Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Glamis Castle

Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Glamis Castle Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Glamis Castle Empty
PisanieTemat: Glamis Castle   Glamis Castle I_icon_minitime17.07.17 1:32

Glamis Castle

Glaims Castel to miejsce, które niegdyś tętniło życiem. Jeszcze sto lat temu miejsce to słynęło z wystawnych kolacji i obfitych bankietów. Dzisiaj jest jedynie wspomnieniem tych wspaniałych czasów. Mugole twierdzą, że w zamku straszy i jest to po części prawdą. Stałym mieszkańcem tego miejsca jest duch sir Maverica, niegdyś pana tego domu, któremu gardło podcięła żona pod zaklęciem imperiusa - następnie odbierając samej sobie życie. W dniach dzisiejszych zamek jest miejscem w którym nie spotyka się mugoli, którzy z obawy przed nawiedzonym dworem nie zapuszczają się tutaj, zaś każdy czarodziej wchodzący do ruin powinien przygotować się na osobliwe spotkanie z mieszkańcem włości.
Do zamku prowadzi długi kamienny mur, z każdej strony otacza go woda. Potoczenie nazywa się go też zamkiem na wodzie. Wokół swoistego rodzaju jeziora na którym usytuowana jest posiadłość rosną rośliny, wśród nich czarna jagoda, używana w niektórych eliksirach.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Glamis Castle Empty
PisanieTemat: Re: Glamis Castle   Glamis Castle I_icon_minitime30.09.18 21:55

15 lipca
Zmierzwione włosy, lekko przymrużone oczy i skórzana torba przełożona przez ramię towarzyszyły Jaydenowi podczas wyprawy w okolice Glamis Castle, gdzie, według jego obliczeń, parę dni wcześniej miał spaść meteoryt. Profesor pojawił się na miejscu po trudach wydostania się z Hogsmeade - problemy z brakującymi świstoklikami przeszły do codzienności, gdy teleportacja i kominki szwankowały. Nikt nie chciał być rozszczepiony, podróż miotłą bywała uciążliwa, a tylko najbogatszych stać było na latające stworzenia. Koczując na swoją kolej, Jay mógł prześledzić mniej więcej trajektorię poszukiwanego przez siebie meteorytu. Odłamek prosto z kosmicznej przestrzeni leciał wiele milionów lat świetlnych, by w końcu wpaść w atmosferę ziemską i wryć się w glebę. Vane miał niesamowity sentyment do zbieractwa nieziemskich kamieni, jak to czasem nazwała je jego mama, a miłość do astronomii została mu przekazana przez dziadka, który był pewnikiem najsławniejszym poszukiwaczem meteorytów w Wielkiej Brytanii, jeśli nie Europy. Podróżował po całym świecie, szukając spadających prosto z nieba drobin oraz analizował je na wszelkie dostępne sposoby - i te magiczne, i te magii pozbawione. Astronomia nie była aż tak istotna dla magicznej społeczności, która wolała skupiać się na astrologii, lecz Vane'owie woleli patrzeć na tę pierwszą i to właśnie jej poświęcać czas. Przeciwny istocie astrologii Jayden nie krył się ze swoimi przejawami wyraźnego niezadowolenia, gdy pytano go czy wieszczy z gwiazd. Wszystkich tych ludzi odsyłał z kwitkiem, tłumacząc im, żeby nie tracili czasu na czcze gadanie, bo to nie nauka. Jak światło ciał niebieskich miałoby przepowiedzieć przyszłość? Absurdalne. Ludzkość jednak lubiła chyba czuć się oszukana i nawet w jego wspaniałej astronomii próbowała upchnąć fikcję, podczas gdy prawda była o wiele bardziej fascynująca.
Właśnie z jej powodu znalazł się w tej części Szkocji niedaleko Parku Narodowego Cairngorms, który tak sobie upodobał. I chociaż zdecydowanie większym sentymentem obdarowywał Irlandię jako kraj przodków to jednak praca w Hogwarcie odkopała w nim jakąś cząstkę odpowiadającą za bycie Szkotem. Vane uwielbiał tych ludzi, zresztą dla niego nie było człowieka, z którym by się nie polubił. W każdym widział dobro bez względu na to, co mówili inni. Niekończący się optymizm jeszcze nie spotkał się z brutalną ścianą, która miała nadejść wraz z końcem wakacji, przynosząc profesorowi nie tylko mrożące krew w żyłach wiadomości, ale również i depresję. Póki co jednak nie skrzywiony przez podobne wydarzenia poświęcał się dziedzinie nauki bliskiej ogromnemu sercu. Wędrował już parę dobrych godzin, gubiąc w międzyczasie kilka razy drogę, lecz w końcu udało mu się dotrzeć pod osławiony zamek. Z tego co się orientował wielu śmiałków próbowało wyjawić prawdę na temat budowli i tego, dlaczego w nim straszyło, lecz nikt nie był w stanie zrozumieć przyczyny. JD miał do czynienia z przeróżnymi duchami w trakcie swojego życia - w końcu mieszkał w Szkole Magii i Czarodziejstwa! Jednak nawet teraz wolał spędzić czas na zewnątrz niż w środku warowni królewskiej, bo tylko z nosem tuż nad ziemią mógł odszukać swój zaginiony meteoryt. I jeśli jeszcze nikt go nie zabrał, mógł stać się częścią badań, które prowadził wraz z Cyrusem. Na samą myśl przyspieszył kroku zbyt podekscytowany, by zauważyć, że miał towarzystwo.





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
Gość
avatar

Gość

Glamis Castle Empty
PisanieTemat: Re: Glamis Castle   Glamis Castle I_icon_minitime01.10.18 19:04

Gdy w oczach jego córki pojawił się niebezpieczny błysk świadczący o rychłym wybuchu lord Macmillian bez wahania zgodził się na kilkudniowy wyjazd swojej najmłodszej latorośli do ich szkockich krewnych. Dał Ailli czas na to by odetchnęła i nabrała nowych sił do walki z okrutnym światem szlachetnie urodzonych dam. Może brzmi to śmiesznie ale tylko dla tych którzy nigdy nie byli na sabacie ubrani w sukienkę w której nie da się oddychać i w butach stworzonych przez człowieka, który z pewnością nienawidzi całego rodzaju żeńskiego. To już nie ważne. Kilka godzin po rozmowie z ojcem Ailla siedziała już przy stole otoczona wianuszkiem swoich wiecznie wesołych i bardziej rudych od samych Weasleyów kuzynów. To właśnie jeden z nich przypomniał jej historię sprzed osiemnastu lat, gdy będąc jeszcze małą dziewczynką przyjechała wraz z braćmi na wakacji.  Wówczas po raz pierwszy miała usłyszeć o nawiedzonym zamku Glamis. Pięcioletnia Ailla nie miała jeszcze do czynienia z duchami a reszta krewnych próbując podpuścić małego urwisa nieznacznie ubarwiła całą historię i sam wygląd zjawy czyniąc z niej potwora rodem z najgorszych dziecięcych koszmarów. Jak można się domyślić w następnej kolejności zarzucono dziewczynce, że nie będzie wstanie wytrzymać nawet dziesięciu minut w starym zamczysku. Dla małej Macmillianówny takie słowa były niczym woda na młyn. Następnego dnia z wypiętą piersią i dumnie uniesioną głową wmaszerowała przez główne wejście budynku. Gdyby ktoś liczył okazało się, że minęło dokładnie dwie minuty i trzydzieści cztery sekundy zanim wyleciała stamtąd z piskiem. Nawet nie zobaczyła sir Maverica na nic też się zdała pułapka, jaką przygotowali na nią krewni. Okazało się, dziewczynka przestraszyła się kilku myszy, które przebiegł między jej stopami. Gdy opowieść dobiegła końca nawet Ailla śmiała się wesoło. Kładąc się spać postanowiła, że na następny dzień wybierze się do zamku. Może popchnęła ją do tego nostalgia a może chciała sprawdzić czy przez te kilkanaście lat nabrała więcej odwagi.
Gdy następnego dnia spacerowała wzdłuż muru prowadzącego do zamku nie miała pojęcia, że kilka dni temu spadł tutaj meteoryt. Wiele lat temu przestała się interesować się astronomią pozwalając by gwiazdy i wszystkie ciała niebieskie pozostały dla niej piękną niewiadomą. Oczywiście, przygodę z przedmiotem zakończyła z oceną wybitny, ale, od kiedy to o czymkolwiek świadczy? Wśród arystokratów też funkcjonuje zasada zakuj, zdaj, zapomnij. W końcu dotarła niemal do głównej bramy i już miałam przekroczyć jej próg, gdy uwagę Ailli przykuł uwagę dziwny człowiek.  Może nie tyle dziwny, co zachowujący się w specyficzny sposób. Ailla przysiadła na stopniach przyglądając mu się przez chwilę. Zastanawiała się, co właściwi ten człowiek robił. Wyglądał tak jakby czegoś szukał. Ale czego można szukać w takim miejscu jak to? Chyba tylko zakopanego skarbu.  W pewnym momencie przyszło jej do głowy, że to mugol. Podobno oni dziwnie się zachowywali w okolicy zamku.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Glamis Castle Empty
PisanieTemat: Re: Glamis Castle   Glamis Castle I_icon_minitime02.10.18 8:56

Nie dostrzegał kobiety siedzącej na schodkach i obserwującej go z pewną dozą zaciekawienia czy też zaskoczenia. Jayden nigdy nie przejmował się faktem, że mógł wyglądać bądź wyglądał cudacznie i to zarówno na ulicy czy w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Wolny duch jego pokroju zawsze robił dokładnie to, co mu w duszy grało, nie patrząc na opinie społeczeństwa. W końcu tyle ile było ludzi, tyle też było zdań - dlaczego miał się więc przejmować każdą z nich? Teraz pochylony nad gruntem i z uwagą coś tropiący, zupełnie odleciał podczas skupienia na astronomii, a rzeczywistość postrzegana przez innych ludzi przestawała istnieć. Był tylko on i jego cel. Odlatywał daleko od ziemi i pozostawiał wszystko na jej powierzchni, chcąc jedynie zgłębiać tajemnice wszechświata. Ci, którzy znali go odrobinę lepiej, wiedzieli, że z tym nie można było walczyć, a ulotność osobowości, roztrzepanie, charakter na wieczne dziecko profesora były też jego urokiem. Niektórych mogło to irytować, lecz większość patrzyła na niego z pewną dozą fascynacji czy być może zazdrości, bo wojna, konflikty, smutki zdawały się nie imać mężczyzny. Wiecznie uśmiechnięty, serdeczny i miły cieszył się z każdej chwili, z każdego nawet najmniejszego momentu. Zupełnie jakby szara rzeczywistość nabierała nowych, nieznanych ludzkości barw tylko dlatego, że właśnie tego chciał Vane. Otwarty na innych uwielbiał poznawać nowych ludzi, a każda spotkana przez niego na ulicy osoba była dla niego niczym dar, z którego już dawno temu nauczył się korzystać. Bo nawet w kolejce do piekarni mógł się czegoś nowego nauczyć, dowiedzieć. Nie zamykał swojego umysłu przed innymi, przed wiedzą, którą nieśli w sobie.
Teraz jednak szukał meteorytu i nawet jeśli ktoś stanąłby centralnie przed nim, Jayden ominąłby ów jednostkę, nie mogąc skonkretyzować czy było to drzewo, czy może coś lub ktoś inny. Wydawało mu się, że obliczył idealnie trajektorię lotu, a meteoryt powinien był leżeć gdzieś... Tutaj? Vane przekrzywił głowę, wpatrując się w trawę poruszaną delikatnie przez lekki wiatr, lecz nic więcej. Wyprostował się i podparł pod boki, uprzednio przejeżdżając dłonią przez sterczące mu w każdą stronę włosy. Odetchnął sobie przy okazji, rozglądając wkoło jakby sprawdzając czy czegoś nie ominął, nie pominął, co zaprowadziłoby go do miejsca, gdzie spadł meteoryt. Napisał równocześnie do Wieży Astrologów, by nie wysyłali w te tereny żadnego ze swoich, bo zadeptaliby ślady. Dzięki dziadkowi i swoim umiejętnościom jego nazwisko coś znaczyło w świecie nauki, dlatego nie widział żadnego kręcącego się tutaj astronoma prócz siebie samego. Zagubionego i nieogarniętego. Przyłożył dłoń do zarostu i przez jakąś dobrą chwilę jeździł palcami po brodzie, wyglądając przy tym na człowieka myślącego. Gdyby spojrzeć z bliska, może i można by dostrzec pracujące pod gęstą czupryną trybiki umysłu. Jeszcze raz przewertował notatki, doszukując się błędu w analizie, lecz nic takiego nie znalazł. Dopiero po dobrym momencie sylwetka wcześniej nie widziana zamajaczyła mu na tle Glamis Castle. Była tam wcześniej? Schował dziennik do torby, kierując się ku warowni i nieznajomej osobie. Podszedł do niej bliżej, posyłając jej przepraszający i nieco speszony uśmiech. Nie chciał jej przeszkadzać w robieniu tego, co robiła, ale musiał spróbować. - Przepraszam bardzo, ale czy nie widziała pani gdzieś tutaj meteorytu? - spytał, zatrzymując się u podnóża schodów i patrząc na nią z nadzieją. Zapewne nie miała mu dać żadnych informacji, ale może jednak? Kto wie - może mieszkała w tym zamku i dostrzegła smugę światła na niebie parę dni temu? A może ktoś po prostu zabrał ów kosmiczny kamień ze sobą, dostrzegając w nim ciekawą ozdobę do gabinetu?





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
Gość
avatar

Gość

Glamis Castle Empty
PisanieTemat: Re: Glamis Castle   Glamis Castle I_icon_minitime03.10.18 20:47

Ailla przypatrywała się mężczyźnie z rosnącym zainteresowaniem. Skupienie, które mimowolnie dostrzegła na jego twarzy i dziwne zachowanie sprawiało, że ów tajemniczy człowiek stał się naprawdę intrygującym obiektem obserwacji. Przyszło jej na myśl, że może to łowca duchów, który szukał na piachu śladów ektoplazmy. Chyba tak się to nazywało. Ktoś kiedyś opowiadał Ailli, że niektórzy mugole zajmują się właśnie taką profesją. Wówczas wydawało się to niedorzeczne, ale z każdą sekundą, którą panna Macmillian poświęciła na obserwowanie nieznajomego stawało się coraz bardziej prawdopodobne. Na twarzy dziewczyny pojawiły się świadczący o nieznacznym rozbawieniu. Czyżby mugole mogli być aż tak cudaczni? Wszystko wskazywało na to, że zaraz się dowie.
Gdy mężczyzna zauważył jej obecność a następnie ruszył w kierunku schodów podniosła się z miejsca otrzepując swój strój z kurzu i piachu. Dostrzegając jego speszenie uśmiechnęła się przyjaźnie a w duchu niemal skakała z radości sądząc, że może właśnie po raz pierwszy w życiu spotkała nie magicznego mugola. Jednak, gdy ten się odezwał uśmiech na chwilę zniknął z jej warg. Mrugnęła kilkukrotnie wyraźnie zaskoczona podobnym obrotem spraw. Nie był poszukiwaczem duchów, ale astronomem jednak to wciąż nie znaczyło, że musiał być istotą magiczną. Przypomniawszy sobie o tym, że należałoby odpowiedzieć na zadane pytanie kiwnęła przecząco głową. - Przykro mi ale nawet nie wiem jak to wygląda - mówiła prawdę. Pewnie ktoś jej kiedyś pokazywał prawdziwy kamień meteorytu, ale kiedy to mogło być. - Ale chętnie pomogę Panu w poszukiwaniach - kolejny przyjazny uśmiech pojawił się na twarzy panny Macmillian. - Nie sądzę, żeby ktoś jeszcze go tutaj szukał. W każdym bądź razie po drodze nie widziałam nikogo z nosem przyklejonym do podłoża - zażartowała nie będąc do końca przekonaną czy był to dobre posunięcie. Nie chciała by mężczyzna czuł się bardziej skrępowany niż już był. Swoją drogą ciekawe, co by pomyślała jej matka widząc jak swobodnie rozmawia z obcym i na dodatek wyraźnie od niej starszym mężczyzną. Potrząsnęła lekko głową  chcąc się pozbyć tej natrętnej myśli z głowy. Były zdecydowanie ważniejsze rzeczy do roboty. Należało pomóc w poszukiwaniu kosmicznego kamyka! Duchami zajmie się przy innej okazji.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Glamis Castle Empty
PisanieTemat: Re: Glamis Castle   Glamis Castle I_icon_minitime03.10.18 21:39

Jay nigdy nie spodziewałby się, że ktoś o szlacheckiej krwi wiedziałby tak wiele na temat świata mugoli. Ba! Sam pomimo wielu przyjaciół pochodzących z niemagicznych rodzin nie potrafił pojąć tej całej rzeczywistości, która toczyła się równolegle do czarodziejskiego wymiaru. Wielu próbowało, ale poległo, chociaż słuchanie opowieści z życia codziennego bez magii było fascynujące i Cyrus musiał się mierzyć z towarzystwem przyjaciela, które było wywołane ciekawością oraz falą pytań. Nawet w dorosłym życiu Vane pozostawał dużym dzieckiem spragnionym wiedzy. Wydawało się jakby nigdy się nie męczył, a jego umysł przypominał gąbkę, która wsysała wszystko na swej drodze. Poszerzanie horyzontów zawsze było dla profesora ważne i powtarzał swoim studentom, by nie ograniczali się w poszukiwaniach zagadnień. Nawet coś, co wydawało się mało potrzebne, posiadało ukryte znaczenie, które tylko czekało na to, by je odkryć. Nauka była fascynującą, niekończącą się podróżą. Każdego dnia można było dowiedzieć się czegoś nowego; czegoś, co mogło sprawić, że cały światopogląd zaczął się powiększać. Nic dziwnego, że Jayden obstawał za teorią o poszerzającym się bez końca wszechświecie. Był zafascynowany możliwościami, które czasami dosłownie leżały na drodze przed nim. Wystarczyło sięgnąć i je podnieść, nie bać się ryzykować. Czy i to nie było jednym z tematów, które poruszyli wraz z Alix? Myśl o swojej podopiecznej sprawiła, że profesor uśmiechnął się troskliwie pod nosem. Chciał dla niej, dla każdego jak najlepiej, lecz najwidoczniej branie życia takim jakie było, było wyczynem dla innych podczas gdy dla niego było to naturalne niczym oddychanie.
Podchodząc do nieznajomej, nie wiedział z kim miał mieć do czynienia. Ale czy wiedza cokolwiek by tu zmieniła? Nowe doznania były dla niego tlenem i chociaż skrępowany, czerpał z tej pozornie nic nie wnoszącej wymiany zdań. A jednak wcale taka nie była. Gdy kobieta odezwała się, JD zaśmiał się krótko i przejechał dłonią po zaroście. Dla niego wyglądu meteorytu nie dało się tak łatwo opisać, chociaż wiedział jak wytłumaczyć to osobie, która nigdy z nim styczności nie miała. Skinął głową na propozycję pomocy, nie zamierzając wcale darować ochotniczce małego wykładu na temat swojej zguby. - Cóż. Meteoryty nie są wcale takie trudne do wypatrzenia jak się może wydawać. Jeśli spojrzeć na nie z zewnątrz posiadają czarną, rzadziej beżową, skorupę. Nazywamy ją obtopieniową i można ją dostrzec we wszystkich rodzajach meteorytów. Poza tym występują równocześnie regmaglipty – okrągłe zagłębienia formujące się podczas przeciskania chondrytu przez atmosferę. Jeśli spojrzeć natomiast z bliska, najłatwiej od zwykłych ziemskich skał odróżnić meteoryty klasyfikowane jako właśnie chondryty - paplał beztrosko w najlepsze i zapewne nawet by nie zauważył, gdyby jego nowa towarzyszka odeszła w międzyczasie. Doceniał jej starania i chęć niesienia pomocy, chociaż zawsze mogła dalej zajmować się swoimi sprawami i wcale by nie było mu przez to smutno. Oferując swój czas, udowodniła, że dobroć istniała i wciąż kręciła się we wszechświecie wbrew prognozom niektórych fanatyków. - I dobrze, że nikt się tu nie kręcił! - rzucił w odpowiedzi na jej słowa o potencjalnych, innych zainteresowanych astronomach. - Ci z Wieży Astrologów i tak często oddają do mnie znalezione meteoryty, więc dlaczego mieliby się tu pojawiać? - odparł i odetchnął w duchu. Jeszcze tego by brakowało. A przecież i tak zawsze dzielił się badaniami, dlatego wolał czerpać sam radość z faktu poszukiwań oraz ekscytacji, gdy natrafił na swój cel. Dostanie znaleziska pocztą też było interesujące, ale... Brakowało tego czegoś, a jako wnuk wielkiego poszukiwacza posiadał tlącą się iskrę. - Najprawdopodobniej leciał aż z Marsa! - mruknął pod nosem. Każdy kto interesował się tym tematem chociaż odrobinę, wiedział, że marsjańskie skały były niezwykle mało spotykane.





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
Gość
avatar

Gość

Glamis Castle Empty
PisanieTemat: Re: Glamis Castle   Glamis Castle I_icon_minitime04.10.18 11:37

Słuchając tego krótkiego wyglądu Ailla kiwała lekko głową starając się przynajmniej udawać, że wszystko rozumie. W rzeczywistości wyglądało to tak, że ze wszystkich sił próbowała dopasować padające nazwy do skrawków wiedzy, które pozostały jej z czasów szkolnych. Mimo wszystko nie chciała wyjść na kompletną ignorantkę w sprawach dotyczących kosmosu. Cieszyło ją jednak to, że mężczyzna zaledwie w kilka sekund udowodnił jej, że jest pasjonatem a to zawsze stawia ludzi w wyjątkowo ciekawym świetle. Gdy usłyszała o wieży astrologów mina po raz kolejny jej zrzedła. Zaskoczenie i zawód zaczęły się mieszać z coraz większy rozbawieniem. Ailla przyjrzała się jeszcze raz swojemu nowemu towarzyszowi i w końcu nie wytrzymała, zaczęła się śmiać. - Bardzo przepraszam - wydusiła gdy udało jej się powstrzymać ten dziwny napad.- Teraz nie jestem wstanie tego wytłumaczyć ale wzięłam pana za mugola - śmiech wynikał wyłącznie z rozbawienia własną głupotą.- Wygląda na to, że mam zdecydowanie zbyt bujną wyobraźnie. - zganiła samą siebie i wróciła do poszukiwań skały, która w choć niewielkim stopniu wyglądała na wyjątkową. Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że ze słów mężczyzny wynika coś jeszcze. - Dlaczego oddają panu swoje znaleziska? Jest pan tak ważną personą? Proszę mi wybaczyć, ale nie wygląda pan na kogoś z dużym dorobkiem naukowym. - chodziło jej oczywiście o stosunkowo młody wiek mężczyzny. Dopiero po fakcie zdała sobie sprawę, że mógł ją zupełnie opacznie zrozumieć, dlatego potulnie przeniosła wzrok na podłoże rozglądając się na wszystkie strony. Podświadomie szukała śladów sadzy, coś, co spadło z nieba przecież nie mogło nie zostawić po sobie żadnych śladów. - Tak- kiwnęła lekko głową. -Pamiętam jeszcze za szkoły, że są dość rzadkie - w duchu śmiała się z tej marnej próby wyjścia na osobę inteligentną. - A meteoryty z Wenus? W sumie nigdy o nich nie słyszałam. Niech pan pomyśli jaką fortunę można byłoby zdobyć na biżuterii zrobionej z kamieni z planety tak silnie związanej z kobiecością? Chociaż dla astronoma to pewnie brzmi jak herezja - zaśmiała się cicho. Osobiście nie widziała nic złego w poobnym pomyslę. Chociaż pewnie i tak ktoś już na niego wpadł. O ile zdobycie takich kamieni jest możliwie. Z drugiej strony od małego kłamstwa świat się nie skończy.


Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Glamis Castle Empty
PisanieTemat: Re: Glamis Castle   Glamis Castle I_icon_minitime04.10.18 21:26

Wejście w konwersację z Jaydenem na temat astronomii przypominało walkę z wiatrakami, z której jedyną drogą wyjścia była ucieczka z miejsca zbrodni. Profesor potrafił godzinami o tym opowiadać z niezwykłą fascynacją, dlatego jeśli ktoś nie lubił ów tematu, mógł mieć problem. Z ludźmi żywo zainteresowanymi poszerzaniem wiedzy i nauką samą w sobie nie było nieporozumień, bo sama pasja, z jaką Vane wykładał swój przedmiot potrafiła porwać słuchaczy. Oczywiście bywały tematy dla mas wyjątkowo nudne i nawet ekscytacja profesora nie mogła tego zmienić. JJ zdawał sobie zresztą sprawę, że nie każdego musiało interesować to, co miał do powiedzenia. Nie oznaczało to jednak, że odpuszczał. Dla niego wszystko było równie fascynujące i pouczające, gotowe do odkrycia i zbadania. Jeśli mógł tym zarazić chociażby jedną osobę, było warto. Nie spodziewał się, że kogokolwiek w tym miejscu spotka tego dnia, szczególnie że pogoda nie sprzyjała długim spacerom. Od czasu do czasu słońce przebijało się przez chmury i rozświetlało okolicę, lecz zapowiedzi nie były tak samo optymistyczne. Jaydena to nie zraziło w żadnym wypadku - mgła, deszcz, śnieg, grad nie miały znaczenia; nie miały szans z wiedzą oraz determinacją. Towarzystwo również było dla niego zaskoczeniem, jednak nie należał do osób, które odmawiały, a wręcz cieszyły się z każdej bliskości. Słysząc śmiech kobiety, zamilkł na moment, nie wiedząc, czy to co powiedział było aż tak zabawne, czy aż tak... Ironicznie odebrane. - Mugola? - powtórzył za nią jakby chciał przetrawić tę wiadomość. Spojrzał po sobie, nie wiedząc za bardzo dlaczego mógł być o to posądzony. Jak część podążających za modą czarodziejów upodobał sobie proste garnitury zamiast wyjściowych szat, ale czy to już czyniło z niego członka niemagicznego świata? Musiał zdecydowanie spytać o to Snape'a przy następnej okazji. W żaden sposób nie poczuł się urażony, ale zbity z tropu, bo w życiu nie podejrzewałby, że może zostać wzięty za mugola. Zachichotał pod nosem, słysząc kolejne słowa kobiety o byciu ważną personą. - Nie jestem, ale mój dziadek się na tym zna - odparł krótko, wertując notatki. - Jeszcze wielu rzeczy nie wiem, ale młode umysły kryją tajemnice, które nie śniły się najstarszym z nas - dodał, odnosząc się nie do siebie, a do swoich uczniów, których wręcz ubóstwiał. Wcale nie postrzegał siebie jako osobę dojrzalszą, bo wiedział, że wcale taką nie był i nie chciał być. Niektórzy studenci bywali zdecydowanie bardziej dorośli od niego, lecz nie przeszkadzało to w zdobyciu w ich oczach pewnego rodzaju autorytetu czy nawet pozostać mentorem. Dlaczego tak się działo? Sam zadawał sobie to pytanie już wiele razy. Było przecież wielu lepszych od niego, bardziej światłych, bardziej odpowiednich. Coś jednak zostało w nim docenione, gdy jako dwudziestolatek dostał posadę w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Niewiele starszy od ostatniej klasy budował sobie kolejny etap w życiu i póki co nie wyobrażał sobie siebie w innym miejscu. No, chyba że w poszukiwaniu meteorytu! - Fortunę? Biżuterii? - powtórzył po raz kolejny w większym niż poprzednio szoku. Aż zatrzymał się w pół kroku, obserwując z dużymi oczami blondynkę. - Jeśli kiedykolwiek odkryto by odłamek z Wenus, stanowiłby cenny przedmiot do badań, a jego wartość przekraczałaby wszelkie pojęcie. - Nikt, kto znał Jaydena, nie zdziwiłby się na widok profesora stojącego w kolejce do jubilera i walczącego z tłumem kobiet, by dostać ów naszyjnik i móc jak najprędzej popędzić z nim do laboratorium. Dla niego nie liczył się wygląd, a wnętrze, które mógł poddać wnikliwej analizie i kto wie? Dowiedzieć się czegoś, co zrewolucjonizowałoby astronomiczny półświatek? Chyba oszalałby, gdyby miał do czynienia z takimi nowinkami. - Mało prawdopodobne jest, żeby w przestrzeń trafiły odłamki Wenus. Zarówno ona jak i Ziemia mają dość znaczne przyciąganie i pokaźne atmosfery dodatkowo utrudniające wyrzucenie kawałka skały z powierzchni w przestrzeń kosmiczną. Dlatego niestety nie doświadczymy jej próbek tak prędko - tłumaczył i nagle zawołał Stop!, by obrócić zeszyt i zrobić w tył zwrot. Szybkim krokiem, niemal biegiem, pokonał określoną odległość i na koniec przykucnął, by sięgnąć po swoje znalezisko. - Leżał dokładnie tam, gdzie obliczyłem - mruknął już do siebie z szerokim uśmiechem, nie dziwiąc się wcale swojemu nierozgarnięciu. Wszak ważne, że dostał to, co chciał!





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
Ain Eingarp
Ain Eingarp

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Glamis Castle 3baJg9W

Glamis Castle Empty
PisanieTemat: Re: Glamis Castle   Glamis Castle I_icon_minitime18.10.18 8:11

Robert był przykładnym pracownikiem Królewskiego Zrzeszenia Astronomów i jak każdy miłośnik nieba przykładał ogromną wagę do tego, kto maczał palce w najnowszych badaniach czy odkryciach. Tak ważna dla wszystkich wiedza powinna być należycie czczona i ukazywana w odpowiednim blasku. Pismo, które wysłał im profesor Vane zaznaczało wyraźnie, że nie życzył sobie w okolicy innych naukowców. Miało to sens z uwagi na to, że zamazanie śladów mogło utrudniać pracę, lecz Robert musiał, po prostu musiał się tam znaleźć. Jako człowiek osiemdziesięcioletni z bagażem doświadczenia widział w trzydziestoletnim Jaydenia podlotka. Dobrze zapowiadającego się, lecz wciąż podlotka. Kto w tym wieku posiadał odpowiednią wiedzę do... No, tak naprawdę do wszystkiego? Jego dziadek był astronomem starej daty i wciąż świetnie funkcjonował; młody Vane miał wiele jego cech, ale wciąż wiele mu brakowało do osiągnięcia mistrzostwa. Przez Roberta wybijała się również i zazdrość, bo nie chciał przyznać przed samym sobą, że nauczyciel osiągnął o wiele więcej jako dwudziestolatek. Kto w tym wieku dostaje posadę w tak prestiżowej szkole? Jechał jednak na swoim aetonanie do Glamic Castle, by dopilnować Jaydena oraz jego pracę. Dzień był bezwietrzny, lecz pęd podczas lotu i tak zmroził mu policzki. Gdy kopyta zwierzęcia dotknęły ziemi, Robert poczuł ulgę, że tę część podróży miał już za sobą. Prędko odszukał spojrzeniem interesującego go człowieka i przyuważył, że Vane nie był sam. Czyżby jednak pracował z kimś jeszcze? Pan Goshawk poprawił pelerynę i skierował się żwawym krokiem w stronę zafascynowanej czymś dwójki.
- Profesorze Vane. Szanowna lady - przywitał się, dotykając palcem ronda swojej tiary i odpowiednio się skłonił. Gdy znalazł się odpowiednio blisko, bez problemu rozpoznał towarzyszkę młodego astronoma. Niewątpliwie interesującym była obecność młodej lady Macmillan oraz fakt tak swobodnego poruszania się u boku kogoś spoza socjety. I to jeszcze kawalera! Jako człowiek wiekowy idealnie lawirował między światem szlacheckim, a tym należącym do szarych obywateli. Nie chciał obrażać nikogo na swej drodze, lecz to zachowanie wydało mu się bardzo nietaktowne. - Profesorze. Widzę, że odnalazł pan naszą zgubę. Czy mogę prosić o udanie się ze mną do Wieży Astrologów? Laboratorium będzie stało otworem - mówił, a jego siwa broda oraz wąsy podskakiwały z każdym słowem. - Mam dla pana miotłę - dodał, widząc jak Vane niezbyt przekonany spoglądał na jego wierzchowca. - Niestety tylko jedną - wytłumaczył się, zerkając na lady Macmillan. Jego pojawienie się mogło być dla niej zbawienne w skutkach. W końcu to zaprawdę nie wyglądało odpowiednio. Nawet jeśli ich intencje były czyste. Ponaglił młodego mężczyznę spojrzeniem i czekał na odpowiedź.




I show not your face but your heart's desire
Powrót do góry Go down
Jayden Vane
Jayden Vane

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-upper-cottage https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane
Zawód : astronomer, hogwarts professor, the one who lived to an old age, father of three
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Glamis Castle Empty
PisanieTemat: Re: Glamis Castle   Glamis Castle I_icon_minitime18.10.18 9:14

Nie spodziewał się, że ktokolwiek miał się pojawić. I to w takim stylu. Znał Roberta Goshawka i niezwykle cenił go za jego wiedzę oraz teorię Spadającej Gwiazdy, którą przeczytał chyba z dziesięć razy. Ponad osiemdziesięcioletni czarodziej wzbudzał szacunek nie tylko licznymi tytułami, lecz równocześnie swoim wyglądem. Dość wysoki z długą białą brodą oraz tiarą przypominał wielkich magów z dawnych czasów, których można było częściej spotkać na obrazach, a nie zaś w rzeczywistości. Dziadek Jaydena opowiadał mu o tym, że pan Goshawk mógł być prowadzącym ich gildii, lecz jego odkrycie zostało podważone i bardzo to przeżył. Vane czuł współczucie do starszego astronoma, chociaż nigdy nie poruszał z nim ów tematu, wiedząc, że byłoby to bardzo niewskazane. Podniósł głowę, gdy tylko usłyszał rżenie na niebie, a wielki cień osłonił zarówno jego i towarzyszącą mu kobietę. Nie przedstawiła się, a poznanie jej personaliów nie było dla JJa specjalnie istotne. Rozmowa szła na torach naukowych, a jeśli ktoś chciał go słuchać, wszelkie inne schodziło na dalszy plan i nie można było obwiniać o to profesora. Obserwował więc jak wielki latający koń uderza nogami o ziemię, a po chwili jego jeździec stał przed nimi z wyraźnie zmieszaną miną. Spoglądał raz na niego, a raz na dziewczynę, której imienia wciąż nie znał. Tylko raz zawiesił wzrok na trzymanym przez Vane'a meteorycie i można było dostrzec zadowolony błysk w oku starego naukowca. Słysząc nazwisko blondynki, Jay posłał jej zaciekawione spojrzenie, lecz natykanie się na przedstawicieli oraz przedstawicielki szlacheckich rodów nie robiło na nim wrażenia. W Hogwarcie każdy z młodszego pokolenia siedział posłusznie przed nim w ławce i nikogo nie interesowały tytuły. Byli uczniami, on nauczycielem. Co wcale nie oznaczało, że w jakikolwiek sposób ich przez to gnębił. Absolutnie! Miał wiele miłych wspomnień z tymi dziećmi, a jego relacja z Alix ukazywała tak naprawdę to jak wiele można było osiągnąć, znajdując się po dwóch różnych stronach i należąc do dwóch różnych światów.
- Świetnie! - zawołał na słowa Roberta, czując wyraźną ulgę, że nie musiał przemieszczać się na aetonanie. Nie opanował jak dotąd nauki jeździectwa i za bardzo nie miał na to czasu, chociaż opiekę nad magicznymi stworzeniami wspominał naprawdę miło. Miał obiekcje co do tego, dlaczego mężczyzna w ogóle się tu pojawił, lecz słysząc, że chciał się tylko upewnić, zszedł z niego jakiś dziwny stres. Chyba nikt nie lubił jednak, gdy ktoś kręcił się po czyimś poletku zawodowym. Przejął więc dziarsko miotłę od Goshawka, pożegnał się uśmiechem z lady Macmillan i pognał w stronę Wieży Astrologów. Badania były jednym, radość z odkrycia drugim.

|zt





every night i scream your name
Every night I burn. Every night the dream's the same. Every night I burn waiting for my only friend. Every night I burn waiting for the world to end.


Powrót do góry Go down
 

Glamis Castle

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Szkocja-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20