Wydarzenia






 
IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Share | 
 

 Główne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Mistrz gry
avatar

Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : 99
UROKI : 99
ELIKSIRY : 99
LECZENIE : 99
TRANSMUTACJA : 99
CZARNA MAGIA : 99
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Główne ognisko   26.09.15 22:23

First topic message reminder :

Główne ognisko

Stos beli otoczony kamieniami na piasku jest miejscem, w którym co roku na cały tydzień rozpala się jedno z największych ognisk w Anglii  - podczas otwarcia organizowanego przez rodzinę Prewettów tygodniowego festiwalu celebrującego lato, miłość oraz płodność natury. Celebracje w tym okresie rozpoczynają się wieczorami i trwają aż do białego rana. W okół ogniska odbywają się nieskrępowane tańce; bose stopy, zwiewne stroje, podczas święta każdemu wolno więcej. Przy głównym ognisku śpiewają najwięksi artyści, przypominając słowa dawno zapomnianych irlandzkich ballad. 


Powrót do góry Go down

AutorWiadomość
Julius Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1529-julius-nott http://morsmordre.forumpolish.com/t1537-adalbert#14515 http://morsmordre.forumpolish.com/t1536-jakis-fajny-tytul http://morsmordre.forumpolish.com/f176-nottingham-maun-ave-13 http://morsmordre.forumpolish.com/t1538-julius-nott#14522
Zawód : łamacz klątw
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Into the sun the south the north, at last the birds have flown
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   04.11.15 14:36

Juliusz zgubił się lata świetlne temu, chociaż niektórzy mogą odnieść wrażenie, że to było całkiem niedawno. Zgubił się w odmętach życia, które plotło cicho swoje intrygi. Dlatego też był znieczulony na jakiekolwiek formy poczucia straty w innych ludziach, no, a przynajmniej od kilku lat wstecz. Nie zainteresował się niczym, nawet pięknymi paniami tańczącymi wokół, ich śmiechy, opowieści czy wspaniałe melodie wydobywające się wprost z ich gardeł nie zainteresowały go na tyle, aby mógł poświęcić im jakąkolwiek uwagę. Zdawałoby się, że jak nikt inny skupiony był na celu. Powinien się dobrze bawić, rozchmurzyć lico, pójść w tango, nie licząc ni sekund ni minut, które mijały nieubłaganie. Myślał o tym, co utracił, wpatrując się w szklaną butelkę pełną Ognistej. Bursztynowa ciecz drżała, zniewolona pomiędzy cienkimi ściankami w takt drżenia rąk samego Notta. Mierzył się z tym, aby nikt nie widział, nie pomyślał... ale jednocześnie aby zatopić w alkoholu swe troski, aby te poszły na dno niczym przedziurawiony statek. A on, pomimo bycia kapitanem, chciał wydostać się na powierzchnię i zapomnieć.
Tak, taki był pokrótce plan udania się z Lestrangem na ognisko.
- Nic tylko byś się przechwalał - odpowiedział z ironicznym uśmiechem. - Lepiej pokaż, co potrafisz - dodał, aby rzucone wyzwanie nabrało mocy, było podparte kolejnymi słowami. Julius zmrużył oczy, gotowy do odkorkowania butelki, ale wtem jego towarzysz stał się czuły na czyjąś zgubę, stratę. Powinien był się pogodzić z tym, że przedmioty zmieniają właścicieli, albo obracają się w nicość, a tymczasem nim Nott się spostrzegł, tamten już zwrócił uwagę jednej z dziewcząt. Mężczyzna zmarszczył gniewnie czoło, westchnął teatralnie i zaniechał prób otwarcia butelki, obdarzając biedną dziewoję krytycznym spojrzeniem niebieskich tęczówek.
- Witam - rzucił jedynie suche ochłapy tego, co mógłby powiedzieć. Jeszcze przed wyprawdą do Grecji zachowałby się niczym szarmancki członek swej rodziny, teraz zaś był okropnym gburem stroniącym od towarzystwa, którego sam sobie nie wybrał. Inara stanowiła intruza, kogoś, kogo nie zapraszał i wcale nie chciał z nim spędzać czasu. Zupełnie, jak gdyby stracił kontrolę nad sytuacją, całkowicie ignorując fakt, że to niezobowiązujące spotkanie na festiwalu, w którym roi się od ludzi. - Zacznijmy w końcu - ponaglił Caesara, robiąc charakterystyczny ruch głową, od czasu do czasu tylko zerkając w stronę panny Carrow.




♣️ The devil's in his hole

Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   04.11.15 21:03

Dziwna, paradoksalna sytuacja. Z jednej strony Amodeus nie przepadał za takimi wydarzeniami, bo przecież co zabawnego może być w Festiwalu Miłości? Nie dość, że festiwal, co jedynie kojarzy się z jakaś wiejską, mugolską imprezą, to jeszcze tematyką główną jest miłość. Merlinie, widzisz i nie grzmisz?! Do tego ta nieszczęsna pora roku, lato. Kto wymyślił tą porę roku? To pewnie spisek goblinów, które chcą wykończyć czarodziejów, szczególnie tych angielskich. Słońce, rzecz nieznana w tym pięknym, mglistym kraju. Jako prawdziwy i niezaprzeczalny patriota, Amodeus nienawidził tej świecącej kuli żaru, co oślepiała każdego, który odważył się na nią spojrzeć. Z utęsknieniem wypatrywał szaro-burych chmur, znaku rozpoznawczego ukochanego Londynu. Miał dość tego ciągłego przymusu, związanego z przemykaniem w cieniu, byleby uniknąć zgubnego wpływu złocistego bąbla, co to wyrósł na pięknym niebie. Jego biedna, blada skóra także nie przepadała za zgubnym działaniem fal świetlnych, które non stop nękały ją. Co to miało być? Zbiór znienawidzonych rzeczy przez kapryśnego Księcia? Ponieważ tak to właśnie wygląda.
Więc co tu robił? Tak, tak, życiowy paradoks. Ale przynajmniej straszna kula schowała się za horyzontem, a zastąpił ją zdecydowanie mniej upierdliwe ognisko, które w przyjemny sposób, pieściło jego delikatną skórę, odpędzając nagły chłód nocy. Przynajmniej teraz nie musiał poddawać pod rozważanie, czy powinien spalić się czy jedynie ugotować pod fałdami materiału, który miałby go uchronić przed piekącym tyranem. Teraz już mógł odrzucić takie myśli na bok. Domyślał się, że nieformalny klimat tańców-hulańców dookoła ogniska, nie wymusza na nim wyszukanego stroju, na którego widok niejednej Parkinsonównie zaparłoby dech w płaskich piersiach. Więc ubrał się dość skromnie, jak na niego, tym razem nie krzykliwe szaty, a zwyczajne, schludne spodnie i koszula z podwiniętymi rękawami.
Jako że Mosiu nie tańczy, przynajmniej nie z przyjemnością czy aby nie dobrać się do czyjegoś wianka, to usiadł sobie na wciąż ciepłym piasku. Przypatrując się z bardzo sceptycznym wyrazem twarzy bawiącym się ludziom. Zastanawiając się jednocześnie, co ich tak cieszyło. Niekontrolowane drgawki całego ciała, wykonywane w rytm tandetnej muzyki, a to wszystko zdecydowanie zbyt blisko niezabezpieczonego ogniska. Naprawę, jeszcze tylko małych bękartów brakuje, co to biegałyby między ludźmi i wpadały do płomieni, z głośnym krzykiem rozpaczy, który byłby niczym kojący lek na rozdarte serce Amodeusa. Miał wielką ochotę na zabranie w to miejsce, dobra może nie dokładnie tutaj, ale w te okolicy, swojej słodkiej siostry, która ostatnimi czasy dziwnie się zachowywała i unikała jego towarzystwa. Jak to miał w zwyczaju, rozmyślał dużo, czasami za dużo i teraz też snuł różne hipotezy. Jedna szczególnie nie dawała mu spokoju. Czyżby Nevarel znalazła sobie kogoś?





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Cassiopeia Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1396-cassiopeia-black http://morsmordre.forumpolish.com/t1440-kora#12539 http://morsmordre.forumpolish.com/t1434-hello-is-it-me-you-are-looking-for http://morsmordre.forumpolish.com/t1441-cassiopeia-black#12542
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
His eyes upon your face
His hand upon your hand
His lips caress your skin
It's more than I can stand
OPCM : 3
UROKI : 7
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   05.11.15 1:20

Chęć szybkiej i niespodziewanej ucieczki wykiełkowała w niej już na sam jego widok; im dłużej przebywała w towarzystwie Percivala, tym większą odczuwała ochotę, aby posłuchać pierwotnego instynktu i uciec zanim wypowie słowa, których mogłaby w późniejszym czasie żałować. Wydawać by się mogło, iż sama kopie dla siebie miejsce spoczynku, dolewając oliwy do ognia. Jednak wbrew zdrowemu rozsądkowi nie potrafiła tego przerwać; w grę wchodziła wartość ponad wszystkie inne, zmuszająca do utrzymania sztywnej postawy i wysoko uniesionego podbródka - duma Blacka z krwi i kości. Napędzała jej krwiobieg już w młodości, wtłaczając przekonanie o swojej niewątpliwej wielkości i sile. Wtedy wierzyła, iż za pomocą odpowiednio dobranych słów i gestów będzie w stanie osiągnąć każdy choćby najbardziej nieosiągalny cel. A jednak w swojej karierze manipulantki odniosła kilka druzgocących porażek. Dorea okazała się być odporna, a Percival... Użył jej własnej broni przeciwko niej samej. A ona niczym naiwna mugolaczka dała mu się owinąć wokół palca i poniżyć. Uwierzyła w szczerość jego intencji, choć przecież nie powinna tego robić nigdy w żadnym wypadku - w zakłamanym, arystokratycznym świecie nie było miejsca na szlachetne pobudki serca; liczył się jedynie zysk, wyciągnięcie korzyści dla siebie. Prawdę powiedziawszy, nawet po tylu latach nie umiała zrozumieć, co tak naprawdę Nott chciał osiągnąć. Nigdy nie uważała się za wybitną jednostkę, prędzej za idealny wzór Ślizgonki z nieco lepszymi od innych panien umiejętnościami. Dlaczego więc padło na nią? To jednak nie było najgorsze - najbardziej kuła ją w oczy ta cholerna świadomość, iż stojący przy niej mężczyzna był jedynym, który ją przejrzał. Możliwe, że grał rolę marionetki, choć wcale nią nie był. Był równie sprytny, co ona sama, kto wie, może nawet bardziej. Nie obchodził się z nią też delikatnie, jak wszyscy zwykli to robić - w końcu zostawił ją w chwili, gdy sądziła, iż on odwzajemnia jej uczucia. Przez lata uczyła się bronić przed ponownym zaufaniem komuś w pełni i nie da się zaprzeczyć, iż efekty przerosły jej najśmielsze oczekiwania; uważała wręcz, że nic już nie jest w stanie doprowadzić jej do tego bezwolnego stanu, w jakim znajdowała się za czasów bliższych kontaktów z Percivalem. Zamierzała posunąć się nawet do czynów niekoniecznie legalnych w świetle powszechnie obowiązującego prawa, jeśli ktoś spróbuje wgłębiać się na nowo w jej zawiłą psychikę. Wystarczająco już sama gubiła się w tym labiryncie pełnym ciemnych ślepych zaułków.
Jak długo przyjdzie Cassio prowadzić tę zimną wojnę z Nottem? Bo tego, iż to dopiero pierwsza bitwa, była równie pewna, co swojego nazwiska. I gorzkie słowo przeklęta samo cisnęło jej się na usta. Inne racjonalne wytłumaczenia wypaliły się po długich rozmyślaniach zainteresowanej niczym ogień pozostawiony sam sobie na wyjałowionej glebie. Choć w pewnym stopniu fakt, iż poprzednicy Notta albo ginęli w nietypowych okolicznościach albo doprowadzali do zerwania zaręczyn napawał ją chorym optymizmem. Przecież nie mogła wyjść za niego za mąż! Fruwające w powietrzu talerze byłyby wtedy na porządku dziennym. Niezbitym dowodem na taką przyszłość jest ich obecna rozmowa - wymuszone formułki, maskujące różnego rodzaju negatywne odczucia. Oczywiście, mogłaby przerwać to wszystko jedną, szczerą wypowiedzią, aczkolwiek do tego najwyraźniej jej się nie spieszyło.
- Doprawdy? - spytała kpiąco, unosząc wysoko brwi. Głośno by się do tego nie przyznała, ale zapewne jej ulżyło, że nie musi dłużej grać wzorcowej panny na wydaniu; wystarczająco już musiała babrać się w tym na co dzień.
- Co Ty możesz wiedzieć o prawdzie, Percival? Wiara we własne słowa wcale nie czyni je prawdziwymi - oznajmiła niewzruszonym tonem, choć po raz kolejny jej spojrzenie mówiło coś zupełnie innego. Każde zdanie wypowiedziane wydawało się być jak zatruta strzała, godząca w jej serce; gładko wchodząca w ciało. I choć krew niewidoczna była dla oczu, w ustach niemal czuła jej metaliczny posmak. - Niepotrzebnie. Jak widzisz, mam się bardzo dobrze, a tamto doświadczenie okazało się być pouczające - wciąż nie wypowiadała do końca swoich myśli, urywając jakby w połowie tego, co chciała przekazać. Och, o ile pewniej czułaby się mając w dłoni różdżkę! Drażniła ją pustka, jaką odczuwała. - Ach, nie znam! - zamrugała, udając niesamowicie zdziwioną. - Czyli jednak skrywasz wrażliwe wnętrze? Któż by się spodziewał, Panie Nott - skomentowała prześmiewczo, ponownie poddając wątpliwości jego słowa. - Nigdy nie dałeś mi się poznać - wypowiedziane dużo ciszej, niemal jak wyrzut, do którego tak naprawdę nie miała prawa.
Mimowolnie rozchyliła wargi na tak jawną aluzję, co do jej pechowych kandydatów. Tysiąc myśli na minutę i żadna nie była odpowiednia.
- Owszem - skwitowała, znów siląc się na uprzejmy ton, choć przyszło jej to z ogromnym trudem. - Moich ukochanych byłych już narzeczonych dotykały różnego rodzaju tragedie, nie chciałabym, abyś podzielił ich los - obdarowała go uśmiechem, który stanowił odwzorowanie jej prawdziwych myśli. A po chwili z jej ust wypłynęły szczere słowa, od kilku minut natrętnie krążące jej po głowie. Dotknęła ramienia Percivala, chcąc mieć zapewnioną jego całkowitą uwagę. - Jeszcze nie jest za późno, rozumiesz? - była przekonana, że małżeństwo z nią jawiło mu się w czarnych barwach i NA PEWNO da radę wpłynąć na nestora swojego rodu. Ona nie miała już tej możliwości, a panika coraz bardziej ją ogarniała - nie chciała z nim przebywać, żyć; umiał jedynie zadawać jej ból.




granice ciał to dla nich przeszłość, a "ty i ja" zamienia się w jedno,
zwinięci razem wokół o d d e c h u, tak święci w swoim grzechu
Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 35
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   05.11.15 16:44

Wirująca w wietrznym tańcu chusta, drwiła z zabiegów Inary. Może nie próbowała szaleńczo pochwycić delikatnej materii, ale zdarzyło jej się zrobić kilka obrotów, które nadawały jej podobnego wymiary, jak muślinowa bladość. Choć czerwień ust nie wyginała się w niezadowoleniu, to płomyki irytacji błądziły w jej źrenicach.
Nie patrzyła na mijających ją czarodziei, nie dostrzegała rozbawionych, czy też zniesmaczonych spojrzeń. Cóż za dama, by się tak zachowywała? Czy przystoi, aby szlachcianka biegała tak za swoją, uciekająca zgubą? Sukienka czarnowłosej alchemiczki, okręcała się w takt jej kroków, światła płomieni ogniska, niemal naśladując Inarowe takty, błyskały po białej materii. Zupełnie, jakby ktoś urządził sobie abstrakcyjny koncert, który urwał się, gdy męska dłoń przechwyciła niesforny muślin.
Inara zatrzymała się i z westchnieniem odwróciła głowę do osoby, która zakończyła jej gonitwę.
- Głośno powiedziałabym, że niestety tak, ale zdaje się, że byłyby to słowa nie na miejscu - oczywiście, niemal od razu, jej wargi wygięły się we wdzięcznym, może nieco łobuzerskim uśmiechu - i zdaje się, że powiedziałam to na głos. Pan wybaczy - lekkie dygnięcie i podeszła dwa kroki, by przyjrzeć się arystokratom. Znała obu, choć z żadnym nie miała za wiele okazji do rozmów. Najczęściej wynikało to z uważnego czuwania ojcowskich oczu, które dbały, aby córka nie zajmowała się, bądź nie była zajmowana przez młodych paniczów. - będę wdzięczna za zwrot, z nadzieją, że tym razem nie będzie próbowała ucieczek - wyciągnęła drobną dłoń, pozwalając palcom chwycić delikatny materiał.
- Dziękuję panie Lestrange - i znowu uśmiech. Nawet jeśli na licach żadnego z mężczyzn nie dostrzegała większej radości, nie próbowała nachalnie odwracać ich zachowania. Wykazywali się zwyczajową, gentlemańską ogładą...a przynajmniej pierwszy ze szlachciców. Nieco odległe spojrzenie drugiego mężczyzny sugerowało, że albo był znudzony zaistniałą sytuacją, albo Inara była nieproszonym gościem, albo coś niezbyt przyjemnego zaprzątało jego myśli. Nie pozwoliła sobie jednak na odsłonięcie swoich skojarzeń. Złożyła dłonie przed sobą, smukłe palce zaplotła ze sobą, a głowę przechyliła na bok, obserwując.
- My się znamy panie Nott - kiwnęła głową, pozwalając, by czarne pasma rozpuszczonych włosów, spłynęły na ramiona. Nie próbowała nawet pozbywać się wesołego wygięcia ust, ani migających w jej oczach błysków - zapewne mnie pan nie pamięta, ale przyjaźnię się z pana bratem - dodała, tłumacząc uprzejmie. Nie zważała na humory swoich rozmówców. Zerknęła w stronę, w którą wskazał mężczyzna.
- Choć już to zrobiłam, może nie będę przynajmniej, przerywać dalszych planów - uniosła znacząco brwi, wskazując na butelkę. Jednak nie mogli w tonie głosu usłyszeć nagany. Byli dorośli i nie lubiła się wtrącać w nie swoje zabawy. Choć kusiła ją prezencja pana Lestrange, a Nott...w końcu był bratem Percivala - przynajmniej jeśli nie myliły ją wspomnienia. Cofnęła się dwa kroki, zwijając miękki materiał w dłoni.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real



Ostatnio zmieniony przez Inara Carrow dnia 08.11.15 23:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : organizator smoczych wypraw badawczych
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

OPCM : 6
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   08.11.15 1:25

Wiedział, że nie miał najmniejszego prawa do zrzucania winy za ten niefortunny rozwój wypadków na nią; nie wątpił, że nie przyłożyła ręki do podjęcia akurat tej decyzji, wobec czego jego rosnąca z każdą chwilą irytacja i coraz intensywniejsze wyrzucanie z siebie emocji, nie znajdywały żadnego usprawiedliwienia. Stawiając go na pozycji tego gorszego? Być może, ale nic nie mogło zmienić faktu, że czuł się najzwyczajniej w świecie oszukany; pogrzebana przeszłość, zapomniana, zamknięta za pancernymi drzwiami i zabezpieczona wszystkimi możliwymi sposobami, wbrew wszelkiemu rozsądkowi postanowiła wydostać się z pilnie strzeżonego więzienia, które tak skrzętnie specjalnie dla niej budował. Błędy młodości, nawet te popełniane z pełną świadomością i rozmysłem, nie powinny przypominać o sobie w dorosłym życiu, a tym bardziej – nie miały najmniejszego prawa wywracać go do góry nogami. Wszystko to powodowało, że miał ochotę buntować się głupio i po szczeniacku, tupiąc ze złością nogą i wrzeszcząc wściekle, że przecież nie tak miało być. Do kogo? Nie wiedział, kierowanie swojego niezadowolenia do bezosobowej siły bez twarzy (bo przecież nie przyszło mu do głowy, żeby to wszystko wykrzyczeć we własne odbicie w lustrze) nie przynosiło żadnej ulgi ani satysfakcji, dlatego właśnie całe to poczucie niesprawiedliwości przelewał w jedyną osobę, do której mógł w ten sposób dotrzeć.
A ona najwidoczniej nie pozostawała mu dłużna; nic dziwnego, w końcu od zawsze byli siebie warci, chociaż za czasów hogwardzkich wydawało mu się, że to on był tym lepszym. A przynajmniej to chciał desperacko udowodnić, od czasu do czasu pozwalając, by szlacheckie zepsucie i syndrom bycia tym drugim przejęły nad nim kontrolę. Finalnie nie wiedział co prawda, co i komu tak właściwie wmówił, ale chora satysfakcja z odniesionego zwycięstwa utrzymywała się w jego krwioobiegu wystarczająco długo, żeby ślady po ewentualnych prawdziwych uczuciach zdążyły się zatrzeć. Zanim więc świadomość, że być może zaprzepaścił bezpowrotnie szansę na wyhodowanie czegoś dobrego dotarła do jego umysłu, on sam był o setki mil oddalony od Hogwartu, zabijając kiełkujące wyrzuty sumienia i żale w zarodku, i zatruwając je natłokiem pracy i wybujałej ambicji.
Teraz to wszystko do niego wracało, dzięki wyjątkowo długiemu rozbiegowi nabierając przerażającego rozpędu i w każdej chwili mogąc roztrzaskać jego starannie poukładaną rzeczywistość na kawałeczki. Przerażało go to i ekscytowało jednocześnie (chyba naprawdę miewał skłonności do emocjonalnego masochizmu), chociaż nawet sam przed sobą nie był w stanie się przyznać, że czasami autentycznie brakowało mu tych krzywdzących potyczek. Potrzeba prowadzenia nieustannej walki musiała nieodwracalnie tkwić w jego naturze, krążąc w żyłach jako nieodłączny składnik krótkiego nazwiska, stanowiąc jednocześnie błogosławieństwo, jak i największe przekleństwo. To, że miał ochotę rwać włosy z głowy i rzucać klątwami na prawo i lewo wcale nie oznaczało, że nie czerpał z tej konfrontacji jakiejś kalekiej satysfakcji. Musiało zresztą ciągnąć do niej ich oboje, skoro już jako niedorośli nastolatkowie bez charakteru potrafili kłócić się zaskakująco zaciekle; gdyby rany emocjonalne mogły krwawić, już dawno byliby martwi.
Roześmiał się prawie szczerze, kiedy postanowiła poczęstować go mini wykładem o prawdzie; ona, której kłamanie – przynajmniej kiedyś – przychodziło równie łatwo, co innym kobietom oddychanie. Bywało, że zastanawiał się, czy nie wypracowała przypadkiem metody polegającej na przekonywaniu o skrzywionej wersji wydarzeń samej siebie, tak długo, aż udawało jej się w nią uwierzyć. Wydawało mu się zresztą, że to właśnie od niej się tego nauczył, bo nigdy nie ukrywał, że związek z nią nauczył go wiele.
- Widzisz, a jednak oboje wyciągnęliśmy z tego coś dla siebie – powiedział, wracając do nieprzyjemnego, chłodnego i nonszalanckiego tonu, którego sam nienawidził, ale który traktował również jako swoisty system obronny. – Może to nie była wcale aż taka strata czasu – dodał po chwili, zanim zdążył się powstrzymać. Nie chciał tego powiedzieć; słowa nawet jemu samemu wydawały się obce i nie miały w sobie nic z prawdy; wyglądało na to, że mimowolnie dochodził już do tego punktu, w którym porzucił próby prowadzenia konstruktywnej rozmowy na rzecz bezsensownych przepychanek. Co gorsza, zdawał sobie z tego sprawę. I nie robił kompletnie nic, żeby temu zapobiec, milcząco godząc się na mającego nadejść później kaca moralnego.
Kolejną jej wypowiedź po prostu przemilczał, nie znajdując wystarczająco szybko godnej odpowiedzi; sprowadzanie konwersacji na jego osobę wprowadzało zawsze pewne poczucie dyskomfortu, którego wolał uniknąć, zresztą – i tym razem miała rację, twierdząc, że nigdy tak naprawdę nie pozwolił jej na spojrzenie poza tę sztuczną maskę. Inna sprawa, że niejednokrotnie zdarzało jej się zerwać mu ją siłą, właśnie w trakcie takich krótkich momentów, w których tracił nad sobą panowanie. Jak teraz – gdy bezceremonialnie ośmielała się wysuwać w jego kierunku zawoalowane groźby, by zaraz potem uchylić mu przed nosem magiczną furtkę. Na krótką desperacko czekał?
- Co to jest? – zapytał, z trudem powstrzymując wzdrygnięcie, gdy dotknęła jego ramienia. I z jeszcze większą trudnością odsuwając od siebie pierwotne odruchy, intensywnie dopraszające się o uwagę już od dobrych kilku minut. – Groźba? Obietnica? Oferta? Wszystko na raz? – Zrobił krok do przodu, niwelując odległość między nimi i nachylając się nad nią. Od trzynastu lat nie znaleźli się tak blisko siebie – z perspektywy ewentualnych gapiów musieli wyglądać jak para szepczących do siebie kochanków.
Otworzył usta, gotów rzucić kolejną kąśliwą uwagą, może nawet odwdzięczyć się pogróżką – ale zanim właściwe słowa odnalazły drogę między mózgiem, a ustami, zmienił zdanie. Westchnął, wypuszczając ciężko powietrze z płuc. – Nie masz pojęcia, o czym mówisz.
I nie dodał już niczego więcej, bo ani kłamstwo, ani powiedzenie prawdy, nie wydawało mu się dopuszczalną możliwością.




and to a place I come
where nothing shines


Powrót do góry Go down
Caesar Lestrange
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t661-caesar-lestrange https://www.morsmordre.net/t841-poczta-caesara https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t3056-skrytka-bankowa-nr-94#50106 https://www.morsmordre.net/t1615-caesar-lestrange
Zawód : sutener oraz brygadzista
Wiek : 30 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
pięć palców co po strunach chodzą
zegną się jak żelazo w ogniu
w owoc granatu martwy splot
OPCM : 0
UROKI : 16
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 7
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   08.11.15 22:39

Cóż za brak kultury, pomyślałby, gdyby nie miał do czynienia z własnym odbiciem, ale takim na tafli jeziora – niewyraźnym i mętnym, załamanym i płynnym. Bliźniaczym ego – kwintesencją kaprysu. Czyżby dzisiejszy nastrój nie odpowiadał Juliusowi na towarzystwo młodej panny? Czyżby tym razem wolał spędzić ten dzień w samczym, zapijaczonym towarzystwie?
No właśnie – czy ten dzień skończy się tak, że dadzą sobie oboje po mordzie, aby oczyścić atmosferę jutra? Lub atmosferę nocy, zagłuszyć dokuczliwy ból głowy lub odgonić ciężar z powiek, który cisnąłby mrok do oczu i pchałby w orfeuszowe rozpostarte ojcowskie ramiona. Potrzebował widowiska, potrzebował zastrzyku energii i nie mógł też doczekać się wyścigu – potrzebował adrenaliny, chociażby niezdrowej i gorzkiej. Czyżby tęsknił za rozładowującym emocje jasnym blaskiem księżyca? Zwiastowaniem nieszczęść, które los przyniósł mu na połyskującej srebrnej tacy?
Rozkosznie.
Może potrzebował kolejnych ust, w które wpoiłby własne, aby wyssać z dziewiczej duszy ostatki niewinności?
-Słyszysz, przyjaźni się z Twoim bratem – zaśmiał się serdecznie, choć za kurtyną wesołości krył się jad, zwłaszcza w przeszywających, odbijających ogniste jęzory oczach, zwracał się naturalnie do Juliusa, tak z przekorą, tak dając niewinnie znać, że prawdziwie nie znosi niejakiego Percivala Ale zapewne Inara nie wiedziała zbyt wiele na ten temat – a może? - więc niewiele mogła wyczytać z tego pozornie obojętnego dialogu. Kiedy jednak dziewczę postanowiło się wycofać, pochwycił je może zbyt śmiało za nadgarstek, jednak nadal delikatnie, coby nie ścisnąć za mocno wyuczony na przykładzie własnej siostry, że szlachcianki bywają wyjątkowo delikatne i kruche – Ależ panienka nam nie przeszkadza, tylko mój przyjaciel jest z lekka niewychowany – znów ta beztroska, z którą opadł znów na ziemię, aby dorzucić oliwy do ognia – Zatem niech panienka z nami usiądzie, sądzę, że Julius – szturchnął przy tym Notta łokciem – nie będzie miał nic przeciwko, prawda? - ostatnie słowo niemal wysyczał mu do ucha, zachęcająco.
Czy może to zwiastun kolejnej groźby?
Lub obietnica przedniej zabawy?


Powrót do góry Go down
Bastian J. Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t589-bastian-j-nott#1557 http://morsmordre.forumpolish.com/t702-pan http://morsmordre.forumpolish.com/t700-bastian-j-nott?nid=11#2237 http://morsmordre.forumpolish.com/f162-queen-victoria-street-21 http://morsmordre.forumpolish.com/t965-bastian-j-nott
Zawód : Brygadzista
Wiek : 34 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Jest on wzorem ideałów, jest legendą! Zbiorem cnót. Patrzy w dół i z piedestału widzi skarby u swych stóp.
Skoro tak nas pragną tratować głupio tego nie skosztować"
OPCM : 7
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
bitch, i fabulous

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   09.11.15 18:58

Festiwal Lata organizowany przez Prewettów nigdy nie należał do czołówki ulubionych spotkań towarzyskich Bastiana - ba! śmiało można założyć, iż w ogóle nie był przezeń lubiany. Rokrocznie kołatała mu się po głowie myśl by zrezygnować z uczestnictwa w owym wydarzeniu. Dlaczego więc po prostu nie dał sobie z tym spokoju? Przyczyna była prosta, mimo najszczerszych chęci nie mógłby zaprzeczyć, iż było to jedno z najważniejszych wydarzeń w kalendarzu czarodziejskiej śmietanki towarzyskiej. Nieobecność jednego z bardziej rozpoznawalnych przedstawicieli rodu Nottów, będących odwieczną konkurencją Prewettów, zostałaby bez wątpienia zauważona i odnotowana, a to nie leżało w interesie Bastiana. Pozostało więc uzbroić się w cierpliwość, firmowy uśmiech i duże ilości alkoholu skryte w srebrnej magicznej piersiówce, która pod niepozorną postacią skrywała bardzo obszerną pojemność. Pod skromną powłoką można niekiedy znaleźć prawdziwie piękne wnętrze, miała w zwyczaju mawiać jedna z nottowych guwernantek, i o ile siedmioletni Bastian nie w pełni rozumiał jej słowa, tak jego starsza i znacznie bardziej dojrzała wersja potrafiła je docenić. A także wspomnieć z rozrzewnieniem, popijając przy tym zawartość piersiówki - aczkolwiek czy to właśnie to miała na myśli poczciwa de Velde? Kto by sobie zaprzątał tym głowę, gdy wokół wesoło trzaskało ognisko, niósł się szmer rozmów, a ognista swojsko paliła w gardło. Jakby mało mu było przyjemności jasnobłękitne spojrzenie mężczyzny osadziło się na kilku pobliskich sylwetkach bezbłędnie odnajdując w nich osoby swych kuzynów pochłoniętych towarzystwem cieszących oko urodą panien. Zapewne właśnie w ich kierunku skierowałby swoje kroki, gdyby nie kolejna osoba znajdująca się w pobliżu. Nott uśmiechnął się nieznacznie pod nosem, podchodząc do siedzącego na piasku Amodeusa.
- No, no. Widzę, Prince, że postanowiłeś dzisiaj robić za wodzireja całej zabawy - zakpił delikatnie, nawiązując do samotności młodszego mężczyzny. Krytycznym spojrzeniem obrzucił ziemię, na której spoczywał czarodziej i z cichym westchnięciem usadowił się obok niego, nie przejmując się widocznie faktem, że brak towarzystwa obok Amodeusa mogło nie być przypadkowe. Podrzucił w dłoni piersiówkę, po czym odkręcił ją i pociągnął kolejny głęboki łyk, krzywiąc się pod koniec.


Powrót do góry Go down
Amodeus Prince
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
https://www.morsmordre.net/t751-amodeus-carter-prince https://www.morsmordre.net/t847-abaddon#3824 https://www.morsmordre.net/t840-prince-has-arrived https://www.morsmordre.net/f117-west-country-dolina-godryka-15 https://www.morsmordre.net/t1126-amodeus-prince#7437
Zawód : Pracownik u Borgina & Burke’a, teoretyk magii
Wiek : 25
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Kawaler
Nie wiem, co to filozofia.
Czasem tylko mnie swędzi pod lewym skrzydełkiem duszy.
OPCM : 5
UROKI : 11
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 5
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   09.11.15 22:33

Pułapka, jaką zastawiają na nas samych myśli, potrafi być przerażająca. Szczególnie, jeśli ktoś posiada tak bardzo analityczny umysł, jak Amodeus. Jałowe rozważania na wszelakie tematy życia codziennego, ot, książęca klątwa, z którą nie potrafił poradzić sobie od wielu lat. Podobno inteligentni ludzie nigdy się nie nudzą. Cóż, ten oto czarodziej idealnie wpasowywał się w to powiedzenie. Zamiast wpatrywać się bez celu w zasychająca farbę na ścianie, wolał rozmyślać o rzeczach skrajnie niemożliwych czy komplikujących nawet najprostsze z prostych spraw. Chociażby fakt nieobecności jego młodszej siostry. Teorie spiskowe i ewentualne kary czy następstwa, krążyły po jego głowie od dłuższego czasu, im więcej go poświęcał tej sprawie, tym gorsze hipotezy wymyślał, co wiązało się z coraz bardziej radykalnymi następstwami. Zapewne, prawda okaże się banalnie prosta, a cały ten czas, który mógł przeznaczyć na liczenie gwiazd na niebie czy niezobowiązująca rozmowę z ludźmi, których zapewne nigdy już nie spotka. Och, skoro zacząłem od tematycznego powiedzonka, to rzucę jeszcze jedno. Ponoć to głupi ludzie są tymi szczęśliwymi. Co ku swojej rozpaczy, Amodeus zauważał zdecydowanie za często. Chociażby sprawa związana z Sørenem i bezczelnie obłapiająca go blondyną, która nie posiadała za grosz klasy czy wyrafinowania. Czasami, a nawet często, jeśliby liczyć to rachubą innych ludzi, zastanawiał się, czy tylko on hołdował stare zwyczaje i gloryfikował wzór wykształconej damy, która zachowuję swą cnotę dla godnego mężczyzny, jest wykształcona, lecz nie przechwala się, milczy, kiedy powinna milczeć, błyszczy, gdy przyjdzie na to czas. Nie to co to babsko, ogłaszające wszem i wobec swe istnienie. Jaka porządna kobieta idzie na popijawę trunków wysoko procentowych z trójką mniej lub bardzie znanych mężczyzn. Aż witki z miotły wypadają.
Wzdrygnął się nieco, gdy coś przerwało jego wewnętrzny wywód, który coraz bardziej popadał w dygresję. Tak, kolejny problem dotykający przemyśleń, możesz gdybać o pogodzie, a skończysz na obrażaniu otyłej nauczycielki od zielarstwa, której nie widziałeś od przeszło pięciu albo sześciu lat. Musze przyznać, że Amodeus nieźle się zdziwił, kiedy zobaczył Bastiana stojącego obok siebie. Co jak co, ale tego Notta z całą pewnością nie spodziewał się zobaczyć w tym miejscu. Zerknął na lekko zakłopotaną minę mężczyzny, który najwidoczniej wyliczał wszystkie za, jak i przeciw, siadania na niezbyt szlachetnej ziemi. Prince zamierzał ustąpić, ale najwidoczniej jego ślamazarność przy wysiłku fizycznym ujawniała się nawet przy prostych czynnościach, jakim jest wstawanie. Z niemałym zakłopotaniem spoglądał na to, jak starszy mężczyzna zniża się do jego poziomu.
- Mam nadzieję, że dziennikarskie sępy nie obskoczą mnie, aby usłyszeć, co sądzę o tej wybornej rozrywce. - subtelnie podkreślił ironię wypowiedzi półuśmiechem.
Przyjrzał się z zainteresowaniem srebrnej piersiówce, nie ukrywając ciekawość oraz delikatnego rozbawienia, które miało dwojakie korzenie. Raz, domyślał się, co mogło być zawartością niewielkiego pojemnika. Dwa, był wykonany z szlachetnego srebra, a to w rękach łowcy wilkołaków wywoływało oczywiste skojarzenia. Tak, widok Bastiana okładającego bestię metalową manierką wydawał się dość zabawnym pomysłem. Ciekawe, czy takie zdarzenie miał kiedykolwiek miejsce.
- Nie ukrywam, że widok Notta na takim wydarzeniu jest całkiem... - podrapał się po policzku z lekki zakłopotaniem. - Niespodziewany.





I'll stop time for you
The second you say you'd like me too
I just wanna give you the Loving that you're missing...


Powrót do góry Go down
Cassiopeia Black
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1396-cassiopeia-black http://morsmordre.forumpolish.com/t1440-kora#12539 http://morsmordre.forumpolish.com/t1434-hello-is-it-me-you-are-looking-for http://morsmordre.forumpolish.com/t1441-cassiopeia-black#12542
Zawód : wiedźmia straż
Wiek : 29
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
His eyes upon your face
His hand upon your hand
His lips caress your skin
It's more than I can stand
OPCM : 3
UROKI : 7
ELIKSIRY : 1
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 6
CZARNA MAGIA : 4
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 3
Genetyka : Metamorfomag
możesz pozostawić puste

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   10.11.15 18:22

Byli tchórzami. Bo czym innym, jak nie tchórzostwem można określić bezwolne poddawanie się losowi niczym pozbawione tchnienia kukiełki, sznurki powierzające bezdusznemu lalkarzowi? Mogła na każdym kroku podkreślać swoją niezależność, a tak naprawdę była skrępowana linami o wiele ciaśniej niż czarownice o krwi innej niż czysta – ba, zupełnie jakby stale czuła przyciśnięty do gardła sztylet, który lodowatym ostrzem stopniowo sunął po bladej i gładkiej kolumnie szyi. Dostosuj się albo zgiń, bądź z nami albowiem inaczej jesteś przeciwko nam. Łatwo było wmawiać sobie, iż jest w stanie przezwyciężyć obowiązujące zasady, nie łamiąc ich, bo paradoksalnie takie właśnie miała pragnienia. Zachować tradycję, jednocześnie wciąż posiadając swoistą autonomię. Zupełnie, jakby jeszcze do niej nie dotarło, że w rzeczywistości jest to nie do zrealizowania. Ba, próżnym marzeniem, które równie dobrze mogłoby już teraz zostać zdeptane. A mimo wszystko nadal w to brnęła, oszukując nie tyle otaczające zepsute środowisko, co samą siebie. Czego chciała? Co znajdowało się pod tą górą fałszywych uśmiechów i gestów? Czyżby już tak daleko zaszła w swojej sztuce, iż nie była w stanie odpowiedzieć na tak prozaiczne pytanie?
Nawet teraz, kiedy została skazana na małżeństwo z Nottem i postrzegała to jako zło najgorsze z możliwych, nie umiała podjąć decyzji, która mogłaby w prosty sposób zrzucić z jej rąk stalowe kajdany. Nie była jedynie delikatną damą, poruszającą się z gracją tancerki – miała w sobie coś z wojowniczki, choć nieraz walczyła z tą swoją częścią natury. Powściągała myśli szamocące się z tym, co wolno, a co trzeba, wirowała między kategoriami, nie pasując tak naprawdę do żadnej z nich. Arystokratka, Wiedźmia Strażniczka oraz wolna dusza, marząca jedynie o błogosławionej ucieczce. Dlaczego nie mogła postąpić w taki sposób, jak młodsza siostrzyczka? Bo była Cassiopeią, którą ironicznie ktoś mógłby określić jako bohatera tragicznego, jednakże o wiele bardziej tchórzliwego. Nie posiadała bezpiecznej przystani; drugiego domu, gdzie mogłaby się skryć przed potępiającymi spojrzeniami, jasno mówiącymi, co ich właściciele sądzą o łamaniu konwenansów, a poza tym drżała na samą myśl, że miałaby chować się niczym szczur; ona, wywodząca się z tak znakomitego rodu, jakim są Blackowie. Schronieniem Dorei były ramiona ukochanego, którego Cassio piekielnie nienawidziła za odebranie sobie siostry – tak ślepa w swoich decyzjach, iż nawet nie przeszło jej przez myśl, że to ona tak naprawdę oddała jedyną istotę darzącą ją szczerym uczuciem. Co więc innego mogła uczynić, jak nie zgodzić się na życie w złotej klatce i na dalsze granie niezwykle zakłamanej bohaterki?  
N i c.
A może nawet nie! Choć po przeszłości zostały zgliszcza; porzucone palenisko, to garść nowego, kruchego drewna była w stanie na nowo je rozpalić. I do tego właśnie dążyła Cassiopeia w tej chwili, na nowo zaczynała bawić się palącymi emocjami, roztropnie jednak uważając, aby samej nie ulec sparzeniu. Choćby znów miała się poniżyć, była w stanie ponieść tę ofiarę, byle tylko odnieść wyznaczony cel, a było nim zmuszenie Notta do odwrotu. Wierzyła, iż uda jej się odsunąć na bok wszelkie buzujące uczucia mogące zaprzepaść tę jedną jedyną szansę, aby uwolnić się z zaklętego kręgu. A jeśli przy tym mogłaby się zemścić za każdą sekundę rozczarowania, jaką jej przyniósł los? Cassio dziękowałaby za to najrozmaitszym bóstwom! Uciszyła natrętny głos, że w tym momencie zachowuje się dziecinnie, winiąc dorosłe wcielenie za błędy nastoletniego – jednak jeśli dzięki temu miałaby uniknąć bólu, jaki niewątpliwie odczułaby będąc żoną Notta, była gotowa na wszystko. Teraz musiała jedynie wybrać odpowiednią metodę, która zapewni jej osiągnięcie sukcesu – nienawiść czy może jednak coś pozytywnego, niekoniecznie dającego umieścić się w sztywne ramki?
- Mimo wszystko wolałabym tego uniknąć, poświęcając cenny czas na produktywniejsze zajęcia niż uganianie się za nieistniejącym – odparła niezrażonym tonem, pamiętając o złożonej sobie wcześniej obietnicy. Cel uświęcał środki, a w tym przypadku nie było inaczej. Co oczywiście nie zmienia faktu, iż niemal czuła się urażona tak błahym traktowaniem przeszłości. Uniosła kąciki ust w półuśmiechu po czym spojrzała na niego z wyższością, której wcale nie musiała udawać; świadomość, iż tym razem nie jest tak bezbronna dodawała jej odwagi. - Jeśli tak uważasz to niezmiernie mnie to cieszy, bycie obiektem doświadczalnym musi być fascynującym zajęciem – skomentowała lekko; czyżby w ten sposób chciała mu uświadomić, iż z jej strony uczucia były... wymyślone? Sama nie do końca była pewna, czy nie stworzyła sobie trzynaście lat temu nieegzystującego ideału. Aczkolwiek w powietrzu zawisła nuta fałszu; miała tylko nadzieję, iż włosy nie rozbłysły jaskrawym kolorem, bo całą intrygę szlag z miejsca by trafił – bycie metamorfomagiem miało niestety swoje ciemniejsze strony. Jego reakcja nieco wybiła ją pantałyku, a zbytnia bliskość budziła niepokój, gdyż powróciły mętne wspomnienia kontroli, jaką nad nią kiedyś miał. Na moment wstrzymała dech, nie będąc pewna, co zaraz nastąpi – wyciągnie różdżkę, zaatakuje, a może zada kolejny cios, acz nie fizyczny, a psychiczny?
- Może być zarówno wszystkim, jak i niczym. Sam podejmij decyzję – odrzekła pokrętnie, odważnie na niego patrząc zamiast niepewnie spuszczając wzrok. Tkwiła nieruchomo w miejscu, wymuszając, aby to on pierwszy się cofnął, pierwszy zrezygnował. Nie doceniła jednak przeciwnika, ani możliwości, iż nie przyjmie jednoznacznego stanowiska; podejrzliwie zmierzyła go wzrokiem, jednakże palec po palcu puszczała ramię stojącego przed nią mężczyzny. Znów wyczuła możliwość i byłaby skończoną maniaczką, gdyby nie spróbowała z niej skorzystać. - Zawsze pragnąłeś wolności, prawda? Możesz sobie wmawiać, co chcesz, ale to się nigdy nie zmieni. Dlaczego więc walczysz? O co? Może czas najwyższy, aby wybrać to, czego się pożąda, a nie to, co konieczne? – jej głos zmiękł, zaś spojrzenie złagodniało. Gra pozorów czy szczerość? - Albo nieuniknione – mruknęła ciszej, z niejakim smutkiem, bo słowa akurat idealnie pasowały do nie tylko jego, ale i jej obecnej sytuacji.




granice ciał to dla nich przeszłość, a "ty i ja" zamienia się w jedno,
zwinięci razem wokół o d d e c h u, tak święci w swoim grzechu
Powrót do góry Go down
Percival Nott
avatar

Rycerze Walpurgii
Rycerze Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t1517-percival-nott https://www.morsmordre.net/t1542-tatsu https://www.morsmordre.net/t1531-percy https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3560-skrytka-bankowa-nr-416#62942 https://www.morsmordre.net/t1602-percival-nott
Zawód : organizator smoczych wypraw badawczych
Wiek : 32
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty

it's a small
crime
and I've got no excuse

OPCM : 6
UROKI : 35
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 11
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   12.11.15 9:42

Poddawał się stopniowo, z każdą chwilą coraz mniej wyraźnie widząc sens w ich wzajemnych przepychankach, nie prowadzących do żadnego, sensownego rozwiązania. Czuł się zmęczony; niespodziewanym zanurzeniem się w przeszłości, skomplikowaną mieszanką własnych emocji, próbami balansowania między logicznym myśleniem, zdroworozsądkowym podejściem i złośliwymi gierkami – a przecież rozmawiali tylko od kilku minut, które nijak miały się do ewentualnego, wspólnego życia. Którego wciąż nie traktował jako realnej perspektywy; nie potrafił, wizja ich dwojga, dzielących… wszystko, wydawała mu się zbyt abstrakcyjna, żeby chociaż ją rozważać i być może dlatego wolał wykorzystać okazję do podbudowania własnego ja niż faktycznie wziąć pod uwagę rzucane przez Cassiopeię sugestie. Trudno było mu zachować spokój, kiedy grunt usuwał mu się powoli spod nóg, odkrywając pogrzebane dawno temu urazy i wspomnienia. I nie chodziło tylko o wyrzuty sumienia, którymi (od samego początku?) podszyta była ich relacja; sięganie pamięcią trzynaście lat wstecz odkopywało o wiele więcej, niż tylko skutki lekkomyślnej decyzji o zdobyciu dziewczęcego serca; miał wrażenie, że siedemnastoletnia wersja jego samego, brutalnie zamordowana w trakcie żałosnej walki o przetrwanie, otwierała właśnie trupie oczy, patrząc z paskudną drwiną na stos porażek, jakim było jego obecne życie. Gdzie podziały się te wszystkie młodzieńcze marzenia i podniosłe mrzonki o wielkości? I co on wyprawiał przy tym ognisku, dając się wciągnąć w szczeniacką pyskówkę, której główną atrakcją było wspólne rozdrapywanie wyblakłych już blizn?
Nie skomentował już w żaden sposób jej słów, nie mając ochoty na dochodzenie tego, czy były prawdziwe, czy również i one miały na celu jedynie odbicie morderczego tłuczka, którym przerzucali się od początku spotkania. Miał dość; przytłoczony nagle tą całą festiwalową otoczką, ledwie powstrzymywał tęskne spojrzenia w kierunku wyjścia z terenu Prewettów i w imię chwilowej ucieczki gotów był nawet schować dumę do kieszeni, ogłaszając otwartą kapitulację. Czy tego od niego oczekiwała? Nie wiedział, zgubił się w jej sprzecznych wypowiedziach zupełnie, wpadając w zastawioną (świadomie, bądź nie) pułapkę obiema nogami i może nawet obiecałby jej natychmiastowe zerwanie zaręczyn, które tak naprawdę nie zdążyły jeszcze dojść do skutku, gdyby… widział w tym działaniu jakikolwiek sens. Ale przecież to nie rozwiązałoby niczego; cofnęłoby ich jedynie na sam początek, wróciliby oboje do punktu zero, kolejny raz zmuszeni do nierównej gry w kości z pokrętnym losem. Jedynym prawdziwym wyjściem był otwarty bunt i ostateczne sprzeciwienie się sztywnym zasadom szlacheckiego światka, na to jednak brakowało mu motywacji. Być może jeszcze pięć, dziesięć lat temu byłby w stanie się na to zdobyć; dzisiaj zwyczajnie mu się nie chciało, bo wyśniona swoboda przestała być mu do czegokolwiek potrzebna.
Dopiero wspomnienie o wolności doczekało się z jego strony jakiejś reakcji. Roześmiał się gorzko, na wpół świadomie rejestrując, że puściła jego ramię i prostując się wreszcie. Zrobił krok do tyłu, zwracając jej odebraną wcześniej przestrzeń osobistą, wciąż nie mogąc uwierzyć, że te słowa naprawdę padały z jej ust. Chyba naprawdę byli do siebie podobni, nie tylko jeśli chodziło o (auto?)destrukcyjny styl bycia, ale też ze względu na chowającą się w działaniach hipokryzję. – Mówisz do mnie, czy do siebie? – zapytał zwyczajnie, z niemal szczerym zaciekawieniem obserwując jej oświetloną płomieniami twarz. Nie przyznawał tego na głos, ale trochę dziwił go fakt, że tak trafnie go rozczytała, bo choć zapewne opierała swoją ocenę jedynie na tym pogubionym, siedemnastoletnim Ślizgonie, którego kiedyś znała, to opis nadal wydawał się niepokojąco trafny. – Oboje wiemy, że wolność nigdy nie była nam pisana – dodał po chwili, ciszej, głosem prawie zupełnie wypranym z emocji, jakby wszystkie ich pokłady wykorzystał już wcześniej, na bezcelową potyczkę, w której nie było zwycięzców.
Wziął głębszy oddech, przez kilka sekund zastanawiając się, czy na pewno się odezwać, czy może lepiej byłoby nic już nie mówić. Nie umiał jednak odejść bez słowa – nie tym razem.
Skończyłem już z samodzielnym podejmowaniem decyzji za nas oboje – powiedział powoli, odrywając wzrok od jej twarzy i przenosząc go w nieokreśloną przestrzeń, wypełnioną jedynie oślepiającym blaskiem ognia. Mogła równie dobrze odwrócić się i odejść, a on by nie zauważył, że jego słowa trafiają w pustkę. Może nawet wolałby, żeby tak się stało, bo przyznawanie się do błędu – choćby pośrednie – nigdy nie szło mu najlepiej. – Jeżeli tego chcesz, mogę jeszcze dzisiaj powiedzieć ojcu, że z zaręczyn niczego nie będzie. Ale zastanów się, czy to faktycznie rozwiąże twoje problemy. – Ponownie przeniósł na nią spojrzenie; nie widział jej jednak wyraźnie, bo w polu jego widzenia wciąż tańczyły migające ogniki. – Nie będziemy mieć świętego spokoju, dopóki nie damy naszym rodzinom tego, czego chcą. Albo – zawahał się – dopóki nie będą myśleć, że to dostali. – Urwał na moment, upewniając się, że rozumiała, co miał na myśli. Chociaż jego głos brzmiał jasno i pewnie, jakby wszystko to wcześniej sobie przemyślał, nie planował tego; słowa zdawały się same formować w jego głowie, wypływając spomiędzy warg, zanim zdążył się nad nimi zastanowić. – Możemy się buntować, ale możemy też ogłosić zaręczyny. Pojawić się publicznie na kilku wydarzeniach, na których wypada się pojawić. Zamknąć ludziom usta. To wszystko. Przynajmniej dopóki każde z nas z osobna nie zdecyduje, co zrobić z własnym życiem, bo nie oszukujmy się, żadne z nas tego nie wie – dodał, bez śladów wesołości podciągając jeden kącik warg do góry i wzruszając ramionami.
Rozejrzał się dookoła, jakby dopiero teraz przypominając sobie o obecności pozostałych gości. Schylił się lekko, odgrywając ostatnią scenkę w arystokratycznym teatrzyku i ujmując dłoń kobiety, żeby w następnej sekundzie musnąć ją delikatnie ustami. – Zastanów się nad tym – powtórzył, prostując się i rzucając jej ostatnie spojrzenie. Nie czekał na odpowiedź – to nie była decyzja, którą można było podjąć pochopnie – zamiast tego odwracając się i ruszając powoli w stronę wyjścia, na próżno licząc na kojące uczucie ulgi.

| zt?




and to a place I come
where nothing shines


Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 36
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   14.11.15 15:29

Nie było jej - nigdzie, Tristan przeszedł teren festiwalu kilkukrotnie w poszukiwaniu Evandry, lecz nigdzie nie pozostawał po niej nawet najmniejszy ślad. Płonące ognisko zwabiło go jak ćmę ostatnią nadzieją - która pogrzebała się wraz z widokiem twarzy Caesara. Skoro jej brat był tutaj, nie była nawet z rodziną  - czy wszystko z nią w porządku? Może, pogorszył się stan jej zdrowia i musiała pozostać w domu? ... lecz czy wtedy by o o tym nie powiadomiono? Miał obowiązek spędzić to święto z nią, mieli obowiązek być tutaj razem. Tymczasem... uciekała przed nim jak nieuchwytny motyl, nie pozwalając mu zamknąć się w uścisku dłoni. Przelatywała przez jego palce jak piasek, z każdym dniem bliższym ślubu oddalając się od niego coraz mocniej... ale ponoć walka z przeznaczeniem była z góry skazana na porażkę.
Ze zrezygnowaniem podszedł bliżej, łudząc się, że zguba w końcu sama wpadnie w jego ręce. Caesar był z Julisem; ignorując Lestrange'a skinął Nottowi głową na powitanie, a mijając go, podał mu na powitanie dłoń. Dostrzegł butelki w ich rękach; być może powinien pójść w ich ślady, lecz raczej nie tutaj, nie miał najmniejszego zamiaru pić z Caesarem do jednego toastu. Dopiero po chwili dostrzegł ich towarzyszkę -Inarę.
Od tamtego pamiętnego meczu, na którym ujrzał tak wielu dawnych znajomych z Beuxbatons, minęło niewiele czasu - jak dawno to było? dwa tygodnie temu? Stając na murawie, mając wokół siebie ją, Clarissę, Selinę, nie był pewien, czy znajduje się we śnie, czy na jawie - miał jednak coraz więcej namacalnych dowodów, że tamten dzień był jak najbardziej prawdziwy. Nawet, jeśli jego znicz zniknął wraz z Venus w odmętach nie-istnienia. Nie widział się z nią od skończenia szkoły, dziewięć lat, a mimo to ją poznał; miała równie delikatną twarz, była równie filigranowa - chyba miał słabość do filigranowych kobiet - a jej twarz zdobił ten sam uroczy uśmiech. To był dobry omen  - on nie potrafił się już dziś uśmiechać tak, jak kiedyś, nie, od kiedy zmarła Marianne. Pewnie nawet nie wiedziała o jej śmierci - a przecież były na jednym roku razem.
Mijali się, mijali się jak sen, po meczu zniknęła z jego oczu, nim się obejrzał, na alchemicznym konkursie nie miał okazji zamienić z nią słowa. Był pewien, że widział ją jeszcze w tłumie przynajmniej kilkukrotnie, za każdym razem na wyciągnięcie ręki, a jednak zbyt daleko, by móc z nią porozmawiać. Choć przez chwilę, po prostu - przywitać się. Unikał Carrowów jak ognia, ale ona była inna, wyjątkowa. Nie pasowała do nich.
- Panno Carrow - jak dziwnie to brzmiało, choć przecież nawet nie wiedział, czy wciąż była panną. Jak dziwnie w opozycji do Inary, którą była w Beuxbatons jako dziecko. Miał wrażenie, że niewiele się zamieniła od tamtych czasów  - wtedy przecież również wyróżniała się delikatnością - ale z pewnością wydoroślała, a jej uroda nabrała dojrzalszej szlachetności. Pamiętał ją piękną, a ona wciąż piękną była. Przez moment patrzył na nią bez słowa- naprawdę nie potrafił powiedzieć nic więcej? W końcu, nie bez zawahania skłonił się przed nią nieprzesadnie i wyciągnął ku niej otwartą dłoń, prosząc do tańca.
- Panowie pozwolą - Zatańczmy, Inaro, póki ognisko płonie i nikt nie uzna tego za niewłaściwe. Póki nie ma tutaj twojego ojca widzącego, że bratasz się z Rosierem. Póki nocnych mroków nie rozjaśni światło dnia.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
Bastian J. Nott
avatar

Nieaktywni neutralni
Nieaktywni neutralni
http://morsmordre.forumpolish.com/t589-bastian-j-nott#1557 http://morsmordre.forumpolish.com/t702-pan http://morsmordre.forumpolish.com/t700-bastian-j-nott?nid=11#2237 http://morsmordre.forumpolish.com/f162-queen-victoria-street-21 http://morsmordre.forumpolish.com/t965-bastian-j-nott
Zawód : Brygadzista
Wiek : 34 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
"Jest on wzorem ideałów, jest legendą! Zbiorem cnót. Patrzy w dół i z piedestału widzi skarby u swych stóp.
Skoro tak nas pragną tratować głupio tego nie skosztować"
OPCM : 7
UROKI : 8
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 5
ZWINNOŚĆ : 0
SPRAWNOŚĆ : 4
Genetyka : Czarodziej
bitch, i fabulous

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   15.11.15 19:55

Wolną dłonią bezmyślnie podskubywał zielone źdźbła trawy, błądząc przy tym spojrzeniem po pobliskich postaciach. Żadnej z nich nie poświęcał większej uwagi; nastrój towarzyszący mu od samego rana skutecznie zniechęcał do bliższych kontaktów towarzyskich - czy to właśnie z tego powodu za kompana obrał sobie samotnie siedzącego Amodeusa? Odpowiedź na to pytanie zapewne była twierdząca. Może miał przy tym nadzieję, że gdzieś w pobliżu młodego pracownika najbardziej szemranego interesu na Nokturnie znajdzie się i jego pracodawca? Dawno nie miał okazji do spotkania z Anthonym. Burke niczym kot chadzał własnymi ścieżkami; niekiedy Bastianowi zdawało się, że z biegiem lat coraz trudniej było zatrzymać go w miejscu. Czy nie na tym właśnie polegało dorosłe życie? Oddalali się od swoich bliskich, nie tracąc ich jednak do końca z oczu, pamiętając że mimo wszystko oni gdzieś tam ciągle są. Mieli coraz mniej czasu dla siebie, obowiązki dominowały nad przyjemnościami. Szara codzienność powoli wkradała się w serca niszcząc pozostałości beztroski. Problemy stawały się poważniejsze, a radzić sobie z nimi z reguły wypadało w pojedynkę, aby nie zaprzątać tym głowy innych, którzy wszak mieli swoje własne troski. Na Merlina, czy ty właśnie zaczynasz się nad sobą użalać, Bastianie? Skrzywił się nieznacznie, po czym upił z piersiówki kolejny głęboki łyk - whisky od samego poranka (i zeszłego wieczoru) była jego nieodłączną towarzyszką, co można było dostrzec w nieco przekrwionym spojrzeniu błękitnych oczu i niczym więcej na szczęście. Jeszcze niedługo? Zaśmiał się cicho, słysząc słowa Prince'a.
- Bez urazy, ale sądzę, że mają smaczniejsze kąski do połknięcia, przetrawienia i wydalenia. Z naciskiem na to ostatnie - machnął dłonią trzymającą manierkę gdzieś w kierunku nadchodzącego Rosiera. - Z czego tylko i wyłącznie pozostaje się cieszyć.
Czy miał na myśli tylko osobę Tristana? Bynajmniej. Wokół nich tłoczyła się sama towarzyska śmietanka magicznego świata. Jedna osobowość ciekawsza od drugiej (hahaha, zabawne); wystarczyło odczekać odpowiednią chwilę, aby zaczęły się dziać rzeczy, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Tak było zawsze. Festiwal organizowany przez Prewettów nie należał do wyjątków. Nagromadzenie takiej ilości czarodziejów, alkoholu, starych waśni i urazów nie mogło skończyć się bezkonfliktowo. Któż lepiej mógłby sobie zdawać z tego sprawę jak nie Nott będący jednym z czołowych gospodarzy arystokratycznego przegniłego światka? Dziennikarze, niechybnie czyhający w pobliżu, zapewne także podzielali jego zdanie, ostrząc zęby na co ciekawsze zdarzenia mające stać się atrakcją głównego magicznego szmatławca, Czarownicy. Oczami wyobrazi widział te nagłówki... Skrzywił wargi w wyrazie niesmaku i pokręcił głową, ciesząc się w duchu że tym razem mądrze trzyma się w cieniu, nie prowokując do zainteresowania się jego osobą.
- Prawda? - mruknął w odpowiedzi na kolejne słowa Amodeusa. Przewiercił młodszego mężczyznę spojrzeniem, po czym powrócił na swego wcześniejszego zajęcia, a mianowicie wyrywania kolejnych źdźbeł trawy.
- Przyznaję z ręką na sercu, że to jeden z moich głupszych pomysłów. W tym miesiącu, żeby nie było. Pewnie gdyby nie obecność mojej młodszej siostry w ogóle bym się tu nie pojawił, obiecałem jej jednak że rzucę okiem na jej podopiecznych. Jednorożce, ech. Na co mi to było... - zawiesił głos, wpatrując się nieobecnym spojrzeniem przed siebie. Na cycki Roweny, wręcz grzeszysz dzisiaj charyzmą i polotem, Nott. Czy jedynym plusem twojego towarzystwa jest to, że nie byłeś specjalnie wymagającym rozmówcą? Być może.


Powrót do góry Go down
Julius Nott
avatar

Martwi/Azkaban/Zaginieni
Martwi/Azkaban/Zaginieni
http://morsmordre.forumpolish.com/t1529-julius-nott http://morsmordre.forumpolish.com/t1537-adalbert#14515 http://morsmordre.forumpolish.com/t1536-jakis-fajny-tytul http://morsmordre.forumpolish.com/f176-nottingham-maun-ave-13 http://morsmordre.forumpolish.com/t1538-julius-nott#14522
Zawód : łamacz klątw
Wiek : 33
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczony
Into the sun the south the north, at last the birds have flown
The shackles of commitment fell, In pieces on the ground
OPCM : 0
UROKI : 0
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   16.11.15 10:27

Tego wieczoru nastrój Juliusa pozostawiał wiele do życzenia. Nie podobało mu się absolutnie nic, od tłumów zbierających się wokół tańczących płomieni aż po intruzów, którzy beztrosko i bezceremonialnie przychodzili aż do nich. Zupełnie nieproszeni, wcale niewyczekiwani. Nott westchnął cicho, z zamiarem pokręcenia łbem z dezaprobatą, wstrzymał się jednak ostatecznie. Odkorkował wreszcie butelkę, która zdążyła się już ocieplić pod wpływem dotyku jego dłoni. Pociągnął solidny łyk, poczuł pieczenie w gardle, a potem ulgę w żołądku. Skrzywił się nieznacznie, chociaż ciężko byłoby powiedzieć, aby nie miał wprawy w piciu. Ostatnimi czasy nadużywał alkoholu i Merlin jeden wie kiedy to się wreszcie uspokoi.
Na pewno nie teraz, kiedy wokół było tyle niespokojnych dusz. Pełnych energii do tańca, gry i śpiewów, pełnych życia i radości. Gdzieś tam w środku Julius zazdościł im tej lekkości, z jaką celebrowali kolejny dzień. Gdzieś tam tliła się myśl, a nawet świadomość, że niegdyś i on mógł tak wyglądać. Jasne, mieli alkogol i całą noc przed sobą, ale to nigdy nie będzie to samo. To szczęście uzależnione od wspomagaczy. Bez nich nic by się nie udało.
Z umiarkowanym zainteresowaniem wysłuchiwał tego, co panna Carrow ma do powiedzenia Caesarowi. Zdawał się być nawet bardziej zainteresowany ogniskiem, feerią barw powodowaną przez płonące drewno. Co jakiś czas popijał też ognistą, pozwalając myślom biec swoim tempem. Z lekkiego otumanienia wyrwał go dźwięk my się znamy w połączeniu z bratem, a później śmiech Lestrange'a. Nott uniósł głowę, by spojrzeć na Inarę, ale nie odnalazł w niej niczego znajomego. Widocznie nie skupiła nigdy jego uwagi.
- Wybornie, to prawie jak rodzina! - niemalże krzyknął, spoglądając tym razem na kumpla. W oczach o dziwo czaiła się nuta rozbawienia. Nie byłoby mu tak do śmiechu, gdyby już wiedział, cóż ich rodziny im właśnie zaplanowały! Wtedy najpewniej ugryzłby się w język. Może to samospełniająca się przepowiednia?
- To prawda, wykarmiły mnie wilczyce w lesie. Cudem mój drogi przyjaciel mnie przed nimi uratował. Zdążył przed kolacją - odezwał się już po tym, jak oberwał łokciem w bok. Być może nawet zrobiłby gest zachęcający do tego, aby Carrow usiadła, ale tak się złożyło, że podszedł do nich Tristan. Wiedząc o napiętych relacjach z Caesarem aż sam się spiął w oczekiwaniu na to, czy zaraz nie wybuchnie jakieś powstanie. Nie mniej, Nott zdążył przywitać się z Rosierem, by ostatecznie powrócić do picia i obserwacji.




♣️ The devil's in his hole

Powrót do góry Go down
Inara Nott
avatar

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t1023-inara-carrow https://www.morsmordre.net/t1405-tu-jest-smok-ale-sowa https://www.morsmordre.net/t1100-inara-carrow https://www.morsmordre.net/f236-nottinghamshire-ashfield-manor https://www.morsmordre.net/t3433-skrytka-bankowa-nr-99#59656 https://www.morsmordre.net/t1598-inara-carrow
Zawód : Alchemiczka
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zamężna
I might only have one match
but I can make an explosion
OPCM : 10
UROKI : 10
ELIKSIRY : 35
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 5
Genetyka : Czarownica

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   17.11.15 19:06

Dekadenci. Uśpieni synowie szlachectwa, których głowy i serca przepełniało zgorzknienie, obojętność i..pustka. W takich zarysach, oczywiście ogólnikowo, bez szarpania szczegółowych kwestii, nazwałaby arystokratycznych mężczyzn w Brytanii. Może było to fatum, lub dawno zapomniana klątwa, która rzuciła cień, przenikając wszystkie zakamarki ich życia, niczym londyńskie mgły ulice? A może to skaza, która tak mocno naznaczała szlachectwo, sprawiając, że mężczyźni byli dumni, choć oziębli lub agresywni, a kobiety więdły, albo przez chęć dominacji, albo przejęte i zamknięte we własnym strachu.
Inara chciałaby wierzyć, że dało się złamać łapiące ich ciernie. Choć sama nazywała się szlachcianką, wyrywała się klatce, która z wciąż otwartymi, złotymi drzwiczkami, nęciła i groziła, by sama weszła za kratki.
nauczyła się jednak kilku rzeczy i...wielka była w tym zasługa ojca, który burzył obraz, który tak bardzo ją męczył. Wolała czuć, wolała patrzeć i widzieć coś więcej niż powłoka, którą każdy reprezentował. I teraz, gdy stała przy ognisku w otoczeniu dwóch mężczyzn, obserwowała teatr, który serwowano jej oczom. Domyślała się, że jako kobieta, nie była traktowana całkowicie poważnie, w końcu tak kruche z nich stworzenia, prawda? Uśmiech, który im posyłała mógł świadczyć, że rzeczywiście tak była. Drobna dziewczyna, biegająca za swoją zgubą. Obrazek tak banalny, że aż mdły. Słuchała więc ich wymiany słów, dostrzegając porozumiewawcze spojrzenia, ale absolutnie się nie przejmując kpiną? Czy tylko obojętnością? Jeśli u Caezara widziała jakieś emocje, nawet pasję, której magnetyczność tak ja kusiła, to Julius wydawał się ich pozbawiony, jakby wysuszony z nich, pozostawiając w oczach tylko ich kontury. Czy kiedyś tam były?
Jej chęć wycofania, szybko została ukrócona i zanim poruszyła ustami, została na nowo przyciągnięta, przez silne dłonie Caezara. Az dziwne, że w tym geście nie wyczuła bólu.
- Prawie - powtórzyła, za mężczyzną czując, jak to jedno słowo ciąży jej na języku. Chwilowa lawina myśli przetoczyła się przez jej głowę, na szczęście, szybko umykając przed wzrokiem mężczyzny, który mógł coś dostrzec.
- Pański przyjaciel, jak słyszę woli inne towarzystwo - spojrzała na Notta z niemym zainteresowaniem - ale niestety do wilka mi daleko - nie usiadła więc, pozostawiając w tym samym miejscu, splatając dłonie na miękkiej materii, trzymanej w dłoniach chusty.
Nie zauważyła Rosiera od razu. Obok niej wciąż przechodziło tyle postaci, że nawet, gdy ktoś nieumyślnie, szturchnął jej ramię, wirując w tańcu, nie odwróciła wzroku. Gdy jednak postać stanęła przy nich, witając się uprzejmie z Nottem, musiała się odwrócić. Tristan. Cokolwiek i ktokolwiek myślał sobie o nim, nie umiała odebrać mu swojego uśmiechu, który tym jaśniej błysnął, gdy się do niej zwrócił. Pierwszy raz od kiedy przyjechała do Londynu, mijając się już w kilku miejscach, mogli wymienić to jedno, nawet błahe powitanie.
- Panie Rosier - niepodzielnie utkwiła spojrzenie w jego przystojnej twarzy, która teraz - pozbawiona była młodzieńczych rysów, stając się bardziej męskie. To, co w szkole przyciągało w jego kierunku, rozanielone uśmiechy dziewcząt, dziś wybuchło w pełni, dając obraz szalenie przyciągające. Może brakowało mu beztroskiej iskry, która kiedyś w nim widziała, ale mogła się mylić. W końcu - wszystko się zmieniało.
Wyciągnęła rękę, kładąc chłodne palce na wyciągniętej dłoni, pozwalając, by materiał chusty utkwił w drugiej, chwiejnie kołysząc się pod wpływem poruszenia.





You with the sad eyes. Don't be discouraged, Oh I realize, It's hard to take courage. I see you real

Powrót do góry Go down
Tristan Rosier
avatar

Śmierciożercy
Śmierciożercy
https://www.morsmordre.net/t633-tristan-rosier#1815 https://www.morsmordre.net/t639-vespasien https://www.morsmordre.net/t637-tristan-rosier#1838 https://www.morsmordre.net/f97-dover-upper-rd-13 https://www.morsmordre.net/t2784-skrytka-bankowa-nr-96 https://www.morsmordre.net/t977-tristan-rosier#5336
Zawód : Arystokrata, smokolog
Wiek : 27
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Ani żąda, ani prosi,
tylko w ślepiach żółty blask
i o schody ostrzy pazur,
aż człowieka bierze dreszcz.
OPCM : 36
UROKI : 30
ELIKSIRY : 0
LECZENIE : 0
TRANSMUTACJA : 1
CZARNA MAGIA : 42
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 11
Genetyka : Czarodziej

PisanieTemat: Re: Główne ognisko   22.11.15 3:03

Powiódł spojrzeniem za kołyszącą się w jej ręku chustę, lecz zaraz powrócił spojrzeniem ku jej twarzy - choć nie widział jej długie lata, bez wątpienia rozpoznałby ją wszędzie. Uśmiech Inary wydawał się równie piękny i równie krzepiący, co wtedy, kiedy byli jeszcze dziećmi, w czasach szkolnych. Była wtedy dla niego równie niedostępna co ostatnimi czasy, kiedy jak zjawa nawiedzała go w najmniej spodziewanych momentach. Tamten mecz, zmagania alchemików - gotów byłby pomyśleć, że niebawem spotka ją na smoczej wyprawie, gdzie i tak nie zamienią nawet słowa. Mijali się - a może to on uciekał, obawiając się konfrontacji z radosnym i pozbawionym trosk dzieciństwem? Z życiem, o którym właściwie wolałby zapomnieć - które istniało gdzieś za gęstą mgłą zapomnienia... i miało tam pozostać. Dziś byli dorośli, z pewnością mocniej odczuwali ciężar wiszącego nad nimi nazwiska... które niejako nie pozwalało im na tę poufałość. Była Carrowem, on był Rosierem, a ich znajomość - jedynie wspomnieniem. Wspomnieniem wciąż żywym, czy chciał tego, czy nie, nie mógł oszukać samego siebie. Odnalazł wzrokiem jej źrenice, blask ogniska odbijał się w nich ciepłymi iskrami. Inaro, gdybyś ty wiedziała... Delikatnie ujął jej dłoń, odciągając ją - porywając? - od Julisa i Caesara.
Nie odezwał się od razu. Głos boleśnie ugrzązł mu w gardle. Miło cię widzieć, Inaro? Tyle lat minęło? A może - piękna dzisiaj pogoda? Co właściwie mówi się dawno niewidzianym marom przeszłości po prawie dziesięciu latach żadnego kontaktu?
- Nic się nie zmieniłaś - zaryzykował w końcu, kącik jego ust uniósł się lekko ku górze. Nieśpiesznym gestem złożył wolną dłoń na jej wątłej talii, prowadząc pannę Carrow bliżej płomieni ogniska; słońce już zaszło, dął letni nadmorski wiatr - ciepło płomieni otulało miękkim kocem. Czy powinien powiedzieć coś więcej? Powinien, być może przeprosić, być może wyjaśnić - ale czy ich mijanie naprawdę było tylko jego winą, czy nie było jedynie... przypadkiem? Jego spojrzenie uciekło w bok, bał się wspomnienia tej dziewczyny. Bał się konfrontacji z przeszłością. A jednocześnie - tak bardzo cieszył się, że ją widział, że aż nie potrafił ująć tego w słowa. Była trochę jak część jej, część, która przepadła tak samo - jak mylnie sądził bezpowrotnie. - Byłem pewien, że zostałaś we Francji... ale wygląda na to, że jednak nie mam omamów. - Na meczu zjawiła się przecież w ostatniej chwili, choćby chciał, nie miał z nią kiedy pomówić. Rzeczywiście nie miał, czy tylko usprawiedliwiał własne tchórzostwo przed sobą samym? - Od kiedy jesteś w kraju? - Dopiero teraz powrócił ku niej wzrokiem, w jego spojrzeniu nie było iskier radości - a jedynie blado odbity blask melancholii. Wolna muzyka irlandzkiego fletu jednego z artystów pozwalała na swobodną rozmowę w trakcie tańca.





the vermeil rose had blown
in frightful scarlet, and its thorns
outgrown
Powrót do góry Go down
 

Główne ognisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Boczne ognisko
» Płonące ognisko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Morsmordre :: Reszta świata :: Inne miejsca :: Anglia i Walia :: Dorset, Weymouth-
Styl: Caelan + Cassandra + Justine

Forum oparte na serii książek J.K.Rowling, niektóre imiona i nazwy własne są jej własnością.
Opisy częściowo pisane w oparciu o Pottermore.
Autorskie opracowania oraz pozostałe treści forum są własnością intelektualną twórców,
zabrania się ich kopiowania.


Baner small nobg

Morsmordre 2015-18