Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Carkitt Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Carkitt Market   31.07.16 22:20

First topic message reminder :

Carkitt Market

Carkitt Market jest popularnym centrum handlowym ukrytym pod szklanym dachem, które zostało zbudowane tuż przy ulicy Pokątnej. W środku znajduje się mnóstwo przeróżnych sklepów - zarówno tych wykwintniejszych, jak i o cenach przystępnych dla przeciętnych czarodziejów - wskutek czego o każdej porze dnia można natrafić tu na tłumy. Do spotkań w Carkitt Market zachęcają także liczne kawiarenki znane z serwowania najznamienitszego ciasta dyniowego.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń
kiedy pełną kieszeń znowu mam!
Znowu mogę myśleć
trochę jakby ściślej
i wymyślać śmiało nowy plan.

I pięknie jest!
Nieskromnie bardzo jest!
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   29.05.18 20:41

- Pożyczyłem. - wzruszam ramionami i nawet nie kłamię w tym momencie. Oddałbym, gdyby odsetki nie rosły w zastraszającym tempie. A tak nawet nie miałem z czego, szczególnie, że i pracę straciłem po tym jak kapitan Travers opuścił wyspy - Nie wiem, zaczepki szukają. - dodaję, chociaż wiem doskonale, że to głównie moja wina. Jakoś ta pechowa bojczukowa aura się udzielała ostatnimi czasy wszystkim, co ze mną obcowali. Gdyby moja matka się o tym dowiedziała to by mi skórę od razu przetrzepała! Bo to twarda babka była co mnie chciała na porządnego człowieka wychować, ale po drodze coś poszło nie po jej myśli niestety.
- Metro. Najszybszy środek transportu w Londynie. - kiwam głową. Dla mnie nic nowego, dla kogoś niezaznajomionego z tym światem to musiał być jakiś... mechaniczny smok albo coś w tym guście.
- Wymyślam na poczekaniu. - taka prawda, ale właściwie zawsze działałem w ten sposób. Planowanie na bieżąco szło mi zdecydowanie lepiej niż jakiekolwiek plany dalekosiężne, bo i nigdy nie wiedziałem co mnie może spotkać za minutę czy dwie. Tak jak teraz chociażby - jeszcze chwilę temu piłem sobie spokojnie na Pokątnej, a teraz musiałem uciekać i to jeszcze z nieznajomą arystokratką. Rozchylam wargi żeby się przedstawić, ale moje słowa giną gdzieś w szumie nadjeżdżającego pojazdu - blaszanej, ogromnej maszyny.
- Noooo, wreszcie! - cieszę się i jak tylko drzwi się przed nami rozsuwają to zachęcam Lorraine do wejścia, sam podążając tuż za nią. Rozglądam się nerwowo dookoła - o tej porze nie ma tu wielu ludzi, tylko jakieś niedobitki lub pijaczki jeżdżące wokół przez całą dobę - Trzymaj się, będzie trochę trzęsło. - mówię i sam łapię się za najbliższy pręt, odwracając w kierunku drzwi. Kiedy się powoli zamykają, widzę nasz ogon wbiegający na peron i szczerzę się do nich w uśmiechu, machając im wolną ręką na pożegnanie. Ale mają miny jak odjeżdżamy, a metro ginie w kolejnym tunelu! Teraz już można odetchnąć, więc uśmiecham się szeroko do mojej towarzyszki.
- Widziałaś ich miny? - śmieję się, po czym macham głową w kierunku najbliższych wolnych siedzeń - Klapniemy? Wysiądziemy kilka stacji dalej. - dla bezpieczeństwa. Później się jakoś wróci. Może - Johnatan. To moje imię. - przedstawiam się w końcu, usadzając tyłek na jednym z siedzeń - Nieczęsto bywasz w tej części Londynu, co? - pytam, bo to widać od razu. Czarodzieje zwykle nie czuli się zbyt pewnie w świecie pozbawionym magii. No chyba, że stąd właśnie pochodzili, tak jak ja sam zresztą.






Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
Zawód : znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
OPCM : 14
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   12.06.18 16:58

Tego to się nie spodziewała. To miało być miłe wyjście na zakupy, odstresowanie się, zrobienie czegoś tylko dla siebie w czasie kiedy tak naprawdę nic ją nie obchodziło prócz szczęścia jej rodziny i przyjaciół. Teraz chciała odświeżyć umysł. Odetchnąć. Nie udało jej się to jak widać. To było ostatnie czego mogła się spodziewać i chociaż ciągle czuła, że mężczyźni drepczą im po piętach to jednak adrenalina i te wszystkie nowe rzeczy, których była świadkiem w mugolskim Londynie nie pozwoliły jej na strach. Była trochę zaskoczona, że mężczyzna nie sięgnął po różdżkę. Ona prawdopodobnie tak właśnie by zrobiła. W ostatnim czasie to było rozwiązanie, po które sięgała najczęściej. Nie wiedziała dlaczego. Może po prostu Zakon pokazał jej, że nie można już więcej być pobłażliwym i udawać, że wszystko da się rozwiązać słowami. Oczywiście gdyby miała świadomość tego, że inni zrobią to samo to nie posuwałaby się do przemocy. Nie była takim człowiekiem. Jednak nie mogła tego wiedzieć. Świat się zmienił i ludzie też. Chcieli ją skrzywdzić, a ona nie chciała pozostać im dłużna. Teraz jednak zdecydowała, że nic więcej nie zrobi i zda się na działania poznanego niedawno mężczyzny. Przecież znajdowali się już w miejscu gdzie magia nie miała miejsca bytu. Nie wyobrażała sobie jak to jest żyć bez magii. Ona prawdopodobnie by nie potrafiła. - Wymyślasz na poczekaniu? - powtórzyła śmiejąc się w głos. Wyglądał jej właśnie na takiego, który woli wymyślać niż pomyśleć. Bawiło ją to bo ona nie potrafiła funkcjonować bez planu. Czasem to było dobre, ale czasami potrzebowała takiego życia na spontanie. Kiedy metro jak je nazwał mężczyzna podjechało, a ona musiała do niego wsiąść miała mieszane uczucia. Nie miała jednak wyjścia bo mężczyźni, którzy ciągle dreptali im za plecami zaczęli się do nich zbliżać. - Pierwsze słyszę – powiedziała komentując środek transportu, w którym się właśnie znaleźli. Przypominało jej to trochę Błędnego Rycerza chociaż Lorraine miała tylko raz okazje nim się przejechać. Usiadła obok mężczyzny rozglądając się po siedzących ludziach. Zdawali się niczym nie przejmować, a przecież mieli obok siebie czarodziejów. Byliby bardzo zaskoczeni gdyby o tym wiedzieli. Szlachcianka była zaskoczona i to bardzo. Tym wszystkim co się dzisiaj wydarzyło, miejscem, w którym się znalazła. - Lorraine – także się przedstawiła używając jedynie imienia. Nie czuła potrzeby mówienia o sobie więcej. - Nie, jestem tutaj… pierwszy raz. - dodała jeszcze się rozglądając po całym metrze jakby szukając twarzy prześladowców. - Zgubiliśmy ich już?




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Johnatan Bojczuk
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5318-johnatan-bojczuk https://www.morsmordre.net/t5328-majtek#119230 https://www.morsmordre.net/t5329-ahoj-przygodo#119234 https://www.morsmordre.net/f167-gloucestershire-okolice-bibury https://www.morsmordre.net/t5516-johnatan-bojczuk
Zawód : żeglarz
Wiek : 24
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Jezu, jak się cieszę
z tych króciutkich wskrzeszeń
kiedy pełną kieszeń znowu mam!
Znowu mogę myśleć
trochę jakby ściślej
i wymyślać śmiało nowy plan.

I pięknie jest!
Nieskromnie bardzo jest!
OPCM : 3
UROKI : 5
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 4
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 24
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   17.06.18 23:48

Oparłem łokieć o okno, układając brodę na nadgarstku i zerknąłem za szybę, na murowane ściany tunelu, które przewijały się tam z niemałą prędkością.
- Lorraine. - powtarzam, żeby mi utkwiło gdzieś w świadomości i raz jeszcze mierzę kobietę spojrzeniem - I jak wrażenia? - pytam, ze zwykłej ciekawości, a moje usta układają się w delikatnym uśmiechu.
- Nie wiem, oby. - wzruszam ramionami. Nie sądzę by byli tak bardzo zdeterminowani żeby mnie gonić przez pół niemagicznego Londynu, chociaż kto wie co im się tam uroiło w tych głupich łbach. Wiedziałem, że przy najbliższej okazji pewnie utną mi język, albo coś w tym guście, ale po cichu liczyłem, że następnej okazji nie będzie, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. Może to odpowiednia chwila żeby pobyć trochę na wsi? Chociaż dużo więcej przyjemności sprawiłaby mi zapewne podróż na otwarte wody, gdzie wszelkie lądowe troski przestawały mieć znaczenie w obliczu walki z dzikim dziełem Natury, z Wszechmocnym Oceanem.
- No, ufam, że jednak zostawiliśmy ich w tyle. - kiwam głową, chyba głównie po to, żeby samemu w to uwierzyć, po czym zerkam jeszcze wzdłuż pojazdu, rzucając okiem na kilku zgromadzonych mugoli. Wstaję powoli ze swojego miejsca - Pora wracać do normalności. - mówię i ruszam w kierunku drzwi, chwytając się po drodze kolejnych metalowych prętów. Świszcząca maszyna powoli zwalnia, aż w końcu czuć ostatnie szarpnięcie i wrota odsuwają się z kolejnym głośnym sapnięciem, więc wskazuję nań jedną ręką, tym samym przepuszczając moją towarzyszkę - kolejna stacja metra wygląda trochę ponuro i śmierdzi tu przetrawionym alkoholem. Rozglądam się, ale nie widzę nic niepokojącego - ot, najzwyklejszy przystanek, tylko białe światło umieszczone w suficie mruga za każdym razem gdy pojazd mknie po torach. Ruszam w kierunku schodów, chowając dłonie w obszernych kieszeniach płaszcza i odwracam się na swoją towarzyszkę.
- Odprowadzić cię gdzieś? Tam na górze, może ci się wydawać, że to kompletny chaos, ale w gruncie rzeczy przy bliższym poznaniu mugolski świat zyskuje pewnego uroku. - wszędzie migające światła, pajęczyny dróg i maszyny przecinające je pod każdym kątem, dziwaczne urządzenia, śmieszne wystawy sklepowe i kina... Mają w sobie swoją własną magię.






Powrót do góry Go down
Lorraine Prewett
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t4343-lorraine-prewett https://www.morsmordre.net/t4553-rosca#97075 https://www.morsmordre.net/t4552-lady-prewett#97064 https://www.morsmordre.net/f77-weymouth-siedziba-rodu-prewett https://www.morsmordre.net/t4910-skrytka-bankowa-nr-1115#106844 https://www.morsmordre.net/t4554-lorraine-prewett#97077
Zawód : znawca prawa & działacz na rzecz magicznych zwierząt
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
"Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni.
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali"
OPCM : 14
UROKI : 17
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 6
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   18.06.18 22:09

Wbrew wszystkiemu to była całkiem miła przeprawa. Pomijając oczywiście fakt, że musieli uciekać i właściwie się w ogóle nie znali. Czuła, że pochodzili z całkowicie różnych światów, ale to jej wcale nie przeszkadzało. Owszem przeszkadzał jej fakt, iż wolał kraść niż zrobić coś by nie musieć tego robić, ale nie jej było to w końcu oceniać. Ona także nie była całkowicie krystaliczna. Może z lekko innych pobudek, ale zawsze. Bycie w Zakonie nie było dla nikogo proste. Często trzeba było podejmować decyzje, które nie zawsze były zgodne z tym co się uważało. Nie zawsze były moralne i doskonale zdawała sobie z tego sprawa. Jednak walczyła z tym by w tym wszystkim się nie pogubić. Wierzyła, że każdy tak ma. Wierzyła, że dla nikogo nie jest to łatwe i przyjemne, a wręcz przeciwnie. Jazda metrem pokazała jej jaki świat mugoli był naprawdę. Mogła obserwować tych wszystkich ludzi, patrzeć jak ich życie wygląda. Byli niczego nieświadomi. W ich świecie wrzało. Zbliżała się wojna i każdy musiał się do niej przygotować, ale mugole nie wiedzieli o tym i nawet nie myśleli, że mogłoby się to przenieść także na nich. Dla nich… wojna niedawno się skończyła, a tak przynajmniej myślała. Rozejrzała się na każdą ze stron kiedy wysiedli jakby chciała sprawdzić czy aby na pewno już nikt ich nie śledzi. Nie bała się mężczyzn, ale nie chciała konfrontacji z nikim. Wolała zostać na uboczu, a już na pewno w świecie, którego nie znała i który był dla niej w tej chwili wielką zagadką. Skinęła głową do mężczyzny gdy stwierdził, że ufa iż nikt już im nie zagraża. Na jej ustach pojawił się nawet delikatny uśmiech bo choć nie spodziewała się takiego rozwoju wydarzeń to nie był najgorszy z możliwych wieczorów. Dowiedziała się czegoś nowego, przeżyła coś nowego, a to nigdy nie może być całkowicie negatywne. Wręcz przeciwnie. Człowiek uczy się przecież całe życie. - Nie, myślę… że jeszcze chwile tu zostanę. - odpowiedziała mężczyźnie. - Dziękuje za ratunek chociaż gdyby nie twoje zadłużone pieniądze to bym go nie potrzebowała. - dodała delikatnie się uśmiechając. Gdy odchodziła odwróciła się jeszcze na moment i dodała. - Lepiej po zegarek nie wracaj – niby z przestrogą, że może spotkać tam ów zbirów, ale także z myślą o odstąpienia od lepki rączek.

z.tx2




nie zgłębi umysł - dobrze wiemczemuż dobro w nas przeplata się ze złem? czemuż miast wiecznego dnia - noc między dniem a dniem?
Powrót do góry Go down
Rowan Sprout
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t5850-rowan-sprout https://www.morsmordre.net/t5911-cytra https://www.morsmordre.net/t5914-big-bad-red https://www.morsmordre.net/f188-pokatna-26-3 https://www.morsmordre.net/t5912-skrytka-bankowa-nr-1460 https://www.morsmordre.net/t5928-rowan-sprout
Zawód : Uzdrowicielka na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Rather be the hunter than the prey...
OPCM : 10
UROKI : 7
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 21
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 3
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Zwierzęcousty
...but I want to live and not just survive

PisanieTemat: Re: Carkitt Market   12.10.18 14:08

16.08.1956

Rozchyla wargi muśnięte czerwienią, tylko po to by mogła zacisnąć je w nie tak znowu wąską linię. Wzrok, choć omiata niezmierzoną czernią parę nader urokliwych rubinowych szpilek opatrzonych niewielką kokardką pyszniących się na sklepowej wystawie, mimo wszystko wydaje się być nieobecny. Paznokcie smukłych palców wbijają się boleśnie w ramiona, nieco zgarbiona sylwetka zdradza chęć bycia jeszcze mniejszą niźli w rzeczywistości, choć wystarczy, aby jedna przypadkowa osoba śmiała zakłócić spokój uzdrowicielki, by ta została przezeń obdarzona uniesieniem jednej idealnej brwi oraz spojrzeniem, pod którego siłą oraz wymownością można się li jedynie skulić. Powinna bardziej, wiedziała o tym doskonale, być milsza i cieplejsza na wzór sióstr — tak winna się zachowywać, ale Rowan nie mogła oraz nie chciała. Nie po zakończonej porannej zmianie w św. Mungu, stanowczo nie po wczorajszej gazecie. Na samą myśl sztywnieje, odczuwa suchość w gardle oraz panikę, zaciskającą chłodne dłonie na gładkim gardle. Pamięta trzepot skrzydeł Cytry, wpadającej przez kuchenne okno uchylone specjalnie dla niewielkiej sowy. W powietrzu unosił się aromat cynamonu oraz kawy, stół usłany dokumentami wciąż chybotał się na lewej nodze, zlew przypominał skomplikowaną konstrukcję z naczyń oraz garnków, na którego szczycie niepodzielnie panował tłustawy szczur, obserwujący swe królestwo z wysokości. Zwierze zatrzymuje się na oparciu krzesła, nie wydaje z siebie dźwięku, tylko z pełnym politowania spojrzeniem czeka, aż jego właścicielka odbierze listy, które przyniosło oraz zwróci uwagę na sowę nieco większą, czekającą na parapecie z gazetą w dziobie. Monety w jej ręce były zimne, gdy wrzucała je do przytkniętej do nóżki sakiewce, w pierwszej kolejności bierze się za Cytrowe listy, dopiero później za Proroka Codziennego. A kiedy już rozpoczyna swą lekturę, do końca dnia dwa słowa nie chcą opuścić jej umysłu. Stan wojenny. Mają stan wojenny. I Rowan Sprout jest absolutnie, bezsprzecznie oraz niezaprzeczalnie przerażona.
Jest przerażona perspektywą wojny, zagrożenia od tego całego Voldemorta i jego popleczników, jest przerażona faktem, że jej bliscy oraz znajomi będą zmuszeni do używania czarnej magii. Anthony, którego zmuszała w dzieciństwie do noszenia ogromnych kapeluszy na jednym z jej podwieczorków. Samuel, który przewracał oczami, gdy chodziła za nim krok w krok, a przy tym gotowy był dać w nos każdemu, kto śmiał się z jej gry w quidditcha. Sophia, niemal dostająca wylewu wewnętrznego na jej próby zrobienia z niej osoby bardziej kobiecej. Rufus, Arthur, nawet Urien — oni wszyscy będą używali klątwy ostatecznej i to sprawiało, że wręcz było jej słabo. Być może rozumiała powody tej decyzji, wiedziała, jak wyglądała ich praca, jak wielkim zagrożeniem była, lecz obawa o ich stan zdrowia zarówno psychicznego, jak i fizycznego nigdy nie znikała. Zresztą, przecież sama przekupiła pielęgniarki pracujące w Mungu, żeby była pierwszą, którą należy powiadomić w przypadku, gdyby ktoś z jej rodziny uległ uszkodzeniu. Ale...ale to już nie będzie uszkodzenie, to będzie wojna. Wojna. Nabiera głębokiego powietrza do piersi, nie jest gotowa wrócić do mieszkania, nie zamierza też nikogo w tak ciężkim czasie nachodzić. Prawdopodobnie poprzygląda się jeszcze paru wystawom, kupi więcej niepotrzebnych rzeczy i wróci, nim zapadnie zmrok. Stan wojenny. Merlinie. Odwraca się więc i chce ruszyć wraz z tłumem, w którąkolwiek stronę, gdy nosem niemalże ląduje w czyjejś piersi. Cudownie Red, to bardzo dojrzale wpadać tak na innych.
Przepraszam! Nie chciałam! — tłumaczy się, gotowa szybko umknąć, gdy do nozdrzy dociera aromat dymu tytoniowego oraz ziół. Zamiera, a potem unosi głowę, natykając się na ostatnio nazbyt znajomą sylwetkę. Och, do diaska nie. Musi się mylić, zaćma jakaś czy co. Bo nie ma opcji, żeby los ponownie wepchnął ją w emocjonalne bagno.




I'd rather watch my kingdom fall
...I want it all or not at all
Powrót do góry Go down
 

Carkitt Market

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» West Market

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London :: Ulica Pokątna-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18