Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Główny pokój
AutorWiadomość
Główny pokój [odnośnik]04.07.22 13:15

Główne pomieszczenie

Salon, ezoteryczna graciarnia, pozorny chaos, nad którym wbrew pozorom właścicielka domu panuje. Pełno w nim bibelotów i ozdobnych roślin, obrazów i drobnych pamiątek po babce, których żal było jej spakować do pudeł i wynieść. Pomieszczenie znajduje się na parterze a z okien rozpościera się widok na pobliski las. W chłodniejsze dni zdecydowanie najcieplejsze pomieszczenie ze względu na kominek i sporą ilość narzut.


[bylobrzydkobedzieladnie]


* * *
I bury my head in the sand and go on acting like it's all gone to plan. And I feel the sweat dripping down my neck, pretending it hasn't happened. And it hasn't happened yet.


Ostatnio zmieniony przez Millicenta Goshawk dnia 04.07.22 21:05, w całości zmieniany 1 raz
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
she was life itself.
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put-together mess.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk#340439 https://www.morsmordre.net/t11254-cesarzowa#346161 https://www.morsmordre.net/t11256-niech-ja-ci-powroze#346166 https://www.morsmordre.net/f425-dolina-godryka-chata-na-uboczu https://www.morsmordre.net/t11255-skrytka-bankowa-2421#346163 https://www.morsmordre.net/t11257-millicenta-goshawk#346175
Re: Główny pokój [odnośnik]04.07.22 15:56
3 V

Wieczór gęstniał zimną, skąpą mgłą, rozwieszoną pomiędzy drzewami jak postrzępione girlandy; okrywająca go cienka szata, która wystarczała poprzedniego dnia, dziś już zupełnie się nie sprawdzała. Przyspieszony krok zrównał się z szybszym oddechem, gdy wciskając dłonie głęboko w kieszenie okrycia przemierzał ostatni odcinek dzielący go od odludnej chaty, ledwie wyłaniającej się z szarzyzny.
Kiedy znalazł się przy drzwiach, jednym ruchem ręki poprawił zmarszczony materiał, nim zapukał kołatką do drzwi; różdżka znajdowała się tak blisko, że drewno stykało się z wierzchem jego dłoni, sprawiając, że czuł się bezpieczniej - nie był pewien, czego się spodziewać nawet tu, w sennej dolinie. Drewno wydało z siebie charakterystyczne, długie zawodzenie, gdy drzwi się otworzyły, a on mógł w końcu skrzyżować spojrzenie z Goshawk.
- To tylko ja - wymamrotał odrętwiałymi z zimna ustami, szybko korzystając ze sposobności, by wślizgnąć się do ciepła chaty. - Jest ktoś u ciebie? - trudno było mu oszacować, o której powinien się tu pojawić - tak, by nie zastać nikogo z klientów, ale też by nie przeciągać odwiedzin do późnych godzin nocnych. - Na Merlina, jeśli jeszcze dzisiaj nie opuszczałaś domu, to zdecydowanie tego nie rób - wzdrygnął się nieco, fale chłodu wciąż rozlewały się po jego ciele - teleportowałem się tam, gdzie zawsze, więc nie miałem do przejścia połowy doliny, a i tak rozważałem, czy nie przetransmutować sobie włosów na ciele w wełnę - gdyby nie świadomość tego, jak bardzo cuchnie mokra wełna, być może nie zastanawiałby się zbyt długo; zsunął pelerynę z ramion, i odwiesił ją na pusty wieszak, wtedy też przypomniał sobie jednak o drobnym pakunku, wciśniętym do jednej z kieszeni - a właśnie, mam coś ze sobą, uchowało się u nas jakimś cudem - zawiniątko z gazety zaciążyło w jego prawej dłoni, zagnieżdżając się w jej zagłębieniu - trzecie oko podpowiada ci, co jest w środku? - zapytał z lekka z przekąsem, marszcząc piegowaty nos w rozbawieniu; to nie tak, że nie wierzył w jej zdolności, ale trudno byłoby mu pojąć meandry sztuki, która sprowadzała się do doszukiwania się znaczenia w najdziwniejszej symbolice; to było zbyt mgliste, zbyt zmienne, trudne do osadzenia w dowodach i faktach, ba, niemal niemożliwe.
Lewą ręką ściągnął najpierw jednego, a potem drugiego buta, chwiejąc się odrobinę w poszukiwaniu równowagi; balans wszechświata pozostał jednak zachowany, a on przesunął oksfordki czubkiem placów u stóp tak, by nie zawadzały i ułożyły się w jednej linii pod ścianą - zupełnie, jakby gest ten miał jakiekolwiek znaczenie w ciasnej, zagraconej przestrzeni.

+pozostała część czarnej herbaty, jakieś 80g




I was a heavy heart to carry~
Laurence Morrow
Zawód : numerolog, cyrkowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
więc przez płonący las
przeprowadź mnie
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
standing upright but my shadow is crooked~
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11212-laurence-morrow https://www.morsmordre.net/t11246-houdini#346121 https://www.morsmordre.net/t11247-museums-of-fear#346123 https://www.morsmordre.net/f424-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-10 https://www.morsmordre.net/t11252-szuflada#346152 https://www.morsmordre.net/t11248-laurence-morrow#346126
Re: Główny pokój [odnośnik]04.07.22 19:53
Wyrwana z drzemki czarownica otworzyła drzwi w stroju iście domowym, mając na sobie jedynie przydługą śnieżnobiałą koszulę i kontrastujące z nią grube skarpety oraz porwaną w pośpiechu po drodze narzutę z kanapy, niezdarnie owiniętą wokół. Przetarła zaspane oczy, pokręciła przecząco głową, nawet nie zastanawiając się nad tym, że przez wzgląd na strój mógł pomyśleć, że nie była sama, i bez słowa wpuściła Laurence do środka. Wiedziała, że to on; nim otworzyła, po kryjomu zerknęła przez firankę, żeby sprawdzić kto złożył jej wizytę tak późno.
Wełna z włosów to zły pomysł, pomyśleliby, że po okolicy kręci się nowy gatunek magicznego stwora i mogliby zapolować, i co wtedy? Plusy takie, że może stałbyś się legendą, minusy, że może straszyliby tobą niegrzeczne dzieci – rozbudziło ją wyraźnie wyobrażenie pogoni mieszkańców wioski za biednym Morrowem, który w swojej wspaniałomyślności chciał się tylko rozgrzać a skończył jako potwór straszący dzieci, podobnie jak ten nędzny czerwony kapturek, którym rodzice z kolei straszyli ją w dzieciństwie. Kiedy znaleźli się w pokoju, usiadła na oparciu fotela, szczelniej otulając się narzutą. Czyżby zapomniała, że mieli się dzisiaj spotkać?
W pomieszczeniu było ciepło; w kominku trzaskał ogień rozpalony przez czarownicę przed niespełna dwiema godzinami, w powietrzu zaś unosiła się woń lawendy wyhodowanej przez nią w ogródku – zupełnie jak w chatach starszych osób, zupełnie jakby babka wcale nie umarła i miała zaraz wyłonić się z kuchni z talerzem kruchych ciastek, dodatku do ich co wieczornego rytuału odczytywania znaków z dna filiżanek. Choć rzeczywistość była zgoła inna, salon dalej był najprzyjemniejszą częścią domu.
Moje trzecie oko nie lubi jak się z niego żartuje – odparła pobłażliwie, choć trzeciego oka w istocie nie miała. A chciałaby. – Nie muszę go używać, mój nos aż za dobrze zna ten zapach – skrzyżowała ręce na piersi i przekrzywiając nieco głowę wbiła podejrzliwe spojrzenie w Laurence, zupełnie ignorując małe zawiniątko w męskiej dłoni, które stanowiło podstawę jej pracy. W ostatnim czasie musiała wprost wznosić się na wyżyny kreatywności i wymyślać coraz to nowsze sposoby, zamienniki dla fusów, z których próbowała wróżyć, lecz przed paroma dniami była coraz bliżej zakupu normalnego produktu, by nie wychodzić na pośmiewisko.
Rozumiem, że czasy są ciężkie, ale nie aż tak, żebyś musiał przynosić ze sobą herbatę – stwierdziła, aż nagle w jej oczach pojawiła się iskra podekscytowania – ...chyba, że to ten dzień? – jej relacja z Morrowem należała do z grubsza normalnych, chociaż starała się omijać z nim tematy wróżbiarstwa. Kiedy wielokrotnie do nich powracali wszystko kończyło się tak samo: on miał inne zdanie, ona czuła się zmęczona powtarzaniem tych samych argumentów a mimo sceptycyzmu nigdy nie pozwolił jej sobie powróżyć, co najmniej jakby się bał, że a nuż będzie miała rację. Ani z ręki, ani z kuli, ot, z niczego co miała w zanadrzu, więc widok takiej ilości herbaty był dla niej nie tylko zaskakujący, ale i podsuwał dobrą okazję do przechylenia szali na swoją stronę.


* * *
I bury my head in the sand and go on acting like it's all gone to plan. And I feel the sweat dripping down my neck, pretending it hasn't happened. And it hasn't happened yet.
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
she was life itself.
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put-together mess.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk#340439 https://www.morsmordre.net/t11254-cesarzowa#346161 https://www.morsmordre.net/t11256-niech-ja-ci-powroze#346166 https://www.morsmordre.net/f425-dolina-godryka-chata-na-uboczu https://www.morsmordre.net/t11255-skrytka-bankowa-2421#346163 https://www.morsmordre.net/t11257-millicenta-goshawk#346175
Re: Główny pokój [odnośnik]06.07.22 21:40
Dopiero po chwili blask kominka objął łuną światła i jej sylwetkę, wcześniej skrytą w półcieniach korytarza; śnieżnobiały kołnierz opinał się na szyi, wyłaniając się spod grubego materiału narzuty, którą kobieta opatuliła się szczelnie - nie na tyle jednak, by udało jej się ukryć nagie łydki, po nich też prześlizgnął się mimowolnie spojrzeniem.
- Poczekać na zewnątrz? - bądź tu? Nie doprecyzował już, czemu w ogóle zadał to pytanie, wydawało mu się, że nie było takiej potrzeby - chciał dać jej chwilę, by mogła się w spokoju przebrać, musiał ją zaskoczyć.
- Nie śmiałbym żartować z proroczego daru - którego ona, akurat, nie miała; nigdy nie powiedział tego wprost, ale może większym nieszczęściem byłoby, gdyby jej marzenie się spełniło. Teraz tkwiła wprawdzie w stanie wiecznego niespełnienia, lecz przynajmniej nie musiała każdego dnia mierzyć się z ciężarem przepowiedni. - To prezent, Millie, i to prezent nie ze szczerego złota, po prostu go przyjmij - nie dopowiedział, że od wspólnej znajomej słyszał co nieco o jej ostatnich praktykach; o wróżeniu z ziół i liści, o szukaniu tańszych zamienników herbaty, bez której trudno się obyć w jej profesji - a następnym razem będę pamięć, żeby wziąć ze sobą co najwyżej fusy - zbagatelizował tym samym wartość podarunku, wprawnie też zmienił temat - chyba że to również nienajlepszy pomysł? - właściwie - nie wiedział; dopiero po chwili, gdy przeanalizował swoje słowa, pomyślał, że przecież może mieć znaczenie, czy do wróżenia użyje świeżych fusów, czy sięgnie po garść sprzed tygodnia. - Jaki dzień? - zapytał bezrefleksyjnie, nie od razu pojmując znaczenie sugestywnego tonu. - Ten dzień, w którym odsłonisz przede mną wszystkie tajemnice przyszłości? - bo jeśli tak, jeśli naprawdę o to właśnie chodziło... - brzmisz tak, jakby mój bogin przemieniał się w kryształową kulę; ja naprawdę nie boję się ezoterycznych rytuałów, po prostu nie do końca wierzę w to, że przyszłość może aż tak łatwo zdradzać swoje tajemnice - wolałby jej nie znać; nigdy nie poznać, nie naruszać porządku rzeczy, nie mieć okazji, by przygotować się na to, co nadejdzie - nawet jeśli można doszukać się wskazówek w talii kart albo locie ptaków, to tak właściwie po co? Chciałabyś wiedzieć wcześniej - że to wszystko się stanie? Że Bezksiężycowa Noc nadejdzie? Że zacznie się wojna? Że jutro, już jutro, umrzesz? Co byś z tą wiedzą zrobiła? Nie jest chyba dla każdego, trzeba jeszcze potrafić ją udźwignąć... - i musiało to potrafić zarówno źródło owych wieści, jak i ten, na którym skupiało się trzecie oko. - Inne pytanie - na co się decydujesz, kiedy któraś z twoich klientek - z jakiegoś powodu założył, że to jedynie kobiety przechodziły przez ten próg - ma... fatalną aurę - tak to się nazywa? - widzisz w jej szklance ponuraka, testrala ujeżdżanego przez śmierciotulę albo coś równie dramatycznego - i co wtedy? Wieszczysz jej najgorsze nieszczęście? A potem liczysz na to, że przyjdzie jeszcze kiedykolwiek do twojej chaty? - on by nie wrócił, ale różne są fetysze.




I was a heavy heart to carry~
Laurence Morrow
Zawód : numerolog, cyrkowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
więc przez płonący las
przeprowadź mnie
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
standing upright but my shadow is crooked~
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11212-laurence-morrow https://www.morsmordre.net/t11246-houdini#346121 https://www.morsmordre.net/t11247-museums-of-fear#346123 https://www.morsmordre.net/f424-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-10 https://www.morsmordre.net/t11252-szuflada#346152 https://www.morsmordre.net/t11248-laurence-morrow#346126
Re: Główny pokój [odnośnik]10.07.22 12:54
Kiwnęła przecząco głową; nie potrzebowała ani chwili na przebranie się, ani tego, żeby wychodził z pokoju. Na razie zbierała w sobie moc do działania, chociaż ciepły koc i kanapa w dalszym ciągu kusiły i mamiły, by wróciła w ich objęcia.
To prezent na wagę złota – odparła pobłażliwie, dając mu do zrozumienia, że w obecnych czasach, gdy ludzie mieli potężne problemy z dotarciem do żywności, raczej stronili od rozdawania swoich zapasów. Tym bardziej zapasów, które należały do kategorii rarytasów, niż podstawowego produktu, dzięki któremu człowiek miał przeżyć. Nie zamierzała jednak wybrzydzać, bo wiedziała, że herbata była jej potrzebna do pracy a Laurence raczej nie znał słów sprzeciwu. Poza tym prezenty przyjmowało się z uśmiechem na twarzy, czy się podobały, czy nie – tak przynajmniej nauczono ją w domu. – Pozwól, że chociaż cię nią poczęstuję – wcale nie robiła coraz śmielszych podchodów do wróżenia, pogrzebania w symbolice układającej się na dnie filiżanki w rozmaite kształty i zasugerowania towarzyszowi tego, na co powinien zwrócić uwagę w przyszłości; jeśli rzeczywiście nie będzie chciał, nie będzie robiła nic na siłę, chociaż słysząc jego wywód, bezwiednie przewróciła oczami i westchnęła. Nie powiedział nic, czego nie słyszała z jego ust wcześniej.
Jestem ciekawska i lubię grzebać w ludzkim życiu a twoje bardzo mnie interesuje, czy taka odpowiedź jest satysfakcjonująca? – właściwie wcale nie skłamała wypowiadając te słowa, bo prawda była taka, że rzeczywiście była nadzwyczaj ciekawska i lubiła wsadzać nos tam, gdzie nie trzeba a jednocześnie uważała, że swoim zawodem w pewien sposób może pomóc ludziom. Zauważała, że równie częstymi przypadkami klientów byli ci, który nie wierzyli, do momentu, w którym życie stawiało ich pod ścianą a oni poszukując odpowiedzi, pomocy, wskazówki, udawali się do niej. Jak trwoga to do wróżbiarki, mawiała jej babka, ale z perspektywy czasu ciężko było się jej z nią nie zgodzić. Problem polegał jednak na tym, że niektórzy oczekiwali od niej konkretnych odpowiedzi i rad, co mają zrobić – a tego dać im nie mogła, podobnie jak jasnowidz, który nie mógł wymusić swoich wizji na życzenie. – Niektórzy lubią wiedzieć, niektórzy wolą pozostawać ślepi na znaki i twierdzić, że los nie istnieje a ich życie nie jest kontrolowane przez nieistniejącą siłę wyższą; nie ma żadnej dobrej odpowiedzi dlaczego ludzie mają tak skrajne podejście do tej kwestii, każdy ma swoje powody – powiedziała i dosłownie na moment zniknęła w kuchni, by przyszykować rozgrzewające herbatyniektórzy myślą, że wiedząc na co powinni zwrócić uwagę, będą w stanie oszukać przeznaczenie a najczęściej ich to gubi – zrzuciła bezwstydnie owiniętą wokół bioder narzutę i na jej miejsce narzuciła luźne, długie spodnie wiszące na oparciu fotela – bo przeznaczenia, mój drogi, nie oszukasz; każdy ma swój początek i koniec, i to jest coś, na co nie wpłyniemy... ludzie z natury są ciekawi, a niektórzy tylko po prostu potrzebują się wygadać, czasem chcą, bym podjęła za nich ważną decyzję, a jeszcze inni twierdzą, że dzięki wiedzy z kart ich życie stanie się prostsze i łatwiejsze – ostatnie z pytań pragnęła pozostawić bez odpowiedzi; widzenie złych omenów nigdy nie było proste ani dla niej, ani dla klienta, którego nie mogła przecież oszukać i powiedzieć mu, że wszystko jest w porządku. – Oni oczekują ode mnie prawdy a ja nigdy nie oczekuję od nich, że będą wracać – skwitowała krótko. Nie chciała wdawać się w dyskusję na temat tego ile w ostatnim czasie widziała zła i smutku w kartach i symbolach, i jak bardzo wyrobiła się w przekazywaniu wieści w lekkostrawny sposób. Gwizdek czajnika wypełnił pomieszczenie ostrym świstem; czarownica już po chwili wróciła do salonu z dwiema filiżankami gorącego napoju. – Nie mów mi zresztą, że gdybym zobaczyła w twoich fusach coś niekorzystnego, chciałbyś, abym cię okłamała i poklepała po głowie, mówiąc, że wszechświat ma dla ciebie same dobrodziejstwa – odwróciła kota ogonem, spoglądając badawczo na Laurence.


* * *
I bury my head in the sand and go on acting like it's all gone to plan. And I feel the sweat dripping down my neck, pretending it hasn't happened. And it hasn't happened yet.
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
she was life itself.
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put-together mess.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk#340439 https://www.morsmordre.net/t11254-cesarzowa#346161 https://www.morsmordre.net/t11256-niech-ja-ci-powroze#346166 https://www.morsmordre.net/f425-dolina-godryka-chata-na-uboczu https://www.morsmordre.net/t11255-skrytka-bankowa-2421#346163 https://www.morsmordre.net/t11257-millicenta-goshawk#346175
Re: Główny pokój [odnośnik]01.08.22 19:39
Pokiwała przecząco głową, oczywiście, bo cóż innego mogłaby zrobić; pozwolił sobie na brak skrępowania, na pozbawione delikatności spojrzenie, którym prześlizgnął się po ocieplanej ognistą poświatą skórze; nie pamiętał, kiedy ostatni raz czuł ją pod swoimi palcami. Rozproszony nieproszoną myślą zreflektował się dopiero po chwili, z ociąganiem wijąc się wzrokiem wyżej, tak, by ostatecznie skonfrontować się z jej oczami, dwoma i tym trzecim, widmowym domniemaniem rozwikłanych zagadek przyszłości. Przeszłości? Teraźniejszości? Czy okruchy prawdy lustra życia rozsypywały się w sposób uporządkowany? Właściwie niektóre aspekty wróżbiarstwa chyba go intrygowały - nie potrzebował wierzyć w prawdziwość wizji, iluzji, które Millie tkała równie sprawnie jak on; nie po to, by zacząć zadawać sobie pytania, na które być może nie było jednoznacznych odpowiedzi, ale właśnie ta mnogość interpretacji sprawiała, że choć pod cienką warstwą ironii, to jednak wciąż drążył ów temat.
- Chyba złota Leprokonusów, przesadzasz - zbagatelizował, samemu również robiąc to samo, choć prawdą było, że tę akurat herbatę trudno nazwać najlepszej jakości. Przyniósł jej zresztą garstkę, a nie zapas na najbliższe miesiące; w cyrku wciąż miał dostęp do produktów, których na własną rękę bez wątpienia nie potrafiłby zdobyć - kiedy ostatnim razem zapłaciłem ci za kadzidła? - wytknął spokojnie; czy kiedykolwiek przyjęła choć sykl? Nie przypominał sobie - a pamięć miał piekielnie dobrą. Niech uzna, że to forma spłacenia choć części długu. Poza tym, najpewniej w najbliższej przyszłości znów będzie musiał prosić ją o coś, co pomoże powiekom opaść wbrew temu, że zaczynają zarysowywać się pod nimi coraz wyraźniej nocne wizje, lęki, które nie chciały go opuścić. Stawały się coraz cięższe, i ciążyły na myślach, deformując racjonalne wybory. Od nieoczekiwanego kwietniowego spotkania tkwił w poczuciu realnego zagrożenia, nie wiedząc, czego tak właściwie mógł się spodziewać. Groźby? Żądania pieniędzy? Serdecznego donosu do ministerialnych służb? Minęło już kilkanaście dni, a on wciąż znajdował się w stanie zawieszenia, oczekując najgorszego i rozważając skrajne opcje. - Kojarzysz Vale'a? Hectora? Starszego od nas Krukona? - czy wiedziała o nim coś więcej? Nie mógł o niego rozpytywać, choć kusiło go to niezmiernie. Była jedyną osobą, której nie bał się o to zapytać. Która mogłaby nakreślić o nim cokolwiek więcej. Rozwiać złudną nadzieję, potwierdzić najczarniejsze domysły.
Pchnął dalej drzwi odgradzające główne pomieszczenie od korytarza, robiąc wystarczająco dużo miejsca, by przecisnęli się razem przez ramę, w której zarysowywały się rekwizyty jej codziennej pracy. - Co to za zapach? - jaka nuta dominuje dziś w jej domu? Uzupełniając całą gamę kompozycji, którymi meble i bibeloty nasiąkały każdego poprzedniego dnia. Powiódł wzrokiem po znajomej przestrzeni, nie wyłapując niemal żadnej zmiany. Udało jej się stworzyć tu większy harmider, niż ten panujący w cyrkowym wagonie; z jakiegoś też powodu chaos ten zupełnie mu nie przeszkadzał, zdążył już do niego przywyknąć. - Możemy zaparzyć herbatę w którejś z tych filiżanek? - nieznacznie skinął głową w stronę porcelany, w której przepowiadała przyszłość z fusów; a potem wyprzedził Millie, przechodząc wzdłuż jednej ze ścian, opuszkiem prawej ręki muskając krawędzie blatów znajdujących się na wysokości bioder. - Z kurzu też można wróżyć? - dopytał ni to złośliwie, ni z żywym zainteresowaniem, prezentując jej zebraną na palcu szarą strukturę, z kształtu niepodobną do niczego. Ale czy to nie ułatwiało zadania? Im bardziej abstrakcyjna forma, tym więcej interpretacji można do niej dopasować?
Zignorował retoryczne pytanie o satysfakcję z udzielonej mu odpowiedzi; wiedziała, że nie przepadł za tym, by w jakikolwiek sposób naruszać jego prywatność; by grzebać w jego życiu.
- Co z etyką wróżbiarstwa? Czy to, jak dobrze mnie znasz, nie ma czasem wpływu na twoje wizje? Czy możesz być pewna, że podświadomie nie będziesz chciała dla mnie lepszej przyszłości? Że nie wybierzesz interpretacji, którą bardziej chciałbym usłyszeć? - skontrował pytanie pytaniem, snując się niespiesznie po pokoju, wciąż obrysowując opuszkiem kształty mijanych mebli, wyczuwając ich fakturę i temperaturę; robił to ostrożnie, choć to nie im się przypatrywał; nie spuszczał wzroku z Millie aż do momentu, w którym zniknęła w kuchni. Dopiero wtedy opadł na kanapę, tonąc w poduszkach i kocach otulających go odurzającym, ziołowym zapachem.
- A ty? Próbowałaś tego kiedyś? - oszukać przeznaczenie? Brzmiało jak coś, w co warto byłoby choć raz zagrać. Ona jednak wypowiedziała te słowa tak kategorycznie, jakby niegdyś sama podjęła taką próbę - bez powodzenia. Nie odwrócił wzroku, gdy materiał opadł z bioder, na które chwilę później niespiesznie naciągnęła spodnie. By zająć czymś dłonie, i samego siebie, wyciągnął z kieszeni talię kart, którą zaczął tasować; niekomfortowo czuł się z bezczynnością. Być może nie tylko bezczynność wprawiała go w dyskomfort.
- To dużo wygodniejsze - obarczenie jej odpowiedzialnością za podejmowaną decyzję; kiedy stoi się na rozdrożu, szuka się każdego drogowskazu, ale łatwiej postawić pierwszy krok na nieznanej ścieżce, kiedy ktoś wskaże jakiś kierunek. - Po co teraz najczęściej tu przychodzą? Wciąż po to samo? - mógł się domyślać; ale to ona znała pragnienia ludzkich serc, nadzieję skrytą w oczach, gdy usta zadawały drżąco pytania, które strach było wypowiedzieć na głos. Czy wojna zmieniła tak wiele? Miał wrażenie, że choć wszystko, to najgłębsze pragnienia wciąż pozostały w ludziach takie same. Niezależnie od tego, jakiej prawdy (względnej?) od niej oczekiwali.
Powykrzywiane karty schował płynnym ruchem do kieszeni spodni. Skinięciem głowy podziękował za przygotowaną mu herbatę, odbierając od niej ostrożnie filiżankę; para skropliła się na twarzy, nanosząc na nią ciężką woń. Pod czernią kołyszącej się tafli niewiele było jeszcze widać.
- Wciąż sugerujesz, że boję się tego, co zobaczysz? - to nie była odpowiedź na jej pytanie - właściwie, gdybyś faktycznie miała spojrzeć w moją przyszłość, wystarczy, że po prostu wypiję tę herbatę? Nie muszę nic więcej robić? - a ona? Jak wyglądał ten rytuał? Samo wypicie herbaty zdało mu się niezbyt efektowne; pozbyłaby się mistycznej otoczki, pozbawiła widza możliwości uczestniczenia w tym spektaklu.




I was a heavy heart to carry~
Laurence Morrow
Zawód : numerolog, cyrkowiec
Wiek : 29
Czystość krwi : Mugolska
Stan cywilny : Kawaler
więc przez płonący las
przeprowadź mnie
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 30 +5
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarodziej
standing upright but my shadow is crooked~
Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11212-laurence-morrow https://www.morsmordre.net/t11246-houdini#346121 https://www.morsmordre.net/t11247-museums-of-fear#346123 https://www.morsmordre.net/f424-dzielnica-portowa-arena-carringtonow-wagon-10 https://www.morsmordre.net/t11252-szuflada#346152 https://www.morsmordre.net/t11248-laurence-morrow#346126
Re: Główny pokój [odnośnik]06.08.22 16:36
Czoło czarownicy przecięła poprzeczna bruzda, wyraz konsternacji i sygnał, że nie miała w tym momencie innych argumentów.
Touché – przyznała, jednocześnie uznając temat za zamknięty, skoro rozmawiali w ten sposób. Rzeczywiście nie potrafiła sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz wzięła od niego pieniądze za kadzidła, ale nie zamierzała się nad tym zastanawiać i tym bardziej przygotować mu rachunku do spłacenia. Nie znali się od wczoraj, nie byli dla siebie tylko znajomymi wymieniającymi przelotne uprzejmości; uznała więc, że herbata była przyjacielskim wsparciem, podobnie jak za przyjacielskie wsparcie traktowała wytwarzane kadzidła. Na dobrą sprawę w ostatnim czasie zastanawiała się w jaki sposób mogłaby zwiększyć sprzedaż tego, co wytwarzała – realnie to one częściej przynosiły jej o kilka galeonów więcej na przetrwanie i kolejne ingrediencje, a więc czemu miałaby nie spróbować choćby przez jakiś czas wysunąć kadzidła na pierwszy plan?
Uwaga Goshawk szybko skupiła się na wspomnianym nazwisku. Chwilę zajęło, nim dopasowała nazwisko do twarzy, i aż się zdziwiła, bo z Hectorem łączyła ją, cóż, dość interesująca relacja. Nie była bliska, powiedziałaby, że bardziej na podłożu zawodowym – wielokrotnie dyskutowali na temat sensu wróżbiarstwa i magipsychiatrii, byli idealnym przykładem ścierania się mistycyzmu a medycyny. Na dobrą sprawę żadne z nich nie potrafiło odpowiedzieć na wszystkie argumenty, które padały w rozmowach; na korzyść Hectora przemawiało tylko to, że był uzdrowicielem, choć wybrany przez niego kierunek mógł sprawiać wrażenie kontrowersyjnego i niepotrzebnego w ich świecie.
Kojarzę dość dobrze, a co? – odparła i nie odejmując przeszywającego spojrzenia od Laurenca, dodała – moje nie-trzecie oko podpowiada, że bez powodu nie pytasz i herbata była tylko pretekstem – zawsze za tymi pytaniami coś się kryło, czasem błahostka a czasem coś na tyle soczystego, że ciężko było zachować to dla siebie. Nie wiedziała jednak jak było w tym przypadku, nie potrafiła nic wyczytać z twarzy Morrowa, co zrzucała na karb wcześniejszego snu i przytępionych jeszcze zmysłów. Oczywiście nie zamierzała go zmuszać do mówienia, ale o ile rzeczywiście dobrze ją znał, mógł się domyślić, że będzie zawiedziona.
Główne pomieszczenie, serce domu, na pierwszy rzut oka mogło przypominać graciarnię, jednak zdecydowanie bardziej wolała nazywać to uporządkowanym chaosem. Doskonale wiedziała gdzie co się znajdowało, pamiętała każdy szczegół a więc jej uwadze nie umknęłaby nawet najmniejsza zmiana. Z drugiej strony sporej części rzeczy wcale nie potrzebowała i o wiele lepiej odnajdowała się w minimalistycznych przestrzeniach; rzeczy te były pozostałościami po babce a ona po prostu nie miała sumienia ich wyrzucać ani chować, sama wizja zabierania się za to zresztą była na tyle przytłaczająca, że skutecznie wybijała czarownicy z głowy ten plan.
Lawenda, wpływa uspokajająco, łagodzi napięcie. Podobno – wyjaśniła i powiodła wzrokiem na porcelanowe filiżanki. Kiwnęła głową, w końcu to był pierwszy raz, gdy prawdopodobnie Morrow pozwoli sobie powróżyć, wyjęła dwa najładniejsze naczynia i zabrała je ze sobą do kuchni, jego pytanie kwitując przedrzeźniającym grymasem. – Zawsze możesz przyjść i pomóc mi tu posprzątać, nie wiem co ci stoi na przeszkodzie – zasugerowała, nawet ciesząc się, gdyby podjął się wyzwania.
Nie potrafiła powiedzieć nic na temat etyki wróżbiarstwa, bo takie coś z dużym prawdopodobieństwem nie istniało. Byli wróżbici, którzy kłamali na potęgę, byli tacy, co – podobnie jak uzdrowiciele – nie chcieli szkodzić a pomagać. Ona z kolei posiadała swoje własne zasady, starała się ich nie łamać. Nic nie stało na przeszkodzie, by wróżyła bliskim, w szczególności po tym, jak zignorowała złe przeczucia dotyczące własnej babci. Gdyby może wtedy zareagowała, kobieta żyłaby dalej; teraz mogła tylko uczyć się na błędach.
Potrafię być obiektywna – zaznaczyła – a moja etyka wróżbiarstwa mówi, że nikomu nie zdradzam takich szczegółów – powiedziała wymijająco, bo tak naprawdę po raz kolejny wkraczali na rozległe meandry dyskusji, która skończyłaby się o świcie. – Nie próbuj oszukać przeznaczenia, co ci to da? – uniosła brew – wierzę w to, że każdy rodząc się, ma zapisane w gwiazdach to, co go spotka; i oszukiwanie przeznaczenia, zaburzanie zapisanego biegu, nic nie da. Odsunie od ciebie ten moment, ale w końcu nadejdzie, być może w gorszej wersji, niż miał. Długo zajęło mi przyswojenie sobie tej wiedzy, uwierz mi; przyjmowanie tego, co cię spotyka po drodze, zwłaszcza kiedy wydaje ci się to największym gównem, nie jest proste, ale prawie wszystko jest do przeżycia – przerwała, biorąc głębszy wdech. Musiała się zastanowić. – Są różne osoby, niektóre nie krążą wokół wojny, jeśli o to pytasz – pytano ją o wiele rzeczy, niektóre z nich stanowiły punkt wyjścia do dyskusji, niezwiązanej z wróżbami, ale taka była natura ludzka; niektórzy po prostu nie mieli z kim porozmawiać a ona wydawała się być bezpieczną przystanią dla każdego. Nigdy nie oceniała, słuchała; czasem próbowała nie wychodzić poza własną rolę, nie zawsze się to udawało.
W najgorszym wypadku zobaczysz omen śmierci na dnie filiżanki – usadowiła się na kanapie, wskazując miejsce obok siebie. – Albo się przejmiesz i uwierzysz, albo powiesz, że to tylko wróżenie z fusów i nic się nie stanie; nie mam wpływu na twój odbiór. Zresztą, we wróżby nie trzeba wierzyć, trzeba je brać pod uwagę – zauważyła, ale dobrze wiedziała jak to działało. Ponurak potrafił złamać nawet najbardziej opornego niedowiarka. – Teraz wypijesz herbatę a później zajrzymy na jej dno, w tym momencie mogę poczytać z twojej dłoni – zaproponowała, wysuwając drobną dłoń w kierunku przyjaciela.


* * *
I bury my head in the sand and go on acting like it's all gone to plan. And I feel the sweat dripping down my neck, pretending it hasn't happened. And it hasn't happened yet.
Millicenta Goshawk
Zawód : wróżbitka, wytwórca kadzideł
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : n/d
she was life itself.
wild and free, wonderfully chaotic;
a perfectly put-together mess.
OPCM : 5
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +4
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0 +1
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11061-millicenta-goshawk#340439 https://www.morsmordre.net/t11254-cesarzowa#346161 https://www.morsmordre.net/t11256-niech-ja-ci-powroze#346166 https://www.morsmordre.net/f425-dolina-godryka-chata-na-uboczu https://www.morsmordre.net/t11255-skrytka-bankowa-2421#346163 https://www.morsmordre.net/t11257-millicenta-goshawk#346175
Główny pokój
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach