Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Crimson Street
AutorWiadomość
Crimson Street [odnośnik]10.03.12 23:17
First topic message reminder :

Crimson Street

Londyńska Crimson Street nie wygląda zachęcająco. Ulica leżąca nieopodal cmentarza, otoczona gęstymi zabudowaniami i magazynami odstrasza potencjalnych spacerowiczów stertami śmieci zalegającymi po kątach, powybijanymi oknami i odrapanymi ścianami w większości opuszczonych domów, a także panującymi tu zazwyczaj mgłami, które tworzą atmosferę grozy. W powietrzu unosi się intensywny odór stęchlizny, a kilka starych dachówek spadło na brukowaną ulicę, roztrzaskując się z hukiem. Zewsząd słychać straszliwe zawodzenie głodnych kotów mieszające się z szumem wody - zardzewiałe rynny popękały i zwisają teraz żałośnie z dachów, rozbryzgując dookoła wodospady deszczu. Crimson Street sprawia wrażenie wymarłej i opuszczonej.
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Crimson Street - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Crimson Street [odnośnik]10.07.19 21:16
5 listopada
Daniel Callaghan nie należał do kursantów aroganckich, zbyt pewnych siebie w rozwiązaniu każdej sprawy, jakiej tylko się dotkną. Jackie już wcześniej pozwoliła sobie przeczytać jego akta, co dla niej było rzeczą absolutnie naturalną, i pozwolić, by opinia na jego temat wyklarowała się na razie tylko z zapisanych liter i głosów innych, bardziej doświadczonych. Przewodniczący komisji egzaminacyjnej w Biurze Aurorów ogłosili go jako czarodzieja skrupulatnego i wymagającego od siebie więcej niż pozostali – a przynajmniej te dwie cechy najbardziej utknęły jej w pamięci. Na ruchomym zdjęciu wyglądał niepozornie – łagodna twarz młodego chłopaka, zielono-niebieskie oczy rozglądające się nieruchomo na boki, może w poszukiwaniu rysów do zapamiętania, blade policzki, haczykowaty nos, przedzielony lekką bruzdą podbródek. Kiedy szła w jego stronę, opierał się o ścianę, obracając w dłoni jakąś drobnostkę, coś metalowego, co błysnęło w świetle lampy, gdy tylko zmalał między nimi dystans. Usłyszała kliknięcie i błysnął ogień. Malutka iskra, kontrolowana dziwnym mechanizmem wewnątrz srebrnego pudełeczka. Speszył się, gdy stanęła obok niego. Odchrząknął i skinął jej głową, chowając drobiazg do kieszeni.
– Aurorka Rineheart – odezwał się do niej z szacunkiem, jakiego dawno nie słyszała.
– Po prostu Jackie – odpowiedziała i brodą wskazała mu wyjście z ich Departamentu razem z korytarzem prowadzącym w stronę windy. – Co tam schowałeś? Żebym ci nie musiała przeszukania robić. – zerknęła na niego, sprawdzając, czy w kieszeni wciąż chowała się jej różdżka.
Wydał się zmieszany. Każdy żółtodziób by się tak poczuł, gdyby starszy i bardziej doświadczony rangą auror rzucił mu tak ostrzegawczą uwagę. Nie chciała tak brzmieć, robienie sobie wrogów na własnym podwórku, choć na pierwszy rzut oka całkiem w jej stylu, było nierozsądne. Potrzebowali młodych. Młodych o jasnych i trzeźwych umysłach. Obejrzała się za siebie i dookoła. Było późno, ale ich praca dopiero się zaczynała. Uwielbiała nocne patrole. Nikt ich wtedy nie pilnował jak w dzień. Mogła wtłaczać w życie plany Bones i Longbottoma ukształtowane na wzgórzu.
– Mieliśmy łazić dzisiaj po mieście bez celu – szepnęła do niego. Jak tylko usłyszał jej cichy głos, odbił się od ściany i stanął bliżej. Winda przyjechała, wsiedli do niej. Kratka się zasunęła, winda ruszyła w dół. – Ale łażenie bez celu jest też bez sensu, więc mam dla nas zadanie. Złapiemy kogoś, kto doprowadzi nas do człowieka mogącego zrobić więcej zła niż Malfoyowi się wydaje. To nasze prawdziwe zadanie, Daniel – spojrzała na niego. Ciekawe, czy dzieciak Just też wyrośnie na aurora. Miło by było. – Łapać zbirów, którzy mogą zagrozić brytyjskiej społeczności. Chcą nas uciszyć, ale my się nie damy. Rozumiesz? Nie szczaj ze strachu, będę przy tobie. – zaczął szybciej oddychać, denerwował się.
– Mój… mój ojciec był kiedyś aurorem – zerknął na nią, ale szybko uciekł wzrokiem. Zgarbił się, nieco dłuższe włosy opadły na jego skroń. – Powtarzał mi, że zła nie da się wyplecić.
Jej brwi drgnęły ku sobie.
– Miał rację. Świat to nie utopia. Ale możemy próbować z nim walczyć i chociaż uprzątnąć własne podwórko. Zgadzasz się ze mną?
Pokiwał głową.
Winda zatrzymała się na parterze, kobiecy głos powoli wyrecytował nazwy departamentów, zanim jednak skończył, dwójka aurorów zdążyła już zniknąć za drzwiami.

Był mały, szczurkowaty, jego twarz zupełnie mogła kojarzyć się z jakimś gryzoniem przez przypadek wypuszczonym z kanału podczas rutynowego przeglądu kanalizacji. Otworzywszy drzwi do baru, pozwolił, by na ulicę wydobyły się dźwięki, wylały wieczorowym koncertem na czarny asfalt, i zaraz ucichły, gdy drewno trzasnęło o futrynę. Jackie spojrzała Danny’ego i brodą wskazała mu drugą stronę wąskiej uliczki, którą ich cel miał się poruszać. Wnioskując po zataczającej się sylwetce nie sądziła, by Donaghue zdecyduje się na ucieczkę, a jeśli już, to nogi nie pozwolą mu na daleki rejs w nieznane. Musieli go śledzić do momentu, aż nie znajdzie się jakiś przyjemny kąt do złapania go i wypytania o pewne szczegóły dotyczące interesującej ich sprawy. Młody miał się uczyć – na razie z dala od „niebezpieczeństwa”, z dala od czarnoksiężników, którzy mogli zabić go zanim zdążyłby powiedzieć „Malfoy żre gnój”. Szukanie poszlak i weryfikowanie ich, tak jak zamierzali dokonać tego za chwilę, było zaledwie początkiem jego kariery.
Donaghue w ogóle ich nie zauważył. Był tak wstawiony, że jego uwadze umknął nawet moment, w którym Daniel mimo ostrożności przestraszył pod śmietnikiem kota, kopnąwszy sekundę wcześniej malowany kartonik z mugolską reklamą czegoś, co było chyba pastą do zębów. Jackie spodziewała się pijackiego bełkotu, ale raczej w formie minimalistycznej, a nie koncertu niemal na trzy głosy.
– Uciekł z Azkabanu, patrz go tam! – zawył z nutą prawdziwie doniosłą, jakby przygotowywał się do zadeklamowania hymnu patriotycznego. – Uciekł mając na twarzy sto szram! – beknął obrzydliwym basem, zwalniając, żeby chyba przygotować się do zwrócenia wszystkiego, co przyszło mu dzisiejszego wieczoru zjeść i wypić. Jackie i Daniel skryli się w cieniach prezentowanych im przez nocny księżyc. Wyjrzała na czarodzieja zza ściany tworzącej wysoko nad jej głową łuk ulicznego wiaduktu. Donaghue zbierał się w sobie dłuższą chwilę, ale w końcu, zamiast poetycko wysmarować asortymentem swojego żołądka uliczny chodnik, ruszył do przodu. Mało tego, kontynuował swoją odę, wcześniej powtarzając pierwsze wersy raz jeszcze. – Dementory wołały „a to ci kram”, jak Petty uciekał do miasteczka bram!
Daniel był o wiele bardziej umięśniony od niej, ale w tej sytuacji miała plan. Bardzo im było na rękę, że Donaghue ledwo trzymał się na nogach.
Chwyciła go a szmaty i przycisnęła do muru. Nie dbała o mięśnie, swój refleks opierała na zwinności i bystrym spojrzeniu, więc za bardzo nie odczuł uderzenia. Daniel wypadł o krok do przodu, jakby chciał jej pomóc, ale w rezultacie nic nie zrobił. Stał jednak na baczności, czujny i skupiony.
– Posłuchaj mnie, ty zawszony szczurze – spojrzenie brązowych oczu stało się w cieniu ciemne, choć wciąż ogniste, żywe. – Widzieli cię na Aldford, nie wyprzesz się tego, choćbyś przysiągł na swoją własną matkę, że cię tam nie było. Widziałeś Rowensa ciągnącego za ręce dwójkę dzieci. Tak czy nie? Odpowiedz mi – wysyczała mu w twarz, zbliżając się do niego tak, że mogła poczuć jego śmierdzący alkoholem oddech. Rzygać jej się chciało.
Donaghue wpatrywał się w nią z pozieleniałą twarzą. Nie sądziła, że trzeźwy człowiek, który widzi, z kim ma do czynienia, tak łatwo by się przestraszył, ale on był pijany jak dzika świnia, w dodatku przypominał bardziej krasnala niż dorosłego człowieka, a nocne cienie i pomarańczowe, mdłe światło oddalonych latarni w deszczu dodawało całej scenie ponurej aury – Jackie wykorzystała te atuty jak tylko mogła, bo wiedziała, że jeśli spotkaliby Donaghue na jego terytorium, całkiem świeżego, wypoczętego i ostrożnego, nie mieliby zbyt dużych szans coś od niego wyciągnąć. Nawet jakby zaprowadzili go do Tower. A Bones chciała wyników. Całe Biuro ich potrzebowało, sytuacja była krytyczna.
Donaghue zerknął przerażony na stojącego obok Daniela, który wyciągnął różdżkę i przytknął mu ją do gardła.
– Gadaj – warknął ostrzegawczo – bo inaczej ktoś znajdzie cię martwego w rynsztoku.
– Dobrze, dobrze! – jęknął końcu desperacko. – Widziałem go! I wiem, że on i jakiś jego znajomy planowali zrobić z nimi coś jeszcze, ale nie wiem co!
– Nazwisko! Donaghue, nazwisko!
– Owen! Hugh Owen!
Jackie puściła go, kiedy jego twarz nagle z czerwonego zaczęła zmieniać kolor na zgniłą zieleń. Odskoczyła na tyle szybko, że jego wymiociny ledwo dotknęły jej butów, Daniel stał z tyłu. Pokręciła głową.
– Będziemy cię obserwować, Donaghue. Jeśli powiesz o naszej wizycie swoim drogim kolegom, znajdziemy cię i resztę swoich dni spędzisz w Tower, już ja się o to postaram. Kto wie, może nawet uda nam się wykombinować jakiegoś zagubionego dementora.
Oboje patrzyli jak ucieka, potykając się o wszystkie najmniejsze kamyki leżące na chodniku. Stali jeszcze chwilę w ciszy, najprawdopodobniej myśląc nad tym, co dalej.
– Przejrzymy kartoteki. Może w tym, co udało nam się uratować z Ministerstwa i zgromadzić później, będzie coś o Owenie. – spojrzała na Daniela, obserwowała jego twarz badawczo. Przełknął ślinę. Wstrząsnęło to nim, nie dziwiła się nawet. Ale na tym polegała ich praca. – Dobrze sobie poradziłeś.
Księżyc wisiał wysoko na niebie, ale ich nocna warta dopiero się rozpoczęła. Skinęła mu na uliczkę i ruszyli w tym samym kierunku.

| zt



pora, żebyś ty powstał i biegł, chociaż ty nie wiesz,
gdzie jest cel i brzeg,
ty widzisz tylko, że
ogień świat pali
Jackie H. M. Rineheart
Zawód : zbrodniarz wojenny
Wiek : 26
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
our souls speak
as loud as
the thunder upon
our heads

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Crimson Street - Page 7 OUREPPN
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5414-jackie-rineheart#122455 https://www.morsmordre.net/t5418-kluska-jackie https://www.morsmordre.net/t5419-jackie-boy https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5423-skrytka-bankowa-nr-1349 https://www.morsmordre.net/t5424-jackie-rineheart
Re: Crimson Street [odnośnik]03.10.19 15:18
27 III 1957

Czarodziejski Londyn wydawał się obumarły. Ucichł, wyszarzał, zmizerniał. Mało kto wychodził na ulice, ludzie przestali gromadzić się na Pokątnej, ale przede wszystkim ustały protesty, jakby ktoś w końcu zauważył, że nie mają one większego sensu. Nawet po ustaniu zimy taki przykry stan rzeczy nie zmienił się nawet odrobinę. Wszyscy byli bardziej zdeterminowani do ucieczki niż obrony ważnych wartości. Tak naprawdę o wstrzymaniu się z całym buntem zadecydował strach. Walczący Mag wdarł się praktycznie do każdego domu i próbował wbić ludziom do głów stek kłamstw, uparcie zakłamując rzeczywistość. Ministerstwo Magii robiło dokładnie to samo, choć nowy reżim posuwał się jeszcze dalej, wszelkie głosy o równości zduszając w zarodku. Nikt nie odważał się występować jawnie przeciwko Malfoyowi, od kiedy służby pobiły śmiertelnie jednego z protestujących. Ale żar nie wygasł całkowicie, ruch oporu po prostu działał w ukryciu, kiedy obywatelskie środki okazały się nieskuteczne. A Harold Longbottom różnymi sposobami dbał o tych, którzy jeszcze wierzyli, że coś można zmienić.
Kiedy został oddelegowany do udania się do kryjówki jednego z protestujących, a nawet inicjatora buntu, nie wahał się nawet chwili. Nazwisko francuskiego czarodzieja było mu już znane. Do notatki spisanej na skrawku pogniecionego pergaminu, którą znaleziono przy pobitym czarodzieju, dotarły w pierwszej kolejności ministerialne służby, ale dzięki temu informacja spłynęła i do Biura Aurorów. Francis Araud był cały czas poszukiwany i Rineheart był pod wrażeniem tego, że czarodziejowi udało się ukryć właśnie w Londynie. Do Kierana została przekazana również wiadomość, że czarodziej o francuskim pochodzeniu potrzebował pomocy przy miotle, dlatego też po ponurej ulicy kroczyła i Hannah, która najlepiej mogła pomóc w tym obszarze.
Miał przeczucie, że nie tylko Ministerstwo szuka tego czarodzieja. Zresztą, za Ministerstwem stali Rycerze Walpurgii, więc i oni mogli pojawić się po Arauda. Kieran nie wykluczał żadnej możliwości, dlatego próbował się jakoś przygotować na ewentualne starcie. Miał przy sobie nie tylko różdżkę, ale równie kilka eliksirów pochowanych w kieszeniach płaszcza, a dzięki skórzanemu pasku przewieszonemu przez ramię trzymał miotłę na plecach. Była stara, niezbyt szybka, ale przynajmniej wciąż potrafiła się unosić i lecieć. Jej ciężar nie był wielki, wciąż mógł poruszać się całkiem swobodnie.
Naszym priorytetem jest eskorta – zwrócił się do Wright poważnym tonem. – Nie mogę być pewny tego, co się wydarzy, ale jeśli będziesz musiała zostawić mnie z tyłu, aby wypełnić zadanie, powinnaś tak zrobić – to było polecenie, które nie wybrzmiało aż tak surowo i ostatecznie. Trudno było mu całkowicie zignorować fakt, że czarownica jest jedną z ważnych osób dla Jackie. Już i tak był winien tego, że odebrał jej na długie lata brata. Nawet jeśli Hannah świadoma była tego całe ryzyka, jakie niosła ze sobą działalność dla Zakonu, to jednak nie chciał, żeby znów doświadczyła bólu. Zależało mu tylko na tym, aby przyjęła jego słowa i rozważyła również taki scenariusz, bo i tak nie było już czasu na dyskusje, kiedy znajdowali się już w wyznaczonym miejscu.

| Ekwipunek: różdżka, miotła (zwykła), eliksir niezłomności (1 porcja, stat. 23, moc = 106), eliksir ochrony (1 porcja, stat. 23, moc = 117), wywar wzmacniający (1 porcja, stat. 20), eliksir znieczulający (1 porcja, stat. 20)



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Crimson Street [odnośnik]03.10.19 17:08
Na ulicach robiło się coraz niebezpieczniej, a macki zwolenników Voldemorta i ministerstwa zdawały się sięgać coraz głębiej i dalej, zmierzając ku wcześniej zbuntowanym i otwarcie sprzeciwiającym się władzy — dziś ukrywającym się zwolennikom Harolda Longbottoma. Nie wiedziała zbyt dobrze, kim był mężczyzna, do którego się udawali, ale była pewna, że każdy potrzebujący powinien odpowiednią pomoc utrzymać. Od tego byli, temu służyli. Tacy jak ona, niekoniecznie mający wiele wspólnego z prekursorami walki mieli za to predyspozycje, by zając się osobami, które przestawały radzić sobie w tym coraz to gęstszym i niebezpiecznym środowisku, lub były narażone na niebezpieczeństwo. Nie wnikała wcześniej w szczegóły dotyczące jego osoby. Nie musiała, nie liczyło się dla niej czy był użyteczny, czy mógł im pomóc, czy jego życie było warte ich poświęcenia. Każde było, każde niewinne i wystawione na taką próbę. Wystarczyła wiedza, że musieli pomóc mu trafić do bezpiecznej przystani, do Oazy Zakonu Feniksa, nim dopadną go ich wrogowie. Cieszyła się, że ojciec Jackie zgodził się ją zabrać ze sobą, a jednocześnie czuła presję wykazania się, znacznie większą niż wtedy, kiedy z bratem naprawiała anomalie, czy z Lucindą aktywowała rytualnie źródło mocy. Rineheart został szefem biura aurorów. Miała więc towarzyszyć nieprzypadkowemu czarodziejowi o wielkim doświadczeniu i imponujących umiejętnościach. Martwiła się, że w razie niespodziewanych utrudnień zostanie jego kulą u nogi — nie chciała i nie mogła do tego dopuścić.
— Wiem, jakie to niebezpieczne — zaczęła niepewnie, krocząc tuż obok niego pewnym siebie, zdecydowanym krokiem. Znała ryzyko, była świadoma tego, ile może kosztować ją każda podobna misja dla Zakonu Feniksa, ale niczego nie była bardziej pewna niż tego, że jest na właściwym miejscu, wśród właściwych ludzi. — Ale zrobię wszystko, by pomóc.— Chciała tylko, by wiedział, że nie jest trzpiotką, która przypadkiem się tu znalazła. Być może nie miała nawet w połowie takich doświadczeń jak Jackie, jak Tonks, nie śniło jej się nawet o tym, co mogło się wydarzyć, a jej dotychczasowe przeżycia — choć dla niej traumatyczne i silne — były jedynie okruchem w porównaniu z tym, co przeszli oni wszyscy. Była gotowa podjąć ryzyko, lecz nie po to, by komukolwiek udowodnić, że pomimo swoich braków i niewielkiego doświadczenia nadaje się. Była gotowa zaryzykować, by przysłużyć się i pomóc słabszym od samej siebie, wspomóc tych, którzy walczyli o to, by takich problemów było jak najmniej. Liczyła więc, że Rineheart weźmie na poważnie jej słowa i w razie potrzeby nie poczuje skrupułów, nie będzie miał wyrzutów sumienia. Zdawali sobie sprawę, po co tu przyszli, a on był jednym z mądrzejszych i bardziej doświadczonych czarodziejów jakich znała. Ufała mu i chciała zapewnić go, że i on dziś mógł ufać jej. — Nie będę sprawiać kłopotów — obiecała pokornie. Była butna, wyszczekana, mówiła co myśała i często reagowała zanim rozważyła wszystkie możliwości, ale dziś poprzysięgła sobie zdyscyplinowanie. Brawurą i niepokornością mogła zaszkodzić nie tylko im, ale również człowiekowi, któremu chcieli pomóc.
Rozejrzała się dookoła uważnie, zaciskając palce na swojej różdżce. W drugiej ręce ściskała miotłę, swoją starą, wysłużoną, ale sprawdzoną. W kieszeni brzęczały dwie fiolki z eliksirami od Charlie, których — miała szczerą nadzieję — nie będzie musiała użyć. Miała ze sobą też przedziwny kryształ, który znalazła w Zakazanym Lesie w noc, kiedy ustały anomalie. Nie wiedziała, czy może jej się przydać, nie spodziewała się też jego szczególnych właściwości, ale wierzyła, że przyniesie jej dziś szczęście. Na biodrach, w skórzanym pasie miała ze sobą najbardziej podstawowe narzędzia stolarskie w podróżnych rozmiarach — niewielkie dłutko, drobny słoiczek z pastą, obcinacz do wici, szmatkę, druciki wiązałkowe — zestaw pierwszej pomocy przy każdej, nawet najbardziej w wymagającej miotle.
— Myśli Pan, że oni też są na jego tropie?— spytała, zatrzymując się tuż po tym, kiedy starszy auror to uczynił przed jedną z kamienic. Spojrzała na niego tylko przelotnie, naciągnęła na głowę kaptur, ukrywając pod nim spleciony ciemny warkocz i wyciągnęła różdżkę. Stanęli przed drzwiami, ale nie wykonali w ich kierunku już żadnego kroku.
— Salvio Hexia — szepnęła, odwróciwszy się, próbując tuż za nimi wyczarować niewidzialną barierę. Jeśli byli na miejscu i to tu ukrywał się czarodziej, nie mogli dać się nikomu zaskoczyć wychodzącwraz z nim z jego kryjówki.

| Mam ze sobą: różdżkę, miotłę, podręczne narzędzia ślusarskie, eliksir niezłomności (1 porcja, stat. 28), ? eliksir lodowego płaszcza (1 porcja, stat. 28), kryształ; popełniłam również rozwój.



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Crimson Street - Page 7 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Crimson Street [odnośnik]03.10.19 17:08
The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 57
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Crimson Street - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Crimson Street [odnośnik]04.10.19 0:43
Wydarzenie z połowy stycznia dało w końcu upragniony spokój, chociaż nadal tylko pozorny. Nikt już nie spoglądał na ulice, gdzie protestujący otwarcie nawoływali do obalenia rządów obecnego Ministra Magii. Śmierć jednego człowieka doprowadziła do ciszy, ale nie pozbyła się kłopotu, który w ukryciu nadal miał szansę nabierać na sile. Wiele osób nawet w Ministerstwie nie popierało tego, do jakiej tragedii dopuszczono, lecz większość nie miała odwagi powiedzieć tego na głos. Obojętnie jaką burzę mogło to w końcu sprowadzić, obecnie ważniejszym stało się znalezienie człowieka, którego dane znaleziono przy pobitym. Francais Araud. Nazwisko nie było mu do końca obce, chociaż nigdy nie spotkał go osobiście, lecz kilkukrotnie słyszał, jak wychwalano mężczyznę na salonach. Dotarcie do konkretów i możliwego miejsca, w którym skrył się francuz, wymagało odświeżenia kilku dawnych znajomości oraz potwierdzenia informacji u osób, które wzbudzały większe zaufanie, dodatkowo zachęcone do zwierzeń dźwiękiem monet.
Crimson Street była jedną z ostatnich ulic, na której szukałby ukrywającego się czarodzieja, ale tylko przez wzgląd na fakt, że w samym Londynie było kilkanaście lepszych miejsc, aby zniknąć z oczu. Może jednak w tym właśnie była metoda, bo wystarczyło znaleźć się tutaj, aby mieć wrażenie, że okolica jest kompletnie wymarła.
Przeszedł kilka metrów, nim stanął na początku tej konkretnej ulicy. Wiedział dobrze, gdzie znajduje się kamienica, w której miał ukrywać się Francais, wcześniej ustalając wszelkie szczegóły, aby teraz nie popełnić błędu. Poczekał jednak na mężczyznę, z którym miał zająć się Araudem. Uniósł wzrok, gdy Macnair stanął obok. Z tego miejsca widzieli kamienicę, jednak znajdowali się na tyle daleko, aby nie rzucać się w oczy.
- Francais Araud ukrywa się w tamtym budynku, ale skoro tak łatwo zapadł się pod ziemię wcześniej, spodziewałbym się zaklęć ochronnych, które mogą uprzedzić go o wszelkich kłopotach – wyjaśnił na wstępie, wskazując konkretne zabudowania. Ciężko było powiedzieć, co było prawdą o Francuzie, gdy spośród rozmówców każdy miał nieco inną opinię, ale wolał nastawiać się na najbardziej dla nich problematyczną wersję i mieć na uwadze, że ten skorzysta z nie jednego zaklęcia.- Może być przesadnie ostrożny – zerknął jeszcze raz w stronę budynku.
- Sprawdźmy, czy go zastaliśmy – mruknął, bez pośpiechu idąc chodnikiem przed siebie i z zamiarem przejścia wzdłuż ulicą. Będąc dość blisko, wyciągnął różdżkę z kieszeni płaszcza, by rzucić niewerbalnie zaklęcie, które wiele mogło ułatwić.
Hesperos Crouch
Zawód : znawca prawa międzynarodowego, tłumacz
Wiek : 38 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się.
Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7293-hesperos-crouch https://www.morsmordre.net/t7328-talassa https://www.morsmordre.net/t7331-hes-crouch https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7401-skrytka-bankowa-nr-1781 https://www.morsmordre.net/t7375-hesperos-crouch
Re: Crimson Street [odnośnik]04.10.19 0:43
The member 'Hesperos Crouch' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Crimson Street - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Crimson Street [odnośnik]04.10.19 0:45
Dopiero śmierć była w stanie uciszyć tych, którzy krzyczeli zbyt głośno. Nieustającym protestom, nawoływaniom do wyjścia na ulicę i obalenia wyjątkowo sprawiedliwego oraz rozsądnego rządu wydawało się nie być końca, nawet gdy jeszcze kilka miesięcy wcześniej sporo rebelii zostało skutecznie stłumionych. Nie mógł dłużej tego akceptować, nie mógł patrzeć jak promugolska zaraza zalewała ulicę niczym listopadowy deszcz – ile miało to jeszcze trwać? Wszystko miało zależeć tylko od nich, od Rycerzy Walpurgii, którzy nie musieli tłumaczyć się przed nikim poza najpotężniejszym z czarodziejów. Tego zawieść nie mogli już nigdy więcej.
Malfoy był im przychylny. Macnair nie zagłębiał się w polityczne konwenanse, jednakże obecna sytuacja sprzyjała nie tylko interesom, ale przede wszystkim całej londyńskiej społeczności. Szlamy chowały się po kątach, uciekały niczym parszywe karaluchy bojąc się konsekwencji, a wszyscy im przychylni marnowali się walcząc po złej stronie barykady. Zawsze żałował tej prawdziwej, magicznej krwi, jednakże jeśli to była ich decyzja nie zamierzał jej kwestionować, lecz pokazać takowej skutki i dzisiaj miał mieć ku temu wyśmienitą okazję.
Rozkazy były proste i przejrzyste – nie spędził nad ich analizą nader wiele czasu, bowiem gdy tylko dowiedział się, iż jego zadaniem będzie namierzenie oraz wyciągnięcie informacji od swego rodzaju „prowodyra” różdżka instynktownie zamknęła się w jego dłoni. Chciał ruszyć od razu, nie marnować ani chwili, ale nie było to takie proste. Francais Araud, pieprzony, nieznany mu gnój zapragnął siać ferment, namawiać ludzi do powstań i protestów. Ciekawe jak czuł się w chwili, gdy jego uszom doszły informacji o śmierci niewinnego człowieka, który wiedziony jego perswazją wyszedł na ulicę i ów wyjście okazało się jego ostatnim? Jak czuł się z myślą, że kolejny czarodziej umarł za jego chore animozje? Nie zdziwiłby się gdyby był jednym z członków Zakonu Feniksa – kolejnej bandy obłąkańców – w końcu oni już wiedzieli jak to jest obserwować konanie osób trzecich przez swe błędy i absurdalne aspiracje.
Crouch nie potrzebował wielu czasu, aby za pomocą swych kontaktów dotrzeć do informacji o rzekomej kryjówce wymoczka i właściwie gdy tylko przekazał mu ów dane zdecydowali się ruszyć na Crimson Street. Kamienica wyróżniała się wieloma aspektami, ale przede wszystkim tym, iż wyglądała na kompletnie wymarłą. Dla Macnaira nie była to żadna nowość; sam niejednokrotnie wybierał podobne miejsca, kiedy próbował ukryć się przed silniejszym oponentem.
Wybrał tradycyjną teleportację, nie chciał zwracać niczyjej uwagi dopóki nie uda im się zbadać terenu i rozeznać wroga, albowiem wychodził z założenia, że skoro był to ktoś ważny to na pewno nie pozostawał samotnie w swej kryjówce. Musiał mieć jakieś plecy – chyba, że był kompletnym idiotom. Zjawiwszy się na samym początku uliczki skrył się w jednym z zaułków pragnąc zrobić jeszcze jedną, ważną rzecz – przybrać rysy zupełnie innego człowieka, najlepiej takiego, którego rysopis nie wniesie nic, kompletnie nic. Zamknąwszy powieki skupił się na wyglądzie swej twarzy, a właściwie planowanej, nowej maski; długie czarne włosy miały opaść na jego ramiona, policzki spulchnieć ukrywając wystające kości i przybrać nieco charakterystycznych piegów, a broda znacznie wydłużyć, podobnie jak nos. Miał tylko jedną szansę – w innym przypadku mógłby zwrócić na siebie zbędną uwagę, jeśli w ogóle ktokolwiek w te rejony zaglądał.
Dostrzegając Croucha ruszył od razu w jego kierunku spokojnym krokiem i skinął głową w geście powitania. Mężczyzna miał znacznie więcej informacji odnośnie miejsca pobytu Arauda od szatyna, dlatego czekał na szczegóły bez zbędnych kurtuazji. -To jasne, że szczur zapewnił sobie parasol ochronny. Ewentualnie zmienił się w taboret i pragnie przeczekać wątpliwe chwile swej sławy.- rzucił kpiąco, a następnie powędrował wzrokiem do wskazanego miejsca próbując spostrzec jakiekolwiek detale mogące nasunąć im ewentualne niebezpieczeństwo. -Zbadajmy najpierw teren. Kuguchary są mniej irytujące w klatce.- dodał zdecydowanie ściszonym tonem, a następnie ruszył ramię w ramię ze swym towarzyszem upewniając się jeszcze czy posiadał przypasane do pasa niezbędne eliksiry. Dziś dowodził, dziś miał sprawdzić możliwości swego kompana, lecz nadrzędny był cel misji – nie mógł zawieść, nie mogli tego zrobić.


Ekwipunek: eliksir niezłomności (1 porcja, stat. 17), kameleon (1 porcje, stat. 22, moc 116), smocza łza (1 porcja, stat. 29, moc +5), wieczny płomień (1 porcje, stat. 29, moc +10).

|st 40-20 Zmiana twarzy w inną, nienależącą do konkretnej osoby.





The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Crimson Street [odnośnik]04.10.19 0:45
The member 'Drew Macnair' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 100
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Crimson Street - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Crimson Street [odnośnik]05.10.19 12:56
To był chłodny wieczór - chociaż powoli zbliżała się wiosna, zimno wciąż nie chciało całkowicie opuścić angielskiej ziemi. Wąziutki rogalik księżyca widoczny na niebie nie dawał wiele światła - na latarnie też nie było co liczyć, niemalże wszystkie były stłuczone lub zbyt brudne, by skutecznie rozproszyć mrok.
Jak na ulicę o tak nieprzychylnej sławie, Crimson Street było dziś wyjątkowo spokojna. Wyglądała na zupełnie opustoszałą. Jedynym wyjątkiem był wyliniały kot, przechadzający się wzdłuż płotu. Na widok zbliżających się czarodziejów, zwierzę szybko prysnęło jednak przez dziurę w ogrodzeniu.
Pierwsi na miejscu pojawili się Hannah oraz Kieran. Śmiało ruszyli ulicą, kierując się ku kamienicy w której, jak donosiły źródła, ukrywał się Francis Araud. Budynek wyglądał na całkowicie opuszczony i był wyraźnie nadgryziony zębem czasu - cegła ze ścian kruszyła się w licznych miejsach, przed wejściem walały się śmieci i w żadnym oknie nie paliło się nawet najmniejsze światełko. Zatrzymując się przed kamienicą, Hannah roztropnie wyciągnęła różdżkę, rzucając zaklęcie i ukrywając ich obecność przed wzrokiem osób postronnych.

Wysiłki Drew przyniosły oszałamiające rezultaty - mężczyzna po przemianie zupełnie nie przypominał siebie. Jego włosy urosły, przybierając czarną barwę, twarz wyraźnie zaokrągliła się. Czoło pokryło drobną siateczką obcych zmarszczek, a nos przyozdobiły piegi. Tęczówki rozjaśniły się, przybierając błękitnoszarą barwę, zmianie uległa także barwa głosu, opadając kilka tonów niżej.
Zaklęcie rzucone przez Hesperosa nie przyniosło żadnych rezultatów.


| Mistrz Gry wita serdecznie wszystkich zebranych! W razie jakichkolwiek pytań zapraszam na PW do Craiga.

Uznawane określenia słowne używane do poruszania się:
lewo
prawo
do góry po skosie w lewo
do góry po skosie w prawo
na dół po skosie w lewo
na dół po skosie w prawo

Obowiązuje mechanika poruszania się. Zmianę położenia należy umieścić w dopisku poza treścią fabularną posta, wraz z ilością kratek, o którą postać w danym kierunku się przemieszcza (przykład: Przemieszczam się o jedną kratkę na dół po skosie w lewo i dwie kratki w lewo). Inne określenia, takie jak do przodu oraz do tyłu, nie będą uznawane.

Kolejność odpisów:
Zakon (24h), Rycerze (24h)

MAPA:
ŻYWOTNOŚĆ:
EKWIPUNEK:
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Crimson Street - Page 7 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Crimson Street [odnośnik]06.10.19 0:26
Towarzyszącą mu podczas tego zadania czarownica była jak najbardziej dla niego wsparciem i nawet nie rozpatrywał jej obecności w innych kategoriach. Chrzest bojowy już zaliczyła i dotknęło to także w jakiś sposób wszystkich osób należących do Zakonu, ponieważ każdy mniej lub bardziej przeżywał nie tylko własne potyczki, ale również te toczone przez innych członków organizacji. Kierana zaś ogarniała wściekłość na samą myśl, że przyzwoitych ludzi atakowały kreatury, które nie wahały się sięgnąć po najbardziej paskudne czarnomagiczne zaklęcia. Czasem odnosił wrażenie, że to po ich stronie więcej osób doznaje uszczerbku, lecz trudno było bronić się niewyszkolonym ludziom. Zakon Feniksa jednoczył swą ideą doprawdy bardzo różnych ludzi, którzy mogli wspierać słuszne dzieło na różne sposoby. Nie mógł wymagać od wszystkich przygotowania do walki, ale ono zaczynało być coraz bardziej potrzebne. Wkroczyli w tak mroczny etap tej wojny, że nie sposób zawrócić z tej trudnej ścieżki.
Ryzyko znasz – oznajmił spokojnie, rzucając jej przy tym jedno dłuższe spojrzenie, jakby to nim chcąc ją zapewnić, że ufa jej i wierzy w jej możliwości. Nie był wszechmocny, dlatego doceniał jej zaangażowanie w naprawę czarodziejskiego świata, kiedy większość tak naprawdę odwracała wzrok, bojąc się wziąć na siebie odpowiedzialność za cokolwiek. Ludzi paraliżował strach i narastał on coraz bardziej.
Jestem tego pewien – mruknął ponuro w odpowiedzi na jej pytanie. Jego silne przekonanie o zainteresowaniu wrogów osobą francuskiego czarodzieja nie było wynikiem pesymizmu. O całej sprawie myślał jak najbardziej trzeźwo, dobrze wiedząc, że Francis Araud był poszukiwany pod zarzutem podburzania społeczeństwa. Skoro szukało go Ministerstwo, równie dobrze mogli go chcieć dopaść Rycerze. – Dlatego musimy być skupieni na naszym celu.
Ulica wciąć wydawała się spokojna, lecz dobrze było zabezpieczyć się zawczasu. Hannah rzuciła zaklęcie, które ukryło ich przed spojrzeniami. Rineheart chwilę później również uniósł lekko różdżkę, trzymając ją blisko siebie. – Magicus Extremos – wyrzekł inkantację bez zająknięcia, chcąc wzmocnić Wright przed wystąpieniem jakichkolwiek problemów.



There’s a storm inside of us. A burning. A river. A drive. An unrelenting desire to push yourself harder and further than anyone could think possible. Pushing ourselves into those cold, dark corners where the bad things live, where the bad things fight. We wanted that fight at the highest volume. A loud fight. The loudest, coldest, hottest, most unpleasant of the unpleasant fights.
Kieran Rineheart
Zawód : Rebeliant
Wiek : 53
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Wdowiec
I have a very particular set of skills, skills I have acquired over a very long career. Skills that make me a nightmare for people like you.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
when we all fall asleep where do we go
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5879-kieran-rineheart https://www.morsmordre.net/t5890-aedus#139383 https://www.morsmordre.net/t5891-aurorskie-sprawki#139384 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5895-skrytka-bankowa-nr-1467 https://www.morsmordre.net/t5907-k-rineheart#139780
Re: Crimson Street [odnośnik]06.10.19 0:26
The member 'Kieran Rineheart' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 31
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Crimson Street - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Crimson Street [odnośnik]07.10.19 7:51
Odebrała jego dłuższe spojrzenie pewnie, ale i z pokorą, skinając przy tym głową. Znała ryzyko i doceniała, że rozumiał jej rolę w dzisiejszym zadaniu. Nie chciała być jego kulą u nogi, nie chciała go hamować, przeszkadzać, a tym bardziej szarżować. To miała być dla niej wyjątkowa lekcja, bo odbyta z samym szefem biura aurorów, kimś, od kogo mogła wiele się nauczyć i zamierzała chłonąć wszystkie jego rady i sugestie jak gąbka, pozostając przy tym czujna i skupiona na celu. Przybyli tu po to, by eskortować tego człowieka do oazy, by zabrać go stąd, gdzie był w śmiertelnym niebezpieczeństwie i zapewnić mu spokój i możliwości. Przynajmniej na pewien czas. Jej zaklęcie było rzucone z powodzeniem, poczuła jak energia się rozchodzi, ukrywając ich za niewidzialną zasłoną. Rozejrzała się więc dookoła uważnie, najbliższemu otoczeniu, licząc na to, że każdą nieprawidłowość i dziwny, niecodzienny ruch wyłapie. Póki co ulica, choć nie była tą zachęcającą do wieczornych spacerów i przechadzek wyglądała na dość spokojną. Gdzieś nieopodal czaił się tylko kot, na którym zawiesiła wzrok na dłużej. Nie wydawał się być nimi jednak zbytnio zainteresowany. Kiedy więc pan Rineheart rzucił zaklęcie tuż po niej, zerknęła na niego i wykonała dokładnie ten sam ruch różdżką, wypowiadając tę samą inkantację:
— Magicus Extremos.
Nie wiedziała, czy mogą liczyć na jakieś towarzystwo, ale jeśli ten czarodziej, po którego przyszli ukrywał się tu, w tej pustej i niezbyt imponującej kamienicy, mógł przygotować się zawczasu na obecność gości. Być może nim do niego dotrą będą musieli uporać się z serią pułapek i niebezpieczeństw. Cokolwiek na nich czeka, tu, za tymi drzwiami, musieli być gotowi.



Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Hannah Wright
Zawód : Wytwórca mioteł
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna


take me back to the night we met


OPCM : 25 +5
UROKI : 15
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Crimson Street - Page 7 Tumblr_oxmjfhKUXW1u5i578o4_r1_400
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5207-hannah-wright https://www.morsmordre.net/t5219-poczta-hani https://www.morsmordre.net/t5220-hania https://www.morsmordre.net/f343-baker-street-221b https://www.morsmordre.net/t6218-skrytka-bankowa-nr-1286 https://www.morsmordre.net/t6213-h-wright
Re: Crimson Street [odnośnik]07.10.19 7:51
The member 'Hannah Wright' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 53
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Crimson Street - Page 7 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Crimson Street [odnośnik]07.10.19 23:50
Imponujące efekty próby przemiany – w domyśle jedynie własnej twarzy –  dostrzegł w chwili, gdy wypowiedział pierwsze słowa w kierunku swego towarzysza.  Ostry, niski ton wywołał lekki uśmiech na jego twarzy; być może z powodu dumy z efektów treningu, a być może z uwagi na czysty kamuflaż. Rzecz jasna nietrudno było go przełamać, sam znał zaklęcie, które należało wykorzystać, aby dostrzec jego prawdziwe rysy, jednakże nie należało ono do powszechnych, bowiem kto z góry mógł założyć, iż ktoś zupełnie inny kryje się pod niezwykle realną maską? Aktualnie nie było to jednak najważniejsze – musieli czym prędzej odnaleźć cel i wydobyć z niego informacje nie zważając na środki. Pójdzie po dobroci lub mniej przyjemnie, dla szatyna nie miało to żadnego znaczenia, liczyły się jedynie efekty.
-Zostaniesz na czatach, ja pójdę po Francisa.- szepnął analizując w głowie plan, który być może szybko przyniesie  im oczekiwany rezultat, jeśli rzecz jasna po drodze nie wystąpią żadne przeszkody. Czuł, że mężczyzna mógł mieć towarzystwo albo usłać drogę cholernymi przeszkodami – w końcu jeśli jego nazwisko figurowało nawet na kartkach przekazywanych między rebeliantami to nie był anonimem niewartym uwagi. -Jeśli zacznie robić się gorąco uciekaj dopiero wtedy, kiedy stracisz różdżkę albo będziesz na skraju. Czarny Pan nie spojrzy przychylnie na kolejny błąd, nie możemy go zawieść Hesperosie.- wypowiedział szeptem rozglądając się po ponurej okolicy. Nie wyobrażał sobie po raz kolejny wystawić cierpliwości Lorda Voldemorta na próbę. Niektórzy z nich zapłacili najwyższą cenę za swe błędy, a Macnair nie zamierzał być następną przestrogą dla Rycerzy Walpurgii.
Sądząc, że Crouch zrozumiał bardzo proste rozkazy chwycił za jedną z fiolek, które znajdowały się w jego sakwie i bez większego zastanowienia upił jej do dna. Pamiętał do tej pory skąd ją miał – ukradł takową prawdopodobnie jednemu z Zakonników, z którymi przyszło mu walczyć na moście. Następnie chwyciwszy kolejną podał ją towarzyszowi – tak na wszelki wypadek. -Zrób użytek z Wiecznego Płomienia, tylko  pamiętaj o odległości.- wciąż mówiąc wyjątkowo dyskretnie skinął lekko głową wierząc, że towarzysz znajdzie odpowiedni moment na jego użycie.

|Piję eliksir, przekazuję Wieczny Płomień Hesperosowi




The eye sees only what the mind is prepared to comprehend
Drew Macnair
Zawód : Poszukiwacz i przemytnik artefaktów, fascynat nakładania klątw , właściciel Karczmy "Pod Mantykorą"
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Dan­ger is a beauti­ful thing when it is pur­po­seful­ly sou­ght out.
OPCM : 40
UROKI : 2 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +1
CZARNA MAGIA : 51 +4
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 12 +3
Genetyka : Metamorfomag

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t6211-drew-macnair https://www.morsmordre.net/t4416-avari https://www.morsmordre.net/t4381-to-nie-jest-pokoj-zyczen https://www.morsmordre.net/f277-smiertelny-nokturn-13-18 https://www.morsmordre.net/t4418-skrytka-bankowa-nr-1139 https://www.morsmordre.net/t4417-drew-macnair
Re: Crimson Street [odnośnik]08.10.19 10:05
Zaklęcie nie zadziałało, co przyjął z pewnym zirytowaniem, gdy chwilę po wykonaniu lekkiego ruchu dłonią, nie stało się nic. Naprawdę było wiele lepszych momentów, kiedy zaklęcia mogły nie współpracować z nim, a teraz mogłoby to działać nieco lepiej. Nie mógł sobie pozwolić na pomyłki czy szczeniackie błędy. Przeklną w myślach, ale zaraz puścił to w niepamięć. Potrzebował skupić się na obecnie ważniejszych rzeczach. Zerknął na towarzysza i skinął lekko głową. Plan, aby się teraz rozdzielić, wydawał się dobry. Zwłaszcza gdy mogli z całą pewnością założyć, że Francis jest dość popularną jednostką, aby pojawiło się tutaj dodatkowe towarzystwo. Jeśli Hesperos trafił na informację, gdzie szukać, mogli zrobić to też inni z większymi bądź, mniejszymi problemami. Pozostawało tylko liczyć, że ktokolwiek postanowi odwiedzić Arauda, nie jest jeszcze w środku i nie przysporzy kłopotów na bardziej ograniczonym terenie.- Nie zostawię dla Ciebie wszystkich atrakcji, jeśli już się nadarzą – szepnął nieco sarkastycznie, gdy usłyszał, że ucieczka wchodzi w grę pod dwoma warunkami. Ile rzeczy musiałoby się spieprzyć na raz, aby nie dało się dotrzeć do Francisa i musieliby uciekać, gdy byli już praktycznie pod jego domem? Wystarczyło to skończyć, jakkolwiek byle z pozytywnym efektem.- Nie zawiedziemy Go – dodał. Nie miał pojęcia, jakie były konsekwencje błędów, ale nie musiał posiadać tej wiedzy, żeby nie chcieć znaleźć się na liście tych, którym coś nie wyszło i nie sprostali zadaniu. Przejął fiolkę i schował ją zaraz, licząc, że mimo wszystko nie będzie miał okazji, aby jej użyć. - Ostatnie czego chcę to znaleźć się w jego zasięgu – stwierdził szeptem. Spojrzał w kierunku budynku, przypominając sobie o pewnej przeszkodzie u samego Arauda.- Francis może słabo znać angielski, słyszałem określenie, że zna język szczątkowo, ale może to być wyolbrzymione – nadal szepcząc, wyjaśnił mu na prędko, aby Drew nie stracił czasu, gdy jakiekolwiek bardziej złożone zdania czy groźby mogły odbijać się od zwykłego niezrozumienia. Zacisnął nieco mocniej palce na trzymanej w dłoni różdżce, czując pod opuszkami palców znajome drewno. Zaklęcia zawiodły go raz, więc drugi z rzędu byłoby już zwyczajnym pechem. Mimo to postanowił zaryzykować jeszcze raz z zaklęciem niewerbalnym.

info u mg
Hesperos Crouch
Zawód : znawca prawa międzynarodowego, tłumacz
Wiek : 38 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowiec
Jeśli twoje marzenia zaczynają się nagle spełniać, strzeż się.
Bo wkrótce czeka cię bolesne rozczarowanie.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7293-hesperos-crouch https://www.morsmordre.net/t7328-talassa https://www.morsmordre.net/t7331-hes-crouch https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t7401-skrytka-bankowa-nr-1781 https://www.morsmordre.net/t7375-hesperos-crouch

Strona 7 z 26 Previous  1 ... 6, 7, 8 ... 16 ... 26  Next

Crimson Street
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach