Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Ławka nad rzeką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Ławka nad rzeką   04.12.16 0:42

First topic message reminder :

Ławka nad rzeką

Nad samą Tamizą znajduje się niewielka ławka, a z tabliczki na jej oparciu można się dowiedzieć, że została zadedykowana Elisabeth, “o której pamięć nigdy nie wygaśnie”. Chociaż ławka, sądząc po wyglądzie, z pewnością jest już wiekowa, czas obchodzi się z nią nad wyraz łagodnie: drewno nie ulega zniszczeniom pod wpływem deszczów, wciąż jest solidne i twarde, niemożliwym jest wyryć w nim jakiekolwiek zadrapania czy wyżłobienia, ewentualne akty wandalizmu zwyczajnie nie przynoszą skutku. Ktokolwiek postawił tę ławkę, zadbał o to, żeby nałożyć nań odpowiednie zaklęcia ochronne. Za dnia często przysiadają się tutaj turyści - ławka oddalona o kilkadziesiąt metrów od Mostu Westminster stanowi doskonały punkt widokowy na wiele słynnych atrakcji Londynu. Wieczorami atmosfera robi się bardziej romantyczna, a dźwięki dobiegające z ulic za plecami cichną.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   23.09.17 12:38

The member 'Marianna Goshawk' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 13


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   04.01.18 20:25

— Oczywiście. — Uraczył ją czarującym uśmiechem. Nigdy nie wierzył w to, że ludzie się zmieniają, zmieniały się jedynie priorytety, jakimi się kierowali w życiu. Zmieniały się cele i potrzeby, które sprawiały, że byli lepsi lub gorsi, mniej lub bardziej bezwzględni. On również pozostał taki sam, a jeśli postrzegała go inaczej to tylko dlatego, że maska, którą przy niej tak ochoczo zakładał z biegiem czasu dojrzała, do złudzenia przypominając ludzką. Ona też wcale się nie zmieniła — może przygasła, zmizerniała, a jej dawny blask gdzieś zniknął, ale w środku wciąż była tą samą naiwną i bezmyślną dziewczyną, która lgnęła do niebezpieczeństwa jak ćma do światła. Prowokował ją do wybudzenia, twierdząc inaczej. Wciąż wydawało mu się, że miała wyjątkowe szczęście, że jej skrzydła nie spopielił ogień świecy. Zbyt bliskie loty wiązały się ze sporym ryzykiem. — Nie masz nawet pojęcia — przyznał bez oporu. I bez użycia siły, bez groźb, nerwów i szantażu dostał to, czego chciał. Ją. Połowicznie, ale nawet teraz była na wyciągniecie ręki, wystarczyło po nią sięgnąć i sobie wziąć. Miał ją na własność, miał jej serce, część duszy. I mógł igrać z nią tak, jak do tej pory, udając człowieka, jakim naprawdę nie był.
— A czym dla ciebie jest ta przynależność?— spytał ją pod włos, pozwalając by uśmiech umknął konsternacji i skupieniu. Patrzył jej w oczy bez wahania, nieugięcie domagając się odpowiedzi lub wskazującej reakcji. Potrafił nawet pochmurnieć na chwilę, nie kosztowało go to zbyt wiele. Spuścił wzrok, spoglądając na jej dłoń. Nie myliła się — skąpił prezentów, jej i każdej innej. Nie ofiarował nigdy żadnej żadnego podarku, wydawały mu się zbędne, bezużyteczne i zupełnie niepraktyczne. — Może to był klucz do sukcesu — napomknął  w końcu, unosząc wzrok. — Mam dziwne przeczucie, że nic się nie zmieniło w tej kwestii. Skarbie.
Tak jak zapowiedział — czekał tylko chwilę, skrupulatnie odmierzając czas. Majowa pogoda była kapryśna, co chwilę padało, by za moment rozpogodzić się i podnieść temperaturę wyżej średniej każdego dotychczasowego lata. Dlatego peleryna luźno zwisała po bokach jego ciała, a cienka szata pod spodem pozostawała nieco rozpięta pod szyją. Opierał się o chłodny mur, dokładnie odliczając upływające minuty. Kiedy zjawiła się tuż obok niego, nie zdążył nawet zaproponować jej własnego ramienia. Jej dłoń znalazła się na jego ręce od razu, a dystans pomiędzy nimi prawie całkiem zniknął, co mu całkiem odpowiadało — nie walczył wcale o dominację i bycie przy niej wielkim dżentelmenem. Ułatwiała mu zadanie, sprawiała, że jej towarzystwo było po prostu wygodne — tak jak kiedyś. Dał się poprowadzić tam, gdzie ciągnęły ją myśli i wspomnienia. Na dźwięk jej słów kąciki ust uniosły się w zawadiackim wyrazie. Nie z powodu romantycznego określenia, a słodkiej ironii, która w nim drzemała. — Pamiętam wszystko — zapewnił ją, spoglądając jej w oczy. Park, o którym mówiła był prawie pusty, ciemne sylwetki migotały na oddalonych alejkach. Zbliżała się godzina, która zaganiała grzeczne dziewczęta do łóżek, a ona wciąż kroczyła tuż obok. — Pamiętam, że odprowadziłem cię wtedy do domu i kazałaś mi sobie iść.





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   05.01.18 13:29

Nie odpowiedziała, bo poruszony temat mógłby ciągnąć się przez kolejne kilka godzin i nie doszliby zapewne do żadnego porozumienia. Sama przynależność miała - w jej rozumowaniu - wiele znaczeń; żona należała do męża, władza leżała w rękach tych, co mieli wpływy. Przynajmniej w teorii. W jej odczuciu teraz nie przynależała do nikogo, choć prawda była zgoła inna; jej serce połowicznie należało do kłamliwego mężczyzny, co zdołała z siebie wyprzeć i nie myśleć o tym w tak masochistyczny sposób, jak jeszcze kilka lat temu. Żyła, miała się dobrze, zdołała zobaczyć co to znaczy "rozsądek", dopóki nie wpadła na niego - niemal od razu zapomniała o swoich postanowieniach dla tego jednego wieczoru, dla zaspokojenia swojej ciekawości i chęci przebywania w jego towarzystwie.
Park, w którym się znaleźli ostatnimi czasy zyskał w jej opinii łatkę miejsca, do którego nie powinna chodzić. Nie tak dawno przecież spoliczkowała tutaj lorda Notta, gdy ten zarzucił jej bezpodstawne kłamstwo, nie chcąc nawet spokojnie porozmawiać. To tutaj też powiedziała mu, że jego nazwisko tak naprawdę nic nie znaczy, a na pewno znaczyć nie będzie w obliczu śmierci, dla której każdy jest równy i pieniądze, względy w społeczeństwie nie pomogą. Z perspektywy czasu nie była pewna, czy nie powiedziała mu tego tylko po to, żeby się odgryźć, bo sama w równość nie wierzyła. Po tamtym spotkaniu ich kontakt urwał się nagle i choć chciała go swego czasu przeprosić, wiedziała, że Cassius był równie dumny, co uparty, więc szansa na pogodzenie była niewielka. Przez krótki moment rozglądnęła się po okolicy, ale ostatecznie całą uwagę poświęciła Mulciberowi. Nie rozdrapywała starych ran i wspomnień, przynajmniej nie teraz, kiedy jedno z nich kroczyło u jej boku.
- Pamiętam, że chciałeś wymazać mi pamięć, aż wreszcie z niewyjaśnionych przyczyn odpuściłeś. - Teraz nie wierzyła, że spetryfikowane ciało grubaska narzucającego jej się posłużyło za kartę przetargową, chociaż w tamtym momencie rzeczywiście tak myślała. Nie chciała jednak pytać o powód - o ile jakikolwiek był - unosząc jedynie wzrok na swojego towarzysza. Nie wyrażał zbyt wiele, ponownie stał się nieodgadniony, dokładnie tak, jak wtedy wieczorem i każdego kolejnego dnia, dopóki wprost nie wyjawiła swoich intencji. - Pamiętam też, że chyba niezbyt spodobała ci się moja prośba. - Ona wcale nie kazała. Z wyuczoną do bólu grzecznością i uśmiechem poprosiła. Wreszcie przystanęła, zagradzając mężczyźnie drogę. Ręce skrzyżowała za plecami i z tym samym pięknym uśmiechem spoglądała nań z dołu w milczeniu.





and I can make you love me
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   16.01.18 19:16

Odbywali ten spacer zupełnie tak, jak wcale nie przeskoczyli kilku lat, nic się nie zmienili, nie postarzeli ani o dzień — on wciąż wykorzystywał jej miłe towarzystwo, słodkie jak maliny usta, a ona wierzyła, że tak już zostanie. Szli przed siebie, bez większego celu, powoli stawiając kroki po alejce. Powietrze było wilgotne i rześkie.
— Prawda— przyznał, z zadowoleniem przyjmując fakt, że nawet po latach nie czuła do niego urazy za ten (jak przypuszczał w kobiecym rozumowaniu głupi) pomysł. Był jednak całkiem uzasadniony, choć ich spotkanie, pierwsze, czy drugie, tak sak samo nieprzypadkowe.— Przez pewien czas żałowałem, że tego nie zrobiłem, aż uświadomiłem sobie, że musiałbym ci czyścić pamięć po każdym spotkaniu. Ostatecznie, nie byłaś taką zrzędą, by mi to wypominać, więc chyba można na to przymknąć oko — odpowiedział nieco złośliwie, zerkając na nią kątem oka. Nie musiał długo czekać na jej reakcję, niemalże od razu zagrodziła mu drogę, zmuszając by się zatrzymał w miejscu, tuż przed nią. Kiedy tak splotła za sobą ręce i spoglądała na niego z dołu, tymi wielkimi jasnymi oczami, przypominała małą, niewinną dziewczynkę, którą od dawna nie była. Odkąd ją poznał zdawała się mieć wiele za uszami, za buzią słodkiej i filuternej księżniczki kryła się temperamentna czarownica, która wciąż najwyraźniej wierzyła, że wilim urokiem może osiągnąć wszystko. Nie wątpił w jej czary; szczególne, miłosne i tak bardzo mu obce. Budziły w nim dystans i pewną rezerwę — nie chciał wpaść w jej sidła i dać się zwieść, a jednocześnie jej uroda przyciągała niezmiennie. Swoim wdziękiem mogła owinąć sobie wielu mężczyzn wokół palca, wykorzystać dokładnie tak, jak chciała, a zachowywała się tak, jakby chciała to wszystko osiągnąć bez użycia wyjątkowych genów. A jeśli on sam był pod jej urokiem wtedy lub teraz, zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Wierzył, że jest świadomy swoich czynów i w każdej chwili może podjąć decyzję zgodną z własnym sumieniem. Gdyby okazało się jednak, że jest inaczej, nie miałby wobec niej żadnych skrupułów. Sentymenty nigdy się go nie trzymały, nie zawahałby się zacisnąć dłoni na jej długiej szyi.
— To była dziwaczna prośba— a jemu kiepsko szło ich spełnianie. Zawsze. Uniósł dłonie i ułożył je na jej kibici, delikatnie, ledwie ją dotykając. — Dlatego dziś nie zaproponuję ci tego samego.— Lekko obrócił dłoń i ukradkiem zerknął na zegarek, jedynie prześlizgując się wzrokiem po jej sylwetce w dół. — Wiem, że później sobie poradzisz i sama trafisz do domu.





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   19.01.18 9:57

Jasnowłosa uśmiechnęła się lekko na jego słowa. Nie żywiła doń urazy, rzeczywiście, chociaż czasami zastanawiała się dlaczego tego nie zrobił. Nie czarowała go ani wtedy ani teraz, ani razu, a zdążyła poznać na tyle, by wiedzieć, że nie zawahałby się przed wycelowaniem w nią różdżką. Domyślała się, że sympatia też nic tu nie miała do rzeczy, więc pozostawała jedynie dobra wola i wiara w to, że nikomu nie powie czym się zajmował. Wprawdzie tego nie wiedziała, ale sam fakt, że bez mrugnięcia okiem zaatakował tamtego człowieka nasuwał jej pewne skojarzenia, nad którymi swego czasu się zastanawiała. A potem odrzucała od siebie uznawszy, że przecież to nie jej sprawa i nie ma żadnej przyczyny, by się tym interesować.
- Byłeś dość miły w obyciu, nie miałam powodu, by ci to wypominać. - Zamknęła temat wzruszając machinalnie ramionami. Potem jednak pomyślała, że gdyby ktoś wiedział w jakich okolicznościach się poznali, to uznałby ją za skrajnie głupią - w końcu dobrowolnie pchała się w jego ręce, wcześniej padając ofiarą próby porwania; zdawało się, że mechanizm ograniczonego zaufania nie dotyczył jego osoby albo naiwna intuicja, podpowiadająca, że nie posunąłby się do takiego kroku przejęła kontrolę nad rozsądkiem. Na szczęście też nie dbała o opinię otoczenia, a mężczyznę u jej boku planowała niedługo opuścić, szybciej, niż tamtego wieczoru.
Nie zwróciła uwagi na dłonie Mulcibera, skupiwszy się wyłącznie na jego twarzy. Pamiętała, że polubiła ją już od pierwszego spotkania wczesnym rankiem w lesie, a regularne i wyraziste męskie rysy od zawsze zaspokajały jej potrzeby estetyczne. Lubiła piękno, nie tylko to dotyczące ubrań i barw, dlatego też - być może nieświadomie, niespecjalnie - zdarzało się, że ludzi w swoim towarzystwie dobierała patrząc przez pryzmat tejże kategorii.
- Nic się nie zmieniłeś, Ramsey. Dalej jesteś tak samo stanowczy, przystojny i sprawiasz, że ludzie robią to, co chcesz. - Po czasie zaczęła się domyślać, że była tylko jego chwilową marionetką na poprawę humoru, ale to, że stała tutaj teraz, w jego oczach mogło sprawiać inne wrażenie. Nie przejmując się a raczej korzystając z tego, że pewnie dalej uważają za naiwną i głupią, sięgnęła dłonią do twarzy mężczyzny, wierzchem przesuwając kolejno po jego policzku, żuchwie, wędrówkę wieńcząc na szyi, gdzie rękę pozostawiła. Chłodnymi opuszkami palców pomasowała jego skórę, chcąc chyba się upewnić, że naprawdę stał tutaj przed nią.
- Dlaczego? - Zniknąłeś, nie dałeś znaku życia? Wiedziała, że zrozumiał sens zadanego po chwili milczenia pytania, wypowiedzianego niemal szeptem, jakby nie chciała, by słyszał lub jakby nie chciała na nie poznać odpowiedzi. Chyba po raz pierwszy w życiu wolała usłyszeć słodkie kłamstwo, od przykrej prawdy.




and I can make you love me
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   24.01.18 11:13

— Miły w obyciu — powtórzył po niej powoli, wyraźnie z lekkim niedowierzaniem w głosie. Szybko jednak ustąpiło fałszywemu zadowoleniu, wszak taki był jego pierwotny cel — by być dla niej miłym, nieszkodliwym i czarującym młodym człowiekiem. Nie wychodził z roli aż do tej pory. Wciąż znajdowali się w miejscu publicznym, w którym ktoś mógłby ich zobaczyć. Nie mógł być lekkomyślny i postąpić zgodnie z własną naturą, z roku na rok, coraz bardziej łaknącą krzywdy, kontroli i krwi. — Brzmi, jakby spotkał mnie prawdziwy zaszczyt z twej strony — dodał z przekąsem, pozwalając swoim dłoniom spocząć ciężko na jej talii, smukłej jak talia osy, opleść ją rękami, nieco przysuwając do siebie, niwelując niepotrzebny między nimi dystans. Z łatwością zamknął ją w swoim objęciu, wystarczająco silnym, by zgrabnie nie mogła się z niego wysunąć.
— Doprawdy? Zrobisz co tylko zechcę? Tak po prostu?— Udał zaskoczonego, spoglądając jej w oczy. Brzmiała słodko — była słodka. Jej malinowe usta, alabastrowa cera, złote jak pszenica w pełni lata włosy; śliczna, powabna, kusząca i zachwycająca. Miała w sobie niebywałą grację, którą wyrażało każde, najmniejsze nawet spojrzenie spod długich i ciemnych rzęs. Ptaszynka, biały łabędź trzymany w jego sidłach. Zapach jej ciała i perfum utkwił mu już dawno w pamięci, gorączkowo przypominając o namiętnej i czystej miłości z jaką na niego niegdyś patrzyła. Głaskała go z czułością, którą pamiętał z dawnych lat. A gdy jej delikatna dłoń wreszcie się zatrzymała westchnął cicho.
Był zmęczony tą grą. Przypomniała mu dlaczego tak po prostu wtedy odpuścił, zniknął i zajął się czymś zupełnie innym. Jej pytanie zdawało się być głośniejszym echem jego własnych myśli. Spoważniał znacząco, nie odrywając wzroku od jej błyszczących tęczówek, dłonie przylgnęły mocniej do jej drobnego, kruchego ciała.
— Byłem znudzony — przyznał sucho, bez cienia emocji, bez wyrazu, który jeszcze przed chwilą wymalowywał się na jego twarzy z przedziwną łatwością. W jego szarych oczach pojawił się chłód, rozbrzmiewający również w jego niskim głosie. Nie zamierzał jej mamić już dżentelmeńską postawą. Nigdy dżentelmenem prawdziwym nie był, potrafił sprawiać świetne pozory.
Czuł ciepłotę jej ciała, bicie jej serca odbijające się przy tej bliskości w jego własnej piersi. Pochylił się nad nią, ku jej twarzy, by szeptem wypowiedzieć kilka dodatkowych słów.
— Jesteś piękna— dodał prawie niewinnie, choć zapewne niepotrzebnie. — Lecz niezbyt mądra.— nie znała go naprawdę, nie wiedziała, że tkwi w szponach potwora.





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   01.02.18 14:19

Chociaż na co dzień Solange była daleka od twierdzenia, że kontakt półwilami, a co dopiero zainteresowanie z ich strony, należało do prawdziwych zaszczytów, tak teraz z trudem powstrzymała się od odpowiedzenia, że tak, właściwie możesz wpisać sobie to na listę prywatnych osiągnięć - złamanie serca potomkini nie mieściło się przecież w tym, czego nauczane były w domu. Tam powtarzano, że mogą mieć każdego i mogą wszystko, za pomocą odpowiednich słów, gestów i cudownych uśmiechów, do tego przy minimalnym wkładzie sił. Wystarczało przecież ładnie się prezentować, a jeśli nie chciało się prezentować - roztaczana aura wykonywała pracę za nie. Nie powtarzano jednak, że zdarzają się przypadki tych, którzy są odporni na uroki cudownych istot, wszystkie historie o zakochanych potomkiniach kończących ze złamanym sercem opowiadając bardziej w formie bajki na dobranoc, czy nawet legendy. Kwestię porwań przeważnie pomijano milczeniem. Tak również było i w jej domu; mogła mieć wszystko i wszystkich, w tym miłość rodziców, za to napiętnowała się na własne życzenie. Ucieczką. I miłością do stojącego przed nią człowieka, która z każdą kolejną chwilą ulatniała się w powietrzu, dopuszczając do głosu stłumiony rozum. Świadomość zakłamania, w jakim żyła przez pewien czas, nieco ją zasmucała, ale i tu była sobie w stanie poradzić; nie chciała się smucić, skoro w świecie smutku i goryczy było wystarczająco dużo, by przenosić to teraz na siebie. Traktowała to jako cenne doświadczenie.
Stała w milczeniu, wzruszając ramionami na zadane pytanie. Kiedyś pewnie zrobiłaby wszystko, teraz - wyłamywała się ze swojego solennego zapewnienia, nie łamiąc jednak złożonej mu szeptem obietnicy podczas wieczornego spaceru, że nigdy, przenigdy nie spróbuje rzucić na niego uroku, niezależnie od sytuacji. Nie bała się go i nie podejrzewała, że faktycznie zrobi jej jakąś krzywdę, choćby ze względu na minimalny szacunek, którym się darzyli, ale mimo to, czuła doń pewien respekt. Wciąż pozostawał tylko mężczyzną, którego nie znała tak, jak powinna, a ona była dalej tylko bezbronną myszką w szponach wygłodniałego kocura, który uważał ją za głupią i naiwną. Nie zamierzała udowadniać, że się myli, grając dalej w tę dziwną grę, a bliskość prawie wcale jej nie przeszkadzała. Nie czuła się jednak tak dobrze w jego ramionach, jak kiedyś, mając wrażenie, że zaraz zapowietrzy się z nagłego odebrania jej strefy komfortu po raz kolejny tego wieczoru, strzeżonej przeważnie dość dobrze; zamiast odsunięcia się, uniosła wzrok, dzielnie podejmując spojrzenie, które swoim chłodem zbliżyło się do jej nastroju. Jasnowłosa bez problemu dostrzegła nagłą zmianę w nastawieniu Mulcibera, ale wypowiedziane przezeń słowa spowodowały, że i w jej twarzy coś się zmieniło. Chociaż nie wyprowadził jej jeszcze z równowagi, tak poczuła małe ukłucie zawodu i irytację, nie na niego, nie na otoczenie a na samą siebie, że tak łatwo dała mu się omotać. W pojęciu potomkiń był to przecież pewien punkt, którego żadna z nich nigdy nie powinna, nie mogła złamać. Odwrócenie porządku nie miało prawa bytu i to one powinny wywoływać u mężczyzn takie emocje. Nie na odwrót. Dotychczas kpiąca z opowiadanych bajek o zakochanych potomkiniach Solange, dopiero po takim czasie uświadomiła sobie, że one naprawdę istnieją i sama poszerzyła to grono. Uśmiechnęła się, obdarzając Ramseya kłamliwą, mdlącą słodyczą, wykorzystując moment na ujęcie jednej z jego dłoni. Delikatnie oderwała ją od swojej talii, zaplatając z nią ciepłe palce.
- Masz rację, Ramsey. - Przyznała, przysuwając się powoli do jego ucha. Wolną dłoń wplątała w ciemne włosy nad karkiem, dla utrzymania równowagi, o którą przy tylu sprzecznych emocjach i wspięciu się na palce było ciężko. - Obdarzenie cię silnym uczuciem nie należało do najmądrzejszych decyzji, jakie podjęłam w życiu. - Westchnęła cicho. - Byłeś słodko-gorzką przygodą. Ale to dobrze, swój zły wybór mogę zrzucić na młody wiek. Z kolei twojej ucieczki nie usprawiedliwia znudzenie. Właściwie, chyba niewiele ją usprawiedliwi. - Nie dodała już, że usprawiedliwia ją jedynie tchórzostwo, czym prawdopodobnie podjudziłaby i jednocześnie zdeptała jego ego, co zazwyczaj przychodziło jej z dużą łatwością. Był jedynym mężczyzną, o którego dbała trochę bardziej, niż mała w zwyczaju. Resztą przeważnie się wysługiwała, o ile znajomość z nimi nie przynosiła jej żadnych korzyści, o pobocznych przelotnych romansach zapominając. Odsunęła się wreszcie od twarzy Mulcibera, spoglądając mu w oczy z sardonicznym uśmiechem.
- Mogę być ci jedynie wdzięczna za przydatne doświadczenia. Ale teraz, kochany, pozwól mi odejść, nim znienawidzę cię do końca. - Dla własnego dobra puściła jego dłoń, obie z powrotem zaciskając na szacie i nie odezwała się więcej, licząc na to, że dadzą sobie spokój. Była już prawie pewna, że od jego zniknięcia pragnienie, które ją prześladowało, nie miało nic wspólnego z miłością, skłaniając się ku nienawiści.




and I can make you love me
Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   20.02.18 21:27

Prawdą były opowieści babek i prababek o tym, co potrafiły czynić półwile z rozumem biednego i bezsilnego na ich wdzięki mężczyzny. Owijały ich wokół paca, rozsiewając wokół swój nienaturalny urok i wyjątkowy czar. Pachniały tym, co najchętniej lubili wąchać, wyglądały na takie, które najbardziej w świecie chcieli mieć. Były wszystkim, czego potrzebowali. Niewiele różniła się od tych wszystkich kobiet o niezwykłych genach. Powtarzała, że nie korzystała ze swojego daru, lecz już sama jej obecność w danym miejscu przykuwała uwagę obcych. Jej błyszczące oczy i jego wzrok przykuły przy pierwszym spotkaniu, lecz to te usta rozbudziły męskie zmysły — choć sądził, że nawet te najbardziej kuszące, nawet najpiękniejsze nie zmącą skutej lodem wody. Jej ogień nie topił jego skamieniałego serca, a wdzięk nie zakorzeniał stabilnej szansy na inne jutro. Ale gdyby nie uroda, którą zachwycała, po jutrze nie byłoby kolejnych dni i następnych spotkań. A przecież grzał się w cieple jej osoby przez kilka dobrych tygodni.
Stagnacja — choć niczym schowany w gęstwinie wąż o jasnych ślepiach potrafił w bezruchu wpatrywać się w ofiarę nim podejmie jakiekolwiek działanie, stagnacja nigdy nie leżała w jego naturze. Głód wiedzy i stale wzmagane potrzeby nie pozwalały mu stać w miejscu. Gdy zabrał jej wszystko, co chciał, pozostawił ją za sobą, jak wiele innych relacji, które na tamten moment nie były mu już do niczego potrzebne. Z ubóstwem uczuć było mu wygodniej niż z kobietą, która domagała się atencji, która może i na nią zasługiwała — choć nigdy w jego oczach; jak żadna inna.
Nie poruszał się prawie wcale. Jedynie usta, które drgały, przy wypowiadanych słowach i oczy, które śledziły każdą zmianę zachodzącą na jej twarzy zdradzały, że wciąż żyje i nie stał się marmurowym posągiem w jakiś niewyjaśniony sposób. To w tym odnajdywał najwięcej słodyczy; w patrzeniu jak diametralnie jej wyraz się zmienia, jak oczy gasną i rozpala się w nich zupełnie coś innego, jak usta, do tej pory ułożone w filuterny sposób wykrzywiają się sztucznie, racząc go fałszywą życzliwością. Nie panowała nad tym, nie umiała wcale kłamać, a on nie dawał jej w swoich słowach prawdy o tym, że zawód i rozczarowanie maluje się na niej jak na białym płótnie. Kąciki ust drgnęły mu w lekkim skosie fascynacji jej zmianą. Robił to nader często — prowokował, nie bacząc na własną reputację, nigdy o nią nie dbał, prowokował, ujawniając nagłe reakcje i niezamierzone odpowiedzi, które najwięcej mu mogły na dany moment powiedzieć. Pochłaniał go widok tak wielu emocji, których w samym sobie nie umiał rozbudzić.
Kiedy zdjęła jego dłoń ze swej talii i splotła ich palce wyczekiwał z cichą nadzieją drobnego kontrataku. Zmrużył nieco oczy, przyglądając jej się stalowoszarymi tęczówkami z uwagą. Skupiała ją tylko ona. Bardziej niż wcześniej, podczas tego spotkania.
— Zawsze mam rację — podkreślił, lecz nigdy w to nie wątpił i nigdy nie krył się z tą opinią. Stracił ją z oczu, gdy wspięła się na palce i zbliżyła do jego twarzy. Nie wzbraniał się przed tym, przyjął to z lekkim ukłuciem wyczekiwania przed tym, co nastąpi. — Mylnie odbierasz to jako usprawiedliwienie. Tak byłoby, gdybym czuł się winny — wyjaśnił, nie siląc się przy tym na szept. Niski ton głosy powędrował wprost do jej ucha, które odsłonił palcami drugiej ręki, które oderwał od jej kibici. Jej uśmiech — skierowany wyłącznie do niego, wywołał i u niego podobny efekt, odwzajemnił się tym samym. — Nie mogę. — Zatrzymał ją, chwytając ją za nadgarstek i przyciągając jej przegub do siebie. — Mawiają, że z miłość z nienawiścią dzieli jeden krok. Sprawdzenie tej tezy nagle wydało mi się dość kuszące. — Nie odczuwał ani jednego, ani drugiego. Tak silne emocje były mu prawie obce, rzadko odczuwał nawet gniew. Nie lubił, gdy się budził, dekoncentrował go i burzył utrzymywaną równowagę. Ale wywoływanie tak skrajnych wrażeń było prawie podniecające, prawie tak ciekawe, jak oglądanie ludzkiego cierpienia i bólu, wykrzywiającego twarze w grymasie. Chciał, by jej wykrzywiła się w nienawiści, by przestała nad sobą panować.





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   03.03.18 15:28

Nie lubiła swoich genów, uroku i roztaczanej wokół aury, uznając je za swoje przekleństwo i brzemię, którego nie mogła zrzucić aż do śmierci. Nie lubiła, od momentu, w którym okazało się, że to właśnie przez sam wygląd i niewinny uśmiech może stać się cennym obiektem dla handlarzy i później, gdy okazało się, że nawet aurą nie jest w stanie utrzymać przy sobie mężczyzny, którego kochała. Wprawdzie czasami żyło jej się prościej i lepiej, kiedy bez zbędnego wysiłku mogła coś dostać, ale nie należała do osób, które szły na łatwiznę. Lubiła komplikować sobie życie, co było nieodłącznym elementem jej jestestwa, choć mogła twierdzić inaczej.
Nie odezwała się z początku, zaciskając usta w wąską kreskę, kiedy uświadomiła sobie, że sytuacja działała na jej niekorzyść i nie przebiegała tak, jakby tego chciała. Chociaż wcześniej - tego wieczoru, kilka lat temu - czuła się całkiem bezpiecznie w towarzystwie Ramseya, będąc prawie pewna, że mimo wszystko nic jej nie zrobi, tak w tym momencie nie była już niczego pewna i nie miała pojęcia jak to wszystko się rozwiąże w przeciągu kolejnych minut. Chciała odejść, w spokoju i rozczarowaniu, jakby to spotkanie nie miało w ogóle miejsca, ale nagłe złapanie za przegub i ponowne uwięzienie w mocnym uścisku uniemożliwiło jej jakikolwiek ruch. Czuła się niekomfortowo, zdezorientowana i w końcu: zdenerwowana, bo nie lubiła - o ironio - kiedy traciła panowanie nad sytuacją. Wcześniej myślała, że pozorne dawanie Mulciberowi władzy, kontrolowanej przezeń, było dobrym rozwiązaniem - nie mógł się przecież domyślić w co pogrywała, do czasu, w którym gra nie zwróciła się przeciwko jej uczuciom. A może mógł? Nie była najlepszym kłamcą, chociaż przy nim do pewnego czasu kłamała więcej, niż chciała przed sobą przyznać.
- Czasami żałuję, że nie pozwoliłam ci tamtego wieczoru na wyczyszczenie pamięci. - Powiedziała z pozornym spokojem, przymusowo wciśnięta policzkiem gdzieś pomiędzy klatkę piersiową a ramię mężczyzny. Wiedziała, że nie zrobi tego i teraz, czerpiąc nadzwyczajną satysfakcję z nerwów i rozczarowania, którego był jedynym powodem, pozostawiając ją w tym nieprzyjemnym uczuciu przez kolejnych kilka dni, czy miesięcy, tak jak wtedy, ani nie zamierzała go o to prosić, dalej będąc negatywnie nastawioną do grzebania w swoim umyśle. Każde zresztą wspomnienie, nawet to nieprzyjemne, budowało jej charakter, dawało inspirację i czasem uwidaczniało się w projektach wychodzących spod jej smukłych dłoni a prowokowanie do skrywanych głęboko emocji, nad którymi wciąż musiała panować, może było celowym zamiarem losu. Nie ukrywała, że wierzyła w los i to, że wszystko miało swoją przyczynę, a więc i spotkanie Ramseya tu i teraz, kiedy ponownie znajdowała się w dziwnym punkcie życia, najwidoczniej miało powód, którego jeszcze nie dostrzegała. Podjęła próbę odsunięcia się, a przynajmniej na taką odległość, by móc swobodnie spojrzeć mu w oczy; jej tęczówki już w ogóle nie przypominały jasnoniebieskiego, łagodnego nieba, barwą zbliżając się do nieba pociemniałego przed burzą. Tego w końcu chciał; zobaczenia drugiej natury pięknych istot.
- Poprosiłam, żebyś mnie puścił. - Powtórzyła, kątem oka zerkając na zaciśniętą wokół dłoni rękę mężczyzny. Nie zamierzała prosić po raz kolejny, błagać, grozić, ani szarpać się z nim, tracąc bezsensownie energię. Czuła, że ucisk na nadgarstku jest dość mocny, jak i to, że jej dłonie stają się cieplejsze - sprzeciwiał się jej prośbom świadomie, więc wiedział z czym wiązało się wyprowadzanie potomkini z równowagi.

rzucam na ogień, bonus +30




and I can make you love me


Ostatnio zmieniony przez Solene Baudelaire dnia 03.03.18 15:31, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   03.03.18 15:28

The member 'Solene Baudelaire' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 17


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   11.03.18 23:15

Była jego ozdobą, gdziekolwiek nie poszli razem, choć w tym krótkim czasie niewiele miejsc wspólnie odwiedzili. Była gwiazdą na bezchmurnym, granatowym niebie, gwiazdą, która świeciła najjaśniej ze wszystkich, oczarowywała swoim wdziękiem przechodniów, budziła skrytą, cichą zazdrość mijanych na ulicach kobiet. Byliby parą idealną, parą doskonałą, gdyby miał w sobie nieco więcej wytrwałości w relacji z ludźmi, gdyby znaczyli dla niego więcej, niż pionki na szachownicy, którą nieustannie rozstawiał. Życie było grą, którą toczył w swoim imieniu z ponurym, niewiele rozumiejącym światem. Zawsze wybierał figury białe - nie przez wzgląd na czystość, nie na ich niewinność. Czynił to samoistnie, instynktownie, choć niewątpliwie za jego wyborem czaił się pociąg do niezbrudzonej materii; plastycznej, gotowej do formowania, nadania odpowiedniej barwy, niemalże niewidocznej, a przede wszystkim w sposób zabawnie błahy - niepozornej. W jej błyszczących jak szlachetne kamienie oczach widział brak chęci do gry. Zamierzała porzucić ich szachownicę, przerwać grę nim jeszcze nie poddała króla. Nie obchodziło go to, w jaki sposób się czuła i jak bardzo niekomfortowa stawała się dla niej sytuacja. Póki grali w tę grę razem, nie zamierzał pozwolić jej cisnąć pionkami w planszę i odejść, nie dokończywszy tej partii - nie ostatniej, to wiedział na pewno. Choć czuł, że miała na to nadzieję, ich drogi wcale nie rozchodziły się po tych wszystkich latach. Zaciskał palce na jej nadgarstku, zatrzymując blisko siebie tak długo, jak tylko chciał i mógł, wciąż nie oparzony jej gniewem. Wdychał głęboko zapach jej perfum, zapach jej ciała, włosów, skóry - miły, choć już nie tak odurzający jak kiedyś. Przy jej genach, które samoistnie dyktowały warunki tej gry był wyłącznie mężczyzną - silnym i świetnie kontrolującym swoje odruchy, lecz wciąż mężczyzną, podatnym na bodźce i wrażenia, a przede wszystkim wygłodniałym i nienasyconym ostatnim spotkaniem z wiedźmą, która odmówiła mu wszystkiego.
Pozwolił, by zadowolenie i samouwielbienie przysłoniło surową obojętność, a kąciki ust uniosły się w szczwanym, pewnym siebie uśmiechu. Patrzył jej prosto w oczy, gdy wymawiała te słowa: "żałuję", jaśniało w mroku niczym najwspanialsza wskazówka podczas ciemnej nocy, huczało mu w uszach, jak najpiękniejsze wyznanie miłosne, jak obietnica, przysięga, czyniąca z przeszłości domniemanie. Doskonale wiedział - i ona również, że jedynie zmieniacz czasu mógł sprawić, że to, co się wydarzyło zostałoby wymazane, a jej mądrość, wzbogacona o dzień dzisiejszy. Nie byla w stanie tego uczynić.
-Sądzisz, że to cokolwiek, by zmieniło między nami? Że twoja przyszłość potoczyłaby się inaczej, a teraźniejszość stałaby się piękniejsza? - Jego ton brzmiał patetycznie, jakby nadawał temu wyobrażeniu niezwykłej powagi, a jednocześnie wcale nie próbował powstrzymać cisnącej się kpiny, która zalśniła w jego oczach i wykwitła na ustach. - Znałem twoje przeznaczenie już wtedy. Nie uciekniesz mi. Nigdy - przyrzekł, ściszając nieco głos. Szeptał do niej niemalże czule, wtłaczając wprost w jej usta toksyczną wiadomomość; przyrzeczenie, że nie wyzwoli się z tej myśli nigdy. Starała się być spokojna, opanowana, ale w jej ciele czuł dziwną nerwowość. Przycisnął ją do siebie bliżej, jakby w objęciu, opierając policzek o jej złotą głowę.
Jej kolejna prośba, bardziej dobitna i wyraźna, pozwoliła jej się odsunąć, a jemu spojrzeć na nią z małego dystansu. Zerkał na nią z góry, z zaciekawieniem z tym samym przyjaznym wyrazem twarzy, który towarzyszył im, przy większości spotkań. Jej nadgarstek zaczął palić, parzyć jego dłoń, aż w końcu oparzył go tak, że puścił ją i cofnął się pół kroku.
- Nie robiłaś tego nigdy wcześniej - powiedział nieco zaskoczony, choć wcale nie przerażony jej poczynaniami. Wręcz przeciwnie. Niczym wygłodniały, polujący wilk przyglądał jej się z nie niknącym zapałem. Lewą dłonią szybko wyciągnął spod szaty różdżkę, prawą ponownie sięgnął do jej nadgarstka, by zacisnąć na nim palce, o wiele mocniej niż dotychczas. -Zrób to jeszcze raz - zażądał, bo przecież nigdy o nic nigdy nie prosił. Jego ton nie znosił sprzeciwu. Dotknął końcem swojej różdżki jej brzucha i wysyczał cicho inkantację czarnomagicznego zaklęcia: -Flammare.





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   11.03.18 23:15

The member 'Ramsey Mulciber' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 63

--------------------------------

#2 'k10' : 10

--------------------------------

#3 'Anomalie - CZ' :


Powrót do góry Go down
Solene Baudelaire
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t4776-a-moze-nowa-szate https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
projektantka, malarka
25 lat
Czysta
Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
0
10
2
5
3
0
6
2
Półwila

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   13.03.18 1:22

Nie chciała grać, grę uznając za zakończoną od momentu, w którym poznała powód jego zniknięcia i niechęć, jaką wzbudziła w nim ich relacja. Nie poddała króla, lecz w zamian za to już wcześniej zakomunikowała mu chęć poddania się w grze, w której nie miała żadnych szans, ostentacyjnie strącając wszystkie pionki z planszy. Cóż innego mogła jeszcze zrobić?
Czuła się ubezwłasnowolniona, wiedząc, że jej dalszy los dzisiejszego wieczoru w dużej mierze spoczywa w rękach Ramseya; bezradność ogarnęła jej z pozoru kruche ciało, chociaż dalej dzielnie stała przed nim, a raczej stała, zmuszana do tego poprzez podtrzymywanie jej ręki. Chciała uciec, jak zwykle, gdy mierzyła się z sytuacją bezpośrednio jej zagrażającą, czy krzyknąć, lecz nie zdobyła się na odwagę, nie wiedząc co właściwie miałaby mu wykrzyczeć w twarz. To, jak bardzo go teraz nienawidzi, czy jak bardzo ją zranił? Wystarczyło słowo, jeśli tylko to miało zakończyć ich dzisiejsze spotkanie. Pragnął, by go zapamiętała? Nie musiał się szczególnie starać; pamiętała go doskonale, dzisiejszego wieczoru poznając w dodatku jego prawdziwą twarz; twarz, której prawdopodobnie nigdy by nie polubiła. Była zdziwiona, z jaką łatwością przychodziło mu wyrządzanie jej krzywdy, wszak nie była do tego przyzwyczajona i nie rozumiała, dlaczego zaufała mu wtedy tak szybko, skoro z trudem zdobywała się na podobne gesty wobec ludzi.
Gorąca dłoń, wyraźnie parząca rękę Mulcibera, wcale jej nie zaskoczyła, bowiem od dłuższej chwili czuła, że coraz bardziej traci nad sobą panowanie. Niezależnie od tego, ile ćwiczyła, by móc panować nad swoimi kaprysami i gniewem, te wciąż były nieodłączną częścią jej wilej natury, której nie była w stanie oszukać, choćby nie wiem co. Wcześniej nie dawał jej powodów do gniewu, tak dużego, by prezentować tą zdecydowanie mniej przyjemną stronę potomkiń, kiedy stawały się zagrożeniem dla najbliższego otoczenia, a jednocześnie jego słowa były dość zaskakujące. Przecież wiele osób zdawało sobie sprawę z półwilego charakteru, jak i konsekwencji wyprowadzenia ich z równowagi - jednak nadzieja na to, że w końcu da jej spokój, szybko ulotniła się w powietrzu, wraz z ponownym chwyceniem jej ręki. Pozorna wolność uciekła, zabolało, o wiele bardziej, niż dotychczas, zaś szorstka skóra męskiej dłoni przypominała teksturą papier ścierny, raniący jej i tak już mocno zaczerwieniony nadgarstek. Nie zamierzała błagać, ani poniżać się przed nim, zamiast tego wolną dłonią złapała jego rękę, która w tym samym momencie wbiła różdżkę w brzuch. Swojej nie była w stanie sięgnąć.
Kolana Francuzki ugięły się, gdy poczuła ból w okolicy brzucha, przypominający do złudzenia przypalenie świeczką. Jej usta wykrzywił ogromny grymas i chociaż nie zaczęła wrzeszczeć, tak im dłużej różdżka wbijała się w jej brzuch, tym bardziej wpijała paznokcie w dłoń Ramseya, dodatkowo ją raniąc. Nawet teraz nic nie odbierało jej uroku, łącznie z łzami zbierającymi się w kącikach oczu. - Dość. - Wydusiła poprzez zaciśnięte zęby, rozluźniając swoją drżącą dłoń.

gniewam się +30




and I can make you love me
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Mistrz gry
n/d
n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   13.03.18 1:22

The member 'Solene Baudelaire' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 20


Powrót do góry Go down
Ramsey Mulciber
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t2225-ramsey-mulciber https://www.morsmordre.net/t2290-greyjoy-aka-fetor#34823 https://www.morsmordre.net/t2283-sorry-not-sorry#34612 https://www.morsmordre.net/f137-pokatna-3-6 https://www.morsmordre.net/t2326-ramsey-mulciber
Niewymowny
30
Czysta
Kawaler
When I hear that trumpet sound I'm gonna rise right
out of the ground.
There ain't no grave can hold my body down.
20
20
0
0
0
43
5
3
Jasnowidz

PisanieTemat: Re: Ławka nad rzeką   16.03.18 13:55

Była łatwowierna — nic się nie zmieniła. Zniewalająco piękna i tak samo łatwa do rozegrania. Wystarczyły słowa, odpowiednie słowa do danej sytuacji, aby obrócić ją na jej korzyść lub przeciwko niej. Jej błyszczące oczy wciąż mówiły wiele, tym razem żalu i rozczarowania. Tym właśnie dla niej był? Pomyłką? Rozczarowaniem? Ta myśl bawiła go nawet bardziej, wyzwalał w niej emocje o wiele silniejsze od słodkiej miłości. Nienawiść potrafiła niszczyć, siała spustoszenie, pozostawiała wszędzie swoje piętno. Była zła i piękna, a teraz czuł ją na sobie,a swojej prawej dłoni, którą rozpalał gorąc. Poczuł je po raz drugi. Puścił jej nadgarstek i cofnął ramię w tył, choć nie wykonał przy tym żadnego kroku. Dłoń parzyła; była czerwona, pokryła się brzydkimi wybroczynami, za moment pojawią się pęcherze wypełnione posoką, a po dwóch dniach wsiąkną, a skóra z niej zejdzie. Będzie musiał odwiedzić uzdrowiciela, będzie musiał odwiedzić Cassandrę.
— Powinnaś częściej się złościć — szepnął cicho i łagodnie, zupełnie jak wtedy, gdy szeptał jej: — Wyglądasz pięknie.— Poparzoną i obolałą dłoń wyciągnął ku niej, a jej wierzchem dotknął jej policzka z niezwykłą delikatnością. Uśmiechał się pewnie i szyderczo. Nie obiecywała mu, że nigdy nie stanie się ofiarą jej genów? Był pewien, że zdecydowanie prędzej niż później doprowadziłby do tego, by spróbowała użyć na nim swojej sugestii.  Ale to nie miało dlań żadnego znaczenia. Ostatecznie i tak czyniła to, na co miał ochotę. Obserwowanie jak kaja się i kuli pod wpływem zaklęć, o których istnieniu nawet nie wiedziała, a więc nie mogła nawet przypuszczać czym były i jaką cenę ze sobą niosły, nie sprawiały mu zbyt wiele radości. Zaklęcie było wyłącznie bodźcem, który sprawił, że zgodnie z jego wolą, uczyniła mu to ponownie. Pozwoliła mu czuć, że żyje. Naprawdę. jej łzy były zaś wyjątkowo urocze. Zbierające się w kącikach i szklące jej błękitne oczy nadawały tej sytuacji patetyzmu. Czuł się uwznioślony, gdy z szarmanckim uśmiechem powoli zmieniał się w kłęby czarnego dymu. Dosłownie rozpływał się w powietrzu, w ciemności, która wypełniała jego żyły i pustce, która huczała w jego sercu.

| zt
181/211





Not a spell gonna be broken with a potion or a priest. When you're cursed, you're always hoping that a prophet would be grieved. When the fires, when the fires have surrounded you. With the hounds of hell coming after you. I've got blood. I've got blood on my name

Powrót do góry Go down
 

Ławka nad rzeką

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Ławka nad rzeką
» Rzeka Severn

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of Westminster-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg

Morsmordre 2015-18