Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Stumilowa chatka
AutorWiadomość
Stumilowa chatka [odnośnik]17.07.18 18:52
First topic message reminder :

Stumilowa chatka

Zbudowana z drewna obecnie gęsto porośniętego mchem wygląda jakby dosłownie wyrastała z ziemi, nie zaś została zbudowana przez człowieka. W odległych czasach zamieszkiwała ją lokalna wiedźma, której dekokty i odwary uleczyły niejednego śmiertelnie chorego. Przez lata, z matki na córkę przechodziła znajomość tajników eliksirów. Z czasem chatka stała się sławna na całą Irlandię. Obecnie wewnątrz nikt od lat już nie mieszka, ale w środku, dzięki magii, rosną egzotyczne rośliny, które nawet nie potrzebują specjalnej pielęgnacji.

Rzut kością k6 pozwala znaleźć w chatce:
1. Niestety nie udało znaleźć się nic, może następnym razem.
2. Znajdujesz czterolistną koniczynę wraz z niezwykle przerośniętym kwiatem.
3. Wśród licznych roślin udaje znaleźć ci się coś niespotykanego - fajkowe ziele.
4. Twój wzrok przyciągnął wyjątkowy kwiat, niebieska róża, która nigdy nie zwiędnie o niezwykle mocnym zapachu.
5. Gdy przechadzasz się po ogrodzie, na twoją głowę spada jabłko i to nie byle jakie, bo Jabłko Hesperyd.
6. Masz niezwykłe szczęście, twój wzrok wypatrzył kwiat paproci.

Lokacja zawiera kości
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stumilowa chatka - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Stumilowa chatka [odnośnik]17.03.20 18:53
The member 'Jennifer Leach' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 4
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stumilowa chatka - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]18.03.20 21:52
Uśmiechnął się blado, nie będąc pewien, jak inaczej mógłby okazać swoją ulgę. Cieszył się, że ją widział i na szczęście Jen zdawała się to dostrzegać, okazując uczucia równie koślawo jak on. Widać to u Wrońskich (nawet tych o rozrzedzonej krwi) rodzinne.
Wzruszył lekko ramionami, spoglądając na obiad nieco obojętnie. Był dużym chłopcem, zrobi sobie w domu jakąś kanapkę.
-Zeszczuplałaś. - zauważył cicho i bezpośrednio, choć było to bardziej dyplomatyczne niż cisnące się na usta "schudłaś, masz co jeść?"
Od czystki mugolaków minęły dopiero niecałe trzy dni, ale już docierało do niego, że trwa wojna. Do niej najwyraźniej też, skoro teleportowała się aż do Irlandii. Przyjrzał się jej z troską - a więc ta chatka jest tymczasowa, postój w Irlandii też?
-Co dalej planujesz? - zagaił łagodniej, a potem przełknął ślinę. Takie deklaracje i oferty zawsze przychodziły mu z pewną trudnością, w końcu przez lata grał na siebie i pamiętał o tym, że nic nie powinno być bezinteresowne... ale...
-...Jak mogę pomóc? - dopytał, mając nadzieję, że może zrobić coś bardziej konkretnego niż obiad. To znaczy, obiad był całkiem konkretny, ale wolał się przypatrywać niż pomagać, bo jeszcze coś by spalił, a składniki były na tym odludziu na wagę złota.
Pokiwał głową, zastanawiając się, czy powinien żałować, że ignorował transmutację w Hogwarcie. Miał być w końcu aurorem (co za ironia! Ciekawe, czy ci tchórze teraz uciekli, czy też stanęli ramię w ramię z policją mordującą mugoli? Wroński jeszcze nie dorwał nielegalnego numeru Proroka i nie miał pojęcia o rozwiązaniu Biura), poświęcał się ofensywie i defensywie, a nie czarowaniu kolczyków. Tymczasem, Jen radziła sobie całkiem nieźle - ze swoimi zdolnościami, on mógłby co najwyżej podpalić tą chatkę. A potem wyczarować bąblogłowę, ech.
-Nie znam się na transmutacji, ale umiem nakładać proste zabezpieczenia, jakbyś chciała zostać tutaj dłużej niż noc. - przyznał, obrzucając chatkę wzrokiem. Mógłby zabezpieczyć drzwi, aby klamka rozgrzewała się do czerwoności, dotknięta przez intruzów. Albo sprawić, że Jennifer zbudzi przenikliwy pisk, gdy tylko wejdzie tu ktoś nieproszony.
-Uhh... - zawahał się, pąsowiejąc jeszcze bardziej, a potem blednąc. Musiało to wyglądać komicznie, ale opowieść Jennifer o pogarszaniu własnych ran, wyjątkowo kiepsko współgrała z jego bólem... wrażliwych części.
-To... nic poważnego, ale chyba...minie samo, wiesz? - wymamrotał, uciekając wzrokiem, szczególnie że i sama Jennifer zdawała się czegoś wypatrywać. Nie znał się na ziołach, ale może wśród tych chwastów znajdzie się coś ciekawego?
Odchrząknął nerwowo, bo skoro już zaczął temat, to był zobligowany do wyjaśnień. Nie był pewien, czy chciał aby zmieniła jego pęcherz w ropiejącą ranę, ale może chociaż powie mu, czy mógłby to bezpiecznie przeczekać?
-Pierwszego kwietnia zgubiłem buty, a potem musiałem spać na jakimś betonie, szukała nas policja... mniejsza o to. W każdym razie, teraz strasznie boli mnie pęcherz, ale... to minie, nie? Albo... może mogłabyś mnie nauczyć, co się robi w takich sytuacjach? - poprosił, upokarzająco świadom swojej ignorancji w dziedzinie anatomii i magii leczniczej.


Self-made man


Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]18.03.20 21:52
The member 'Daniel Wroński' has done the following action : Rzut kością


'k6' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stumilowa chatka - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]22.03.20 1:03
- Już pomagasz - odpowiadam, jak na mnie, szczerze. Z przekonaniem, że odpowiedź się Danielowi nie spodoba, na pewno nie, do tego nie muszę być jasnowidzem, po prostu z oczywistościami tak bywa. Zdecydowałam się nie okłamywać go w większości kwestii i zatajać dziś mniej niż zwykle. Mniej zatrzymywać dla siebie.
- Siedzisz ze mną, odwracasz myśli od pomysłów, które w tej chwili przelatują mi przez głowę i zachęcasz rozsądek, żeby się jednak tak trochę obudził i przeliczył siły na zamiary.
Więc oczywiście przelicza. Ja również przeliczam. Spoglądam na wyimaginowane tabelki numerologicznego prawdopodobieństwa, jedną piękniejszą od drugiej, jeśli tylko na chwilę zapomnieć, że wiarygodność moich obliczeń jest zawsze palcem na wodzie pisana.
- To średnie miejsce, żeby zostawać na dłużej, zbyt znane. Szansa, że przyjdzie tu jakiś zielarz, szukający ciekawostek - plama błękitu między zielenią liści sprawia, że odkładam talerz i na dłuższą chwilę o nim zapominam, przecierając o siebie uczernione skórką ziemniaka ręce, aż uznaję, że może być, niczego szczególnie nie upapram. Dla pewności poprawiam jeszcze o materiał długiej czarnej spódnicy - jest bardzo wysoka.
Sięgam po nóż, ostrożnie obchodzę się z zauważoną roślinką, chwytam różany kwiat u podstawy, lekko odchylam i wypatruję idealnego miejsca na łodydze, żeby ją przytrzymać i uciąć. A później odwracam się do kuzyna, podchodzę do niego i mówię, z uśmiechem, zaczepnym jak poprzedni, wyciągając kwiatek przed siebie:
- Takie na przykład nie więdną. Nigdy. Zapach również utrzymuje się na stałe, więc są praktycznie żywym symbolem uczuć, zwyczajowo stanowią świetny upominek dla kobiety, użytek zrobisz z tego lepszy, niż ja - łodyżką do przodu, powoli, z uwagi na kolce, podaję błękitną różę Wrońskiemu, rozgadując się, jak zwykle, na temat takich drobiazgów. Odmowy nie przewiduję. Po chwili wracam na swoje miejsce, zupełnie beztrosko. Ślad tej beztroski dźwięczy w głosie.
- Jeszcze nie wiem. Daję sobie tydzień, może dwa, na przygotowania. Muszę załatwić parę spraw. Później spróbuję wrócić do Londynu.
Tego akurat jestem pewna, nawet jeśli sama wiem, że najrozsądniejszym, co mogłabym zrobić, jest spierniczanie jak najdalej od stolicy i schowanie się w jakiejś zapadłej dziurze. Daleko, daleko stąd, jeszcze dalej, niż do Irlandii. Tyle tylko, że w tej sprawie wcale nie mam ochoty postąpić rozważnie.
- Chyba mi nie powiesz, że gdyby ktoś cię stamtąd nagle wyrzucił i pod groźbą utraty wolności lub śmierci zakazał wracać, to respektowałbyś jego wolę? Pokornie, zgodnie, bez cienia sprzeciwu - z ugiętym karkiem i spojrzeniem wbitym w podłogę. Czy warto zaryzykować skórą dla zrobienia na złość zgrai bliżej nieokreślonych fanatyków czystości krwi, odpowiedź mogła się wahać w zależności od jednostki, ale w okłamywaniu ludzi, którzy nie widzą w tobie nawet człowieka, nie widzę osobiście nic złego. Zupełnie nic. W pokorę Wrońskiego, w każdym razie, jakoś tak delikatnie nie dowierzam, co opowieść o przyczynach dolegliwości zdaje się potwierdzać.
- Taak, nie ma co, do wiary w moje umiejętności nie zachęca, wiem. Ale jako przestroga przed eksperymentami w tej materii bez nadzoru się nadaje, nie? Ja się jednak najlepiej uczę na własnych błędach, ale jest mnóstwo osób, którym spokojnie wystarczają do tego czyjeś.
Czyli dużo słów, dużo, próbuję odgonić nimi potencjalną burzową chmurę, przekierowując temat na ten ogryzek wiedzy leczniczej, który udało mi się przywłaszczyć. Dyplomatycznie przemilczam, że po takim wstępie spodziewałam się choroby znacznie groźniejszej, niż zapalenie pęcherza.
- Potwierdzam, że na to nie umrzesz - podsumowuję, nieco teatralnie, zaraz jednak dodaję - i przejdzie, jeśli będziesz pił dużo płynów, czarodzieje z założenia przechodzą choroby tego typu łagodniej, niż mugole. Bliższa znajomość z żurawiną na pewno nie zaszkodzi, sok, świeże owoce, może suszone trochę mniej, ale też nie są złe. Gdybyś był kobietą, to poleciłabym nasiadówki nad wywarem z rumianku, ale właściwie to rumianek można też pić - czyli, kuzynie drogi, u uzdrowiciela z prawdziwego zdarzenia to pokazuję się, kiedy już jest bardzo źle, chyba łatwo o taki wniosek.
- Jeżeli organizm nie poradzi sobie sam, to można się pokusić o wywar wzmacniający, ale to w skrajnych przypadkach. Auxilik, uniwersalne lekarstwo na wszystkie pomniejsze infekcje i dolegliwości, powinien w sumie wystarczyć i na to, jeśli nie przejdzie samo z siebie. W tej chwili żadnym nie dysponuję, ale mogę podpowiedzieć, jak dobierać dawki. Coś takiego uwarzy każdy alchemik, a i amatorom w większości przypadków udaje się tego nie zepsuć.



Fate is a very weighty word to throw around before breakfast.

Jennifer Leach
Zawód : wróżbitka
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Take a rest and the world catches up with you. Lesson in life—keep moving.

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz
Stumilowa chatka - Page 5 VWC8X3m
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7551-jennifer-leach https://www.morsmordre.net/t7572-cisza https://www.morsmordre.net/t7573-jenny https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7571-skrytka-bankowa-nr-1808 https://www.morsmordre.net/t7570-jennifer-leach
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]30.03.20 8:32
Uniósł lekko lewą brew, bo jeśli Jennifer chciała go uspokoić to osiągnęła przeciwny efekt i właśnie go zaalarmowała.
-Jakich pomysłów? - zapytał, wbijając w nią przenikliwe spojrzenie zielonych tęczówek. Młoda rozmawiała z o dekadę starszym kuzynem, tak łatwo się nie wywinie spod jego przesłuchania. Zresztą, gdyby naprawdę chciała zachować coś w sekrecie, nie podrzucałaby mu tylu tropów, nie przestrzegała przed własnym brakiem rozsądku. Czy miała cichą nadzieję, że Dan wejdzie w buty starszego brata (ech, nigdy nie czuł się dobrze w tej roli; nawet wobec swojego młodszego brata) i spróbuje logicznie wyperswadować jej jakieś głupie pomysły? Nie był mocny w gębie, prędzej w pięści. Zmarszczył lekko brwi, szukając argumentów na zapas, a mała spryciula wykorzystała ten moment aby enigmatycznie zamilknąć na temat swoich zamiarów i zająć się szukaniem... roślinek? Wroński, odruchowo podążając za jej wzrokiem, zauważył czterolistną koniczynę. Zerwał ją od razu, do koniczyn nie trzeba w końcu żadnej filozofii, a potem okręcił w palcach, upewniając się, że na pewno ma cztery listki. No, no.
-A to? Wybryk natury czy rzadki gatunek? - zażartował, chcąc ocieplić nieco zbyt posępną jak na jego gust atmosferę. Chatka wydawała się przytulna i sensowna, szkoda, że jacyś głupi zielarze tak po prostu mogą stąd wygnać Jen. Omiótł niebieską różę dość obojętnym spojrzeniem, ładna, ale kwiatek to kwiatek. Z ciekawością rozszerzył oczy dopiero, gdy kuzynka opisała właściwości niewiędnącej rośliny - więc jest... unikatowa?
Gdy zaoferowała mu spontaniczny prezent, w pierwszej chwili spojrzał na nią z niedowierzaniem, które później zamieniło się w tłumione wzruszenie, a wreszcie - w nagłe rozdrażnienie. Był najwyraźniej marudny jak kot z zapaleniem pęcherza (ech, dosłownie), ale Leach nieświadomie poruszyła czuły punkt.
-Nie chcesz jej? - zdziwił się, jeszcze z rozrzeźwieniem, róża była w końcu piękna. Potem potrząsnął głową. -Czemu miałbym tego potrzebować dla kobiety, przewidziałaś coś?! - tak, jakby nie był zwykłym mężczyzną, który nawet w trakcie wojny może przygruchać sobie kogoś na randkę. Wziął głębszy wdech, a potem dodał łagodniej.
-Miałem... miałem cię w sumie pytać czy kogoś widziałaś, albo czy mogłabyś... wiesz, spróbować coś zobaczyć na moją prośbę. - przygryzł lekko wąsa, nie chcąc zdradzić się z wybuchową mieszanką uczuć, która targała nim od pierwszego kwietnia. -Straciłem kontakt ze... znajomą - przybrał obojętny ton, Maeve to tylko znajoma i to w dodatku taka, z którą stracił kontakt dekadę temu; wyraźnie dała mu to do zrozumienia. - i nie wiem czy udało się jej uciec z miasta. - zamilkł na moment, niepewny czy powinien podać Jen jej personalia i czy taka wróżba w ogóle może zadziałać.
Na głowie siedziała mu już jedna zaginiona kobieta, a tymczasem Jennifer beztrosko oznajmiła mu, że oto chce wrócić do Londynu; a ledwo co uciekła, ledwo co przestał się martwić i o nią! Parsknął z niedowierzaniem, łagodna mina zniknęła, a on strofował już Leach surowym spojrzeniem.
-Oszalałaś, Jen? Wolisz być uparta niż zdrowa i żywa?! - potrząsnął lekko głową w odpowiedzi na jej pytanie, na irracjonalne porównanie. -Ja to ja, mnie nikt nie wygania, od lat umiem zresztą balansować na granicy prawa i mam na swoją obronę mięśnie i koneksje i nieskończony aurorski kurs - wyliczał, a do gamy umiejętności powinien dodać jeszcze czarną magię. -I nawet ja powiem ci, że z tymi ludźmi nie ma żartów, myślisz, że dlaczego ukrywałem się w zimnym porcie jak jakiś frajer? - fuczał, nie na żarty rozeźlony jej niefrasobliwością, a dopiero medyczny wykład ukoił nieco jego nerwy.
-Znasz się przynajmniej na leczeniu, ułożysz sobie życie poza Londynem. Zresztą, to przecież tymczasowe. - burknął, siląc się na optymizm. -Opowiedz mi więcej o tych dawkach, sam spróbuję z tym Auxlikiem. - dodał , chłonąc wiedzę z zakresu anatomii.
Jeszcze raz obrócił w palcach czterolistną koniczynę, a potem wyciągnął ją w kierunku Jen.
-Tobie przyda się szczęście, ale nie nadużywaj go do realizacji swoich planów. Mogę ci... - dać, ale tego powiedzieć mu nie wypada -...pożyczyć trochę pieniędzy, zorganizować normalną miejscówkę.


Self-made man


Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t7882-wronski https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]05.04.20 19:21
- Gdybym widziała, to chyba jeszcze gorzej, niż gdyby nie, więc mam nadzieję, że nie, i nie zobaczę tam nikogo kogo znasz, kogo znam ja, w ogóle nikogo, komu względnie dobrze życzę - nerwowo, nieskładnie, słowo po słowie, jakby szybkość wypowiedzi miała zamaskować wkradającą się w to gorycz, zasłona dymna łączona z uśmiechem.
- Czyli w punkt, jednak się przyda.
Głupio mi trochę. Bardziej, niż trochę, nie zazdroszczę Danielowi niepewności. Swoją leczę układaniem czarnych scenariuszy przeplecionych z planami powrotu, ale to nie to samo, trzymam się od ludzi na tyle daleko, by pozwolić sobie na nadzieję, że kiedy już podwinie mi się noga, nikt nie będzie po mnie płakał. Philippa spadnie na cztery łapy jak kot, na pewno w Dokach nic jej nie będzie, Charlene jest zachowawcza, kontakt z rówieśnikami mocno się rozluźnił, stryjek Nobby z rodziną żyją gdzieś poza obszarem Londynu, nie w samym mieście, powinni chyba, mam nadzieję, dać sobie radę. I na pewno nie zawracać sobie głowy mną. Nadzieja. Bardzo zabawna rzecz. Więc inaczej: mam nadzieję, że Danielowi róża faktycznie się przyda.
- Mogę powróżyć, ale to nie do końca to samo, co wizja. Wróżby są nieprecyzyjne, ale tak, powiedzmy, że podsuwają odpowiedzi na zadane pytania. Sugestie. Wizje przychodzą kiedy chcą, pokazują co chcą i nie ma się na nie wpływu. Wróżenie jako takie wyostrza trzecie oko. Są wyraźniejsze, bardziej szczegółowe im więcej przetracisz na to czasu.
Napotykam wzrokiem surowe spojrzenie Wrońskiego, ale nie mam dość instynktu, żeby przed nim uciec - albo chociaż udawać odpowiednio skruszoną. Na to tak trochę za późno, choć przecież wiem, że potrafi być straszny, nie wierzę, by mógł bez tego przeżyć na Nokturnie. Ale za obecną postawą tkwi dobra intencja, troska, no i zdążyłam już wyrobić sobie o nim zdanie, na słuszność którego postawiłabym życie. Przy skłonności do hazardu, ośmielę się stwierdzić, że żadna nowość. Czy powinien to zdanie usłyszeć, cóż.
- Dlaczego - powtarzam, jakbym naprawdę rozważała argumenty, ślepa na retoryczną najpewniej funkcję pytania. Jak myślę?
- Gdyby szczerą radość sprawiało ci miotanie zaklęciami w małe dzieci, najlepiej na oczach ich rodziców, zapewne byśmy nie rozmawiali - a ja byłabym trupem, wbrew pozorom doskonale zdaję sobie sprawę, że dzieli mnie od tego nie więcej niż jedno celnie wymierzone zaklęcie, do obrony przez którym nie wystarczy średnioskutecznie przywołane Protego - zgodzisz się ze mną, prawda? Dobre nazwisko, odpowiednio czysta krew, Nokturn. Wystarczyłoby unieść różdżkę, iść za silną, wpływową większością. To korzyść i swego rodzaju bezpieczeństwo, jeśli ma się sumienie wystarczająco skupione na własnych interesach.
Mówienie mnie uspakaja, podnosi na duchu, nie dodaję na głos, że jednak wolałabym, żeby Wrońskiego nikt nie widział w moim towarzystwie. Przeczuwam przecież, że bratanie się ze szlamą mogłoby nawet jemu nie wyjść na zdrowie, nie w dzisiejszych czasach.
- Nie mam żadnej z tych rzeczy, ale prawdopodobieństwo ujścia za prawowierną obywatelkę nieco większe - nie kłamię za dobrze, ale wszystko da się obejść. Na przykład eliksirem.
- Nie wykluczam, że odbije mi się to czkawką, trzecie oko milczy na ten temat, ale nie dowiem się, jeśli nie spróbuję, a jeśli nie wyjdzie, to tylko siebie ciągnę w dół, i tak nikogo innego nie narażam.
A to już w jakimś stopniu gryfońska buta i zarozumiałość. Tak jak ignorowanie omenów, których na dobrą sprawę dopatrzyć mogłabym się nawet w kształcie chmur. Chyba nie sprzyjają przedsięwzięciu, bardzo starannie omijam je wzrokiem. Chciałabym uwierzyć w tymczasowość obecnej sytuacji, ale... Na co mogę sobie pozwolić w obecności kuzyna? Z matką dzielę wygląd zewnętrzny, dar, w którym widziała przekleństwo i prawie żadnych cech charakteru.
- Zapewniam cię, że Prevaricator ossis i Malesuritio Maxima brzmią tak samo obco jak zwykle. Ordior... Ordior też.
Żartuję sobie dopiero teraz, wyjątkowo niepięknie, powtarzając słowa zasłyszane w wizji najwierniej, jak potrafię. Może nawet ich nie przekręcę. O wielu innych formułach już nie pamiętam, ale muszą być paskudne, nic mi nie mówią. Wrażenie ogólnego pogubienia w zasadzie nie opuszcza mnie nawet na chwilę, przyjmując koniczynę, czterolistną, symbol przynoszący szczęście, prawie, prawie przyznaję się, że tak naprawdę nie wiem, co robić. Nie mam bladego pojęcia. Wybieram więc, jak zawsze w takich momentach, trzymając się znajomej rutyny, niemyślenie i szukanie kłopotów. To też jakiś plan.
- Jak dożyję, to może faktycznie kiedyś się poznam. Tylko to nie taka znajomość anatomii, żeby coś zdziałać i z tego żyć. Zabiorę się do tych instrukcji wychodząc od eliksirów. Najbardziej złożone lecznicze, które możesz komuś podać znając podstawy, to eliksir znieczulający i wywar ze sproszkowanego srebra i dyptamu. A, no i jeszcze antidotum na niepowszechne trucizny. Tych, do których z podstawami lepiej się nie brać, jest mniej, więc je wymienię, tak będzie pewnie szybciej. Eliksir brzemienności, eliksir demencji, eliksir wiggenowy, złoty eliksir i wywar żywej śmierci. Pięć, którymi w dobrej wierze można komuś zaszkodzić, w przypadku ostatniego to nawet z miejsca śmiertelnie.
Coś o tym wiem, skoro efekt przedawkowania widziałam na własne oczy. Nie najgorsza metoda zejścia z tego świata, są paskudniejsze, ale nie ośmieliłabym się nawet próbować podania komuś tego specyfiku bez lepiej rozwiniętych umiejętności.
- Dawka będzie zależeć od wieku, wzrostu i masy ciała. Jak by to... Na ciebie zejdzie więcej, niż na mnie, bo tak na oko to pewnie będziesz ważył tak z półtora razy tyle, co ja.
Uśmiecham się bezczelnie, i tak doskonale wiem, jak to brzmi. Odmierzanie na oko, bez aptekarskiej precyzji, jest jak przepis na samobójstwo, z drugiej strony nie wierzę, by w stresowej sytuacji dało się tak do końca określić mililitry eliksiru, albo oszacować wagę rannego co do kilograma. Więc ogólne, przybliżone wartości.
- Pierwsza podstawowa zasada mówi, że lepiej podać za mało, niż za dużo, bo przy niedoborze można jeszcze poprawić, a w drugą stronę, cóż, już nie. Do takiej sytuacji lepiej nie doprowadzać.
Nie spodziewam się, by opisy eliksirów wiele Wrońskiemu pomogły w tej chwili, ale do tego też się przymierzam. Przerywam tylko na chwilę, by przyjrzeć się kuzynowi i ocenić odbiór dotychczasowego wywodu.



Fate is a very weighty word to throw around before breakfast.

Jennifer Leach
Zawód : wróżbitka
Wiek : 19 lat
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Panna
Take a rest and the world catches up with you. Lesson in life—keep moving.

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Jasnowidz
Stumilowa chatka - Page 5 VWC8X3m
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7551-jennifer-leach https://www.morsmordre.net/t7572-cisza https://www.morsmordre.net/t7573-jenny https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7571-skrytka-bankowa-nr-1808 https://www.morsmordre.net/t7570-jennifer-leach
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]21.02.21 1:06
Para nr 1

Po ugryzieniu zaklętego ciastka padliście ofiarą niechcianej teleportacji – a po krótkiej chwili wylądowaliście tutaj: postać A na ziemi tuż przed drewnianą, porośniętą mchem chatką, postać B – mając zdecydowanie mniej szczęścia – na samym czubku skośnego dachu. Ledwie stopy postaci B dotknęły śliskiej powierzchni, straciła grunt pod nogami, po czym poleciała w dół, w ostatniej chwili łapiąc się kalenicy. Wisząc na samych dłoniach i nie będąc w stanie w żaden sposób sięgnąć po różdżkę, potrzebowała pomocy w zejściu na dół – a jedyną żywą duszą w pobliżu była postać A.

Gdy tylko wasze spojrzenia się spotkają, ogarną was silne emocje, do złudzenia przypominające miłość: będziecie mieć wrażenie, że dla drugiej osoby zrobicie absolutnie wszystko, poczujecie oddanie, szczęście i tęsknotę do czegoś, czego nie będziecie potrafili określić; wyda wam się najpiękniejsza na świecie; będziecie gotowi poświęcić wiele, by spędzić z nią resztę życia.

Kiedy już uda wam się opanować drobny kryzys związany z zejściem z dachu, zauważycie, że chatka wygląda dosyć nietypowo, jakby ktoś wcześniej ją przystroił: na gzymsie i parapetach płoną świece, a gdzieś z jej wnętrza dobiega cicha, stłumiona przez ściany muzyka, zachęcająca do tego, żeby zajrzeć do środka. Przytulnego, z ogniem płonącym na kamiennym kominku, z łóżkiem zaścielonym miękkimi kocami, wygodną kanapą i pojedynczym okienkiem, na którego parapecie przysiadł duch młodej skrzypaczki. Zjawa nie zwraca na was uwagi, ale z trzymanego przez nią instrumentu wydobywają się ciche nuty romantycznej melodii. Oprócz niej – domek wydaje się opuszczony, a ponieważ na zewnątrz widocznie zbiera się na burzę, nabieracie ochoty, by przeczekać ją wspólnie właśnie tutaj.


Rzut kością
W dowolnym momencie trwania wątku możecie wykonać rzut na dodatkowe zdarzenie kością podpisaną jako Kupidynek.

Konsekwencje
Efekty zjedzenia zaklętego ciastka ustąpią następnego dnia, wraz ze wschodem słońca; po romantycznej schadzce pozostaną wam wspomnienia i potężny ból głowy, który ustąpi dopiero po 24 godzinach.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stumilowa chatka - Page 5 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]21.02.21 14:11

31 października '57

Wieczorne słońce przebijało się przez wysokie okna biblioteki; jego promienie myszkowały po zakamarkach półek, muskały marmur osadzony w niewzruszeniu rzeźb, poszukiwały śladów życia wśród ksiąg traktujących o tych, których czas przeminął. W swych trudach w końcu natrafiły na samotną postać, wciśniętą w szerokie krzesło, zapomnianą pośród grubych tomów, rozproszonych papierów i kałamarza, którego tusz zdążył przeschnąć. W urwanym tonie półchwili i on wyglądał jak posąg wykuty w kamieniu – nieruchomy, przygarbiony, lecz w skradzionym śnie niezwykle błogi. Trudy dnia codziennego, ciężar zbieranych doświadczeń, bagaż udręczonych myśli, wszystko to ulegało wygładzeniu, gdy jawa przemieniała się w bezmiar nieświadomości; i nawet on przybierał oblicze łagodności. Ale wtem brwi drgnęły, zmarszczyły się, przebijając się przez mrzonkową utopię i wracając do ogarniętego chaosem świata. Nie pamiętał, kiedy zasnął ani o czym śnił, a przebudził się z pewną irytacją; palce niemrawo uniosły się, broniąc oczy przed ciekawskimi wysłannikami Heliosa. Mruknął coś do siebie, próbując przegonić od siebie blask; bezskutecznie. Z westchnieniem oparł dłonie na biurku przed sobą i wspomagając się na nich podniósł tułów do pionu. Przytrzymał jedną ręką ciężką głowę przed opadnięciem i rozchylił powieki, próbując przypomnieć sobie, gdzie się znajduje. Oczywiście, oślepiony jasnością wypełniającą pomieszczenie, ponownie nieco zmrużył oczy, które dopiero po dłuższej chwili dostosowały się do warunków. Nie był w swoim gabinecie ani w sypialni, no tak; wybrał się do Londynu, by porównać swoje notatki z jednym z rzadkich tomów, trzymanych pod kluczem w jednej z bibliotek. Zmęczenie musiało jednak objąć przewagę nad obowiązkami, gdyż na zewnątrz już powoli nastawał zachód, a on stracił tyle czasu nadrabiając sen. Przesunął wolną dłonią po twarzy, niezbyt zadowolony z takiego obrotu spraw – nie lubił stagnacji ani bezczynności, a taki obrót przybrał dzisiejszy dzień. Gdy rozmasowywał spięcie, które osadziło się w okolicach jego skroni, w powietrzu wyczuł pewną zmianę. Wręcz upojny, słodko-korzenny zapach odgonił markotność jego humoru; nie potrafił się domyślić, skąd coś podobnego mogłoby się znaleźć w tym miejscu – czyżby ktoś tu był poza nim? Podniósł się niemrawo, kierując uważne spojrzenie przed siebie, a później za najbliższy zakręt; nie słyszał nic poza swoimi krokami, a jednak mógł przysiąc, że wyraźnie dobiegają do niego nuty kobiecych perfum. Sięgnął nawet w gotowości po różdżkę, ale wokół siebie nie natrafił na żaden ślad obecności kogoś innego na sali; tylko na szerokim parapecie, którego okno wyglądało na pustą ulicę, leżał niewielki pakunek. Był starannie złożony, a na dodatek wciąż pachniał pigmentami malarskimi, zapewne użytymi do barwienia papieru; nad to wszystko przebijała się jednak woń samej tarty i Charon podążył ku niej, nagle zachwycony wizją zaspokojenia głodu i dopełnienia zapasów energii. Nie przejął się dziwnymi okolicznościami odnalezienia tartaletki – w pobliżu nie było widać jej właściciela; może to był po prostu podarunek od bibliotekarki, która otworzyła mu salę, wdzięcznej za to, że nie musiała obawiać się samotności. Jakakolwiek by nie była wersja prawdy, nie była istotniejsza od możliwości wgryzienia się w miękkie, kuszące, dyniowe ciasto.
Zanim rozkoszny smak rozlał się po jego języku, charakterystyczny dźwięk teleportacji przeszył powietrze, wyszarpując mu grunt spod nóg. Nie zdążył przekląć się za lekkomyślność ulegania swoim pragnieniom, gdy kolejny podryg niewidzialnej siły pchnął go w czeluść nieznanego. Z nerwowym stęknięciem w y l ą d o w a ł, rozkładając odruchowo ręce na boki i w zdumieniu pochłaniając rozciągający się wokół leśny krajobraz. Znajdował się dość wysoko, lecz zanim zdążył choćby spojrzeć w dół, wypadł z równowagi i poleciał w dół, obijając się nieprzyjemnie o wilgotny, gdzieniegdzie przetknięty mchem dach. Nie było szans na utrzymanie się – powierzchnia była na tyle wygładzona, że nie oferowała możliwości uczepienia się jej. Zsuwał się więc dalej, brudząc swoją szatę i rozrywając ją w kilku miejscach na wystających w gwoździach. Kurwa mać, zdążył pomyśleć, zaciskając w ostatniej chwili palce na kalenicy. Gniew na podłą naturę sytuacji rozpalał jego ciało, podczas gdy spięte mięśnie starały się utrzymać jak najdłużej na krawędzi – nie było szans, by sięgnąć po różdżkę, a spoglądanie w dół było zbyt ryzykowne. Nie miał pojęcia gdzie się znajdował ani czy ktokolwiek był w pobliży; nie miał jednak wiele do stracenia.
Zebrawszy w sobie wszystkie siły, krzyknął: — Halo, czy jest tu ktoś?!
Charon Burke
Zawód : rzeczoznawca zagrzebany w tajnikach historii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
kill your darlings
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9279-charon-h-burke https://www.morsmordre.net/t9393-pantalaimon#285153 https://www.morsmordre.net/t9396-lost-in-translation#285212 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9395-skrytka-bankowa-nr-2155#285203 https://www.morsmordre.net/t9394-charon-h-burke#285201
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]21.02.21 19:03
Oto i nadeszła - Noc Duchów, najstraszniejsza w całym roku, wywołująca rozkosznie przerażające dreszcze już samą nazwą; przyprawiająca o duszności, wybaczająca mało śmieszne żarty oraz tandetną oprawę wizualną. Wszechobecność złowieszczo wyciętych dyń, których zaskakująco smaczne wnętrzności rozświetlone zostały ciepłym światłem świec, zbyt mocno przypominała o ogrodach i szklarniach, nie samym święcie. Sztuczne kości należące do równie nieprawdziwych kościotrupów, aromatyczna woń słodkości unosząca się w całym dworku, to wszystko odsuwało przykre myśli o jeszcze gorszej rzeczywistości. Eunice skwapliwie udawała, że nie dostrzega braków w ulubionych potrawach, że nie mogła już dostać wszystkiego, czego zapragnęła - i choć nie było tego wiele, ponieważ nadzwyczaj romantyczne serce łaknęło głównie emocji oraz intelektualnych bodźców, to jednak niekiedy zdarzało jej się wrócić tęsknymi marzeniami do ciepłych szarlotek z lodami waniliowymi serwowanych na niemal każdy podwieczorek. Nie tupała nadąsana nóżką, nie wściekała się na los, jedynie westchnęła czasem znad czytanej książki; łakocie zwykle umilały samotny czas w bibliotece. Chwilę później wracała już do zdrowych zmysłów, krytycznie karcąc siebie samą - trwała wojna, niektórzy nie mieli dachu nad głową, cieszyliby się nawet ze skrawka porządnego łóżka; na pewno nie narzekali na brak zbędnych wygód. Zbędnych, a mimo to obecnych w życiu Greengrass. Przywoływała się więc do porządku, przestając bajdurzyć na tak trywialne tematy, nie do tego została stworzona. Wbrew powszechnej opinii, także tej należącej do rodziny. Już dawno postanowiła, że weźmie los w swoje ręce i zajmie się porządnie rezerwatem, jego mieszkańcami oraz pracownikami. To był jej obowiązek, aczkolwiek także największa miłość, o którą należało dbać. Może w ten sposób lord Ofer wreszcie dostrzeże jej kompetencje - niestety, dotychczasowe działania nie przynosiły upragnionych rezultatów. Pracowała jak mogła, w pocie czoła przeglądając kolejne tomy, nie tylko w ojczystym języku; ostatnio Nice rozpoczęła studia nad smokami w języku hiszpańskim. Pięknym, melodyjnym, przywołującym na myśl ciepło słonecznych promieni pieszczących skrawki odkrytej skóry. Minęło kilka miesięcy, nim gościła w Katalonii, nim widziała tam majestatycznego ogniomiota, a wspomnienie dalej odznaczało się żywymi barwami i głośnymi dźwiękami. Zdarzało się, że w ramach przerwy dla zmęczonych oczu powracała myślami w tamte rejony karmiąc serce nadzieją, że wreszcie odnajdzie lekarstwo dla słabnącego smoka.
Nie zauważyła jak w poranek zakradł się do biblioteki przemieniając w wieczór - co dziwniejsze, nikt w tym czasie o nią nie zapytał. Nie przypomniał o lunchu, obiedzie bądź podwieczorku, nie zmusił praktycznie do niczego. Ani do witania dyplomatów u boku ojca, ani uśmiechania się do kolejnych kawalerów podsyłanych przez zniecierpliwioną matkę. Wreszcie Eunice poczuła się wolna, choćby na jeden dzień. Zmęczony uśmiech zagościł na bladej twarzyczce, ręce odłożyły nieprzeczytaną jeszcze książkę. Żołądek zatęsknił za posiłkiem - jakie to szczęście, że znajdowała się w pomieszczeniu sama! Burczenie brzucha nie należało do eleganckich reakcji, nawet jeżeli całkowicie uzasadnionych. Wtedy znikąd, jak na zawołanie, zmaterializowała się przed nią tartaletka w pięknym, kolorowym papierze. Nie, to nawet nie to było w tym wszystkim najbardziej zastanawiające - raczej to, że pachniała tak… nietypowo. Wyglądała na dyniową, a kobieta mogłaby przysiąc, że wyczuwała tam nutę pieczonych jabłek. Do tego woń przywodząca na myśl sosnowe lasy oraz Peak District… wzbudziło to niepokój i zainteresowanie jednocześnie, co, już nie tak zaskakujące, wygrało. Ciekawskość natury zwyciężyła w batalii z logiką, stąd chwycenie ciastka i zatopienie w nim zębów stało się faktem. Faktem o tyle przykrym, że świat zawirował niebezpiecznie, natomiast szarpnięcie w pępku wyrwało Greengrass z pięknych marzeń o pysznym jedzeniu.
Ni stąd ni zowąd stopy ponownie odnalazły twardy grunt - tak samo jak szlachetny tyłek, ponieważ w momencie teleportacji Nice siedziała na fotelu. - Ugh - mruknęła zdenerwowana, w reakcji na ból rozchodzący się od kości ogonowej. Co to za niecne czary? W noc tak przykrą i złą? Nie dano jej nawet szansy na przebranie się w coś bardziej stosownego, może przerażającego wampira? Tak, całe to zamieszanie to na pewno nietypowe zaproszenie na bal przebierańców i dotarła właśnie do tajnej kryjówki urządzanego przyjęcia. Ale tak bez uprzedzenia, zwykłego powiadomienia choćby o godzinie rzeczonego spotkania? Tym razem zamierzała obrazić się naprawdę, właściwie planowała nawet siedzenie na zimnej trawie do końca świata (czyli jakieś pięć minut), ale czyjeś desperackie wołanie wyrwało szatynkę z mrożących krew w żyłach postanowień. Wstała energicznie i zadarła głowę ze zdziwieniem orientując się, że jakiś mężczyzna zwisał sobie beztrosko z dachu. Dobrze, określenie beztrosko było mocno na wyrost, aczkolwiek i tak wydawało się ciekawszym niż leżenie na ziemi. Umysł bezwiednie powędrował do wspomnienia, kiedy to Eunice zwisała bezradnie z najwyższego regału w rodowej bibliotece, jakże kurczowo trzymając się ciężkich półek; usta mimowolnie wygięły się w rozbawionym uśmiechu. Przywołana historia otuliła serce miękkością ciepła, choć nie na długo - dziś to właśnie panienka Greengrass musiała zostać rycerzem w lśniącej zbroi. Czy też niebieskiej sukience, wszystko jedno. - Lento. - Spróbowała po wyjęciu z kieszeni różdżki, bez przydługich wstępów bądź złośliwych żartów, w końcu czyjeś zdrowie wisiało na szali. Koniec drewna skierowała na mężczyznę, licząc, że czar powiedzie się, a nieszczęśnik uniknie bolesnego starcia z bezlitosną ziemią. Byłoby szkoda, gdyby połamał się na oczach niezaznajomionej z leczeniem kobiety. W dodatku na takim odludziu. Jednak musiała przyznać, że otoczenie sprawiało wrażenie magicznego. - Może pan skakać! - krzyknęła ostatecznie, oceniając, że zaklęcie powinno zadziałać. Powinno, słowo klucz, ale o tym postanowiła nie wspominać, tak profilaktycznie.


don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Eunice Greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]26.02.21 20:46
Znaczenie dzisiejszej daty zupełnie mu umknęło; Noc Duchów była traktowana przez niego z pobłażliwością wspinającą się po szczebelkach wzgardy. Jej nowoczesne znaczenie stało w przedziwnym kontraście do swoich gaelickich początków. I, choć sama data oraz pewne ich elementy łączyły się w podobnym znaczeniu, to nie potrafił pogodzić się z działaniami, które czerpały z historii, lecz w dowolny sposób dokonywały jej interpretacji. Samhain za czasów starożytnych Celtów spływało krwią składanych w ofierze zwierząt, a cienka błona między zwykłym światem a istotami z zaświatów; wtedy nawet mugole dzierżyli w sercach strach i szacunek przed siłami, które niejako wyrywały się ich rozumieniu. Dopiero z biegiem wieków rzeźbione rzepy ustąpiły miejsca dyniom, a ludzie zaczęli odchodzić od swoich wierzeń i skupili się na celebracji własnych dokonań. Radosne obchody niemal zupełnie zepchnęły w otchłań niepamięci strach przed najciemniejszą częścią roku, uwidaczniając się w zabawach; dobrze pamiętał końcówkę październikowych dni w Hogwarcie. Korytarze wypełniała atmosfera psot i słodki zapach cynamonowych słodyczy – wtedy jeszcze zgadzał się wspaniałomyślnie na uczestnictwo w powoływaniu do krótkiego żywota tańczących kościotrupów czy trenowaniu zaklęcia Prohinaraneo na drodze nieświadomych pierwszorocznych. Jego rozsądek był wtedy rozproszony, a jego szczęście było w dużej mierze współzależne i dość kruche; dlatego gdy padała prośba, sięgał ku niej bez wahania. Czy wspomnienie niepowodzenia, które wywiązało się z konkretnej znajomości, wpływało na jego postrzeganie nawet czegoś tak błahego jak dzisiejsze święto? Nie chciał o tym myśleć; od wielu lat doświadczał siebie w innych kategoriach, wiedząc że to zdarzenie było wyrwaną kartą w jego historii – a pozostawiona pustka przyczyniła się w dużym stopniu do jego obecnej formy. Z jednej strony ta świadomość była obciążająca; z drugiej, była nieunikniona, dopełniała go i wznosiła ponad wcześniej istniejące granice. Przepełniał go spokój nieuchronności, dodający siły jego przekonaniom; nie towarzyszyły mu wahania ani słabości, te spłonęły w pokronych językach ognia, oczyszczając jego serce oraz umysł z resztki wzruszeń. I już mu się wydawało, że nic nie poruszy jego zmysłów; och, jakże miał się mylić.
Wiatr sypał mu pył z dachu prosto w oczy, zmuszając do ich zmrużenia. Wisiał tak, wpatrując się w omszałą ścianę i bezskutecznie próbując rozważyć swoje opcje; największą zagwozdką była niewiadoma przestrzeń pod jego nogami – na moment tylko wylądował na dachu i nie zdążył się dobrze rozejrzeć. Trudno było interesować się oględzinami miejsca, gdy równowaga odmówiła posłuszeństwa, a tylko dobry refleks uratował go przed natychmiastowym upadkiem. Powoli czuł jak jego palce przejmuje chłód związany z drętwieniem; w tym momencie do jego uszu dobiegł miękki, kobiecy głos, wymawiający jakąś magiczną inkantację. Nie usłyszał dokładnej formuły, więc w pierwszym odruchu spiął mięśnie, sądząc, że może być to wrogie zaklęcie; jego obawy uśmierzyły jednak kolejne słowa nieznajomej.
Może pan skakać!
Wyuczona ostrożność, budowana przez lata wychowania wśród Burke’ów, nie pozwoliła mu tak do razu zaufać pobieżnemu zapewnieniu. A poza tym coś wewnętrznie ostrzegało jego ciało przed puszczeniem kalenicy i skierowaniu się w niepewne ramiona upadku. — Na-na pewno? — odezwał się ochrypłym od wysiłku tonem zanim, nie czekając na odpowiedź, pozwolił uściskowi rozluźnić się i uwolnić od ostrej krawędzi. Powietrze zagrzęzło mu w płucach, a oczy rozchyliły się w napiętej do granic uważności – rozmazana mieszanka zieleni, bladego brązu, szarości zawirowała przed nim, aż zmieniła się w bezkres nieostrego nieba. Spotkał się z ziemią; plecy bezdźwięcznie opadły na trawę, a kilka źdźbeł musnęło jego policzki. Zamrugał, po czym podniósł się na jedno ramię, pragnąc wyszukać spojrzeniem sylwetkę kobiety, która obdarzyła do bezinteresowną pomocą. W głowie układał uprzejmą formułę, zastanawiając się, czy zażąda czegoś w zamian – jego rodzina posiadała spory majątek, więc nie było to problemem. Tak więc powoli unosił wzrok, który najpierw natknął się na jej pantofelki, później uchwycił się skrawka niebieskiej sukienki, by w końcu nie móc oprzeć się porcelanowej twarzy, o rysach, które zagnałyby w kąt nieważności Helenę Trojańską; musiała być rzeźbą powołaną do życia, postacią wyrwaną ze złotej ramy płótna – nie istniał nikt, kto mógłby jej dorównać. Ani na niebie, ani na ziemi; spojrzenie jej jasnych oczu go odnalazło i uchylił się przed nim, w obawie, że dostrzeże kim on naprawdę jest. Jego płaszcz był potargany, kawałki mchu sterczały z brody, a włosy opadły do przodu, tworząc aurę nieładu. Mimo to, śmiałość wstąpiła w jego mięśnie i poderwała go z ziemi, wprost w jej kierunku. — Moja pani, miła pani — zreflektował się, ale było już za późno. — Dziękuję za pomoc, czy mogę się pani jakoś odwdzięczyć?Czy mogę z panią zostać na zawsze? Nie potrafił poświęcić uwagi niczemu innemu, nie przejmował się swą sytuacją i psikusem teleportacyjnym, utkwionym w słodkiej tarcie. Porzucił także ponurą manierę, zapomniał o dobrym wychowaniu – nic nie mogło równać się z nią. Sprawiła, że przyjemne ciepło ogarnęło jego policzki, a wola rozbłysnęła gwałtownym pragnieniem. Lecz nie mógł go wypowiedzieć, nie mógł go zażądać; była istotą ze snów, niedościgłą tęsknotą – chciwie łowił każdą sekundę jej uwagi, przekonany, że zaraz go pożegna, a on resztę życia spędzi, wiedząc że utracił swoje szczęście.
Charon Burke
Zawód : rzeczoznawca zagrzebany w tajnikach historii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
kill your darlings
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9279-charon-h-burke https://www.morsmordre.net/t9393-pantalaimon#285153 https://www.morsmordre.net/t9396-lost-in-translation#285212 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9395-skrytka-bankowa-nr-2155#285203 https://www.morsmordre.net/t9394-charon-h-burke#285201
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]03.03.21 20:21
Przeszłość od zawsze skrywała pewne tajemnice, których, co zadziwiające, Eunice nie próbowała odkrywać. Ciekawskie usposobienie rzadko dotyczyło rzeczy statycznych - historia magii trącała nudą odstraszającą najzacieklejsze umysły. Szczególnie te krwawe opowieści spędzały sen z powiek we wrażliwym sercu dziewczęcia, przez co naturalnym mechanizmem obronnym pozostała niewiedza. Dziś coraz rzadziej sięgała ku takiemu argumentowi, za to coraz częściej wracając do pożółkłych od mijającego czasu pergaminów. Nic szczególnego, ot krótkie notatki, ale szatynka wierzyła, że wkrótce zaczyta się w długich spisach na dobre. Na razie i tak miała wiele spraw na głowie; smoki domagały się uwagi, natomiast plan wyniesienia rezerwatu na piedestał wymagał mnóstwa włożonej pracy, stąd częstsze posiłkowanie się księgami traktującymi o starożytnych gadach. Brak informacji urągał kobiecej inteligencji, dlatego nie zamykała się całkowicie na poszerzanie wiedzy w wolnych od obowiązku chwilach. Czy zdziwiłaby się odkrywając występki przodków? Czy zmieniłaby podejście do znanej sobie Nocy Duchów? Wszystkie odpowiedzi spoczywały w dłoniach niepoznanej jeszcze przyszłości. Ignorowała ją jeszcze zacieklej od przykrych wydarzeń mających miejsce przed narodzinami Greengrassówny, ponieważ niosła dużo więcej pytań niż konkretnych wieści. Drżała w obawie o czekające za rogiem życie wiedząc, że kierunek, w jakim podążały myśli lorda nestora nie spodobałyby się czarownicy ani odrobinę. Wraz z biegiem myśli w tym konkretnym kierunku wzrastało w niej poczucie niesprawiedliwości naturalnie prowadzące do zaciekłego buntu. Nie chciała tego. Pozwolić emocjom na ujście, zerwanie z solidnych kajdan instynktu samozachowawczego. Podobne wnioski pchały Nice w świat skupienia na pracy, zadaniach jakie wyznaczała sobie sama; mijający nieubłaganie czas stawał się nic nieznaczącym momentem, o istnieniu którego nie miała nawet pojęcia. Wygodnie było przesiadywać godzinami w bibliotece, będąc pochłoniętą równymi rzędami liter zapisanych przez mądre głowy w przepastnych tomiszczach - dzięki temu tracąc kontakt z przykrą rzeczywistością.
Nic zaskakującego, że wreszcie zapragnęła odpoczynku. Nie tylko od lektury, ale może przede wszystkim od ukrywania się. Udawania, że nie istnieje w żadnym znanym ludzkości wymiarze. Jedzenie skutecznie przypomniało o bolesnej teraźniejszości, aczkolwiek także o możliwej obietnicy dobrej zabawy. Tej nie potrafiła sobie odmówić uznając za oczywistą nagrodę w zamian za poświęcony dla dobra rodu wysiłek. Myśli może odrobinę nad wyrost, ale kto miałby powstrzymać krnąbrną Eunice? Nikt, zwłaszcza, że była sama. Wczoraj, dziś i pewnie jutro również. Samotnie ugryzła przedziwną tartaletkę i sama znalazła się w obcym miejscu bojąc się o swe życie. Przecież pośród tej dzikiej głuszy mogła natrafić na wroga - może nawet jakiegoś sadystycznego maniaka czarnej magii? Kreatywny umysł pracował na najwyższych obrotach odnajdując w zakamarkach podświadomości najbardziej absurdalne scenariusze, zakrawające wręcz o groteskę. Podobną ujrzała przed sobą, gdy sylwetka mężczyzny jak gdyby nigdy nic zwisała z dachu przerażającej chatynki. Dookoła ani odrobiny żywej duszy - tajemniczy człowiek został skazany właśnie na nią. Zawczasu okrzyknęła się bohaterką, obrońcą uciśnionych oraz wspaniałomyślną ratowniczką cudzych żyć, choć na dobrą sprawę nie było pewności, że formuła zaklęcia rzeczywiście zadziała. Na szczęście w swej dobroduszności Greengrass pominęła ten niewygodny szczegół. - Oczywiście! - zakrzyknęła z udawaną pewnością siebie. Niespodziewany towarzysz niedoli i tak nie wytrzymałby na gzymsie zbyt długo, zdrętwienie palców oraz osunięcie się w dół należało do grawitacyjnych pewności. Wiedziała o tym z autopsji, stąd wzbranianie się to tylko próba oszukania samego siebie. Brzmi znajomo?
Z zapartym tchem obserwowała powolny upadek mężczyzny w opałach; gardło ścisnęło niewidzialne przejęcie, serce rozpoczęło galop przez całą konstrukcję żeber - czy wyjdzie z tego cało? Czy zostanie wezwać magicznych ratowników? A co jeśli był mugolem? Jak wzywa się niemagiczne pogotowie?! Panika zawrzała w żyłach, zaschło jej w ustach i tylko następujące chwilę później uczucie ulgi uratowało biedną Nice przed zawałem. Zagadkowy jegomość bezpiecznie osunął się na trawę co wydobyło niekontrolowane westchnięcie z koralowych ust. Wtłoczona w krwioobieg adrenalina zwolniła tempa, choć nie na długo. Niespodziewanie znajoma twarz zamajaczyła tuż przed kobiecą sylwetką wprawiając czarownicę w szczere zdumienie. Nie spodziewała się spotkać lorda Burke poza sztywnymi ramami arystokratycznych przyjęć, na które od dawna i tak nie uczęszczała z powodu polityki. Co jeszcze bardziej zaskakujące, nie odczuła ani niechęci, ani obawy przed towarzystwem szlachcica. Wręcz przeciwnie, napięte z szoku mięśnie rozluźniły się, twarz przybrała łagodnego wyrazu, uśmiech rozpogodził zmartwione lico. To nie koniec zmian, jakie zaszły - motyle zatańczyły w brzuchu, skrzydłami delikatnie muskając jego ścianki, ciało nabrało dziwnej energii. Eunice przytknęła palce do rozbawionych warg usilnie starając się ukryć wesołość. Nie dość, że nareszcie mieli okazję do spotkania, to jeszcze jej ukochany prezentował się doprawdy rozbrajająco. - Twe towarzystwo jest wystarczającą podzięką - odparła wdzięcznie, raz jeszcze dobywając różdżki. - Evanesco - wypowiedziała starannie z zamiarem doprowadzenia szaty mężczyzny do względnie poprawnego stanu. Zacerowaniem powstałych dziur powinien zająć się krawiec. Następnie schowała przepełnione magią wiśniowe drewno i przesadnie śmiało sięgnęła dłonią do brody czarodzieja. Wyjęła z niej kilka pozostałych drobinek mchu. - Od razu lepiej - przyznała, najpierw z powagą, po chwili jednak jakby zdając sobie sprawę z własnych czynów, zawstydziła się. Jasne policzki pokrył rumieniec zażenowania. - Przepraszam, oczywiście zawsze prezentujesz się zachwycająco oraz niezwykle przystojnie, sir - wyrzuciła z siebie na wydechu. Czy uznał jej działania za obrazę? Och, załamałaby się doszczętnie! W końcu darzyła go głębokim, płomiennym uczuciem (czy miał tego świadomość?) i zdecydowanie nie chciałaby, żeby odszedł urażony. Bądź, co gorsza, z nienawiścią w sercu. - Czy jest coś, co mogłabym… - zaczęła, ale nie zdążyła skończyć nim zasłyszała w oddali grzmot nadciągającej burzy. Nie musieli czekać zbyt długo na kropiący z wolna deszcz, grożący przeistoczeniem się w prawdziwą ulewę. Rzuciła wtedy swemu rozmówcy tęskne, niemal błagalne spojrzenie nakłaniające go do pozostania tutaj. Z nią. Może już na zawsze? Mogliby naprawić ten domek i spróbować ułożyć sobie życie. Z dala od wojny, utrudniającej życie polityki. Jednak czy mógł czuć to samo i tego samego pragnąć? Nie wiedziała.


don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Eunice Greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]19.03.21 22:31
Gdy najbliższy mu świat przepadł, pochłonięty chciwą drapieżnością płomieni, nic dziwnego, że on swój wzrok zwrócił ku światom niemal zapomnianym; sięgał byle dalej od własnych historii, byle dalej od złudzeń, które minęły się z rzeczywistością. Młodość zamieszała mu w sercu i sprawiła, że grunt pod nogami miał niepewny – i choć pozornie dość prędko otrząsnął się z miłosnego zawodu, jego pozostałości nadal odbijały się echem w przestrzeniach niedopowiedzeń. Ich obecność ujawniała się w momentach słabości, szepcząc słowa, których nie chciał słyszeć. Dlatego podchodził do siebie z mrożącą kości surowością, w której rysy wrażliwość wdzierać się mogła jedynie z zaskoczenia. Tak też było właśnie dziś, gdy jedno skrzyżowane spojrzenie z istotą o oczach skrywających najpiękniejszą gamę błękitu nieba i zieleni liści, jaką kiedykolwiek widział, zatrzymało go w półoddechu zachwytu. Ściany murów, którymi się zwykle otaczał, rozpadły się niczym karciana budowla; uchylił usta w niemym zaskoczeniu, stając przed nią tak niepewny, tak zagubiony, z drżącą duszą, która bała się kolejnego zranienia. A on czuł, że ono niechybnie nastąpi – jak mogłoby być inaczej? Z niezdarnością podnosił się po upadku, prezentując się jako poszarzały, wymięty zbiór poharatanych kartek – ona zaś przy nim całą epopeją, pięknym poematem, do którego brzmienia tęsknił, nawet go jeszcze nie znając.
Jej usta poruszyły się, a głos poruszył zakurzone struny pamięci; nie zdołał powstrzymać westchnienia, które uciekło z jego płuc, gdy skojarzenia zajęły swe należne miejsca. Och, jakim był głupcem, by nie rozpoznać w łagodnych rysach lady Greengrass! Zbyt pochłonięty rozkładaniem jej uroku na czynniki pierwsze, przegapił zupełnie obraz całości. Nie był pewien jak przy serii przypadkowych spotkań, które przeplatały ich losy ze sobą na organizowanych z szumną ceremonialnością Sabatach, mógł to przeoczyć; obraz smukłej sylwetki Eunice rysował się z coraz wyraźniej w ramach jego pamięci, znacznie wyolbrzymiając istotność ich tych wspomnień, przy okazji zacierając postać własnej żony, która mu w owych uroczystościach towarzyszyła. Słodki zapach narcyzów i pomarańczy otulał go nieświadomością przeszłości, zwracając uwagę na rzeczy rzeczywiście ważne. Jak wychwytywanie pojedynczych słów wypowiadanych przez jego bohaterkę i formowanie z nich nieśmiałych nadziei. Zanim zdążył sam ułożyć własną sensowną odpowiedź, ruchem przepełnionym niezwykłą gracją ponownie ponownie przyszła mu na ratunek – zaklęcie zakołysało się i spłynęło na niego łagodną falą drobinek magii; z niechęcią oderwał wzrok od jej twarzy, by przenieść go na krawędzie materiału jego szaty. — Lady Greengrass — zwrócił się do niej, poprawiając wcześniejszą karygodną pomyłkę nazwania jej mianem zwykłej pani. — Posługujesz się magią lepiej niż sama Morgana — dopowiedział tkliwie, z pewną ostrożną czułością podążając za rytmem, który wytyczyła. Jakież miał szczęście trafić na nią; posłał jej uśmiech pełen wdzięczności, zgadzając się z nią niemym skinieniem głowy. Zamarł, gdy zbliżyła się do niego i wstrzymał oddech, licząc na to, że chwila ta potrwa jak najdłużej; nieśmiałość i oczarowanie przejmowały na zmianę nad nim kontrolę, ledwo powstrzymując jego ramiona od objęcia jej wdzięcznej postaci. Nie zastanawiał się skąd nagły powiew zapachu pigmentu i starych ksiąg; lecz starał się nie okazać zmiany niemałego rozczarowania, gdy dłoń przysunęła z powrotem do siebie. Przekrzywił nieznacznie głowę, a jego brwi uniosły się w zaskoczeniu ku górze. Czy ona właśnie sprawiła mu komplement? Czy to możliwe, że ona także myślała o nim ciepło? Zbliżył się w porywie emocji i z największą delikatnością musnął opuszkami palców jej łokieć. — Tylko przy tobie, lady. Swoją obecnością przywracasz mi radość i dzięki tobie promienieję — wyznał, kończąc niemal szeptem; jej wyznanie było tak piękne, że spodziewał się, iż wszystko to okaże się jedynie snem. A jeśli tak miało być, to miał nadzieję, że już nigdy się nie przebudzi.
Bał się poruszyć w obawie, że więź, która ich połączyła, zostanie zerwana. Miał świadomość być może zbyt zuchwałej bliskości, ale nie potrafił dłużej się powstrzymywać. Jego spojrzenie mimowolnie powędrowało w stronę jej pudrowych warg, lecz urwało się wraz z ponurym brzmieniem grzmotu, który wibracją przeszył powietrze. W pierwszym momencie pomyślał, że gniewna pogoda mogłaby oznaczać koniec ich spotkania. Być może lady będzie chciała jak najprędzej znaleźć drogę do domu i go tu zostawić samego? Lecz w jej spojrzeniu rozpoznał tęskną prośbę, która spotkała się z jego własną. Prędko zdjął z siebie nieco poturbowaną marynarkę i rozłożył ją nad jej głową, pragnąc uchronić ją od deszczu. Mógłby zapewne posłużyć się dość prostym zaklęciem, ale taka reakcja zapewniła mu podtrzymanie bliskości, o którą zabiegał.
Nie śmiałbym cię o więcej prosić niż o twoich kilka chwil. Ile możesz mi poświęcić, ile jesteś łaskawa mi dać. Tyle przyjmę — powiedział z uczuciem, dbając o to, by jego ton nie brzmiał zbyt desperacko. Jej wcześniejsza wypowiedź, choć przerwana, dała mu okazję do sięgnięcia po zuchwalsze słowa. — Ale zanim odpowiesz, moja pani, pozwól mi cię skryć przed deszczem — dodał, po części w obawie, co może od niej usłyszeć. Nie mógł jednocześnie rozpościerać prowizorycznego parasola i podać jej ręki, więc musiał pozostać przy tym pierwszym; krótkim skinieniem wskazał chatkę, na której dachu jeszcze nie tak dawno balansował, po czym powoli zaczął przesuwać się w jej stronę aż ich sylwetki ujęła łuna przyjemnego światła, które dobiegało z wnętrza.

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Charon Burke dnia 19.03.21 22:37, w całości zmieniany 1 raz
Charon Burke
Zawód : rzeczoznawca zagrzebany w tajnikach historii
Wiek : 30
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
kill your darlings
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9279-charon-h-burke https://www.morsmordre.net/t9393-pantalaimon#285153 https://www.morsmordre.net/t9396-lost-in-translation#285212 https://www.morsmordre.net/f76-durham-durham-castle https://www.morsmordre.net/t9395-skrytka-bankowa-nr-2155#285203 https://www.morsmordre.net/t9394-charon-h-burke#285201
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]19.03.21 22:31
The member 'Charon Burke' has done the following action : Rzut kością


'Kupidynek' :
Stumilowa chatka - Page 5 HQt04sw
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stumilowa chatka - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]01.04.21 22:18
Zapomniała. Zapomniała o pewnej miłości od kilku lat goszczącej w łatwo wzruszającym się sercu; zapomniała znanych rysów twarzy, mgiełki zapachu lasu otaczającą postawną sylwetkę, surowości w chłodnym spojrzeniu. Cały świat wywrócił się do góry nogami odkąd postanowiła skosztować tajemniczej tartaletki - i odkąd do nozdrzy dostał się intensywny, niejednoznaczny zapach. Przeszłość przestała mieć znaczenie, tak jak nie nachodziła już na teraźniejszość pozostając raptem mętną historią. Eunice nie chciała do niej wracać, uznając, że nie potrzebuje już tamtych wspomnień. Wraz z ujrzeniem przed sobą lorda Burke oddała w niepamięć cały świat, wszelkie niedogodności oraz przeszkody mające uczynić krzywdę gorącemu uczuciu. Spalała się w nim od stóp do głów, ciepło rozchodziło się metodycznie po całym ciele, wykwitając wreszcie delikatnym rumieńcem na bladej skórze kobiecego lica. Pozostawała w zastygłej chwili samotnie, bez świadomości skąd pochodziły tak nagłe emocje, okraszone nieustannie unoszącą się między nimi wonią. Przypominała ona o domu, ten natomiast przywoływał na myśl bezpieczeństwo oraz komfort - otuliła się nimi szczelnie, z wdzięcznością dostrzegając jednaką aurę bijącą od stojącego naprzeciwko mężczyzny. Wydawał się uosobieniem spokoju, w jakim szatynka pragnęła zanurzyć całą siebie. Wtulić drobne ciało w to większe, naznaczone walką z nieustępliwą grawitacją. Wyszło z niej zwycięsko i choć to ona sama przyłożyła do tego rękę, to nie odmówiłaby mu bohaterskości oraz odwagi. W jasnych oczach błyszczało podekscytowanie i to ono nadawało twarzy dziewczęcego wigoru. Usta delikatnie zadrżały, w takt jednakiej melodii do serca - szybko, zdecydowanie, wręcz ciężko. Od nadmiaru miłości gromadzonej w układzie nerwowym. Marzyła o momencie, w którym usta ułożą się w przepiękne wyznanie, acz nie pozwoliła sobie na to. Nawet wtedy, kiedy stała już tak blisko czarodzieja, czując ciepło drugiego ciała oraz drobną, ziemistą nutę zapachową. Nie zniosłaby odrzucenia, bólu, jaki sprawiłby jej odmową. Nie tak przecież wyobrażała sobie prawdziwe uczucie, naznaczone swoją obecnością w tomikach poezji bądź literaturze zapożyczonej od sióstr. Tam strony zostały wypełnione romantycznością głównych bohaterów, przystojnymi panami adorujących wybranki serca; jeśli z jakiegoś powodu nie potrafili zapewnić o prawdziwości intencji, dowodzili tego w inny sposób. Czynem. Pięknym, zapierającym dech w piersiach, wręcz egzaltowanym i patetycznym. Greengrass czekała dokładnie na ten sam przebieg wydarzeń, pierwszy krok, jaki mogłaby poczynić strona przeciwna, ponieważ była kobietą - i jako kobieta miała niezaprzeczalne prawo wymagać atencji.
Zwłaszcza, że na szali spoczywały ich bezbronne, wrażliwe serca. Postanowiła nie szastać nimi, stawiając na subtelność zarówno słów jak i czynów, choć zwykle nie hamowała własnej osobowości. Była ogniem, smokiem działającym instynktownie, taranującym sobie drogę na przód, gdziekolwiek ta nie prowadziła. Dziś, wieczorną porą w odosobnionym miejscu postawiła na delikatność przystającą wzorowej lady. Nagle przypomniała sobie o tych wszystkich nudnych lekcjach udzielanych przez matkę - i równie nagle zapragnęła ugiąć się pod te zasady.
Nice uśmiechnęła się szerzej, ciało obleczone w niebieską suknię zdradzało oznaki pewnego onieśmielenia. Dawna ona wywróciłaby oczami uznając słowa mężczyzny z wrogiego rodu za prześmiewcze, obecna ona uznała to za najwspanialszy komplement świata. W końcu docenił należący do czarownicy magiczny talent, czyż to nie wspaniała pochwała? - Dziękuję, sir, twe słowa wiele dla mnie znaczą - szepnęła przejęta, na krótką chwilę wytwarzając między nimi niemalże intymną atmosferę. Zupełnie jakby szlachcianka spowiadała się w tajemnicy ze wszelkich grzeszków. Przygryzła delikatnie wargę, zmarszczka intensywnego myślenia okrasiła czoło, oczy na moment uciekły w bok. - Naprawdę tak uważasz lordzie Burke? - spytała, choć daremnie doszukiwać się w tonie głosu obojętności, Eunice nie zdołała usunąć z niego pobrzmiewającej w zgłoskach nadziei. Nadziei, że splątane ze sobą słowa o przywracaniu radości w duszę arystokraty były niczym innym jak najprawdziwszą prawdą. Potrzebowała jego zapewnienia, zauroczona dusza rwała się do podobnych wskazówek słownych jak ćma do ognia. Niestety, nim zdołała rozwinąć skrzydła, powietrze przeciął grzmot – a niedługo po nim błyskawica rozlała się jasną pajęczyną na atramencie nieba. Krople zaczęły opadać ciężko na ziemię, szatynka zamrugała tylko, jakby na moment budząc się z dziwnego letargu, zaraz wpadając w niego ponownie, gdy Charon roztoczył nad głową Greengrassówny własną marynarkę. W kilka sekund urósł do rangi niezwyciężonego bohatera, zupełnie jakby pokonał dla niej całą hordę mantykor, nie uchronił zaledwie przed deszczem. Niekontrolowane westchnięcie zachwytu wydobyło się z spomiędzy kobiecych warg, natomiast miłość obecna w sercu na nowo ogrzała całe ciało. Zgodnie z życzeniem Nice stłumiła w gardle odpowiedź, zamiast tego drepcząc wraz z mężczyzną do niecodziennie przystrojonej chatynki.
- Powinniśmy przeczekać tutaj burzę - zaproponowała, całkiem śmiało, nie bacząc na konwenanse. Znajdowali się w pomieszczeniu sami, pewnie z łatwością mogliby teleportować się do swoich domów, aczkolwiek… sama myśl o rozłące z ukochanym sprawiała kobiecie ból. Do tego stopnia, że nie odważyła się wypowiedzieć tego zdania na głos. - Chodzi o to… - zaczęła ponownie, pragnąc odpowiedzieć na poprzednie pytanie, jak dotąd ignorując wnętrze budynku oraz ducha skrzypaczki; niestety to samo nie wchodziło w grę, gdy między nimi pojawiła się fałszująca dynia. - Merlinie, ona zaraz wybuchnie - mruknęła gorączkowo. Instynkt ponownie nakazał sięgnięcie po magię. - Reducio - wyrzekła unosząc różdżkę. W nadziei, że ten zabieg pomoże zaprzestać procesu pęcznienia. Wolałaby nie zostać malowniczo obryzgana pomarańczową breją.


don't deny your fire my dear, just be who you are andburn

Eunice Greengrass
Zawód : smokolog
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
i need space
i need air
i need empty fields round me
and legs pounding along roads
and sleep
and animal existence
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7748-eunice-greengrass https://www.morsmordre.net/t7847-zmijozab https://www.morsmordre.net/t7846-i-m-nice https://www.morsmordre.net/f105-derby-grove-street-12-siedziba-greengrassow https://www.morsmordre.net/t7858-skrytka-nr-1856 https://www.morsmordre.net/t7857-eunice-greengrass
Re: Stumilowa chatka [odnośnik]01.04.21 22:18
The member 'Eunice Greengrass' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 5
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Stumilowa chatka - Page 5 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 5 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Stumilowa chatka
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach