Wydarzenia


Ekipa forum
Książkowy zakątek
AutorWiadomość
Książkowy zakątek [odnośnik]28.02.21 23:32
First topic message reminder :

Książkowy zakątek

Jest to miejsce dobrze znane wszystkim mieszkańcom Doliny Godryka. Znajduje się w samym centrum ukochanej mieściny Godryka Gryffindora. Na środku placu stoi mała skrzyneczka, która swoim kształtem przypomina domek. Przez przeszklone ściany domku można dojrzeć półki, na których jeśli masz szczęście znajdziesz książki przyniesione tu przez mieszkańców Doliny. Uczynni i przyjaźni czarodzieje chętnie dbają o gust czytelniczy swoich sąsiadów, a przede wszystkim nie lubią niczego marnować. Więc zamiast wyrzucać książki, które znasz już niemal na pamięć przynieś je tutaj. Ktoś na pewno chętnie po nie sięgnie i może choć na chwilę zapomni o panującym za oknem chaosie.
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Książkowy zakątek - Page 3 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Książkowy zakątek [odnośnik]07.08.22 15:12
8 IV

Był o wiele za wcześnie; nie mógł sobie jednak znaleźć miejsca, a czegokolwiek nie zaczynałby robić, i tak myślami uciekał ku dwóm listom, które spoczywały bezpiecznie w wewnętrznej kieszeni jego szaty; musiał sięgać po nie wielokrotnie, jakby upewnić się potrzebował, że wciąż tam są; że ich treść nie zmieniła się przez noc, przez ostatnie pół godziny.
Czuł, że powinien się jakoś do tego spotkania przygotować; choć nie miał pewności, co konkretnie mógłby zrobić, jak pomóc przyjacielowi w sytuacji, której przecież sam nie rozumiał. Wszystko było niejasne, enigmatyczne - gdzie przebywał, co tak naprawdę robił, z czego żył?
Jak bardzo się zmienił, a może powinien pytać o coś innego, o to, jak zmieniła go wojna, do czego musiał się posunąć, by przetrwać, kiedy jego fotografia zdobiła listy gończe?
Jednego dnia byli w swoim życiu obecni, następnego Florean tak po prostu zniknął; nie zastał go w mieszkaniu, ani w lodziarni, niewiele z nich zresztą zostało. Czekał na list, sygnał, że wszystko w porządku, chyba w końcu, choć nieświadomie, zdał sobie sprawę z tego, że na marne. Może nawet przestał czekać.
Podejrzewał, że Laverne już go nie znajdzie, że Florean nie tyle nie chce, co nie może się z nim skontaktować.
Porozwieszane po Londynie plakaty dawały jednak nadzieję - szukano go, ale wciąż nie znaleziono; szukano go, a więc żył; szukano, a więc, choć w śmiertelnym niebezpieczeństwie, to jednak nie w niewoli.
Miał tyle pytań - choć nie wiedział, czy którekolwiek powinno paść; co właściwie może wiedzieć.
Kołatały się w jego myślach, cała długa lista; ale w gruncie rzeczy najwięcej emocji wzbudzało wyłącznie to, że Florean żył; nic więcej nie potrzebował wiedzieć, tylko to.
Za resztkę zaoszczędzonych pieniędzy odkupił wczoraj od jednego z cyrkowych dostawców niemal pół kilograma świeżej cielęciny; pobladł, słysząc cenę, lecz bez zawahania sięgnął po ostatnią monetę, która wypełniała po chwili już pustą sakiewkę. To Harriet pomogła mu znaleźć książkę, którą wymienił na zapasowy kałamarz.
Z przyziemnych potrzeb jedzenie było najważniejsze, nie byłby jednak sobą, gdyby nie pomyślał o tym, iż Florean musi mieć coś do czytania (co, jeśli już dawno temu dotarł do ostatniej strony wszystkich książek dostępnych w jego kryjówce?).
Zapakował je starannie, zabezpieczając mięso ochronną, niską temperaturą.
Niewiele mógł mu dać; ale nie potrafił przyjść z niczym, świadom tego, że choć dla świata martwy, to jednak bez wątpienia nie dla tych, którzy z jakiegoś powodu zdecydowali się obwieścić jego śmierć. Dlaczego mieliby zaprzestać poszukiwań?
Był wcześniej; zahaczył o dom Millie, przeszedł się wokół jeziora - ale w końcu ponownie dotarł w pobliże książkowego zakątka. Tak, jak podejrzewał, jego książka leżała na samym dnie zebranych darów; jeśli przez tyle czasu nie znalazł się nikt, kto uznał, że warto podarować jej miejsce w swym domu, to chyba nie mógł mieć większych nadziei, iż wkrótce się to zmieni.
Może powinna wrócić do niego?
Wyciągnął Tajemnice teleportacji łącznej, podręcznik, który miał służyć mu w trakcie ministerialnego kursu - na ten jednak nigdy nie udało mu się odłożyć wystarczającej kwoty; umieścił książkę na dnie plecaka, ostrożnie poprawiając także przyniesiony pakunek.
By zabić czas, sięgnął po pierwszy lepszy tytuł, jeszcze nieświadom tego, że kartkuje właśnie płomienny romans, w którym z wypiekami zaczytywały się gospodynie z Doliny; myślami i tak był gdzieś daleko stąd.

w zawiniątku przyniosłem ze sobą: szczelnie zapakowaną cielęcinę (0,4 kg, świeżą, schłodzoną zaklęciem), a także, w osobnym papierze, zniszczony egzemplarz książki z drugiej ręki - Prawdziwe życie zaczyna się po śmierci, czyli autobiografia Widmowego Jeremy'ego




ściany się burzą, szyby pękają na raz
lecę w dół przez błędy wszystkich lat
Laurence Morrow
Zawód : numerolog, cyrkowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
więc przez płonący las
przeprowadź mnie
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
standing upright but my shadow is crooked~
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11212-laurence-morrow https://www.morsmordre.net/t11246-houdini#346121 https://www.morsmordre.net/t11247-museums-of-fear#346123 https://www.morsmordre.net/f424-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-10 https://www.morsmordre.net/t11252-szuflada#346152 https://www.morsmordre.net/t11248-laurence-morrow#346126
Re: Książkowy zakątek [odnośnik]12.08.22 19:12
Sprężystym krokiem przemierzałem Dolinę Godryka i po raz pierwszy od dawna oddychałem pełną piersią. Nie byłem w stanie z dnia na dzień pozbyć się lęku i starych przyzwyczajeń, dlatego kolorowe ubrania zamieniłem na bardziej stonowane, natomiast spacer urządzałem na boku chodnika, a nie środku ulicy – nie chciałem rzucać się w oczy, wolałem pozostać anonimowym przechodniem, ale nawet to było dla mnie wolnością. Przez ostatnie miesiące rzadko kiedy wyściubiałem nos poza Oazę, o ile nie było to konieczne. Nie potrafiłem sobie przypomnieć, kiedy ostatnio udałem się na spacer do miasteczka, by jak gdyby nigdy nic spotkać się z przyjacielem.
Cóż, jak gdyby nigdy nic to duże uproszczenie. Przez ostatni rok (Rok? A może jeszcze więcej? Gubię rachubę) moje życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni i w zasadzie straciłem wszystko, na co pracowałem przez lata. Wyszedłem już z okresu załamywania się tym faktem. Ustawiłem na piedestale inne priorytety niż dobra materialne i usilnie staram się myśleć o tym co będzie, a nie o tym, co było. Planuję otwarcie nowej lodziarni, kiedy to wszystko się uspokoi, może większej, może połączonej z czymś jeszcze? W tej chwili ogranicza mnie tylko wyobraźnia.
Doskonale wiedziałem, gdzie znajduje się książkowy zakątek – jako zapalony czytelnik zaglądałem tam nie raz. Nogi same prowadziły mnie przez urokliwe uliczki, choć bardziej opustoszałe niż w mojej pamięci. W końcu dotarłem na miejsce, a sylwetki zaczytanego mężczyzny nie pomyliłbym z nikim innym. Na mojej twarzy momentalnie pojawił się radosny uśmiech, bo oto byliśmy, cali i zdrowi, pomimo tylu przeciwności losu. Na pierwszy rzut oka Lawrence wcale się nie zmienił – ja trochę schudłem i nie ubierałem się już tak krzykliwie, ale chciałem wierzyć, że w środku pozostałem tym samym Floreanem sprzed wojny (choć już nim nie byłem i nigdy miałem nie być).
No proszę, chyba dawno nie byłeś na randce – zaśmiałem się, zauważając czerwoną okładkę harlekina. Zaraz potem zamknąłem Lawrence'a w silnym uścisku, jakbym chciał się upewnić, że naprawdę tutaj stoi i nie jest żadnym duchem czy wizją zmęczonego umysłu. Spotkanie z nim było namiastką wytęsknionej normalności, a jego dobry stan kazał mi wierzyć, że i reszta utraconych znajomych jakoś się trzymała w tym szaleństwie. – Dobrze cię widzieć – pewnie nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo. Szczególnie w tym miejscu; z Doliną łączyły mnie same miłe wspomnienia.


not a perfect soldier
but a good man

Florean Fortescue
Zawód : bezrobotny
Wiek : 28
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Kawaler
Pijemy z czary istnienia
Z zamkniętymi oczami,
Złote skropiwszy jej brzegi
Własnymi gorzkimi łzami.
OPCM : 34 +2
UROKI : 6 +4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 10
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 7
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Książkowy zakątek - Page 3 E89bda95c5344104e5639bbb0172ffa8
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t3393-florean-fortescue https://www.morsmordre.net/t3438-laverne#59673 https://www.morsmordre.net/t3432-pan-fortescue#59587 https://www.morsmordre.net/f278-pokatna-5-2 https://www.morsmordre.net/t4591-skrytka-bankowa-nr-854 https://www.morsmordre.net/t3439-florean-fortescue#59674
Re: Książkowy zakątek [odnośnik]12.08.22 19:12
The member 'Florean Fortescue' has done the following action : Rzut kością


'Zdarzenia' :
Książkowy zakątek - Page 3 RiCWHar
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Książkowy zakątek - Page 3 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Książkowy zakątek [odnośnik]18.08.22 15:51
Zorientował się, co dostało się w jego ręce, kiedy natrafił na kwiecisty opis pocałunku, który trwał dobre dziesięć stron, bo wymęczony bohater musiał jeszcze w międzyczasie pozwolić kochance obmyć swe rany, poniesione w trakcie magicznego pojedynku o jej honor; z lekko uniesioną brwią wraz z dwójką spalaną namiętną miłością kontynuował tę podróż, przerwaną tylko raz, gdy pomiędzy jego stopami przemknęła... piłka, a wysmarowany błotem łobuz mignął tuż obok Summersa, krzycząc goooooool.
Żeby nie kusić więcej młodego do wykorzystania go jako bramkę, stanął prosto, but przy bucie, jeszcze przez chwilę zerkając czujnie w stronę drzew, ku którym - za piłką - pobiegł zdyszany chłopiec.
Bez skrępowania brnął więc dalej, w rozbawieniu kontynuując niemoralną lekturę; egzaltowane opisy zaczęły go intrygować, chyba jako studium kobiecej psychiki - bo z jakiegoś powodu ktoś tę książkę napisał, i z jakiegoś też ktoś ją czytał.
Usłyszał czyjeś kroki, nie poruszył się jednak, wciąż tkwiąc w posągowej, niewygodnej pozie, z książką trzymaną w lewej dłoni na wysokości torsu; z początku myślał, że to ten sam chłopiec, lecz już wkrótce stało się jasne, że w jego stronę zmierza ktoś inny - gdy obrócił się przez ramię, zamarł, w istocie tak, jakby objawił mu się duch przyjaciela.
To nie był tamten Florean; gdzieś zniknęły wszystkie kolory ubrań, które wcześniej łączył ze sobą w tak osobliwych kombinacjach, że nie sposób było przejść obok niego, nie zwracając uwagi na dobór kontrastów i wzorów.
Twarz także miał bladą, pozbawioną kolorów, bardziej ziemistą, znacznie szczuplejszą, żeby nie powiedzieć - wychudzoną.
- Ostatni raz chyba przed wojną - na takiej prawdziwej; w każdym razie wieki temu, nawet nie do końca pamiętał, jak tamta dziewczyna miała na imię. Ale tańczyła piekielnie dobrze. Właściwie... - Wybrałbym się na taką zwykłą potańcówkę, taką do białego rana - rzucił jeszcze, na chwilę krótszą niż nabranie oddechu powracając myślami do czasów przed tym wszystkim. - Merlinie, jak dobrze cię zobaczyć w jednym kawałku - wtrącił, odwzajemniając braterski uścisk; gdyby nie kilka dni, które miał na ochłonięcie... gdyby spotkali się przypadkiem, bez wątpienia fasada tego nienaturalnego wręcz spokoju runęłaby szybciej. - Całkiem żywy się wydajesz, jak na ducha - uśmiech przebijał się przez mgłę smutku, powoli rozpromieniając jego twarz.
Listy były tylko papierową obietnicą, teraz miał przed sobą dowód, że Florean żyje, że...
Usłyszał cichy, stłumiony pisk; a może tylko się przesłyszał? Zapewne zignorowałby ten dźwięk, gdyby nie fakt, że dobrze znana mu już piłka potoczyła się raz jeszcze w stronę skrzynki na książki - i ich.
- Chyba wiem, czyja to zguba - wtrącił, odsuwając się od przyjaciela, by podejść kilka kroków dalej, do zabawki. - Mały, tym razem nie byłeś nawet blisko - krzyknął niemal beztrosko, opierając jedną nogę na wysłużonej skórze, zdecydowanie niedopompowanej; przesunął piłkę do tyłu, samemu wysuwając stopę w przód, a potem uniósł nogę, by móc oprzeć o zabawkę czubek buta. Minęło już tyle czasu, odkąd po raz ostatni grał w futbol.
- Co to...? - wyrwało mu się, gdy tam, skąd poturlała się w ich stronę piłka, za drzewami...
Ty też to widzisz?
Ma jakąś paranoję, czy tu, w Dolinie Godryka, w biały dzień...? Właściwie co - co miało miejsce? Czego właśnie stali się świadkami? Nic nie widział przez te cholerne drzewa, ale wydawało mu się, że kątem oka...
- Abspectus - głos odrobinę mu zadrżał, gdy skierowana w stronę rozłożystego drzewa różdżka znalazła się w jego dłoni; chciał tylko zajrzeć na drugą stronę grubego pnia, upewnić się, że nic się nie stało; że do chłopczyka dołączyli po prostu jego koledzy. Czasem używał tego zaklęcia, gdy śledził to, co działo się na widowni - bądź na cyrkowej scenie, kiedy sam się na niej nie znajdował - nigdy jednak nie sięgał po nie w sytuacji takiej, jak dziś, gdy dławił go niepokój. Nerwowy tik zniekształcił gest, który wykonał, przez co zaklęcie nie zadziałało poprawnie; ruszył w stronę kurtyny drzew, nie był jednak w stanie dostrzec wyraźnie pełni obrazu. - Abspectus - powtórzył raz jeszcze, starając się naprawić poprzedni błąd. Nie wiedział, co powinien zrobić; jak zareagować - ale obok niego był Florean, a świadomość tego ułatwiała zrobienie kolejnego kroku. I jeszcze jednego.
Tym razem zobaczył; trzy męskie sylwetki, jedna na przedzie, barczysta, zakleszczająca w silnym uścisku wierzgającego jak dzikie zwierzę chłopca. Osiłek nie miał przy sobie różdżki (a może miał ją schowaną?), lecz dwóch obdartusów podążających w ślad za nim - już tak.
Zatrzymał się gwałtownie, po raz kolejny obrzucając Floreana pytającym spojrzeniem.
Co mają zrobić?
Jak mogą pomóc - tak, by chłopiec nie stał się zakładnikiem?

szafka




ściany się burzą, szyby pękają na raz
lecę w dół przez błędy wszystkich lat
Laurence Morrow
Zawód : numerolog, cyrkowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
więc przez płonący las
przeprowadź mnie
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
standing upright but my shadow is crooked~
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11212-laurence-morrow https://www.morsmordre.net/t11246-houdini#346121 https://www.morsmordre.net/t11247-museums-of-fear#346123 https://www.morsmordre.net/f424-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-10 https://www.morsmordre.net/t11252-szuflada#346152 https://www.morsmordre.net/t11248-laurence-morrow#346126

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Książkowy zakątek
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach