Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Halbert Grey
AutorWiadomość
Halbert Grey [odnośnik]14.12.20 9:31

Halbert Marmaduke Grey

Data urodzenia: 18.04.1926
Nazwisko matki: Sprout
Miejsce zamieszkania: Bockhampton, Dorset
Czystość krwi: Półkrwi
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: toksykolog, ogrodnik w szklarniach Prewettów
Wzrost: 180
Waga: 82
Kolor włosów: brązowe
Kolor oczu: brązowe
Znaki szczególne: drobne pieprzyki na całym ciele, krótka podłużna blizna pod lewym okiem, zgrubienia na dłoniach od pracy fizycznej, zadbany zarost, kolorowe skarpetki


Po pierwszej wojnie światowej pochodzący z rodziny urzędników William Grey odsunął się od swoich bliskich, opuścił Londyn i przeniósł do Dorset, by w tamtejszych lasach objąć posadę gajowego, gdzie wykorzystywał swoje zdobywane przez lata umiejętności do walki z kłusownictwem. Wkrótce po tym poznał świeżo upieczoną absolwentkę Hogwartu Hattie Sprout. Przepełniona entuzjazmem młoda czarownica nie zraziła się do oschłego weterana, cierpliwie czekała na jego miłość, by po roku przekonać go do małżeństwa. Konserwatywny pan Grey z trudem pogodził się z myślą, że rodzina jego żony para się magią. Z każdym dniem w ich ukrytej na skraju lasu chacie przybywało zaczarowanych przedmiotów i roślin, coraz bardziej nadając gospodarstwu magicznego klimatu, tym samym przyzwyczajając Williama do nowego życia. Wiedziony sugestią żony celowo pokłócił się z rodziną, by nikt nie dowiedział się o istnieniu magii.
Dwa lata później, gdy wiosna była już w pełni, dom państwa Grey był przygotowany na przyjęcie pierwszego syna. Tuż przed wschodem słońca rozległ się wrzask chłopca, który głośny miał pozostać już przez długie lata. Halbert był żywym dzieckiem, ciekawym świata i niezmordowanym w jego odkrywaniu. Wraz z niewiele młodszym bratem Herbertem spędzali wiele czasu na leśnych wędrówkach z ojcem. To on nauczył ich tropić ślady zwierząt i pomógł zrozumieć ich zwyczaje. Jako że wywodził się z tradycyjnej rodziny zagorzałych anglikanów, pilnował, by chłopcy odmawiali pacierz, do czego matka nie chciała się wtrącać. Sama o ich edukację, przygotowując do pierwszego roku nauki w Hogwarcie. Gospodyni starała się zarazić ich swoją pasją do zielarstwa, opowiadając o ciekawostkach magicznej flory oraz eliksirach. Dom Greyów odwiedzali różni ludzie, dla których Hattie przyrządzała różne maści i eliksiry. Halbert z niecierpliwością wyglądał bulgoczącego kociołka, ale matka pilnowała, by trzymał się od niego z daleka i nie wyrządził sobie żadnej krzywdy. Ich częstymi gośćmi była także rodzina Sproutów, to oni podsycali pragnienia chłopców, by jak najprędzej zakupić swoje pierwsze różdżki i wyruszyć na wielką przygodę.
Pewnego jesiennego dnia, gdy pięcioletni Halbert towarzyszył matce w szklarni, niezadowolone z przesadzania kłaposkrzeczki hałasowały, próbując uciec ze stanowiska. Zaskoczony chłopiec sprawił, że wszystkie rośliny zatrzymały się i zostały przelewitowane z powrotem na miejsce. Zdumiona, ale i rozradowana matka zaraz wyściskała z dumą syna, przygotowując mu tego dnia w nagrodę dyniowe paszteciki.
Sielankowe dzieciństwo obfitowało w zdobywanie różnych umiejętności. William Grey nie był wielkim artystą, a stolarki nauczył się sam. Halbert chętnie sam dłubał w drewnie, pomagając z karmnikami i stolikami, nie miał może finezyjnego zacięcia, a kształty tworzył czyste i schludne. Do dziś zamiast naprawiać domowe urządzenia magią, najpierw próbuje sprostać problemowi manualnie. Gdy skończył osiem lat ojciec przeprowadził z nim poważną rozmowę o obowiązkowości i poczuciu odpowiedzialności za ochronę bliskich. Uczył go obsługi broni palnej i ostrożności przy jej użyciu. Od tamtej pory pomagał ojcu przy polowaniach, ale to młodszy brat radził sobie z nią lepiej, pozwalając by Halbert częściej towarzyszył matce w szklarniach. Kwestia odpowiedzialności za bliskich zapadła chłopakowi głęboko w pamięć, jednak coś nie dawało mu spokoju - dlaczego rodzina ojca nie była obecna w ich życiu? Kiedy wreszcie o to spytał, ten dość krótko i mgliście wyjaśnił, że ze swoją londyńską familią jest skłócony i zabronił mu o nią więcej pytać.
W rok przed tym, jak Halbert otrzymał list z Hogwartu, w domostwie Greyów ponownie pojawiła się dziecięca kołyska. Najmłodsza latorośl okazała się być przepiękną dziewczynką o oczach w kolorze owoców leszczyny. Chłopcy poważnie traktowali swoją rolę starszych braci, wręcz wykłócając się który z nich powinien zajmować się nią częściej. Przysięgli strzec małą Hazel przed przeciwnościami losu i na zawsze otoczyć opieką. Wszyscy spodziewali się, że dołączy do chłopców nich w szkole, niestety jej umiejętności magiczne nigdy się nie ujawniły.



Wyprawa do Hogwartu była mocno ekscytującym przeżyciem, lecz Halbert z trudem rozstawał się z rodzinnym Bockhampton. Ojciec powtarzał, że musi być silny i odważny, a matka, żeby przyjmował wszystko ze spokojem i optymizmem. Zamek różnił się od wszystkiego, co do tej pory poznał. Po raz pierwszy zamknięty w murowanych komnatach, strzelistych wieżach i szkolnych klasach. Wybór Tiary Przydziału nie zdziwił go, trafił tam zgodnie z tradycją Sproutów, był dumny z możliwości jej kontynuowania.
Po pierwszej fali radości przyszedł czas na szarą codzienność. Szybko okazało się, że Halbert nie nadaje się do siedzenia w ławce, czytanie książek go nudzi, a niektóre z przedmiotów od razu określił jako bezużyteczne. Dał się prędko poznać jako chłopak utalentowany i pracowity, acz arogancki i pewny siebie. Na zielarstwie często wchodził w słowo nauczycielowi i wymądrzał się, opowiadając o swoich licznych doświadczeniach, czym zbierał liczne zniecierpliwione spojrzenia. Już wtedy powtarzał wszystkim wokół, że w przyszłości będzie miał własną hodowlę najróżniejszych i najrzadszych roślin, której nie będzie się dało objąć wzrokiem.
Na drugim roku zgłosił się do puchońskiej drużyny quidditcha na pozycję pałkarza, pilnie nadrobił wszystkie zasady gry, już wcześniej nie mogąc wyjść z podziwu dla umiejętności sportowców. Niecierpliwie czekał na swój pierwszy mecz, który mimo iż przegrany, sprawił mu wiele frajdy i zmotywował do dalszych ćwiczeń. Halbert pozostał w drużynie do końca swego pobytu w Hogwarcie, choć z quidditchem nie wiązał swoich planów na przyszłość.
Chętnie nawiązywał nowe znajomości, szybko zaskarbił sobie sympatię, często żartował i pomagał przy pracach domowych kolegów. Wrodzona impulsywność sprawiała, że szybko się zakochiwał. Dzięki bezpośredniości z łatwością zagadywał do kolejnych dziewcząt, roztaczając urok i przejmując inicjatywę. Wystarczyło rzucić mu spojrzenie, gest czy uśmiech, w którym odnajdywał swoją szansę, lecz nie z desperacji, a chęci podjęcia wyzwania. Łasy na komplementy czasem naiwnie padał ofiarą czyjegoś podstępu, lecz nie zrażał się porażką i szukał szczęścia w innym miejscu. Sam też szybko się nudził, nie będąc stałym w uczuciach, ale i nie popadał w skrajności. Lekarstwem na złamane serce był czas spędzany w szklarni.
Szkoła była nie tylko przestrzenią do podejmowania nowych, szczęśliwych przygód. To tam po raz pierwszy usłyszał słowo szlama. Pogarda, z jaką spotkał się na każdym kroku ze strony czystokrwistych uczniów była zatrważająco okrutna. Nie mógł przechodzić obok nich obojętnie, zawsze stawał w obronie własnej, jak i towarzyszących mu kolegów. Pewnego dnia ogarnęła go tak wielka złość, że rzucił się na napastników z pięściami, wysyłając ich (i samego siebie) do Skrzydła Szpitalnego. Złamana ręka nie była dla niego żadną nauczką, zamiast tego zauważył, że czarodzieje mniej chętnie posuwają się do starć bez użycia różdżek. Pracował nad swoją siłą, jak i atakiem z zaskoczenia, ale kiedy po jednej z bójek wylądował na dywaniku u opiekuna domu musiał nieco wziąć na wstrzymanie. Nie mógł zupełnie dać za wygraną, przyłożył się za to do zajęć z obrony przed czarną magią, chciał mieć pewność, że zawsze będzie przygotowany do walki o swoje.
Przez cały czas trwania nauki słał do domu listy, w który opowiadał o swoich wrażeniach. O tym, że trafił do Hufflepuffu, dostał przeciętną ocenę ze znienawidzonego przedmiotu czy zgubił ulubione skarpetki w kolorowe pasy. Matka starała się odpisywać na każdy z nich, lecz wiadomości, jaką otrzymali wraz z bratem jesienią 1942 roku, wcale się nie spodziewali.
Nieszczęśliwy wypadek odebrał im Hazel. William pod nieobecność żony zabrał ze sobą córkę do lasu, dziewczynka zatruła się wilczymi jagodami. Zbyt późna reakcja, nagła gorączka i nudności, najbliższy szpital robił, co w jego mocy, lecz orzechowe oczy Hazel poszarzały, a z jej ust wydobyło się ostatnie westchnienie. Wyrzuty sumienia i strach o życie najbliższych. Halbert miał w sobie sporo z ojca. W trudnych chwilach wycofywał się i gasł, godząc się z bezradnością. Powrót do szkolnych zajęć nie był łatwy, otwarcie Komnaty Tajemnic realnie zagrażało uczniom Hogwartu, kilka miesięcy później zginęła dziewczyna. Winnym miał być Gryfon, którego Grey nigdy nie posądziłby o skrzywdzenie kogokolwiek. Wiedział, że to wyłącznie uprzedzenia ściągnęły na chłopaka oskarżenia, nie zgadzał się z decyzją o wyrzuceniu go ze szkoły, lecz nie miał na nią żadnego wpływu. Szkoła miała być znów bezpieczna, ale wątpliwości nie dało się pozbyć.
Od wejścia w dorosłość dzieliły go już tylko Okropnie Wyczerpujące Testy Magiczne, które chciał zdać z jak najwyższymi notami. Za poleceniem matki przyłożył się do zielarstwa i eliksirów, ale także astronomii, opieki nad magicznymi stworzeniami i obrony przed czarną magią. Nie rezygnował wciąż z quidditcha, bo coś mu podpowiadało, że po ukończeniu szkoły nie będzie miał okazji, by zagrać z drużyną. Powoli żegnał się z hogwarckimi murami, korzystał z chwil spędzanych z przyjaciółmi, składał obietnice, że będzie pisał i często ich odwiedzał, szczerze licząc, że choć część z nich uda mu się dotrzymać.



Początkowo nie wiedział czego spodziewać się od życia poza Hogwartem. Ich dom w Bockhampton nie przypominał już tego radosnego miejsca, pełnego rodzinnej miłości. Wojna mugoli dawała się wszystkim we znaki, wciąż kładąc cień na wszystko, co ich otacza. Bez niego, Herberta i Hazel próżno było nasłuchiwać dźwięcznego śmiechu i lekkości rozmów. Praca w ogrodzie nie przynosiła satysfakcji, a wyprawy do lasu w towarzystwie milczącego ojca podtrzymywały smutek i tęsknotę za dawnymi dniami. Chcąc wyrwać się z marazmu aplikował na kurs w katedrze alchemii i uzdrowicielstwa przy Klinice Magicznych Chorób i Urazów Świętego Munga. Uzdrowicielem nigdy nie planował zostać, ale chciał wspomóc matkę w jej codziennej pracy. Poza tym czuł, że dzięki alchemii będzie w stanie rozwijać swoje pasje. Powrót do rodzinnych szklarni przypomniał mu także radość i marzenia, jakie snuli wraz z bratem. Za punkt honoru postawił sobie jak najlepsze wypełnianie zadań i zebranie wszelkich informacji, jakie mogą się im przydać. Kurs okazał się być trudny i wymagający, większość wolnego czasu spędzał w Londynie, nawet pomieszkując i znajomych, by zaoszczędzić czas i być zawsze w pogotowiu. Podczas tych trzech lat uczył się anatomii i magii leczniczej, niezbędnej do odpowiedzialnego wykonywania zawodu. Czytanie map i diagramów astronomicznych nie sprawiało mu problemu, przyrządzanie mikstur opatrzonych skomplikowanymi recepturami przynosiło frajdę, ale zmęczenie dawało się we znaki przez cały czas trwania kursu.
Bert ukończył Hogwart i wrócił do domu, lecz wszystko wskazywało na to, że ich plan co do założenia wspólnej hodowli został zepchnięty na dalszy plan. Młodszy Grey przygotowywał się do innej wyprawy. Wiedziony impulsem Halbert zdenerwował się na brata, rzucając mu wiele gorzkich słów. Matka załamywała ręce, ojciec nie chciał się wtrącać. Początkujący alchemik nie chciał słuchać zapewnień, że wyjazdy są tylko chwilowe i że tak naprawdę mają służyć ich przyszłemu sukcesowi oraz spełnieniu marzeń. Wizja posiadania wszystkich Greyów pod jednym dachem legła w gruzach.
Kurs przy Klinice ukończył z wysokimi ocenami, ale nie potrafił się długo cieszyć z wyników. Musiał szybko się dostosować, zmienić swój plan na nowy. Zgłosił się do kadry w św. Mungu, by pozwolili mu odbyć tam staż. Toksykologia stała się jego nową pasją, spędzał wiele czasu na warzeniu eliksirów, intensywny zapach maści przynosił spokój, a rozmowy z pacjentami pozwalały się zdystansować od własnych problemów. Mówi się, że tutejsi pracownicy są samotni z powodu ciężkich warunków, co Halbert nawet nie będąc Uzdrowicielem zdołał poczuć na własnej skórze. Zrozumiał, że nie może nikogo przywiązać do siebie na siłę, zwłaszcza tak wolnego ducha, jakim był jego brat i że nie chce, by w ich relacje wyglądały w tak przykry sposób. Tego dnia wrócił do domu późnym wieczorem, przechodząc na palcach po skrzypiącej podłodze w kuchni wprost do gabinetu. Herbert siedział wśród stosu ksiąg i dokumentów, na widok brata przerwał swoją pracę i spojrzał na niego w milczeniu.
- Znalazłem wzmiankę o salix sanguinalis, ponoć można ją znaleźć na bagnach Południowej Ameryki - podsunął nieśmiało wyjęty z torby pergamin, na który przepisał znalezione w bibliotekach przy klinice informacje. Bert przyjął pomoc brata, odsuwając na bok złość i urazę, wspólnie zaplanowali jego kolejne wyprawy.
Podczas stażu w klinice Halbert odznaczał się pracowitością i zapałem. Lubi, gdy praca jest dla niego wyzwaniem, ma smykałkę do nowości, szybko uczy się i adaptuje, w czym od zawsze pomaga mu wrodzony optymizm i towarzyskość. Mimo to dość marny z niego podwładny. Najlepiej odnajduje się w sytuacjach wymagających podejmowania decyzji i nadzorowania pracy innych. Był cierpliwym mentorem dla młodszych kolegów, których wpadki często brał na siebie. O tym, że tęskni za zielarstwem, pielęgnacją ogrodu, ale i częstszym spędzaniem czasu z rodziną uświadomił sobie kilka lat później, gdy ojciec przyszedł do niego z grobową miną. Otrzymał list, informujący go o śmierci matki oraz datą pogrzebu. Pomimo odcięcia się od rodziny ze strony Williama, czuł on potrzebę pożegnania się z kobietą, która go wychowała. Skłócił się z nimi celowo, by móc związać się z Hattie, lecz pomimo zaznanego szczęścia nie umiał sobie tego wybaczyć. Nieco niepewnie zebrali się wszyscy do Londynu, by uczestniczyć w pożegnaniu babki Grey. Pojawił się też młodszy brat Williama wraz z rodziną, którą Halbert zobaczył wtedy po raz pierwszy. Czuł się nieco dziwnie, musząc przed nimi udawać nieistnienie magicznego świata, wiedział jednak, że już raczej nie będą mieli okazji, by się znów spotkać.
Po powrocie do Bockhampton potrzebował porady. Czuł pewien niedosyt, że życie ucieka mu między palcami; bliscy tak prędko odchodzili, podczas gdy on pracował, nie mogąc spędzić z nimi ostatnich szczęśliwych chwil. Los postawił na jego drodze dawnego przyjaciela, Archibalda Prewetta, Gryfona szlachetnej krwi, który wraz z nim uczył się w Hogwarcie. Młodzi mężczyźni dzielili wspólne pasje, mogąc godzinami rozprawiać o właściwościach figi abisyńskiej czy ciemiernika. Razem przemykali się potajemnie do szkolnych szklarni, opowiadając o roślinach, jakie chcieliby kiedyś hodować. Tego razu Halbert mówił o potrzebie zmiany, związanej z brakiem zadowolenia z dotychczasowej pracy. Lord Prewett zaoferował mu posadę na okres próbny w swoich rodowych szklarniach. Halbert był tak podekscytowany wizją powrotu do ukochanych roślin, że zadeklarował swoją natychmiastową gotowość. Porzucił Londyn na rzecz rodzinnego Dorset, dając z siebie wszystko, by okazać wdzięczność Archibaldowi. Szybko odnalazł się w nowym miejscu, potrafiąc wskazać i zaplanować możliwe ulepszenia. Miał rękę do roślin, nie bał się ciężkiej pracy. O pięknie paproci, jakimi szczycili się Prewettowie słyszał już wiele, lecz dopiero gdy zobaczył je na własne oczy mógł w pełni zgodzić się z głoszoną legendą. Prędko stał się lojalnym pracownikiem, licząc na to, że wkrótce będzie także przyjacielem.
Przez kolejne lata był głosicielem zdania, że robiąc to, co się kocha, nie przepracuje się ani jednego dnia. Z powodu wyjazdów Herberta coraz częściej wyręczał rodziców w ich obowiązkach. Nie chciał, by się przepracowywali, zwłaszcza że William zdawał się być coraz bardziej przygaszony. Śmierć córki, a potem i matki dotknęły go tak dogłębnie, że chudł w oczach, na jego smutek nie było lekarstwa. Zmarł w 1953 roku, pochowali go obok Hazel.
Nastały niebezpieczne czasy: Wielka Wojna Czarodziejów, Grindelwald dyrektorem Hogwartu, powstanie Policji Antymugolskiej. W gazetach zaczęły się pojawiać listy gończe, a na nich znane mu ze szkoły twarze, w tym jego pracodawca, lord Prewett. Obawiał się o jego życie, wiedział, że działa w dobrej wierze i był gotów mu pomóc, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Gdyby nie wiara w lepsze jutro, nie uprawiałby ogrodu, nie widywał z przyjaciółmi, nie planował rozbudowy własnej hodowli.



Dzień zaczyna wcześnie rano, często wstając przed wschodem słońca. Siedząc na ganku z naparem z żeń-szenia i cynamonu w ręku, żyje tu i teraz, nie rozpraszając się  niepotrzebnie, zbierając energię na cały dzień. Kontrolne sprawdzenie roślin w akompaniamencie wygwizdywanej przez siebie melodii, szybkie śniadanie i całus złożony na policzku matki. Praca w szklarniach Prewettów, przesadzanie i nawożenie, doglądanie sadzonek. Po powrocie do domu ocieplanie własnej, przygotowywanie do przyjęcia nowej odmiany, jaką Herbert miał przywieźć z wyprawy. Czwartkowe wieczory spędza na grze w Scrabble z matką. Czasem czyta powieści detektywistyczne i doszkala swoje umiejętności stolarskie. Uczy się nowych sposobów wykańczania mebli, gustując w stylu rustykalnym. Ostatnio znalazł w biblioteczce stary egzemplarz baśni barda Beedle'a, które matka czytała im w dzieciństwie. Wspomnienie bajek pobudziło wyobraźnię, co zaczęło przekładać się na jego twórczość. Z trzeszczącego radia puszcza roślinom muzykę klasyczną. Nuci pod nosem, rytmicznie przytupując, bo o tańcu w jego wykonaniu nie ma mowy. Nigdzie nie rusza się bez swojej skórzanej torbie, której prócz różdżki nosi zapasowe fiolki, składany nożyk i lupę, w końcu nigdy nie wiadomo, kiedy natrafi się na fascynujący okaz. Na dłuższe spacery połączone ze wspinaczką wybiera się wraz z bratem. Łączy ich nie tylko zamiłowanie do roślin, ale i zdrowego zmęczenia. Chciałby założyć własną rodzinę, lecz sytuacja na świecie wcale do tego nie zachęca. Nie chce, by jego dzieci dorastały w tak niepewnych czasach, lecz gdyby tak się stało, ukochałby je całym sercem. Jest czarodziejem pełnym optymizmu i pasji, nie zapomina jednak przy tym o pokonanych przeciwnościach. Z tęsknoty za ojcem wciąż chodzi do kościoła, mimo iż sam nie wierzy już w Boga; na pamiątkę Hazel tworzy kolejne szkice projektu nowej odmiany rośliny, jaką mógłby nazwać jej imieniem. Gdzieś w głębi duszy w dalszym ciągu jest porywczy i emocjonalny, choć z racji wieku stara się być poważniejszy. Wciąż ma w głowie słowa Greya seniora o poczuciu odpowiedzialności za rodzinę. Ostatniej złożonej obietnicy nie mógł dotrzymać, tym razem przysiągł sobie nie zawieść.


Patronus: Halbert nigdy nie wyczarował patronusa.

Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 82
Uroki:00
Czarna magia:00
Magia lecznicza:81
Transmutacja:00
Eliksiry:152
Sprawność:11Brak
Zwinność:4Brak
JęzykWartośćWydane punkty
angielskiII0
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaII10
AstronomiaII10
ONMSI2
SpostrzegawczośćI2
SkradanieI2
ZielarstwoIII25
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznawstwoI0
Wytrzymałość FizycznaII5
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Zakon Feniksa01
RozpoznawalnośćI0
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
StolarstwoI0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI0.5
QuidditchI0.5
PływanieI0.5
Walka wręczII7
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 8,5

[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Halbert Grey dnia 17.12.20 9:15, w całości zmieniany 3 razy
Halbert Grey
Zawód : toksykolog, ogrodnik Prewettów
Wiek : 31
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
to plant a garden
is to believe in tomorrow
OPCM : 8
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 8
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 4
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9087-halbert-grey https://www.morsmordre.net/t9093-lobuz https://www.morsmordre.net/t9092-halbert https://www.morsmordre.net/f179-dorset-bockhampton-greengrove-farm https://www.morsmordre.net/t9099-skrytka-bankowa-nr-2133 https://www.morsmordre.net/t9091-halbert-grey#274380
Re: Halbert Grey [odnośnik]16.12.20 23:37

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: Ramsey Mulciber
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Halbert Grey  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Halbert Grey [odnośnik]16.12.20 23:39


KOMPONENTY

[28.12.20] Komponenty (lipiec/wrzesień)
[12.08.21] Komponenty (styczeń/marzec)

BIEGŁOŚCI
[28.01.21] Wsiąkiewka (lipiec-wrzesień): + 0,5 PB
[07.08.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +3 PB

HISTORIA ROZWOJU[16.12.20] Karta postaci -100PD
[25.12.20] [G] Łapówka; -50 PM
[25.12.20] Rejestracja różdżki
[22.01.21] Aktualizacja postaci
[28.01.21] Wsiąkiewka (lipiec-wrzesień): + 30 PD
[23.07.21] Spokojnie jak na wojnie: +35 PD, +1 PB organizacji
[02.08.21] Wykonywanie zawodu (październik-grudzień); +20 PD
[07.08.21] Wsiąkiewka (październik-grudzień): +120 PD
[13.08.21] Osiągnięcia: Wór pełen ziół, Do wyboru do koloru, Mały pędzibimber, Virtus; +95 PD
[18.08.21] Osiągnięcia (Wielki głód): +30 PD
[14.09.21] Rozwój postaci; zakup nakładki na pas z sakwami i zaczarowanej wędki: -250 PD
[20.03.22] Spokojnie jak na wojnie: +25 PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Halbert Grey  Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Halbert Grey
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach