Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Elvira Multon

Go down 
Autor toWiadomość
Elvira Multon
Elvira Multon

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t6579-don-t-do-that-to-yourself#167665 https://www.morsmordre.net/f212-pokatna-20-4 https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Zawód : Prywatny uzdrowiciel
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Zdradliwa i wierna,
i dobra i zła,
i rozkosz i rozpacz,
i uśmiech i łza,
i gołąb i żmija,
i piołun i miód,
i anioł i demon,
i upiór i cud
OPCM : 3
UROKI : 0
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 27
TRANSMUTACJA : 15
CZARNA MAGIA : 6
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica
because im crazy

Elvira Multon Empty
PisanieTemat: Elvira Multon [odnośnikElvira Multon I_icon_minitime06.10.18 15:38


Elvira Elisabeth Multon

Data urodzenia: 18 styczeń 1929
Nazwisko matki: Parkinson
Miejsce zamieszkania: Pokątna 20/4 oraz Boreham, Pałac Beaulieu
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: Młody uzdrowiciel na oddziale chorób wewnętrznych
Wzrost: 174 centymetrów
Waga: 62 kilogramy
Kolor włosów: Platynowy blond
Kolor oczu: Niebieskie
Znaki szczególne: Oschłe spojrzenie, szybki krok, delikatna uroda, nieznaczna diastemia, kościste palce, zimne dłonie, brak lewego przedramienia, blizna wzdłuż pleców - począwszy od dolnego kąta łopatki do linii pośladków.
- blizny po oparzeniach z pęcherzami na lewym ramieniu nachodzące na klatkę piersiową



Genesis

Elvira przyszła na świat w środku zimy roku 1929; za oknami sypał gęsty śnieg, zapadał wieczór, a akuszerka zmęczona długim porodem żegnała jej matkę gorącymi gratulacjami i szeregiem w gruncie rzeczy nieistotnych rad. Miriam Multon z domu Parkinson i tak nie zdołałaby ich zapamiętać. Była wyczerpana, znacznie bardziej od swojej uzdrowicielki i zasnęła zanim zdążyliby włożyć jej w dłonie nowo narodzoną córkę; małą czarownicę.

Urodziła ją kobieta, którą nie tylko tradycja szlachecka nazwałaby zbyt starą jak na matkę noworodka. Trzydzieści sześć lat to wiek dalece przekraczający standardy ciężarnych dwudziestego wieku; Miriam Parkinson miała już za sobą lata krzywych spojrzeń i drwin za dyskretnie przysłoniętymi ustami, słów powtarzanych w kółko, lecz zawsze o tak samo stygmatyzującym znaczeniu - stara panna. Jako najstarsza, a przy tym najmniej urodziwa spośród swoich sióstr, milcząca i wycofana, kobieta o rozbieganym spojrzeniu i drżących dłoniach, nie mogła mieć łatwego życia. W bankietach uczestniczyła tylko do czasu, gdy zawstydzeni rodzice zdecydowali się pozostawiać ją pod opieką skrzata w domowej bibliotece, gdzie spędzała godziny zaczytując się w romansach i - gdy akurat nikt nie patrzył - obgryzając paznokcie. W całokształcie nie była złą córką; przestrzegała najważniejszych norm, nigdy nie podnosiła głosu, zawsze wypełniała polecenia ojca oraz nestora. Żeby przetrwać w świecie arystokracji nie wystarczała jednak sama grzeczność - kobieta w rodzie takim jak Parkinson nie miała najmniejszych szans na sukces, jeżeli była przeciętna, a Miriam swoją przeciętność wydawała się nosić ze sobą od najmłodszych lat; przeciętne umiejętności magiczne, przeciętne stopnie w szkole, przeciętna uroda i przeciętne obycie. Zebranie w całość najnudniejszych cech wraz z niemałą szczyptą introwertyzmu tworzyło razem dziwactwo narażające ród na śmieszność. Państwo Parkinson mogli to znosić tylko tak długo, dopóki ich najstarsza córka nie skończyła trzydziestu czterech lat; takiego ewenementu nie wypadało dłużej trzymać pod dachem. Ślub lady Miriam z panem Nathanem Multonem pracującym w Departamencie Gier i Sportów był bardzo cichy, pozbawiony przepychu. Kobieta odeszła z rodzinnego domu milcząco i posłusznie - dokładnie tak samo jak w nim wcześniej żyła.

Opinia społeczna nie zakładała szczęścia tego małżeństwa; spodziewano się, że kobieta, która wychodzi za mąż tak późno, po tylu latach spędzonych pod opieką ojca, nie będzie w stanie właściwie spełniać swej roli. Po cichu mówiono, że dziwaczna, lecz nad wyraz spokojna Miriam z pewnością wystraszy się obowiązków związanych z małżeńskim pożyciem; co złośliwsi twierdzili, że wystarczy kilka lat i mąż z pewnością ją odprawi. Dlatego też powszechne zdziwienie przyniosła informacja o tym, że pani Multon - trochę chorowita i trochę dziecinna - w istocie jest brzemienna. Plotki okazały się nie mieć pokrycia w rzeczywistości; w zaciszu domowym Nathan pozostawał zauroczony wrażliwością żony, którą poznał dużo wcześniej - podczas nauki w Hogwarcie, gdy razem wychowywali się pod herbem orła. Uczucie nie miało szans wtedy zaiskrzyć, gdyż lady Parkinson z perspektywy tradycji pozostawała nietykalna dla człowieka spoza sfery, jednak pan Multon nie zapomniał i po latach złożył ojcu Miriam propozycję ukrócenia rodowego wstydu. Historia niewiarygodnie wręcz romantyczna, lecz właściwa dla małżeństwa żyjącego marzeniami i sztuką. W ostateczności starej pannie urodziła się córka wcale nieprzeciętnej urody - ale o to nie dbał już nikt, a sfera szybko zapomniała o starej damie, gdy zniknęło wiszące nad nią widmo kolejnego skandalu.

Więzi państwa Multonów ze światem szlachetnych czarodziejów stopniowo słabły, aż w końcu niemal zupełnie zanikły. Poza okazyjnymi, pozbawionymi ciepłych uczuć listami gratulującymi dziecku kolejnych urodzin, Parkinsonowie nie czuli się zainteresowani sprawami dziewczynki pozbawionej jakiejkolwiek tytulatury. Miriam nigdy nie uczęszczała na spotkania młodych matek, nawet, gdy zostawały nimi jej siostry oraz kuzynki - była na nie zbyt stara i zbyt niepopularna. Wolny czas - którego z powodu braku zatrudnienia miała aż nadto - wolała poświęcać na spacery, czytanie poezji i odpoczywanie od nowych, nieumiejętnie wykonywanych obowiązków kuchennych. Była to kobieta leniwa z wychowania i chociaż nie miało to wpływu na wielką miłość państwa Multonów, inaczej było z jakością życia rodziny oraz ich piętrowym domem w Worcestershire. Nie zaznawali luksusów, a w pokojach rzadko panował porządek. Tania nauczycielka, którą zatrudniono, by nauczyła dziecko czytać i pisać nie była kompetentna do tego, by równocześnie prowadzić zajęcia z literatury, muzyki lub języków obcych. Poza tym bywała złośliwa, choć sama twierdziła, że znacznie złośliwszą jest dziewczynka, z którą spędza samotne godziny. Oskarżała rodziców o niewłaściwe wychowanie, nazywając panienkę Multon pyskatą, nieposłuszną, a nawet kłamczuchą.

Na jakiej podstawie? Tego państwo Multon nigdy nie zrozumieli, gdyż dla nich Elvira była aniołkiem, cichym skarbem. Dostrzegali w niej siebie; milczącą wrażliwość, błyskotliwy umysł i niewielkie w ich mniemaniu społeczne niedopasowanie. Miriam i Nathan rzadko wybierali się na spotkania towarzyskie - sami preferowali towarzystwo swoje oraz natury - ale gdy już to robili Elvira, tak samo jak dawniej matka, trzymała się ścian i samotnych stolików. Dzieci kolegów Nathana z pracy sklasyfikowały ją jako dziwaka już po pierwszych kilku wizytach; nie chciała bawić się, rozmawiać ani dzielić porcelanową lalką magicznie zmieniającą kolory sukienek i włosów. W domu nie bawiła się nią nigdy, ale prędzej dałaby sobie obciąć rękę niż pozwolić, by inna dziewczynka czesała jej długie włosy. Mimo tych wad, Miriam adorowała córkę, choć i ta sympatia nie wpisywała się w kanony normalności. Bardziej niż dziecko potrzebujące wychowania, widziała w niej towarzyszkę i artystyczną muzę. Zabierała ją na spacery, opowiadała historie i próbowała nauczyć tworzenia poezji, nie dostrzegając nigdy, że Elvira kpi sobie z romantycznych idei, zamiast tego siadając przed domem z książkami o zaklęciach, historii, czy biologii.

W porównaniu do rodziców była naprawdę ładną dziewczynką; miała długie, jasne włosy - podobnego koloru, co matka, lecz znacznie bardziej zadbane - delikatną buzię i duże, niebieskie oczy. Nigdy nie sprawiała rodzinie problemów wychowawczych, co jednak nie mogło stanowić wyznacznika posłuszności. Miriam i Nathana oszukiwała z łatwością; byli ludźmi ugodowymi i wrażliwymi z natury. Długie monologi pani Multon dało się znieść znacznie łatwiej niż stanowcze polecenia nauczycielki. Dla tej drugiej nie było w ich domu miejsca. Wszystkiego, co opowiadała na swoich wykładach, Elvira mogła wyuczyć się samotnie, nie potrzebowała do tego paskudnej, starej wiedźmy. Nikt nie uwierzył, gdy podczas osobistych lekcji powiedziała jej to prosto w oczy, wychylając niedyskretnie nad podręcznikem do gramatyki.



Cognita

Elvirę bardzo często można było zobaczyć w najciemniejszych kątach Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Przy przybrudzonym woskiem stoliku, między stosami książek i pergaminów zapełnionych cienkim, drobniutkim pismem. Niektórzy uczniowie rzucali jej czasem ukradkowe spojrzenia; na bladą dziewczynkę z włosami jasnymi i cienkimi jak piórka, przygarbioną nad podręcznikiem, uderzającą krzywym kolanem o równie krzywą nogę drewnianego krzesła. Tą, która od czasu do czasu unosiła głowę, łypiąc na każdego spod rzęs.

List z Hogwartu wzbudził znacznie większy niepokój u państwa Multon niż u samej otrzymującej go dziewczyny. Miriam i Nathan obawiali się zarówno tego, że na wiele miesięcy stracą córkę, dotychczasowe stałe towarzystwo, jak i sposobu, w jaki Elvira może zostać potraktowana przez swoich rówieśników. Lady Parkinson pomimo swojego dziwactwa miała w Hogwarcie tarczę obronną pod hasłem swojej czystej krwi; panna Multon nie miała natomiast nic, a sytuacja rodziców i staropanieństwo matki mogło ich zdaniem pogłębić prześmiewcze reakcje. Elvira żadnej z tych obaw osobiście nie przejawiała. Nie bała się ani nowego otoczenia ani złośliwych docinek - co więcej, nosiła w duchu przekonanie, że w szkole będzie radzić sobie znacznie lepiej od kolegów. We własnym, jedenastoletnim mniemaniu uważała się za dziewczynkę na tyle ładną, inteligentną, rozsądną i dojrzałą, że na wyjazd do Hogwartu czekała jak na odebranie dawno zasłużonej nagrody. Wielki zamek, o którym tyle opowiadała Miriam, miał być czymś zupełnie innym od dotychczasowego życia - środowiskiem przygody i pełnej niezależności. Ustawicznym podnieceniem napełniała ją także wizja bliższego zapoznania ze światem arystokracji; odebranie jej pozycji związanej z tym stanem jeszcze przed narodzinami uznawała za złodziejstwo i przejaw szaleństwa posłusznych tradycji czarodziejów. Dla niej każdą zasadę można i trzeba było złamać, a usłużność regułom wskazywała na słabość.

Szybko jednak wyszło na jaw, że w gruncie rzeczy Elvira nie rozumiała podstawowych założeń ideologii czystej krwi, a żądania, jakie nieświadomie nakładała na otaczających ją rówieśników bywały ze sobą sprzeczne. Trafiła do Slytherinu - a więc bez wątpienia najlepszego domu - ale choć znajomości i koleżeństwo stanowiły w nim jedną z najistotniejszych ról, nie była w stanie się dostosować. Do Ślizgońskiej solidarności było jej daleko i stopniowo nabierała coraz intensywniejszej niechęci - a nawet nienawiści - zarówno do rówieśników, jak i uczniów starszych oraz niektórych nauczycieli. Z początku próbowała nawiązać parę przyjaźni, bo w ten właśnie sposób zachowywali się dorośli czarodzieje i na tym zyskiwali, uczennice czystej krwi nie były jednak zainteresowane bliską znajomością z córką Miriam Parkinson-Multon, a pozostali mieli spory problem w radzeniu sobie z ekscentrycznym, przepełnionym arogancją charakterem dziewczyny. Na nic zdała się uroda oraz wiedza, której w zetknięciu ze szkolną rzeczywistością Elvira wcale nie miała aż tak wiele. Nikt nie chciał zadawać się z dziwną Multon, która nie lubiła rozmawiać, nie lubiła być dotykana i pędziła korytarzami tak prędko, że powiewały za nią szaty, a starsi chłopcy chichotali, nazywając ją "małą poważną".

Elvira, przed wyjazdem przekonana, że nie przejmie się żadnymi docinkami, tak jak nie przejmowała się komentarzami głupich dzieci kolegów ojca, bardzo źle odbierała tę publiczną śmieszność. Z biegiem lat coraz bardziej zamykała się w swojej samotności, rezygnując z prób zdobycia sympatii koleżanek. Rozmawiała z nimi tylko wtedy, gdy było to konieczne; zazwyczaj podbiegając do ich zwartych grup na korytarzach lub w damskich łazienkach i szorstko wyciągając te informacje, które były jej akurat potrzebne. Równocześnie wzrastała jej pogarda wobec uczniów ignorantów i stronniczych nauczycieli. Nie wyobrażała sobie, by miał istnieć jakikolwiek inny powód do tego, by miała nie radzić sobie na zajęciach Obrony i Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Profesor Merrythought preferowała młodych dżentelmenów, a kretyńskie zwierzęta były podjudzane przez puste szlachcianki, próbujące ją upokorzyć. Takie rzeczy powtarzała sobie przynajmniej za każdym razem, gdy na jej arkuszu lądowała ocena inna niż Zadowalający. Naprawdę sprawiedliwie oceniali chyba tylko profesorowie transmutacji, czy ich opiekun domu oraz nauczyciel eliksirów - Horacy Slughorn. Ten drugi jednak również nie był do końca znośny; na spotkania swojego klubu zapraszał ją jedynie okazyjnie, gdy wybitnie napisała jakąś skomplikowaną pracę. W tym wypadku wiodącą rolę pełniło zapewne uprzedzenie do kobiet. Im starsza była, tym większego nabierała przekonania, że jej samotność oraz kontrowersyjne decyzje opiekuna - jak choćby ta o przyznaniu odznaki prefekta komuś innemu - wynikają z obawy przed wybitnym umysłem kobiety wyzwolonej spod wszelkich reguł. Na tej, obiektywnie wątłej, podstawie wykształciła w sobie niebywałą nienawiść do płci męskiej, dostrzegając w ich przywilejach przyczynę wszystkich osobistych niepowodzeń.

Swoje lata w Hogwarcie zniosła jednak w ciszy; pierwsze lata i pierwsze szlabany nauczyły ją nowego sposobu postępowania z profesorami, nawet tymi, których darzyła pogardą. Musiało minąć trochę czasu nim dobrze wytrenowała umiejętność dobierania ról do sytuacji, by być uznawaną za uczennicę dobrą, choć nieśmiałą. Nauczyciele byli znacznie trudniejsi w obyciu niż rodzice, więc nie zawsze jej się to udawało; gdy powiedziała kilka słów za dużo bardzo szybko korzyła się i przepraszała za przesadzoną reakcję, nie odczuwając tak naprawdę żadnej skruchy. To właśnie szkoła zmusiła ją do wykształcenia w sobie nowego wzorca fałszywych zachowań; nie wyrażano już zgody na złośliwość w stosunku do korepetytorek, czy rozwydrzonych dzieci, więc zachowywała pozorną ugodowość, by móc czerpać z tego korzyści i zupełnie zasłużoną renomę.

Na co dzień i tak miała inne, lepsze zajęcia niż obcowanie z - w swoim mniemaniu - przeciętnymi ludźmi. Korzystała z bogatych zasobów Hogwarckiej biblioteki, najczęściej zaczytując w tematach interesujących ją osobiście, takimi jak zaawansowana transmutacja. Nie lubiła poświęcać czasu na niepotrzebną naukę, bo chociaż praktyka pojedynków nadal pozostawała jej obca, żyła z wewnętrznym, nieuzasadnionym przekonaniem, że jeżeli kiedykolwiek będzie ich potrzebować - z pewnością sobie poradzi. Jakoś zaliczyła Sumy, wciąż nie mając znajomych, z którymi i tak nie potrafiłaby rozmawiać ani tym bardziej chłopca. Zupełnie nie rozumiała zachwytu rówieśniczek z dormitorium nad tym lub tamtym kawalerem ani histerii związanych z nieszczęśliwą miłością. Płakanie z powodu odrzucenia było dla niej niepojęte, bo sama nigdy nic takiego nie czuła; wolała towarzystwo książek i swoje własne niż jakiegokolwiek, najbardziej nawet przystojnego czarodzieja.

Szkołę skończyła z wynikami niższymi niż według siebie zasługiwała, ale na tyle dobrymi, by móc ubiegać się o staż uzdrowicielski. Niedługo przed opuszczeniem Hogwartu doszła do wniosku, że to właśnie będzie idealne miejsce dla niej; chłodne, poważne, pozbawione konieczności zawierania przyjacielskich relacji, a przy tym naukowo interesujące i ważne, takie, gdzie ludzie będą podziwiać ją za osiągnięcia w dziedzinie anatomii i transmutacji. Choć sama nie sądziła, by miała braki w jakichkolwiek innych, tak naprawdę to właśnie uzdrowicielstwo było czymś, czym mogła zajmować się skutecznie; nieumiejętność zdobycia jakiegokolwiek przyjaciela sprawiła, że metodologia naukowa stała jej się w okresie dojrzewania najbardziej bliska. Poza tym miała to być przecież praca wypełniona ekstremalnie trudnymi przypadkami, wachlarzem nowych doświadczeń, pełna łez, krwi i elektryzującej magii. Rzeczy, od których Elvira była uzależniona; gdyby tak nie było, nie próbowałaby jako trzynastolatka na własną rękę rozwikłać zagadki Komnaty Tajemnic. Oczywiście, ostatecznie nic z tego nie wyszło, kiedy wraz z Martą zginęło także jej pragnienie odkrycia prawdy. Jeżeli bowiem istniała rzecz, której Elvira panicznie się obawiała, była nią właśnie groźba śmierci.



Victoria

Elvira swoje pierwsze dni w szpitalu spędzała snując się za starszymi uzdrowicielami i skrupulatnie wypełniając ich polecenia, także te błahe i niezwiązane z zawodem. Nie sprawiało jej to przyjemności, lecz widziała przed sobą cel warty przelotnych upokorzeń. Nie przejmowała się brakiem znajomych i robiła wszystko, by zawsze być o krok dalej niż inni stażyści. Po zdaniu na wybitny Transmutacji, Zaklęć i Eliksirów radziła sobie świetnie, były jednak momenty, gdy pozbawione sensu polecenia mentora rozbijały pojedyncze elementy chłodnej fasady. Trzęsąca się dłoń, gdy karmiła dziecko na oddziale zamkniętym. Paznokcie do krwi rozcinające skórę; niestety jej własną, a nie damy potrzebującej towarzystwa do monologu. Nie tak wyobrażała sobie pracę uzdrowiciela.

Wydawało się, że ukończenie szkoły oraz przeprowadzka do Londynu na staż uzdrowicielski, stonowały nieco niechęć Elviry do ludzi oraz jej ekscentryczne zachowania. Tak naprawdę jednak był to tylko pozór, jaki musiała narzucić, by pozytywnie przejść szkolenia pod okiem mentorów. Konieczność podporządkowywania się szpitalnym regułom doprowadzała ją do szału i to nawet nie z powodu tego, że uznawała je za pozbawione logiki; tak naprawdę nie potrafiła znieść samej idei posiadania nad sobą regulaminu, który tak bardzo uwierał ją podczas nauki w Hogwarcie. Proces edukacji uzdrowiciela nie kończył się jednak na Owutemach, więc zniosła staż, czekając na dzień, w którym naprawdę zapanuje nad tą placówką i nada jej taki charakter, jaki uzna za najlepszy. Sam szpital stanowił dla niej otoczenie doskonałe; mogła przełożyć na praktykę to, co do tej pory pochłaniała w teorii, a wokół miała masę ludzi od siebie zależnych, którzy traktowali ją z szacunkiem, nie zwracając uwagi na niezgrabny krok i nieprzyjemny dla ucha sposób mówienia. Chorzy ludzie rzadko szeptali za plecami Elviry rzeczy, których sama nie potrafiła dostrzec; że jest osobą żałośnie wręcz samotną, prawdopodobnie pracoholiczką. To prawda, że rzadko pozwalała sobie na odpoczynek, zamiast tego znajdując ciekawsze zajęcia w szpitalu lub w mieście. Jej niewielkie mieszkanie - najpierw w mugolskim Londynie, a potem na Ulicy Pokątnej - i tak nie przedstawiało sobą żadnej szczególnej wartości. Gdy rozwinie uzdrowicielską karierę zapewne kupi sobie prawdziwy dom; nie dla rodziny, której w ogóle nie zamierzała zakładać, ale dla samej satysfakcji bycia osobą bogatą.

Poza wzbudzaniem większego szacunku i lepiej rozwiniętą samokontrolą, dorosła Elvira niewiele różniła się od nastoletniej. Wciąż wypełniała ją nieukierunkowana na poszczególne osoby pogarda, wciąż wiodła życie emocjonalnie wyizolowane i wciąż jej ulubionym zajęciem pozostawało czytanie oraz bierna obserwacja ludzi i ich zachowań. W spotkaniach towarzyskich uczestniczyła tylko, gdy zmuszała ją do tego praca lub inne okoliczności, nie miała też znaczącego kontaktu z rodzicami. Od wyprowadzki odwiedzała ich niezwykle rzadko, sporadycznie odpowiadając na listy. Tak, dawniej mieli tylko siebie, jak pewnego razu przypomniała jej matka, lecz Elvira nie była w stanie odczuć wobec nich właściwej tęsknoty. Oni mieli siebie nawzajem, a ona miała karierę do wypełnienia; nie widziała potrzeby w tym, by nadal spędzali ze sobą tyle czasu, jak wtedy, gdy była małą dziewczynką.

Poza zawodem uzdrowiciela, przy którym zawsze miała pełne ręce roboty - wojna, niepokoje społeczne i anomalie w rozkoszny sposób napełniały sale nowymi ludźmi, których mogła diagnozować - interesowała ją także zaawansowana transmutacja oraz animagia. W wolnych chwilach podejmowała się ćwiczeń w tej dziedzinie i nie miała wątpliwości, że ostatecznie uda jej się przemienić w zwierzę; ludzie tacy jak ona nie doświadczali prawdziwych porażek. Od niedawna zastanawiała ją także inna kwestia, polityczna - oficjalnie ogłoszona przez Ministerstwo Magii wojna. Mogła zajść konieczność, by Elvira opowiedziała się po którejś ze stron, jednak jak na razie odkładała tę decyzję. Nie czuła pośpiechu, bo nie uznawała tych czasów za całkowicie niekorzystne - pomimo zagrożeń, to właśnie podczas takich konfliktów wielkie jednostki miały szansę osiągnąć najwięcej.



Patronus: Elvira nie jest w stanie przywołać patronusa; jeżeli jednak by była, przybrałby on postać kota, tak samo kapryśnego i inteligentnego jak ona


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 3 Brak
Zaklęcia i uroki: 0 Brak
Czarna magia: 6 Brak
Magia lecznicza: 27 +2 (różdżka) 
Transmutacja: 15 +3 (różdżka) 
Eliksiry: 1 Brak
Sprawność: 5 Brak
Zwinność: 5 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
Język łacińskiII2
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaIII25
Historia MagiiI2
KłamstwoII10
NumerologiaI2
SpostrzegawczośćII10
KokieteriaI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Odporność magicznaI5 (6,5)
Wytrzymałość fizycznaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Rycerze WalpurgiiI5
Rozpoznawalność I0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
Literatura (tworzenie prozy)I0,5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Walka wręczI0,5
---
GenetykaWartośćWydane punkty
---
Reszta: 18

Wyposażenie

Różdżka, sowa



[bylobrzydkobedzieladnie]




Wszyscy zachowywali się tak, jakbym była jakąś niebezpieczną substancją chemiczną na granicy samoczynnego wybuchu, a byłam tylko sobą.

Do bólu nieprzewidywalną


Ostatnio zmieniony przez Elvira Multon dnia 14.10.18 11:30, w całości zmieniany 26 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elvira Multon Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Elvira Multon Empty
PisanieTemat: Re: Elvira Multon [odnośnikElvira Multon I_icon_minitime12.01.19 16:59


Wrzesień '56 - Wrzesień '57

Orientacja polityczna: Elvira porzuciła neutralność na rzecz strony zwyciężającej i kultywującej podobne jej spojrzenie na społeczność magiczną. W czerwcu '57 za sprawą Drew Macnaira stała się sojusznikiem Rycerzy Walpurgii, a końcówką września '57 pełnoprawnym Rycerzem.
Ścieżka kariery: W marcu '57 została zwolniona dyscyplinarnie ze stanowiska uzdrowiciela na oddziale chorób wewnętrznych, przez kilka miesięcy pracowała jako medyk na zlecenie, od maja '57 pozostaje prywatnym uzdrowicielem lady Wendeliny Selwyn, nawiązała też relację dwustronnych korzyści z prowadzącą dom pogrzebowy Iriną.
Rozwój: Bezustannie rozwija swoje kompetencje w dziedzinie magii leczniczej i uzdrowicielstwa, podjęła się także, po raz pierwszy w życiu, nauki czarnej magii.
Więzy krwi: -
Zyskane znamiona: Blizna wzdłuż pleców; od dolnego kąta łopatki do pośladków. Wskutek wydarzeń w podziemiach Gringotta utraciła także lewe przedramię, ale ma w zamiarze je odzyskać.


Najwyższą wartością dla Elviry była zawsze ona sama; nie wyobrażała sobie, aby kiedykolwiek mogło się to zmienić, początkiem września '57 roku nie miała także wątpliwości, że zrobiła wszystko, aby znaleźć się we właściwym miejscu na drodze do realizacji pragnień. Od lat już pięła się po szczeblach kariery na oddziale chorób wewnętrznych, wyrobiła sobie opinię uzdrowicielki oschłej i aspołecznej, ale utalentowanej, podejmującej właściwe decyzje w kluczowych sprawach. Podjęła się trudnej specjalizacji chorób genetycznych, gdyż była ona jedną z bardziej prestiżowych i dobrze opłacanych. Miała własny gabinet, stałych pacjentów oraz mocno ugruntowaną pozycję. Słowem, żadnego powodu do żalu. Mimo to, z biegiem miesięcy popadała w coraz silniejsze zniechęcenie, traciła pasję i morderczy upór, który dotąd napędzał ją do podejmowania następujących krótko po sobie dyżurów oraz akceptowania najtrudniejszych przypadków. Ludzkie problemy i pretensje zaczynały działać jej na nerwy, szybko wpadała w gniew, zachowanie powagi i grzeczności przychodziło coraz trudniej. Nie wiedziała jeszcze wtedy, co spowodowało postępujące wahania nastrojów oraz emocjonalną zapaść, które swoją kulminację osiągnęły na przełomie roku 1956 i 1957. Dopiero z czasem, patrząc z szerszej perspektywy, zrozumiała, że frustrowała ją powtarzalność pracy zmianowej, oddział przestał kojarzyć świeżo z polem nieustannej walki, a stagnacja kontrastowała ostro z postępującymi poza murami szpitala przemianami społecznymi. Stawała się opryskliwa, popełniała błędy, w końcu dopuszczając kardynalnego - została pośrednio winna śmierci pacjenta, co w połączeniu z wielotygodniowymi skargami poskutkowało dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy.

Przerwanie kariery w Świętym Mungu okazało się dla Elviry momentem przełomowym i nałożyło ze spotkaniem czarnoksiężnika, który później pokierował ją w kierunku wojennego frontu i nieodkrytego potencjału. Wtedy jednak, w okolicach marca i kwietnia '57 nie zdawała sobie z tego sprawy, oddając się depresji przesyconej wściekłością i jadem. Postępowanie ordynatora wbrew jej woli odebrała jako upokorzenie, przez długi czas żyła na krawędzi ubóstwa, zarabiając niewielką ilość galeonów na prywatnych medycznych zleceniach, dzięki którym dawała radę pokryć jedynie czynsz oraz podstawowe produkty żywnościowe. I alkohol. Alkohol w dużych ilościach, do którego zawsze miała słabość, wypierała ją jedynie wielogodzinną pracą, w której przerwach nie miała na niego czasu. Od kwietnia i maja przestała przykładać wagę do samokontroli, nie odmawiała sobie już żadnych przyjemności, do tej pory uważanych za poniżej godnego poziomu. Popadała w coraz silniejsze zaniedbanie, a światłami w tunelu okazały się propozycja ze strony lady Wendeliny Selwyn oraz czerwcowe spotkanie w podziemiach karczmy pod Mantykorą. Początkiem lata '57 zaczęła nie tylko zarabiać sowite pieniądze na wartościowym i zapewniającym dodatkowe profity stanowisku, ale także stała się członkiem większego planu. Może nie była jeszcze w pełni zdolna go zrozumieć, lecz nabrała świadomości, że znów zmierza we właściwym kierunku, obierając cel ważniejszy niż którekolwiek poprzednie. Na końcu tej drogi czekać miały władza, potęga i nowy, magiczny porządek.

Długi czas wiodła życie samotnicze, lecz lato '57 wykorzystała na odnawianie społecznych kontaktów oraz otwieranie umysłu na możliwość zawarcia trwalszych znajomości. Czyniła to nieporadnie, wielokrotnie popełniając wpadki wynikające z niedostosowania, we wrześniu '57 była jednak z całą pewnością w stanie powiedzieć, że ma ludzi, do których może zwrócić się z najróżniejszymi potrzebami. Ludzi, którym - w specjalnych przypadkach - mogłaby zaoferować własne zaufanie.

Podejmowała się kolejnych wyzwań, rozciągała granice moralności; w lipcu '57 dokonała pierwszego morderstwa, za które czuła się w pełni odpowiedzialna. Nowe możliwości oraz wiedza, jaką nabywała o sobie, wprawiały ją w dumę, największa próba charakteru czekała na nią jednak końcem września '57 - kiedy to wyruszyła na misję zleconą przez Czarnego Pana ramię w ramię ze znacznie bardziej doświadczonymi czarnoksiężnikami. Wyszła z niej żywa, choć dotkliwie poraniona, zarówno na ciele, jak i umyśle. Zdołała jednak tym samym potwierdzić deklarowane zaangażowanie.

Czas miał pokazać, jak wiele jeszcze będzie w stanie poświęcić i ile wyzbyć z siebie człowieczeństwa - jeżeli miałaby podsumować ostatni rok w jednym, krótkim zdaniu, powiedziałaby, że nie istnieje taka granica, której nie dałoby się przełamać.


[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 26.01.21 13:21, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elvira Multon Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Elvira Multon Empty
PisanieTemat: Re: Elvira Multon [odnośnikElvira Multon I_icon_minitime12.01.19 16:59

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
splamienie (Ogm)
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Tristan Rosier

[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 26.01.21 13:21, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Elvira Multon Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Elvira Multon Empty
PisanieTemat: Re: Elvira Multon [odnośnikElvira Multon I_icon_minitime26.01.21 13:20



KOMPONENTY kora drzewa Wiggen, liście kłaposkrzeczki, mandragora, ogniste nasiona, ropa czyrakobulwy, skrzeloziele, ślaz
kości człowieka, krew, krew smoka, oko smoka, róg dwurożca, skórka boomslanga, włos jednorożca, włosie mantykory, łuska smoka, ołów, smocza kość

[20.10.18] Ingrediencje (wrzesień/październik)
[23.03.19] Ingrediencje (listopad/grudzień)
[23.07.19] Ingrediencje (styczeń-marzec)
[06.04.20] Ingrediencje (kwiecień-czerwiec)
[08.08.20] Kryształ (lipiec-wrzesień)
[19.10.20] Zużycie: strączki wnykopieńki, ślaz
[15.01.21] Komponenty (październik/grudzień)

BIEGŁOŚCI[15.03.19] Wsiąkiewka (wrzesień/październik) +0,5 do reszty
[17.07.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień) +0,5 do reszty
[17.02.20] Wsiąkiewka (sty-mar): +1 PB
[03.08.20] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec): +0,5 PB
[09.09.20] Obniżenie biegłości: szczęście (I -> 0), +5 PB do reszty
[02.11.20] Wsiąkiewka (lipiec-wrzesień): +3 PB
[26.12.20] Rozwój biegłości: Wytrzymałość fizyczna (0 -> I), -2 PB z reszty
[26.01.21] Minął fabularny rok...; +1 PB
[27.03.21] Zapomnienie biegłości (malarstwo, wiedza): +0,5 PB do reszty; walka wręcz (0 na I): -0,5 PB z reszty
[27.04.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +3PB do reszty

HISTORIA ROZWOJU[09.10.18] Karta postaci, -50 PD
[18.10.18] Wykonywanie zawodu (wrzesień/październik) +50 PD
[15.03.19] Wsiąkiewka (wrzesień/październik) +30 PD, +0,5 PB
[20.03.19] Rozwój postaci: +1 magia lecznicza, -80 PD
[07.04.19] Osiągnięcie: Mały pędzibimber, +30 PD
[19.05.19] Osiągnięcie: Do wyboru, do koloru; +30 PD
[20.06.19] Wykonywanie zawodu (listopad/grudzień), +50 PD
[21.06.19] Rozwój postaci: +1 magia lecznicza, -80 PD
[17.07.19] Wsiąkiewka (listopad/grudzień) +30 PD, +0,5 PB
[19.07.19] Rozwój postaci: +1 magia lecznicza, -80 PD
[15.02.20] Rejestracja różdżki
[17.02.20] Wsiąkiewka (sty-mar): +60 PD
[05.04.20] Wykonywanie zawodu (kwiecień-czerwiec): +50 PD
[03.08.20] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec): +30 PD
[10.08.20] +3 CM: -240 PD
[20.09.20] Wykonywanie zawodu (lipiec-wrzesień): +20 PD
[21.09.20] [G] Zakupy: łuska smoka; -250 PM
[06.10.20] Osiągnięcie (Złoty myśliciel): +30 PD
[16.10.20] Osiągnięcie (Wywłoka): +5 PD
[29.10.20] Osiągnięcie (Ibuprom wszystkich smaków, Obieżyświat): +60 PD
[02.11.20] Wsiąkiewka (lipiec-wrzesień): +120 PD
[28.11.20] [G] Wróżkowy pył, -25 PM
[30.11.20] Osiągnięcie (Weteran I): +100 PD
[6.12.20] Wszyscy jesteśmy szaleni: +150PD
[26.12.20] Rozwój postaci: +5 lecznicza, -400 PD
[07.01.20] -200 PD; zmiana statystyk
[14.01.21] Spokojnie jak na wojnie: +25 PD
[15.01.21] Osiągnięcie I poziomu organizacji: +1 CM;
[15.01.21] Zdobycie osiągnięć: Maratończyk, Mroczny znak I; +130 PD
[21.01.21] Aktualizacja postaci
[21.01.21] [G] Zakup protezy; -50 PM
[26.01.21] Rozwój postaci: +2 CM; -160 PD
[19.02.21] Zakup smoczej kości i [G] ołowiu : - 55 PD, - 100 PM
[21.02.21] Wykonywanie zawodu (październik-grudzień): +20 PD
[28.03.21] Osiągnięcie (Chłopiec z Placu Broni): +30 PD
[05.04.21] +3 OPCM: -240 PD
[27.04.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +120PD
[24.05.21] [G] Zakup: woreczek ze skóry wsiąkiewki, -50 PM
[30.05.21] Zdobycie osiągnięcia: Nieugięty; + 30 PD



Powrót do góry Go down
 

Elvira Multon

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-21