Wydarzenia


Ekipa forum
Carkitt Market
AutorWiadomość
Carkitt Market [odnośnik]31.07.16 22:20
First topic message reminder :

Carkitt Market

★★
Carkitt Market jest popularnym centrum handlowym ukrytym pod szklanym dachem, które zostało zbudowane tuż przy ulicy Pokątnej. W środku znajduje się mnóstwo przeróżnych sklepów - zarówno tych wykwintniejszych, jak i o cenach przystępnych dla przeciętnych czarodziejów - wskutek czego o każdej porze dnia można natrafić tu na tłumy. Do spotkań w Carkitt Market zachęcają także liczne kawiarenki znane z serwowania najznamienitszego ciasta dyniowego.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:20, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Carkitt Market - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Carkitt Market [odnośnik]25.12.17 13:28
Charlie miała nadzieję że nie będzie kolejnych tego typu atrakcji. Na szczęście jej kolega nie wyglądał na poważnie uszkodzonego, najwyraźniej miał mocną głowę. Pewnie na morzu musiał znosić gorsze rzeczy niż uderzenia torebką jakiejś furiatki. Jakby na to nie patrzeć, takie wyprawy musiały być bardzo niebezpieczne nawet mimo faktu że jako czarodzieje mogli sobie pomagać magią.
- Od początku maja tak. Prawie codziennie zostaję po godzinach – wyjaśniła. Na brak zajęcia nie narzekała, jak przyszła do pracy, to niekiedy do późnego popołudnia lub nawet wieczora mieszała w kociołku. Brakowało jej większej ilości czasu i przechadzek po Londynie w ciele kota. Ostatnia, na którą sobie pozwoliła skończyła się jednak schwytaniem jej i mimowolnym „uprowadzeniem” przez napotkaną czarownicę, która uznała ją za prawdziwego kota.
- Ale lubię swoją pracę, cieszę się, że jestem alchemikiem. – Ta praca zmuszała do skupienia, podczas którego łatwiej było nie myśleć o innych sprawach. Wymagała precyzji i wyczucia, i była dużo ciekawsza niż przerzucanie papierów w ministerstwie. Charlie zdecydowanie nie widziała siebie w tej instytucji.
Pijąc herbatę, z ciekawością słuchała jego opowieści. Była pod wrażeniem tego, co miał już okazję zobaczyć, bo sama znała te kraje tylko z książek i nie miała pojęcia, jak wyglądają naprawdę, bo czarno-białe ryciny w książkach, ani nawet zdjęcia nie oddawały pełnego obrazu. Była naprawdę zaintrygowana i Johnny mimowolnie jeszcze bardziej urósł w jej oczach jako ciekawy rozmówca, który niejedno widział. Zawsze fascynowali ją ludzie z pasją.
- To wszystko co mówisz brzmi tak... niesamowicie. Magicznie. W Anglii też nie brak pięknych miejsc i magii, ale ciekawa świata dusza mimo wszystko zawsze rwała się do tego, co inne. Zaintrygowałeś mnie. – Jako dziecko i nastolatka z pasją pochłaniała książki o różnych miejscach, czasem też stawała na klifach w rodzinnym Tinworth, nieopodal domu w którym się wychowywała, i wpatrywała się w morską dal, wyobrażając sobie, co kryje się za wodą, jakie lądy znajdują się w oddali i jakie gwiazdy nad nimi świecą. Niewątpliwie jednak nie było jej pisane życie podróżniczki, zwłaszcza że była kobietą i nie miała gór galeonów w skarbcu, co znacząco utrudniało sprawę, jeśli chodzi o jakieś wyprawy po alchemiczne składniki. Musiała korzystać z tego, co inni dostarczali do kraju.
- Może kiedyś, kiedy wszystko się uspokoi, uda mi się znaleźć sposób by gdzieś pojechać? – zastanowiła się. Może w jakiejś dalszej przyszłości, kto wie? Może kiedyś jej mężem zostanie mężczyzna o podobnych pasjach i pragnieniach? We dwójkę raźniej i lepiej byłoby zwiedzać świat. Chociaż nie była osobą skostniałą, to nie była też postępową kobietą próbującą łamać stereotypy i wchodzić w męskie role. Choć mężczyznom niewątpliwie było w ich świecie łatwiej. – I ta zorza polarna... czytałam o nich, oczywiście, ale zawsze chciałam zobaczyć jakąś na własne oczy. Niestety w Anglii raczej się nie zdarzają.
Miała dziwne wrażenie, że Johnny był nieco nerwowy. Czyżby się bał, że znowu pojawi się obok tamta zirytowana kobieta i ponownie uderzy go torbą? Nagle jednak podniósł się i zanim zdążyła otworzyć usta, by go ostrzec, że za nim znajduje się kelnerka z tacą pełną gorącej kawy, ten zerwał się raptownie, wpadając na kobietę i strącając tacę. Gorący napój wylał się na niego, a Charlie zakryła usta dłonią. Szybko jednak wstała, patrząc jak Johnny próbuje pozbyć się oblanych ubrań.
- Nic ci nie jest? – zapytała z niepokojem. Miała nadzieję, że nie doznał poparzeń. – Może lepiej zaprowadzę cię do łazienki, powinieneś to szybko przemyć zimną wodą. – Niestety tylko tyle mogła tu zrobić, nie potrafiła rzucać leczniczych zaklęć. Oby nie okazała się potrzebna poważniejsza interwencja, szczęście w nieszczęściu że Johnny miał krótki kontakt z kawą, ale kto wie, jak gorąca była w momencie rozlania się na niego? – Chodź Johnny, idziemy... – szepnęła, zamierzając go poprowadzić do niewielkiej kawiarnianej łazieneczki, gdzie mogli zniknąć z widoku obserwujących ich klientów i w spokoju przemyć miejsca oblane kawą. Zimna woda powinna złagodzić ból i zmyć resztki gorącego napoju. Sama zapomniała o własnej herbacie, zaabsorbowana kolejnym problemem swojego bardzo pechowego dzisiaj znajomego. Chciała mu jednak pomóc i upewnić się, czy nic mu się nie stało.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Carkitt Market [odnośnik]04.01.18 2:14
- Powinnaś kiedyś pojechać na taki urlop. Jak już awansuję na kapitana i dorobię się własnego statku to masz miejsce w mojej załodze podczas rejsu dookoła świata! - parsknąłem śmiechem. W sumie alchemik na statku zawsze się przyda. Szczególnie taki, co to potrafi słoną, morską wodę zmienić w rum, na przykład. Albo wódkę. Wódkę lubiłem znacznie mniej, ale jak to mówią - jak się nie ma co się lubi to się lubi inne rzeczy, czy coś w tym guście. Przysłowia nigdy nie były moją mocną stroną.
- To akurat naprawdę najcudowniejszy widok, jaki moim oczom udało się oglądać. Nieczęsto sięgam różdżką do głowy, ale to jedno wspomnienie zatrzymałem we fiolce, by zawsze móc do niego wrócić. - kiwam głową. Zwykle wolałem jednak nie pamiętać, bo tak było prościej, lepiej i nierzadko bezpieczniej, ale bywały dni, bywały widoki, do których tęskniło moje serce i właśnie je zamykałem w szklanych fiolkach, by nigdy ich nie stracić.
- O matko, skóra mi chyba odpada! - lamentuję biednej Charlene w drodze do łazienki, w międzyczasie pozbywając się zalanych ciemnym naparem ubrań - teraz to już mi było obojętne czy biegam w ubraniu czy półnago, bo za chwilę faktycznie zniknęliśmy za drzwiami toalety, a ja podbiegłem do zlewu odkręcając kurek najbardziej lodowatej wody. Ochlapałem się cieczą - po ramionach i karku, wsadziłem łeb pod kran, przemywając także głowę, w końcu twarz, chociaż moje przystojne lico ucierpiało w tej konfrontacji najmniej; ledwie kilka kropelek spryskało policzki, nie zostawiając po sobie żadnych śladów. Choć ścianę ponad zlewem zdobiło lustro, nie byłem w stanie obejrzeć swoich pleców. Wciąż jednak czułem nieznaczne pieczenie.
- W skali od jeden do dziesięciu jak bardzo źle to wygląda? - pytam mojej towarzyszki, spoglądając w gładką taflę ponad kranem, wyłapując jej spojrzenie w odbiciu i mając nadzieję, że obejdzie się bez wizyty w Mungu - Tylko szczerze. Chyba nie jest najgorzej, co? Już nawet tak nie boli. - sięgam dłonią do pleców. Kiedy przykładam ją do rozgrzanej skóry czuję bijące ciepło, nie czuję jednak żadnych bąbli ani nic takiego, więc chyba faktycznie miałem w tym nieszczęściu sporo szczęścia. Ale w duchu przeklinam tę nieostrożną kelnereczkę, chociaż gdzieś podskórnie zdaję sobie sprawę, że to ja i tylko ja zawiniłem. Wolę jednak zrzucić winę na ponuraka czyhającego na moje życie na dnie filiżanki.




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Carkitt Market [odnośnik]04.01.18 15:50
- Wobec tego trzymam za słowo – rzuciła z uśmiechem, ciekawa, czy Johnny’emu uda się kiedyś dopiąć swego i zdobyć własny statek, którym będzie mógł wyruszyć w podróż dookoła świata. Póki co raczej był zdany na pracę u innych, ale był młody i sprytny, więc wszystko było przed nim. Tak jak przed Charlie, która też mogła jeszcze wiele zdziałać i alchemiczna kariera naukowa i własne odkrycia wciąż mogły być przed nią.
Charlie też miała dużo pięknych wspomnień które pielęgnowała, i równie wiele marzeń odnośnie miejsc i rzeczy, które chciałaby zobaczyć, oraz chwil, które chciałaby przeżyć. Dlatego chciała wierzyć że to jeszcze na nią czekało i że jak będzie cierpliwa i wytrwała to zrealizuje swoje plany. Niewiele rzeczy uczyło cierpliwości równie dobrze jak alchemia, Charlene wiedziała więc, że nic nie przychodzi łatwo i bez wysiłku. Dwa ze swoich młodzieńczych marzeń spełniła – została alchemiczką oraz animagiem.
Ale nie było im dane dłużej rozmawiać o tych pięknych widokach i wspomnieniach bo Johnny najwyraźniej przyciągał dziś dziwne wypadki. Jak nie obrywał torbą od nieznajomej kobiety, to znowu został oblany gorącą kawą. Na pewno nie było to przyjemne, sądząc po jego gwałtownej reakcji, więc Charlie nie pozostało nic innego jak doprowadzenie go do łazienki by mógł się umyć i ocenić szkody.
Nie czuła się jakoś mocno zgorszona jego półnagim widokiem, zresztą w tej chwili była raczej skupiona na tym by sprawdzić czy gorąca kawa nie wyrządziła mu poparzeń. Patrzyła, jak oblewał się zimną wodą, zmywając z siebie resztki kawy. Gdy skończył, spojrzała uważniej na jego plecy. Były wyraźnie zaczerwienione, ale mogło być gorzej, gdyby kawa była bardziej gorąca i gdyby nie zareagował błyskawicznie, zdzierając z siebie ubranie.
- Myślę że obejdzie się bez ciągnięcia cię do Munga, choć gdybym umiała magię leczniczą, mogłabym załagodzić te poparzenia. – Niestety nie umiała, czego czasem żałowała. – Nie widać bąbli, skóra jest tylko zaczerwieniona. Jeśli do wieczora nie zniknie to samoistnie, cienka warstwa maści na poparzenia powinna rozwiązać sprawę, mogę ci nawet wysłać trochę kiedy dotrę do domu.
Na ten moment mogła mu co najwyżej zrobić mokre okłady, co też uczyniła, biorąc niewielki ręcznik i namaczając go wodą, po czym delikatnie przyłożyła go do ramion i pleców kolegi. Z pobliskiej wnęki wzięła coś, co wyglądało jak luźny, jasny fartuch tutejszych pracowników, po czym rzuciła go Johnny’emu. Nie mógł na razie włożyć swojej koszuli lepiącej się od kawy, a nie powinien paradować po ulicy w samych spodniach i z poparzonymi plecami.
- Załóż to, póki nie znajdziemy ci czegoś lepszego na przebranie – powiedziała, mimo wszystko nieco rozbawiona tą wizją, skoro okazało się, że Johnny’emu nic groźnego się nie stało. – Jeśli chcesz, możemy cię nawet dostarczyć do domu, bo nie wiem czy w tych niefortunnych okolicznościach masz ochotę na dalsze sączenie kawy? – zapytała go, czując że chyba powinni ten lokal opuścić. Po wyjściu z łazienki i tak od razu przyciągną spojrzenia klienteli i obsługi.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Carkitt Market [odnośnik]07.01.18 0:02
- Naprawdę? - robię wielkie oczy, wynajdując spojrzenie Charlene w gładkiej tafli zwierciadła - Jesteś kochana. - kiwam głową. Może powinienem zapytać o cenę, ale skoro sama panna Leighton nic o tym nie mówi, to i ja milczę. Jak zwykle jestem biedny jak mysz w kościele, więc jeśli na czymkolwiek mogę zaoszczedzić to staram się to robić.
- Ooooo, ale ulga. - wzdycham, z rozkoszy przymykając ślepia, gdy pierwszy zimny okład ląduje na moich plecach. Nie sądziłem, że lodowaty ręcznik sprawi mi kiedyś taką przyjemność - Dziękuję. - mówię jeszcze do swojej towarzyszki, rozchylając powieki, a gdy podaje mi odzienie, uśmiecham się szeroko, czym prędzej zarzucając je na nagie ciało. Na to z kolei zakładam swój długi płaszcz.
- Eeeem... - cóż, mój dom raczej nie należał do najładniejszych... Właściwie był zwyczajnie obleśny i byłem całkowicie pewien, że znajduje się tam aktualnie Lemoniadowy Joe w objęciach równie nieładnej prostytutki, bo minąłem ich na schodach kiedy wychodziłem. Raczej wolałbym uniknąć tego widoku, a z braku lepszych opcji dzieliliśmy jeden pokój. Tylko jak to powiedzieć Charlie, żeby nie wyjść na jakiegoś totalnego łacha? - Wolałbym nie wracać póki co do domu. Mój współlokator... - zawahałem się - Spędza tam dzisiaj romantyczny wieczór ze swoją dziewczyną. - kiwam głową. Ta, romantyczny wieczór. Ze swoją dziewczyną. Śmiać mi się chciało jak oczami wyobraźni zobaczyłem parszywą mordę mojego współlokatora i jeszcze bardziej parszywe lico jego dzisiejszej wybranki - Ale może faktycznie powinniśmy stąd wyjść. - kiwam głową, chociaż wciąż mam ochotę na to ciastko, które zostawiłem przy stoliku ledwie napoczęte... To dopiero prawdziwy pech! Szczelniej opatulam się fartuchem i ruszam do wyjścia z łazienki. Wkrótce obydwoje znajdujemy się na korytarzu, wąskim przejściem sunąc do sali głównej i gdy mam wrażenie, że wszystko już wróciło do normy, zalewa mnie kolejna fala przepowiedzianego pecha. Jedne z bocznym drzwi - może to toaleta dla personelu albo zaplecze - odskakują od framugi, a ja zaliczam z nimi bliskie spotkanie. Strumień krwi momentalnie bucha mi z nosa, a ja mimowolnie cofam się o kilka kroków. Dobra, to mógłbym jeszcze znieść, ale na domiar złego zza drewnianego skrzydła wyłania się znajoma twarz. Znajoma twarz mojej byłej dziewczyny. Chociaż byłej dziewczyny to za dużo powiedziane - ot, poznaliśmy się kiedyś przypadkiem, zbajerowałem ją, spędziliśmy razem upojną noc, obiecałem, że się odezwę i ślad po mnie zaginął. Choć z początku wydaje się trochę przestraszona, gdy rozpoznaje moją twarz, widzę w jej oczach chęć mordu.
- TO TY! TY... TY... TY ŚMIECIU! - zaczyna wrzeszczeć, a ja próbuję zatamować krew lecącą strumieniem z moich nozdrzy - Świnia! Prostak! Niech ci ten nos odpadnie! Jak mogłeś!... - wrzeszczy dalej, zaś gdy jej spojrzenie pada na Charlene, mam wrażenie, że spotkaliśmy właśnie bazyliszka i za moment obydwoje padniemy trupem - Nie wierzę! Przygruchałeś sobie nową panienkę...! - kontynuuje swój monolog, a że nie mam ochoty dalej słuchać tych wrzasków, to macham łapami, żeby jej przerwać.
- Ty się puknij w czoło kobieto, jakaś jesteś nienormalna. Mylisz mnie z kimś. - odwracam twarz w kierunku Charlie i wywracam oczami, tym samym dając jej do zrozumienia, że to jakaś kompletna świruska. Kiwam na Charlene głową, żeby się nie przejmowała i ruszam dalej, a kiedy mijam moją byłą to mi jeszcze zasadza liścia z całej pety. NO KREW MNIE ZALEWA! Dosłownie i w przenośni, mam ochotę jej oddać, ale przypominam sobie, że nie jesteśmy tutaj sami, więc pukam się tylko w czoło i wreszcie opuszczam tę przeklęta kawiarnię. Spluwam siarczyście na chodnik, z kieszeni płaszcza wyjmując chusteczkę, którą przykładam do roztrzaskanego nosa.
- To jakaś wariatka, nawet jej nie znam. - tłumaczę się, ale oczywiście to zwykłe kłamstwo.




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Carkitt Market [odnośnik]07.01.18 1:43
Czuła się w obowiązku pomóc koledze, który miał dziś takiego pecha, i jak się miało okazać – to jeszcze nie był koniec pechowych zdarzeń. Najlepiej jak umiała zrobiła mu zimny okład na plecy; przy braku lepszych sposobów oraz umiejętności leczniczej magii nawet mokry ręcznik mógł zdziałać cuda i przynieść chwilową ulgę.
- Powinno trochę wytrzymać, póki nie wyschnie – powiedziała, pomagając mu założyć fartuch, a potem płaszcz. – No dobrze, więc gdzie wolisz się udać? – zapytała, nawet nie wiedząc, jakiego współlokatora miał Johnny, choć gdyby tam poszła i była świadkiem jakiejś dwuznacznej sceny pewnie poczułaby konsternację. Nie była przyzwyczajona do tego rodzaju środowiska i nawet nie wiedziała że Johnny się w takim obraca, bo po Hogwarcie raczej nie mieli okazji podtrzymywać relacji. Może właśnie dlatego, że funkcjonowali w różnych środowiskach.
Westchnęła, wraz z Johnnym opuszczając łazienkę. Przez korytarz ruszyli w stronę sali głównej kawiarni; Johnny wyglądał dość karykaturalnie odziany w fartuch, ale przynajmniej nie świecił golizną ani poparzonymi plecami. Szedł jako pierwszy, Charlie trzymała się za nim – ale zbyt późno zauważyła odskakujące raptownie drzwi, które uderzyły w twarz przechodzącego akurat Johnny’ego. Charlie usłyszała stłumione plaśnięcie, kiedy jego twarz zaliczyła bliskie spotkanie z drewnem. Gdy się cofnął, zapewne zszokowany i obolały, zauważyła że z jego nosa płynie krew; musiał oberwać dość mocno, może nawet doznał złamania nosa. Zanim zaproponowała że na niego zerknie i zaprowadzi go jeszcze raz do łazienki by znów się umył, tym razem z krwi, zza drzwi wysunęła się kolejna sylwetka – kobiety, której Charlene nie znała, ale która wyraźnie znała Johnatana i zaczęła obrzucać go obelgami, wyraźnie sugerującymi że mieli za sobą jakiś nieprzyjemny zatarg z przeszłości, prawdopodobnie przygodny związek-niewypał. Tak przynajmniej mogło się wydawać. W końcu z jakiego innego powodu dziewczyna mogłaby zacząć mu nagle wymyślać i nazywać ją jego nową panienką? Charlie spojrzała najpierw na niego, a potem na nią z konsternacją, mamrocząc tylko cicho że to jakaś pomyłka i nie wie o co chodzi; bo naprawdę nie wiedziała i czuła się mocno zbita z pantałyku. Nie codziennie znajdowała się w tego typu sytuacjach. I nie codziennie patrzyła jak jej kolega jest obrzucany stekiem wyzwisk, a potem otrzymuje siarczysty policzek. Zanim powiedziała coś więcej do rozgniewanej kobiety, ta zniknęła z powrotem za drzwiami, a Johnny ruszył do wyjścia z kawiarni; nie pozostało jej nic innego jak pobiec za nim.
- To twoja była dziewczyna? – zapytała go tylko, gdy wyszli na zewnątrz, bo oczywiście nie uwierzyła do końca w jego wymówkę, choć nie drążyła bardziej, uznając że w sumie to nie jej sprawa i że oboje mają teraz pilniejszy problem. – Nic ci nie zrobiła? Pokaż ten nos, mam nadzieję, że nie jest złamany...
Wyglądało na to że dzisiaj jej misją podczas spotkania z Johnnym było ratowanie go z tarapatów i naprawianie szkód, które wyrządził mu jego niezwykły pech.
- To zastanawiający splot pechowych okoliczności. Od początku naszego spotkania zdążyłeś oberwać torbą, drzwiami, zostać spoliczkowanym i oblanym gorącą kawą. Czy może każdy twój dzień tak wygląda? – westchnęła, wywracając oczami, bo kto go tam wie. – Masz w Londynie więcej takich... byłych dziewczyn jak ta? – dodała, ale uśmiechnęła się pod nosem. Nawet jeśli tak było to nie jej sprawa, Johnny był dorosły i sam ponosił konsekwencje swoich czynów. Jak dzisiaj. A ona mogła tylko westchnąć, wywrócić oczami i pomóc mu po fakcie. – Co teraz robimy? Może naprawdę powinieneś rozważyć schowanie się gdzieś, skoro gdzie nie wejdziesz ciągle coś ci się dzieje.
Splotła dłonie i przekrzywiła głowę lekko w bok, zastanawiając się nad tym dziwnym zjawiskiem.




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Carkitt Market [odnośnik]15.01.18 1:20
Krzywię się, kątem oka zerkając w szybę kawiarni, upewniając się, że żadna wariatka nie wyskoczy nagle ni stąd ni zowąd, żeby nabić mi jeszcze kilka guzów.
- No dobra... Była dziewczyna to za dużo powiedziane, spotkaliśmy się z raz. - wzruszam ramionami. Jak tak teraz o tym pomyślę, to mogłem jednak nie obiecywać jej miłości po grób, bogactwa i wystawnego wesela... No, ale z drugiej strony nie spodziewałem się, że jeszcze kiedyś ją spotkam, a tu taka przemiła niespodzianka.
- Zrobiła mi... Papkę z mózgu i miazgę z nosa. - ponownie wykrzywiam usta w grymasie niezadowolenia, ale odsuwam chusteczkę od nozdrzy, dając Charlene dostęp do tego, co z nich zostało. Już chyba nawet nie chciałem wiedzieć jak tragicznie to wygląda.
Kręcę głową na jej pytanie. Właściwie to rzeczywiście dziwne i gdy doznaję nagłego olśnienia to aż otwieram szerzej oczy.
- Charlene... dzisiaj rano zobaczyłem ponuraka w filiżance, myślisz, że to przez to? Myślisz... że ja umrę? - czuję, że robi mi się jeszcze większy wytrzeszcz, a serce zaczyna szybciej bić. Opieram więc dłoń na klatce piersiowej. Jeszcze tego brakuje, żebym tu dostał ataku serca... albo histerii. Biorę kilka głębszych oddechów, odliczając w myślach od dziesięciu w dół.
- Co? Nie... - kręcę łbem. No cóż, byłem żeglarzem, żyłem więc jak żeglarz - w każdym porcie inna baba, taka kolej rzeczy. Takie marynarskie życie.
- Mam dość Pokątnej i w ogóle magicznego świata. Chcę się ukryć w jakimś mugolskim kościele i modlić się do ich Boga. - w sierocińcu modliliśmy się do Boga jak przytrafiało nam się coś złego. Nie pamiętałem już jak to szło ale... Nie no, ja chyba oszalałem! Ale teraz, w aktualnej sytuacji tylko w owym szaleństwie widziałem jakikolwiek sposób.
- Proszę, chodź ze mną. - bo jakby nagle rozpętała się burza z piorunami i któryś strzeliłby mnie prosto w twarz, albo spadł na mnie meteor czy Jowisz, albo jakby mnie nagle tsunami miało zalać, czy udusić pawian, który właśnie uciekł z zoo... To zdecydowanie potrzebowałem jakiejś pomocnej dłoni, a Charlie była dziś dla mnie dobrą wróżką. Tylko ona mogła mi pomóc. Ostrożnie stąpając po bruku (mógłbym się w końcu potknąć i skręcić kark) ruszam w kierunku Dziurawego Kotła.
- W razie gdybym nie przeżył tego dnia to powiedz mojej matce, że ją kochałem. - proszę. Za wielu rzeczy nie posiadałem, więc natychmiastowe spisywanie testamentu raczej nie miało sensu - Koszmarny dzień. - dodaję kiedy wchodzimy do pubu. Witam się z barmanem i obdarzam lekkim uśmiechem kelnerkę, ale nawet się nie zatrzymuję, w zamian wypadając na mugolską stronę.
- Mam nadzieję, że zostawiłem już tego pecha za sobą. - wzdycham, odwracając twarz w kierunku Charlene. Nawet się nie rozglądam kiedy stawiam kolejne kroki, co szybko działa na moją niekorzyść. Schodzę z chodnika i nagle słyszę pisk opon. Czuję falę bólu zalewającą całe ciało, które z łomotem uderza o maskę samochodu, a później bezwładnie opada na ulicę. Mam mroczki przed oczami, w uszach niemiłosiernie mi dudni. Ciemność, widzę ciemność...




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Carkitt Market [odnośnik]15.01.18 18:02
Tak duża ilość pechowych wypadków w ciągu jednego dnia zdecydowanie nie była czymś normalnym. Johnatan zdawał się dosłownie przyciągać nieszczęścia, a może po prostu był wyjątkowo niezdarny i jeśli gdzieś miało się przydarzyć coś pechowego to przytrafiało się właśnie jemu, bo w jakiś sposób ściągał te zdarzenia na siebie?
- Och, Johnny, naprawdę powinieneś być bardziej ostrożny. – Biedna Charlie, teraz wyobrażała sobie że tak wygląda każdy dzień jej dawnego kolegi. Albo przynajmniej większość. Ich okoliczności spotkania były dziś wyjątkowo niesprzyjające i trudno byłoby nawet zrzucić winę na anomalie, skoro żadne z nich nie czarowało.
- Ponuraka? – zapytała, kiedy znowu się odezwał. Zawsze była sceptyczna wobec wróżbiarstwa i czytaniu przyszłości z fusów czy kart, nie mając prawie żadnego pojęcia o tej dziedzinie uważała to za zgadywanki i luźne interpretacje, bo przecież prawdziwa zdolność widzenia przyszłości była czymś wrodzonym i niezwykle rzadkim. Sama nawet nie uczęszczała na ten przedmiot, woląc skupić się na prawdziwej nauce, nie na gdybaniu o tym, czy fusy na dnie jej filiżanki mają jakieś głębsze znaczenie czy też nie, choć byli ludzie którzy całkowicie w to wierzyli i doszukiwali się winy za swoje niepowodzenia w tego typu znakach.
- To pewnie tylko przypadek, Johnny – powiedziała. Tak, to musiał być zbieg okoliczności. Może Johnny widząc ponuraka sam uwierzył, że przez to czeka go pech, i dlatego tak się stało? A może było na odwrót: po splocie pechowych wydarzeń wyobraził sobie, że fusy w jego porannej filiżance miały kształt ponuraka, by uzasadnić to wszystko? – To tylko przypadkowy kształt, który ułożył się z resztek fusów. Nie zawsze należy takie rzeczy traktować dosłownie – dodała. Miała umysł naukowca, dlatego przesądy i tego typu rzeczy traktowała z przymrużeniem oka. Było to coś w gruncie rzeczy nieszkodliwego, ludzie miewali różne dziwactwa i nawyki. – Nie umrzesz i nawet nie waż się tak myśleć – przestrzegła go, nieco żartobliwie grożąc mu palcem, choć w głębi duszy się o niego martwiła. Nie z powodu ponuraka, a dlatego że był taki nieporadny i pechowy.
Westchnęła.
- Tak, chodźmy stąd – zgodziła się. Może faktycznie powinni opuścić Pokątną? – I czym jest ten Bóg? Nie wiem zbyt wiele o świecie mugoli... To jeden z ich wynalazków, którymi zastępują magię? Kiedy byłam dzieckiem widziałam nad naszą Kornwalią coś, co wyglądało jak smok, tylko był cały z metalu i dziwnie warczał. Tata powiedział mi wtedy, że to maszyny którymi przemieszczają się mugole – zapytała, bo jej pojęcie o świecie mugoli, nie wspominając o ich kulturze, było bardzo znikome, więc nie do końca zrozumiała co chciał zrobić Johnatan. Cokolwiek jednak miał na myśli poszła z nim w stronę Dziurawego Kotła, gdzie będą mogli opuścić ulicę Pokątną. Podczas drogi rozglądała się na boki, ale nikt nie zaatakował Johnny’ego ani nic nie spadło im na głowy. Może to okolice Carkitt Market obfitowały dziś w nieszczęśliwe wypadki, które równie dobrze mogły spotkać kogoś innego?
Dotarli w końcu do pubu, z którego mogli przejść na mugolską stronę miasta. Charlie bywała w niej raczej rzadko. Nie była uprzedzona do mugoli, miała wielu znajomych mugolskiego pochodzenia i wręcz ciekawiły ją niektóre związane z nimi sprawy, ale zawsze trochę bała się samotnie poruszać po centrum mugolskiego Londynu bo obawiała się że się zgubi w plątaninie ulic pełnych urządzeń i maszyn, których działania nie rozumiała, a które zastępowały mugolom magię.
- Też mam taką nadzieję, że to już koniec. Każdy pech musi się kiedyś skończyć, prawda? – powiedziała, gdy przeszli przez Dziurawy Kocioł, znajdując się po drugiej stronie, na głośnej, gwarnej ulicy pełnej dziwnie ubranych ludzi, dla których to pewnie Charlene i Johnny wyglądali jak dziwadła. – Może pokażesz mi jakieś ciekawe miejsce w mugolskim Londynie? – Miała wrażenie że Johnny znał go lepiej, skoro sam chciał tam iść.
Ale nie zdążyli nigdzie pójść. Ledwo Johnny chciał przejść przez ulicę, Charlie usłyszała głośny, drażniący uszy pisk i zobaczyła warczącą masę metalu z rozżarzonymi ślepiami uderzającą w ciało jej znajomego. Sama szła kilka kroków za nim, dzięki czemu nie podzieliła jego losu, ale krzyknęła ze strachu i rzuciła się do tyłu, lądując na chodniku i zdzierając sobie trochę skóry z łokcia, na który upadła. Syknęła z bólu, ale nie przejmowała się w tej chwili własnym niegroźnym skaleczeniem.
- Johnny! – krzyknęła, mimo lęku i pewnego szoku rzucając się w stronę kolegi leżącego bez ruchu na drodze. Tuż obok znajdowała się mugolska machina, przed którą Bojczuk nierozważnie wyskoczył, i kto wie jak to zderzenie wpłynęło na jego organizm? Przyklękła obok niego. – Johnny, ani mi się waż tu umierać, słyszysz? – mruknęła półgębkiem, przypominając sobie co powiedziała mu zaledwie kilka minut wcześniej, jak zapewniała go, że na pewno nie umrze z powodu garstki fusów, ale nie była pewna czy teraz w ogóle ją słyszał. Jej głos mocno drżał, bo naprawdę się o niego bała. Była tak przejęta strachem że nawet nie zauważyła mugola który wysiadł z pojazdu, pobiegła prosto do Dziurawego Kotła, by sprowadzić pomoc w postaci dwóch rosłych mężczyzn, którzy mogli być w stanie przenieść nieprzytomne ciało mężczyzny do pubu. Nie ulegało wątpliwości że teraz pilnie potrzebował pomocy uzdrowiciela, a nie mogli żadnego wezwać na środku mugolskiej ulicy. Mogli jednak przetransportować go do Munga za pomocą kominka, o co też poprosiła po wniesieniu Johnatana z powrotem do pubu.

| zt. x 2




Best not to look back. Best to believe there will be happily ever afters all the way around - and so there may be; who is to say there
will not be such endings?
Charlene Leighton
Charlene Leighton
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 25
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Chciałoby się uciec,
ale nie przed wszystkim się da.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5367-charlene-leighton https://www.morsmordre.net/t5375-listy-do-charlie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f376-irlandia-gory-derryveagh https://www.morsmordre.net/t5388-skrytka-bankowa-nr-1338 https://www.morsmordre.net/t5387-charlene-leighton
Re: Carkitt Market [odnośnik]06.04.18 23:18
3.06

Carkitt Market to było to miejsce, które naprawdę lubiłem, bo szczerze powiedziawszy nigdzie w całym magicznym Londynie nie było tylu niezwykłych rzeczy, które tylko czekały aż zacisnę nań swoje smukłe palce. No i kradzież tutaj była naprawdę dziecinnie wręcz prosta - handlarze mieli tylu klientów, że nawet nie widzieli, kiedy drobne przedmioty znikały im ze stoisk. Więc włóczyłem się tutaj przynajmniej raz w tygodniu, zapychając kieszenie drobiazgami, które mogłem później sprzedawać bądź wymieniać na bardziej przydatne skarby. Pogoda na zewnątrz nie dopisywała, chociaż kalendarz pokazywał początek czerwca. Pojebane. Miałem nadzieję, że lipiec mimo wszystko przyniesie ze sobą trochę słońca. Póki co jednak włóczyłem się po targu rozglądając po miejscowych straganach, co rusz chwytając drobiazgi, które ginęły w głębokich kieszeniach płaszcza - spinki do mankietów, srebrny łańcuszek, drogie cygaro... Marnie, nie kupię sobie za to kolacji, a moja sakwa świeciła pustkami nie od dzisiaj. Z utęsknieniem czekałem dnia, w którym wreszcie wypłynę w morze i będę mógł zająć się tym, co naprawdę kocham, choć nic nie wskazywało na to byśmy w najbliższej przyszłości mieli obierać kolejny kurs za horyzont. Źle się czułem na lądzie, więc nic dziwnego, że chciałem poprawić sobie humor otaczając się drogimi przedmiotami... O tym właśnie rozmyślałem, że życie w Londynie jednak jest nader męczące, gdy coś mignęło mi po oczach. Obejrzałem się i wtedy to zobaczyłem. Na Merlina! Cały stragan  starych zegarków kieszonkowych! Zawsze o takim marzyłem, ale nigdy nie było mnie stać na chociażby najtańszy egzemplarz, a te tutaj? Prawdziwe cuda! Czyste i z grawerami, złote i srebrne, wysadzane drogimi klejnotami i wytłoczone w fantazyjne wzory, niektóre całkiem gładkie... Zanim się obejrzałem już stałem nad nimi wszystkimi i sam nie wiedziałem który obejrzeć jako pierwszy! Pulchny staruszek spojrzał na mnie z uśmiechem pytając, czy może w czymś pomóc, ale pokręciłem tylko głową, nader uprzejmie odmawiając.
- Tylko się rozglądam. - dodaję, przechadzając wzdłuż straganu i zatrzymując na jego najodleglejszym końcu. Czekam. W tym zawodzie trzeba było być cierpliwym, złota zasada. W końcu przy stoisku pojawia się kilku innych klientów, którzy obsypują kupca pytaniami. A to po ile? A to skąd? A to prawdziwe złoto? A to co to za wzór? Czy to nie jakaś runa może?... Szumiało mi już od tego w uszach, ale wiedziałem, że to jest właśnie moja szansa. Byłem zwinny, raczej nie rzucałem się w oczy, ot, taki ze mnie człowiek cień trochę - chudy i nie za wysoki. Matka Natura chyba wiedziała czym się będę zajmował w przyszłości. Rzuciłem okiem naokoło i sięgnąłem po jeden ze starych egzemplarzy, wytłoczony w zwierzęcy motyw, w dwa króliki pośród drzew, ozdobiony dwoma szafirami w miejscach, gdzie miały oczy. Prawdziwe cudeńko! Chowam go ukradkiem w kieszeni, mając nadzieję, że nikt nie zwrócił uwagi na mój niecny czyn.




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Carkitt Market [odnośnik]09.04.18 22:12
Lorraine bywała w różnych miejscach chociaż nie wszystkie odwiedzała z przyjemnością. Każdy kto znał Prewettównę wiedział, że ta ma dosłownie bzika na temat wszystkiego co może przynosić pecha. Była po prostu przesądną czarownicą, a to wszystko przez jej babkę, która dosłownie włożyła jej do głowy, że każde działanie może doprowadzić do strasznego pecha i przykrych konsekwencji. Dlatego nic dziwnego, że Lorraine robiła teraz wszystko by tego uniknąć. Wprowadziła te zasady w swoim domu i starała się, żeby wszyscy jej znajomi o tym pamiętali, a przynajmniej zawsze mieli przy sobie coś co pecha mogło po prostu przegonić. Amulety były ważne w życiu szlachcianki. W jej domu niemal przy każdym progu powieszony był jeden z amuletów aby chronić mieszkańców. Wiedziała, że niektórzy uważają to za zwykłą przesadę, ale nie Lorraine. Blondynka zawsze wolała dmuchać na zimne. Jakkolwiek miało to wyglądać i do czego prowadzić. Dlatego właśnie przyszła dzisiejszego popołudnia na targ. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to w takich miejscach jak to można było znaleźć najlepsze perełki w całym magicznym świecie. W dzisiejszych czasach ludzie wyprzedawali rodzinne pamiątki niemal za bezcen. Nie dlatego, że brakowało im pieniędzy chociaż to też pewnie był jeden z powodów, ale dlatego, że już dawno przestała istnieć tradycja i sentyment. Nawet nie zdawali sobie sprawy, że te wszystkie rzeczy były o wiele cenniejsze i na tym właśnie szlachcianka korzystała. Ona chyba nie byłaby w stanie tak po prostu oddać wszystkiego co mogłoby być częścią historii jej rodu i krwi, ale była szlachcianką, a w rodzinach takich jak jej uleganie tradycjom było nieuniknione. Przechadzała się przez targ wysłuchując wszystkiego co proponowali im sprzedawcy. Było tego naprawdę dużo. Idąc w takie miejsce naprawdę trzeba było uważać. Nie tylko na to co można było kupić, ale też na to kto te rzeczy sprzedawał. Ludzie, a zwłaszcza czarodzieje byli nieobliczalni. Dołączenie do Zakonu pomogło jej to pojąć. Nigdy nie ufała w pełni; tylko kiedy chodziło o najbliższych. Właśnie przechodziła obok straganu z zegarkami kiedy zobaczyła jak jeden ze stojących obok mężczyzn chowa zegarek do kieszeni. Kradnie. Przyśpieszyła kroku i nie myśląc zbyt dużo złapała mężczyznę za rękę. Przyłapany na gorącym uczynku. - Może go przytrzymam aż zechce pan za niego zapłacić. - mruknęła z gniewem w głosie. Strzegła prawa, była jego znawcą. Nie mogła patrzeć na to jak ktoś na jej oczach je po prostu łamał. Tego znieść nie potrafiła.


nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Lorraine Prewett
Lorraine Prewett
Zawód : znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
Re: Carkitt Market [odnośnik]10.04.18 0:30
Już sobie wyobrażałem jak się wożę z tym zegarkiem, że taki ładny, godzinę bym sprawdzał co kilka minut, na salony by mnie może wpuścili jakbym takim pomachał przed oczami tej i tamtej. Już się czuję jakoś tak o niebo bogatszy i w ogóle jakby o klasę wyżej, a tu ktoś mnie łapie za rękę i wszystko trafił szlag. Jak to było, że niektórzy się w złotych czepkach rodzili, a taki ja miałem więcej pecha niż czegokolwiek? Życie jest takie niesprawiedliwe! Mam ochotę płakać nad swoim marnym losem, ale zamiast tego odwracam się w kierunku kobiety i nieco mocniej zaciskam palce na zegarku. Mierzę ja wzrokiem od stóp do głów, nieznacznie się przy tym krzywiąc. No taka to pewnie sobie mogła pozwolić na cały ten stragan, a ja? Ja musiałbym chyba pracować ze sto lat. Wyrywam dłoń w jej uścisku i chociaż na usta cisną mi się różne przekleństwa to powstrzymuję się przed krzykiem. Nie przystoi w tłumie i tak już niektórzy zerkają w moją stronę, chociaż pan kupiec zbyt zaaferowany innymi klientami nawet nie zauważył tego incydentu. Na szczęście.
- Chciałem tylko zobaczyć czy mi się zmieści w kieszeni. - tak jej mówię, chociaż to akurat najgłupsze kłamstwo jakie mi przychodzi do głowy. Ale tonący brzytwy się chwyta, a ja jakoś nie chciałem żeby zaraz tutaj wezwała policję. Może za takie rzeczy nie trafia się do Azkabanu, ale dość miałem problemów, nie chciało mi się użerać z żadnymi służbami porządkowymi, ani tym bardziej z tą tutaj świętoszką, cholera jasna! - Ale chyba się rozmyśliłem. - krzywię jeszcze usta w wyrazie niezadowolenia i odkładam ten piękny zegarek, chociaż żal mi dupsko ściska, bo było tak blisko! Mogłem od razu uciekać, ale to by było podejrzane... A tak musiałem obejść się smakiem niestety.
- Dzięki za troskę. - mówię do niej z przekąsem, ale uśmiecham się krzywo i spoglądam jeszcze tęsknie na ten piękny zegarek, co tak idealnie pasował do mojej kieszeni i dłoni. Papa cudny skarbie, któryś wyszedł spod palców prawdziwego maestro w swym zegarmistrzowskim fachu! Żegnaj na zawsze, obyś trafił w dobre ręce...
Coś mnie mrowi w karku i mam wrażenie, że ktoś mi się wgapia bezczelnie w plecy, wręcz świdruje wzrokiem, ale ignoruję to uczucie, bo w gruncie rzeczy tutaj każdy się nawzajem obserwuję.




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Carkitt Market [odnośnik]18.04.18 8:46
Prewettówna nie lubiła kiedy łamało się prawo choć nie uważała go za idealne. Było wiele rzeczy, które sama by w nim zmieniła tylko dlatego, że rezultaty przestrzegania go częściej przypominało reżim a nie demokracje, która przecież w ich świecie miała funkcjonować. Wiedziała, że nie jest idealne i na niektóre występki z chęcią przymykała oczy jeżeli tylko wiedziała, że tego właśnie potrzebują ludzie do życia w szczęściu, na normalnym, neutralnym poziomie. Nie znosiła jednak łamania go w sposób tak jawny. Nie potrafiła przejść obok kradzieży bo choć na pewnie stojącemu przed nią mężczyźnie chodziło o poprawienie swojego dobrobytu to nie miało to w żaden sposób polepszyć życia sprzedawcy, a to już nie było zgodne z jakimikolwiek regułami rządzącymi w ich świecie. Miała nadzieje, że w żadnym świecie. Lorraine już wcześniej myślała o tym, że prędzej czy później tak właśnie zacznie to wyglądać. Panował chaos i to wcale niemały. Ludzie zaczęli to zauważać. Jedni się po prostu bali, a inni szukali przy tym okazji do łatwego zarobku. To musiało się w końcu wydarzyć i choć jakaś część blondynki to rozumiała to inna… niestety zrozumieć nie mogła. Kobieta przyjrzała się mężczyźnie. Nie znała go, ale mogła ze spokojem stwierdzić, że to nie mógł być jego pierwszy raz. Zastanawiała się ilu ludzi żyje właśnie w taki sposób. Przeżycie warunkowane tym co akurat udało się zwinąć do kieszeni. Choć ona nigdy kraść nie musiała i nigdy na brak pieniędzy nie narzekała to i tak pracowała. Stąd też była pewna, że jeśli się chce to nie ma granic nie do przeskoczenia. Chyba też dlatego żadna empatia ją nie ruszyła gdy mężczyzna się tłumaczył. Szczerze rozbawiona wytłumaczeniami miała ochotę po prostu wywrócić oczami. Nie słyszała nigdy niczego głupszego. - Nie robisz tego zbyt często co? - zapytała bez nadziei, że jej odpowie, ale chyba chciała podkreślić fakt, że raczej nie należy do najlepszych złodziei w Londynie i najlepiej będzie jak zwyczajnie porzuci ten zawód na rzecz zajęcia się czymś… co nie przyniesie krzywdy otoczeniu. Już słyszała w głowie to co mógłby jej na tę uwagę odpowiedzieć; nikt nie przejmował się jego krzywdami. To wcale tak nie działało. - I tak ci nie pasował – dodała jeszcze i unosząc kącik ust w uśmiechu ruszyła przed siebie. Była zadowolona, że udało jej się zatrzymać mężczyznę i nie dopuścić tym samym do kradzieży. Kiedy obeszła już wszystkie stragany i wybrała to co mogłoby jej się przydać ruszyła w stronę domu. Choć miał zamiar się teleportować to jednak spacer w taką pogodę kusił ją bardziej. Nawet jeśli z nieba spadały duże krople deszczu.


nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Lorraine Prewett
Lorraine Prewett
Zawód : znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
Re: Carkitt Market [odnośnik]06.05.18 20:14
Wzruszam tylko ramionami na jej pytanie, bo właściwie robiłem to od zawsze, ale wcale nie chciałem się dzielić swoimi doświadczeniami. Na kolejne słowa nawet się lekko uśmiecham, ale milczę, odprowadzając kobietę wzrokiem i sam odchodzę, w tym momencie kończąc dzień pracy. Co prawda nie miałem za wiele, ale może przy odrobinie szczęścia uda mi się dostać za to jakąś flaszeczkę...
I udaje, choć negocjacje trwały aż do wieczora. Już zmierzchało kiedy siedziałem sobie na Pokątnej na ogródku przed lodziarnią i sączyłem z buteleczki, podziwiając miejskie pejzaże. Nie było ludzi na ulicy, a jeśli byli, to jakieś niedobitki, czym prędzej gnające przed siebie - raczej nic ciekawego, spokój, cisza... Aż do momentu, w którym na horyzoncie zamajaczyła mi kobieca sylwetka, rozpoznałem ją kiedy zaczęła się zbliżać, więc moje usta wykrzywił grymas niezadowolenia - ta, świetnie, to przecież ta typa, która mnie dzisiaj pozbawiła najpiękniejszego zegarka jaki oczy moje kiedykolwiek widziały. Wbijam w nią spojrzenie, ale nawet nie ruszam się z miejsca w nadziei, że nie zwróci na mnie uwagi, bo jeszcze mnie znowu oskarży o jakąś zbrodnię, a akurat teraz wcale nie łamałem prawa! Spijam kolejny łyk i wtedy to widzę - jak zbliża się do niej trzech karków i jeden kurdupel, dziwnie zresztą znajomych. Wytężam wzrok - no te wąsy to poznam wszędzie! Wisiałem kolesiowi całkiem sporą sumkę, której zresztą nie zamierzałem oddać, bo te wszystkie odsetki, które mi naliczył to był jakiś absurd! Mówiłem mu nieraz, że nic z tego, a on dalej swoje i w dodatku chyba sobie wynajął jakiś goryli... Nie słyszałem co dokładnie mówią, chociaż miałem wrażenie, że gdzieś tam w potoku słów padło moje nazwisko. Póki co jednak obserwowałem sytuację z ukrycia i dopiero kiedy jeden z nich zacisnął swoje wielkie łapsko na ramieniu nieznajomej kobiety, to jakoś mechanicznie wstałem, wyłaniając się z ciemności.
- HEJ! Nie ładnie tak obmacywać panie, które wcale tego nie chcą! - krzyczę, grożąc im wszystkim jednym palcem i zbliżam się, kątem oka szukając drogi ucieczki, w razie czego. Pacam go w dłoń, żeby ją puścił, a on puszcza, chociaż zaciska pięść i wiem, że niebawem dostanę nią w nos. Kurdupel zaczyna sapać, że gdzie jego hajs, a ja mu na to, że mu oddam, ale tyle ile pożyczyłem, a nie jakąś sumę z kosmosu! On się zaczyna wkurzać, ja z kolej muskam rękę kobiety gdzieś w okolicach łokcia, żeby się odsunęła albo schowała za mnie, a tamci już się pieklą i szykują do bitki.
- No dalej! Jebnij mi, to wszyscy spędzimy noc w areszcie, właśnie zmierza ku nam patrol. - tak im mówię, chociaż to kłamstwo, ale macham dodatkowo głową i cała trójka się ogląda za siebie, a wtedy ja zaciskam palce na nadgarstku Lorraine i ją ciągnę za sobą w długą, bo w starciu nie mieliśmy szans, ale być może byliśmy szybsi. Biegnę prosto przed siebie, nieznacznie się kuląc, bo słyszę już całą salwę przekleństw i pierwsze zaklęcie muska mi czubek czupryny.
- Biegnijbiegnijbiegnijbiegnij! - powtarzam ciągle, po czym wpadamy do Dziurawego Kotła, bo mam nadzieję, że może będzie tam ktoś, kto mi pomoże, ale wszędzie pustki, a za barem tylko ten bezzębny staruch, który w ogóle ledwie widzi i słyszy. Witam się z nim przelotem, ostatecznie wypadając na mugolską stronę i wcale się nie zatrzymuję, tylko dalej w prawo, wzdłuż chodnika. Mijamy pojedyncze jednostki mugoli, samochody i migające światła, ale na mnie nie robi to wielkiego wrażenia, bo ja w tym świecie spędziłem pierwsze lata swojego życia.




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Carkitt Market [odnośnik]15.05.18 21:11
Lorraine potrzebowała jeszcze trochę czasu by znaleźć to czego naprawdę tutaj szukała. To było też jej odbicie od rzeczywistości, która na nią czekała. Nie narzekała na swoje życie. Wręcz przeciwnie. Miała cudowną rodzinę, wspaniałego męża i jeszcze wspanialsze dzieci. Miała pracę, robiła coś ważnego i znaczącego dla przyszłości ich świata. Działała i nie siedziała z założonymi rękami czekając aż wszystko samo się rozwiąże. Jednak w ostatnim czasie działo się naprawdę dużo i zdarzały się dni, że po prostu potrzebowała odetchnąć. Zająć się czymś innym. Prostym. Szukanie odpowiednich amuletów i przechadzanie po targu wśród pracujących tu ludzi było dla niej formą odpoczynku. Pewnym powrotem do korzeni, które pomimo swojego szlacheckiego pochodzenia nadal miała. Kiedy zebrała już wszystko czego potrzebowała, a przynajmniej jej się wydawało, że potrzebowała zaczęło zmierzchać. Słońce już zachodziło i po prostu robiło się już mniej przyjemnie. Nie przeszkadzało jej to wcale. Nie bała się co chyba było mało racjonalne, ale po prostu widziała już wystarczająco dużo i robiła wystarczająco wiele by wiedzieć, że w takim cieniu nie kryje się to co najgorsze. To co najgorsze w ich świecie śmiało stąpa w świetle. Chyba ta myśl była najbardziej przerażająca. Blondynka nie spostrzegła siedzącego niedaleko złodziejaszka. Zamyślona kroczyła przez targ zbliżając się do wyjścia. Wtedy właśnie drogę zastąpiło jej dwóch mężczyzn, których wcześniej nigdy nie widziała. - Słucham? - zapytała gdy zaczęli ją o kogoś wypytywać. Jej ręka mimowolnie powędrowała do miejsca, w którym ukryta była różdżka. Nie zdążyła jednak jej wyciągnąć bo jeden ze stojących mężczyzn zacisnął dłoń na jej przedramieniu. - Powtarzam, że nie znam takiej osoby – powtórzyła spoglądając na dłoń mężczyzny, a po chwili przenosząc spojrzenie na ich twarze. Mogła się wyrwać, mogła spróbować uciekać, ale prawdopodobnie nie miała na to szans. Potrzebowała sięgnąć po różdżkę. Z różdżką miała szanse i wiedziała, że nawet duże. Jej rozmyślania przerwał złodziejaszek, który nagle znalazł się obok niej. Jeden z mężczyzn puścił jej dłoń i zaczął się wykłócać z tym, którego dzisiejszego wieczoru przyłapała na kradzieży zegarka. Już teraz wiedziała, że to właśnie o niego chodziło i mężczyźni się znali. Nie odzywała się i cofnęła o krok kiedy poleciał jej to jak już teraz wiedziała Johnatan Bojczuk. Wzrok przenosiła to z jednego mężczyzny do drugiego. Kiedy w końcu udało jej się sięgnąć po różdżkę złodziejaszek kazał jej biec. Posłuchała. On chyba znał ich bardziej. Nie było co ryzykować. - O co chodzi? O co chodzi tym ludziom? - zapytała spoglądając na mężczyznę. Chyba po prostu potrzebowała odpowiedzi na to wszystko co właśnie się tutaj wydarzyło.


nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Lorraine Prewett
Lorraine Prewett
Zawód : znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
Re: Carkitt Market [odnośnik]27.05.18 21:50
Patrzę przez ramię za siebie i widzę, że tamci wciąż kroczą w naszym cieniu, obijając się o niczego nieświadomych mugoli.
- Nie mam pojęcia. - kłamię, bo przecież doskonale wiem dlaczego mnie szukali - Ale jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. - wzruszam delikatnie ramionami. Nie biegniemy już wzdłuż chodnika, tylko idziemy szybkim krokiem, a ja co rusz spoglądam za siebie. Przeklinam.
- Jak zgubić ten cholerny ogon... - mówię, nawet bardziej do siebie niż do mojej towarzyszki. Tutaj, wśród ludzi, w centrum Londynu jesteśmy względnie bezpieczni, ale przecież nie możemy krążyć po mieście wiecznie! Wzdycham głęboko i pospieszam Lorraine kiedy przebiegamy przez kolejne światła w momencie, w którym zmieniają kolor. To daje nam chwilę przewagi, bo moi znajomi zatrzymują się po drugiej stronie ulicy, chyba trochę skonfundowani wyjącymi, jeżdżącymi maszynami. Wiedziałem, że wielu czarodziejów zwyczajnie nie rozumie mugolskiego świata, nie odnajduje się pomiędzy ich wynalazkami. Czuję, że pulsują mi skronie, tak mój mózg pracuje w tym momencie! Na najwyższych obrotach!
- O, mam pomysł! - mówię w końcu i delikatnie szturcham moją towarzyszkę, ruchem glowy wskazując jej schody prowadzące w dół, pod ziemię, do londyńskiego metra.
- Przejedziemy się? - pytam, chociaż w gruncie rzeczy nie mamy wyboru. Echo naszych kroków odbija się od ścian, a gdy dochodzimy do bramki, napieram na nią z całej siły - ustępuje z cichym trzaskiem. Jak się ją ścisnęło odpowiednio mocno to zawsze ustępowała, na szczęście nikt jeszcze tego nie naprawił, ale pewnie niebawem to zrobią. Szkoda, trzeba będzie płacić za wejście. Przystaję na peronie rozglądając się na boki i nerwowo przestępuję z nogi na nogę. Goni nas czas... Właściwie nie tylko on, więc spoglądam w kierunku schodów - zaraz się tam pojawią, a może ich zgubiliśmy? Może nie widzieli jak zbiegamy do tunelu? Może nie poradzą sobie z bramkami? Nie byłem pewien w jakim stopniu są zaznajomieni z tym światem, ze światem pozbawionym magii.
- Nooo, szybciej... - mruczę do siebie wczytując się w rozkład jazdy - Powinno już tu być! - dodaję zerkając na tarczę zegara wiszącego na jednej ze ścian i jak na zawołanie słyszę, że chyba właśnie się zbliża.




Johnatan Bojczuk
Johnatan Bojczuk
Zawód : maluje, kantuje, baluje
Wiek : 25
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
kto kombinuje ten żyje
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t7231-skrytka-bankowa-nr-1332 https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Re: Carkitt Market [odnośnik]29.05.18 15:07
Kiedy wbiegli do mugolskiej części Londynu nawet nie miała czasu się rozejrzeć. Serce biło jej jak oszalałe, nie wiedziała o co chodzi i dlaczego ci mężczyźni nadal za nimi kroczą. Nie wiedziała jak to jest możliwe, że znowu dała się w coś wciągnąć tylko dlatego, że chciała komuś pomóc lub kogoś  nawrócić na lepszą ścieżkę. Dopiero po chwili kiedy ciągle migające światła zaczęły drażnić jej oczy, Lorraine rozejrzała się po okolicy. To było dziwne uczucie. Z jednej strony ich świat przecież nie różnił się aż tak bardzo od tego, na który właśnie patrzyła, ale z drugiej strony jak ci wszyscy ludzie to osiągnęli bez pomocy jakiejkolwiek magii? Czy to było w ogóle możliwe? Prewettówna jako szlachcianka od zawsze trzymała się daleko od tego wszystkiego. Była córką swoich rodziców i tak naprawdę choć czasami ją kusiło by poznać ten inny świat to nie zrobiłaby tego. Teraz ten świat zafascynował ją jeszcze bardziej niż wcześniej. Gdyby mogła zostałaby tutaj jeszcze chwile dłużej. Choć chwile dłużej. Tego czasu jednak nie mieli. Musieli uciekać i to wiedziała nawet Lorraine. - Pieniądze? Ukradłeś im pieniądze? - zapytała unosząc brew w dezorientacji. Nic dziwnego, że taka była jej pierwsza myśl skoro właśnie na kradzieży go dzisiaj przyłapała. - A czego oni chcą niby ode mnie? - powtórzyła jeszcze z gniewem w głosie. To nie była wcale taka najgorsza rzecz na świecie. Możliwe, że nawet potrzebowała tego by po prostu zapomnieć o tym wszystkim co działo się w jej życiu w ostatnim czasie. Nigdy jednak nie wpisywała sobie w plan ucieczki przed bandytami po mugolskim Londynie. Już mogła sobie wyobrazić minę Archiego kiedy mu o tym wszystkim opowie. Oczywiście o ile będzie mogła wrócić do domu. Jak na razie była zdana na niego. Przecież ona w ogóle nie potrafiłaby się tutaj odnaleźć. Na pewno potrzebowałaby chwili żeby dotrzeć do domu. - Co to jest? Przejedziemy? - zapytała, ale nie czekając na odpowiedź zrobiła to samo co mężczyzna. Czy czekali na pociąg? Ona nawet szansy na podróż pociągiem nigdy nie miała. Nie uczyła się w Hogwarcie, a do Francji latała specjalnym rydwanem. - Masz jakiś plan w ogóle? - zapytała jeszcze rozglądając się. Nigdzie nie widziała wcześniej pędzących za nimi mężczyzn. To wcale nie znaczyło jednak, że mieli odpuścić. Nie wyglądali na takich co szybko odpuszczają. - Albo imię?


nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Lorraine Prewett
Lorraine Prewett
Zawód : znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077

Strona 3 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Carkitt Market
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach