Wydarzenia


Ekipa forum
Gabinet Hectora Vale II
AutorWiadomość
Gabinet Hectora Vale II [odnośnik]13.12.21 12:03
First topic message reminder :

Gabinet Hectora Vale


Do prywatnego gabinetu prowadzi osobne wejście niż do domu. Na drzwiach znajduje się mosiężna tabliczka z nazwiskiem i kwalifikacjami magipsychiatry. Na pierwszy rzut oka gabinet przypomina raczej bibliotekę niźli siedzibę medyka - Hector Vale nieświadomie odwzorował tutaj otoczenie najbardziej sobie znajome i najbardziej komfortowe, rodzinną bibliotekę Anselma. Matka zabrała z domu ojca ukochany perski dywan, który zdobi teraz drewnianą podłogę. Przy ścianach pokrytych boazerią piętrzą się regały z książkami. Na środku stoi mahoniowe biurko, a pacjent i magipsychiatra mogą zasiąść na wygodnych fotelach.

Pułapki: Śmiechy-chichy, Zapach alihtosy, Somniamortem (na niezapowiedzianych gości) na przejście z gabinetu do części domowej (nie w samym gabinecie)
Duplikat tematu gabinet Hectora Vale na potrzeby częstych wątków w gabinecie Hectora.


We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.



Ostatnio zmieniony przez Hector Vale dnia 30.09.22 18:39, w całości zmieniany 2 razy
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale

Re: Gabinet Hectora Vale II [odnośnik]14.09.22 13:54
Starszy sierżant Alfred Summers, melduje gotowość do służby.
Czasem nadal jego własny głos brzęczał mu w uszach, kiedy podstępne demony podsuwały mu obrazy wojny. Kiedy czuł fantomowe spięcie ciała, żołnierskie uderzenie buta o piętę i z piersi wydzierało się pełne werwy (wyrwanej z najgłębszych czeluści) God save the King!
Na swój pokrętny sposób, rozumiał potrzebę schronienia się gdzieś z dala od wojny. Sam robił teraz to samo, przeświadczony, że ta wojna go nie miała dotyczyć, chociaż paradoksalnie dotyczyła go jeszcze bardziej. Wtedy walczył za wolność, walczył z własnej woli. Teraz uciekał przed koniecznością stanięcia ze złem twarzą w twarz, chociaż w ostatnim czasie życie raz po raz próbowało mu udowodnić, że nie ma już ucieczki. Krąg wokół niego się zacieśniał i ani ucieczka z Londynu, który raz jeszcze stał się główną sceną w brytyjskim teatrze wojny, ani pozostawienie za plecami rodzinnego Birmingham - nic nie mogło uchronić go przed szponami bestii, która w końcu musiała dopaść ich wszystkich. A on niby Don Kichot walczył bezsensownie o swój spokój, zaklinając rzeczywistość. Tworzył bezpieczną poduszkę dla innych - chociażby dla Lety, dbając o obejście Ula - samemu coraz głębiej zanurzając się w bagnie stworzonym z przeplatającej się przeszłości i teraźniejszości, które kawałek po kawałku odbierały mu nadzieję na przyszłość.
Słysząc, że pół godziny wystarczy ostatecznie zdecydował się usiąść. Wmawiał sobie, że przecież to wystarczy, że będzie musiał jedynie zacisnąć zęby i wysłuchać bełkotu, który przecież już kiedyś słyszał, kończący się krótkim podsumowaniem i diagnozą męskiej histerii. Nie sądził, aby Hector był inny. Irytowała go ta pewność siebie, jaką widział - albo chciał widzieć - w postawie Vale'a, jakby faktycznie był przekonany, że może rozgonić ciemność utulającą jego myśli. Irytowało go szczególnie to spojrzenie, które chciał przeniknąć w zakamarki jego duszy. Nie chcesz tam zaglądać, pomyślał z ponurością tej myśli. To właśnie to słowo można było utożsamiać z personą Alfreda - ponurość wyzierała z jego spojrzenia, wyginała jego usta.
Ten mur, który zbudował, zbroja, którą nosił pełniły przede wszystkim funkcję wsparcia. Tylko one trzymały go w ryzach, sprawiały, że jeszcze się nie rozsypał, że nie zapadł się pod ciężarem wspomnień, ran i nasączonych okrucieństwem myśli. Bo miał jeszcze świadomość, że są osoby, które na nim polegają - są osoby, które musiał odnaleźć. Lawrie był jedną z nich.
Musicie być bardzo zmęczeni.
- Trochę, bywało gorzej - odparł jedynie zdawkowo. Bo było gorzej. Bo kilka dni bezsenności w domu nie równało się z dobami pozbawionymi snu w zimnych okopach. Faktycznie, chociaż zmęczenie było widocznie to spojrzenie nadal było trzeźwe, skupione na twarzy Hectora nie mniej niż jego wzrok skupiał się na sylwetce Summersa. - Ból głowy i ciężej mi się skupić - a potrzebował skupienia. Irytowała go ta seria pytań, przyzwyczajony do tego, że lekarz polowy na takie dolegliwości bez zbędnych pytań podawał jedną tabletkę na wszystko. Zmarszczył brwi, przyglądając mu się jeszcze podejrzliwiej. - Nie przyszedłem rozmawiać o tamtym spotkaniu - miał na nie spuścić zasłonę milczenia - jak na każdy, poprzedni atak - wspomnienie tego momentu słabości sprawiało, że twarz tężała w wyrazie zapewne irracjonalnego poczucia irytacji. Jakby przyznanie się do tego, że potrzebuje pomocy miało być skazą na jego i tak już zszarganym honorze. A ta jeszcze bardziej podkreślała rysy szczupłej twarzy, kiedy ten kolejny raz wracał do tego felernego spotkania w domu Lety. - Nie potrzebuję pomocy, potrzebuje czegoś na sen - wycharczał, nawet nie próbując ukryć rosnącej irytacji. Nawet jeżeli podskórnie wiedział, że pomoc mogła mu się przydać, że złapanie chociaż częściowej kontroli nad swoimi odruchami, zdobycie minimalnej przewagi w nierównej walce z przeszłością, która nie chciała wypuścić go ze swoich objęć. Bo chociaż warczał, chociaż miotał się wewnętrznie niczym ranne zwierzę uwięzione w klatce, to nadal siedział w fotelu. Zdeterminowany żeby wyjść z czymś co pomogłoby mu w końcu zasnąć.
Alfie Summers
Zawód : pracownik drukarni
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcę krzyczeć z dała, a głos nie działa
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11093-alfred-summers#341784 https://www.morsmordre.net/t11126-i-m-gonna-soldier-on#342646 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f428-somerset-dolina-godryka-zapiecek https://www.morsmordre.net/t11140-alfred-summers#342750
Re: Gabinet Hectora Vale II [odnośnik]14.09.22 16:53
Usiadł. Drobne zwycięstwo. Gwarancja, że wizyta nie zakończy się przedwcześnie, że pacjent nie zdąży wyjść stąd pośpiesznie i trzasnąć drzwiami. Wciąż mógł to zrobić, oczywiście, a Hector nie dałby rady go dogonić - ale wstanie z fotela i obejście mebla zajmuje dodatkowe sekundy, szansę na ostatnią pointę i nieurwanie spotkania bez należytego pożegnania, teraz doścignie go już głos Hectora.
Zbroja noszona tak długo była solidna. Może niekoniecznie stabilna, może wciąż narażająca właściciela na niekontrolowane napady, ale wystarczająco gruba, by Hectorowi trudno było przez nią przejrzeć. Gdyby spotkał dziś Alfreda po raz pierwszy, musiałby skupić się na jego problemach ze snem i oszczędnych przekazach - ale miał przewagę w tej zagadce, pamiętając pierwsze spotkanie. To niespodziewane, którego Summers wcale nie chciał i którego pewnie się wstydził. Nie ma czego - uspokoiłby go, ale tak myślał tylko jeden magipsychiatra (odcinając się wyrozumiałością od swoich kolegów z Munga), a nie społeczeństwo.
Czasem, to co jest oczywiste, najtrudniej zauważyć. Hector przeczuwał, że rozwiązanie zagadki Alfreda Summersa może być właśnie takie, że tak konkretny i ponury człowiek może spychać w podświadomość sprawy pozornie proste. Gdyby mógł czytać w myślach, lub gdyby Alfred powiedziałby mu więcej, zdiagnozowałby zresztą aktualny napad bezsenności z klarowną logiką: chciałeś uciec przed wojną, a piętnastego maja dopadła cię nieoczekiwanie. To wystarczy przecież, by kogoś rozstroić: nawet nie tyle ból, co zaskoczenie, rozbicie złudzeń, bezradność.
Ale nie wiedział. I nie mógł nawet zdradzić, czego się domyśla, nie chcąc go spłoszyć. Cierpliwość i dostosowanie się do rytmu pacjenta, mimo, że współczucie wobec kogoś cierpiącego podpowiadałoby co innego. W dzieciństwie Hector częściej obserwował leśne zwierzęta niż ludzi, a metafora rannego wilka zamkniętego w klatce wydawała mu się odpowiednia, gdy rozmawiał z niektórymi pacjentami. Zwierzę wypuszczone od razu rzuciłoby się na człowieka, pobiegło jak najdalej, by nie przetrwać w lesie, kulawe zwierzę nie przetrwa (tak mówił zawsze pan ojciec, niby mimochodem zerkając na kule swojego syna). Najpierw trzeba podać mu wodę i jedzenie przez kraty, zdobyć zaufanie, potem wyleczyć.
-Jak sobie radziliście, gdy bywało gorzej? - kolejny cenny okruch informacji, potwierdzający to, czego Vale już się domyślał. Bezsenność nie była dla Summersa nowością. Zarazem dopiero teraz udał się do magipsychiatry - magipsychiatry, nie alchemika. Chciał - musiał - wiedzieć, dlaczego. I jak do tej pory leczył się pacjent. Jeśli miał swojego alchemika, eliksir słodkiego snu nie będzie dla niego ani pomocą ani nowością, u uzdrowiciela szukałby przecież czegoś innego. Jeśli dedykował się sam, eliksir z pewnością mu ulży, a Hector zysk kolejne wskazówki.
Pacjent mówił logicznie i patrzył na Vale'a trzeźwo, ale jeśli mają tylko pół godziny, to Hector potrzebował jego pełnego skupienia. Potrzebował też zdobyć okruch zaufania, jakkolwiek - a ból głowy był doskonałym pretekstem do udowodnienia, że jego pomoc naprawdę potrafi ulżyć, choćby w czymś drobnym.
-Na ból głowy zaradzę od razu, jeśli pozwolicie. Zaklęcie na migrenę, działa od razu. - zaproponował rzeczowo, odruchowo dostosowując się do żołnierskiego rytmu. Spoglądał chwilę na Alfreda, jakby szukając pozwolenia. Delikatne, powolne ruchy kontrastowały z konkretnymi słowami - Hector sięgnął po różdżkę ostrożnie, tak, by mieć dłonie cały czas na widoku, a potem nachylił się przez biurko tak, by magia mogła sięgnąć skroni Summersa, ale by on sam pozostał jak najdalej, nie naruszając jego przestrzeni. Kontrast z ostatnim spotkaniem, gdy nie było czasu na delikatność i pozwolenia, gdy klęczał przed blondynem i pośpiesznie rzucał Paxo Horribilis i Respiro. Nie z każdym pacjentem pozwalał sobie na magię leczniczą przy pierwszym spotkaniu, ale akurat Summersa już leczył - mężczyzna powinien pamiętać, że wtedy nie zrobił mu krzywdy, nie zrobi i teraz.
-Decelphago. - szepnął, a potem powoli cofnął dłoń, usiadł z powrotem, odłożył różdżkę na blat. Wiedział, że rzucił zaklęcie perfekcyjnie, magia powinna natychmiast ulżyć Alfredowi w bólu głowy, rozjaśnić trochę myśli, choć zmęczenie pozostanie.
Irytacja też.
Widział ją, jak na dłoni. Spodziewał się jej. Alfred nie był gotowy, a gdyby poznali się w innych okolicznościach, to zapewne potrzebowaliby kilku(nastu) spotkań by sam przyznał się do tamtego problemu. Ale mleko się rozlało, Hector wszystko widać, jak miałby udawać, że nie? Szczerość to przecież podstawa rozmowy z pacjentami, nawet jeśli pacjenci nie byli szczerzy z samymi sobą.
Zawahał się, ale ostatecznie postanowił uszanować jego prywatność, zdobył się na krótkie skinięcie głową.
-Dobrze, nie rozmawiajmy o tamtym problemie. - zgodził się, by Alfred poczuł się bezpieczniej, ale nie byłby sobą, gdyby umiał tak po prostu to zostawić. -Jeśli kiedyś zechcecie, z nim też można pomóc. - dodał łagodniej, ale nie była to już ta wyćwiczona, grzeczna łagodność, z którą zwracał się do każdego. Przełknął prędko ślinę, o sekundę za późno wychwytując we własnym tonie prawdziwe współczucie - to, którego inni mogliby sobie nie życzyć.
To, przez które pacjent, szczególnie tak konkretny, może mu nie uwierzyć.
-Wiem z doświadczenia. Nie takiego samego doświadczenia, ale pewne mechanizmy są podobne. - doprecyzował, by wzbudzić wiarygodność, tym razem tonem wypranym z emocji.
Z doświadczenia, o którym wolał nie myśleć przez ostatnie siedem-osiem lat. Magipsychiatria nie odpędziła wszystkich jego demonów, ale dał radę pomóc sobie przynajmniej z tamtym, z kleszczami lęku zaciskającymi się wokół żeber tak mocno, że trudno było myśleć i oddychać i dopełnić obowiązku małżeńskiego i musiał na powrót nauczyć się oddychać, powoli, wdech wydech, choć Orestes nie istniał dzięki behawioralnej auto-terapii, a dzięki palącemu smakowi alkoholu i udanej dysocjacji..
Zamrugał.
-Piliście kiedyś eliksir słodkiego snu? Pomoże na obecny... kryzys. - choć najmocniej wierzył w terapię behawioralną i przepisywał eliksiry dopiero, gdy pacjenci zobowiązali się do połączenia tych dwóch środków, to nie był przecież bezduszny. Ten człowiek nie spał cztery doby, potrzebował się wyspać, natychmiast. -Zapiszę dawkowanie, cała fiolka aby zasnąć natychmiast - dziś w nocy, potem po ćwierci fiolki przez kolejne cztery dni, aby ułatwić sobie zasypianie i wspomóc spokojny sen bez snów. - musiał też sprawdzić, czy ma odpowiednią ilość fiolek w swoich zapasach, ostatnio przeznaczył trochę dla ofiar powodzi w Lynmouth. -Ale - po tej optymistycznej wiadomości, na którą Alfred tak czekał, przyszedł czas na haczyk -to tylko doraźna pomoc. Nie można go brać cały czas, jeśli macie chroniczne problemy ze snem. Wywołuje senność alchemią, zabiera złe sny również alchemią, ale nie zwalcza psychologicznych przyczyn bezsenności... ani powracających koszmarów, jeśli je miewacie. Naszej podświadomości nie zmienią żadne eliksiry, nie na stałe - możemy to zrobić tylko my.



We men are wretched things.
Hateful to me as the gates of Hades is that man who hides one thing in his heart and speaks another.

Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra, uzdrowiciel z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Czekam na wiatr co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na raz
Ze słońcem twarzą w twarz

OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20 +5
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale
Re: Gabinet Hectora Vale II [odnośnik]22.09.22 2:33
Ta wojna dopadła go dużo wcześniej niżeli chciał to przyznać. Pierwszy raz nowa wojna sparaliżowała jego ciało, skuła przejmującym chłodem rok temu, w noc, która krwawo zapadła w pamięć wszystkim, którzy brali w niej udział. Czasem w snach dwie wizje zamazywały się ze sobą: twarz niemieckiego żołnierza zlewała się szorstkim obliczem szmalcownika. I chociaż różniły się rysy twarzy, to oczy pozostawały niezmiennie chłodne. To spojrzenie oplatało zwodniczym uczuciem strachu, który lepkimi mackami przyklejał się do każdej rodzącej się myśli.
- Zależy kiedy - rzucił najpierw szorstko w odpowiedzi na zadane przez mężczyznę pytanie. Na różnych etapach swojego życia inaczej musiał radzić sobie z problemem bezsenności. - W wojsku dawali nam coś na pobudzenie - zauważył, nie mając pojęcia czy podobne środki istniały w magicznej medycynie. I chyba miał cichą nadzieję, że coś takiego właśnie mu przepiszą. Lek na wszystko, dzięki któremu nawet mugol był zdolny do rzeczy niemożliwych, wykraczających daleko poza ramy ludzkiej wyobraźni. A po nich - gdy w końcu substancja kończyła swoje działanie - człowiek niemalże bezwładnie padał na pryczę, Merlin jeden wie ile czasu spędzając w niemalże nieruchomej pozycji. Ledwie żywy przez najbliższe bite kilka godzin. Teraz nie miał czasu na długotrwały proces terapii, którą - zapewne - chciał mu zaproponować Vale, kierując się, jak to mówią, dobrem pacjenta.
Na propozycje uwolnienia go od ściskającego skronie, wyciskającego oczy bólu głowy skinął jedynie głową i z cieniem niepewności w spojrzeniu obserwował poczynania Hectora. Ostatecznie jednak wraz z wypowiedzianą inkantacją przyszła tak długo wyczekiwana ulga, rozjaśniająca myśli i uwalniająca od jeszcze większego spięcia. Nawet jeżeli to miało pozostać już do końca spotkania. Bowiem mimo zajęcia miejsca nadal siedział sztywno, nieco pochylony do przodu, jakby przygotowany do sprawnego dźwignięcia się z fotela i ruszenia w stronę wyjścia, do którego z pewnością nie trzeba było go odprowadzać.
Deklaracja ze strony Vale'a, muśnięta współczuciem spotkała się z uniesieniem jednej brwi ku górze. Irytacja jeszcze intensywniej podgrzewała jego żyły i sam nie wiedział co sprawiało, że złość tak gorąco wrzała w każdym skrawku jego ciała; współczucie, którego miał już dosyć, nic nie wnoszące do jego codzienności, czy może przeświadczenie doktorka, że faktycznie jakiekolwiek mechanizmy zaklęte w tych opasłych tomiszczach, stojących na półkach za jego plecami, mogą znaleźć odpowiedzi na pytania, które wcześniej zadawano już wielokrotnie i to nie tylko jemu.
- Jasne, zapamiętam - rzucił na odczepne, jakby chciał mieć go z głowy. I jakby to nie była jego pierwsza, podobna rozmowa, zdając sobie sprawę, że szybciej upora się z ambicją psychiatry. Nawet jeżeli tę deklarację właściwie trudno było nazwać wiążącą deklaracją. A on nie chciał słuchać kolejny raz o histerii - bo tym były jego reakcje. Na początku to okres adaptacji i pogodzenia się ze spokojem codzienności. Później zrzucano to na żałobę po poległych towarzyszach broni. A gdy bezsenność, apatia przechodząca w skrajną złość nie mogły już być tłumaczone ani jednym ani drugim, to okrzyknięto tę przypadłość histerią.
Szybko rozejrzał się po powierzchni biurka, przesunął wzrokiem też po ścianach w poszukiwaniu zegarka, który mógłby mu wskazać, jak wiele jeszcze czasu zostało do końca umówionego spotkania. - Możliwe, alchemik ze mnie żaden, ale coś tam kiedyś brałem - odparł, ponownie marszcząc brwi. Czasem, gdy wyczerpanie pchało go na granicę wytrzymałości, napominał o nim matce, która sprawnie warzyła wszelkiego rodzaju mikstury. Przez chwilę łudził się, że ostatecznie spotkanie zakończył się po jego myśli, z zapasem eliksirów w ręku i rozwiązaniem na przyszłe niedogodności, jednakże zapomniał, że z ludźmi jego pokroju zawsze musiało istnieć jakieś ale. - A kto nie ma czasem problemów ze snem, doktorze? - odparł mu, chcąc umniejszyć powadze swojego problemu, jakby chciał przekonać zarówno siebie jak i Hectora, że terapia była punktem zbędnym, zmarnowanym czasem, którego żaden z nich nie miał za dużo. - Gdybyście byli przyzwyczajeni do spania w polowych warunkach to też czasem trafiłby się gorszy sen w za miękkim łóżku - kolejne usprawiedliwienie, powołujące się na przyzwyczajenia sprzed kilkunastu lat, które dalej rządziły codziennością Summersa, wyliczały godziny, podczas których pogrążał się w sen. Może chciał podkreślić różnice stojące między nimi, coś co widział jako bariery w możliwości zrozumienia go całkowicie. Jakby wychodził z założenia, że póki samemu nie widziało się tego, co widziały jego oczy i nie robiło się tego, co czyniły jego dłonie, nie można było mówić o zrozumieniu. Szkoda tylko, że jeszcze nie przejrzał na uczy, nie zauważył korzyści, płynących z podobnego rozwiązania. Z zapanowania nad demonami dzielącymi się jego poszarganą duszą niby padliną.
Alfie Summers
Zawód : pracownik drukarni
Wiek : 35
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
Chcę krzyczeć z dała, a głos nie działa
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11093-alfred-summers#341784 https://www.morsmordre.net/t11126-i-m-gonna-soldier-on#342646 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/f428-somerset-dolina-godryka-zapiecek https://www.morsmordre.net/t11140-alfred-summers#342750

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Gabinet Hectora Vale II
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach