Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Karczma "U Bobby'ego"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14  Next
AutorWiadomość
Morsmordre
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Karczma "U Bobby'ego"   10.03.12 23:15

First topic message reminder :

Karczma "U Bobby'ego"

Karczma ta znajduje się w samym środku gęstego lasu na obrzeżach Londynu, słynącego z ogromnej ilości grzybów, które w nim rosną. Jest to nieco obskurny budynek z zapadającym się dachem, zbudowany z kamieni i drewna, otoczony gęstą ścianą drzew, która skrywa go przed niepowołanymi oczami. Jego wnętrze jest jasne, swojskie i duszne, zwykle zadymione papierosami lub zasnute dymem wydobywającym się z kominka. Na prawo od wejścia, przy pokrytej boazerią ścianie, stoi stara szafa grająca. Bójki, śpiewy, tańce i krzyki są tu już niemalże tradycją, acz mimo wszystko trudno oprzeć się uroczej atmosferze panującej dookoła, nieco mrocznej, jakby z westernu.
Karczma to istna kopalnia wszelkich informacji - bywają tu bowiem zwolennicy przeciwstawnych stron konfliktu, jak i pracownicy wszelakich instytucji, gazet, a nawet przedstawicie prawa, wszyscy oczywiście pod przebraniem, w ukryciu. To tutaj rozkwita czarnomagiczny interes, to tutaj można kupić truciznę, zakazaną księgę lub smocze jajo. Nigdy nie wiadomo, co tutaj znajdziesz, ta karczma stanowi prawdziwy moralny rynsztok, więc miej to na uwadze.
Kominek podpięty jest do Sieci Fiuu.
Możliwość gry w kościanego pokera


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Nemesis Valhakis
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t2547-nemesis-valhakis#40184 https://www.morsmordre.net/t2580-listy-do-nemesis#40905 https://www.morsmordre.net/t2582-grecka-entropia#40927 https://www.morsmordre.net/f256-durham-posiadlosc-rodziny-valhakis https://www.morsmordre.net/t2682-nemesis-valhakis#42922
Zawód : pomaga ojcu w interesach, wytwarza amulety i wtyka nos w czarnomagiczne księgi
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Nothing is softer or more flexible than water, yet nothing can resist it.
OPCM : 5
UROKI : 10
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   28.05.16 15:50

Nemesis gubi się nieustannie, bo ma naturę odkrywcy. Często obiera ścieżki prowadzące donikąd, stawia błędne hipotezy, wędruje po zapomnianych rewirach, skąd nawet gwiazdy nie wskazują jej już właściwej drogi. Nie obawia się jednak upadku, za każdym razem pozwalając pochłonąć się bezmiernej energii, bo wie, że czasem lepiej złożyć broń, niż trwonić siły na walkę – a po wszystkim podnosi się z gracją, uzbrojona w nowe doświadczenia. Uśmiecha się, jak gdyby nigdy nic, odpala papierosa i robi swoje, odsyłając wszystkie potknięcia w niepamięć. Każdy błędny krok czyni częścią spektakularnego danse macabre. Zachwyca publikę i porywa serca  nieświadomych pomyłek tłumów, choć wcale nie posiada charakteru estradowego. Nie czuje dyskomfortu grając pierwsze skrzypce, woli jednak przemykać niezauważona, na ironię nosząc stroje, które nie pomagają pozostać jej anonimową.  
Gdyby tylko posiadała serce, uśmiech gwiazdy quidditcha z pewnością już dawno by je skradł. Nie znała uczucia motylków w brzuchu, słodko-gorzkiego smaku zauroczenia, a tętno przyspieszała jej wyłącznie adrenalina.  
Pije z Douglasem za zdrowie, choć alkohol sieje w organizmie wyłącznie spustoszenie i bynajmniej nie służy lepszej witalności. Kończyny stają się wątłe, jakby z gumy, koordynacja zawodzi, tak samo ja percepcja, która teraz przyswaja świat bez najmniejszego grymasu. Kolejny dowód na to, że nawet magia nie pokona praw natury – ceną beztroski jest zwykle całkowita utrata kontroli. Nemesis jednak zdaje się to zupełnie nie przeszkadzać, lubi zapomnieć o swoim dobrym wychowaniu. I tak zapewne potyka się po raz tysięczny, a uśmiech nie spełza z jej twarzy, jakby już na stałe wszczepił się pomiędzy jej kościste lica.  
- Czyż będąc wśród tłumów nie jesteś w swoim żywiole? - Delektuje się papierosem, po czym przysuwa jeszcze bliżej Douglasa – trochę za blisko, trochę na granicy, taki dystans z pewnością nie przystawał żadnej damie w obecności mężczyzny. Teraz jednak wybrała egzystowanie w skórze Greczynki, którą mogła zakładać wedle własnego kaprysu. Jej egzotyczny ogon zamknął przed nią wiele drzwi, pozostawiając tysiąc otwartych furtek do wolności, a Nemesis zamierzała sprawdzić, co czeka ją za każdą z nich. - Jakie by to było miejsce? - Nie daje mu spokoju, szepcząc pytanie wprost do ucha i zastygając tak na moment w bezruchu, jak gdyby na kilka sekund została przemieniona przez gorgonę w kamienny posąg. Posągi jednak były martwe, a Jones mógł poczuć na swojej szyi spokojny oddech Nemesis.
Po chwili odkleja jednak swoją twarz od jego mokrego policzka, wracając do papierosa, którzy nadal skrzy się między smukłymi palcami.
- Jeśli w drzwiach stanąłby teraz wilkołak, rzuciłbyś się z nim w wir walki? - Odpowiada pytaniem, uśmiechając się przy tym nieznacznie. Nie sądzi, by był w stanie utrzymać się na prostych nogach dłużej, niż minutę, stąd jego dyspozycyjność poddaje dużej wątpliwości. - Nazwisko nadal noszę to samo. - Rozwiewa wątpliwości Jonesa.
Porozmawiali do białego rana, a później się rozeszli.

zt

[bylobrzydkobedzieladnie]







I'm drifting in deep water
No matter how far I drift deep waters won't scare me tonight


Ostatnio zmieniony przez Nemesis Valhakis dnia 13.09.16 18:52, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   03.11.16 22:13

| 8 marca?

Sentyment albo tęsknota. Sam nie był pewien, która z resztek tych uczuć przeważyła. Pozwolił sobie jednak na to chwilowe zderzenie z przeszłością. Był już świadom swojego pogodzenia się z przeszłością. Odciął się od tego wszystkiego z chirurgiczną precyzją ostatecznie pleniąc pozostałości zbędnych uczuć. Dopiero teraz zrozumiał, że życie uczyło go cały czas, a on ślepo się ich wypierał przez co pętał się jeszcze bardziej niczym ranne zwierzę we wnyki. Odkrycie porażająco prostej prawdy zajęło mu karkołomnie wiele czasu, ale nie żałował ani jednej minuty swojego życia. Dawnego życia. Dziś do tej samej karczmy co ponad pół roku temu wchodził jako zupełnie inny człowiek.
Jak gdyby łuski wreszcie spadły z jego oczu ukazując wszystko porażająco wyraźnym. Świat nie był czarny i biały jak próbował sobie to wmówić wcześniej, posiadał niuanse, szarości, które wcześniej umykały jego uwadze. Teraz były tak ostre, że aż drażniły, ale nie mrużył oczu krocząc przez salę w stronę baru. Podbródek miał uniesiony wysoko, tak jak przystało na szlachcica, na Avery'ego. Może nie był dumny z tego co reprezentowała jego najbliższa rodzina, ale w ostatnim czasie wiele kart uległo przetasowaniu. Poza tym wciąż był częścią wspaniałego rodu, a historii godnej pozazdroszczenia. Był też graczem Quidditcha, wciąż cholernie dobrym graczem. Początek roku był dla niego prawdziwą zapaścią formy, ale podniósł się. Dał radę zebrać się po tym wszystkim w całość. Nie było łatwo, zwłaszcza, gdy człowiek sądzi, że całe jego życie posypało się w drobny mak. Ile jednak można leżeć wpatrując się w sufit? Miał wystarczająco dużo czasu, aby wszystko przemyśleć. Aby poskładać wszystko od nowa.
Włosy miał jeszcze wilgotne od prysznica wziętego po treningu. Wtedy też był po treningu, ale nie sam. W drużynie również zaszło wiele zmian, chyba nikt nie miał do końca pewności jak będzie wyglądał skład na ten sezon. Wszystko było wielką niewiadomą, ale Avery nie drżał już ze strachem w oczekiwaniu na przyszłość. Przecież prędzej czy później przyjdzie i pokaże swoje karty, a on nie będzie mógł wtedy nic zrobić. Mógł oddziaływać tylko na teraźniejszość, zresztą nawet nie zawsze. Dlatego lubił świadomość, że może po prostu wyjść napić się. Chociażby sam ze sobą. Tym większe było jego zdziwienie, gdy przy barze siedział ktoś, kogo nie mógł z nikim pomylić. Karma? Nie wierzył w nią, ale to chyba nie był przypadek. Nie miał zamiaru ignorować tego zrządzenia losu, zawsze lepiej było pić z kimś niż wznosić toasty samemu. Robił to ostatnimi czasy stanowczo zbyt często.
- Lady Tsagairt, cóż za spotkanie. - Cichy głos niemal nie przebijał się przez szum panujący w dusznym wnętrzu karczmy, ale otwarta papierośnica nie mogła zostać pominięta. Niczym za starych, dobrych czasów.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   04.11.16 14:29

Duszne powietrze, przesycone zapachem Ognistej, przemokniętych futer i przypalonego posiłku, otaczało Deirdre świetlistym kokonem, który dla większości ludzi stanowiłby komfortową aurę. Ukryta w głębi lasu karczma kojarzyła się przecież - pomimo wątpliwej renomy tego miejsca - pozytywnie, wręcz domowo. Tańce, hulanki, swawole, szelest gazet, rubaszny śmiech, wesołe rozmowy; pulchne kelnerki, jowialni barmani i cała masa gości najróżniejszych stanów. Taka demokratyczna koegzystencja czarodziejskich policjantów, przemytników, znudzonych życiem urzędasów i przedstawicieli popularnej trupy aktorskiej mogłaby poruszyć najchłodniejsze serca, utwierdzając w przekonaniu o wspaniałości magicznego społeczeństwa Londynu, pojawiającego się u Bobby'ego razem z filuternymi trzaskami trzech pokaźnych kominów, stanowiących jednocześnie źródło ciepła jak i najszybszy środek transportu do tego zapomnianego przez prawo przybytku rozrywki raczej niższego sortu.
Deirdre tutaj nie pasowała. A może inaczej, pasowała doskonale, ale nie chciała się do tego przyznać, z niejaką pogardą przestępując progi karczmy. Nie korzystała z sieci Fiuu: przeteleportowała się na skraj lasu i dotarła tutaj pieszo: potrzebowała spaceru, świeżego powietrza, świętego spokoju. Po zakończeniu owocnego dnia ciężkiej pracy nie chciała zamykać się w chłodnym pokoju, nie teraz, gdy potrzebowała subtelnego, gwarnego tła dla swoich niespokojnych myśli. Ruszyła przez zatłoczone pomieszczenie, odpowiednio wcześnie omijając najgłośniejsze stoliki, by finalnie zająć miejsce tuż przy blacie mniejszego baru. Dopiero gdy usiadła na wysokim i chybotliwym stołku, zsunęła z głowy kaptur peleryny, odsłaniając długie, czarne włosy, zlewające się kolorem z wilgotną od deszczu szatą. Szybko zamówiła niestandardową pozycję z nieopisanego nigdzie menu, a gdy już otrzymała ciężką szklankę, pełną Magicznego Laudanum, upiła z niej łyk, rozkoszując się ostrym aromatem mięty i czystka. Już nie musiała osładzać sobie życia Winem Skrzatów a perspektywa złagodzenia bólu po ciężkiej, fizycznej pracy wydawała się więcej niż kusząca. Na równi ze spędzeniem dłuższej chwili samotnie, lecz wśród ludzi, choć i ta równowaga została zachwiana, gdy za plecami usłyszała kroki a obok niej stanął mężczyzna. Już miała odwrócić się i pogardliwym spojrzeniem odesłać adoratora do puchońskiego piekła, gdy rozpoznała w tonie głosu kogoś, kto należał bezpowrotnie do przeszłości.
Źrenice mimowolnie rozszerzyły się w zaskoczeniu a Deirdre uśmiechnęła się lekko, spoglądając prosto w jasnogranatowe oczy Avery'ego, by po chwili przesunąć spojrzenie na całokształt blondyna, szukając podobieństw i różnic z wysokim, milczącym chłopcem, jakiego poznała w Hogwarcie. Zmężniał, stał się szerszy w barkach, ale jego twarz wydawała się znacznie szczuplejsza. Może to przez ostre, piękne rysy, skontrastowane z wyjątkowo pełnymi ustami.
- Jeszcze nie jestem lady, Sorenie - odpowiedziała, nie przestając się uśmiechać. Zgrabnie wysunęła papieros ze srebrnego pudełka i wsunęła go pomiędzy blade wargi, by następnie potrzeć jego koniec, który rozżarzył się natychmiastowo, na chwilę podkreślając jej bladą twarz ciepłą łuną. - Ale dobrze wiedzieć, że dalej jesteś pełnym szlacheckiej kurtuazji lordem. Nawet w tak plebejskich okolicznościach - dodała żartobliwie, zaciągając się powoli i gestem drugiej dłoni wskazując na dziejący się dookoła egalitarny chaos. Zmrużyła oczy, ciągle taksując go uważnym spojrzeniem a wilgotne włosy, opadające na jego czoło, przypomniało jej podobną scenerię sprzed kilku lat. Byli wtedy tacy naiwni.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   05.12.16 21:08

Nie mógł uwierzyć jak wiele czasu upłynęło od ich ostatniego spotkania. Ile minęło nim ostatnia sowa zaczepiła szponami o parapet, aby dostarczyć nakreślony pospiesznie list, którego atrament nie zdołał jeszcze wyschnąć. Nie zastanawiał się nad tym dramatycznym biegiem lat aż do teraz. Do tego konkretnego momentu, w którym ma możliwość spojrzeć jej prosto w oczy. Wydawała się znajoma a jednocześnie inna. Znał czerń tego spojrzenia, ale teraz wydawała mu się inna, głębsza - o ile w ogóle było to możliwe. Jej rysy zgubiły dziewczęcą delikatność na rzecz kobiecego zdecydowania. Kwitła niczym egzotyczny kwiat, zadziwiając i kusząc. Przypomniało mu to czas, kiedy sam pozwolił temu urokowi go uwieźć. Oboje byli wtedy tacy niewinni, niedoświadczeni przez życie. To, co ich łączą było niezwykle czyste. Jak gdyby byli wtedy zupełnie innymi ludźmi niż teraz. Nie usłyszał tego z jej ust, ale jakieś przeczucie podpowiadało mu, że nie mogło być inaczej. Życie przecież z nikim nie obchodzi się delikatnie.
Obskurne wnętrze karczmy raczej nie przywodziło na myśl wspaniałej Wielkiej Sali, ale rozchodzący się tutaj donośny gwar przynosił to wspomnienie zupełnie bezwiednie. Być może gdyby przymknął powieki mógłby udawać, że znów jest tylko smarkatym uczniem ostatniego roku przejmującym się jak pójdą mu owutemy. Albo jak szybko uda mi się wymknąć na korytarz, aby posiedzieć z Deirdre sam na sam. Niemalże uśmiechnąłby się do tych wspomnień, wydawały się tak realistyczne. Niestety wciąż należały tylko do przeszłości. Teraz byli tutaj, zniekształceni przez czas i wydarzenia, każde z bagażem doświadczeniem, którego nie zdoła wypowiedzieć na głos. Byli sami ze swoimi bagażami doświadczeń, ale przecież tę krótką chwilę mogli udawać, że nic się nie zmieniło. W końcu głos Tsagairt nadal brzmiał tak samo dźwięcznie, a jej dłonie nadal były zgrabne i nie gardziły wyciągniętym w jej stronę papierosem. Avery nie uśmiechał się często, nie z własnego wyboru, ale po prostu własnej natury, która jednak dziwnym trafem wyjątkowo wykrzywiła mu lekko kąciki ust. Wspomnienia jej uroku były blade w porównaniu do rzeczywistości.
- Czasem mam wrażenie, że na ten tytuł bardziej zasługują osoby, które go nie noszą - odparł, przyglądając się jej uważnie, jak gdyby widział ją po raz pierwszy. Poniekąd tak przecież było. Jak gdyby teraz poznawali się od nowa. Nie spalili nigdy mostu, który ich dzielił, ale widocznie ten spróchniał i powinni go teraz naprawić. Był ciekaw jej reakcji, czy wciąż pozostały takie same. Nie chciał byś jednak niegrzeczny, dobre maniery zawsze koniec końców brały górę, więc odwrócił wzrok. Samemu wydobył papierosa, zatrzasnął papierośnicę i wsunął ją do kieszeni szaty. Zajął wolne miejsce obok niej, czym przykuł uwagę barmana, który rozpoznając go nie musiał pytać o zamówienie. Chyba powinien się wstydzić, że jest w takim miejscu uznawany za stałego klienta, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. Nie w jej towarzystwie. Chciał dodać coś jeszcze, jednak nie wiedział co. Żadne słowa nie chciały się skleić w logiczne zdanie, które nie brzmiałoby w jego głowie infantylnie czy wręcz śmiesznie. Odpalił więc papierosa, a drugą rękę owinął wokół chłodnej szklanki Ognistej. Nie czuł się w tym milczeniu niekomfortowo, czuł się jak kiedyś.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   06.12.16 15:05

Ziołowy posmak Magicznego Laudanum obklejał zęby i petryfikował język, znieczulając kubki smakowe na kolejne porcje zdrowotnego eliksiru. I o to właśnie chodziło; o uspokojenie chaotycznych myśli, o wyciszenie niespokojnego potoku planów i wspomnień, zalewającego wartki umysł Deirdre wodami zupełnie odmiennego oceanu. Lubiła wręcz szpitalny aromat mięty i ziół, kojarzący się jej nie tyle z cierpieniem choroby, co z uleczeniem. Z zapanowaniem nad prymitywnymi słabościami, nad śmiercią, nad przemijaniem. Wbrew pozorom nie przepadała za słodkim winem, także i Toujours Pur rozkoszując się z coraz mniejszą przyjemnością: wypijała je w towarzystwie szlachciców zbyt często, by móc w pełni docenić wyjątkowość tego trunku, zachwycającego ją obecnie wyłącznie kolorytem. Ognista natomiast wydawała się zbyt ostra, zbyt plebejska, zbyt...niebezpiecznie wytrącająca z równowagi, której przecież przyszła tutaj szukać. Biały szum, na który składał się szept rozmów i nienachalna muzyka, koił nerwy, a nagłe towarzystwo przełamywało nudę.
Zerkała na Sorena ciągle, z ukosa, a z jej bladych ust nie znikał lekki uśmiech. Zaciągnęła się papierosem po raz pierwszy - wolała te pachnące jaśminem i piżmem, lecz gorzki smak pojawiający się w gardle razem z dymem doskonale przypominał ich dziecięce spotkania - i po chwili powoli wypuściła dym, z zadowoleniem obserwując zajęcie miejsca przez mężczyznę. Kiedy ostatni raz siedzieli obok siebie? Przed dziewięcioma laty, w niewygodnym wykuszu okna na drugim piętrze, gdzie pod osłoną grubych książek trzymali się za ręce, skupieni zarówno na lekturze jak i na cieple, płynącym z mocnego uścisku palców tej drugiej osoby? Widziała ten obrazek dokładnie: swoją grzywkę, jego wilgotne - jak teraz, lecz dłuższe - włosy opadające na czoło, zaciśnięte w wyrazie koncentracji pełne wargi, dokładnie zapięty mundurek, lśniąca zieleń krawatu, złota, rodowa przypinka przy mankietach...lecz nie potrafiła przywołać tych uczuć. Stała się pusta, wyżęta z tak czystych i pięknych emocji, które wspominała teraz z rozrzewnieniem mieszającym się z niedowierzaniem, co nie zmieniało jednak jej sympatii do Sorena.
Odwzajemniła jego uważne spojrzenie, mrużąc oczy, by dojrzeć wszystkie szczegóły jego pięknej - wręcz nie przystojnej a niedorzecznie pięknej, wręcz niewieściej lub tej, uwiecznionej w marmurach klasycznych rzeźb - twarzy. Nie dostrzegła żadnej skazy, zmarszczki, blizny. Jedynie dorosłość, lecz i na niej odbiła ona z pewnością swoje piętno.
- Potraktuję to więc jako komplement, lordzie Avery - odparła lekko, wręcz wesoło, obejmując kieliszek Laudanum długimi, smukłymi palcami, po czym uniosła go do ust, a zielony płyn na nowo zabarwił jej wargi. Oblizała je nieśpiesznie, niezbyt kulturalnie, po czym zamilkła na chwile. Czuła się przy nim swobodnie; nie wymagał monologów ani kurtuazyjnych pytań. Równie dobrze mogli milczeć cały wieczór, po prostu uśmiechając się do siebie i wypijając kolejne kieliszki. Lubiła ten spokój, jaki nasycał aurę Sorena i zarazem każdego w jego pobliżu. - Słyszałam dobre nowiny. Gratuluję. Wynonna jest doskonałym materiałem na żonę - zagadnęła w końcu po dłuższej chwili, ponownie odwracając się w jego stronę, by poprawić mankiet jego zroszonego deszczem płaszcza i przy okazji, na sekundę, musnąć odsłoniętą skórę jego nadgarstka. By upewnić się, że był prawdziwy? Że dalej czuje go tak samo? A może wyrazić tym swoją aprobatę dla małżeńskich planów? Uśmiechnęła się przelotnie, ciekawa reakcji Sorena. Miała nadzieję, że nie zbyje jej wyuczoną, szlachecką formułką, a pozwoli choć odrobinę poznać jego prawdziwe zdanie na ten temat.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   10.12.16 1:02

Czuł, że się zmienił. Nie było to jednak uczucie, jak gdyby gwałtownie wybudził się ze snu. Przecież w pewnym sensie wszystko ciągle było takie same. Nadal pozostawał boleśnie sam. Nadal większość noc cierpiał na bezsenność czy bolesne koszmary. Nadal trudno było posuwać się po linii życia do przodu. Coś jednak było inne. Tak jak wąż zmienia skórę, tak i on zrzucił swoją starą osobowość zastępując ją przecież czymś niemal identycznym, ale zmienionym. Wyzbył się pewnych emocji. Po wielu próbach udało mu się wreszcie zamknąć puszkę Pandory, która z okrutnym wrzaskiem otworzyła się na początku grudnia. Miał wrażenie, że przestał traktować Ognistą jak środek znieczulający i odcinający go od rzeczywistego świata. Chyba w końcu pogodził się z wszystkim, co się wydarzyło. Nie było przecież sensu w walce z przeszłością, bo jedynym poległym w tej bitwie był on sam. Nawet magia nie pozwalała na cofanie się w czasie i czuł, że zaczyna to akceptować. Chciał zachować wszystkie swoje wspomnienia nienaruszone. Stworzyć w głębi siebie wspaniały album pełen zdjęć czystych, niezniszczonych, a przede wszystkim nie raniących go podczas oglądania. Powinien czerpać przyjemność z tamtych chwil, bo przecież miał świadomość, że więcej już nie wrócą. Tamten rozdział przeminął z cichym szelestem stronnic księgi życia, a on musiał iść dalej.
Dlatego, kiedy spotkał Dei nie poczuł nagle niezwykłego przypływu obezwładniającej tęsknoty za prostym, szczeniackim życiem. Cieszył się z tamtych chwil, ale wyrósł już z dziecięcych marzeń, że wszystko co było kiedyś może powrócić. Nic nie zdarza się dwa razy, w końcu to rozumiał. Mógł więc z lekkością na duchu i sercu zanurzyć się w tamtych wspomnieniach. Przypomnieć sobie smak jej ust, ciepło jej dłoni, muskanie jej ciemnych włosów na karku, gdy chowali się pomiędzy regałami biblioteki. Miało to smak wspaniałej melancholii, ale nie wywoływało już w nim bolesnych spazmów. To wszystko już się zdarzyło i można było zaryzykować stwierdzenie, że obok siebie siedzi dwójka zupełnie innych ludzi. Tak bardzo doświadczeni przez życie, a żadne z nich nie miało o tym pojęcia.
Ale tak było przecież łatwiej. Bez zbędnych emocji, bez zbędnego współczucia czy niewygodnych i nieudolnych słów pociechy. Avery zaciągnął się papierosem, dłużej zatrzymując dym w płucach. Czuł jak mu się przygląda, kąciki ust mu zadrżały, więc wypuścił powietrze, aby to zatuszować. Niektóre rzeczy nie zmieniały się wcale mimo upływu czasu.
- Poczułbym się urażony, gdybyś odebrała to inaczej – odparł pogodnie, po czym idąc jej śladem objął swoją szklankę dłonią. Znajomy chłód działał kojąc. Budził też wspomnienia. Niekoniecznie te, z którymi zdołał sobie poradzić tak doskonale jak myślał. Dlatego tym bardziej pospieszył, aby pochłonąć spory haust, który kojąco palił w przełyk. Być może Ognista wciąż działała na niego jak swego rodzaju panaceum. Nie pomogła jednak w reakcji na słowa Deirdre, których się absolutnie nie spodziewał tutaj usłyszeć. Owszem, nie była to tajemnica, ale wciąż było to dziwne uczucie. Cholernie się cieszył, że to nie on musi nosić pierścionek jako namacalny dowód dogorywającej wolności. Mimo wszystko ściągnął wargi i mimowolnie wyprostował się na swoim stołku nim zdołał jej odpowiedzieć.
- To byłyby dobre nowiny, gdybym oświadczał się z powodu porywu serca, a nie obowiązku. – Obrócił głowę i spojrzał wprost na nią. Nim zdołała cofnąć rękę złapał jej palce. Chyba wcale nie radził sobie ze wszystkim aż tak doskonale. Nie miał się na kim teraz oprzeć. Nie miał nikogo, potrzebował więc chociaż tej namiastki. – Lubię ją, ale nie kocham. Nigdy nie pokocham. Czuję się winny, chociaż to nie moja wina.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   10.12.16 12:16

Wychłodzenie, spowodowane długim spacerem w wiosennym deszczu, mijało, wyparte z organizmu przez rozgrzewające działanie ziołowej nalewki. Deirdre czuła kulę przyjemnego ciepła, wypełniającego coraz szczelniej każdy zakamarek szczupłego ciała. Nawet zazwyczaj lodowate dłonie ociepliły się do tego stopnia, że czuła chłód wysokiej szklanki, po której machinalnie przesuwała palcem. Czarne włosy także wyschły i już żaden mokry kosmyk nie drażnił odsłoniętej szyi. Nie pamiętała, kiedy ostatnio czuła się tak komfortowo, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Czyżby wpływały tak na nią uroki alkoholu, pitego z rzadka i zawsze w niewielkich ilościach? A może po prostu cieszyła się z tego spotkania. Nie dlatego, że miało przynieść jej jakiś zysk, nie dlatego, że otrzyma za nie sakiewkę ciężką od galeonów, nie dlatego, że zachwyci się grą w dominację. Patrząc obiektywnie, przez skutą lodem soczewkę profitów, rozmowa z Sorenem nie przynosiła żadnego z nich. Pełne usta nie uronią przydatnych informacji, nie zagwarantują nawet urywanej przyjemności, a mimo to wpatrywała się w nie z uwagą zazwyczaj poświęcaną sprawom znacznie wyższej, mroczniejszej rangi. Avery jednak był zbyt prawdziwy, pozbawiony wszelkich masek - albo tak tylko się jej wydawało - i zbyt miękki, by mogła odpłynąć myślami w ulubione rejony. Koncentrowała się na tej jego najeżonej łagodności, którą uczynił swoją cechą rozpoznawczą, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. Utrwalonego przez nostalgię, pewną dziwną, obcą obecnie tęsknotę za czymś niewinnym, prostym, szczerym.
Już cofała rękę - i tak przekroczyła limit sekundowej bliskości, poświęcony przypadkowemu poprawieniu elementów ubrania - by znów owinąć ją wokół szklanki z Laudanum, gdy została zatrzymana. Wilgotna od mżawki dłoń Sorena zacisnęła się wokół jej dłoni stanowczo i delikatnie. Palce Sorena wydawały się nieszlacheckie; owszem, długie i smukłe, lecz przy tym miejscami szorstkie, poznaczone drobnymi odciskami, śladami quidditchowskiej kariery pałkarza. Deirdre powinna się wyprostować i odsunąć, lecz ten czuły gest wcale jej nie odstręczał, wręcz przeciwnie, koił niewypowiedziane, ba, nawet niezobrazowane w wyobraźni lęki. Jej uśmiech stał się inny, lżejszy, mniej badawczy, gdy muskała powoli opuszkami palca jego nadgarstek, w tej samej moralnej pieszczocie, jaką dyskretnie obdarzała go podczas spacerów lub wspólnej nauki. Wtedy wpatrywali się przed siebie - w zieloną linię drzew Zakazanego Lasu, w pożółkły pergamin grubych woluminów - a teraz wzrok utkwili w sobie nawzajem.
- Sorenie, jesteś szlachcicem. Ożenek z miłości nigdy nie był ci pisany - przypomniała mu delikatnie, z wyczuwalnym rozbawieniem, powstrzymując się od dodania czego się spodziewałeś, mój drogi?, tym razem podyktowanego tonem wzdychającej matrony, nie mogącej zrozumieć pobudek swego doskonale wychowanego synka. - Zresztą, jeśli jest gdzieś ta, którą kochasz, to nic nie stoi na przeszkodzie ku kontynuowaniu znajomości - dodała lekko, nonszalancko; Avery był mężczyzną, mógł o wiele więcej niż kobiety, na zawsze uwiązane już u boku małżonka. - Jest ktoś taki, Sorenie? - spytała po krótkiej przerwie, kontrolnie spoglądając w jasnogranatowe oczy. Na razie nie powracała do tematu Wynonny, zresztą, czy gdyby dowiedziała się o kochance Sorena, przekazałaby te informacje dalej? Wątpliwe; nie widziała w tym żadnych zysków a zbyt dobrze znała lady Burke, by sądzić, że taka informacja wzruszyłaby jej obojętne serce.




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   29.12.16 20:37

Liczył na zbyt wiele. Przecież nikt nie mógł mu dać słów pocieszenia, które tak bardzo chciał usłyszeć. Starał się je zawsze zagłuszyć, ale echo obijało się brutalnie o czaszkę i nawet staranna ignorancja nie potrafiła ich do końca wyciszyć. Zauważył, że naciska zębami na wargę, gdy poczuł nikłe uczucie bólu. Deirdre trafiła w sedno. Niby sam to wiedział i udawał pogodzonego, ale wciąż odwracał się od tych słów. Teraz, wypowiedziane przez kogoś innego, prosto w twarz nabierały prawdziwego wydźwięku. Przecież wiedział, że wyhodowano go w celu przedłużenia linii rodu. Nazwisko Avery miało również w przyszłości budzi szacunek, jak i grozę. Mógł szarpać się z przeznaczeniem, próbować zdobyć coś dla siebie, ale nie mógł wygrać. To, że udało mu się zawodowo zająć Quidditchem nie stanowiło o cudownie zdobytej samodzielności. Uwypukliło jedynie cechy, które przyjął wraz z przyjściem na świat. Cechy, które charakteryzowały jego ród. Upór. Wytrwałość. Nieugiętość. Siłę.
Cofa rękę. Skończył się okres ochronny. Nie powinien już dłużej próbować odnajdywać spokój w objęciach innych. Albo stłamsi ich tym albo oni zostawią go. Tego jednego nauczył się już permanentnie. Uśmiechnął się blado do Dei, po czym ponownie sięgnął po szklankę. Miała rację, nie miał zamiaru się z tym kłócić. Cóż, zawsze była od niego mądrzejsza i widocznie nic się w tej materii nie zmieniło. Z drugiej jednak strony jej kolejne zdanie całkowicie temu zaprzeczyło. Przecież znała go całkiem dobrze, mogła się domyślić, że pewne sprawy nigdy się nie zmieniają. Jak na przykład fakt śmiesznego poczucia prawości. Chociaż na początku Soren uważał zdradę za coś bardzo prawdopodobnego w zaaranżowanym małżeństwie to po wszystkim, co przyszło mu znieść jego poglądy znowu uległy zawirowaniu. Co z tego, że mógł kochać tę osobę, skoro było to jednostronne?
- Jest, ale to bez znaczenia. Nie mogę tego kontynuować. – Odwrócił od niej wzrok, chociaż wciąż czuł na sobie spojrzenie jej ciemnych jak noc oczu. Strzepnął popiół z papierosa do popielniczki i przyjrzał się żarowi na jego końcu. Czuł bijące od niego ciepło, ale już wiedział, że ogień oznacza jedynie zniszczenie. – To od początku nie mogło się udać. Te cholerne zaręczyny tylko wszystko przyspieszyły. – Bolało go wypowiedzenie tego na głos, ale czuł, że miał rację. Gdyby to trwało dalej prawdopodobnie zniszczyliby się nawzajem i skończyli nienawidząc nawzajem. Chciał tego żałować, tak byłoby łatwiej, ale nie żałował. Ani jednej decyzji wtedy podjętej. Ani tego, że serce bolało go nadal, bo zgromadzona tam miłość kochał już tylko widmo.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   29.12.16 23:05

Nastroszenie Sorena nigdy nie wprawiało Deirdre w dyskomfort. Doskonale rozumiała wrodzony introwertyzm i płynące z niego złote zasady. Złotego milczenia, troskliwego opiekowania się terytorium przestrzeni osobistej, ostrożnego dzielenia się przemyśleniami i uczuciami. Poniekąd zbudowano ich z podobnej gliny i choć wychowywali się w zupełnie innych warunkach i pod ostrzałem zróżnicowanie oceniających spojrzeń, to Tsagairt potrafiła zobaczyć w blondynie pokrewną duszę. Na pewnej płaszczyźnie porozumiewali się wręcz bez słów, lecz układanka była znacznie bardziej skomplikowana, a przetasowania, do jakich doszło na przestrzeni dorosłych lat, utrudniło przepływ informacji. Bezpowrotnie utracili tamtą słodką, niewinną więź, utkaną z płatków śniegu. Ulotną, zadziwiającą, łatwą do zapomnienia. Tęsknota za nią nie zakłócała jednak procesów życiowych i Deirdre mogła spoglądać na Sorena ze szczerą sympatią. Było, minęło a przy wysokim barze siedziała teraz dwójka zupełnie innych osób.
Ciągle przyglądała mu się uważnie, badawczo, w ogóle nie reagując, gdy odsunął dłoń. Jej pozostała na blacie, blada, w chybotliwym świetle świec wyglądająca wręcz na martwą. Zastukała zimnymi palcami o blat w parodii fortepianowego crescendo. Paznokcie uderzyły o drewno niesłyszalnymi w gwarze rozmów werblami. Zapowiadającymi cierpienia młodego Sorena, odsłonę setną? Zmrużyła oczy, upijając kolejny mały łyk leczniczego napoju i zaciągnęła się mocniej papierosem. Dym załaskotał ją w gardle, łaskawie powstrzymując krótki chichot, który zapewne wydarłby się spomiędzy zaciśniętych warg. Niezgoda i upór Sorena w obecnej sytuacji były doprawdy urocze, zwłaszcza w zestawieniu z podobnym optymizmem Wynonny. Naprawdę do siebie pasowali. Niezadowolone, milczące, posępne duże dzieci, nagle obudzone ze złudnego snu o wolności. Doprawdy, gdyby Deirdre nie uważała zarówno lady Burke jak i lorda Sorena za swoich bliskich, pewnie niezmiernie irytowałoby ją ich zachowanie. Nie znali prawdziwych problemów, realnego życia, jego trudów, przeszkód, dramatów; nie zasmakowali głodu, cierpienia, biedy. Oceniała ich krytycznie, być może ze swojego niższego stopnia hierarchii nie widząc całego obrazu, ale i tak zupełnie nie rozumiała biadolenia nad małżeństwem. Całkiem udanym. Urodziwym. Zgranym osobowościowo, przynajmniej z pozoru.
Sensownie nie liczyła na podanie personaliów owej niewiasty - ach, gdyby tylko wiedziała - która zdołała zwieść lodowate serce Avery'ego, nie skrzywiła się więc z niechęcią, gdy z pełnych ust Sorena nie wyrwało się żadne imię.
- Tak jest lepiej - skomentowała mało delikatnie. Skoro nie chciał skorzystać ze swego męskiego prawa do niewierności i szczęścia, to Deirdre nie zamierzała go przekonywać o słuszności takiej decyzji. Często miała wrażenie, że lepiej odnajdywałaby się na tym świecie jako mężczyzna. Bezkompromisowa, egoistyczna, wykorzystująca pozycję swej płci. Gdyby była okrutna, wypomniałaby to marnotrawstwo szans Avery'emu, ale ten działał na nią łagodząco. - W takim razie będziesz mógł poświęcić się żonie. Założyć rodzinę. Usamodzielnić się. - kontynuowała rzeczowo, strzepując popiół papierosa prosto na blat baru. - Naprawdę tego nie widzisz? Jeśli zachowasz wszystkie te słodkie zasady, weźmiesz za żonę godną panienkę, spłodzisz syna, zamordujesz szlamę i uśmiechniesz się ładnie do nestora na Sabacie, czy co tam wy, arystokraci, musicie zrobić, to właściwie nic cię nie ogranicza - pocieszyła go całkiem poważnie, bez żartobliwego tonu, hamując teatralne westchnięcie. Kto by pomyślał, że krucha dziewczynka dorośnie szybciej od pięknego księcia?




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   30.12.16 0:33

Zastój oznaczał porażkę. Człowiek musiał zmieniać się, przystosowywać, aby przetrwać. Nic więc dziwnego, że mimo łączącej ich nadal nici sympatii stanowili dwie zupełnie inne osoby niż za czasów Hogwartu. Już wtedy różniło ich wiele, a teraz pod łączącym ich mostem znajomości rozciągała się jeszcze większa przepaść. Każde doświadczyło życia z zupełnie innej strony, otrzymując ciosy od losu w zupełnie innych kategoriach. Żadne z nich nie miało na to wpływu. Dlatego Avery nie zazdrościł Deirdre jej losu. Po pierwsze, zupełnie nie miał o nim pojęcia. Tak długi czas bez kontaktowania się czynił go osobą kompletnie nieodpowiednią do oceniania jej czy porównywania się. Po drugie, oboje mieli zupełnie odmienne podejście do życia. Być może wynikało to z wywodzenia się z zupełnie innych środowisk albo po prostu z charakteru. Przyglądali się wszystkiemu z innych perspektyw, brali inne rzeczy pod uwagę. Zresztą Soren nigdy nie oceniał innych pochopnie. Aby wydać osąd, zwłaszcza o osobie mu bliskiej, potrzebował czasu i informacji. Teraz jednego i drugiego miał tutaj niewiele.
Prawdopodobnie uszanowałby opinię Dei o zaaranżowanym małżeństwie, ale nie zgodziłby się z nią. Miała rację, jeśli chodziło o kwestię zobowiązania, które musiało zostać uregulowane. Był jednak szlachcicem, mimo wszystko. Wychowano, mniej lub bardziej podobnie do innych szlachetnych czarodziejów, w świadomości własnej siły, niezależności i wolnej woli. Pochodzenie pozwalało mu zawsze na więcej, a fakt, że udało mu się wywalczyć sporo samodzielności jeszcze bardziej rozwinął jego skrzydła. Nic więc dziwnego, że poczuł się jak ptak zamknięty w klatce. Nagle zabrano mu ukochana wolność, przymuszając siłą i szantażem do dopasowania się do roli, którą ktoś z góry uznał za słuszną. Może to był jego błąd, że o tym zapomniał?
Uśmiechnął się blado. Kolejny raz miała rację. Lepiej teraz niż gdyby ciągnęło się to cały czas. Nie liczył, że rana się kiedyś zagoi, ale przynajmniej nie posypywał jej więcej solą. Mógł nauczyć się ignorować ból, był przecież w tym dobry, i żyć dalej, jak gdyby nigdy nic. O ile było to w ogóle możliwe. Nie miał jednak zamiaru rozpatrywać rzeczy w tak ostateczny sposób. Przestał spoglądać na świat z szeroko zakrojonej perspektywy zdecydowanie bardziej przykładając się do prostego przeżywania z dnia na dzień. Tak było łatwiej.
Panował nad swoimi emocjami, więc kiedy pod wpływem jej słów na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia nie był to przypadek. Czy to naprawdę tak wyglądało z boku? Wypełnij kilka prostych zadań, a reszta będzie zależeć od ciebie? Niewielka cena za dostanie życie do końca dni? A może był uważany za grymaszącego dzieciaka, który nie docenia tego co ma? Gardził każdym z tym podejść. Życie nigdy nie było czarno-białe, subtelne szarości często czyniły drastyczne różnice. Napił się, zatrzymując Ognistą w ustach na dłuższą chwilę. Nie chciał wdawać się w kłótnię poglądową, potrzebował chwili, aby wymyślić, co powiedzieć. Nie chciał się poróżnić z Dei pytając, czy według niej to wszystko jest naprawdę takie proste.
- A co u ciebie, Deirdre? – Był chyba najgorszy w subtelnej zmianie tematu na świecie.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   30.12.16 13:14

Blady uśmiech, chwilę potem malownicze skrzywienie. Twarz Sorena rzadko zdradzała tak wiele emocji, zazwyczaj pozostając piękną, zobojętniałą maską, raczej smutną niż wykazującą jakiekolwiek oznaki rozbawienia. Zawsze poważny, lecz powagą zupełnie odmienną od tej butnej, którą odznaczała się większość szlacheckich potomków, paradujących po Hogwarcie z zadartą do góry głową. Avery'emu nie brak było innych arystokratycznych cech - chociażby oślego uporu - ale każda z nich posiadała jakiś inny, dziwny blask. Mniej narcystyczny, mniej arogancki, bardziej ludzki. Przyziemny. Prosty. Wiedziała, że pod maską idealnego chłopczyka kryje się wiele niezbadanych zaułków, tworzących skomplikowany labirynt, wtedy jednak, gdy nieśmiało stawali się dla siebie bliżsi, trochę obawiała się przekraczania tej granicy intymności, by spróbować poznać Sorena lepiej, a teraz...teraz wiedziała, że ta droga dawno została już zamknięta, zatrzaśnięta na cztery spusty i wzmocniona zaklęciem upływającego czasu.
Mogła naciskać, wykorzystywać manipulacyjne umiejętności, dolewać Ognistej, zaoferować ramię, dłoń, uśmiech, by otworzył się przed nią bardziej. Nie widziała jednak w tym żadnego celu a obdarcie Avery'ego z poczucia bezpieczeństwa i intymności wyjątkowo nie sprawiłoby jej przyjemności. Ze względu na dawne czasy - i ze względu na niedocenianie Sorena jako ewentualnego rywala bądź wspólnika - złotowłosy znajdował się w komfortowej strefie spokoju. Ziemia niczyja, na razie nieatrakcyjna w oczach ewentualnego najeźdźcy, choć jako towarzysz leniwego wieczoru sprawował się doskonale.
Wypiła laudanum do końca, miękkim gestem nakazując krzątającemu się nieopodal barmanowi podanie następnej porcji trunku. Czekała na szklankę w milczeniu, zaciągając się jeszcze raz, mocniej, aż dym wypełnił płuca a potem powoli, nieśpiesznie, ulotnił się spomiędzy lekko zaciśniętych warg, owiewając ją szarą, drażniącą chmurą. Spodziewała się ostrzejszej odpowiedzi, może nawet ochłodzenia nieco atmosfery tego nostalgicznego wieczoru, lecz zamiast tego Soren zaprezentował jej jedną z najbardziej niezauważalnych zmian tematu.
- Musisz popracować nad subtelnością - poradziła, zastanawiając się, ile prywatnych lekcji retoryki i konwersacji opuścił młodziutki szlachcic, doprowadzając do szału swych guwernerów. Szkoda, że nie był pilnym uczniem, Deirdre widziała braki swym gołym, niebłękitnokrwistym okiem. Mimo wszystko - rozbawiona. Zdecydowanie wolałaby słuchać posępnych żali Sorena niż wdawać się w dyskusje o swoim życiu; podjęła jednak pałeczkę, wspomagając się nowo podanym Laudanum.
- U mnie jak zawsze. Dużo pracy, jeszcze więcej obowiązków, jeszcze więcej politycznego chaosu - odparła spokojnie, właściwie niewiele mijając się z prawdą. - Wiesz, referendum, wybuch w tym kuriozalnym Muzeum Tolerancji Mugoli - odniosła się do ostatniego numeru Proroka, spoglądając na Sorena jakby uważniej, posyłając mu niewerbalne acz ważne pytanie. Co o tym sądzisz, mój drogi przyjacielu?




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Soren Avery
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t796-sren-avery https://www.morsmordre.net/t859-stella https://www.morsmordre.net/t850-sren https://www.morsmordre.net/f121-whitcomb-st-43-7 https://www.morsmordre.net/t1180-sren-avery
Zawód : pałkarz Os z Wimbourne
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
jest szósta mojego serca
a po kątach trudno pozbierać wczorajszy dzień
OPCM : 0
UROKI : 7
ELIKSIRY : 7
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej
sny są dla ludzi bez wyobraźni

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   06.01.17 0:40

Skinął głową, przyznając jej rację. Mógł zamilknąć, ale coś go tchnęło. Jego twarz nie zdradzała już więcej żadnych emocji, ale jego oczy były czujne. Lustrowały Deirdre z wyjątkową uwagą. Obracał papierosa w palcach, aż nagle dłoń zamarła.
- Tylko z tobą tak mogę - odparł zupełnie spokojnym tonem, po czym odwrócił głowę i wykończył swój trunek. Na pozór zupełnie nie na miejscu, w oderwaniu od tematu i może nawet trochę niegrzecznie. Ale wiedział, że ona zrozumie. Może minęło wiele czasu, który sporo zmienił, na szczęście nie wszystko jest w stanie odwrócić. Wspomnienia posiadają niezwykłą moc, a w zależności od człowieka - mogą nawet przejąć nad nim władzę. Jednak Tsagairt była silna, na pewno doskonale panowała nad swoim ciałem i duszą. Nie miał więc powodów, aby wątpić w lotność jej umysłu. Musiała odgadnąć znaczenie tego, że nie krył się przed nią. Owszem, może i nie był mistrzem retoryki, ale znał jej podstawy, prawdopodobnie przy odrobinie wysiłku mógłby zmianę tematu przeprowadzi o wiele smuklej. Szkopuł w tym, że nie musiał. W jej towarzystwie w końcu czuł się dobrze. Nie bał się nieporozumień, kłótni, oceniania. Ostatnimi czasy stracił wiele osób, które mógł nazwać najbliższymi, przed którymi mógł zdjąć maskę i nie udawać. Chociaż przy Dei nie opuszczał do końca gardy, przezorny zawsze ubezpieczone, to czuł się przy niej inaczej niż przy większości osób. Był za to wdzięczny.
Wszystko to nie szło jednak z równością poglądów, a fakt, że lubili się pomimo tak wielu różnic było doprawdy zadziwiające. Czy tak nie było zresztą ciekawiej? Avery miał w sobie dziwny magnes do ludzi zupełnie od niego odmiennych. Wcale nie z upodobania sobie długich dysput poglądowych czy gorących kłótni. Może lubił wśród tych różnic nić porozumienia? Sam nie był pewien jak to działa i tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiał. Był przecież ostatni w kolejce do zawierania nowych znajomości.
- To prawda, ostatnimi czasy wiele się dzieje. - Skinął głową na barmana, który pospiesznie napełnił jego szklankę, bo przecież miał w pamięci wspaniałe napiwki. - Szczerze nie interesowałem się tym zbytnio. W moim prywatnym wszechświecie również było burzliwie. - Nie miał zamiaru kłamać, bo nie było takiej potrzeby. Polityczne zawirowania nigdy go nie pociągały, a kiedy inne rzeczy się sypały to coś takiego nie obchodziło go, dopóki nie dotykało osobiście. Prawdopodobnie było to złe podejście, ale wcześniej nie bardzo się nad tym zastanawiał. - Ale cieszę się, że mimo wszystko udało nam się spotkać. Może właśnie dzięki temu? - Cień uśmiechu przemknął po jego ustach, znikł jednak szybko, gdy po raz ostatni zaciągnął się ostatkami papierosa. Chyba przestał wierzyć w to całe fatum, jednak coś widocznie sprawiło, że spotkali się po tylu latach. W takich okolicznościach.




okay, i hated you but even when you left, there was never a day that i’ve forgotten about you and even though i actually miss you, i’m gonna erase you now cause that’ll hurt way less
than blaming you


Powrót do góry Go down
Deirdre Mericourt
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t1045-panienka-lekkich-obyczajow-zaprasza#6178 https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Zawód : służebnica króla
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa


I've tasted blood and I want more


OPCM : 35
UROKI : 6
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 46
ZWINNOŚĆ : 16
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica
I will eat you alive

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   06.01.17 18:06

Słodki komplement, padający z ust Sorena, wywołał w niej dziwną falę ciepła, wyjątkowo niezwiązaną z wyrządzeniem komuś krzywdy. Mężczyźni co prawda często mówili o jej niezwykłej aurze, która pozwalała im czuć się komfortowo i ze swobodą opowiadać o pracy, małżeńskich problemach i polityce, nie mówiąc już o zwierzaniu się ze swoich najskrytszych pragnień, lecz przecież z Sorenem nie łączyły ją stosunki oparte na wzajemnej wymianie handlowej. Pochlebstwo było szczere; przywracało dawny, zapomniany ład z czasów szkoły, kiedy to rozumieli się bez słów. Właściwie Deirdre sądziła, że krótkie zadurzenie Averym miało znaczący wpływ na jej charakter. To przy nim zrozumiała, że nie musi uciekać się do ekstrawertyzmu by kogoś zainteresować, że może pozostać sobą - sztywną, nieco zarozumiałą, milczącą - i zdobyć czyjeś uczucia. Dziecięce, niewinne zauroczenie trwało krótko, lecz pozostawało jednym z niewielu lekkich wspomnień, jakie jeszcze zachowała.
- Nie wątpię - skomentowała krótko, popijając Laudanum, i w zamyśleniu spoglądając w niezwykle brudne lustro, wiszące nad barem. Odbijała się w nim niewyraźna twarz Sorena, zamazana, zniekształcona, choć ciągle piękna. Nie było już śladu po wcześniejszym skrzywieniu; ono także odeszło w niepamięć i Deirdre mogła po prostu rozkoszować się uważną ciszą. Ciekawiło ją, jak Avery skomentuje wydarzenia opisane w Proroku. W szkole nigdy nie afiszował się ze swoją niechęcią do uczniów niepochodzących z dobrych rodzin i choć przecież należał do jednego z najbardziej konserwatywnych rodów, nie epatował niechęcią. Doszukiwała się jakichś zmian, zacietrzewienia, zdenerwowania, lecz nic takiego nie nastąpiło. Soren prezentował idealną, gładką obojętność, bez ani jednej zadry, o którą mogłaby zaczepić, by odkryć co kryło się pod doskonałą maską. Pasowali do siebie.
Uśmiechnęła się trochę sardonicznie, odkładając szklankę na blat. - W tak niespokojnych czasach należałoby dokładniej śledzić najnowsze wydarzenia, mój drogi. Nie wiadomo kiedy będziesz musiał stanąć po odpowiedniej stronie - rzuciła wręcz troskliwie, nie rozjaśniając, która ze stron jest tą odpowiednią. Chyba oboje o tym wiedzieli. Albo przynajmniej taką miała nadzieję, wierząc, że Soren nie jest kolejnym szlacheckim uzurpatorem, który łagodnie ocenia szlamy. Właściwie ciekawił ją ten temat; znacznie bardziej wolała rozmawiać o polityce niż o sobie, powstrzymała jednak chęć dalszego kontrolowania poglądów Sorena. Uciszyło ją Laudanum albo...jego kolejne słowa. Szczere. Kiedy ostatni raz ktoś cieszył się z jej towarzystwa, gdy była ubrana od stóp do głów, nieumalowana i milcząca?
- Wzruszyłam się - odparła dość swobodnie, z zaledwie odrobiną kpiny, pozbawionej negatywnego wydźwięku dzięki łagodnemu uśmiechowi, jakim obdarzyła Sorena, zerkając znów prosto w jego stronę, nie na odbicie w krzywym zwierciadle, w którym ciągle byli zaledwie dziećmi. - I chcę dalej się wzruszać. Mam nadzieję, że zaprosisz mnie na ślub - dodała już bardziej sarkastycznie, próbując wyobrazić sobie poważnego Sorena, oczekującego na Wynonnę przy ołtarzu. Jeśli z oczy Dei miałyby popłynąć łzy, byłyby to z pewnością łzy rozbawienia całą sytuacją i rozradowaną mimiką pary młodej.

ztx2?




there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Powrót do góry Go down
Raiden Carter
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3256-raiden-carter#55069 https://www.morsmordre.net/t3274-tales#55392 https://www.morsmordre.net/t6371-agent-carter#161664 https://www.morsmordre.net/f308-beckenham-overbury-avenue-13 https://www.morsmordre.net/t3526-skrytka-bankowa-nr-834#61585 https://www.morsmordre.net/t3275-raiden-carter#117377
Zawód : funkcjonariusz policji, brygadzista
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
I don't know but I been told
A big legged woman ain't got no
s o u l
OPCM : 15
UROKI : 27
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   08.02.17 20:09

15 kwietnia
Raidenowi podobało się to miejsce. Słyszał o niej informacje jako mały dzieciak, a gdy trafił jako nastolatek, musiał przyznać, że karczma U Bobby'ego skradła jego serce. Może niekoniecznie tym cały szlamem, który tam siedział i prowadził pokątne transakcje. Chociaż i to miało swoje plusy. Można było uzyskać naprawdę wiele informacji, jeśli się nie wpadło z oczywistych względów. Czasem gliniarze nie posiadali tego drygu, który pozwoliłby im oszukiwać i udawać osoby związane ze światem przestępczym. Czyżby za szczerzy, czy raczej nie potrafiący się odnaleźć w tej roli? Raiden nie wiedział jak to jest. W sumie dobrze szło mu to odgrywanie kogoś, kto chętnie wpakowałby się w jakieś kłopoty. Ostatnia taka akcja zapewniła policji złapanie jednego z ludzi Niewidzialnej Ręki. Cholerni handlarze żywym towarem pozostawali nieuchwytni, aż do tej pory, a pan bukmacher siedział w lochach Tower of London i pewnie przechodził kolejne sympatyczne przesłuchanie. Trzeba było go trzymać w izolacji, bo praktycznie nie roznieśli go na strzępy w celi zbiorowej. Najwyraźniej i męty miały jakiś system wartości. Kto by się spodziewał... Gorzej mieli już tylko pedofile. Tak. Ci mieli najgorzej. Carter wolał czasami o tym nie myśleć, ale nawet w pierdlu istniało coś takiego jak sprawiedliwość. Na swój sposób, ale była.
Przeniósł się do karczmy za pomocą teleportacji. Znał to miejsce, a kilkadziesiąt metrów dalej rozległ się charakterystyczny trzask i Raiden wyszedł z cieni. Całe obejście lokalu przypominało wczesne średniowiecze. Chyba nawet ktoś przyjechał konno, bo słychać był rżenie. Do tego błoto pod stopami i burza nad głową nadawała odpowiedni klimat. Carter sądził, że chyba było to specjalne zaklęcie, bo za każdym razem jak tu był padało lub panowała gęsta, tajemnicza mgła. Gdy wszedł, drzwi chrupnęły, a jego uderzyła ciepła ściana zapachu taniego alkoholu robionego w piwnicy, potu, seksu i nielegalnych transakcji. Raj dla wyrzutków. Tutaj wszyscy byli równi. Czy dobrze urodzeni, czy pochodzący z przedmieść - nie miało to znaczenia. Klient jak każdy inny może z lepszym ubrankiem i większą sakiewką do opróżnienia. A już właściciel wiedział jak to zrobić. Starczyło, że przy barze kręciła się ładna panna nieco bardziej roznegliżowana niż powinna i wszyscy wodzili za nią spojrzeniami jak psy. Raiden przejechał spojrzeniem po zatłoczonym wnętrzu, szukając miejsca. Ubrany w robocze spodnie, kaszkiet na głowie mógł uchodzić za robotnika lub marynarza z jednego ze statków w porcie. W tle grała odpowiednia dla miejsca muzyka, obok ktoś się bił, dalej kto inny handlował, dalej ściskał w kącie z dziewczyną. No, cóż. To brzmiało interesująco. Carter uśmiechnął się i ruszył w stronę wolnej beczki po drugiej stronie. Usiadł po jednej stronie z trudem słysząc własne myśli. Nie wysiedział jednak długo w samotności.
- Co dla ciebie, skarbie? - spytała dziewczyna z tacką, patrząc wymownie na Cartera.
- Ognistą - odparł, uśmiechając się do niej i odchylając się lekko w tył, gdy odeszła. Niedługo powinna zjawić się Rowan. Ciekawe czy miała polubić to miejsce.




Hello darkness, my old friend
Come to talk with you again

Powrót do góry Go down
Rowan Yaxley
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t3571-rowan-yaxley https://www.morsmordre.net/t3601-magnus https://www.morsmordre.net/t3618-rowcia https://www.morsmordre.net/f103-fenland-yaxley-manor https://www.morsmordre.net/t3917-skrytka-bankowa-nr-899 https://www.morsmordre.net/t3640-rowan-yaxley
Zawód : Tłumacz i nauczyciel języków obcych, były koroner
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
When the fires,
when the fires are consuming you
And your sacred stars
won't be guiding you
I got blood, I got blood,
blood on my name
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 15
ZWINNOŚĆ : 9
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Karczma "U Bobby'ego"   08.02.17 21:02

Nie tylko Raiden mógł narzekać na nadmiar pracy. W tym miesiącu całe wręcz Ministerstwo stawało na rękach aby spróbować chociaż, a przynajmniej tworzyć pozory tego, że mają jeszcze cokolwiek pod kontrolą. Niestety w tej całej sytuacji nie do końca zrównoważona Pani Minister w żaden sposób nie pomagała. Jakby nie patrzeć w Ministerstwie na wysokich stołkach nie było nikogo kto byłby aktualnie w stanie ogarnąć jakoś tą z góry przegraną sytuacje.
Nie było jednak nawet sensu o tym myśleć. Ona, Raiden i reszta musieli zająć się swoimi obowiązkami i chociaż je mieć pod jako taką kontrolą. 
Musiała przyznać, że to miejsce miało rzeczywiście swój klimat i dzięki pogodzie miała pretekst aby pojawić się tu w kapturze na głowie, choć z tego co zdążyła zauważyć po otworzeniu drzwi osób chcących zamaskować swoją tożsamość nie brakowało i nie potrzebowali oni żadnych pretekstów. W tym miejscu nikt nie zadawał pytań. To jest jego największa zaleta.
Cóż to nie było jednak miejsce, w którym widziałaby kiedykolwiek siebie, ale wszystko było lepsze niż droga restauracyjka dla arystokratów, w której byliby wystawieni jak na widelcu. Nawet miejsce takie jak... to. Rozejrzała się z niesmakiem po sporym pomieszczeniu przez chwile przyglądając się poczynaniom niektórych klientów. Szybko jednak odwracała wzrok. Wolała nie przyciągać niczyjej uwagi. Wyciągnęła wnioski z listów nestora. Powiedzmy, że nie lubiła gdy ktoś ją ograniczał, a tym bardziej gdy robiła to osoba, która niczym nie zaskarbiła sobie jej szacunku. Pięć lat żyła niczym w klasztorze, więc chyba teoretycznie mogłaby wyjść gdzieś gdzie nie powinna, z kimś z kim nie powinna raz, czy dwa... teoretycznie. Najwyraźniej łączyło ją z jej bratem więcej niż myślała tyle, że w jej przypadku okres buntu zaczął się dość późno. Miała na uwadze konsekwencje swoich czynów, ale żeniąc się nie godziła się, ani tym bardziej jej rodzina na życie niczym w Tower. Z małymi wyjątkami oczywiście. nie jej jednak było to, że jej mąż po kilku latach małżeństwa postanowił sobie umrzeć. Górnolotnie mówiąc.
Nie musiała długo szukać, bo już po chwili odnalazła swoją zgubę. Sama nie wiedziała czemu lubi jego towarzystwo, tym bardziej, że mężczyzna doprowadza ją wręcz do białej gorączki. Albo jest masochistką, albo w bardzo minimalny sposób, wręcz mikroskopijny nawet go lubi. Ale nikt nie musi o tym przecież wiedzieć, prawda? A już szczególnie sam zainteresowany.
Westchnęła cicho i nie zdejmując kaptura weszła w głąb Karczmy, aby ostatecznie usiąść naprzeciw mężczyzny.
-Stęskniłeś się? - Rzuciła w jego kierunku uśmiechając się półgębkiem.




Anguis in herba

But I'm holding on for dear life
Won't look down, won't open my eyes
'Cause I'm just holding on for tonight
Powrót do góry Go down
 

Karczma "U Bobby'ego"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 14Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14  Next

 Similar topics

-
» Dom Bobby'ego

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Okolice :: Przedmieścia Londynu-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18