Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Login:

Hasło:

Hector Vale
AutorWiadomość
Hector Vale [odnośnik]02.12.21 1:12

Hector Vale

Data urodzenia: 15.01.1927
Nazwisko matki: Runcorn
Miejsce zamieszkania: Wybrzeże niedaleko Rhyl, Walia
Czystość krwi: Czysta ze skazą
Status majątkowy: Średniozamożny
Zawód: Magipsychiatra z licencją alchemika
Wzrost: 178
Waga: 70
Kolor włosów: Ciemnobrązowe
Kolor oczu: Jasnoniebieskie
Znaki szczególne: Przenikliwie jasnobłękitne spojrzenie spod ciężkich powiek, na ogół spokojne, zdaniem niektórych smutne; starannie zaczesane włosy poprzetykane pierwszymi pasmami siwizny i równie staranne, stonowane acz eleganckie ubrania - szczególnie w pracy wyglądałby jak od linijki, gdyby nie konieczność poruszania się o lasce z rzeźbioną głową sowy. Lewe udo przecięte nieładnie zagojoną blizną po złamaniu otwartym.


Obserwował świat zza szklanych okien - "przeziębisz się, Hector, uważaj na siebie, synu, ostrożnie". Zawsze był posłusznym synem - siedział więc w sypialni grzecznie, z nosem przylepionym do szyby, spoglądając zazdrośnie jak ojciec i Ulysses wyruszali na polowanie.
Z czasem przekonał się, że ta szyba nigdy nie znika. Do dzisiaj spogląda na świat zza chłodnego, półprzeźroczystego muru - tak jest bezpieczniej, tak jest ostrożniej. Zza szyby widać więcej. Można rozkładać feerię cudzych emocji na czynniki pierwsze, w spokoju analizować ich zachowania, zastanawiać się nad wszystkim w ciszy. Spokój i cisza - to z nich Hector wzniósł swoje prywatne mury, to za nimi może chować wszystkie emocje, na które powinien uważać. Uśmiecha się pięknie, na zawołanie, całym sobą - ale smutek i złość bezpiecznie pozostają za grubym murem i jedynie melancholia skrzy się czasem w nienaturalnie spokojnych oczach.


Był słabym i chorowitym dzieckiem. Łatwo się męczył, często chorował, był drobny jak na swój wiek i od zawsze czuł w sobie jakiś nieokreślony,  niewidzialny ciężar. Wciąż słyszał przestrogi, że powinien na siebie uważać, bo w końcu zdarzy się nieszczęście - aż się zdarzyło. Przekleństwo i (jak okazało się później, jak mówił łamacz klątw) błogosławieństwo. Śliska poręcz, Ulysses znikający za zakrętem, koziołek w dół i trzask łamanej kości, która przebiła skórę.
Po raz pierwszy zobaczył wtedy krew. Leżał u dołu schodów, spoglądając na ranę z niezdrową ciekawością. Podobno nie płakał. Łzy popłynęły dopiero na dźwięk przerażonego wrzasku matki. Nie lubił, jak się o niego martwiła.


Noga nie zrastała się tak, jak powinna. Ojciec niecierpliwił się, a Hector słyszał, jak krzyczy zza drzwi na kolejnych uzdrowicieli. Nie chciał, by mama przez niego płakała, a tato się denerwował - i właśnie wtedy obiecał sobie, że będzie lepszym, posłusznym synem, że już nigdy nie wyprowadzi ich z równowagi. Leżał w łóżku długich kilka miesięcy, aż z nudów nauczył się czytać, wcześnie jak na swój wiek. Prosił ojca o lekcję łacińskich fraz i opowieści o magicznych stworzeniach, choć polowania mógł jedynie sobie wyobrażać, a rodzinne Shropshire oglądał tylko z okien domu na wzgórzu. Taki młody, a taki mądry mówiła z podziwem matka, ale wcale nie chciała maleńkiego geniusza, chciała po prostu mieć zdrowego syna.
A potem zdarzył się cud. W akcie desperacji ojciec wezwał do domu kogoś, kto znał się nie tylko na złamaniach, ale też na klątwach. Klątwa Złego Oka - ma pan jakiś wrogów? - szeptał nerwowo tamten mężczyzna, a potem odprawił wszystkich z pokoju i czarował. Tak, wtedy Hector poczuł prawdziwą magię - przedziwną lekkość, gdy czarnomagiczny ciężar towarzyszący mu od zawsze nareszcie zniknął. Od tamtej pory nabrał rumieńców i apetytu, wreszcie stał się mniej chorowity i zaczął rozwijać się prawidłowo. Niedługo później magia przebudziła się w nim po raz pierwszy - ojciec odłożył książkę o klątwach na najwyższą półkę, pierwszy raz chowając przed synem jakąś lekturę. Hector, gdy tylko został sam, wbił w tom chciwy wzrok i przywołał go do siebie (razem z całą biblioteczką, tomy fruwały po pokoju niczym kruki i to było tak pięknie) by przeczytać, że skutki uboczne pozostają, a w dorosłym życiu mogą pojawić się problemy psychiczne. Przerażony, narobił w pokoju bałaganu i ukrył zakazany tom wśród innych. Rodzice byli przejęci, że magia przebudziła się pod ich nieobecność - więc wmówił im, że nie szukał na półkach niczego konkretnego, że chciał tylko zobaczyć jak książki latają. Słowa o dziecięcej przypadłości zachował w sercu - i nie opuściły go już nigdy, jak wyrok, jak groźba.



Z powodu klątwy i przedłużającego się leczenia, noga już nigdy nie zrosła się tak, jak powinna. Choć dzięki interwencji łamacza klątw Hector mógł rozwijać się prawidłowo, to lata osłabienia odcisnęły na chłopcu swoje piętno. Nadal był blady, nadal z łatwością zapadał na inne choroby, matka nadal kazała mu na siebie uważać i musiał nauczyć się chodzić o kulach, które później zamienił na nieodłączną laskę. Schody stały się jego zażartym wrogiem - każdy krok pod górę bolał i nadal boli. Z zaciśniętymi zębami nauczył się jeździć konno, jak reszta rodzeństwa, ale ojciec nigdy nie wziął go na prawdziwe polowanie, to wymaga refleksu i siły, to zbyt niebezpieczne. Spędził dzieciństwo z nosem w książkach, zazdrośnie obserwując młodszego brata z okna. Lubił z nim spędzać czas, ale zawsze oddzielała ich szklana szyba, gruba jak szkło w oknach oddzielających dom od ogrodu. Czytał Ulyssesowi książki, ilekroć ten przychodził do biblioteki - kochał te chwile, lubił być w centrum jego uwagi, lubił uczyć go czytać, lubił spędzać z nim czas chyba nawet bardziej niż z siostrami. Nie lubił myśleć o tym, że w epopei Homera Ulysses został bohaterem i pomimo wielu przygód miał szczęśliwa rodzinę, a okaleczone ciało Hectora wleczono jak psa pod murami Troi. Nie lubił zastanawiać się nad tym, dlaczego ojciec nazwał ich tak, a nie inaczej. Tym bardziej, że w oczach Anselma Vale to Hector wydawał się idealnym synem, a Ulyssesowi ojciec poświęcał coraz mniej uwagi. Tego Hector też nie rozumiał, acz w końcu z goryczą uznał, że pewnie jest tym trudniejszym dzieckiem i dlatego wymaga więcej opieki.



Nie zdziwił się, gdy Tiara Przydziału krzyknęła Ravenclaw! - kuśtykał do stołu Domu Kruka myśląc o tym, że ojciec będzie dumny. Zdziwiło go za to, jak okrutne potrafią być inne dzieci, zwłaszcza te z Domu Węża, zwłaszcza dla kogoś, kto potrzebuje laski by wejść po schodach. (Później boleśnie zdziwiło go, że Ulysses trafił do tego domu i że uśmiecha się do tych ludzi). To wtedy - gdy siedział na Wielkich Schodach tak wściekły, że łzy tej złości gotowe były popłynąć zza jego nieodłącznej szklanej maski - obok usiadła rówieśniczka, prymuska, z którą podświadomie rywalizował. Najpierw był bliski znienawidzenia jej za bycie świadkiem tego poniżenia, ale roztropnie nic nie mówiła. Milczała i ani się obejrzał, a w tym milczeniu stali się nierozłączni. Gdy otwarto Komnatę Tajemnic i zginęła tamta dziewczyna, Hector nie bał się w pierwszej kolejności ani o siebie ani o Ulyssessa - tylko o nią. Gdy po Balu Zimowym na szóstym roku opowiadał jej o tym, że po ukończeniu Hogwartu ojciec zaaranżuje mu korzystne małżeństwo, po raz pierwszy w życiu czuł się jakby tonął. Potem wymknął się o świcie do biblioteki - wyjątkowo bez niej - i gorączkowo wertował książki o anatomii w poszukiwaniu odpowiedzi. Atak paniki nie brzmiał właściwie, nie wszystkie objawy pasowały, ale to wyjaśnienie było bezpieczniejsze niż inna alternatywa - i nie szkodziło ich przyjaźni.



Najbardziej lubił lekcje eliksirów. Metodyczne odmierzanie składników, cierpliwe mieszanie mikstur, pedantyczna dbałość o porządek przy kociołku - to wszystko idealnie wpasowywało się w temperament Hectora, a nic nie zastępowało satysfakcji ze stworzenia czegoś własnego. Zielarstwo i opieka nad magicznymi stworzeniami przychodziły mu z łatwością, las poznawał już jako chłopiec, a o stworzeniach z upodobaniem słuchał od ojca. Uwielbiał opowieści i literaturę - a historię magii traktował właśnie jak długą opowieść i zapamiętywał kolejne nazwiska i daty bez wysiłku. Pilnie uważał na lekcjach astronomii - to ruchy gwiazd organizowały warzenie mikstur i nadawały światu porządku. Kolejna dziedzina nauki pomagała mu okiełznać narastający chaos w głowie, kolejnej poświęcił się bez reszty. Rytm gwiazd uspokajał, był stały i niezmienny. Numerologia uzupełniała jego zainteresowania, umiłowanie do liczb i porządku. W bibliotece czytał o magipsychiatrii, jakby to w tych książkach chciał znaleźć odpowiedzi na temat skutków dawnej klątwy - podświadomie lękał się run i czegokolwiek powiązanego z czarną magią, wolał znaleźć wyjaśnienie w tomach o leczeniu. Nikomu nie przyznał się do swojej głównej motywacji (czy jestem - czy będę - normalny?), ale przyjaciółka okazała się wspaniałą partnerką do rozmów o zajmujących przypadkach magipsychiatrycznych. Obrona przed czarną magią była jego piętą achillesową. Wymagała pewnego rodzaju siły, jakiej nigdy nie umiał z siebie wykrzesać - czasem zastanawiał się, czy gdy nauczyciel kazał im sięgnąć wgłąb siebie po białą magię to we własnej duszy znajdował już tylko skutki dawnego spustoszenia czarnomagiczną klątwą i nic więcej, nic więcej, nic więcej. Potrafił za to znaleźć odpowiednią determinację na zajęciach uroków. Commotio szeptał z namaszczeniem, wyobrażając sobie burze nad Shropshire i poddawanych terapii pacjentów z pochłanianych książek, a pioruny posłusznie poddawały się jego woli. Transmutacja szła mu raczej przeciętnie - ale jako wzorowy Krukon przykładał się do niej pilnie, aż osiągnął satysfakcjonujące wyniki. Przestał regularnie używać tej dziedziny magii odkąd zrobił upragnioną specjalizację i zapomniał większość z ciężko wypracowanych postępów. Wreszcie, znalazł siłę w słowach - obserwując autorytet pedagogów i łagodny, acz stanowczy sposób, w jaki egzekwowała go przyjaciółka po zostaniu prefekt. Obserwował i uczył się od nich, świadom, że z powodu kalectwa nigdy nie będzie odbierany poważnie, że musi znaleźć inny sposób na wzbudzenie posłuchu. Spokojna mina, łagodny uśmiech, mądre słowa - to zdawało się wystarczać. Ćwiczył cierpliwość, mocniej zaciskając dłoń na lasce ilekroć ktoś wywołał jego gniew i spychając negatywne emocje wgłąb siebie. Spokój może być najlepszym narzędziem perswazji.



Kurs uzdrowicielski zaczęli z przyjaciółką razem zaraz po ukończeniu szkoły, nierozłączni, jak zwykle. Przyświecał im jeden cel - specjalizacja z magipsychiatrii. Ogromny Londyn oszałamiał nieco młodzieńca z samotnego domu na wzgórzu, ale jej obecność pomogła mu przetrwać te pierwsze lata. Przy niej nie czuł się obco, gdziekolwiek by nie byli. Była domem. Pracował ciężko na stażu w szpitalu, ale ten ciężar zawsze wydawał się lekki i przyjemny - odnalazł swoje powołanie. Do pacjentów podchodził z mieszanką ciekawości i fascynacji, ale nigdy z odrazą, nigdy nie osądzał. Miał ponure wrażenie, że gdyby nie miłość rodziców i interwencja łamacza klątw, mógłby znaleźć się na miejscu wielu z tych nieszczęśników - tych z ranami otwartymi nóg, których opatrywał na pierwszych latach stażu, i tych zamkniętych na oddziale magipsychiatrycznym, bezradnie uderzającymi pięściami we wzmocnione drzwi.



Wrócił do domu na lato, gdy matka chorowała. Dla niej, ale jego myśli zaprzątała wtedy inna osoba - przyjaciółka z dzieciństwa, która nagle stała się kobietą, której uśmiech był bardziej beztroski, a jasne spojrzenie mniej przenikliwe niż ciemne oczy tamtej. Nie wiedział, co w nim widziała, ale to się nie liczyło. Był młodym mężczyzną, ciekawym świata, ciekawym kobiet. Uwiodła go z łatwością, a być może uwiedli siebie wzajemnie. Potajemne schadzki smakowały białym winem, a jej ciepłe wargi - normalnością.
Gdy wychodził z rodzinnej biblioteki z niedopiętym kołnierzem i napotkał nieodgadnione spojrzenie brata, laska zadrżała nerwowo w dłoni. Wtedy pierwszy raz nabrał przeczucia, ze w swej młodości nie są ani niezniszczalni ani nietykalni.



Myślał, że po prostu każą mu się z nią ożenić, to byłoby nawet wygodne. Znali się od dzieciństwa. Choć jej nie kochał, to przywykł do jej towarzystwa, a sojusz byłby wygodny dla ich rodzin. Tak myślał, gdy próbował ją uspokoić. Zawsze był przecież niczym woda, która gasi jej ogniste emocje.
Tym razem to on jednak stracił panowanie nad sobą, a ona okazała się zapalną iskrą.
-Jesteś kaleką - usłyszał, choć powiedziała to chyba innymi słowami, choć potem zarzekała się, że miała na myśli coś innego. Jesteś kaleką odbijało się echem po rodzinnej bibliotece, gdy jego ręka sama się podniosła (sama, sama, głupi bezwolny odruch, przecież nie chciał, nigdy nie chciał).
-A ty jesteś dziwką - wysyczał, gdy z niedowierzaniem przytknęła smukłą dłoń do czerwonego policzka i od tamtej pory nie odezwał się do niej już nigdy więcej. Lato skończyło się, zanim na dobre się zaczęło.



Nie miał zamiaru odzywać się także do brata, choć ten zachowywał się tak, jakby dziwiło go to milczenie - milczenie, po tym, gdy od lat nie spędził z nimi żadnych wakacji, po tym jak wmieszał się w coś, co było tylko Hectora, po tym jak paradował po schodach na swoich zdrowych nogach. Hector potrafił chować urazę naprawdę długo - a Ulysses potrafił się zachowywać, jakby był na to wszystko ślepy, jakby nie rozumiał, jakby nigdy nic nie rozumiał.



Myślał, że ojciec najpierw znajdzie żonę zdrowemu bratu, ale to pierworodnemu przedstawiono kandydatkę Hector uśmiechał się do niej uprzejmie, musiał być w końcu idealnym i posłusznym synem, jak zawsze, jak zawsze. Beatrice Potter nie miała w sobie ani łagodności przyjaciółki z Hogwartu, ani żaru jego pierwszej kochanki, a Hector od razu zauważył psychologiczne skazy na jej osobowości - impulsywna, nadmiernie emocjonalna, podatna na manipulacje notował w pamięci, a potem obiecał ojcu, że poprosi ją o rękę. Wyjechał z domu prędko, zostawiając za sobą brata i kręte schody. Kupił parterowy dom w Walii z dużym ogrodem i poświęcił się opiece nad matką. Zawsze lubiła walijskie wybrzeże, a z domu było odpowiednio blisko do Shropshire. Hector osiadł tam bardziej z jej niż z własnego wyboru, ale przynajmniej w spokoju spędziła ostatnie kilka miesięcy, łudząc się, że morskie powietrze poprawi jej zdrowie. Jej śmierć rzuciła się cieniem na pierwszych miesiącach małżeństwa, ale chyba nawet bez tamtej straty ani czasochłonnych wymogów uzdrowicielskiego stażu byliby z Beatrice niedobraną parą. Kolejnym małżeństwem z rozsądku, jakich wiele. Bea szybko spełniła rodzinny obowiązek i urodziła syna, którego Hector pokochał jak nikogo innego w swoim życiu. Trzymając w rękach Deimosa, tak kruchego i małego, po raz pierwszy w życiu poczuł nowy rodzaj trwogi - a w pierwszych latach życia syna nadopiekuńczo sprowadzał do domu medyków i kogoś, kto potrafił rzucać Hexa Revelio, by upewnić się, że wszystko w porządku. Na szczęście, chłopiec rozwijał się prawidłowo i był bardziej żywy i energiczny, niż Hector kiedykolwiek.



Marzył, że będą mieć więcej dzieci, ale ona zawsze była impulsywna i nadmiernie emocjonalna, a tamten malarz był patologicznym kłamcą i erotomanem. Nerwowo zaciskając dłoń na lasce, pozwolił jej na tamten romans - i każdy kolejny - pod warunkiem dyskrecji i zadbania o Eliksir Rue. Żeby nie mieć żadnych wątpliwości, już nigdy nie przekroczył progu jej sypialni. Uśmiechali się i tolerowali dla dobra syna. Zresztą, chyba wygodniej było im żyć oddzielnie. Ulysses czasem ich odwiedzał, zwykle na zaproszenie Beatrice, a Hector przyjmował wtedy na twarz uśmiech, wydający się maską, i udawał szczęśliwe małżeństwo. W głębi ducha cieszył się, że ktoś kiedyś nauczy jego syna polować, ale nie umiał powiedzieć tego bratu. Chyba nie odzywał się do niego tak długo, że gdy już się rozchmurzył, zapomniał jak przebić szklany mur. Burzowe chmury potrafiły utrzymywać się w Shropshire - i w sercach synów tego hrabstwa - naprawdę długo.



Poświęcił się pracy. Po śmierci ojca i matki po raz pierwszy w życiu zaznał gorzkiej wolności i długo nie wiedział, co z nią zrobić, aż w końcu postanowił opóźnić o półtorej roku podjęcie zawodowej praktyki i zapisał się na ministerialny kurs dla alchemików. Eliksiry fascynowały go od zawsze, szczególnie ich wpływ na ludzki umysł. Spadek i posag najpierw umożliwiły mu kupno domu, a potem dały mu czas na powiększenie zawodowych kwalifikacji. Dzięki uzyskanej licencji, mógł warzyć eliksiry dla własnych pacjentów. Zainspirowany badaniami wiedeńskich czarodziejów oraz pełen wiary we własne kwalifikacje, rodzinne koneksje, oraz talent do słuchania innych, zainwestował w prywatny gabinet w Londynie. Magiczna psychoanaliza fascynowała go jeszcze bardziej niż choroby pacjentów przymusowo zamkniętych w świętym Mungu, z którymi stykał się na stażu. Zresztą, przeciętne umiejętności z zakresu defensywy oraz konieczność poruszania się o lasce dyskwalifikowały go z pracy w terenie oraz ze zbyt agresywnymi pacjentami, ryzykownej i niebezpiecznej. W gabinecie kierowało nim przeświadczenie - albo raczej lęk - że nawet najbardziej normalni ludzie kryją w sobie tajemnice, cierpienie, coś niechcianego. Pomagał im się z tym uporać - rozmową, eliksirami i beznamiętną, absolutną dyskrecją. Zdradzane żony, niekochane dzieci, zakompleksieni mężczyźn, histeria, plaga koszmarów, perwersje- chyba w każdym z nich widział okruch siebie, każdemu poświęcając uwagę, nikogo nie oceniając. Taktowny i spokojny, nauczył się zasad etykiety aby przyjmować lepiej urodzonych pacjentów, a smykałka do ekonomii pomogła mu w sprawnym prowadzeniu interesu. Reputacja zaczęła rosnąć, prywatna praktyka zapewniała wygodne życie jego rodzinie, czuł się spełniony. Planował kupienie jeszcze większego gabinetu w Londynie, może nawet domu, ale anomalie i pełzający w stolicy chaos zmusiły go do innej zmiany. Magia Deimosa wariowała, Ministerstwo płonęło, a Hector z ciężkim sercem pakował wyposażenie siedziby w stolicy, by przenieść praktykę bliżej domu, do Walii. Wciąż umawiał się z niektórymi pacjentami w Londynie lub w ich domach, ale to nie to samo.



Bicz raz po raz uderzał w jasną kobiecą skórę, na której od razu pojawiły się czerwono-fioletowe wykwity. Kolega - jeden z tych bogatych ludzi, którzy na wszystko mogą sobie pozwolić i który z niewytłumaczalnych powodów polubił spokój Hectora - postanowił pokazać Vale'owi "jak się zabawić." Hector nie wierzył, że będzie go to bawić, poszedł z nim do przybytku rozkoszy z czystej uprzejmości i z przekorną myślą, że wreszcie sam skorzysta z wolności, którą podarował żonie. Obserwował zabawę chłodno i analitycznie, zza szklanej szyby, jak zwykle. Za szybą nie dopadnie go ani żądza, ani agresja, ani obrzydzenie, ani nic nieprzewidywalnego.
Aż nagle, w rytmie bicza, szyba pękła - pierwszy raz od dzieciństwa. Hector gwałtownie odebrał bicz od roześmianego kolegi (możesz jej robić wszystko, dopóki nie powie bezpiecznego słowa) i w istocie bawił się doskonale.
Lepki wstyd i zimny strach dopadły go dopiero rano. Klątwa w dorosłym życiu może objawić się problemami psychicznymi a czymże innym jest radość z zadawania komuś bólu? Z przerażeniem myślał o historiach swoich pacjentów, o ich perwersjach i zagubieniu, porównując ich problemy z własnymi. Obiecał sobie, że nigdy tam nie wróci.
Zaczął wracać regularnie, z metodyczną organizacją dopasowując terminarz rozrywki do dni, w których Beatrice nie umawiała się na swoje schadzki (jej kalendarz był chaotyczny, jak ona sama, ale nauczył się go przewidywać). Okazało się, że życie może nabrać kolorytu poza uśmiechami syna, że świat wcale nie kończy się na wychowywaniu Deimosa i że - choć nigdy nie podniósł ręki na Beę - marzenia można za opłatą wcielić w życie.



Nagły szok może zaowocować emocjonalnym dystansem - powtarzał sobie, gdy powiedzieli mu o jej śmierci i - tłumacząc to wszystko Deimosowi - nie był w stanie uronić nawet jednej łzy. Emocjonalny dystans panował w ich małżeństwie już od dawna, ale nigdy nie życzyłby jej śmierci, zwłaszcza tak nagłej i tragicznej. Była przecież matką jego syna.
Nie powinna była impulsywnie iść na tamtą schadzkę w środku nocy. Przecież nie musiała się nawet ukrywać, nie przed nim. Może to tamten mężczyzna wybrał tak odludne miejsce? Hector obsesyjnie przeglądał jej korespondencję, ale nie poznał jego tożsamości. Potem pisał listy do Ministerstwa, ale tamten wilkołak nie był zarejestrowany, nie mogli go znaleźć, choć wszyscy podejrzewali, kto to. Mężczyzna z okolicznej wioski rozpłynął się bez śladu po tamtej pełni, sąsiedzi przekazali Hectorowi jego nazwisko.
Hector znał kogoś, kto mógł go wytropić. Po kilku miesiącach wewnętrznej walki, schował dumę do kieszeni i skreślił list do Ulyssesa - potrzebował jego pomocy.



Wojna ogarnęła Anglię, a Hector nadal nie jest pewien, czy przeniesienie gabinetu z Londynu - teraz już bezpiecznego - było błogosławieństwem, czy błędem. W jego domu do mugoli podchodziło się neutralnie, nigdy nie był też w stanie wyobrazić sobie utopijnego świata, w którym magia byłaby całkowicie jawna, ale w jego żyłach płynie czysta krew. Krew, która połączyła go z Beatrice, krew dla której nawet nieangielskie  korzenie przyjaciółki z Hogwartu były nieadekwatne. Z ciekawością bywa w nowej stolicy, w której można już swobodnie czarować, ale nie rozumie ani bezwzględności obecnego konfliktu ani fanatyzmu, z jakim poszukiwani listami czarodzieje poświęcają się walce za obcych ludzi. Pacjenci nie są przecież dla niego obcy. Im poświęca się całym sobą,  woląc skupić się na problemach jednostek niż na konfliktach w całym kraju. Prawdziwe problemy piętrzą się zresztą w relacji z Deimosem, od pogrzebu Beatrice między ojcem i synem pojawiła się kurtyna niezrozumienia. Hector poświęca energię na wychowanie syna, zaszywając się w walijskim domu, okazjonalnie odreagowując stres w stolicy i oddzielając swoje emocje od chaosu historii grubą szybą.




Patronus: Hector nigdy nie potrafił go wyczarować i chyba nie ma odpowiednio silnych pozytywnych wspomnień.



Statystyki
StatystykaWartośćBonus
OPCM: 00
Uroki:51 (rożdżka)
Czarna magia:00
Uzdrawianie:202 (rożdżka)
Transmutacja:00
Alchemia:152 (rożdżka)
Sprawność:40
Zwinność:10
Reszta: 0
Biegłości
JęzykWartośćWydane punkty
AngielskiII0
ŁacinaI1
Biegłości podstawoweWartośćWydane punkty
AnatomiaIII25
AstronomiaII10
Historia MagiiI2
GeomancjaI2
KłamstwoI2
NumerologiaI2
ONMSI2
PerswazjaII10
SpostrzegawczośćII10
ZielarstwoI2
Biegłości specjalneWartośćWydane punkty
EkonomiaI2
Savoir-vivreI2
Biegłości fabularneWartośćWydane punkty
Neutralny--
RozpoznawalnośćI-
Sztuka i rzemiosłoWartośćWydane punkty
Literatura (wiedza)I0.5
Sztuka (wiedza)I0.5
Muzyka (wiedza)I0.5
AktywnośćWartośćWydane punkty
JeździectwoI0.5
GenetykaWartośćWydane punkty
Brak- (+0)
Reszta: 1


Ostatnio zmieniony przez Hector Vale dnia 12.12.21 12:43, w całości zmieniany 2 razy
Hector Vale
Zawód : Magipsychiatra z licencją alchemika
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowiec
Lived my life as the good boy I was told I should be,
Sold my soul, broke my bones, tell me, what did I get?

OPCM : 0
UROKI : 5
ALCHEMIA : 15
UZDRAWIANIE : 20
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 1
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t10855-hector-vale https://www.morsmordre.net/t10885-achilles#331700 https://www.morsmordre.net/t10883-broken-body-beautiful-mind#331696 https://www.morsmordre.net/f389-walia-wybrzeze-rhyl-rhyl-coast-road-8 https://www.morsmordre.net/t10887-skrytka-bankowa-nr-2379#331777 https://www.morsmordre.net/t10886-hector-vale#331701
Re: Hector Vale [odnośnik]12.12.21 21:52

Witamy wśród Morsów

Twoja karta została zaakceptowana

INFORMACJE
Przed rozpoczęciem rozgrywki prosimy o uzupełnienie obowiązkowych pól w profilu. Zachęcamy także do przeczytania przewodnika, który znajduje się w twojej skrzynce pocztowej, szczególnie zwracając uwagę na opis lat 50., w których osadzona jest fabuła, charakterystykę świata magicznego, mechanikę rozgrywek, a także regulamin forum. Powyższe opisy pomogą Ci odnaleźć się na forum, jednakże w razie jakichkolwiek pytań, wątpliwości, a także propozycji nie obawiaj się wysłać nam PW lub skorzystać z działu przeznaczonego dla użytkownika. Jeszcze raz witamy na forum Morsmordre i mamy nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej!
STAN ZDROWIA
Fizyczne
Utykanie na lewą nogę.
Psychiczne
Pełnia zdrowia.
UMIEJĘTNOŚCI
Brak

Kartę sprawdzał: William Moore
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Hector Vale Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Hector Vale [odnośnik]12.12.21 21:53


KOMPONENTY
liście kłaposkrzeczki, korzeń ciemiernika, kora z drzewa wiggen, skrzeloziele;
krew reema;
srebro x2, mokait, korund, czaroit, halit, chalkantyt;
proszek fiuu, księżycowy pył x3;
ludzka kość, krew;

[12.12.21] Styczeń/marzec
[08.04.22] Kwiecień/czerwiec

BIEGŁOŚCI[03.03.22] Wsiąkiewka (styczeń-marzec): +3 PB do reszty;

HISTORIA ROZWOJU[12.12.21] Karta postaci; -50 PD
[12.12.21] Rejestracja różdżki
[29.12.21] Zdobycie osiągnięcia: Mały pędzibimber, +30 PD
[18.01.22] Osiągnięcia (Do wyboru, do koloru); +30 PD
[02.02.22] Wykonywanie zawodu (styczeń-marzec) I; +15 PD
[16.02.22] Osiągnięcie (Ibuprom wszystkich smaków); +30 PD
[18.02.22] Wykonywanie zawodu (styczeń-marzec) II; +15 PD
[03.03.22] Wsiąkiewka (styczeń-marzec); +120 PD
[16.03.22] Rozwój postaci: + 5 pkt U; - 400 PD
[20.03.22] Spokojnie jak na wojnie: +25 PD
[03.05.22] Zdobycie osiągnięcia: Ostatnia landrynka +30 PD
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ALCHEMIA : 99
UZDRAWIANIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarodziej
Hector Vale Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Hector Vale
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach