Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Salon
AutorWiadomość
Salon [odnośnik]23.05.21 18:28
First topic message reminder :

Salon

Znajdujący się w pobliżu kuchni salon sprawia wrażenie przytulnego. Zgromadził w nim pokaźną biblioteczkę i stworzył w nim kącik do czytania.
Volans dał drugie życie starym meblom i pozostałym elementom wystroju wnętrza, które udało mu się znaleźć czy odkupić za bezcen. Ciepło zapewnia prosty, kamienny kominek. Nie brakuje tutaj pamiątek ze wszystkich odwiedzonych przez niego miejsc.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792

Re: Salon [odnośnik]24.11.21 19:14
Miał pewne obawy, co do tego, czy Aurora trafi pod drzwi jego mieszkania. To pierwszy raz, kiedy tutaj ją zaprosił. Być może powinien to zrobić wcześniej. Były to jednak czcze dywagacje. Nie było to w dobrym tonie zapraszać do siebie liczne kobiety. Ciężko to ukryć czujnymi oczyma sąsiadów. Niby nie była to ich sprawa, ale jeszcze do niedawna odwiedzała go panna Beckett.
Pukanie przedarło się przez melodię wydobywającą się z tuby gramofonu. Kiedy Runa zerwała się z miejsca i podbiegła do drzwi, sam powoli wstał z kanapy i wyszedł jej naprzeciw, by wpuścić ją do środka.
Dzień dobry, Auroro. Dotarłaś bez problemu? Na razie bez zmian. Dziękuję, że zgodziłaś się pomóc mi. Ładnie wyglądasz, o ile mogę tak powiedzieć — Powitał ją serdecznie, ze słabym uśmiechem. Płaszcz kobiety powiesił na wieszaku. Zadał jej ważne pytanie i udzielił odpowiedzi na to zadane przez uzdrowicielkę. Był jej za to wdzięczny. Chciał stanąć na nogi. Komplement wydał mu się zasadny, choć mógł wydawać się niestosowny. Chociażby przez to, że do niedawna spotykał się z panną Beckett. Runa radośnie merdała ogonem, pozwalając się pogłaskać. Wróciła do niego, by usiąść przy jego nodze. Pochylił się, by podrapać ją za uchem.
Cóż... wychodziłem tylko przed budynek, tak by Runa mogła zaspokoić swoje potrzeby — Przyznał z zakłopotaniem. Nie miał kto go wyręczyć w tym. — Proszę, weź ją na kilka dni do siebie — Nieco niechętnie na to przystał. Nie był przyzwyczajony do siedzenia bezczynnie w domu. Już teraz chodził po ścianach. Runa nie tylko dotrzymała mu towarzystwa, ale też stanowiła doskonały pretekst do wychodzenia z mieszkania na te kilkadziesiąt minut dziennie.
To akurat mnie cieszy... w jakimś stopniu, bo zwykłe przeziębienie bym łatwiej wyleczył —  Odrzekł, zasiadając w fotelu. Oparł dłonie na obu podłokietnikach. Pochylająca się nad nim Aurora, złote włosy muskające jego policzki oraz ten zapach bzu przywołały zaskakująco wyraźne wspomnienie snu, który nawiedził go niespełna dwie noce temu. Promienie słońca, okalający Wrzosowisko sad, ich samych leżących na na trawie bardzo zajętych sobą. Obudził się dosyć gwałtownie z tego snu, zdawać by się mogło w najlepszym momencie. Długo potem nie mógł zasnąć. Nie był to właściwy moment, jednak trudno było mu nie odczuwać zmieszania. Chrząknął cicho.
Rób wszystko, co uważasz za stosowne. Jesteś doświadczoną uzdrowicielką. Przejdźmy do kuchni w takim razie. Zrobię też herbatę i coś do jedzenia. Jestem przed obiadem — Zdał się na nią, nie kwestionując jej decyzji w kwestii leczenia. Była ekspertką. Odczuł znaczącą różnicę po rzuceniu tego zaklęcia, trochę łatwiej mu się oddychało. — Dziękuję.
Pójdę do kuchni i przyniosę coś do picia. Spróbujesz mojego lekarstwa — Zażartował, mając na myśli grzany czarodziejski miód pitny z opcjonalnym dodatkiem soku malinowego. Udając się do kuchni miał go zamiar podgrzać i rozlać do glinianych kubków.[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Volans Moore dnia 06.12.21 22:49, w całości zmieniany 1 raz
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Salon [odnośnik]27.11.21 0:42
Nie myślała o tym, że był to pierwszy raz, gdy odwiedzała Volansa. Jeśli miałaby być zupełnie szczera, akurat Volansa i Aidena znała najmniej spośród braci Moore. Dopiero w ostatnim czasie Volans jakoś częściej zaczął pojawiać się w jej życiu. Oczywiście żadne z nich nie robiło z tego żadnego wydarzenia — ot, tak się w ostatnim czasie działo, że ich ścieżki się przecinały. To wszystko.
- Tak, dziękuję. Na szczęście to nie pierwsza moja zimowa wędrówka, więc na słabego nie trafiło. - Wyjaśniła, zaraz jednak uśmiechnęła się serdecznie. Ludzie czasem zapominali, jak wielką moc miały komplementy, więc słowa Volansa, naturalnie sprawiły, że Aurora poczuła się nieco lepiej. - To bardzo miłe, że tak mówisz. - Powiedziała, czując, że delikatne rumieńce wypływają na jej policzki. Ale mogła to rzecz jasna zrzucić na fakt tego, że weszła z zimnego w ciepłe. - I wiesz, że przyjaciołom zawsze chętnie pomagam. - Powiedziała bez chwili zawahania się. Taką już miała naturę i jak by z tym nie walczyła, nie umiała tak po prostu nie ufać ludziom.
Spojrzała jednak na niego wzrokiem, który miał sugerować, że jest groźna i wyraźnie niezadowolona z tego, że wychodził z domu.
- Wezmę ją. Najwyżej będziemy wpadać do ciebie, sprawdzać jak się masz, żebyś nie zanudził się tu na śmierć. - Powiedziała, pochylając się jeszcze do psa i głaszcząc po małej główce. Była taka malutka w porównaniu do Cu.
Rzeczywiście, zwykłe przeziębienie łatwiej było wyleczyć, a na dobrą sprawę teraz mogła jedynie pomóc mu ulżyć, ale nie pozbyć się choroby zupełnie.
Nie miała rzecz jasna pojęcia o jego śnie, ale złapała go na tym, że przez chwilę wydawało jej się, że przygląda jej się w inny sposób niż zwykle. Problem w tym, że odebrała to nieco inaczej, niż być może kojarzyło mu się z jego snem.
- Nie bój się Volansie. Nie będzie bolało. - Zapewniła go łagodnie, uśmiechając się i zakładając za uszy jasny kosmyk włosów. Ale on zaraz zapewnił ją, że zupełnie jej ufa. Była to pewna ulga, ale też w zasadzie może jednak nie do końca go zrozumiała. W każdym razie, gdy zaklęcie już się udało, przepuściła go, żeby poszedł do kuchni. Sama zaś zajęła się przygotowaniem eliksiru, który dodatkowo też miał nieco zmniejszyć inne dolegliwości.
Wyjęła z podróżnej torby składniki zamknięte we fiolkach, kociołek i znalazłszy bezpieczne miejsce na stoliku, zajęła się przygotowaniem.
Nim Volans wrócił w kuchni, eliksir już pomału zaczynał przypominać pożądane lekarstwo. Dlatego, gdy mężczyzna wrócił do salonu, uśmiechnęła się szczerze.
- Zażyjesz eliksir, nieco odpoczniesz i jeśli masz chęć, to pomogę ci przygotować obiad. - Miała nadzieję, że nie odbierze tego, jako rządzenie się. Chciała mu po prostu pomóc, a w domu, to ona głównie gotowała, więc jako takie pojęcie miała.
- Eliksir już prawie gotowy. Weź łyka miodu, bo potem musisz zaczekać kwadrans, zanim znów będziesz mógł zwilżyć usta. - Zawsze lepiej dać chwilę eliksirowi, żeby się wchłonął.

_________________________________
Szykuje eliksir Auxilik (15). Udany rzut tutaj.
Zużywam:
trzy ingrediencje roślinne: liście dębu, cynamon, gałązki mirtu;
dwie zwierzęce: wydzielina toksyczka, wełna owcy.



Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Salon [odnośnik]06.12.21 23:35
Z Doliny do Borrowash był naprawdę spory kawałek, więc usłyszane zapewnienie wystarczyło, by odetchnął z ulgą. Przemieszczenie się z jednego hrabstwa do drugiego nawet czarodziejom nie zajmowało kilku sekund.
W to nie wątpię i nigdy bym nie pomyślał tak o tobie. Dolina Godryka nie znajduje się tuż obok Borrowash, na co nawet jako czarodzieje musimy zwracać uwagę — Zaczął zastanawiać się, czy Aurora jest w posiadaniu świstoklika czy może dotarła tutaj na miotle, która teraz spoczywa oparta o ścianę klatki schodowej. Pozostawała jeszcze teleportacja i niemagiczne środki transportu. Aurora nie odebrała jego komplementu za niestosowny, tylko za miły. Nawet w sytuacji, kiedy do niedawna swoje zainteresowanie okazywał pannie Beckett.
Mówię jak jest — Postrzegał to jako coś prawdziwego. Te delikatne rumieńce dodawały Aurorze uroku. — To akurat bardzo dobrze o tobie świadczy, aczkolwiek ta chęć niesienia pomocy może być często wykorzystywana w niewłaściwy sposób — Pozwolił sobie przestrzec kobietę przed tym, że jej dobre serce może być często wykorzystywane przez złych ludzi. Niesienie pomocy nie oznacza dawania się wykorzystywać. Trzeba było wiedzieć, komu pomagać i kiedy. I chociaż on nikomu nie odmawiał pomocy, tak nie dawałby się wykorzystywać. Ten jakże groźny i pełen niezadowolenia wzrok sprawił, że przełknął głośno ślinę. W tym momencie mógł spodziewać się poważnej reprymendy. Najwyraźniej na nią zasłużył.
Dziękuję. Pokryję koszty jej wyżywienia. Ma dziewczyna apetyt. Za to będę wdzięczny. Śmierć z nudów to coś strasznego — Nalegał na to, wiedząc, że niespełna półroczny psidwak ma naprawdę spory apetyt. Warunki, w których żyła też mogą wpłynąć na rozmiary suczki. Pogłaskana po łebku Runa zapiszczała radośnie machając ogonem. Odwiedziny Aurory będą wybawieniem. Oby szybko się wyleczył.
Nie powinien był tego robi, ale stało się. Było już wystarczająco niezręcznie. Jeszcze brakowało, by uznała to za nachalne zachowanie z jego strony. To chyba jednak nie miało miejsca. Jego prawa brew uniosła się nieznacznie w górę, gdy usłyszał to zapewnienie. Naprawdę się nie bał i w pełni ufał tej kobiecie. Jedynie mógł mieć pewne zastrzeżenia do bulgoczącej zawartości kociołka. Nie dlatego, że eliksir mógł się nie udać. Uda się na pewno. Problemem był smak. Takie eliksiry nie smakują wybornie. Nie to, co miód pitny.
Nie jestem obłożnie chory. Wystarczająco mi pomogłaś. Rozgość się, napij się grzanego miodu i zostań na obiad, jeśli chcesz. Ja to zrobię — Wydawało mu się to słuszne, by kobieta niebędąca jego siostrą, partnerką albo żoną nie gotowała w jego domu. Nawet, jeśli sama proponowała mu swoją pomoc to nie wypadało mu jej przyjąć. Aurora wystarczająco dużo dla niego robiła, dla Runy i miała na głowie cały dom na Wrzosowisku.
No to na zdrowie — Skomentował, sięgając po kubek i upił porządny łyk grzanego miodu, przynoszący uczucie przyjemnego ciepło rozchodzące się po ciele. Nie bez powodu nadawał temu trunkowi miano lekarstwa. To właściwe dopiero na niego czekało.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Salon [odnośnik]07.12.21 19:01
Można było jedynie podziękować Merlinowi za teleportację, która przeniosła kobietę względnie blisko jego domostwa. To właśnie ten ostatni odcinek drogi musiała pokonać bez użycia magii. Ale nie przeszkadzało jej to. Pełna wigoru i zapału nie mogła przecież narzekać na odwiedzenie nowego miejsca. Wszak o to właśnie chodziło w życiu, prawda? O zdobywanie nowych doświadczeń.
- Spokojnie Volansie… - Powiedziała Aurora z delikatnym uśmiechem. - Pamiętałam o tym. Ale dziękuję za troskę. To bardzo miłe. - Aurora nie miała pojęcia, że Volans rozstał się z Trixie. Może dlatego w żaden sposób nie odnotowała jego zachowania jako potencjalnie gorszącego. Zresztą nic złego przecież nie było w powiedzeniu komuś kilku miłych słów. Zawsze należało zachować się uprzejmie w stosunku do innych.
Przynajmniej Aurora zawsze starała się stosować tę zasadę i nigdy ta jej nie zawiodła. Ale Volans nie był pierwszym, który jej to wypomniał — że przyjdzie taki dzień, kiedy Aurora pożałuje całej swojej dobroci. Kobieta jednak naiwnie machała na to dłonią, wierząc szczerze, że nic złego nie może jej dosięgnąć. - Ale chęć pomocy może też inspirować. Może ktoś ze złej drogi zejdzie, kiedy okaże mu się dobroć? Może nigdy wcześniej nie znał takiego stanu rzeczy i taki gest otworzy mu oczy? - Spojrzała na niego błękitem swych oczu, mocno wierząc w wypowiadane przez siebie słowa.
Jednak wiedziała, że nie wszyscy czarodzieje podzielają jej punkt widzenia. I to było w porządku, bo przecież każdy miał prawo mieć własne zdanie. Ona pragnęła, by wszyscy żyli ze sobą w zgodzie — marzenie dość nierealne, ale kto wie… Może udałoby się je spełnić?
Zaraz jednak z zamyślenia wyrwała jej się uwaga o apetycie Runy i Aurora nie mogła powstrzymać uśmiechu.
- Nie gniewaj się Volansie, ale cała Runa jest wielkości pyska mojego Cu. Myślę, że dam sobie z nią radę i z jej apetytem. - Pies Aurory sięgał jej w okolice pasa, a ważył z pewnością więcej niż kobieta, był przy tym łagodny jak owieczka. Mała Runa z pewnością nie będzie stanowiła żadnego kłopotu. Jednak na pewno nie pozwoli mu na zbyt szybkie wychodzenie z domu. Co nie znaczyło, że nie powinien wietrzyć domu.
- Moje zalecenie jest też takie, żebyś codziennie wietrzył dom. Przynajmniej 15 minut mroźnego powietrza, potrafi zdziałać cuda. Oczywiście musisz być wtedy w innym pomieszczeniu i do tego ciepło ubrany. - Wyliczała mu wszystkie zalecenia. Może jak się będzie stosował, to nie otrzyma kolejnego karcącego spojrzenia.
Była jednak kobietą i jej nastroje bywały dość niepewne, bo gdy zaraz oznajmił jej, że nie jest obłożni chory, to Aurora momentalnie się speszyła.
- Przepraszam… Nie chciałam, żebyś pomyślał, że chce ci się tutaj panoszyć. Nie powinnam była tak mówić. - Poczuła, że jest jej strasznie głupio. Może Volans sobie pomyśli, że chciała się tu szarogęsić? - Chciałam jedynie pomóc… Ale masz rację. Na zbyt wiele sobie pozwoliłam. - Momentalnie straciła coś z pewności siebie, wbijając wzrok w podany jej napój, jedynie niepewnie unosząc naczynie, by wznieść ten przedziwny toast.
- W domu mam jeszcze eliksir pieprzowy… Przyniosę ci go, jak przyjdę z Runą. - Powiedziała dość niepewnie po chwili.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Salon [odnośnik]15.12.21 1:33
Nie miał żadnego powodu do odczuwania niepokoju. Aurora właściwie przyjęła ten niewyszukany komplement oraz doceniła okazywaną przez niego troskę. To było naprawdę miłe. Uśmiechnął się w odpowiedzi. W tym mieszkaniu, w towarzystwie przyjaciółki powinien odczuwać tylko i wyłącznie spokój. Wszystko było tak jak powinno być. Nie mówił o tym dlatego, że źle jej życzył. Życzył Aurorze jak najlepiej, jednocześnie starając się chronić ją przed ludzkim wyrachowaniem i niebezpieczeństwem z ich strony. Stanowiła łatwy cel.
Może. I powinna nas inspirować. Zawsze możemy zmienić się na lepsze. Czasem jednak to za mało. To bardzo długi proces — Pośrednio zgadzał się z Aurorą i chciałby by tak to wszystko działało. Uczyniłoby to świat lepszym miejscem. Zbyt długo czekali na to, by to uległo zmianie. Zbyt cierpliwie. Jego zdaniem ten problem tkwił znacznie głębiej. Wiązał się bezpośrednio z podatnym gruntem, czyli arystokracją i ideologią. Rozbawiła go odpowiedź Aurory, dlatego też skomentował wypowiedziane przez nią słowa krótkim śmiechem. To za mało, by rozgniewać.
Runa to naprawdę groźny psidwak. Zamęczy cię na śmierć. Cu zapewne też — Żartował w tym momencie, odnosząc się do niesforności tego zwierzęcia. W rzeczywistości wiedział, że Aurora sobie doskonale poradzi z dwoma zwierzakami. Dostrzegał widoczne gołym okiem różnice między Cu a Runą. Podczas tego przymusowego pobytu w domu będzie dosłownie chodzić po ścianach. Nie przywykł do takiej stagnacji.
To akurat robię zawsze o poranku i przed położeniem się spać. Z resztą sobie poradzę. Przez kilka lat mieszkałem w Szwecji. Znajomi pokazali mi doskonały sposób na zahartowanie organizmu. Nie znam tu nikogo, kto by praktykował — Zapewnił ją o tym. Jak się spędzało całe dnie w domu to bardzo szybko robił się zaduch.
Podczas pobytu w Szwecji wchodził ze znajomymi do lodowatej wody, potem korzystając z sauny. W Wielkiej Brytanii takie formy dbania o zdrowie i spędzania czasu było poza jego zasięgiem. Zależało mu na szybkim wyzdrowieniu i powrocie do naturalnego rytmu.
Nie spodziewał się tego, że jego słowa mające zupełnie inny wydźwięk zostały odebrane przez nią w taki sposób. Speszenie kobiety również nie było jego celem. Nie chciał też, by ona pomyślała, że odmawia jej dlatego, że nie chce by mu się panoszyła po domu. Pomoc w przygotowywaniu obiadu była miła, jednak nie powinien jej dokładać obowiązków. Przygryzł dolną wargę, rozważając wszystkie możliwe sposoby na wybrnięcie z tej sytuacji.
Auroro, to nie tak. Nie pomyślałem o tym ten sposób. Twoja pomoc jest naprawdę nieoceniona. Naprawdę dużo dla mnie robisz. Nie wiem, jak się mam ci się odwdzięczyć. Przepraszam. Nie chciałem cię urazić. Nie było to moim zamiarem. Będzie mi bardzo miło, gdy pomożesz w przygotowywaniu posiłku. Pod jednym warunkiem. Zostaniesz na obiad — Starał się wytłumaczyć swoje motywy oraz uspokoić ją.
Jego celem nie było odebranie jej pewności siebie i sprawienie przykrości. Po prostu była mile widzianym gościem i kimś, kogo nie śmiałby wykorzystywać w taki sposób. Dlatego popełnił ten błąd i w pierwszej chwili odmówił. Więcej tego nie zrobi.
Bardzo ci dziękuję. On raz dwa postawi mnie na nogi — Uśmiechnął się z wdzięcznością. To był ostatni uśmiech, na jaki zdobył się w tym momencie. Napił się tego eliksiru, który smakował okropnie. Nawet lekko korzenny posmak nie pomagał. Każdy kolejny łyk mikstury przełykał z trudem. — Och... już się czuję lepiej. Smakuje okropnie — Skrzywił się z niezadowoleniem. Zdecydowanie szybciej wyzdrowieje, by nie musieć tego więcej pić.[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Volans Moore dnia 06.01.22 0:48, w całości zmieniany 1 raz
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Salon [odnośnik]04.01.22 17:42
Ludzie wiele rzeczy mówili w dobrej wierze, ale jednak, jakby nie było, to dobrymi chęciami piekło bywało wybrukowane. Wiedziała, że Volans ma dobre serce i nigdy by nie chciał jej źle doradzić, niemniej jednak Aurora miała w sobie tyle wiary w ludzi, że tylko kwestią czasu było to, aż ktoś to wykorzysta. A co ona zrobi z tym? Najpewniej spróbuje się podnieść i iść dalej i pomagać kolejnym ludziom. Czy nie od tego są uzdrowiciele? Czy nie właśnie dlatego tak często potrzebowała chwili dla siebie, bo jako empatką, nie umiała w inny sposób znaleźć ujścia dla swoich emocji?
Pytanie, czy kiedyś miał w jej życiu pojawić się ktoś, kto będzie w stanie pomóc jej poradzić sobie ze zniszczeniami, które pozwoliła dokonać innym?
- Mam czas… - Odparła łagodnie, gdy wspomniał o długości tego procesu. Ostatecznie bowiem, wiedziała, że w każdym było coś głęboko zakopane. To mogło być dobro, ale mogły też to być pokłady zła, które dopiero uwolnione miały szansy opuścić ciało tej osoby.
- W to nie wątpię. Ale jakbyś Volansie kiedyś potrzebował pomocy, bo cię ten groźny psiak zaatakował, to nie wahaj się wysłać sowy o pomoc. Przybędę na ratunek. - Powiedziała z przekonaniem i lekkim rozbawieniem, jakoby to ona miała być damą w lśniącej zbroi. Aurora na ratunek. Ale nie pozwoli mu wyjść z domu. Leczenie osiągnie tylko skuteczność, jeśli Volans nie wyziębi organizmu.
Pokiwała głową, ciesząc się, że mężczyzna nie sprzecza się z nią odnośnie do co do zaleceń. Uśmiechnęła się, jednak słysząc o tym, że myśli, że jest jedyny.
- Również robię podobnie. - W zasadzie to dość zabawne, że nie spędzali ze sobą czasu wcześniej. Mieli całkiem sporo wspólnego. - Oczywiście nie byłam w Szwecji, ale jakoś tak inaczej się oddycha, gdy w domu jest przewietrzone. Możesz też pościel wywieszać w tym czasie na parapet. Będziesz miał lepszy sen. - Przy jego chorobie naprawdę liczyło się ciepło i wypoczynek. No i eliksir pieprzowy.
Ale szkoda zostały poczynione i Aurora, pomimo zapewnień Volansa straciła nieco z pewności siebie. Gnębienie w szkole i ogólnie pech w życiu, połączony z niesamowitą niezręcznością, jeśli chodzi o wyrażanie własnych uczuć i potrzeb — to wszystko skumulowało się w tym momencie, gdy próbowała jednocześnie ratować sytuacje, próbować się nie speszyć, ale i nie sprawić mu przykrości. Tyle odczuć na raz.
- To nic, nic… Czasem plotę zbyt dużo. Przepraszam. Nie czuj się zobowiązany ani nic. - Nerwowym gestem założyła złoty pukiel za włosy, unikając jednak jego spojrzenia. Zachowywała się jak speszona dziewczynka, a nie dorosła kobieta, co mogło być całkiem urocze lub wręcz przeciwnie — zupełnie irytujące. Wszystko zależało od odbiorcy, jak będzie to postrzegał. Jedno było pewne — Aurora nie dała się przekonać, że jest tutaj potrzebna do czegoś więcej niż do leczenia. Zapomniała się i musiała się uspokoić. Może rzeczywiście przygotowanie eliksiru pieprzowego sprawi, że nieco podniesie się na duchu. Próbowała nawet się zaśmiać na jego żart o tym wyzdrowieniu, ale jedynie posłała mu niepewny uśmiech, znów zakładając kosmyk za ucho, odsłaniając piegowate policzki.
- Powinnam już iść. Masz jakąś ulubioną zabawkę Runy, żeby nie czuła się samotna? - Zapytała, uciekając wzrokiem do psiaka. To zawsze było bezpieczne wyjście.


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Salon [odnośnik]07.01.22 19:18
Nie wątpił w szczerość płynącą ze słów i czynów Aurory, jednak doszukiwanie się dobroci w każdym napotkanym człowieku nie było rozsądne. Nie każdemu dawało się pomóc. Nie każdy chciał tej pomocy i nie każda osoba na nią zasługiwała.
Nie wątpię w to, że masz czas. Chęci do działania też ci nie brakuje. Uważam, że powinnaś pomagać tylko tym, którzy na to zasługują, tym, którzy o to poproszą. W dzisiejszych czasach nie powinnaś narażać się bez sensu — Spokojnie, rzeczowo starał się nie tyle odwieść od ją od powziętej decyzji, tylko starał się wskazać jej bardziej rozsądne podejście. Nie chciał aby coś się jej stało podczas podejmowania potencjalnie niebezpiecznych działań.
Wtedy niezwłocznie poproszę cię o pomoc w poskromieniu bestii — Odrzekł rozbawiony tą wymianą zdań, w której stawiali Runę na równi z prawdziwym smokiem. Nie był i nie będzie zadowolony z tego przymusowego uziemienia w domu. Dobrze, że przynajmniej będzie go odwiedzać
Zapewne gdyby było inaczej to byś mi tego nie zalecała — Zauważył. Zaczynał dostrzegać to, ile ich łączyło. — Powinnaś kiedyś tam się wybrać. To piękny kraj. Zwykle między majem a październikiem jest najlepsza pogoda. Chyba, że wolisz miesiące zimowe. Bo tak jest. Zastosuję się do tego zalecenia — Zachęcił swoją przyjaciółkę do tego. Może nie teraz, podczas wojny, ale po niej. Aurora jawiła mu się jako osoba, która prowadziła bardziej osiadły tryb życia i nieszczególnie podróżowała. Świat nie kończył się na Dolinie Godryka.
Auroro... spójrz na mnie, proszę. Chcę byś została i dotrzymała mi towarzystwa — Zwrócił się łagodnie. W swoim odczuciu postąpił słusznie. Jakim byłby gospodarzem, gdyby oczekiwał od niej czegoś więcej, niż to, o co prosił? Dostrzegał w gestach odczuwane przez nią zdenerwowanie, nie odejmujące jej uroku. Za samo udzielenie mu pomocy w wyleczeniu był jej bardzo wdzięczny, za zaopiekowanie się Runą, ale najbardziej za towarzystwo.
Gdzieś powinna tutaj być jej ulubiona piłeczka, mogę jej poszukać... ale to jeśli naprawdę będziesz chciała wyjść. Nie mogę cię tutaj zatrzymać, ale nie mam zamiaru cię wyganiać — Obstając przy swoim, gdy już przełknął ostatni łuk tej mikstury, wstał z fotela. Stanął przed nią, wyciągając ku niej obie ręce tak by móc ułożyć dłonie na ramionach kobiety. Pochylił nieznacznie się ku niej po to, by nieznacznie zniwelować różnicę wzrostu między nimi. Przywołał ciepły, nieznacznie skryty za gęstym zarostem uśmiech. Chcąc ją uspokoić, delikatnie pogładził ramiona Aurory. Odepchnął od siebie powracające urywki snu, wszystko to, co było z nimi związane. Nie czas ani na miejsce na to.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Salon [odnośnik]14.01.22 19:57
Spojrzała na Volansa, delikatnie przekrzywiając złotą głowę i uśmiechnęła się subtelnie. To było w zasadzie urocze, że on chciał pomóc jej, a ona chciała pomóc jemu. Chcieli wymienić się poglądami na życie i nie było w tym nic złego. Ważne, że umieli zachować się z szacunkiem do poglądów drugiej osoby.
- A jak ocenisz Volansie, przy pierwszym spotkaniu dajmy na to, czy ktoś jest godzien tego, żeby mu pomóc? Czy wiem coś więcej o nim, niż to jak żyje w danej chwili? - Zapytała łagodnie. Wszak w czasie bitwy, czy też innego zagrożenia, mogła trafić na człowieka, na temat którego nic nie wiedziała, a mogło się okazać, że był najlepszym człowiekiem, jaki chodził po tym świecie. Jak mogłaby oceniać, czy ktoś zasługuje, czy też nie, na jej pomoc? Westchnęła też po chwili. - Niektórzy, ci w największej rozpaczy i w najgorszym bólu, czasem nie mogą prosić o pomoc. - Takie przekonanie miała. Wiele lat temu obiecała sobie, że nikomu nie odmówi pomocy i dołoży wszelkich starań, żeby móc ulżyć w cierpieniu tylu osób, na ile pozwoli jej, jej własne zdrowie. Ryzykowne podejście, ale nie umiała inaczej.
Na szczęście ich rozmowa przybrała nieco jaśniejszy ton, gdy zaczęli rozmawiać o psach. Oboje kochali zwierzęta, więc Aurora nawet cieszyła się, że przez jakiś czas w domu będzie miała dodatkowe stworzenie. Sądziła co prawda, że zaradna suczka weźmie jej wielkiego psa w obroty i ustawi go według własnych upodobań, ale nie miała nic przeciwko temu. Cu przyda się towarzystwo.
Widać było, że Volans niezwykle mało wie o Aurorze, która wyruszyła w samodzielną podróż przed kilkoma laty. Że zjechała niemal całą Anglię, nim zaczęły trawić ją płomienie wojny. Że osiadła ostatecznie w Irlandii, gdzie mieszkała dwa poprzednie lata. Nie była domatorką, chociaż dom kochała i rodzinę również. Pragnęła życia pełnego przygód i zwiedzania nowych miejsc. Mogła poznawać nowe rośliny i metody leczenia. Ale nie zdążyła tego wszystkiego powiedzieć Volansowi, bo zupełnie ją zawstydził. Stanął przed nią, a jego dłonie niespodziewanie znalazły się na jej ramionach. Może jej się wydawało, ale chyba kciukiem przesunął tak, że niemal pogładził ją z pewną... czułością.
Podniosła jedynie wzrok, żeby zorientować się, jak blisko niej się znalazł. Zabrakło jej na moment oddechu. Nie spodziewała się... w zasadzie niczego. Poczuła, że zrobiło jej się niesamowicie gorąco, co jeszcze bardziej objawiło się rumieńcem na jej twarzy.
- Volansie ja... Ja naprawdę powinnam już iść. - Co się właśnie wydarzyło? Nie miała pojęcia o śnie Moore’a. Nagle koło nich znalazła się Runa, która chyba zareagowała na słowo piłeczka, bo przyniosła ją w zębach, wciskając się między blisko siebie stojących czarodziejów. - To my przyjdziemy jutro... Z eliksirem i w odwiedziny. - Powiedziała, robiąc krok do tyłu, bo psinka próbowała się rozepchnąć, szukając miejsca do ułożenia się. Aurora po chwili już narzucała na siebie płaszcz, a zaraz też zamykała za sobą drzwi, prowadząc na smyczy małego pieska Volansa. Ale coś jeszcze jej towarzyszyło. Przedziwne przeczucie, że coś tego dnia się zmieniło między nią a Volansem.

/zt


Suddenly,
I'm not half the man I used to be.There's a shadow hangin' over me — Oh, yesterday came suddenly
Aurora Sprout
Zawód : Uzdrowiciel
Wiek : 26
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
nie prze­czu­łam w głę­bi snu,
że je­że­li gdzieś jest pie­kło,

to tu
OPCM : 10
UROKI : 0
ALCHEMIA : 20
UZDRAWIANIE : 15
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 D836eb438dea1946dc5bb9dd21fef622
Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9381-aurora-sprout?nid=102#284845 https://www.morsmordre.net/t9435-duke-owlington#286919 https://www.morsmordre.net/t9436-i-walked-with-you-once-upon-a-dream#286936 https://www.morsmordre.net/f347-dolina-godryka-wrzosowisko https://www.morsmordre.net/t10010-skrytka-bankowa-2171#302538 https://www.morsmordre.net/t9438-a-sprout#328488
Re: Salon [odnośnik]19.01.22 23:33
Aurora zadała mu bardzo dobre pytanie, na które nie powinien odpowiadać pochopnie. Bo to nie było łatwe zagadnienie, nad którym powinien chociaż przez chwilę zastanowić. Szanował jej poglądy, ale nieszczególnie z nimi się zgadzał.
Może ciężko to ocenić na pierwszy rzut oka, ale... osoba, której warto pomóc nie będzie się przed tym wzbraniać, nie będzie wykazywać wobec ciebie czy mnie wrogich zamiarów lub też zwyczajnie o nią poprosi — Przedstawił kobiecie swój punkt widzenia. Nie do końca kwestionował stanowisko Aurory, ale sugerował jej ostrożność. W tych trudnych czasach ludzie stawali się coraz bardziej nieobliczalni, radykalizowali się i tracili całe swoje człowieczeństwo. Tak dobroduszne osoby jak Aurora zbyt łatwo było wykorzystać i skrzywdzić. — Być może masz słuszność — Pozwolił sobie na subtelne powściągnięcie swojego sceptycyzmu, gdyż to mogły być pewne okoliczności łagodzące całą sprawę.
Postrzegał to za bardzo miłe, że podzielała jego zainteresowanie opieką na zwierzętami i to tylko nie tylko magicznymi. Oznaczało to istnienie kolejnych tematów do rozmów. W ostatnim czasie znacząco polubił spędzanie czasu z Aurorą, która zdawała się nie mieć nic przeciwko jego towarzystwu. Przynajmniej tak mu się wydawało. Gdyby było inaczej to pewnie dałaby mu to do zrozumienia. I jeszcze ten sen, który nawiedził go w nocy. Do tego nawet nie chciał przyznać się przed samym sobą, więc jak mógłby uczynić to przed nią? Czułby się bardzo niezręcznie.
Zawstydzenie Aurory nie było jego celem, choć stało się. Wszystko, co robił w tym momencie było szczere, więc zdecydowanie się nie myliła. Pozwolił sobie na to, choć nie z premedytacją. Po prostu stało się. Uchwycił spojrzenie Aurory, objął wzrokiem zaróżowione policzki w chwili, gdy zabrakło jej tchu w piersi. Wysunął koniuszek języka, chcąc zwilżyć w ten sposób wargi. Trochę zaschło mu w gardle. Nie był to odpowiedni moment na to wszystko, co chodziło mu po głowie i nie tylko dlatego, że był chory.
Chyba... zrobiło się późno — Wymruczał sprowadzony nagle na ziemię. Nie tylko przez Aurorę, ale też przez Runę. Chciało mu się śmiać za sprawą ujmującego zachowania suczki. — Nigdzie się nie wybieram. Odprowadzę cię do drzwi — Powiedział, gdy pochylił się by wytarmosić na pożegnanie Runę. Po chwili pozostał sam w mieszkaniu, z podobnym wrażeniem i przekonaniem, że Aurora wyszła w dużym pośpiechu. I myślą, że może powinien ją zatrzymać.

zt
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Salon [odnośnik]08.04.22 12:45
12 stycznia 1958

Hep!
Czy można było mówić o zmęczeniu? Przerzucanie z miejsca na miejsce naprawdę nie pomagało na dobre samopoczucie, tak samo jak bieganie w tę pogodę gdy miało się na sobie jedynie płaszcz a pod nim nocną koszulę. Czy kiedyś coś takiego znów się powtórzy? Miała nadzieję, że nie, bo było to tak męczące, że jedyne co chciała, to po prostu wrócić do domu. Znaczy położyć się i zwinąć w kłębek również, wciskając się też gdzieś do jakiegoś miejsca gdzie nagle, jakimś niewypowiedzianym cudem, teleportacja nie przeżułaby jej niczym najgorszej z możliwych rzeczy. Serce biło jej nieco szybko, za szybko jak na jej chęci, mogła więc jedynie czekać na to, gdzie tym razem los postanowił ją przerzucić.
Rozejrzała się po okolicy, ale miejsce nie wydawało się znajome – jakimś niewypowiedzianym cudem przerzucało ją póki co tylko pomiędzy pomieszczeniami. Z jednej strony chyba się powinna cieszyć, bo mało kto chciałby pozostać gdzieś w miejscu, gdzie groziło mu zamarznięcie, z drugiej…nawet nie wiedziała, czy było to dla niej bezpieczne czy nie. Jeszcze się skończy na tym, że znajdzie ją osoba, która w tych czasach najpierw w kogoś rzuci zaklęcie, dopiero potem będzie pytać, co nieznajomy (albo, w tym wypadku, nieznajoma) robi tutaj.
Nie umknęło jej jednak to, że tym razem nie było tu cicho i spokojnie – a kiedy poruszyła się nieznacznie, zaraz w jej kierunku popędziło…zwierzę? Najpierw usłyszała drobny stukot pazurów na posadzce, a dopiero potem zobaczyła psidawka który od razu przypadł do niej z zainteresowaniem. W pierwszym momencie skuliła się, gotowa podejrzewać że pies może chcieć być agresywny – wcisnęła się do kąta, spoglądając ze zdenerwowaniem i przerażeniem…ale psidwak wydawał się chyba bardziej zainteresowany jej obecnością niż agresywny. Odetchnęła głęboko, rozglądając się, czy miejsce zdradzi jej to, kto dokładnie tu mieszkał, ale musiała sama przed sobą przyznać, że absolutnie nie wiedziała.
- Przepraszam? Jest może ktoś w okolicy? – Jak nie to cóż…będzie po problemie, posiedzi tutaj z pieskiem do momentu jak nie zniknie.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Salon [odnośnik]24.04.22 2:41
Ostatnie dwa dni określiłby jako wyjątkowo ciężkie. Wyprawa do Elkstone, znalezienie tam kobiety z dziećmi i zabranie ich do Aurory... to nie było mało. Na domiar tego zaczynał się źle czuć. Katar, który mu zaczynał doskwierać zdawał opierać się domowym metodom leczenia. Nie miał innych symptomów niż katar, obrzęk nosa oraz zaczerwione, łzawiące oczy. Wszystko wskazywało na magiczny katar.
Po powrocie z Wrzosowiska nakarmił i wyprowadził na szybki spacer Runę, wziął prysznic i doczołgał się do łóżka od razu zakopując się pod kołdrą. Wydawało mu się, że całkiem długo nie będzie w stanie zasnąć. Ku jego zadowoleniu całkiem szybko zmorzył go sen. Obudził się gdzieś koło bliżej dwunastej, od razu wydmuchując hałaśliwie nos i ocierając przekrwione, załzawione oczy. Wygrzebał się spod kołdry, narzucając na pidżamę czarny szlafrok. Na bose stopy wsunął kapcie. Podążył do pokoju z zamiarem zrobienia sobie herbaty i jakiegoś śniadania. Powinien nakarmić Runę i wyprowadzić ją na kolejny spacer.
Zmierzając prosto do kuchni, zagwizdał na zaaferowaną przybyszem suczkę. Runa zwróciła łebek w stronę, z której ją nawoływał. Zaszczekała w odpowiedzi. Psie pazurki znów zastukały o parkiet, gdy truchtała ku niemu. Szła kawałek, co rusz się zatrzymując.
Runa, co chcesz mi pokazać? — Zwrócił się do suczki jakby ona mogłaby mu odpowiedzieć  na każde pytanie inaczej niż szczekaniem. Zaniepokoiło go to. Różdżkę zostawił w sypialni. Wciśnięta do kąta Sheila mogła rozpoznać nalężący do gospodarza, nawet pomimo bardziej gardłowego brzmienia z powodu magicznego kataru.
Na Merlina, Sheila... co robisz w moim mieszkaniu? Jak się tu znalazłaś i jak długo tu siedzisz? — Wykrztusił na widok dziewczyny, na którą spoglądał przekrwionymi, łzawiącymi oczyma. Nie był zły. Wszak znał tę dziewczynę. Był bardzo zaskoczony odkryciem jej obecności w swoim salonie. Stąd te wszystkie pytania, na które chciał poznać odpowiedzi. Chciał zrozumieć tę sytuację. Musiało istnieć logiczne wyjaśnienie sytuacji. — Widzę, że poznałaś już Runę — Dodał mówiąc rzecz jasna o wszędobylskim psidwaku. [bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Volans Moore dnia 26.04.22 3:09, w całości zmieniany 1 raz
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Salon [odnośnik]25.04.22 11:43
Była już porządnie głodna, bo jedynie zmoczenie ust w czekoladzie w pałacu nawet nie dało jej szansy na zjedzenie czegokolwiek, ale nie narzekała. Chyba. W tym momencie miała inne zmartwienia, jak pies, który właśnie zbyt zainteresowany jej obecnością próbował chyba poinformować całą okolicę, że właśnie znalazła kogoś i trzeba było na ten temat dać znać wszystkim. Spojrzenie powędrowało nieznacznie poza oczy psidawka, tak aby jednak nie prezentować sobą obaw, wiedząc, że psy wyczuwały gdy tylko coś było nie tak. A przede wszystkim strach, bo najpewniej od razu rzuciłaby się do jej gardła. Albo rzucił. Nie wiedziała, czy to on czy ona, ale może zaraz miała się przekonać, zwłaszcza że słyszała kroki i głos gospodarza.
Prostując się lekko, gotowa była do obrony, ale skądś jednak ten głos kojarzyła. Po chwili dostrzegła znajomą sylwetkę i odetchnęła głośno, słysząc i widząc do kogo mieszkania właśnie ja wysłało. Spoglądając na Volansa, ostrożnie uniosła dłonie, podnosząc się powoli i starając się nie przewrócić. Zbyt duży płaszcz niekoniecznie pomagał w poruszaniu się, ale przynajmniej nie przeszkadzał, a to już było coś. Chrząknęła jeszcze cicho, pewna, że głos ją i tak zawiedzie gdy tylko się odezwie.
- Volansie…ja przepraszam, nie chciałam tak tu wpaść, bez zapowiedzi, ja po prostu… - Wytłumaczenie brzmiało kompletnie ignorancko, ale taka była prawda. -…mam taką czkawkę, ale zamiast takiego zwykłego czkania, nagle przerzuca mnie w różne części kraju. To brzmi bardzo źle, wiem, ale zdecydowanie staram się opiewać jak mogę, ale nic nie pomaga. – Uniosła spojrzenie na Volansa, mając nadzieję, że ten naprawdę jej uwierzy.
- Jeżeli…jeżeli to nie problem, czy mogłabym chwilę tutaj posiedzieć? Łatwiej mi tak niż martwić się, gdzie teraz iść. Ale jeżeli masz gości ci czy coś innego, ważnego, to ja nie będę przeszkadzać… - Wydawał się chory, zmęczony, ale nie mogła ocenić czy rzeczywiście tak było. Miała teraz wyrzuty sumienia, nawet jeżeli nie miała kontroli w tym, do czyjego mieszkania i do jakiego miejsca akurat ją przerzuciła. Ale nie chciała przeszkadzać.
- Ja…trafiłam już w różne miejsca, ale póki co na szczęście nic się nie stało. Ale bezpieczniej jest siedzieć w domu niż biegać gdzieś na zewnątrz… - Ale nie zamierzała się upierać i jeżeli Volans wolałby spędzić czas sam, mogła wyjść.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895
Re: Salon [odnośnik]26.04.22 23:54
Gdy minęło już pierwsze zaskoczenie wywołane niespodziewanym pojawieniem się dziewczyny w jego mieszkaniu, zaczął zwracać uwagę na istotne szczegóły. Wyglądała na dużo chudszą i słabszą, niż kiedy widział ją ostatnio. Nosiła też za duży płaszcz, który tylko pogłębiał to wrażenie. Nie musiała się go obawiać. Nie widywali się często, ale zdążył ją polubić. Ich drogi nie przecinały się od dawna, co też nie było niczym dziwnym. Z racji wieku mógłby być jej starszym bratem.
Przyznaję, było to trochę niespodziewane. Niemniej miło, że zechciałaś mnie odwiedzić. Tak się składa, że trochę nie czuję się najlepiej i wychodzę tylko na krótkie spacery z Runą. Nie nawykłem do siedzenia bezczynnie w domu. Niekontrolowana teleportacja, interesujące. Bez rozszczepienia? Jak się tego nabawiłaś? — Stwierdził na słowa dziewczyny, dotykając karku i potylicy w wyrazie zakłopotania. Zdołał dostrzec w tej sytuacji pozytywy. Przez jakiś czas Sheila dotrzyma mu towarzystwa. O ile będzie tego chciała. Sam jej stąd nie wyrzuci. Przypadłość, która ją tu przygnała, wzbudziła jego zainteresowanie. Nie zanegował jej istnienia. Chciał dowiedzieć się czegoś więcej o tym zjawisku.
Żaden problem. Niespodziewanie lub nie, jesteś mile tu widziana. Nie spodziewam się gości i nie mam nic do zrobienia. Zostań tak długo jak potrzebujesz — Odparł z koślawym uśmiechem, zaraz skrywając go za materiałową chusteczką do nosa i odgłosem wydmuchiwania nosa. Wrzucił ją do kieszeni szlafroka. Zdecydowanie jej stąd nie wyrzuci.
Mam nadzieję, że nic się nie stanie. Zwłaszcza w taką zimnicę — Zgodził się. Pogoda nie sprzyjała długim spacerom i tułaniu się bez celu po ulicach miast. Ani to zdrowe ani bezpieczne. — Trochę tu zimno, nie uważasz? Rozpalę w kominku — Nie czekając na odpowiedź Sheili, podszedł do kominka, przed którym kucnął. Używając do tego szufelki wybrał popiół i wsypał go do metalowego kosza. Do kominka wrzucił kilkanaście bryłek węgla, wzdychając w duchu nad tym, że ten skromny zapas jest już na wyczerpaniu. Rozpalił ogień i od razu podniósł się z klęczek, otrzepując ręce z popiołu.
Właśnie miałem sobie zrobić śniadanie. Mam nadzieję, że jesteś głodna. Bo ja jestem. Runa też — Dodał niefrasobliwie na tyle, na ile pozwalał mu katar, samopoczucie i troska o Sheilę. Podrapał się po policzku. Nie chciał słyszeć jakiegokolwiek sprzeciwu ze strony tej dziewczyny. Klamka zapadła. Zrobi coś dobrego z tego, co akurat ostało mu się w spiżarni. A przynajmniej się postara.
Volans Moore
Zawód : Smokolog
Wiek : 32
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Oh I still can remember a time when it wasn't like this
Before the world became enslaved
Can we all go back to the time when we were not like this
Can we even be saved?
OPCM : 21
UROKI : 17
ALCHEMIA : 1
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 8
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarodziej
Salon - Page 2 Tumblr_myrxsem7AC1s8tqb9o1_500
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t9775-volans-moore-w-budowie#296523 https://www.morsmordre.net/t9914-sol#299801 https://www.morsmordre.net/t9919-ksiega-smokow#299856 https://www.morsmordre.net/f371-derbyshire-borrowash-pollards-oaks-11-8 https://www.morsmordre.net/t9921-szuflada-volansa#299859 https://www.morsmordre.net/t9913-volans-moore#299792
Re: Salon [odnośnik]08.05.22 1:22
Serce powoli uspokajało się, dając jej przestrzeń nie tylko na to, aby móc normalnie wziąć oddech (chociaż porównaniu do teleportacji to obecny ścisk wydawał się braniem oddechów pełną piersią), ale wiedza, że znajdowała się w towarzystwie osoby która nie tylko nie chciała zrobić jej krzywdy, ale była również jej przyjazna, sprawiała że odetchnęła głęboko. Ręce wydawały się szukać jakiegoś punktu który mogła złapać, ale spocone dłonie ślizgały się na materiale, dość dobrym, jak mogła stwierdzić w chwilach niejasnego szukania jakiegoś oparcia. Na widok Volansa próbowała się uśmiechnąć, prawda była jednak taka, że wyszło jej to absolutnie niemrawo i wcale nie radośnie. Mimo wszystko widać była, że poczuła się nieco swobodniej, a pewnie przynajmniej do momentu kolejnego wyrzucenia jej w jakąś próżnię.
- To…trochę nie moja chęć. Znaczy nie to, że jest tu nie miło, ale nie wpraszałabym się. Zwłaszcza jak jesteś chory! – Od razu chciała sprostować, że wcale nie miała nic do tego miejsca ani do gościnności Volansa, ale narzucanie się wcale nie było miłe z jej strony. Nawet jeżeli to narzucanie wynikało niekoniecznie z jej chęci. Spojrzała jeszcze na psidawka, nie podchodząc jednak bliżej, tak na wszelki wypadek. Zwierzęta w końcu potrzebowały przestrzeni. – Przyznam, że zupełnie nie mam pojęcia. Jakby…to nagle się pojawiło i przeniosłam się właśnie tutaj. Z tego co wiem to taka czkawka teleportacyjna. Ale to samo przychodzi i samo mija, więc to mało pomocne. – Zawinęła się mocniej w płaszcz, czując że tym bardziej nie powinna pokazywać się w koszuli nocnej.
- Chyba bym po prostu posiedziała? Jak to nie problem, jakby… - spojrzała nawet na swoje stopy, na których nie miała żadnego obuwia, więc bieganie gdzieś po śniegu nie wydawało się idealne. Spoglądała jeszcze na Moore’a, ale ostatecznie chyba sama z siebie usiadła na kanapie, spoglądając na psa, uśmiechając się nieco nieśmiało ale wciąż ciepło. Na kwestię rozpalenia w kominki jedynie skinęła głową, spoglądając jeszcze na okolicę. Mieszkanie wydawało się spokojne, przytulne…najpewniej takie, którego nigdy nie będzie miała, ale wcale jej to nie przeszkadzało.
- Jedzenie…dobrze, ale niewiele, dobrze? Jak mnie na nowo gdzieś wyrzuci to nie chcę tego zwrócić. – Starała się być jak najmilsza odnośnie tego ale prawda była taka, że jak ją na nowo wszyscy wyrzuci gdzieś na nieznane tereny, mogła nie móc złapać dobrego oddechu i jedzenie pójdzie na marne.


Only those who are capable of silliness can be called truly intelligent.
Sheila Doe
Zawód : Krawcowa, prace na zlecenie
Wiek : 19
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
We look up at the same stars and see such different things.
OPCM : 9
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 2
TRANSMUTACJA : 13
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9587-sheila-doe https://www.morsmordre.net/t9600-bluszczyk https://www.morsmordre.net/t9602-twoja-droga-paprotka https://www.morsmordre.net/f357-camden-town-iverness-street-10 https://www.morsmordre.net/t9746-skrytka-bankowa-nr-2211 https://www.morsmordre.net/t9604-sheila-doe#291895

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Salon
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach