Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Poppy Pomfrey

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Poppy Pomfrey
avatar

Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
Jednostka badawcza (Zakon Feniksa)
http://www.morsmordre.net/t4756-poppy-pomfrey#101735 http://www.morsmordre.net/t4768-listy-do-poppy#102037 http://www.morsmordre.net/t4767-siostra-poppy#101999 http://www.morsmordre.net/f322-woodbourne-avenue-13-7 http://www.morsmordre.net/t4784-poppy-pomfrey#102285
pielęgniarka w Hogwarcie
25 lat
Półkrwi
Panna
ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko
5
8
5
17
0
0
2
2
Czarownica
 Rozważna i romantycnza

PisanieTemat: Poppy Pomfrey   07.05.17 20:10


Poppy Pomfrey

Data urodzenia: 7 VI 1931
Nazwisko matki: Warren
Miejsce zamieszkania: Londyn
Czystość krwi: półkrew
Status majątkowy: średniozamożna
Zawód: pielęgniarka w Hogwarcie
Wzrost: sto sześćdziesiąt pięć centymetrów
Waga: pięćdziesiąt dwa kilogramy
Kolor włosów: brązowe
Kolor oczu: niebieskie
Znaki szczególne: schludne, czyste i skromne odzienie, liczne piegi na twarzy i całym ciele, maleńka blizna na czole, skłonność do rumieńców




ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
i zapomnieć wszystko

Dawno, dawno temu czarodziej krwi czystej ze skazą, Zachariasz Pomfrey, pokochał uroczą mugolkę, której piegów było więcej, niźli gwiazd na niebie; Mary była pielęgniarką w mugolskim szpitalu i nic nie wiedziała o czarach, jednakże miłość jaką obdarzyła Zachariasza była silniejsza niż magia. Pobrali się i zamieszkali w maleńkim skrawku nieba: starym, słonecznym domu milę od wybrzeża Blackpool Sands, wśród szumiących wierzb i pól: ukryli się tam przed światem, a dzięki magii pana Pomfrey byli bezpieczni. Do szczęścia brakowało im jednak jednego: dziecka. Nie ustawali w staraniach, pani Pomfrey wylała wiele łez, jednakże los uśmiechnął się do tych dobrych ludzi i na świecie pojawiła się Poppy (tak naprawdę imię jej miało brzmieć Porpentyna po babci Pomfrey, jednakże Mary uznała to imię za dziwaczne i skróciła je do Poppy, bo bardzo lubiła polne kwiaty). Pulchna, piegowata dziewczynka, która żyła wówczas jak pączuszek w maśle w swym małym królestwie.
Wiele zapamiętała z tych lat, najszczęśliwszych lat swego życia. Cudowny zapach ciast matki, unoszący się w kuchni każdej soboty i niedzieli, długie spacery po plaży i kąpiele w morzu, jeszcze dłuższe wędrówki po łąkach, gdzie zatrzymywały się i plotły wianki. Czasami rozkładały na miękkiej trawie koc i patrzyły w chmury, rozważając nad ich kształtami, albo po prostu obserwowały morze i rozmawiały. Poppy była odbiciem swej matki, za wyjątkiem barwy włosów. Obie miały jasne oczy, niezliczoną ilość piegów na twarzy i ciele, niesforne loczki - Mary płowe, zaś Poppy ciemnobrązowe, po ojcu. Mama jej nie potrafiła czarować i nigdy nie miała o to żalu, zawsze jednak uśmiechała się ciepło, gdy dziecięca magia znowu dawała o sobie znać. W pamięci Poppy wyrył się trwale obraz uśmiechu Mary, który wychynął na jej piękne usta, gdy patrzyła na rozkwitające w rączkach córki kwiaty: maki zwijały i rozwijały swe płatki, pobudzane przez magię. Dziewczynka bardzo chciała pomóc swej rodzicielce: kiedy ojca nie było w domu, pani Pomfrey wszystko robiła własnymi rękoma: szorowała podłogi, zmywała naczynia, myła okna. a kiedy tata był w domu machał różdżką, a domowe sprzęty ożywały i wszystko wykonywały same. Poppy więc, kierowana chęcią pomocy, wytężała mocno swój dziecięcy umysł, próbując skoncentrować się na mokrej ścierce i szybie - jednakże szkło zamiast zalśnić czystością, to pękło i zraniło ją w czoło. Matka opatrzyła jej ranę fachowo, całując ją po piegowatych policzkach i dziękując Bogu za to, że ją ma.
To było szczęście, najprawdziwsze szczęście - pomimo magii nie żyli jednak w bajce, nie potrwało ono długo.



Tamtego dnia Poppy przebywała pod opieką mugolskiej przyjaciółki mamy z pobliskiego miasta Dartmouth, gdzie uczyła się czytania i pisania razem z innymi dziećmi, ponieważ rodzice mieli sporo pracy. Poppy musiała bardzo się starać, by nie powiedzieć nic, co zdradziłoby że jej tatuś to czarodziej i ona też będzie czarownicą, choć chęć pochwalenia się i zaprezentowania innym czarów ją rozpierały. Nie powiedziała nikomu, bo obiecała tak tacie zanim wyszła - widziała go wówczas po raz ostatni.
Los odwrócił się od Poppy, zesłał bowiem na ich małe królestwo pożar; okrutny ogień, który zabił jej rodziców. Została sama, samiuteńka, niczym pojedynczy mak pośród zboża, którego nikt nie chce. Ledwie pamięta ten dzień, jak przez mgłę. Nauczycielka przytulała ją wówczas jak swoje własne dziecko, wylewając łzy, a Poppy milczała, patrząc na wszystkich wkoło wielkimi, niebieskimi oczyma. Nie docierało to do niej. Pięcioletnie dziecko nie rozumiało co to znaczy, że rodziców już nie ma. Łzy płynęły w milczeniu, gdy zabierano ją do starszej siostry taty: nigdy jej nie widziała, pokłócili się wszak przed laty i nie potrafili dojść do porozumienia. Ciocia Euphemia zgodziła się jednak przygarnąć sierotę, bo Mary nie miała rodzeństwa, a dziadkowie zmarli krótko po narodzinach Poppy.
Ciocia w niczym nie przypominała mamy.
Zdawała się połknąć kijek od miotły, usta zawsze miała ściągnięte w wąską linię i rzadko się uśmiechała. Nie była złą kobietą, jednakże brakowało jej czułości, do której przywykła Poppy; nie zwykła okazywać uczuć i była nadwyraz surowa. Nie wzięła Poppy na kolana, by utulić ją i pocieszyć po stracie rodziców. Wieczorami, gdy leżała w sztywnej od wykrochmalenia pościeli, płakała w poduszkę prosząc gwiazdy, słońce i magię, by zwrócili jej mamę i tatę. Nikt, ani nic nie wysłuchało jej błagań, musiała więc tkwić na ponurym poddaszu w domostwie ciotki, które starała się uczynić odrobinkę przytulniejszym przynosząc polne kwiaty. Ciocia denerwowała się na nią wówczas, że zostawia za sobą chwasty, a jest dziewczynką i powinna dbać o porządek. Pani Diggory była matką dwóch synów i nie umiała więc postępować z dziewczynkami, a ponieważ owdowiała i wychowywała ich samotnie, nie chciała by wyrośli na zbyt delikatnych, dlatego i dla Poppy była nadwyraz surowa. Nigdy nie ukarała jej cieleśnie, jednakże kary stosowała i były one wymyślne: począwszy od stania w kącie w szopie, po szorowanie całego domu własnoręcznie, zapisywanie kilku rolek pergaminu frazą Będę grzeczna i będę słuchać się cioci Euphemii. W domu cioci musiał zawsze panować doskonały porządek, nikt nie mógł się spóźniać, ani na śniadanie, ani na obiady, ani kolacje. Pobudka o godzinie siódmej dla wszystkich była obowiązkowa, a zarówno chłopcy, jak i Poppy musieli pomagać jej w domowych obowiązkach. Dziewczynce w udziale przypadało nawet więcej obowiązków, gdyż ciocia Euphemia uważała, że chłopcy nie powinni zajmować się kobiecą robotą. Poppy wykonywała jej polecenia zawsze w sposób grzeczny i posłuszny, starała się bardzo. Starała się tak bardzo jak tylko potrafiła, gdyż sądziła, że nie zasługuje na miłość cioci: w ciemnowłosej główce pojawiały się niejednokrotnie myśli, że nie zasługiwała na miłość swych rodziców, więc ich straciła. Te myśli wyciskały łzy z oczu Poppy i gdy budziła się rano starała się jeszcze bardziej: jej łóżko musiało być idealnie zaścielone, włosy splecione w warkocz (choć niesforne pukle i tak umykały rzemieniom), sukienka musiała być czysta i niepomięta, a buzia i dłonie czyste. Robiła wszystko, co tylko mogła, jednakże ciocia Euphemia zdawała się tego nie dostrzegać, być może po prostu nie wiedziała, nie domyślała się nawet co dzieje się w dziecięcej głowie. Nie potrafiła Poppy pokochać tak jak własnej córki i ona to czuła. Dziewczynka czuła się czasami jak samotny mak pośród łanów zbóż: miły dla oka, jednakże chwast, którego należy się pozbyć. Zazdrość kuła boleśnie w serce, gdy jej kuzyni otrzymywali całusy w głowę, albo bajkę na dobranoc. Było to rzadkie, ale jednak. Ją ciocia Euphemia przytuliła zaledwie kilkukrotnie w ciągu tych lat, które spędziła u niej: wypiła wówczas za dużo domowej nalewki i patrząc na zdjęcie swego męża roztkliwiła się znacznie, popłynęły jej łzy, a Poppy, kierowana dziecięcą dobrocią serca, pragnęła zetrzeć je z twarzy kobiety. Euphemia trzymała ją wtedy długo na kolanach, kołysząc się wraz nią na bujanym fotelu, dopóki Poppy nie zasnęła. Obudziła się dopiero rano, we własnym łóżku, a ciocia zdawała się nie pamiętać zeszłego wieczora.



W dniu jedenastych urodzin dostała list z Hogwartu. Ciocia powiedziała, że wkrótce wyjedzie do szkoły, tak jak jej synowie, gdzie będzie uczyć się czarów. Poppy wcale się nie ucieszyła - wprost przeciwnie. Kiedy tylko zniknęła Euphemii z oczu, zalała się łzami. Nie chciała wyjeżdżać z Dartmouth: dom cioci pod miastem nie był jej domem, jednakże wyjazd oznaczał tylko jedno - opuszczenie Charlesa. Charles był chłopcem, którego poznała niedługo po przeprowadzce do pani Diggory: mieszkał nieopodal, tak jak ona kiedyś, wśród wierzb i również był synem czarodziejów. Nikt jednak nie chciał się z nim bawić i przez to był przejmująco smutny. Dotknęło to małą Poppy i wbrew wszystkim zdecydowała się na zabawę z nim. Charlie był wątły, słaby, ledwo doganiał ją wzrostem, lecz gdy nabrał do niej zaufania, pokazał swe prawdziwe ja. Uwielbiał się bawić, zwłaszcza w fantazjowanie: leżeli na trawie, patrząc w chmury i opowiadali sobie niestworzone historie. Marzyli o byciu królem i królową, przemienianiu się w zwierzęta, rozmawianiu z nimi. Czasami wspinali się też na drzewa, a ich ulubioną zabawą było huśtanie na gałęziach wierzby płaczącej, która rosła nad niedużą sadzawką w zagajniku. Ukrywali się tam przed całym światem, siedząc pod pniem, albo huśtając się właśnie i kiedy tylko znaleźli się nad wodą puszczali gałęzie, by wpaść do wody.Raz Charlie zdjął górne odzienie, by go nie zamoczyć, a wówczas Poppy dostrzegła rozległą bliznę na jego plecach i zmartwiła się bardzo. W nocy nie mogła spać, bo tak martwiła się, czy Charlie jest bity przez rodziców; wiedziała, gdzie mieszkają, lecz nigdy tak nie była.
Charlie znikał co jakiś czas. Nie pojawiał się przez kilka dni, a ona wyglądała go każdego popołudnia i za każdym razem bała się, że już się nie pojawi. Charlie wracał bowiem jeszcze słabszy niż zawsze, jakby przebył okropną chorobę. Zapewniał, że jego rodzice są dobrzy i bardzo się o niego martwią - Poppy mu jednak nie wierzyła.
Mając zaledwie osiem lat zakradła się do ich domu pewnej nocy. Była cichutko jak mysz pod miotłą i dostała się do pokoju przyjaciela. Obiecała, że z nim ucieknie, że będą razem i nikt go już nie skrzywdzi. Charlie rozpłakał się, a ona wraz z nim. Nie martw się, ciocia nie kocha mnie tak jak swych synów, nie będzie za mną tęsknić, mówiła mu, myśląc że o to chodzi. Charlie pokręcił głową. Zapewnił Poppy, że jego rodzice są dobrzy, naprawdę wspaniali, są po prostu biedni i dlatego nie chciał jej tu przyprowadzać, jednakże wcale go nie krzywdzą, powiedział, że to on krzywdzi ich. Jak możesz ich skrzywdzić, Charlie? Jesteś tylko dzieckiem! zdziwiła się Poppy, a Charlie zarumienił się zawstydzony i jeszcze raz pokazał jej bliznę na plecach.
To po ugryzieniu wilkołaka, Poppy. Jestem potworem.
Słyszała już wtedy o wilkołakach. Wiedziała, że to stwory niebezpieczne i krwiożercze, że atakują ludzi. Ale Charlie nie był przecież potworem, nie on! On nie skrzywdziłby nawet muchy!
Nieprawda, Charlie, nie jesteś potworem, odrzekła mu i płakała razem z nim. Siedziała z nim do rana, opowiadając mu kim na pewno zostaną, gdy dorosną, a kiedy wzeszło słońce zasnęła z nim na podłodze: znalazła ich jego mama, pani Bell, mówiąc że jej ciocia na pewno się martwi. Ciocia Euphemia była wtedy bardzo zła i ukarała ją srogo, jednakże Poppy wszystkie polecenie wykonywała z pokornie spuszczoną głową, czekając na moment, kiedy będzie mogła znów się z przyjacielem zobaczyć.
Charlie nie miał bowiem przyjaciół oprócz niej, a Poppy - choć była dość lubianą dziewczynką - z nikim nie poczuła tak silnej więzi. Dostrzegała w Charliem dobro i piękno, którego nikt inny nie widział, nawet on sam. Łączyła ich przyjaźń piękna, szczera i czysta. Charlie nigdy już jej nie okłamał, a Poppy broniła go przed innymi.
Kiedy nadszedł moment pożegnania Charlie się być silny. On nigdy nie miał uczyć się w Hogwarcie z powodu wilkołactwa: rodzice postanowili, że będą uczyć go w domu. Ciocia Euphemia nie wyraziła zgody na jej domową naukę, Poppy musiała więc wyjechać do Hogwartu. Trzydziestego pierwszego sierpnia długo siedzieli pod wierzbą płaczącą. Poppy powstrzymywała łzy i mówiła. Dużo mówiła; opowiadała, że wróci przecież na przerwę świąteczną i przywiezie mu wspaniały prezent, a wakacje całe spędzą wspólnie, to przecież tylko kilka miesięcy. Charlie smętnie kiwał głową, lecz kiedy zbliżał się już zmierzch, a Poppy musiała wracać do domu, ścisnął jej dłonie i oznajmił, że kiedyś będzie największą czarownicą na świecie i na pewno w Hogwarcie dowie się jak go wyleczyć.
Poppy obiecała mu, że tak własnie będzie.



zapach drażni - mówi: istniejesz
zapach drażni - roztrąca noc
w twoich doskonałych palcach
jestem światłem

Wszyscy pierwszoroczni byli podekscytowani, opowiadali, że całe życie czekali aż tu przyjadą, bądź że dopiero niedawno dowiedzieli się, że są czarodziejami. Czy to szlachetnie urodzone dzieci, czy mugolacy - wszyscy radowali się równie mocno. Poppy udzieliła się ta atmosfera, również była ciekawa szkoły, jednakże jednocześnie... Czuła się winna, że ona tu jest, a Charlie nie może. Starała się to ukryć i uśmiechała do wszystkich, chcąc jak najszybciej kogoś poznać. Wiedziała już, że to najgorsze co w życiu może ją spotkać to okrutna samotność; jednocześnie wiedziała, że nikt nie zastąpi jej Charliego.
Tiara Przydziału bez żadnych wątpliwości przydzieliła ją do Hufflepuffu.
Zasiadła wśród Puchonów przy stole, a pewna pulchna dziewczynka obiecała jej, że na pewno z kimś się zaprzyjaźni i by rozchmurzyła się już. Radosna atmosfera i rozmowy pochłonęły dziewczynkę bez reszty, lecz gdy tylko wszyscy zasnęli, ona naskrobała list do Charliego.
Korespondowali ze sobą regularnie, czasami Poppy wysyłała kolejny list, nim dostała odpowiedź; nie przeszkadzało jej to jednak, gdyż to ona zazwyczaj mówiła więcej.
W szkole uczyła się pilnie. Ciężko pracowała na swe dobre oceny, być może nie była we wszystkim najlepsza, lecz przejawiała predyspozycje do zaklęć i uroków: transmutacja szła jej wyjątkowo topornie, jednakże dzięki upartości i pracy Poppy nie była najgorsza na roku, a plasowała się wśród tych średnich uczniów. Gorąco pragnęła aprobaty cioci Euphemii. Rodzice, gdyby żyli, byliby z niej dumni - ta idea przyświecała jej we wszystkim, co robiła. Od najmłodszych lat wiedziała co pragnie robić w przyszłości. Chciała jednako pójść w ślady matki i by ojciec byłby z niej dumny, była więc zdecydowana, by zostać uzdrowicielką.
Czasami było jej ciężko. Płakała każdej pełni, wyrzucając sobie, że nie ma jej przy Charliem. A ponadto miała matkę mugolkę, a w szkole nie brakowało dzieci szlachciców i krwi czystej, które pogardzały zdrajcami krwi i mugolakami, ona także znalazła się na ich celowniku. Niedobre Ślizgonki dręczyły ją złośliwymi urokami, czasami ciągnęły za włosy, podrzucały łajno pod ławkę, gdzie zawsze siedziała. Poppy starała się nie reagować, wierząc, że w końcu znuży ich dręczenie jej, nie chciała wdawać się w kłótnie i dawać cioci Euphemii powód do niezadowolenia. Bolało to ją jednak i wiedziała już jak czuje się Charlie. Jak boli odrzucenie, poczucie wyalienowania. Ból Poppy nie mógł się równać z bólem przyjaciela, lecz sądziła, że mają teraz jeszcze więcej wspólnego.
Żadnego dnia, ani Nocy Duchów, ani Bożego Narodzenia, ani własnych urodzin, nie wyczekiwała tak jak tego, kiedy mogła wrócić do Dartmouth. Jeszcze tego samego dnia, jeśli ciocia Diggory wyraziła zgodę, biegła do jego domu. Pokazywała mu swoje książki, a on prezentował jej czego się nauczył. Nauka szła mu nieco wolniej, jednakże Poppy była przekonana, że nie brakuje mu talentu.
Charlie był dla niej najwspanialszym czarodziejem na świecie.
Kiedy zaczęto zwracać się doń panno Pomfrey, a ona wkroczyła w ten wiek, zrozumiała, że Charlie nie jest dla niej tylko przyjacielem. Miał on specjalne miejsce w jej sercu na stałe, był bliższy niż ktokolwiek inny. On także zdawał się podzielać to uczucie, które wyznał jej pod ich wierzbą.
Poppy znów poczuła to ciepło, to szczęście. Szczęściem była miłość.



w twoich doskonałych palcach
jestem tylko drżeniem
śpiewem liści
pod dotykiem twoich ciepłych ust

Dzień ukończenia szkoły był dla niej dziwny. Pokochała to miejsce, czuła się tu jak w domu, miała tu wielu przyjaciół, a wiele tajemnic zamku wciąż pozostawało dlań nieodkryte. Czuła się tu lepiej niż na poddaszu u cioci, jednakże brakowało jej jednego... Charliego. Roniła więc łzy z powodu pożegnania z tym miejscem, a z drugiej strony serce wyrywało jej się, by powrócić do Dartmouth. Wiedziała, że będzie tęsknić, lecz ta tęsknota nie mogła równać się z tą, której doświadczała będąc w szkole. Pomimo mrocznych, niespokojnych czasów, wierzyła że będzie lepiej, bo musi być lepiej. Wyniki jej egzaminów były bardzo zadowalające, nie zdobyła ich jednak z łatwością, była to zasługa ciężkiej pracy i nauki, której poświęcała wolne chwile. Przyjęto ją na kurs uzdrowicielski, rzuciła się w wir kolejnych obowiązków i nauki. Miała dla Charliego mniej czasu, a ponadto nie było dobrze widziane przez ciocię Euphemię, by spędzali tyle czasu sami. Ona była dobrze wychowaną młodą kobietą, on zaś młodzieńcem: i tak już dość o nich plotkowano. Poppy miała cichą nadzieję, że Charlie poprosi ją o rękę i będą żyć razem. Wiedziała, że zaopiekuje się nim, była pewna, że wilkołactwo nie stanie im na przeszkodzie: ona wierzyła, że ich uczucie pokona przeciwności losu, a ona się nim zaopiekuje. Pragnęła się o niego troszczyć. On jednak zwodził ją coraz bardziej, zaczął okłamywać.
Dzień, w którym oznajmił jej, że nie mogą dłużej się widywać był jednym z najgorszych w życiu Poppy. Dopytywała dlaczego. Dlaczego, Charlie? Czy pokochałeś inną? Czy już mię nie kochasz?
Odrzekł jej drżącym głosem: Zrozum to co powiem, spróbuj, Poppy. Nie potrafię powiedzieć jak Cię kocham, ogromnie, bardzo, najmocniej. Nie dam Ci szczęścia, Poppy. Jestem potworem, zapomniałaś o tym, ale tak jest. Pragnę, najbardziej na świecie pragnę, abyś była szczęśliwa - i dlatego żegnaj.
Czuła się tak, jakby przyłożył jej w żołądek i paradoksalnie kochała go za to jeszcze mocniej. Wilkołactwo było dlań tylko chorobą, niezależną od niego, nieszczęściem, które go spotkało - inni czarodzieje nie rozumieli, nie wiedzieli, nie chcieli zrozumieć i złościła się na nich. Czasami krzyczała w poduszkę z bezsilności. Próbowała kilkukrotnie nawiązać kontakt z ukochanym, jednakże on pozostawał nieugięty: a kiedy doszły ją słuchy, że opuścił dom rodzinny i jął obracać się w nieciekawym towarzystwie... Odpuściła. To było wbrew niej. Rodzice, ani ciocia nie byliby z niej zadowoleni, gdyby wiedzieli, że wciąż płaszczy się przed nim i prosi go, by przestał i był z nią na przekór wszystkiemu. Uniosła się dumą, rzuciła w wir nauki i pracy; zdobycie zawodu uzdrowicielki wciąż było dla niej jednym z najważniejszych celów.
Cierpiała. Charlie milczał, nie miała odeń żadnych informacji, a jego matka mijana na ulicy Pokątnej milczała jak zaklęta z ponurą miną. Ona także milczała i udawała, że nic, absolutnie nic się nie stało. Serce jej cierpiało, bolało, tęskniło - za jego uśmiechem, gestem odgarnięcia jej pukla włosów z czoła, ciepłym głosem, gdy opowiadał Poppy ulubioną historię. Nie pozwalała żadnemu młodzieńcowi się do siebie zbliżyć, a kilku próbowało. Panna Pomfrey wystrzeliła w górę, straciła dziecięca pulchność i nabrała niebywałego wdzięku. Była smukła, piegowata i po dziewczęcemu łagodna, a do tego skromna i pracowita: powiadano, że jest dobrym materiałem na żonę, a matki jej znajomych (rzecz jasna nie szlachciców, oni wszak omijali Poppy z daleka) pragnęły widzieć ją jako swą synową, pomimo tego że była sierotą nieczystej krwi. Poppy wymawiała się jednak, mówiąc, że to jeszcze nie jej czas, że musi się uczyć, czeka ją przecież staż. Wiedziała, że ślub z innym mężczyzną złamałby Charliemu serce.
To jej serce jednak pękło na pół.



ze mną można tylko
w dali znikać cicho

Matka Charliego napisała do Poppy list. Atrament był rozmazany w niektórych miejscach, najpewniej przez łzy, które roniła nad pergaminem. Charliego nie ma już z nami. On odszedł, Poppy. Zasłoniła wówczas usta dłonią, wiedząc, że jeśli będzie czytała dalej, to serce jej rozkruszy się jak szkło. Drżała, lecz odważyła się powieść wzrokiem niżej. Znaleźli go łowcy wilkołaków... Och, nie chcesz znać szczegółów, Poppy, nie pytaj mnie o nie. Charlie nie żyje. Potrzeb odbędzie się w niedzielę.
Czuła, że w tamtym momencie umarła pewna część niej.
Ale... ale jak to? Jak mogłeś, Charlie? Nie zdążyłam znaleźć dla Ciebie lekarstwa..., przemykało jej przez myśl.
Nie wierzyła, nie chciała uwierzyć. Całą noc spędziła bezsennie, leżąc cała we łzach. Najpierw los odebrał jej rodziców, a później Charliego - była wściekła i zrozpaczona zarazem. Tamtej nocy ciotka Euphemia nie zareagowała, gdy zawsze spokojna i ułożona Poppy, rozbijała naczynia o ściany. Łkała w poduszkę na przemian z krzykiem. Była świadoma, że zabójcy Charliego pozostaną bezkarni, ponieważ był wilkołakiem. To bolało jeszcze bardziej.
Ciała podczas pogrzebu nie pokazano żałobnikom, musiało być naprawdę źle, Poppy ledwie się trzymała. Cała drżała, powstrzymywała łzy tylko dzięki eliksirowi, który przygotowała dlań bliska przyjaciółka. Uwierzyła w końcu, że to koniec, że Charlie zniknął i już nie wróci, tak jak jej rodzice. Znów została sama, samiutka na świecie.



Musiała wynieść się z Dartmouth. Wszystko tam o nim jej przypominało. Szumiące wierzby, polne ścieżki, piaszczyste wybrzeże, spienione fale. Dostrzegała go w każdym skrawku tego miejsca, czuła jego obecność i nie potrafiła tego znieść. Bolało zbyt mocno. Wyniosła się od ciotki, podziękowała jej za wszystko co dla niej zrobiła, gdyż naprawdę była jej wdzięczna: Euphemia może nie była dlań matką, jednakże przygarnęła sierotę pod swój dach i należycie wychowała. Za to, co pozostawili jej rodzice, wynajęła pokój w Londynie, pod pretekstem bycia bliżej Szpitala św. Munga, gdzie odbywała staż.
Czasami budziła się w nocy i nie mogła już zasnąć. Patrzyła wówczas na drugą, pustą poduszkę i udawała, że Charlie tam leży. Mówiła mu o wszystkim co przytrafiło jej się przez ostatnie dni, o tym jak tęskni i jak bardzo pragnie zobaczyć go raz jeszcze, poczuć jego dotyk, muśnięcie ust na swoich. Obiecywała, że nigdy, przenigdy nikogo już nie pokocha i złościła się, że nie miał racji. Myliłeś się Charlie, tak bardzo się myliłeś. Dlaczego mnie nie posłuchałeś? Z nikim nie byłabym szczęśliwsza.



Pozornie się pozbierała. Musiała. Nie mogła rozklejać się przy pacjentach, pokazywać swych słabości, zwłaszcza gdy sytuacja w ich czarodziejskim świecie stawała się coraz gorsza, a nastroje antymugolskie były coraz silniejsze. Poppy nie wierzyła, że sama może zmienić świat, lecz pragnęła uczynić coś dobrego chociażby wokoło siebie, dlatego zdobyła zawód uzdrowicielki po dwuletnim stażu. Uczyła się pilniej, niż kiedykolwiek. Nauka pochłaniała ją bez reszty i nie myślała wtedy zbyt wiele, tak jak i później praca. Wychodziła o świcie i wracała ze szpitala późnym wieczorem. Żyła z dnia na dzień. Wiedziała, że rodzice i Charlie pragnęliby, aby była szczęśliwa, lecz bez nich nie mogła. Sama praca, choć była satysfakcjonująca, nie uszczęśliwiała jej w pełni. Tęsknota doskwierała coraz mocniej i silniej.
Jak wygląda świat, kiedy życie staje się tęsknotą? Wygląda papierowo, kruszy się w palcach, rozpada. Każdy ruch przygląda się sobie, każda myśl przygląda się sobie, każde uczucie zaczyna się i nie kończy, i w końcu sam przedmiot tęsknoty robi się papierowy i nierzeczywisty. Tylko tęsknienie jest prawdziwe, uzależnia. Być tam, gdzie się nie jest, mieć to, czego się nie posiada, dotykać kogoś, kto nie istnieje. Ten stan ma naturę falującą i sprzeczną w sobie. Jest kwintesencją życia i jest przeciwko życiu. Przenika przez skórę do mięśni i kości, które zaczynają odtąd istnieć boleśnie. Nie boleć. Istnieć boleśnie – to znaczy, że podstawą ich istnienia był ból. Toteż nie ma od takiej tęsknoty ucieczki. Trzeba by było uciec poza własne ciało, a nawet poza siebie. Upijać się? Spać całe tygodnie? Zapamiętywać się w aktywności aż do amoku? Modlić się nieustannie?
Wiedziała, że musi żyć dalej, ruszyć na przód, lecz stawianie kroków w rzeczywistości, w której zabrakło Charliego, było dlań tak trudne jakby musiała nauczyć się robić to na nowo. Zakon Feniksa był jej światłem, za którym jęła podążać. Przyjaciółka zdradziła pannie Pomfrey jego istnienie, a ona zdecydowała się dołączyć bez wahania: bywała nieśmiała, lecz nie płochliwa. Dlatego też zaoferowała się, że zgłosi się jako druga pielęgniarka w Hogwarcie, gdy doszły ich wieści, iż starsza kobieta podupadła na zdrowiu i potrzebuje pomocy. Poppy doskonale pasowała do tej roli: była młodszą uzdrowicielką, utalentowaną w tym kierunku, ukończyła Hogwart z dobrymi wynikami. Została przyjęta na to stanowisko i w dniu powrotu do zamku serce miała lżejsze, tak cieszyło się, a jednocześnie głowę ciężką od niepokojów i zmartwień. Zawiodła się. Grindelwald zmienił to miejsce i czasami czuła lęk. Przed nim i czarną magią, lecz zdecydowała się trwać w tym miejscu. Nie miała przecież nic już do stracenia, bo odebrano jej wszystko, co miłowała, a mogła sprawić by los był lżejszy dla kogoś innego. Jako pomocnica większość swego czasu spędzała w szkole, zajmując się co lżejszymi przypadkami i asystując pielęgniarce w bardziej skomplikowanych zabiegach, jednakże częściej niźli ona mogła opuszczać zamek. Musiała to robić, gdyż regularnie odwiedza grób Charliego. Co najmniej raz w miesiącu i w każdą pełnię. Siada przy grobie i mówi do niego tak, jakby był obok. O tym jak bardzo za nim tęskni i że wraz z nim umarła część niej. A potem udaje się na długi, nieśpieszny spacer polnymi ścieżkami i wzdłuż wybrzeża, wspominając tamte chwile.



Wszystko, czego pragnę to nic więcej,
niż usłyszeć jak pukasz do mych drzwi,
bo jeśli mogłabym ujrzeć Twą twarz jeszcze raz,
jestem pewna, że umarłabym szczęśliwa.



Patronus: Łanie uznaje się za symbol łagodności, dobroci i wdzięku, taka własnie jest Poppy. Ma dobre i łagodne serce, miłe wnętrze i jest bardzo dziewczęca. Patronus przybiera formę łani, które czasami widywała, kiedy przemykały po łąkach pomiędzy zagajnikami.
Poppy przywołuje swego patronusa i myśli o chwilach spędzonych z matką na łąkach i nad morzem oraz tych z Charliem: zarówno w dzieciństwie, jak i później, kiedy byli w sobie zakochani.



Statystyki i biegłości
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 5 + 1
Zaklęcia i uroki: 8 Brak
Czarna magia: 0 Brak
Magia lecznicza: 17 +4
Transmutacja: 0 Brak
Eliksiry: 5 Brak
Sprawność: 2 Brak
JęzykWartośćWydane punkty
Język ojczysty: angielski II0
---
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaV35
AstronomiaI2
Historia magiiI2
NumerologiaI2
ONMSI2
RetorykaII5
SpostrzegawczośćI2
ZielarstwoIII10
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
MugoloznastwoI5
Nazwa  biegłościzależnezależne
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
---
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)II7
Muzyka (wiedza)I1
Malarstwo (wiedza)I1
AktywnośćWartośćWydane punkty
Latanie na miotleI1
Taniec współczesnyI1
GenetykaWartośćWydane punkty
Genetyka (jasnowidz, półwila, wilkołak lub brak)-0
Reszta: 2

Wyposażenie

Różdżka, sowa, 1 PB, 13pkt statystyk




[bylobrzydkobedzieladnie]




Ostatnio zmieniony przez Poppy Pomfrey dnia 10.05.17 23:40, w całości zmieniany 21 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poppy Pomfrey   04.09.17 19:45

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana
INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam pw lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!

Poppy została za wszech miar doświadczona przez los – pozbawiona rodziców, trafiła pod skrzydła surowej ciotki Euphemii, która znała wagę słowa „obowiązek”. Wiele łez oblało jej jasne, czerwieniące się na mrozie policzki, nim pojęła istotę podporządkowania się wymaganiom kobiety i przyjęła je do siebie razem z całym ich ciężarem. Kolejnym ciosem była śmierć Charliego – tego, komu Poppy oddała swoje dobre serce. Wiele żalu i tęsknoty przetoczyło się przez nie, wiele sentymentów musiała od siebie odepchnąć, nim zdecydowała się, jaką drogą powinna podążać. Teraz Poppy sama może uchylić swe skrzydła i przyjąć pod nie najmłodszych wychowanków Hogwartu, a także i tych, którzy walczą za dobrą sprawę w Zakonie Feniksa.

OSIĄGNIĘCIA
Biały fartuszek i maczek we włosach
Złoty Myśliciel
Nieugięty
Mały pędzibimber
 STAN ZDROWIA
Fizyczne
Pełnia zdrowia.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak
Kartę sprawdzał: Tristan Rosier


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Poppy Pomfrey   04.09.17 19:46

WYPOSAŻENIE
Różdżka, sowa, kot

ELIKSIRY Maść z wodnej gwiazdy (1 porcja, stat. 5)

INGREDIENCJEposiadane: bezoar x2, róg jednorożca, ropa czyrakobulwy, róg garboroga, sierść gryfa, kora drzewa wiggen, popiół feniksa

[06.08.17] Ingrediencje (maj)
[01.09.17] Zużycie: jagoda z jemioły
[20.09.17] Zużycie: jagody z jemioły

BIEGŁOŚCI[01.10.17] Wsiąkiewka, +2 PB do reszty

HISTORIA ROZWOJU[08.05.17] Karta postaci, -900 PD
[15.05.17] Kot -10 PD
[13.06.17] Aktualizacja postaci: +1 punkt magii leczniczej, -50 PD
[30.07.17] Zwrot (Gringotta) - kot; +10PD
[30.07.17] Wykonywanie zawodu (kwiecień), +50 PD
[15.08.17] Zdobycie osiągnięcia: Złoty Myśliciel; +30PD;
[23.08.17] Lusterko +3PD
[11.09.17] Wykonywanie zawodu (maj): +50 PD
[11.09.17] Zdobycie osiągnięcia (Nieugięty), +30 PD
[19.09.17] Zdobycie osiągnięcia (Mały Pędzibimber) +30PD;
[01.10.17] Wsiąkiewka (kwiecień), +60 PD, +2 PB
[01.10.17] Zakupy: +3 pkt magii leczniczej, -300 PD
[13.10.17] Klub pojedynków (maj) +20PD


Powrót do góry Go down
 

Poppy Pomfrey

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Poppy Pomfrey
» Poppy Pomfrey
» Gabinet pani Selwyn i pani Pomfrey

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Wprowadzenie :: Archiwa Departamentu Tajemnic :: Kartoteki :: Czarodzieje-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17