Wydarzenia


Ekipa forum
Dom Duchów Zabiniego
AutorWiadomość
Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]27.08.22 23:08

Dom Duchów Zabiniego

Prowadzony przez doświadczonego spirytualistę budynek, nazywany przez najbardziej zainteresowanych "Domem Duchów", znajduje się na Ulicy Pokątnej od prawie dwóch lat i zbiera zarówno pochlebne jak i niepochlebne opinie. Mówi się, że czasem ze środka słychać hałasy, a innym razem drzwi same potrafią się otworzyć. Pomimo bycia ciągle zamykanym przed niechcianymi gośćmi - sama opinia tego miejsca odpędza najbardziej odważnych włamywaczy, którzy mogą się przerazić o pogłosce jakoby w samym środku czyhały na nich demony i duchy gotowe na polecenie spirytualisty opętać i zniszczyć ich życie.
Jaka była prawda? Dom Duchów służy za pomoc dla mniej zamożnych jak i bardziej bogatszych ludzi. To tutaj mogą spokojnie skomunikować się ze swoimi bliskimi, porozmawiać z nimi i dać możliwość odetchnienia umęczonym duszom i pomóc w przedostaniu się na drugą stronę. Bogatsi mogą umęczyć ostatni raz swoich wrogów lub rozliczyć się z przeszłością lub wynająć usługi wypędzenia duchów ze swojego domu. Oczywiście za opłatą znacznie większą niż zwykłe "konsultacje".
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dom Duchów Zabiniego Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]28.08.22 0:27
Data do ustalenia

Dom Duchów nie miał tego dnia żadnego z gości. Tych wciąż posiadających ciepło na swej skórze lub tego wybrakowanego. Nie było też nikogo na dzisiaj zaplanowanego, chociaż wiedziałeś dobrze, że w twoim fachu częściej można było liczyć na rzeczy niespodziewane. W końcu w każdym momencie mogło coś się wydarzyć, ktoś wejść, ktoś przejść przez ścianę lub po prostu... nic. Konsumująca wszelkie dźwięki z zewnątrz cisza. Na tyle już przyzwyczaiłeś się do tego stanu rzeczy, że gdy opuściłeś już firanę wyglądając wcześniej za okno, wiedziałeś jak półmrok się pogłębił. Tylko świece dawały blade światło. Niektóre dusze nie lubiły nad wyraz dużej ilości światła. Ale czy można było je winić? Nie sądzę. W końcu żaden czarodziej nie chciał widzieć na co dzień ducha, który wychylał się zza ściany i pytał czy można prosić o pomoc. Byłeś też do tego przyzwyczajony, Zabini, bo w końcu na tym polegała twoja praca po skończeniu norweskiego instytutu. Wracając jednak do rzeczywistości. Brak planów nie przeszkadzał tobie w tym, aby zająć swój strawiony niepotrzebnymi myślami umysł czymś bardziej pożytecznym. Niedawno dotarła do twych rąk nowa księga zdradzająca losy czarownic na Orkadach w czasach schyłku średniowiecza. Może nie byłeś historykiem magii, ale więcej historii uczyłeś się z opowieści opuszczonych ciało anim. Zdradzali się swoim akcentem, swoim ubiorem czy też faktem tego w jaki sposób się zachowywali. Byli skarbnicą opowieści i swoich czasów na których korzystałeś. Wydzierałeś z ich widmowych ust cząstki zdań i chowałeś jako wiedzę. Zawsze jednak dla uzupełnienia sięgałeś właśnie do rzeczy martwych. Przepraszam, to żart. Po prostu mowa o księgach. I taką z nich właśnie trzymałeś na biurku, kiedy twoje nogi zamieniły się z nią miejscami, układając na swoich kolanach. Przewracałeś zgrabnie palcami stronnice, ciemne oczy przechodziły płynnie po słowach. Opisy były brutalne, ale czego się dziwić po tych czasach. Rozbawiło Cię nawet to, że autor księgi wskazał, że jedna z czarownic za konszachty ze swoją przyjaciółką znalazła się na stosie, bo właśnie ta druga została rozpoznana przez innego mężczyznę. Inkwizytorzy nabierali podejrzeń, potem zaczęto działać i stosy płonęły. Zastanawiałeś się ile dusz musiało odejść w zaświaty, a ile z nich na świecie pozostało z niedokończonymi sprawami. Jeśli każdy twój palec u dłoni był jedną setką to każde z nich trzymające tę księgę zamykało tę liczbę. A to tylko oficjalne pogłoski od tego, który to spisał. Po pewnym czasie jednak księga zaczęła Cię nudzić, gdy przeczytałeś po raz kolejny rozdział o tym, gdzie te czarownice uciekły. Ale nie było nigdzie powiedziane "gdzie". Irytowało Cię to, jednak nawet nie drgnęła u Ciebie warga, Zabini. Twardy z ciebie posąg, jeśli chodzi o emocje. Ale pod skórą były zgoła inne emocje. Nęciło Cię dowiedzieć się, czy udałoby się przyzwać jedną z tych duszyczek i zapytać jak to wszystko wyglądało. Chciałeś wiedzieć więcej niż autor księgi. Ale nie, to byłoby przekroczenie swoich etycznych możliwości. Dlatego zamknąłeś księgę, echo rozniosło się po pomieszczeniu, a ty odstawiłeś ją na biurko. Coś... Coś jednak było nie tak.
Jedni mówią, że mieli dar wykrywania jedynie zamykając oczy. Ty na szczęście wyszkoliłeś swoje wszelkie zmysły, zdawało się, że wyczuwałeś aurę. Mdły jej posmak wariował Ci na języku, kiedy postanowiłeś wstać i ruszyć w kierunku z którego to nadchodziło. Szedłeś w zapadniętym półmroku, kierowałeś swe kroki po omacku, gdyż nie czułeś zagrożenia w swoim przybytku. To w końcu ty byłeś tutaj Księciem. To ty wiedziałeś najwięcej. Ty byłeś tym, który panował nad tymi, którzy tu przychodzą. Posmak wydawał się bardziej wyraźny, czułeś ten ziemisty smak na swoim języku, gdy po chwili musiałeś zmienić kurs. Zmieniło się, to coś przeszło dalej. Szedłeś więc za tym uparcie, w końcu intruzi nie byli tu mile widziani. Zwłaszcza poltergeisty. Nienawidzisz poltergeistów, którzy mieliby zniszczyć twój dobytek. Dlatego różdżka wyszła spod twojej leganckiej szaty, gdy zacząłeś oprócz zmysłu smaku odczuwać obecność też i ciałem. Mrowienie przeszło po twoim ciele, kiedy zbliżałeś się do jednego z niezagospodarowanych pokojów. Był pusty. Trwała wojna. Gdyby nie ona to być może udałoby Ci się zarobić pieniądze na urządzenie tego miejsca, ale póki co ograniczałeś się jedynie do najważniejszych swoich potrzeb pracowniczych jak i potrzeb klientów. Ostatecznie jednak wiedziałeś, że za ścianą tego budynku ktoś był. Niektórzy nazwaliby to "coś", ale to nie pasowało do standardów ministerstwa. To coś było "post-cosiem". Intruz zatem wszedł tutaj bez pukania. Hmmm... Co z tym zrobisz, Vergilu?
Ruszyłeś jednak do środka pomieszczenia ze schowaną przy pasie różdżką, jednak palce trzymały się uchwytu w gotowości, gdyby post-coś zamierzał okazać się tym, czego nienawidziłeś. Nie lubiłeś się mylić, ale faktycznie musiałeś lekko odpuścić swoim instynktom. To nie poltergeist. To zwykła dusza. Zwykła, zbłąkana dusza. Przełknąłeś ślinę, wziąłeś głęboki wdech i wraz z wydechem powietrza z płuc twoje usta otworzyły się. — W czym mogę pomóc? — Przecież byłeś tu w jakimś celu, duchu. Powiedz więc nam czego potrzebujesz od Vergila Zabiniego, albo po prostu odejdź tak samo jak tu przyszedłeś. On ma umiejętności, potrafi się ciebie pozbyć szybciej niż myślisz. Nie będzie nawiedzania Domu Duchów, jeśli zaraz nie powiesz czego chcesz. No, dalej. I mów tylko prawdę. Tylko prawda Cię obroni przed Zabinim, który w gotowości był już rzucić na ciebie Anima Expellere. Jednak wtedy trzeba też uważać i liczyć na uśmiech fortuny, która nie przygna tych paskud ciemnistych. Dalej, duchu. Powiedz swe zamiary. Chętnie ich wysłuchamy i jeśli nas wystarczająco zainteresują - Zabini pomoże.
Vergil Zabini
Zawód : Spirytysta, własciciel sklepu spirystycznego
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11353-vergil-zabini#349354 https://www.morsmordre.net/t11360-mercurio#349847 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11361-skrytka-bankowa-2481#349849 https://www.morsmordre.net/t11359-vergil-zabini#349845
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]14.09.22 19:17
06.05

I am sorry for the trouble, I suppose
My blood runs red but my body feels so cold


Przebywanie w okolicach Londynu nigdy nie kończyło się dla Caleba dobrze. Miasto zdawało się przesiąkać krwią i nienawiścią, za każdym razem natykał się na coś lub kogoś boleśnie przypominającego, że stolica z lat jego życia przepadła bezpowrotnie i nie wróci przez najbliższy czas. Kiedyś na pewno; zmieni się, przetransformuje, umrą oprawcy, pojawią się nowi, może inni. Postrzegał upływ lat w nieco inny sposób niż jego żywi przyjaciele, choć nie był duchem nawet ćwierć wieku i na standardy tego bytowania pewnie nie wiedział jeszcze niczego. Miał jednak świadomość, że dopóki jego rodzina, bliscy ludzie i wrogowie wciąż stąpali po ziemi materialnymi stopami, będzie go zmagać porażająca bezsilność i złość na samego siebie. Gdzie by się teraz znalazł, gdyby nie poświęcił życia za brata? Czy stanąłby razem z Macnairami? Wątpliwe.
Nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby przyczynił się do tego, że Londyn stał się tak opustoszały, szary i ponury jak teraz. Nie naraziłby Michaela i innych dobrych ludzi, których jedyną zbrodnią były okoliczności narodzin.
Mimo całego bólu, nie zamierzał się jednak odizolować, wciąż śledził Cilliana, czasem niektórych z jego współpracowników, poprzysiągł sobie też od czasu do czasu zaglądać w kierunku nokturnowskiej lecznicy, by mieć pewność, że mała Vablatsky i jej matka dobrze sobie radzą i pozostają bezpieczne.
Tyle że jak przystało na miasto wypełnione czarodziejami, Londyn skrywał w sobie więcej pułapek niż tylko bolesne wspomnienia i obrazy ubóstwa. Jako młodemu duchowi, Calebowi łatwo było poddać się energiom i przyciąganiu, które chwytało jego fantomową formę w lepkie macki tak jak zrobiło to w wieczór poznania Lysy - za jej sprawą. Tym razem sprawa nie mogła mieć się równie niewinnie, nie była to przypadkowa i dziecięca potrzeba towarzystwa.
Nie rozpoznawał miejsca, do którego bezceremonialnie wszedł, dławiony chęcią silniejszą od ludzkiego głodu. Za życia nie przychodził do tego sklepu, może nawet wtedy jeszcze nie istniał. Nie podobał mu się wystrój, gęste powietrze, które zdawało się go ściskać, choć był zaledwie duchem.
Nie spodobał mu się też mężczyzna, który wyszedł mu na spotkanie.
- Właściwie to w niczym. Caleb - przedstawił się z pewną rezerwą, nie podając i nie mając zamiaru podawać nazwiska. - Jestem tylko ciekaw co w tym budynku tak mocno koreluje z moją magią. - Która była, rzecz jasna, zupełnie inna niż ta praktykowana przez żywych. - Jeśli nie chcesz niespodziewanych gości, powinieneś coś z tym zrobić, w Londynie nie brakuje duchów - zwrócił uwagę, choć nie napastliwie, raczej pouczająco.


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
we were born
with nothing
and we sure as hell
have nothing now
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/t9594-nagrobek-c-r-macnaira https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t9424-grob-caleba-macnaira#287564 https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]24.09.22 16:47
Naiwny był ten duch, który Cię odwiedził. Wydawało mu się, że to miejsce nie jest czymś, co powinny dusze zmarłych nawiedzać. A okazywało się, że to miejsce w tym pomagało, ba, nawet potrafiło czasem samo przyciągnąć duchy o czym właściwie dowiadywałeś się właśnie w momencie w którym go ujrzałeś. Może to zapach wisterii go skusił, który według Ciebie oznaczał początek czegoś nowego, tak jak to czasami Chińczycy myśleli. A może to kadzidło, które czasem zapalałeś, aby trzymać dusze nieczyste z dala od miejsca swojej pracy, dopóty oczywiście sam ich nie wezwiesz. Czasami niektóre dusze przychodziły same prosić o pomoc, ale żadne z nich nie odczuwało jakiegokolwiek przyciągania. Każde po prostu wiedziało pocztą pantoflową gdzie możliwe jest znalezienie "człowieka, który pomaga przejść swobodnie na drugą stronę", jak to plotki się wśród braci anim na twój temat roznosiły. Spokojnie i ostrożnie podchodziłeś jednak z początku do tej duszy, która okazała się ani nie być kimś wrogim, ani nie była też kimś, kto przyszedł celowo. Zabłądził. Dosłownie zabłądził i być może liczył na odpowiedzi na to jak to się stało. Postanowiłeś jednak mu pomóc, oświecić go, dać mu odpowiedź na jego problem.
Raczej po prostu zabłądziłeś wiedziony zapachem kadzideł albo może faktycznie aurą pewnego... uwiązania? O ile można to tak nazwać? Nie jest to złe myślenie wbrew pozorom. — Uniosłeś palec, a właściwie kiwnąłeś nim, aby szedł... przepraszam, lewitował za tobą w kierunku głównego pokoju, gdzie jeszcze wcześniej siedziałeś i zaczytywałeś się w księgę. Być może w miejscu, gdzie swobodnie usiądziesz będziesz bardziej skory na to, aby udzielać mu odpowiedzi. W końcu nie byłeś duchem i nie męczyłeś się już życiem i jego trudami. Byłeś człowiekiem z krwi i kości, który codziennie musiał się żywić, zarabiać, pomagać... istnieć. Mieć problemy, szukać rozwiązań na nie. Dlatego czasem zazdrościłeś duchom, ale z drugiej strony przypominałeś sobie jakie były wady bycia duchem (gdzie jedną z nich powodowałeś ty) i zreflektowany na ten temat wszedłeś do pomieszczenia, gdzie jeszcze na stole leżała księga, którą jednym machnięciem różdżki odłożyłeś na półkę by zamieszkała wraz z resztą z nich. Skupiłeś się teraz na mężczyźnie, który nie wydawał Ci się ani z mowy, ani akcentu, ani żadnej innej rzeczy kimś pochodzącym z dawien dawna. Może nawet umarł niedawno? Chociaż tego nie potrafiłeś określić. Po prostu... był "normalnym" duchem, bez żadnych dodatkowych akcentów historycznych.
Tak się składa, że ludzie przychodzą tutaj, aby faktycznie przywołać dusze bliskich i z nimi porozmawiać. Niektórzy nie mają takiego przywileju, że mogą błąkać się po świecie bez żadnego problemu. Przychodzą też tutaj dusze, które chcą bym im pomógł w przejściu na drugą stronę. Ale ty też raczej nie z tej grupy. Więc po prostu mów mi Vergil i witam Cię serdecznie w Domu Duchów, Calebie. — Zaoferowałbyś herbatkę, ale twoje obawy, że musiałbyś posprzątać potem podłogę były bardzo słuszne. Dlatego jedynie znowu stukałeś palcami w biurko, unosząc brew. — Jakieś... pytania może? — Bo na pewno takie miał.
Vergil Zabini
Zawód : Spirytysta, własciciel sklepu spirystycznego
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11353-vergil-zabini#349354 https://www.morsmordre.net/t11360-mercurio#349847 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11361-skrytka-bankowa-2481#349849 https://www.morsmordre.net/t11359-vergil-zabini#349845
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]30.09.22 22:09
Chociaż był już duchem od dziesięciu lat, jego wiedza na temat ich magii, wróżenia i spirytystyki była upokarzająco wręcz mierna. Wszystkiego co potrafił nauczył się sam metodami prób i błędów, bo jako młoda zbłąkana dusza rozdarta między dwoma światami - zarówno dosłownie, jak i metaforycznie, jako były narzeczony mugolaczki i syn Macnairów - nie miał nikogo, kto zechciałby mu pomóc. Przed bratem ukrywał się latami, przyjaciół znalazł późno, długi czas po prostu wegetował, z trudem godząc się ze swym losem i następstwami zbrodni Cilliana. Niewiele jeszcze wtedy wiedział o tym co stało się z jego niedoszłą żoną, niewiele miał więc też powodów by się starać, poza sporadycznymi aktami bezinteresownej pomocy. Zwykle nieznajomym. Za bardzo był podobny do Cilliana, by chciał dać się rozpoznać.
Tyle że teraz wiedział i pewnie czuł się w swojej niematerialnej formie. Był więc zaniepokojony i nieco zaintrygowany "Domem Duchów", o którym dopiero co usłyszał i który tak zachęcająco przyzywał go do siebie. Oby było to chwilowe, w innym wypadku jego spacery do Londynu stałyby się uciążliwe.
- Nie czuję zapachu - powiedział zgodnie z prawdą, nawet nie urażony. Chyba był przyzwyczajony do niezrozumienia, nieprzemyślanych słów i głupich pytań. Nie zliczyłby ile razy obca osoba rościła sobie prawo do tego, by znać przyczynę jego śmierci. Tak jakby jako duch nie miał już żadnej ludzkiej godności i prywatności. - Nie chcę być uwiązany. Mam nadzieję, że to tylko taka aura... - zauważył ostrożnie, przechadzając się swobodnie po pokoju, ale tak, by ciągle mieć czarodzieja w zasięgu spojrzenia. W każdej chwili był gotowy do użycia własnych czarów; nie potrzebował już ani różdżki ani własnego rdzenia, każda jego fantomowa cząstka była rdzeniem samym w sobie.
Ruszył za nim, gdy go pokierował, choć powodowała nim bardziej ciekawość niż sympatia. Nie zawahałby się teleportować ani podjąć ataku w wąskim zakresie swoich możliwości. Nawet jako duch niezbyt ufał ludziom.
- Vergil - powiedział powoli po krótkim monologu mężczyzny, ale jego myśli już zaprzątało coś innego. Spirytysta mógł to chyba dostrzec; że widocznie stał się poruszony, poddenerwowany. Obawiał się zadać swoje pytanie, ale z drugiej strony co mu szkodziło? - Naprawdę potrafisz pomóc duchom... pójść dalej? - spytał powoli i gdyby miał jeszcze prawdziwe serce, pewnie biłoby teraz jak dzwon.
Nie wiedział jak interpretować jego słowa ani co one mogły oznaczać. Do tej pory był tak pewny, że nic mu nie zaszkodzi, że nie brał pod uwagę możliwości niebytu, czy cokolwiek tam się znajdowało. Nie sądził, że w ogóle może znów... umrzeć.
Sama myśl była na równi pociągająca i mdła.


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
we were born
with nothing
and we sure as hell
have nothing now
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/t9594-nagrobek-c-r-macnaira https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t9424-grob-caleba-macnaira#287564 https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]04.10.22 13:26
Nic dziwnego, że palnąłeś coś o zapachu, skoro traktowałeś duchy jak po prostu... ludzi. Nie martwe dusze, które opuściły swoje skorupy i przez to traciły jakiekolwiek prawa do traktowania ich jak zwykłe istoty. W końcu... Tak właśnie było. Dużo ludzi jednak potrafiło o tym zapomnieć, ale nie ty, który spędził z nimi za długo czasu. Oczywiście posiadałeś respekt do śmierci, nie bałeś się jej poznać w jakimkolwiek wydaniu, traktując to wszystko jak naturalną kolej rzeczy. I tylko dwa widoki potrafiły cię wzdrygnąć, ale nie o tym była rozmowa w tym momencie. Teraz chciałeś się skupić na tym, który przybył do ciebie wiedziony nie pomocą, a tym co roztaczał Dom Duchów. Przytaknąłeś jedynie na jego słowa.
— Tak, to tylko aura, którą czuję za każdym razem jak tu wchodzę. Wy... wy macie zdecydowanie inną. — Nie powiedziałeś "duchy", bo to tak jakbyś traktował go przedmiotowo, kiedy faktycznie był kimś kto nadal czuł emocje, kto potrafił czynić magiczne cuda. Należał się mu jakiś szacunek z racji nie bycia poltergeistem, a po prostu strapioną duszą. Bo nawet jeśli nie mówił tego i nie było po nim tego widać, jego... osoba mówiła sama za siebie. Żaden duch, który potrzebował twojej pomocy nie wyglądał "inaczej" czy coś w tym stylu. Po prostu fantomowe postacie błąkające się po świecie miały swoje niespełnione cele, które trzymały je przy tym padole tak mocno, że nie potrafili zauważyć drogi kierującej ich na drugą stronę. Zwykli ludzie tego nie dostrzegali, ale nie ty. Ty rozumiałeś sposób w jaki to wszystko działało. Potrzebowałeś tego wiedzieć już z dawna, skoro teraz doskonale domyślałeś się na czym ten proces dolega. A kiedy kolejne dusze przychodziły i opowiadały swoje historie, ciężko było Ci czasem pożegnać się z tymi, których losy były tak piękne, a tak zniszczone. Nie spodziewałeś się nawet tego, że dziwnym trafem podświadomie byłeś ich terapeutą. Co było po prostu zabawne, wręcz absurdalne. Ty, który nie okazywałeś na wierzchu swoich emocji, potrafiłeś je wybierać na wierzch. I tym samym... pomagać. Bo nigdy nie byłeś liderem, nigdy nie pchałeś się do dowodzenia. Byłeś tylko pomagierem, co rzutowało na całe twoje życie. Więc co dalej zamierzałeś poczynić z duszą Caleba?
Rozsiadłeś się wygodnie na krześle, oczami spoglądając na dość pokaźną biblioteczkę zarówno najpopularniejszych dzieł spirytualistycznych jak i tych mniej spotykanych, a zaraz obok nich prozę, którą czasem czytałeś z nudów. Zbierałeś myśli, tak, aby odpowiedzieć duchowi na jego pytanie dość precyzyjnie. Usta poruszyły się ku górze, zaraz kiwnąłeś głową.
Potrafię. To nie jest nic trudnego z mojej strony, ale najgorsze co może być to bycie upartym, nie wiedząc o tym, że jest to możliwe tylko nie posiadać wiedzy w jaki sposób. — Przewróciłeś oczami, zaraz przypominając sobie jakie były najtrudniejsze sytuacje. Krótkie westchnięcie z twoich ust uleciało wraz z powietrzem, gdy zamierzałeś kontynuować. — Wiesz jaki jest najtrudniejszy etap tej pomocy? Że nie rozdrapujecie ran, których już nie ma, a które są wam pomocne. Nie pozwalacie sobie pomóc, bo uważacie, że za bardzo grzebię w waszej przeszłości. A to jest właśnie najważniejsze - grzebanie. — Nic dziwnego, bo kto lubił, kiedy wyciągało się najcięższe i najbrutalniejsze wspomnienia. Ale też te przyjemne, intymne... Dotykające rodziny i nie tylko. To polegało na obustronnym zaufaniu - twoim i osoby, której pomagałeś. Chyba dlatego więc dużo duchów nie potrafiło przejść na drugą stronę, bo nie chciały zrobić tego pierwszego kroku. — Najcięższe pytanie to jednak ile ktoś potrafi znieść, aby sięgnąć po to, aby zaznać spokoju. — Czy była to insynuacja? A może po prostu dałeś mu znak, że nie jest to tak proste jak powiedzenie na czym polega ten proces.
Vergil Zabini
Zawód : Spirytysta, własciciel sklepu spirystycznego
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11353-vergil-zabini#349354 https://www.morsmordre.net/t11360-mercurio#349847 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11361-skrytka-bankowa-2481#349849 https://www.morsmordre.net/t11359-vergil-zabini#349845
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]04.11.22 21:40
Nie potrzebował pomocy, nie szukał jej. Może przestał już wierzyć w to, że ktokolwiek byłby zdolny ukoić tę tępą resztkę bólu, jaka mu jeszcze została, że istniał na ziemi człowiek żywy mogący zrozumieć pustkę, będącą udziałem istnienia w materialnym świecie bez materialnego ciała. Jego wyprawy do Londynu były zawsze po części sentymentalne a po części praktyczne. Chciał obserwować proces rozwoju miasta, kraju i świata, nawet jeśli nie był już jego częścią. Chciał też odwiedzać starych przyjaciół, póki jeszcze żyli - bo kto wie, czy jeśli umrą, to nie umrą już na dobre, inaczej niż on. Czas płynął nieubłaganie, a on nie mógł dać się schwytać iluzji, że ma go nieograniczoną ilość. Nawet jeśli będzie istniał już zawsze, nie mógł powiedzieć tego samego o wszystkim co znał.
Nie wiedział jak radziły sobie duchy Hogwarckie z tym, że ich świat dawno przeminął. Nigdy ich o to nie zapytał.
- To dobrze - mruknął, nadal jeszcze nieufny, co w najbliższym czasie pewnie się nie zmieni. Vergil był specyficzny, żeby nie powiedzieć dziwny. Nie wiedział dlaczego ktoś miałby poświęcać swoje jedno życie kreaturom takim jak Caleb, a w każdym razie z innego powodu niż ministerstwo, które przepędzało ich z miejsc, w których nie powinni się znaleźć. Wiedział też o istnieniu czarnoksiężników, którzy ich pętali i nie wyobrażał sobie gorszego losu. Nie mógł być pewien, że Vergil nie ma w zanadrzu okrucieństwa, że nie sprzedaje ich egoistycznym magom bez krzty szacunku do czyjejś duszy. - Mówisz tak jakbyś robił to często. I jakby to było proste. Nawet zakładając, że wiele duchów po prostu się nie zgadza, bo nie chcą, bo to dla nich za trudne, bo się boją, cokolwiek... nie sądzę, byś mówił całą prawdę. Masa takich jak ja naprawdę chce odejść, ale magia która nas tu trzyma nie jest magią, którą posługują się czarodzieje. Nigdy nie była - stwierdził z uporem, bo to było łatwiejsze niż zastanawianie się nad tym jaką sam podjąłby decyzję, gdyby miał taką możliwość.
Czy miał jeszcze dla kogo istnieć? Jeśliby potrzebował czasu, to czy będą jeszcze istnieć ludzie skłonni mu pomóc, gdy nadejdzie pora? A może wszyscy już obrócą się w pył i proch?
To nie były pytania, na które umiał znaleźć odpowiedź.


Umrzeć, usnąć? Śnić może?
Bowiem sny owe, które mogą nadejść pośród snu śmierci, gdy już odrzucimy wrzawę śmiertelnych, budzą w nas wahanie, zmieniając życie w klęskę...
Caleb Macnair
Zawód : Aktualnie bezrobotny
Wiek : 31
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
we were born
with nothing
and we sure as hell
have nothing now
OPCM : 0
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 0
Genetyka : Duch
deceased
Duchy
Duchy
https://www.morsmordre.net/t9272-caleb-macnair#282376 https://www.morsmordre.net/t9594-nagrobek-c-r-macnaira https://www.morsmordre.net/t9380-duch-z-doliny#284767 https://www.morsmordre.net/t9424-grob-caleba-macnaira#287564 https://www.morsmordre.net/t9392-caleb-macnair#285075
Dom Duchów Zabiniego
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach