Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Kryjówka leśnego człowieka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Kryjówka leśnego człowieka   04.12.16 1:04

First topic message reminder :

Kryjówka Leśnego Człowieka

Nikt do końca nie wie, kim jest Leśny Człowiek - wielu powątpiewa nawet w jego istnienie. Jedni twierdzą, że jest oswojonym wilkołakiem, który z jakiegoś powodu nigdy nie atakuje czarodziejów, inni mówią, że to czarownica zamieniona dziesiątki lat temu w potwora okrutną klątwą. Jakakolwiek nie byłaby prawda - ludzie twierdzą, że napotykają Leśnego Człowieka. Również mugole - ale tym nikt nie wierzy. Podania są zawsze takie same - wygląda jak przerośnięta małpa o dziwnie ludzkiej twarzy.
Czuwa w miejscu oddalonym od miasta, w głębokiej kniei, na polanie osłoniętej z czterech stron wysokimi drzewami, opodal ciemnej jaskini. Rzuć kością k6:

1: Zza drzew wyłania się Leśny Człowiek, który natychmiast rzuca się do ataku. Musisz uciekać.
2: Spotykasz Leśnego Człowieka, który początkowo się skrada, ale po kilku minutach czuje się pewniej i podchodzi bliżej ciebie. Dotyka twojego ubrania, twoich kieszeni - jeśli znajduje w nich jedzenie, zabiera je i odchodzi, nie jesteś w stanie go wyśledzić.
3-5: Nie spotykasz Leśnego Człowieka.
6: Spotykasz Leśnego Człowieka, który zachowuje się przyjaźnie. Jeśli masz przy sobie aparat, możesz zrobić sobie z nim zdjęcie, do którego zapozuje, uśmiechając się od ucha do ucha.
Lokacja zawiera kości.


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#171505
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
See you on the Western sky
On the best of nights
Out in the dark
You always seem to come my way
Come and take your shape
Out on the stars
I really wanna know your name
See your face
Know who you are, who you are
OPCM : 25
UROKI : 18
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   19.06.17 15:13

Wiosną zmieniał się cały krajobraz, wydawało się, że przyroda nabierała rumieńców, choć te rumieńce były raczej zielone. Po miesiącach zimy, kiedy dni były krótkie, a wszystko pokrywała warstwa białego śniegu, pierwsze oznaki nadchodzącej wiosny musiały budzić nadzieję i radość. Doskonale te zmiany widać było w lesie, gdzie rozpoczynały się wielkie zmiany. Jayden widział je już jakiś czas temu, gdy będąc praktycznie codziennie pośród konarów Zakazanego Lasu razem z centaurami. Owszem. Nawet w tak przerażającym miejscu, jakim był teren dookoła Hogwartu istniały cztery pory roku. Na pierwszy rzut oka widać było jedynie ciemność i mgłę, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się można było przyuważyć zieleń. Będąc w London Borough of Waltham Forest, Vane również i na tych drzewach widział rozwijające się pąki. Na razie nieśmiałe w kilka dni miały rozwinąć się w młode listki. Za każdym razem gdy podnosił głowę, słyszał nad głową szalejące ptaki. W tym czasie szukały odpowiedniego miejsca na gniazda i widać sprawiało im to nie lada kłopot. Skakały między gałęziami i głośno się nawoływały, nadając okolicy cudownego nastroju. Mając nad sobą taki niebiański koncert nawet kolejne zgubienie drogi nie było przykrością. A na pewno nie dla kogoś takiego jak Jay. Czasem jednak wydawało mu się, że śpiewacy kłócili się między sobą, kto pierwszy dostrzegł jakieś świetne miejsce i komu się ono należy.
Dając się pochłonąć po raz kolejny przyrodzie, Vane przystanął, chcąc pomyśleć, w którym kierunku powinien się udać. Przyszedł stamtąd, więc miał jeszcze trzy możliwości. Pytanie jednak brzmiało która z nich była najlepsza? Nie musiał długo czekać, gdy usłyszał jakieś odgłosy między pobliskimi zaroślami, a później czyjś głos. I to w sumie znany sobie głos. Jayden schował mapy do torby, którą jak zawsze nosił zawieszoną na ramieniu i skierował się do krzaków jałowca, jeśli się nie mylił. Pomona zapewne wiedziałaby od razu, ale akurat każde z nich było specjalistą w innej dziedzinie i nie mogli konkurować pod tym względem. Gdy JJ przedarł się na drugą stronę, stanął oko w oko z wygrzebującym się ze ściółki mężczyzną. Zaraz też wyciągnął rękę w jego stronę, oferując pomoc. Najwidoczniej nie był tutaj sam. Początkowo myślał, że może znalazł swoją poszukiwaną osobę. Gdy tamten wstał, szybko jednak okazało się, że daleko było młodemu towarzyszowi do staruszka zafascynowanego astronomią. Zabawne, bo Jay'owi zaczął on przypominać...
- Lord Black? - rzucił, nie będąc pewnym czy dobrze rozpoznał mężczyznę, którego spotykał od czasu do czasu na korytarzach Świętego Munga. Może był to jedynie ktoś podobny, bo kto z jego statusem kręciłby się po lesie i pakował w stos liści? Zaraz jednak podniósł spojrzenie nad ramieniem uzdrowiciela, by spojrzeć w drzewa za jego plecami. Wydawało mu się czy był to tylko szum wiatru?




She's the flowers
But she's also the rain
She's the beauty of the day
with the smile full of pain


Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   19.06.17 15:13

The member 'Jayden Vane' has done the following action : rzut kością


'k6' : 4


Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 42
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   22.06.17 12:10

Czułem się źle, taki zbłąkany, zdenerwowany, rozkojarzony. Chciałem tylko wrócić czym prędzej do domu, ale los płatał mi nieprzerwanie figla. Kiedy się potknąłem, myślałem, że to już koniec upokorzeń na dzisiejszą noc. Bardzo się myliłem. Dosłyszałem zza siebie szum krzewów i wtedy dotarło do mnie, że mógłbym być wspaniałym daniem dla okolicznych, dzikich zwierząt. Leżałem jak długi niemal na środku polany; choćbym chciał nie dałbym rady uciec przed jakimkolwiek zagrożeniem. Mogłem jedynie sięgnąć po różdżkę i próbować walczyć z… parteru. Nie zdążyłbym się zerwać do pionu oraz użyć magii, zwierzęta są niesamowicie sprytne oraz szybkie. Postanowiłem więc zaopatrzyć się w magiczną broń, ściskałem ją już nawet w ręku kiedy usłyszałem pytanie. Dzikie, krwiożercze bestie raczej nie mówią ani nie rwą się do dialogu, dlatego skołowany patrzyłem na mężczyznę, który dosłownie wyrósł jak spod ziemi. Zmarszczyłem brwi czując narastające zażenowanie; nie dość, że mnie znał, to jeszcze widział mnie w tak wstydliwej sytuacji. Chwyciłem jego dłoń wspierając się na niej oraz unosząc w górę, ale nie byłem tym wszystkim zachwycony. Pewnie nawet zaróżowiły mi się policzki z tego ambarasu, który wolałbym, by nigdy się nie wydarzył.
- Pan Vane – odpowiedziałem w ramach przywitania, z ukosa patrząc na mężczyznę, ale teraz zajmowałem się otrzepywaniem z leśnych brudów. – Dziękuję – dodałem, bo tak wypadało. Nie miałem nic do tego mężczyzny, byłem mu nawet wdzięczny, że mnie znalazł, choć z pewnością nie miał takiego planu, ale wewnętrzne poczucie krzywdy oraz upokorzenia było silniejsze od ulgi bądź zadowolenia z powodu braku konieczności przedzierania się przez te wszystkie rośliny. Obejrzałem go teraz dokładniej, choć niewiele było widać; wyglądał jakby szykował się na jakąś niesamowicie długą wędrówkę.
- Co pan tu robi? – spytałem więc, postanawiając, że nie będę się domyślał. – Znalazłem się tu przypadkiem. I chyba zbłądziłem. Wie pan co to za jaskinia? – podjąłem dalszy temat, na chwilę obracając się oraz wskazując na jamę niedaleko nas. Przestąpiłem też nawet kilka kroków w jej kierunku, trochę mało rozsądnie. Powinniśmy iść w przeciwnym kierunku by trafić do jakiejkolwiek cywilizacji, ale może to właśnie tego szukał niespodziewany podróżnik. – Jest pan krewnym panny Jocelyn Vane? – zadałem nagle kolejne pytanie, niemające związku z tym niespodziewanym spotkaniem. Dopiero teraz połączyłem zbieżność tych nazwisk, do tej pory raczej nie przywiązywałem uwagi do nazwisk stażystów, ale ostatnio pracowałem z nimi coraz częściej, więc chcąc nie chcąc część z nich zapadła mi w pamięć.




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   22.06.17 12:10

The member 'Lupus Black' has done the following action : rzut kością


'k6' : 4


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#171505
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
See you on the Western sky
On the best of nights
Out in the dark
You always seem to come my way
Come and take your shape
Out on the stars
I really wanna know your name
See your face
Know who you are, who you are
OPCM : 25
UROKI : 18
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   24.06.17 20:02

Ale nie tylko ptaki przygotowywały się do nowego sezonu jak szalone. Niewiele ciszej zachowywały się wiewiórki. Choć one i w zimie nie należały do zbyt dyskretnych. Jayden pamiętał jak szalały nad chatką dziadka i zrzucały szyszki już objedzone z nasion na ziemię. Wraz z cieplejszymi dniami wychodziły ze swoich kryjówek i przyglądały się wszystkiemu ciekawie. Te rude strażniczki lasu jeszcze teraz gdzieś śmigały Vane'owi między konarami. Chociaż też ciężko było je dostrzec, jeśli tego nie chciały. Potrafiły przez kilka minut siedzieć niemal nieruchomo, by po chwili czmychnąć gwałtownie na sam czubek drzewa, albo nawet na koniec lasu. Astronom lubił i znał lasy, chociaż niekoniecznie musiał przepadać za dziedziną jaką było zielarstwo. Nigdy nie mówił tego Pomonie, bo pewnie by się obruszyła, ale starał się poznawać naukę nie tylko pod aspektem astronomii - a ogólnego jej postrzegania. Wliczało się w to również i rozpoznawania roślin i ich działania. Tylko Jay nigdy nie był asem, jeśli chodziło o florę czy faunę.
Nie przeszkodziło mu to jednak rozpoznać człowieka pomiędzy wytworami natury. I to znanego sobie człowieka. Jak się okazało Vane dobrze zapamiętał tę twarz z korytarzy szpitalu Świętego Munga. Akurat on nigdy nie zacząłby paplać na prawo i lewo, że przyłapał lorda Blacka na takiej wstydliwej dla niego sytuacji. Zresztą to nie było nic strasznego i każdemu zdarzało się upaść. Niekoniecznie w stos liści, ale co było w tym takiego złego? No, nic. Nie rozmyślał jednak o tym ani przez chwilę, pomagając mężczyźnie wstać. W pewien sposób przyjęcie przez Lupusa jego pomocy było czymś miłym. Zawsze mógł odrzucić ofertę i samemu próbować się jakoś podnieść. Najwidoczniej jednak duma nie zapanowała nad tym człowiekiem całkowicie jak twierdzili niektórzy. Właśnie dlatego nie było sensu słuchać ani wierzyć plotkom. Jayden wiedział, że każdy człowiek nie jest takim jakim go malują inni i wolał się przekonać na własnej skórze co to oznacza spotkanie z kimś podobnym. Do tego Vane'a trudno było do siebie zrazić. Szczególnie że był nieuleczalnym optymistą.
- Nie ma pan za co dziękować - odparł, machnąwszy ręką. Otóż tak. Lord miał całkowitą rację. JJ akurat zawsze wyglądał jakby szykował się w daleką podróż. Ta sama skórzana torba zawieszona przez ramię, mapy nieba w kieszeniach płaszcza, szeroki, dziecięcy trochę uśmiech. - Szukam pewnego historycznego astronoma, a ostatnia wiadomość o jego miejscu pobytu dotyczy właśnie tego lasu. Tylko coś ciężko go znaleźć. Szczególnie że już trochę tutaj chodzę - odparł na pytanie Jay, wzruszając ramionami i odgarniając lekko przydługawe włosy. Dopiero gdy jego towarzysz wspomniał o jaskini, skierował tam spojrzenie i otworzył szerzej oczy. - No, proszę. Absolutnie nie wiem co to za grota, ale z chęcią ją sprawdzę. Niech pan tu poczeka, a ja się rozejrzę - rzucił z przekonaniem gotowy do działania. Może tam chował się sławny mag? Zatrzymał się jednak przed wejściem w nieznane, gdy usłyszał imię kuzynki. - Tak. To moja cioteczna siostra. Jest stażystką w Mungu, ale to chyba już pan wie - zaśmiał się lekko, po czym wkroczył w ciemność. Szybko wyciągnął różdżkę i wyszeptał odpowiednie zaklęcie. Okazało się, że nie była to płytka grota, a długa zatęchła jama, na której końcu jawiło się jasnozielone światło. Cóż to mogło być?




She's the flowers
But she's also the rain
She's the beauty of the day
with the smile full of pain


Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 42
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   07.07.17 11:59

Każdy czasem popełnia błędy, ale w jednych środowiskach są one bardziej akceptowane, a w innych mniej. Żyjąc w społeczeństwie arystokratycznym, przekonanym o swojej wyższości oraz w szczególności nosząc nazwisko Black, w pewnym sensie zobowiązany byłem do przestrzegania pewnych wytycznych, by nie powiedzieć nakazów. Wymagano ode mnie wiele, choć może nie aż tak jak od starszych braci, ale nadal sporo. Nie powinienem nigdy pokazywać ani swoich słabości, ani pozwolić sobie na pomyłkę; ewentualnie sprytnie ją zatuszować i szybko się poprawić. Bez żadnych świadków. Dlatego tamta sytuacja wyprowadziła mnie z równowagi czyniąc człowiekiem niepewnym siebie. Zażenowanym, rozdrażnionym własną lekkomyślnością. Nie powinno mnie tu być. Nie byłem przygotowany do spacerów po lasach, w dodatku tak mocno mi nieznanych. Nie przyszedłem tutaj też na wycieczkę krajoznawczą lub na ryzykowanie życiem skoro niedaleko miała istnieć jaskinia skrywająca pewien sekret. Powinienem być już w domu, zająć się papierkową robotą, historią magii lub nawet snem, a zamiast tego włóczyłem się w nieznanym mi miejscu w nieznanym celu. Teleportacja zawiodła, a moje rosnące zdenerwowanie nie sprzyjało deportacji z tej dziwnej polany. Mogłem mieć tylko nadzieję, że Vane był gentlemanem, a co za tym idzie, nie będzie paplał na prawo i lewo o moim upadku. Nie wyglądał na takiego, ale nie znaliśmy się zbyt dobrze, trudno byłoby więc zaufać sobie nawzajem. Choć ja nie miałem zbyt dużego wyboru; jeśli nie będę się go trzymał, z pewnością się zgubię lub zostanę pożarty przez zwierzynę. Odłożyłem więc do kieszeni wszystkie wątpliwości, kiwnąłem jedynie głową.
Słowa mężczyzny potwierdziły moje przypuszczenia, nie był w tym miejscu przypadkiem. Miał określony cel co do swojej podróży. Nie miałem ochoty spotykać żadnego starego astronoma (choć tylko przez okoliczności, w normalnych warunkach chętnie bym wybrał się razem z nim), ale chyba musiałem się podporządkować tym planom jeśli chciałem przeżyć, a w przyszłości się stąd wydostać. Nie wiem tak naprawdę co mnie podkusiło z tą jaskinią, która mogłaby równie dobrze okazać się schronieniem jak i wyrokiem.
- Może w dzień byłoby łatwiej – rzuciłem uprzejmą uwagą. Jasne, że w dzień nie widać gwiazd, ale przecież zawsze można poczekać do wieczora. – Dlaczego ktoś taki miałby mieszkać w lesie? – spytałem chwilę później spoglądając na mężczyznę ze zdziwieniem. Wydawało mi się to wszystko mocno nielogicznym, ale nie oponowałem, po prostu podążyłem kawałek za nim, mówiąc jednocześnie o grocie jak i stażystce. – Tak. Dziwne, że nie skojarzyłem nazwiska – mruknąłem oglądając się za siebie. W pierwszym momencie naprawdę chciałem tu zostać na czatach, ale odległe wycie wilka otrzeźwiło mnie na tyle, by nie dostosować się do tej prośby. – Będę osłaniał tyły – stwierdziłem na głos, choć bez przekonania, krocząc za nauczycielem. Również dostrzegłem światło; aż oczy rozszerzyły mi się ze zdziwienia.
- To chyba niebezpieczne tam iść? – spytałem dość nerwowo. W miejscu panowała przerażająca, niezmącona niczym cisza, co tylko potęgowało upiorną atmosferę. Zacząłem się denerwować, serce biło jak oszalałe; nerwowo zerkałem to na przód, to na tył, a różdżki ścisnąć już chyba mocniej nie mogłem. Tak bardzo chciałem wrócić do domu!




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#171505
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
See you on the Western sky
On the best of nights
Out in the dark
You always seem to come my way
Come and take your shape
Out on the stars
I really wanna know your name
See your face
Know who you are, who you are
OPCM : 25
UROKI : 18
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   10.07.17 17:45

Jayden jak szybko zobaczył lorda Blacka w dość niezręcznej i niecodziennej sytuacji, tak od razu o tym zapomniał, gdy mógł wejść do jaskini. Ciężko było mu się skupić na detalach, jeśli nie dotyczyły one astronomii. A przypadkowe potknięcie spotkanego mężczyzny na pewno nie miało zmienić jego życia. Każdemu zdarzały się podobne chwile i nie było w tym nic niezwykłego. Życie było za krótkie, żeby wytykać wszystkim nawet najmniejsze błędy. I nie trzeba było być gentlemanem, by to wiedzieć. Jay uśmiechnął się pokrzepiająco do przypadkowego towarzysza, chcąc jakoś go rozluźnić, bo wyglądał na nieco spiętego. Zapewne nie wybrał się na długi spacer... A może zwyczajnie nie wyglądał na miłośnika samotnych wypraw w dalekie leśne ostępy? Cóż. Vane nie znał mężczyzny i spotykał go jedynie od czasu do czasu na korytarzach Szpitala Świętego Munga, gdy wpadał odwiedzić tatę w pracy. Nie zamienili ze sobą chyba więcej słów niż zwyczajowe, kulturalne przywitanie i spytanie o samopoczucie. Chociaż akurat JJowi nie przeszkadzał ten fakt, bo dla niego zwykłe, codzienne uprzejmości były czymś, co zbliżało do siebie każdego człowieka i mogło poprawić mu dzień.
Nie zabraniał odejść towarzyszącemu mu na razie lordowi Blackowi, ale najwyraźniej ten nie chciał za to odstępować chwilowo profesora na krok. Jayden przyjął ten fakt z szerokim uśmiechem. Bo przecież im więcej tym weselej, prawda? Nie obserwował jego mimiki, bo od razu wkroczył do jaskini. Szczególnie że zaczynało kropić, a lepiej było im skryć się przed deszczem. Nie, żeby miał coś przeciwko zmoknięciu, ale z towarzystwem nie miał tak pełnej swobody jak normalnie. Zresztą grota go zaciekawiła. Nie słyszał żadnych dzikich, urywanych oddechów dzikiego zwierzęcia. Vane'a jednak chroniła jakaś przezorność losu i nigdy podczas jego eskapad nie działo mu się nic złego. Było to szokujące dla niektórych, że jeszcze żył, ale wszechświat jakby dawał profesorowi do zrozumienia, że jeszcze nie teraz.
- Zapewne. Możliwe że wybrałem niemądrze, szukając popołudniu do wieczora - odparł na słowa lorda Blacka. Nie brał jednak pod uwagę wielu aspektów, które wzięliby inni, dlatego właśnie był tak roztrzepany jak mówiono. - Najświeższe informacje donosiły, że wyniósł się tutaj by móc uciec od zgiełku i w spokoju obserwować gwiazdy. A czemu grota? Cóż. Lepsza ona niż otwarty las - stwierdził, wzruszając ramionami. Zresztą zaciekawiło go to światło. Jay był jak owad, który zwyczajnie nie mógł przestać iść w stronę czegoś jasnego i interesującego. Oczy skrzyły mu się jak małemu dziecku, gdy zbliżał się tak krok po kroku. - Jeszcze pracuje tam mój ojciec i stryj - rzucił przez ramię w odpowiedzi, chociaż nie skupił się na słowach Lupusa za bardzo. - Co mówiłeś? - spytał nagle, w ogóle odlatując duchem. Zaraz jednak usłyszał, że to niebezpieczne, co kazało spojrzeć na towarzysza. - Dlaczego? - rzucił szczerze zaskoczony Jayden, przenosząc światło różdżki za siebie na mężczyznę. Zaraz jednak zielonkawa łuna za jego plecami zamigotała i znów zainteresował się nią dość intensywnie. Nie czekając na reakcję lorda, poszedł w tamtym kierunku i nagle stanął oko w oko z dziwną jasnością. Zasłonił oczy, by jakoś się od tego odciąć i być może nawet krzyknął, wzywając imienia Merlina. Po jakiejś chwili jednak odsunął rękę od twarzy, by zerknąć na dziwny przedmiot. Był podłużny, a z jego końca wychodziło ów zielone światło. Vane przekręcił głowę, po czym podszedł bliżej. Cóż to mogło być? - Wie lord co to? - spytał, przypominając sobie nagle o obecności mężczyzny i pokazując mu latarkę, chociaż nie mógł wiedzieć czym była.




She's the flowers
But she's also the rain
She's the beauty of the day
with the smile full of pain


Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 42
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   17.07.17 9:57

Jedni zapominają szybko, inni rozpamiętują bez końca nawet błahe głupoty; wszystko było kwestią podejścia do życia. Byłem drobiazgowy, musiałem być. Rozliczano mnie ze wszystkiego, a uzdrowiciel z natury powinien być dociekliwy oraz skrupulatny. To wszystko przekładało się na cechy charakteru. I to właśnie dlatego sądziłem, że Jayden będzie mnie oceniał oraz rozliczał z tego, co widział. Nie mogłem wiedzieć, że go to nic nie obchodziło, nie znałem go przecież. Był zupełnie innym typem człowieka, wydawało się, że nieskrępowanym żadnymi konwenansami. Jego kuzynka wydawała mi się zupełnie inna, choć to równie dobrze można było zrzucić na płeć, jednak nie wszystko. Dlatego kluczyłem po ciemku nie tylko dosłownie, ale też w przenośni. Nie umiałem zmienić perspektywy patrzenia na tę sytuację, po prostu była dla mnie żenująca, co miałem pewnie dość długo rozpamiętywać. Mierzyłem wszystkich swoją miarą, o ile nie przekraczali pewnego pułapu bycia gorszym; gdybym spojrzał na siebie z zupełnie odmiennej strony, jako postronny obserwator, uznałbym swoje życie oraz poglądy za niesamowicie smutne oraz płytkie. Jednak tego zrobić nie mogłem.
Przeklinałem w duchu swój los, że musiałem znaleźć się w tak bezsensownym miejscu o tak bezsensownej porze. Dobrze, że towarzystwo okazało się być mniej nieznośnym niż cała ta sytuacja. Pomimo, że nie mogliśmy bez skrępowania tak zwyczajnie porozmawiać. Napędzała nas adrenalina oraz chęć dowiedzenia się prawdy o tajemniczej grocie. I choć byłem bardziej skupiony na interakcjach z drugim mężczyzną, to ten wydawał się być zainteresowany wszystkim dookoła poza moimi słowami. Zwykle się tak nie zdarzało, to była kolejna nowość wprowadzona do mojego dość ograniczonego życia.
- Tak długo pan już chodzi po tym lesie? – spytałem szczerze zdziwiony, czego nawet nie próbowałem tuszować. Uniosłem wysoko brwi nie dowierzając w to co słyszę. – Mam nadzieję, że wie pan gdzie jest i się nie zgubił? – dodałem trochę już wystraszony. Do tej pory żyłem nadzieją, że Vane nad ranem, kiedy będzie już widno, odeskortuje nas choćby w miejsce, z którego można się teleportować. Nagle okazuje się, że to były mrzonki i to takie, które powodują gęsią skórkę oraz masę gorączkowych pytań.
- Ach tak – odparłem nieprzytomnie, nie wiadomo na które ze stwierdzeń mężczyzny. Teraz to ja byłem w swoim świecie: pełnym obaw oraz poszukiwania wyjścia z beznadziejnej sytuacji. – Nie wiem, ta łuna świetlna nie wygląda bezpiecznie – mruknąłem jedynie kiedy zbliżaliśmy się do źródła jasności w jaskini. Podszedłem bliżej trwając w napięciu oraz zaciskając różdżkę tak mocno, że aż bolały mnie palce. Musiałem być przygotowany na wszystko, co najgorsze. Dziwny przedmiot, który ujrzałem, nic mi nie mówił. Wyglądał groźnie. Skrzywiłem się; skoro Jayden nie wiedział co to, to chyba musiało być to coś należącego do szlam.
- Nie mam pojęcia co to – rzuciłem trochę zniesmaczony, a trochę niezainteresowany. Zacząłem oglądać się wokół w poszukiwaniu czegoś innego, ciekawszego. Może to był błąd, bo równie dobrze mogła tak świecić jakaś mugolska broń zagłady, ale zignorowałem to. Na jednej ze skalnych półek dostrzegłem dziwną figurkę zwierzęcia. Przy oglądaniu jej niechcący coś wcisnąłem, przez co ta figurka zaczęła wydawać niepokojące dźwięki. W pierwszym odruchu aż krzyknąłem wystraszony, nie wiedząc co to, a przedmiot upadł na podłogę, trochę się nadłamując, ale za to nie przestając dzwonić. Co to do licha było za miejsce?!




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-molto-bene-workout-budowa#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-jayden-vane#95083 https://www.morsmordre.net/f324-hogsmeade-mieszkanie-nr-17 https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane#171505
Zawód : astronom, profesor w Hogwarcie (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
See you on the Western sky
On the best of nights
Out in the dark
You always seem to come my way
Come and take your shape
Out on the stars
I really wanna know your name
See your face
Know who you are, who you are
OPCM : 25
UROKI : 18
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   19.07.17 9:06

Jay nie chciał być w żaden sposób niemiły bądź impertynencki w stosunku do podążającego za nim lorda. To że go nie słuchał nie wynikało z niechęci czy, nie daj Boże, specjalnej ignorancji towarzysza. Zwyczajnie komuś takiemu jak Vane, gdy coś go zaciekawiło, ciężko było się skupić na czymkolwiek innym. Ci, którzy znali go nieco dłużej, wiedzieli o tym i nie denerwowali się, gdy spytał o czym w ogóle rozmawiają. Nie miał pojęcia, że Lupus to zauważył, to jego roztrzepanie i brak uwagi, ale gdyby o tym wiedział, zacząłby przepraszać i miałby nadzieję, że mężczyzna nie poczuje się urażony. W końcu jeśli był uzdrowicielem musiał być niezwykle inteligentny, oczytany, a do tego szlachcice odbierali porządne wykształcenie, co sprawiało, że już na wejściu był interesującą personą. Na pewno posiadał wielką wiedzę i przewyższał w niektórych dziedzinach również Jaydena. Oznaczało to jedynie, że należał mu się szacunek i JJ zdawał sobie z tego absolutną sprawę. Sęk w tym że to zielonawe światło niezwykle go pociągało i nie mógł nic na to poradzić. O swojej małej wtopie mógł pomyśleć później lub w ogóle jej nie zauważyć - zależało od dnia i stopnia roztrzepania profesora.
- Ależ tak - odparł, nie widząc w tym nic dziwnego. - Oczywiście nie chodzę i nie kręcę się bez celu, bo to by było niezwykłe marnowanie czasu. Sprawdzałem jeszcze aktualny kąt nachylenia Słońca do Ziemi, poprawiałem niektóre obliczenia, nawet ogarnąłem parę studenckich prac - rzucił i poklepał swoją ulubioną skórzaną torbę, która wisiała na jego ramieniu. Oj, tak. Bo jeśli Jayden by tak sobie folgował w pracy, to nigdy by nie napisał książki ani nie pracowałby już w Hogwarcie, gdzie musiał być dostępny i niezastąpiony. A na razie mu się to udawało i to w bardzo dobry sposób. - Proszę się nie martwić. Wiatr wieje z odpowiednią prędkością, więc za jakieś pół godziny do czterdziestu minut przegoni chmury, zasłaniające mi widok odpowiednich gwiazd, a wtedy bez problemu znajdę drogę do bardziej ucywilizowanego miejsca - odparł z uśmiechem. Zaraz jednak znów przeniósł uwagę na łunę. - Niebezpiecznie? - powtórzył za swoim towarzyszem, ale w kilka chwil później trzymał to dziwactwo w dłoni i trochę nie wiedział, co z tym zrobić. Mogło to kiedyś go zgubić - ta ciekawość i brak strachu, chociaż na razie nic takiego się nie działo, a w dużej mierze były one nagradzane nowymi odkryciami czy znajomościami. Posiadał jednak tę cząstkę poszukiwacza przygód po swoim dziadku, a także rodzinie ojca. Musiał się jednak dzisiaj przejechać, bo nie zdobył nic nowego prócz towarzystwa. - Więc to jakieś mugolskie ustrojstwo - powiedział z niemałym zawodem w głosie. Znaczy, nie żeby go to nie interesowało, ale spodziewał się spotkać swojego astronoma. A nie przedmiot i to jeszcze martwy. Zostawił go na swoim miejscu i chciał wychodzić, gdy podskoczył na dźwięk przypominający ryk lwa. Odwrócił się do lorda Blacka, który cały zesztywniały, wpatrywał się w miniaturkę zwierzęcia. Najwidoczniej to właśnie ono wydawało te odgłosy. - Na Merlina - rzucił Jayden, mrużąc oczy i patrząc na dziwactwo. - Jak to w ogóle się odzywa? To przecież nie żyje - mruknął, nie wiedząc, że jego towarzysz najchętniej wyciągnąłby go już z jaskini i wrócił do cywilizacji czym prędzej.




She's the flowers
But she's also the rain
She's the beauty of the day
with the smile full of pain


Powrót do góry Go down
Lupus Black
avatar

Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
Jednostka badawcza (Rycerze Walpurgii)
https://www.morsmordre.net/t4105-lupus-black https://www.morsmordre.net/t4189-lupusowa https://www.morsmordre.net/t4188-lupus#84660 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t4464-skrytka-bankowa-nr-1060#95257 https://www.morsmordre.net/t4398-lupus-black#94303
Zawód : Uzdrowiciel na oddziale urazów pozaklęciowych
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
"Znaj z odzieży - rzekł człowiek - co jestem, co mogę".
Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury;
"Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry".
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 42
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   25.07.17 12:30

Zapomniałem astronomii, dawno jej nie używałem; będę musiał koniecznie przypomnieć sobie braki, o których teraz wolałem nie mówić. W ogóle nie powinienem mieć żadnych słabości, ale prawda była taka, że nauka anatomii całkowicie przysłoniła moje inne zainteresowania bądź zwyczajną chęć pogłębiania wiedzy z innych dziedzin. Nawet staranne rozrysowywanie drzew genealogicznych arystokracji stanowiło raptem niewielki ułamek mojego wolnego czasu. To wszystko dlatego, że nie miałem go zbyt wiele. Praca uzdrowiciela pochłaniała ogromną ilość upływających godzin jak nie dni. Nawet w domu musiałem pracować. Na sukces trzeba było ciężko pracować. I to właśnie ten strach przed brakiem umiejętności oraz wydania tego sekretu na światło dzienne tak mnie zestresował. W końcu dlaczego nie mógłbym sam się skierować do tejże cywilizacji? No właśnie. Mężczyzna wydawał się być tym albo niezainteresowany, albo tego nie zauważył. Uspokoił mnie swoimi słowami. Czyli jeszcze kilkadziesiąt minut tułaczki po tej jaskini. Pozostało wierzyć, że nic nas tutaj nie pożre żywcem lub nie znajdziemy się w gorszych tarapatach.
Odetchnąłem, choć pozostawałem czujny w obliczu możliwego niebezpieczeństwa, do którego sami się wpakowaliśmy. Skinąłem głową, później poświęcając się rozglądaniu po wnętrzu groty. Potwierdzenie dotyczące szlamowatego przedmiotu wywołała we mnie niekontrolowany dreszcz obrzydzenia. Starałem się dłużej nie patrzyć na to coś, co uporczywie świeciło. Za to ten przedmiot, który jeszcze przed chwilą miałem w dłoni… on w takim razie też musiał być niemagiczny. To było okropne. Czułem się jak w najgorszym koszmarze. Rozejrzałem się czy przypadkiem jakieś szlamy nie nadchodzą nas pożreć. Trudno było mi powstrzymać grymas widniejący na twarzy. W dodatku to coś nie przestawało dziko dzwonić.
- Nie mam pojęcia, to straszne. Nie dotykajmy niczego więcej – stwierdziłem szybko, może trochę nerwowo. Pragnąłem po prostu, żeby ten przedmiot zamilknął na wieki. – Confundus! – rzuciłem rozdrażniony licząc się ze zniknięciem światła na końcu różdżki. Promień zaklęcia trafił w ryczącą figurkę, która wydała z siebie jeszcze kilka jękliwych, wysokich tonów, milknąc za chwilę na wieki. Odetchnąłem z tą świadomością.
Pokręciliśmy się jeszcze trochę po tym miejscu, nie dotykając już niczego. Chmury faktycznie nie przysłaniały już nieba. Wypadliśmy na jakąś drogę, skąd już można było się teleportować. Co też uczyniliśmy po pożegnaniu się. Zaczęło świtać.

z/t obaj




If the ravens fly away, the kingdomwill fall.
Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   10.11.18 0:50

11.09.1956r?


Słyszał o tym miejscu od Flo. W sensie, że serio tu coś jest. I chyba na prawdę tego potrzebował. Wpuścić nową porcję absurdu do swojego życia, odetchnąć, odreagować by w tym szaleńczym pędzie mającym na celu utrzymanie się powyżej powierzchni mułu nie zatracić samego siebie. Dotarli jednak na miejsce - Bertie skorzystał z okazji by rozruszać swój motor który przez większość czasu ostatnio raczej się kurzy niż spełnia swoją funkcję. Odkąd jednak komunikacja w Anglii znacząco się utrudniła - stał się bardzo przydatną zabawką! Wygodniejszą niż miotły w każdym razie.
Wystartowali z samego rana, nie obawiał się więc że komukolwiek latający pojazd rzuci się w oczy, szybko z resztą postarał się by zniknęli z pola widzenia mugoli, a teraz lądowali na miejscu w lesie - spokojnie i bezpiecznie.
- Dobrze więc mój ogrze jedyny, mistrzu lasu, trolli trenerze prowadź i niechaj człowiek lasu okaże się na tyle łaskawy by zjeść tylko ciebie a nie mnie. - odezwał się, kiedy oboje gotowi byli by ruszać dalej. Wspominał mu się trochę wcale nie tak dawno organizowany przez niego obóz dla czarodziejów, kiedy wyruszył z bandą ludzi która niewiele o mugolskich rzeczach wiedziała i zabronił im korzystania z różdżek. Jak to możliwe, że Cecylki tam zabrakło? - Choć może się zaprzyjaźnicie w sumie? Myślę że by cię polubił, może ma tu gdzieś swoją norkę. Pewnie jest jakimś ghulem tylko bardziej rozwiniętym czy coś. Taki Ernie jest względnie rozumny więc taki bardziej rozgarnięty ghul by pewnie mógł mieszkać w lesie.
Dodał zaraz, bo w sumie jakby się zastanowić to jedyne takie zwierzę które faktycznie trochę przypomina człowieka bardziej, ale jednocześnie zdecydowanie nim nie jest jakie znał to był chyba ghul. A ten co mieszkał w jego domu bywał czasem nawet fajnym kompanem do piwka. I... chyba aktualnie był głodny bo Bertie w ciągu otwieranie sklepu-cukiernia-ministerstwo-ratowanie świata zapomniał ostatnio mu wrzucić jakichś ogryzków i innych rzeczy.
- Muszę mu jedzenie podrzucić jak tylko wrócimy swoją drogą. - stwierdził, a spodziewając się że Cecylka się zaraz oburzy, uniósł lekko ręce i dodał zaraz - Coś jeszcze na bank ma, swoją drogą nie masz ochoty z nim czasem posiedzieć? To bardzo fajny kompan a odkąd Matt się wyniósł jakiś taki samotny mi się wydaje.
Pożalił się jeszcze. W sumie to był w szoku, jak bardzo ghul się porozumiał z jego kuzynem. Wyglądało jakby na poważnie powstała między nimi jakaś więź.
Szli przez las, Bott się rozglądał ciekawsko cały czas. W sumie ciekaw był co takiego zobaczył tu Flo. To wydawało się jakieś takie bardziej aktualne od paplania o...wszystkim.
Choć samego bzdurnego gadania sobie oczywiście nie mógł darować.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Cecily Hagrid
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t6548-cecily-hagrid https://www.morsmordre.net/t6560-slepohulk https://www.morsmordre.net/t6559-piesc-hagrida https://www.morsmordre.net/f211-harley-street-1-2 https://www.morsmordre.net/t6562-skrytka-bankowa-nr-1658#167375 https://www.morsmordre.net/t6561-cecily-fallon-hagrid
Zawód : Ratownik w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
You have not lived today until you have done something for someone who can never repay you
OPCM : 6
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 18
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 1
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   10.11.18 20:40

Nigdy nie ufała motorowi Bertiego. Zawsze, kiedy nakłaniał ją do wspólnej przejażdżki dawała mu to swoje groźne spojrzenie i marszczyła zniesmaczona brwi, przyglądając się krytycznie tej diabelskiej maszynie. Cecylia nie potrafiła powiedzieć, dlaczego tym razem przystanęła na przejażdżkę, kiedy podjechał pod jej mieszkanie. Może oszołomiła ją obecność tego dziwnego wąsa ponad ustami Botta? W każdym bądź razie stosunkowo cicho i grzecznie jak na siebie, pozwoliła wsadzić się na tylne siedzenie by mogli ruszyć z kopyta. Z początku starała się zachować zimną krew, ale szybko przekonała się że dobra mina do złej gry nie wystarczyła. Mknęli z zawrotną szybkością, toteż ściskała Bertiego w pasie z całej siły, do tego stopnia, że zdziwiła się, iż ten wciąż mógł oddychać. Cecil nie miała pojęcia czemu na miotle mogła lecieć z każdą prędkością, mało tego, nie bała się dosłownie niczego i każdy upadek stanowił jedynie przeszkodę w dalszej rozgrywce, a na motorze wszystko traciło sens. Przerażał ją ryk maszyny, dzikie tumany spalin, jakie wytwarzała i oczywiście nie mogła zapomnieć kto prowadził. O ile Hagrid była stosunkowo pewna swoich umiejętności latania, a upadek z miotły, chociaż bolesny – nie oznaczał śmierci, to od stylu jazdy Bertiego dosłownie zależało ich życie.
Przemogła się, dopiero kiedy wlecieli do lasu, zdołała nawet na chwilę rozluźnić uścisk, by jedną dłonią muskać wpadające między palce powietrze. Chociaż wrzesień powoli dawał się we znaki, a dziewczyna pokusiła się nawet o ubranie grubego golfa sięgającego prawie po uszy, to dzięki temu żaden chłód nie był jej straszny. Z każdym metrem drzewa rosły coraz gęściej i gęściej, aż w końcu dotarli do najgłębszego zakamarku kniei, z czterech stron otaczały ich wysokie sosny czy jodły, a frontową ścianę zajmowała pokaźnych rozmiarów jaskinia.
Podczas spokojnego spaceru co jakiś czas rzucała Bertiemu zaciekawione spojrzenia. Dawno już nie widzieli się na wspólnym spotkaniu. Nie potrafiła do końca powiedzieć czy bardzo się zmienił od tamtego razu, ale znała Botta na tyle dobrze, by wiedzieć, że coś na pewno się wydarzyło. Czyżby faktycznie dosięgły go poważne problemy albo zmartwienia? Co prawda śmiał się jak zawsze, uroczo marszczył nos przy mówieniu kolejnego kawału, ale coś w jego oczach nie dawało Cecil spokoju.
- Popatrz na mnie! Najpierw rzuci się na ciebie, bo masz więcej mięsa. – Ostentacyjnie chwyciła go pod ramię by pokazać różnicę między obwodem obu rąk. – A kiedy będzie wyłupywał twoje gałki oczne i robił sukienkę ze skóry, ja dyskretnie wrócę do motoru i odjadę w świat, wyrywać panienki oczywiście. – Kontynuowała wyobrażenie spotkania z Leśnym Człowiekiem. Właściwie, nie brzmi to tak źle...- Na pewno mnie polubi, kto by tego nie zrobił? Czarująca, piękna, inteligentna i dowcipna. Aż dziw, że nie otrzymuję dziennych propozycji oświadczyn. – Byli coraz bliżej jaskini. Badawczo rozglądnęła się po okolicy, Cily wątpiła wprawdzie w istnienie jakiegokolwiek monstrum, bo niby dlaczego miałoby zamieszkiwać tak mało ciekawy zakątek lasu, stosunkowo blisko cywilizacji, ale zawsze warto było dmuchać na zimne.
- Czy chcesz powiedzieć, że w drodze powrotnej weźmiesz mnie na karmienie ghula? To już nie jest przyjaźń, kiedy mężczyzna pokazuje ci swojego ghula, wiedz, że wkraczacie na nowy poziom znajomości. – Pouczyła Bertiego mądrościami Albionu. Jego towarzystwo rozluźniało Hagrid, nagle wszystkie abstrakcyjne pomysły stawały się realne, a kolejne niedorzeczne wyskoki same pakowały się do głowy.
- Gdyby coś się stało, możesz się schować za moimi plecami. – Oświadczyła dobrodusznie, klepiąc go pocieszająco po ramieniu, gdy zbliżyli się do jaskini. Wydawało jej się, że dostrzegła nawet jakiś ruch w cieniu kamienistej wnęki, ale pewnie to tylko zwodnicza gra cieni popołudniowych promieni słońca.




Our hearts
become hearts of flesh when we learn where the outcast weeps


Ostatnio zmieniony przez Cecily Hagrid dnia 10.11.18 22:20, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   10.11.18 20:41

The member 'Cecily Hagrid' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 5


Powrót do góry Go down
Bertie Bott
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3352-bertie-bott https://www.morsmordre.net/t3460-jerry#60106 https://www.morsmordre.net/t3378-zapraszam-bardzo#57355 https://www.morsmordre.net/f304-west-country-dolina-godryka-24 https://www.morsmordre.net/t3537-skrytka-bankowa-nr-844 https://www.morsmordre.net/t3389-bertie-bott
Zawód : Pracownik w Urzędzie Patentów Absurdalnych, cukiernik
Wiek : 21
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Po co komu rozum, kiedy można mieć szczęście?
OPCM : 20
UROKI : 40
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   11.11.18 22:18

Oh, nic w tym dziwnego że Wąs wpłynął na decyzję panny Hagrid. Otóż Wąs został zapuszczony nie bez przyczyny a aby Bertie godnie reprezentować mógł rodzinę wchodząc w nowy etap życia i bankrutując rozwijając się. Miał nadać mu powagi! I wcale ale to wcale nie był kolejnym głupim żartem. Nikt by przecież nawet tak nie pomyślał, w końcu Wąs jest wspaniały, powinien wręcz otrzymać przydomek Wąsa Wspaniałego.
W drodze nie bardzo mieli jak o czymkolwiek rozmawiać, to z resztą wbrew pozorom Bertiemu jakoś nie przeszkadzało. Był naturalną paplą, jednak lubił jeździć do tego stopnia iż na tę chwilę gotów był nawet darować sobie gadanie. Czuł jak Cecily ściska go mocno - i dobrze dla niej bo młody Bott nigdy nie ćwiczył nurkowania czy prób łapania ewentualnych spadających. Kiedy poczuł, że jedna z jej rąk się uwalnia, w odruchu chciał złapać tę drugą we własną rękę żeby trochę ją przytrzymać, na szczęście obojga szybko jednak zorientował się jak głupie by to było.
Czyżby Boci umysł zyskiwał odrobinę refleksu? Raczej nie, każdemu się chyba zdarza zadziałać szybciej niż zwykle.
W końcu jednak wylądowali, mogli zejść z maszyny zostawiając ją na poboczu.
- Śmiem twierdzić, że twoje mięso byłoby jednak smaczniejsze. - stwierdził tonem znawcy. - Wiesz, kobiety mają jednak z reguły odrobinkę więcej tłuszczu, a w tłuszczu jest najwięcej smaku, możesz mi wierzyć na słowo, ja wiem co mówię. - stwierdził tonem znawcy. No, może na jedzeniu ludzi się nie znał, ale kucharzem był wyśmienitym, nawet ostatnio konkurs kulinarny wygrał! Chochelka od Prewetta świetnie mu służy! - Ja bym pewnie żylasty był strasznie i w ogóle.
Skrzywił się lekko patrząc po sobie. - Ah no i przede wszystkim biegam szybciej.
W sumie to tego czy szybciej Bertie nie wie, na pewno pierwszy by się w tym biegu wywalił i przegrał, ale to nie ma znaczenia, kiedy już się przechwala to na przechwałkach może się skupić, no nie?
- A na motorze byś daleko nie ujechała. Sally nie lubi kiedy traktuje się ją jak jakąś maszynę, zrzuciłaby cię w trymiga. Nie żartuję. - dodał, choć mówił wesołym tonem. W sumie to wierzył, że coś w tym jest, że zarówno Sally jak i Miętus - samochód Titusa, który miał obecnie na przechowanie - mają jakąś swoją osobowość czy coś w tym stylu.
- To moje do ciebie nie docierają? Czy może ci nie wystarczą? - uniósł brew, niby to absolutnie ale całkowicie oburzony i w ogóle to on już kończy tę znajomość, nie będzie się przyjaźnił z kimś kto nie dostrzega jego oświadczyn, wyznań miłości i pewnie jeszcze traktuje go jak niepoważnego człowieka jakiegoś, kiedy jego całe życie jest powagą.
Zaraz jednak uśmiechnął się wesoło - brakowało mu tego. Tej zwykłej, prostej głupoty. Bez myślenia o galeonach, o źle jakie kręci się dookoła, o walkach, o pracy i zmęczeniu, o obawach. Choć Bertie chyba nie potrafił się długo bać, wolał wierzyć, że będzie dobrze. Nawet jeśli czasami to jest trochę trudniejsze.
Na wspomnienie o nowym poziomie ich relacji, Bertie musiał się zastanowić i pokiwał lekko głową. Zaraz jednak zatrzymał się i złapał jej ręce, by Cecylka zwróciła się w jego stronę, w końcu osunął się na jedno kolano. Ciekawe czy w domu są jeszcze jakieś środki do prania, dawno nie sprawdzał.
- A więc Cecily Hagrid, czy przysięgasz karmić mojego ghula do końca jego lub swoich dni bo nie mam pojęcia jak długo żyją ghule oraz dotrzymywać mu towarzystwa w biedzie i w chorobie, w radości i w smutku, oddawać mu podstarzałe ogryzki i nigdy nie pomylić go ze mną?
Zapytał i brzmiało to w jakiś bottowy sposób nawet poważnie, choć znając Bertiego wiedziało się, że wszystko co mówił było trochę poważne, ale też wszystko było trochę żartem. Trzeba było po prostu wiedzieć kiedy olać go całkowicie, a kiedy wyśmiać tylko fragmenty.
- Ah i nie zapomnij o Rogerze i Jerrym.
Dodał jeszcze, niewątpliwie wchodząc jej w głowo. Może to trochę dziwne, że kiedy wracał po raz kolejny obity czy poparzony z kolejnych prób naprawiania anomalii i innych szalonych rzeczy, zastanawiał się czy gdyby nie było go trochę dłużej ktoś by się zajął ghulem, królikiem i sową. W sumie to nie wątpił w Sue, jednak ona nie zawsze była, nie zawsze lokatorzy jego domu w ogóle wiedzieli że go akurat nie ma (choć niewątpliwie na nagłą ciszę w domu trudno nie zwrócić uwagi). Chyba zwierzęta trochę były jego kotwicą w tym domu. I świetnymi kompanami!
W końcu jednak wstał i ruszyli dalej. Był ciekaw czy coś tu jest, choć nie oczekiwał niczego groźnego. Rozglądał się uważnie, zerkając jednak wciąż na swoją towarzyszkę, która oczywiście radziła sobie w lesie jakby się w nim urodziła. No tak.
- Okej. Będziesz moją tarczą. - stwierdził, obejmując dziewczynę i wystawiając ją do przodu z cichym śmiechem, bo w końcu tarczę trzyma się z przodu. Ale też jednak nie puszczał jej, bo jeśli jakaś małpa czy coś faktycznie się tu czai to w sumie to nie chciał jej tak na prawdę przodem puszczać. Nawet jeśli szczerze w to wątpił. - Anastazja wróciła.
Miał wiele do powiedzenia, jednak to... TO. To była bomba, którą miał w sobie i której nie potrafił rozbroić. Jakiekolwiek lęki czy problemy nagle gasły, choć przecież nie stało się nic złego, a przeciwnie. Stało się coś o czym marzył. Więc czemu palnął to dopiero kiedy dookoła zrobiło się ciemno w jaskini i nie do końca musiał na Cecylkę patrzeć? W końcu cieszył się jak jasna cholera.
I nie dając się biednej Cecylce obrócić - tarcza w końcu nie ma woli, tarcza idzie z rycerzem przed rycerzem i pilnuje przodu - szedł dalej, ale ostrożnie bo na poważnie robiło się coraz ciemniej. To było w sumie wygodne dla człowieka którego twarz nie bardzo potrafi kłamać czy ukrywać emocji.
- Wiesz, jeśli na nic nie trafimy, mogę ci poopowiadać straszne historie żeby nie było ci smutno. - zaproponował zaraz, wahając się czy ryzykowanie użycia magii i sprowadzenia na nich anomalii w miejscu w którym spore głazy mogłyby im pospadać na głowy jest warte wciskania się jeszcze dalej wgłąb jaskini.
Bertie Bott zdobywa jeden punkt w rankingu zdrowego rozsądku.





Po prostu nie pamiętać sytuacji w których kostka pęka, wiem
Nie wyrzucę ST,
Chociaż bardzo chcę,
Mam nadzieję, że to wie MG.
Powrót do góry Go down
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Kryjówka leśnego człowieka   11.11.18 22:18

The member 'Bertie Bott' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 6


Powrót do góry Go down
 

Kryjówka leśnego człowieka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.
» Ulica Henryka Kapryśnego

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dalsze dzielnice :: London Borough of Waltham Forest :: Las-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18