Wydarzenia


Ekipa forum
Salon Piękności "Zapach Amortencji"
AutorWiadomość
Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]02.05.15 1:29
First topic message reminder :

Salon Piękności "Zapach Amortencji"

★★★
Nazwę salonu, "Zapach Amortencji", należy potraktować dosłownie; po przestąpieniu progu przybytku, za sprawą skomplikowanych zaklęć klient odczuwa najbliższy sercu zapach, dokładnie taki, jak gdyby wąchał eliksir amortencji. Prowadzony przez madame Bolton, czarownicę w średnim wieku, o wciąż zniewalającej aparycji. Jej trzy pracownice oferują kompleksowe usługi fryzjerskie oraz kosmetyczne, a także masaże.
Na salon składają się cztery pomieszczenia, każde w kształcie okręgu; są to kolejno poczekalnia z recepcją oraz trzy pokoje przeznaczone do zabiegów odnoszących się kolejno do oferowanych usług. Na ścianach zdobionych tapetą w kształcie rąbów wiszą przestronne, duże lustra.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:25, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Piękności "Zapach Amortencji"  - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]01.04.19 20:58
27 listopada

Czy była im potrzebna odrobina odnowy? Odprężenia, relaksu, w trakcie których olśniewające urodą pracownice przybytku zadbają o ich nadszarpniętą wojną prezencję? Z pewnością - ale ktokolwiek dysponował na to czasem w obecnych okolicznościach władających światem, ten mógł nazywać się niepoprawnie niewtajemniczonym szczęśliwcem. Zamiast pilniczków do paznokci, grzebieni i wałków do loków uzbrojeni byli w różdżki, przystanąwszy w końcu przed drzwiami do opuszczonego, nawiedzonego anomalią i chaosem magii salonu piękności. Nad ich głowami wciąż szalała listopadowa burza sygnująca niemalże całość przebiegającego miesiąca, rzęsista i nieustępliwa, chętnie smagająca okolicę piorunami i wtórującym im grzmotami; czarna peleryna trzepotała na wietrze, widoczne spod jej kaptura jasne kosmyki przyklejały się do pobladłej twarzy, doszczętnie już przemoczone. Wybrana przez nich pora z pewnością nie mieściła się w wyszczególnionych na szyldzie godzinach otwarcia, ulice opustoszały, mieszkańcy Ulicy Pokątnej chętnie korzystali ze schronienia okolicznych pubów czy własnych domostw; Elyon jednak nie w głowie był sen. Spojrzała na swojego towarzysza, pozwoliła mu otworzyć drzwi i wejść do środka pierwszym. Gdy tylko chrząknął zamek, zaskrzypiało drewno a umiejscowiony nad framugą dzwoneczek zadzwonił głucho, zwiastując nadejście nowych, potencjalnych klientów, od razu buchnął w nich duszący aromat różowej chmury jaka wypełniała wnętrze.
- Przypomina mi to moją ciotkę i jej wyperfumowanego pudla - skwitowała Meadowes z niesmakiem, nos i usta zasłoniła mokrym rękawem peleryny, gdy powzięli kilka pierwszych kroków do różanego chaosu. W środku nie dało się wyodrębnić już zapachu amortencji, z jakiej sławny był salon. Zamiast tego wonie zwalczały się nawzajem, kąsały nozdrza, tworzyły wymyślną, destrukcyjną kakofonię zapachów podkreślającą wprost idealnie ponurą atmosferę wystroju; niegdyś urocze manekiny leżały teraz na podłodze w częściach, ich peruki przypominały grube fałdy kurzu osiadające na kafelkach, otulone szkłem rozbitych fiolek. To ich zawartości formowały różową chmurę.
- Pozbądźmy się tego paskudztwa zanim nas udusi - zaproponowała, po czym dodała pod nosem: - Za ciotką nigdy nie przepadałam, tak czy inaczej. Tym bardziej za jej pudlem. - Uniosła zatem różdżkę, skierowała ją w stronę przybierającego na wielkości obłoku. Nie powinni marnować czasu; wydawać by się mogło, że kolorowa chmara postawiła sobie za cel pochłonięcie ich w całości. Skupiła się, nadgarstek wykonał delikatny ruch, zaklęcie wypowiedziane było szeptem. - Aeris.

| mam przy sobie różdżkę.


we saw the power to change the future in our dream

Elyon Meadowes
Zawód : Ofiolog, hodowca jadowitych węży
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
where did the beasts go?
where did the trees go?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7170-elyon-meadowes https://www.morsmordre.net/t7188-ribbit https://www.morsmordre.net/t7189-bazyliszek-byl-beznoga-jaszczurka#192069 https://www.morsmordre.net/f31-lavender-hill-24 https://www.morsmordre.net/t7187-skrytka-nr-1769#192058 https://www.morsmordre.net/t7191-e-meadowes#192186
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]01.04.19 20:58
The member 'Elyon Meadowes' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 29

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Salon Piękności "Zapach Amortencji"  - Page 6 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Piękności "Zapach Amortencji"  - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]02.04.19 19:47
Ostatnimi czasy szczęście omijało Benjamina Wrighta szerokim łukiem. Dobra passa uleczonych anomalii roztrzaskała się boleśnie o wydarzenia w Sowiej Poczcie. Od momentu, w którym ledwie uszedł z życiem, uratowany nie przez własne zdolności a przez serię niefortunnych zdarzeń oraz wyjątkowo przejedzone, ogromne pajęczaki, praktycznie każda próba okiełznania czarnomagicznego epicentrum kończyła się fiaskiem. Odrobinę go to frustrowało, poświęcał przecież Zakonowi Feniksa cały swój czas i nie chciał zawodzić pokładanego w nim zaufania: zasłużył na miano Gwardzisty, a z tym wyjątkowym mianem wiązały się równie wyjątkowe oczekiwania. Oczywiście przesadzał, urabiał się po łokcie w imię dobra, co jednak nie uciszało nerwowego głosiku w tyle głowy, sugerującego, że mógł zrobić więcej.
Na przykład - ratując ulubione miejsce każdej szanującej się przedstawicielki magicznej płci pięknej. Pojawienie się w salonie tego typu byłoby dla Benjamina równie możliwe, co rozpoczęcie kariery znanego na cały świat baletmistrza, lecz żyli przecież w świecie spętanym anomaliami. Tłumaczącymi zainteresowanie tym przybytkiem oraz wchodzenie do niego pod osłoną mroku, ramię w ramię z blondwłosą czarownicą, również nie wyglądającą na zaaferowaną zabiegami kosmetycznymi. - Kto normalny perfumuje zwierzęta? To tortura, mają bardzo czuły węch - obruszył się od progu, nie podłapując, że komentarz był lekkim rozpoczęciem rozmowy, mającej rozluźnić nieco napiętą atmosferę anomalii. Od razu przesunął spojrzenie z towarzyszki na niepokojąco gęstą chmurę: oddychał z trudem, rozglądając się dookoła. Zapach był trudny do zniesienia, nasilał się, a różowawa mgiełka zdawała się wypełniać coraz ściślej korytarz przed recepcją. Przewianie tego niefizycznego bytu wydawało się rozsądnym rozwiązaniem, wiedział jednak, że muszą połączyć siły, inaczej nie zdołają uchronić się przed działaniem tajemniczego, rozpylonego specyfiku. Niestety, zaklęcie rozpoczynającej naprawę Meadowes się nie powiodło i zanim Wright zdołałby unieść własną różdżkę, poczuł nieznośne swędzenie skóry. - Czujesz to? - spytał, przez moment zastanawiając się, czy nie są ofiarami halucynacji, ale wystarczył rzut oka na nagle porastającą długim włosiem Elyon, by upewnić się w realności ich pecha. Długie, gęste kosmyki unieruchamiały, czyniąc poruszenie się niemożliwym. Pozostawało im jedynie czekać na niespodziewaną pomoc oraz liczyć na to, że magiczny fryzjer przyjmuje o tak późnej porze.

| zt


Make my messes matter, make this chaos count.
Benjamin Wright
Zawód : eks-gwiazda quidditcha, nadzorca w smoczym rezerwacie
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
may the bridges I burn
light the way
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Piękności "Zapach Amortencji"  - Page 6 2548bf6970f74d0d9594e17b72bc2037
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t656-benjamin-wright https://www.morsmordre.net/t683-smok#2087 https://www.morsmordre.net/t3555-nokturnowa-rubryka-towarzyska#62778 https://www.morsmordre.net/f203-kornwalia-sennen https://www.morsmordre.net/t4339-skrytka-bankowa-nr-178#92647 https://www.morsmordre.net/t1416-jaimie-wright
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]16.04.19 21:51
Włamywanie się na jakikolwiek teren nie jest zaklęciem godnym szlachcianki. Rzecz w tym, że Julia Prewett kobietą godną miana szlachcianki także nie była i usiłowała naprawić wyniszczone anomalią miejsce już nie pierwszy raz. Spotkali się na Pokątnej. Czekała na aurora krótką chwilę, widząc wyłaniającą się z oddali sylwetkę, uniosła lekko rękę dopiero kiedy poznała znajomą twarz, by łatwiej było ją rozpoznać. Była w ciemnych ubraniach, z kapturem na głowie.
Spojrzała na swojego towarzysza, gdy ten znalazł się obok, skinęła mu lekko na powitanie. Nie pierwszy raz szła naprawiać anomalię w towarzystwie osoby której nie znała zbyt dobrze, z Marcellą było podobnie - ufała członkom Zakonu, przyświecał im wspólny cel, czy nie to jest najważniejsze?
- Gotowy?
Wystarczyło jej, że jej towarzysz lepiej radzi sobie w dziedzinie Obrony Przed Czarną Magią, która dla niej wciąż mimo ciągłej nauki w dużej mierze pozostaje sekretem.
Nie czekając na odpowiedź, ruszyła do środka, przemarzniętą, zaczerwienioną od zimna dłoń zaciskając na różdżce. Poprawiła kaptur na głowie, był duży, zależało jej na tym by przynajmniej z odległości utrudniał rozpoznanie jej. Mimo wszystko - nie chciała narobić swoją osobą kolejnych problemów rodzinie.
Nie dając sobie za wiele czasu do namysłu, otworzyła drzwi, co o dziwo nie stanowiło najmniejszego problemu.
- Coraz bardziej dbają o zabezpieczenia jak widzę. - sarknęła cicho pod nosem, nie mogąc uwierzyć że wejście na teren anomalii jest aż tak bezproblemowy. Ich oczom ukazał się chaos, manekiny leżały na podłodze ledwie się poruszając, jakby nawet je mógł podduszać zapach unoszący się w powietrzu, meble były porozsuwane, fioli potrzaskane. Przede wszystkim jednak ogarnął ich duszący zapach wymieszanych perfum, tak silny że aż ciężko było wziąć oddech.
- Aeris. - wypowiedziała wyraźnie, wykonując przy tym gest różdżki uważnie jak szkolna uczennica. Zakres uroków nie był jej mocną stroną, stale jednak próbowała, uczyła się nowych zaklęć, z typowym dla siebie oślim uporem wciąż usiłując dać z siebie więcej.


She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Julia Prewett
Zawód : Weterynarz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4527-skrytka-bankowa-nr-1093#96304 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]16.04.19 21:51
The member 'Julia Prewett' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 55

--------------------------------

#2 'Anomalie - CZ' :
Salon Piękności "Zapach Amortencji"  - Page 6 HXm0sNX
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Piękności "Zapach Amortencji"  - Page 6 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]17.05.19 15:59
Zaklęcie się niepowiodło. Nic się nie wydarzyło, jednak przez chwilę zdawało się, że i anomalia w żaden sposób nie zareagowała. Nic się nie działo i Julia nawet ruszyła dalej, czując jednak że skóra zaczyna ją swędzieć. Zaniepokoiło ją to. Po chwili dostrzegła, że także jej włosy reagują w dziwny sposób. Zaczęły się wydłużać i po chwili spętały ją, tak jak włosy jej towarzysza spętały jego. Żadne z nich nie było w stanie nic zrobić, a z tej lekko mówiąc nieszczęsnej sytuacji wyratował ich nieznajomy który dostrzegł ludzi wewnątrz chronionego pomieszczenia.


zt


She sees the mirror of herself
An image she wants to sell,
To anyone willing to buy.
He steals the image in her kiss,
From her hearts apocalypse.
Julia Prewett
Zawód : Weterynarz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Podczłowiek i nadczłowiek są podobni w tym, że żaden z nich nie jest człowiekiem.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
 https://68.media.tumblr.com/f4ac4a87cc99f24b4e90825593c2f7b0/tumblr_oldf5boKP91uhjffgo1_500.gif
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4231-julia-prewett https://www.morsmordre.net/t4525-poczta-julki#96302 https://www.morsmordre.net/t4523-julka-zaprasza#96300 https://www.morsmordre.net/t4527-skrytka-bankowa-nr-1093#96304 https://www.morsmordre.net/t4798-julia-prewett
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]16.07.19 20:04
Wraz z końcem grudnia anomalia przestała oddziaływać na Zapach Amortencji. Coś się stało, cokolwiek się wydarzyło — to miejsce znów było spokojne i bezpieczne, pozbawione dziwów, które dotąd miały tu miejsce.

| Lokacji nie udało się naprawić, anomalia odeszła samoistnie, w wątku znów można grac bez przeszkód.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Salon Piękności "Zapach Amortencji"  - Page 6 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]22.08.22 18:38
9 VI 1958

Las iglasty tańczył w nozdrzach i rozpychał się na domniemanym parkiecie, jedynie na krótką chwilę dopuszczając do głosu woń mięty i wiśni; niemal dusząco, ciężko, jednocześnie z całą dozą rześkości. Musiała naprawdę się skupić, by nie zatracić się w samym zapachu, który rozbrzmiewał całą gamą wspaniałości w rozległym pomieszczeniu. Korytarz był jasny, szachownica stworzona z czarnych i białych płytek lśniła, odbijając krok ciężkich obcasów; w międzyczasie zdążyła zdjąć z pomocą asystentek, jak stwierdziła, trenczowy płaszcz w beżowym kolorze, dość niecodzienny jak na zwyczajową czerń, którą zwykle przywdziewała. Włosy spłynęły wzdłuż pleców, dłonią odgarnęła kosmyk z nich na bok, nim nie spuściła rąk wzdłuż tułowia, dorównując kroku swojej towarzyszce, wraz z którą ruszyła za plecami specjalistki, która miała się nimi zająć.
– To był wyśmienity pomysł, pani Sallow – pomruk, który wydostał się spomiędzy jej warg był czystym zadowoleniem; gdzieś w środku zastanawiała się, dlaczego Salon Piękności nie był stałym punktem na mapie w jej rutynowym życiu w Londynie – brak czasu, niekończąca się parada czegoś ważniejszego; nie była pewna, ale fakt, że celebrytka rozkwitająca na oczach brytyjskiej nacji czarodziejskiej zaproponowała jej wspólną wizytę w tak przyjemnym dla ciała i ducha miejscu, dość znacząco unosił kąciki ust Tatiany.
Potrzebowała tego – porozpieszczania siebie samej, pochylenia się nad słodką beztroską kobiecości, zwłaszcza teraz, kiedy listy naznaczone czerwoną pieczęcią z cyrylicą pojawiały się coraz rzadziej; pierw sądziła, że to dobry znak – że może przepadły, tak jak przepadł ten, który do tej pory kreślił ciemne litery na zszarzałym pergaminie. Później zaczęła dopuszczać do głosu inny scenariusz – być może nie pisał, bo szykował się do drogi powrotnej.
Londyn, choć czysty i przejrzysty jak nigdy wcześniej, był dla niej teraz dziwacznie niepokojący; wątpliwy stał się nawet Nokturn i kamienica z numerem dziewiątym; czy gdyby nagle wyjechała, bez słowa, znalazłby ją, na krańcu kraju, a może nawet poza jego granicami?
Wraz z otwarciem się kolejnych drzwi, tym razem przeszklonych i dwuskrzydłowych, otrząsnęła się z natręctw skołowanych myśli, przenosząc spojrzenie raz kolejny na profil Valerie; usta ułożyły się w uśmiechu, jasne zęby błysnęły krótko.
– A więc to jedno z twoich ulubionych miejsc na mapie stolicy, moja droga? Naprawdę wygląda obiecująco – miały tutaj spędzić całe popołudnie, a być może nawet i dłużej, jeśli tylko kaprys podpowiedziałby im ten pomysł.
Nie mogła się jeszcze zastanowić, co sprawiłoby jej największą radość – długa kąpiel w gorącej wodzie z olejkami, nowa fryzura prosto z francuskich żurnali, czy może migotliwa czerwień na paznokciach? Po cóż miały się ograniczać, niechże będzie wszystko.




will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 17
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]26.08.22 12:35
Zapach maślanych ciastek i miętowych pastylek splótł się w jednym momencie w zupełnie słodką, deserową woń, która jako pierwsza owiała powonienie Valerie, doprowadzając do momentalnego rozluźnienia napiętych dotąd ramion. Subtelny uśmiech tańczący na wargach madame Sallow poszerzył się nieco, gdy do zapachowego kotła dołączyły jeszcze dwa zapachy — kwiatowy — bo tym pachniała jej świeżo prana pościel oraz inny, cięższy i bardziej przydymiony, zapach starych książek, które wypełniały wolną przestrzeń jej nowego domu, domu na Mallord Street w Chelsea, do którego przeprowadziły się z córką ledwie kilka dni wcześniej. Czerwiec dokazywał z pogodą, zupełnie letnią i burzową, kontrastującą ze zziębniętym spokojem Pałacu Zimowego. Upięte nisko włosy skrzyły się jednak w promieniach późnowiosennego słońca, przybierając barwę bardziej złotą niż platynową.
Tęczówki nie zmieniały barwy — skupione, choć udekorowane iskierkami prawdziwego zadowolenia jasnoniebieskie spojrzenie spoczęło na licu Tatiany, gdy ta wyraziła swoją, pochlebną zresztą, opinię.
— Miałam nadzieje, że wpadnie w twe gusta, panno Dolohov — odezwała się miękko, za chwilę przenosząc wzrok gdzieś dalej, w poszukiwaniu madame Bolton, która niedługo zjawiła się w przedsionku swojego salonu. Valerie posłała właścicielce kolejny uśmiech, połączony z grzecznym skinięciem głową. Niedługo później obie wizytujące przybytek kobiety zostały poprowadzone przez jedną z pracownic Zapachu Amortencji w kierunku salonu masażu. — Właściwie co panna na to, byśmy przeszły na mniej zobowiązującą formę? Bardzo żałuję, że nie mogłyśmy tego uczynić w dniu mojego ślubu, ale ludzie mawiają, że na dobre warto czekać — Tatiana była przecież damą orderu wojennego i jedną z Rycerzy Walpurgii. Nie bez powodu otrzymała zaproszenie na zaślubiny państwa Sallow, a jej nieobecność, choć usprawiedliwiona, zasmuciła nieco Valerie, która widziała w Tatianie niezwykle ciekawą osobowość. Może to fakt, że nasiąkła manierami z Rosji, może to sposób, w jaki się nosiła, zupełnie pewny siebie i samoświadomy, tańczący czasem na granicy prowokacji, ale też taki, który podobał się mężczyznom, na pewno zaskarbiłaby sobie względy niejednego mieszkańca Berlina. Anglicy nie bywali równie postępowi, a przynajmniej nie dawali tego po sobie poznać, niemniej jednak jako artystka, pani Sallow uwielbiała mieć kontakt z jaskrawymi osobowościami. Nic przecież nie pobudza weny równie mocno, co znalezienie czegoś nietypowego, ekscentrycznego niemal, a wciąż mieszczącego się w granicy dobrego smaku.
— Nie mylisz się. Madame Bolton i jej pracownice potrafią nawet z brzydkiego kaczątka uczynić pięknego łabędzia. Wyobraź sobie, co uczynią z tobą, gdy już jesteś tak śliczna — uroda Tatiany kontrastowała z tą Valerie na wielu poziomach — była bowiem od śpiewaczki wyższa, miała bardziej ostre rysy twarzy i długie, zdrowe włosy w przepięknym odcieniu brązu. Valerie z kolei była drobną blondynką skąpaną w jasnych barwach — zarówno lśniących włosów, jak i oczu, o raczej łagodnej dla oka fizjonomii. Niemniej jednak nie można było odmówić piękna żadnej z nich. Jak słońce i księżyc, stanowiły dwa przeciwległe krańce kobiecych ideałów, a jednak odnajdywały się pośrodku, w samym środku salonu piękności. — Ale zdradzę ci w sekrecie, że najbardziej pokochałam te miejsce za ofertę masaży. Mam nadzieję, że nie odmówisz mi tej przyjemności i zgodzisz się wypróbować je dziś ze mną. Później mogłybyśmy... — zawiesiła na moment głos, przykładając palec do kącika ust. — Oddać się w ręce fryzjerek, a potem kosmetyczek. Albo na odwrót? Och, kolejność będzie taka, jaką wybierzesz.




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]26.08.22 15:18
Madame Bolton była migotliwą postacią, promienną i zatrzymującą na sobie wzrok; zupełnie inna niż jej klientki, choć po całym sposobie prowadzenia się właścicielki salonu, Tatiana mogła być spokojna o bycie dobrze zaopiekowaną przez pracownice tego miejsca.
Valerie Sallow była na ustach wielu, jednocześnie stanowiąc jakąś cichutką zagadkę – wiele można było się o niej dowiedzieć z ust szlachcianek czy kobiet obracających się w towarzystwie brytyjskiej socjety, jeszcze więcej (choć zapewne tych superlatyw) zdołałaby wyciągnąć od Corneliusa – czymże jednak było to wszystko, kiedy w końcu mogły pobieżną znajomość przekuć w coś większego?
Początkowo widziała w niej tylko słodką celebrytkę, taką pomiędzy szlachecką dziewczynką a turystką w brzydkiej Anglii; ale sam fakt, że teraz stała u boku Sallowa, a także dała się poznać Rycerzom Walpurgii, dość podnosił jej status w nieoficjalnej hierarchii społecznej Dolohov.
Zaproszenie do salonu piękności było przyjemną niespodzianką, skazaną na pozytywną odpowiedź – teraz, kiedy kroczyły obok siebie po idealnie wypastowanej posadzce, czuła się niemalże doskonale; początkowa niepewność uleciała gdzieś w powietrze, a ona sama postanowiła korzystać z tego popołudnia ile tylko mogła.
– Naturalnie, moja droga, wprawdzie chciałam nawet zapytać o to samo – odparła wraz z uniesionym kącikiem ust, krzyżując spojrzenia z panią Sallow; teraz już Vanity – Słyszałam o twoich wspaniałych podróżach i niemieckich znajomościach. Nigdy nie byłam w Niemczech, o dziwo, czy to wycieczka warta nadrobienia w obecnym czasie? – zagaiła, wciąż z entuzjazmem; o Berlinie słyszała wiele, bliżej jej jednak było do Skandynawii, na tyle, by każdą możliwość podróży łączyć właśnie z odwiedzeniem drugiej ojczyzny; paradoksalnie, choć mieszkała, żyła i działała w Anglii, czuła się związana bardziej z Norwegią niźli Wyspami.
– Och, daj spokój – rozbawieniu, które pojawiło się na jej ustach towarzyszyło pokręcenie głową; zgadzała się co prawda ze stwierdzeniem Valerie, jakoby była śliczna, ale życzliwa kurtuazja zawsze zakładała to samo – chichot, cień fałszywego rumieńca na licu. Choć zaprotestowała, brzmiało to niewymuszenie, nie kryła pewności siebie i nie próbowała zachowywać się jak zawstydzona panienka.
– Masaże? No proszę, nie sądziłam, że wachlarz usług jest aż tak obszerny – przytaknęła głową, wciąż spacerując za pracownicą, która w końcu wprowadziła je do eleganckiego pomieszczenia – Przyda mi się coś takiego, zdecydowanie – z uwagi na krótkie dni i długie noce, chroniczną bezsenność, w końcu własną potrzebę odczuwania komfortu.
Pochyliła się bliżej, dołączając do konspiracyjnego szeptu Valerie, unosząc nieco brew i nie przestając się uśmiechać – A więc masaż, kosmetyczka, fryzjer i makijaż. Może po drodze jeszcze paznokcie? – zęby błysnęły perliście. W międzyczasie specjalistka wskazała im kolejne z drzwi; kiedy przez nie przeszły, znalazły się w jasno-rożowym pomieszczeniu z dwoma leżankami; po bokach stały nieduże stoliczki, pod ścianami komody ze świecami, wielobarwnymi kamieniami. Gdzieś w kącie czaił się gramofon, z którego płynęła delikatna muzyka.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 17
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]29.08.22 18:06
Życie na cudzych językach było nieodzowną częścią bycia osobą publiczną. Valerie zdołała już do tego przywyknąć — lata występów na różnorakich scenach, nieustające spojrzenia kierowane w jej stronę — było przecież jej codziennością od ponad dekady. Do rozpoznawalności i sławy, którą chełpiła się w Niemczech, wciąż pozostawało jej trochę drogi, toteż pobyt w Londynie traktowała jeszcze, póki mogła, jako coś na wzór wakacji, przeciągającego się okresu odpoczynku. Nie oznaczało to jednak, że pozwalała sobie na większą niż zawsze nonszalancję; zawsze prezentowała się idealnie, dbała o to, by w każdym możliwym momencie zachowywać się zgodnie z ustalonymi manierami. Takie postępowanie weszło jej w krew, a jednocześnie zachodziło za skórę tym, którzy byli względem niej nieszczególnie przychylni. Pani Sallow miała jednak jedną zasadę — nigdy nie dawać drugiej stronie satysfakcji i nigdy nie wychodzić z roli.
Uśmiech zagościł na wargach pani Sallow, gdy serdeczność i chęć zacieśnienia więzi pojawiła się także po stronie panny Dolohov. Zapowiadało się na początek bardzo intrygującej znajomości.
— Spędziłam w Niemczech niemal dekadę i byłam świadkiem wielu przemian, które spotkały ten kraj — zaczęła cicho, odrobinę enigmatycznie, gdy przy asyście pracownic salonu przemieszczały się do pomieszczenia, w którym oferowano masaże. Valerie nie chciała odrywać się zbyt mocno od Tatiany, przede wszystkim ze względu na delikatność poruszanego przez nie tematu. — Niestety, obawiam się, że musi minąć sporo czasu, nim uznam, że jest to miejsce godne odwiedzenia, przynajmniej z perspektywy sprawy, której poświęcamy się tu, w Anglii — przesunęła dłonią po boku swego upięcia, wygładzając kosmyki włosów, które mogły się z niego uwolnić przez wiejący na zewnątrz wiatr. — Wszystko, co musiałaś słyszeć o Niemcach jako narodzie, musisz wsadzić między bajki. W rzeczywistości nie jest to nawet w połowie naród równie ułożony, co Brytyjczycy. Z mojego doświadczenia przeprowadzka na kontynent to jak podróż do zupełnie innego świata — zaśmiała się wreszcie, lekko i perliście, wtórując przy okazji popisowi skromności Tatiany. Choć komplement nie był wymuszony kurtuazją, reakcja na niego już tak; gdyby jednak Rosjanka skupiła się na swej towarzyszce, dostrzegłaby zadowolony błysk w jej jasnych oczach. Pewność siebie Dolohov w połączeniu z bezkompromisową kobiecością i manierami była czymś naprawdę orzeźwiającym.
— A jak jest według ciebie? Mnie do kraju wzywa ta skaza, która siedzi w sercu każdego Anglika. Patriotyzm, przywiązanie do ziemi przodków, tradycja. Czemu akurat Wyspy, Tatiano? — zapytała, szczerze ciekawa odpowiedzi. Oczywiście miała nadzieję, że nie wkracza w tereny zbyt delikatne, by poruszać je w koleżeńskiej rozmowie.
W międzyczasie trafiły do pokoju przygotowanego pod działalność masażystek. Jedna z młodych dziewcząt wskazała obu paniom parawany, za którymi mogły rozdziać się z ubrań, w których zjawiły się w salonie, a ciała okryć w wygodniejsze do celów masażowych, puchate, białe ręczniki.
— Gdy będą panie gotowe, zapraszamy na leżanki! — zaszczebiotała, a Tatiana i Valerie mogły usłyszeć jeszcze jedną kobietę, z którą tamta rozmawiała o czymś nieistotnym, ściszonym głosem.
— Droga pani, miewa pani jakieś szczególne dolegliwości? Czy życzy sobie relaksacji całego ciała? — spytała druga, ciemnowłosa, w czasie gdy Valerie układała się już na swojej leżance, chichocząc cicho.
— Myślę, że dziś skorzystamy z całego pakietu — podsunęła, a jedna z kobiet zaraz znalazła się obok niej, przystępując z początku do masażu szczupłych łydek śpiewaczki. Pomimo upływu lat widać było, że Valerie szczególnie dbała o swe ciało, aby wciąż pozostawało jędrne, gładkie, bez żadnej skazy.




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]01.09.22 13:17
Codzienność powszechnego dnia potrafiła być męcząca, niemalże do granic przewidywalna i zwyczajnie nudna – i choć Dolohov na brak wrażeń czy spontanicznych decyzji, które wiodły wszakże prym w jej funkcjonowaniu, nie mogła narzekać, tak poświęcenie się beztroskiej chwili egoizmu miało w sobie coś zwyczajnie ponętnego. Pochylenie tylko nad własną przyjemnością; czasami faktycznie pozwalała sobie na to i tylko na to, nazbyt kuszona własnym komfortem i kapryśnością losu, rzadko jednak faktycznie zastanawiająca się nad dobrobytem. Lubiła mężczyzn, bo sprawiali jej przyjemność. Lubiła alkohol i używki bo wprowadzał w lekki nastrój. Lubiła korzystać z oklumencji i sięgać coraz śmielej po zawiłe możliwości jej przeciwniczki – legilimencji – bo władza nad drugą istotą dawała upajające poczucie kontroli.
Lubiła błyskotki, szampana i wystawne przyjęcia – ale w tym wszystkim faktyczna dbałość o wygląd była dziwną sinusoidą, loterią dyktowaną raczej przez przypadek i bardzo dwuznaczny charakter. Raz była niemalże żywą, malowaną matrioszką ubraną w najnowsze szaty sezonu, inny razem praktyczna czerń i wyraźne cienie pod oczami tworzyły to, kim była Tatiana.
Spotkanie z Valerie Sallow, choć bardzo nie chciałaby tego przyznać, było swego rodzaju przełomem; cichym znakiem, obietnicą, zalążkiem tego, co miało nadejść – dni, w których przestanie jedynie być enigmą z Nokturnu, a stanie się panią na włościach, otuloną bielą futra i rubinem ciężkiej kolii.
Słuchała słów swojej towarzyszki o niemieckiej nacji, zgoła zdziwiona ale i zaciekawiona kontynuacją małej historii o odległym kraju; teoretycznie, bo podróż z Wysp na kraj europejski nie wydawała się tak długa.
– To rzeczywiście ciekawe, co masz na myśli mówiąc o ułożeniu? Czego im brakuje? – zagaiła, unosząc brew. Do czynienia miała z pojedynczymi czarodziejami tej nacji, kiedyś z Austriakiem, wciąż jednak pozostawali dlań zagadką.
Pokój, który wyrósł przed nimi miał w sobie dużo elegancji, choć królował tu pragmatyzm i ciężkie nuty przyjemnych dla nozdrzy pachnideł. Zdjęcie wierzchniego odzienia nie zajęło wiele, otrzymały także specjalistyczne szatki, bo nie do końca wiedziała czym było delikatne, pudroworóżowe odzienie zakrywające konieczne partie ciała. Przechodząc na leżankę, posłała Valerie krótki uśmiech.
– Zamążpójście moja droga – tylko tyle i aż tyle; zastanawiało ją, czy gdyby nie ta farsa, Anglia w ogóle byłaby kiedykolwiek przez nią odwiedzona? Pewnie tak, matka uparłaby się co do wizyty w rodzinnym kraju.
Dłoń Dolohov zawędrowała ostentacyjnie w górę, eksponując duży pierścień z imponującym brylantem – Jak sama wiesz, jestem zaangażowana w sprawy angielskie. Z uwagi na rodzinę, bo o patriotyzmie raczej nie mogę mówić. Moją ojczyzną na zawsze pozostanie Rosja – wyjawiła, subtelnie układając się na przygotowanym dla niej miejscu, z którego jedna z kobiet przeszła do swojej pracy, kiedy Dolohov kiwając głową również wybrała „cały pakiet”.
– Ród Rowlów, potężna rodzina – powiedziała, przymykając oczy w odpowiedzi na delikatny masaż - to panieńskie nazwisko mojej zmarłej matki.



will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 17
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]05.09.22 13:27
Całe szczęście, że przeszły już do masaży. W innym przypadku nieprzyjemna skądinąd konieczność rozprawy o zbiorowym charakterze Niemców przyniosłaby na ramiona Valerie jeszcze większy ciężar irytacji. Miała z tym krajem wiele wspomnień, choć te negatywne o dziwo nie górowały nad pozytywnymi, jednak zdecydowanie swobodniej czuła się w swej ojczyźnie. Westchnienie pełne boleści mogłoby samo w sobie stanowić wystarczającą dla Tatiany odpowiedź, lecz zaciekawienie młodej kobiety nie mogło zostać tak po prostu pominięte. Przygotuje ją na możliwe późniejsze doświadczenia.
— Przede wszystkim odpowiedzialności, moja droga — gdyby nie przymknęła oczu wobec przyjemności, która płynęła z masażu ciała, pewnie w tym momencie przewróciłaby nimi wyjątkowo wymownie. — Za wykonywane zadania, czy też pracę. Bardzo popularnym sentymentem w tym kraju jest to, żeby jak najwięcej z własnych obowiązków zepchnąć na kogoś innego, nawet jeżeli pociągałoby to za sobą jeszcze większe koszta i było skrajnie nieefektywne — cały system niemieckiej biurokracji, z którym zetknęła się w trakcie swej kontynentalnej dekady Valerie był tego idealnym przykładem. Ta różnica kulturowa okazała się chyba najbardziej ją szokować, czy też dziwić. Mocniej nawet od swobodniejszego podejścia do obyczajów, które przez kontakty mugoli ze Stanami Zjednoczonymi przede wszystkim, zaczęło przenikać — ku rozpaczy pani Sallow — także do środowiska czarodziejskiego. — W Anglii tego nie uświadczysz, a przynajmniej mam nadzieję, że nie miałaś do tego okazji. Poczucie obowiązku za powierzone nam zadanie jest... Kwestią tej specyficznej dyscypliny, która pozwala trzymać wszystko w ryzach. Iść do przodu, zdobywać kolejne szczyty. Przyznam ci się, że gdy przyszło opuszczać mi ten kraj, miałam ledwie dwadzieścia lat i mocno tego nie doceniałam. Teraz jednak nie mogę odmówić wagi dyscypliny w postępie, w kreowaniu lepszego jutra.
Ciągnęła dalej, ale w tym samym czasie odwróciła głowę w kierunku Tatiany, podkładając sobie jasną dłoń pod policzek. Uśmiechnęła się najpierw figlarnie, by później zachichotać cicho.
— Brzmię teraz zupełnie jak mój mąż, nieprawdaż? — wywód zabrzmiał odrobinę politycznie, ale małżonkowie spędzali ze sobą tyle czasu, iż naturalne było przejęcie od siebie pewnych zwrotów i manieryzmów. Prędko jej uwaga przeniosła się jednak na pierścionek, który wyeksponowała — jeszcze — panna Dolohov. Zadowolony uśmiech obecny już na twarzy śpiewaczki poszerzył się jeszcze, wzniosła się na moment na łokciach, korzystając z okazji i kilkukrotnie klasnęła w dłonie, nim znów złożyła się na leżance.
— Moje gratulacje, Tatiano. Kimże jest twój wybranek, o ile mogę spytać? — była przecież tylko kobietą, a ciekawość, zwłaszcza w tematach matrymonialnych nie powinna przecież nikogo dziwić. Sama dopiero co ponownie stanęła na ślubnym kobiercu, wciąż jeszcze czuła uderzenia amora, a gdy kochało się kogoś tak mocno, jak ona kochała Corneliusa (ślub ich bowiem miał być tylko kwestią wygodnego układu, lecz prędko zmienił się w ślub z uczucia), dostrzegało się miłość i radość z niej wszędzie. — Och, to naprawdę rzadka historia — o tyle, o ile ożenki szlachcianek z czystokrwistymi kawalerami zdarzały się w Anglii raz na jakiś czas i pani Sallow słyszała już o podobnych przypadkach (chociażby o biednej matce Elviry), o tyle historia z wysłaniem damy aż do dalekiej Rosji była dla niej nowością. Może i dobrze się stało — Tatiana prezentowała się, przynajmniej teraz w sposób, który skłaniał Valerie ku myśli, że rosyjski klimat służył dzieciom z takich związków. — Ale odpowiada na wszystkie pytania. Zakładam zatem, że nie uczyłaś się w Hogwarcie, czyż nie? Durmstrang znajduje się bliżej... — zamyśliła się, wizualizując przed oczami mapę świata i odległość szkoły od Rosji i Wielkiej Brytanii. — Muszę zastanowić się, do której ze szkół magii posłać moją córkę, Hersilię. Urodziła się w Niemczech, więc mogłaby pójść w ślady ojca i uczyć się właśnie w Durmstrangu, ale nie jestem do końca przekonana... Jak oceniasz tamtejszy poziom? Klimat, charakter, jaki szkoła kształtuje?




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]05.09.22 14:37
Różnice w narodowościach były dla niej niemalże chlebem powszednim; lata adaptowania się do brytyjskiej społeczności i realiów były nieustanną batalią pomiędzy nastoletnią irytacją a rozsądkiem i dbałością o własny interes. Pozornie tacy sami, w rzeczywistości dzieliła ich ogromna przepaść kulturowa – Anglików, Rosjan, Skandynawów – wszyscy byli zupełnie inni. Choć Valerie wypuściła spomiędzy warg ciche westchnięcie enigmatyczności, nie potrzebowała drążyć tematu, by wiedzieć, że z niemiecką nacją sytuacja ma się podobnie.
Rozbawienie rozpłynęło się w kącikach ust i dosięgło jasnego spojrzenia; pani Sallow w istocie miała w sobie coś z wzniosłości wypowiadanych słów jej męża. Mówiła o dyscyplinie, postępie, osiąganiu celów – poniekąd się z nią zgadzała, choć Anglicy zupełnie inaczej podchodzili do realizacji zadań, czasem zbyt filozoficznie, zamiast stawiać na czysty pragmatyzm.
– Och, tylko odrobinę, moja droga. Miło jednak dla odmiany posłuchać, że to piękna kobieta oddana przyjemności mówi o dyscyplinie i poświęceniu, niźli wyprostowany jak struna mężczyzna – rzuciła z nutą rozbawienia, mimo wszystko poważnie, nieważne jak mocno paradoks wypowiadanych słów kontrastował ze scenerią, w jakiej uczestniczyły. Mężczyźni ubrani w dopasowaną czerń przemawiali na mównicach, z posągową twarzą i skupionym spojrzeniem; one oddawały się relaksacyjnym masażom, raz po raz uśmiechając się pod nosem na wspomnienie dawnych dni i przemiany, jakie działy się na ich oczach.
Zdążyła przyzwyczaić się do ciężaru pierścienia na swoim palcu, choć wciąż kamień miał w sobie więcej ambiwalentnej irytacji niźli powodów do dumy; pani Sallow klasnęła w dłonie, a ona uśmiechnęła się, uprzejmie i subtelnie, wypracowanym do perfekcji grymasu, nawet jeśli zamążpójście wciąż drgało w jej głowie jako nieprzyjemna konieczność.
– Dziękuję, moja droga – lekkie skinienie głową było dostrzegalne w formie uznania – Cóż, udało mi się trafić na kogoś…własnego. To Rosjanin, choć żyje na Wyspach już od wielu lat, na pewno bliżej mu do Brytyjczyka niż mnie samej – choć z zgłoskach brzmiał śmiech, nie była pewna, czy próbuje przekonać Valerie, czy samą siebie. Był zimny, niebezpieczny i obsesyjny – nawet jeśli nie widzieli się długie miesiące, tego była pewna – Więcej jednak podróżuje, niż spędza czas w Anglii. Międzynarodowe interesy – podsumowała, a kącik ust znów drgnął ku górze. Tym lepiej dla niej.
– Moje narzeczeństwo przeciąga się dłużej niż powinno, według niektórych, ale czym są terminy, gdy w grę wchodzi żałoba? – tym razem uśmiech wyglądał blado, choć wciąż wypracowanie – nie tęskniła za matką, za Grahamem nie musiała wszakże nosić czerni, choć konwenanse – o które tak bardzo nie dbała – tego od niej wymagały – Brytyjska rzeczywistość nader mocno umiłowała sobie hermetyczność – wyznała, przymykając na moment oczy – Skorowidz krwi, szlachetne rody. Moja rodzina związana jest z carską dynastią, to zgoła odmienna transakcja niż jakiekolwiek ucieranie się o mezalians – Anglicy lubili wszystko co swoje i własne, co znane i podporządkowane. Choć na tych ziemiach nie miała arystokratycznego tytułu, w swojej ojczyźnie była kimś znacznie wyżej postawionym niż tutaj. O błędzie w postacie Mulcibera nie zamierzała póki co wspominać.
– Dokładnie tak, Valerie, Durmstrang – potwierdziła przypuszczenia swojej towarzyszki, kiedy specjalistka salonu piękności zaczęła zajmować się jej plecami, skupiając się głównie na łopatkach. Dolohov musiała przyznać, że było w tym wiele faktycznej relaksacji.
– Być może nie będę obiektywna, wręcz na pewno nie będzie przeze mnie to przemawiało, ale uważam, że Durmstrang jest najodpowiedniejszym z wyborów – zawyrokowała bez zastanawiania się, bez porównywania pseudo poziomu Hogwartu do Skandynawskiej szkoły – Wspomniałaś o dyscyplinie, wobec tego tym bardziej nie mam żadnych wątpliwości. Durmstrang uczy jej jak żadna inna szkoła. Szkoła kształtuje silne charaktery, nawet w tych, którzy nie przejawiają tej siły na pierwszy rzut oka. Nie ma mowy o przyjmowaniu do placówki tych….którzy nie powinni mieć dostępu do świata czarodziejskiego.





will the hunger ever stop?
can we simply starve this s i n?
Tatiana Dolohov
Zawód : emigrantka, pozowana dama
Wiek : lat 23
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zaręczona
wanderess, one night stand
don't belong to no city, don't belong to no man
I'm the violence in the pouring rain
OPCM : 17
UROKI : 16 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7 +3
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t8945-tatiana-dolohov#267430 https://www.morsmordre.net/t8948-ivan#267594 https://www.morsmordre.net/t8949-russian-doll#267610 https://www.morsmordre.net/f312-smiertelny-nokturn-9 https://www.morsmordre.net/t9019-skrytka-bankowa-2104#271324 https://www.morsmordre.net/t8959-t-dolohov#267756
Re: Salon Piękności "Zapach Amortencji" [odnośnik]12.09.22 9:35
Nawet na tak niewielkiej, zdawałoby się, przestrzeni, jaką była Wielka Brytania, różnice kulturowe były wyraźne i rzadko kiedy pozwalały dać się zignorować. Jako pierwszy z brzegu pojawiał się przecież przykład różnicy między poszczególnymi częściami Zjednoczonego Królestwa — Irlandczycy, Szkoci, Anglicy, Walijczycy — wszyscy odbiegali od siebie wyraźnie, każdy z tych narodów potrafił stworzyć właściwą sobie tożsamość, która pozwalała oddzielić go od ogólnej masy ludzkiej. Ale podziały szły dalej — chociażby pochodzący z wietrznego Shropshire małżonkowie Sallow z pogardą wypowiadali się o swych sąsiadach — zanurzonych w bajdurzeniach mieszkańcach Lancashire oraz agresywnych do przesady i niemal zupełnie dzikich ludziach zamieszkujących mgliste, ponure Cheshire. Kornwalia Macmillanów kojarzyła im się z miejscem zupełnie gnuśnym, nie potrafiliby też żyć w pięknej, ale miałkiej Kumbrii, znów charakteryzując ich mieszkańców równie pewnie, co panujący tam krajobraz. Ktoś powiedziałby, że to upraszczanie, stereotypizacja. Oni natomiast, że znacznie lepiej było dawać się zaskoczyć odstępstwem od normy niż wciąż bezrefleksyjnie popadać w jakiś schemat.
— Ale czy to nie jest częścią rozmowy o dyscyplinie? Kto się jej trzyma, ten może liczyć na odpowiednią gratyfikację — w końcu nawet w trybie surowego wychowania znajdował się czas i miejsce na odpoczynek; czasami nie do końca taki, jakiego się spodziewano. Najczęściej mocno nieoczywisty, potrzebujący perspektywy czasu, by można było go odpowiednio ocenić. W dzieciństwie Valerie takimi nagrodami, czy też gratyfikacjami były wycieczki z rodzicami — z panem ojcem na magiczny targ w Shrewsbury, z panią matką do oper, w których czasami występowała. Dzisiaj jednak, jako dorosła kobieta, mogła samodzielnie dawkować sobie te przyjemności, to w jej rękach (jedynie chwilami także w rękach męża) leżała odpowiedzialność za to, by nie popaść w rozpieszczanie zbyt głęboko. Ale wydawało się, że doskonale znała granice i nie miała problemu z pilnowaniem się względem nich.
Pokiwała głową w milczącym zrozumieniu; sama wyszła za mąż mając ledwie dwadzieścia lat, w wieku Tatiany od dwóch lat była już matką. Upływ czasu był dla kobiet nieubłagany, z drugiej też strony konwenanse i zasady potrafiły skutecznie przesunąć właściwy okres do zamążpójścia, jeżeli tylko młoda panna miała chociażby wystarczającego pecha, by los zabierał jej po kolei każdego z członków najbliższej rodziny. Zdarzały się oczywiście sytuacje, w których ślub brała dziewczyna w żałobie, ale zazwyczaj zmarły chorował już wtedy długo i jeszcze za życia wyraził wolę, by jego odejście nie wpłynęło na przebieg tak przygotowań, jak i samej uroczystości. Niemniej jednak rozumiała, że czas płynął nieubłaganie, one nie robiły się młodsze, a dyszące w kark wymagania względem młodych kobiet także robiły swoje.
— Nie ważne jak bardzo twój przyszły mąż przesiąkłby Brytanią, mam nadzieję, że pielęgnuje w sobie rosyjską iskrę, byś mogła czerpać z niej tak wiele radości i komfortu, jak tylko ci się zamarzy — Valerie była wszak artystką, zdarzało jej się nawet samodzielnie pisać teksty piosenek — jak chociażby tę, którą premierowo wykonała na ceremonii odznaczenia bohaterów wojennych. Nic więc dziwnego, że i jej życzenia wzbiły się ponad poziom klasycznych "oby wam się wiodło" i "mam nadzieję, że będziesz z nim szczęśliwa". Co jak co, ale ze słowem Sallowowie — nieważne, czy z urodzenia, czy wżenieni — radzili sobie w sposób zaskakujący.
— No proszę, Tatiano. Zapraszając cię dziś tutaj, nie sądziłam, że przyjdzie mi rozmawiać z kimś, komu bliżej jest księżniczce — carewnie? Kniaziównie? Valerie zupełnie nie znała się na rosyjskiej tytulaturze, ale mimo wszystko w jej słowach wybrzmiał podziw. — W takim razie na nasze następne spotkanie muszę wybrać miejsce jeszcze bardziej odpowiednie dla twego statusu — zaśmiała się serdecznie, pozwalając pracownicy wykonywać jej pracę. Masaż w salonie piękności był czymś, czego prawdziwie potrzebowała; w dodatku w takim towarzystwie? Czuła się, jakby trafiła w dziesiątkę.
Wysłuchała opowieści Tatiany o szkole, której była absolwentką z zaskakującą, kontrastującą z dotychczasowym słodkim rozleniwieniem uwagą. Gdy Dolohov skończyła, Valerie wzniosła się powoli na łokciach, choć na niezbyt dużą wysokość, głowę skłaniając w jej kierunku.
— A jak jest tam z klimatem? Według twojej oceny jest on bardziej uciążliwy niż na przykład ten szkocki? Oczywiście jeżeli nie miałaś nigdy okazji znaleźć się na północy naszego kraju, wystarczy mi tylko ogólny opis. Ze swych lat szkolnych pamiętam przede wszystkim wiszące nad zamkiem i błoniami mgły, przenikającą wilgoć na początku roku szkolnego... — zakładała, że Norwegia — jak to Norwegia — była miejscem raczej chłodnym, ale jeżeli nie było tam przynajmniej aż tak wilgotno jak w Hogwarcie, mogła zaryzykować, czyż nie?
W tym samym czasie jednak masaże dobiegły końca. Kobiety zostały więc poproszone raz jeszcze za parawany, aby mogły przygotować się do dalszej części zabiegów upiększających.




tradition honor excellence
Valerie Sallow
Zawód : Celebrytka, śpiewaczka
Wiek : 29/30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Zamężna
sharpen your senses
and turn the knife
i know those
party games too
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t10881-valerie-vanity#331558 https://www.morsmordre.net/t10918-andante#332758 https://www.morsmordre.net/t10920-tell-me-i-m-your-midnight-muse#332762 https://www.morsmordre.net/f408-kensington-harley-gardens-10 https://www.morsmordre.net/t10921-skrytka-bankowa-nr-2362#332773 https://www.morsmordre.net/t10919-v-vanity#332759

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Salon Piękności "Zapach Amortencji"
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach