Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia



Login:

Hasło:

Glamis Castle
AutorWiadomość

Glamis Castle

Glaims Castel to miejsce, które niegdyś tętniło życiem. Jeszcze sto lat temu miejsce to słynęło z wystawnych kolacji i obfitych bankietów. Dzisiaj jest jedynie wspomnieniem tych wspaniałych czasów. Mugole twierdzą, że w zamku straszy i jest to po części prawdą. Stałym mieszkańcem tego miejsca jest duch sir Maverica, niegdyś pana tego domu, któremu gardło podcięła żona pod zaklęciem imperiusa - następnie odbierając samej sobie życie. W dniach dzisiejszych zamek jest miejscem w którym nie spotyka się mugoli, którzy z obawy przed nawiedzonym dworem nie zapuszczają się tutaj, zaś każdy czarodziej wchodzący do ruin powinien przygotować się na osobliwe spotkanie z mieszkańcem włości.
Do zamku prowadzi długi kamienny mur, z każdej strony otacza go woda. Potoczenie nazywa się go też zamkiem na wodzie. Wokół swoistego rodzaju jeziora na którym usytuowana jest posiadłość rosną rośliny, wśród nich czarna jagoda, używana w niektórych eliksirach.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Glamis Castle Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

15 lipca
Zmierzwione włosy, lekko przymrużone oczy i skórzana torba przełożona przez ramię towarzyszyły Jaydenowi podczas wyprawy w okolice Glamis Castle, gdzie, według jego obliczeń, parę dni wcześniej miał spaść meteoryt. Profesor pojawił się na miejscu po trudach wydostania się z Hogsmeade - problemy z brakującymi świstoklikami przeszły do codzienności, gdy teleportacja i kominki szwankowały. Nikt nie chciał być rozszczepiony, podróż miotłą bywała uciążliwa, a tylko najbogatszych stać było na latające stworzenia. Koczując na swoją kolej, Jay mógł prześledzić mniej więcej trajektorię poszukiwanego przez siebie meteorytu. Odłamek prosto z kosmicznej przestrzeni leciał wiele milionów lat świetlnych, by w końcu wpaść w atmosferę ziemską i wryć się w glebę. Vane miał niesamowity sentyment do zbieractwa nieziemskich kamieni, jak to czasem nazwała je jego mama, a miłość do astronomii została mu przekazana przez dziadka, który był pewnikiem najsławniejszym poszukiwaczem meteorytów w Wielkiej Brytanii, jeśli nie Europy. Podróżował po całym świecie, szukając spadających prosto z nieba drobin oraz analizował je na wszelkie dostępne sposoby - i te magiczne, i te magii pozbawione. Astronomia nie była aż tak istotna dla magicznej społeczności, która wolała skupiać się na astrologii, lecz Vane'owie woleli patrzeć na tę pierwszą i to właśnie jej poświęcać czas. Przeciwny istocie astrologii Jayden nie krył się ze swoimi przejawami wyraźnego niezadowolenia, gdy pytano go czy wieszczy z gwiazd. Wszystkich tych ludzi odsyłał z kwitkiem, tłumacząc im, żeby nie tracili czasu na czcze gadanie, bo to nie nauka. Jak światło ciał niebieskich miałoby przepowiedzieć przyszłość? Absurdalne. Ludzkość jednak lubiła chyba czuć się oszukana i nawet w jego wspaniałej astronomii próbowała upchnąć fikcję, podczas gdy prawda była o wiele bardziej fascynująca.
Właśnie z jej powodu znalazł się w tej części Szkocji niedaleko Parku Narodowego Cairngorms, który tak sobie upodobał. I chociaż zdecydowanie większym sentymentem obdarowywał Irlandię jako kraj przodków to jednak praca w Hogwarcie odkopała w nim jakąś cząstkę odpowiadającą za bycie Szkotem. Vane uwielbiał tych ludzi, zresztą dla niego nie było człowieka, z którym by się nie polubił. W każdym widział dobro bez względu na to, co mówili inni. Niekończący się optymizm jeszcze nie spotkał się z brutalną ścianą, która miała nadejść wraz z końcem wakacji, przynosząc profesorowi nie tylko mrożące krew w żyłach wiadomości, ale również i depresję. Póki co jednak nie skrzywiony przez podobne wydarzenia poświęcał się dziedzinie nauki bliskiej ogromnemu sercu. Wędrował już parę dobrych godzin, gubiąc w międzyczasie kilka razy drogę, lecz w końcu udało mu się dotrzeć pod osławiony zamek. Z tego co się orientował wielu śmiałków próbowało wyjawić prawdę na temat budowli i tego, dlaczego w nim straszyło, lecz nikt nie był w stanie zrozumieć przyczyny. JD miał do czynienia z przeróżnymi duchami w trakcie swojego życia - w końcu mieszkał w Szkole Magii i Czarodziejstwa! Jednak nawet teraz wolał spędzić czas na zewnątrz niż w środku warowni królewskiej, bo tylko z nosem tuż nad ziemią mógł odszukać swój zaginiony meteoryt. I jeśli jeszcze nikt go nie zabrał, mógł stać się częścią badań, które prowadził wraz z Cyrusem. Na samą myśl przyspieszył kroku zbyt podekscytowany, by zauważyć, że miał towarzystwo.


what survived may not be the same, but it's me
BEAUTIFUL AND KIND,
BUT sad

Jayden Vane
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, nauczyciel, ojciec
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane

Powrót do góry Go down

Gdy w oczach jego córki pojawił się niebezpieczny błysk świadczący o rychłym wybuchu lord Macmillian bez wahania zgodził się na kilkudniowy wyjazd swojej najmłodszej latorośli do ich szkockich krewnych. Dał Ailli czas na to by odetchnęła i nabrała nowych sił do walki z okrutnym światem szlachetnie urodzonych dam. Może brzmi to śmiesznie ale tylko dla tych którzy nigdy nie byli na sabacie ubrani w sukienkę w której nie da się oddychać i w butach stworzonych przez człowieka, który z pewnością nienawidzi całego rodzaju żeńskiego. To już nie ważne. Kilka godzin po rozmowie z ojcem Ailla siedziała już przy stole otoczona wianuszkiem swoich wiecznie wesołych i bardziej rudych od samych Weasleyów kuzynów. To właśnie jeden z nich przypomniał jej historię sprzed osiemnastu lat, gdy będąc jeszcze małą dziewczynką przyjechała wraz z braćmi na wakacji.  Wówczas po raz pierwszy miała usłyszeć o nawiedzonym zamku Glamis. Pięcioletnia Ailla nie miała jeszcze do czynienia z duchami a reszta krewnych próbując podpuścić małego urwisa nieznacznie ubarwiła całą historię i sam wygląd zjawy czyniąc z niej potwora rodem z najgorszych dziecięcych koszmarów. Jak można się domyślić w następnej kolejności zarzucono dziewczynce, że nie będzie wstanie wytrzymać nawet dziesięciu minut w starym zamczysku. Dla małej Macmillianówny takie słowa były niczym woda na młyn. Następnego dnia z wypiętą piersią i dumnie uniesioną głową wmaszerowała przez główne wejście budynku. Gdyby ktoś liczył okazało się, że minęło dokładnie dwie minuty i trzydzieści cztery sekundy zanim wyleciała stamtąd z piskiem. Nawet nie zobaczyła sir Maverica na nic też się zdała pułapka, jaką przygotowali na nią krewni. Okazało się, dziewczynka przestraszyła się kilku myszy, które przebiegł między jej stopami. Gdy opowieść dobiegła końca nawet Ailla śmiała się wesoło. Kładąc się spać postanowiła, że na następny dzień wybierze się do zamku. Może popchnęła ją do tego nostalgia a może chciała sprawdzić czy przez te kilkanaście lat nabrała więcej odwagi.
Gdy następnego dnia spacerowała wzdłuż muru prowadzącego do zamku nie miała pojęcia, że kilka dni temu spadł tutaj meteoryt. Wiele lat temu przestała się interesować się astronomią pozwalając by gwiazdy i wszystkie ciała niebieskie pozostały dla niej piękną niewiadomą. Oczywiście, przygodę z przedmiotem zakończyła z oceną wybitny, ale, od kiedy to o czymkolwiek świadczy? Wśród arystokratów też funkcjonuje zasada zakuj, zdaj, zapomnij. W końcu dotarła niemal do głównej bramy i już miałam przekroczyć jej próg, gdy uwagę Ailli przykuł uwagę dziwny człowiek.  Może nie tyle dziwny, co zachowujący się w specyficzny sposób. Ailla przysiadła na stopniach przyglądając mu się przez chwilę. Zastanawiała się, co właściwi ten człowiek robił. Wyglądał tak jakby czegoś szukał. Ale czego można szukać w takim miejscu jak to? Chyba tylko zakopanego skarbu.  W pewnym momencie przyszło jej do głowy, że to mugol. Podobno oni dziwnie się zachowywali w okolicy zamku.
Gość
Anonymous
Gość

Powrót do góry Go down

Nie dostrzegał kobiety siedzącej na schodkach i obserwującej go z pewną dozą zaciekawienia czy też zaskoczenia. Jayden nigdy nie przejmował się faktem, że mógł wyglądać bądź wyglądał cudacznie i to zarówno na ulicy czy w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Wolny duch jego pokroju zawsze robił dokładnie to, co mu w duszy grało, nie patrząc na opinie społeczeństwa. W końcu tyle ile było ludzi, tyle też było zdań - dlaczego miał się więc przejmować każdą z nich? Teraz pochylony nad gruntem i z uwagą coś tropiący, zupełnie odleciał podczas skupienia na astronomii, a rzeczywistość postrzegana przez innych ludzi przestawała istnieć. Był tylko on i jego cel. Odlatywał daleko od ziemi i pozostawiał wszystko na jej powierzchni, chcąc jedynie zgłębiać tajemnice wszechświata. Ci, którzy znali go odrobinę lepiej, wiedzieli, że z tym nie można było walczyć, a ulotność osobowości, roztrzepanie, charakter na wieczne dziecko profesora były też jego urokiem. Niektórych mogło to irytować, lecz większość patrzyła na niego z pewną dozą fascynacji czy być może zazdrości, bo wojna, konflikty, smutki zdawały się nie imać mężczyzny. Wiecznie uśmiechnięty, serdeczny i miły cieszył się z każdej chwili, z każdego nawet najmniejszego momentu. Zupełnie jakby szara rzeczywistość nabierała nowych, nieznanych ludzkości barw tylko dlatego, że właśnie tego chciał Vane. Otwarty na innych uwielbiał poznawać nowych ludzi, a każda spotkana przez niego na ulicy osoba była dla niego niczym dar, z którego już dawno temu nauczył się korzystać. Bo nawet w kolejce do piekarni mógł się czegoś nowego nauczyć, dowiedzieć. Nie zamykał swojego umysłu przed innymi, przed wiedzą, którą nieśli w sobie.
Teraz jednak szukał meteorytu i nawet jeśli ktoś stanąłby centralnie przed nim, Jayden ominąłby ów jednostkę, nie mogąc skonkretyzować czy było to drzewo, czy może coś lub ktoś inny. Wydawało mu się, że obliczył idealnie trajektorię lotu, a meteoryt powinien był leżeć gdzieś... Tutaj? Vane przekrzywił głowę, wpatrując się w trawę poruszaną delikatnie przez lekki wiatr, lecz nic więcej. Wyprostował się i podparł pod boki, uprzednio przejeżdżając dłonią przez sterczące mu w każdą stronę włosy. Odetchnął sobie przy okazji, rozglądając wkoło jakby sprawdzając czy czegoś nie ominął, nie pominął, co zaprowadziłoby go do miejsca, gdzie spadł meteoryt. Napisał równocześnie do Wieży Astrologów, by nie wysyłali w te tereny żadnego ze swoich, bo zadeptaliby ślady. Dzięki dziadkowi i swoim umiejętnościom jego nazwisko coś znaczyło w świecie nauki, dlatego nie widział żadnego kręcącego się tutaj astronoma prócz siebie samego. Zagubionego i nieogarniętego. Przyłożył dłoń do zarostu i przez jakąś dobrą chwilę jeździł palcami po brodzie, wyglądając przy tym na człowieka myślącego. Gdyby spojrzeć z bliska, może i można by dostrzec pracujące pod gęstą czupryną trybiki umysłu. Jeszcze raz przewertował notatki, doszukując się błędu w analizie, lecz nic takiego nie znalazł. Dopiero po dobrym momencie sylwetka wcześniej nie widziana zamajaczyła mu na tle Glamis Castle. Była tam wcześniej? Schował dziennik do torby, kierując się ku warowni i nieznajomej osobie. Podszedł do niej bliżej, posyłając jej przepraszający i nieco speszony uśmiech. Nie chciał jej przeszkadzać w robieniu tego, co robiła, ale musiał spróbować. - Przepraszam bardzo, ale czy nie widziała pani gdzieś tutaj meteorytu? - spytał, zatrzymując się u podnóża schodów i patrząc na nią z nadzieją. Zapewne nie miała mu dać żadnych informacji, ale może jednak? Kto wie - może mieszkała w tym zamku i dostrzegła smugę światła na niebie parę dni temu? A może ktoś po prostu zabrał ów kosmiczny kamień ze sobą, dostrzegając w nim ciekawą ozdobę do gabinetu?


what survived may not be the same, but it's me
BEAUTIFUL AND KIND,
BUT sad

Jayden Vane
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, nauczyciel, ojciec
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane

Powrót do góry Go down

Ailla przypatrywała się mężczyźnie z rosnącym zainteresowaniem. Skupienie, które mimowolnie dostrzegła na jego twarzy i dziwne zachowanie sprawiało, że ów tajemniczy człowiek stał się naprawdę intrygującym obiektem obserwacji. Przyszło jej na myśl, że może to łowca duchów, który szukał na piachu śladów ektoplazmy. Chyba tak się to nazywało. Ktoś kiedyś opowiadał Ailli, że niektórzy mugole zajmują się właśnie taką profesją. Wówczas wydawało się to niedorzeczne, ale z każdą sekundą, którą panna Macmillian poświęciła na obserwowanie nieznajomego stawało się coraz bardziej prawdopodobne. Na twarzy dziewczyny pojawiły się świadczący o nieznacznym rozbawieniu. Czyżby mugole mogli być aż tak cudaczni? Wszystko wskazywało na to, że zaraz się dowie.
Gdy mężczyzna zauważył jej obecność a następnie ruszył w kierunku schodów podniosła się z miejsca otrzepując swój strój z kurzu i piachu. Dostrzegając jego speszenie uśmiechnęła się przyjaźnie a w duchu niemal skakała z radości sądząc, że może właśnie po raz pierwszy w życiu spotkała nie magicznego mugola. Jednak, gdy ten się odezwał uśmiech na chwilę zniknął z jej warg. Mrugnęła kilkukrotnie wyraźnie zaskoczona podobnym obrotem spraw. Nie był poszukiwaczem duchów, ale astronomem jednak to wciąż nie znaczyło, że musiał być istotą magiczną. Przypomniawszy sobie o tym, że należałoby odpowiedzieć na zadane pytanie kiwnęła przecząco głową. - Przykro mi ale nawet nie wiem jak to wygląda - mówiła prawdę. Pewnie ktoś jej kiedyś pokazywał prawdziwy kamień meteorytu, ale kiedy to mogło być. - Ale chętnie pomogę Panu w poszukiwaniach - kolejny przyjazny uśmiech pojawił się na twarzy panny Macmillian. - Nie sądzę, żeby ktoś jeszcze go tutaj szukał. W każdym bądź razie po drodze nie widziałam nikogo z nosem przyklejonym do podłoża - zażartowała nie będąc do końca przekonaną czy był to dobre posunięcie. Nie chciała by mężczyzna czuł się bardziej skrępowany niż już był. Swoją drogą ciekawe, co by pomyślała jej matka widząc jak swobodnie rozmawia z obcym i na dodatek wyraźnie od niej starszym mężczyzną. Potrząsnęła lekko głową  chcąc się pozbyć tej natrętnej myśli z głowy. Były zdecydowanie ważniejsze rzeczy do roboty. Należało pomóc w poszukiwaniu kosmicznego kamyka! Duchami zajmie się przy innej okazji.
Gość
Anonymous
Gość

Powrót do góry Go down

Jay nigdy nie spodziewałby się, że ktoś o szlacheckiej krwi wiedziałby tak wiele na temat świata mugoli. Ba! Sam pomimo wielu przyjaciół pochodzących z niemagicznych rodzin nie potrafił pojąć tej całej rzeczywistości, która toczyła się równolegle do czarodziejskiego wymiaru. Wielu próbowało, ale poległo, chociaż słuchanie opowieści z życia codziennego bez magii było fascynujące i Cyrus musiał się mierzyć z towarzystwem przyjaciela, które było wywołane ciekawością oraz falą pytań. Nawet w dorosłym życiu Vane pozostawał dużym dzieckiem spragnionym wiedzy. Wydawało się jakby nigdy się nie męczył, a jego umysł przypominał gąbkę, która wsysała wszystko na swej drodze. Poszerzanie horyzontów zawsze było dla profesora ważne i powtarzał swoim studentom, by nie ograniczali się w poszukiwaniach zagadnień. Nawet coś, co wydawało się mało potrzebne, posiadało ukryte znaczenie, które tylko czekało na to, by je odkryć. Nauka była fascynującą, niekończącą się podróżą. Każdego dnia można było dowiedzieć się czegoś nowego; czegoś, co mogło sprawić, że cały światopogląd zaczął się powiększać. Nic dziwnego, że Jayden obstawał za teorią o poszerzającym się bez końca wszechświecie. Był zafascynowany możliwościami, które czasami dosłownie leżały na drodze przed nim. Wystarczyło sięgnąć i je podnieść, nie bać się ryzykować. Czy i to nie było jednym z tematów, które poruszyli wraz z Alix? Myśl o swojej podopiecznej sprawiła, że profesor uśmiechnął się troskliwie pod nosem. Chciał dla niej, dla każdego jak najlepiej, lecz najwidoczniej branie życia takim jakie było, było wyczynem dla innych podczas gdy dla niego było to naturalne niczym oddychanie.
Podchodząc do nieznajomej, nie wiedział z kim miał mieć do czynienia. Ale czy wiedza cokolwiek by tu zmieniła? Nowe doznania były dla niego tlenem i chociaż skrępowany, czerpał z tej pozornie nic nie wnoszącej wymiany zdań. A jednak wcale taka nie była. Gdy kobieta odezwała się, JD zaśmiał się krótko i przejechał dłonią po zaroście. Dla niego wyglądu meteorytu nie dało się tak łatwo opisać, chociaż wiedział jak wytłumaczyć to osobie, która nigdy z nim styczności nie miała. Skinął głową na propozycję pomocy, nie zamierzając wcale darować ochotniczce małego wykładu na temat swojej zguby. - Cóż. Meteoryty nie są wcale takie trudne do wypatrzenia jak się może wydawać. Jeśli spojrzeć na nie z zewnątrz posiadają czarną, rzadziej beżową, skorupę. Nazywamy ją obtopieniową i można ją dostrzec we wszystkich rodzajach meteorytów. Poza tym występują równocześnie regmaglipty – okrągłe zagłębienia formujące się podczas przeciskania chondrytu przez atmosferę. Jeśli spojrzeć natomiast z bliska, najłatwiej od zwykłych ziemskich skał odróżnić meteoryty klasyfikowane jako właśnie chondryty - paplał beztrosko w najlepsze i zapewne nawet by nie zauważył, gdyby jego nowa towarzyszka odeszła w międzyczasie. Doceniał jej starania i chęć niesienia pomocy, chociaż zawsze mogła dalej zajmować się swoimi sprawami i wcale by nie było mu przez to smutno. Oferując swój czas, udowodniła, że dobroć istniała i wciąż kręciła się we wszechświecie wbrew prognozom niektórych fanatyków. - I dobrze, że nikt się tu nie kręcił! - rzucił w odpowiedzi na jej słowa o potencjalnych, innych zainteresowanych astronomach. - Ci z Wieży Astrologów i tak często oddają do mnie znalezione meteoryty, więc dlaczego mieliby się tu pojawiać? - odparł i odetchnął w duchu. Jeszcze tego by brakowało. A przecież i tak zawsze dzielił się badaniami, dlatego wolał czerpać sam radość z faktu poszukiwań oraz ekscytacji, gdy natrafił na swój cel. Dostanie znaleziska pocztą też było interesujące, ale... Brakowało tego czegoś, a jako wnuk wielkiego poszukiwacza posiadał tlącą się iskrę. - Najprawdopodobniej leciał aż z Marsa! - mruknął pod nosem. Każdy kto interesował się tym tematem chociaż odrobinę, wiedział, że marsjańskie skały były niezwykle mało spotykane.


what survived may not be the same, but it's me
BEAUTIFUL AND KIND,
BUT sad

Jayden Vane
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, nauczyciel, ojciec
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane

Powrót do góry Go down

Słuchając tego krótkiego wyglądu Ailla kiwała lekko głową starając się przynajmniej udawać, że wszystko rozumie. W rzeczywistości wyglądało to tak, że ze wszystkich sił próbowała dopasować padające nazwy do skrawków wiedzy, które pozostały jej z czasów szkolnych. Mimo wszystko nie chciała wyjść na kompletną ignorantkę w sprawach dotyczących kosmosu. Cieszyło ją jednak to, że mężczyzna zaledwie w kilka sekund udowodnił jej, że jest pasjonatem a to zawsze stawia ludzi w wyjątkowo ciekawym świetle. Gdy usłyszała o wieży astrologów mina po raz kolejny jej zrzedła. Zaskoczenie i zawód zaczęły się mieszać z coraz większy rozbawieniem. Ailla przyjrzała się jeszcze raz swojemu nowemu towarzyszowi i w końcu nie wytrzymała, zaczęła się śmiać. - Bardzo przepraszam - wydusiła gdy udało jej się powstrzymać ten dziwny napad.- Teraz nie jestem wstanie tego wytłumaczyć ale wzięłam pana za mugola - śmiech wynikał wyłącznie z rozbawienia własną głupotą.- Wygląda na to, że mam zdecydowanie zbyt bujną wyobraźnie. - zganiła samą siebie i wróciła do poszukiwań skały, która w choć niewielkim stopniu wyglądała na wyjątkową. Zaraz jednak zdała sobie sprawę, że ze słów mężczyzny wynika coś jeszcze. - Dlaczego oddają panu swoje znaleziska? Jest pan tak ważną personą? Proszę mi wybaczyć, ale nie wygląda pan na kogoś z dużym dorobkiem naukowym. - chodziło jej oczywiście o stosunkowo młody wiek mężczyzny. Dopiero po fakcie zdała sobie sprawę, że mógł ją zupełnie opacznie zrozumieć, dlatego potulnie przeniosła wzrok na podłoże rozglądając się na wszystkie strony. Podświadomie szukała śladów sadzy, coś, co spadło z nieba przecież nie mogło nie zostawić po sobie żadnych śladów. - Tak- kiwnęła lekko głową. -Pamiętam jeszcze za szkoły, że są dość rzadkie - w duchu śmiała się z tej marnej próby wyjścia na osobę inteligentną. - A meteoryty z Wenus? W sumie nigdy o nich nie słyszałam. Niech pan pomyśli jaką fortunę można byłoby zdobyć na biżuterii zrobionej z kamieni z planety tak silnie związanej z kobiecością? Chociaż dla astronoma to pewnie brzmi jak herezja - zaśmiała się cicho. Osobiście nie widziała nic złego w poobnym pomyslę. Chociaż pewnie i tak ktoś już na niego wpadł. O ile zdobycie takich kamieni jest możliwie. Z drugiej strony od małego kłamstwa świat się nie skończy.
Gość
Anonymous
Gość

Powrót do góry Go down

Wejście w konwersację z Jaydenem na temat astronomii przypominało walkę z wiatrakami, z której jedyną drogą wyjścia była ucieczka z miejsca zbrodni. Profesor potrafił godzinami o tym opowiadać z niezwykłą fascynacją, dlatego jeśli ktoś nie lubił ów tematu, mógł mieć problem. Z ludźmi żywo zainteresowanymi poszerzaniem wiedzy i nauką samą w sobie nie było nieporozumień, bo sama pasja, z jaką Vane wykładał swój przedmiot potrafiła porwać słuchaczy. Oczywiście bywały tematy dla mas wyjątkowo nudne i nawet ekscytacja profesora nie mogła tego zmienić. JJ zdawał sobie zresztą sprawę, że nie każdego musiało interesować to, co miał do powiedzenia. Nie oznaczało to jednak, że odpuszczał. Dla niego wszystko było równie fascynujące i pouczające, gotowe do odkrycia i zbadania. Jeśli mógł tym zarazić chociażby jedną osobę, było warto. Nie spodziewał się, że kogokolwiek w tym miejscu spotka tego dnia, szczególnie że pogoda nie sprzyjała długim spacerom. Od czasu do czasu słońce przebijało się przez chmury i rozświetlało okolicę, lecz zapowiedzi nie były tak samo optymistyczne. Jaydena to nie zraziło w żadnym wypadku - mgła, deszcz, śnieg, grad nie miały znaczenia; nie miały szans z wiedzą oraz determinacją. Towarzystwo również było dla niego zaskoczeniem, jednak nie należał do osób, które odmawiały, a wręcz cieszyły się z każdej bliskości. Słysząc śmiech kobiety, zamilkł na moment, nie wiedząc, czy to co powiedział było aż tak zabawne, czy aż tak... Ironicznie odebrane. - Mugola? - powtórzył za nią jakby chciał przetrawić tę wiadomość. Spojrzał po sobie, nie wiedząc za bardzo dlaczego mógł być o to posądzony. Jak część podążających za modą czarodziejów upodobał sobie proste garnitury zamiast wyjściowych szat, ale czy to już czyniło z niego członka niemagicznego świata? Musiał zdecydowanie spytać o to Snape'a przy następnej okazji. W żaden sposób nie poczuł się urażony, ale zbity z tropu, bo w życiu nie podejrzewałby, że może zostać wzięty za mugola. Zachichotał pod nosem, słysząc kolejne słowa kobiety o byciu ważną personą. - Nie jestem, ale mój dziadek się na tym zna - odparł krótko, wertując notatki. - Jeszcze wielu rzeczy nie wiem, ale młode umysły kryją tajemnice, które nie śniły się najstarszym z nas - dodał, odnosząc się nie do siebie, a do swoich uczniów, których wręcz ubóstwiał. Wcale nie postrzegał siebie jako osobę dojrzalszą, bo wiedział, że wcale taką nie był i nie chciał być. Niektórzy studenci bywali zdecydowanie bardziej dorośli od niego, lecz nie przeszkadzało to w zdobyciu w ich oczach pewnego rodzaju autorytetu czy nawet pozostać mentorem. Dlaczego tak się działo? Sam zadawał sobie to pytanie już wiele razy. Było przecież wielu lepszych od niego, bardziej światłych, bardziej odpowiednich. Coś jednak zostało w nim docenione, gdy jako dwudziestolatek dostał posadę w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Niewiele starszy od ostatniej klasy budował sobie kolejny etap w życiu i póki co nie wyobrażał sobie siebie w innym miejscu. No, chyba że w poszukiwaniu meteorytu! - Fortunę? Biżuterii? - powtórzył po raz kolejny w większym niż poprzednio szoku. Aż zatrzymał się w pół kroku, obserwując z dużymi oczami blondynkę. - Jeśli kiedykolwiek odkryto by odłamek z Wenus, stanowiłby cenny przedmiot do badań, a jego wartość przekraczałaby wszelkie pojęcie. - Nikt, kto znał Jaydena, nie zdziwiłby się na widok profesora stojącego w kolejce do jubilera i walczącego z tłumem kobiet, by dostać ów naszyjnik i móc jak najprędzej popędzić z nim do laboratorium. Dla niego nie liczył się wygląd, a wnętrze, które mógł poddać wnikliwej analizie i kto wie? Dowiedzieć się czegoś, co zrewolucjonizowałoby astronomiczny półświatek? Chyba oszalałby, gdyby miał do czynienia z takimi nowinkami. - Mało prawdopodobne jest, żeby w przestrzeń trafiły odłamki Wenus. Zarówno ona jak i Ziemia mają dość znaczne przyciąganie i pokaźne atmosfery dodatkowo utrudniające wyrzucenie kawałka skały z powierzchni w przestrzeń kosmiczną. Dlatego niestety nie doświadczymy jej próbek tak prędko - tłumaczył i nagle zawołał Stop!, by obrócić zeszyt i zrobić w tył zwrot. Szybkim krokiem, niemal biegiem, pokonał określoną odległość i na koniec przykucnął, by sięgnąć po swoje znalezisko. - Leżał dokładnie tam, gdzie obliczyłem - mruknął już do siebie z szerokim uśmiechem, nie dziwiąc się wcale swojemu nierozgarnięciu. Wszak ważne, że dostał to, co chciał!


what survived may not be the same, but it's me
BEAUTIFUL AND KIND,
BUT sad

Jayden Vane
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, nauczyciel, ojciec
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane

Powrót do góry Go down

Robert był przykładnym pracownikiem Królewskiego Zrzeszenia Astronomów i jak każdy miłośnik nieba przykładał ogromną wagę do tego, kto maczał palce w najnowszych badaniach czy odkryciach. Tak ważna dla wszystkich wiedza powinna być należycie czczona i ukazywana w odpowiednim blasku. Pismo, które wysłał im profesor Vane zaznaczało wyraźnie, że nie życzył sobie w okolicy innych naukowców. Miało to sens z uwagi na to, że zamazanie śladów mogło utrudniać pracę, lecz Robert musiał, po prostu musiał się tam znaleźć. Jako człowiek osiemdziesięcioletni z bagażem doświadczenia widział w trzydziestoletnim Jaydenia podlotka. Dobrze zapowiadającego się, lecz wciąż podlotka. Kto w tym wieku posiadał odpowiednią wiedzę do... No, tak naprawdę do wszystkiego? Jego dziadek był astronomem starej daty i wciąż świetnie funkcjonował; młody Vane miał wiele jego cech, ale wciąż wiele mu brakowało do osiągnięcia mistrzostwa. Przez Roberta wybijała się również i zazdrość, bo nie chciał przyznać przed samym sobą, że nauczyciel osiągnął o wiele więcej jako dwudziestolatek. Kto w tym wieku dostaje posadę w tak prestiżowej szkole? Jechał jednak na swoim aetonanie do Glamic Castle, by dopilnować Jaydena oraz jego pracę. Dzień był bezwietrzny, lecz pęd podczas lotu i tak zmroził mu policzki. Gdy kopyta zwierzęcia dotknęły ziemi, Robert poczuł ulgę, że tę część podróży miał już za sobą. Prędko odszukał spojrzeniem interesującego go człowieka i przyuważył, że Vane nie był sam. Czyżby jednak pracował z kimś jeszcze? Pan Goshawk poprawił pelerynę i skierował się żwawym krokiem w stronę zafascynowanej czymś dwójki.
- Profesorze Vane. Szanowna lady - przywitał się, dotykając palcem ronda swojej tiary i odpowiednio się skłonił. Gdy znalazł się odpowiednio blisko, bez problemu rozpoznał towarzyszkę młodego astronoma. Niewątpliwie interesującym była obecność młodej lady Macmillan oraz fakt tak swobodnego poruszania się u boku kogoś spoza socjety. I to jeszcze kawalera! Jako człowiek wiekowy idealnie lawirował między światem szlacheckim, a tym należącym do szarych obywateli. Nie chciał obrażać nikogo na swej drodze, lecz to zachowanie wydało mu się bardzo nietaktowne. - Profesorze. Widzę, że odnalazł pan naszą zgubę. Czy mogę prosić o udanie się ze mną do Wieży Astrologów? Laboratorium będzie stało otworem - mówił, a jego siwa broda oraz wąsy podskakiwały z każdym słowem. - Mam dla pana miotłę - dodał, widząc jak Vane niezbyt przekonany spoglądał na jego wierzchowca. - Niestety tylko jedną - wytłumaczył się, zerkając na lady Macmillan. Jego pojawienie się mogło być dla niej zbawienne w skutkach. W końcu to zaprawdę nie wyglądało odpowiednio. Nawet jeśli ich intencje były czyste. Ponaglił młodego mężczyznę spojrzeniem i czekał na odpowiedź.


I show not your face but your heart's desire
Ain Eingarp
Ain Eingarp
Zawód : Wielość
Wiek : nieskończoność
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
I show not your face but your heart's desire.
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Metamorfomag
Glamis Castle 3baJg9W
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f47-sowia-poczta http://morsmordre.forumpolish.com/f5-powiazania http://morsmordre.forumpolish.com/f55-mieszkania http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

Nie spodziewał się, że ktokolwiek miał się pojawić. I to w takim stylu. Znał Roberta Goshawka i niezwykle cenił go za jego wiedzę oraz teorię Spadającej Gwiazdy, którą przeczytał chyba z dziesięć razy. Ponad osiemdziesięcioletni czarodziej wzbudzał szacunek nie tylko licznymi tytułami, lecz równocześnie swoim wyglądem. Dość wysoki z długą białą brodą oraz tiarą przypominał wielkich magów z dawnych czasów, których można było częściej spotkać na obrazach, a nie zaś w rzeczywistości. Dziadek Jaydena opowiadał mu o tym, że pan Goshawk mógł być prowadzącym ich gildii, lecz jego odkrycie zostało podważone i bardzo to przeżył. Vane czuł współczucie do starszego astronoma, chociaż nigdy nie poruszał z nim ów tematu, wiedząc, że byłoby to bardzo niewskazane. Podniósł głowę, gdy tylko usłyszał rżenie na niebie, a wielki cień osłonił zarówno jego i towarzyszącą mu kobietę. Nie przedstawiła się, a poznanie jej personaliów nie było dla JJa specjalnie istotne. Rozmowa szła na torach naukowych, a jeśli ktoś chciał go słuchać, wszelkie inne schodziło na dalszy plan i nie można było obwiniać o to profesora. Obserwował więc jak wielki latający koń uderza nogami o ziemię, a po chwili jego jeździec stał przed nimi z wyraźnie zmieszaną miną. Spoglądał raz na niego, a raz na dziewczynę, której imienia wciąż nie znał. Tylko raz zawiesił wzrok na trzymanym przez Vane'a meteorycie i można było dostrzec zadowolony błysk w oku starego naukowca. Słysząc nazwisko blondynki, Jay posłał jej zaciekawione spojrzenie, lecz natykanie się na przedstawicieli oraz przedstawicielki szlacheckich rodów nie robiło na nim wrażenia. W Hogwarcie każdy z młodszego pokolenia siedział posłusznie przed nim w ławce i nikogo nie interesowały tytuły. Byli uczniami, on nauczycielem. Co wcale nie oznaczało, że w jakikolwiek sposób ich przez to gnębił. Absolutnie! Miał wiele miłych wspomnień z tymi dziećmi, a jego relacja z Alix ukazywała tak naprawdę to jak wiele można było osiągnąć, znajdując się po dwóch różnych stronach i należąc do dwóch różnych światów.
- Świetnie! - zawołał na słowa Roberta, czując wyraźną ulgę, że nie musiał przemieszczać się na aetonanie. Nie opanował jak dotąd nauki jeździectwa i za bardzo nie miał na to czasu, chociaż opiekę nad magicznymi stworzeniami wspominał naprawdę miło. Miał obiekcje co do tego, dlaczego mężczyzna w ogóle się tu pojawił, lecz słysząc, że chciał się tylko upewnić, zszedł z niego jakiś dziwny stres. Chyba nikt nie lubił jednak, gdy ktoś kręcił się po czyimś poletku zawodowym. Przejął więc dziarsko miotłę od Goshawka, pożegnał się uśmiechem z lady Macmillan i pognał w stronę Wieży Astrologów. Badania były jednym, radość z odkrycia drugim.

|zt


what survived may not be the same, but it's me
BEAUTIFUL AND KIND,
BUT sad

Jayden Vane
Jayden Vane
Zawód : astronom, profesor, publicysta, badacz, nauczyciel, ojciec
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Sometimes the truth
Isn’t good enough.
Sometimes people deserve more.
Sometimes people deserve
To have their faith rewarded.
OPCM : 43
UROKI : 25
ELIKSIRY : 2
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 12
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t4372-jayden-vane#93818 https://www.morsmordre.net/t4452-poczta-jaydena#95108 https://www.morsmordre.net/t4451-lucky-star#95083 https://www.morsmordre.net/f113-irlandia-killarney-national-park-theach-fael https://www.morsmordre.net/t4454-skrytka-bankowa-nr-1135#95111 https://www.morsmordre.net/t4453-jayden-vane

Powrót do góry Go down

Para nr 2

Po ugryzieniu zaklętego ciastka padliście ofiarą niechcianej teleportacji – a po krótkiej chwili wylądowaliście tutaj: postać A u szczytu wysokich krętych schodów nad holem wejściowym do zamku, postać B – w otwartych drzwiach przystrojonego w kwiaty i girlandy starego zamku.

Gdy tylko wasze spojrzenia się spotkają, ogarną was silne emocje, do złudzenia przypominające miłość: będziecie mieć wrażenie, że dla drugiej osoby zrobicie absolutnie wszystko, poczujecie oddanie, szczęście i tęsknotę do czegoś, czego nie będziecie potrafili określić; wyda wam się najpiękniejsza na świecie; będziecie gotowi poświęcić wiele, by spędzić z nią resztę życia.

Wzdłuż wysokich ścian zamku zaczną przemykać domowe akcesoria prowadzone przez wyjątkowo chyży świecznik w towarzystwie wąsatego stołowego zegara i porcelanowego czajnika, za którym jak młode kaczuszki podąży rząd sześciu filiżanek. Łyżki uderzać będą w talerze i garnki delikatnie, wygrywając w ten sposób zaskakująco subtelną romantyczną melodię, przypominającą dźwięki deszczu uderzającego o szyby. Parę zaczarowanych myszy w towarzystwie nietoperzy i zabłąkanych gołębi rozciągnie wzdłuż holu oczyszczony z kurzu dywan, latające zwierzęta przemkną wyżej, rozpalając pochodnie na ścianach. Nonszalancko rozbawione szczotki i grzebienie napadną obie postaci, poprawiając ich fryzury na iście imponujące. Igła z nicią zatańczą wokół waszych szat, zmieniając je na odświętne: wykwitną suknię balową z odważnie wykrojonym dekoltem i wystawną odświętną szatę z najlepszej jakości materiałów. Coś pchnie was w swoje ramiona, a w tle rozlegnie się plumkanie źle nastrojonego pianina. Przez parkiet tanecznym krokiem przejdzie kilka par elegancko ubranych duchów, rozpoczynając bal.


Rzut kością
W dowolnym momencie trwania wątku możecie wykonać rzut na dodatkowe zdarzenie kością podpisaną jako Kupidynek.

Konsekwencje
Efekty zjedzenia zaklętego ciastka ustąpią następnego dnia, wraz ze wschodem słońca; po romantycznej schadzce pozostaną wam wspomnienia i potężny ból głowy, który ustąpi dopiero po 24 godzinach.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Glamis Castle Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Powrót do góry Go down

/ 31 października

Hensley zawsze dobrze wspominała Noc Duchów. Jako dziecko, kiedy uczęszczała do Hogwartu, to zawsze brała w niej czynny udział. Często przygotowania trwały tygodniami, a w dormitorium zakładały się razem ze współlokatorkami co tym razem dziwnego im się przydarzy. Ta noc prócz tego, że była świętem wszystkich duchów, to niosła ze sobą też coś dziwnego i wyjątkowego. Dawniej dostrzegała w niej jedynie sposobność do zabawy i psikusów. Dopiero, gdy dorosła nauczyła się szanować to święto z prawdziwym zaangażowaniem. Linia ogradzająca żywych od umarłych na te kilka godzin się zacierała. Było to wręcz mistyczne doświadczenie i każdy postrzegał je inaczej. Celebrował je inaczej.
Dzisiejszej nocy, Lucinda postanowiła zostać w domu. Choć dawniej chętnie uczestniczyła w tego świętach tak po ostatniej misji w Tower miała dość duchów, śmierci i mistycyzmu, a już szczególnie takiego nafaszerowanego symboliką. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Widziała rzeczy, których widzieć nie powinna. Wszędzie towarzyszyły jej kruki, a ich krakanie doprowadzało ją do szału. Najgorsza jednak była obecność Jessy. Za każdym razem, gdy pojawiała się obok niej, Lucinda czuła się tak jakby wracała do Tower. Z jej myśli uciekały żelazne fakty, zapominała o tym, że kobieta nie żyje, że sama pomagała ją pochować. Była tak realna, że niemal mogła jej dotknąć. Nigdy się na to jednak nie odważyła.
Siedziała na kanapie w salonie z przymkniętymi oczami. Na kolanach trzymała stertę pożółkniętych od deszczu listów, bo dopiero dziś miała siłę zajrzeć do tego co w ostatnim czasie zgromadziło się na jej parapecie. Nagle do jej nozdrzy dotarł niesamowicie przyjemny zapach. Znała go idealnie i nawet nie zwróciła uwagi na to, że jego obecność była niemalże niemożliwa. Nie otworzyła oczu bawiąc się własną wyobraźnią. W końcu docierały do niej jakieś przyjemne zmysły, a przecież to nie zdarzało się w ostatnim czasie dość często. Blondynka zerwała się na równe nogi dopiero, gdy na jej twarz spadł okruszek ciasta. Nie wiedziała czym jest spowodowany ten zmasowany atak dlatego od razu sięgnęła po różdżkę i zacisnęła ją mocniej w dłoni. Gdy dostrzegła unoszący się nad jej głową kawałek ciasta uśmiechnęła się pod nosem. Wiedziała, że nie będzie w stanie mu się oprzeć. Skoro tak pięknie pachniał to jak musiał smakować? Marzyła by się o tym przekonać. Sięgnęła po lewitujące ciastko i niemal całe włożyła sobie do buzi. Tak bardzo brakowało jej czegoś dobrego w życiu.
Chwilę później stała już pod Glamis Castle. Znała to miejsce z opowieści, kiedyś jako dziecko nawet tutaj była. Teraz nie miała pojęcia co przywiodło ją do tego miejsca. Stała u szczytu schodów, a drzwi zamku zaczęły się otwierać ukazując… kogo?


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Glamis Castle Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539

Powrót do góry Go down

Nowe życie mi nie smakuje. Jest gorzkie i cierpkie jednocześnie, czasami lekko słonawe, jak sperma, innym razem absurdalnie mdłe, niczym marcepan aż zgrzytający między zębami drobinkami cukru. Po cichu liczę na to, że zepsuję sobie w ten sposób smak - bo przecież nie gust - i że wkrótce nie będzie to robić na mnie większego wrażenia. Może przestanę się szanować, a może przestanę cierpieć. Sen i praca, trzymanie wyprostowanych pleców i języka za zębami, tym ostatnio się zajmuję, jak i powrotem do formy. Porcje mych posiłków są zauważalnie większe, niż reszty domowników, lecz bynajmniej nie wynika to z troski o mnie. Raczej: o nich. Zabiedzony i wymęczony nie prezentowałbym się dość dobrze, a jestem przecież teraz jak przeceniony produkt na sprzedaż. Powystawowy, z drobnymi uszkodzeniami na zewnątrz. Wewnątrz też, lecz tego nie wykryje żaden pieprzony specjalista, który płucze mi gardło eliksirami na litry, jakby to był zwykły kubuś jabłko-malina. Nieważne, tak, już jestem u siebie. Punkt dwudziesta druga, a ja już gotowy i przebrany w piżamę - choć zwykłem spać nago, uczę się i powoli wypleniam z siebie i te złe nawyki - kładę się do łóżka. Przedtem jeszcze porcja codziennych tabletek, które połykam na oczach skrzata i mój codzienny paciorek, co prawda nie odmawiany na kolanach, a na leżąco, z rękami rozpostartymi wzdłuż ciała. Proszę o ulgę dla Wandzi i zakończenie wojny. Czasami też o coś dla siebie, ale głupio mi po dwóch takich dużych życzeniach, które przecież również są dla mnie. Zazwyczaj zasypiam w okamgnieniu, choć koszmary dają mi się we znaki; właściwie nie pamiętam, kiedy ostatni raz spałem dobrze i nie widziałem w majakach nasrożonego oblicza Tristana. Noc Duchów, Noc Duchów czuję, że może przynieść mi ukojenie, mary zajmą się sobą, będą opływać w ofiary, a ja, ja w końcu odpocznę. Już mam zamknięte oczy, już prawie przestaję kontaktować, lecz wtem do mych nozdrzy dobiega oszołamiający zapach świeżego ciasta i morskiej wody. Rozwieram ślepia i przecieram je, przerzucając stopy na brzeg łoża, pewny, że zapomniałem zamknąć okna i faktycznie, jest uchylone, a na parapecie po wewnętrznej stronie stygnie dyniowa babeczka. Korci mnie, żeby zostawić ją sobie na później, umyłeś już zęby, Fran, ale pokusa jest zbyt silna, zrywam wstążeczkę i zatapiam zęby w smakołyku, który dosłownie rozpływa się w ustach, a wtem... Nim dociera do mnie smak nadzienia, coś szarpie mną wbrew mej woli, a w następnej chwili, chwiejnie - na boso, w jedwabnej piżamie i rozczochranych włosach ląduję w drzwiach jakiegoś zamku. Nic nie rozumiem, obracam się zdezorientowany i wtedy, wtedy ją zauważam. Nadgryziona tartaletka wypada mi z ręki, a ja zostawiam ją i pewny kroczę ku Lucindzie. Prawie biegnę, nie dbam o elegancję, o klasę, o to, że powinienem zachować rozwagę i prosić ją przynajmniej z bukietem kwiatów. Pokonuję po dwa stopnie na raz, więc docieram do niej wyraźnie zdyszany, rozgorączkowany, zatrzymuję się tuż przed nią, nagle, speszony. Choć stoję niżej, zrównaliśmy się wysokością i przełykam ślinę tuż przy jej ustach, niespokojnym wzrokiem błądząc po jej twarzy, śledząc zmarszczki czające się niewinnie w kącikach oczu i resztki musu, wyglądające zaczepnie na brodzie. Instynktownie ścieram je kciukiem i oblizuję, znów napawając się przedziwnym smakiem domowego ciasta przecierającego się aromatem morskich głębin.
-Nie myślałem, że tak kiedyś powiem o kobiecie - odzywam się twardo, trzeszcząco, z naglącą pewnością siebie, która domaga się werbalizacji - długo na mnie czekałaś? - pytam, podając jej rękę i prowadząc, znowu: szybko, jakby nasz czas odmierzał zegarek w brzuchu krokodyla, już policzony. Przystaję dopiero w sali balowej, raczej nieświadom rozgardiaszu, jaki powodujemy wśród zaczarowanej służby, trudność sprawia mi patrzenie dalej, niż na nią, gdziekolwiek indziej, niż na nią, szerzej, niż na nią. Wszystko we mnie aż wrze, nie mogę się skoncentrować, a najgorsze jest to, że emocjonalność siłuje się z fizycznością i zamiast działać wspólnie, urządzają sobie pieprzone zapasy.
-Masz strasznie miękkie dłonie, ale przecież pracujesz, prawda? - musi to robić. Prać, gotować, sprzątać. Jej paznokcie to różowe płytki, a ona przypomina mi jedną z moich syrenek. Chciałbym jej powiedzieć, że powinniśmy to zrobić, zamieszkać nad morzem, lecz głos zatrzymuje mi się w gardle, gdy mimowolnie przesuwam dłonią po jej ramieniu, badając tą nieznaną strukturę skóry, która jakimś cudem wciąż nie zbledła od ostatnich wrześniowych dni.


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Glamis Castle 0a8b1-img_1302
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange

Powrót do góry Go down

Przez chwile jej uwaga skupiła się tylko na miejscu, w którym się znalazła. Pamiętała je inaczej. Teraz mury Zamku wydawały się być zaczarowane, kusiły i zapraszały do siebie. To dziwne, bo to zazwyczaj wyobraźnia dziecka ubarwia miejsca, rzeczy i finalnie ludzi. Nadaje im nowych znaczeń. Sprawia, że są piękne, okazałe i niezwykłe. Rzeczywistość, która przychodzi później potrafi rozczarować. W tym przypadku, blondynka nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jest to miejsce, w którym powinna się znaleźć. Do jej umysłu przenikała myśl, że jest tu wszystko czego potrzebuje.
Dziwnie było poczuć się znów bezpiecznie. Ostatnie tygodnie były bardzo ciężkie. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Błąkała się fizycznie i mentalnie. Nie wiedziała czy jest w stanie jeszcze dojść do jakiejś równowagi. Przecież było tego już nazbyt wiele, a jej psychika nie była w stanie znieść więcej. Nie spodziewała się, że ten wieczór będzie w stanie to zmienić. Wraz z ugryzieniem ciastka poczuła jak jej świat na nowo nabiera kolorów. Najpierw delikatnych, kiedy tylko dotarł do niej smak muffiny, kolory nabrały siły, gdy wylądowała na schodach tego przepięknego zamku, a eksplodowały w momencie, gdy na horyzoncie pojawił się On. Czy znali się już wcześniej? Ciężko to nazwać znajomością. Szlachecki świat rządził się własnymi prawami. Znasz twarze, nazwiska, ale nie znasz ludzi. Tam nigdy nie poznajesz ludzi. Nawet żyjąc z kimś pod jednym dachem przez lata, dzieląc z nim jedno łoże, siadając przy tym samym stole.
Blondynka zatrzymała się na schodach nie będąc w stanie zrobić kroku w stronę zbliżającego się mężczyzny. Kiedy zrównali się twarzami, Lucinda uśmiechnęła się delikatnie. W tym jednym uśmiechu było więcej szczęścia niżeli doświadczyła przez ostatni rok. Starała się sobie przypomnieć czy kiedykolwiek zamienili choć słowo. Wiedziała, że teraz nie miało to już żadnego znaczenia, ale jej umysł sam starał się racjonalizować wszystko dookoła. Wszystkie jej natrętne myśli zniknęły, w tym samym momencie, w którym mężczyzna przejechał kciukiem po jej policzku. Zadrżała choć noc była wyjątkowo ciepła jak na tę porę roku. – Tak, chyba nawet zbyt długo – odparła, ale w jej głosie nie brzmiała złość czy irytacja, a zniecierpliwienie i w końcu ulga. Tak jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego jak długo czekała by się tak poczuć. Czy w ogóle wcześniej znała takie uczucie?
Czarownica ujęła dłoń mężczyzny i pozwoliła poprowadzić się do wnętrza Glamis Castle. Dopiero teraz zwróciła uwagę na to, że oboje są przecież w piżamach. Wyrwani niczym ze snów, a może zwyczajnie nadal śnili? Jeśli nawet był to jedynie sen, to nie chciała się z niego budzić. Nie było żadnych kruków, nie było natrętnych duchów, nie było złych wspomnień. Był on – jej przyjaciel, wróg, jej miłość? Kiedy wspomniał o jej dłoniach spojrzała na ich splecione. – Praca nie zawsze hańbi kobiecą delikatność – odparła mimochodem, bo nigdy tak naprawdę się nad tym nie zastanawiała. Dbała o swój wygląd, zawsze przywiązywała wagę do tego jak się prezentuje, bo właśnie takie zasady wyniosła z domu. Czy była delikatna? Tak by siebie nie nazwała.
Wiele słów cisnęło jej się teraz na usta, ale zanim zdążyła wypowiedzieć je na głos stało się coś niezwykłego. Zaczarowana szczotka zaczęła wywijać na jej włosach delikatne loki, a igła z nitką zamieniły jej wieczorowy strój na piękną suknię balową. W mgnieniu oka zmieniła się z pogrążonej w zadumie Zakonniczki w wyrwaną prosto z baśni szlachciankę. Lucinda zakręciła się wokół własnej osi podziwiając tą piękną i białą magię. Nie była w stanie uspokoić myśli i własnych uczuć. Te zdawały się potęgować z każdą chwilą, a blondynka nie brała w ogóle pod uwagę konsekwencji. Zdecydowanym krokiem podeszła do mężczyzny by ponownie chwycić jego dłoń. Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. Szlachcianka uniosła dłoń czarodzieja i położyła ją na swojej szyi, dokładnie w miejscu, w którym przebiegała tętnica szyjna. – Czujesz? – zapytała półszeptem. Ona czuła i miała wrażenie, że serce za chwile wyskoczy jej z piersi. – To twoja wina


Ignis non exstinguitur igneThat is our great glory, and our great tragedy
Lucinda Hensley
Lucinda Hensley
Zawód : łamacz klątw i uroków & poszukiwacz artefaktów
Wiek : 28
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Panna
hope for the best, but prepare for the worst
OPCM : 40
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 2
Genetyka : Czarodziej
Glamis Castle Tumblr_on19yxR5PA1tj4hhyo2_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3072-lucinda-lynn-selwyn https://www.morsmordre.net/t3145-sennett#51834 https://www.morsmordre.net/t3144-chodzcie-chodzcie-do-mnie#51829 https://www.morsmordre.net/f104-szkocja-kres-w-john-o-groats https://www.morsmordre.net/t4137-skrytka-bankowa-nr-806#82308 https://www.morsmordre.net/t3214-lucinda-selwyn#55539

Powrót do góry Go down

Ubóstwiam potęgowanie.
Mój absolutnie ulubiony dział matematyki, wpierw wymagający wykucia kwadratów i sześcianów cyfr do dwudziestu, później sposobu i marszczących się brwi, by wynik policzyć w pamięci i nie przesunąć go przy tym ani o jedno oczko. Potęgowanie, znaczy zwiększanie. Mnożenie, ale okraglejsze i bardziej dosadne, już samo to słowo kryje warstwę dążącą do wielkości.
Do haju?
Piję na potęgę, żyję na potęgę, sypię na potęgę, o boże, czego to ja nie robiłem na potęgę, od czego teraz będę musiał się odzwyczaić? Żadnej terapii uzależnień, drobienia kroczków, nic. Krótka piłka, pozamiatane; zostaję z potęgowaniem na pergaminie, bo maksymalizacja uczuć oraz emocji nie wprawi mnie już w ten stan euforii, do którego tak zaciekle dążyłem. Co weekend, czasami też w poniedziałki albo środy. Bez zasad, każących powtórzyć czynność. Zawsze tak sobie, z nudów i à propos. To już przeszłość, nie tak odległa, bym nie pamiętał, a na tyle beztroska, że dalej chcę się plątać po tej okolicy. Choćby ze szlugiem w garści, wypalę ich dziesięć w ciągu godzin i też zakręci mną, jakby pijany stary posadził mnie na karuzeli. Tego szukam?
Dokładnie, alternatywnej przestrzeni, w której miałbym takiego wiecznie naprutego ojca i syndrom DDA-jcie żyć, zagryzam wargi, to przecież nie o tym, ja miałem się pogodzić, a nie - dłubać i drążyć aż do czarnej ziemi, która w piaskownicy kończyła zabawę. Jednak kończę z tą łopatą, ale... po pierwszym kęsie dyniowego rarytasu łatwo mi ją porzucić, zwłaszcza, że jest tylko wymyślonym atrybutem. Merlinie, jak lekko, balony wypełniają smoczym oddechem, czasami helem, a ja jestem pełen podtlenku azotu i ewidentnie lecę wysoko. Moja bańka rozbija się o kamienne stopnie zamku, ten wygląda, jak każdy inny, przestrzenny i chłodny, ale ja tego zimna nie czuję, mimo że na schodach nie rozłożono dywanu, a wyrwany z łóżka prócz tego, że w piżamie, to jestem na boso. Od stóp ciągnie najbardziej, wszystko mi jedno, gdy podchodzę do niej, z niemym zdziwieniem przyjmując, jak bardzo można łaknąć czyjejś obecności. Fizycznej, psychicznej, chcę oglądać nasze złączone myśli i dotykać przy tym jej rąk, kciukiem rysować drobne wzory na wierzchu jej dłoni, a drugą obejmować ją w pasie. Smakuję ten romantyzm i zaborczość, wgryzłbym się w nieopatrznie odsłonięty obojczyk i zostawił tam coś po sobie, trwalszego niż perfumy i krople nasienia. To trwa do prysznica, woda zmywa wszystko, chcę jej dać coś, czego tak prędko się nie pozbędzie, co osiądzie z nią, gdziekolwiek pójdzie. Niepozorna herbata zostawia osad na kubkach, którego nie da się domyć, a ja co, ja nie będę gorszy. Cała będzie moja, oddycham głęboko, moje nozdrza rozszerzają się, a oczy poszukują u niej zgody.
-Przepraszam - mówię cicho, obejmując ją ramieniem, które z jej własnego, przemieszcza się płynnie na plecy i talię. Przywieramy do siebie momentalnie zakleszczeni przy gorących ciałach, moje usta gotowe są szarpnąć jej ucho - niesamowicie się tego bałem, wiesz - wyznaję jej, hamując się przed nieco histerycznym śmiechem, który mógłby zepsuć aurę - a to jest przecież takie proste - dodaję, przeczesując palcami jej włosy, delikatnie odginając przy tym jej głowę.
-Robiłaś to już wcześniej? Mówiłaś komuś, że go kochasz? - pytam, po czym prycham i kręcę głową, z zażenowania oblizując suche wargi - ja... - zapowietrzam się, no dureń, jeśli to miało być wyznanie miłości, to było najgorsze - to nie tak miało brzmieć - mówię do niej, po czym po prostu nachylam się ku niej i zaczynam ją całować. Tak się nie wygłupię, tak wiem, co robić. Wpić się w usta, szarpnąć za wargi, językiem przesunąć po ostrych zębach, zbliżyć się bardziej i zabrać jej resztki oddechu, dłonią podtrzymując kark. Niebezpiecznie chwiejemy się na schodach, a ja na oślep prowadzę ją w górę, wciąż całując z na wpół przymkniętymi oczami. W górę idziemy, jak nieprzytomni, w pewnym momencie przydeptuję nogawkę swych spodni, mało brakuje, byśmy się przewrócili. Otwieram oczy, nie chcę rozmawiać, chcę ją mieć.
-Praca w ogóle nie hańbi. Imponujesz mi. Tym, co zrobiłaś. Dla mnie na to za późno, ale gdybym mógł cofnąć czas, wybrałabym dokładnie tak, jak ty - może tak, może nie. Teraz to i tak bez znaczenia, spoza miłosnej waty dociera do mnie kolejna hipotetyczna koniunkcja, w której po prostu jest lepiej. Tę chwilę wykorzystują zaczarowane przedmioty, może zaklęci słudzy - Lucinda na moich oczach przechodzi metamorfozę, a i moja piżama znika i zostaję w eleganckiej szacie, koszuli oraz smokingu z atłasowym, srebrzystym pasem. Wciąż nie mam butów, ale to nic. Podążam dłonią za jej wskazówką i zatrzymuję się przy niej na dłużej.
-Możesz sprawdzić moje - proponuję, byśmy nawzajem zbadali swe tętno. Wysokie, ile to uderzeń na minutę? - zatańczymy? - pytam, bo na sali balowej zaczyna robić się tłoczno i duszno, no i dochodzą mnie pierwsze dźwięki rozstrojonego pianina - a może wolisz coś zjeść? - w rogu sali widzę stolik dla dwojga, a na nim wazon z białymi kwiatami. Ja jestem głodny, mimo że kładłem się zaraz po kolacji. Wczoraj? Czuję, jakby minęło sto lat, które jednocześnie leci tak, tu pstrykam palcami, tak szybko. Z nią dożywocie mi minie i nawet się nie obejrzę,


Tak, możesz zapalić znicz
Chociaż wiem, że już nic
Mnie nie czyni człowiekiem
Morgan Szalbierz
Morgan Szalbierz
Zawód : staram się
Wiek : 32
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler
I Tend The Light
OPCM : 15
UROKI : 15
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Duch
Glamis Castle 0a8b1-img_1302
Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t7974-francis-m-lestrange https://www.morsmordre.net/t8044-don-juan https://www.morsmordre.net/t7982-zaciekaw-mnie https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7980-skrytka-bankowa-nr-1928 https://www.morsmordre.net/t8093-fransua-lestrange

Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Glamis Castle

Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach