Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Alejka nad brzegiem rzeki

Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 26, 27, 28
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 Empty
PisanieTemat: Alejka nad brzegiem rzeki   Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 I_icon_minitime02.05.15 12:32

First topic message reminder :

Alejka nad brzegiem rzeki

Wiecznie zamglony spacerniak nad brzegiem Tamizy to dość ponure, ale klimatyczne miejsce. Drogę rozświetlają wysokie, bogato zdobione latarnie, a szum wód zagłusza zgiełk miasta. Przy mostku unosi się przypięta do brzegu barka. Choć jest to samo serce miasta, wydaje się tu być nieco ciszej, niż w innych rejonach City of London. Przestrzeni nie ożywia żadna roślinność, alejka ułożona jest z nierównych, kocich łbów. Odpowiednie miejsce na samotne spacery i dekadenckie rozważania. Roztacza się stąd bardzo dobry widok na wieżę Big Bena majaczącą ponad innymi wysokimi budynkami.  

W tej lokacji obowiązuje bonus do rzutu kością w wysokości +5 dla Rycerzy Walpurgii i +10 dla Śmierciożerców.




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 27.08.18 15:11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Belvina Blythe
Belvina Blythe

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 Empty
PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 I_icon_minitime07.09.20 23:43

Zdecydowanie nie był pierwszym, który próbował wyraźniej zagrać jej na nerwach i zrujnować kontrolę, jaką zachowywała, dawkując okazywane emocje w taki sposób, aby było to wygodne jedynie dla niej samej. Nie mając przewagi w sile fizycznej ani względem umiejętności, musiała w towarzystwie mężczyzn radzić sobie w sposób dla niej dostępny, czyli kobiecą przebiegłością. Mimo to Macnair i tak był na wygranej pozycji, gdy podczas wspólnych urodzin, pozwoliła sobie na swobodę bycia, bez przejmowania się konsekwencjami, a więc najbardziej prawdziwą. Najwyraźniej jednak tamten dzień, a raczej noc mocno zatarły się w jego pamięci, skoro ponownie dotarli do momentu, gdy próbował ją zirytować. Nie zamierzała dać się podejść, a przynajmniej tak sądziła do czasu…
Obserwowała go, gdy humor mu widocznie dopisywał. W sumie nie powinna się dziwić, każde ich spotkanie podszyte było tym specyficznym humorem, dawką kpiny, uszczypliwości i naprawdę jej się to podobało. Pozwalało w dziwny sposób odstresować się, mimo że nie usypiało całkowicie skupienia. Teraz było inaczej, nerwówka ostatnich dni, nie pozwalała tak po prostu odpuścić. W skrajnych sytuacjach potrafiła być wyjątkowo zawzięta, ale nie sądziła, że właśnie dziś nastał ten moment.
- Raczej tego nie robisz.- odparła cicho, a spokój okolicy w żadne sposób nie zagłuszał jej słów.- Skąd ta zmiana? – pomimo niepokoju i odrobiny złości, czekała co padnie w odpowiedzi. Może ją zaskoczy?
Nie dało się nie wyczuć nieco napiętej atmosfery, była pewna, że jej towarzysz też to odczuwa, ale najwyraźniej wcale się tym nie przejmował. Nie wiedziała, co chciała dokładnie osiągnąć, wypowiadając inkantację i sięgając po zaklęcie, które miało szansę nie sięgnąć nawet mężczyzny. Tak też się stało, co w sumie ją uspokoiło, bez wątpienia gorzej byłoby, gdyby jednak udało się. Jak nigdy prosiła się o kłopoty i właśnie je dostawała, czego była świadoma, spoglądając na Drew… teraz wyraźnie rozdrażnionego. Unikanie go, nie poszło po jej myśli, a nie prowokowanie wyszło jeszcze gorzej. Mimo to nie ruszyła się z miejsca, gdy zaczął skracać dystans. Idiotyzm podjętej chwilę temu decyzji zaczynał docierać, kiedy rozsądek powrócił do łask.
- Musiałam odreagować? – rzuciła odrobinę niepewnie, nie mając pomysłu na bardziej konkretną odpowiedź. Co innego mogła mu powiedzieć? Rzucone zaklęcie było naprawdę nietypową próbą odreagowania.
Zmrużyła lekko oczy, słuchając jego słów, ale zbywając to milczeniem. Nie mijały się całkowicie z prawdą, pod pewnym względem były trafione w punkt. Na całe szczęście jednak nie była naiwną dziewczynką, która zderzyła się z okrutnym otoczeniem po raz pierwszy, zdążyła to przerobić dawno temu. W tym przypadku chodziło o coś odrobinę innego, coś, co musiała przetrawić na spokojnie, lecz myśli nie chciały stać się chłodną kalkulacją. Kiedy wypowiedział inkantacje, cofnęła się aż o krok, a źrenice wyraźnie rozszerzyły, sprawiając, że brązowe tęczówki wydawały się wręcz czarne.
- Przeginasz.- burknęła, opanowując emocje, gdy tylko również jemu nie udało się. Domyślała się, że miałaby kłopoty, a znikoma szansa na przełamanie siły zaklęcia nie budziła entuzjazmu. W takiej sytuacji musiałaby czekać na jego dobrą wolę, a to mało przyjemna wizja.
- Prawie jakbyś się martwił, że nie odezwałam się dotąd.- odparła nieco zaczepnie, próbując wrócić do sposobu, w jaki rozmawiali zwykle, lecz nie szło to tak gładko. Kiedy stanął tuż przed nią, zdecydowanie naruszając bliską przestrzeń, uniosła głowę, by spojrzeć mu w twarz. Zaraz zerknęła w dół, zauważając, jak końcówka różdżki wbija się lekko w ciało poniżej żeber. Westchnęła cicho, uświadamiając sobie głupotę sytuacji. Cofnęła rękę, by zaraz schować ohię i ponownie unieść na niego wzrok.- Tak, unikałam, ale to najwyraźniej było bezsensowne.- przyznała, nawet jeśli był dość inteligentny, aby sam wyciągnąć ten wniosek.- Brakowało Ci mojego towarzystwa, że tak źle to zniosłeś? – słowa zahaczyły o kpinę, ale nadal było to odrobinę nieporadne, podszyte emocjami, które denerwowały ją.




Pozwala ci być obok
A nie ma lepszego miejsca, niż obok
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 Empty
PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 I_icon_minitime08.09.20 22:12

Wspomnienie wspólnych urodzin wydawało się wyjątkowo odległe, choć nie minęło od nich nawet sześć miesięcy. Tamtego dnia nie rozpatrywał nowej znajomości w perspektywie wspólnej walki o lepszy, czystszy Londyn, bowiem miał jedynie ochotę odciąć się na moment od wymagającej rzeczywistości. Trafili na siebie przypadkiem, a los sprawił, iż oboje mieli okazję do całonocnego świętowania, co finalnie sprowadziło ich właśnie do tego miejsca. Na próżno było w tym szukać celowego działania, bowiem dopiero kolejne sytuacje uświadomiły mu jak cennym nabytkiem stałaby się dla Rycerzy Walpurgii. Opanowanie, wewnętrzna siła i umiejętności wróżyły jej świetlaną przyszłość pośród równie uzdolnionych czarodziejów. Pragnęła z tego zrezygnować na rzecz własnego sumienia? Uzdrowicielskiego powołania? Ostatnia dyskusja w jej mieszkaniu nie wywołała w nim optymizmu, jednakże wydarzenia w piwnicy uświadomiły, że najwyraźniej zbyt pochopnie ją ocenił – czyżby jednak wcześniej miał rację? -Na twoje nieszczęście nikt nie zdążył mnie dostatecznie zirytować, a wróg, jak widać, dopaść- skwitował posyłając jej szelmowski uśmiech. Nie spuszczając wzroku z jej twarzy starał się odczytać targające nią emocje, co pomogłoby mu wysunąć celne wnioski. Czuł, że tlił się w niej gniew, widział palącą złość i pozostawało pytanie jaka była tego przyczyna. Konieczność zranienia mugolaka, czy sztylet, którym przeszył jego gardło pozwalając brudnej krwi rozbryznąć się na piwniczej posadzce? Prawdopodobnie nie była gotowa zobaczyć jego prawdziwej natury na własne oczy, być świadkiem bezlitosnego wymierzenia odpowiedniej kary i czerpania z tego nie lada satysfakcji. Fizyczny ból był dla niego chlebem codziennym, podobnie jak woń posoki i buzująca w żyłach adrenalina. Mężczyzna, z którym miała okazję doprowadzić się do przyjemnego stanu upojenia wciąż w nim był, ale kiedy chodziło o wojnę sprawy nabierały zupełnie innego wydźwięku.
-Cudownie, zatem ciesz się, że ja nie mam na to ochoty- odpowiedział pewnym tonem, w którym nie dało się wyczuć kpiny. Nie żartował. -Następnym razem w ramach swego odreagowywania napoisz mnie trucizną?- uniósł brew spoglądając na nią z góry niczym na niesforne dziecko, którego zachowanie wymknęło się spode kontroli. -Dobijesz zamiast uśmierzyć ból?- dodał, a jego oczy nieco rozbłysnęły, jakoby na znak, że była to idealna okazja na pozbycie się irytującego znajomego. W końcu trafiał do niej za pomocą innych, nieuzdolnionych w magii leczniczej czarodziejów, którzy z pewnością nie domyślili się, iż pragnęła wcielić swój diabelski plan w życie. -Chyba muszę poważnie zastanowić się nad doborem lojalnych ludzi- zwieńczył z nutką sarkazmu w głosie, co podkreślił lekkim wygięciem warg w kpiącym wyrazie.
-Ja przeginam, ciekawe- pokręcił głową ignorując różdżkę wbitą poniżej żebra. Nie krępowała go jej bliskość, nie zmieniał nastawienia ciepły, nieco przyspieszony oddech i świeży zapach perfum. Postąpiła nieodpowiedzialnie – był przekonany, że gdyby wprawiona była w silniejsze zaklęcia to nie zawahałaby się kazać mu mierzyć z ich skutkami. -Zatem powiedz mi jaki był tego powód?- spytał nieco ciszej unosząc dłoń, w której trzymał różdżkę, na wysokość klatki piersiowej Belviny, tak aby kraniec wężowego drewna oparł się o dolną część jej brody. Bez zawahania pociągnął rękę wyżej zmuszając ją tym samym do spojrzenia prosto w oczy. -Usychałem z tęsknoty- odpowiedział równie ironicznym tonem.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Belvina Blythe
Belvina Blythe

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 Empty
PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 I_icon_minitime09.09.20 23:15

Podejmując pierwsze decyzje tamtego wieczora oraz wiele innych później, podświadomie domyślała się, że nie doprowadzi to do niczego dobrego, nie mogło. Jednak koniec końców okazało się to jeszcze bardziej nieprzyjemne, gdy już miało miejsce. Nie sądziła, że przyjdzie jej spotkać kogoś pokroju Macnaira, kto naruszy spokój i nie jeden raz będzie miała okazję zobaczyć go zakrwawionego z powodów, których wtedy nie dociekała, bo i on nie chciał mówić. Bez wątpienia po tym, co zobaczyła w Mantykorze powinna odpuścić, wycofać się i zapomnieć, ale jak zawsze tego nie zrobiła, ignorując rozsądek. Pchana pobudkami, które dopiero teraz z czasem, przychodziło jej zrozumieć. Rozmowa przez którą przebrnęli później, nie zostawiała wątpliwości, rozwiała wszelkie złudzenia i doprowadziła do kolejnych decyzji oraz późniejszego ostatniego spotkania, które sprawiło, że zaczęła Go unikać.
- Czyżbyś miał jakieś niesamowite szczęście? Trochę minęło od twojej ostatniej próby pozbycia się całej krwi z ciała.- samo wspomnienie rozległych ran, jakich dorobił się ostatnim razem, wywołało delikatny grymas na jej ustach. Opanowanie tego okazało się trudne, a zwłaszcza, gdy magia uparcie nie chciała z nią współpracować, dając minimalny efekt z każdym wypowiedzianym zaklęciem.
Złość, którą skierowała w jego stronę, powinna zatrzymać dla siebie. Zgadzała się z tym co powiedział jej wcześniej, że nikt jej przecież nie zmusił, nikt nie kazał, działała świadomie i mimo wszystko miała wybór, nawet jeśli wtedy niekoniecznie go widziała albo nie chciała dostrzec. Widok krwi ani śmierć nie poruszyły jej tak bardzo, jak powinny, ale była uzdrowicielką, miała czas, aby oswoić się z jednym i drugim, bo nie każdego pacjenta dawało się uratować. Urazy pozaklęciowe były nie raz zbyt poważne, a czas nie działał na korzyść. Do takich rzeczy można było przywyknąć, nawet jeśli później powracały przez dzień czy dwa. To, co ruszyło ją pierwsze to fakt, że w skrajnej sytuacji jej podejście nie różniło się za wiele od tego, co wpajano jej za dzieciaka, a o co mocno dbali noszący nazwisko Blythe. Uciekała przed tym długo, aby finalnie zrozumieć, że na nic się to zdało, a wszelkie zapewnienia, iż postępuje inaczej… okazały się nic niewarte i wypadało się z tym pogodzić. Gorzej było zdecydowanie z obserwowaniem tego konkretnego mężczyzny w tak bezwzględnej wersji. Bez wątpienia łatwiej byłoby zaakceptować stan rzeczy, gdyby ich znajomość nie rozpoczęła się od całkowicie innej strony. Słaba nić zaufania była zbyt delikatna, aby pozostała teraz nienaruszona, co tłumaczyło niepokój i chęć zniechęcenia go, aby poszedł sobie. Niestety, najwyraźniej w tym przypadku… to nie działało.
Skomentowała milczeniem jego słowa, które zabrzmiały zbyt poważnie. Ostrzeżenie czy groźba? Wolała tego nie określać ani tym bardziej nie dopytywać.
- Hm, nie wpadłabym na to.- odparła, udając, że jakkolwiek zastanawia się nad tym. Pomysł był ciekawy, gdyby faktycznie chciała jego śmierci, ale pomimo wszystko jeszcze nie doprowadził do sytuacji, w której rozważałaby otrucie go. Nie mniej musiała sobie to zapamiętać na przyszłość, bo kto wie, kiedy taki plan się przyda.- Przy odrobinie szczęścia, wystarczyłoby poczekać, aż się wykrwawisz, bez przykładania do tego ręki.- dodała, przewracając lekko oczami, co najlepiej podkreślało, że nie zrobi mu tego. Mimo wszystko.
Bez problemu ignorowała to, jak blisko był i najwyraźniej oboje równie neutralnie podchodzili do mocno naruszonego dystansu. Obawa w jej przypadku nie znikła, co zdradzało ciało, lecz kontrolowane emocje zatajały to na tyle, na ile się dało. Wykrzywiła wargi w grymasie, gdy poczuła nacisk drewna różdżki na brodzie i dość stanowczy przymus, aby unieść głowę. Zamknęła smukłe palce na jego dłoni, próbując zmusić mężczyznę, żeby cofnął rękę. Nie przerwała kontaktu wzrokowego, który wymusił, mogła to podtrzymać i nie miała z tym problemu.
- Może chciałam spokoju? Potrzebowałam trochę czasu, aby przetrawić wszystko? – powodów było wiele, a obecna sytuacja i nerwowość wisząca w powietrzu, nie były zbyt idealne do omawiania tego. Jego odpowiedź, nie zaskoczyła jej, spodziewała się czegoś podobnego. Ironia w tej chwili wydawała się całkowicie naturalna.- Widać.- burknęła, ale już bez złości.




Pozwala ci być obok
A nie ma lepszego miejsca, niż obok
Powrót do góry Go down
Drew Macnair
Drew Macnair

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw
Wiek : 30
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 39
UROKI : 9
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 45
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Metamorfomag

Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 Empty
PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 I_icon_minitime16.09.20 0:29

Mogła mu zarzucić wiele; niezapowiedziane wizyty, konieczność mierzenia się z rozległymi ranami, niepisane obietnice, że wyjdzie spod jej skrzydeł cało, czy otwarte opowiadanie o własnych poglądach i wymuszenie ich zrozumienia oraz poparcia. Nie zgodziłby się jednak z twierdzeniem, że sytuacja w piwnicy wynikła tylko i wyłącznie z jego pobudek, bowiem nie zaciągnął jej tam siłą, choć mógł, podobnie jak nie zamierzał dać wyboru Cillianowi. W istocie spotykając go na swej drodze oraz udowadniając przydatność sprawie nie miała już większego wyboru i tylko mogła odsuwać w czasie nieuniknione. Był przekonany o jej mądrości, dlatego też w ogóle nie brał pod uwagę sytuacji, w której opowiedziałaby się za mugolską zarazą i ramię w ramię z wrogiem ruszyła na wojnę.
Wiedziona ciekawością, być może trudami przeszłości postanowiła zjawić się na spotkaniu, a następnie wykonać polecenie stanowiące dowód lojalności – chyba że była to próba zamydlenia im oczu i wprowadzenia w błąd. Szczerze liczył, że nawet nie przyszłoby jej to do głowy.
-Brzmisz jakbyś się stęskniła za swym ulubionym pacjentem, a raczej jego krwią- rzucił nie kryjąc kpiącego uśmiechu. Zaraz po tym dostrzegł grymas na jej twarzy, który mógł zrozumieć iście dwojako. -Krzywisz się z obawy, że znalazłem sobie nową, prywatną uzdrowicielkę?- uniósł pytająco brew nie potrafiąc powstrzymać się przed ironicznym komentarzem. Nie był idiotą – a przynajmniej za takiego się nie uważał – dlatego od samego początku wiedział, że trapiący ją powód był znacznie głębszy i poważniejszy. Daleko mu było jednak od osoby wyciągającej cokolwiek z drugiego człowieka na siłę, nie umiał też dawać sensownych rad, więc jeśli zechce się z nim podzielić swymi zmartwieniami uczyni to bez jakichkolwiek nacisków. Przypuszczał, że miało to związek z wydaniem jasnego polecenia mugolakowi – pamiętał wyraz jej twarzy i niesmak jaki pozostał, gdy krew rozbryznęła się po kamiennej posadzce.
-Na pewno?- spytał już nieco łagodniej zatrzymując spojrzenie na brązowych tęczówkach.
-Po tym jak zapragnęłaś potraktować mnie tym iście potężnym i niebezpiecznym zaklęciem nabrałem wątpliwości- dodał zaciskając wargi w lekkim uśmiechu. Zapewne gdyby ktoś inny był na jej miejscu i chciał powalić go na kolana to nie musiałby długo czekać na kontrę, którą próbowałby wyprowadzić do skutku. W końcu niejednokrotnie już przywitano go czarem – zwykle znacznie paskudniejszym w skutkach – dlatego każdorazowo był przygotowany na taki obrót spraw. Mieszkanie na Śmiertelnym Nokturnie uczyło pewnych nawyków, a także zmuszało do nieustannego zachowywania pełnej czujności i takowa pozostawała nawet poza granicami tej paskudnej dzielnicy. Rzecz jasna był tylko człowiekiem; zdarzało mu się nader rozluźnić i powierzchownie zaufać, choć co do zasady nie miało to żadnego związku z prawdziwym pokładaniem wiary w czyjąś szczerość i wtem łapał się braku uzbrojenia. Były to jednak sytuacje rzadkie, związane z towarzystwem najbliższych mu osób.
-To też jest myśl- pokiwał powoli głową, jakoby zainteresowany wysuniętą propozycją.
-Potrafiłabyś na to patrzeć?- zastanowił się przez moment nad odpowiedzią, będąc ciekaw czy zdecyduje się uraczyć go prawdą. Przeczuwał jednak, że z uwagi na swoją profesję, a także dalej idące rycerskie sprawy nie pozostawiłaby go na śmierć nawet w chwili, gdyby sytuacja była jeszcze bardziej napięta, a gęstą atmosferę można by było pokroić nożem. Czy tego chciała, czy też nie, musiała wykonywać rozkazy, a on mógł je wydawać.
-Co przetrawić?- zapytał z wyraźną powagą w głosie i nadzieją, że w końcu przełamie utkaną barierę i tym samym dojdą do jakiegoś porozumienia. Czując jak zacisnęła swą dłoń na jego i dała wyraźny sygnał, aby opuścił wężowe drewno, uczynił to pragnąc tym samym uświadomić jej, że nie był wrogiem. W chwili gdy nieustannie wpatrywał się w brązowe tęczówki i oczekiwał wyjaśnień, wysunął wolną rękę w kierunku kieszeni, do której schowała swą różdżkę i finalnie powędrował ją na smukłe plecy. Oparł przedramię w okolicy biodra i przysunął dziewczynę znacznie bliżej siebie niwelując tym samym dzielącą ich odległość, a także możliwość irracjonalnego – kolejnego już z resztą – sięgnięcia po magię.






The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Powrót do góry Go down
Belvina Blythe
Belvina Blythe

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t7692-belvina-blythe https://www.morsmordre.net/t7734-senu https://www.morsmordre.net/t7733-belvina https://www.morsmordre.net/f152-grimmauld-place-5-8 https://www.morsmordre.net/t8111-skrytka-bankowa-nr-1850#231862 https://www.morsmordre.net/t7735-belvina-blythe
Zawód : Uzdrowicielka na urazach pozaklęciowych
Wiek : 26 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nasze miejsce jest tutaj
W nocy
Bez nikogo
OPCM : 5
UROKI : 0
ELIKSIRY : 10
LECZENIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej

Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 Empty
PisanieTemat: Re: Alejka nad brzegiem rzeki   Alejka nad brzegiem rzeki - Page 28 I_icon_minitime16.09.20 22:03

Ponownie musiałaby przyznać mu rację, a to najpewniej spotkałoby się z ostrym sprzeciwem i chęcią zaprzeczenia jedynie dla własnego komfortu. Niestety prawda była taka, że tolerując jego obecność, rozmawiając i zadając kolejne pytania, działała świadomie i nie powinna obwiniać go o wszystko co działo się później. Sięgając po konkretne zaklęcie, korzystała z wiedzy, jaką sama posiadała, słabych umiejętności, które nabyła i nikt nie kazał jej tego robić w ten sposób. Co prawda padło polecenie, ale nadal mogła opuścić różdżkę, nie przykładać do tego ręki. Łatwiej jednak było, póki co znaleźć winowajcę tylko w Nim.
- Miło byłoby stęsknić się za pacjentem, ale jakoś uciążliwie nie powala mi na to. Zaczynam przypuszczać, że łaknie mojej uwagi, bardziej niż powinien.- odparła, a grymas na jej ustach pogłębił się, chociaż bliżej było temu do rozbawienia. Przyjrzała mu się, gdy zadał pytanie, które odrobine ją zdziwiło.- Prędzej w nadziei, że w końcu to zrobiłeś. Nawet jeśli wypadałoby współczuć kolejnej biednej uzdrowicielce.- nie próbowała już zgrywać poważnej, jej głos za mocno zdradzał emocje. Z jednej strony zdecydowanie łatwiej byłoby, gdyby znalazł sobie innego prywatnego uzdrowiciela. Dzięki temu przestałaby się martwić w końcu o niego za każdym razem, gdy względnie połatany znikał jej z oczu. Z drugiej pewnie byłoby dziwnie, przecież zdążyła już przyzwyczaić się do tego, że wpadał raz na jakiś czas z nowym kompletem obrażeń. Nie narzekała chociaż na nudę i monotonię tego, co przychodziło jej leczyć.- O dziwo tak.- odparła, ale zaraz przewróciła oczami, gdy skomentował zaklęcie, jakie rzuciła, a które nawet trochę nie zbliżyło się do celu w postaci mężczyzny.
- Mam jeszcze parę w zanadrzu, więc uważaj.- zakpiła, bo zakres zaklęć ofensywnych i defensywnych był śmieszny. Wolała nawet nie gdybać jakby źle się skończyło dla niej, gdyby to on postanowił rzucić kilka silniejszych. Pomysł, aby pozostawić go wykrwawiającym się, poczekać ten niezbędny czas, był najlepszym jaki mogła zastosować, gdyby faktycznie chciała się go pozbyć. Tylko w takiej sytuacji okazałaby się tą, która ma przewagę. Umiejętności ani przewaga fizyczna nie działałyby już na jego korzyść.- Patrzeć na to, jak umierasz? Jakbym znienawidziła cię całkowicie, wtedy najpewniej tak.- wyjaśniła spokojnie. Kobiety potrafiły być mściwe, wyczekując odpowiedniego momentu dla własnej zemsty i nie była w tym wyjątkiem, miała tą świadomość.- Na obecną chwilę, gdybym była wkurzona pewnie nie rzuciłabym żadnego zaklęcia znieczulającego… trochę przeciągnęła leczenie, ale nie dałabym ci wydać ostatniego tchnienia.- dodała z uroczym uśmiechem. Z każdym słowem, jakoś łatwiej było jej wrócić do poprzedniego nastawienia względem Macnaira. Swoje robiło również to, że on też nie wyglądał już na rozdrażnionego tak jak chwilę wcześniej.
Spoglądała na niego pewnie, nie przerywając kontaktu wzrokowego. Milczała chwilę, kiedy zadał pytanie. Chęć, by go zbyć, rzucić byle jaką odpowiedź, aby tylko dał spokój, była ciężka do przezwyciężenia.- Zgadnij.- odparła w końcu, ponownie milknąc i uciekając wzrokiem w bok, gdzieś ponad jego ramię. Na jego korzyść zadziałało jednak to, że cofnął różdżkę pod naporem jej palców. Czując, jak opuszcza dłoń, przez chwilę jeszcze zamykała palce na jego ręce, by w końcu rozluźnić je i przerwać dotyk.- Nie wiem, czy wspominała, że przez większość życia, nie akceptowałam wartości, jakich trzyma się moja rodzina. Krytykowałam jednego z braci za jego podejście i bezwzględność, jaką czasami przejawiał, będąc jako jedyny wychowany przez mojego ojca twardą ręką. Upierałam się, że jako uzdrowicielka chcę pomagać i nie obchodzi mnie kwestia pochodzenia, pacjent był pacjentem i tyle. Sądziłam, że nie powinno mieć to znaczenia, póki nie są przekraczane pewne granice.- podjęła, nie powstrzymując grymasu.- Ale wystarczył jeden wieczór, aby prysło to jak bańka. Nie było zbyt przyjemnie, przekonać się, że jestem wstanie cisnąć zaklęciem w mugolaka i nie przejąć się tym zbytnio, tłumacząc to sobie jakkolwiek. Wyszło na to, że nie pozbyłam się wpajanych wartości, tylko okłamywałam. Siebie i innych.- nie był to miły wniosek, ale właśnie do tego doszła przez ten czas. To musiała przetrawić, świadomość, że przez lata wypierała coś, co i tak zostało z nią. Musiało tylko poczekać na swój moment, odpowiednią chwilę, aby dotrzeć do niej i oczekiwać na zaakceptowanie, czego nadal nie chciała za bardzo.- A dodatkowo fakt, rozkazu, żeby mugolak poderżnął sobie gardło… chyba nie potrzebujesz  większych wyjaśnień, dlaczego  później niekoniecznie miałam ochotę spędzać czas w twoim towarzystwie.- dodała, sądząc, że jest dość domyślny, aby wyciągnąć wniosek. Zerknęła na jego ramię, czując, jak obejmuje ją w pasie i przyciąga bliżej. Zrobiła krok, dając mu swobodę działania i pozwalając na naruszenie dystansu jeszcze bardziej. Uniosła wzrok na jego twarz z wyraźnym pytaniem, które zaraz wypowiedziała.
- Co ty kombinujesz? – nie czuła się skrępowana, bardziej chciała odpowiedzi.




Pozwala ci być obok
A nie ma lepszego miejsca, niż obok
Powrót do góry Go down
 

Alejka nad brzegiem rzeki

Powrót do góry 
Strona 28 z 28Idź do strony : Previous  1 ... 15 ... 26, 27, 28

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: City of London-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20