Wydarzenia


Ekipa forum
Czarodziejski Warsztat Genthona
AutorWiadomość
Czarodziejski Warsztat Genthona [odnośnik]04.09.20 13:14

Czarodziejski Warsztat Genthona

★★
Czarodziejski Warsztat Genthona istnieje na ulicy Pokątnej od blisko 30 lat i zajmuje się naprawą zepsutych magicznych przedmiotów: fałszoskopów, latających dywanów, brzękadeł, magicznych piór, kompasów i wielu, wielu innych.
Warsztat znajduje się naprzeciw Twilfitta i Tattinga. Do środka prowadzą wąskie, oszklone i pokryte grubą warstwą kurzu drzwi. Większość pomieszczenia zajmują sprzęty pozostawione do naprawienia i stół, który służy właścicielowi za stół roboczy. Przy ścianie po lewej stronie znajduje się kontuar, a obok niego stoją wysokie, odrapane szafy z zaczarowanymi szufladami wypchanymi po brzegi różnymi częściami: śrubkami, szkiełkami, sprężynami.
Na samym końcu pomieszczenia wisi lustro, które dawniej pełniło funkcję magicznego przejścia do domu Genthonów. Dziś, po zamknięciu Londynu, jest już tylko ozdobą.

Po śmierci założyciela, Franka Genthona, warsztat prowadzi jego syn, Tom.
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 19:21, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czarodziejski Warsztat Genthona Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Czarodziejski Warsztat Genthona [odnośnik]11.09.20 0:17
Tom & Vincent

12 sierpnia 1957 r.

Sierpień zaczął się wyjątkowo słonecznie. Jasne, ciepłe promyki rozświetlały ulice i otulały budynki. Taka przyjemna, pogodna pogoda zdawała się zupełnie nie pasować do tego, co działo się w wokół.
Na ulicach Londynu trwały walki. Stolica stała się wroga dla mugoli i w niczym nie przypominała tego pięknego, czarodziejskiego miasta sprzed lat. Sama Ulica Pokątna, najbardziej magiczna ulica w całej Anglii, również się zmieniła. Kolorowe niegdyś witryny przykrywały teraz plakaty informacyjne Ministerstwa Magii i listy gończe; część sklepów pozamykała się na głucho. Tłumy, które kiedyś beztrosko robiły tu zakupy stały się już pieśnią przeszłości. Dziś niemal każdy, kto pojawił się na Pokątnej, przemykał szybko przed siebie, ściskając pod pazuchą różdżkę i starając się uniknąć kłopotów. Oczywiście nadal zdarzały się dni, w których na ulicy Pokątnej panował większy ruch. Jednak w miarę bezpiecznie czuli się jedynie czystokrwiści czarodzieje i „osoby o udokumentowanym pochodzeniu” - jakkolwiek należało to definiować.
Dlatego gdy 12 sierpnia w Londynie zaczęło padać, Tom poczuł coś w rodzaju ulgi.
Krople deszczu uderzały o zakurzoną witrynę Czarodziejskiego Warsztatu Genthona, zakłócając panującą w środku ciszę. W pomieszczeniu, oprócz jego właściciela, nie było nikogo. Dziesiątki czarodziejskich przedmiotów zalegały na podłodze warsztatu, stołach, regałach i w powietrzu, czekając na naprawę lub na swoich właścicieli. Tymczasem Tom, pochylony nad stołem roboczym, od rana pracował nad kolejnym zleceniem - tym razem do naprawy przyniesiono mu mówiące lustro.
To lustro zachowuje się dziwnie — powiedział klient. — Jednego dnia jest miłe i uprzejme, a drugiego namawia mnie do dziwnych rzeczy. Wczoraj chciało, abym poszedł zaciukać moją sąsiadkę, biedną panią Collins! — dodał, wyraźnie wzburzony. — Tylko dlatego, że za głośno słuchała radia! Wyobraża pan sobie? W zeszłym tygodniu próbowało mnie namówić do obrabowania sklepu. Och, i żebym jeszcze wyskoczył przez okno! — Pokręcił głową — Nie chcę go wyrzucać, bo wygląda na drogie. Poza tym od lat wisi w mieszkaniu, które kupiłem. Panie Genthon, proszę je wyregulować.
I tak Tom od kilku dni, od rana do wieczora ślęczał nad mówiącym lustrem, próbując coś zaradzić. Wiedział, że czarodziejskie lustra miały to do siebie, że potrafiły być paskudne. W zasadzie każde mówiące lustro posiadało swoją własną, unikalną osobowość. Jedne były bardziej charakterne, inne mniej, zawsze jednak można było je wyregulować odpowiednim zaklęciem. Lecz to jedno było wyjątkowo uparte i odporne na czary. Tom wypróbował niemal każdego zaklęcia, jakie znał, jednak bezskutecznie - za każdym razem, gdy klient pojawiał się w warsztacie, lustro znów zaczynało swoją starą śpiewkę.
Wilhelmie, mój drogi… — odzywało się uprzejmym tonem, gdy tylko zobaczyło swojego właściciela. — Przez te dni, gdy zostawiłeś mnie w warsztacie, widziałem bardzo wiele. W kontuarze przy ścianie jest sakiewka pełna galeonów. Możesz ją wziąć, to wszystko może być twoje, wystarczy tylko, że pozbędziesz się tego człowieka… Jest wojna, nikt nawet nie zwróci uwagi!
I tak wreszcie Tom zwrócił się o pomoc do Vincenta Rinehearta, łamacza klątw i dawnego znajomego z morza i z czasów szkoły. Nienawidził prosić o pomoc, lecz tym razem czuł, że doszedł do ściany. Nie obawiał się o swoje życie, wszak Wilhelm nie wyglądał na człowieka, który brałby pomysły lustra na poważnie; bardziej obawiał się o pieniądze. Im więcej czasu poświęcał na wyregulowanie lustra, tym mniej czasu spędzał nad pozostałymi czarodziejskimi przedmiotami, które czekały na naprawę - i zapłatę za tę naprawę.
Niestety Finite Inacantatem, pierwsze z zaklęć, które polecił mu Vincent, nie pomogło. Pozostało jeszcze drugie. „Możesz spróbować jeszcze Festivo, lecz bądź ostrożny”, pisał w liście Rineheart. „Zaklęcie odkrywa skupiska czarnej magii. Używaliśmy go często przy zleceniach łamania klątw. Jeżeli siła skoncentruje się na lustrze, będziemy wiedzieć, że coś jest na rzeczy”.
Festivo! — wypowiedział więc, poruszając różdżką. Przez chwilę przyglądał się swojemu odbiciu w lustrze i czekał. W warsztacie jednak nie wydarzyło się nic.
Uśmiechnął się do siebie, jakby na pocieszenie, i schował różdżkę za pazuchę szaty. Czuł się tak, jakby przebiegło po nim stado hipogryfów.


Jakieś tęsknoty się we mnie szamocą,

Za świa­tłem, ży­ciem, spo­ko­jem i mocą.
I próż­no, próż­no sen du­szy mej zło­ty
ści­gam bez­gwiezd­ną oto­czo­ny nocą.


Tom Genthon
Zawód : Złota rączka, właściciel "Czarodziejskiego Warsztatu Genthona"
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Kto pod kim zaklęcie rzuca, ten sam w siebie celuje.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8696-tom-genthon https://www.morsmordre.net/t8745-drusilla#260227 https://www.morsmordre.net/t8746-tesla-za-2-knuty#260261 https://www.morsmordre.net/f290-kent-reculver-domek-na-klifie https://www.morsmordre.net/t8743-skrytka-bankowa-numer-1211#260222 https://www.morsmordre.net/t8753-tom-genthon
Re: Czarodziejski Warsztat Genthona [odnośnik]15.10.20 0:19
Nietypowa, przyjemna aura środka gorącego lata napawała optymizmem; wtłaczała wysokie, niepowstrzymane pokłady pobudzającej motywacji. Była niewielkim promykiem nadziei rozświetlającym parszywą, wojenną codzienność. Nie tak wyobrażał sobie powrót do macierzystych terenów deszczowej, zamglonej Anglii. Długo przyzwyczajał się do nowej rzeczywistości pełnej fałszywych informacji, wszechobecnego okrucieństwa, prześladowań, czy rządowej propagandy.
W tym mieście nie mógł być już sobą. Praktykując zupełnie inną, fałszywą tożsamość przemykał pomiędzy opustoszałymi, kamiennymi ulicami pozbawionymi napędzającego życia. Ogłuszająca cisza zatrważała, wywoływała obawę. Patrol co jakiś czas przeczesywał kulminacyjne punkty wyniszczonej stolicy nie przepuszczając żadnej, podejrzanej jednostki. Te przemykały niezauważone unikając jakiejkolwiek rozmowy, delikatnego kontaktu wzrokowego. On sam okazywał dokumenty już kilkukrotnie. Niecierpliwił się w niezadowoleniu, gdyż stojąc na samym środku betonowego placu, zwracał na siebie uwagę; tracił cenny czas. Handel również nie należał do najłatwiejszych czynności. Dostawy ingrediencji były coraz rzadsze. Stali klienci opuszczali tereny smagane krwawym konfliktem. Nie był również zbyt dobrze promowany, zawzięcie rywalizując o względy pozostałych skupujących. Konkurencja nie spała. Dochodziło do sytuacji, w których stawali naprzeciw siebie, pod jednymi drzwiami tego samego nabywcy. Zaopatrywane apteki, pojedynczy alchemicy nie ofiarowali zbyt obfitego wynagrodzenia. Musiał opuszczać ceny, zmniejszać porcje, godzić się na odwlekanie płatności. Brakowało zagranicznych zleceń. Nie zamierzał wyjeżdżać. Musiał tu być, trwać, bronić najbliższych, których uśmiechnięte twarze migały prawie z każdego, omijanego ogrodzenia. Tak przecież postanowił, niezwłocznie. To nie był już jego kraj, to nie była jego wojna, lecz co innego mógł zrobić? Czy miał jakiekolwiek wyjście?  
Sowa, która kilka dni wcześniej zawitała na blaszany parapet nie była mu znana. Niewielkie stworzenie o przyjaznej aparycji przydźwigało niezwykle tajemniczy i intrygujący pergamin. Z zaciekawieniem obserwował energiczne podskoki pierzastego gościa. Możliwość dostarczenia tak ważnej przesyłki napawała go szczęściem, nieokreśloną ptasią dumą. Czy jego sowa nie mogła zachowywać się podobnie? Westchnął zrezygnowany, wczytany w pochyłe litery. Uśmiechnął się pod nosem widząc personalia dawno niewidzianego adresata. Mężczyzna nigdy go nie zawodził. Przypadek opisywany na lekko pogniecionej stronicy, zmusił do dłuższego zastanowienia. Przysiadł na brzegu niezaścielonego łóżka, myśląc intensywnie. Nieskoordynowanym ruchem dłoni odprawił posłańca, wiedząc, że rozwikłanie zagadki zajmie mu co najmniej godzinę. Mówiące lustro, nakłaniające swojego właściciela do popełnienia zbrodni… Czyżby klient miał jakichś wrogów? Ktoś życzył mu gromady wyniszczających nieszczęść? A może komuś się naraził? Nie miał pojęcia jak do tego podejść, gdyż działał na odległość. Postanowił podesłać zaprzyjaźnionemu, magicznemu mechanikowi kilka podstawowych zaklęć, które mogły odkryć wierzchnią część sprawy. Obawiał się najgorszego, lecz aby to sprawdzić, musiał stawić się tam osobiście. Wysyłając korespondencję, czekał na jednoznaczną odpowiedź. Widząc, że pierwsze próby zakończyły się fiaskiem, kolejnego dnia zapakował skórzaną torbę i z samego rana wyszedł w szarawy świat otulony ogromną kotarą rzęsistego deszczu. Czuł na sobie oddech przegrzanej słońcem ziemi. Było cudownie.
Cieszył się na ów spotkanie. Czuł pochlebiające mrowienie związane z wystosowaną prośbą. Chętnie dzielił się wiedzą oraz nabytymi umiejętnościami. Jeżeli ktoś potrzebował pomocy, nie musiał zbyt długo czekać. Na swojej międzynarodowej drodze stykał się z wieloma, nietuzinkowymi artefaktami. Klątwy oraz uroki ciążące na ich obliczu powodowały najróżniejsze skutki. Czasami, tygodniami głowili się nad sposobem przełamania destruktywnego czaru, innym razem wystarczyła godzina i bardzo dokładne oględziny. Czy tak będzie i tym razem? Zapominając parasola biegł przez całą długość ulicy Pokątnej. Ograniczona widoczność przysłaniała charakterystyczne budynki, ubranie kleiło się do skóry, a buty wydawały się przemoknąć doszczętnie. Przeskakiwał kałuże dysząc pospiesznie. Widząc znajomy szyld oraz zarys drewnianych drzwi, otworzył je pospiesznie i wpadł do zakładu niczym morski huragan: – Na brodę Merlina, ale pada! – wyrzucił bardziej do siebie otrzepując ubranie i doprowadzając się do ładu. Woda ściekała z każdego milimetra materiału, włosów oraz odkrytych narządów. Nie podnosząc wzroku, wyciągając różdżkę z kieszeni wymamrotał:
– Evanesco. – kierując na siebie błyszczący promień, powolnie osuszał ubranie. Wilgoć wychodziła z tkanek, powracał komfort i odpowiednia temperatura. Odetchnął z ulgą poprawiając włosy. Rozejrzał się po warsztacie rejestrując jego wystrój oraz zmiany. Dopiero po chwili dostrzegł zapracowanego gospodarza i od razu przywitał go gromkim:
– O, Tom cześć! Wybacz, musiałem się wysuszyć. – podszedł do mężczyzny i wystawił dłoń do silnego uścisku. – Dobrze cię widzieć. - dodał po chwili klepiąc go po ramieniu. Wzrok prześlizgiwał się po elementach pomieszczenia, porozrzucanych narzędziach, śladach ciężkiej, mozolnej pracy. Dotknął śrubokrętów o kilku wymiarach, idealnie podciętych desek i ze zdumieniem zagaił: – Masz chyba dużo pracy, co? To wszystko wygląda na… Skomplikowane. – skomentował spoglądając na przyjazne oblicze towarzysza. Nie znał się na majsterkowaniu, dlatego tak bardzo zachwycał się ów miejscem. Przechodząc kilka centymetrów dalej, zauważył przedmiot powodujący cały ambaras. Zatrzymał się. Podparł brodę i zmarszczył brwi w zastanowieniu: – To jest to ustrojstwo, o którym mi pisałeś? – zapytał  zaciekawiony i podchodząc bliżej, oglądał ramę z każdej, możliwej strony. Szukał znajomego, runicznego symbolu, który mógł mu coś powiedzieć. – Takie ładne, a takie podłe… Czyli żadne z zaklęć nie zadziałało? – dopytał zadumany myśląc na głos. Zatrzymał się z zaplótł ręce na klatce piersiowej. Stał bez ruchu: – Hmmm, myślisz, że możemy z nim porozmawiać? – całkowicie dobrowolnie i bezboleśnie.



My biggest fear is that eventually you will see me, that way I will see
myself
Vincent Rineheart
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji, rebeliant
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Za czyim słowem podążył tak czule, że się odważył na tę
podróż groźną, rzucił wyzwanie wzburzonemu morzu?
OPCM : 28
UROKI : 28 +3
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarodziej

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Re: Czarodziejski Warsztat Genthona [odnośnik]05.11.20 1:45
Zamyślony i pochylony nad dwukierunkowym lusterkiem, które jeden z klientów zostawił mu do naprawy, Tom podskoczył nagle na krześle, gdy drzwi warsztatu otworzyły się z rozmachem, a do pomieszczenia wpadł wysoki i szczupły mężczyzna o ciemnych, mokrych od deszczu włosach i charakterystycznie niesymetrycznym nosie. Nie był to jednak żaden z lokalnych rzezimieszków i szmalcowników. Naprzeciw Toma stanął jego dawny znajomy z Hogwartu - a później przyjaciel z portów, mórz i oceanów - Vincent Rineheart we własnej osobie.
Od ich ostatniego spotkania minęło trochę czasu i tak naprawdę aż do momentu otrzymania od Vincenta sowy zwrotnej Tom nie miał pojęcia, czy jego przyjaciel wciąż jest w Anglii i czy w ogóle żyje. Cóż, profesja, którą zajmował się Rineheart nie należała do najbezpieczniejszych i najłatwiejszych, zwłaszcza teraz, w trakcie wojny. Tom domyślał się, że czasach takich jak te niechybnie musiała się zmienić specyfika zleceń, zapewne coraz ciężej było też znaleźć klientów, a przy tym wszystkim konkurencja na pewno nie spała. Dlatego tym bardziej cieszył się, że go widzi, w dodatku całego i zdrowego - nawet jeśli jego przyjaciel przy okazji tej wizyty miałby zamoczyć pół podłogi w warsztacie i wszystkie przedmioty, które znajdywały się wokół niego.
Uśmiechnął się wesoło i uścisnął Vincentowi dłoń, gdy ten zakończył procedurę osuszania się czarami.
Dziękuję, że zgodziłeś się przyjść i mi pomóc — odpowiedział. — Mam nadzieję, że miałeś bezpieczną drogę na Pokątną. Jak się masz, wszystko u ciebie w porządku?
Uświadomił sobie, że każda rozmowa, którą ostatnio prowadził, zaczynała się od tych samych słów, na zmianę wypowiadanych przez niego lub przez jego rozmówców: czy miałeś bezpieczną podróż?, czy wszystko u ciebie dobrze?. Właściwie nie pamiętał już czasów, w których nikt o to nie pytał. Czy naprawdę kiedyś istniały beztroskie radosne dni, takie bez nieustannego poczucia zagrożenia ze wszystkich stron? Nie potrafił odnaleźć się w tej wojennej rzeczywistości - jak większość czarodziejów - i zrozumieć tego, co się dzieje wokół. Oczywiście nie był głupcem, doskonale znał postulaty przeciwników mugoli i zwolenników polityki czystej krwi. On zresztą również pamiętał o prześladowaniach czarodziejów przez mugoli i o polowaniach na czarownice - i nawet jeśli złapane czarownice potrafiły obronić się przed ogniem czarami i w rzeczywistości niewiele cierpiały, to nie zmieniało to faktu, że mugole rzeczywiście chcieli zamordować je z zimną krwią. Z drugiej strony jednak… Czy warto było rozgrzebywać to na nowo, po tylu latach?
Tom nie widział sensu prowadzonej w Anglii wojny, bezmyślnej propagandy niszczącej kraj, społeczeństwo i gospodarkę. Przejęcie Ministerstwa Magii, ataki na Bogu ducha winne sklepy, wreszcie Noc Czystki, zamknięcie wolnej prasy i patrole na ulicach. Czy tak miał wyglądać nowy, dumny, wspaniały świat czarodziejów?
I nawet jeśli Tom starał się trzymać od tego wszystkiego z boku, nikomu nie zawadzać i po prostu jakoś egzystować, to wojna - mimo że nieproszona - coraz bardziej zatapiała pazury w jego życiu. Warsztat ledwo przędł, a większość sklepów na Pokątnej już dawno się zamknęła. Mugolom z wioski, w której mieszkał też Tom, z każdym dniem groziło coraz większe niebezpieczeństwo. Jego przyjaciel, Kai Clearwater, trafił do aresztu w Tower. Na ulicach wisiały plakaty gończe za Lucindą, Floreanem i Justine… I, cóż, również za Rineheartami (a może to tylko zbieżność nazwisk?). Co jeszcze przyniesie ten wspaniały, czarodziejski świat?
Tak, oto sprawca całego zamieszania. — Tom kiwnął głową i również podszedł do zwierciadła. Wyglądało zupełnie niewinne, niczym jeden z przedmiotów przyniesionych do renowacji lub postawionych tu dla ozdoby. — Wypróbowałem obu zaklęć, które mi poleciłeś, ale bez efektu. Wygląda na to, że raczej nie jest zaklęte ani nie ma w sobie czarnej magii… — dodał, marszcząc brwi w zamyśleniu i spojrzał na odbijającą się w tafli lustra twarz Vincenta. — Eee… Jasne, możemy spróbować — odpowiedział, słysząc nagle propozycję porozmawiania z mówiącym lustrem. A to ci heca, nie pomyślał o tym wcześniej! Może rzeczywiście zamiast ciskać w nie czarami wystarczyło po prostu… zapytać? Odchrząknął więc i przeniósł wzrok na swoje własne odbicie. — Lustereczko, powiedz przecie… — zaczął podniosłym tonem i po chwili zaśmiał się cicho. — Żartuję. — Tylko jak właściwie zagadać do… lustra? — Eee… Jesteś tam? — zapytał niepewnie, wbijając wzrok w taflę zwierciadła. Miał nieodpartą ochotę dźgnąć je różdżką, ale zdawał sobie sprawę z tego, że raczej na niewiele by się to zdało.
Przez chwilę nie wydarzyło się nic, aż nagle z lustra wydobył się cichy, melodyjny głos.
Vincencie, mój drogi… — W tym momencie Tom uniósł brwi, zaskoczony, że lustro zna imię Rinehearta. — Wiszę tu już kilka dni. Chciałbym wrócić do domu, zabierz mnie na High Timber Street, proszę.
Twój właściciel zaniesie cię do domu, gdy tylko w końcu uda mi się ciebie wyregulować — odparł spokojnie Tom.
Wy również możecie mnie zanieść — odpowiedziało lustro swoim uprzejmym, melodyjnym tonem głosu. — Mieszkanie, w którym mieszkam, jest pełne kosztowności. Możecie je sobie wziąć, to wszystko może być wasze, wystarczy tylko, że pozbędziecie się Wilhelma. Szuflada pełna biżuterii z pewnością jest więcej warta niż zapłata za wyregulowanie lusterka...
Oho, jest postęp — powiedział z przekąsem Tom. —  Jeszcze niedawno próbowało namówić swojego właściciela, aby mnie zaciukał, a teraz namawia nas, abyśmy zaciukali właściciela.
Cokolwiek działo się z tym lustrem, zaczynało go to trochę przerażać.


Jakieś tęsknoty się we mnie szamocą,

Za świa­tłem, ży­ciem, spo­ko­jem i mocą.
I próż­no, próż­no sen du­szy mej zło­ty
ści­gam bez­gwiezd­ną oto­czo­ny nocą.


Tom Genthon
Zawód : Złota rączka, właściciel "Czarodziejskiego Warsztatu Genthona"
Wiek : 33
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Kto pod kim zaklęcie rzuca, ten sam w siebie celuje.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8696-tom-genthon https://www.morsmordre.net/t8745-drusilla#260227 https://www.morsmordre.net/t8746-tesla-za-2-knuty#260261 https://www.morsmordre.net/f290-kent-reculver-domek-na-klifie https://www.morsmordre.net/t8743-skrytka-bankowa-numer-1211#260222 https://www.morsmordre.net/t8753-tom-genthon
Czarodziejski Warsztat Genthona
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach