Wydarzenia



Login:

Hasło:




 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share
 

 Vincent Rineheart

Go down 
Autor toWiadomość
Vincent Rineheart
Vincent Rineheart

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7723-vincent-rineheart https://www.morsmordre.net/t7772-elidor#215947 https://www.morsmordre.net/t7775-your-sweet-escape https://www.morsmordre.net/f310-irlandia-wschodnie-przedmiescia-bray-akacjowa-ostoja https://www.morsmordre.net/t7773-skrytka-bankowa-nr-1857#215948 https://www.morsmordre.net/t7776-vincent-rineheart#216049
Zawód : łamacz klątw, dostawca roślinnych ingrediencji
Wiek : 30
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Na taki wi­dok za­wsze
opusz­cza mnie pew­ność,
że to co waż­ne waż­niej­sze
jest od nieważnego.
OPCM : 15
UROKI : 25
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 2
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej

Vincent Rineheart Empty
PisanieTemat: Vincent Rineheart [odnośnikVincent Rineheart I_icon_minitime04.08.19 20:59


Vincent Nolan Rineheart

Data urodzenia: 17 listopada 1926 roku
Nazwisko matki: Belby
Miejsce zamieszkania: wschodnie przedmieścia Bray, Akacjowa Ostoja, Irlandia
Czystość krwi: półkrwi
Status majątkowy: średniozamożny
Zawód: pośrednik w handlu roślinami do magiczny ingrediencji, łamacz klątw
Wzrost: 187 centymetrów
Waga: 76 kilogramów
Kolor włosów: ciemnobrązowe, w odpowiednim świetle wydają się całkowicie czarne
Kolor oczu: blady odcień szarego błękitu
Znaki szczególne: smutne, mętne spojrzenie; widoczne cienie pod oczami; posągowy wyraz twarzy; charakterystycznie niesymetryczny nos; pozostałość po bijatyce z przeszłości; pieprzyk po prawej stronie brody; oparzenie na lewym przedramieniu; srebrny krzyżyk na piersi




Wtenczas od wiatru szukając ochrony,
Stanąłem za mym wodzem, bo zasłony
Nie było innej; tam wśród wiecznej zimy,
Już byłem w miejscu, gdzie cienie widziałem,
A co z przestrachem wpisuję w te rymy
Oblane lodem jak ździebło kryształem.


Nastała sroga zima.



Mówi się, że zimowe poranki zrobione są ze stali. Mają metaliczny posmak i ostre krawędzie. Miejscowe ludy wierzą, że przy najsroższym mrozie nawet słowa mogą stężeć i opaść na ziemię. Wszystko wydaje się nieruchome, statyczne i spowolnione. Dzień jest bardzo krótki, ciemny i ponury. Śnieg, który jest biały odbija światło. Sprawia, że wszystko staje się jaśniejsze. Opada na świat bezszelestnie, spokojnie, szarmancko. Otula wyprostowane kikuty, nadając niepowtarzalne, srebrzyste piękno. Wypełnia szczeliny rozdrobnionym kryształem. Orzeźwia, otrzeźwia zaspane lico,  podczas gdy pierwsi przechodnie, mimochodem wkraczają w rozbielony krajobraz. Wzburzone połacie perlistej powłoki wydają wtedy swój niepowtarzalny, zgrzytliwy dźwięk, odsłaniając niebezpiecznie oblodzoną powłokę. Mimo przenikliwego chłodu, ciężkości niewygodnego, futrzanego okrycia, utrudnienia codziennego funkcjonowania - to najpiękniejszy okres. Pełen nostalgii, nieplanowanych wzruszeń, długich rodzinnych wieczorów przed rozpalonym kominkiem, wyczekiwania nadchodzących świąt. A może narodzin wyjątkowego, potomka, którego krzyk napełnił siłą ten niezapomniany, zmrożony poranek.

Niezwykła wiedza na temat mistycznego, irlandzkiego folkloru napawała niemym, niewypowiedzianym zdumieniem. Każda odrębna i wyjątkowa historia tworzyła metafizyczną, zatracającą aurę. Zielone przestworza przydomowego trawnika stawały się odzwierciedleniem dziecięcych wyobrażeń, marzeń oraz wizji. Całkowicie zmieniały postrzeganie otaczającego świata, przekształcając rzeczywistość w wyidealizowaną krainę pełną fantastycznych bohaterów. Delikatny, letni wiatr dopełniał wyobrażenie, układając melodie na falujących, kształtnych liściach. - Mamo, myślisz, że w tym drzewie mieszkają wróżki? - ciemnowłosy chłopiec, ze skrzyżowanymi nogami siedział na zielonkawym podłożu, muskając palcami odstające ździebła. Skupiony, niedowierzający wzrok utkwiony w ziemię zdawał się dogłębnie analizować wypowiedzianą opowieść. Uważne spojrzenie, co chwilę prześlizgiwało się między rozbawioną twarzą ukochanej matki, siedzącej na wiklinowym, plecionym fotelu, a rozłożystą koroną historycznego buku. - Widziałaś kiedyś taką wróżkę? Jak wyglądała? Ile miała wzrostu? - bezlik pytań wydobywał się z ust ciekawego odkrywcy. Młody wychowanek nie dawał za wygraną, próbując odsłonić wszelkie tajemnice lokalnej legendy. Z zaciętą miną wymalowaną na bladej twarzy, poderwał się do góry, aby następnie zapalczywie badać każdy centymetr chropowatej kory, szukając maleńkich drzwi do mieszkania wróżki. - Synku! Bo je wystraszysz! - delikatny, melodyjny głos oderwał od chwilowej fascynacji. - Pewnego razu na pewno je zobaczysz, obiecuję! A teraz chodź do domu, bo na zewnątrz robi się coraz chłodniej. - kobieta chwyciła rękę swej latorośli, odciągając od wypełnienia zajmującej misji. Jej dłoń była delikatna i ciepła - emanowała spokojem, troską i nieopisaną dobrocią. Pachniała subtelną słodyczą, którą kojarzył z śnieżnobiałym kwiatem jabłoni.

Bycie pierworodnym potomkiem rodziny z wyraźnie zarysowanymi poglądami, tradycjami i postępowaniem, niosło za sobą pewną, okrutną odpowiedzialność; szereg zobowiązań, które od pierwszych chwil zdawały się wisieć w powietrzu niczym okrutna, paraliżująca klątwa. Warto podkreślić pochodzenie latorośli. Oboje rodziców wywodziło się z rodzin, które w swej genealogi posiadali osobistości ze zdolnościami magicznymi. Nie były to jednakże rody czystej krwi - potomkowie o pochodzeniu mugolskim przeplatali się przez długą historię rodu Rineheart, a także Belby. Status krwi w żadnym stopniu nie przeszkadzał rodzinie w normalnym i pewnym funkcjonowaniu. Byli średnozamożnym małżeństwem, które starało się stworzyć jak najlepsze warunki do rozwoju swojego dziedzica i przyszłych potomków. W jego wychowaniu brakowało w nim silnej, męskiej ręki zapracowanego ojca, który coraz częściej oddawał się kilkudniowym, pochłaniającym eskapadom. Silna potrzeba wykonywania niebezpiecznego zawodu, oddalała go od członka rodziny, mimo usilnej próby wynagrodzenia straconego czasu. To matka zajęła się istotnym obowiązkiem, kształtując większą część dzieciństwa młodego czarodzieja. Stała się powiernikiem sekretów, słuchaczem codziennych zachwyceń, najmądrzejszą wyrocznią, skarbnicą wiedzy, pomysłów i niespotykanych historii. Potrafiła wyleczyć każde skaleczenie, otrzeć łzy i uśmierzyć pulsujący ból. Była opanowana, wyrozumiała, delikatna i troskliwa. Nigdy nie krzyczała; rozjaśniała uśmiechem długie, ponure dni, przynosząc do pokoju ciepłe mleko oraz kolejną, fabularną powieść o odważnych i nieustraszonych podróżnikach. Trzymała go pod szklanym kloszem, nie pozwalając narazić na żadne niebezpieczeństwo. Opowiadała o magii w sposób iście bajkowy, kojarzący się z odległą i niezapomnianą przygodą. Była najważniejszą istotą na jego samodzielnie wyeksponowanej i wyobrażonej ziemi. Ojciec był inny -  od samego początku starał się wpajać wartości, którymi kierował się w życiu codziennym. Bezwzględnie utwierdzał świat w pewnym przekonaniu, że męski potomek stanie się wiernym dziedzicem umiłowanej profesji; waleczny, honorowy, twardy i niezwyciężony. Skory do piastowania i ukazywania sprawiedliwości, głośno demonstrujący najważniejsze idee. Przyjmujący wyzwania, nieustraszony przed rozlewem krwi, przemocy i użytkowanej brutalności. Pewny siebie, ukierunkowany od najmłodszych lat - konsekwentny, ambitny i gotowy do przyjmowania najistotniejszych nauk. Jednakże los bywa psotliwy, zwodzący i zdradziecki; wywracał rzeczywistość do góry nogami. Chłopak stanowił nieujarzmioną zagadkę, głęboko zakorzenioną w swym własnym świecie fantazji. Był nieposkromiony, lekkomyślny, niezdyscyplinowany, słuchający jedynie kojących słów ukochanej matki, która chroniła go przed ciężką ręką zdenerwowanego ojca. Zapytany o wymarzony, przyszły zawód, nigdy nie potrafił określić jednego, satysfakcjonującego konkretu. Podróżnik, odkrywca, poeta, medyk. Opiekun magicznych zwierząt, historyk, nauczyciel. Mimo wczesnego ukazania zdolności magicznych, jego rozczarowująca postawa martwiła rodziciela, który po raz kolejny opuszczał dom w pogoni za bezwzględną karierą. Lecz nikt nie powiedział, że była to ostatnia próba sprowadzenia syna na właściwą drogę postępowania. W międzyczasie na świat przyszedł nowy członek rodziny, który na moment odciągnął uwagę od nieposłusznego syna. Jacqueline ukazała swe oblicze w jeden z kwietniowym poranków. Ta niewielka istota była ewenementem w życiu całej rodziny. Bardzo szybko skradła atencję domowników, pozostawiając chłopca samemu sobie. Z ogromną zazdrością spoglądał na roześmianą matkę, kołyszącą w ramionach białe zawiniątko. Poświęcony mu czas ograniczał się do nieakceptowalnego minimum, a w domu coraz częściej nocowała ciotka Sara. Młody Rineheart chętnie demonstrował niezadowolenie, wielokrotnie prowokując do krzyku rozdrażnionego ojca. Zamknięty w szczelnych ścianach sypialni, starał się składać drobne litery w najróżniejsze, skomplikowane słowa. Wczesna nauka czytania pomogła mu w zgłębianiu pozycji znajdujących się w niewielkim mieszkaniu. Tamtego dnia rozkładał i poznawał treści starego podręcznika do zaklęć i uroków. Niezwykle frustrujące okazały się zdewastowane i porozrywane pergaminy stanowiące jedność papierowej skarbnicy. Gdy zerknął na pierwszą stronę, zobaczył drobne pochyłe pismo, wskazujące niedbałego właściciela: Kieran Rineheart.

Przeświadczenie o niezniszczalności, nieśmiertelności otaczających go bliskich, było niezwykle silnie zakorzenionym poczuciem. Niejednokrotnie wysłuchiwał przejmujących opowieści o nieustraszonych bohaterach, którzy potrafili wyjść nawet z najniebezpieczniejszych i najtrudniejszych opresji. Posiadali nadludzką siłę, wyjątkowe umiejętności, nieustępliwy, zawzięty charakter. Ona też je posiadała! Przynajmniej tak mu się wydawało, kiedy po raz kolejny przedstawiał swoją teorię siedząc na skraju wypełnionego pierzynami łóżka. Odprowadzał wzrokiem kolejnego zaniepokojonego magomedyka, rozkładającego ręce z wyraźnym zrezygnowaniem. Ojciec skutecznie wypychał go z pokoju, nakazując zajęcie młodszą siostrą. Mając zaledwie siedem lat, starał się stanąć na wysokości zadania. Organizując siostrze kolejne, pasjonujące zajęcia, często zastanawiał się czy właśnie tak wygląda dorosłość - czy stał się wystarczająco dojrzały? Czy w tym momencie dostatecznie imponuje otoczeniu? Czy dzięki widocznej odpowiedzialności, ciotka Sara przestanie uprzykrzać mu dni i wskazywać odpowiednią godzinę spania? Odpowiedź na postawione pytania, przyszła niespodziewanie - wtargnęła w sielankową codzienność rujnując wyznawaną ideologię, przekonania i wiarę w lepsze jutro. Abigail odeszła - zabrała ją genetyczna, nieuleczalna choroba, której nikt nie potrafił zaradzić.  Chłopiec, bardzo szybko zatracił się w przenikliwej pustce, żalu i rozdrażnieniu. Stał się zamknięty w sobie, niedostępny i lękliwy. Bardzo łatwo wyprowadzony z równowagi, rzucał się na podłogę w niemym żalu, nie potrafiąc poradzić sobie z odejściem najbliższej. Kłótliwy i nieposłuszny, stanowczo odmawiał nauk, które wymuszał na nim ojciec. Wywierał w nim poczucie winy, traktując jak surowego oprawcę. Obarczając niewypowiedzianą winą wszystkich domowników, zdawał się żyć obok - osamotniony, wycofany, nieobecny. Dla innych niepewny, tchórzliwy, niezdyscyplinowany i niewartościowy. Taki już był. Oszczędzał siły, kto wie, może akurat przydadzą się w najmniej oczekiwanym momencie?

O litościwa, troszcząca się o mnie!
O dobroczynna dusza twa bez skazy,
Co spełnia świętej tak szybko rozkazy.
Czuję, jak we mnie od słów twoich żaru
Iskrzy się zapał pierwszego zamiaru.


Hogwart prezentował się jeszcze bardziej okazale niż mógł sobie wyobrazić. Ogromna majestatyczna budowla, dosięgała białych obłoków strzelistymi, kamiennymi wieżami. Jego wzrok, nie obejmował całości rozległego kompleksu. Nie wiedział na czym skupić swą uwagę - wszystko wydawało się nieustępliwe, fascynujące i ulotne. Czy na pewno siedem lat to wystarczająco długo, aby zwiedzić wszystkie zakamarki tajemniczego zamku? Miał nadzieję, że to właśnie tu odnajdzie miejsce, które nazwie swoim własnym azylem. Wielka sala prezentowała się niesamowicie, kiedy to ogrom zawieszonych pod sufitem świec, rozświetlał blade lica nowo przybyłych pierwszaków. Chłopiec chłoną ten niepowtarzalny widok z szeroko otwartymi oczami i miną wskazującą paraliżujące zdumienie. Kadra profesorów siedząca przy podłużnym stole, emanowała niedostępnością, wyniosłością i potężną wiedzą, o której marzył snując dziecięce, fantazyjne wizje. Wydawał się nie patrzeć na swoich współbratymców, kiedy to z impetem wtargnął w przestrzeń osobistą nieznajomego blondyna.Oczekując uroczystej inauguracji, skupiony, o nienagannej postawie czekał na swoją kolej. Ukochana matka, zdradziła mu specyfikę każdego z domów ze szczególną uwagą podkreślając uczęszczany Hufflepuff. Niejednokrotnie podkreślała, że syn ze swoją ambicją, kreatywnością, zamiłowaniem do ksiąg i zdobywania wiedzy nadawałby się do błękitnego domu kruka. Ojciec natomiast nie wyobrażał sobie syna w miejscu innym niż Gryffindor. Jednakże on wybrał swoją drogę. Ukrycie popierał słowa matki, odczuwając bliskie powiązanie z domem kruka. Badając przeszłość czarodziejów, imponował mu fakt, iż tyle wybitnych jednostek wywodziło się właśnie z tego domu. - Vincent Rineheart! - donośny, damski głos wywołał ciemnowłosego, który posłusznie zajął miejsce na chyboczącym, drewnianym stołku. Kobieta włożyła na głowę starodawną tiarę, której tak bardzo się obawiał. Ta mlaskając kilkukrotnie, niemalże bez zastanowienia wyśpiewała dźwięcznie - Ravenclaw! - a stół dość zdystansowanych uczniaków, rozbrzmiał gromkimi, lecz krótkimi brawami.



Pierwszy rok nauki był dla Vincenta rewolucyjny. Magiczny świat, który poznał poza murami szkoły, różnił się od tego, który serwowało życie codzienne. Nie zdawał sobie sprawy, że poznawanie magii od zewnątrz, okaże się tak pasjonujące, zajmujące i przede wszystkim użyteczne. Od pierwszych dni zauważył specyfikę domu, do którego przydzieliła go brązowa, gadająca tiara. Osoby, które otaczały go w dormitorium, nie rozstawały się z opasłymi tomiszczami do najważniejszych przedmiotów. Każdy z nich ambitnie podchodził do nauki, poświęcając jej jak najwięcej czasu. Byli indywidualistami, zamkniętymi w swym własnym, niedostępnym świecie. Dlatego też chłopak bardzo szybko zaaklimatyzował się w nowym środowisku, tak podobnym do jego codziennej egzystencji. Poznał ludzi, z którymi złapał wspólny język. Ciężka praca, wymagająca ciągłego skupienia, pozwalała na odciągnięcie spragnionych myśli, które nieustannie powracały do domu rodzinnego. On również postanowił o sobie przypomnieć, przesyłając serię paraliżujących wyjców, karcących nastolatka w głuchym gmachu sali głównej. Zazwyczaj chodziło o to samo: bezwzględne wpajanie słuszności przyszłej kariery, jaką dla niego zorganizował. Biuro aurorów miało stać się priorytetem; powinien przygotowywać się z przedmiotów, które dadzą mu łatwą i szybką przepustkę do państwowego egzaminu, a następnie szanowanej jednostki tuż u boku rodziciela. Nie ukrywał również rozczarowania z wybranego domu, do którego trafił pierworodny, a także innych bezmyślnych pobudek, naruszających spokój biednego staruszka. Przynosiły wstyd i oburzenie. Przyciągały niepotrzebną uwagę osób trzecich. Z biegiem czasu Vincent nauczył się je ignorować. Mimo tego wstrętni, uwielbiający wykorzystywać takie sytuacje uczniowie, starali się wykorzystać sytuacje i odegrać na chłopaku. To właśnie w jednej z walk nabawił się okropnej kontuzji. Cios, niefortunny upadek, nie pozwolił na idealną rekonstrukcje kości nosowej - pozostała przekrzywiony do dnia dzisiejszego, jako pamiątka po cudownym przebudzeniu. Po raz pierwszy poczuł w sobie przypływ, mocy, siły i energii. Zauważył jak praktyczna i pomocna okazuje się znajomość skomplikowanych zaklęć i uroków. Mimo miesięcznego szlabanu i kolejnej nagany ze strony ojca, postanowił walczyć o swoje umiejętności. Dołączył do klubu pojedynków; obiecał sobie, że przestudiuje wszystkie księgi związane z zaklęciami, które znajdują się w zbiorach biblioteki szkolnej.

Tło okrutnych zdarzeń, które miały miejsce w świecie magii, a także tym poza granicami azylu, naruszyły umiłowany spokój, który wokół siebie wytworzył. Wieść o krwawych zamieszkach roznosiła się po szkole w niezwykle szybkim tempie. Chłopak nie wnikał w mugolskie porachunki; nie chciał jedynie, aby z ich winy ginęli niewinni czarodzieje. Coraz bardziej widoczne stawały się podziały według czystości krwi. Grupa głośnych bojowników, nie szczędziła wulgarnego słowa, przytyku, czy widocznej przemocy. Vincent nie mieszał się w porachunki - dobrze wiedział czym kończą się niekontrolowane impulsy.  Zdobywanie wykształcenia stało się priorytetem - skumulowane, dodatkowe zajęcia zabierały większość wolnego czasu. Niemalże nie wychodził z biblioteki poszerzając przygotowanie z Zaklęć i Uroków, Obrony Przed Czarną Magią, Starożytnych Run, czy Historii Magii. Podjął się również Numerologii, która niejednokrotnie spędzała mu sen z powiek swoją skomplikowaną, matematyczną strukturą. Dobrze wiedział jak ważnymi przedmiotami były Eliksiry i Zielarstwo. Mimo podstawowej wiedzy, którą ojciec przekazywał mu podczas leśnych wypraw, opieka nad roślinami czy łączenie ze sobą magicznych ingrediencji wydawało się nader skomplikowane. Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami, jak i Astronomia były dla niego przyjemnym, lecz niewymagającym dodatkiem. Transmutacja była przedmiotem, którego nie kontynuował w dalszym toku nauczania. Udało mu się zdać wszystkie egzaminy na bardzo dobrym poziomie, otrzymując oceny w przekroju wybitnych do zadowalających. W czasie trudnego i wymagającego piątego roku nauki, pewne wydarzenie wstrząsnęło magiczną placówką. Komnata Tajemnic została otwarta; niewinna osoba straciła życie w skutek bestialskiego czynu. Osoba z domu, do którego uczęszczał, rozmawiał, przebywał. Wiadomość okazała się wstrząsająca i gwałtowna. Lecz on pamiętając odczucia związane z utratą, szybko, chłodno i obojętnie poradził sobie z zaistniałą sytuacją. Niepewne pochodzenie uczęszczających adeptów, stało się zagrożone. Niebezpieczeństwo i panika ogarniała wszystkich zgromadzonych. Nie było wiadome jak na bieżące wydarzenia zareaguje władza szkoły oraz magicznego świata. Wydawać się mogło, że tylko jedna osoba zachowywała stoicki sposób, obserwując minione wydarzenia. Tom Marvolo Riddle - rówieśnik, Ślizgon, krocząca korytarzami, nierozszyfrowana tajemnica. Lider, zrzeszający wokół siebie specyficznych, młodych czarodziejów. Vincent mógł jedynie domyślać się, co tak naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami ich wspólnych, szkolnych zgromadzeń. Nie ukrywał również, że równolatek wykazywał niebywałe umiejętności oraz wiedzę, którą czasami dzielił się na wspólnych lekcjach. Intrygował, przyciągał, wabił, jednakże młody Rineheart skutecznie oparł się pokusie. W jego głowie nadal nie rodził się żaden, określony pomysł na dalszą, świetlaną przyszłość. Marzył o rocznej przerwie, w której na spokojnie zdecyduje co dalej. Pragnął również pozycji Prefekta, jednakże przegrał ją ze swoim dobrym kolegą.

Patrz, oto za mną w ślad pędzi wilczyca,
Broń mnie! Patrz, chudą jak wyciąga szyję
Drżą we mnie żyły, krew pulsami bije.
Widząc mnie we łzach mędrzec tak powiada:
Inną idź drogą, taka moja rada,
Jeśli chcesz umknąć z tej dzikiej ustroni;


Ukończenie szkoły wiązało się z rozpoczęciem pracy nad kolejnymi etapami kreowania malowniczej, usłanej sukcesami przyszłości. Jednakże świat okazał się niebezpieczny, niespokojny i mroczny. Wejście w dorosłość w samym środku wojny, nie wróżyło owocnych poczynań. W domu panowała napięta, wzburzona atmosfera, kiedy kolejne, nieoczekiwane informacje spływały do wiadomości publicznej. Miał ogromną nadzieję, że siostra, mimo niepokoju, bez problemu poradzi sobie przy nadchodzącym, burzliwym etapie nauki. Ojciec pochłonięty pracą, wydawał się jeszcze bardziej rozdrażniony - z łatwością spierał się z synem o najdrobniejsze błahostki poszerzając dystans, który już dawno wypracowali. Niemalże codziennie zadawał pytania odnośnie zamiarów młodego Rinehearta, podsuwał broszury prosto z Ministerstwa, opowiadał wyniosłe historie o dokonaniach i zasługach swoich współbratymców. Vincent nie wytrzymywał - nie potrafił odnaleźć złotego środka na powstrzymanie zaborczego i stanowczego ojca. Codzienne kłótnie, doszczętnie wyniszczały młodzieńczy organizm pragnący wolności, swobody i ucieczki z uciemiężonego, sponiewieranego wojną kraju. Zaciskając pięść, musiał wziąć sprawy w swoje ręce; niczym najszlachetniejsi bohaterowie zaplanować swoje życie z dala od blokujących i paraliżujących przeszkód. Rozwiązanie przyszło szybciej niż mógłby się tego spodziewać. Październikowe popołudnie miało okazać się w pewnym stopniu przełomowe. Wraz ze swoim przyjacielem szlachetnej krwi Anthonym Macmillanem, siedzieli w nadmorskiej przystani - miejscu, które dla obu młodzieńców okazało się umiłowane, ukryte, idealne do najróżniejszych, konspiracyjnych rozmów. Vincent przedstawił mu chytry plan, polegający na ucieczce; wydostania z kraju za pomocą statku rodziny Macmillanów, którym podróżowali w poszukiwaniu nowych alkoholi. Miał zamiar zaciągnąć się tam w charakterze pracownika fizycznego - nie było znaczenia jakie zajęcie będzie mu pisane, ważne, że na dobre wydostanie się z przytłaczającej ziemi. Następnie planował spotkanie z przyjacielem, aby dalej kontynuować wymarzone zwiedzanie świata. Przyjaciel złożył obietnicę załatwienia nurtującej sprawy. Dzień ostateczny nadszedł kilka miesięcy później, parę dni przed dziewiętnastymi urodzinami pierworodnego. Ogromna, głośna i piekielna kłótnia rozpętała się w mieszkaniu Rineheartów. Wszelkie stawiane wcześniej zarzuty, gorzkie słowa, obustronne niezrozumienie, pokłady niewypowiedzianej nienawiści, żalu, wzajemnego obwiniania i wytykania słabości wypłynęły na światło dzienne niczym błotnista przytłaczająca lawina. Ten dom nigdy nie widział tak ogromnego sporu. Tego zimowego, ponurego dnia, chłopak opuścił dom trzaskając drzwiami w demonstracyjnym geście obojętności, złości i rozżalenia. - Tchórz! - to słowo dźwięczało mu w głowie, podczas szybkiego przemierzania brukowej uliczki. On nie wróci, już nigdy nie wróci! Anthony zapewnił go o pomyślności wyjazdu na statku nestora, jednakże ostrzegł przed konsekwencjami odkrycia. Nakazał przyjacielowi zmienić styl ubioru, a najlepiej załapać się do pracy pod pokład. Ryzyko rozpoznania i przekazania informacji, a także naruszenia renomy wydawało się zbyt duże. Ucieczka, mimo wcześniejszego przygotowania okazała się trudna i wymagająca. Młody Rineheart przez pierwsze trzy tygodnie ukrywał się w nieopodal dzielnicy portowej; wynajął skromny, maleńki, lecz bardzo tani pokój, który pozwolił mu przeczekać, przetrwać i przeżyć. Nie wierzył, że ojciec zacznie go szukać. Ten bezwzględny spokój i stres przed powodzeniem misji, zajmował mu całe, dłużące się dnie. Kilka tygodni później, ciemnowłosy wypłynął w nieznane nie wiedząc co go czeka. Z niewielkim bagażem, minimalnymi oszczędnościami postawił wszystko na jedną kartę, aby zacząć nowe życie.



Pierwsze dni na statku, okazały się niezwykle trudne i uciążliwe. Akomodacja, trawiąca ciało choroba morska, skrajne wycieńczenie i obcy ludzie otaczali młodzieńca z wszystkich stron.  Niewiele rzeczy trzymało go przy życiu, najpewniej były to sporadyczne listy, wysyłane do młodego Macmillana. Spędzanie wieczorów na składaniu liter w piękne liryczne kompozycje, spożywanie alkoholu, nadmierna praca, czy próba przełamania pierwszych lodów z załogą statku. Po dwóch latach młody mężczyzna zaaklimatyzował się w nowej rzeczywistości. Dzięki dobremu sprawowaniu, przystąpił do pomocy przy pasjonującej misji poszukiwania wyśmienitych trunków we Francji. Normandia, francuska część Alp, Burgundia i najpiękniejsza, skradająca serce oraz zmysły Prowansja. W między czasie, około kilku miesięcy przed planowanym spotkaniem dawnego przyjaciela, zaciągnął się do innego, dość dochodowego biznesu. W jednej z dzielnic portowych zapoznał się z handlarzami i przemytnikami magicznych roślin z różnych zakątków świata. Nie wiedział jednak, że czynność, której się podejmował była szemrana, niebezpieczna i w pewnym stopniu zakazana. Pracując przy ładowaniu drewnianych skrzyń, zobaczył dość dużą ilość dziwnie wyglądających roślin. To skłoniło go do poszerzania i szukania wiedzy w papierowych poradnikach, atlasach, księgach, czy podczas wieczornych rozmów z niektórymi, bardziej wylewnymi pracownikami. To tam nauczył się spostrzegawczości, plugawego kłamstwa, a nawet umiejętności zastraszania i odpędzania łapczywych złodziejaszków i czających wrogów, które następnie skutecznie rozwijał.  Podjęta praca okazała się bardzo trudna do porzucenia - w kolejnym latach podróżując z młodym Macmillanem, będzie przyczyniał się do szmuglowania towarem z innych odległych części świata. Wracając jednak do Francji - to tam spotkał się z długo wyczekiwanym przyjacielem, aby wspólnie, pod jego pieczą wyruszyć w dalekie poszukiwania. Przemierzając zachodnią część Europy, na dłuższy czas zatrzymując się we Włoszech, kolejnym przystankiem okazały się zapierające dech w piersiach, zielone, zatopione w nienaruszonej przyrodzie Bałkany. Tam też rozegrało się kilka wydarzeń, które w pewnym stopniu zmieniły dalszy bieg historii. To właśnie na terenie Bułgarii poznał ciemnowłosą, nieznajomą podróżniczkę, obieżyświata. Zaintrygowała go od pierwszej wymiany zdań, kiedy to opowiadała o swych poczynaniach - pokazała strzępki reportaży do książki podróżnicze. Dziewczyna wyjechała niespełna półtora miesiąca po niespodziewanym spotkaniu. Wymiana listów, początkowo okazywała się gorączkowa i namiętna, lecz szybko ustała. Vincent nie zapomniał - jej wyraźny obraz tkwił w zakamarkach chłonnej pamięci. Ogrom i barwność ludzi, którzy przewijali się podczas wędrówek, była zdumiewająca. Mimo zajęć, które w dużym stopniu urozmaicały mu czas, Vincent nie zapomniał o szczerym umiłowaniu do studiowania ksiąg i poszerzania nauki. Gdy tylko nadarzyła się okazja, starał się poszukiwać nieznanych tomiszczy.  Nie zapomniał o kształceniu zaklęć i uroków oraz w miarę możliwości obrony przed czarną magią. Starał się na własną odpowiedzialność wypróbowywać skomplikowane zaklęcia. Gdy tylko nadarzyła się okazja, aby spotkać i porozmawiać z niezwykle doświadczonym, potężniejszym czarodziejem, chłopak nie mógł oprzeć się pokusie, aby poprosić go o zademonstrowanie umiejętności magicznych. W taki oto sposób poznał pewnego, starszego czarodzieja o angielsko brzmiącym nazwisku. Ciekawska natura Rinehearta, wyciągnęła z mężczyzny podstawowe informacje. Był szanowanym i rozpoznawalnym łamaczem klątw z wieloletnim doświadczeniem. Uczestniczył w misjach prosto z Ministerstwa, Banku, a nawet na zlecenia prywatne, które przysporzyły mu niemałej fortuny. Dumny, niedostępny i krytyczny, kategorycznie odmawiał pomocy w nauce, przekazaniu informacji czy sprawdzeniu umiejętności. Ciemnowłosy wiedział, że tułaczka, którą sobie zaserwował musi potoczyć się w innym kierunku. I kiedy to po raz kolejny, zapytał czarodzieja o możliwość dołączenia do kolejnej misji i pozostania jego mentorem, ten wyzwał go na pojedynek, aby zaprezentować umiejętności. Walka zakończyła się okrutną i bolesną porażką młodego podróżnika. W tej samej sekundzie czarodziej zaprosił go do współpracy i zabrał w kolejną, daleką podróż.

I tak już zostało. Drogi Rinehearta i Macmillana rozeszły się pod koniec 1949 roku. Czarodziej rozpoczął intensywne nauki, starając się nie zawieść szanowanego mentora. Zaczął od przypominania informacji ze starych, szkolnych przedmiotów, szlifowania zaklęć i zrozumienia zawodu. Łamacz klątw zapoznał go również z podstawami Czarnej Magii, która wydawała się wyczuwalna przy niektórych, nieprzyzwoitych klątwach. Dobrze wiedział, że nie może dać się jej obezwładnić - była fascynująca, niezgłębiona i potężna. Wiedza teoretyczna, codzienne treningi, bardzo dużo praktyki, były okropnie wymagające. Chłopak obserwował, chłoną i zagłębiał się w wykonywanych czynnościach, zaliczając drobne sukcesy, ale też bolesne porażki. Czarodziej dostawał dość dużo zleceń, jednakże, niektóre z nich okazywały się pracowite i czasochłonne. Postój w jednym miejscu potrafił przedłużyć się do trzech miesięcy, a okoliczności i nałożone klątwy groźne i ryzykowne. Ogromna blizna po oparzeniu na lewym przedramieniu, była pozostałością po niebezpiecznej i konsekwentnej pracy. Oprócz przemieszczania po Europie, przemierzyli bezkres aż do Egiptu, czy Arabii. Tam czekały najtrudniejsze wyzwania; po raz pierwszy bez pomocy czarodzieja wykonywał odpowiednie, wymagające czynności. Lata mijały, dorastał, zmieniając się w pewnego siebie mężczyznę. Ukształtowany ogromem doświadczeń, przeciwności, sukcesów i porażek, był innym człowiekiem. Vincent pozostał przy ścisłej współpracy z czarodziejem w między czasie wykonując pierwsze, samodzielne zlecenia. Dzięki temu uzyskał odpowiednią renomę, tworzącą zamiennik do pożądanego papierka z Ministerstwa Magii. Pod koniec 1956 roku, pracując w okolicach terenów macierzystych, niepokój pojawił się nieopodal, niespodziewanie, nagle, gwałtownie. Wiedział co dzieje się w umiłowanym kraju - plotki bardzo szybko docierały do innych zakątków Europy. Nie był pewny, czy jest gotowy na powrót. Nie był pewny czy jego dawny świat jest gotowy na przyjęcie, widok, obecność. Listy, które przez lata przysyłała mu siostra, trzymał przy sobie niczym największy i najdroższy skarb. Ostatnie z nich były mniej treściwe, przepełnione innymi emocjami, przysyłane przez sowy, której kompletnie nie kojarzył. Nie wiedział co tak dokładnie dzieje się w kraju smaganym wojną i nieszczęściem. Odbywając poważną rozmowę ze swoim mentorem, podjął wymagającą decyzje. Na początku grudnia, Anglia przywitała go gęstym śniegiem i paraliżującym mrozem. Witamy w środku rewolucji; nowej rzeczywistości!

Puść mnie! Bo niebo chce na twoją trwogę,
Abym jednemu wskazywał tu drogę!
I na te słowa mistrza rozdąsana
Tak silnie pycha zgięła się szatana,
Że z rąk mu widły upadły pod nogi
I rzekł do swoich: Nie brać go na rogi!



Patronus: Lis srebrny - genetycznie zmodyfikowana odmiana lisa pospolitego. Drapieżnik dominuje nad innymi przedstawicielami swojego gatunku. Według starożytnych wierzeń, zwierzęta te wyłonione z gęstej mgły były odpowiedzialne za stworzenie ziemi, aby następnie przekształcić się w istoty ludzkie. Był to dzień, w którym wraz z ojcem oraz młodszą siostrą zbierali się do opuszczenia rozległych i malowniczych terenów New Forest. Pamiętał specyficzną aurę wczesnego poranka - wilgotną trawę, skropioną nocnym, przelotnym deszczem, gęstą zawiesinę chmur tworzącą mleczną, utrudniającą widoczność mgłę, skrywającą przenikliwe tajemnice leśnych zakamarków. Wtedy po raz pierwszy ujrzał smukłą sylwetkę, stojącą na skraju wschodniego brzegu lasu. Skąpana w oparach białego zjawiska, wydawała się iskrzyć srebrzystą poświatą; emanować pulsującą energią. Zatrzymując się obezwładniony czarem ów zwierzęcia, z niedowierzaniem lustrował nietypowy wygląd. Nie potrafił określić jak długo, oniemiały wpatrywał się w charakterystyczny punkt. Z beztroskiej wizji, dość gwałtownie wyrwał go zaniepokojony zniknięciem ojciec, który pociągnął chłopca we właściwą stronę. - Tato, Ty też go widzisz, prawda?! O tam! - wyrywając się niecierpliwie, nakłonił nestora do spojrzenia w kierunku lasu. Teren, na którym wyraźnie widział zwierzęcy profil, pozostawał pusty, głuchy i nijaki. Do dnia dzisiejszego nie jest w stanie powiedzieć, czy obraz, który tak wyraźnie objawił mu się podczas dziecięcej eskapady, był jawą, snem, a może mistyczną halucynacją.

Kiedy rzuca zaklęcie widzi sylwetkę matki, krzątającej się po niewielkiej kuchni. Nikły grymas uśmiechu na twarzy zaborczego ojca, wyglądający jak cień złudzenia. Rozbieganą Jackie, ganiającą po niewielkim mieszkaniu. Rozważa, radosne obrazy z czasów szkolnych i dalekich podróży. Od około 5 lat, możliwość użycia zaklęcia spadła do niebezpiecznego minimum. Coraz mniej właściwych wspomnień funkcjonuje wewnątrz umysłu. Poczucie winy, wyrzuty sumienia, samotność i zagubienie pochłaniały dotychczasowe szczęście.


Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 150
Zaklęcia i uroki:253 (rożdżka)
Czarna magia:22 (rożdżka)
Magia lecznicza:00
Transmutacja:00
Eliksiry:00
Sprawność:5Brak
Zwinność:5Brak
JęzykWartośćWydane punkty
angielskiII0
irlandziI1
francuskiI1
arabskiI1
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
Historia MagiiI2
KłamstwoII10
AstronomiaI2
PerswazjaI2
Starożytne RunyIII25
SpostrzegawczośćI2
Ukrywanie sięI2
ZastraszanieI2
ZielarstwoII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
Odporność magicznaI5
Wytrzymałość FizycznaI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
NeutralnyNeutralny
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (tworzenie poezji)I0.5
Literatura (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
SzermierkaI0.5
ŻeglarstwoI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 5.5

Wyposażenie

Różdżka, sowa



[bylobrzydkobedzieladnie]





My biggest fear is that eventually you will see me that way I see myself


Ostatnio zmieniony przez Vincent Rineheart dnia 21.08.19 17:46, w całości zmieniany 15 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Vincent Rineheart Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Vincent Rineheart Empty
PisanieTemat: Re: Vincent Rineheart [odnośnikVincent Rineheart I_icon_minitime15.09.19 18:13

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzała: Deirdre Mericourt


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
Mistrz gry

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Vincent Rineheart Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500

Vincent Rineheart Empty
PisanieTemat: Re: Vincent Rineheart [odnośnikVincent Rineheart I_icon_minitime15.09.19 18:13



KOMPONENTY Włosie akromantuli, beozar, róg garboroga, łuska smoka, włosie mantykory;
Skrzeloziele, płatki ciemiernika, mandragora, jagody z jemioły x2, kora drzewa Wiggen, korzeń ciemiernika; szpik kostny, srebrny gwiezdny pył, czułki szczuroszczetkam, kości człowieka, piołun

[14.02.20] Ingrediencje (styczeń-marzec)
[05.08.20] Ingrediencje (kwiecień-czerwiec)
[26.08.20] Kryształ (lipiec-wrzesień)

BIEGŁOŚCI[20.02.20] Wsiąkiewka (sty-mar): +2 PB
[06.08.20] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec): +2 PB

HISTORIA ROZWOJU[23.08.19] Karta postaci, -50 PD
[20.02.20] Wsiąkiewka (sty-mar): +90 PD
[28.02.20] Wykonywanie zawodu (sty-mar): +50 PD
[07.03.20] Osiągnięcie: Nieugięty,  +30 PD
[14.04.20] Rejestracja różdżki
[17.04.20] Osiągnięcie (Masakrator): +30 PD
[23.04.20] Klub Pojedynków (marzec): +30 PD
[11.05.20] Osiągnięcia: Do wyboru, do koloru, Obieżyświat; +60 PD
[08.06.20] Wykonywanie zawodu: kwiecień-maj-czerwiec, +50 PD
[05.08.20] Wydarzenie: Na kogo wypadnie, na tego bęc; +60 PD
[06.08.20] Wsiąkiewka (kwiecień-czerwiec): +90 PD
[06.08.20] Osiągnięcie (Weteran): +100 PD
[07.08.20] +4 U, +3 OPCM, +1 S: -640 PD
[24.10.20] Wykonywanie zawodu (lipiec-sierpień-wrzesień) +20 PD
[27.10.20] [G] Zakup domu wolnostojącego
[31.10.20] Osiągnięcia (Wilk z Pokątnej Street, Dziurawe kieszenie): +90 PD


Powrót do góry Go down
 

Vincent Rineheart

Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-20