Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Gniew Kirke
AutorWiadomość
Gniew Kirke [odnośnik]26.07.16 1:50
First topic message reminder :

Gniew Kirke

★★★
Przez drzwi do lokalu przejdzie każdy, jednak już po kilku metrach zostanie skrupulatnie osądzony przez płaskorzeźbę przedstawiającą wizerunek samej Kirke. Na pierwszym planie stawia status krwi delikwenta, zdarza się jednak, że usłyszy on też krytyczne uwagi dotyczące poczynań swoich przodków, ich rozporządzania majątkiem, albo własnych młodzieńczych przygód. Mówi się, że czarodzieje mugolskiego pochodzenia z miejsca przemieniani są tu w świnie!
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:39, w całości zmieniany 2 razy
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Gniew Kirke - Page 8 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Gniew Kirke [odnośnik]24.09.18 23:00
Jak płynąca woda w wartkim strumieniu, tak jej własne myśli wędrowały przez umysł z przyspieszeniem, które nie pozwalało na wyrwanie choćby jednej i przyjrzenie się bliżej. Gnane rzeczywistą konfrontacją zbieranych sumiennie wspomnień z realną ich perspektywą. Jak czuć się miała Ana, gdy miała przed sobą - w końcu - żywy obraz oglądanych tyle razy, ścigających się ze sobą wizji w myślodsiewni. Każda scena, przypisana jej emocja i wrażenie, próbowało ujawnić się i zatrzymać. A jednak fala była nieznośnie uporczywa, ignorując rozpaczliwe próby uspokojenia. Mieszały się ze sobą sny, przewijały sylwetki, imiona, kolory, słowa, tworząc nierozerwalną mozaikę chaosu, w którego centrum, jedyną stałą był Bertie.
Krzywa sinusoida wzlatujących i opadających emocji, które bez końca próbowały znaleźć ujście.  Ale snem nie było. Nie mogło być. Te, które śniła, zawsze przewijały sceny już znane, gdzieś widziane, przeżyte?, podpatrzone w srebrzystej wodzie. I zawsze rozwiewał się, gdy tylko próbowała chwycić wyciągniętą dłoń, czy odpowiedzieć na wołanie, które słyszała w oddali. Jak powtarzane bez końca echo, które gubiło się nim dotarło do celu.
Znany i nieznany brat stał przecież tuz obok, patrząc na nią tym samym niedowierzaniem, kiedy opowiadała mu o testralach. Skąd o tym pamiętała? Nie wiedziała. Nie wiedziała też, kiedy przedarło się dziwne rozrzewnienie. Jej dłonie zdawały się obce i te same, które w snach zasłaniały brata przed lecąca piłką, rzuconą przez małego nicponia. Czy przez ten czas był toś, kto mógł go chronić?
- Nie wiedziałam - pokręciła głową, rozsypując na nowo założone za ucho włosy - Nic nie wiedziałam - powtórzyła, gdy padały kolejne urwane słowa. To co pamiętała wtedy mieściło się w pustce, oplatanej koszmarami, bólem i krzykiem. Nie wiedziała tylko czy krzyczała ona, czy ktoś inny.
Zacisnęła palce mocniej na podparciu, by za chwilę, w końcu odsunąć krzesło i usiąść przy pustym stoliku. Ułożyła jedną dłoń na blacie, rysując niewyraźny zawijas na jego powierzchni. Parę piwnych oczu skupiła na młodszym. Może Ana nie była wybitna w odczytywaniu targających ludzi emocji, ale Bertie wydawał się tak otwarcie okazywać wszystko, że momentami miała wrażenie, że po prostu czytała go. Czy była taki zawsze? Czy zmienił go czas?
Jak... to wszystko się stało?
Anastasia w pierwszej chwili po prostu rozchyliła wargi w słowach, które przecież tyle czasu przygotowywała, opowieści niosącej jej przeszłość. A mimo to coś zgrzytnęło, blokując ujście. Pochyliła się, tym razem spoglądając na swoją dłoń, która bez ustanku kreśliła niewyraźne wzory na stoliku - Spadłam z mostu, do rzeki - zmarszczył brwi, a wolna opuszczona do tej pory ręka, podniosła sie wyżej, sięgając skroni, odnajdując ogniskujący się co jakiś czas ból. Nie pamiętała dlaczego znalazła się w wodzie, ani tym bardzie dlaczego była na moście. Urwany, powtarzający się koszmar, wizja, pożerający jej umysł tamtej nocy, pamiętała, wieziona przerażająca pewnością, że z jakiejś przyczyny, był źródłem jej lęku - Nie przeżyłabym, gdyby... gdyby nie pomoc Alberta, uzdrowiciela, który mnie wtedy znalazł. I leczył - odetchnęła ciężej, odnajdując spojrzenie brata - Bardzo długo dochodziłam do siebie, ale... - przymknęła i otworzyła oczy - niczego nie pamiętałam - suchość w ustach zignorowała. Musiała opowiedzieć to wszystko. Była mu to winna - Zabrał mnie do Francji, stamtąd pochodził - ultra lakonicznie, niby urwane - jak jej wspomnienia - fragmenty przeszłości, którą znała. Jedyną, jaką znała.
Dłoń powoli zsunęła ze skroni, by wierzchem podeprzeć brodę. Tym razem, uśmiechnęła się trochę niepewnie, odbijając podobny wyraz na twarzy Bertiego. Przez kilka chwil przyglądała się w milczeniu, jak wstaje, sięga po kubki, by niedługo potem pojawić się z kawą. czarną. bez mleka i bez cukru. Uniosła brwi, spoglądając to na niego, ta na parujący ciepłem płyn. Czy powinna się dziwić? We Francji wciąż śmiali się z jej nawyku, gdy odmawiała za każdym razem dodatków - Znasz mnie - wyszeptała bardziej do siebie, ale zamrugała, wracając do rzeczywistości, w której wciąż była - We Francji rozpoczęłam kurs uzdrowicielski i na moja prośbę, zostałam przeniesiona do św. Munga w Londynie - raz jeszcze konkrety. A potem znów zagubienie - Nie jestem pewna - odpowiedziała szczerze. Nigdy nie wahała się przed mówieniem tego, co rzeczywiście tkwiło w jej myślach, ale zebranie ich z panującego aktualnie chaosu, było trudniejsze - Ale radzę sobie. Potrzebuje po prostu... czasu, by wszystko poznać - usta zadrgały i odsłoniła bardziej śmiały uśmiech -...albo sobie przypomnieć - dodała nieco ciszej, ale nie odwracała wzroku. W skupieniu przyglądała się Bertiemu, jakby chciała najdokładniej jak potrafi wyrysować twarz, dopisując już na stałe tożsamość - Będą? - podniosła kubek do góry, nadpijając gorącej kawy. Gorzki smak przyjemnie rozlał się na języku, ale odstawiła pospiesznie, czekając na odpowiedź. Tylko przez chwilę - Czy mogłabym cię o coś poprosić? - Zawahała się, ale uśmiechnęła, nadal czując narastający dysonans między tym, że umysł podpowiadał jej, że rozmawia z kimś obcym, a przeczuciem, że bez pamięci mogła mu zaufać - Kim...kim teraz jesteś, Bartie? - skoro skradziono jej przeszłość, musiała poznać go na nowo.
Anastasia Bott
Zawód : Stażystka w św. Mungu
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6429-anastasia-bott#165311 https://www.morsmordre.net/t6497-to-tylko-parapet-u-any#165756 https://www.morsmordre.net/t6490-w-niepamieci#165609 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6499-skrytka-bankowa-nr-1623#196700 https://www.morsmordre.net/t6495-anastasia-bott#165751
Re: Gniew Kirke [odnośnik]25.09.18 1:32
- Jak... to się mogło stać?
Jak to się stało, że spadła z mostu. Było wiele możliwości, a jednak wszystko wydawało mu się absurdalne. Absurdalne, że w tak prosty sposób mogło się wydarzyć tak wiele. Przeszły go dreszcze, kiedy tym razem od niej usłyszał o perspektywie śmierci. Siedziała przed nim, bezpieczna i cała, a jednak w jakiś sposób chciał ją chronić przed tym co już się wydarzyło - nie ważne, jak bardzo było to nierealne.
Albert. Gdyby ten człowiek zgłosił się z nią na policję. Gdyby zaniósł ją do Munga - wszystko wyglądałoby inaczej. Bertiemu trudno było sobie wyobrazić w tej chwili jak by mogło być, choć za tą normą właściwie cały czas tęsknił. Za tym, żeby jedno miejsce przy rodzinnym stole nie wydawało się jakoś nienaturalnie puste, za tym unikanym po cichu tematem, jednym z bardzo nielicznych z których nikt nie potrafił żartować, jednym z najtrudniejszych tematów. A jednak - w tej chwili mógł jedynie być wdzięcznym za to, że ów człowiek uratował Anę. Że wyciągnął ją z wody i zapewnił pomoc medyczną. Na tę chwilę to było najważniejsze. Żyła i siedziała przed nim w charakterystyczny sposób walcząc z lokami nad którymi nigdy nie potrafiła zapanować.
- Jasne że znam. - uśmiechnął się lekko. - Wiesz, żeby kogoś na prawdę poznać, trzeba go zobaczyć w najbardziej żenującej sytuacji, a to w naszej rodzinie zalicza się w ciągu pięciu pierwszych minut życia. - uśmiechnął się trochę szerzej, bo ile głupich rzeczy oboje zrobili jako dzieciaki. Oczywiście głównie on, ale w tę tajemną wiedzę nie musi jej jeszcze wtajemniczać. Wszystkie wspomnienia w tej chwili były żywe, żywe w przyjemny sposób bo wróciły z perspektywą odgrywania się na nowo, na nowe sposoby. Po prostu dawno utracona część życia wróciła, a on musiał to sobie uświadomić. - Ulubiona kawa czy piosenka to pikuś, wiem ile pączków jesteś w stanie zmieścić. - nie mógł się nie zaśmiać, bo te wspomnienia były po prostu miłe, w jakiś sposób ciepłe. Oczywiście i tak ją przebijał, ale jego nikt by się nie czepiał. Co innego drobne, delikatne dziewczę!
Patrzył na nią uważnie i chyba w końcu wszystko tak na prawdę do niego docierało. I choć te dwa lata były ciężkie, chyba powoli traciły na znaczeniu, bo przecież najważniejsze, że Ana się odnalazła. On pokaże jej wszystko. Nie tylko on z resztą, to pewne. Oczywiście ona poradziłaby sobie sama. Była zaradna jak mało kto.
- Sporo się tu dzieje. Pracy ci nie zabraknie. - na pewno słyszała, jednak pogłoski to zaledwie ułamek. Wróciła do całkowicie innego miasta niż Londyn, który opuściła dwa lata temu wraz z uzdrowicielem który ją uratował. Jeśli wtedy mimo względnego bezpieczeństwa mogło stać się tyle złego, co grozi jej teraz? A jednak nie zamierzał zachęcać jej do ucieczki. Tu jest jej miejsce. Jej dom, jej rodzina, jej bliscy, wszystko co musi odzyskać.
Skinął lekko głową, gdy wspomniała o czasie. Rozumiał. Starał się zrozumieć. Wydawała się rozbita, podobnie jak on, jednak to ona nie pamiętała niczego. Miała zaledwie kilka strzępków własnej przeszłości i emocji których zapewne nie rozumiała. Musiał jednak wierzyć, że wszystko po prostu będzie dobrze. Musi.
- Jasne. Już sama nasza rodzina jest spora. A przyjaciele. Bliscy. Twój... - zaciął się. Patrzył na nią jakby zastanawiając się, jak przygotować ją na kolejne porcje nowości, kolejne gigantyczne porcje przeszłości. Chyba jednak przygotować jej po prostu nie mógł. - narzeczony. Zaręczyliście się niedługo przed twoim zniknięciem.
Nie zwrócił uwagi, w której chwili zaczął bawić się jej kubkiem. Obracał go lekko na blacie między jedną ręką, a drugą. Zaraz zabrał je trochę może skrępowany głupim nawykiem gadających rąk. Zerknął w kierunku okna, z którego nawet widać było fragment szyldu lodziarni której współwłaścicielem był Florean.
- Jak powiedziałem, że wszyscy cię szukali to to miałem na myśli. Wszyscy i u wszystkich. - powinna wiedzieć. Być przygotowana. To nic złego. Większość osób jakie spotka, na pewno będzie się cieszyć jej widokiem. Zadawać pytania. Może to nawet jej pomoże w jakiś sposób? Miał nadzieję, że nie poczuje się przytłoczona tym, że na ulicy tak dużo osób po prostu ją zna podczas gdy dla niej wszyscy są obcy.
- O wszystko.
Wróciła. W tej chwili gdyby powiedziała, że to absolutnie konieczne, chyba rozważyłby nawet próbę obrabowania Gringotta. Na szczęście jednak Anastasii nigdy nie wpadłoby coś takiego do głowy.
Kim teraz jesteś?
Wzruszył ramionami.
- W sumie to chwilami sam nie wiem. - stwierdził. - Chyba tym kim byłem. Cokolwiek pamiętasz lub nasunęło ci się w wizjach. Tylko trochę starszym. Raczej nie mądrzejszym. Nie jestem pewien, co dokładnie masz na myśli.
Przyznał. Trudno było mu się odnosić do kiedyś którego Ana nie pamiętała, jednak nie był pewien co innego w jej pytaniu może oznaczać teraz. A teraz sam się gubił w tym, kim był, w tym co robił. Wiedział jaki ma cel we wszystkim, co robi, miał wiele planów, ale nie był pewien czy cokolwiek z tego wszystkiego w jakiś sposób go definiuje. I chyba za małą miał głowę na takie filozofie.
- Chyba będziesz musiała się osobiście przekonać.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 25
UROKI : 40
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Gniew Kirke - Page 8 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Gniew Kirke [odnośnik]29.09.18 1:27
Prawdopodobnie była żywym przykładem mugolskiego powiedzenia przypadki chodzą po ludziach. Na płacz było już za późno, pomstując niebiosom i siłom, które w świecie czarodziejów były uznane po prostu za nienazwane fatum. Los. Ten, Ana już znała, spotykała się z nim niektórych nocy, wijąc się pod naporem atakujących ją wizji. Budziła się zazwyczaj przerażona, obolała, z policzkami mokrymi od łez, płynących niezależnie od jej woli. Sama Anastasia nie często pozwalała sobie na luksus płaczu, odsuwając go niżej niż - logiczne działanie. Ale była kobietą i natura odzywała się niezależenie od chcenia. Jeśli był kłopot, było i rozwiązanie. Nawet jeśli musiała go szukać długo. Dziś, zderzyła się z odpowiedzią, której tak długo szukała - zamazanej w niebycie pamięci.
- Pamiętam wizję - na język wstąpiła suchość, której nie mogła pozbyć się nawet w zetknięciu z gorzkim posmakiem kawy. Urywki wciąż składała w całość, ale to co odnalazła w zestawieniu - przerażało ją do głębi. Perspektywa śmierci, niby szczerząca się nad jej głową bestia, wciąż wydawała się realna - Moją śmierć i... jeszcze kogoś - dodała cicho, by ostatecznie zmarszczyła brwi i odsunąć napływające obrazy. Nic teraz nie mogły pomóc - I to miało znaczenie przy wypadku - potarła palcem skroń. Albert ostrzegał, że czasem bóle będą się nasilać. Ale wbrew pozorom będzie to oznaczało poprawę. Konfrontacja z żywym pierwiastkiem zaginionej przeszłości, musiała poruszyć niewidzialny mechanizm i ruszyć kołowrotem pamięci. Bezbarwne do tej pory obrazy zdawały się łączyć, jak przeplecione pajęczą nicią i w końcu zespolone - Przepraszam, nie pamiętam zbyt wiele - próbowała. Niezliczona ilość razy oglądając rzeczy, które miała przy sobie, przyglądając się z boku, rozgrywającym wspomnieniom - z jej udziałem, ale obcym, zimnym. Jakby w myślodsiewni przeglądała przeszłość kogoś zupełnie sobie nieznanego - To trochę krępujące. Nie lubię nie wiedzieć - uśmiechnęła sie raz jeszcze, dotknięta dziwnie zaraźliwym wyrazem siedzącego przed nią brata. Posiadał niesamowitą zdolność, do wyłuskiwania z rzeczywistości - nawet tej ciemnej - jasnych pierwiastków. Jak teraz. Skąd to wiedziała?... Nie wiedziała - A ile? - zaśmiała się swobodniej, nie mogąc nie wyobrazić siebie, skupionej na pochłanianiu wspomnianej słodyczy. Słodkie lubiła od... odkąd pamiętała.
- Słyszałam o niepokojach, jakie nawiedzają Londyn. Ale najbardziej zaskakuje mnie magia. Nie zawsze nie słucha, czasem niebezpiecznie wykrzywia moc - zamknęła usta, skupiając się na własnych słowach. W pewien sposób było to fascynujące zjawisko, którego natura i jej poznanie, mocno pociągała Anę - Może mam do tego powołanie - zabrzmiała ponownie, i chociaż wydawało się, że zdanie dotyczyło tylko jej samej, coś podpowiadało jej, że kiedyś mówiła podobne słowa i to wobec brata właśnie. W niezrozumiałym wciąż sensie, to on był przyczyną ścieżki, jaką przecież wybrała.
- Opowiesz mi o nich? - poprosiła zanim jeszcze Bertie na sekundę urwał,  zatrzymując się przy wyrazie, które wywołało w dziewczynie niejasny i trudny do zidentyfikowania ucisk piersi. gwałtowna fala runęła uderzenie serca później. Kolejny fragment rozrzuconej układanki wszedł na miejsce - Florean - imię zadźwięczało na ustach ta miękko, jakby jego wypowiadanie niosło ze sobą dawno zapomnianą emocję - Czy on... - Rozchyliła wargi w próbie wyrażenia czegokolwiek, co utkwiło w krtani i nie potrafiło się wydostać. Zanim jedna świat odpuścił, z pomocą przyszła zaobserwowana, powtarzająca się czynność. Dłonie, które poruszały się w niewymownym tańcu. I zanim też Anastasia pojęła znaczenia swojego własnego zachowania, nachyliła się, wyciągając rękę. Ułożyła palce na wierzchu umykających ze stołu, dłoni brata, po czym oplotła je, nie pozwalając na ucieczkę - Mówicie za szybko - skwitowała cicho, nadal trzymając palce w tej samej pozycji. I Bertie i jego dłonie ta żywo odzwierciedlały toczącego go uczucia. Odsłaniał się, dając okazję, by mogła wejrzeć bliżej.
Dopóki mogła, starała się odsunąć dudniący w głowie szum i powtarzające sie imię. To samo, zasłyszane w wizji, to samo, które w myślodsiewni znikało w szumie - To, też będzie niezręczne. Wszyscy będą o mnie tyle wiedzieć - a ja nic. Ani o sobie, ani o nich. Czekała ją niecodzienna przeprawa. Nauka. A te przecież uwielbiała. Szkoda, że potrzebowała przypomnieć sobie już raz zdobytą wiedzę. Co miała na myśli? - Zdaje się, że wszystko - w końcu wypuściła zamknięte w uścisku, dłonie Bertiego - Przekonam - potwierdziła, odchylając się od stołu, oddając zagarniętą przestrzenią - Mamy na to czas - dodała, układając jedną rękę na kolanach. Nawet jeśli rzeczywistość wykrzywiła się w wojennej zawierusze, teraz odzyskiwała swoja przeszłość. Z nią, przyszłość była po prostu wyzwaniem, które mogła podjąć.
Chciała.
Anastasia Bott
Zawód : Stażystka w św. Mungu
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6429-anastasia-bott#165311 https://www.morsmordre.net/t6497-to-tylko-parapet-u-any#165756 https://www.morsmordre.net/t6490-w-niepamieci#165609 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6499-skrytka-bankowa-nr-1623#196700 https://www.morsmordre.net/t6495-anastasia-bott#165751
Re: Gniew Kirke [odnośnik]02.10.18 23:00
Wizje. Wiedział, że te nawiedzały jego siostrę od zawsze. Często były źródłem pewnej dozy spokoju w rodzinie. Opowieści o tym, że widziała małego brata jako nastolatka sugerowały, że ten prawdopodobnie nie umrze spadając ze schodów albo upierając się przy próbach latania i za punkt startu obierając okno. Podobnie było z resztą rodziny, choć Ana miała zadziwiający talent do przewidywania głupich wypadków czy chwil w których któryś z kuzynów kombinował coś, czego nie powinien, chyba rodzina starała się traktować je jak coś pozytywnego. Jak wszystko z resztą. Zgodnie ze swoją naturą oraz aby nie straszyć małej dziewczynki jej szczególnymi zdolnościami.
Kojarzył tylko jedną wizję, która wydawała się wszystkim straszna i która powtarzała się pod różnymi względami, choć nie było w niej chyba nigdy mowy o śmierci, przynajmniej z tego jak kojarzył ją Bertie. Może mała, a potem starsza Ana po prostu nie mówiła wszystkiego?
- Miewałaś wizję związaną z wodą. Od najmłodszych lat. Bałaś się jej. Nigdy nie rozumiałem co to dokładnie za wizja, wiem tylko że rozumiałaś ją jako zagrożenie. - podsunął w odpowiedzi. Nie był pewien czy to wiąże się z wizjami o których mówi siostra. Przyjmował, że nie wie o wszystkim co się działo. Pamiętał jak Florean wspominał, że Anastasia zachowywała się nietypowo przed swoim zaginięciem. Bała się? O tym jednak powinien opowiedzieć jej Fortescue.
- Przypomnisz sobie. - uśmiechnął się łagodnie. - Najważniejsze, że wróciłaś. Jesteś cała. - tak. Choć utrata przeszłości wydawała mu się koszmarem, zawsze najważniejsza była dla niego teraźniejszość. A teraz Anastasia siedzi przed nim. Zdrowa, zagubiona, jednak silna jak dawniej. Wróciła i była całkowicie sobą. Czy mógł oczekiwać więcej? - A jak sobie nie przypomnisz, załatwimy ci nowe wspomnienia, co nie?
Dodał jeszcze po chwili. Nie miała to być zła wróżba, raczej przekonanie o tym, że będzie dobrze jakkolwiek będzie. Żadnej opcji nie mogą przecież wykluczać, gdyby okazało się, że utrata wspomnień jest stała, nie chciał widzieć w tym tragedii, chciał pomóc Anastasii wrócić do domu, do rodziny, do dawnego miasta i odnaleźć się na nowo. Nie musiała koniecznie wsiadać na stare miejsce i grać dawnej siebie - była dawną sobą nawet jeśli tego nie pamiętała. Zdobyła tylko nowe doświadczenia - lepsze czy gorsze - które zapewne zmieniły pewne kwestie, jednak nie ją całą.
- Siedem. - odpowiedział, znów uśmiechając się szeroko. - Ale to limit ze świąt dwa lata temu, więc będzie trzeba sprawdzić na nowo. - zapewnił, zakładając ręce. - Ja wiem co było, ale ty wiesz co jest. A czego nie wiesz to sprawdzimy.
Dodał jeszcze, a słodyczowe limity to przecież ważna rzecz którą wiedzieć należy, prawda? Jak z czekoladowym testem idealnym na smutki - im więcej czekoladek trzeba wcisnąć siostrze zanim zgodzi się uśmiechnąć, tym większa była jej deprecha. Podobnie działa kiedy się obrazi, ale wtedy trudniej ją przekonać do jedzenia przyniesionej daniny.
- Masz powołanie, to na pewno. Chyba od zawsze chciałaś to robić. - stwierdził. Nie mógł mieć ku temu wątpliwości. - W sumie w szpitalu poznasz mojego przyjaciela, Alexa. Niby szlachcic, ale całkiem fajny typ. - stwierdził po chwili. Ana nie miała prawa go znać, ale czy kojarzył kogokolwiek w Mungu kogo powinna kojarzyć? Nie wydawało mu się, przynajmniej w tej chwili. A z pracownikami tego przybytku w sumie był zaznajomiony całkiem nieźle.
Rodzina i przyjaciele to dobry temat. Przyjemny, lekki, zabawny, chwilami, a nawet często dość dziwny, Bertie lubił o nich paplać. O Flo mógł opowiedzieć równie wiele, był przecież przyjacielem, o mały włos a zostaliby rodziną, tak na poważnie. Bertie nie raz mówił że to Flo powinien zmienić nazwisko a nie Ana po ślubie, jakoś tak bardziej by pasowało! Tylko że teraz Florean był czymś co nie było pewne, co być może jego siostra utraciła i nie był pewien co ma mówić. Zatrzymał się, kiedy dano mu do zrozumienia, że i Fortescue został zapamiętany w jakiś sposób, a w zaledwie chwilę potem Ana złapała lekko jego dłonie, które na szczęście nie wywołały żadnej katastrofy. Nie wywaliły kawy, czy czegoś, nie uderzyły nikogo, po prostu. Uśmiechnął się lekko - sam był przyzwyczajony że jego ręce mają swoje osobne życie.
- Flo pracuje na przeciwko. Prowadzi razem z siostrą lodziarnię. - powiedział po chwili, przyglądając się jej. - Wcześniej pracował z duchami. Wie wszystko o historii, zanudza gorzej niż nauczyciel historii magii ale czasami też ma jakąś fajną ciekawostkę. dodał po krótkiej chwili. - Najbardziej kolorowy typ jakiego znam. Myślałem, że nie da się go nie lubić, ale nasz kuzyn ma tę zdolność. Ale Matt to menda. - wzruszył ramionami. Wiele można mówić o starszym Botcie, wiele pozytywów, jednak tej konkretnej cechy nikt mu chyba nie odmówi. - Wiem, że... że no, przeszedł z tym do porządku dziennego. Zaczął po prostu żyć dalej z czasem.
Dodał jeszcze, nie chcąc kłamać. Nie wszystko na nią czekało. Nie wszyscy byli w stanie. Łatwiej czekać na siostrę niż na narzeczoną z resztą, to całkiem naturalne. Siostry w żaden sposób nie da się zastąpić, żadna przyjaciółka nie zajęłaby nigdy tego miejsca. Chyba z resztą Bertie czuł, że nie ma prawa wtrącać się w to zbyt mocno.
- Powinniście porozmawiać. Na pewno się ucieszy, że nic ci nie jest. - dodał jeszcze. Cokolwiek miałoby być dalej, czy cokolwiek miałoby być, Bertie wierzył i wiedział, że przed zniknięciem Anastasia była dla Floreana kimś cholernie ważnym, kimś kogo nie da się wymazać z pamięci, z przeszłości. Wiedział, że ten nadal w jakiś sposób troszczy się o nią, niezależnie od tego w jaki sposób zmieniło się jego postrzeganie ich relacji.
- Bo ja wiem. Oni wiedzą tylko co było kiedyś, nie? - to dużo, starał się jednak myśleć o tym, jakie nastawienie pomoże siostrze patrzeć na całą tę sytuację z większym spokojem. Nic więcej zrobić w tej chwili nie mógł, choćby bardzo chciał. - Powinienem dać znać rodzicom, że się odezwałaś. Kuzynowi napisałem o tobie, ale jak wspomniałem jest mendą. Ale też się ucieszy. Tylko... po prostu daj znać kiedy nabierzesz sił. Nie można z tym czekać bardzo długo, bo mnie zamordują za ukrywanie cię, ale...
Ale żyją z myślą, że ich dziecko jest martwe.
- Będą w szoku. Dużym.
Nie było sensu unikać tego tematu, nie będzie łatwo. Doskonale pamiętał chwilę, kiedy trzeba było powiedzieć rodzicom o podejrzeniach zaginięcia - to był koszmar. I choć teraz niewątpliwie będą się cieszyć (to chyba zbyt delikatne słowo), będą w wielkim szoku i... cóż, Ana powinna mieć chwilę na przygotowanie się na tę bombę emocjonalną, prawda?
- Są najlepsi pod słońcem. Ale to na pewno sobie przypomnisz. Tego nie da się nie wiedzieć. - co więcej mógłby o nich powiedzieć? Jego dłonie kilkakrotnie drgnęły w trakcie tej paplaniny, choć delikatne dłonie Any je przytrzymywały. Za każdym razem reagował na to podobną miną z cyklu nie moja wina, one żyją, lub wzruszał ramionami i tylko kontynuował.
- Całą masę czasu. - potwierdził jeszcze. Nie ma sensu się z niczym spieszyć. Wszystko przyjdzie naturalnie. On na nowo przywyknie do myśli, że Ana jest w pobliżu, ona wróci do swojego otoczenia.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 25
UROKI : 40
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Gniew Kirke - Page 8 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Gniew Kirke [odnośnik]11.02.19 20:27
Dar i przekleństwo. Słyszała każą możliwą wersję jej wrodzonej... umiejętności? Sama, nigdy nie potrafiła odpowiedzieć, czym było dla niej jasnowidzenie. A może czarnowidztwo? To, w jaki sposób interpretowano wizje było kolejną kwestia sporną. Przynajmniej od czasu, gdy rozumiała, co się z nią działo. Niepamięć nie wykluczała świadomości, że potrafiła zrozumieć znaczenie nocnych koszmarów, które dopadała ją tak często. Ostatnimi czasy - częściej niż zwykle. Albert próbował ją wybudzać, ale wizje nie mijały samoistnie. Nie zatrzymywały się nawet wtedy, gdy fizycznie zmuszano ją do odzyskania przytomności.  Dlatego, gdy zapadał zmrok, kiedy przyjść miał sen, wyostrzała wzrok. Była czujna, jak dziki zwierz z napiętym niczym struna ciałem, które czeka na nadejście łowcy. Z czasem, przyjmowała niesione obrazy, jako element, którego nie dało się odsunąć. A skoro się nie dało - potrzebowała wystarczająco silnej woli, by móc mierzyć się z ich konsekwencjami, bo te - były zawsze.
Mimowolnie zadrżała, gdy wspomniał o wodzie. Źrenice oczu rozszerzyły się nienaturalnie, a oddech na krótką sekundę wstrzymała - Miałam, wcześniej? - zawahała się, ważąc dalsze słowa, ale wypowiedź, której udzielił jej brat zawierała tylko fragment. Jeśli wyraziste obrazy, które dręczyły ją tak silnie miały miejsce .. przed jej upadkiem? Nie. Odetchnęła cicho, wydmuchując powietrze przez nos. Zrozumienie przychodziło powoli, raz jeszcze bawiąc się z jej umysłem w dziwna układankę wspomnień - Musiałam wtedy widzieć tylko część - zamrugała, czując, jak piekący impuls znaczył kąciki oczu. Opuściła głowę, spoglądając na swoją dłoń i jedyną biżuterie, która zdobiła jej palce. Delikatny pierścionek, którego nigdy nie potrafiła się pozbyć, niemal fizycznie czując wewnętrzny sprzeciw. Był ważny. Chociaż nie rozumiała dlaczego - Wciąż się boję wody - podniosła wzrok, tym razem oblekając słowa w znajomy spokój. Płynące wartko rzeki omijała szerokim łukiem i nawet przejeżdżając przez mosty, musiała walczyć z pulsującym boleśnie uciskiem w piersi.
- Mam wrażenie, że śnię - zdradziła się z myślą, która kilkukrotnie nawiedzała jej umysł podczas dzisiejszego spotkania - .. i za chwile obudzę się, zrywając z łóżka - pokręciła jednak głową, przecząc samej sobie. Pamiętała przecież przyjazd, doświadczyła magicznych anomalii. Pamiętała i list, który tyle razy próbowała napisać, a który ostatecznie przyprowadził ja tutaj - Jestem - powtórzyła za bratem powtórnie, odnajdując w tym jednym wyrazi niewidzialną przyjemność. W końcu rzeczywiście zaczynała czuć, że znajduje się we właściwym miejscu. I chociaż nie potrafiła odmówić przywiązania i miłości do przyszywanego ojca, coś wierciło się w jej piersi niecierpliwie.
- Ile? - kąciki warg momentalnie podskoczyły do góry, a przyszła uzdrowicielka, odsłoniła ząbki w pełnym, szczerego zdziwienia uśmiechu - Chyba naprawdę dawno tego nie robiłam, bo nie pamiętam takiego limitu - przesunęła palcami po kubku z kawą - Ja pamiętam mocno jedno wspomnienie... z tobą - zmarszczyła brwi, wracając do oglądanego w myśloodsiewni wspomnienia - Lubiłeś spadać z drzew - rozpogodziła czoło, ale uśmiech pozostał na ustach tylko przez chwilę. - Mam taką nadzieję - głos spoważniał, a sama Ana wyprostowała się, wracając do pierwotnej pozycji.
- Wiem, ze czeka mnie wiele pracy, ale uczucie deja vu właściwie mnie nie opuszcza. Nawet, gdy słyszę na stażu rzeczy, których znać nie powinnam - zerknęła w bok, w jedna dłoń powędrowała do brody,l by się o nią oprzeć. Zamknęła usta, z których wydobyło się ciche, melodycznie mruczenie - Alex? - przerwała melodię momentalnie, wracając wzrokiem do siedzącego przy niej mężczyzny - Zapamiętam - dodała. Pojawiało się coraz więcej imion, które notowała w umyśle. Jeśli przyjdzie jej spotkać właścicieli, przynajmniej coś będzie już wiedziała. Ale to jedno, konkretne imię wywołało w niej bolesne poruszenie - Rozumiem - nie umiała z cała pewnością odpowiedzieć, czy rozumiała  o czym mówił do niej brat, ale próbowała połączyć rozerwane fragmenty informacji, które posiadała sama, lub interpretowała - To chyba dobrze - nie podejrzewała nawet, że w jej głos wkraść się może taka ilość niepokoju. Poprawiła się w miejscu i odetchnęła spokojniej - Porozmawiam z nim - zakończyła, ale nie starała się zgodzić z tym, co usłyszała potem. Coś podpowiadało jej, że spotkanie wcale nie będzie tak radosne, jak można byłoby przypuszczać, ale o tym nie mówiła już młodszemu. Nie dziś.
- Odezwę się na pewno - potwierdziła słowa gestem głowy i na krótką chwilę zawiesiła wzrok na oczach Bertiego - Czy zmienisz o mnie zdanie, jeśli powiem... że się trochę boję? - spotkań. Tych dalszych i tych bliższych. A najbardziej tego, że jej własne serce nie pomieści ilości uczuć, które powoli gromadziły się w jej piersi. I groziły gwałtowna reakcją. Ale... na wszystko miał przyjąć czas. Teraz miała go rzeczywiście. W końcu, nie była już czysta kartką papieru. I nie była sama.
Anastasia Bott
Zawód : Stażystka w św. Mungu
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6429-anastasia-bott#165311 https://www.morsmordre.net/t6497-to-tylko-parapet-u-any#165756 https://www.morsmordre.net/t6490-w-niepamieci#165609 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6499-skrytka-bankowa-nr-1623#196700 https://www.morsmordre.net/t6495-anastasia-bott#165751
Re: Gniew Kirke [odnośnik]11.02.19 23:52
Pokiwał lekko głową. Wodne wizje siostry były dla niego zawsze jakiegoś rodzaju zagadką, a ten lęk, który chyba był od zawsze był dla niego oczywisty, że Bertie nigdy się nad nim nie zastanawiał. Dopiero teraz wszystko nabierało sensu, układało się w całość, przynajmniej w jego głowie - Anastasia także pewnie to dostrzegała, a może i wiedziała, lub raczej przeczuwała coś więcej. Bertie chyba nie chciał zastanawiać się nad tym głębiej - wolał się skupić na tym, że po prostu tutaj była.
- Mam nadzieję, że nabrałaś lepszej wprawy w unikaniu jej. - uśmiechnął się, może trochę melancholijnie, jednak miał w sobie przeświadczenie, że najgorsze zagrożenie zniknęło i chyba docierała do niego ulga, może jakiś spokój, choć pewnie nadal powiązany z szokiem, który pewnie nie zniknie jeszcze jakiś czas. Wszystko się zmieniało. I znowu miało być po prostu dobrze.
- Taa. Chyba wiem co masz na myśli. - teraz uśmiechnął się trochę szerzej. - Wszystko jest jakieś takie oczywiste, a jednocześnie nierealne i dziwne. - wierzył, ze wróci. Przez cały ten czas. Awanturował się, kiedy ktoś twierdził, że umarła, upierał się że coś musiało się stać, ale przecież na pewno JEST gdzieś i kiedyś się znajdzie, cokolwiek by się nie działo. A teraz, kiedy stało się to, w co przecież bezsprzecznie wierzył, Bott był w kompletnym szoku i czekał na uszczypnięcie i moment wybudzenia.
A jednak.
- Będzie trzeba trochę potrenować. Na szczęście jesteś spokrewniona z cukiernikiem, mogę ci załatwić niezłe pokłady materiału treningowego. - zapewnił, widząc wahanie w Anastasii, ale spokojnie, wróci ją do właściwej formy, nauczy napychać się na nowo. Ta prosta beztroska tak cholernie go w tej chwili kusiła, głupie chwile które miały wrócić, smutna cisza która miała zniknąć z rodzinnego domu, wszystko miało już po prostu być w porządku. Siedział teraz i widział swoją siostrę, ale widział też możliwość powrotu do normalności, wymazania przykrych chwil.
- Będziesz najlepsza. - stwierdził jeszcze z przekonaniem, bo choć minęło sporo czasu to nie mógł uwierzyć, żeby pod tym względem się zmieniła. Da sobie radę. A jeszcze nie raz nie dwa będzie leczyła któregoś z durnych Bottów wiecznie robiących sobie problemy. Z nim w roli głównej pewnie.
- Wiesz, może nie aż tak bardzo lubiłem, ale miałem do tego talent a talentów nie można marnować, prawda? - lubił się wspinać, ale jakoś tak było, że lubił też łapać za nie takie gałęzie, źle stawać i generalnie robić sobie krzywdę, ale każdy jeden raz, kiedy dotarł do wyższych gałęzi cało był zabawą pełną radości i satysfakcji, więc jak tu nie próbować? Poza tym przecież nie pozwoli, żeby go siostra przegoniła! I twarz Bertiego znowu rozjaśnił szeroki uśmiech, bo co poradzić - Bertie bardzo lubił te wesołe wspomnienia. Lubił generalnie wspomnienia i robienie nowych wspomnień. - Byłaś dobrym rywalem we wspinaniu, ale w spadaniu nigdy nie dałaś rady mnie przebić. - dodał z dumą młodego Botta, który jest najlepszy w czymś w czym nikt inny nie chciałby być mistrzem. Taka już rodzina, zbieramy trofea których nikt nie chce, polerujemy i układamy nad kominkiem, nad którym wyglądają dumnie, mają w sobie masę sentymentu i dają nam radość.
Spoważniał, kiedy tematem stał się Florean, bo spodziewał się że to dla Anastasii będzie trudne, jednak nie mówił już nic w tym temacie - to trzeba zostawić tej dwójce. Jakoś to będzie?
- Miałbym uwierzyć, że się nie boisz? - lekko przechylił głowę na jej wyznanie. - To oczywiste. Ale będzie dobrze. Wszystko się poukłada, zobaczysz. Po prostu potrzebujesz czasu. - stwierdził absolutnie pewien swoich słów i znów lekko się uśmiechnął. - Jak będziesz miała dość, zawsze możesz przyjść na gorącą czekoladę, mam totalnie zapuszczony ogródek za domem, super kryjówka. - zapewnił na koniec, bo może i sam za bardzo nie potrzebował się przed światem chować, zaoferowanie zacisza siostrze wydawało mu się oczywiste. - Raczej nie zamykam drzwi więc nie trzeba się zapowiadać.



Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Bertie Bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, wlaściciel Cukierni Wszystkich Smaków
Wiek : 22
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 25
UROKI : 40
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Gniew Kirke - Page 8 Giphy
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Re: Gniew Kirke [odnośnik]30.03.19 21:25
Woda - była pierwszym wspomnienie, jakie potrafiła przywołać sama, bez konieczności zaglądania w myslodsiewnię. Przerażała ją. Wiązała. I jednocześnie o niej opowiadała. Nawet wizje przepełnione było szumiącym żywiołem, niemal wpisując się w jej serce, jako prawda. O niej samej. Chciałaby kiedyś powiedzieć, że będzie potrafiła oprzeć się lękom, że przełamie strach, gdy zrozumie jego źródło. Ale to, jeśli istniało, to pozostawało nieuchwytne, ukryte w miejscu, do którego nie miała dostępu, albo - nie była w stanie zajrzeć. Nie mogła teraz o tym myśleć. Nie mogła i przed tym uciec, ale - spotkanie stawiała w osobistej hierarchii dużo wyżej. Brat. Prawdziwy. Żywy. Nie rozmywał się w wodnym szumie wizji. Był - nabrałam, ale mam nadzieję, że nie mieszkasz nad żadną rzeką - starała się uśmiechnąć, odwzajemniając ten należący do młodszego, chociaż usta najpierw zadrżały, unosząc kąciki. realność aktualnego dnia, nadal sięgała myśli, że po prostu bardzo głęboko śni, ale mijające minuty rozmowy rozrzedzały wrażenie, pozostawiając po sobie ledwie, ulotną świadomość.
- Wiesz, zawsze się zastanawiałam, czy ktoś... ktoś na mnie czeka. Czy jest ktokolwiek, kto chciał, żeby wróciła - umilkła na moment, zawędrować spojrzeniem w pobliże trzymanego kubka - Nie nazwij tego użalaniem, proszę, ale patrząc na strzępy wspomnieć, które miałam, wszystko wyglądało jak sen, który sobie wymyśliłam - przejechała palcem po brzegu naczynia, niemal wsuwając palce do gorącej zawartości - Jeden z badających mnie uzdrowicieli nawet zasugerował mi coś podobnego, jako forma wyparcia rzeczywistości - tym razem wydęła usta, pamiętając, jak bardzo zdenerwowały ją słowa, które wtedy usłyszała - Ale miałam rację - w końcu uśmiechnęła się i podniosła wzrok, zrywając się z więzów wątpliwości, które ją zajmowały. Zaraz potem, roześmiała się, szczerze, melodyjnie, roznosząc swój głos po całej sali i przerywając, gdy zrozumiała, jak bardzo była słyszalna - Wybacz, ale wyobraziłam to sobie - przetarła zaczerwieniony policzek i westchnieniem odsuwając emocję na bok. Dziś - miała trudność w opanowaniu ich, ujarzmianiu skrajnie wahających się od ciężkich wątpliwości, to euforię - Dziękuję - odezwała się po chwili, nadając milczeniu jakiegoś - wciąż nie do końca pojmowanemu ciepłu, które rosło w obecności Bertiego. Zawsze tak miał? Coś na kształt aury, która działała jak szczęśliwy amulet, rozpraszający cień, który gromadził się wokół.
- To chyba zależy od talentu, ale... jakbyś znowu musiał gdzieś spadać, to ... przyjdź do mnie - przejechała palcem po blacie, rysując niewyraźny kształt - latać cię nie nauczę, ale może uda mi się pozbyć skutków ubocznych po spadaniu - chciała, by jej ufał, by stał się częścią jej prawdziwego życia, by był obok. Nie, nie obok, był z nią. Tym bardziej, ze czekało ją zbyt wiele spotkań, które - jak się okazywało, znaczyły więcej, dużo więcej, niż mogła sobie wyobrazić. A świadomość tego, co ją czekało, jednocześnie napawała niepokojem, jak i cieszyła. Nawet, jeśli miała poznać bolesność prawdy, w końcu - będzie ją znała.
- Przyjdę - obiecała, kiwając energicznie głowę, przy okazji rozsypując założone za ucho włosy. Wstała powoli - na dzisiaj, chyba już pójdę - powiedziała powoli, ale uniesione kąciki zapowiadały kontynuację słów - zanim to zrobię, chciałabym... - westchnęła cicho, po czym skróciła dystans, obejmując ramionami mężczyznę, czując, jak łzy przeciskając się przez powieki. I zanim zdążył ją zatrzymać, odwróciła się i wyszła z cukierni. Chociaż dłonie notorycznie ścierały płynące łzy, usta pozostawały rozciągnięte w uśmiechu. W końcu była w domu.

zt x2 :pwease:
Anastasia Bott
Zawód : Stażystka w św. Mungu
Wiek : 23
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6429-anastasia-bott#165311 https://www.morsmordre.net/t6497-to-tylko-parapet-u-any#165756 https://www.morsmordre.net/t6490-w-niepamieci#165609 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t6499-skrytka-bankowa-nr-1623#196700 https://www.morsmordre.net/t6495-anastasia-bott#165751

Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Gniew Kirke
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach