Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Horizont Alley
AutorWiadomość
Horizont Alley [odnośnik]31.07.16 22:21
First topic message reminder :

Horizont Alley

Ulicę Pokątną prostopadle przecina Horizont Alley. Można znaleźć tu znacznie mniej sklepów i lokali, a więcej budynków mieszkalnych. Stojące w szeregach kamienice są domem wielu rodzin czarodziejów. Mówi się, że mimo usytuowania nieopodal centrum na Horizont Alley lepiej nie pojawiać się po zmroku. Alejka prowadzi bezpośrednio na Ulicę Śmiertelnego Nokturnu, wskutek czego w nocy można tu spotkać osobników spod ciemnej gwiazdy. Jednak za dnia panuje tu gwar - na rogu znajduje się popularna dzięki niskim cenom apteka, nieco dalej podupadający sklepik ze słodkościami, a tuż przy ulicy Pokątnej warto odwiedzić herbaciarnię słynącą z serwowania herbat-niespodzianek.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Horizont Alley - Page 14 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Horizont Alley [odnośnik]04.09.21 20:59
Rzadko zdarzało jej się zapuszczać do Londynu. Jeszcze trzy miesiące temu całkiem łatwo przychodziło jej załatwianie spraw w mieście. Nie miała zarejestrowanej różdżki, a i tak potrafiła przechadzać się korytarzami Ministerstwa Magii by załatwić potrzebne dokumenty. Teraz, gdy wszystko jeszcze bardziej się skomplikowało nie miałaby odwagi narażać siebie i swoich bliskich. W końcu farma była zarejestrowana, mieli wgląd do tego z kim mieszka i do tego jak prosperuje jej biznes. Właściwie… nie prosperuje. Mieli na nią wiele haków, a ona wolała nie kusić losu. Ten w ostatnim czasie był szalenie okrutny. Coraz częściej dochodziła do wniosku, że ktoś z nich kpi, pluje na nich wszystkich z góry widząc w tym jakąś szaloną zabawę.
Dziś nie miała większego wyboru. Żyjąc w Yorkshire nie myśli o tak wielu konsekwencjach. Ci co zostali w Londynie musieli radzić sobie z cholerną propagandą i ciągłymi kontrolami. Mogłaby głośno zapytać co to w ogóle za życie, ale tak naprawdę czy mieli jakikolwiek wybór? Ona nie wyobrażała sobie porzucić farmy chociaż była wolnym duchem. Nienawidziła stagnacji. Dla rodziców była jednak gotowa na wiele poświęceń. Może nawet zbyt wiele.
Po spotkaniu z dawnym przyjacielem jej ojca, stałym klientem ich farmy, udała się na ulicę Pokątną. Tam miała spotkać się z dobrym znajomym, który już dawno obiecał jej paczkę tytoniu. Cała ta wojna przyprawiała ją o zawrót głowy, a papierosy pomagały. Bardziej niż się spodziewała. Teraz, gdy ich dostępność była niepewna musiała łapać się każdego źródła. Już w końcu i tak ryzykowała naprawdę wiele.
Kiedy w końcu udało jej się załatwić wszelkie sprawunki ruszyła w stronę świstoklika. Wiedziała, gdzie ten się znajduje i wiedziała, że musi dotrzeć tam przed północą. Jak pieprzony Kopciuszek. Przeszła jedynie dwie uliczki, gdy drogę przecięli jej policjanci. Bez żadnego ostrzeżenia skierowali różdżki w jej stronę, a ona wiedziała, że nie będzie tak łatwo jak wtedy w Dolinie Godryka. Tamci chcieli rozmawiać, tym szkoda było czasu na słowa. Woleli działać bez względu na to czy mieli ku temu powody czy nie. Niewiele myśląc postanowiła uciekać. Biegła przed siebie ignorując właściwie fakt, że tylko oddala się od świstoklika. – Zatrzymaj się! – krzyknął jeden z mężczyzn i posłał w jej stronę zaklęcie. To chybiło celu, ale prawdopodobnie miało mieć jedynie charakter ostrzegawczy. Postanowiła wykorzystać ten fakt i skręciła w boczną uliczkę. Rozpędzona pośliznęła się na oblodzonej drodze i wpadła na stojącego po lewej stronie mężczyznę. – Prze… - zaczęła wyciągając do mężczyzny rękę, ale obok jej nogi wylądowało opakowanie z pyłem w środku. Była niemal przekonana, że wie czym ów pył jest. Postanowiła tego jednak nie komentować. Nie jej sprawa, nie jej ryzyko, ale jej życie. Lepsi policjanci siedzący jej na ognie czy diler?
Tak naprawdę nie miała zbyt wiele czasu by o tym myśleć. Nie miała nawet chwili by się mu przyjrzeć, bo już kilka sekund później usłyszała głos tego samego policjanta, który skierował w jej stronę zaklęcie. Zaalarmowany tym mężczyzna chwycił ją za dłoń i pociągnął w stronę kolejnej uliczki. To oznaczało, że byli w razem. Co za szaleństwo?
Obróciła się jedynie by spojrzeć jak daleko znajduje się ścigający ich patrol. – Szybciej – zarządziła, ale chyba nawet nie mówiła do niego, a do własnych nóg. – Cholerni służbiści – mruknęła pod nosem szukając w okolicy jakiegoś punktu, w którym mogliby się schronić. – Nie obraziłabym się gdybyś miał pomysł jak ich zgubić… - dodała tym razem patrząc na mężczyznę. Jak wiele miał za uszami, iż wolał uciekać niż zwyczajnie się wylegitymować?


no one can say what we get to be so why don't we rewrite the stars?
Luna Lupin
Zawód : właścicielka farmy, dawna solistka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We li­ve, as we dream – alo­ne
OPCM : 11
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8986-luna-lupin?nid=2#270434 https://www.morsmordre.net/t8996-azra#270488 https://www.morsmordre.net/t8995-to-the-moon-and-back#270465 https://www.morsmordre.net/f75-north-yorkshire-farma-lupinow https://www.morsmordre.net/t8998-skrytka-bankowa-nr-2117#270564 https://www.morsmordre.net/t8999-luna-lupin#270567
Re: Horizont Alley [odnośnik]05.09.21 13:56
Wszystko działało się tak szybko, że nie zdążył nawet odrobinę przeanalizować zaistniałej sytuacji. W jednej chwili wracał spokojnie do domu, a w drugiej zaciągał w alejkę jakąś uciekinierkę? Nagle doszedł do wniosku, że niepotrzebnie się w całe te bagno wpakował - gdyby w ogóle jej nie pomógł, to policjanci pewnie skupiliby się tylko i wyłącznie na niej, Connora zostawiając samemu sobie. No ale na zmiany było już za późno! Wraz z zaoferowaniem pomocy przestępczyni sam poniekąd jednym z nich się stał (chociaż tak właściwie to był nim na codzień, ale kto by tam o to dbał?) - musiał więc uciekać, uciekać jak najdalej, bo na karku czuł już groźbę zamknięcia w Tower. Cholera jasna.
Mówiła szybciej, a on - trochę zdezorientowany, bo wciąż nie do końca pojmował w co się wpakował - wykonał posłusznie polecenie, natychmiast puszczając się biegiem w sobie tylko znanym kierunku. Odwrócił się raz czy dwa - wszystko po to, żeby zobaczyć jak daleko znajduje się dziewczyna, choć tak naprawdę nie wiedział z jakiego powodu w ogóle się o nią martwił? Nawet się jej dokładnie nie przyjrzał - nie znał jej, była jedną z wielu losowych twarzy, które mógł spotkać na Pokątnej. A jednak byli w tym razem! A jednak uciekali!
Zatrzymał się dosłownie na chwilę - dopiero wtedy mógł przyjrzeć się jej nieco lepiej, choć nie na tyle, żeby skojarzyć jej twarz z dziewczyną z Hogwartu. Mówiła o służbistach, o ucieczce... Kurwa. Gdzie mogli uciec? Czuł, że serce bije mu kilka razy szybciej, a chociaż w głowie próbował przypomnieć sobie wszystkie najlepsze kryjówki, to żadna nie wydawała się dostatecznie dobra.
- Do chuja Merlina! Zabiłaś kogoś czy jak? - zapytał, gdy gdzieś w tle usłyszał kolejny wrzask, gdy ktoś wydał kolejne polecenie, gdy odgłos butów uderzających o bruk nabrał na sile. Nie mieli czasu na rozmowy. Musieli uciekać.
Zastanowił się raz jeszcze, być może irytując tym samym nową towarzyszkę, bo naprawdę nie mieli dużo czasu, ale... ale w głowie pojawiło się już kilka nowych planów. I kiedy głosy służbistów słyszeli już wręcz doskonale, to twarz Connora wykrzywił pełen satysfakcji uśmiech. No, może trochę mu tej adrenaliny brakowało - ostatnio jedyne, co robił to latał z towarem po ulicach. Być może był co najmniej głupi, ale możliwość ucieczki napawała go jakąś chorą satysfakcją. No i lękiem, oczywiście.
- Za mną, słodziutka. Tylko szybko. - powiedział w końcu, przy tym lekko uderzając ją w ramię, a potem ruszając biegiem hen do przodu. I dobrze zrobili, bo służbiści chyba odnaleźli już alejkę, w którą wciągnął Lunę - przy wejściu słyszał kolejne wrzaski i odgłosy rzucanych zaklęć.
Póki co prowadził ją w stronę głównej ulicy - stamtąd mogliby z łatwością wkroczyć do miejsca, w którym z łatwością by ich zgubili. Rozważał też udawanie jednego z bezdomnych, ewentualnie wrobienie któregoś z żebraków, ale na razie - tylko na razie - biegł, ile sił w nogach. I dalej upewniał się, że Luna mimo wszystko mu towarzyszy. Skoro byli w tym razem, to razem musieli z tego wyjść.
Connor Multon
Zawód : diler
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Ze wszystkich rzeczy ja najbardziej pragnę życia
To dlatego, że je mogę skończyć nawet dzisiaj
OPCM : 6
UROKI : 1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej
gdy patrzę na błędy - widzę mnie
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10363-connor-multon https://www.morsmordre.net/t10413-brawurka#314806 https://www.morsmordre.net/t10411-twoj-wattpadowy-bad-boy#314802 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10419-skrytka-bankowa-nr-2309#314881 https://www.morsmordre.net/t10415-connor-multon#314816
Re: Horizont Alley [odnośnik]13.09.21 8:26
Podobne rozważania pojawiły się w głowie kobiety. Czemu mężczyzna właściwie uciekał? Właściwie wiedziała dlaczego. Gdyby nie miał nic za uszami prawdopodobnie usunąłby się jej z drogi, a w przypływie dobroci wskazał odpowiedni kierunek. Tak czy inaczej nikt nie wybiera ucieczki, bo zawsze może skończyć się złapaniem. Ona nie chciała trafić do Tower i miała zamiar zrobić wszystko by zgubić bandę przygłupów. Czemu właściwie ją gonili? Czy jej twarz wydawała im się znajoma? Czy służba dłużyła im się i postanowili urozmaicić sobie trochę czas? Nie miała pojęcia, właściwie teraz pluła sobie w brodę, że nie zarejestrowała tej pieprzonej różdżki, gdy Lyall jej kazał. Teraz biegła ile sił w nogach ciągnąc za sobą jakiegoś Bogu ducha winnego. Diler, a może ćpun? Nic jej do tego. Martwić musiała się o własny tyłek. Wdech i wydech. Jeszcze chwila i albo serce wyrwie jej się z piersi, albo zwymiotuje, bo nogi odmawiały jej już posłuszeństwa.
Gdy zapytał czy kogoś zabiła jedynie przewróciła oczami. Chciałaby. Chciałaby wiedzieć za co jest ścigana, mieć krew na rękach i unikać kary. Teraz starała się przetrwać, bo za co mogą ją skazać skoro nic, kompletnie nic nie zrobiła? – Bo w dzisiejszych czasach Tower jest przepełnione mordercami – skomentowała z ironią, ale to chyba nie był najlepszy pomysł. Nie znała mężczyzny, który biegł parę kroków przed nią. Przynajmniej na tę chwilę tak jej się wydawało. Wolała ugryźć się w język niż wpakować w jeszcze większe gówno. Nie oszukujmy się, to nie byłoby wcale takie trudne.
Padały kolejne zaklęcia, a mijani na ulicach ludzie skrywali się w cieniu nie chcąc być zamieszani w pościg. Podejrzewała, że jej towarzysz już teraz też pluł sobie w brodę za to, że rzucił się biegiem za nią zamiast po prostu zostać bohaterem i oddać ją w ręce szalonych stróżów chorego prawa. Luna jednak nie miała zamiaru dać się im złapać. Nigdy nie należała do osób, które lubują się w tego typu pościgach. Nie była rebeliantem, nie wyobrażała sobie nawet swojego życia w okopach i walki na froncie. Unikała tego typu rzeczy, bo nawet nie potrafiła stwierdzić, która stronę konfliktu należało wspierać. A tu proszę, wszystko spadło na nią jak grom z jasnego nieba.
Słysząc słowa mężczyzny przyśpieszyła kroku. Mogło jej się też tylko tak wydawać, bo chociaż była sprawna fizycznie, to jednak nie należało z tym przesadzać. Mogła tańczyć na scenie, czy zaganiać stado do zagrody, ale uciekanie ciemnymi uliczkami wychodziło poza jej możliwości i fizyczne i poznawcze. Luna dostrzegła w oczach mężczyzny błysk i satysfakcję. Tak jakby właśnie wpadł na genialny pomysł i dziwił się, że nikt mu nie bije braw.
Dobiegli do końca uliczki i czarownica czuła, że to koniec ich wędrówki. – Ślepa uliczka? – zapytała podniesionym głosem i zaczęła rozglądać się na wszystkie strony. Mimowolnie w dłoni ścisnęła różdżkę gotowa do obrony. Tylko jakiej obrony właściwie? Mężczyzna jednak miał plan, a ona zaskoczona jego skutecznością odetchnęła z ulgą.


no one can say what we get to be so why don't we rewrite the stars?
Luna Lupin
Zawód : właścicielka farmy, dawna solistka
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We li­ve, as we dream – alo­ne
OPCM : 11
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 14
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 2
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8986-luna-lupin?nid=2#270434 https://www.morsmordre.net/t8996-azra#270488 https://www.morsmordre.net/t8995-to-the-moon-and-back#270465 https://www.morsmordre.net/f75-north-yorkshire-farma-lupinow https://www.morsmordre.net/t8998-skrytka-bankowa-nr-2117#270564 https://www.morsmordre.net/t8999-luna-lupin#270567
Re: Horizont Alley [odnośnik]21.09.21 15:53
Kurde.
W co on się wpakował? Początkowo nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji, dopiero teraz - gdy obok jego ucha przemknął pierwszy promień - ogarnęło go prawdziwe przerażenie. Co on odpierdalał? Co oni odpierdalali? I co najważniejsze - co odpierdoliła ciemnowłosa niewiasta, której postanowił pomóc?
Zaczynał żałować, że postanowił ofiarować jej pomocną dłoń. Co przeskrobała? Wyglądała dość niewinnie, ale może właśnie w tej niewinności tkwił jej sekret? Może była złodziejką albo poszukiwaną morderczynią, co uwodziła mężczyzn, a potem - gdy tracili już czuność - dolewała im do kawy jakiejś niebezpiecznej trucizny, ewentualnie zabierała ostatnią działkę najlepszej jakości wróżkowego pyłu? Tak. Coś w tym było. Co z tego, że kiedy posądził ją o morderstwo, to wywróciła oczyma? Może grała? Udawała? Tak. Teraz wszyscy mogli okazać się mordercami, a jeśli on w istocie pomagał uciec jednej z nich, to... to miał przejebane.
Kurwa.
Wystarczyło być jednym z tych szarych ludzi, co unikali wszelkich niepożądanych akcji! Mógł wstać i przejść dalej, mógł zostawić Lunę samej sobie... Bo przecież nie wydałby jej policjantom. Nawet jeśli dłonie umoczyła w krwi niewinnych, to gdzieś w głowie Connora kotłowały się wszelkie niepisane prawa, których nauczył się od kolegów z półświatka. Nie można konfidencić, no nie? Sam nie chciałby trafić na takiego społeczniaka, co za dwa bochenki chleba wylizałby buty każdemu sierżantowi w Londynie. A tfu! Ta myśl zmotywowała go na tyle mocno, że przestał pluć sobie w brodę i skupił się wyłącznie na biegu, na uratowaniu siebie i tej nieszczęsnej femme fatale. Zresztą - nie miał zbyt wielu opcji. Teraz musieli trzymać się razem. Jeśli uciekną to wspólnie, jeśli nie uciekną to może przydzielą im tę samą celę w Tower? Co prawda nie zdążył się dziewczęciu dobrze przyjrzeć, ale wydawała się całkiem ładna, idealna do rozmowy.
Utwierdził się w swoim przekonaniu zaledwie kilka chwil później, gdy trafili już na - jak słusznie zauważyła tajemnicza ciemnowłosa - ślepą uliczkę.
Luna Lupin nie była jedną z wielu długonogich blondynek, które jako małolat widywał na okładkach czytywanej przez matkę "Czarownicy", a mimo to od razu go oczarowała. Słuszny wzrost, przeszywające spojrzenie niebieskich oczu i bardzo ładne wyraziste rysy twarzy. Co więcej, wyglądała całkiem świeżo, co - biorąc pod uwagę wojenną zawieruchę i okoliczności w jakich się poznali - trochę go zdziwiło. Powoli przestawał żałować, że ofiarował jej swoją pomoc.
Dopiero po chgwili zdał sobie sprawę, że przygląda się jej trochę zbyt długo, że towarzyszka wciąż nie czuje się bezpieczna, a przybierające na sile wrzaski służbistów zmotywowały ją nawet do wyciągnięcia różdżki.
Connor zaś - teraz już dość rozluźniony - rozejrzał się dookoła, jakby nawet nie pomyślał, że zaraz mogą ich złapać. Bo nie mogli, prawda? Jego genialny plan schowania się w jednej z ślepych uliczek nie mógł ich zawieść, nie mógł.
- Eee... - zastanowił się więc na głos, wskazując przy tym palcem na spoczywające w dłoniach dziewczęcia drewno. - Po co ci to? - dodał głupio, kompletnie nieświadomy, że pewnie przemawiał przez nią strach!
Naprawdę tego nie zauważył, bo zaraz po tym machnął dłonią i wypiął dumnie pierś do przodu, patrząc na nią z góry tak jakby oczekiwał tej upragnionej pochwały. Trochę oczekiwał! Może adresu zamieszkania? Buziaka w policzek? Dziękuję?
- Spokojnie, tylko nie mdlej mi tutaj z wrażenia! - rzucił i wyszczerzył ząbki w promiennym uśmiechu. - Wiem, co chodzi ci po głowie. Jak ma na imię ten nieziemski przystojniak, który właśnie uratował mnie z rąk narwanych służbistów? Spieszę z wytłumaczeniami. Jestem Connor, ale wystarczy wspaniały panie wybawco. - zarzucił, nie spuszczając z niej wzroku, choć z pewną niepewnością spoglądając na uniesioną różdżkę. - A ty? Bo wyglądasz jak moja przyszła randka, hehe. - dodał jeszcze, nie mogąc powstrzymać się od dodania jakiegoś głupiego tekstu na podryw - za bardzo go śmieszyły.
Connor Multon
Zawód : diler
Wiek : 21
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Ze wszystkich rzeczy ja najbardziej pragnę życia
To dlatego, że je mogę skończyć nawet dzisiaj
OPCM : 6
UROKI : 1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 18
SPRAWNOŚĆ : 25
Genetyka : Czarodziej
gdy patrzę na błędy - widzę mnie
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10363-connor-multon https://www.morsmordre.net/t10413-brawurka#314806 https://www.morsmordre.net/t10411-twoj-wattpadowy-bad-boy#314802 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t10419-skrytka-bankowa-nr-2309#314881 https://www.morsmordre.net/t10415-connor-multon#314816

Strona 14 z 14 Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14

Horizont Alley
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach