Wydarzenia


Ekipa forum
Herbaciarnia
AutorWiadomość
Herbaciarnia [odnośnik]10.03.12 22:28
First topic message reminder :

Herbaciarnia

★★
Zaciszne miejsce na samym poddaszu to przytulna herbaciarnia, gdzie serwowane są różnego rodzaju napoje; głównie te parzone z najzdrowszych i najlepiej działających na organizm ziół. W menu znajduje się szeroki asortyment herbat czarnych, czerwonych, zielonych i ziołowych, do tego kilka odmian purpurowych, parzonych z liści diabelskiego hibiskusa; rośliny rosnącej w pobliżu smoczych lęgów - te dozwolone są jednak od lat osiemnastu i traktowane jak nieszkodliwa używka; ma działanie pobudzające, podobne do kawy. Prócz tego zakupić można kawałek ciasta; szarlotki, sernika, bananowca lub keksu, świeżo pieczonego w pomieszczeniu obok. W okół malutkich, okrągłych stolików z poustawianymi przy nich puszystymi poduchami do siedzenia, w różnych barwach, w różnych wzorach, biega niziutka, nastoletnia złotowłosa dziewczyna, zbierająca zamówienia od gości.
Wystrój buduje wrażenie przytulności, ciepła; pewnego rodzaju nadziei, zważywszy na ogólny charakter placówki. Instrumentalna muzyka płynąca z szafy grającej jest spokojna, działa relaksująco. W powietrzu unosi się słodki, łagodny zapach cynamonu dosypywanego do herbat oraz pieczonych na zapleczu ciast. Ściany ozdobiono ręcznie malowanymi pejzażami znad brzegów Tamizy.
[bylobrzydkobedzieladnie]
Morsmordre
Morsmordre
Zawód : Mistrz gry
Wiek :
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
O Fortuna
velut Luna
statu variabilis,
semper crescis
aut decrescis...
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Herbaciarnia - Page 11 Tumblr_lqqkf2okw61qionlvo3_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki

Re: Herbaciarnia [odnośnik]12.08.21 13:23
Odmówił. Ostentacyjnie odmówił i nie słyszała ani grama zawahania w jego głosie. Ba, wręcz przeciwnie! Słyszała pewność siebie, nieugięcie, którego nie prezentował na zewnątrz oferując jej domową wizytę uzdrowicielską i szybko zauważyła, że nawet nie była zła. Nie dostała tego, po co przyszła i co miała jedynie odebrać, przekazać w ręce właścicielki, ale między Merlinem a prawdą musiała przyznać, że zaimponował jej reakcją, dojrzałym podejściem do pracy i kodeksu, który medycy przecież posiadali i musieli przestrzegać, a wiedziała, że w konfrontacji z półwilą mogło być to co najmniej trudne. Tymczasem młody lord spisał się wzorowo, a gdyby to był jakiś dziwny test ze strony szpitala, zdałby go z wyróżnieniem. Zamrugała kilkukrotnie w chwilowej konsternacji, po czym ostatecznie zabrała rękę i zmarszczyła czoło.
Rozumiem – skrzyżowała ręce pod biustem. – Perseusie, chciałabym tylko zauważyć, że to moje nazwisko widnieje na pakunku, dlatego powinieneś mi go mimo wszystko wydać – dodała. Wiedziała jednak, że była na przegranej pozycji a uroku używać nie zamierzała. Sprawa nie była ani poważna ani zagrażająca życiu, by na dzień dobry musiała odstawiać sceny tylko po to, żeby odebrać kilka leków.
Jak to jest, że wcześniej podobna sytuacja nie sprawiała nikomu problemu? – dopytała, choć czuła się teraz jak natrętna klientka, która spotykając się z odmową zamierzała przedstawiać sytuacje z przeszłości, dochodzić swego, nawet jeśli to nie było warte, ale doprawdy nie potrafiła zrozumieć całego zamieszania. Nie kłamała mówiąc, że ciotka chodzi na kontrole ani w żadnym innym momencie tej dyskusji, za to przyłapała się na tym, że sama już dawno nie odwiedziła tego przybytku, żeby odebrać nie tylko swoje eliksiry nasenne, ale i przepracować wydarzenia z przeszłości. Dwie próby porwania na karku, jedna niezamierzona śmierć, pracoholizm, problemy w relacjach międzyludzkich połączone z bezsennością kwalifikowały ją już dawno do zamknięcia na oddziale, choć dobrze się kryła. Wychodziła zresztą z założenia, że ludzie mieli gorsze problemy, zwłaszcza teraz, gdy ginęli, tracili domy i bliskich. To, co wydarzyło się w jej życiu było więc niczym w porównaniu z osobami, które dotykał wojenny konflikt.


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Solene Baudelaire
Zawód : krawcowa, projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Herbaciarnia - Page 11 Tumblr_oo7oyahdyU1v4h7k3o6_400
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Herbaciarnia [odnośnik]13.08.21 16:19
Odmówił, chociaż twierdzenie, jakoby przyszło mu to z łatwością, należałoby już do kategorii nie drobnych niedopowiedzeń, a obrzydliwych kłamstw i manipulacji — wszak sam Perseus miał wrażenie, że serce zaraz wyrwie mu się z piersi, a nogi... cóż, to było wielką zagadką, dlaczego jeszcze na nich się utrzymywał, skoro odnosił wrażenie, że wypełniała je wata. Co mógł jednak na to poradzić? Był tylko biednym młodym mężczyzną, cierpiącym na dotkliwą samotność, który został rzucony prosto w szpony okrutnej półwili. Radził sobie — jeszcze — angażując wszystkie pokłady silnej woli, aby jej nie ulec. Przynajmniej nie w tej kwestii.
Ja n-n-nie mogę... Na-naprawdę, nie wy-wypada mi robić takich rz-rzeczy... —wyjąkał, wyglądając przy tym jak dziecko karcone za coś, czego nie zrobiło. Mówiła, że rozumiała, a jednak nie rozumiała wcale, że Perseusa obowiązywały pewne zasady (w większości sam je wprowadził) i zamierzał być konsekwentny do końca. Skąd mógł wiedzieć, że przypadkiem nie robił za dostawcę narkotyków? Przecież leki, które trzymał w rękach, miały działanie podobne do medykamentów bazujących na opium, co oznaczało, że przy odpowiedniej, zwiększonej dawce, mogły służyć za środek odurzający. A przecież kuzyni prowadzili taką porządną palarnię na Nokturnie!
Dobre pytanie! — rzucił, chowając pakunek do kieszeni fartucha, co dla Solene było jednoznacznym sygnałem, że nie otrzyma tego, czego chciała; przynajmniej nie konwencjonalnymi metodami. Pragnienia, jakie w nim budziła to jedno, spełnianie kaprysu, który mógłby okazać się poważną rysą na opinii Perseusa to drugie. — Myślę, że dlatego, że nikt dotychczas nie patrzył magipsychiatrom na ręce, w związku z czym poczuli, że są bezkarni i wolno im więcej. — wyjaśnił z uśmiechem — Na szczęście zjawiłem się w porę, by zrobić porządek z ich bezprawnymi działaniami.
Nie było to do końca prawdą; młody lord, pomimo swojego statusu, niewiele mógł zrobić wobec starszych stażem lekarzy. Mógł za to wspomnieć o nich używając niekonieczne ciepłych słów w obecności nestora i obserwować jak szpital płonie. Oczywiście, w metaforycznym znaczeniu. Nie był ulubieńcem Polluxa, doskonale zdawał sobie tego sprawę, ale wuj nie pozwoliłby raczej na to, aby skandaliczne zachowanie częściowo finansowanych przez niego uzdrowicieli wyszło na jaw.
Kiedy mogę odwiedzić twoją ciotkę?


{.............................}

Ce qu'on appelle une raison de vivre, est en
même temps une excellente raison de mourir.





Perseus Black
Perseus Black
Zawód : Magipsychiatra
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
sztandarem będę ci, tarczą,
twym srebrnym mieczem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9827-perseus-black https://www.morsmordre.net/t9907-andromeda#299725 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t10144-skrytka-bankowa-nr-2244#307565 https://www.morsmordre.net/t9908-perseus-black#299726
Re: Herbaciarnia [odnośnik]13.08.21 16:29
Zdumienie sięgnęło zenitu, kiedy tak stała i słuchała tego, co lord miał jej do powiedzenia, i doprawdy zaczynała odnosić wrażenie, że w ostatnim czasie wszystkim w tym kraju odbiło. O ile do tej pory normalnie odbierała paczki dla ciotki i nikt nie miał z tym problemu, o tyle teraz czuła się co najmniej jak przyłapana na gorącym uczynku, kradzieży, czy handlu nielegalnymi środkami... a wystarczyło poprosić Yvette o pomoc – z pewnością ani by nie odmówiła ani nie musiałaby nigdzie chodzić, ale nie, cioteczka uparła się, żeby zrobić wszystko drogą zgodną z sumieniem, zamiast wysługiwać się możliwościami w rodzinie, to teraz miała właśnie tego efekt. Efekt stał przed nią, niemal z założonymi rękoma i mięknącymi nogami, choć twardo szedł w zaparte, że to, co robili było niezgodne z regulaminem. Westchnęła ciężko, wywróciła młynka oczami i odsunęła się.
Skoro lord to tak nazywa... – przytaknęła, choć w głębi duszy niemal się roześmiała słysząc jego uwagę o znalezieniu się w porę w odpowiednim miejscu i odpowiedniej porze. Miała na ten temat zgoła inną opinię, której nie zamierzała wygłaszać, czy też robić awantury na pół szpitala, że specjalnie fatygowała się tu z przedmieść, poruszając się po wojennym Londynie – gdzie dodatkowo zagrożeniem samym w sobie była jej uroda – by odejść z niczym. Wiedziała, że prędzej czy później dostanie to, czego potrzebuje, ale skoro Perseus aż rwał się, żeby odwiedzić ciotkę na Lavender Hill, to dlaczego właściwie nie mogła z tego skorzystać? Nie podejrzewała, żeby wizyty domowe lordów–medyków u swoich pacjentów były czymś popularnym, o ile w ogóle praktykowanym, ale jeśli już nadarzała się taka okazja...
Cóż, to już lord ustali sobie z samą zainteresowaną – odburknęła, wciąż jednak brzmiąc złowrogo spokojnie – nie zamierzam robić za pośrednika pomiędzy waszą dwójką; przekażę informację a ciotka pewnie skontaktuje się z lordem sama... – dokończyła. Zważywszy na to, że zmarnowała już za dużo czasu, szybko poprawiła płaszcz i zerknęła ostatni raz na chłopaka. – Miłego dnia, Perseusie, spokojnego dyżuru – pożegnała się, następnie oddalając w kierunku wyjścia ze szpitala. Zdemotywowana całym zajściem uznała, że najlepszym wyjściem będzie powrót do domu i zajęcie się pracą. Tak właśnie wyglądał jej urlop.

zt


don't want to give you up, there's never time enough (...) I'm running out of luck, promises
ain't enough.
Solene Baudelaire
Solene Baudelaire
Zawód : krawcowa, projektantka
Wiek : 27 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
She smelled like white roses and felt as fragile and satiny as her dress.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Półwila
Herbaciarnia - Page 11 Tumblr_oo7oyahdyU1v4h7k3o6_400
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4706-solene-baudelaire-budowa#100715 https://www.morsmordre.net/t4836-echo#103798 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f323-lavender-hill-100-domostwo-krewnych-baudelaire-ow https://www.morsmordre.net/t5563-skrytka-bankowa-nr-1212 https://www.morsmordre.net/t4775-solene-baudelaire
Re: Herbaciarnia [odnośnik]17.08.21 21:51
Postępować zgodnie z sumieniem? Gdyby Perseus mógł usłyszeć jej myśli, roześmiałby się na jej niemądre stwierdzenie. Przecież on nie miał sumienia, przynajmniej to starał sobie wmówić od lat, dystansując się od swoich pacjentów i ich problemów. Podchodził do swej pracy poważnie nie dlatego, że mu na kimś zależało; liczyła się tylko nieposzlakowana opinia pacjentów oraz ich bliskich na jego temat, ilość wdzięcznych słów i pochwał padających pod jego adresem. W przyszłości to one miały stanowić podwalinę jego własnej kliniki magispychiatrycznej, dlatego musiał zrobić wszystko, co w jego mocy, aby ludzie do niego lgnęli. Aby wybrali jego, zamiast Munga.
Nie, Perseus nie odmówił jej przez to, że sumienie mu nie pozwalało. Właściwie, to gdyby nie inwestował w siebie, odwróciłby tę sytuację na swoją korzyść i wykorzystał to, że Solene potrzebowała jego pomocy do swoich własnych celów. Była piękna, czarująca i przypominała mu kogoś, na kim kiedyś ogromnie mu zależało. Wprawdzie rysy jej twarzy były nieco ostrzejsze, brakowało jej też piegów, ale na upartego mógłby stwierdzić, że miał przed sobą sobowtóra swojej szkolnej miłostki.
Proszę mnie zrozumieć, panno Baudelaire — westchnął, bezradnie rozkładając ręce — Obowiązują mnie pewne zasady, których nie mogę nagiąć, nawet gdyby poprosił mnie sam Minister Magii! — tutaj odrobinę popłynął; gdyby w Mungu zjawił się ktoś, o kogo przychylność starałby się Perseus, stawałby na rzęsach, żeby spełnić każdą zachciankę. Nie chciał jednak, aby Solene poczuła się... gorsza?
Wzajemnie, panno Baudelaire. Z niecierpliwością czekam na wieści od panny ciotki — odparł, czując w kościach, że żadnego listu nie dostanie, a jeśli już, to będzie on podszyty pretensją.
Chciał jeszcze coś dodać, ale rozmówczyni zniknęła, a wraz z nią prysły marzenia o domu i trójce dzieci. Roześmiał się w duchu, schodząc wolnym krokiem na trzecie piętro, na oddział, który był właściwie jego drugim domem.
Prawie dałeś się podejść, Perseusie.
Obiecał sobie, że następnym razem zrobi wszystko, aby jej nie ulec. Taki był oczytany, taki mądry, a nie wziął pod uwagę tego, że właśnie miał do czynienia z półwilą, z którą nie miał żadnych szans. Lepsi od niego próbowali, żaden nie odniósł sukcesu; taki już los!

| zt


{.............................}

Ce qu'on appelle une raison de vivre, est en
même temps une excellente raison de mourir.





Perseus Black
Perseus Black
Zawód : Magipsychiatra
Wiek : 26
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
sztandarem będę ci, tarczą,
twym srebrnym mieczem
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t9827-perseus-black https://www.morsmordre.net/t9907-andromeda#299725 https://www.morsmordre.net/t12082-kronika-towarzyska#372204 https://www.morsmordre.net/f184-grimmauld-place-12 https://www.morsmordre.net/t10144-skrytka-bankowa-nr-2244#307565 https://www.morsmordre.net/t9908-perseus-black#299726
Re: Herbaciarnia [odnośnik]01.06.24 14:12
| 15.08

Po rozmowie z Corneliusem Sallowem Yana czuła ulgę, że Elvirze udało się przetrwać tamtą noc i wydostać z lasu. Może nigdy nie były ze sobą bardzo blisko, ale rodzina to rodzina, i Yana wolałaby nie dowiadywać się o kolejnej śmierci wśród krewnych. Tym bardziej, że w tym konkretnym przypadku, obciążyłoby to jej sumienie. Bo nie wróciła. Uciekła jak tchórz, nie upewniając się, czy Elvira wydostała się z rozpadliny. Ale Yana nie bez powodu została przydzielona do Slytherinu. Brawura i bohaterstwo były raczej domeną Gryfonów, a Ślizgoni w pierwszej kolejności ratowali własną skórę, a dopiero potem myśleli o innych. Elvira na jej miejscu zapewne postąpiłaby tak samo. Ale z nich dwóch, to Elvira była starsza, bardziej doświadczona i z większymi szansami przetrwania w takiej sytuacji.
Wchodząc do sali kuzynki już po rozmowie ze spotkanym na korytarzu panem Sallowem, miała nadzieję, że Elvira wpadając do rozpadliny nie widziała uciekającej Yany. Były od siebie wtedy już dość daleko, dzieliło je dobrych kilkadziesiąt metrów, bo Yana oddaliła się od Elviry i Sallowa zanim jeszcze rozpętało się to całe zamieszanie, ich krótka interakcja miała miejsce wcześniej, kiedy jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, co rozpęta się za kilka chwil. Uciekając, jedynie kątem oka widziała daleko za swoimi plecami osuwającą się ziemię, kiedy rozglądała się w poszukiwaniu bezpiecznej drogi ucieczki. Gdyby była tuż przy nich, pewnie próbowałaby coś robić, ale z racji dzielącej odległości wiedziała, że powrót może ją bardzo drogo kosztować, dlatego nie cofnęła się, a skupiła się tylko na tym, żeby opuścić las i po drodze samej nie wpaść w żadną dziurę ani nie zostać zgniecioną przez przewracające się drzewo. Poza tym sama wtedy była dość spanikowana, bo wcześniej nigdy się w takiej sytuacji nie znalazła. Ale istniała szansa, że Elvira mogła nawet nie wiedzieć o tym, że Yana w momencie końca świata była kilkadziesiąt metrów przed nimi i uciekła, nie znajdując w sobie dość bohaterstwa, żeby zawrócić. Takiej myśli się trzymała, bo wolała, żeby jej stchórzenie pozostało tylko jej sekretem. Nie była z siebie dumna, ale tamtej nocy pragnęła przede wszystkim przetrwać, kierowana najbardziej fundamentalnymi, prymitywnymi instynktami. Bo w takich sytuacjach wpajane zasady i normy społeczne często schodziły na dalszy plan, i w tamtym lesie wszyscy uciekali niczym zwierzęta, ukierunkowani na przeżycie.
Elvira najwyraźniej była w na tyle dobrej formie, że chciała iść do herbaciarni. Yana uznała że to dobry pomysł, może tamtejsza sceneria będzie mniej przygnębiająca niż obskurna sala. Tym bardziej że Elvira zapewne miała jej dość. Sama by miała, nigdy nie lubiła być uziemiona w łóżku. Jak kiedyś w Hogwarcie spadła z miotły podczas meczu quidditcha i trafiła na parę dni do skrzydła szpitalnego, to myślała, że ją rozerwie z nudów.
- Jak się czujesz? – zapytała ją. – Chwilę przed wejściem do ciebie rozmawiałam z wychodzącym z twojej sali panem Sallowem. Przyszłam do Munga, bo chciałam upewnić się… - że żyjesz? Ale nie dokończyła tego. W każdym razie, nie wyobrażała sobie opuszczenia Londynu bez sprawdzenia stanu kuzynki. Nawet jeśli Elvira będzie drażliwa i opryskliwa, na co się w duchu przygotowywała, to przynajmniej będzie mieć czystsze sumienie, że ją odnalazła. I będzie mogła napisać do Marii, że Elvira żyje i jest w Mungu. Ale nie spodziewała się łatwej rozmowy. Elvira nigdy nie miała zbyt przyjaznego i miłego usposobienia, zupełnie nie przypominała słodkiej i delikatnej Marii. Tym bardziej, że nie łączyło ich wspólne nazwisko, bo to mama Yany pochodziła z Multonów.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe
Re: Herbaciarnia [odnośnik]08.07.24 17:34
I was in my tower weaving nightmares
Twisting all my smiles into snarls


Krwiste róże i resztka czekolady pozostawione przez Sallowa leżały nietknięte na szpitalnej szafce. Obserwowała je tylko przez chwilę, by potem z fuknięciem frustracji odwrócić się do ściany i spróbować ułożyć wygodnie mimo piekącego bólu wszystkich kończyn; zwłaszcza grubo zabandażowanych nóg. W ostatnich dniach nie robiła wiele więcej poza spaniem, warczeniem na - w jej mniemaniu - nieudolne pielęgniarki i rozmyślaniu nad chaosem, jaki musiał zapanować w całym kraju. A może i nawet w całej Europie. Rozmowa z Corneliusem rozwiała zaledwie część jej wątpliwości, liczyła jednak na jego obietnicę zmuszenia uzdrowicieli do dostarczania jej aktualnych wydań gazet. Najchętniej rzecz jasna czytała Walczącego Maga.
Po chwili nerwowego poprawiania szorstkiej pościeli odwróciła się z powrotem na plecy i przesunęła dłonią po spoconym czole. Nie była w stanie zasnąć, gdy żołądek raz za razem ściskała jej złość na własną niemoc, upływający nieubłaganie czas i świadomość, że nawet Sallow nie wiedział o tym co spotkało Marię.
Jak długo jeszcze będzie musiała to znosić? Nie nawykła do leżenia w łóżku i bierności. Nie nawykła do lęku o życie, które nie było jej własnym.
Gdy pielęgniarka po raz kolejny gwałtownym ruchem odsłoniła zasłonę przy jej łóżku była bliska tego, by kazać jej spierdalać. Ugryzła się w język dopiero, gdy dotarło do niej, że naburmuszona starsza kobieta mogła mieć dla niej korespondencję - albo ofertę przeniesienia do lepszej sali, tak jak to zasugerował Sallow.
Zamiast tego obwieściła kolejnego gościa. Już drugiego dzisiaj. Była zaintrygowana - i zawiedziona, gdy dowiedziała się, że jest to ledwie jej kuzynka Yana, a nie cudownie odnaleziona Maria lub, co za idiotyczna myśl, Drew. Rozkazała pielęgniarce przynieść jej szlafrok, ponieważ nie zamierzała przyjmować dziewczyny przy łóżku. Sallowa mogli wpuścić bez zapowiedzi, ale z kuzynką chciała rozmawiać na własnych warunkach. Nie na tym cholernie niewygodnym materacu w zapoconym i przeklętym szpitalnym łóżku, kiedy na jej szafce wciąż leżał bukiet, z którego obecności nie zamierzała się tłumaczyć. Nie żeby miała jakikolwiek obowiązek tłumaczyć się Yanie z czegokolwiek.
Do herbaciarni przydreptała z trudem, opierając się na białej lasce, bo nie zamierzała korzystać z pomocy zirytowanej pielęgniarki. Poparzone nogi były sztywne w stawach, dodatkowo krępowane przez ciasne bandaże, ale jakoś zdołała zająć miejsce przy stole najbliżej schodów i wrogo obserwować odwiedzających. Nikt nie ważył się przyglądać jej zbyt długo, może z grzeczności, a może z instynktownego przeczucia, że nie jest daleka od utraty cierpliwości.
Nie wstała, gdy wreszcie odnalazła ją Yana, bo i nie miała na to siły. Zmusiła się jednak do sztywnego, zmęczonego uśmiechu; a potem odgarnęła króciutkie kosmyki włosów za uszy - z trudem, bo nadal nie była przyzwyczajona do ich długości, ale nie miała też zamiaru rozmawiać z Blythe wyglądając tak jakby dopiero co zeszła z pola bitwy.
Nie żeby było to dalekie od prawdy.
- A jak wyglądam? - odpowiedziała nieco zbyt ostro na pytanie zadane przez kuzynkę bez żadnego większego powitania. Szybko też przygryzła wargę, żeby się stonować i zmierzyła Yanę oceniającym spojrzeniem. Nie wyglądała jakby bardzo ucierpiała, musiała uciec wystarczająco prędko. Porzucić ją dokładnie tak samo jak Sallow i Maria; teraz mogła mieć co najwyżej nadzieję, że jej durne kuzynki uciekły razem. - Bywało lepiej - dopowiedziała, gdy wzięła już głębszy oddech i zapanowała nad złością. - A ty? Uciekłyście w porę? - Nie bez powodu zadała pytanie w liczbie mnogiej, Maria interesowała ją znacznie bardziej. - O czym rozmawiałaś z Sallowem? - zażądała też od razu, unosząc brwi z zaskoczeniem. I tylko dlatego, że tak wypadało i żeby całkiem do siebie dziewczyny nie zniechęcić dodała: - Cieszę się, że wszystko z tobą w porządku. Mam nadzieję, że twoja rodzina również ocalała.


you cannot burn away what has always been
aflame
Elvira Multon
Elvira Multon
Zawód : Uzdrowicielka, koronerka, fascynatka anatomii
Wiek : 29 lat
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Once you cross the line,
will you be satisfied?
OPCM : 9 +1
UROKI : 0
ALCHEMIA : 0
UZDRAWIANIE : 28 +2
TRANSMUTACJA : 15 +6
CZARNA MAGIA : 17
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 6
Genetyka : Czarownica
unsteady
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
Sojusznik Rycerzy Walpurgii
https://www.morsmordre.net/t6546-elvira-multon https://www.morsmordre.net/t6581-kim https://www.morsmordre.net/t12162-elvira-multon#374517 https://www.morsmordre.net/f416-worcestershire-evesham-dom-nad-rzeka-avon https://www.morsmordre.net/t6632-skrytka-bankowa-nr-1656 https://www.morsmordre.net/t6583-elvira-multon
Re: Herbaciarnia [odnośnik]10.07.24 1:02
Na jej miejscu pewnie też byłaby nieźle wkurzona, że musi tu tkwić. Nigdy nie lubiła takich miejsc, zresztą, mało kto je lubił. I też nie byłaby zachwycona, gdyby ktoś z rodziny czy znajomych oglądał ją zniedołężniałą w łóżku. Ale biorąc pod uwagę wydarzenia tamtej przeklętej nocy, to Elvira i tak miała sporo szczęścia. Żyła, a dzięki uzdrowicielom zapewne za kilka dni stanie na nogi. Była w końcu twarda i zawzięta. Yana w głębi duszy też chciała taka być.
Kiedy ją zobaczyła odruchowo zlustrowała ją wzrokiem. Nie wyglądała najlepiej, ale kto by wyglądał po tym, jak cudem uszedł z życiem z płonącego lasu. Jej włosy były wyraźnie krótsze niż wtedy, kiedy widziały się poprzednim razem, ale twarz wydawała się nienaruszona. To, co ucierpiało, zapewne było skryte pod materiałem szlafroka, ale miała na tyle taktu, żeby się nie gapić.
Obcowanie z Elvirą zawsze przypominało stąpanie po kruchym lodzie, jej kuzynka nie należała do cierpliwych ani miłych, miała wyjątkowo trudny charakter. W niczym nie przypominała starszej siostry Yany, która była w tym samym wieku co ona, ale była miłą, łagodną i może nieco mdłą istotą o duszy artystki, którą jednak spotkał straszny koniec zupełnie nieadekwatny do jej delikatnej natury, ale mugolskiej tłuszczy to nie obchodziło, że Elia nie skrzywdziłaby nawet muchy.
Yana nie była podobna do Elii ani z wyglądu ani z charakteru. Nie tak delikatna, nie tak dziewczęca, nie tak artystyczna. Zdaniem matki – zawsze nieidealna, zawsze czegoś jej brakowało do doskonałości. To nie zmieniało jednak faktu, że poczuwała się do sprawdzenia co z kuzynką, bo sumienie ją trochę gryzło, nawet jeśli wierzyła w zdolności i upór Elviry.
- Jak zwykle niezmiennie na twardą i upartą – przyznała dość dyplomatycznie, by nie rozdrażnić Elviry żadnymi uwagami na temat jej obecnego wyglądu, ani pytaniami o włosy. – Tak czułam, że kto jak kto, ale ty na pewno musiałaś dać radę, i nie pomyliłam się.
Bo kto jak nie ona? Na pewno wielu zginęło, ale Elvira należała do ludzi, którzy tak łatwo nie umierali. Yana też zdecydowanie nie wybierała się na tamten świat. Dzięki swojemu uporowi opuściła las, a później, już poza nim, spotkała Marię i resztę, i razem z nimi uciekła dalej, w podziemia Londynu. Uniknęła obrażeń, co najwyżej nabiła sobie trochę siniaków, a obecnie była też blada i wymięta z niewyspania, bo praktycznie nie zmrużyła oka od tamtej nocy. No i nie miała okazji jeszcze się wykąpać po tym wszystkim, więc nie wyglądała szczególnie świeżo. Jej matka na pewno przewracałaby się teraz w grobie, gdyby wiedziała, co Yana tamtej nocy robiła, z kim przebywała oraz jak wyglądała.
- Udało się… jakoś. Maria też uciekła, znalazłam ją tuż po tym, jak wybiegłam z lasu. Żyje i ma się dobrze, a w każdym razie, miała się, zanim się rozstałyśmy. Nie wiem, gdzie jest teraz, może już podjęła próbę wydostania się z Londynu i powrotu do domu. – Zdawała sobie sprawę, że los Marii obchodził Elvirę bardziej niż jej los. Nosiły to samo nazwisko, a Yana zawsze była tą trochę obcą, mniej istotną. Ale rzeczywiście nie wiedziała, co działo się z Marią już po tym, jak wszyscy opuścili podziemne schronienie i każdy ruszył w swoją stronę. Podejrzewała że ich młodsza kuzynka mogła chcieć udać się do rodzinnego domu. Yana wiedziała że bliscy żyją, więc mogła jeszcze odhaczyć sprawdzenie Munga i uspokojenie sumienia zanim uda się do rodzinnego Suffolk. Gdyby nie dostała tej krótkiej wiadomości od brata, byłaby o wiele bardziej niespokojna. Połowę najbliższej rodziny już straciła. – O niczym szczególnym, pytałam go o to, czy jesteś w tej sali i co się z tobą dzieje, ponadto zaproponował mi pomoc w opuszczeniu zrujnowanego Londynu.
Yana nie znała Sallowa, spotkali się zupełnym przypadkiem, niemal na siebie wpadając pod salą Elviry. Nie wiedziała więc, co ich łączy i nie wnikała, bo to nie była jej sprawa, z kim Elvira utrzymywała zażyłości. Skoro szli razem w pochodzie zanim niebo runęło im na głowy, to zapewne musieli się dobrze znać. Ale skoro Sallow nie widział jej ucieczki, to może i Elvira niczego nie widziała? Na to Yana liczyła. Pewne rzeczy powinny pozostać sekretem, zwłaszcza jeśli były wstydliwe i mogły kłaść się długim cieniem na jakiejś relacji.
- Jeszcze nie byłam w domu, ale dostałam list od brata i wiem, że wraz z ojcem żyją. Ale nasze hrabstwo podobno też ucierpiało, przekonam się na własne oczy dopiero kiedy wydostanę się z Londynu… - Nie było to jednak tak banalnie proste w mieście w którym nie można było się teleportować, więc dobrze się złożyło, że pan Sallow zaproponował jej, że jego pomocnik odprowadzi ją do jednego z miejsc, skąd teleportacja była możliwa. Yana nawet nie wiedziała, która droga była teraz bezpieczna, poza tym nie znała Londynu jakoś dobrze, bo nigdy w nim nie mieszkała, a jedynie bywała gościnnie. Nie umiała się doczekać, kiedy już wreszcie znajdzie się w domu, ujrzy na własne oczy ojca i brata, a zaraz potem zapewne padnie spać byle gdzie.
Yana Blythe
Yana Blythe
Zawód : początkująca twórczyni talizmanów
Wiek : 20
Czystość krwi : Czysta
Stan cywilny : Panna
Jeśli plan "A" nie wypali, to pamiętaj, że alfabet ma jeszcze 25 liter!
OPCM : 8 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +3
UZDRAWIANIE : 0 +3
TRANSMUTACJA : 0
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 10
SPRAWNOŚĆ : 7
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t11890-yana-blythe https://www.morsmordre.net/t11970-poczta-yany https://www.morsmordre.net/t12090-yana-blythe#372680 https://www.morsmordre.net/f451-suffolk-obrzeza-blythburga-dom-rodziny-blythe https://www.morsmordre.net/t11975-skrytka-nr-2584 https://www.morsmordre.net/t11973-yana-blythe

Strona 11 z 11 Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

Herbaciarnia
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach