Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Łaźnia
AutorWiadomość
Łaźnia [odnośnik]03.05.15 1:27

Łaźnia

Centralnym miejscem łazienki jest wanna na wysokim podwyższeniu, osadzona w kremowym marmurze, prowadzą do niej trzy szerokie schody. Wanna jest głęboka, obszerna, doskonała do relaksacji; znajdują się przy niej sześć kranów, z ciepłą i zimną wodą, olejem do kąpieli, kozim mlekiem, solą i mocno pieniącym się płynem; zapachy zależą od nastroju osoby, która ich używa. Pod ścianą znajduje się elegancka, zdobiona szafka, wypełniona szklanymi, różnego koloru buteleczkami i flakonikami z olejkami i balsamami oraz puzderkami zawierającymi kremy; ułożenie drobiazgów w szafce może sugerować, że dawno nie były używane. Na wierzchu stoi tylko flakonik z eliksirem łagodzącym oparzenia po ogniu. Wieszak na ubrania znajduje się u dołu schodów.
Łaźnia znajduje się w reprezentacyjnej wieży dworku, stąd otoczona jest wykuszem z trzema obszernymi oknami, które ozdobione były różanymi witrażami. To największa łazienka w posiadłości, pomniejsze toalety znajdują się przy pokojach. 
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Łaźnia Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Łaźnia [odnośnik]17.06.21 17:13
03.11

Hep!
Za każdym razem, gdy sądziła, że przedłużające się pasmo pecha wreszcie ją opuściło, powtarzał się ten sam scenariusz. Jedno przypadkowe czknięcie, nad którym nie miała kontroli, świst powietrza w uszach i ziemia uciekająca spod stóp. Okrutna magia przepychała ją jak szczura przez rurę czasoprzestrzeni, tylko po to, by wypluć w zupełnie przypadkowym miejscu, zazwyczaj takim, które przysparzało problemów. Czując z wyprzedzeniem nadchodzącą katastrofę, prosiła jedynie w duchu Merlina, Morgany i wszystkich pradawnych czarodziejów, aby nie skończyła w oceanie, na szczycie góry ani w łóżku żadnego obleśnego mężczyzny. Mugola. Już prędzej wolałaby znaleźć się nocą w środku bezkresnej puszczy.
Kolory przestały wreszcie wirować przed oczami, świat zakręcił się, jakby teleportacja wywinęła ją do góry nogami, a moment później uderzyła mocno o taflę wody, instynktownie nabierając jej w usta. Chwilowa panika uderzyła do głowy silniej niż jakiekolwiek pozostałości bólu oraz tworzących się siniaków. Zamachnęła się rękami i nogami niczym uczące się pływać dziecko, przez kilka sekund nie wiedziała, gdzie znajduje się dno, a gdzie powietrze. Paraliżująca była myśl, że mogła znajdować się w jeziorze, lecz zdrowy rozsądek prędko podpowiedział, że woda była na to zbyt ciepła, zbyt gęsta, smakująca słodko, olejkami i mydlinami. Wreszcie złapała grunt podeszwami wysokich butów i odepchnęła się, aby wyłonić się na powierzchnię w parodystycznej scenie rodem z taniego romansidła. Odrzuciła do tyłu długie blond włosy, chlapiąc wszędzie wodą, krztusząc się i łapczywie chwytając tlen. Pozostałości czarnej kredki z powiek rozmyły się strugami na policzkach, lekka, purpurowa suknia ciągnęła w dół z powodu przesączającej się do ciała wilgoci. Nie zwróciła uwagi na to, że materiał opina ją nieskromnie, panicznie próbowała wyczuć różdżkę - koniec końców okazało się, że musi po nią raz jeszcze zanurkować.
Nie wiedziała, gdzie się znajduje ani do czyjej wanny trafiła. Wyczuwała, że jest spora, że mogłaby spokojnie kawałek przepłynąć. Przede wszystkim starała się odnaleźć brzeg, a gdy to wreszcie zrobiła, usiadła na krawędzi, przecierając mokre oczy i rozglądając się z niepokojem, szybko. Syrena wyjęta z wody. Porwana. Bezbronna.
- To nie tak - wyrwało się z różowych ust, zanim mogłaby pomyśleć o czymś dostojniejszym, lepszym. Kątem oka dostrzegła bowiem ruch i zesztywniała, porażona przepychem łaźni.
W czyje sidła wpadła tym razem?


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Łaźnia [odnośnik]04.07.21 20:54
Tego dnia wiedziała, że z trudem przyjdzie jej składanie myśli. Zaplanowane na początek listopada przygotowania do zbiórki żywności musiały zyskać nowy termin, bo w zupełności nie spodziewała się tego, jak zakończy się jej wczorajsza rozmowa z bratem. Słowa Tristana nieco ją uspokoiły, ale tylko na krótką chwilę. Nad ranem znów pojawiły się wątpliwości, czy jest w stanie żyć dalej ze świadomością, że ukochany brat okazał się być zdrajcą? Nie pomógł wcale napisany ręką lorda Lestrange list, otrzymany przy śniadaniu sprawił, iż nie mogła zjeść ani kęsa, racząc się wyłącznie herbatą. Wuj chciał, by zapomniała, Tristan, by nie wypuszczała go z pamięci, pozostawiając jako przestrogę. Która z dróg była tą odpowiednią, która przyniesie tak długo wyczekiwany spokój duszy?
Zbierała się w sobie, żeby usiąść wreszcie do listów. Ares, Eurydice, Rigel i Tatiana, najbliżej związani z Francisem musieli wiedzieć, że coś stało się z ich przyjacielem. Należały im się wyjaśnienia, w myślach już układała słowa wiadomości, lecz żadne z nich nie brzmiało odpowiednio. Snuła się korytarzami, unikając krzyżowania wzroku z domownikami, jak i służbą. Sprawdzonym sposobem na zresetowanie umysłu była kąpiel, toteż skierowała swoje kroki ku wieży.
Już chwilę później w łaźni rozległ się szum wzbierającej się w wannie wody, w powietrzu unosił się zapach ciężkiej słodyczy - śliwka, bursztyn, wetyweria. Kompozycja ta była szczególnie groźna w przypadku podwyższonej temperatury, otumaniała hipnotycznie, wyciszając i uspokajając, co przy długiej, ciepłej kąpieli mogło skończyć się tragicznie. Decyzja o wyborze zapachu nie została podjęta przez nią samą, wystarczyło dotknięcie bogato zdobionego kurka, by dostosował się do nastroju półwili.
Zdjęła koszulę i spódnicę, przewieszając je przez oparcie krzesła. Nachyliła się do zwierciadła, omiotła obojętnym wzrokiem własną twarz oraz odsłonięte obojczyki i upięła wysoko włosy, nie chcąc by zmoczyły się podczas kąpieli.  Cienkie ramiączka jedwabnej halki wisiały dziś na niej wyjątkowo ponuro. Będąc odporną na swój własny urok, odwróciła zaraz spojrzenie błękitnych oczu, wbijając je w białe, szczupłe dłonie.
Głośny trzask przełamanej tafli wody, chlust sięgnął jej pleców, gdy zdejmowała właśnie biżuterię, układając ją na blacie eleganckiej szafki. Wzdrygnęła się i wydała z siebie okrzyk zdumienia, natychmiast odwracając się w stronę wanny. Wśród piany majaczył się ciemny kształt, Evandra zastygła w przerażeniu, obserwując jak postać wyłania się z wody, wdrapując się na kremowy marmur.
- N-nic pani nie jest? - spytała niepewnie, zyskując nieco na śmiałości, gdy usłyszała zduszony głos topielicy. Pospiesznie podeszła do niej, starając się jednocześnie zachować równowagę i samej nie wpaść do wody. Uklękła przy czarownicy, nie zważając już na własną przemoczoną halkę. Dopiero teraz dostrzegła wyraźnie rysy twarzy niespodziewanego gościa i rozmazaną nań czerń. Choć w głębi duszy wciąż trzęsła się w przestrachu, nie mogła odmówić udzielenia pomocy. - Proszę powiedzieć, co się stało?



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Łaźnia [odnośnik]14.07.21 21:56
Pomieszczenie było ogromne. Nienaturalnie wielkie, niepokojące, takie, w którym każde nierozważnie rzucone słowo wracało echem od odległej, zimnej ściany. Tak jak echem poniósł się po nim zduszony, kobiecy okrzyk, działający na Elvirę niczym szelest kroków myśliwego na spłoszonego lisa. Przestała błądzić spojrzeniem po brzegach wanny, po wysokim suficie i oknach wypełnionych witrażami z motywem róż i obróciła się w miejscu, żeby spojrzeć przez ramię. W porównaniu do czarownicy, która nagle - tak nagle, że Elvira instynktownie odsunęła się, zostawiając na podłodze ślady wody - zbliżyła się i uklęknęła obok niej, uzdrowicielka prezentowała sobą obraz nieszczęścia. Jedwabiste włosy w kolorze platyny, z których zwykle była tak dumna, wisiały teraz w strąkach wokół zaróżowionej twarzy poznaczonej grudowatymi resztkami czernidła. Nerwowo podrygiwała kolanem pod na wskroś przemoczoną suknią, ignorując fakt, że ta już dawno nieskromnie oblepiła całe jej ciało, akcentując dziewczęce piersi, szczupłą talię i nieznacznie tylko zaokrąglone biodra.
- Nie, jest... w porządku - szepnęła zduszonym głosem, choć nawet dla niej samej zabrzmiało to śmiesznie. Ostatecznie pojawiła się w obcym domu, w obcej wannie, spadając z nieba prosto do wody.
Przyjrzała się nieznajomej, próbując przypomnieć sobie jej twarz, ale nie sądziła, by kiedykolwiek natknęła się na kobietę tak oszałamiająco piękną. Nie chodziło o jej własne odczucia, jej osobisty typ, a o kanony urody sięgające ponad wszystkie upodobania. Jasnowłosa czarownica wyglądała tak, jakby ktoś właśnie wyciągnął jej postać z romantycznego portretu, jakby jej skóra została wykonana z aksamitu i marmuru zarazem, oczy stworzono po to, by kusić. Choć nie na oczach Elvira skupiła się najmocniej, wpierw bezwiednie podążając wzrokiem w okolice halki. Jedyna szczęśliwa rzecz w tej całej czkawce była taka, że wydawała się ona z upodobaniem rzucać ją pod nogi półnagich kobiet.
- To czkawka teleportacyjna. Nie chciałam przeszkodzić, przepraszam za najście... - wytłumaczyła czym prędzej, szukając śliską dłonią różdżki i zaciskając palce wokół białego drewna. Nie chciała znów oberwać na wstępie zaklęciem, nie chciała zostać wypędzona siłą, nawet jeżeli wszelkie przejawy rozsądku sugerowały, że tak właśnie powinni z nią postąpić.
Przetarła oczy wierzchem dłoni, jeszcze mocniej rozmazując czerń pod oczami, na kościach policzkowych. Trzęsła się nieco z powodu chłodu wzmaganego przez lepką tkaninę, chciała wykorzystać zaklęcie, by osuszyć się wreszcie, ale nie wiedziała jeszcze, czy użycie magii w obcym domu nie rozbudzi alarmu. Tak piękna kobieta w tak absurdalnie wielkiej łazience zapewne miała męża. Elvira nie chciała stawać mu naprzeciw.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Łaźnia [odnośnik]10.08.21 19:30
Pechowa czarownica prezentowała się niczym akt tragikomedii. W innych okolicznościach szczupła sylwetka i dziewczęce, delikatne rysy twarzy na tyle zwróciłyby uwagę lady Rosier, by powiodła za nią dłuższym spojrzeniem, ale dziś, z lepiącym się doń materiałem sukni i wiszącymi tuż przy umazanej czernią twarzy jasnymi włosami wzbudzać mogła jedynie współczucie.
Nieskrępowana przesuwającym się po niej spojrzeniem patrzyła wciąż na swego niespodziewanego gościa wyczekująco, chcąc mieć pewność, że słowa Elviry nie są wyłącznie sposobem na bagatelizowanie problemu i uśpienie jej czujności.
- Czkawka? - powtórzyła za nią i zamrugała kilkakrotnie, dziwiąc się że trafiła ona akurat tu. Gdyby tylko magia popchnęła ją kilka jardów dalej, poza murem wysokiej wieży, upadek nie zostałby zamortyzowany taflą ciepłej wody. Na samą myśl o wątłym ciele zaplątanym w gęstych, różanych krzewach żołądek podszedł Evandrze do gardła.
- Mam szczęście do takich podróżników - powiedziała, wprowadzając na twarz uśmiech, którym chciała uspokoić nieszczęśniczkę. W ciągu ostatnich kilku miesięcy miała już przyjemność widzieć się z lady Shacklebolt, a następnie i z profesorem Vanem. Żadne z nich nie mówiło z nią dłużej, niż kwadrans, ale zainteresowana tematem zdążyła wyczytać w księgach, iż owa przypadłość mogła przybierać różne, nieoczekiwane formy. - Długo już panią męczy? Czy może pani wstać? - Sama podniosła się z miejsca, stając boso na chłodnej posadzce i wyciągnęła szczupłą dłoń, by pomóc młodej kobiecie w złapaniu równowagi.
- Wybrała sobie pani wspaniałe miejsce na odwiedziny, o tej porze roku Kent zachwyca pięknem wzburzonego morza. - Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że przy czkawce teleportacyjnej nie ma się kontroli nad celem podróży, ale jak odmówić sobie żartu w tej jakże czarno komediowej scenerii. - Czy kogoś zawiadomić o miejscu pańskiego pobytu? Mogę wezwać uzdrowiciela, jeśli jest taka potrzeba.
Nie mogła jej zostawić na pastwę losu nie tylko dlatego, że znalazła się w jej własnej łaźni i to na chwilę przed kąpielą. Dobroć i chęć niesienia pomocy cechowały półwilę od zawsze. W pierwszym odruchu starała się ocenić powagę kryzysu, upewnić się, że czyjś stan jest stabilny, sprawdzić jak może pomóc. Bywały sytuacje, w których oferowana pomoc była nadużywana, szarpana łapczywie z płonną nadzieją, że nikt się nie zorientuje. W całej swej dobroci Evandra znała jednak umiar, szybko odkrywając kto tak naprawdę chce ją wykorzystać. Siedząca na wilgotnej, marmurowej posadzce czarownica nie była jedną z nich.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Łaźnia [odnośnik]18.08.21 12:48
Tym razem jej się poszczęściło, kobieta, na którą wpadła - wila? półwila? ćwierćwila? a może po prostu ktoś niebywale piękny? - nie sięgnęła po różdżkę, aby czym prędzej przegnać ją czarnomagicznym zaklęciem. Ukarać, pociągnąć do odpowiedzialność za coś, na co, do cholery, nie miała najmniejszego wpływu. Zaczęła mocniej trzeć blade policzki, żeby pozbyć się z nich tuszu, zostawiając na wrażliwej skórze zaczerwienione ślady. Różdżkę pod palcami wciąż trzymała w pogotowiu, na wszelki wypadek, nauczona doświadczeniem, by nikomu nie ufać zbyt szybko.
- Zbyt długo - mruknęła niechętnie, mrugając lekko na wieść o tym, że nie była pierwszym tego typu gościem w tym pałacu. Czyżby współrzędne geograficzne tego miejsca wyjątkowo przyciągały chaotyczną teleportację? Może aura magiczna była tutaj na tyle silna? Nie miała pojęcia, nie była ekspertem numerologii, choć, jak w każdej dziedzinie, lubiła się za takiego uważać. - Dziękuję - szepnęła, gdy elegancka kobieta wyciągnęła dłoń, aby pomóc jej wstać. Skorzystała z gestu dobrej woli, choć przy zbieraniu się na nogi oparła się głównie na własnej sile. Dama nie wyglądała na kogoś odznaczającego się imponującą muskulaturą.
Mokra szata zaczynała sączyć wodę na marmurową podłogę, więc Elvira w końcu zrezygnowała z ostrożności i przy pomocy różdżki osuszyła ją do akceptowalnego poziomu. Teraz materiał nie opinał się już tak nieskromnie na krągłościach, mogła więc unieść ręce i poprawić wilgotne włosy, związując je w niezbyt schludne upięcie.
- Czyli trafiłam do Kent - zauważyła, niewzruszona żartem, za to coraz bardziej zestresowana. Kent, pałac. Rosier? Merlinie, jeszcze tego brakowało. - Z kim mam przyjemność? - zapytała wreszcie o to, o co powinna spytać na samym początku. - Nazywam się Elvira Multon, pochodzę ze stolicy. Sama jestem uzdrowicielem, więc wydaje mi się, że pomoc nie będzie konieczna. Korzystam z eliksirów na czkawkę, ale prawda jest taka, że w przypadku tak specyficznej, magicznej dolegliwości mogę tylko czekać na to, aż przejdzie sama. Nie wiem, czy to ostatni przystanek, czy znów mnie gdzieś za moment przeniesie, ale chyba najlepiej zrobię, jeżeli odejdę, nie chciałabym nikogo niepokoić. - Zwłaszcza, że robiła się blada na samą myśl, że to mogła być łazienka Tristana Rosiera. Czy magia sobie z niej kpiła i zamierzała uczynić jej wycieczkę po domach wszystkich śmierciożerców? Czy za moment znajdzie się w posiadłości Sigrun? W łóżku Drew?
Zarumieniła się, przecierając rękawem różdżkę i chowając ją do kieszonki przy pasie. Niech kobieta nie myśli, że ma zamiar sprawiać w jej domu jakiekolwiek zagrożenie. Merlinie broń.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Łaźnia [odnośnik]26.08.21 14:30
Tylko na krótką chwilę uciekła wzrokiem od twarzy topielicy, jakby chcąc dać jej iluzję szczątkowej prywatności w tej jakże niekomfortowej sytuacji. Nikt nie lubił być wystawiany na obcą publiczność, gdy daleko mu było do szczytowej formy. Chwyt Evandry był pewny, nie do końca współgrający z delikatnym wrażeniem, jakie sprawiała przy pierwszym spojrzeniu. Choć daleko jej było do codziennego noszenia ciężarów, zamierzała pomóc kobiecie na tyle, na ile rzeczywiście mogła. Kiedy Elvira użyła magii, by wysuszyć swoje ubranie, Evandra sięgnęła po przewieszony przez oparcie krzesła peniuar. Delikatny, jedwabny materiał w kolorze zgaszonego błękitu został przewiązany luźno w pasie cienką wstążką i półwila już uniosła brodę, by wysłuchać słów goszczącej w jej łaźni czarownicy.
- Evandra Rosier. Witam w Château Rose, panno Multon - przedstawiła się wciąż ciepłym tonem, nie będąc pewną co ma oznaczać ten z wolna pojawiający się na kredowobiałej twarzy rumieniec. Daleka była od straszenia gości i zawsze zależało jej na tym, by opuszczali progi pałacu z uśmiechem na ustach, lecz w tym konkretnym przypadku sprawa mogła być nieco utrudniona. - Naturalnie, zawołam służbę, by wskazała drogę do wyjścia. - Nie ruszyła się jednak z miejsca, zamiast tego wciąż stała ze wzrokiem utkwionym w swego niespodziewanego gościa. Trudno było rozszyfrować zdawkowe spojrzenie, z którego Evandra zmuszona była wyprzeć dręczące ją emocje, aby nie załamać się pod natłokiem negatywnych myśli. Nowa, zagadkowa postać stała się dla niej skutecznym rozproszeniem, szansą na zajęcie się czymś innym, niż ciągłe analizowanie zebranych faktów, które nijak chciały do siebie pasować, zupełnie jakby należały do różnych układanek. Odgarnęła własny wilgotny kosmyk za ucho i nabrała w rozedrgane płuca nieco więcej powietrza. Nie mogła tak prędko wypuścić panny Multon ze swojego domu.
- Racz wybaczyć ciekawość, mademoiselle, nie dane nam było się lepiej poznać podczas ostatniej, jakże przykrej okazji. - Oczywiście miała na myśli pogrzeb Alpharda Blacka, który Elvira miała okazję swoim zachowaniem zakłócić. Czyżby nagłe, nieoczekiwane wypadki były jej specjalnością? - Widziałam, że bardzo poruszyły cię uroczystości pogrzebowe. Znałaś dobrze lorda Blacka? - Kilka dni po tym wydarzeniu otrzymała list od swej bliskiej przyjaciółki Aquili, która wypytywała o pannę Multon, licząc na to, że Evandra coś o niej wie. Tamtego dnia była zaskoczona, nie do końca wiedząc czy poszukiwania lady Black są prawdziwie istotne czy też wynikały z czystej ciekawości, lecz brak konkretnych informacji ukrócił ich dyskusję na temat uzdrowicielki. Dziś miała ją przed sobą, zamkniętą we własnych, marmurowych ścianach wysokiej wieży. Od razu nasunęły się jej na myśl podrzucone wcześniej wątpliwości, czy aby nietaktowne zachowanie Elviry Multon nie było aby podyktowane stanem jej zdrowia magipsychicznego. Dłonie Evandry złączyły się ze sobą splecionymi palcami, wpatrywała się wyczekująco w jasnowłosą czarownicę, a błękitne spojrzenie zdawało się chcieć przeszyć ją na wylot, byleby otrzymać odpowiedź.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Łaźnia [odnośnik]29.08.21 23:15
Evandra Rosier. Lady Evandra Rosier. Była przekonana, że nie słyszy tego imienia po raz pierwszy, choć początkowo resztki zdrowego rozsądku starały się wyprzeć tę niesłychanie cierpką myśl, że perfidna choroba wrzuciła ją do wanny nestorowej Rosierów. Po wszystkim, co wydarzyło się w rezydencji Mericourt, zdawało się to zbyt złośliwe, przecież magia nie mogła drwić sobie z niej w tak okrutny sposób. Im dłużej jednak przyglądała się kobiecie, jej smukłym dłoniom sięgającym po materiał i okrywającym nim blade ramiona, tym wyraźniej docierało do niej, że zaprzeczanie rzeczywistości byłoby głupotą. Mogła jedynie przełknąć złość i uśmiechnąć się wymuszenie, poprawiając jasne kosmyki, które niesfornie opadały jej na oczy. Obie miały bladą karnację, włosy jasne jak odbicie światła słonecznego na marmurowej posadzce, Evandra była jednakże dostojniejsza, więcej było w niej złota, głębi, powabu - i nawet jako kobieta Elvira nie mogła odmówić jej specyficznego czaru, przez który nie była w stanie oderwać od niej wzroku.
- Jeszcze raz przepraszam za tę krępującą sytuację, lady - mruknęła, nie dlatego, że czuła wstyd, gdyż, do cholery, nie miała na czkawkę żadnego wpływu, lecz z narastającego poczucia niebezpieczeństwa, jakby służba pałacowa miała zaraz otworzyć drzwi i wyrzucić ją stąd jak złodzieja. - To zaszczyt móc... - urwała, gdyż nie miała pojęcia, czy jest to właściwa chwila na takie słowa, czy wypada je wymówić, czy nie przeciąga struny - ...poznać lady osobiście - dokończyła jednak, aby nie narazić się na większą śmieszność.
Choć zyskała niepowtarzalną i zapewne jedyną w życiu okazję, aby zobaczyć te pieprzone różane ogrody, nie zastanawiała się nad tym, czy dane będzie jej zobaczyć ich piękno, czekała tylko, aby opuścić to miejsce i zaszyć się gdzieś w doprowadzającej do obłędu świadomości, że jej męki zapewne wciąż nie dobiegły końca. Nie wiedziała, dlaczego kobieta jeszcze nie odprowadziła jej do drzwi łaźni i nie wezwała służby, ale jak na złość nie mogła popędzać jej w jej własnym domu. Pałacu. Jeden chuj.
Subtelnie uniosła brwi, gdy Evandra zwróciła się do niej nieznanym tytułem, padające następnie pytania szybko jednak wyrwały ją z podszytego dumą zaskoczenia.
- Nic z tego, co miało miejsce, nie powinno się wydarzyć. Nie powinnam była przyjmować zaproszenia w stanie, który wówczas mi towarzyszył, z szacunku do świętej pamięci lorda Blacka zdecydowałam się jednak podjąć to... ryzyko - wyrecytowała, gdyż nie tłumaczyła się po raz pierwszy. Nie chciała do tego wracać, lecz nie mogła zostawić pytania bez odpowiedzi, nie pod tym świdrującym spojrzeniem. - Nie znałam lorda tak dobrze jak inni, ale darzyłam go podziwem. - Nie była to w pełni prawda, ale brzmiała właściwie. - Był naszym towarzyszem. - szepnęła wreszcie. Nie była w stanie znaleźć innego słowa na opisanie tej nieistniejącej relacji.


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Łaźnia [odnośnik]31.08.21 8:21
Reakcje czarodziejów, którzy w jednej chwili orientują się z kim mają do czynienia były dla półwili wyjątkowo zabawne, jak i satysfakcjonujące. Lubiła sprawdzać jak drgają ich powieki, mięśnie zaciskają się w zdenerwowaniu, jak zawiesza się oddech w panicznej analizie. Szczególnie skrajne płaszczenie się, składanie przeprosin czy liczne podziękowania świadczyły o nieznajomości zasad dobrego wychowania. Zawsze wtedy Evandra zastanawiała się czy wraz z okazywanym w ten sposób szacunkiem biedota chciała dać jej do zrozumienia, że uznaje ją za głupią lub głuchą. Rozwlekanie nieprzyjemnego tematu nie dawało satysfakcji, nie podkreślało też jej wyższości, wyłącznie rozdrażniając, natomiast dzisiejsza sytuacja była wyjątkowa i półwila próżno szukałaby podobnych w odmętach swej pamięci. Konsternacja Elviry nie wywoływała złości, szlachcianka uniosła tylko dłoń, niemo prosząc o porzucenie dalszych tłumaczeń czy wymuszonych uprzejmości.
Panna Multon budziła pewne podejrzenia, ale Evandra w żadnym wypadku nie sądziła, że mogłaby kłamać o relacji z lordem Blackiem. Nie było też sposobu, by dociekać prawdy, bo jedyne, co ją samą łączyło z Alphardem, to opowieści jego młodszego rodzeństwa i wydane przed dwoma miesiącami przyjęcie zaręczynowe. Co mogła mieć na myśli, nazywając go swoim towarzyszem? Zaraz nasunęło się kilka wniosków, jakie lady Rosier zdecydowała się zatrzymać dla siebie.
- Każdy miewa gorszy czas, niczym złym jest pragnienie zachowania normalności, zwłaszcza w tak istotnych dla nas chwilach. Proszę nie mieć tego sobie za złe - odparła w odpowiedzi na przygotowaną formułkę. Nie jej jednej w czasie pogrzebu lorda Blacka towarzyszył stan, jaki nakazywałby pozostanie w czterech ścianach własnego domu. Wystarczyło w myślach na krótko przywołać tamten dzień, by przypomnieć sobie obraz lustrzanego odbicia spętanego potężną magią Tristana, który kulił się w przestrachu i bezsilności względem jej mocy. On nie musiał mierzyć się z nią sam. Powinnością Evandry było wspierać go w każdej, najtrudniejszej nawet chwili. Małżonek z własnych wywiązywał się zawsze, mimo iż niektóre z obranych sposobów nie przypadały jej do gustu. Czasem łapała się na myśli, że przecież z każdym kolejnym dniem poznaje go na nowo, odziera z tajemnicy, zaglądając coraz głębiej i dalej, ale czy taka była prawda?
- Wierzę, że poza niefortunną czkawką czujesz się już lepiej. - Spojrzenie półwili nabrało na łagodności, a kąciki jej ust uniosły się na powrót w lekkim uśmiechu. Zawieszony na uzdrowicielce wzrok nie drgnął jeszcze przez chwilę, tym razem jakby oceniając akceptowalność stanu czarownicy. - Nie będę cię dłużej zatrzymywać, mademoiselle Multon. Proszę mnie poinformować o bezpiecznym dotarciu do domu.
Czy powinna była zgłosić obecność Elviry komukolwiek poza służbą? Barki Tristana przeciążone już były ogromem zmartwień, jakich zresztą sama mu dokładała. Dzisiejsza wizyta nie-znajomej mogła pozostać wyłącznie między nimi.
Evandra ułożyła dłoń na zdobionej klamce i uchyliła drzwi prowadzące na korytarz, by zawołać służbę.



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Re: Łaźnia [odnośnik]06.09.21 13:08
Subtelne uniesienie dłoni było zarówno oznaką litości jak drwiny. W ten sposób zinterpretowała je Elvira, zaciskając zęby tak mocno, że zabolała ją szczęka. Również nie chciała dłużej brnąć w uprzejmość ociekającą fałszem, owszem, w geście Evandry skrywało się jednak coś, co niepomiernie Elvirę mierziło. Długo nie zastanawiała się, nim to do niej dotarło - Rosier była zwyczajnie na wyższej, znacznie wyższej pozycji niż ona, mimo faktu, że była tylko wątłą arystokratką, chronioną przez grube mury pałacu. W głębi ducha Elvira uważała się za lepszą od niej; ponieważ była Rycerzem, ponieważ walczyła, ponieważ wkładała w wojnę tak wiele i tak wielu rzeczy musiała się wyrzec. A gestem tym Evandra sprowadziła ją na ziemię, przypominając o tym, że żadne osiągnięcie, żadne zwycięstwo nie równało się nazwisku i małżeństwu. Blade policzki uzdrowicielki spowił różowy rumieniec, gdy po raz setny zastanawiała się, jakim prawem te piękne kobiety dostawały tak wiele, choć niczym się od niej nie różniły. Nawet rodowód miały podobny, z tym, że głupia matka Elviry nie umiała zrobić dobrze tej jednej rzeczy, której od niej oczekiwano - zauroczyć równie głupiego szlachcica i przyjąć jego nazwisko.
Odetchnęła przez nos, uśmiechnęła się, ale nie był to już dłużej uśmiech pokorny. Starała się zachować służalczą grzeczność ze względu na lęk, ale strach przed Tristanem Rosierem - bo przecież nie przed Evandrą - został przygnieciony piekielnie gorącą złością. To niesprawiedliwe, szeptała jedna część jej podświadomości, podczas gdy druga kpiła zjadliwie; życie jest niesprawiedliwe.
- Nie mam sobie niczego za złe - szepnęła wreszcie, powstrzymując się przed podniesieniem głosu: właściwie nie wymagało to wielu sił, odnosiła wrażenie, że w tym pałacu cichy, niepokorny ton odnosił więcej sukcesu. - Czuję się wspaniale - dodała sucho, poprawiając miękką szatę i zadzierając brodę do góry. Przez chwilę patrzyły sobie w oczy, błękit do błękitu, a potem uśmiech Elviry stał się drapieżny; delikatnie przygryzła dolną wargę, jakby wahała się przed kolejnym zdaniem. Nie wahała się. - Dziękuję za gościnność, mademoiselle Rosier, ale obawiam się, że nie mam obowiązku o niczym lady informować - Spapugowała tytuł, dumna ze swojego doskonale odwzorowanego akcentu i nieświadoma, że nieznajomość znaczenia słowa mogła obligować do jego nieużywania. Złość pozbawiała rozsądku, a sfrustrowana Elvira chciała jedynie przypomnieć Evandrze o tym, że nie jest i nie będzie nigdy jej podwładną. Wstyd było jej teraz, że wcześniej tak szybko weszła w rolę całującej po stopach idiotki.
Zbliżyły się do drzwi, widziała już za nimi przestronny, jasny korytarz. Odwróciła się, uśmiechnęła po raz ostatni... i niespodziewane czknięcie sprawiło, że z trzaskiem rozpłynęła się w powietrzu.
Hep!

/zt <3


i am the wound and the blade. both the torturer and the one
who is flayed
Elvira Multon
Zawód : Anatom, uzdrowiciel, pracownik kostnicy
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Krew na twoich rękach, Falka,
Krew na twej sukience
Płoń, płoń, Falka,
za twe zbrodnie
Spłoń i skonaj w męce!
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 30
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
hunger
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Łaźnia [odnośnik]18.09.21 8:44
Błąd w tytule nie zdziwił Evandry, tak jak i nieznajomość języka francuskiego, a mimo to uniosła brwi w zdumieniu, przyglądając się zmieniającej twarzy Elviry. Jak tak miła z pozoru młoda kobieta w jednej chwili rozdrażniła się na dźwięk słów troski? Każdego innego dnia wyłuskałaby z siebie wyrozumiałość, biorąc pod uwagę stan swego gościa i okoliczności, w jakich pojawił się w pałacu. Rozedrgana i zdezorientowana czarownica, wymagająca opieki, ale zbyt dumna, by to przyznać - jakże oczywisty obrazek, tak często spotykany w obecnym świecie. Dziś jednak nie był to zwyczajny dzień, w którym półwila wspinała się na szczyt własnych możliwości, byleby uchylić nieba gościowi. Drapieżne rysy uśmiechu Multon zbudziły rozdrażnienie, o jakim sądziła, że zostało już wyprane, spuszczone wraz z ostatnimi łzami po śmierci Francisa.
Słowem nie odpowiedziała na grzecznościowe formułki, przestając także zwracać uwagę na pilnowanie własnych odruchów. Malująca się dotychczas na jej twarzy uprzejmość ustąpiła oschłej neutralności, obserwując jak kobieta ruszyła do drzwi. Krótkie spojrzenie na uzdrowicielkę i trudna próba zinterpretowania uśmiechu. Czy ona się z niej naśmiewała? Sądziła, że ta nie zauważy ani ignorancji, ani fałszywej życzliwości? Gdyby tylko Evandra znała myśli swojego gościa i zastanowienie nad różnicami, jakie rzekomo między nimi nie istniały, zaraz pospieszyłaby z wyjaśnieniami. Nie było wszak wiedzą tajemną, że plugawość procederu rozrzedzania krwi wpływa ograniczająco nie tylko na umiejętności magiczne kolejnych pokoleń, ale i potencjał ich umysłów. Niestety panna Multon nie była w stanie ich dostrzec, zapewne właśnie przez własne problemy ze zrozumieniem świata.
Charakterystyczny odgłos czkawki poniósł się głuchym echem po kamiennych ścianach komnaty i w jednej chwili jasnowłosa czarownica zniknęła z łaźni. Lady Rosier zamrugała kilkakrotnie, nie mogąc wciąż przyzwyczaić się do nieprzewidywalności schorzenia, lecz całe dotychczasowe współczucie, jakim ją darzyła, uleciało wraz z wypuszczonym z płuc powietrzem.
- Niewdzięczna miernota… - mruknęła tylko pod nosem, zaciskając ze sobą szczupłe palce, aż bielące się knykcie zdążyły zaboleć. Wtem w drzwiach pojawiła się Prymulka, zaglądając do środka z pytającym spojrzeniem, zapewne zastanawiając się czego tym razem Evandra mogła od niej chcieć. Po raz trzeci w tym roku pozostawiona nagle sama przez niezapowiedziane wcześniej towarzystwo tkwiła w dziwnej, nienazwanej pustce. Przepełniona strzępkami emocji, do których nie zamierzała przyznawać się przed skrzatką, nie zaszczyciła jej spojrzeniem.
- Upewnij się, że mamy aktywne zabezpieczenia przed włamaniem - poleciła na chwili zastanowienia, starając się jednocześnie opanować napięcie. Nie mogli sobie pozwolić na to, by w Château Rose zaczęli pojawiać się kolejny zbłąkani wędrowcy. Panna Multon nie należała do najgroźniejszych z nich, lecz nikt nie mógł zagwarantować, że wkrótce nie pojawi się ktoś, kto będzie chciał skrzywdzić któregoś z domowników. Potrzeba długiej kąpieli od razu zeszła na dalszy plan, na rzucone przelotnie spojrzenie na napełnioną wodą wannę Evandra zacisnęła zęby i westchnęła zirytowana. Nie przejmując się zebraniem swoich ubrań z oparcia krzesła, wyszła z łaźni pospiesznym krokiem.

| zt <3



Why do I like thunderstorms? Because it shows that even nature needs to scream sometimes.
Evandra Rosier
Zawód : Arystokratka
Wiek : 23
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I am blooming from the wound where I once bled.
OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 14
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Półwila

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t8762-evandra-rosier https://www.morsmordre.net/t8771-dzwoneczek#260729 https://www.morsmordre.net/t8766-wanda#260651 https://www.morsmordre.net/f97-kent-dover-chateau-rose https://www.morsmordre.net/t9233-skrytka-bankowa-nr-2076#280737 https://www.morsmordre.net/t8767-evandra-rosier#260654
Łaźnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach