Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Marcelius Sallow
AutorWiadomość

Marcelius Sallow

Data urodzenia: 31.12.1937 r.
Nazwisko matki: Mallard
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: Półkrwi
Status majątkowy: Ubogi
Zawód: Cyrkowiec, akrobata
Wzrost: 173 cm
Waga: 67 kg
Kolor włosów: blond
Kolor oczu: niebieskie
Znaki szczególne: leworęczność, wyraźnie zarysowane mięśnie, szczupła sylwetka, promieniste znamię na lewej łopatce, sieć piegów uwidaczniających się na słońcu i gruba prosta blizna po ostrzu ciągnąca się od krtani do lewego obojczyka


Zawsze mówiła, że kiedy byłem mały, latałem.

Na początku była przerażona, jej pierwsze i jedyne dziecko miało zwyczaj wdrapywać się na drzewa, zamykać oczy i skakać, rozpościerając ramiona, jak gdyby było ptakiem: nigdy nim nie byłem, ale magia nie dopuszczała do bolesnego upadku. Zawieszała mnie wysoko nad ziemią, kołysząc, pozwalała mi płynąć przez powietrze jak przez wodę. Kochałem to, strach, który gromadził się we mnie przed skokiem i błogość, z jaką temu strachowi spoglądałem później w oczy. Zawsze na ziemię ściągał mnie ojciec i chyba bardziej dla mamy, niż z własnej potrzeby, czasem dawał mi burę, czasem z pasa, nie za mocno, bo w przeciwieństwie do niej dobrze wiedział, jak wiele znaczyła manifestacja magicznej mocy u czarodziejskiego dziecka.
Mama nie była czarownicą. Ojciec wprowadził ją w nasz świat tak, jak potrafił, ale nigdy nie pojęła jego zasad w pełni. Nie miała ze mną lekko, lubiłem słuchać tylko siebie, a jeszcze bardziej lubiłem nadwyrężać jej zdrowie - kiedy wspinaczka po drzewach zaczynała być nudna, przeskakiwałem po gałęziach z drzewa na drzewo, spacerowałem po grubej linie, na której wieszała pranie, popisując się równowagą niemal dorównującą kociej i nawet, kiedy spadałem - to zawsze na cztery łapy, niezmiennie budząc przerażone zdumienie mamy i zdystansowaną satysfakcję ojca. Zimą na pobliskiej rzece kręciłem piruety na lodzie, tylko raz nie umykając przed pękającą pokrywą na czas, zażywając wtedy zdrowotnej kąpieli w zmrożonej przerębli.
Ale w końcu urodziłem się w Sylwestra, na kilka minut przed północą, kiedy nocne niebo rozświetlały wielobarwne wachlarze zaczarowanych fajerwerków. Pewnie już wtedy można było się spodziewać, że zabawa okaże się moim żywiołem, choć, jak to zwykle bywa, z czasem nabrało to raczej przewrotnego znaczenia. Chyba miałem to trochę po ojcu - on lubił bawić się do tego stopnia, że zostawił mnie i mamę, kiedy nie byłem jeszcze dość duży, by zapamiętać więcej jego cech.
Mama została sama ze mną w świecie, który nie był nawet jej światem.  

List z Hogwartu, ojciec zdążył przygotować mnie na niewiele, Hogwart's Express, Tiara Przydziału: nie wahała się ni chwili, przydzielając mnie do Gryffindoru. Mówiła, że serce mam odważne i wśród odważnych powinienem zasiąść - a Gryfoni powitali mnie z entuzjazmem, jakiego nigdy wcześniej nie poznałem. To wtedy oklaskiwano mnie pierwszy raz, pamiętam jak dziś.
Uczniem nie byłem zbyt pojętnym, myliłem gesty, inkantacje, brakowało mi do nich cierpliwości i też nie bardzo mi się chciało - ale kiedy wreszcie stanąłem na szkolnych błoniach, by przystąpić do mojej pierwszej lekcji latania na miotle, wreszcie przyszło mi zabłysnąć. Zawładnąłem miotłą najszybciej, najszybciej też wzbiłem się w powietrze i bardzo szybko też straciłem dla mojego domu pierwsze punkty, podrywając się zbyt wysoko. Chciałem dolecieć aż do nieba, chciałem dotknąć chmur, kochałem wysokość - a im wyżej byłem, im bardziej się bałem, tym bardziej ją kochałem.
Chyba tego potrzebowałam, mocnych wrażeń, bodźców, potrzebowałem czuć, że naprawdę żyję. Adrenalina krążyła w moich żyłach szybkim tempem, pulsowała w skroniach, odurzała i uzależniała, była jak życiodajny zdrój karmiący duszę.

Dość szybko - już na trzecim roku - dostałem angaż do szkolnej drużyny Quidditcha, zajmując stanowisko szukającego. Byłem szybki, zwinny, nienajlepiej radziłem sobie w grze drużynowej, ale świetnie działałem solo.
Z tym szukaniem znicza było u mnie różnie - zdarzało mi się na boisku, zarówno podczas treningów, jak i w kluczowych momentach meczy, bawić się nieco zbyt dobrze, wykonać o jedno salto za dużo, właśnie wtedy tracąc z oczu złoty znicz, zawisnąć na miotle na jednej ręce, by wdrapać się na nią od drugiej strony, obrócić się głową w dół, trzymając się trzonu miotły tylko kolanami, gwałtownie zapikować nad trybuną, nie do końca przypadkiem wywołując przerażone piski, czy też próbować odnaleźć równowagę, stojąc na trzonie miotły stopami, zamiast siedząc - raz dość boleśnie spadłem, łamiąc sobie rękę w trzech miejscach, kiedy próbowałem zachować balans na jednej nodze przy dość dużej prędkości. Bywało i tak, że właśnie w tym czasie przeciwnik wyłapywał znicza przede mną. Gniew drużyny koncentrował się na mnie, a ja wciąż zbierałem całą uwagę, bo w całej historii szkolnego Quidditcha podobno niewielu było takich jak ja. Mimo to, szkolna galeria drużynowych sław Gryffindoru raczej wolałaby o mnie zapomnieć.
Po piątym roku zdałem SUM-y, zadowalająco z uroków, obrony przed czarną magią i transmutacji, nieco słabiej z pozostałych przedmiotów. Trochę się jednak w szkole dusiłem, trochę sobie nie radziłem. Opanowałem proste zaklęcia, ale wiedziałem, że nie obiorę żadnej z prestiżowych dróg - rówieśnicy marzyli wtedy o karierach aurorów, uzdrowicieli i alchemików, o wielkiej przyszłości w polityce, ja wiedziałem, że nie dam rady. Ówczesny opiekun domu próbował mnie odwieźć od tej decyzji, bezskutecznie. Nie kontynuowałem nauki, wróciłem do Londynu, uspokajając mamę półprawdami - i wreszcie mogłem zacząć żyć po swojemu.

Na Arenę Carringtonów po raz pierwszy trafiłem przypadkiem. Miałem piętnaście lat, kiedy obserwowałem podniebne wyczyny czarodziejów, urzeczony ich wolnością, atmosferą, którą potrafili stworzyć, magią sceny i zniewalającym widowiskiem. Przyszedłem raz, potem drugi i trzeci, kupując bilety za podwędzone pieniądze, aż wreszcie zdobyłem się na odwagę pomówić z czarodziejem, który prowadził konferansjerkę. Zbył mnie kilka pierwszych razów, w końcu zrozumiał, że łatwo nie odpuszczę - z westchnieniem udostępnił scenę i poprosił, bym pokazał, co potrafię.
No to pokazałem.
A on już więcej o nic nie pytał, dostałem angaż. Nie zaoferowano mi wysokiej stawki, ale była dość satysfakcjonująca, by przynajmniej zejść z głowy mamie, która mogła dzięki temu wrócić do swojego dawnego świata. Wśród mugoli czuła się znacznie lepiej, niż wśród czarodziejów, nie chciałem być jej ciężarem. Z czasem przestałem bywać w domu, widząc go bardziej w cyrku, niż przy niej, a ona miała szansę zbliżyć się do swoich dawnych mugolskich przyjaciół bez konieczności obmyślania cudacznych tłumaczeń, dlaczego w jej domu naczynia lewitują, a przez okno raz za czas wlatuje sowa niosąca zaadresowaną do jej syna kopertę.
Dobrze było patrzeć, jak znów rozkwita.

Bo w cyrku - ćwiczyłem. Cały czas, od rana do nocy, z zapałem, determinacją i siłą charakteru, jakiej sam u siebie nie znałem. Nie chciałem być dobry, chciałem stać się najlepszy, wiedząc, że właśnie do tego zostałem stworzony. Nie bałem się niczego - chętnie przyjmowałem kolejne wyzwania. Czasem ćwiczyłem na miotle, czasem na linie, poziomej, pionowej, czasem manewrowałem na polach nieważkości wytworzonych magią przez innych, czasem wprawiono w ruch ekstremalnie niebezpieczne zaklęcia lewitujące. Zaprzyjaźniłem się z trapezem. Widowiska, jakie stworzyliśmy, zapierały dech w piersiach. Spragnieni mocnych wrażeń czarodzieje przychodzili na spektakle i często później wracali. Dyrektor pokochał mnie, jak tylko kochać można kurę znoszącą złote jaja, a mi taka miłość starczała, bo kochałem też scenę, którą coraz częściej nazywałem moją.

Odwiedzałem pobliskie puby, te, na które było mnie stać, w rozmowach z dziewczynami odkrywając, że mogłem jednak przyłożyć nieco większą wagę do swojej edukacji. Nie zawsze wiedziałem, o czym mówiły, zdarzało mi się wycofywać zbyt gwałtownie, jakbym bał się - czego? Sam nie wiem, chyba zdarzało mi się czuć gorszym. Bywałem na potańcówkach, bardzo regularnie, lubiłem się zabawić.
Miałem niechlubny epizod w półświatku, wciąż zarabiałem za mało, a mama zachorowała i potrzebowała pomocy. Kilka drobnych kradzieży, parę włamań, byłem szybki. Potrafiłem wdrapać się na każdy budynek po samym gzymsie, z łatwością kryłem się w cieniu i potrafiłem poruszać się niemal bezszelestnie. Nauczono mnie przełamywać zabezpieczenia, zrywałem jedno po drugim. To nie były bogate domy. Wchodziłem do środka przez okno pod nieobecność gospodarzy, robiłem swoje i wpuszczałem resztę. Nie jestem z tego dumny, ale naprawdę potrzebowałem wtedy pieniędzy.

Poznawałem innych cyrkowców, nie szukając z nimi zwady i schodząc z drogi tym, którzy sami jej szukali. Z fascynacją przyglądałem się czarodziejom tak giętkim jak guma, podziwiałem siłaczy, obserwowałem tancerki i przedziwnych mieszańców ras ludzkich i magicznych. Chciałem być pomocny, chwytałem się różnych zadań - siodłałem aetonany i karmiłem węże, próbowałem woltyżerki, odkrywając, że emocje bliżej ziemi też potrafią odurzać; mój zmysł równowagi rozwijał się nieustannie, zdając się naginać grawitację. Refleks i zręczne dłonie pozwalały mi zabawić się żonglerką, choć z naszymi artystami bawiłem się w trakcie prób, nigdy nie osiągając poziomu, który byłby satysfakcjonujący na występach - robiłem to dla siebie, dla zabawy. Coraz częściej zdarzało mi się zastępować czarodzieja, który ciskanymi nożami obrysowywał na drewnie kształt swojej partnerki - byłem mniej imponujący od niego, mogłem sięgać tylko po stalowe ostrza, magiczne - mimo ćwiczeń - znajdowały się daleko poza moim zasięgiem.
Pomagałem cerować stroje, nauczyłem się zagrać kilka prostych melodii na pianinie, przygrywając przyjaciołom w trakcie nieoficjalnych prób, sprzątałem, czasem po zwierzętach, czasem po gościach, zaprzyjaźniłem się z cyrkowym słoniem. Jako jeden z młodszych nigdy nie mówiłem nie, choć już wtedy wiedziałem, że trochę mnie wykorzystują. Z czasem zapał zaczynał opadać, pierwszy chłyst wyimaginowanej sławy zderzył się z rzeczywistością. Wciąż kochałem to, co robiłem, świetnie się bawiłem, ale zaczynałem dostrzegać, że jestem tylko cyrkowcem zabawiającym innych. Jak daleko było stąd do błazna?
Dostawałem może dziesiątą część z tego, co zarobiłem. Mama się martwiła, ale zapewniałem ją, że wszystko było w porządku.
Nic nie było w porządku.

Nastroje zaczynały się zaostrzać, każdy to widział, zaczęto szerzyć brednie o niemagicznych. Nie rozumiałem tego, po co dzielić: jeśli szukali dziwności, mogli zajrzeć na arenę - w porównaniu z tym, co mieliśmy na niej, mugole naprawdę wydawali się całkiem normalni. To chyba wtedy po raz pierwszy poczułem strach, którego czuć wcale nie chciałem. Bo co takiego zrobiła moja mama, żeby zasłużyć sobie na nienawiść tych ludzi? I bez tego było jej w życiu ciężko. Ale nastroje zaczynały przeobrażać się w pojedyncze akty agresji, a z tych aktów - w regularną wojnę.
Tak naprawdę chyba do ostatniej chwili nie wierzyłem - nie chciałem wierzyć? - że dojdzie do rozlewu krwi, takiego prawdziwego. Strach nie pozwalał mi dłużej latać - strach mnie paraliżował, jak wąż owinięty wokół piersi, który ściskał moje ciało tak mocno, że traciłem dech. Traciłem siebie.
Nikt w cyrku nie chciał ze mnie rezygnować, choć przynajmniej część wiedziała, z jakiej pochodzę rodziny. Dyrektor wziął mnie pod swoje skrzydła, ogłosił, że jestem jego synem, a ja zgodziłem się udawać, że jego żona - obca mi kobieta - jest moją matką.
Prawdziwej matki przykazano mi nie odwiedzać, usłuchałem. Pozwoliłem sobie wmówić, że to jedyne i najlepsze wyjście dla mnie i dla niej, choć teraz słyszę, jak absurdalnie to brzmi. Nie wiem, co się z nią stało. Nie mogłem się z nią skontaktować, każdy gest, każda rozmowa, każde słowo mogło ściągnąć na mnie przecież patrol, który zniszczy mi życie. I moją scenę, ale nie szukałem w tych słowach ukrytej intencji, kierując się brakiem doświadczenia. Dałem się omotać, zmanipulować, postawić pieniądze nad dobro osoby, którą kochałem, choć to nawet nie były moje pieniądze.
Ze strachu - pomimo tego, że kochałem strach odkąd sięgam pamięcią.

Mój dawny zapał z wolna przeradzał się w gniew. W butę naprzeciw tego, co czarodzieje próbowali zrobić ze światem, który należał też do mnie.

I wiedziałem: że nie pozwolę.


Patronus: Nie potrafi wyczarować patronusa.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM:6+3 (różdżka)
Uroki:3+2 (różdżka)
Czarna magia:00
Magia lecznicza:00
Transmutacja:5+3 (muszla)
Eliksiry:00
Sprawność:20Brak
Zwinność:40Brak
JęzykWartośćWydane punkty
AngielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaI2
ONMSI2
KłamstwoI2
SpostrzegawczośćI2
SkradanieII10
Zręczne ręceII10
PerswazjaI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznawstwoI0
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon FeniksaI6
Rozpoznawalność (artysta)II0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Muzyka (pianino)I½
Połykanie ogniaI½
AktywnośćWartośćWydane punkty
Akrobatyka cyrkowaIII25
Latanie na miotleII7
Taniec współczesnyII7
WoltyżerkaII7
PływanieI½
ŻonglerkaI½
ŁyżwiarstwoI½
Jazda konnaI½
Taniec klasycznyI½
Walka wręczI½
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- -
Reszta: 2
[bylobrzydkobedzieladnie]


jeszcze w zielone gramy jeszcze nie umieramy, jeszcze się nam ukłonią ci co palcem wygrażali



Ostatnio zmieniony przez Marcelius Sallow dnia 29.09.20 0:50, w całości zmieniany 6 razy
Marcelius Sallow
Marcelius Sallow
Zawód : Akrobata
Wiek : 20
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler

young, scrappy and hungry

OPCM : 6
UROKI : 3
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 40
SPRAWNOŚĆ : 20
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t8833-marcelius-sallow#263287 https://www.morsmordre.net/t8838-marcelius-sallow#263482 https://www.morsmordre.net/t8835-marcelius-sallow#263320 https://www.morsmordre.net/f319-arena-carringtonow-wagon-7 https://www.morsmordre.net/t8839-skrytka-bankowa-nr-2088#263495 https://www.morsmordre.net/t8841-marcelius-sallow#263502

Powrót do góry Go down

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, depresja
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Justine Tonks
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Marcelius Sallow Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down



KOMPONENTYbarwnik

[29.09.20] Kryształ (lipiec/wrzesień)
[24.01.21] Komponenty (październik/grudzień)
[29.07.21] Styczeń/marzec

BIEGŁOŚCI
[23.01.21] Wsiąkiewka (lipiec/wrzesień): +3 PB
[14.03.21] Zapominanie biegłości: krawiectwo (I -> 0); rozwój: taniec klasyczny (0 -> I)
[11.06.21] Rozwój postaci: walka wręcz 0->1, -0,5 PB z reszty
[04.07.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): + 3 PB
[25.08.21] Zakup 3 PB: -150 PD
[25.08.21] Rozwój postaci: skradanie I -> II, -8 PB z reszty
[25.08.21] Rozwój postaci: połykanie ognia 0 -> I, -1/2 PB z reszty
[29.08.21] Zakup 2 PB: -100 PD
[29.08.21] Rozwój postaci: perswazja 0 -> I, -2 PB z reszty

HISTORIA ROZWOJU[29.09.20] Karta Postaci; -50PD
[05.10.20] Wykonywanie zawodu (lipiec-wrzesień): +20PD
[09.10.20] Lusterko; +3PD
[30.11.20] Osiągnięcie (Genealog): +60 PD
[12.12.20] +1 OPCM: -80 PD
[12.12.20] [G] Magiczne wytrychy: -100 PM
[14.01.21] Spokojnie jak na wojnie: +50 PD
[17.01.21] Zakupy: mała broń (nóż do rzucania); -75 PD
[22.01.21] Aktualizacja postaci
[22.01.21] Rejestracja różdżki
[23.01.21] Wsiąkiewka (lipiec/wrzesień): + 120 PD
[29.04.21] Lusterko: + 3PD
[06.05.21] Zdobycie osiągnięcia: Wór pełen ziół, Wodzirej I, Obieżyświat, Na głowie kwietny ma wianek, Księżniczka na wieży, Do wyboru do koloru, Architekt; + 210 PD
[04.07.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): + 120 PD
[13.07.21] Lusterko: + 3PD
[23.07.21] Spokojnie jak na wojnie: +130 PD, +3 PB organizacji
[27.07.21] Zdobycie osiągnięć: Światło w ciemnościach, Ostrożny sprzymierzeniec; +60 PD
[01.08.21] Aktualizacja zdolności: +2 zwinności, +2 do sprawności
[02.08.21] Wykonywanie zawodu (październik-grudzień); +20 PD
[04.08.21] [G] Zakup: Zaklęte narzędzie - zaklęta igła z bonusem do krawiectwa i 6 czekoladowych żab; - 480 PM
[09.08.21] Zdobycie osiągnięcia: Lekką ręką; +60 PD
[16.08.21] Spokojnie jak na wojnie: +20 PD, +1 PB organizacji
[18.08.21] Osiągnięcia (Wielki głód): +30 PD
[25.08.21] Zakup 3 PB: -150 PD
[25.08.21] Rozwój postaci; +9 punktów zwinności: -720 PD
[25.08.21] Rozwój postaci; +1 punkt transmutacji, +1 punkt OPCM, +1 punkt uroków: -240 PD
[26.08.21] Osiągnięcia (Akrobata): +60 PD
[29.08.21] Zakup 2 PB: -100 PD
[27.09.21] Osiągnięcia (Honestas): +5 PD
[05.10.21] Osiągnięcie: Weteran; + 100 PD
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Marcelius Sallow Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Marcelius Sallow

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach