Wydarzenia


Ekipa forum
Stary Cmentarz
AutorWiadomość
Stary Cmentarz [odnośnik]20.06.19 14:14

Stary Cmentarz

Najstarszy cmentarz w Londynie, na którym od 1567 roku spoczywają czarodzieje. Znajduje się na przedmieściach i dzieli na dwie części. Pierwsza, duża i zaniedbana połać terenu to stare, historyczne nagrobki oraz krypty należące do dawnych, bogatszych rodzin. Pomiędzy nimi rosną wiekowe drzewa, a całość porasta bluszcz, sprawiając, że cmentarz miejscami bardziej przypomina las, niż miejsce spoczynku czarodziejów. Aby wejść do tej części należy posiadać klucz do bramy, bądź po prostu ją przeskoczyć.
Druga część cmentarza to ta, w której do dziś grzebani są czarodzieje. Najstarszy znajdujący się w niej nagrobek pochodzi z 1901 roku i należy do nieznanego czarodzieja. Jego zwłoki znaleziono w Tamizie i nigdy nie odkryto tożsamości, mimo że delikwent miał przy sobie różdżkę. Od 1930 roku pojawia się tu jednak mało nowych mogił: większość czarodziejów decyduje się na chowanie swoich bliskich na cmentarzu znajdującego się bliżej centrum. Dlatego też ceny pochówku w tym miejscu zmalały i często ta wiekowa lokacja okazuje się miejscem ostatniego spoczynku dla osób o niższym statusie społecznym. Znajdujące się tu nagrobki często są więc dość skromne.
Cały kompleks chroni wysoki mur oraz zaklęcia, ukrywające miejsce przed wzrokiem niemagicznych.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
cmentarz - Stary Cmentarz Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]20.06.19 15:48
| 15 stycznia

To miały być już czwarty rok bez nich. Noah miałby dziewięć lat i tylko dwa kolejne lata brakowałyby do jego wybycia do Hogwartu. Felix zaś – w co Priscilla nie wątpiła – już dawno awansowałby na znaczące i istotne stanowisko. Był przecież tak utalentowany. Właściwie to… obaj byli. Noah niewątpliwie zawojowałby szkołę w dziedzinie, którą by sobie ukochał. Nie ważne, czy byłaby to numerologia, zielarstwo, czy Quidditch. Ona wspierałaby każdy jego wybór. Albo przynajmniej miała nadzieję, że miałaby do tego siłę. Niezbadane są przecież wyroki losu.
Nie powinni odchodzić. Nie teraz, nie w tak młodym wieku, nie tak prędko, najlepiej – nigdy. Jednak stało się. Jej ukochani odeszli i teraz zostały jej tylko wizyty na grobach.
Nie wahała się, wybierając miejsce. Najstarszy z magicznych cmentarzy znajdował się na tyle blisko, że Priscilla mogła swobodnie dojść do niego pieszo ze swojego rodzinnego domu. Nie obchodziło ją, że w tym miejscu często spoczywa biedota. Po śmierci przecież pieniądze przestawały mieć znaczenie, a ona sama wtedy czuła się zbyt rozbita, aby to w ogóle analizować. Dlatego też dwa nagrobki: jeden duży i drugi malutki, znajdowały się obok siebie, na starym cmentarzu. Stały pod wiekowym dębem, niedaleko wysokiego muru. Niezbyt ozdobne, ale zawsze zadbane i czyste w oczach Priscilli wyróżniały się na tle innych.
W ręce trzymała dwa bukiety. Jeden z chryzantemami dla Felixa, drugi – z żółtymi tulipanami. Noah uwielbiał żółte tulipany. Odziana w ciemny płaszcz, z kapeluszem z woalką i długą, prostą suknie szła pod wiatr, nie rozglądając się na boki. Pogoda była paskudna. Zimny deszcze ze śniegiem leciał prosto na jej twarzy, jednak Priscilla nie miała zamiaru z tego powodu szybko opuścić cmentarza. Przyszła w odwiedziny i nie miała zamiaru prędko opuszczać swoich bliskich.
Wiatr miał jedną poważną zaletę. Sprawiał, że zaszklone łzami oczy Priscilli wyglądały, jakby to tylko przez wiejący prosto w jej twarz żywioł wywołał u niej taką reakcje. Nie emocje, nie żal i tęsknota.
Gdy dotarła do nagrobków z czcią położyła kwiaty: najpierw na grobie syna, następnie męża. Wzdychając i otulając się mocniej szalem, usiadła na znajdującej się obok ławeczce, wpatrując się w ruchome obrazy, namalowane cztery lata temu przez artystkę, którą wybrała matka Felixa. Morgan nie żałowała tego wyboru: niewielkie dzieła doskonale oddawały charaktery jej bliskich.
Mimo zimna zastygła na dłuższą chwilę w bezruchu, mając w głowie tylko pustkę. Lata mogły mijać, ale ból musiał pozostać. Jego zniknięcie oznaczałoby, że zapomniała o Felixie i Noah, a tego nigdy by sobie nie wybaczyła.



Istnieją wyłącznie i niezmiennie jedynie źli ludzie, ale  niektórzy stoją po przeciwnych stronach.



Ostatnio zmieniony przez Priscilla Morgan dnia 16.09.19 16:46, w całości zmieniany 1 raz
Priscilla Morgan
Priscilla Morgan
Zawód : Wiedźmia straż
Wiek : 28 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
Jeśli cokolwiek przygnębiało ją bardziej niż własny cynizm, to fakt, że często nie była aż tak cyniczna jak prawdziwy świat.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7142-priscilla-morgan#190036 https://www.morsmordre.net/t7149-ardra#190405 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f162-beggars-hollow-5 https://www.morsmordre.net/t7150-skrytka-bankowa-nr-1765#190408 https://www.morsmordre.net/t7147-p-morgan#190391
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]13.08.19 18:28
20 luty
Odbijający się w szkle zarys był niewyraźny, mieszał się z obrazem za prostokątnym oknem, dawał złudne wrażenie wczepiania się sylwetki w eter między drzewami. Ogniskowała źrenice na widoku tej niewyraźnej sylwetki przed sobą. Ciemne włosy złapane mocno wstążką, jasna twarz nakrapiana w okolicy oczu piegami, cienkie brwi, od kiedy tylko pamięta, próbujące spotkać się ze sobą na mostku nosa, niezbyt kształtne usta, którym zawsze bliżej było do grymasu smutku niż do uśmiechu. I te oczy. Jasne, w promieniach słońca skrzące i pełne życia, tym razem jakby przydymione, bo choć tylko jedno z nich okraszone było fioletowo-zielono-żółtym limem, drugie jak przystało na bliźniaka podzielało jego humor. Dotknęła palcami skóry, cienkiej, niemal papierowej, w przeciwieństwie do tej sprzed kilku dni – nabrzmiałej od opuchlizny, i aż się skrzywiła. Chociaż siniak już powoli schodził, wciąż bolał, przy gwałtowniejszych ruchach wręcz tym bólem promieniował. Właścicielka trofeum (pierwsze miejsce es aequo) zamknęła oczy, słuchając pracowniczego szumu dookoła, kiedy tę chwilę skupienia przerwał męski głos. Niski i niezbyt ucieszony z powodu osoby, z którą przyszło mu wymienić dialog. Obróciła się do niego. Właściwie byli swoim lustrzanym odbiciem. Ona miała limo pod lewym okiem, on pod prawym.
Zbieraj się, było zgłoszenie o gromadzącej się bojówce Grindelwalda – rzucił do niej, ubierając płaszcz i chwytając od razu za szalik.
Rozejrzała się na boki, jakby szukała wyjaśnienia tej sytuacji – kilka dni temu żarli się na śmierć i życie, ciągnęli za włosy, tarzali po sali treningowej, a dzisiaj wyglądało na to, że mieli podejmować współpracę. I nie, nie szukała zrozumienia, wręcz przeciwnie – doskonale to rozumiała. Szukała powodu, dla którego McCarry zdecydował się poprosić o pomoc ją, a nie któregoś ze swoich kolegów, miał ich wielu. Nie mogła podejmować z nim rozmowy, bo nie na to był czas. Chwyciła tylko za swój płaszcz, zawiązała wokół szyi szalik, a różdżkę przypięła do paska pod nim, jak zawsze.
Ręka – rzucił do niej z twardym, irlandzkim akcentem. Był Irlandczykiem z krwi i kości, czasami podsłuchiwała, jak rozmawiał w swoim ojczystym języku ze starszym aurorem, wychwytując znajome słówka. Oprócz tego ogarnął swoim ptasim móżdżkiem teleportację łączną, co w Biurze często miało ogromne znaczenie przy akcjach.
Chwyciła go za łokieć i poczuła to nieprzyjemne rwanie w żołądku, jakby cały obiad postanowił zrobić fikołka.
Wylądowali w ciemnej uliczce. Pachniało zgnilizną, zawilgoconym drewnem z resztkami alkoholu. Szybko okazało się, że Tiernan wybrał tereny niedaleko jakiejś starej gospody, najwyraźniej blisko kuchennego wyjścia. Szedł szybko, musiała dotrzymać mu kroku. Sądziła, że sam wytłumaczy jej całe zdarzenie – co się tak naprawdę działo, kto wysłał zgłoszenie, gdzie dokładnie się kierowali.
Podejrzewamy, że Roghan donosi służbom na aurorów – rzucił do nich, będąc najwyraźniej pewnym, że nikt ich nie słucha.
Prawie się potknęła, kiedy to usłyszała.
Że co?! – i bez podobnej równowagi odpowiedziała.
Nie sądziła, że coś podobnego mogłoby się stać w tak przepełnionym prawością miejscu, jakim było Biuro Aurorów. Ale niczemu się nie wierzyło, dopóki samemu nie zobaczyło się tego na oczy – choć i wtedy można było zwątpić, takie pokrętne ludzie miewali umysły. Jackie należała do ludzi małej wiary, bo dopóki nie dostała do ręki dowodów na czyjąś winę lub niewinność, wciąż podpinała wszystkie rozważania i teorie pod wątpliwość. I mogłaby opowiadać w ten sposób o wszystkim, co usłyszała – nie wierzyć, wątpić – ale w to, że ktoś stał się donosicielem w Biurze Aurorów przy tak miałkim systemie władzy, przy tak fałszującym rzeczywistość obrazie politycznego terroru? Była zła, krew zawrzała w czasie zaledwie mrugnięcia powieką, usta zmarszczyły się w grymasie zdenerwowania, drobne włókna w palcach skurczyły się, zmusiły dłonie do spięcia się w kształt pięści. Bo zdała sobie sprawę, że mógł mieć rację. Widziała, że wzrok Roghana coraz bardziej błądził po bokach, gdy aurorzy gromadzili się przy blacie z dzbankiem napełniającym się kawą i lewitującym nad pustymi kubkami; sylwetka pracownika administracji odchodziła szybko od nich, twarz dziwnie bledła, gdy ktoś pytał o tych, co nie stawili się na porannej odprawie, szukał wskazówek co do zagubionych raportów. W dodatku od kilku dni nikt nie widział Dave’a Kurtoza, wczoraj ktoś rzucił pogłoskę, że jego mieszkanie zostało rozkradzione, a żona zniknęła. Kurtoz był mugolakiem, aktywnie działał wśród tych, którzy potrzebowali pomocy, starał się zapewniać im schronienie, ostrzegać o łapankach, o których coraz częściej można było usłyszeć. Rzadko mu pomagała, miała za dużo na głowie, ale kiedy tylko miała okazję, podrzucała mu potrzebne informacje.
Co za gnój – warknęła spomiędzy zaciśniętych zębów. Zbliżali się do cmentarza. – Doniósł na Kurtoza, tak? To chcesz mi powiedzieć?
Tiernan pokiwał powoli głową, rozglądając się na boki. Coraz mniej ludzi tędy chodziło, coraz więcej nieudeptanego śniegu mieli pod nogami, a powietrze coraz mniej śmierdziało dymem z kominów. I właśnie w takich okolicznościach najłatwiej było usłyszeć podejrzane dźwięki. Oczywiście, że nie szli rozgromić zgromadzenia pod wodzą aktywistów Grindelwalda – nigdy tylko we dwójkę. Chodziło o to, co aurorzy starali się robić tuż pod nosami władzy, ale wciąż na tyle daleko od nich, by nie zostać wykrytymi. Tiernan położył palec na ustach i zgiął się w pół, podchodząc bliżej niewysokiego murku, który oddzielał cmentarz od pustej drogi. Jackie poszła w ślad za nim. Oboje wyjrzeli na to, co działo się blisko grobów. Ciemne płaszcze pozwalały im wtopić się w ocienioną okolicę. Światło dawały tylko ledwo tlące się knoty zniczy. Przed nimi dwóch ludzi brutalnie ciągnęło za sobą kobietę – nie krzyczała, co było pierwszym sygnałem niepokojącego, wieczornego stanu cmentarza. Musieli rzucić na nią proste silencio albo transmutacyjnie przykleić język do podniebienia, co z uwagi na charakter ich „spotkania” mogło być bardziej prawdopodobną wersją. Tiernan, według Jackie mistrz kamuflażu bez użycia zaklęć, poruszył się jak kot, ocierając się bokiem ciała o wykładaną krzywymi kamieniami ścianę. Ruszyła za nim, powoli i ostrożnie, nie mogli zwrócić na siebie uwagi. Kroczyli za napastnikami, dopóki ci nie robili nic kobiecie, szukając schronienia za drzewami, których pnie były wystarczająco grube, by objąć ich sylwetki, śledzili ich, szukając motywów i powiązań ze znanymi Tiernanowi i Jackie sprawami.
W końcu mężczyźni zatrzymali się, gdy kobieta z zapłakaną twarzą wskazała im sporej wielkości nagrobek. Jeden z nich, szerszy w barach, przyciągnął ja do siebie i z wykrzywioną w obrzydzeniu twarzą spytał, czy to na pewno tutaj. Pokiwała głową. Skinął drugiemu i ten zaczął kopać, oczywiście do tego celu zaczarowaną odpowiednio łopatą. Jeden z nich znał się na sztuce transmutacji. Wiedzieli, z kim mieli do czynienia. Spojrzała na Tiernana, który krył się za drzewem rosnącym niedaleko kapliczki, za którą z kolei schowała się ona.
Hej, hieny cmentarne! – wyszedł do nich, trzymając różdżkę wcelowaną najpierw w jednego, potem w drugiego z opryszków. Jackie nie wychodziła, chciała wykorzystać w odpowiednim momencie element zaskoczenia. Nie spodziewali się jej, mogli nie obronić się przed zaklęciem. Słuchała. – Nie lepiej poszukać sobie przeciwnika swoich rozmiarów, tępaki? Nie kobiety, która na sam wasz widok robi pod siebie?
Zza kamienia widziała, jak mężczyźni spojrzeli po sobie. Nie przestraszyli się rosłego człowieka z różdżką przyszykowaną do ataku, ale wyciągnęli swoje, by być gotowym na obronę lub samemu zaatakować w pierwszeństwie.
A ty czego tu chcesz? Pilnuj swojego nosa, fircyku. – zawołał do niego, wciąż trzymając pod łokieć kobietę tak mocno, że aż kuliła się z bólu. Mieli zakładnika, cholera. To komplikowało sytuację. W dodatku ten zakładnik był na tyle nierozgarnięty albo przerażony, że pewnie nie spróbuje się szamotać, co ułatwiłoby im zadanie, rozkojarzyło wroga. Kątem oka dostrzegła, jak Tiernan powoli, bardzo powoli posuwa się w ich stronę. Zauważyli to. – Ani kroku dalej, szlamiasta szmiro, albo wepchniemy ci różdżkę do gardła i nakarmimy tobą swoje psy.
Zatrzymał się. Jeśli były gdzieś blisko, w co wątpiła, bo zapewne już dawno rzuciłyby się na pomoc swoim właścicielom, stanowiły problem. Powoli spróbowała rozejrzeć się dookoła, ale było za ciemno. W myślach ukształtowała formułę zaklęcia, nadgarstkiem nadała mu kierunek i wyraz – Carpiene na chwilę nadało okolicy jaśniejącą poświatę, wyszukało sylwetki. Albo raczej ich brak. Dwa psy. Ale Tiernan nie mógł o tym wiedzieć. Mógł tylko podejrzewać.
Puśćcie ją, nie jest wam do niczego potrzebna – próbował pełnić rolę mediatora, ale wiedziała, że jeśli był w ich oczach sam na polu walki, nie dadzą takiej szansie uciec sobie sprzed nosa.
I wtedy się zaczęło. Jak tylko usłyszała pierwsze wypowiadane głoski, wyskoczyła zza kapliczki, atakując natychmiast drugiego z nich. Tarcza zajaśniała przed McCarry’m. Kobieta, jak tylko poczuła, że uścisk słabnie, rzuciła się z krótkim, rozpaczliwym piskiem przed siebie, w stronę domów. Jackie przeklęła w duchu.

Walka trwała krótko – albo wręcz przeciwnie, czas rozciągał się jak rybacka sieć, by za chwilę skurczyć się do rozmiaru małej kostki Rubika. Błyski zaklęć były widziane z daleka i choć krótkie, szybkie, zaledwie smugi wśród nocy, były alarmem dla czarodziejów szykujących się do snu i jeśli ci czarodzieje zdecydowaliby się kogoś wezwać, nie skończyłoby się to dla dwójki aurorów dobrze. Ale nikt ich nie odkrył.
Jackie sprawdziła czubkiem buta, czy jeden z atakujących ich psów jeszcze dycha. Był sztywny, sztylety wyczarowane przez Tiernana zaklęciem Lamino, już zniknęły, jakby rozsypane przez wiatr. Zimny i siarczysty. Spojrzała na swoją dłoń, lewą, zakrwawioną przez posokę płynącą z pogryzionego ramienia. Spodnie na prawej nodze były w strzępach.
McCarry? – odezwała się, zmęczona, oddychając ciężko. Chciała sprawdzić, jak się czuł – po głosie, spojrzeniu, sylwetce.
Z jego różdżki kapała krew, również z rozoranego ramienia. Drugi pies, ten sam, który leżał u genezy tych ran, również zdechł przez kilka w popłochu rzuconych zaklęć. Podszedł do jednego z obezwładnionych napastników i wolną dłonią sięgnął do jego paska, do którego przypięta była sakiewka. Oderwał ją, sprawdził, co jest w środku. Zwinięty w rulon list odkrywał plany wobec rozkopywania grobów kilku ludzi – ich nazwiska podano poniżej, przynajmniej część z nich. Z treści notki wywnioskowała, że chodziło o sprzedaż pozyskanych materiałów. Materiałów, które wśród porządnych czarodziejów sprzedane być nie powinny.

| zt



pora, żebyś ty powstał i biegł, chociaż ty nie wiesz,
gdzie jest cel i brzeg,
ty widzisz tylko, że
ogień świat pali
Jackie Rineheart
Jackie Rineheart
Zawód : auror
Wiek : 27
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
only now do i see the big picture
but i swear that
these scars are
fine
OPCM : 25+3
UROKI : 10+2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 12
SPRAWNOŚĆ : 14
Genetyka : Czarownica
cmentarz - Stary Cmentarz 7sLa9Lq
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t5414-jackie-rineheart#122455 https://www.morsmordre.net/t5418-kluska-jackie https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f205-opoka-przy-rzece-wye-walia https://www.morsmordre.net/t5423-skrytka-bankowa-nr-1349 https://www.morsmordre.net/t5424-jackie-rineheart
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]16.09.19 16:58
W ostatnich latach zdecydowanie częściej niż kiedyś bywał na cmentarzach, a i tak za każdym razem towarzyszyło mu poczucie, że zaniedbuje pamięć swoich krewnych, koleżanek i kolegów. Przyczyna była prosta - tak wielu z nich nie było już pośród żywych. Znak czasów. Niektóre z cmentarzy ułatwiały zadanie; leżało na nich kilkoro bliskich. Tak było właśnie w tym wypadku. Zostawiał kwiaty na kolejnych grobach, wspominał, wzdychał... i szedł dalej, targany przeczuciem, że sam żyje w zasadzie na pożyczonym czasie. Czy czasem go nie marnował? Wyobrażał sobie zawsze, że w tym wieku będzie miał już własną rodzinę, że to właśnie będzie centrum jego wszechświata. Zamiast tego miał... zwierzęta. Kochał swoją pracę, kochał swoich podopiecznych, był to jednak zupełnie inny rodzaj oddania, niż to, które można zaoferować bliskim ludziom. Co innego dostawał w zamian. Z drugiej strony, czy nie byłoby samolubnie na taki świat sprowadzać niewinne dzieci, nieświadome zagrożenia, niezdolne do obrony? Czy on potrafiłby je ustrzec przed niebezpieczeństwem, kiedy wreszcie konflikt między górą a dołem dosięgnie go osobiście? Nie był już w takiej formie, co kiedyś. Nie był już tym, kim kiedyś.
Stojącą przed kolejnymi na jego liście grobami kobietę zauważył nieco za późno, żeby wycofać się choćby z szacunku dla jej cierpienia. Była żoną, matką, a on? Tylko przyjacielem. Ta śmierć ich podzieliła, nie w żadnej gwałtownej scenie, ale subtelniej, z dnia na dzień, kiedy już zabrakło im słów otuchy i wspomnień, którymi mogli się wymieniać. Zwolnił kroku, ale postanowił już się nie wycofywać. Dopiero kiedy już znalazł się dość blisko, by móc użyć półgłosu, zwrócił się bezpośrednio do kobiety.
- Priscilla? - nie miał wątpliwości, że to ona; decydując się na pytający ton chciał po prostu zabrzmieć trochę mniej natarczywie, jakoś subtelniej zaanonsować swoją obecność, która do pewnego momentu chyba uszła jej uwadze. Ostatnie, czego potrzebowała, to żeby ktoś ją jeszcze przestraszył. Zatrzymał się przy grobach, po drugiej stronie od niej. Wzrok utkwił w wizerunkach martwych. Jak żywi. Fatalny komplement, ale kunsztu wykonania trudno było nie docenić, nawet przyglądając się maleńkim obrazom już enty raz. Czy ze swojego grobu też będzie patrzył na bliskich? Cóż, nie mógł wykluczyć, że zostanie duchem... to jednak zupełnie mu się nie uśmiechało. Myśl o wieczności wydawała mu się wyjątkowo mało porywająca, przynajmniej od kiedy przestał być pełnym werwy, aspiracji i marzeń nastolatkiem, a światem wokół coraz mocniej trzęśli ludzie okrutni.


przyjdź śmierci, ale tak skrycie, tak skrycie bym nie czuł twego zbliżenia, bo sama rozkosz konania, rozkosz konania mogłaby
wrócić mi życie
Coriander Sprout
Coriander Sprout
Zawód : magiwet
Wiek : 31 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
raise a glass to freedom,
something they can
never take away,
no matter what
they tell you
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t6883-coriander-sprout#179691 https://www.morsmordre.net/t6996-silva#183813 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f248-hartlake-road-18-3 https://www.morsmordre.net/t6997-skrytka-bankowa-nr-1708 https://www.morsmordre.net/t7442-c-sprout#203517
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]20.01.20 4:56
1.01

Zjawił się na cmentarzu mroźnym popołudniem i skierował ku części dla biedoty. Zacisnął zęby, zmierzając ku dobrze znanemu, skromnemu nagrobkowi.
Matylda Wrońska.
Wiedział, że ojca było stać na miejsce na lepszym, bardziej centralnie ulokowanym cmentarzu. A nawet jeśli zbyt gardził żoną, by finansować jej pogrzeb, to problem mogłyby rozwiązać pierścionki Matyldy - posag, podarowany synowi i lekkomyślnie spieniężony przez Daniela krótko po ucieczce z domu. Dzięki biżuterii matki mógł wynająć kawalerkę na Nokturnie na pierwszych kilka miesięcy samodzielnego życia. Już dawno przeniósł się do lepszego mieszkania, a jego matka nadal leżała w skromnym grobie, wśród pijaków, biedaków i innych imigrantów. Nie znalazła dla siebie w Anglii lepszego życia, po które wyjechała z Polski, odprawiona przez ubogich, choć dumnych krewnych. Daleki kuzyn i mąż przyniósł jej tylko przedwczesną śmierć - przemoc i chłód w domowych murach nadwątliły jej słabe zdrowie. Daniela nie było przy niej przed śmiercią, nie było gdy mógł kłócić się o lepszy pochówek i samemu go zasponsorować, nie było nawet na pogrzebie. Nikt się z nim wtedy nie skontaktował.
Podszedł do celu i ze złością zauważył, że płyta nagrobna była pusta. Czy brat naprawdę już tu nie bywał, czy też wymijali się, odwiedzając cmentarz na tyle rzadko, by nie zauważać swoich kwiatów?
Westchnął, wyczyścił śnieg z płyty zaklęciem Chłoszczyść i wyczarował bukiet czerwonych róż. W milczeniu położył go przy nazwisku matki. Przygryzł lekko wąsa, ale nic nie powiedział. Nie porozmawiał z nią nawet w myślach. Niegdyś przychodził tutaj na dłużej, ale od kilku lat ograniczał się do posprzątania grobu i zostawienia kwiatów. Nie wiedział, co mógłby jej powiedzieć - jego świat zmieniał się za bardzo z każdym mijającym rokiem, a on sam stawał się innym Danielem, niż ten, którego pamiętała jego matka. Czy poznałaby go teraz, czy spoglądałaby na niego z lękiem i niedowierzaniem - tak jak wczoraj Maeve?
Potrząsnął głową, wściekły na siebie za wspomnienie wczorajszego wieczoru i kolejnego kosza, jakiego dostał od panny Clearwater - zbyt dumnej, by zaszczycić go choćby tańcem. Usiłując nie myśleć o irracjonalnych łzach w jej oczach, ani o częstym płaczu Matyldy Wrońskiej, szybko odszedł od nagrobka i udał się na starszą część cmentarza.
To tutaj leżeli czarodzieje ze starych, bogatych rodzin, a nawet arystokracji. W głębi cmentarza znajdowała się część Rowle'ów, którzy z pewnością nie byliby zachwyceni, że dzielą cmentarną działkę z biedotą. Nie śmiał pytać Pandory, czy zachowali dawną ziemię z sentymentu - przecież stać by ich było na zbudowanie prywatnego mauzoleum gdziekolwiek indziej.
Podszedł do grobu Daphne i wyczarował białe róże. Szybko położył je na płycie, a potem rozejrzał się, chowając ręce do kieszeni.
Zwykle spotykali się tu o stałej porze, nawet bez umawiania się - ot, przy szczególnych okazjach, takich jak początek roku. Sam zaproponował to miejsce kilka lat temu, gdy Pandora potrzebowała miejsca, w którym jest nawet mniej par uszu niż w jej wyciszonym sklepie (tam w każdej chwili mógł przybyć stary Rowle, choć wyglądał na niezainteresowanego interesem żony). Cmentarne spotkania nabrały gorzkiego wydźwięku, gdy lady Rowle naprawdę zaczęła mieć tu kogo odwiedzać. Nagle Daniel nie odbierał tu już zleceń, a oferował swoje męskie ramię do wypłakania się. Podobnie jak wtedy, gdy jego własna matka płakała nocami, czuł się wtedy bezsilny. Daphne zabrały anomalie, których upiorną moc odczuł na własnej skórze tamtej majowej nocy. Nikt nie mógł jej ochronić, nikt nie mógł jej pomścić. Zastanawiał się, czy lady Rowle i dzisiaj myśli o córce, czy też zostanie w domu, wypoczywając po szlacheckim Sabacie. Może był lepszy niż Sylwester w Dolinie Godryka, który przyniósł Wrońskiemu tylko ironiczne wróżby i zepsuty humor.


Self-made man


Daniel Wroński
Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]21.01.20 3:20
Nigdy nie przypuszczała, że wizyta na cmentarzu wywoła u niej napad płaczu. Przecież spoczywały na nim wszystkie osoby, których szczerze nienawidziła - toksyczna matka, której nagrobek odwiedzała zazwyczaj raz w roku, dalecy krewni, którzy zapomnieli o niej, gdy tylko opuściła rezydencję Parkinsonów… jak mogła uronić nad nimi łzę? Cóż, nad nimi nie, ale nad Daphne - jej ukochaną córeczką - już mogła.
Ilekroć zbliżała się do tego szczególnego nagrobka, przymykała oczy i liczyła na to, że kiedy je otworzy, ujrzy na nim zupełnie inne nazwisko, dane nieznajomego, którego losem nie musiałaby się przejąć. Niestety, rzeczywistość była inna i musiała pogodzić się z tym, że nie da się jej zmienić. Musiała więc patrzeć na wygrawerowany napis Daphne Rowle, przypominający o tym jak bardzo ulotne i kruche jest życie. Mimo dużych ambicji i celów, Daphne skończyła na cmentarzu, otoczona - pewnie ku swojej wściekłości - przez biedotę, której tak bardzo nienawidziła.
Na szczęście wielu o Daphne pamiętało. Świadczyła o tym ozdobiona płyta, przepełniona kwiatami i innymi dekoracjami. Na większość tych ozdób nie mogła nawet patrzeć, więc często zastępowała je innymi, te brzydkie zanosząc do zmarłej matki. W takich chwilach zastanawiała się, czy jej dzieci postąpiłyby tak samo? Wizytę na cmentarzu traktowały jak przykry obowiązek, rzadko zatrzymując się nad jej płytą na dłużej niż minutę, w trakcie tej minuty wymieniając się jednak przykrymi opowieściami na temat tego jak słabą matką była.
W innej części cmentarza znajdował się jednak nagrobek kobiety, której - choć tak naprawdę jej nie znała - nie mogła pominąć. Czuła, że mimo braku jakiegokolwiek kontaktu, łączyła je pewna nierozerwalna więź. Obie doświadczyły smutków powiązanych z nieszczęśliwym małżeństwem - liczyły na wiele, a dostały jedynie pasmo niepowodzeń.
Tego dnia postanowiła rozpocząć wizytę od odwiedzenia Matyldy. Zauważyła, że na jej nagrobku leżał już jeden świeży bukiet, co oznaczało, że Daniel pewnie już tutaj był. Westchnęła i wyczarowała kolejny, ozdabiając płytę tak, żeby wyglądała na pełniejszą. Ta kobieta naprawdę została zniszczona przez życie i pokazywał to nawet brak pamięci bliskich… w takich chwilach jeszcze bardziej obawiała się śmierci. Chwilę później postanowiła ruszyć w kierunku dalszej części cmentarza - do Rowle’ów. Spodziewała się, że Wroński tam stał, pewnie na nią czekał, chociaż nie poinformowała go o zaplanowanej wizycie. Nie musiała. Był tam, gdy go potrzebowała i chociaż mógł w tym czasie odpoczywać, to spędzał z nią czas. Pomyśleć, że jej synowie nigdy by się dla niej w ten sposób nie poświęcili. Nie chciała więc kazać mu czekać i przyspieszyła, po drodze omiatając wzrokiem nagrobki dawno zmarłych krewnych.
Kiedy w końcu ujrzała wysoką sylwetkę, odetchnęła i ostrożnie się do niego zbliżyła.
Długo tutaj czekasz? Pozwoliłam sobie najpierw odwiedzić grób twojej matki. - powiedziała nagle, odpuszczając sobie wszelkie zasady, które powinny coś dla lady znaczyć, bo przy nim - a szczególnie w prawie pustym miejscu - czuła się swobodnie. - Dobrze cię widzieć. - dodała.
Zbliżyła się nieznacznie do grobu Daphne, tak jak zawsze przymknęła powieki z nadzieją, że nie ujrzy na nim jej nazwiska. Kiedy je otworzyła, westchnęła jednak bezradnie i wyczarowała bukiet. Położyła go na miejscu i ponownie zbliżyła się do Daniela. Tym razem nie zamierzała płakać, wolała zachować zimną krew.
Bardzo ci dziękuję. - rzuciła, cały czas patrząc na grób córki. Chociaż z każdą kolejną chwilą chciało jej się coraz bardziej płakać, to naprawdę nie zamierzała tego robić. - Za to, że ją odwiedzasz. Ale pamiętaj, jeśli masz inne zajęcia, to wszystko zrozumiem. Jesteś jeszcze młody, musisz ten czas wykorzystać. - uśmiechnęła się nieznacznie, tym razem przenosząc wzrok z nagrobka na twarz Daniela.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]21.01.20 7:45
Stał dość sztywno i oficjalnie, z głową nieco spuszczoną - wpatrywał się w nagrobną płytę, choć myślami był gdzie indziej. Odwrócił się w stronę Pandory, gdy tylko usłyszał kroki, najpierw ciche i dystyngowane, a potem przyśpieszone. Lata na Nokturnie nauczyły go nigdy nie odwracać się plecami do dźwięku czyjegoś chodu, ale teraz przecież wiedział, kogo się spodziewa. Jednej z nielicznych osób, którym jeszcze ufał.
-Lady Rowle. Panią również dobrze widzieć. Nie czekałem, zgraliśmy się, jak zawsze. - skłonił się lekko i uśmiechnął pod nosem. Zawsze zwracał się do niej z należnym szacunkiem, choć w myślach od dawna nazywał ją po prostu Pandorą. Czasem dziwiło go, jak podobnym torem biegły czasem ich myśli. Nauczyli się nawet przychodzić na cmentarz o podobnej porze. Czy dlatego lady Rowle nie przegoniła przed laty natrętnego obserwatora spod swojego nowego sklepu? Czy po pierwszym zleceniu wyczuła, że Daniel jest dla pieniędzy w stanie zrobić tak wiele, że nie musi mu zbyt wiele mówić aby nie brudzić sobie rąk? Że do przegonienia konkurencji wystarczyła najmniejsza sugestia? Ale przecież od dawna nie łączyły ich tylko interesy. Czy dopuściła go do siebie bliżej dzięki jego dobremu wychowaniu, które zawdzięczał Matyldzie Wrońskiej? Może i zajmował się zleceniami godnymi zwykłego zbira, ale miał przecież obycie, dobre maniery, a nawet trochę empatii.
Gorąco chciał wierzyć, że Pandora wciąż pamięta i widzi w nim butnego, ale niezepsutego jeszcze przestępczym światem dziewiętnastolatka, który nieco niepewnie szwendał się po Pokątnej i w ciszy burzliwych emocji przeżywał śmierć matki. Dopiero wczorajsze spotkanie z dawną miłostką uświadomiło mu, jak bardzo chciał pragnął być nadal uznawany za gentlemana - że tęsknił do spojrzeń pełnych szacunku i podziwu, ale nie lęku.
Wiedział też, że lady Rowle jest bardziej doświadczona i mądrzejsza od niego. Wspólnie dbali o to, by mogła trzymać na dystans własnego męża. Nie wątpił w to, że potrafiłaby okłamać i lojalnego współpracownika (przyjaciela?), ale szczerość okazywała w swój specyficzny sposób. Drobnymi, a zarazem ogromnymi gestami.
-Ja... dziękuję. - wykrztusił zduszonym głosem. Wzruszenie ścisnęło mu gardło, mieszając się z dobrze mu znanym poczuciem niesprawiedliwości. Matyldę odwiedzała obca kobieta, ale chyba nie własny syn i na pewno nie owdowiały mąż.
-Byłaby zaszczycona, mogąc poznać lady. - dodał z całkowitą pewnością. Tęskniła za prestiżem, uwielbiała błyskotki i ze smutnym pożądaniem patrzyłaby na biżuterię w sklepie Pandory oraz na (z pozoru) niezależne życie zbudowane przez kobietę. Nie mogę nawet jej zwrócić pierścionków z Polski, skończyły w podrzędnym lombardzie. Żałował, że nie poczekał ze sprzedażą posagu matki na otwarcie sklepu lady Rowle. Od niej mógłby go chociaż odkupić.
Matylda była wychowana w konserwatywnej i ceniącej honor oraz historię rodzinę, dlatego tym bardziej nie mieściło mu się w głowie, jakim cudem nawiązała romans za plecami męża. Nie rozumiał zawiłości kobiecych uczuć, rozpatrując cudze związki (bo z własnymi sobie nie radził) w kategoriach transakcji - czy matka trafiła na kogoś bogatszego od swojego dalekiego kuzyna, kogoś kto mamił ją obietnicami o lepszym życiu? Przed laty szukał we własnych rysach podobieństwa do przypadkowych londyńskich czarodziejów, ale ostatecznie przekonał się, że rodziny się nie ma, tylko wybiera. Podobnie czuła się chyba Pandora, której synów prawie nie widywał na cmentarzu.
Podążył za wzrokiem Pandory na nagrobek Daphne. Zauważył, że zacisnęła powieki, że odczekała chwilę przed wyczarowaniem bukietu. Kilka miesięcy temu zalewałaby się tu łzami, ale teraz zapanowała nad własnymi emocjami, udowadniając, że jest silna. O wiele silniejsza, niż Matylda, która nie wytrzymała w pełnym przemocy domu i nigdy nie umiała znaleźć dla siebie innego wyjścia niż śmierć.
-Była piękna. - powiedział, wiedząc, że właśnie to Pandora chciałaby usłyszeć. Podobna do Ciebie. Chociaż miała trzeźwą głowę i zmysł do interesów, to Danielowi nie umknęło jej zamiłowanie do eleganckich strojów i pięknej biżuterii. Prawdziwa dama.
Samą Daphne pamiętał ze Slytherinu, była rok niżej od niego i miała na tyle klasy, by nie korzystać z usług, jakie oferował bogatszym kolegom i koleżankom. Zdawała się zresztą żyć we własnym świecie, więc czemu miałaby być zainteresowana dokuczeniem jakiejś rywalce w sprawach sercowych lub sabotowaniem szukającego drużyny Gryfonów?
Wzruszył lekko ramionami, nieco zdziwony nagłą troską o jego czas wolny.
-Wczoraj byłem w Dolinie Godryka - przyznał, nawet nie zdając sobie sprawy, że w jego opanowanym zwykle głosie zadźwięczała jakaś gorzka nuta -Sylwester można spędzić żywymi, a Nowy Rok z...rodziną. - słowo "martwi" nie mogło mu przejść przez gardło, a tak się składało, że jego najbliższa rodzina leżała na cmentarzu. A ktoś na kształt rodziny stał z nim na tym cmentarzu.
-W tym samym czasie pewnie odbywał się Sabat arystokracji? - zagaił ostrożnie, nie będąc pewnym, czy Pandora musi już oficjalnie brylować na salonach, czy też przeżywa żałobę.


Self-made man


Daniel Wroński
Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]22.01.20 6:13
Na twarzy Pandory pojawił się niewielki uśmiech. Zgrali się, jak zawsze… Rzeczywiście, po tylu latach wspólnych interesów potrafili porozumiewać się bez słów. Pojawiali się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie, w trakcie omawiania spraw nie przekazywała mu informacji słowami, które mogłyby okazać się niebezpieczne. Daniel wszystko rozumiał, a łącząca ich więź skłaniała ją do różnych przemyśleń. Może naprawdę potrafiła stworzyć z kimś zdrową relację? Wroński był przecież idealnym przykładem.
Czasem wspominała czasy, w których dopiero się poznawali. Wówczas na ich twarzach widniał ten szczególny młodzieńczy wigor - chociaż na plecach nosili duży bagaż doświadczeń, to chyba wciąż mieli nadzieję na lepsze jutro. Czasy te nie były beztroskie, a już na pewno nie wolne od smutku, ale wszystko wydawało się takie… łatwiejsze i spokojniejsze. Dlaczego ona - wtedy jeszcze młoda i oceniająca wszystkich z góry lady - zauważyła w nim coś szczególnego? Właściwie to nie chodziło jedynie o dobre wychowanie - na pierwszy rzut oka, chociaż pewnie usilnie starał się tego nie okazywać, zauważyła w nim zagubionego młodzieńca, podobnego do dawnej siebie. Różnica była taka, że on nie posiadał majątku, nie mógł pozwolić sobie na wiele rzeczy, które miała Pandora… być może jego los był gorszy od jej losu? Zamiast bawić się i wykorzystywać najlepsze czasy życia, Daniel szwendał się po ulicach. Widziała w nim jednak nie tylko zagubienie, ale także ogromny potencjał i siłę. Domyślała się, że zabrakło mu odpowiedniej rodziny, która pomogłaby mu zostać kimś wielkim. Nie był zepsuty, był silny i charakterny. To w nim lubiła.
I trzeba przyznać, że wciąż w nim to widziała. Dojrzewali i zmieniali się w swoim towarzystwie, obserwowali się nawzajem i chociaż ich twarze się postarzały, a charaktery w jakimś stopniu zmieniły, to dla Pandory wciąż był młodzieńcem, który został stworzony do pełnienia wyższych celów. I wciąż żywiła nadzieję, że mógł dużo osiągnąć.
Naprawdę był dobry. Przynajmniej dla niej, ale nie obchodziło jej dobro ludzi, którym mógł kiedykolwiek wyrządzić krzywdę. Skoro to zrobił, to na pewno sobie na to zasłużyli, a Rowle przejmowała się jedynie osobami, które coś dla niej znaczyły. A skoro potrafił okazać jej swoją dobroć, to potrafiłby okazać ją także osobie, którą kochał.
Czy Matylda na pewno chciałaby ją poznać? Cóż, to na pewno. Pandora zdawała sobie sprawę z tego, że wielu ludzi chciało nawiązać z nią jakikolwiek kontakt, w jakiś sposób nawiązać rozmowę i założyć pewną relację. Problem tkwił w tym, że szacunek, którym obdarowywali ją nieznajomi ludzie potrafił bardzo szybko przerodzić się w… niechęć? Chociaż wydawała się niezależna i taką właśnie udawała, to potem okazywała się najzwyklejszą w świecie kobietą, zniszczoną przez męża i na pewno nie wolną. Między innymi to łączyło Matyldę i Pandorę - ta uległość wobec mężów.
Kolejne słowa - była piękna - zmusiły ją do kolejnego delikatnego uśmiechu. Rzeczywiście, Daphne była przepiękną dziewczyną i między innymi dlatego Pandora nie potrafiła jej wcześniej polubić. Nie mogła patrzeć na piękną twarz, którą wieki temu utraciła. Po jej śmierci zrozumiała jednak, że powinna być dumna z faktu posiadania tak pięknej córki.
Ucieszyła się, gdy Daniel wspomniał o sylwestrze. Ten organizowany w Dolinie Godryka wydawał jej się ciekawszy od nudnego Sabatu. Od kiedy na jej twarzy gościło więcej zmarszczek niż wigoru, nie lubiła pokazywać się na tego typu uroczystościach. Robiła to tylko i wyłącznie po to, żeby nikt przypadkiem o niej nie zapomniał. Na tym się jednak nie zjawiła - musiała przemyśleć kilka spraw, a śmierć córki dawała jej usprawiedliwienie. Pomyśleć, że kiedyś nie mogłaby tego typu przyjęcia przepuścić, że pojawiłaby się tam z uśmiechem na ustach, w przepięknej sukni. Wtedy chciała, żeby ją pamiętali, ale skoro teraz ma pewność, że ją pamiętają, to chyba nie musi o tę opinię aż tak dbać? Poza tym na dobre jej to wyszło - przynajmniej nie musiała słuchać wyrazów współczucia.
Tak. Co prawda, nie pojawiłam się na nim, ale przeżyłam w swoim życiu tyle Sabatów, że jedna nieobecność mi nie zaszkodzi. - odpowiedziała, po chwili przechodząc do jego tematu. Nie zapomniała tej nutki goryczy, którą wyczuła, gdy wspomniał o sylwestrze. - Czy w Dolinie Godryka wydarzyło się coś godnego uwagi? Podobało ci się? - nawet w jej głowie pytanie to wydało się dziwne, ale rzeczywiście chciała wiedzieć.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]23.01.20 23:18
Gdyby się namyślił i spróbował zdefiniować relację z Pandorą, zapewne przyznałby, że rodzina i przyjaciele to kwestia wyboru. Nie krwi, ani nawet nie podobieństwa. Cechował się jednak w życiu skłonnością do działania, a nie namysłu. Nie próbował więc analizować, dlaczego ufa właśnie lady Rowle; dlaczego rozumie ją tak dobrze i darzy zaufaniem. Wygodniej byłoby rozpatrywać ich więź w kategoriach transkacji, choć ich zażyłość dawno wykroczyła już poza zwykły profesjonalizm. Życie nauczyło go, że zbytnia bliskość jest niebezpieczna, że obnażając swoją tarczę można narazić się na zranienia. Wiedział, że Pandora w jakiś sposób się o niego troszczy (a on o nią!), ale nie chciał myśleć o tym, że może widzi w nim potencjał na coś więcej niż karierę kryminalną. Bałby się, że nie sprosta jej nadziejom i oczekiwaniom. Tym bardziej, że wczorajsze spotkanie z Maeve i rozczarowanie w jej spojrzeniu, skłoniły go do zastanowienia się nad własną przyszłością. I, ku swojemu tłumionemu przerażeniu, nie potrafił wyobrazić sobie nic więcej poza obecnymi zleceniami i zbieraniem oszczędności. Nokturn miał być tymczasowym sposobem na wyrwanie się z domu, ale Wroński siedział już tam prawie dekadę, odkładając pieniądze na... właśnie, na co? Na ładniejszy dom? Czym by się w nim zajmował? Po Hogwarcie nie zdobył żadnego specjalistycznego wykształcenia, nie znał się nawet na biznesie i biżuterii jak Pandora. Wydalenie z kursu aurorskiego uświadomiło mu z kolei, że nie jest tak zdolnym czarodziejem, za jakiego się uważał.
Zauważył, że lady Rowle nieznacznie ożywiła się na wspomnienie Sabatu. Znał ją już od dawna, wiedział, jakie tematy mogą odciągnąć jej uwagę od żałoby. Zrozpaczona matka opuściła jednak szlachecką uroczystość, chociaż zdawała się uwielbiać takie zgromadzenia. Domyślał się, że nadal przeżywa żałobę, jeśli nie jawnie to w zaciszu własnego serca. Ile osób, poza nim, wiedziało w końcu o jej regularnych wizytach na grobie Daphne?
-Skoro nigdzie lady nie była to powinniśmy wypić trochę szampana w sklepie. - zaproponował, nie zaprzątając sobie głowy konwenansami. -Jak… najlepszego Nowego Roku. - dodał łagodnie, choć pragmatyzm nie pasował do jego młodego wieku. Ale czymże w końcu jest szczęście? Ważne, żeby 1957 był lepszy od 1956…
Wzruszył ramionami na pytanie o Sylwestra, nie rozumiejąc, dlaczego plebejska zabawa miałaby być ciekawsza od pełnego przepychu Sabatu. W końcu zwykłe imprezy były wszystkim co znał i zapominał, że Pandora znała tylko Sabaty.
-Było…przeciętnie, ale czego należy się spodziewać po dużym i chaotycznym zgromadzeniu. - przyznał. -Nie zostałem nawet do północy. - dodał. Jeśli potem wydarzyło się coś ekscytującego, to wszystko przegapił, nie zaprzątając sobie głowy nawet toastem noworocznym.
Wspomniał za to smak innego toastu - i palącego wstydu, związanego z niespodziewanym spotkaniem.
-Wpadłem na starą znajomą i… przyznałem jej, gdzie mieszkam, czym się zajmuję. - wyznał nagle, a przez jego twarz przemknął dziwny grymas. Nie wiedział, czemu zwierza się Pandorze, ale i tak jego obecna szczerość była naturalniejsza niż paplanie na Sylwestrze. Przecież wypił tylko kieliszek szampana, więc dlaczego przy Maeve rozwiązał mu się język?
Odwrócił wzrok, przypominając sobie rozczarowanie w jej spojrzeniu… i wróżbę, lśniącą wśród gwiazd na tafli jeziora nad którym stali.
Spotkanie w mroźny wieczór odmieni Twoje życie.
-Wierzy lady w przepowiednie?


Self-made man


Daniel Wroński
Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]31.01.20 18:08
Pandora naprawdę cieszyła się z jego towarzystwa. Lubiła chwile, w których w pewnym stopniu zapominali o niektórych granicach i komunikowali się jak dawni przyjaciele. Zbyt wiele czasu spędziła wśród sztywnych arystokratów, przesadnie dbających o etykietę i wymagających od niej takiego postępowania. Dlatego kiedy opuszczała dom - miejsce, w którym musiała prezentować się jak najlepiej - cieszyła się na spotkanie z Danielem. Tym milej przyjęła propozycję napicia się szampana i lekko się uśmiechnęła.
- Z przyjemnością… i nawzajem. Miejmy nadzieję, że od teraz będzie tylko lepiej. - odpowiedziała, nie do końca będąc pewną swych słów. Wroński miał przed sobą całe życie i szczerze życzyła mu jak najlepiej. Żywiła nadzieję, że ten rok okaże się dla niego łaskawy.
Tak niewiele wiedziała o zabawach ludzi prostych, że zaczynały ją interesować! Jeszcze niedawno nie widziała w prostym ludzie niczego ciekawego, ale teraz - gdy miała już swoje lata i wszelkie arystokratyczne wydarzenia zaczynały ją nudzić - zaczynała interesować się życiem osób wśród których obracał się Daniel. Spodziewała się, że większość jego znajomych to szemrani kupcy, ale jednocześnie pamiętała, że miał w sobie coś z arystokraty. Ciekawe czy odnalazłby się w towarzystwie szlachciów? Nie brakowało mu dobrego wychowania, ale w tym otoczeniu powinno obracać się od najmłodszych lat życia. W innym wypadku łatwo o niemiłe komentarze i spojrzenia przepełnione pogardą.
Kolejny grymas Wrońskiego również nie uległ jej uwadze, skłaniając ją do pewnych przemyśleń. Wiedziała, że w głębi duszy był osobą bardzo czułą, ale mimo wszelkich bliskich chwil, które spędzili w swoim towarzystwie, wciąż nie mogła uwierzyć, że ten hardy młodzieniec potrafił się zamartwiać. A przekonał ją o tym już wiele razy! Niemniej, fakt, że powiedział o swym fachu kobiecie, oznaczał, że naprawdę coś dla niego znaczyła. W tym przekonaniu utwierdziło ją niespodziewane pytanie odnośnie przepowiedni. Zrozumiała, że na Sylwestrze w Dolinie Godryka musiało być o stokroć ciekawiej niż na organizowanym Sabacie.
- W przepowiednie? - spytała, trochę dziwiąc się temu pytaniu. - Owszem, wierzę. Co prawda, nie miałam z nimi bezpośredniego kontaktu, ale... wydaje mi się, że to nawet lepiej. Czasem lepiej nie wiedzieć, co czeka nas w życiu. Czyż takie przepowiednie nas nie ograniczają? - rzekła spokojnie. Gdy była młoda, temat przepowiedni wydawał się pociągający - wszak jakąkolwiek otrzymaną zinterpretowałaby na swój własny sposób, spodziewając się sukcesów i szczęścia. W obecnym stanie - gdy nie miała już specjalnej nadziei - lepiej żyło się jej bez takich spraw.
- Zgaduję, że pytasz mnie o to przez tę dziewczynę? - dodała, chcąc wyciągnąć z niego więcej informacji. Daniel - choć mówił jej dużo - był skryty. - Jak przyjęła twoje… wyznanie? - spytała, nie do końca wiedząc jak to nawet określić. Jeśli powiedział to tej dziewczynie to chyba na to zasługiwała? Spodziewała się, że Daniel nie otwierał się przed byle kim i jeśli rzeczywiście powiedział jej prawdę, to powinna to zaakceptować. A jednak - grymas, który przedtem wykrzywił twarz Wrońskiego - mówił, co innego.
Gość
Anonymous
Gość
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]04.02.20 8:32
Lepiej. Wzruszył lekko ramionami, dyplomatycznie milcząc. Mogła domyślić się wielu szczegółów jego pracy, ale jeśli z niektórych nie zdawała sobie sprawy... tym lepiej dla niego. Choć wiedziała o nim zdecydowanie zbyt wiele, to w głębi serca pragnął przecież, by uważała go za w miarę przyzwoitego człowieka. A prawda wyglądała tak, że im gorsze czasy, tym lepiej ludzie płacą za nieprzyzwoitości. Anomalie i niebezpieczeństwa z nimi związane dały mu sporo okazji do łatwego i szybkiego zarobku i musiał liczyć się z tym, że wraz z nowym, bezpieczniejszym, lepszym rokiem, ilość zleceń spadnie.
Nie spodziewał się jej zainteresowania rozrywkami prostego ludu. Myślał, że Sabaty i inne rozrywki zaspokajają wszelkie potrzeby arystokracji, nawet nudę. A jednak Pandora była wolnym duchem. Spełniała się we własnym biznesie, zadawała z ludźmi takimi jak on... czy była wyjątkiem na tle swojego świata, czy ciekawość obudziła się w niej wraz z wiekiem? Nigdy nie śmiałby jej tego powiedzieć, ale podejrzewał, że to właśnie dostatek jest przyczyną... dystansu jej synów do matki. Z doświadczenia wiedział, że to samodzielność i trudy potrafią ustawić sporo rzeczy w perspektywie. Choć jemu najwyraźniej nie ustawiły, bo od własnej rodziny się odizolował, a przy dawnych znajomych nie mógł utrzymać języka za zębami. Umknął wzrokiem przed Pandorą, nie chcąc, aby wyczytała w jego spojrzeniu jak bardzo wstydzi się wczorajszego Sylwestra i jak bardzo zdziwiła go przepowiednia. Przepowiednia, w którą nigdy by nie uwierzył, gdyby na jego drodze nie stanęła właśnie ta dziewczyna.
Ale przecież Maeve nie chciała mieć z nim nic wspólnego, więc widać wróżba była okrutna albo omylna. Spotkanie, które trwa kilka chwil, nie może przecież zmienić całego życia.
-Gdy spojrzałem w taflę jeziora na Sylwestrze, odbite w nim gwiazdy ułożyły się jakby... we wróżbę. - przyznał niechętnie i skrzywił się. -Albo może w jakiś idiotyczny żart organizatorów Sylwestra, może każdy widział w tafli ten sam komunikat, że czeka go ważne spotkanie. - prychnął, zirytowany na odpowiedzialnych za ten paskudny dowcip.
-Ma lady rację, przepowiednie tylko ograniczają albo irytują. - przytaknął, grzebiąc butem w ziemi. Wiedział, że pewne rzeczy lepiej zostawić nierozgrzebane i zaakceptować własną niewiedzę. Ale nigdy nie był mocny w pokorze ani w tłumieniu własnej ciekawości. Choć minęło tyle lat odkąd matka potwierdziła, że jest owocem romansu, to nieznajomość personaliów biologicznego ojca nadal kłuła go niczym cierń.
-Słyszała kiedyś lady jakąś przepowiednię... o sobie, dla siebie? - dociekł jednak, nie mogąc się powstrzymać. Naprawdę przydałaby mu się porada kogoś bardziej doświadczonego. Zapewnienie, że te gwiazdy w jeziorze to głupstwo, błahostka.
Westchnął, przygryzając wąsa. Pandora rozgryzła go, jak zwykle.
-To nikt ważny, młodzieńcze zauroczenie. - przyznał, wmawiając sobie, że tamten zimowy bal sprzed dekady i miesiące ubiegania się o uznanie Maeve to nic. Że wcale nie wrósł w ziemię, gdy zobaczył ją po latach, jeszcze piękniejszą. Że wcale nie miał nadziei, że ta niepokorna dziewczyna wreszcie nauczy się, jak działa jemioła.
-Nie wiem, może rozproszyła mnie ta wróżba, albo wypiłem za dużo szampana. Nigdy nie mówię o swojej pracy postronnym osobom. - machnął ręką. -To panna z dobrej rodziny, jej bracia są Gryfonami, a jej marzeniem było pracować w Departamencie Przestrzegania Prawa. Chyba nawet się kiedyś na mnie zirytowała, gdy jej powiedziałem, że ze swoimi talentami mogłaby robić cokolwiek innego. - a przecież chodziło mu wtedy o badania naukowe, a nie o siedzenie przy garach! Nawet teraz w jego głosie zabrzmiał podziw, ale sam tego nie zauważył. -Więc tak, zareagowała zgodnie z przewidywaniami. Gdyby pracowała w policji, to chyba aresztowałaby mnie za samo słowo Nokturn, ale po prostu uciekła. - prychnął, wzruszając ramionami.
W trakcie tańca i łaskawie dając mu całusa w policzek, ale jednak - uciekła. A on nadal o tym myślał, choć zapił rozczarowanie w domu, świętując północ z wódką, przed lustrem.


Self-made man


Daniel Wroński
Daniel Wroński
Zawód : nikt
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Żonaty
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t7861-daniel-wronski#222853 https://www.morsmordre.net/t7892-listy-wronskiego https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f239-smiertelny-nokturn-7-13 https://www.morsmordre.net/t7887-skrytka-bankowa-nr-1886 https://www.morsmordre.net/t7889-daniel-wronski#223176
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]23.03.20 15:40
|stąd

Nie śpieszył się specjalnie pozwalając by późne popołudnie przerodziło się we wczesny wieczór. Gdy wydostał się z Munga poza teren uniemożliwiający teleportację przeniósł się na przedmieścia skąd już pieszo zabrał się za odnalezienie cmentarza. Ten konkretny nigdy nie był jakoś szczególnie odwiedzany. Może kiedyś, raz, lecz wspomnienie to było już zatarte. Nie od razu więc znalazł się w tej magicznej części. Zyskał jednak na pewności, że dobrze trafił chwilę po tym, jak przeszedł przez zaklęcie odstraszające niemagicznych. Przechodząc wzdłuż wysoko wzniesionego muru szukał wejścia na ta mniej uznaniową, tanią, przeznaczoną dla zwyczajnych, zapomnianych część. Jeżeli nowe Ministerstwo zamierzało upchnąć gdzieś zwłoki kogoś, kto ich zdaniem zasługiwał na zapomnienie to jego pochówek zdecydowanie powinien znajdować się na tej mniej reprezentatywnej części cmentarza. Spojrzał w zarekwirowane akta w poszukiwaniu sygnatur miejsca pochówku. Jeśli tych nie było wychodziło na to, że musiał szukać. Cmentarze rozprzestrzeniały się swoją ekspansją wzdłuż i wszerz dlatego wątpił by pochówek Bones miał znajdować się w centrum. Minęły blisko dwa miesiące od momentu w którym zmarła. W tym czasie ziemia wciąż była skuta lodem, choć śnieg zelżał, a więc zruszona nie miała za bardzo okazji do ubicia i zarośnięcia, pochówek powinien wyglądać względnie świeżo. Obserwował daty. Nie zaskoczyłoby go jednak, gdyby grób był bezimienny, pozbawiony płyty, tabliczki. Starałby się wówczas przyglądać innym świeżym, imiennym nagrobkom zmarłych w podobnym przedziale czasowym i tym, czy w ich pobliżu znajdowały się jakieś podejrzane groby. Pozostawiony w kropce...cóż, chyba zostało mu się zainteresować tym, gdzie przesiadywał grabarz o ile istniał jakiś tu na miejscu.

|k100, spostrzegawczość


Find your wings


Anthony Skamander
Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]23.03.20 15:40
The member 'Anthony Skamander' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 37
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
cmentarz - Stary Cmentarz Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]24.03.20 0:25
Dowiedziawszy się nowych faktów, Anthony jako kolejne miejsce śledztwa wybrał stary cmentarz, który znacznie bardziej kojarzony był z historyczną mogiłą, jak obecnym miejscem pochówków czarodziejów. Podążywszy za wskazówkami znalazł się po drugiej stronie wysokiego muru, gdzie mimo znacznie „młodszych” nagrobków teren wciąż wydawał się zapomniany, a przede wszystkim opuszczony. Liczne zniszczenia, wysokie krzewy oraz zarośnięte pozostałości ścieżek jednoznacznie wskazywały na fakt, iż czas odcisnął swoje piętno i nikt nie próbował w ów przestrzeń ingerować. Auror mimo swych dobrych intencji mógł spotkać się jedynie z rozczarowaniem, albowiem w trakcie trwającej wojny chowano dziesiątki ludzi, wielu bezimienne, a więc ilość, na pierwszy rzut oka, świeżych grobów była zatrważająca. Niektóre były pojedyncze i położone tuż obok siebie, zaś w innych strefach widoczne były znacznie szersze mogiły, co mogło świadczyć o masowych pochówkach. Mężczyzna, jeśli miał w sobie na tyle dużo cierpliwości, mógł próbować odszukać pożądaną osobę, jednakże graniczyło to z zadaniem niemożliwym. Chęć odnalezienia grabarza także nie przyniosła skutku – Anthonowi nie towarzyszyło nic poza głuchą ciszą i zbłąkanymi duszami osób, które nie zaznały spokoju.

|Anthony może podjąć próbę znalezienia grabarza tudzież przeszukania mogił lub zdecydować się na radykalniejsze środki odkrycia prawdy.
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
cmentarz - Stary Cmentarz Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Stary Cmentarz [odnośnik]24.03.20 5:04
Nie podejrzewał, że to może być aż tak trudne, a cmentarz na przedmieściach Londynu przerodzi się niemalże w jedną wielką masową mogiłę. Może nieco wyolbrzymiał, lecz bezimienne przekopy gęsto obsiewały ten względnie niewielki kawałek ziemi. Większość była przerażająco świeża, a do tego niepojedyncza. Nie bardzo wyobrażał sobie odnalezienie konkretnego ciała bez konieczności zbezczeszczenia połowy z usypanych kopców - przy założeniu, że dopisze mu szczęście. Nie widział również żadnego człowieka odpowiedzialnego za zarządzanie cmentarzem. Ogólnie jakiejkolwiek żywej istoty poza samym sobą. Czuł się... niepocieszony. Czując, jak blisko odpowiedzi może się znajdować postanowił poszukać grabarza na tej bardziej reprezentatywnej części magicznego cmentarza. Kto inny jak on mógł wiedzieć gdzie kto leży...? Inną kwestią było ścignięcie winnych. Pierwszym w kolejce miał być Larry Edgecombe i też to od spotkania z nim zamierzał zacząć w razie gdyby to nie udało mu się dziś trafić na grabarza.

|k100 na spostrzegawczość...?


Find your wings


Anthony Skamander
Anthony Skamander
Zawód : Rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
You don't need a weapon when you were born one
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t5456-budowa#124328 https://www.morsmordre.net/t5494-hrabina#125516 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f256-bexley-high-street-27-4 https://www.morsmordre.net/t5495-skrytka-bankowa-nr-1354#125517 https://www.morsmordre.net/t5479-anthony-skamander#124933

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Stary Cmentarz
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach