Wydarzenia


Ekipa forum
Czerwony las
AutorWiadomość
Czerwony las [odnośnik]17.06.21 18:42
First topic message reminder :

Czerwony las

To miejsce jest wiecznie skąpane w karminie, niezależnie od pory dnia. Trawa przybiera kolor ognistej czerwieni, brąz kory drzew miesza się ze szkarłatem, a liście swoją barwą przypominają rumianą jesień. Podobno wygląd tego odcinka northumberlandzkich lasów jest wynikiem szalejących jeszcze do niedawna anomalii, choć nikt nie jest w stanie potwierdzić tego ze stuprocentową pewnością. W nocy zazwyczaj można spotkać tu świetliki, od wschodu słońca - brzękotki lgnące do odwiedzających. Co ciekawe, spomiędzy traw i mchów nigdy nie wyrastają grzyby, bo wszystkie z nich zastąpiły chorbotki, których znaleźć w czerwonym lesie można na pęczki.
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czerwony las - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Czerwony las [odnośnik]17.09.21 19:49
29.01

Z każdym dniem uświadamiał sobie, że mieli za mało ludzi. Biuro Aurorów funkcjonowało świetnie, gdy byli elitarną jednostką stworzoną do zwalczania czarnej magii w kraju i tropienia szajek w Londynie. Teraz, gdy samo Ministerstwo wydało przyzwolenie dla czarnoksiężników, a w Wielkiej Brytanii szerzyła się wojna, w dawnych służbach brakowało ludzi - dlatego Tonks w pełni rozumiał skierowaną do niego prośbę Cartera. Każda różdżka będzie na wagę złota, szczególnie jeśli dojdzie do starcia ze szmalcownikami.
Nie miał jednak zamiaru wpadać w zasadzkę. Szybki zwiad powinien wyjaśnić, czy w tym lesie naprawdę ukrywali się zbiegli z Durham mugole i być może przynieść odpowiedź, jak wielkie siły się na nich czaiły. Pieprzony Wilkes. Czasem Mike łapał się na myśli, że najchętniej zabiłby ich wszystkich, wymierzył rozumianą po swojemu sprawiedliwość, rozszarpał im gardła... ale potem przypominał sobie, że jest aurorem, a nie wilkiem i że mają do wygrania wojnę, a nie bitwę.
Pomyślał o kilku osobach, których zapał i doświadczenie mogły się przydać w Northumberland, ale najpierw musiał wybadać całą sytuację. A jedna konkretna osoba mogła mu w tym znacząco pomóc swoimi talentami - i niezależnie od nich, powinna dowiedzieć się o całej sprawie. W końcu to ona pomogła ująć Wilkesa, a także udaremnić jego poprzednią zasadzkę. Thalia Wellers była pierwszą czarodziejką, o której Tonks pomyślał przeczytawszy informacje od Cartera - i ku jego uldze, niezwłocznie odpowiedziała na list.
Przyleciał do lasu na miotle, zabrawszy z domu odpowiednie zaopatrzenie. Wylądował miękko na polanie, na której umówił się z Thalią i czujnie rozejrzał, zacisnąwszy palce na różdżce.
Pojawiła się i ona, punktualnie.
-Co jedliśmy albo prawie jedliśmy w przeddzień Wigilii? - zapytał prędko, mając na myśli spotkanie z rudowłosą i Castorem przy stoisku z czekoladowymi żabami.
Poczekał na odpowiedź i dopiero wtedy minimalnie się rozluźnił, choć jasne oczy wciąż czujnie lustrowały okolicę.
-Pamiętasz Wilkesa? - zaczął ściszonym głosem. -Nasi ludzie przesłuchlali jego kompanów. Ponoć w tym lesie ukrywają się mugole, pragnący przedostać się z Durham w bezpieczniejsze miejsca. Po pierwsze, szmalcownicy nie pozwalają im iść dalej, zaganiając ich z powrotem do lasu. Co za bezczelność, ludzie Ministerstwa na ziemiach prawowitego Ministra... - wtrącił, omal nie przeklinając pod nosem. Po jego minie Thalia mogła poznać, jak bardzo chciałby się ich pozbyć. Opanował się prędko, spoważniał i kontynuował. -Po drugie, ponoć niedługo mają uderzyć na obozowisko mugoli - musimy działać szybko, dowiedzieć się kiedy, zdążyć z ewakuacją. Po trzecie... nie wiemy, czy cokolwiek z tego jest prawdą. Mugole, obóz, to może być zasadzka, a szmalcownicy szykują się na nas. Idziemy na zwiad, a jeśli znajdziemy kogoś, kogo mogłabyś... - uśmiechnął się blado, zawieszając znacząco głos.
Skoro tutaj była, to prawdopodobnie zgodzi się na cały plan, ale nie zamierzał jej zanadto narażać.
-Jak twoja forma? Magicus Extremos. - upewnił się, a potem zwrócił na nią różdżkę. Chciał wesprzeć ją białą magią, dodać jej mocy i energii. Nie wiedział, co zastaną w lesie, a powinna być gotowa na wszystko.

ekwipunek we wsiąkiewce


Can I not save one
from the pitiless wave?



Ostatnio zmieniony przez Michael Tonks dnia 12.10.21 5:11, w całości zmieniany 1 raz
Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 43 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Czerwony las - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Czerwony las [odnośnik]17.09.21 19:49
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 61

--------------------------------

#2 'k8' : 8, 5, 5, 1, 7, 6, 2, 5, 2
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czerwony las - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Czerwony las [odnośnik]18.09.21 0:47
List od Michaela, obecnie będący jedynie rozwianym przez wiatr popiołem, niezbyt ją zaskoczył. Owszem, kolejne podziękowania za produkty nieco ją rozbawiły, bo przecież nie dla przysług i odwdzięczania się to zrobiła, treść główna była jednak o wiele poważniejsza. Nie dziwiło ją to, że Wilkes miał do powiedzenia więcej, niż mogłoby się zdawać – akcja w szklarniach była dobrze zorganizowana, co mogło dawać podstawy do przypuszczenia, że nie była ona pierwszą. Albo nie była z ramienia rzeczonego…policjanta? Tym chyba był.
Ponieważ jednak nie stanowił on jej zmartwienia od czasu przejęcia go przez aurorów, a ona miała jeszcze dużo spraw do załatwienia, kierowała się raczej zasadą, że z pamięci uciekło jej dalsze działanie – chociaż pamiętała wygląd, na potrzeby pożyczając czasem jego element, tak jakby musiała akurat udać kogoś innego. Częściej wybierała anonimowe twarze, będące kolarzem wyglądu paru osób, dla uniknięcia jednoznacznego rozpoznania. To ostatnie budziło zbyt wiele pytań, a zbyt wiele pytań prowadziło do wielu problemów.
Teraz jednak miała wykorzystać swoje „talenty” – czymkolwiek to miało być, poza jedną, jedyną, oczywistą kwestią – i wspomóc Michaela w jego działaniu na tym terenie. W politykę się niezbyt bawiła, ale kiedy ludzie potrzebowali pomocy, nie odmawiała, wiedząc, że każda dłoń teraz mogła wspomóc ludzi, którzy nierzadko musieli zostawić cały swój dobytek. Nie namyślała się zbytnio, łapiąc swoją miotłę kiedy przyszedł odpowiedni czas na wylot – chociaż ile czasu nie spędzała na niej od czasu szkoły i ostatniej wycieczki z Billym, to wiedziała jedynie ona. Dopiero kiedy wylądowała niedaleko miejsca spotkania – na wszelki wypadek, aby jednak sprawdzić, czy ktoś nie zamierza lądować gdzieś za nią – skierowała się w stronę, gdzie spodziewała się ujrzeć swojego ulubionego aurora. Przyszła niezmieniona, tak, jak obiecała, chociaż skróciła swoje włosy tak, aby sięgały jej za ucho, tak aby pomagało to w poruszaniu się i działaniu.
- Czekoladowe żaby. Ale dostałam potem jedna na święta, więc cóż, mogłam otrzeć łzy ze swojej dobroci. – Parsknęła, nawet nie mając sobie tego za złe, raczej śmiejąc się z faktu, że tak szybko otrzymała coś, co tak łatwo oddała. Nie przewidziała jednak takiego prezentu od Reggiego.
Przyszedł jednak czas na to, aby spoważniała, skupiła się więc na jego wyjaśnieniach, starając się nie wywracać zbyt mocno oczyma na to, czy pamiętała Wilkesa. Nie, Mike, zdążyłam zapomnieć, przyleciałam na kurs tańca towarzyskiego! Ugryzła się w język, myśli chowając dla siebie i spoglądając w las przed nimi. Nie parsknęła nawet na ten patetyzm z prawowitym Ministrem Magii, jakby to w obecnych czasach miało jakiekolwiek znaczenie, przytakując temu, co właśnie powiedział. Miał rację, łatwo było zwabić tutaj mniej doświadczone osoby usilnymi prośbami o pomoc, a z drugiej strony nie było co zwlekać. Kiedy tylko zakończył dramatycznym efektem, spoważniała już całkowicie, jak zawsze pocierając kącik ust w zamyśleniu.
- Zmiana sama w sobie nie jest problemem, chociaż doceniam jeżeli zaczniemy chodzić w miejsca, gdzie rozbieranie się do naga jest nieco łatwiejsze. – Musiała zmieniać całkowicie strój, bo raczej podejrzane, że w środku lasu znajdowała nowe ubranie jako inna osoba, teraz jednak nie to było problemem. – Jednak od czasu zmiany można powiedzieć, im szybciej zareagujesz, tym będzie lepiej. Mogę udawać gorsze samopoczucie, problemy mniejsze bądź większe, ale nie znając tej osoby, nie pociągnę tego zbyt długo. Nie martwię się o siebie, to tam wiesz, zignorować możemy, ale jeżeli wszystko okaże się prawdą, czy masz chociaż podstawowe kroki do następnego działania? Jeżeli odkryją prawdę i postanowią zaatakować… - Wolała nie myśleć w tych kategoriach, ale musiała się z tym liczyć, a chyba nie wybaczyłaby sobie do końca życia, gdyby z jej winy teraz ktoś zginął. Zrobi wszystko co w swojej mocy, aby ciągnąć szaradę, ale prędzej czy później ktoś się zorientuje. Wolałaby, aby to było później, kiedy będą już związani i skrępowani.
Jak tam forma?
- Metamorfomagia? Cudownie jak zawsze. Pozostała reszta? Coś jakbym miała już kryzys wieku starczego – burknęła cicho, unosząc brwi, kiedy tylko dojrzała wycelowaną w siebie różdżkę. Nie zdążyła jednak odpowiedzieć ani zareagować, czując nagły przypływ mocy w swoim ciele. Zamrugała zaskoczona, spoglądając na swoją dłoń, jakby spodziewała się, że zobaczy jeszcze wizualne potwierdzenie zaklęcia…cóż, nie można mieć wszystkiego, prawda?
- Homenum Revelio – szepnęła cicho, wyciągając własną różdżkę. Trzeba zobaczyć, jak to panu aurorowi wychodzą zaklęcia.

Ekwipunek: różdżka, szata, dobrze wyważony nóż (+10 do obrażeń ciętych), kryształ teleportujący, miotła.
Rzut na Homenum Revelio (ST 65, +21 za zaklęcie Mike'a, 12 w OPCM) + rzut na zdarzenie
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Czerwony las [odnośnik]18.09.21 0:47
The member 'Thalia Wellers' has done the following action : Rzut kością


#1 'k100' : 34

--------------------------------

#2 'Zdarzenia' :
Czerwony las - Page 2 CdzGjcQ
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czerwony las - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Czerwony las [odnośnik]20.09.21 2:30
Uśmiechnął się z ulgą, gdy poprawnie odpowiedziała na pytanie. Chciał się łudzić, że rozpoznałby ją nawet bez tych testów, bez Veritas Claro (którego rzucanie nieustannie kusiło, a Tonksa powstrzymywała jedynie potrzeba oszczędzania sił i energii), bez wszystkich zabezpieczeń, normalnie. Normalne czasy jednak się skończyły, a on - choć spostrzegawczy - stawał się boleśnie świadom własnych ograniczeń. Choćby tego, że nie znał charakterystycznych tików Thalii równie dobrze, jak gestów własnych sióstr, które rozpoznałby wszędzie. Panna Wellers powróciła w końcu do jego życia we własnej osobie dopiero jesienią, a przyjaźń przez lata budowali korespondencyjnie.
Na wojnie nic nie było normalne, ale pokrzepienie niosła myśl, że nawet aurorzy mieli się na baczność przy oszustach i metamorfomagach. Tym razem miał utalentowaną aktorkę po swojej stronie i zamierzał to dobrze wykorzystać. Może i Carter nie zdołał zmusić ludzi Wilkesa do wyznania całej prawdy, ale przynajmniej nikt nie uciekł z zasadzki aurorów. Nikt nie zdążył przekazać reszcie szmalcowników, że ludzie Longbottoma mieli teraz po swojej stronie kogoś, kto był zdolny podszyć się pod niemalże każdego.
-Mam nadzieję, że dzisiaj wystarczy jak zabierzesz komuś buty i płaszcz. - uśmiech nieco zbladł. -Zimno tu. - nie pamiętał tak srogiej zimy i na pewno nie zamierzał pozwolić Thalii rozbierać się w taką pogodę, o ile nie znajdą leśniczówki albo szałasu.
-Jeśli postanowią nas zaatakować, to mam... - czy miał pewność, że ich pokona? Nie, nie wiedział jak wielu jest przeciwników. -Jestem lepiej szkolony, ale zadbałem też o drogę ucieczki. - wzruszył ramionami, znacząco klepiąc się po kieszeni. Jeszcze zanim zobaczył własny gończy, nie rozstawał się z awaryjnym świstoklikiem. Znał zbyt wiele sekretów Zakonu Feniksa, nie mógł dać się złapać. Na pewno nie żywcem, ale o truciznę nie zdążył jeszcze nikogo poprosić. -Co do mugoli, też mam plan. - dodał ściszonym głosem. Jeśli coś dziś pójdzie nie tak, poszedłby ich ratować choćby sam (nie wątpił też, że Wellers nie pozwoliłaby mu iść na gromadę szmalcowników samemu - on zaś nie chciałby jej narażać i osiągnęliby impas)- ale zawczasu zadbał o świstokliki i uprzedził sprawie kilka zaufanych osób. -Jeśli wpadnie nam w ręce... czyjaś tożsamość to zadziałamy szybko i wymyślisz jakąś wymówkę aby zniknąć zanim nabiorą podejrzeń.
Nie mieli jeszcze gwarancji, czy w lesie faktycznie ukrywali się mugole i czy uda im się znaleźć jakiegokolwiek pojedynczego szmalcownika lub mniejszą grupę wrogów, ale musieli próbować. Nie zamierzał opuszczać Northumberland dopóki nie zdobędzie konkretnych informacji - przekazane przez Cartera wieści były zbyt poważne, by je zignorować.
-Widzisz coś? - zapytał ściszonym głosem, gdy Thalia rzuciła Homenum Revelio. Po jej minie wywnioskował, że chyba tak - więc nie czekając na odpowiedź, postanowił uzupełnić posiadane przez Wellers informacje. -Festivo. - jeśli w pobliżu kryli się ludzie, zaklęcie pomoże ustalić, czy to czarnoksiężnicy. Różdżka Michaela zadrżała lekko, wykrywszy inną różdżkę - powiązaną z czarną magią. Kilka metrów od nich, za drzewami.
Ktokolwiek to był - zbliżał się.
-Ukryjmy się. - pociągnął Thalię za rękaw, chcąc wycofać się w stronę drzew. Zanim zdążyli zniknąć pomiędzy pniami, na polanę wypadła jednak dwójka ludzi - Wellers mogła dostrzec ich już wcześniej, dzięki rzuconemu zaklęciu.

Przybysze również zobaczyli dwójkę czarodziejów. Jeden z nich, jasnowłosy nastolatek w podartym mugolskim płaszczu i zdecydowanie zbyt lekkich jak na zimę butach, biegł ile sił w nogach, ale wyraźnie opadał z sił.
-Pomocy! - wychrypiał, ale na widok różdżek Thalii i Michaela w oczach rozbłysło mu przerażenie. Skręcił lekko w bok, jakby chciał ich wyminąć i biec dalej.
-Plumosa! - krzyknął drugi mężczyzna, postawny i krótko ostrzyżony, celując w plecy nastolatka. Na twarzy czarnoksiężnika błąkał się nieco szyderczy uśmiech - gra z mugolami w kotka i myszkę była całkiem zabawna, choć nie mógł się doczekać planowanego ataku na ich obozowisko. Do tej pory pozostawało mu zabijanie czasu i zabijanie pojedynczych szlam. Zgodnie z rozkazami, miał im nie pozwolić opuścić lasu i wywiązywał się z tych rozkazów sumiennie. Ten chłopiec - szybki, musiał mu to przyznać - wymknął się z kryjówki aby nazbierać gałęzi na opał. Edward zaskoczył go, gdy nastolatek miał już pełne naręcze drewna. Nie przewidział tylko, jak szybko tamten będzie uciekać. Kilka zaklęć załatwi sprawę i...
...nie tyle chybił, ale wypowiedział inkantancję zbyt pośpiesznie. Szmalcownik przystanął, nagle coś zadrapało go w gardle. Zakaszlał krwawo, z trudem łapiąc powietrze, ale szybko wziął się w garść i obrzucił czujnym spojrzeniem dwójkę czarodziejów.
Na widok tego poszukiwanego, w oczach błysnęło mu rozpoznanie i chciwość. Skierował różdżkę na Michaela, ale i Thalia i Tonks mieli jeszcze szansę zareagować.





wszystkie rzuty & z uwagi na wysoką spostrzegawczość szmalcownik atakuje pierwszy i obrażenia npc za nieudany atak

Statystyki szmalcownika Edwarda: 15 CM, 15 OPCM, 5 zwinność, 10 sprawność, żywotność 185/200 (9 duszonych, 6 psychicznych)
Statystyki mugola: 10 zwinność, 5 sprawność, żywotność 80/100 (odmrożenia)


Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 43 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Czerwony las - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Czerwony las [odnośnik]20.09.21 3:44
Może kiedyś będzie wiedział, że to ona, może kiedyś po prostu na jej widok uśmiechnie się i roześmieją się z jej kolejnej metamorfomagii – ale nie zapowiadało się, aby to było teraz, kiedy zmiana tożsamości, czy też chociażby sama próba, mogła zadecydować o czyimś życiu. Nie, żeby wcześniej nie znała tego uczucia, tej drżącej obawy za każdym razem, kiedy tylko ktoś przyglądał jej się dłużej niż zazwyczaj. Kiedy miała wrażenie, że wymówki brzmią coraz bardziej absurdalnie. Czy gdyby ją przyłapali na środku morza, byliby łaskawi na tyle, by odwieźć ją gdzieś skąd przynajmniej mogłaby znaleźć sposób powrotu „do domu”? Wątpiła, nie kiedy była świadkiem tego, jak kapitan po prostu zepchnął człowieka z pokładu…trzask kości i krew na drewnie do dziś wryły się w jej pamięć.
Mimo to, zawsze chętnie oferowała swoje usługi przyjaciołom, zwłaszcza jeżeli miały nieść pomoc tym w potrzebie. W pewien sposób lubiła to tak, jak Michael lubił pojedynki. Niekoniecznie te na śmierć i życie, bardziej te wszystkie w towarzystwie, gdzie wiadomo było, że nie zadzieje się poważniejsza krzywda, a mimo to wciąż można było poczuć ten dreszcz emocji. Teraz nie było to takie oczywiste, ale nie odmówiłaby. Zresztą, ufała Tonksowi – miał od niej o wiele szersze doświadczenie w zakresie przeprowadzenia takich akcji i chociaż mogła podrzucić swoje sugestie, ostatecznie zamierzała uszanować jego decyzje i się im podporządkować bez narzekania.
- Uwierz mi, w wypadku tych ludzi każdy szczegół się liczy. Mogą być na tyle pyszni i przekonani o swojej dobrej sytuacji, że nie zwrócą uwagi, może jednak też się okazać, że irytacja z pobytu w tym miejscu, dlatego będą dopatrywać i czepiać każdego szczegółu. – Nastrój wyzwalał człowieku najróżniejsze, czasem najpodlejsze odruchy, dlatego musiała go brać pod uwagę. Nie bez powodu też zresztą nosiła ubrania, które dla niedoświadczonego i niezeznającego jej talentu człowieka wydawały się tańszym wyborem ubrań nad wyrost, z męskiej mody, bo jakże by inaczej. Mało kto jednak rozważał fakt, że pozwalały się one równie łatwo wtopić w tłum gdy tylko zmieniała postać na męską. Lepiej dla niej, nie potrzebowała ludzi patrzących jej na ręce. – Wiem, ciężko znaleźć jakieś puste miejsce które dobrze jest ogrzać, a w lesie już nie mogę nocować bo jest za zimno.
Wojna, problemy z jedzeniem, jakieś magiczne demony, teraz jeszcze zima stulecia – czy wszystko musiało się zawalić w jednym momencie? Spojrzała jeszcze na Michaela kiedy zawahał się na chwilę, potrząsając lekko głową.
- Nie musisz się tłumaczyć… - Sama delikatnie wsunęła dłoń do kieszeni, wysuwając z niej ostrożnie kryształ, którego działania rozwijać teraz nie chciała, ale w nawiązaniu do dróg ucieczki Michael mógł zrozumieć, co dokładnie miała na myśli. Na wspomnienie planu skinęła równie oszczędnie głową, wiedząc, że większe rozważania wysnuć będzie można dopiero wtedy, kiedy uda im się złapać kogoś albo w inny sposób rzucić nieco światła na całą sytuację. Na pewno nie puściłaby go samego, chociaż bardzo dobrze wiedziała, że jej talenty niekoniecznie leżały w walce, nie puściła by go jednak aby szedł bez jakiejkolwiek obstawy.
- Postaram się, wiesz o tym, musimy jednak rozważać wszystkie alternatywy. – Czy chcieli czy nie chcieli, jej podszywanie się mogło wydać się dość szybko, a co działo się potem będzie zależało już od tego, jak dobrze uda jej się wyłgać. Na pewno będzie musiała ich zainteresować jakimś wydarzeniem albo skusić ofertą – na tyle, by szmalcowników dało się przetrzymać do przybycia posiłków którzy mogli zadbać o mugoli i wyłapać szmalcowników. I ewentualnie wygrzebać ją gdzieś spod śniegu.
Jasne poświaty ujawniły jej sylwetki dwójki ludzi, nie było jednak czasu aby zachwycać się tym, jak cudownie działało zaklęcie kiedy miała odrobinę więcej mocy, bo widocznie obydwie postacie zbliżały się w ich stronę.
- Dwójka ludzi, biegną na nas. – Nie musiała jednak tłumaczyć tego Michaelowi, bo Tonks złapał ją za rękę, by zniknąć gdzieś w gąszczu. Nie udało się to jednak, ale ciężko powiedzieć, że żałowała – może dlatego, że biedny chłopak, który wypadł na nich miał takie przerażenie w oczach, że miała wrażenie, że sekundę później mógł nastąpić jego koniec. Złapała chłopaka za poły płaszcza, odpychając go tak, że teraz znajdował się zarówno za nią jak i za Michaelem.
- Na ziemię i nie podnoś się! – syknęła w jego kierunku, korzystając z faktu tej krótkiej chwili, kiedy ich przeciwnik łapał się za gardło. Mieli szansę zakończyć to w miarę szybko, chociaż pewna koślawa myśl sugerowała, że wcale nie jest to takie łatwe i na pewno nie będzie. Sama jednak tym bardziej musiała skorzystać z okazji, tym bardziej, że dłoń obcego czarodzieja skierowała różdżkę w kierunku Michaela.
- Expelliarmus! – Może to niewiele da, o ile zaklęcie wyjdzie, ale przynajmniej może zyskają na czasie.

Rzut na Expelliarmus, ST 65 - 12, +21 do rzutu (działanie Magicus Extremos), idziemy do szafki
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Czerwony las [odnośnik]20.09.21 3:44
The member 'Thalia Wellers' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 25
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czerwony las - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Czerwony las [odnośnik]27.09.21 23:42
wyszliśmy z szafki z tarczą

Opuścił powoli różdżkę, omiatając okolicę kontrolnym spojrzeniem. Nikogo innego nie było w zasięgu wzroku, spetryfikowany i związany szmalcownik leżał nieruchomo na ziemi, a mugol wciąż tkwił bezpiecznie pod Muscipulia. Wreszcie Mike przeniósł uważne spojrzenie na Thalię, lustrując ją wzrokiem od góry do dołu, jakby chcąc ocenić, czy na pewno nie jest ranna. Nie widział ani nie słyszał, by groziło jej cokolwiek poważnego, ale w ferworze walki coś mogło mu umknąć.
-Jesteś cała? Dobra robota, skutecznie go rozproszyłaś, nie zdążył zrobić nic chłopakowi. Przesłucham go, a ty porozmawiaj z młodym. Zacznę razem z tobą, w razie czego powiem coś... mugolskiego, co wzbudzi zaufanie. Chociaż, to ty prędzej wzbudzasz zaufanie. - zaproponował Thalii szeptem, uśmiechając się blado. Może i był mugolakiem, ale ona była kobietą, co prawda równie waleczną jak Michael i niekiedy bardziej wygadaną, ale mającą szansę wydać się przerażonemu mugolowi mniejszym... zagrożeniem.
Nie spuszczając z oczu szmalcownika, powoli postąpił kilka kroków w tył, w stronę mugola.
-Już po wszystkim, spętaliśmy go. Nic ci nie zrobi. Nic ci nie zrobimy, chcemy wam pomóc. - odezwał się głośniej, łagodniej, nie będąc pewnym ile chłopak widział zza pęt Muscipulii. Nie chciał, by ten zaczął uciekać. Dopiero gdy skończył mówić, machnął lekko różdżką i pomyślał Finite Incantatem by zdjąć własne zaklęcie.
Magiczne pęta zniknęły, a oszołomiony chłopak kucał bezradnie w śniegu. Choć oddychał już spokojniej, to spojrzenie wciąż miał rozbiegane. Zapach strachu.
-Hej, jestem Mike. Tonks. - gdzieś w głębi duszy zastanawiał się, czy chłopak mógł kojarzyć nazwisko, widzieć plakaty - jego lub siostry. Na twarzy młodzieńca nadal odbijało się niezrozumienie, ale może to i lepiej, w końcu listy gończe nazywały ich niebezpiecznymi. Teraz byli z Thalią dla mugola tylko nieznajomymi, ale jakoś wzbudzą jego zaufanie - a przy okazji Tonks zaczął się z troską zastanawiać, jak długo grupa ukrywała się w Durham i w tym przygranicznym lesie. Najchętniej spytałby wprost, ale wiedział, że nie tędy droga. Liczył, że Thalia zrobi to trochę delikatniej. -To moja przyjaciółka, Thalia. Jesteśmy z biura aur... kojarzysz ten western, o szeryfie, który zostaje wyjęty spod prawa po dojściu do władzy złego burmistrza, ale to pozwala mu uratować więcej osób? Jesteśmy kimś takim. - uśmiechnął się, podając chłopakowi rękę aby pomóc mu wstać.
-Pan zna... - dopiero słysząc o mugolskim filmie, chłopak spojrzał na Mike'a z zaskoczeniem, a potem podał mu rękę i chwiejnie wstał.
-Jasne, że tak. Umiem czarować, ale jeszcze nie jestem taki stary i pewnie wychowaliśmy się w podobnych domach. I mów mi po imieniu. Jak masz na imię?
-J...Joe.
-Zostawię was na chwilę, dobrze, Joe? Muszę go przesłuchać. - zaproponował nastolatkowi, uśmiechając się ciepło i do niego i do Thalii. Kątem oka spoglądał na szmalcownika w trakcie całej rozmowy, ale Petryficus zdawał się trzymać mocno.
Mike odszedł od dwójki o kilka kroków, tak by kucnąć nad spetryfikowanym mężczyzną i nadal słyszeć rozmowę Thalii i Joe. Gdy wracał do pojmanego szmalcownika, uśmiech momentalnie spełzł mu z twarzy, a spojrzenie stało się lodowate.
-Zimno, prawda? - zagaił, przytykając różdżkę do gardła mężczyzny. -Posłuchaj mnie uważnie, bo widzę, że mnie rozpoznałeś. - wbił różdżkę mocniej w jego szyję, bo mógł. Pchnął tym samym brodę spetryfikowanego do góry, zmuszając mężczyznę aby spojrzał mu w oczy.
-Podnosisz różdżkę na cywili na ziemiach Longbottomów, za co w czasach pokoju powinno czekać cię więzienie. Za zeznania tego chłopaka - coś jeszcze gorszego. Ale tak się składa, że wpadłeś w moje ręce, a ja... z jednej strony nie grzeszę cierpliwością, a z drugiej umiem zabijać powoli. - szeptał chrapliwie, tak, by słyszał go tylko więzień. -Szczególnie, gdy ktoś podnosi rękę na dzieciaki. Mam młodsze rodzeństwo, sam widziałeś na plakatach. - kontynuował, na chwilę porzuciwszy pokerową twarz aby wpleść w swój monolog upiorny, wilczy uśmiech. Zastraszanie nie sprawiało mu przyjemności, zabijanie i groźby też, ale wiedział już, co działało, wiedział, kogo ludzie się bali. Szaleńców i bestii.
Skoro i tak go za kogoś takiego uważali, to proszę bardzo. Niech ten szmalcownik pozna dobrze niebezpiecznego rebelianta z Zakonu Feniksa.
-Ale, może miałbym interes w przetransportowaniu cię do tego nieistniejącego więzienia. - wzruszył lekko ramionami. -Powiesz mi wszystko, co wiesz o waszych planach i obozowisku i kupisz tak swoje życie. I powiesz mi to szybko, zanim porozmawiam z dzieciakiem - bo jeśli wysłucham od niego, co robiłeś tym ludziom, to pewnie będę bardzo, bardzo zirytowany. - syknął, nie odrywając wzroku od znieruchomiałych źrenic mężczyzny. Widział w nich błysk przytomności, wiedział, że ten rozumie. Uwierzy? -Teraz zdejmę Petryficusa, a ty zaczniesz mówić, cicho i do rzeczy. Jeden krzyk, jeden numer, a poślę w twoją szyję Lamino. - syknął, podnosząc się z kolan i stając nad szmalcownikiem.
Finite Incantatem.


poglądowo, zastraszanie II (+30)
>40 - Ed się mnie nie słucha i zaczyna krzyczeć o pomoc
40-70 - Ed kooperuje, ale lakonicznie
70-95 - Ed kooperuje
95+ - wyśpiewa wszystko





Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 43 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Czerwony las - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Czerwony las [odnośnik]27.09.21 23:42
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 56
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czerwony las - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Czerwony las [odnośnik]29.09.21 13:04
Wymiana zaklęć nie była niczym dziwnym – nie w ich świecie – a mimo to, kiedy przeciwnik padł w końcu pod zaklęciem Michaela, poczuła się dziwnie. Dreszcz, który przebiegł przez jej ciało był niczym, w porównaniu do emocji, tej schodzącej adrenaliny, tego zdenerwowania, któremu nie mogła teraz dać ujścia. Nie mogła rzucić różdżką z emocji, uderzyć drzewa, krzyknąć, bo nie wszystko się skończyło, a ona sama musiała się opanować. Michael mógł dostrzec cień gniewu, który przebiegł przez jej twarz, kiedy jednak odwróciła się w jego stronę, spojrzenie miała już chłodne i stanowcze.
- Tak, wszystko w porządku, a u ciebie? – Również nie widziała, aby którekolwiek z zaklęć jakoś zrobiło Michaelowi krzywdę, wciąż jednak nie była pewna, a adrenalina sprawiała, że wciąż jeszcze krew szumiała w jej uszach. Opanowywała się jednak, skupiając się już na tym, że trzeba było tez zająć się efektami „tu i teraz”. - Najważniejsze, że szybko go zdjąłeś i że z nim wszystko w porządku. – Błękitne tęczówki skierowała tym samym na omawianego mugola, parskając pod nosem kiedy Tonks zaoferował się powiedzieć coś mugolskiego. Tak Mike, powiedz coś po mugolsku.Powiedział nikt nigdy… - mruknęła jeszcze, komentując kwestię odnośnie zaufania jej osobie, posłała mu jednak uśmiech, różdżki chowając do kieszeni. Wiedziała, że z jednej strony nie powinna ich tak szybko odkładać, z drugiej lepiej było, aby dzieciak (bo w sumie nim jeszcze był nieznajomy uciekinier) nie widział już zbyt wielu ludzi celujących w niego różdżkami, przynajmniej dopóki nie wyrazi sam na to zgody.
Pozwalała Michaelowi mówić w tym momencie, nie chcąc krążyć nad chłopcem w momencie, kiedy wciąż czuł się zagrożony. Mogła co prawda odjąć sobie parę centymetrów, tak aby nie wydawać się aż takim zagrożeniem, wolała jednak wykorzystać swoje siły na późniejszą przemianę, a nie marnować ją teraz na parę bzdur. Pomachała zza pleców Michaela, uśmiechając się delikatnie i przyjaźnie, łapiąc Tonksa jeszcze na moment aby ścisnąć mu dłoń zanim odszedł w stronę spetryfikowanego szmalcownika.
- Powodzenia, Mike… - wiedziała, że nie potrzebował ale…cóż, miał jej wsparcie, a takie rzeczy potrafiły mimo wszystko odbijać się na psychice. Wiedziała też, jakich argumentów używał ostatnim razem, dlatego teraz wolała mu dać znać, że nie był w tym sam. Nawet jak to było marne pocieszenie. Przechodząc obok niego, wyciągnęła dłonie na boki, chcąc pokazać, że nie zbliża się trzymając cokolwiek, zwłaszcza coś, co mogłoby go skrzywdzić.
- Hej, Mike’a już poznałeś, mój przyjaciel tylko wygląda groźnie, tak naprawdę ma z milion lat i charakter puchatego szczeniaczka, nie ma co się obawiać. W tym duecie to ja jestem urokiem, wdziękiem i humorem. – Starała się podejść do tej sytuacji z wyczuciem, tak aby nie przytłoczyć Joe, a jednocześnie aby ten nie musiał już kisić się w poważnej atmosferze. Żarty przerzucała na siebie czy Michaela, wiedząc, że w ten sposób nie nastawia go przeciwko sobie, a raczej obdziera ich z tej mistycznej powłoki groźnych magów, zmieniając ich w ludzi, takich jak on. Nie różniących się czymkolwiek.
- Mogę ci mówić Joe, hm? Jak nie, to mi powiedz jak mogę. Jak mnie przedstawiono, to jestem Thalia, ale możesz mi mówić Tully. Czy jesteś ranny i czy stało ci się coś, co moglibyśmy wyleczyć? Nie sugeruj się bliznami, one po prostu dodają takiego pełnego wyrazu do mojej twarzy przejechanego dorsza, jakby co, zabierzemy cię do kogoś, kto leczy profesjonalnie. – Musiała najpierw trafić do niego, potem mogła pytać o resztę: w momencie, kiedy bardziej jej będzie ufał i będzie czuł się przy niej swobodnie. Mówiła też ciszej, kierując swoje słowa do niego tak, aby niekoniecznie szmalcownik to słyszał, bo na pewno nie pomagałoby to zastraszanie Mike’a.


Spetryfikowany mężczyzna nie mógł się poruszyć w żaden sposób – kończyny odmawiały jakiegokolwiek ruchu i nie mógł nic zrobić. Nawet gdyby, jego różdżka została mu zabrana, chociaż nie wydawało się problemem, by złapać najbliższy kamień i roztrzaskać tej szlamie głowę. W końcu listy gończe nie wyznaczały, że koniecznie musiał być żywy, a na upartego nawet i w kawałkach mógłby go zanieść. Nie miał teraz tej przewagi, a boleśnie wbijana mu w podbródek różdżka przypominała mu, że w tej chwili to nie on rozdawał karty w tej sytuacji. Zmrużyłby oczy, nawet gdyby to mógł zrobić, obecnie jednak wsłuchiwał się w słowa „nieznajomego”. Z jednej strony chciał powiedzieć, że w końcu to on miał przewagę, bo przecież wystarczyłoby, że jego krzyk poniósłby się po lesie, a prędzej czy później zbiegliby się tutaj jego znajomi. A mimo to…coś w nim się zawahało. W końcu nikt nie trafiał na plakaty tylko dlatego, że źle wyglądali. Coś musiało być na rzeczy, a wiedział, że zaklęcia, których używał ten mężczyzna, wcale nie były najprostsze. I coś podpowiadało szmalcownikowi, że mężczyzna byłby w stanie spełnić swoje groźby.
Rozważał szybko za i przeciw, a czasu nie miał zbyt wiele bo chwilę potem zaklęcie zostało zdjęte i mógł wziąć oddech pełną piersią, zupełnie tak, jakby próbował łapczywie złapać nieco tlenu. Jego jedyną szansą na teraz było współpracować…przynajmniej dopóki nie znajdzie dla siebie szansy, takiej, by uciec. Albo go oszołomić. Gdyby tylko go złapał albo gdyby udało mu się wyrwać jego różdżkę…ale na to musiał czekać.
- Co chcesz wiedzieć? – Czekał na to, jakich konkretów szlama oczekiwał, chociaż wiedział, że sam musiał zacząć mówić. – Siedzimy tutaj od dwóch tygodni, ale nam też kończą się zapasy. Najpóźniej za dwa dni mamy zaatakować, chociaż dokładny wyznacznik da Menkel. – Spojrzeniem w międzyczasie szukał czegoś, co mógłby chwycić ręką, starając się wyglądać tak, jakby raczej szukał czegoś w rozgorączkowaniu.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Czerwony las [odnośnik]06.10.21 17:18
Nie umknęły mu emocje Mewy, do jego obowiązków zawodowych należało czytanie uczuć ludzi. Ona sama nigdy nie starała się zanadto skrywać przed nim swoich, co zresztą bardzo cenił w ich relacji. Dostrzegł gniew i determinację - znał je z własnego doświadczenia, powinni o tym porozmawiać, ale później. Najpierw musiał upewnić się, że fizycznie jest cała - i była. Uśmiechnął się blado, gdy to potwierdziła, z wyraźną ulgą.
Czas na przesłuchanie.
-Wzbudzasz je we mnie. I w swoim młodym przyjacielu - celowo nie użył nazwiska Jenkinsa, szmalcownicy mieli uszy -i w nim też dasz radę. - uśmiechnął się do Thalii pokrzepiająco. Któreś z nich musiało zyskać sympatię nastolatka, a to on sam, pomimo mugolskiego pochodzenia, wyglądał z ich dwójki groźniej - i to on musiał poświęcić cenny czas na przesłuchanie szmalcownika. Thalię jeszcze nauczy zastraszać.
-Dzięki. - mruknął, wychwytując ciepłą nutę w jej głosie. Nie okazał tego, ale poczuł się o wiele lepiej. Ostatni raz zastraszał kogoś przy Thalii spontanicznie, rzucając słowa w zapalczywym gniewie i nie będąc pewnym, jak zostaną przez nią odebrane. Teraz przełamali już lody po spotkaniu po latach, tworzyli zgrany duet, wiedziała, że Mike wcieli się teraz w kogoś innego. W kogoś, kim bywał na wojnie, ale nie przy bliskich - kogoś, kogo mogła się bać, kogo sam czasem się bał, kogo szmalcownik powinien się przestraszyć.
Było mu jakoś lepiej z myślą, że jest już świadoma tej gry. Nawet, jeśli to nie była do końca gra.

Przypatrywał się uważnie Edowi, co jakiś czas nachylając się dla lepszego efektu zastraszania, ale będąc na tyle uważnym by rzucić Finite dopiero stojąc nad szmalcownikiem, na wyprostowanych nogach.
-Chcę wiedzieć wszystko. - przerwał szorstko. Wiedział, że pojmany mężczyzna doskonale o tym wie i że prawdopodobnie gra na czas. Nie miał do tego cierpliwości, choć trzymał nerwy na wodzy dla dobra przesłuchania - i, zaalarmowany, tym uważniej obserwował swojego więźnia. Chłonął każde słowo, analizując informacje - dwa tygodnie w lesie (musieli go dobrze poznać), kończące się zapasy, dwa dni do ataku...
-Gdzie dokładnie jest wasz obóz? Skąd macie zapasy? Skąd wiecie o mugolach i kto dał wam rozkazy - Burke'owie czy Ministerstwo? Kim jest Menkel? Jak ty się nazywasz? Co zrobicie po ataku, to część większej akcji? Marzniecie w lesie dwa tygodnie by dokuczyć garstce mugoli? - zadrwił na koniec otwarcie, choć wcześniejsze pytania wyrzucał z siebie prędko, chłodno, rzeczowo i konkretnie. Chciał wyprowadzić czarodzieja z równowagi i dowiedzieć się, dlaczego marnują na tą akcję tak wiele energii - to część większej propagandy i spisku, a może lordowie Burke byli na tyle zawzięci, że nie chcieli dopuścić świadków pogromów na ziemie Longbottomów?
Zauważył rozbiegane spojrzenie mężczyzny - i zauważył, że biegło w stronę kamieni i gałęzi, że szmalcownik próbował przesunąć prawą dłoń.
-Leż spokojnie i gadaj - bo się pogniewam. - warknął, wznosząc but aby przydeptać prawą dłoń szmalcownika. Na tyle, by trzymał skute ręce nieruchomo - i by zabolało, ale nie tak mocno, by zmusić go do kryzku albo uniemożliwić mu mówienie.

Joe oddychał ciężko, spojrzenie nadal miał rozbiegane, ewidentnie był w szoku. Spokojne i ciepłe słowa Thalii pomogły mu się skupić na czymś innym niż wspomnienia rzezi na granicy lasu, niż przykra świadomość jak mało brakowało, by dziś zginął. Biegł do utraty tchu, ale i tak nie uciekł temu czarodziejowi, im nie dało się uciec.
-Może być Joe. - wymamrotał. Jacyś Mike, jakaś Thalia, leczenie - gdzieś w spojrzeniu błysnęła na moment ciekawość i wdzięczność, ale chłopak wydawał się jakiś przygnębiony. Jakby stłumił te uczucia, jakby nic go nie obchodziło.
-Dlaczego nam pomagacie? - zapytał, naiwnie i od serca. Spróbował wychylić się zza Thalii aby dostrzec blondyna i szmalcownika. Mocno zacisnął szczękę, spoglądając w stronę leżącego mężczyzny z wyraźnym gniewem. -I co mu zrobicie? On... pamiętam go. Ich wszystkich, ale to on rzucił z tej różdżki ten promień i... Moja siostra, on... - pokręcił lekko głową, w gniew wkradła się wyraźna panika. -Ja... chyba nie potrzebuję leczenia, nie. A dla niej już za późno, pochowaliśmy ją w lesie, miałaby... na wiosnę miałaby tylko dziewięć lat, wiesz? Mama... od tamtej pory mama nic nie je i niewiele mówi, może ona potrzebuje leczenia, nie wiem, nie znam się, nie mamy już zresztą jedzenia, więc... - chaotycznie zaczął streszczać Thalii koszmar, który przeżył z rodziną. Ewidentnie miał problem z zebraniem myśli - jeśli chciała się dowiedzieć konkretów, musiała o nie jasno zapytać i dać chłopakowi jakąś nadzieję na ratunek. Na razie był zbyt oszołomiony, by zrozumieć, że blondyn i kobieta faktycznie mu pomagają, a nadzieję na przyszłość stracił już dawno temu. Chciał tylko nazbierać opału, ogrzać się, nie zamarznąć żywcem, nie umrzeć jak zwierzę... I żeby mama coś zjadła, ale jedzenia przecież nie znalazł, nawet jedzenia nie potrafił znaleźć...


kostki nie lubią Eda, spostrzegawczość 123 vs zwinność/skradanie 43...

rzucam na sprawność nadepnąć Edowi na rękę


Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 43 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Czerwony las - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Czerwony las [odnośnik]06.10.21 17:18
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 44
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czerwony las - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Czerwony las [odnośnik]07.10.21 1:08
Nie kryła swoich uczuć w rozmowie z Michaelem, chociaż momentami się starała. Nie z niechęci czy nieufności, a z ludzkiego, prostego wstydu. Mimo to, wciąż łatwo było przejrzeć jej emocje komuś, kto znał ja bardziej, a czytanie jej było jak otwarta księga. Dlatego chyba tak bardzo lubiła być radosna, prowokować ludzi, decydować się na głupie dowcipy – bo inni też byli radośniejsi w takich chwilach, odbijając emocje niczym lustro i pozwalając, by cudzy spokój albo rozbawienie sięgnęło ich samych.
- Ja…dziękuję. – Nie spodziewała się, ale pokładane w niej zaufanie wzbudziło w niej przyjemne ciepło, rozlewające się nie na policzkach, ale gdzieś w okolicach żołądka. Od czasu przybycia do Wielkiej Brytanii miała wrażenie, że w każdym momencie, przy każdej interakcji, patrzono jej na ręce. Niektórzy dlatego, że poddawali się duchowi czasów, wzbudzając w sobie słuszną nieufność przez wojnę, inni zaś widząc w niej dalej gwałtownego, nierozsądnego dzieciaka którym kiedyś była. Miło więc było przekonać się, że chociaż ktoś potrafił jej uwierzyć.
Skinęła jeszcze głową, wiedząc, że na niego już czas – nawet jeżeli mieli być obok siebie, przez chwilę pilnować mieli bardziej swoich nowych towarzyszy. Zastraszanie kogoś było dla niej nowością, najczęściej bowiem uczyła się korzystać z kłamstwa, zaczynając to robić już dawno temu. Kolejne twarze, kolejne imiona, zmyślone miejsca, rodziny, tkała to wszystko, aby ugrać coś dla siebie, wywalczyć więcej z ochłapów rzucanych przez świat. Teraz również musiała coś ugrać, ale stawki się zmieniły – i nie chodziło już o nią, ale o wiele osób, czekających na pomoc.

Wyraz jej twarzy był łagodny i ujmujący – wiedziała, jak kłamać aby ludzie jednak wierzyli w jej słowa, teraz jednak nie chciała mówić kłamstwie, a raczej o pomocy. Dostosowaniu się do zagrożenia, którym w końcu nie była, przyjęciu, że nawet jeżeli spotykali się w warunkach wypełnionych strachem i przemocą, nie znaczyło to, że nie mogły się one zmienić. Wiedziała, że teraz była dla niej jedyna szansa, aby móc zyskać jego zaufanie, a to nie było łatwe – w tych czasach każdy korzystał na naiwności, a ci ludzie na pewno nie raz padali ofiarami, nie mówiąc już o tym, że teraz polowano na nich jak na bydło. Pozwoliła mu mówić, pozwoliła słowom płynąć – zaczynał zwracać się w stronę informacji, które były im potrzebne, a to najważniejsze.
Przesunęła się ostrożnie, wymuszając na Joe przekręcenie swojej osoby tak, aby nie musiał wykręcać szyję – co zdecydowanie pomagało mu nie rozpraszać się, kiedy nie musiał obserwować twarzy swojego niedoszłego mordercy. Miał się skupiać na niej, nie na nim, na rozmowie która płynęła spokojnie, nie na drapieżniku i ofierze, czy cokolwiek tam teraz Michael odgrywał – co Thalia obserwowała uważnie kątem oka, wiedząc, że powinna pilnować siebie i jego. Jeżeli wilkołaki potrafiły przemieniać się w emocjach, cóż…musiała być przygotowana na to, aby w razie czego udało jej się zasłonić chłopca, gdyby jednak, jakimś cudem, ten szmalcownik potrafił przekroczyć granicę.
- Joe, nie patrz na niego, nie myśl o tym. Teraz nic ci nie zrobi, nie będzie miał ku temu żadnej okazji więcej, niezależnie od tego, jak by się tam szarpał. Co z nim będzie, nie powiem ci, nie ode mnie to zależy. Nic mu jednak nie ujdzie na sucho. – Jej dłonie zacisnęły się lekko w pięści na wspomnienie siostry, małej kruszynki, która już nigdy nie zobaczy słońca zachodzącego nad horyzontem, nie będzie trzymać dłoni brata w swojej, nie zaśnie przy ciepłym ogniu…nie mogła jednak się wściekać ani rzucać, dostała zadanie i miała je wykonać. Zwyczajem swoim, uczucia zamknęła niczym w pudełku, izolując je jak robiła to przez ostatnie lata.
- Pytasz, czemu ci pomagamy – pomagamy, bo trzeba pomóc. Doznałeś wiele koszmarów ze strony magii, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Ja sama doznałam krzywdy, a chociaż moja klątwa nieporównywalna jest z twoim bólem, wiem jak to jest otrzymać ból od czegoś, co jest dla ciebie niezrozumiałe. Ale jeżeli można temu zapobiec, jeżeli można coś zrobić, to właśnie tego chcemy. Dlatego daj nam pomóc, abyśmy mogli was uratować i sprawić, że wasze życie zyska przynajmniej odrobinę spokoju. Dlatego muszę wiedzieć, ile was jest osób, gdzie dokładnie i czy ktoś potrzebuje tam medyka. Daj pomóc sobie i innym, aby tacy ludzie jak on już nikogo nie skrzywdzili. – W odruchu przyklęknęła na jedno kolano, spoglądając na Joe z determinacją ale i odrobiną nadziei. – Proszę.

Ed jęknął cicho, czując stopę na swojej dłoni – nie było to wyjątkowo bolesne, ale ciężko tu mówić o komforcie czy wygodzie, kiedy chłodna ziemia i drobne elementy ściółki wbijały się w skórę jego dłoni. Jeszcze bardziej miał ochotę krzyknąć, złapać ponownie różdżkę (pierwszy błysk myśli przywiódł go do tego, dopiero potem uświadamiając sobie, że nie mógł po nią sięgnąć bo została złapana), a najbardziej to wypatroszyć flaki stojącemu przed nim mężczyźnie, kamieniem rozbić głowę rudowłosej kobiecie, a szlamie zadawać ból, długo i powoli. Wydawało się jednak, że problemem większym będzie to, aby cokolwiek mógł zrobić.
- Pierdol się! – charknął jeszcze w stronę aurora, dając upust swoim emocjom w jedyny możliwy sposób w tym momencie. Wiedział jednak, że za moment pewnie doświadczy więcej bólu, a wspomnienie tego, jak czarna magia plugawiła jego ciało sprawiało, że wierzył Michaelowi i temu, że mogło nadejść to, co wydawały się skrywać oczy kierujące się w stronę jego osoby. Tak, jakby chciał od razu złapać go i wycisnąć z niego życie, tak samo, jak pragnął tego Ed wobec Tonksa.
- Nie wiem, kto wysyła rozkazy, Menkel to nas przywódca i dostaje wszystkie informacje, on nas tylko zebrał, mówił, że będzie dobra zabawa, mugole to łatwe cele, a zapasy zyskamy od nich z łatwością. Nie jest nas wielu, siódemka ze mną, ale nie wiemy jak Emmet będzie się nadawał do walki, zżarł coś i nie wiemy co z nim. Z tego też powodu się śpieszymy. Edward Stern, a ty się pierdol, Tonks, pluć się do leżącego na ziemi to potrafisz, pewnie jak cały Zakon. Gdybyś nie miał wsparcia, plułbyś teraz własną kurwa krwią, patrząc jak wykrwawiam rudą i tego dzieciaka, a potem może kogoś jeszcze, kogo byśmy wyciągnęli z ciebie. – Byłoby dla niego lepiej, gdyby trzymał język za zębami, ale chociaż w Edzie siedziało dużo pokładu okrucieństwa, uwalniało się ono również na strach. Tak, aby Mike nie widział w ciemnościach tego, jak pełne obaw są jego tęczówki. I jak bardzo, podobnie jak Joe, zastanawiał się nad swoim własnym życiem i co będzie z nim po przesłuchaniu. Miał młodsze rodzeństwo? Niech się pomartwi o nie chwilę, niech w jego głowie powstanie zwątpienie. Niech się odsłoni.
Thalia Wellers
Zawód : Żeglarz, handlarz, przemytnik
Wiek : 29
Czystość krwi : Półkrwi
Stan cywilny : Panna
Some may yield
But me I never could be tamed
Through moors and meadows
Cloaked, concealed
Never to forget my name
I walk the shadows
OPCM : 13 +2
UROKI : 10
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0 +1
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 15
Genetyka : Metamorfomag

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t10111-thalia-wellers#306486 https://www.morsmordre.net/t10173-kymopoleia#308971 https://www.morsmordre.net/t10159-beware-the-daughter-of-the-sea#308538 https://www.morsmordre.net/f350-walia-llyn-trawsfynydd-syrenia-laguna https://www.morsmordre.net/t10167-skrytka-bankowa-nr-2284#308735 https://www.morsmordre.net/t10164-thalia-wellers#308697
Re: Czerwony las [odnośnik]11.10.21 2:46
Michael nie spuszczał co prawda wzroku ze szmalcownika, ale próbował dzielić swoją uwagę pomiędzy przesłuchiwanego więźnia, a Thalię i mugola. Był w końcu za nich odpowiedzialny, a poza tym - zwyczajnie ciekaw, o czym rozmawiają. Nie wątpił, że Wellers potrafiła zaskarbić sobie zaufanie chłopaka, ale to on wiedział o mugolach więcej - chciał zachować czujność, na wypadek gdyby atmosfera zrobiła się gęsta. Wiedział, że ludzie spanikowani i straumatyzowani bywają nieprzewidywalni, a Joe i jego informacje były im potrzebne. Musiał porównać zeznania mugola z tym, co wyśpiewa im szmalcownik - szczególnie, że ten drugi będzie pewnie próbował kłamać. Dlatego podsłuchiwał* rozmowę młodego z Thalią, chyba obawiając się, że nastolatek będzie próbował uciekać.
Drgnął lekko, gdy Joe opowiedział o śmierci swojej siostry. Los szmalcownika właśnie został przypieczętowany, choć Tonks z trudem zachował pokerową twarz - dla dobra przesłuchania. Zanotował też w pamięci, że Wellers mówiła o jakiejś klątwie. O co mogło chodzić? Przed oczyma mignęło mu wspomnienie z Doliny Godryka i niejasne speszenie Thalii oraz jej nerwowe próby zmiany tematu. Nie miał czasu teraz tego roztrząsać, ale... powinni porozmawiać.
Obejrzał się przez ramię na chłopaka.
-Pomszczę twoją siostrę, Joe. - zapowiedział na pozór łagodnie, ale skrzyżował spojrzenia z nastolatkiem z bezbrzeżną powagą. -Może dla niej jest za późno, ale dla waszych towarzyszy nie. Opowiedz wszystko, co wiesz. Proszę. - trudno powiedzieć, czy właśnie próbował uspokoić chłopaka wespół z Thalią, czy też na zimno oferował mu umowę. Krew za informacje, to uczciwy układ.

Joe rozszerzył lekko oczy, nie będąc pewnym czy chce rozumieć propozycję blondyna, ale odruchowo skinął lekko głową. O wiele bardziej uspokajały go cierpliwe i ciepłe zapewnienia Thalii. Kobieta wydawała się współczująca i na pozór nieszkodliwa, chciał jej wierzyć. Pamiętał też, jak rudowłosa i blondyn walczyli z tamtym mordercą, wcale nie byli tacy nieszkodliwi, może naprawdę mogliby pomóc mamie...i całej reszcie...
Z trudem oderwał wzrok od szmalcownika i spojrzał prosto w oczy Thalii. Wziął chwiejny oddech, usiłując się uspokoić.
-Jeśli naprawdę możecie im pomóc... proszę, nie wytrzymamy tam długo. Nie mamy jedzenia, kończy się drewno na opał... Ukrywamy się w południowo-wschodniej części lasu, na granicy z Durham - do kryjówki prowadzi zamarznięty strumień, który wypływa z północy... i jest tam taki wielki, stary dąb... A oni... oni przychodzą zawsze od strony takiej wielkiej polany, mają chyba siedzibę na zachód od nas... Widziałem co najmniej pięciu, może sześciu, chyba nie więcej, ale ich czary... zabijają każdego, kogo zobaczą, boimy się wychodzić zza linii drzew. Podobno bezpiecznie jest w Blyth, ale nie mamy jak wydostać się z lasu. Jest nas... chyba piętnaścioro albo szesnaścioro, najpierw były nas dwa tuziny, ale sporo nie przetrwało ataków i zimna... - wyznał, nerwowo. -Możecie... możecie nam pomóc?

Mike usłyszał, że Thalia otrzymała sporo niezbędnych informacji - Edward zaś nie wydawał się na bardziej skorego do współpracy. Nawet z ręką pod butem i z różdżką wymierzoną w gardło, mówił tylko ogólnikami. Tak, jakby naprawdę nie wiedział więcej.
-Dokładna lokalizacja obozu? - dopytał, z pozoru całkowicie ignorując wyzwiska. Minę miał lodowatą, a spojrzenie jeszcze chłodniejsze.
W jasnych tęczówkach coś błysnęło złotem niebezpiecznie dopiero, gdy szmalcownik zagroził Thalii i chłopakowi. Tonks zacisnął mocniej szczękę, wciągając powietrze nosem. Wdech-wydech, tak jak mówiła Ronja. Wypuścił powietrze ustami, odsuwając na bok gniew i pamiętając, że Thalia i chłopak są przecież bezpieczni. A Edward Stern - zdany na jego łaskę.
Łaskę, na którą nie zasłużył. Niezależnie od gniewu, niezależnie od jakichkolwiek innych emocji, szmalcownik musiał zniknąć. Zabijał mugoli - to sprawiedliwe.
Thalia miała spróbować się pod niego podszyć aby uratować innych - to konieczne.
-Dziękuję za współpracę, Edward. Zgodnie z umową - zaboli tylko przez chwilę. - gdybyś nic nie mówił, bawilibyśmy się jeszcze długo.
-Nie potrzebujesz go już? Weź Joe i odejdźcie za drzewa, nie oglądajcie się za siebie. - rzucił do Thalii, ignorując jakiekolwiek słowa Edwarda - miał na nie teraz ostatnią szansę i chyba dotarło już do niego, co auror z nim zrobi.
Odczekał, aż Joe nie będzie patrzył i wycelował różdżką w tors szmalcownika.
-Lamino Glacio. - wysyczał lodowato, mocniej zaciskając palce na różdżce. Lodowe sople wbiły się w plecy związanego mężczyzny. Jeden z nich chyba przebił tętnicę. Joe zaczął krwawić, obficie.
Woń krwi oszołomiła jedynie na moment, Tonks szybko się opanował. Chciał zabić, osiagnął skutek.
-Orcumiano. - wypowiedział Michael obojętnie, celując w pokrytą śniegiem ziemię. Edward Stern tracił przytomność, razem z traconą krwią, ale Michael wiedział, że zdąży jeszcze usłyszeć inkantancję.
-Zapamiętaj mnie, Edward. Jestem szlamą i kopię ci grób w imieniu wszystkich mugoli, których zabiłeś - ale to mnie spotkasz w piekle. - tym mugolskim, w które Stern pewnie nie wierzył. Jakaś część Michaela chciała by nie istniało - im dłużej Tonks myślał o wojnie i innych komplikacjach we własnym życiu, tym bardziej był pewien, że tam trafi. Zarazem łaknął jednak sprawiedliwości, a świadomość, że Edward przez wieczność będzie pamiętał o swoich ofiarach osładzała aurorowi jakże ludzki lęk przed śmiercią.
Michael Tonks nie zapominał, nikogo kogo zabił. Nozdrza lekko drżały, gdy zapamiętywał zapach krwi Eda - wiedząc, że Stern powróci do niego w koszmarach. Jak oni wszyscy.




*spostrzegawczość III, udane Lamino Glacio z mocą 105,
Ed po szafce miał żywotność 177/200, dostaje 100+36+5 obrażeń = 36/200, rana III stopnia, za turę straci przytomność.
Rzucam na Orcumiano.



Can I not save one
from the pitiless wave?

Michael Tonks
Zawód : Auror, rebeliant
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
You want it darker
We kill the flame
OPCM : 43 +4
UROKI : 34 +2
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Wilkołak
Czerwony las - Page 2 7f6edca3a6f0f363d163c63d8a811d78
Zakon Feniksa
Zakon Feniksa
https://www.morsmordre.net/t7124-michael-tonks https://www.morsmordre.net/t7131-do-michaela https://www.morsmordre.net/t7129-wilkolak-mugolak https://www.morsmordre.net/f177-wybrzeze-exmoor-somerset-wrzosowa-przystan https://www.morsmordre.net/t7132-skrytka-bankowa-nr-1759#189352 https://www.morsmordre.net/t7130-michael-tonks
Re: Czerwony las [odnośnik]11.10.21 2:46
The member 'Michael Tonks' has done the following action : Rzut kością


'k100' : 16
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Czerwony las - Page 2 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Czerwony las
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach