Wydarzenia


Ekipa forum
Dom Duchów Zabiniego
AutorWiadomość
Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]27.08.22 23:08
First topic message reminder :

Dom Duchów Zabiniego

Prowadzony przez doświadczonego spirytualistę budynek, nazywany przez najbardziej zainteresowanych "Domem Duchów", znajduje się na Ulicy Pokątnej od prawie dwóch lat i zbiera zarówno pochlebne jak i niepochlebne opinie. Mówi się, że czasem ze środka słychać hałasy, a innym razem drzwi same potrafią się otworzyć. Pomimo bycia ciągle zamykanym przed niechcianymi gośćmi - sama opinia tego miejsca odpędza najbardziej odważnych włamywaczy, którzy mogą się przerazić o pogłosce jakoby w samym środku czyhały na nich demony i duchy gotowe na polecenie spirytualisty opętać i zniszczyć ich życie.
Jaka była prawda? Dom Duchów służy za pomoc dla mniej zamożnych jak i bardziej bogatszych ludzi. To tutaj mogą spokojnie skomunikować się ze swoimi bliskimi, porozmawiać z nimi i dać możliwość odetchnienia umęczonym duszom i pomóc w przedostaniu się na drugą stronę. Bogatsi mogą umęczyć ostatni raz swoich wrogów lub rozliczyć się z przeszłością lub wynająć usługi wypędzenia duchów ze swojego domu. Oczywiście za opłatą znacznie większą niż zwykłe "konsultacje".
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Dom Duchów Zabiniego - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]27.01.24 21:21
Przynajmniej ona mogła mieć na sobie makijaż. Nie można było tego powiedzieć o tobie, którego wybryki sprawiły, że właśnie na twarzy miałeś czarne drobinki pyłu kometowego. Nie był to za bardzo apetyczny widok, ale jednak dobrze wiesz, że w jakiś sposób uporasz się z tym problemem. Nie byłeś też kobietą, która mogłaby teraz konkurować z tobą o to komu gorzej siadło to na twarzy. No, ale przynajmniej twoja siła perswazji pomoże Ci w zdobyciu nowych informacji, bo na perswazję siły nie masz co liczyć. Zawsze byłeś w miarę eleganckim chucherkiem, które skupiało się na potencjale swojej magii... Teraz przynajmniej mogleś to jawnie udowodnić, bo madame Mericourt do ciebie przyszła, tak jak zresztą Ci obiecywała.
I nie interesowało ją za bardzo czy oferowałeś jej wino czy nie, bo niczym rozjuszony matagot skierowała się w kierunku zaplecza twojego sklepu spirytystycznego, rzucając jeszcze przez ramię czy wiesz w jaki sposób do tego wszystkiego doszło. I co właściwie spieprzyłeś, że właśnie jesteś na dywaniku u jednej z najważniejszych person w całym Londynie. W porównaniu do niej byłeś jedynie robaczkiem pod cmentarną płytą, który wyjadał mięso z lepszych od ciebie. Tak czy siak, musiałeś się wytłumaczyć, ale zanim się to stało twoje kroki miały cię powieść w kierunku zaplecza na którym zjawiskowo piękna, majestatyczna i stojąca nawet wyżej od ciebie w zachowaniu Mericourt czekała na twoje wyjaśnienia. Zamknąłeś więc za nią drzwi jak posłuszny skrzat domowy, od którego na ten moment emocjonalny byłeś nawet niżej w hierarchii. Te przynajmniej się słuchały i wiedziały, kiedy powinny nie robić nic, co może zagrozić ich przełożonym. A tym była dla ciebie właśnie namiestniczka. Nie szedłeś jednak na zaplecze bez niczego w ręku, bo zgarnąłeś ze sobą butelkę i kielich do którego zamierzałeś dolać później, w trakcie wytłumaczeń, wina.
Nie posłuchałem się tego, co miałem zrobić... — To była pierwsza, szczera informacja tego dnia, panie Zabini, punkt dla pana. Kiedy jednak zastanawiałeś się nad tym dogłębniej, warto było sobie przypomnieć jakie były kolejne grzeszki tego dnia. Upiłeś z kielicha wino, zastanawiając się co powiedzieć dalej. — ...Moja idiotyczna propozycja spotkała się z fiaskiem, bo nie przyszedłem do końca przygotowany... — To była kolejna informacja, którą się z nią podzieliłeś. Spowiadałeś się jej z każdego możliwego przewinienia, jednak dobrze wiedziałeś, że w twoim sercu było jakieś dobro przeznaczone względem niej. Bądź co bądź myślałeś o niej w tamtej chwili. Nie chciałeś by stała się jej krzywda. — Znieważyłem twój autorytet oraz fakt, że mogłabyś sobie poradzić lub wymyslić coś innego, gdybym skupił się na tym na czym miałem... Za co najbardziej przepraszam... — Była w tym jakaś szczerość i nawet jeśli wnikliwie zamierzała się tobie przyjrzeć to zauważyłaby, że nie kłamiesz. Upiłeś znowu łyk wina, czując jak ci lekko zaschło w gardle, albo raczej pojawił się w nim gul. Niełatwo było Ci się przyznawać do własnych błędów, jakaś duma siedziała w twojej klatce piersiowej, która zamierzała mówić, żebyś przestał się tak kajać. Ale jednak życie było Ci bardziej miłe. — A na samym końcu powinienenem zdecydowanie powiedzieć, że nie wiem czy jest jakiś sposób w jaki sposób mógłbym... mógłbym zadośćuczynić moim występkom, dlatego jeśli istnieje taka możliwość... To chciałbym się dowiedzieć co mogę dla ciebie zrobić... — Brawo, przynajmniej w jakiś sposób przyznałeś się do tego, że chcesz naprawić to co bezceremonialnie zepsułeś. Przyglądałeł się z daleka stojącym na stole księgom, chciałeś powiedzieć co wiesz o tym co powiedziala Ci Lavinia i próbowałeś szukać czegoś więcej... Ale to nie był ten moment. Matagota trzeba było jakoś ugłaskać.
Vergil Zabini
Vergil Zabini
Zawód : Spirytysta, własciciel sklepu spirystycznego
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11353-vergil-zabini#349354 https://www.morsmordre.net/t11360-mercurio#349847 https://www.morsmordre.net/t12153-vergil-zabini https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11361-skrytka-bankowa-2481#349849 https://www.morsmordre.net/t11359-vergil-zabini#349845
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]28.01.24 11:20
Zauważyła jego szpetotę, ale nie poświęciła wyglądowi Zabiniego jakiejkolwiek uwagi. Był tylko narzędziem, nie interesowało ją ciało mężczyzny, a poparzona twarz nie przeszkodzi mu w wykonywaniu poleceń. Powiązała fakt czerwonych urazów na policzkach, czole i brodzie z lekkomyślnym uderzeniem klątwą prosto w tajemniczy odłamek - cóż, głębokie blizny i odstraszający wygląd były niską ceną za tak głupie zachowanie. Mógł stracić wzrok lub całą twarz, chociaż w przypadku tego drugiego nic nie było jeszcze przesądzone. Nie wyglądał najlepiej, lekko mówiąc. Mimo to spoglądała na niego bez mrugnięcia - i bez żadnej emocji, nie brzydziła się jego prezencji, pogardę odczuwając tylko wobec niesubordynacji i głupoty.
Z jakich w końcu zaczynał zdawać sobie sprawę. Lepiej późno niż wcale? Nie, nie wierzyła w takie żałosne wyjaśnienia, Zabini nie był dzieckiem a dorosłym czarodziejem, przedsiębiorcą, szanowanym spirytystą. Wczoraj jednak zachował się jak skończony głupiec, a fakt, że po kilkunastu godzinach był w stanie przyznać się do błędów i przeprosić, nie zasługiwał na aplauz czy wzruszenie. Gdyby dalej udawał - czy aby na pewno udawał? idiotę - próbując rozmawiać o pogodzie, naciskać na spróbowanie wina lub w inny sposób ignorując swe występki, pozbawiłaby go życia od razu. W pewien sposób się zawiodła, kumulowała w sobie wiele skrajnych emocji, prawie nie spała od kilku dni, koszmarna rzeczywistość trwającego zbyt długo końca świata przytłaczała ją i frustrowała, chętnie więc wyrzuciłaby z siebie całą tą nicość w jednym, mocnym, lśniącym szmaragdem promieniu. Niestety, Vergil doznał objawienia, listując swoje grzechy. Nieco zbyt nonszalancko, to popijanie wina nadawało mu wyglądu gawędziarza, nieprzesadnie wstydzącego się popełnionych błędów.
- I uważasz, że zwykłe przeprosiny wystarczą? - spytała beznamiętnie, bez złośliwości, dalej przyglądając się stojącemu naprzeciw niej mężczyźnie bez mrugnięcia. Nie było to spojrzenie przyjemne, martwa czerń tęczówek wzbudzała skrajny dyskomfort. - I że to ja powinnam wymyślić, jak masz naprawić swoje przewiny? - głos nie drżał z wściekłości, był lodowaty, wyzbyty z jakichkolwiek emocji, te, jeśli w ogóle istniały, skrywały się pod fasadą obojętności. Ileż razy widziała podobnych śliskich, bezradnych czarodziejów, próbujących wyślizgnąć się spod uderzenia, wyłgać się i uczynić mniejszymi, sądząc, że przeprosiny anulują wszystko, co do tej pory spieprzyli. Nie znosiła podobnego jęczenia - nawet wypowiadanego silnym głosem - oczekiwała rezultatów, podjęcia działań, aktywnego zadośćuczynienia, nie spowiedzi uczniaka. - Myślisz, że powinieneś się obronić? - kontynuowała tym samym tonem, teraz już nieco znudzonym, pozornie bez związku z poprzednimi pytaniami. Pozornie. Wątpiła, by zaskoczony Zabini zdołał sięgnąć po różdżkę i wyczarować skuteczną tarczę. Mogła też zakazać mu obrony, ale nie było to specjalnie potrzebne. - Coli - wyartykułowała sucho, celując własną, trzymaną od początku spotkania pomiędzy palcami, prosto w Vergila. Mogłaby odciąć mu rękę, mogłaby sprawić, że jego włosy zamieniłyby się w kąsające go węże, mogła pozbawić go wzroku - ale mógł się jeszcze przydać, kara była więc niemal łagodna. Niemal, wiedziała, jak okrutny ból sprawia to zaklęcie.

| rzut na udane zaklęcie


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : namiestniczka Londynu, metresa nestora
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +8
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t12147-deirdre-mericourt https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]28.01.24 18:45
Czy mogę Cię zapytać Zabini co tak naprawdę myślałeś, kiedy robiłeś to wszystko na cmentarzu? Albo nie, nie próbuj odpowiadać. To nie ma już sensu ani znaczenia. Ani dla ciebie, ani dla niej. To już się wydarzyło. Nie usłuchałeś się rozkazów, które dał Ci właściwie nie damulka do uratowania, a generał - ktoś stojący na szachownicy wyżej od ciebie. Ty byleś tylko pionkiem, ona była królową - jak każda inna figura inna niż król - musiałes się jej słuchać. Nie zrobiłeś tego, więc oczywiście, że zasłużyłeś na karę. Dobrze, że nie wyciągnąłeś kart do tarota, bo oboje wiemy jaka postać by się na niej pojawiła. Może to co zamierzała tobie zrobić Deirdre nauczy Cię gdzie jest twoje miejsce w szeregu. Kiedy się do ciebie odzywała, nie wyczuwałeś tego, aby pozwalała Ci w jakikolwiek się odezwać. To były czyste pytania retoryczne. Jednak z każdym jej słowem zdawałeś sobie sprawę, że miała słuszność. To ty doprowadziłeś do tego, ty powinieneś to naprawić, ty masz podsunąć rozwiązanie jak możesz zadośćuczynić za grzechy poczynione dla Londynu wczorajszej nocy. Miałeś dużo czasu do zastanowień, ale z twoich ust nie wyszło nic konkretnego. Wstydź się, Zabini, wstydź.
Nie udałoby Ci się tak szybko sięgnąć po różdżkę, zresztą nie miałeś jej teraz przy sobie. Namiestniczka miała idealną okazję, aby pokazać tobie, że nie jesteś godzien zachowywać się przed nią w taki sposób. Nie zamierzam jej bronić, nie zamierzam zakazywać jej tego. Żaden los nie będzie Ci sprzyjał. Musiałeś to przyjąć na klatę jak prawdziwy mężczyzna, chociaż teraz było to bardziej szczeniackie zachowanie. Do cholery, nawet kogoś kto się tak łatwo nie irytuje mogłoby sprowokować do tego, aby wyrządzić Ci krzywdę. Ale mało osób byłoby do tego chętnych lub zdolnych. A dla niej puzzle układały się tak jak chciała. Miała cię jak szaszłyka na patyku. Patyku własnej różdżki, bo zaraz to błysnęło zaklęcie, a twoim wnętrznościami zawładnął ból. Byłeś bardzo dobry w ukrywanie emocji, ale emocje nie były reakcjami ciała. Poczułeś jak konwulsje szarpnęły twoim brzuchem, zgiąłeś się lekko, a trzymany kielich z winem upadł na podłogę, rozlewając winogronową ciecz. Twój oddech stał się ciężki, słyszalny dla jej uszu. Każdy wdech sprawiał Ci ból, a wino bulgotało w brzuchu pod naciskiem zaklęcia. Twoja twarz się jednak tylko lekko skrzywiła, acz cierpienie było widoczne w twoich oczach i zaczerwienieniu po całej twarzy, jeszcze mocniej uwydatniając wysypkę na twojej twarzy. Ona zniknie, prędzej czy później, ale wspomnienie po wczoraj czy dzisiaj nigdy. Dlatego odezwałeś się dopiero za chwilę.
Prze... Przepraszam. Zamierzam się poprawić. Postaram się znaleźć rozwiązanie na to kim jest Szary Rycerz. Będzie to wymagało trochę czasu, ale moglibyśmy połączyć siły... Znaleźć jakiegoś... Historyka... M-może spętać jego d-ducha... Przepraszam, pani... Nie chciałem zepsuć twojego planu. Chciałem pomóc, naprawdę... — Przyznawałeś się co rusz do swojego błędu, kiedy ból w twoim ciele się umacniał. Twoje knykcie pokryły się bielą, gdy naciskałeś na blat biurka. — Co mogę jeszcze dla ciebie zrobić? — Zadanie, jakiekolwiek... Byleby zadośćuczynić twój własny błąd.
Vergil Zabini
Vergil Zabini
Zawód : Spirytysta, własciciel sklepu spirystycznego
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11353-vergil-zabini#349354 https://www.morsmordre.net/t11360-mercurio#349847 https://www.morsmordre.net/t12153-vergil-zabini https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11361-skrytka-bankowa-2481#349849 https://www.morsmordre.net/t11359-vergil-zabini#349845
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]30.01.24 13:24
Nie sięgnął po różdżkę, nie próbował osłonić się tarczą - czy w ogóle zdołałby przywołać na tyle solidną, by wchłonęła potwornie mocne zaklęcie? - nie kulił się jak tchórz. Dobrze, posiadał najwidoczniej resztki zdrowego rozsądku i instynktu samozachowawczego. Znów: szkoda, że wychyliły się spod skorupy dezorientacji dopiero teraz. Ileż prościej i przyjemniej byłoby współpracować z tak samoświadomym czarodziejem wczoraj, na cmentarzu. Zdziałaliby więcej, zdołaliby odkryć przyczyny szaleństwa duchów, rozstaliby się w sympatii i szacunku, lecz nie, tak się nie stało. Przez co Deirdre musiała marnować cenne wieczorne godziny na udzielaniu krótkiej lekcji mężczyźnie, który dawno już opuścił szkolne mury.
Klątwa trafiła cel, skutecznie, łagodnie. Sprowadzając na Zabiniego cierpienie, Colio uderzyło w niego z większą niż zazwyczaj mocą, czuła to w cieple różdżki, pozostającej w jej dłoniach. Nie była to spektakularna tortura, krew nie tryskała na ściany zaplecza, a po podłodze rozlewało się tylko wypuszczone wino, lecz przecież tym razem Mericourt nie kierowało pragnienie sadystycznej zabawy. Klątwa dyskretnego cierpienia pasowała do sytuacji i zachowania Vergila. Widziała, że zaczyna już odczuwać konsekwencje, że wnętrzności zaczynają się wić i skręcać, a skurcze utrudniają utrzymanie pionowej pozycji, nie uśmiechnęła się jednak. Był to widok przykry i żałosny; wolała torturować wrogów niż sojuszników, a już na pewno - kogoś, kto stanowił jakiekolwiek wyzwanie.
- Nie potrzebuję twojego przepraszam. To tylko słowa, dźwięki. Piski. Nieprzydatne, puste - wolała słyszeć jęki bólu, te przynajmniej sprawiały jej jakąś przyjemność, ale w tym kontekście i ta rozkosz nie miała prawa zaistnieć choćby na sekundę. Westchnęła i zacmokała lekko, myśli Vergila mknęły w dobrą stronę, ale niestety zbyt wolno. I za późno. Znów to ją obarczając ciężarem zadecydowania, w jaki sposób spirytysa mógł odkupić swoje winy. Mogła rzucić kolejną klątwę, zmusić go do wyrzucenia z siebie jakichś pomysłów, ale zasługiwałoby to na miano kontrproduktywnego. Pozostało więc wydanie mu odpowiednich rozkazów. - Nie, nie postarasz się znaleźć rozwiązanie. Zrobisz to. Bez mojej pomocy, nie zamierzam już Ci pomagać - powiedziała surowo, otrzymał swoją szansę współpracy ze Śmierciożerczynią. I ją zmarnował, drugich szans nie rozdawała tak łatwo. - Wykorzystasz cały swój potencjał, wszystkie zdolności i zasoby, jakie posiadasz - ale także znajomości i przysługi - by dowiedzieć się, co jest przyczyną wściekłości duchów na tamtym cmentarzu. Dotrzesz do sedna sprawy, dowiesz się, co stało się w nekropolii, dlaczego duchy nękają okolicznych mieszkańców i do kogo należał grobowiec. Nazwisko Fane może być jakąś wskazówką, dostrzegłam je na płycie nagrobnej - mówiła rzeczowo, powoli, tak, by Zabini, mimo cierpienia, którego przecież nie przerwała, był w stanie dokładnie usłyszeć rozkazy. - Będziesz regularnie, listownie, zdawał mi relacje z postępów, jakie poczyniłeś. Radzę ci poświęcić tej sprawie cały swój czas i możliwości. Jeśli nie rozwiążesz tej sprawy i wykażesz efektów w ciągu najbliższych dwóch miesięcy, odwiedzę cię ponownie - podkreśliła pilność zadania, jakie miał wykonać, nie konkretyzując jednak, co spotka go podczas ponownej wizyty. Nie chciał, by przyszła na nią niezadowolona. Stawiała przed Vergilem spore wyzwanie, lecz nie miała nic do stracenia - najwyżej jego życie. Sama też zamierzała przyjrzeć się tej sprawie, lecz o tym Zabini nie musiał wiedzieć. Liczyła na to, że stanie na wysokości zadania. Musiał to zrobić, niewybaczalną klątwa, łącząca się z jego umysłem i pragnieniami, powinna ustawić kwestię zagadki londyńskiego cmentarza jako palący priorytet. - Czy się zrozumieliśmy? Masz jakieś pytania? - obróciła różdzkę w dłoniach, dopiero teraz przerywając działanie zaklęcia torturującego. Czy na dobre, czy na chwilę: miało się dopiero okazać.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : namiestniczka Londynu, metresa nestora
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +8
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t12147-deirdre-mericourt https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]17.02.24 12:36
Wiedziałeś, że nie miałeś jej odpowiadać nieproszony. Skręcajace twoje wnętrzności Colio było twoim czasem na ciszę. Na zastanowienie się, wzięcie pod uwagę wszystkiego co wlaśnie ci przekazała, a ostatecznie przyniesienie jej rezultatów. Nie "jakichś" rezultatów, a konkretnych, które zaplamią papier, który następnie Mercurio mial przynieść jej przywiązany do swojej sowiej łapki. Jeśli Deirdre Mericourt czegoś chciała to właśnie teraz pokazała, że nie mogłeś pozwoleć sobie na pomyłki dopóki skala pozytywnych rzeczy nie przeważy tych negatywnych, a obecnie byleś na samym początku ku poprawie tego wszystkiego. I dlatego czekałeś, czekałeś i słuchałes co miala Ci więcej do powiedzenia namiestniczka, chcąc dopilnować, że wszystko zapamiętałeś. W twoim ciele nadal czułeś wiercenie, bulgotanie wino, a swój wzrok utkwiłeś na chwilę w przelany na podlogę winny napój. To równie dobrze może być w ciagu tych następnych dwóch miesięcy twoja krew, jeśli w jakis sposób sobie z tym nie poradzisz. W twojej głowie jej słowa wypalały się jak rozkaz, przerzucając się priorytetami do momentu w którym hasło "cmentarz" nie stalo na piedestale obecnych spraw. Wciągałeś powoli powietrze do pluc, myślałeś jak jej odpowiedzieć, aż zaklęcie odpuściło w końcu - nie byłeś pod wpływem jej zaklęcia, mogłeś w końcu na spokojnie przejść do swoich własnych słów. Wciąż jednak czułeś ból pozaklęciowy. Mimo tego... Mówiłeś.
Czy... Czy... dostanę glejt na to, abym mógł odwiedzać cmentarz nawet jeśli będę w godzinach wieczornych. Oczywiście strażnicy będą mogli tobie przekazywać informację, że to miejsce odwiedziłem, madame. — Było to też dla ciebie ważna kwestia, ktora mogła ułatwić twoje zadanie, a dla niej nie byloby raczej czymś ważnym. Dodatkowo nadal byłbyś pod stałą obserwacją jej ludzi. W głowie jeszcze chwilę świtały Ci pomysły co też takiego mogłeś dla niej zrobić. Na ustach cisnęło Ci się jeszcze raz słowo przepraszam, kiedy zdałeś sobie sprawę, że miałeś tego nie robić. Więc kiedy w końcu odzyskałeś stabilność oddechu i szansę na to, aby się wyprostować, spojrzałeś na nią i w jej ciemne oczy. Miałeś w głowie tylko jedno. — Zrobię to. Przyrzekam, że użyję wszelkich swoich sił na to, aby móc zmazać swoja hańbę zawiedzenia twojej osoby. Mam nadzieję, że na sam koniec będziesz zadowolona z efektów pracy, które poczynię. — Spokojnie przyznałeś się do błędu, obiecałeś poprawę. Wpatrywałeś się w Mericourt, licząc na to czy przyjęła twoje słowa jako zapewnienie, że tak ma się stać. Nie przypuszczałeś, że przymuszało cię też do tego coś innego. — Mogę coś dla ciebie jeszcze zrobić, madame? — Dopytałeś.
Vergil Zabini
Vergil Zabini
Zawód : Spirytysta, własciciel sklepu spirystycznego
Wiek : 28
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.
OPCM : 15 +5
UROKI : 10
ALCHEMIA : 5
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t11353-vergil-zabini#349354 https://www.morsmordre.net/t11360-mercurio#349847 https://www.morsmordre.net/t12153-vergil-zabini https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t11361-skrytka-bankowa-2481#349849 https://www.morsmordre.net/t11359-vergil-zabini#349845
Re: Dom Duchów Zabiniego [odnośnik]19.02.24 19:20
Zakończenie tortur - przynajmniej chwilowe - nie poprawiło jej humoru, musiała jednak dać szansę Zabiniemu nie tyle na wypowiedzenie się, co na zrozumienie wszystkich wypowiedzianych przez nią dotąd słów. Oszalały z bólu umysł mógł coś przeoczyć, pominąć, wypaczyć, a na to nie mogła sobie pozwolić. Zamierzała doprowadzić sprawę cmentarza do końca, na razie to niesfornemu sojusznikowi powierzając najcięższą pracę. Ona spróbowała, sabotaż Vergila zatrzymał impet działania, musiała więc zająć się innymi sprawami. Jednocześnie nadając życiu Zabiniego jeden nowy, naczelny sens - odkrycia sekretów magicznego cmentarza i odnalezienia przyczyny złowrogiego działania duchów. Miała nadzieję, że mu się powiedzie: nie dlatego, że zdołała go polubić i urwanie mu głowy byłoby dla niej przykrością, ale dlatego, że zależało jej na rozwiązaniu problemu jak najszybciej.
- Możesz powołać się na moje nazwisko. Zagwarantuje ci wejście na cmentarz - nie zamierzała kłopotać komendanda magicznej policji listami w tak nieistotnej kwestii, zresztą, wczoraj już pojawiła się w obecności Zabiniego u bram nekropolii, wprowadzając go jako swego znajomego. Wątpiła, by ktokolwiek bronił spirytyście dostępu do problematycznego miejsca znanej już sylwetce, a jeśli tak by się stało: wtedy wysłałaby sowę w odpowiednie miejsce. Znała poziom zajętości najważniejszych czarodziejów w Londynie, a cmentarz nie był przecież zamknięty na cztery spusty - chroniono tylko przypadkowych przechodniów przed kontaktem z niebezpieczeństwami kryjącymi się wśród nagrobków. - Dokładnie tak zrobisz. W jak najszybszym możliwym czasie - potwierdziła jego zapewnienia beznamiętnie, nie okazując żadnego zadowolenia z tak wiernego odtworzenia powierzonych mu zadań. Na razie Vergil nie uczynił nic, co zaskakiwałoby chociaż na łaskę zainteresowania, o sympatii nie wspominając. - Nie. Zajmij się rozwiązaniem problemu cmentarza. To twój priorytet. Najważniejszy cel na najbliższe tygodnie - podkreśliła wagę polecenia. Nie potrzebowała ani dalszych zapewnień ani błagań o wybaczenie ani nawet przeprosin. - Pierwszych infromacji oczekuję w przeciągu kilku najbliższych dni - zawęziła okres rozpoczęcia działań, by Zabini nie guzdrał się i nie przygotowywał - tym razem dokładnie, bez zapominania o podstawowych przedmiotach niezbędnych podczas rozmów z duchami - do podjęcia wyzwania zbyt długo. - I nigdy więcej nie zawiedź oczekiwań Śmierciożercy ani żadnego poplecznika Czarnego Pana - przestrzegła go jeszcze, prostując się, z zamiarem wyminięcia go i opuszczenia sklepu. Była to właściwie bezsensowna rada, kolejnego razu po prostu nie mogło być, bo niesuboordynacja lub choćby cień zawodu, zakończyłby się dla Vergila więcej niż tragicznie.


there was an orchid as beautiful as the
seven deadly sins
Deirdre Mericourt
Deirdre Mericourt
Zawód : namiestniczka Londynu, metresa nestora
Wiek : 27
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Wdowa
one more time for my taste
I'll lick your wounds
I'll lay you down

OPCM : 37 +3
UROKI : 4
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 56 +8
ZWINNOŚĆ : 21
SPRAWNOŚĆ : 8
Genetyka : Czarownica
we still got the taste dancing on our tongues
Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t1037-deirdre-tsagairt https://www.morsmordre.net/t1043-moira#6174 https://www.morsmordre.net/t12147-deirdre-mericourt https://www.morsmordre.net/f217-kent-wyspa-sheppey-biala-willa https://www.morsmordre.net/t4825-skrytka-bankowa-nr-301#103486 https://www.morsmordre.net/t1190-deirdre-tsagairt

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Dom Duchów Zabiniego
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach