Wydarzenia





 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Szmaragdowa Strzyża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Szmaragdowa Strzyża   17.07.17 1:44

Szmaragdowa Strzyża

Wody Tamizy przy magicznym porcie w wielu miejscach są znacznie czystsze niż w mugolskich rejonach - czarodzieje zawdzięczają to, oczywiście, magii. Przy wschodniej części tafla wydaje się niemal kryształowa - dokładnie widać przez nią skłębioną roślinność wyścielającą dno, której to miejsce zawdzięcza swoją zwyczajową nazwę. Łagodne zejście do wody i długi drewniany pomost zawieszony nad rzeką przyciągają wielu ludzi - to doskonałe miejsce na relaksujący odpoczynek w cieplejsze dni. Pomost nie posiada ani bariery ani ławeczek - ale można na nim przysiąść i zanurzyć nogi w wodzie.
Szmaragdowa Strzyża to nic innego, jak wijołapka, magiczna podwodna roślina, która jest niegroźna, ale za to łatwo przykleja się do ciała i trudno jest się jej potem pozbyć. Stanowi również popularną magiczną ingrediencję, użyteczną przy warzeniu wielu eliksirów - ale wyjątkowo niewdzięczną w zbieraniu, trzeba po nią bowiem zejść pod wodę. Młodzi czarodzieje często zażywają kąpieli w tym miejscu; z dala od statków, niebezpiecznych magicznych istot i mugolskich oczu. Tradycyjna zabawa polega na rzuceniu do wody knuta i jego wyłowieniu - co nawiązuje do dawnych masowych polowań na wijołapkę, kiedy jej skupisko w tym miejscu było jeszcze dużo mniejsze.

Wyłów knuta: wyścig na miejsce, w którym chlusnął pieniążek, trwa trzy tury - w każdej postać rzuca kością k100, do rzutu dodając bonus przysługujący z biegłości pływanie. Postać, która płynie jako druga - musi dopłynąć do pierwszej, nim podejmie inne działanie. Suma jej rzutów musi zrównać się z sumą rzutów przeciwnika. Postać, która przypłynie jako pierwsza, może od razu podjąć inne działanie.
Za każdym razem, kiedy którakolwiek z postaci osiągnie wynik 20 lub mniej podczas rzutów na pływanie - zahacza nogą lub ręką o strzyżę, która nie chce się od niej odkleić. Do każdego kolejnego rzutu w tym wątku postać otrzymuje karę -5.
Drugim etapem jest wypatrzenie pieniążka - w tym celu należy wykonać test na spostrzegawczość o ST 60. Jeśli postać dostrzeże pieniążka, powinna przezwyciężyć kolejny test o ST 60 - tym razem na pływanie, celem zanurkowania po monetę. Kiedy jedna z postaci zaczyna nurkować po pieniążka, a druga jeszcze go nie dostrzegła, otrzymuje bonus do rzutu na spostrzegawczość +10, który będzie kumulował się przez kolejne tury.
Lokacja zawiera kości


Powrót do góry Go down
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/ http://www.morsmordre.net/f124-woreczki-z-wsiakiewki
naczelny mąciciel
odwieczny
n/d
n/d
Do you wanna live forever?
99
99
99
99
99
99
Czarodziej

PisanieTemat: Re: Szmaragdowa Strzyża   02.08.17 19:51

To był maj1 maja 1956 roku
Postać A: Byłaś wyczerpana; całe twoje ciało promieniowało nieznośnym bólem, ale najgorsze było to pulsowanie stopniowo rozsadzające od środka czaszkę. Prawie nie mogłaś się poruszać - byłaś mocno otumaniona, czułaś się, jakby trucizna płynęła ci w żyłach razem z krwią. Czas rozmywał się, gdy na przemian traciłaś i odzyskiwałaś przytomność, za każdym razem budząc się na lodowatej, więziennej posadzce. Nagle odczułaś mocny wicher - wziął się znikąd, a ty pogrążyłaś się w całkowitej ciemności. Usłyszałaś donośne trzaski, jakby wokół rozbiło się szkło, którego nie mogło tu być. Ostre drobiny zarysowały twoją skórę, a ze zranienia trysnęła niewspółmierna do zranień fala krwi. Nie opadła jednak, zatrzymała się w powietrzu i powróciła w twoją stronę, rozprysnąwszy ci się na twarzy. Oszołomiona nawet nie dostrzegłaś momentu, w którym dziwna moc wyniosła cię gdzieś daleko.
Obrażenia: szarpane (80) od czarnej magii, psychiczne (60)

Postać B: Przez długi czas - nie miałeś pojęcia, od jak dawna tu tkwiłeś - nieprzenikniona cisza była ci jedynym towarzystwem. I dziwne otumanienie; ciężko było zebrać ci myśli. Nie wiedziałeś, ile minęło czasu niweczącego nadzieję na nadejście ratunku, kiedy znienacka... odpłynąłeś. Musiałeś zasnąć, bo wyglądało to jak sen: dziwne obrazy, symbole, widoki z przeszłości i twarze martwych dziś ludzi, których kiedyś znałeś; początkowo pogodni, spokojni, po chwili - rozerwani na strzępy przez niewidzialny wybuch, pośrodku którego się znajdowałeś. Mimowolnie obejrzałeś się wokół siebie, stałeś w nicości, która nagle zaczynała się spłaszczać - i miażdżyć cię. Obudziłeś się daleko od więziennej celi.
Obrażenia: psychiczne (40) od czarnej magii, tłuczone (40) od czarnej magii, zwykłe psychiczne (25)


Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
Odrzucam twoją rzeczywistość i tworzę własną.
23
0
0
0
10
0
4
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Szmaragdowa Strzyża   07.08.17 0:58

Z koszmaru w koszmar. Z każdą minutą, która równie dobrze mogła być całymi godzinami, zapadała się w ciemności własnego umysłu, by w ostatniej chwili, gdy wydawało się, że więcej już nie zniesie, jakaś nieznana siła brutalnie sprowadzała nią na kamienną posadzkę, należącą do rzeczywistości, do jej własnej celi. Rzeczywistości, która okazywała się niewiele lepsza od snów na jawie. Nie przynosiła ukojenia, jedynie panikę, na którą nie miała sił – zawiesili ją w stanie pół życia – pół śmierci, zbyt oszołomioną bólem, by mogła cokolwiek zrobić, chociażby załkać nad swoim losem. Początkowo, w tych stanach jasności umysłu, krzyczała i wyzywała, później tylko jęczała z bólu, by w końcu zamilknąć, zamknąć się w sobie, gdy odzyskiwała zmysły. Chociaż stłamsili w niej wolę walki, nie chcieli jednak jej odejścia, pomimo wszystkich tortur na ciele i umyśle, utrzymywali resztki jej życia. Jej rany, choć bolesne i przyprawiające o mdłości, nie jątrzyły się – nie cuchnęły i nie gniły. Nie wie, ile zostało jej czasu – czy ukrócą wkrótce jej cierpienia, czy będą one trwały miesiącami? Po co była im potrzebna? Dlaczego znajdowała te kilka kropli wody i kilka kęsów czerstwego chleba? Co takiego chcieli uzyskać, gdy po raz kolejny nawiedzały ją sny…
Nie zdawała sobie, że jej katorgi trwają zaledwie chwilę. Dni zlewały się w całość, podczas których nie sposób było odróżnić powtarzających się elementów. Początkowo próbowała poznać swoją celę, jednak w ciemnej, kamiennej klitce nie odnalazła niczego pomocnego. Zamknęli ją w idealnej klatce, a bez różdżki niewiele mogła zdziałać. Zresztą, nawet gdyby ją miała, najpewniej nie byłaby w stanie rzucić najprostszego lumos, by rozjaśnić przerażające ciemności. W jej celi było ciasno, mogła więc mieć pewność, że pozostaje tu całkiem sama, bez niechcianego towarzysza, który słyszałby jej krzyki, gdy śniła snem powodowanym eliksirami. Czego chcieli? Na co ją przygotowywali? Jak długo będą ją przetrzymywać zanim… się znudzą? Stanie się dla nich bezużyteczna? Z jakiegoś powodu wciąż żyła – zniszczyli ją fizycznie i stopniowo jej psychika przypominała postrzępioną płachtę, jednak pozwalali jej oddychać. Z tego powodu wiedziała, że jej martwe ciało nie skończy w rynsztoku, jako demonstracja siły Grindelwalda przeciwko ruchowi oporu. Jeszcze nie teraz.
Żałowała, że zamiary oprawców pozostają dla niej tajemnicą, lecz nie bała się momentu, kiedy po nią przyjdą. Właściwie to wyczekiwała go z utęsknieniem – nie mogła znieść już snów, po których trzęsła się jeszcze długo po przebudzeniu, coraz bardziej zatracając zdolności poznawcze wobec wytworów umysłu. Co było prawdziwe? Dopiero przenikające zimno posadzki uświadamiało jej, gdzie się znajduje… że to nie koniec. Czekają ją kolejne sny, lecz teraz będzie musiała sobie poradzić z ciążącą fizycznością - z przenikającym zimnem, głodem, bólem każdego mięśnia. Czasami, w myślach – a przynajmniej miała taką nadzieję – błagała, by to wszystko się skończyło. Nie pamiętała niczego, czego nauczyła się o hardości podczas krótkiego szkolenia aurorskiego. W obliczu takiego bólu nie było miejsca na dumę i zachowywanie pozorów. Śmierć, wydająca się wybawieniem, nie chciała wziąć ją w kojące ramiona. Nie pozwoliliby na to, jeszcze nie.  
Nie spodziewała się tego. Uderzenie zapiera jej dech w piersiach, chociaż powietrza wokół ma w nadmiarze. Kolejne zaklęcia? W końcu jest na tyle potężne, by unieść resztki jej zmarnowanego ciała. Jej zbyt obolała, by krzyczeć, gdy szkło – przecież jej cela była z kamienia, wcześniej zdążyła poznać każde jedno zagłębienie w podłodze i ścianach – przecina jej skórę. Zaciska mocno powieki, tak by, krew nie ściekała jej do oczu, nie miała innej możliwości jak tylko pozwolić unieść się dziwnej mocy, powodowanej… czym? Czy to kolejna wymyślna tortura stworzona przez strażników? Wznosi się, a ramiona opadają na boki, niczym szmacianej lalce… Szybko czuje jednak coś innego niż zapach zatęchłej celi. Nocne powietrze. Pachnące obietnicą wolności i mokrym piaskiem. Wkrótce uderza plecami, wcale niedelikatnie, zrzucona na brzeg rzeki, zdając sobie sprawę, że to nie jedna z kolejnych mar. Otwiera oczy, jednak szybko je zamyka, skoro jej twarz tonie w krwi. Poleży tu tylko chwilę… Nabierze sił, chociaż nie ma na to szans. Upewni się, że to nie sen. Dopiero wtedy rozejrzy się po miejscu, do którego ją przenieśli. Nie była gotowa na konfrontację z tym, co dla niej przygotowali. Potrzebowała kilku chwil, niech dadzą jej chwilę, by zapanować nad strachem. Chociaż... Wszystko było jej już obojętne.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Szmaragdowa Strzyża   07.08.17 2:00

Łódka płynie, księżyc świeci
trójgraniasty groszek leci;
Na trapezie, trapeziku
wisi główka na haczyku.

Alexander nie liczył czasu. Nie było zresztą jak - nie miał pojęcia ile był nieprzytomny, jak długo od świtu tamtego pamiętnego poranka znajdował się na kamiennej posadzce niewielkiej celi. Było tylko kapanie wody, niesione echem krzyki, szuranie miski z kilkoma kroplami wody i czerstwy chleb. W myślach jak mantrę powtarzał ten idiotyczny wierszyk anatomiczny, po czym zabierał się za układanie nowych. I kolejnych, i kolejnych - jednakże jako literaturę zawsze miał trochę w tyle to nie szło mu to jakoś wybitnie. Powoli odpływał od rzeczywistości, w meandrach umysłu przemierzając szlaki wiedzy. Przecież zbliżały się egzaminy.
Właśnie, egzaminy. Tak nierealne, odległe, jakby w innym życiu; to jednak było to, co trzymało go w całości. Nie był w stanie rozmyślać o tym, co stało się z Magnolią i Benjaminem. Nie chciał zastanawiać się, co spotkało Josephine i Bertiego, bowiem przerastały go wizje, jakie produkował jego umysł. Chciał, żeby to wszystko skończyło się dla nich inaczej. Przecież kazał im uciekać, miał za zadanie zapewnić im bezpieczeństwo - jednak oni go nie posłuchali. Dlaczego oni go nie posłuchali. I Cassian. Cassian...
Na trapezie, trapeziku
wisi główka na haczyku.

Po raz kolejny poprawiał na swoim ciele niechlujnie założony bandaż, gdy na moment tylko poczuł zmęczenie i oparł tył głowy o zimny i wilgotny, kamienny mur. Siedzenie w tak niewielkim pomieszczeniu dla kogoś jego wzrostu było męczące samo w sobie. Powoli zaczynał też wypalać się psychicznie, tkwiąc w miejscu nie wiadomo ile czasu przestał być w stanie zebrać swoje myśli, okiełznać je i uporządkować. Bezczynność sprawiała, że miał ochotę krzyczeć, walić rękoma i nogami w ciasne ściany by uczynić cokolwiek. Teraz jednak na chwilę odpłynął, opadł w błogą ciemność i brak snów. Było to niezwykle ciekawe: siedząc w zamknięciu w końcu mógł spać, jego koszmary zniknęły, nie będąc ani trochę bardziej przerażające od rzeczywistości. Jednakże nie było mu to dane tym razem. Wpierw ujrzał swoją matkę, niczym w dawnym spojrzeniu gdy pochylała się nad nim uśmiechnięta, mówiąc coś do Alexandra - nie był jednak w stanie zrozumieć, co, słysząc ją jakby zza grubej tafli szkła. Chwilę po niej w zasięgu wzroku ujrzał inne twarze: Eilis, Diany, kilku pacjentów z Munga, których już dziś nie było na tym świecie. Wszyscy z nich byli tacy spokojni, wręcz radośni,  wyidealizowani - przez chwilę nawet myślał, że w końcu zesłany został na niego dobry sen. Mylił się jednak. Jak za pstryknięciem palców cały wykreowany, idealny świat zmarłych spoczywających w pokoju runął. Ich twarze wpierw zamarły i zmarkotniały, by zaraz w krzyku rozpaść się na kawałki, wybuchnął i pochłonąć Selwyna w matnię. Matnię, która... zaczynała go zgniatać. Napierała swoim ciężarem na klatkę piersiową młodzieńca, zabierając mu oddech. Tonął.
Tonę.
Otworzył nagle oczy, otulony chłodem i ciszą wody. Piszczało mu w uszach, a z ust wyrywały się ostatnie hausty życiodajnego powietrza. W panice spiął się i wyrwał ku górze - a przynajmniej tam, gdzie uważał że jest góra. Jego dłonie zmłóciły wodę a stopy niespodziewanie natrafiły na dno. Z całej siły odepchnął się od niego... by odkryć, że jest na mieliźnie i woda sięga mu tylko po pas. Widział przed sobą w wodzie połacie wodnej trawy - jego włosy zaś wydłużyły się momentalnie i przybrały lekko zielonkawy odcień. Naśladował sobą to, co widział, chwilowo nie kontrolując swych metamorfomagicznych przemian. Powoli pisk w uszach słabł, a Alexander zaczynał czuć lęk i ból. Nieznany strach, zdezorientowanie i poczucie bezradności. Obrócił się wokół własnej osi, oddychając ciężko, prawie spazmatycznie. Przeczesywał rozbieganym spojrzeniem ciemność by stopniowo zacząć dostrzegać jasne punkty świateł, mosty kawałek dalej i jasny cień brzegu znajdujący się kilkadziesiąt stóp od niego. Dość chwiejnie i niepewnie ruszył przed siebie, obejmując swoje ciało ramionami w sposób jak gdyby chciał zapobiec rozpadnięciu się na kawałki swojego torsu. Po kilku dłużących się chwilach wreszcie staną na suchym lądzie. Postąpił kilka kroków w przód, w stronę ciemnego kształtu na ziemi, który wydawał się być kłodą. Im bliżej podchodził tym wyraźniej jednak dostrzegał, że to co wziął za pień drzewa wcale nim nie było - na piasku leżała kobieta. Zakrwawiona.
Alexander wrzasnął, nim nie przycisnął obu dłoni do ust, zagryzając zębami palce. Zacisnął oczy i wmawiał sobie, że wcale nikt tam nie leży. Że jest tu sam. Myśli obijały się w jego głowie o siebie powodując mętlik trudny do opanowanie, Wtedy jednak uderzyło go coś: powinien jej pomóc. Nie wiedział skąd pojawiła się u niego ta myśl, nie wiedział przez chwilę skąd ta chęć ratowania kogoś, nim nie przypomniał sobie kim był. Alexander Selwyn. Gwardzista Zakonu. Stażysta w Szpitalu Świętego Munga. Otworzył powoli oczy i spojrzał jeszcze raz na kobietę. Jego serce kolejno zabiło mocniej, ścisnęło się strachem i zamarło, by znów pogalopować.
- Jo. Jo. Josie, Josephine, Jose. Jo - powtarzał jej imię w różnych kombinacjach, gdy padł na kolana w piach i ujął jej zalewaną krwią twarz w dłonie. Przetarł kciukami oczy, odgarnął pozlepiane posoką kosmyki włosów z czoła, potarł policzki. Nadal jednak nie panował nad sobą dostatecznie, bowiem jego twarz zaczęła przeobrażać się w tę, którą widział przed sobą - nie zakrwawioną, lecz tak samo poranioną, zmęczoną; o tych samych wypukłych policzkach, zgrabnym nosie i nienachalnie pełnych ustach.
- Zabiorę nas do domu, Jo. Zabiorę. Nie znajdą nas już - mówił łamiącym się głosem i gładził w tym czasie Josephine po twarzy, po głowie, przytulił ją w końcu do siebie barwiąc ubrania intensywną czerwienią jej krwi, a z jego oczu wypłynęło kilka łez, bowiem zrozumiał.
Żyli. Żyli i byli wolni.




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
Odrzucam twoją rzeczywistość i tworzę własną.
23
0
0
0
10
0
4
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Szmaragdowa Strzyża   13.08.17 14:14

Kolejny z licznych koszmarów. Bardziej wybredny, skomplikowany. Być może eliksiry zaczęły skuteczniej oddziaływać na jej osłabiony organizm. Strach nie chciał jej opuścić jak zwykle działoby się po upiornej nocy; tym razem skostniałe szpony zacisnęły się w stalowym uścisku na jej umyśle i ciele. Nie była sobą – z zimna i strachu, głodu i bólu. Nowe bodźce były zagłuszane, jak gdyby nie chciała przyjąć ich do siebie, mając je za nic więcej niżeli kolejne urojenia. Zapach majowych kwiatów, wody w korycie Tamizy i… Głos. Nie mogły być niczym innym. Nie otworzyła oczu, gdy szeptał jej imię – wręcz bardziej zacisnęła powieki, łudząc się, że w ten sposób odpędzi marę, która wzięła ją w ramiona. Nie czuła spływających łez powstałych z bezsilności, zbyt skoncentrowana na tym, co może za chwilę się wydarzyć. Co tym razem będzie dane jej oglądać? W czym będzie uczestniczyć? Nie po raz pierwszy zaleją ją fale obezwładniającego strachu. Nie utonie, nie tym razem. Być może to łagodny głos Alexandra obudził w niej wolę walki – jeśli pokona nawiedzające ją upiory, uwolni się od działania eliksiru? Chciałaby w to wierzyć. Drgnęła niespokojnie w ramionach mężczyzny, który miał identyczne zadanie, jak wszystkie nawiedzające ją wcześniej mary – zadać jej cierpienie, po raz kolejny sprawić, by poczuła strach. Właśnie wtedy jej dłoń dosięgnęła jego twarzy… z głośnym plaśnięciem, w który włożyła większość siły, jaka jej pozostała. Zaatakowała go i miała zamiar walczyć do ostatniego tchnienia – taka alternatywa wydawała jej się o wiele lepsza niż wysłuchiwanie słów uzdrowiciela, który koniec końców zabije jej brata. Po raz setny. Albo tysięczny. To nie ważne. Druga dłoń ze zdartymi do krwi paznokciami, powędrowała na jego klatkę piersiową, by odepchnąć go od siebie. Nie przypominała już zastraszonej dziewczyny, która ulega pod ciężarem wyrzutów sumienia i strachu. Uczepiła się tej iluzji możliwego zwycięstwa, nie zdając sobie sprawy jak nietrwały jest to stan, podobny do niezwykle kruchego szkła, pękającego pod najlżejszym naciskiem. - Dlaczego to robisz, ty psidwasynu?! – wrzasnęła chrapliwie. - Nie pozwolę ci na to. Słyszysz mnie?! Nie pozwolę ci…! – po raz kolejny go uderzyła, tym razem wkładając w to więcej siły, wiedząc, że Alex będzie przygotowany na jej atak. Spojrzała na niego butnym spojrzeniem, gotowa by zadać kolejne ciosy. Jej piersi unosiły się gwałtownie. Twarz zalana zimnym potem i ostrym rumieńcem jednocześnie, zdawała się płonąć. Wargi uniosły się ukazując znajdujące się pod nimi zaciśnięte w złowieszczym grymasie zęby. Nie ważne, że jej ciało gwałtownie zaprotestowało, a ból rozdarł zasklepiające się paskudne rany porozszczepieniowe. Chciała go zabić... Zanim on po raz kolejny ją rozszarpie.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
Alexander Selwyn
avatar

Gwardia Zakonu
Gwardia Zakonu
http://www.morsmordre.net/t927-alexander-selwyn#4785 http://www.morsmordre.net/t999-fumea http://www.morsmordre.net/t937-lubisz-moze-teatr#4917 http://www.morsmordre.net/f127-chelmsford-rezydencja-hylands http://www.morsmordre.net/t979-jaszczurka-a-selwyna
Stażysta w Szpitalu Św. Munga, hipnotyzer
21
Szlachetna
Kawaler
"Nie dajcie się tym ludziom, maszynowym ludziom z maszynowym umysłem i maszynowym sercem."
24
9
0
16
5
0
4
5
Metamorfomag

PisanieTemat: Re: Szmaragdowa Strzyża   04.09.17 23:06

Nie spodziewał się - ani pierwszego ataku, ani kolejnego. Nie spodziewał się również wyzwisk, które rzuciła w jego stronę Josephine. W chwili, gdy jej dłoń zderzyła się z jego twarzą, zostawiając na niej ciemny ślad z krwi Josie Alexander znieruchomiał. W głowie echem potoczyły się słowa wypowiedziane przez kogoś innego, głosem męskim, niskim i miękkim, acz w swoim tonie niosącym chłód.
Nie jesteś moim synem.
Selwyn sapnął, a gdy Josephine go odepchnęła bezwiednie poleciał w tył, lądując plecami na wilgotnym piasku. Jego oddech był nierówny i płytki, a twarz wykrzywiona strachem.
- Nie, nie, nie! - powtórzył rozpaczliwie błagalną mantrę, łapiąc się za głowę i zaciskając powieki. Drobinki piasku przyklejone do jego umorusanych w krwi dłoni zatańczyły pomiędzy włosami młodzieńca. Przerażony stracił panowanie nad swoją metamorfomagią, zmieniał twarze jak w kalejdoskopie, co kilka sekund stając się kimś nowym. Trwał zamknięty w strasznym świecie swojego umysłu - widział jak żywego ogromnego węża wyczarowanego przez swojego ojca. Gad rzucał się na niego, sycząc i błyskając kłami. Kolejna wizja była rozsierdzonego oblicza jego pana ojca, gdy ten wymierzał mu policzek. Jeden z wielu. Nigdy nie mógł sprostać oczekiwaniom ojca, zawsze zawodził. Jego wina. Jego wina w śmierci jego kochanej i dobrej matki. Alexander na wspomnienie wiszącej na sznurze pięknej kobiety o płomiennorudych włosach zawył; skulił się na chłodnym i szorstkim piachu, zatykając palcami uszy i spazmatycznie walcząc o oddech. Zapomniał o Josephine mimo tego, że zapach jej krwi wypełniał jego nozdrza metaliczną wonią, pochłonięty przeżywaniem swoich wewnętrznych koszmarów.
- Nie chciałem... nie chciałem... - zapłakał, a pojedyncze łzy wypłynęły zza zaciśniętych szczelnie powiek. To było takie niemęskie płakać. Za to na pewno dostałby srogie baty. Jak wtedy, gdy miał sześć lat i otwarcie złamał nogę. Ojciec zamachnął się z całej siły na chlipiącego Alexandra, tak że chłopiec zemdlał. I właśnie to wspomnienie ciemności i ciszy sprawiło, że oddech Selwyna odrobinę zwolnił i się unormował. Jeszcze kilka chwil zajęło mu, by całkowicie się uspokoić. Nie było nic. Cisza i ciemność.
W końcu otworzył oczy, choć nadal kurczowo zatykał sobie uszy. Widział jednak i skupił swój wzrok na jedynej rzeczy, jaką dostrzegał przed sobą. Na twarzy Josephine.
[bylobrzydkobedzieladnie]




If you're loved by someone
you're never rejected.
Powrót do góry Go down
Josephine Fenwick
avatar

Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
http://www.morsmordre.net/t3390-josephine-fenwick#58313 http://www.morsmordre.net/t3429-laverne#59532 http://www.morsmordre.net/t3431-josephine#59578 http://www.morsmordre.net/f264-maxwell-lane-17 http://www.morsmordre.net/t3428-josie#59531
przyszła aurorka
22
Czysta
Panna
Odrzucam twoją rzeczywistość i tworzę własną.
23
0
0
0
10
0
4
5
Czarownica

PisanieTemat: Re: Szmaragdowa Strzyża   12.09.17 1:03

Wola walki zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Uderzenie mężczyzny było zbyt dużym szokiem dla jej obolałego, przyzwyczajonego do braku ruchu ciała. Ciche jęknięcie wyrwało jej się z pomiędzy zaciskanych warg, byleby tylko nie krzyczeć. Tkanki dopiero co pokryły się strupem i wciąż były nazbyt wrażliwe, a powierzchnia ciała uszkodzona w zbyt dużej ilości, by mogła tak po prostu zignorować swoje obrażenia. Wykrwawiała się na posadzce więzienia, będąc jednocześnie tak blisko wyjścia i niemożliwe daleko, by uciec. Gdyby nie interwencja ich oprawców, nie dotarłaby żywa do celi, jaką dla niej przygotowali. Tylko po co poili ją różnymi eliksirami i pozwalali jej pławić się we własnych koszmarach?
Odwróciła się na bok i spróbowała podciągnąć się do góry, by uklęknąć i wstać. To jednak zbyt dużo, ledwo uszła kilka kroków, po czym zachwiała się i upadła na kamienie raniąc kolana i wnętrze dłoni, którymi asekurowała się przed upadkiem. Spróbowała podnieść się ponownie, równie usilnie jak nie starała się patrzeć w kierunku mężczyzny; widziała jednak, że działo się z nim coś dziwnego... Mienił się różnymi twarzami, nie mogąc przyjąć ostatecznej formy. Rozejrzała się rozpaczliwie wokół, szukając czegokolwiek co mogłoby jej pomóc - bez różdżki czuła się całkowicie bezbronna, chociaż w obecnym stanie na pewno nie rzuciłaby żadnego zaklęcia poprawnie, co gorsza jej obolałe ciało nie było zdolne do walki. Zrobiła kilka kroków w nie do końca świadomym kierunku zanim, po raz kolejny uderzyła kolanami o kamienie. Fizyczne odczucie własnego ciała, bólu przy każdym oddechu odrobinę ją otrzeźwił. Splunęła krwią z przygryzionego przy upadku - tylko przy którym? - języka, by w końcu spojrzeć w kierunku mężczyzny, którego wzięła za oprawcę, jednego z wielu pojawiających się w sennych marach. Mienił się różnymi, nieznanymi twarzami, przepełnionymi niepokojem i bólem, jednak jego oczy... Rozpoznawała je, chociaż nie mogła dostrzec charakterystycznych dla uzdrowiciela ogników. - Alexander? - głos miała cichy, zachrypnięty od krzyku i łez, niepewny, jakby bała się, że nie potwierdzi. Pozwoliła mu koncentrować się na jej twarzy, ostrożnie zbliżając się w jego kierunku - wciąż niepewnie, jakby obawiając się pułapki, z drugiej strony była u kresu wytrzymałości. Byli bezpieczni, jednak brzeg rzeki nie należał do najlepszych miejsc na opadnięcie z sił. Ostrożnie przysiadła obok i musnęła opuszkami palców wierzch jego dłoni - delikatnej i silnej jednocześnie jak na uzdrowiciela przystało i pokrytej mazami krwi... Tym samym chciała przeprosić go za wcześniejsze zachowanie, a także podjąć próbę ostatecznego zakotwiczenia go tu i teraz, w rzeczywistości. Obydwoje musieli otrzeźwieć i skupić się na obecnej chwili, pokonać własne koszmary. - Alex, musimy stąd iść... Ale... Co my tutaj...? Jak? - im bardziej starała się cokolwiek sobie przypomnieć, tym bardziej wspomnienia zlewały się ze snem. Nie wiedziała, dlaczego przy Alexandrze zawsze wychodziła na bardziej niezdarną niż była w rzeczywistości, lecz tym razem, całkowicie świadomie pragnęła, by jej pomógł. Jakby rzeczą całkowicie oczywistą była jego znajomość odpowiedzi, kiedy ona sama gubiła się we własnych myślach.
Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak tragicznie muszą wyglądać dla kogoś z boku. Na samą myśl wybuchnęła krótkim, rozpaczliwym śmiechem. Żyli. Niemożliwe, lecz jednak żyli. Wbrew wszystkiemu i wszystkim. Śmiech urwał się równie szybko, gdy tylko zdała sobie sprawę, że są sami... Rozpaczliwie rozejrzała się po okolicy, lecz nie dostrzegła nigdzie Berta, chociaż pamiętała, że został pochwycony wraz z nimi. Każdy z nich brał odpowiedzialność za swoje decyzje i wiedział na co się pisze, w końcu odsiecz mogła - i skończyła się - niepełnym powodzeniem, lecz nie wybaczyłaby sobie, gdyby Bottowi stała się jakaś krzywda. Rozejrzała się po raz kolejny, starając się podnieść, by móc zobaczyć więcej - bezcelowo, tym razem opadła z powrotem na kamienie. Dlaczego, na Merlina, nie było go z nimi? - Alex... Och, nie, nie, nie... - wyszeptała zanim zakryła usta dłońmi, a łzy zmieszały się z krwią na policzkach - rany z miejscowo powbijanym szkłem zapiekły, dając o sobie znać. Jej wybuch musiał wydawać mu się równie gwałtowny co niespodziewany, jednak musiała płakać, by poczuć cokolwiek innego, by wyzbyć się niepokoju wzbierającemu niczym morskie fale podczas sztormu.





these violent delights have
violent ends...
Powrót do góry Go down
 

Szmaragdowa Strzyża

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Londyn :: Dzielnica portowa :: Magiczny port-
Styl: Evandra + Cassandra



Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.



Baner small nobg Redoran- gra tekstowa fantasy

Morsmordre 2015-17