Wydarzenia


Ekipa forum
Główne ognisko
AutorWiadomość
Główne ognisko [odnośnik]26.09.15 22:23
First topic message reminder :

Główne ognisko

Stos beli otoczony kamieniami na piasku jest miejscem, w którym co roku na cały tydzień rozpala się jedno z największych ognisk w Anglii  - podczas otwarcia organizowanego przez rodzinę Prewettów tygodniowego festiwalu celebrującego lato, miłość oraz płodność natury. Celebracje w tym okresie rozpoczynają się wieczorami i trwają aż do białego rana. W okół ogniska odbywają się nieskrępowane tańce; bose stopy, zwiewne stroje, podczas święta każdemu wolno więcej. Przy głównym ognisku śpiewają najwięksi artyści, przypominając słowa dawno zapomnianych irlandzkich ballad. 

Główne ognisko

Główne ognisko w Weymouth jak co roku rozpalone zostało na stosie złożonym z drewien wszystkich gatunków drzew rosnących w całej Wielkiej Brytanii; od wieków podkreślało rolę matki ziemi, matki wielkiego Lugha, strzegącej całej Wyspy, dziś miało wymiar podwójny - symbolizowało także jedność kraju zagrabionego przez oszalałych z nienawiści zbrodniarzy, oddawało cześć każdemu zakątkowi zranionemu przez kolejne bezmyślne rzezie urządzane w imię nierealnych idei. To na jego tle przemówić miał nestor rodu Prewett, sir Archibald, otwierając uroczyste świętowanie.

W kolejne dni, gdy tylko zaczynało zmierzchać, rozpoczynano kolejne obrzędy od próśb wznoszonych do pogrzebanej w zaświatach pięknej Caer - próśb o pokój dla kraju, o rozsądek dla tych, którzy go utracili i odwagę dla tych, którzy się bali. O jedność, która miała uchronić świat przed szaleństwem. Każdego dnia rozpoczynał je kto inny, za każdym razem była to jednak osoba zasłużona dla czarodziejskiego świata. Pierwszy dzień otwarty został przez Archibalda Prewetta, kolejne przez starą wiedźmę ze starszyzny jego rodu, wypędzonych sędziów Wizengamotu, którzy do końca pozostali na straży sprawiedliwości, dawnych mówców i polityków, filiozofów, naukowców i mędrców. Każda przemowa kończyła się ciśnięciem w sięgające nieba płomienie wieńca złożonego z innych kwiatów, symbolizujących kolejne ważne wartości: miłość, nadzieję, wiarę, sprawiedliwość, pokój, radość, współczucie, gościnność, uczynność, odwagę, poświęcenie, rodzinę, mądrość i szacunek. Wieniec nasączony specjalnym wywarem wywoływał widowiskowy wybuch i taniec płomieni, a tuż po nim z płomieni wylatywał śniący za dnia Fawkes, zachwycając swoim widokiem zgromadzonych gości. Wielki ptak wydawał się w tym okresie u szczytu swojej formy, przypominał złotego łabędzia. Lśniące ogniste pióra mieniły się na czerniejącym niebie, a jego pieśń pomagała odpocząć zmęczonym, zmężnieć wystraszonym i powstać niepocieszonym.

O zmierzchu, na rozpoczęcie, czarodzieje tańczyli wokół głównego ogniska w kręgu, trzymając się za dłonie. O świcie taniec ten powtarzano, lecz zamiast wzajemnych uścisków mieli w rękach pochodnie, które symbolicznie rozganiały nocne mroki i przywoływały słońce. Tańce i zabawy przy ognisku odbywały się całą noc nieprzerwanie.

Wśród świętujących czarodziejów krążyły ceremonialne misy wypełnione pszenicznym piwem zmieszanym z fermentowanym kwiatowym miodem, tradycyjny napój Lughnasadh. Ze wspólnych mis pili wszyscy, przekazując je sobie z rąk do rąk. Naczynia zapełniały charłaczki w zwiewnych sukienkach noszące przy sobie duże miedziane dzbany.

Polowania
Do przygotowania rozdawanej przy jarmarku strawy wykorzystuje się mięso dziczyzny ustrzelonej w trakcie polowań urządzanych tuż przed świtem. Dzień w dzień urządzane są zbiorowe pościgi za zwierzyną, w trakcie których czarodzieje rywalizują o tytuł króla polowania. Tytuł przypada czarodziejowi, który dopadnie największą lub najrzadszą, w obu przypadkach najcenniejszą zdobycz. Codziennie o zmierzchu przy głównym ognisku następuje koronacja zwycięzcy z dnia poprzedniego. Jego skronie zdobi się wieńcem z plecionych liści laurowych, pozostali uczestnicy otrzymują sosnową gałązkę.

Jeżeli gracz wybranego przez siebie dnia uda się na polowanie w jakimkolwiek temacie w trakcie i w obrębie festiwalu i upoluje zwierzynę rozpoczyna w ten sposób rywalizację o tytuł króla polowania. Pozostali gracze udający się na polowanie w przeciągu realnych dwóch tygodni od momentu zgłoszenia udanego polowania w niniejszym temacie (tryumfalnego powrotu postaci ze zwierzyną z wyraźnym oznaczeniem daty) muszą przybrać tą samą datę. Rywalizacja kończy się po upływie dwóch realnych tygodni. Postać, która upoluje najrzadszą zwierzynę przyjmuje tytuł króla polowania i zostaje koronowana w trakcie kolejnego zmierzchu wieńcem plecionym z liścia laurowego.

Jednego dnia można wyruszyć na polowanie tylko raz.


[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 31.01.23 19:45, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Mistrz gry
Zawód : -
Wiek : -
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Główne ognisko - Page 2 Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Główne ognisko [odnośnik]24.10.15 17:03
Zagwozdka to niemała, co też kierowało Malfoyami, by sprzedawać swoją córkę, w której żyłach krąży spora część krwi Averych, właśnie dla jakiegoś marnego Carrowa. To niechęć, którą bez problemu można nazwać nawet nienawiścią, mająca swoje źródła już od setek lat. Tego tak łatwo nie można zbagatelizować. Wątpię, by to Megara błagała o pozwolenie na ślub swojego ojca, wszak mam swoje oczy i widzę, jak krzywi się, gdy pada odrobina światła z mojej różdżki, a ona w końcu może spojrzeć na swojego przyszłego męża. Potrafię jednak maskować swoją niechęć, najwyraźniej koniuszy w tym wszystkim też jest nienajgorszy, więc będziemy tkwić przez kilka chwil w tej grze pełnej złudzeń i wzajemnej tolerancji. Przynajmniej do czasu, gdy trafimy na pole namiotowe. - Tak? Megaro, lepiej się już czujesz? Może odprowadzić cię do jednego z namiotów uzdrowiciel – udaję zatroskaną, choć nie wierzę w ani jedno słowo mężczyzny, na pewno nie po tym, co było mi dane widzieć z bliskiej odległości. Wolę nie dociekać, po cóż też prowadził moją kuzynkę w takie ciemności. Gdybym się dłużej nad tym rozwodziła, zapewne w jego kielichu znalazłaby się przypadkiem jakaś trucizna, a ja nawet nie dbałabym o pozory, że to nie moja sprawka. Szkoda mi jednak poświęcać swoje lata młodości na Azkaban, szczególnie, jeśli miałbym poświęcić je dla takiej miernoty, jak członek tego marnego rodu. Megaro, spokojnie, mamy setki innych możliwości, by się go pozbyć. Wiem, że może łatwo mi mówić, szczególnie, gdy i nade mną wisi groźba niechcianego ślubu, a sama miotam się i rzucam, by pozbyć się niechcianego męża. Bezskutecznie.
- Panie Carrow, dziękujemy za ofertę pańskiego towarzystwa, jednakże droga nie jest daleka, na pewno trafimy do namiotu bezpiecznie – zapewniam mężczyznę, choć doskonale wiem, że to złudne marzenia, by mężczyzna od tak nas zostawił. Pewnie nie chce, by jego przyszła żona miała zbyt wiele do czynienia ze swoją rodziną ze strony matki. Lecz to jego niedoczekanie, ot tak nie da się zapomnieć o swoim pochodzeniu, czy wyplenić go, tak jak pewnie życzy sobie Deimos. Walka z propozycją odprowadzenia jest bezcelowa, wiem o tym, w końcu coś w moim żołądku się skręca na myśl, że droga jest tak daleka, a zamiast przyjemnego spaceru z Megarą zmieni się diametralnie przez ciążące towarzystwo Carrowa. - Oczywiście, nie będę zamęczać dzisiaj Megary, byśmy obydwie mogły pojawić się na tak wspaniałym widowisku – mówię uprzejmie, lecz z lekką złośliwością w przekazie, że tak łatwo mnie się nie pozbędziesz, Deimosie. Ani dzisiaj, ani juto, ani nawet w najbliższym czasie. Megara jest mi zbyt droga, bym z niej zrezygnowała, widząc, jak moje towarzystwo ci nie jest na rękę.
Ukrywam irytację, gdy jednak wleczesz się razem z nami, dalsze dyskusje na ten temat wydają się całkowicie zbędne. Dobrze, towarzysz, jeśli chcesz, lecz mam nadzieję, że rozdrażnisz jakiegoś langustnika Ladaco, wyrzuconego na piasek, który ugryzie cię w łydkę, przynosząc niesamowitego pecha we wszystkich nadchodzących działaniach.


I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Allison Avery
Allison Avery
Zawód : Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Główne ognisko - Page 2 ZytGOv9s
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Re: Główne ognisko [odnośnik]24.10.15 18:24
Musiał być naprawdę naiwny, skoro pojawił się w pobliżu ognisk z zamiarem autentycznego naprostowania sytuacji, w którą oboje zostali wepchnięci. Jego nieudolne zabiegi kolejno ponosiły miażdżącą porażkę, uginając się pod lodowatymi słowami kobiety niemal bez walki; padały jak muchy, jeden po drugim, pozostawiając go jedynie z tą irytującą bezradnością. Za którą obwiniał – przynajmniej częściowo – własną, zawodzącą go pamięć; powinien był w końcu przewidzieć, że Cassiopeia nie da się ugłaskać byle aktem dobrej woli. Była na to zbyt dumna, była Blackiem; jak mógł to przeoczyć? Przecież to właśnie promieniująca od niej wyższość, zdająca się unosić jej sylwetkę o kilkanaście centymetrów nad ziemię i sprawiająca, że na zwyczajnych śmiertelników patrzyła z góry, przyciągnęła go do niej w Hogwarcie. Swoista niezwykłość uwidoczniała się u niej na tyle sposobów, że on sam czuł się w tym zestawieniu przerażająco zwyczajny; dlatego za punkt niedojrzałego honoru postawił sobie ją zdobyć, złamać i udowodnić wszystkim (a zwłaszcza – sobie samemu), że wcale nie była lepsza. Przynajmniej na początku; smak zwycięstwa cieszył go jednak wyjątkowo krótko, o dziwo nie zduszony bynajmniej odwróceniem się losu, a zdradą płynącą z jego własnych uczuć, z niezrozumiałych powodów transformujących się z udawanych w całkiem realne. To wtedy postanowił uciec, dobrowolnie dając się porwać w objęcia czarodziejskich staży i rozpraszających uwagę podróży, łamiąc tym samym więcej niż jedno serce, ale jednocześnie przekonując samego siebie, że robił to wszystko w imię większego dobra.
Jak t c h ó r z.
Słowo wybrzmiało w wieczornym powietrzu wyjątkowo wyraźnie, uderzając go prosto w odsłoniętą twarz; gdyby wyrazy mogły ranić, z całą pewnością zostawiłoby krwawą pręgę na oświetlonym płomieniami policzku. Drgnął lekko, w ostatniej chwili powstrzymując się przed cofnięciem się o krok do tyłu i odwzajemniając przeszywające spojrzenie brązowo-zielonych tęczówek. Z których iskry sypały się równie intensywnie, co z płonących ognisk; uśmiechnął się przelotnie, bo doskonale pamiętał, jaką moc potrafiły mieć te oczy. Ułamek sekundy później ściągał już jednak usta w nieprzyjemnym grymasie, nie tyle zraniony, co zirytowany zdaniami wypływającymi spomiędzy jej warg. Sztucznymi, pełnymi pozorów i podszytymi ukrytymi emocjami, których nie potrafił jednoznacznie odszyfrować. Doprowadzało go to do szaleństwa; od zawsze, wiedziała o tym doskonale i przez moment zastanawiał się nawet, czy nie robiła tego z premedytacją, udowadniając dobitnie, że tym razem to ona miała nad nim kontrolę. A do tej przyznawał się niechętnie, na zewnątrz wciąż z trudem utrzymując obojętną fasadę, na której jednakże zaczynały się już pojawiać pierwsze rysy i pęknięcia. Wszelkie pokłady dobrej woli ulotniły się bezpowrotnie i znów jedynym, czego chciał, było wyprowadzenie jej z równowagi. Wolałby, żeby odrzuciła tę starannie utkaną maskę pozorów, wyciągnęła różdżkę, rzuciła w niego klątwą. To był język, który był w stanie zrozumieć i na niego odpowiedzieć; zamiast tego wpychała go w labirynt krętych korytarzy i półsłówek, po którym poruszać się ani nie potrafił, ani nie miał zamiaru. Nie teraz, a już na pewno nie przez resztę ich wspólnego – o dobry merlinie – życia.
- Zabawne, panienko Black – wysyczał przez zaciśnięte zęby, rozciągając usta w jakimś uśmiechu szaleńca, który tylko w domyśle miał trącić uprzejmością – że wytyka mi panienka wiek, podczas gdy to właśnie obawa przed staropanieństwem doprowadziła panienkę do tej sytuacji, najwidoczniej tak bardzo nieznośnej, że przegnała nawet dobre maniery.
Nie bawiło go to ani trochę; te arystokratyczne, dziecinne przytyki, toksyczne grzeczności, fałszywe pochlebstwa, które tak naprawdę były kiepsko skrywanymi obelgami. Kojarzyły mu się z tym przeklętym światem, od którego co jakiś czas konsekwentnie uciekał, a któremu mimo to ciągle udawało się go doścignąć, dusząc go coraz bardziej. Skoro jednak Cassiopeia postanowiła ustalić zasady gry w ten sposób, trudno było mu odpowiedzieć czymś innym. Przynajmniej póki co; cierpliwość bowiem zdawała się wyczerpywać i po chwili nie był już wcale taki pewien, które z nich jako pierwsze sięgnie po różdżkę.
Złapał ją za ramię niemal odruchowo, nieświadomie; niezbyt mocno, ale też stanowczo, jakby chcąc powstrzymać ją przed wycofaniem się, a w rzeczywistości po prostu pragnąc potwierdzenia, że była realna; że nie wyobrażał sobie tej bezowocnej kłótni, i że nie strzępił sobie języka (i nerwów) na darmo.
- Jak zwykle próbujesz odwrócić kota ogonem, nie zauważając, że to nie ja jestem tutaj tym, który czegokolwiek od ciebie oczekuje – powiedział nieco ciszej, nachylając się nad nią nieznacznie, bo prawie dorównywała mu wzrostem. – Nie prosiłem o to, nie przyszedłem tutaj robić ci na złość. Jeżeli masz ochotę obwiniać o swoją niedolę siedemnastoletniego gówniarza, to proszę bardzo, ale to – wskazał ręką na nich oboje – to nie jest moja wina.
Puścił jej ramię, prostując się i pozwalając jej na wycofanie się spoza najbliższego zasięgu.
- Czego więc chcesz? Przeprosin? Padnięcia na kolana i błagania o wybaczenie? Przyznania się do błędu? Powiedz, ale raz w życiu zrób to wprost, bo ja już nie mam czasu ani zamiaru bawić się w domysły – dokończył, by po chwili zaprzeczyć samemu sobie i znów przyjąć ten przesłodzony, arystokratyczny ton, który nie należał do niego. I który nikogo nie był w stanie nabrać – a już na pewno nie ją. – Pozostaje nam mieć nadzieję, że i reszta festiwalu okaże się tak samo sprzyjająca – dodał, również nie patrząc w jej kierunku i nienawidząc ich obojga. Po równo.




I cannot undo what I have done
I can't un-sing a song that's sung
and the saddest thing about my regret
I can't forgive me and you can't forget

Percival Blake
Percival Blake
Zawód : dowódca smoczych łowców
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

kissing
d e a t h
and losing my breath

OPCM : 26 +5
UROKI : 40 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t12179-percival-blake#375108 https://www.morsmordre.net/f449-menazeria-woolmanow https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Główne ognisko [odnośnik]24.10.15 23:02
Wbrew temu, co nie raz twierdziła jego córka Cronus Malfoy nie był głupcem. Wiedział, że ślub to za mało by poskromić złośnice.  Nawet, jeśli jego zięciem miał zostać człowiek, który mógł był wstanie zmusić Meg by upadła na kolana. Chodziło o coś znacznie więcej. Megara miała pozostać bez wsparcia, jakim jest rodzina.  Chciał odebrać jej ludzi, których mogłaby prosić o pomoc i którzy przede wszystkim mieliby obowiązek udzielenia jej. Nie zniżyłby się do tego by wydać własne dziecko za któregoś z Yaxleyów, więc zostali Carrowie.  Przeklęty ród przeklętego króla, który nie tylko nienawidzi Averych, ale przecież i Rowleów, wśród których są kuzyni Malfoyów. Tak Megaro masz zostać sama. To jest prawdziwa kara za wszystkie grzechy, jakich się dopuściłaś. Pytanie tylko, kiedy się zorientujesz na jak przegranej pozycji jesteś.
Nie, przecież jest jeszcze Deimos. Mój rycerz w lśniącej zbroi. Chciała już wymówić swoje myśli na głos, ale poczuła jego wiercąc spojrzenie. Skończyło się, więc na mocnym ugryzieniu się w język i szybkim przewróceniu oczami.  Nie będzie się kłóciła przy Allison, na to będzie jeszcze czas.
- To nic takiego, mały zawrót głowy.- jej pozycja pozwoliła posłać kuzynce kwaśny uśmiech, którego Deimos nie był wstanie dostrzec. - Wybacz mój drogi, powinnam była być wdzięczna za twoją troskę. - I znów pewne wyuczone triki dały o sobie znać. Meg udało się zabrzmieć bardzo naturalnie a nawet wcisnąć między słowa nutkę pokory. Na końcu odwróciła wzrok w stronę mężczyzny, lekko kiwając w głową w geście uniżenia.  Jak było naprawdę chyba najlepiej odczuły palce, Allison, które zostały mocno ściśnięte przy każdym słowie. Jakoś musiała dać upust frustracji, która powoli zaczęła ją ogarniać.  Słysząc coś o odprowadzeniu ich do namiotu Meg miała ochotę zakwilić jak małe dziecko. Już miała nadzieję, że się od niego uwolni.  Wzniosła oczy ku niebu ostatkiem sił powstrzymując się od powiedzenia kilku zgryźliwych słów.   Kolejne ugryzienie się w język skutkowało posmakiem krwi w ustach a to była mała cena, jeśli to sprawi, że Deimos w końcu zamilknie. Była też sprawa Allison.  Przy całej miłości, jaką darzyła kuzynkę bardzo wiele zmieniło się przez te wszystkie lata. Meg nie mogła a może nie chciała się zachować przy niej tak… bezpośrednio jak to miało miejsce w przypadku Deimosa. Jeszcze te nieszczęsne wyścigi. Na sam wzmiankę o nich dziewczyna wyprostowała się niczym struna na kilka sekund zatrzymując się w pół kroku. Pluła sobie w brodę o to jak mogą o nich zapomnieć i oczywiście narzekając na to, że czekaj ją kolejne stracie z panem Carrowem . Na szczęście przyszło wybawienie. Obydwie – to słowo brzmiało w jej uszach niemal jak anielskie dzwonki. Ścisnęła dłoń kuzynki przesyłając jej tym samym wyrazy wdzięczność. Carrow nie miał prawa zabronić jej przyjścia. Cała trójka doskonale o tym wiedziała. -Nie ominęłabym tak wspaniałego wydarzenia. W końcu będę miała okazję przyjrzeć się osławionym skarbom rodu Carrowów. Nie będziesz miał nic przeciwko towarzystwu Allison, prawda? Ktoś będzie musiał wtajemniczyć mnie w tajniki jazdy i wyścigów, gdy ty będziesz zajęty. - Mówiła spokojnie, cicho i z nutą szacunku w głosie. Jeśli chciała potrafiła być miła nawet dla Deimos ( pomińmy alkohol płynący obecnie w jej organizmie). Zresztą chciała zobaczyć czy Deimos będzie wstanie odmówić w takiej sytuacji. Allison jasno trzymała się konwenansów, więc teoretycznie on też musiał. Miała tylko nadzieję, że kuzynka w żaden sposób nie nawiąże do wyścigów. Dobrze wiedziała, że Meg kłamie. W końcu, jako dzieci i później w wolnych chwilach często jeździły razem konno. Jednym z największych marzeń Megary było wzięcie udziału w wyścigach, co oczywiście było niemożliwe. Jedno to było jeszcze przed zaręczynami. Megara pilnowałaby trzymać się jak najdalej od koni i nie pokazać, że cokolwiek łączy ją i Carrowem.  Wciąż się uśmiechając przeniosła wzrok to na niego to na Allison. Miała niepokojące wrażenie, że między tą dwójką jest więcej niechęci niż pomiędzy nią i Deimosem. Tak, Meg nie miała pojęcia o rodowej niechęci między Averymi i Carrowami. Jakoś jej to umknęło…zresztą Carrowowie byli dla niej zawsze tak nędznym rodem, że nie warto było zajmować się ich historią i koneksjami.
Megara Carrow
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: Główne ognisko [odnośnik]25.10.15 9:28
Wychowywany w spokojnych oklicach Yorku, Deimos, nie miał pojęcia do jakiego świata przyjdzie mu niegdyś wstąpić. Świata pełnego intryg, sztucznych uśmiechów, ustalanych z góry małżeństw, niezadowolonych żon i dzieci wychowywanych bez cienia miłości. W jego mniemaniu bycie Carrowem było cudowne. Po pierwsze: praktycznie nie musiał pojawiać się na wymuskanych przyjęciach, bo ta rola przypadła Fobosowi długo przed jego narodzinami. Po drugie, mieli tak wiele ziem, że tylko głupiec szukałby atrakcji poza granicami Yorku. Najistotniejszym elementem młodości Carrowów było jednak obcowanie z pięknymi zwierzętami - poczucie estetyki mają więc Karoły wyssane z mlekiem matki, bo jak mówią: nie ma piękniejszego widoku niż konie w biegu. Albo statek na pełnym morzu, natomiast już w tym się Carrow nie specjalizują, jakkolwiek dostęp do morza mają, więc i takie widoki są możliwe. I prawda jest taka, że gdyby nie to, że Deimos był chory na chorobę zwaną chcę być jak brat , to mógłby zostać przemiłą kopią Adriena. Natomiast w tej całej niewinności młodego szlachcica, nadeszły czasy w których okazało się, że nie zawsze tylko pierworodny ma obowiązki. Deimos nie radził sobie nigdy na oficjalnych przyjęciach. Był narwany, wchodził w dyskusje z wysoko postawionymi mężczyznami i nie raz ojciec musiał się tłumaczyć za syna. Te dni poszły w niepamięć, a towarzystwo wybaczyło mu je, zrzucając porywczość na młodzieńczy wiek. Teraz dalej nie lubi tych przyjęć, natomiast zauważył, że wystarczy znaleźć sobie rozrywkę, by przeżyć. Dziś odkrył, że jego rozrywka została mu przypisana przez ojca. Megara w całej swojej zawziętości potrafiła mówić najbardziej ordynarne słowa, ale kiedy przychodziło do konfrontacji grupowej, oboje się... kontrolowali. Tak jakby dokładnie zdawali sobie sprawę z tego, że mogą nawzajem straszyć się ujawnieniem prawdy wszystkim, że ich groźby mogą mieć pokrycie, że wiedzą co mówią, ale nic dobrego z tego, że ktos więcej o tym usłyszy, by nie wyszło. Czyżby to właśnie dziś miała się rozpoczynać ta gra do której szykowali się całe życie? Same przygotowania Deimosowi zajęły trochę dłużej, nie wolno jednak lekceważyć Megary. Niby jej głowa bardziej miękko się schylała, a w głosie ton zmienił się nie do poznania, a jednak coś mówiło Deimosowi, że to wszystko nie ma prawa być tak proste. Nie wystarczy zawołać znienawidzonych Averych, by usłyszeć kilka słów posłuszeństwa. Ciemność uniemożliwiła dojrzenie wszystkich szybkich spojrzeń, które zostały tu wymienione, natomiast dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że nie podoba się pannom jego towarzystwo. Dlatego właśnie na nie naciskał. Najpierw skinął głową, tak powinna być mu wdzięczna. Powinna pójść z nim grzecznie do ciemnego lasu i być tak posłuszna jak przy Allison.
- Panno Avery, nie śpieszmy się tak, bo Megarze może znów się zakręcić w głowie - usprawiedliwia przeciągający się krok, który potrafił być pięć razy szybszy - Korzystając z okazji, muszę pogratulować zaręczyn z paniczem Selwynem, bo nie miałem jeszcze przyjemności - przeciąga ostre głoski, jakby bawiły go te zagrywki. Jeżeli Megara w tak wybujały sposób wojowała z nim, to jak wojowała jej kuzynka? Czy podobnie? A moze razem z Selwynem odnajdzie wspólny język, może będą się wymieniać uwagami co do niesfornych małżonek? Zabawna wizja. Tak samo jak wszystkie te arystokratyczne gierki. Dla Deimosa liczyło się w szlachectwie jedynie posiadanie koni, a skoro o nich mowa, to warto odnieść się do frontu Malfoy-Avery, który obie panie postanowiły stworzyć podczas zawodów. Deimos dobrze wiedział, że z oczywistych względów nie może dać się zaskoczyć, dlatego kiwa głową z przekąsem - Na to właśnie liczyłem . Przechodzą przez jakiś mostek, który miał upiększyć okolicę. - Dlatego rozmawiałem z lordami Prewett i na szczęście zgodzili się udostępnić miejsce na lepszej trybunie, również dla panny Avery - tu tryumfalny uśmiech wypełza na oblicze, natomiast wciąż kryje nas cień, ciężko więc byłoby go dojrzeć. A jednak trudno ukryć, że Deimos jest dumny z każdego niemiłego słowa, które w piękny sposób przekazuje złym Averym. Niby zachował się nieelegancko, atakując pannę, ale to świadczy jedynie o jego postępowej myśli, że ona jest zdolna z nim prowadzić rozmowę. To, że biedna, urodziła się w rodzinie bez jakichkolwiek sukcesów (czym mogą wysławić się sprzedawcy trolli?), nie było przedmiotem jego zainteresowania. Wiedział, że w przeciwieństwie do innych rodów, Avery podobnie jak on, nie przepadali za dworem szlacheckich gierek (szlachty dworskimi gierkami?), a jednak członkowie rodziny Carrow mieli zajęte najlepsze miejsca na trybunach imprez najistotniejszych, a Avery siedzieli zawsze... trochę dalej. Deimos przypiswał to wielkości swojego rodu, nie zważając na to, że mądre głowy mogą rozsiadać zwaśnione rody, by nie dochodziło do sprzeczek. Tak czy siak, poczuł się lepiej ze świadomością, że jest, no, lepszy i szedł dalej. A przy okazji to zapomniałam wcześniej zauważyć, że Megara się tak śmiesznie posłużyła przykładem Rosalie, że Deimos aż się uśmiechnął wewnętrznie. I ubzdurał sobie, że Megara jest o niego bardzo zazdrosna! - Będziecie miały stamtąd najlepszy widok na każdego zawodnika. Czy Abraxus weźmie udział? Nie widziałem go tu wcześniej - Deimos  nie jest mistrzem empatii, ale wyraźnie dało się wyczuć niechęć Megary do brata podczas obiadu.
Deimos Carrow
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Główne ognisko [odnośnik]26.10.15 14:38
Trochę mi niedobrze od tej całej obłudy, przyklejonych uśmiechów, wyuczonych na pamięć tekstów. Ta cała sztuczność szlacheckiej części społeczeństwa, to na pewno nie coś, za czym tęskniłam niesamowicie. Raczej wolałabym od tego uciec, najszybciej jak tylko potrafię – niezależnie czy to jest rozmowa z Carrowem, którym gardzę za samo pochodzenie, czy plany na przyszłość, którą ktoś ukartował za mnie. Spoglądam na Megarę i czuję sztylet wciskający się wprost w moje serce, ostatnio nazbyt wrażliwe. Jak to możliwe, że już do ślubu chcą cię poprowadzić, droga kuzynko? Nie wiem wszystkiego, lecz zdaje się, że i twoja rodzina ma wiele za uszami. Im dłużej na ciebie patrzę, tym bardziej wydajesz mi się nierealna, jak ta cała sytuacja. Choć spotkałam cię już wcześniej, to dopiero teraz widzę, ile lat tak naprawdę nieodwracalnie straciłam w Egipcie. Przecież ostatnio widziałam cię jeszcze jako dorastającą dziewczynkę, zafascynowaną tymi wszystkimi książkami, którymi się otaczała, ku zdziwieniu swojego rodu. A teraz, choć czuję, że te lata minęły jak jeden dzień, widzę cię dorosłą, choć trochę za wcześniej wrzucaną w prawdziwy świat. Czy myślą, że wsunięciem obrączki na serdeczny palec, zdołają ukrócić ciebie i twoje ambicje? Chyba nie do końca cię znają, Megaro.
Towarzystwo Deimosa nie odpowiada mi ani trochę. Choć próbuje się maskować, wiem, jak w głębokiej pogardzie ma nasz ród. I to go zgubi, to jest naszym złotym środkiem, do rozwiązania tej, tylko pozornie patowej sytuacji. Choć nie manifestujemy siły i nie wzbudzamy usilnie strachu, bez przebierania w środkach, tak jak nasi przodkowie, nie czyni nas to kobietami słabymi. Wielu gubi to przekonanie, zapominając o historii, w której zapisaliśmy się jako wielcy łowcy, ród dzierżący władzę. Niezależnie od wykonywanego zawodu, krew płynie w nas wciąż taka sama, co w odpowiednim połączeniu, przy odpowiednich warunkach, czyni nas groźnymi przeciwnikami, których głupotą jest ignorować przez wzgląd na płeć czy wiek.
Drga mi trochę powieka, gdy słyszę o zaręczynach, choć pierścionka jeszcze nie noszę, a gazety milczą. Nic to jednak dziwnego, że Carrow wie, odpowiednie pochodzenie jest gwarantem błyskawicznej informacji. To jednak daje mi znak, że po salonach krążą już pewnego rodzaju pogłoski, więc być może połączą mnie z tym żałosnym Selwynowym występem na otwarciu. Pomimo odczucia mdłości, uśmiecham się neutralnie.
- Dziękuję, panie Carrow. I panu nie miałam okazji oficjalnie pogratulować tak rozważnego wyboru narzeczonej – trochę to kąśliwe, w końcu wątpię, byś to ty sam wybrał tak młodą żonę. Szlachectwo to nie tylko przebywanie w stajni i uczestnictwo w polowaniach. Najwyższy czas, byś odczuł pewne nieprzyjemności, które wniesie do twojego świata Megara, jeśli tylko nie zrobimy czegoś, by powstrzymać odgórnie narzucone plany. - Czy wiadoma jest panu, panie Carrow, data tej wspaniałej uroczystości wiążącej nasze dwa rody? – chcąc nie chcąc, skoro już prowadzimy tę farsę, postanawiam dowiedzieć się czegoś konkretnego u samego źródła, choć wiem, że wkraczam na grząski teren, a kuzynce na pewno nie spodobają się nasze rozmowy. Nie pomijam jednak pochodzenia swojej kuzynki, która wszak jest w połowie Averym i nie zamierzam dać mu o tym zapomnieć. Informacje znane tobie, Megaro, mogą być jednak inne niż te dostępne Carrowowi. Może chwilowo wydaje się tobie zbyt małym wsparciem, lecz tego by tylko brakowało, by data ślubu spadał na nas niczym grom z jasnego nieba.
- Naprawdę? To niezwykle wspaniałomyślne z pana strony i seniora rodu Prewett, że umożliwia mi pan możliwość spędzenia czasu z moją kochaną kuzynką – ani to miłe, ani łaskawe, w dodatku będę musiała oglądać cię więcej niż potrzeba, lecz czymże jest moje niezadowolenie, przy możliwości wsparcia Megi? - Mam nadzieję, że nie będzie pan miał nic przeciwko, jeśli pojawię się wraz z moim towarzyszem – mówię, jakby była to oczywista oczywistość, niepodlegająca żadnej dyskusji. Dwóch Averych w jednej loży. Obawiam się, że nerwy Carrowa mogą tego nie przetrwać. Wyścig zapowiada się bardziej pasjonująco niż mogłabym początkowo myśleć.
Abraxas. Dawno nie słyszałam tego imienia i zdaje się, że we wewnętrznych relacjach rodziny Malfoy, jestem daleko w tyle. Właśnie teraz, podczas tego spaceru Megara miała zdradzić mi co nieco informacji, by choć trochę rozjaśnić sytuację z zaręczynami, lecz oczywiście musimy raczyć się towarzystwem wspaniałego Carrowa.
Allison Avery
Allison Avery
Zawód : Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Główne ognisko - Page 2 ZytGOv9s
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Re: Główne ognisko [odnośnik]26.10.15 21:17
Po głowie Megary zaczęły biegać najróżniejsze myśli.  Począwszy od tych mocno ubliżających zarówno rodowi Carrowów jak i Avery do tych gdzie powoli utożsamiała się z kością, na, którą mają ochotę dwa wygłodniałe psy.  Próbujesz zrozumieć Megarę? Przestań, jeszcze zrobisz sobie krzywdę. Ważne, że to uczucie bycia zdobyczą czy też trzecim kołem u wozu coraz mocniej się nasilało. Megara, co jakiś czas spoglądała to w stronę Allison to w stronę Deimosa próbując zrozumieć, co się właściwie dzieje.  Cała się skrzywiła słysząc o tym trafnym wyborze . Musiała jednak przyznać, że jak na dwójkę ludzi…stroniących od gierek, którymi tak chętnie operują choćby Malfoyowie radzili sobie całkiem nieźle.  Chociaż to szukanie słabego punktu było trochę nieprzyjemne dla uszu Megary.
- Tu już tylko kilka miesięcy - usłyszała nagle własnych głos czując jak cała krew z niej odpływa. Niemal automatycznie mocniej oparła się na kuzynce mając wrażenie, że zaraz upadnie. Przeniosła na Allison swój pusty wzrok, słysząc o zbliżającej się dacie zdała sobie sprawę jak niewiele czasu jej zostało. Nadzieja powoli gasła. Trzeba było szykować się na najgorsze. Stanąć przed jaskinią lwa i dać się zjeść w całości. Może jest jeszcze inne wyjście. Ale tego się dowie dopiero w trakcie bezpośredniego starcia. Nagle się ożywiła a w oczach pojawiły się te radosne ogniki. - Już dawno wysłałam do ciebie zaproszenie, ale pewnie sowa musiała je zgubić. - Kolejne kłamstwo, Meg zupełnie zapomniała o tym, że należałoby je w końcu wysłać. No może nie tyle, co zapomniała o ile odkładała to w czasie.   - Pisałam również o tym jak wielką radość sprawiłabyś mi będąc jedną z moich druhen. Darcy już się zgodziła -  Nie powinna tego załatwić teraz ale nie mogła się powstrzymać.  Po raz kolejny chciała zobaczyć czy Deimos w jakiś sposób zaprotestuje.  On był drugim roztrzepanym synem człowieka zajmującego się głównie hodowlą zwierząt i prowadzącego raczej odosobniony tryb życia.  Ona była potomkinią magów od wieków zajmujących się polityką. Mimo bycia najmłodszą szybko wprowadzono ją do towarzystwa, co mimo różnicy wieku może dać jej przewagę nad Deimosem. Była jeszcze jedna rzecz, którą musiała odkryć. Gdzie jest ta granica jego powstrzymywania się w towarzystwie.  Twierdziła, że jeśli uda się ją odkryć będzie to jedna z najcenniejszych kart, jakie może posiadać.  Pod imieniem, Darcy ukrywała się oczywiście Panna Rosier.  Z czego miała nadzieję obaj jej rozmówcy zdają sobie sprawę. Do niej zaproszenie również nie dotarło, ale teraz to już kwestia czasu. Co do przypisanej roli…czy to naprawdę jest dla kogoś zaskoczeniem?    Była jeszcze sprawa wytkniętego spowinowacenia Averych i Carrowów, na co zwróciła uwagę Allison.  To obudziło w niej kolejne pytania i całą masę wątpliwości.  Ta coraz jawniejsza ( w oczach Megary) niechęć przedstawicieli wyżej wymienionych rodów w połączeniu z żądzą dominacji u Deimosa mogła mieć tylko jeden skutek. Megara znowu zbladła powoli rozumiejąc w jak makabrycznej sytuacji się znalazła.
Oczami wyobraźni Megara już widziała te nieszczęsne wyścigi i te grobowe miny i pełne sarkazmu wypowiedzi.   Zapowiada się taki przyjemny dzień Jęknęła w duchu. Doceniała poświęcenie ze strony Allison i już myślała o tym jak jej się za to odwdzięczyć.  Dostrzegając w ciemnościach wyraz twarzy kuzynki już wiedziała, że nie będzie to łatwe.  Na wzmiankę o towarzyszu przez kilka pierwszych sekund pomyślała o narzeczonym Allison. Oczywiście ta opcja nie wchodziła w grę. To przecież mógł być tylko Soren.   Dwóch Averych i jeden pół Avery kontra jeden Carrow. Ale będzie wesoło uśmiechnęła się w duchu. Meg miała tylko nadzieję, że kuzyni się jej nie wyprą po owym dniu. - Oczywiście, że nie będzie miał nic przeciwko. - Odpowiedziała za nim jeszcze Deimos zdążył się odezwać. Niech ją wierci spojrzeniem ile chce. Czegoś takiego nie mogła sobie odpuścić.  To dziwne rozbawienie, które ją dopadło zmalało na sam dźwięk imienia brata.
- Nie.  Razem z rodziną jest na południu Francji. Lucjusz ostatnio chorował a uzdrowiciele zalecili zmianę klimatu. Abraxas jest bardzo przywiązany do swojego jedynego dziedzica. Nigdy nie zostawiłby go samego w takiej sytuacji. - To trochę brzmiało jak zimne sprawozdanie lub wyuczona formułka.  Na próżno było w niej szukać smutku i troski o jedyna dziedzica Malfoyów. Niestety Meg wciąż nie potrafiła zdobyć się na cieplejsze uczucia w stosunku do brata.[/b][/b]
Megara Carrow
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: Główne ognisko [odnośnik]27.10.15 10:17
Deimosowi szło całkiem dobrze, bo się starał. Jakkolwiek zabrzmi to absurdalnie, bo przecież cała jego postawa wydaje się mówić "nie obchodzi mnie to co zrobisz, ale masz mnie słuchać". Ale to bardzo dobrze trzymana przed sobą tarcza pozorów. Sam nie do końca wie co ma w głowie, jak ma się ustosunkować do uroczystości, która będzie już za kilka miesięcy...? Zerka na Megarę, której najwyraźniej alkohol zawrócił w głowie. -.. tygodni - poprawia ją i marszczy czoło, bo uroczystość ma odbyć się już bardzo niedługo. Pod koniec września, dlaczego niby miałoby być to za kilka miesięcy? Chce ślub w grudniu? Lutym? Któż chciałby ślub w taki okropny czas. Następne słowa znów go zdziwiły, wydaje się być poruszony i niemal zdenerwowany. - Dlaczego to Ty wysyłasz zaproszenia, przecież wydajemy pieniądze na koordynatora - jakby nie zrozumiał, że Darcy R o s i e r nigdy nie było na żadnej z list, a ona właśnie chce zaprosić takie osoby. - Mówiłaś, że mogę ci powierzyć tak proste zadanie. Będę musiał chyba sam tego zacząć doglądać - czyli wysłać kogoś, kto zrobi to za niego, bo kto widział, żeby Deimos zajmował się wybieraniem koloru kwiatków. Jeszcze objawiły by się w nim jakieś zniewieściałe preferencje, brońborze. Ze zniesmaczeniem odbiera wiadomość o tym, że druhny mają być Rosier-Avery. Ogólnie rozstrząsanie ślubnych przygotowań w towarzystwie Avery nie było mu na rękę, ale w innych okolicznościach Megara nie chciała z nim o tym rozmawiać, dlatego ciągnie swoją wypowiedź, póki może. - Radziłbym ci jeszcze to przemyśleć, Megaro. Zgodnie z tradycją druhny nie są niezbędne. A jeżeli już się upierasz, to mam nadzieję, że bierzesz pod uwagę dopełnienie do pięknej liczby jaką jest cztery. Moje kuzynki Inara i Laoise na pewno chętnie będą Twoimi druhnami. Zresztą, zrobisz tym gestem wielką przyjemność moim kuzynkom. - oczywiście, że w konfiguracji dwóch Carrowów na po jednej sztuce Avero-Rosierów, Deimos mógł się zgodzić. Mało ważne, że zarówno Inara jak i Laoise są wciąż trochę przeciwne małżeństwu. Bo liczy się nazwisko.
Wyprowadzony z równowagi, zapomniał, że nie powinien się ujawniać z niepowodzeniem przed Allison. Rozkojarzony przyśpieszył kroku, chcąc jak najprędzej znaleźć się już w samotności, czyli gdzieś w swoim Marseet.
- Z wielką przyjemnością ujrzę tam panicza Selwyna - odpowiada Deimos podejmując temat gry na nowo. Stara się opamiętać, ale to trudne. Wieść o Abraxie bardzo go zasmuciła, bo okazuje się, że nie będzie miał dokąd uciec, kiedy front kobiecy się na niego rzuci po wygranym wyścigu. - To bardzo smutne, życzę zdrowia.
Idą tymi ciemnościami, Deimos nie patrzy w kierunku dziewcząt. Śpieszno mu do koni, albo przynajmnieij do baru.
Deimos Carrow
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Główne ognisko [odnośnik]27.10.15 19:13
Kilka miesięcy brzmi źle, za to wrzesień brzmi gorzej niż fatalnie. Spodziewałam się roku, jako optymalnego okresu pomiędzy zaręczynami, a ślubem. Przez ten czas może na nowo odżyłaby w Megarze nadzieja, nic nie pobudza tak jak dobrze opracowany plan.
- To zaiste dość szybko, panie Carrow. Musi pan być oczarowany Megarą, że śpieszy się tak panu do ślubu, nieprawdaż? – jestem równie zaskoczona tak szybkim terminem jak moja kuzynka, co zapewne można usłyszeć w moim dość oschłym tonie. Nie zamierzam się jednak poddawać, bez walki oddać swoją młodziutką kuzynkę w łapska mężczyzny, który powinien dawno mieć żonę u swojego boku.
- Nie mogłabym ci odmówić. Oczywiście, że będę towarzyszyć ci podczas tego dnia – odpowiadam szczerze, obdarzając równie prawdziwym uśmiechem. Choć nie dopuszczam do siebie myśli, że plan ślubu się ziści. Może to jakaś reakcja podświadomości, chcącej obronić się przed brutalną rzeczywistością, w konfrontacji z którą tak naprawdę nie mamy większych szans. Ile to szlachcianek musiało być postawionych przed nami w podobnej sytuacji, z której nie wybrnęły obronną ręką, pomimo gorącej nadziei i działań. Lecz czasy się zmieniają, kiedyś nie do pomyślenia była zmiana nazwiska na inne niż szlacheckie, teraz jest to względnie tolerowane. Kto wie, może za kilka dekad posunie się to jeszcze dalej, a aranżowane śluby staną się tylko cieniem na przeszłości. - Postaram się go przekonać, panie Carrow, choć niestety Alexander nie jest wielkim fanem wyścigów – mówię wymijająco, delikatnie zaznaczając, że ani myślę przyprowadzać swojego narzeczonego. Myśl o spędzeniu popołudnia w ciasnej loży z Selwynem, wydaje mi się koszmarem godnym autorstwa najznamienitszych pisarzy tego gatunku. Jeśli mam już znosić obecność Carrowa i lekko przełamanej Megary, gdy chciałabym oglądać jej uśmiech, wolę mieć u swojego boku prawdziwego sojusznika w postaci swojego bliźniaka.  
Jedynym, co poprawia mi humor, to fakt, że koniuszy chyba stracił cierpliwość do towarzystwa Averych i w końcu postanowił przyśpieszyć kroku. Ujmując Megarę pod ramię, nie zamierzam robić mu na złość, tylko nadążam za nim, zanim jeszcze się rozmyśli i postanowi pozatruwać swoją obecnością większą ilość naszego czasu, który lepiej możemy spożytkować na knucie.


I sit alone in this winter clarity which clouds my mind
alone in the wind and the rain you left me
it's getting dark darling, too dark to see

Allison Avery
Allison Avery
Zawód : Alchemik u Borgina&Burkesa, badacz
Wiek : 25
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
imagine that the world is made out of love. now imagine that it isn’t.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Główne ognisko - Page 2 ZytGOv9s
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t653-allison-avery https://www.morsmordre.net/t814-poczta-allison https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f98-shropshire-ludlow-dwor-averych https://www.morsmordre.net/t1885-allison-avery#25620
Re: Główne ognisko [odnośnik]27.10.15 21:09
Skup się na czymś innym Krzyczał jej własny głos.   Strach da się pokonać . Umysł Meg zawędrował bardo daleko od Allison i Deimosa. W jej uszach wciąż brzmiało słowo „tygodnie”. No tak, przecież dobrze wiedziała, na kiedy ustalono datę. Wciąż pamiętała wyraz twarzy ojca, gdy jej to oznajmiał.  To, czemu powiedziała miesiące?  Przed jej oczami zaczęły wirować najróżniejsze obrazy, które pochłonęły całą jej uwagę.  Cienie, lustra, krzyk, krew  i łzy…tylko tyle potrafiła teraz zrozumieć.  Wróciła na ziemi przysłuchując się słowom kuzynki. Tak, to jest to! To ją mogło utrzymać ją na powierzchni.  Przypomniała sobie to, co sama pomyślała w pierwszej chwili, gdy zaznaczono datę w kalendarzu. Jeszcze, ktoś pomyśli, że jestem z nim w ciąży. To na moment to wydawało się strasznie zabawne. Wszystkie strachy nachwalę ukryły się pod łóżkiem a z gardła Megi wydobył się cichy śmiech. Nie odpowiedziała na żaden zarzut Carrowa ani pytanie. Nie obchodziły ją nawet wyrazy współczucia w stosunku do brata.  Zdawała się go zupełnie nie słuchać. Niech tam gada, co chce przecież i tak nikt w to nie wierzy.  Zresztą skoro nagle zmienił taktykę i wyraźnie chciał się już ulotnić nie musiała się nim przejmować.  Ważna była tylko Allison.   - O wszystkim ci o powiem i we wszystko cię wprowadzę.  Mój koordynator miał tak miał tak niewiele pomysłów, że większością musiałam zająć się sama - to są dopiero brednie. Megara nie przyłożyła nawet palca do organizacji ślubu. Mówiąc szczerze jeszcze nie widziała swojej sukienki. Ważne, że się uśmiechała i potrafiła szczebiotać jak prawdziwa zachwycona wizją rychłego ślubu przyszła panna młoda.  Gdy zaczęła dostrzegać światła festynu zatrzymała się nagle. Czas najwyższy się pożegnać. Ja i Allison musimy omówić tak wiele spraw - Sprawnie wywinęła się spod ramienia Allison podchodząc w stronę Deimosa. Położyła dłoń na jego ramieniu i wspięła się na palce. Wyglądało to trochę tak jakby chciała go pocałować w policzek ( i to publicznie!). - Spróbuj coś zmienić w organizacji a sama wydrapię ci oczy. To samo tyczy się twoich plugawych krewnych, jeśli zbliżą się do mnie, choć na krok - szepnęła cicho z typową dla siebie pasją i determinacją. Mówiła zupełnie poważnie. Nie miała zamiaru mieć do czynienia, z Carrowami więcej niż to było konieczne.  Odchylając się od niego tylko lekko się uśmiechnęła i wróciła w objęcia Allison. Czy wspominałam o tym, że to był pierwszy raz, gdy Megara z własnej woli dotknęła Deimosa.  - Panie Carrow - dygnęła szybko zmuszając do tego kuzynkę i zanim Carrow zdążył jej coś powiedzieć obie zniknęły wśród tłumu ludzi.   - Masz może jakąś wymówkę, która pozwoli nam się wywinąć z tych nieszczęsnych wyścigów? - spytała w trakcie spaceru nie szczędząc sobie przy tym ironicznego uśmiechu.

| zt
Megara Carrow
Megara Carrow
Zawód : stażystka w ministerstwie
Wiek : 20 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
Once upon a time...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t634-megara-malfoy https://www.morsmordre.net/t663-mieta https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f218-yorkshire-dworek-w-ravenscar https://www.morsmordre.net/t1706-megara-malfoy#18560
Re: Główne ognisko [odnośnik]28.10.15 14:52
//jakiś tam inny dzień niż pierwszy

Można by rzec, że Julius zaczynał mieć wprawę w tych wszystkich przyjęciach. Minęły już trzydzieści trzy wiosny i Merlin raczy wiedzieć, na ilu bankietach czy masowych imprezach zdążył być. Festiwal Lata mijał, chociaż powoli, to jednak z każdą sekundą było go coraz mniej. Pierwszego dnia Nott nie mógł zaliczyć do udanych, nawet, jeśli wątek się na dobrą sprawę nawet nie rozwinął, to zapewne spotkanie kryzysowej narzeczonej nie było jednym z najprzyjemniejszych. Była jakże cudownie temperamentna, a i on ostatnimi czasy nie należał do najłagodniejszych osób. O spięcie nie było trudno, nawet, jeśli objawiało się raptem chłodną złośliwością.
Można przyjąć, że nasz jakże sprytny Julius postanowił, że wybranie się z ukochaną na kolejny dzień festiwalu nie jest zbytnio dobrym pomysłem. To zdecydowanie byłoby fatalnym w skutkach pomysłem, a zatem zaniechał zaproszeń panny Malfoy, aby towarzyszyła mu i w kolejnych dniach. Zdecydowanie lepiej zrobi mu spotkanie ze swym cudownym kuzynem! Tristan wydawał się być obecnie zbyt zajęty, głównie swą narzeczoną, a wskutek tego nie nadawał się do hulaszczego i hedonistycznego spędzania czasu na tej jakże znamienitej imprezie. A taki plan przyświecał temu oto MŁODZIEŃCOWI, który teraz wraz z Caesarem szedł w stronę ogniska.
Ognisko było ogromne i świeciło się niczym najjaśniejsza latarnia pośród mroku. Księżyc świecił blado, a atramentowe niebo było upstrzone gwiazdami. Dookoła wyznaczonego miejsca tańczyli ludzie, wokół rozlegały się śpiewy i głośne rozmowy. Idealne miejsce, aby się napić i porwać w rytm letniej zabawy, nawet, jeśli ta była znakowana nazwiskiem wrogów.
- No, Lestrange, mam nadzieję, że dotrzymasz mi kroku, a nie odpadniesz w przedbiegach - zawołał dość radośnie, jak na niego, a potem znalazł im odpowiednie miejsce, aby się rozsiąść. Drażnił się, rzecz jasna!


♣️ The devil's in his hole

Julius Nott
Julius Nott
Zawód : łamacz klątw
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Into the sun the south the north, at last the birds have flown
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1529-julius-nott http://morsmordre.forumpolish.com/t1537-adalbert#14515 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/f176-nottingham-maun-ave-13 http://morsmordre.forumpolish.com/t1538-julius-nott#14522
Re: Główne ognisko [odnośnik]29.10.15 21:25
Żadne z nich najprawdopodobniej nie zdawało sobie sprawy, jak wiele ich łączy. Idealnie potrafili odgrywać tragiczne role, jakie skrupulatnie uprzednio przygotowali, jednakże nawet najlepsza maska z czasem kamienieje i pęka. Ani ona ani on nie potrafili tak po prostu pochować przeszłości; wciąż była żywa, wciąż też cichym szeptem umiała wzbudzić gwałtowne emocje. Nadal pozostawali dla siebie boleśnie destruktywni; gdyby tak choć jedno z nich potrafiło wykazać się zbawiennym wybaczeniem czy chociaż zwykłym zapomnieniem!  Och, ile ułatwiłoby to spraw! Jednak oni znali potęgę słowa i gestów, w końcu dostosowywali się do gry pozorów od najwcześniejszych lat. Cassiopeia nie była w stanie rozeznać, co rzeczywiście jest prawdą, a co kłamstwem - zgubiła się we własnych i niewłasnych poglądach, pomiędzy tym, co jest dobre, a co złe. Zatraciła dar, jakim jest obdarzany każdy człowiek, gdy przychodzi na świat - naturalną i niewymuszoną szczerością. Nie była już małą dziewczynką, dumnie dzierżącą list z Hogwartu, dawno też przestała kierować się wartościami. Świat, w który tak ochoczo wsiąknęła, zniszczył ją. Do tego stopnia, że porzuciła swoje dawne nocne rozważania nad swoim postępowaniem. Jednakże cichy głosik jej podświadomości zapewniał ją śpiewnie, iż to, co potocznie zwane jest sumieniem, jeszcze kiedyś powróci i wtedy zrozumie. Na razie jednak wirowała w tym środowisku, wciąż błyszcząc inteligencją, choć może gdyby tak naprawdę przyjrzeli jej się bliżej, zauważyliby, iż w pewnym sensie przygasła. Z drugiej strony JAK mieliby zwrócić na to uwagę, jeśli tak doskonale potrafiła ukrywać swoje prawdziwe myśli?
Gdyby tylko potrafiła zapomnieć...
Ugodzenie w dumę było najgorszym ciosem z wszystkich możliwych. Świadomość, że dała się złamać, nie opuszczała jej umysłu, nawet kiedy nie spoglądała na swojego towarzysza. Raz po raz obmywały ją fale rozpaczy na przemian z gorącymi płomieniami tłumionej dotąd złości. Jednak mięśnie twarzy pozostawały w stanie spoczynku, jedynie zdradliwy wzrok nie chciał pozostać nieruchomym, stąd też wodziła nim od twarzy do twarzy poza tą jedną, będącą sprawcą wszystkich odczuć, jakich doświadczała. Gdyby mogła cofnąć się do swojego szesnastoletniego wcielenia, zakazałaby sobie czuć. Miłość, a przynajmniej tak sądziła, iż to uczucie można tak określić, okazała się być silniejszym przeciwnikiem. Stąd też nauczyła się walczyć z każdą jej macką, gdy tylko ta ośmieliła się po Cassiopeię sięgnąć. Nigdy więcej nie pozwoli sobie na tak bolesne doświadczenia, choćby ofiarowano jej najpiękniejszą różę świata, ona już zawsze będzie widzieć tylko ciernie.
Atak. I znów jego słowa zapiekły, jakby nieczułe dłonie dopadły świeżej rany, powodując wewnętrzny syk oburzenia. Uniosła dumnie podbródek, chcąc mu pokazać, iż na próżno stara się wyprowadzić ją z równowagi. Mało tego, odpowiedziała uśmiechem tak słodkim, co trującym.
- Ależ Panie Nott, proszę mieć na uwadze, iż równie dobrze Pan mógł poznać przemiłą damę, poprosić ją o rękę i wieść szczęśliwe życie zamężnego czarodzieja. Z radością powinszowałabym Panu i najdroższej małżonce! W ten sposób również uniknęlibyśmy sytuacji, w której znajdujemy się obecnie. Proszę mi wybaczyć wcześniejsze słowa, najwyraźniej sierpniowy upał bardzo mnie osłabił - ponownie się przed nim skłoniła, dystyngowanie łapiąc rogi swojej zapewne drogiej sukni. Gdy się wyprostowała, usta jej wciąż zdobił ten sam uśmieszek, jakby chciała mu zademonstrować swoją przewagę w postaci umiejętności grania typowej damy. Sama nie była pewna, jak długo będzie jeszcze potrafiła ciągnąć ten teatrzyk, aczkolwiek na razie sobie radziła, choć w myślach klęła na czym świat stoi, co zdecydowanie nie pasowało komuś takiemu, jak panience z rodu Black.
Jednak gdy ośmielił się ją tknąć, zaskoczenie przejęło górę nad opanowaniem. Prowadziła ze sobą spór, aby przypadkiem nie odwdzięczyć się równie przyjemnym dotykiem, jak trzaśnięcie w twarz delikwenta. Ku jej głębokiemu rozczarowaniu nie mogła tego uczynić, gdyż zapewne prędzej czy później dotarłoby do to uszu rodziny. Pocieszała się, iż pewnego dnia znajdą się sami w pomieszczeniu, a wtedy pokaże mu, jak bardzo za nim tęskniła.
Dlatego też na razie stała nieruchomo, czekając na rozwój wypadków. Niewiarygodne, jak łatwo przychodziło mu rozbudzanie w niej irytacji!
- W takim razie jestem niezmiernie zdumiona, że nie masz żadnych oczekiwań, coś nowego - mruknęła, jednocześnie rozglądając się, czy ich rozmowa nie wzbudza dużego zainteresowania osób trzecich. - Możesz być pewny, iż owo to nie jest również moją winą. Zapewniam Cię, że nie byłam tą, która podsunęła ojcu Twoją kandydaturę - zadrwiła; sama myśl wydała jej się śmieszna.
Po raz drugi tego wieczora roześmiała się. Tym razem prawie szczerze,  jakby ten dźwięk miał być zwiastunem oczyszczenia. Skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej, przekrzywiając przy tym głowę na bok, zupełnie jak gdyby nie wierzyła w autentyczność jego słów.
- A sądziłam, że to właśnie lubisz robić. Bawić się w domysły. Całkiem przyjemna rozrywka, prawda? - znów zaczynała pleść sieć ze słów, doskonale zdając sobie sprawę, iż może go tym zirytować. - Nie masz nic, co mógłbyś mi zaoferować. Nie potrzebuję zakłamanych przeprosin, bo jak oboje wiemy, nigdy nie było Ci przykro. To zawsze była, jest i będzie tylko gra, nic więcej - urwała, posyłając mu gorzki uśmiech, zaraz jednak się zreflektowała, znów przybierając obojętną minę. - A teraz przejdźmy do spraw naglących. Nasze narzeczeństwo, jak już wspominałam, było dla mnie zaskoczeniem - zaczęła i znów przerwała. Co właściwie chciała osiągnąć? Sprawić, żeby zadbał, aby do ślubu nie doszło? Czy omówić, jak będzie wyglądało ich wspólne pożycie? Nie była pewna. Jego ostatnich słów nie skomentowała, jakby pozwalając mu wierzyć, iż naprawdę postanowiła zrezygnować z gierek na dzisiejszy wieczór, co oczywiście było nieprawdą. Zamierzała zadać cios w najmniej oczekiwanym momencie. - Głupota - wyszeptała bezgłośnie sama do siebie, kręcąc ze znużeniem głową. Każdy spór z Percivalem już w przeszłości ją wykańczał, jak widać, niewiele się zmieniło pod tym względem.


granice ciał to dla nich przeszłość, a "ty i ja" zamienia się w jedno,
zwinięci razem wokół o d d e c h u, tak święci w swoim grzechu
Cassiopeia Black
Cassiopeia Black
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
His eyes upon your face
His hand upon your hand
His lips caress your skin
It's more than I can stand
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Metamorfomag
możesz pozostawić puste
Nieaktywni
Nieaktywni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1396-cassiopeia-black http://morsmordre.forumpolish.com/t1440-kora#12539 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/t1441-cassiopeia-black#12542
Re: Główne ognisko [odnośnik]31.10.15 0:42
Inny dzień jak pierwszy, do Notteła i Cezarka

Nie bardzo wiedziała, co za atrakcje na ten dzień były organizowane, ale nie przejmowała się tym. Czekała z utęsknieniem na konny wyścig, w którym miała brać udział. Choćby miała na miejscu sterczeć od rana, chciała poczuć szaleńczy pęd wiatru, który targa włosy i rozwiewa chmury myśli. Właściwie rozwiewa wszystko, pozbawiając oddechu i wplatając w długie włosy gałązki, liście i paprochy. Chciała na powrót czuć siłę, którą otrzymywała za każdą jedną, konna przejażdżkę.
Jej serce zatrzepotało pośpiesznie, tęskne do doznań, jakie czekały ją podczas wyścigu, do koni. W końcu, nawet jej patronus przybierał formę tych witalnych stworzeń!
Aktualny wieczór nie planowała większych wypadów. Pojawiła się dla odmiany - przy głównym ognisku, zakładając dla odmiany - sukienkę w ulubionym kolorze przyjaciółki - bieli, która tym bardziej kontrastowała z kruczą czernią inarowych włosów. Na smukłych ramionach powinna - jak przystało na damę, założyć chustę - dawny prezent od paryskiego przyjaciela. Dziewczyna jednak owinęła sobie cienki, bladozielony materiał wokół dłoni, który co raz unosił się pod wpływem ciepłego wiatru. Tym razem, Inara nie zrzuciła swoich butów, choć miała na to wielka ochotę. Pamiętała w końcu, przyjemnie miękki piasek pod stopami...ale niekiedy nieprzyjemne spojrzenia kilku szlachcianek, sprowadzały ja na ziemię. Chyba. Na sama myśl o krzywych minach arystokratek, na jej ustach błyskał rozbawiony uśmiech.
Z rozmyślań wybił ją szum wiatru..i przemykający radośnie, ten sam zwiewny, bladozielony muślin, który jeszcze chwilę temu - owijał się wokół nadgarstka. Nagłe wyciągniecie dłoni nie pomogło. ,materiał, jakby kpiąc z poczynań Inary, zatańczył przed jej oczami i pomknął wyżej. Na szczęście - dalej od buchających wysoko płomieni. Złapawszy drobną dłonią rąbek sukienki, zerwała się biegiem za "uciekającą" zgubą. Czy ona na tym festiwalu, będzie cały czas coś gubić?



The knife that has pierced my heart,
I can’t pull it out Because if I do It’ll send up a huge spray of tears that can’t be stopped

Inara Carrow
Inara Carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Wdowa
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica
Główne ognisko - Page 2 7893d0df08b53155187ac4c38e6136a0
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Re: Główne ognisko [odnośnik]31.10.15 13:28
Mało było w jego życiu osób, które były w stanie przedrzeć się przez starannie wzniesiony mur opanowania. Zatroszczył się o to bardzo wcześnie; od najmłodszych lat budował pokłady cierpliwości, ćwicząc puszczanie irytujących go słów mimo uszu i zamykanie umysłu na toksycznie wpływy otoczenia. Tylko udawanie, że nie słyszy pozwalało mu przetrwać rodzinne spotkania bez wyciągania różdżki i miotania klątwami na prawo i lewo; gdyby brał do siebie wszystko, co opuszczało usta jego ojca, już dawno odsiadywałby wyrok w Azkabanie albo ukrywał się gdzieś daleko, przed dyszącym mu w kark wymiarem sprawiedliwości. Zamiast tego po prostu odcinał się szczelnie od brzęczących uparcie sylab, skupiając się jedynie na utrzymywaniu uprzejmego, neutralnego wyrazu twarzy, sugerującego, że słuchał rozmówcy uważnie, podczas gdy w rzeczywistości jego myśli znajdowały się tysiące mil dalej. To działało, zazwyczaj; od czasu do czasu natrafiał jednak na jednostki, które nic nie robiły sobie ze skomplikowanych systemów bezpieczeństwa, i których, najprościej mówiąc, nie był w stanie zignorować. Nie rozumiał, skąd to się brało, podejrzewając ich o posiadanie jakichś specjalnych umiejętności, nie dopuszczając do siebie myśli, że to w jego barykadach ziały przeoczone wyrwy, które sam mimowolnie pozostawiał, za każdym razem, gdy nieopacznie zaczynało mu zależeć.
Jedna z takich osób stała właśnie przed nim, prostą kombinacją spojrzeń i jadowitych zdań sprawiając, że miał ochotę krzyczeć. Z frustracji, złości, na nią, na samego siebie? Zawsze tak na niego działała; nieistotne, jak bardzo idealnej i przemyślanej inscenizacji by nie stworzył, zrywała to wszystko pojedynczym, wprawnym ruchem. Miał wrażenie, że prześwietlała go na wylot, dzisiaj jeszcze bardziej umiejętnie niż kiedyś, bo w końcu ten jeden jedyny raz w przeszłości udało mu się ją oszukać. Tym razem wydawało się to niemożliwe; z każdą sekundą stawał się przed nią coraz bardziej przezroczysty, bez uspokajającej maski pozorów i bez zbawiennej obojętności. A najgorsza z tego wszystkiego była paląca świadomość, że sam się do owego stanu rzeczy przyłożył; mógł złamać ją wtedy, ale po jego zniknięciu podniosła się dwa razy silniejsza, podczas gdy on został sam, z nękającymi go od czasu do czasu wyrzutami sumienia, które dla dobra własnej stabilności psychicznej z trudem trzymał na dystans. Przerażało go obserwowanie jej tak chłodnej i wyniosłej, bo przez te wszystkie lata spodziewał się chyba finalnie zobaczyć kobietę przegraną i przygniecioną poczuciem porażki; jak naiwnie i bezmyślnie z jego strony, skoro znów jej nie doceniał. A przecież nigdy nie zwróciłby na nią nawet uwagi, gdyby nie to nieznośne przekonanie o tym, że była od niego silniejsza, które za czasów szkolnych doprowadzało go do szaleństwa.
Teraz też robiła z nim, co chciała, co uświadomił sobie z pewnym opóźnieniem, wsłuchując się w starannie dobrane słowa i grzecznościowe formułki, jeszcze sekundę temu wypływające również i z jego ust. Nie mogąc się powstrzymać, parsknął śmiechem, dając upust całej tej bezsilności i komiczności sytuacji, w jakiej się znaleźli. I którą sami sobie dodatkowo utrudniali, w jakimś masochistycznym odruchu wcielając się w role tych samych zblazowanych nastolatków, których, zdawałoby się – pogrzebali już dawno. Tymczasem Percival intensywniej niż kiedykolwiek odczuwał fantomową obecność swojej własnej, młodszej formy, która śmiała mu się histerycznie do ucha.
Chyba naprawdę wariował.
- Nie, poddaję się – rzucił w końcu, unosząc ręce w geście kapitulacji i porzucając na dobre ten sztuczny, uprzejmy ton, od którego bolały go mięśnie twarzy. Cofnął się o krok, nie przejmując się bynajmniej podniesionym nieco głosem, ani tym, czy robili właśnie scenę; prawdę mówiąc, jakaś część jego chciała ją zrobić, choćby po to, żeby zrobić na złość kobiecie, której rzucane na boki spojrzenia nie umknęły jego uwadze. Nie obchodziło go, czy zwracali na siebie uwagę, a przynajmniej nie w tamtym momencie; za bardzo zajęty był koncentrowaniem się na ich dwójce, żeby w ogóle zauważać pozostałych gości i gospodarzy.
- Powiedz mi, co ty chcesz usłyszeć? – zapytał, niemal alergicznie reagując na jej śmiech i skrzyżowane na klatce piersiowej ramiona. Wyglądała, jakby się świetnie bawiła, ale wiedział, że to tylko pozory; w środku musiała gotować się tak samo, jak on, nie wierzył w jej opanowanie ani przez sekundę. – Prawdę? Bo masz rację, nie jest, ani nigdy nie było mi przykro. Co najwyżej było mi ciebie żal – powiedział, doskonale zdając sobie sprawę z fałszywości tych słów. Nie miał jednak zamiaru odsłaniać przed nią ani kawałka własnych uczuć – nie, kiedy nawet mgliste okazanie słabości mogło w ułamku sekundy sprowadzić go na kolana. Nie był zachwycony faktem, że udało jej się wciągnąć go w tę samonakręcającą się spiralę nienawiści, ale z dwojga złego wolał to od wylewania ckliwych sentymentów, nawet jeżeli ta złość nie przyczyniała się wcale do oczyszczenia atmosfery. Wprost przeciwnie – zdawała się z każdą chwilą zatruwać go coraz bardziej od środka. – Wbrew temu, co sobie myślisz, nigdy nie udawałem, że było inaczej. Nie znasz mnie – dodał, zanim zdążył zorientować się, że zabrzmiało to nieco za bardzo melodramatycznie i ugryźć się w język. Potrząsnął głową.
- Narzeczeństwo, świetnie – rzucił, ponownie przyjmując pozornie obojętną postawę i wkładając ręce do kieszeni, mimo że każdy nerw w jego ciele zdawał się pulsować w nieprzyjemnym napięciu. Ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę, było ustalanie kalendarza wydarzeń, na których powinien pojawić się w towarzystwie swojej przyszłej małżonki, nie mówiąc już o ewentualnym przyjęciu zaręczynowym. – Wierzę, że masz w tej kwestii znacznie większe doświadczenie, niż ja? – dodał, nie potrafiąc się powstrzymać.
Na dźwięk ledwie słyszalnego głupota, oderwał od niej spojrzenie, przenosząc niewidzący wzrok na rozmazane postacie gdzieś w tle. Po raz pierwszy od początku spotkania w zupełności się z nią zgadzał, chociaż prawdę mówiąc, nie był nawet pewien, czy ciche słowo nie było jedynie wytworem jego wyobraźni.




I cannot undo what I have done
I can't un-sing a song that's sung
and the saddest thing about my regret
I can't forgive me and you can't forget

Percival Blake
Percival Blake
Zawód : dowódca smoczych łowców
Wiek : 34
Czystość krwi : Zdrajca
Stan cywilny : Kawaler

kissing
d e a t h
and losing my breath

OPCM : 26 +5
UROKI : 40 +1
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0 +1
ZWINNOŚĆ : 15
SPRAWNOŚĆ : 18
Genetyka : Czarodziej

Sojusznik Zakonu Feniksa
Sojusznik Zakonu Feniksa
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t12179-percival-blake#375108 https://www.morsmordre.net/f449-menazeria-woolmanow https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Re: Główne ognisko [odnośnik]01.11.15 12:13
Przyśpieszona data ślubu była dla wszystkich zaskoczeniem, na szczęście mało kto był na tyle odważyl, by spytać d l a c z e g o. Najpewniej każdy dobrze zdawał sobie sprawę, że musi za tym stać coś wstydliwego, a oczywiście o takich rzeczach nie wypada rozmawiać twarzą w twarz. Plotki ucichną, jeżeli w pół roku po ślubie nie pojawi się potomek, co wykluczy niestosowne (niemożliwe!) zachowanie Megary. Plotki o pieniądzach również zgasną, kiedy tylko okaże sie, że młodzi zamieszkują ten sam dworek, który Deimos od kilku lat już zajmuje. Później tajemnica przestanie kogokolwiek interesować i nikt nigdy nie dowie się d l a c z e g o.
Alison nie bała się zadawać pytania, na szczęście dość sprawnie podała mu dopowiedź na tacy. Wystarczyło, że pokiwał głową i rzucił Megarze tak jadowicie sztuczne spojrzenie uwielbienia, na jakie tylko było go stać. A wiadomo, że ma dużo pieniędzy! - Tak, nie mogę się już doczekać - ominęła ten moment najpewniej sama Megara, która nagle niewiadomo dlaczego parsknęła nerwowym śmiechem. Deimos marszczy czoło, chciałby jej zwrócić uwagę, by starała się zachowywać. Kolejnych słów nie zrozumiał, chciał spytać KOGO chce przyprowadzić ta przeklęta Avery, ale w tym momencie młoda panienka Malfoy zepsuła cały jego zamysł, czyniąc po kolei wszystko to, co on miał w głowie, co sobie układał w drodze do namiotu. To nie on mówił jej na ucho rzeczy złe, nie on zdenerwował ją nieoczekiwanym dotykiem, nie on cedził jej jadowite słowa. Uprzedziła go i zostawiła niezwykle zdziwionego tym zagraniem.
Udało mu się w czas skinąć pannom głową, żeby nie wyjść na zbyt poruszonego. Pożegnał się i zaraz postanowił odnaleźć Adriena, którego poprosi o łyk z butelki Ognistej Whisky. Zapowiadała się niezła zabawa z tą całą niewinnie wyglądającą narzeczoną!

[zt]
Deimos Carrow
Deimos Carrow
Zawód : hodowca Aetonanów
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Zbliżysz się o krok, porachuję kości
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
możesz pozostawić puste
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t791-deimos-carrow https://www.morsmordre.net/t1114-napoleon#7239 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f115-north-yorkshire-dworek-w-marseet https://www.morsmordre.net/t3798-skrytka-bankowa-nr-228#70118 https://www.morsmordre.net/t1129-deimos-carrow#7491
Re: Główne ognisko [odnośnik]02.11.15 1:40
Słodki zapach zabawy. Unoszący się w powietrzu śmiech – szczery i beztroski.
Cała ta otoczka brudu i nieelegancji przyprawiała jego przewrażliwioną i czułą dziś estetykę odczuć o skrajne konwulsje. Potrzebował spokoju, czyżby ciszy – czy cisza nie okazałaby się wówczas zbyt cicha?, czy alkohol zbyt gorzki?, a może poduszki zbyt miękkie?, jej uśmiech znów nie taki? Czy cały ten świat, ogrom skarbów i niespodzianek jakie za sobą niósł, czy cała ta zmienność i płynność nie poczęła go przerastać? Przerastać cierpliwości kruchej niczym porcelana, delikatniejszej od jego przyszłej słodkiej i niewinnej małżonki.
Odnosił jednak wrażenie, i ta świadomość straszliwie raniła jego męskie ego, że w ostatecznym rozrachunku panienka Bulstrode radzi sobie o niebo lepiej, że przy pierwszym spotkaniu przewierciłaby bezkresy błękitu i dostrzegła mierzony kroplami łez strach, że za taflą roziskrzonej tafli wody ujrzy tumany lęku wznoszące się z każdym kolejnym przypływem i wyrzucające na brzeg kolejne szlacheckie brudy. Nie potrzebował jej sądu, nie potrzebował wsparcia i wsparciem także być nie potrafił. Kolejne słowa i potyczki, kolejne nieme i nienazwane przegrane go nie interesowały. Potrzebował spokoju. Potrzebował utonąć. Potrzebował znieczulicy ogarniającej jego spięte, niewygodne ciało.
Juliusz Nott wydawać się mógł elementem brakującym dla dzisiejszego wieczoru – który to już dzień festiwalu?
Czy istniał ktoś bardziej szalony od niego? Ktoś równie nieosiągalny?
-Nie próbuj się ze mną mierzyć, Nott – kontynuował serię samczych, żartobliwych przepychanek – bo dostaniesz zadyszki na rozgrzewce – z jego ust wydobył się znajomy gorzki śmiech.
Ten dzień był równie nieszczęśliwy. I równie spokojny. Wokół znajdowali się przecież obcy ludzie, ale to zdawało się im nie przeszkadzać w niemej konfrontacji zwierzeń, jak gdyby mieli rozumieć się bez słów. Szkoda jednak, że nic nigdy nie było i nie będzie takie łatwe i że jedno proste kurwa nie wyraża tysiąca wzlotów i upadków, że zamiast żałosnej tyrady smutków nie mógł uśmiechnąć się jedynie ponurymi oczyma.
Ogień majaczył przed nim jak i sylwetka dziewczęcia podrygującego na wietrze, irytująco zakłócającego melancholijny krajobraz niespokojnych płomieni wirujących w kapryśnym tańcu. Podniósł się więc z siedziska aby pojedynczym ruchem dłoni, w której nie dzierżył butelki, pochwycić muślin, jaki wiatr wyrwał uprzednio z jej nadgarstka.
-To zguba panienki, jak mniemam – zagadał uprzejmie, z błąkającym się na ustach uśmiechem, który nie dosięgał uważnych, mierzących ją oczu, nadal przytomnych, czy niebawem rozbieganych i nieobecnych? - Podejrzewam także, że chce ją panienka odzyskać – dorzucił weselej marszcząc w doni przyjemny, mięciutki materiał.
Odparł naturalną chęć poznania jego zapachu. Co za tym idzie – zapachu perfum panienki Carrow, którą naturalnie poznał jako Inarę.
-I zapomniałbym – odwrócił się lekko w stronę Juliusa, aby szturchnąć go butelką w ramię w dosyć nieeleganckim geście jakby chcąc dać do zrozumienia podnieś się prostakuto mój przyjaciel Julius Nott, a to Juliusie - Inara Carrow.
Caesar Lestrange
Caesar Lestrange
Zawód : sutener oraz brygadzista
Wiek : 30 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Główne ognisko - Page 2 9b2SB2z
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange https://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t3056-skrytka-bankowa-nr-94#50106 https://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange

Strona 2 z 14 Previous  1, 2, 3 ... 8 ... 14  Next

Główne ognisko
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach