankiem będą tu sami. Gdy znalazła się na miejscu spacerowym krokiem przemieściła się w stronę umówionego miejsca, dostrzegając sylwetkę niewątpliwie należącą do lorda Burke.
- Chyba zaintrygował cię mój list, skoro jesteś przed czasem - odezwała się, próbując przywołać na wargi lekki uśmiech, który w połączeniu z okropnym samopoczuciem wyglądał jak grymas i wołanie o pomstę do nieba. - A tymczasem, chodźmy, las o tej porze roku jest przepiękny i koi bóle głowy - westchnąwszy, wyminęła mężczyznę, by później skrzyżować ręce za plecami idąc wydrążoną ścieżką przed siebie.
Nie wiedziała jak w ogóle poinformować go o pewnym niesmaku jaki odczuwała wobec swojego wczorajszego zachowania, które w dniu dzisiejszym, odkąd otworzyła oczy, zaprzątało jej myśli.
- Craig? Nie chciałabym, żeby ktoś dowiedział się o naszej wczorajszej rozmowie - zaczęła więc, prosto z mostu, chociaż w jej głowie dane słowa brzmiały o wiele lepiej. - Właściwie, mam nadzieję, że o niej zapomnimy. Nie powinniśmy... nie powinnam, się w ten sposób spoufalać z przyszłym mężem swojej kuzynki - kiedy do jej oczu dotarły przebijające się przez korony drzew poranne promienie słoneczne, skrzywiła się, osłaniając twarz dłonią. - Najlepiej, jeśli będziemy się traktować tak oficjalnie, jak dotychczas - wcale nie, chyba nie uwierzysz, że naprawdę tak uważam? Przystanęła, rozglądając się dookoła. Wyjątkowo męczące były spacery na drugi dzień po wypiciu alkoholu.





better never means better for everyone. it always means worse for some.
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 3
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Malinowy las   30.05.17 0:38

Cóż, jeśli chodziło o Aurigę... Craig nie dostał od niej żadnej informacji. Ani o tym, gdzie się znajduje, ani w ogóle o tym, co się z nią dzieje. Jedyną sową, która odwiedziła jego dom od wczoraj, kiedy to odbył rozmowę w winnicy z Estelle, był właśnie jej Volare.
Kiedy Craig szykował się do spotkania, to gdzieś w głowie zaświtała mu myśl, że może lady Slughorn jednak dostała jakąś informację o miejscu pobytu Aurigi. Może koniecznie chciała mu o tym powiedzieć osobiście, zamiast pisać w liście. Chyba byłoby to nawet logiczne, jednakże czemu Estelle wybrała by takie miejsce by mu to powiedzieć? Ten element w jego rozumowaniu zdecydowanie gryzł się z innymi. I to na tyle mocno, że Craig szybko porzucił podobny pomysł. A że głowa nie chciała dziś zbytnio współpracować, wstrzymał się przed kolejnymi spekulacjami i postanowił po prostu zaczekać na Estelle i jej wyjaśnienia. Kiedy zaś w końcu dostrzegł kobietę pomiędzy drzewami, oderwał się od drzewa by ją powitać.
- Och, nie zaprzeczę, że zaintrygował. Spartańska godzina i to po wieczorze zakrapianym alkoholem, a do tego w dość tajemniczym miejscu. Czyżbyś planowała mnie porwać? - zapytał całkiem poważnym tonem, ruszając za nią.
Uniósł brwi, zdecydowanie zaskoczony jej słowami. Ściągnęła go tutaj, w takich okolicznościach, żeby pospacerować z nim po lesie i pomóc pozbyć się bólu głowy? Niee, w tym musiało być coś jeszcze. Estelle na pewno nie ciągnęła by go tu na darmo. Wystarczyło trochę cierpliwości, dlatego Craig po prostu ruszył za kobietą. Postanowił poczekać aż sama będzie chciała mu się zwierzyć - no i w końcu to nastąpiło.
Również przystanął, przekręcając lekko głowę.
- Aha. - wydarło mu się spomiędzy ust, zanim zdążył się powstrzymać - A kto niby miałby się dowiedzieć o tej rozmowie? I proszę, przypomnij mi jak wyglądało nasze "dotychczasowe oficjalne zachowanie" względem siebie?
Stanął przed nią. W samym kąciku jest ust malował się lekki uśmieszek. Ostatni raz nazwał ją "lady" chyba jeszcze za gówniarza. Chociaż nie, później też się zdarzyło. Na samym początku jego pobytu we Francji. W każdym razie jednak - dawno i nieprawda.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 https://www.morsmordre.net/t4635-volare https://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
Zawód : alchemik w św. Mungu
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
better never means better for everyone. it always means worse for some.
OPCM : 1
UROKI : 10
ELIKSIRY : 11
LECZENIE : 12
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Malinowy las   30.05.17 19:00

Gdyby Craig zostałby jej przyszłym mężem, to z pewnością nie nudziłby się i prowadziłby u jej boku całkiem ciekawe życie; w końcu, która kobieta ściąga mężczyznę z tak okropnym samopoczuciem do pięknego lasu, by powiedzieć wprost, że powinni przestać ze sobą rozmawiać? Żeby jeszcze tego chciała! Ale świadomość, że Auriga być może powróci skutecznie podcięła jej skrzydła dzisiejszego poranka, tracąc nadzieję na rozwinięcie relacji z lordem Burke. Im więcej czasu spędzali ze sobą - tego przypadkowego, nieustawionego przez rody czasu - tym większym uczuciem do niego pałała i zresztą, swoboda na jaką mogła sobie przy nim pozwolić jej odpowiadała. Nie ograniczał jej, przynajmniej na razie, nie ganił za wypowiadane słowa, bo sam do świętych nie należał. Westchnęła słysząc jego wypowiedź, na którą po chwili uśmiechnęła się mdło. Nie czuła się najlepiej, w zasadzie w ogóle się nie czuła, pragnąc szybkiej śmierci.
- Tak, mój drogi, to zakładał mój plan. Dlatego poprosiłam o spotkanie w tak pięknym miejscu, ale teraz, kiedy mnie przejrzałeś, powinnam wymyślić coś zastępczego - pokiwała głową dla potwierdzenia swoich słów, ruszając dalej. Reakcja Craiga była całkiem... zabawna i pewnie zaśmiałaby się w głos, gdyby nie ból głowy przeplatający się ze światłowstrętem.
- Nie chciałabym, by ktoś niepowołany dowiedział się o sposobie w jaki ze sobą rozmawiamy. Nie przystoi to ani mnie, ani tym bardziej tobie, zaręczonemu mężczyźnie - przystanęła ponownie, spierając obie dłonie na biodrach. Wdech i wydech, och, jak jej było niedobrze! - Właściwie nie powinniśmy się spotykać w innych warunkach, niż te oficjalne. Tak, to z pewnością będzie najlepsze rozwiązanie, żeby uniknąć dwuznacznych konsekwencji, tak jak wtedy, we Francji - plotła dalej słodko swoje głupoty, nie spoglądając nawet na towarzyszącego jej mężczyznę. W jej odczuciu naturalnie to co mówiła było dyplomatycznym rozwiązaniem sytuacji, bo przecież w taki sposób musiała odprawiać każdego kawalera.
- Zresztą, Auriga dzisiaj napisała do nas list, prosząc o spotkanie za kilka dni - dodała nagle i nim zdążyła dopowiedzieć cokolwiek poczuła jak nagle słabnie; omdlała, w ostatniej chwili zahaczając dłonią o drzewo, którego się przytrzymała.





better never means better for everyone. it always means worse for some.
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 3
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Malinowy las   02.06.17 11:55

Podziwiał samego siebie za zdolność rzucania takich żarcików, kiedy tak bolała go głowa. Estelle jednak chyba jakoś tak na niego wpływała, że skupiał się na niej, a nie na swoich dolegliwościach. Czuł się swobodniej. Równie swobodnie mógł się zachowywać chyba tylko w towarzystwie Rowan.
Nie wiedział czy jej późniejsze słowa były szczere - nie uważał jej nigdy za tę, która sztywno stosuje się do reguł. To Evelyn była zawsze tą porządną, Estelle zaś potrafiła sobie pofolgować. Nie był teraz w kondycji, która pozwoliłaby mu zastanawiać się nad tym głębiej - chociaż gdyby go spytać, pewnie przyznałby jej trochę racji. Co niekoniecznie znaczy, że potem by się do tego stosował.
- Auriga... napisała do ciebie? Prosząc cię o spotkanie? - spojrzał na nią będąc szczerze zdumionym. Czyli jednak część jego podejrzeń dotyczących tego spotkania była słuszna! Nie był to jednak czas na radość z tego powodu, w końcu pojawił się przed nim poważny problem.
Gdy Estelle zachwiała się i niemal nie przewróciła, mężczyzna zaraz ruszył z miejsca by pomóc jej zachować równowagę. Ofiarował jej swoje ramię - jeśli mieli iść jeszcze gdzieś dalej, Estelle musiała się na czymś wesprzeć. Sam oczywiście nie czuł się najlepiej, jednak chyba znosił skutki alkoholu odrobinę lepiej, nie chwiał się tak mocno. Mógł więc porobić za podpórkę dla niej.
- Dziękuję, że pomimo tak złego samopoczucia chciałaś mi o tym powiedzieć. - powiedział, przywołując na twarz poważny wyraz. Zdecydowanie spoważniał, w końcu chodziło o rzecz niezwykle istotną. O jego narzeczoną, kobietę, z którą miał spędzić resztę życia. Nie napisała ani słowa do niego, ale prosiła swoje kuzynki o spotkanie?
- Wiesz, że będę musiał cię zapytać o datę i miejsce? Muszę się z nią zobaczyć. Zapytać ją, dlaczego mnie zostawiła... - zacisnął wolną dłoń w pięść. Zamknął jednak oczy i po kilku wdechach uspokoił się. Nie należało okazywać gniewu przy niewieście. - Ale to nie rozmowa na teraz. Mamy czas. Ty czujesz się fatalnie, ja niewiele lepiej. Dziękuję jeszcze raz, ale musimy odpocząć.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 https://www.morsmordre.net/t4635-volare https://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
Zawód : alchemik w św. Mungu
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
better never means better for everyone. it always means worse for some.
OPCM : 1
UROKI : 10
ELIKSIRY : 11
LECZENIE : 12
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Malinowy las   04.06.17 11:20

Nie były ani trochę szczere i w zasadzie nie do końca była pewna co nią kierowało. Bynajmniej obawa o dobre imię Aurigi nie stanowiła dla niej najwyższego dobra, skoro od samego początku była przeciwna temu ślubowi, choć życzyła im szczęścia. Bardziej brała pod uwagę wersję, że zbyt dobrze czuła się w towarzystwie Craiga, mając wrażenie, że jej uczucia zaczynały mknąć w zupełnie dziwną stronę, nie taką, jakby chciała. Myśl, że mogłaby pokochać narzeczonego kuzynki była dla niej absurdalna, dlatego teraz - kiedy się zorientowała - musiała uciąć z nim wszelkie kontakty, ot, wyplenić uczucie w zarodku.
- Do nas - poprawiła go, gdy się odezwał, przetrawiając informację. Jednak teraz, zaczynała chyba żałować, że w ogóle mu o tym powiedziała. Jeśli ich ślub doszedłby do skutku, to z pewnością widywałaby go częściej, niż chciała, a wtedy cały misterny plan by się nie powiódł; w pokrętnej logice lady Slughorn wszystko brzmiało o wiele lepiej, prościej, ale w tej chwili czuła, jak pląta się w swoich zeznaniach i uczuciach. Zachwiała się, lecz nie chwyciła mężczyzny pod ramię, nie po tych słowach, którymi raczyła go kilka chwil temu. Bez słowa usiadła na ziemi, opierając się plecami o drzewo.
- To nie jest najlepszy pomysł, Craig - nakryła oczy dłonią, których każde spotkanie z jasnym światłem przyprawiało ją o kolejne mdłości. - Jeśli wysłała list tylko nam, to miała najwidoczniej powód. Pozwól, że pójdę i wypytam ją o szczegóły, a potem cię o nich poinformuję. Dobrze? Tak będzie rozsądniej. Gdyby cię ujrzała, to pewnie się spłoszy i ucieknie, wtedy nie dowiesz się niczego - przedstawiwszy mu całkiem przemyślany plan działania, zastanawiała się jaka dziwna potrzeba się w niej zrodziła. Ciekawość? W zasadzie i tak już tańczyła wesoło po piekielnej otchłani. Troska? Nie sądziła, by kierowało nią to uczucie; nie troszczyła się w obecnej sytuacji o nikogo, poza sobą, co stawiało ją z marszu na bardzo egoistycznej pozycji, lecz o tym nikt wiedzieć nie musiał.





better never means better for everyone. it always means worse for some.
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 3
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Malinowy las   04.06.17 15:05

Nie wiedząc za bardzo co począć, zdecydował się usiąść koło niej. I tak nie czuł się przecież na siłach na dłuższe spacery. Wsłuchał się potem w jej słowa i cóż, chcąc nie chcą, musiał przyznać jej rację. Chociaż bardzo kusiło go, by odrzucić całą logikę i po prostu pojawić się na miejscu spotkania sióstr z Aurigą, złapać ją za ramiona, potrząsnąć i zażądać wyjaśnień. Żałowałby jednak później tego, z całą pewnością by żałował.
Wciąż próbował szukać jakichś powodów, dla których Auriga postanowiła po prostu niemalże zniknąć. Wewnętrznie czuł, że te zaręczyny już są nieważne, że powinien je w sumie już dawno zerwać, skoro lady Slughorn zachowywała się w ten sposób. Ciągle jednak miał nadzieję, że wszystko się wyjaśni. Jednakże fakt, że Auriga napisała do swoich kuzynek a do niego nie, dość wyraźnie mówił mu o tym, że kobieta prawdopodobnie sama szuka sposobu na zerwanie zaręczyn bez wywołania skandalu. Może właśnie po to poprosiła o to spotkanie. By zapytać swoich najbliższych o radę w tej kwestii?
Jego pierś uniosła się w ciężkim westchnięciu.
- Dobrze. Dowiedz cię proszę od niej, co się stało, że nie daje znaku życia. A jeśli nie poda ci logicznego wytłumaczenia i nie skontaktuje się ze mną, oficjalnie zerwę zaręczyny. Nie mogę sobie pozwolić na dłuższe czekanie aż ona zdecyduje się łaskawie pojawić i zostać moją żoną. - zadecydował.
Doskonale wiedział, że taka decyzja odbiłaby się również na Auridze. Będzie miała później problem ze znalezieniem innego narzeczonego. Fakt, że doprowadziła do zerwania zaręczyn z lordem Burke będzie się za nią ciągnął jak kula u nogi. Nestorzy niechętnie patrzyli przecież na szlachcianki z nieciekawą przeszłością.
Zerknął kontrolnie na Estelle, zastanawiając się jaka będzie jej reakcja i co ona o tym wszystkim myśli.




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 https://www.morsmordre.net/t4635-volare https://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
Zawód : alchemik w św. Mungu
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
better never means better for everyone. it always means worse for some.
OPCM : 1
UROKI : 10
ELIKSIRY : 11
LECZENIE : 12
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Malinowy las   04.06.17 15:23

Nie miała zamiaru go w żaden sposób pocieszać, ani współczuć, kiedy oduczano ją tego skutecznie od dziecka - na co komu była dama, kierująca się sercem, niż rozumem? Ale w przypadku Craiga, czuła się w dziwny sposób winna temu, że tkwił w niezręcznym oczekiwaniu, choć nie miała ku temu podstaw.
- W porządku - odparła krótko, spokojnie, spoglądając w dal przed siebie spod przysłaniającej oczy dłoni. - Nie reaguj zbyt pochopnie, Craig. Może faktycznie miała powód. Nie wiem, nie chcę jej usprawiedliwiać i zresztą, sama się dziwię, że jeszcze bronię takiego zachowania. Ale my, kobiety, czasami robimy coś szybciej, niż pomyślimy - chociaż myślała swoje na temat traktowania kobiet w magicznym półświatku, szczególnie w ich świecie - szlachetnej krwi, tak wciąż pozostawała tylko kobietą, delikatną i myślącą innymi kategoriami niż hardzi mężczyźni. Opuściła rękę, odwracając twarz w stronę siedzącego obok mężczyzny.
- Głowa do góry - uśmiechnęła się blado, łącząc obie dłonie na udach. Chociaż chciałaby tu zostać, nie czuła się najlepiej; zresztą, przekazała mu wszystko to, co musiała i mogłaby teraz wrócić do domu, żeby zaszyć się w komnacie. Nie była najlepszym towarzyszem rozmowy i zaskoczyłoby ją to, gdyby lord Burke nagle odzyskał język do elokwentnych dyskusji.
- Przynajmniej nie krzyw się tak w tym pięknym miejscu - i przy mnie! Ujęła w dłoń kilka bladoróżowych liści, które zaraz potem oglądnęła. - Zaskakująca jest ta zmiana koloru z zielonego na różowy - uznała, bardziej pod nosem do siebie, niż do Craiga, który wciąż niepocieszony siedział obok; mogła bez większego problemu usłyszeć jego ciężkie westchnienia i poczuć zmieszanie, irytację, ale nie chciała ingerować. Wiedziała, że takie sytuacje należało przetrawiać samemu, bez pośpiechu.





better never means better for everyone. it always means worse for some.
Powrót do góry Go down
Craig Burke
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t3810-craig-maddox-burke https://www.morsmordre.net/t3814-blanche#70697 https://www.morsmordre.net/t3813-zwiazki-lorda-burke#70693 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t6332-skrytka-bankowa-nr-965#159559 https://www.morsmordre.net/t3842-craigowe#71823
Zawód : Handlarz czarnomagicznymi przedmiotami
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
I will burn your kingdom down
If you try to conquer
Me and Mine
OPCM : 3
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 21
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 9
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Malinowy las   04.06.17 19:59

- Czekałem już dość długo. - odpowiedział.
Cóż, do głowy przyszło mu, że Auriga mogła, na przykład, szykować dla niego jakąś niespodziankę. I dlatego nikt nic nie wiedział. Albo również przed rodziną zataiła całą sprawę, albo też poprosiła ich by zachowali milczenie - w tym wypadku Estelle z pewnością byłaby jedną z podejrzanych! Jednakże nie miałoby większego sensu, by teraz mówiła Craigowi o spotkaniu z Aurigą. Poza tym cały koncept z góry wydawał mu się dość naciągany. Kuzynka Estelle i Evelyn zdecydowanie była damą, która preferowała, by ją zaskakiwać. Była dumna, wyniosła. Figlarna również, ale nie do tego stopnia, by martwić swojego narzeczonego i/lub rodzinę swoim zniknięciem.
- Decyzję podejmę po waszym spotkaniu - odparł po prostu, podkreślając, że jego cierpliwość powoli była już na wyczerpaniu. Nie chciał jednak wywierać wpływu na Estelle - miło byłoby z jej strony, gdyby wypytała Aurigę o to i owo, ale nie oczekiwał od niej, że będzie namawiać ją do powrotu do Craiga.
Sytuacja nie wyglądała ciekawie. I to nie tylko na płaszczyźnie zaręczyn lorda Burke. Niedawne niewesołe listy, które dostał od swojej siostry również nie napawały go optymizmem. Nadchodziły ciężkie czasy, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Miał być przecież nawet poniekąd odpowiedzialny za przyszłe zawieruchy i niepokoje w społeczeństwie. Już tego wieczora!
Wziął głęboki wdech, odchylił się do tyłu, a potem wypuścił powietrze, oczyszczając płuca. Spojrzał na liście szumiące nad ich głowami. Nie mógł patrzeć długo, bo zaraz od zbyt ostrego światła zabolały go oczy i głowa - ale przez kilka chwil w ciszy podziwiał liście o których wspomniała także i Estelle.
Cóż, sytuacja była dołująca, ale skoro pojawiło się jakieś światełko w tunelu, Craig nie zamierzał przejmować się Aurigą aż do momentu kiedy siostry Slughornówny się z nią spotkają. Wolał pocieszyć się towarzystwem Estelle - skoro istniała możliwość, że już nigdy nie będą mogli tak niezobowiązująco posiedzieć sobie razem w lesie.
- Przy mojej posiadłości jest taki fragment ogrodu... gdzie przy odpowiednim świetle rośliny wyglądają jakby były fioletowe...




His smile fair as spring, as towards him he draws you;
His tongue sharp and silvery as he imploresyou
Powrót do góry Go down
Estelle Slughorn
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t4587-estelle-slughorn-budowa#98562 https://www.morsmordre.net/t4635-volare https://www.morsmordre.net/t4599-niepokorna-slughornowna#98986 https://www.morsmordre.net/f291-westmorland-dworek-nad-zatoka https://www.morsmordre.net/t4632-estelle-slughorn
Zawód : alchemik w św. Mungu
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
better never means better for everyone. it always means worse for some.
OPCM : 1
UROKI : 10
ELIKSIRY : 11
LECZENIE : 12
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Malinowy las   04.06.17 20:48

Nie odezwała się. Rozumiała, że Craig stracił już i cierpliwość, i zapewne nerwy wobec zaistniałej sytuacji, dlatego nie planowała więcej się odzywać w tej kwestii. Wiedziała, że żadne słowa nie wynagrodzą mu straconego czasu, który mógł spożytkować na o wiele ciekawsze rzeczy, niż zamartwianie się nagłym zniknięciem Aurigi i wedle tego co obiecała - postanowiła wypytać kuzynkę o szczegóły, kiedy tylko się spotkają. Salon piękności miał wszelkie predyspozycje na kobiece plotki, których co prawda unikała, ale obiecała mu i nie zamierzała nagle zmieniać zdania. Mimo wszystko nie czuła się dobrze ze świadomością, że działa być może na swoją niekorzyść, gdy w nagłym przypływie bliżej nieokreślonych uczuć próbowała dowiedzieć się czy ślub kuzynki dojdzie w ogóle do skutku, ale nie była w stanie tego kontrolować. Miała nieodparte wrażenie, że po raz drugi w życiu kierowała się sercem, niż rozumem, które ogłuszone przez kobiece żądze nie miało siły przebicia.
Oglądając bladoróżowe liście była zaciekawiona czemu właściwie słońce i ciepła pogoda tak na nie wpływa, i poza marnym powodem o zwykłej, nieodgadnionej magii, nie wiedziała jak inaczej miałaby to wyjaśniać.
- Przyroda bywa nieodgadniona, ale czy to nie czyni jej tak interesującą? - spytała retorycznie, wyrzucając liście z dłoni; nie chodziło jej tylko i wyłącznie o naturę, a przy okazji i o kobiety, które były równie ciekawymi istotami, pełnymi niedopowiedzeń i sprzeczności - czy to nie dlatego mężczyźni tak je kochali?
Poczuła się dość słabo, dlatego uznała, że najodpowiedniej będzie wrócić do domu. Uniosła się, lądując niemal natychmiast na klęczkach.
- Pora na mnie - uśmiechnąwszy się, wstała z ziemi, ruchem rąk ścierając ściółkę z sukni. Pożegnała się co prawda, nim jednak oddaliła się czuła, że nie może tego wszystkiego tak zostawić. Stojąc zwrócona plecami do Craiga zastanawiała się, czy może powinna była mu powiedzieć o uczuciu, wędrującym w niezbyt dobrą stronę; nie godziła się na taki rozwój sytuacji i po raz kolejny na wypuszczenie okruszków szczęścia z chudych dłoni, dlatego pod wpływem impulsu, w gwałtownym ruchu odwróciła się, by zakończyć dzisiejszą sytuację niespodziewanym, subtelnym pocałunkiem. Niemalże tak, jak w części czytanych w czasach nastoletnich romansów i poezji. - Wybacz - odezwała się szeptem, zabierając dłoń z karku mężczyzny, który wcześniej do siebie przyciągnęła, gdy odsunęła się na nieznaczną odległość od jego ust. Nie oczekując na reakcję, odeszła szybko kilka kroków, by teleportować się do domu.

zt





better never means better for everyone. it always means worse for some.
Powrót do góry Go down
 

Malinowy las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 19Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10 ... 19  Next

 Similar topics

-
» Malinowy las

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu :: Wierzbowa aleja-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18