Morsmordre
Czy chcesz zareagować na tę wiadomość? Zarejestruj się na forum za pomocą kilku kliknięć lub zaloguj się, aby kontynuować.
Wydarzenia


Ekipa forum
Hol wejściowy
AutorWiadomość
Hol wejściowy [odnośnik]21.03.16 13:33

Hol wejściowy

★★★★
Dom mody Parkinson został założony piętnaście lat temu, a tworzone tu projekty zrewolucjonizowały rynek mody czarodziejskiej. Kreacje można zakupić w jednym z mniejszych oddziałów, a nawet zamówić pocztą z katalogu wydawanego raz na kwartał, lecz wszyscy klienci zgodnie twierdzą, że najlepiej wybrać się do głównego domu mody, ulokowanego w samym sercu Royal Borough of Kensington and Chelsea. W progi największych dyktatorów mody można się teleportować, przenieść kominkiem do głównego holu lub wezwać magiczną karocę zaprzęgniętą w konie o pozłacanych uzdach, przeznaczoną tylko i wyłącznie do transportu klientów, a także zakupionych pakunków.

Przestronny hol wejściowy, do którego prowadzą duże obrotowe drzwi, obsługiwane przez odźwiernego, utrzymany jest w jasnej tonacji marmurów, na których doskonale słychać kroki klienteli. Całość dzieli się na przestrzeń relaksu złożoną z ekskluzywnego baru i kawiarni wypełnionych mrowiem wygodnych foteli i sof; najczęściej korzystają z niej mężczyźni towarzyszący damom, lecz niechętni na uczestniczenie w przymiarkach.
W pobliżu wielkiej witryny ulokowano strefę prezentacji wystaw zmiennych, na której co miesiąc można podziwiać dzieła innego projektanta. Po wejściu do holu gościom służy jeden z mężczyzn, gotowy odebrać odzienie wierzchnie jak i odprowadzić gości do odpowiedniego z pomieszczeń, ulokowanego na piętrach domu mody. 
[bylobrzydkobedzieladnie]


Ostatnio zmieniony przez Mistrz gry dnia 25.03.22 20:47, w całości zmieniany 1 raz
Mistrz gry
Zawód : naczelny mąciciel
Wiek : odwieczny
Czystość krwi : n/d
Stan cywilny : n/d
Do you wanna live forever?
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej
Hol wejściowy Tumblr_mduhgdOokb1r1qjlao4_500
Konta specjalne
Konta specjalne
http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/t475-sowa-mistrza-gry#1224 http://morsmordre.forumpolish.com/ http://morsmordre.forumpolish.com/ https://www.morsmordre.net/t2762-skrytki-bankowe-czym-sa#44729 http://morsmordre.forumpolish.com/f124-woreczki-z-wsiakiewki
Re: Hol wejściowy [odnośnik]15.09.17 17:14
11 maja
Ranek w centrum Cambridgeshire nie należał do najspokojniejszych. Gwałtownie zrywające się wiatry łoskotały nocą okiennicami, powodując pobudkę nie tylko służby, ale również i domowników. Morgoth wraz z tymi pierwszymi zaklęciami uspokoił przeszkodę, jednak było to tylko chwilowe. Nie dało się zresztą obłożyć całego terenu dookoła posiadłości magią, dlatego też wraz z nastaniem świtu i lekkim zelżeniem pogodowym można było dostrzec porozrzucane narzędzia ogrodowe, drzwi od stajni i zagród były rozwarte na oścież, a kilka koni uciekło na bagna skąd trzeba było je zabrać, by nie zrobiły sobie krzywdy podczas nocnej ucieczki. Na nieszczęście okazało się, że jego wierzchowiec zgubił podkowę, a przy okazji doznał urazu niechronionej nogi. Zakleszczył ją sobie między wystającymi gałęziami zanurzonymi w rozległych mułach. Jedynym dobrem wynikającym z burzliwej nocy trolle Cynerica były odpowiednio zabezpieczone, chociaż te na które anomalie wpłynęły najsrożej, nie mogły się uspokoić. Jego kuzyn miał mieć sporo pracy na głowie, Morgoth musiał wezwać również weterynarza, który zająłby się jego ulubieńcem, a ojciec został z nadzorowaniem wszelkich szkód wyrządzonych podczas nawałnicy. Podczas dość zajętego poranka opiekun smoków nie zapomniał jednak o spotkaniu, które czekało go w Londynie. Można było powiedzieć, że było nie w porę, jednak nic z tych rzeczy. Jak się okazało Morgoth i tak musiał wybrać się do miasta w poszukiwaniach lecznicy dla zwierząt, gdy ich weterynarz zaniemógł i nie mógł się pojawić w Fenland. Zresztą chwila oderwania się od domowych spraw była dobrym buforem dla Yaxleya. Lubił przebywać sam, a także w pojedynkę załatwiać sprawy nie tylko te związane z rezerwatem czy rodziną, dlatego fakt, że jego kuzyn była zajęty swoimi trollami również był mu na rękę. Pomimo że nie widział problemu w fakcie sprowadzenia się reszty rodziny do nowego Yaxley's Hall, wyczuwał tłok, przed którym uciekał. Musiał oderwać się od niektórych, by zebrać spokojnie myśli. Tym razem jednak zamierzał połączyć to wraz z czymś bardzo istotnym, ale wciąż leżącym blisko interesów rodu. Urodziny Beatrice zbliżały się dość prędko, a Morgoth nie zamierzał zapominać o tej jednej z ważniejszych dat w kalendarzu. Jego matka była osobą, którą cenił na równi ze swoim ojcem, chociaż różnili się pod każdym względem. Łączyło ich jednak dobro rodziny, a także uczucie tak rzadko spotykane wśród ludzi urodzonych w rodach szlacheckich. Oddała się wychowywaniu swoich dzieci z wielkim poświęceniem, a teraz wraz z Leią powinni na każdym kroku się jej odwdzięczać. Lady Yaxley była dość skromną kobietą, chociaż z oddali łatwo było dojrzeć w niej błękitną krew. Od zawsze powtarzała, że ich siłą jest nie urodzenie, a idące za nimi obowiązki, którym należało sprostać. Ponad wszystko ceniła sobie wychowanie, wierność ideałom, a także rodzinną siłę relacji. Równocześnie mogłoby się więc wydawać, że sprezentowanie jej ulubionych perfum było czymś banalnym i prostym, ale jego matka nie potrzebowała kolejnych sukien czy ozdób, których miała pełne komnaty, by być piękną. Jednym z przypominających Morgothowi dzieciństwo rzeczy był właśnie ten zapach - zapach odpowiednio zmieszanych perfum. Beatrice o tym wiedziała, dlatego podarunek od syna równał się również z miłością dziecka do swojej rodzicielki.
Yaxley pojawił się więc w słupie zielonego ognia dziesięć minut przed czasem, poprawiając srebrne spinki mankietów, by powoli i ledwie zauważenie rozejrzeć się po holu wejściowym Domu Mody Parkinson, w którym się znalazł. Dwóch mężczyzn pojawiło się przy nim, by odebrać wierzchnie ubranie i wskazać miejsce, gdzie miał poczekać na lady Parkinson. Morgoth usiadł na jednym ze skórzanych, niezwykle wygodnych fotelach skierowanych przodem do głównego przejścia. Dzięki temu mógł obserwować wszystkich wchodzących i wychodzących. Nigdy nie lubił, gdy ktoś go zaskakiwał.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Hol wejściowy [odnośnik]15.09.17 18:22
Różni ludzie pojawiali się w Domu Mody Parkinson. Najczęściej były to kobiety, bogate kobiety, które mogły pozwolić sobie na dobrocie naszego salonu czy perfumerii. Mężczyźni stanowili jedynie mały ułamek, ale równie cenny, o który również mocno zabiegaliśmy. Przychodzili tu zazwyczaj w ściśle określonym celu, rzadko kiedy poddając się chwili, możliwości przejścia się pomiędzy regałami, możliwości dotknięcia materiału, powąchania niezliczonej ilości perfum. Świat kobiet był dla nich obcy, przytłaczający, krępujący. Ja nie specjalizowałam się w męskich perfumach, robiłam je na szczególne zamówienia, za każdym razem czując ogromny ból w sercu. Nie potrafiłam włożyć w nie wystarczającą ilość serca, chociaż mężczyznom się podobały, a ja spełniałam ich wymagania - nie podobały mi się. Dlatego czytając list od Lorda Yaxley’a miałam ogromną nadzieję, że to nie pachnidła dla niego były celem jego wizyty w Domu Mody. Oczywiście, starałabym się stanąć na wysokości zadania, jednak nie byłabym zadowolona ze swojego dzieła. Co innego perfumy dla kobiet, mogłam puścić wodzę wyobraźni, eksperymentować, wymyślać nowe techniki, wypełniać je magią, aby posiadały specjalne właściwości. Z kobiecymi nie miałam problemu, z męskimi już tak. I bałam się strasznie, mieszając w kociołku odpowiednie składniki, gdy próbowałam przygotować perfumy dla lorda Black, który mnie o to poprosił. Jak bardzo bym się starała, tak nie potrafiłam dobrać do niego nut. Wybierałam te, które pasowały do mojego brata. Wylewałam zawartość gorączkując się mocno, zaczynałam od nowa i znów tworzyłam dokładnie to samo. Perfumy dla Aarona, nie dla Lupusa. Miało to jednak również swoje i dobre strony. Pochylona nad kociołkiem, z rozpiętym najwyższym guzikiem od koszuli mogłam zapomnieć o tym, co działo się w nocy z trzydziestego pierwszego kwietnia na pierwszego maja. Wspomnienia pojawiały się za każdym razem gdy przymykałam oczy, strach i ból towarzyszył mi każdej nocy, budziłam się zlana potem, więc nie spałam zbyt dobrze. A jeszcze wczoraj, ta okropna wichura, deszcze, burze - nie zmrużyłam nawet oka. Umówienie się na spotkanie z Lordem Yaxley’em na dzień dzisiejszy nie było zbyt dobrym wyjściem, ale skąd mogłam wiedzieć? Odwołanie natomiast nie było zbyt grzeczne więc korzystając z kobiecych technik makijażu i wspomagając się eliksirami wzmacniającymi postanowiłam stawić mu czoła. Chociaż ledwo stałam na nogach nie mogłam sobie pozwolić na chwilę słabości, nie przed lordem. Zapinając guzik i uchylając okna w pracowni opuściłam pomieszczenie unosząc wyżej głowę. Starałam się iść pewnie, patrząc przed siebie, mocno stąpając po ziemi. Odgłos obcasów rozniósł się po całym holu, w którym miał mnie oczekiwać. Był punktualnie. Podeszłam do niego bliżej, przystając w końcu w odpowiedniej odległości, a na twarz przywołując, mimo zmęczenia i rozdrażnienia, delikatny uśmiech.
- Lordzie? - zwróciłam się do niego.
Poczekałam aż wstał, a gdy to zrobił dygnęłam mu nisko schylając głowę przed członkiem jednego z najstarszych rodów. Posiadanie takich klientów było dla mnie zaszczytem, dlatego też nie wahałam się ani minuty, przyjmując jego zlecenie, zanim nawet dowiedziałam się jakie ono było. Wyprostowałam się, splatając dłonie przed sobą. Prezentowałam się godnie, jak na Parkinsonównę przystało. Jasna koszula na długi rękaw wsadzona w długą, ciemno zieloną spódnicę. Moją szyję zdobiły korale, jakże lubiane przeze mnie, a dodawałam sobie parę centymetrów butami na obcasie. Marcel nie lubił, gdy w nich chodziłam, uważał, że niszczę sobie przez to nogi. Ale ja lubiłam, dodawały mi pewności siebie, którą lady Parkinson powinna emanować. Lord Yaxley również prezentował się nienagannie, stylowy ubiór, z daleka widoczne wypolerowane spinki ze srebra.
- Mam nadzieję, że nie musiałeś długo czekać, sir - stwierdziłam, chociaż wiedziałam, że byłam punktualnie.
Nie odezwałam się więcej czekając, aż sam wyjawi mi powód swojej wizyty. Chociaż byłam ciekawa, to nie śmiałam zapytać. Lorda Yaxley’a kojarzyłam jeszcze ze szkolnych korytarzy Hogwartu, wygodnych kanap pokoju wspólnego, gdzie nieraz razem, choć osobno, spędzaliśmy swój czas. Czułam wobec niego respekt, taki sam, jaki czułam wobec innych mężczyzn i chociaż zjawił się u mnie, aby zlecić mi wykonanie pewnego zadania, to jak nie mogłam go traktować jak zwykłego czarodzieja. Należał mu się szacunek oraz specjalne traktowanie.



Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Victoria Parkinson
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Re: Hol wejściowy [odnośnik]15.09.17 19:49
Nie bywał w takich miejscach zbyt często. Jeśli można było być bardziej dokładnym, nie bywał w lokalach modowych w ogóle. Gdy Yaxleyom były potrzebne nowe szaty lub garnitury, które preferował, był wzywany odpowiedni projektant. Krawiec zajmujący się tą rodziną od wielu lat i znający gusta swoich klientów od podszewki. Dzięki temu wystarczyło jedno słowo, by ten wiedział jak pokierować zaczarowaną igłę i nić. Spełniał wszelkie wymagania, które przed nim stawiano i zawsze wywiązywał się z nich bezbłędnie. Nic więc dziwnego, że nie widywano Morgotha czy jego bliskiej rodziny wraz z innymi szlachcicami i bogatszymi czarodziejami podczas przymierzania nowego stroju. Cenili sobie prywatność, a sam fakt przebywania nawet w tak uznanym lokalu, traktowali jako nadszarpnięcie tej intymności czy strefy, do której wstępu miało bardzo niewiele postaci. Im mniej owych obcych czynników znajdowało się dookoła nich, tym czuli się bezpieczniej i pewniej. Nie musząc obracać się co chwila, by nie wypatrzeć w tłumie nieprzyjemnych, nieprzychylnych twarzy. Sprawa, która go tu przywiodła nie była jednak aż tak delikatna, a oderwanie się chociaż na moment od spraw rodzinnych sprawiało, że jego umysł na chwilę odświeżał się, by nabrać czegoś niezwykle ważnego. Perspektywy. Dlatego ucieszył się lub co było właściwsze wyraził zadowolenie, gdy nie dostał sowy z informacją, że spotkanie musiało zostać odwołane przez niezwykle niesprzyjające warunki pogodowe. Mimo tego wewnątrz Domu Mody panował spokój, a zaklęcia nałożone na lokal spełniały swoje zadanie. Nawet sufit został odpowiednio zaczarowany, by nie wydawało się, że oknem panuje chłód i bicz deszczu. Jasne sklepienie jak i wielkie okna pozwalały, by magiczne promienie słońca padały na skórę przechodzących bądź czekających gości, ale nie ogrzewały ich. Morgoth nawet przez moment obserwował półcienie, które pojawiły się na jego dłoni, ale za którymi nie szło żadne ciepło. Było to w pewnym sensie rozczarowujące, ale przyzwyczajony do mgły i deszczowej pogody nie czuł nieswojo. Gdy zaproponowano mu szklankę najlepszego rocznika Ognistej Whisky, podziękował, wiedząc, że spotkanie zbliżało się z każdą minutą, a to nie było miejsce, by poddawać się takim przyjemnościom. Przejechał jedynie dłonią we włosach, odprowadzając spojrzeniem dwójkę czarownic, które najwyraźniej były zaintrygowane nowozakupionymi nabytkami. Zaraz jednak zniknęły one w jednym z kominków i na chwilę hol wypełnił się ciszą. Dopiero odgłos kobiecych kroków zwrócił jego uwagę, by spojrzeć w stronę skąd dobiegały. Lady Parkinson należała do tego samego domu w Hogwarcie co on, jednak nie przypominał sobie, by zamienili choćby słowo. Było to związane głównie z jego chęcią przebywania z daleka od Ślizgonów jak i innych uczniów. Jedynie z Cynericiem utrzymywał wciąż stały kontakt z wiadomych względów. Historią jak i dalszymi losami innych nie interesował się, wiedząc jedynie pobieżnie, co wydarzyło się z godniejszymi uwagi osobistościami. To dzięki siostrze dowiedział się, że córka lorda Alexandera zajmowała się tworzeniem perfum. Napomniała mu o tym jakiś czas temu przez przypadek, jednak zapadło mu to w pamięci i stąd list, który został skierowany w jej kierunku. Widząc jak nadchodzi, nie pozwolił jej czekać i wstał, prostując się i obserwując nadchodzącą damę. Tak jak ona oceniła i jego, Yaxley wiedział, że ma przed sobą młodą kobietę ze szlachetnym rodowodem. Nie miała co prawda urody typowej dla jego kuzynek do której przywykł, miała w sobie delikatność z pewnym dziecięcym jeszcze urokiem. Rosalie i Liliana miały bardziej kobiecy akcent w całej postawie, co czyniło je dojrzalszymi, mimo że między nimi, a lady Parkinson była niewielka różnica wieku. Mimo wszystko niechybnie rosła na piękną kobietę, chociaż ciężko było powiedzieć, by była nią już w pełni. Odpowiednio skłonił się przy przywitaniu, widząc doskonałe dygnięcie.
- Ma'am - powiedział, chcąc coś powiedzieć, ale to ona zabrała głos jako pierwsza. Prawie niewidocznie uniósł lewy kącik ust, po czym zaprzeczył jakoby długo jej wyczekiwał. - Przyszedłem, by poprosić o wykonanie perfum dla mojej matki - oznajmił niezbyt szybko i nie za wolno, dostosowując się do tempa rozmowy, która właśnie się zaczęła. Już wystarczająco wiedział o spotkaniach, by wiedzieć, że to nie czas się liczył, a jakość. - Gdzie możemy usiąść, by było lady wygodnie spisać składniki? - spytał jeszcze, nie zamierzając wykorzystywać dziewczyny, każąc jej stać przez cały czas.



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Hol wejściowy [odnośnik]15.09.17 21:43
Przyzwyczajona byłam do tego, że mężczyźni swoim czujnym okiem obserwowali, czy też bardziej mierzyli i oceniali, kobiety. I ja stawałam się takim obiektem, na którym wzrok mężczyzn zatrzymywał się czasem na chwilę, a czasem na dłuższy moment. Jak każda kobieta, tak i ja, chciałam wtedy zaprezentować się jak najlepiej. Wyuczona sekwencja ruchów, delikatny uśmiech świadczący o mojej niewinności. Każdy z tych mężczyzn mógł być przecież potencjalnym kandydatem na męża, ojciec wymagałby, abym zachęcała mężczyzn, a nie odpychała ich swoją osobą. Miałam ledwie dwadzieścia lat, właściwie, nawet jeszcze nie skończone. Brakowało mi pięknych kobiecych kształtów, moje piersi delikatnie odznaczały się ukryte pod materiałem koszuli, a biodra nie nabrały jeszcze w pełni swojej linii. Niejedna panna kończąca dopiero Hogwart była bardziej kobieca ode mnie, a ja swoje braki mogłam nadrobić jedynie strojem i perfumami, które miały zapadać w pamięć mężczyznom. Chociaż uchodzić miałam już za dorosłą kobietę gotową do wzięcia na swoje barki ciężaru odpowiedzialności za swoje czyny, założenia rodziny i w pełni oddania się przyszłemu mężowi i wychowaniu dzieci, tak we wnętrzu mnie nadal siedziała nastolata przytłoczona ogromem dorosłego świata. Wyuczone gesty, słowa, znajomość tych wszystkich zasad - to wszystko było kłamstwem, które miało ukryć dziecko, a pokazać światu kobietę. Dlatego też lord Yaxley miał rację, nie będąc do końca pewnym, czy stoi przed nim kobieta, czy też jeszcze podlotek. Za to absolutnie nie miałam wątpliwości, że naprzeciwko mnie stoi prawdziwy mężczyzna. Widać było to po jego aparycji, zachowaniu, sposobie wysławiania się. Czuć było od niego siłę, nie tylko tą magiczną, ale i fizyczną, której ja w żadnym stopniu nie posiadałam. Ale czy nie taka była natura? Kobiety miały być słabsze, finezyjne, mącić w głowie, a mężczyźni powinni być silni, stanowczy. Czyli wszystko było tak, jak być powinno.
Nasze przywitanie było krótkie, bardzo oficjalne, bo na nic więcej nie mogliśmy sobie pozwolić. Właściwie się nie znaliśmy, nie pamiętałam bym kiedykolwiek zamieniła z nim choćby słowo, więc można nawet uznać, że dopiero się poznaliśmy. On przyszedł tu w określonym celu, a ja miałam wypełnić jego wolę. A jego wolą było stworzenie perfum dla szanownej lady Yaxley. Niemalże odetchnęłam z ulgą ciesząc się, że nie przyszedł po perfumy dla siebie, dodając mi tym samym dodatkowej pracy. Perfumy dla jego matki będą dla mnie przyjemnością.
- Rozumiem - przytaknęłam, lekko kiwając głową. - Czy jest ku temu jakaś większa okazja?
Czasami znajomość celu, dla którego ktoś zamawia perfumy była bardzo pomocna. Wiedząc czy chodzi o przeprosiny, czy zwykły prezent bez okazji, łatwiej było dobrać odpowiednie nuty zapachowe. Chociaż sądząc po liście od lorda Yaxley’a byłam niemal pewna, że on ma już przygotowaną listę tego, co powinno się w nich znaleźć i obawiam się, że nie znajdzie się tam miejsca dla mojej fantazji. Na jego pytanie rozejrzałam się lekko, hol miał wszakże dużo miejsc do siedzenia i mogliśmy spocząć gdziekolwiek, nie wiem jednak, czy byłby zadowolony, gdybym zaprosiła go do siedzenia na ławeczce, gdzie co chwilę ktoś przechodzi i przeszkadza.
- Możemy gdziekolwiek gdzie będzie panu odpowiadać, aczkolwiek - zrobiłam krótką chwilę - najsensowniej będzie udać się do mojej pracowni. Z chęcią zaprowadzę, jeśli wyrazisz tylko taką wolę, lordzie.
Dawno nikt mnie tam nie odwiedzał, a ostatnie odwiedziny nie były zbyt przyjemne i wolałam nie wracać do nich swoją pamięcią. W moim królestwie stała jednak wygodna skórzana kanapa, był stolik no i przede wszystkim miałam tam pióro i kałamarz. Oraz swoje ingrediencje, które w razie potrzeby mogłam wyciągnąć, dać mu do powąchania czy to zasuszone okazy czy wyciągnięte już z nich esencję. Nad kominkiem nadal wisiały zioła przywiezione mi przez lorda Traversa, które już się zasuszyły i powinnam je w odpowiedni sposób zapakować. Musiałam się tym koniecznie zająć, jeśli tylko znajdę dzisiaj na to czas.



Czas płynieAle wspomnienia pozostają na zawsze

Victoria Parkinson
Zawód : Dama, twórczyni perfum, alchemiczka
Wiek : 20
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Zaręczona
Bo nie miłość jest najważniejsza, a spełnienie obowiązku wobec rodu i męża.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t3354-victoria-parkinson https://www.morsmordre.net/t3379-harkan#57453 https://www.morsmordre.net/t3381-lady-parkinson#57459 https://www.morsmordre.net/f110-gloucestershire-cotswolds-hills-posiadlosc-parkinsonow https://www.morsmordre.net/t3442-skrytka-bankowa-nr-842 https://www.morsmordre.net/t3380-victoria-parkinson#57455
Re: Hol wejściowy [odnośnik]15.09.17 22:26
Już dawno nauczono go na czym polegała gra prowadzona bez końca między kobietami, a mężczyznami. To, co istniało pomiędzy dwoma postaciami, nie różniło się zbytnio od tego, co działo się gdziekolwiek indziej w życiu. Dlatego też mogła mieć dwie twarze - dobrą i złą. Tak samo jak walka, jak handel i polityka. Zresztą zawierało w sobie i zasady handlu, i walki, i intrygi. I było tak samo potężne. Jednocześnie jednak mogło stać się obiektem pragnień, a wtedy stawało się niebezpieczne w nieodpowiednich, nieodpowiedzialnych rękach. Sam doświadczył złamania, które dość mocno nim wstrząsnęło. Same wspomnienia przerażały go na samą myśl jaką władzę, mogła zdobyć nad jego umysłem druga osoba. A nikt nie mógł mieć nad nim takiej władzy, bo wtedy jego osąd był zaburzony. Jego decyzje również, a przez rozchwianie we własnym wnętrzu uniemożliwiało mu odpowiednie służenie rodzinie. Dlatego nie zapominał już, że to była wciąż walka. Było to bardzo złożone zjawisko, z którego nie wszyscy zdawali sobie sprawę i mogli wpaść w sidła rozstawione przez drugą osobę. Z jednej strony mężczyznom nie wypadało zbyt długo patrzeć, a kobietom zależało, by przyciągać ich spojrzenia. Morgoth jednak zdawał sobie sprawę, że nawet krótkie zerknięcia na obiekt godny uwagi było w ten sposób wynagradzane pod każdym względem.
Dobre wychowanie i dżentelmeńskie pobudki nie pozwalały typowo wgapiać się w kobiety jak i oceniać je lekkim schematem. Lady Parkinson miała jeszcze czas i na pewno miała stać się wspaniałą przedstawicielką swojej płci, a dostrzeganie piękna nie było tym samym co ocenianie. Dlatego też nie zamierzał już zajmować myśli postacią przed sobą, a skupić się na tym, dlaczego tu przybył. Ich rody znajdowały się w stanie sojuszu, co oznaczało, że tym bardziej powinni utrzymywać dobre relacje z każdym członkiem rodziny lady Parkinson. Jej kuzynka, Elisabeth, była zaradną kobietą, która już dowiodła, że była godna powierzania jej własnych interesów, chociaż do zaufania było jeszcze daleko. Chociaż zapewne nigdy nie miało nastąpić z prostego powodu - nie byli rodziną. Teraz inną sprawę powierzał Victorii, a dobra sława, która niosła się za jej umiejętnościami jak i za prestiżem samego miejsca, w którym się znajdowali, mogła go upewnić, że efekt mógł przerosnąć jego oczekiwania. Ufał swojej siostrze dlatego też nie miał większych oporów, by się tutaj znaleźć. Słysząc słowa dziewczyny, przeniósł na moment spojrzenie ponad jej ramieniem, by po chwili znów wrócić uwagą do jej osoby.
- Tak. Z okazji zbliżających się urodzin - odpowiedział przyjemnym tonem, pozwalając by słowa rozbrzmiały do końca każdej sylaby. - Flakonik ulubionych perfum na pewno umiliłby jej dzień - dodał, posyłając ciepłe spojrzenie swojej rozmówczyni. Była profesjonalistką, dlatego zamierzał też pomóc jej w stworzeniu jak najlepszej mieszanki. Co prawda miał listę, ale było to głównie serce jak i głowa perfum. Tyle po rozmowie z Leią zdołał ustalić. Resztę zostawiał w rękach lady Parkinson, chociaż jeszcze o tym nie wiedziała jak wskazywał na to list. Odczekał, aż blondynka zastanowiła się nad odpowiedzią. Spodobało mu się to, że wpierw pomyślała nim odpowiedziała. Było to całkiem przyjemne spostrzeżenie i dobrze o niej świadczyło. Zbyt dawno mógł obcować z kimś innym niż swoja własna rodzina, jednak dostrzeganie dobrego wychowania jak i intelektu sprawiało, że wciąż całkowita degeneracja i zepsucie nie zapanowały nad szlachtą. - W takim razie pójdę jej śladami - odpowiedział, gdy Victoria przedstawiła swoją propozycję. Najrozsądniej było wybrać właśnie pracownię, jednak nie zamierzał się narzucać, bo przecież jaki był w tym cel? Spokojna, wyważona rozmowa szła własnym tempem, a także szły za tym odpowiednie ruchy. Czekał na reakcję swojej towarzyszki, a gdy zaprosiła go, by ruszył za nią, podążył za jej krokami, nie zostając w tyle, a zrównując się z nią, by szli ramię w ramię. Po drodze patrzył na budynek, który okazał się tworem dopracowanym do ostatniego detalu. Czy i produkty wychodzące z tych drzwi również takie były?

|zt x2



They call him The Young Wolf. They say he can turn into a wolf himself when he wants. They say he can not be killed.

Morgoth Yaxley
Zawód : a gentleman is simply a patient wolf, buduję sobie balet trolli
Wiek : 22
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Żonaty
Thus he came alone to Angband's gates, and he sounded his horn, and smote once more upon the brazen doors, and challenged Morgoth to come forth to single combat. And Morgoth came.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
Martwi/Uwięzieni/Zaginieni
https://www.morsmordre.net/t3063-morgoth-yaxley https://www.morsmordre.net/t3117-kylo#51270 https://www.morsmordre.net/t3115-the-young-wolf#51264 https://www.morsmordre.net/f288-fenland-palac-yaxleyow https://www.morsmordre.net/t3525-skrytka-bankowa-nr-803#61584 https://www.morsmordre.net/t3124-morgoth-yaxley#51390
Re: Hol wejściowy [odnośnik]20.03.21 13:57
15 października

Ogień dobierał się nerwowo do porcelanowo-oliwkowej karnacji. Przybierał barwę piegów, łaskotał rudymi kosmykami pośród brązu długich włosów. Tłamsił burgundowy materiał sukni złotem biżuterii, zagrzewając najchłodniejszy element ciała - lodowate spojrzenie - do rozszalałej wędrówki pośród krojonych materiałów.
Jak dawno tu nie była; jak dawno obcasy czarnych pantofelków nie rozbrzmiewały na idealnie dopasowanych do wnętrza płytkach. Mozaice ludzi, którzy podążali tutaj szukając akceptacji walorów natury. Akceptacji różnorodności, która nie pasowała damom, wtapiającym się w tłum jednakowej wyższości.
Czerń płaszcza skrywała najmniejsze mankamenty kobiecości ciała, charakterystyczne - podobno zbyt duże, zbyt ordynarne, zbyt podkreślające swą obecność - krągłości. Niski wzrost, pełny biust, piegi. Przeciwieństwo jej matki, jej własnego archetypu idealnej kobiety.
Nie chciała być idealna, jakoby miało ją to ustrzec przed zranieniem.
Ale idealną musiała grać, a poruszające się w rytm gracji kroki, musiały wreszcie stanąć tutaj. Suknie nie pasowały, choć czasami wystarczyłoby jedno zaklęcie, by upchnąć kolejny fragment poruszających się faliście bioder. Suknie nie pasowały, bo przypominały zakazy.
Mniej słodkości. Nie możesz tak wyglądać. Nie jedz tyle, damie nie wypada.
Damie nie wypada.
Pamiętała jedną, szczególną suknię. Materiał marszczony przy wcięciu talii, wycięcie na zarysowanie obojczyków. Piękna, złota nić podkreślająca każdy ruch materiału. Suknia podkreślająca jej charakter. Zadziorność i lawirowanie wśród ludzi. Wewnętrzny przepych skryty w codziennej skromności strojów. Wewnętrzne znaczenie ponad niekonwencjonalną urodę.
On ją zrobił. On to rozumiał. Przerażające, iście dojmujące, jak dobrze przejrzał powabność manipulującej dziewuchy. Czy dlatego się wycofała? Czy dlatego cicha wojna spojrzeń przekształciła się w chłód naturalnie podkręconych rzęs, które chwilę później obdarzały lekką kokieterią kogoś dalej. Czy dlatego krok przyspieszał na ledwie lekkie uczucie zbliżającej się sylwetki, nadając jego dziełu całego piękna?
Przestał ją peszyć, przestał doprowadzać do szaleńczego niezrozumienia myśli. Nauczył reakcji; nauczył pewności, gdy spojrzenie mimowolnie podróżuje. I współdzielił.
Współdzielił siebie i choć patrząc na to z perspektywy czasu, nie potrafiła zrozumieć motywów swojej ucieczki. Był człowiekiem sztuki, ona człowiekiem przyziemności. On kreował, ona niszczyła.
I wróciła niczym złakniony pieszczot kot, poprawnie elegancka, niepoprawnie oziębła. Stawiała ostatnie kroki w stronę odwróconej do niej tyłem sylwetki, nim kobiecy głos rozbrzmiał tylko dla nich. Gdy reszta - pracownicy, służba, klienci - mogła karmić się jedynie ruchem warg.
- Przygotujesz dla mnie kolejną, piękną zbrodnię? - Pozwolisz mi jej skosztować, gdy znów ciało przeszyje bolesna świadomość własnej nieudolności? Mankamentów, których mnie nauczyłeś?


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode
Re: Hol wejściowy [odnośnik]29.03.21 20:40
Pamiętał; bardzo dobrze z resztą. Każdą ze swych muz, inspiracji traktował tak samo. Dbał o nie. Umieszczał na piedestale, oczekując w ofiarowywanym zainteresowaniu (w znacznej ilości przypadków udawanym i wyrachowanym) nowych podniet, impulsów tkanych w powłóczystych spojrzeniach i nikłych, naprawdę przypadkowych muśnięciach odkrytej skóry. znał. Nie była mu w żaden sposób obca, jak inne, inni. Była dziełem jego rąk, teraz już nieco naznaczonych czasem, lecz nadal smukłych, gładkich i powabnych, nieskazanych ciężką pracą. Krawiecki fach w wydaniu Edwarda sięgał, i miał czynić to zawsze, doskonałości tak jak on sam i każdy, kto zyskał jego próżną uwagę.
Tygodnie stały się miesiącami; trwały, gdy poświęcał jej swoją uwagę. Prawdziwie uczył ją tego, jaka powinna być, co damie wypadało, w jaki sposób miała poruszać się, by przykuć – bądź nie – uwagę. Wtedy uważał ją za silną, zdecydowaną, aby osiągnąć nieskazitelną perfekcję. On, nikłym tamtego wieczora gestem, wskazał jej kierunek, którym sam niezmiennie podążał. Prowadził młodą lady, lecz najwyraźniej nie ufała talentom Parkinsonów na tyle, by dotrzeć do końca. Pomylił się. Przestał być jej drogowskazem, wyrocznią. Pomylił się ponownie, lecz nigdy nie oddawał się myślom, dlaczego wracała. Potrzebowała go. Czy Edward odwzajemniał to? Nie miał pojęcia.
Jej obecność wyczuwał, takie odnosił wrażenie, gdy tylko przekraczała próg drzwi. Jego ciało samo, nauczone latami praktyki, przyjmowało pozę, w której miała się odnaleźć i dopasować. Bez trudu szedł na kompromis. Nie wyznaczał swoje terytorium, choć niezmiennie dla otoczenie pozostawał czarującym lordem, kawalerem, na którym wzrok zawieszały wszystkie klientki Domu Mody. Dziś nie było inaczej, gdy stał do niej tyłem, w wąskim gronie w postaci innego pracownika oraz trzech czarownic poszukujących odmiany w swojej garderobie. Choć nie mógł zaprezentować im niczego z prezentowanych kolekcji (nawet nie próbował), to złaknione uwagi Edwarda stawiały pytania o materiały, z którymi pracował. Jeden z jedwabnych paneli, ubarwiony głębokim, zielonym odcieniem, trzymał we własnych dłoniach. Delikatnymi ruchami od spodu pokazywał marszczenia, namiastkę kreacji, a po chwili przyłożył ją do prawego obojczyka najstarszej z czarownic. Drugi koniec powoli wsunął w jej dłoń, nadał pozę. Opuszkami palców wodził po niewielkim skrawku przestrzeni, uśmiechając się, pokazując możliwy do osiągnięcia efekt. I, choć trwało to ledwie kilkanaście nikłych w czasie sekund, łechtał własne ego znacznie mocniej, jakby na przekór temu, co ku niemu zmierzało.
Szept rozbrzmiał w uchu głośno. Poczuł ciepły oddech owiewający małżowinę, przyjemny dreszcz spływający bokiem szyi na tors i niżej. Wargi na moment straciły swój wdzięczny czar, gdy odwracał się w stronę Vivienne, dawnym przyzwyczajeniem spoglądając na nią intensywnie. — Kiedy tylko zechcesz — odpowiedział w tym samym, cichym tonie, odwracając się znów na chwilę do współpracownika z panelami tkanin. Sięgnął po czarną, matową oraz przezroczystą taśmę szyfonu, po czym w kilku zręcznych ruchach upiął je igłami. — Może czerń? — Zapytał głośno, zmieniając ułożenie w wesołej gromadce tak, aby swoim spojrzeniem obserwować lady Bulstrode. Kącik ust unosił się w zadowoleniu, gdy to czynił, raz jeszcze na tej samej klientce dokonując próbnej przymiarki; tym razem na poziomie talii. Nie odrywał przy tym wzroku od lady: — Złote nici, z lekkim poszerzeniem od kolan — tu przykucnął, wolną ręką zakreślając potencjalny kształt — przetykana szyfonem, aby podkreślić jej kształt. — Odsunął się, wręczając próbki materiałów spąsowiałemu na twarzy współpracownikowi. — Spróbujemy wstępnych przymiarek w przyszłym tygodniu. Chcę być pewien, że materiał układa się we właściwy... sposób — wygłosił, lecz tylko Bulstrode mogła mieć pewność, że słowa te kierował do niej, wykonując przy tym dobrze jej znane gesty. — Wybaczą panie. Lady Bulstrode zgodziła się poświęcić nieco ze swego czasu na przedyskutowanie kroju jej nowej sukni. — Uprzejmym ruchem głowy skinął czarownicom, na każdą spoglądając z uśmiechem i błyskiem w oku, po czym odwrócił się na pięcie i gestem otwartej dłoni wskazał Vivienne kierunek, w którym dziś chciał ją zabrać. To jedno mógł dla niej uczynić, zabierając ją spod spojrzeń łasych na komplementy klientek. Uczynił raptem kilka długich kroków, schodząc z głównego widoku, nim odezwał się raz jeszcze. — Podobało ci się — stwierdził, nie pytał, ponownie milknąc, kiedy prowadził ją w stronę kilkunastu manekinów odzianych w suknie. — Chciałabyś którąś z nich? — Teraz zapytał, uśmiechając się tak, jak zwykł to czynić w jej obecności. By oczarować, by osiągnąć cel: zyskać odpowiedź.


I walk, I talk like I own the place
I play with you like it's a game
Edward Parkinson
Zawód : krawiec, projektant
Wiek : 31
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Kawaler
Wild things that turn me on
Drag my dark into the dawn
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarodziej

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9457-edward-parkinson-budowa#288270 https://www.morsmordre.net/t9541-czarus https://www.morsmordre.net/t9540-rece-drza-gdy-zbieram-twoja-miare#290099 https://www.morsmordre.net/f170-gloucestershire-cotswolds-hills-broadway-tower https://www.morsmordre.net/t9572-skrytka-nr-2183 https://www.morsmordre.net/t9573-edward-parkinson#291128
Re: Hol wejściowy [odnośnik]05.05.21 16:14
Macki nieświadomie podążały wzdłuż ciała, nadając delikatnej gęsiej skórki każdemu podrygowi młodej figury. Igły uniesionych powiek szwem wywierały drobną niepewność, jaką ukazywało tylko jedno.
Spojrzenie. Głębia błękitu, który przywdziewał jedną z pierwszych jej sukni. Miękkość materiału dalej osadzała się na nieprzywykłej do trudów skóry, a delikatne falowanie przypominało puszenie się słodkawych piórek. Przedstawienie wyborne, brakowało tylko rosyjskich tonów śpiewaczek operowych, które dodawały niewymuszonym spojrzeniom ducha wyższości.
On - ten duch, chłód - już jest, ach głupia, przecież to widać.
- Czerń. Czyżbyś chciał postarzyć? - Osłabić? Ukryć pośród pozostałych barw rozbrzmiewających zbyt namiętnie w wygłodniałych spojrzeniach. Prawa brew uniosła się w geście niechętnego, lekko zawadiackiego rozbawienia. Każde słowo, każdy ruch spierzchniętych wypływającym powietrzem ust kreował ambiwalentne wizje. Te ich i te innych. W tym świecie nic nie jest równomierne i stonowane dla wszystkich, każdy ma to, co powinien wiedzieć, widzieć i posiadać. Tanią sensację, krótką plotkę, niewinne zdjęcie i przebrzydłe domysły.
A o piątej pijemy herbatki.
Milczała, tym tylko mogła wygrać, gdy spomiędzy jego warg wypływały znamienite sentencje. Milczała, obserwowała i stroniła od choćby krótkich spojrzeń na kogokolwiek wokół poza nimi. Byłoby to zbyt miłe lub zbyt znaczące; zbyt krótkie bądź zbyt długie.
Cała scena zmuszała do zastanowienia, a jedynym kto powinien tutaj cokolwiek rozważać, był on. Zawsze tak uważała, ot, zwykła złośliwość i niezadowolenie z czyjejś wyższości. Dziecinnie, naiwnie, kapryśnie - w taki sposób chciała zwalić winę na niego. Za co? Nieistotne. Po prostu, w imię humorków jej obecność i lekkie naburmuszenie wewnątrz były jego winą, choć przecież dokonując już pierwszy krok w stronę Edwarda, godziła się na niepisane zasady.
Po prostu czekała, czekała, aż wreszcie - pstryk, moment, krótkie słowa, niewybredne spojrzenia - Merlinie, jaki on bywa monotematyczny, aż wreszcie pozostali we dwoje. Na należytym poziomie, bez sztucznego udawania.
A z wyśmienitym aktorstwem.
- Wszystkie, jak zwykle, lordzie Parkinson. - Lekkie trzeszczenie ostatnich głosek wprawiało w poczucie kpiny, tylko spojrzenie zdradzało lekkie rozbawienie. Choćby błękit nieboskłonu opadał im na głowy, tego nigdy nie potrafiła odmówić. Podziwiała jego talent, nie zawsze samego mężczyznę w sobie, ale talent z pewnością.
Wracała do niego, sama nie wiedząc dlaczego, ale zawsze tak samo rozemocjonowana kończyła debaty gestów. Jeśli sądziła, że mogła być równa innym graczom, to on świetnie pokazywał jej, że nie.
Nie, jeśli mieli dwa różne sposoby walki, przeciwko którym ona - młoda, niedoświadczona i przepełniona hormonami dziewczyna - nie znała jeszcze obrony. Czy widział to po niej? Czy czuł, że mimo usilnych prób wpojenia sobie jak bardzo to irracjonalne, rodziła w głębi serca nikłe igiełki zazdrości? Czy wiedział, że wygrywa, nawet jeśli jego dłoń nigdy nie została uniesiona ku górze na ringu wewnętrznych batalii?
- Mam niedługo bardzo ważne spotkanie, potrzebuję czegoś… wyjątkowego. - Zawsze tworzył wyjątkowe kreacje, pokazując jej prawdziwą głębię. Artystyczny, układany starannymi palcami znawcy nieład. Skąpość i pruderyjna skromność. Obcisłość i fałdy materiału.
Talentu i wyczucia nie mogła mu odmówić, nawet jeśli przed wszystkim innym zapierała się rękami i nogami z nieskończonymi pokładami siły.
- Którą proponujesz? - Która wydobędzie ze mnie to, co potrafisz niekiedy dojrzeć tylko Ty? Która ukaże mankamenty, które uznajesz za zalety? Które ukaże zalety, jakie mianujesz wadami? Lekki ruch kościstego palca wskazał finalnie jedną z ukazanych na manekinach sukni, lecz prostota - porównując z pozostałymi kreacjami wdzięczącymi się wokół - kołatała po oczach. Skromność? Niewinność skryta w królewskim granacie, zapięciem skrywającym kobiece kształty,
Wskaż inną, wskaż inną.
Musi jej odmówić i pokazać inną, lepszą. Prawda?


and just in time, in the right place

steadily emerging with grace

Vivienne Bulstrode
Zawód : Arystokratka
Wiek : 21 lat
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
shuffling the cards of your game
and just in time
in the right place
suddenly I will play my ace

OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Zwierzęcousty
skryta pośród szarości.
Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t8796-vivienne-l-bulstrode https://www.morsmordre.net/t8813-listy-do-vivienne#262276 https://www.morsmordre.net/t8811-it-s-all-lies-darling https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t8814-vivienne-bulstrode
Re: Hol wejściowy [odnośnik]27.07.21 22:17
19 grudnia 1957

Bywała tutaj rzadko. Równie rzadko, co w sklepie Madame Malkin. Powód? Zwyczajnie jej to nie interesowało. Nowe kroje, koronki, kolory, sukienki, sprawiały, że marzyła o powrocie do swojej pracowni w smoczym rezwarcie. Nie tak też, że nie orientowała się w temacie, że nie potrafiła wskazać tego, co teraz było mile widziane, czy co zakładało się wśród ich klasy. Ale zazwyczaj wyborom nie poświęcała zbyt wiele czasu. Odstępstwem od tego raz do roku stawał się czas przed sabatem u Nottów. Głównie dlatego, że organizującej go lady nic nie umykało uwadze. A pojawienie się w czymś z zeszłego sezonu - a co gorsze, widzianego już gdzieś wcześniej - było by dla niej z pewnością największą oblegą. I choć Melisane osobiście uważała lady Nott, za osobę zdecydowanie za bardzo wciskającą nos w sprawy poszczególnych osób, to nie zamierzała pozwolić by za sprawą sukni powstała skaza na wizerunku Rosierów.
Czasem prosiła o pomoc Fantine, ta zdawała się wręcz mknąć przez materiały, fasony, wybierając te, które miały sprawdzić się dla niej najlepiej. Ostateczną ocenę zostawiała zawsze jej - i od kiedy się pojawiła - Evandrze. Rzadko kiedy kazały jej zmienić wybraną suknię, ale i to się zdarzało. Fantine ufała w tej kwesti bezgranicznie, Evandrze zaufała z czasem. Odetta natomiast miała być nieocenioną pomocą. Ród zajmujący się od pokoleń modą. Nie mogła trafić lepiej? Zwłaszcza, że ta była ku niej nastawiona przychylnie. Nic nie mogło pójść źle. A okazja przecież, nie była byle jaka.
- Odetto! - przywitała się, unosząc wargi w uśmiechu, dostrzegając znajomą jednostkę. Odzywając się dopiero wtedy, kiedy ta znalazła się dostatecznie blisko, żeby nie musieć do niej krzyczeć, jednocześnie zwracając tym uwagę innych ku nim. Tej jej nie było potrzeba, otrzymywały jej przecież dostatecznie co dnia. - Cieszę się, że znalazłaś chwilę by spotkać się ze mną. - kolejne słowa wypadły z malinowych warg, kiedy ruszały holem wejściowym. - Jak mniemam i ty otrzymałaś zaproszenie na tegoroczny sabat. - zaproszenie, wraz z listem. Lady Nott zdecydowanie miała własne zdanie co roku, na temat tego, co działo się w jej życiu. I choć nie dziwiło Melisande, że ludzie wiedzieli o niej rzeczy, czasem zwyczajnie miała ochotę westchnąć.



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Hol wejściowy [odnośnik]30.07.21 12:08
Nie spodziewała się, że akurat to ona będzie miała wizytę kuzynki. To nie tak, że oczekiwała na ignorancję ze strony Rosierów, bo o ile śledziła ostatnie wydarzenia, tak obydwa rody były w pozytywnych relacjach, a lady Parksinson z domu Rosier w żaden sposób nie powiedziała nic na temat jakichkolwiek wydarzeń ostatnimi czasy. Przyznać jednak musiała, że w okresie przed sabatem zdecydowanie częściej szlachcice i szlachcianki relacje odnawiali z jej bratem Edwardem albo też innymi osobami z rodu Parkinson bardziej zajętymi szyciem. Ona mogła jedynie doradzać, nadzorować i podpowiadać, ale spod jej palców nie wychodziły tak piękne i cudowne dzieła, które kreował jej brat.
Dlatego kiedy Melisandre postanowiła porozmawiać z nią, przez chwilę zastanawiała się, czy Edward akurat nie był dostępny i przez to właśnie ją spotkał zaszczyt zobaczenia kuzynki. Na spotkanie kierowała się tak, jak dostała właśnie skrzydeł, kolejne korytarze w domu mody przemierzając z drobnym stukotem jej obcasików. Wydawało się, że niemal każdy w tym miejscu rozpoznawał już jej kroki, bo korytarze zdawały się niezwykle puste kiedy tylko kierowała się w stronę holu gdzie na miejscu miała już czekać panna Rosier.
- Melisandre! Jak dobrze cię widzieć! – Już schodząc po schodach rozchyliła lekko ramiona, w swoim spokoju i smukłości schodząc i zamykając na chwilę kuzynkę w ramionach. Nie trzymała jej zbyt długo aby sytuacja nie zrobiła się niezręczna czy gorsząca dla którejś z nich, zaraz też odsuwając się i spoglądając na pannę Rosier z uśmiechem.
- Oczywiście, że dostałam zaproszenie na sabat, spotkamy się więc na miejscu na pewno! Powiedz mi, jak u ciebie? Wiesz, że zawsze się martwię! – Martwiła się…przynajmniej przez te parę sekund po spotkaniu kiedy jeszcze pamiętała o tych wszystkich spotkaniach i powiązaniach i relacjach…a potem i tak to wszystko wypadało z jej głowy i pozostawała tylko pustka wypełniona ubraniami i jednorożcami. Jej ostatnim rozmyślaniem było napisanie do dyrektora cyrku o akrobatę…właśnie.
- Wiesz, chciałam cię kiedyś zaprosić na wspólne posiedzenie, ale w sumie to nie pamiętam, czy lubisz niespodzianki czy wolisz niezbyt, więc chyba ostatecznie nie zadecydowałam. Ale możesz powiedzieć mi teraz? Przyszłaś poszukać sukienki? – Ostatnie zdanie wydawało się taką zmianą całkowitą tematu, ale w końcu oczywiste było że poruszy temat ubrań. Sama miała już projekt gotowy u Edwarda i cała otoczka jej sukni miała się ujawnić na sabacie.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Hol wejściowy [odnośnik]01.08.21 15:12
Dom mody Prakinsonów z pewnością robił wrażenie - przynajmniej, pod względem architektonicznym. Melisande potrafiła sobie wyobrazić młódki, które wraz z trzepotem serca wchodziły tutaj. Ich oczy musiały błyszczeć z podekscytowania, a przebieranie nogami powstrzymało jedynie dobre wychowanie. Wielkie i pięknie korytarze robiły wrażenie, nie mogła im tego nie oddać. Wybrała Odettę, bo właściwie nie potrzebowała czegoś stworzonego specjalnie dla niej. Wiedziała, że kuzynka pomoże jej znaleźć kreację unikatową i jednocześnie odpowiednią, żeby zadowolić nawet samą Ade Nott.
- Z wzajemnością moja droga. - odpowiedziała, oblekając usta w uprzejmy uśmiech, wyszła jej nie przywitanie, odpowiadając też krótkim objęciem. Na tyle odpowiednim, by nie trwało zbyt długo, ale dość poufałym, jak na łączące ich więzi. Dostatecznym, takim należało go określić.
- Jakieś sugestie od Lady Nott na ten nadchodzący? - spytała, zrównując się z nią krokiem. Ada lubiła poradzić młodym nie tylko pannom, ale i panom. Z pewnością też zamężnym lady. Właściwie zdawała się wiedzieć o wszystkim, co jednocześnie Melisande podziwiała, ale widziała jako zagrożenie. Ady Nott nie należało ignorować i mało rozsądnym było okazanie jej afrontu. Z pewnością lepiej nie było mieć w niej wroga. Tego jednego Róża była pewna. Słowem, można było zrobić równie dużo, co czynem. Zdążyła się już tego nauczyć.
- Niezmiennie. Wojna trochę utrudnia pewne sprawy, ale nie mamy większych problemów. - odpowiedziała kuzynce ich kroki odbijały się w dużym holu wejściowym Domu Mody Parkinson.
- Co cię powstrzymało? - zapytała, zwracając ku niej spojrzenie jasnych tęczówek. Nie odmawiała przeważnie i nie odmówiłaby tym razem. Przesunęła po jej twarzy z zaciekawieniem, żeby odwrócić głowę i zamyślić się na chwilę.
- Mam do nich ambiwalentny stosunek. Wszystko jak mniemam zależy co to za niespodzianka. - określiła w końcu, decydując, że ostatecznie sama nie jest w tej chwili zdecydować, jaka odpowiedź jest właściwa. Bo tak jak powiedziała, chyba wszystko zależało od tego, czym owa niespodzianka być miała.
- Pomyślałam, że poproszę Cię o radę w wyborze kreacji na tegoroczny sabat. - podzieliła się własnymi przemyśleniami z szlachcianką znajdująca się obok. Jej oko miało być niezawodne i z pewnością bardziej skupione niż jej własne, którego suknie nie interesowały tak bardzo.



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Hol wejściowy [odnośnik]02.08.21 11:19
Cały ten majestat londyńskiego oddziału domu mody budził tym większe rozbawienie, im bardziej pamiętało się, jak wyglądała rodowa siedziba Parkinsonów. Co prawda powiększona od środka, wciąż jednak z zewnątrz zdawała się przywodzić na myśl dekorację ogrodową, a nie miejsce zamieszkania rodu, który pod swoją pieczą miał trzy sąsiadujące hrabstwa.
- Wiem, że jesteś dość zajętą personą, ale gdybyś tylko czuła się na siłach, to pamiętaj, że to miejsce stoi dla ciebie otworem, nawet jeżeli nie musisz akurat zakupić stroju. – Tak w zasadzie nie wiedziała do końca, co ostatnimi czasy porabia Melisandre, ale prawda była taka, że łatwo jej takie rzeczy wypadały z pamięci. Pamiętała ostatnie spotkanie z Silke i to, jak ta znów musiała ją informować o swoim zawodzie – kuzynka na pewno też jej coś tam powiedziała, ale tak szybko takie informacje uciekły z jej głowy. Pusta głowa Odetty wypełniała się na stale tylko niewieloma rzeczami.
- Powiedziałabym że wręcz odwrotnie, i to ja mam sugerować jej najlepsze stroje na nadchodzące sezony. Chociaż nie, jednak sugerowała mi parę tańców z kawalerami na nadchodzącym sabacie…nie wiem, czy jednak nie martwię się zbytnio, wiesz? – Zniżyła lekko głos, pochylając się w stronę kuzynki gdy tylko ostrożnie kroczyły w kierunku większej z galerii, gdzie dostać można było najrozmaitsze stroje, a jeżeli panna Rosier zechciała, również takie, które jeszcze nie miały okazji ujrzeć światła dziennego. – Że jak teraz na sabacie mają być osoby spoza szlachty…to czy to nie niebezpieczne? W końcu wszyscy pod maskami, to teraz pomyśl, że miałabym zatańczyć, wyglądałoby to obiecująco, a potem okazuje się, że to nie szlachcic!
Była w końcu odpowiednia na wydanie, a kiedy żałoba po poprzednim narzeczonym przeszła, wiedziała, że jej czas nadejść powinien prędzej niż później, tak aby nikomu swoim staropanieństwem nie naraziła na szwank reputacji. Nie chciała tego opowiadać głośno przy Melisandre, bo w końcu ta na sobie miała problemy z mężczyznami związane, ale wiadome to było samo przez siebie. Lady Parkinson nie sądziła, aby dane jej było podążenie drogą Adelaidy Nott – nie była na to tak bystra. Ani tak wytrwała.
- Cieszę się w takim razie, iż wszystko zmierza jedynie ku lepszemu! – A przynajmniej taką miała nadzieję! Sama była w miarę szczęśliwa dopóki miała jednorożce – gdyby im coś się stało to by sama biegła pojedynkować się z Haroldem Longbottomem! (raczej nie, ale tak sobie mówić mogła). – A bo widzisz…
Kwestia niespodzianki została przerwana na chwilę, kiedy przepuściła ją w drzwiach, wpuszczając do szerokiej sali z przyjemnym światłem, gdzie w zaciszu ścian odnaleźć można było rozmaite suknie, połyskujące dodatkami oraz błyszczącymi tkaninami, albo w bardziej stonowanych kolorach, pasujących bardziej dla eleganckich matron podkreślając ich powagę raczej niż młodzieńczą urodę. Nie zbytnio, bo w końcu żadna szlachetnie urodzona dama nie chciała łatwo wypuścić z siebie piękna które nosiła, kosmetykami dbając o jego przedłużenie do każdego możliwego krańca. A teraz również i krwawymi kąpielami.
- Nie wiedziałam, jak szybko mi się uda to zorganizować, ale…w Londynie jest dość znany cyrk, usłyszałam, że mają tam bardzo zwinne osoby, a zapytałam, czy prezentują też swoich wychowanków poza cyrkiem. I pomyślałam, że zaprosiłabym cię do siebie i może taki pokaz byśmy obejrzały? Wtedy nie byłoby, że gdzieś wybywasz, a może oderwałabyś się myślami od tego wszystkiego dookoła. – Propozycja rzucona była dość luźno, chociaż pismo posłała już wcześniej, nie wiedziała jednak, jakie podejście miała do tego sama Melisandre, musiała więc czekać na jej opinię pod tym względem.
Na wspomnienie sukien rozejrzała się dookoła, znów powracając wzrokiem do kuzynki aby szybko móc pomyśleć nad tym, jakie kolory i dodatki wpasowałyby się w jej urodę.
- Powiedz mi tylko, jaką maskę planujesz założyć?


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218
Re: Hol wejściowy [odnośnik]03.08.21 22:48
Hol wejściowy robił wrażenie. Co prawda, był całkiem inny od stylu, który prezentowała rezydencja róż, jednak zdecydowanie mógł wprawiać w zachwyt i robić wrażenie na tych, którzy na co dzień mieszkali… skromniej. One, kobiety urodzone wysoko miały trochę inne standardy i do trochę innych rzeczy nawykły przez lata, które przeżyły. Dorastając otoczone opieką i dostatkiem. Tak właściwie, poza reprezentatywną rolą, nie musiały sięgać, czy robić, po cokolwiek więcej. Ale Melisande nie byłaby zadowolona, czy spełniona, spędzając godziny, czy dnie, na powolnym -choć z pewnością przyjemnym - marnotrawieniu czasu. Czuła głód wiedzy, potrzebowała się rozwijać i stawiać wyzwania przed bystrym umysłem.
- Tylko, Odetto, jeśli złapię tu ciebie. - zapewniła kuzynkę, oblekając usta w uśmiech który był odpowiedzią na jej propozycje i jedynie potwierdzenie, że zapamięta o tej wspaniałomyślne ofercie. Rzeczywiście, była zajęta. Czy może raczej dbała o to, żeby taką pozostać. Wtedy nie musiała tyle myśleć. Nawet nie tyle, nie musiała miała czasu, żeby skupiać się na jednym temacie. Słuchając słów odnośnie listu od lady Nott w pewnym momencie Melisande odrzuciła głowę do tyłu i zaśmiała się, unosząc rękę, żeby zasłonić wargi.
- No tak, tego można było się spodziewać. - zgodziła się swobodnie, potakując do tego głową. Spoważniała jednak, kiedy Oddetta wyraziła swoje obawy, zwalniając odrobinę, żeby wsłuchać się w wypowiadane przez nią słowa. Przez chwilę zastanawiała się nad jej słowami. - Myślę moja droga, że będziesz w stanie odróżnić mężczyzn wysoko urodzonych od tych, którzy na sabacie znaleźli się za swoje zasługi dla naszego społeczeństwa. - spróbowała ją pocieszyć, też zniżając odrobinę głos. Ostatecznie, pewnych zachowań, ram, ruchów, uczyli się całe życie. Nie dało się tego zrobić w kilka nocy. - Zwracaj uwagę na szczegóły, wtedy wszystko będzie dobrze. - stwierdziła ostatecznie unosząc rękę, żeby pocieszająco zacisnąć ją na jej ramieniu. - Z tego co mi wiadomo, żadna szlachcianka nie skończyła ze złamanym sercem po zeszłorocznym. - bo i wtedy na największe wydarzenie kończące rok zostali zaproszeni Rycerze Walpurgii. Potaknęła głową, posyłając w kierunku kobiety uśmiech, kiedy ta wyraziła radość z niezmiennego stanu rzeczy jeśli szło o same Róże. Przeniosła spojrzenie, unosząc brew ku górze w lekkim zaciekawieniu, bo kwestia niespodzianki zdawała się jeszcze nie całkowicie rozwiązania. Weszła jednak do sali pełnej sukni w najróżniejszych kolorach.
- To bardzo ciekawa propozycja. Dziękuję, że o mnie pomyślałaś. - odpowiedziała, zwracając jasne spojrzenie w kierunku lady Parkinson. Właściwie nie była pewna, jak zareagowałaby na takie rewelacje, ale ostatecznie… - Z pewnością byłoby to dość, odżywce doświadczenie. - stwierdziła zamyślając się na chwilę.
- Oh. - pytanie zdecydowanie ją zaskoczyło. Zastanowiła się chwilę unosząc dłoń do warg, jednak nie skubnęła ich tym razem. - Przyznam w sekrecie, że jeszcze nie zaczęłam tego planować. - wykrzywiła usta w widocznie zatroskanej minie, szukając ratunku w sylwetce znającej się na temacie kuzynki.



the whole new world just behind
one breath.

Melisande Rosier
Zawód : badacz-behawiorysta smoków, przyszły dyplomata rezerwatu Kent
Wiek : 24
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : n/d
She's wearing a mask of perfection,
but she's broken underneath.
OPCM : X
UROKI : X
ALCHEMIA : X
UZDRAWIANIE : X
TRANSMUTACJA : X
CZARNA MAGIA : X
ZWINNOŚĆ : X
SPRAWNOŚĆ : X
Genetyka : Czarownica

Nieaktywni
Nieaktywni
https://www.morsmordre.net/t4704-melisande-rosier#100644 https://www.morsmordre.net/t5050-nulla#108518 https://www.morsmordre.net/t4842-nulla-rosa-sine#104133 https://www.morsmordre.net/f97-dover-posiadlosc-rosierow https://www.morsmordre.net/t5178-skrytka-bankowa-nr-1209 https://www.morsmordre.net/t5098-melisande-rosier#110615
Re: Hol wejściowy [odnośnik]09.08.21 11:58
Zarówno posiadłości jak i to miejsce miały oszałamiać. Pokazać luksus, zwłaszcza gdy brakowao go w obecnych czasach. Wzbudzić zachwyt i zazrość - a to ostatnie było niezwykle porządane w rodzie, który urodą swoja chciał powalać innych na kolana. Zdobywać serca i umysły - chociaż śmiano się, że wystarczy postawić obok siebie rząd luster aby zająć Parkinsona na cały dzień.
- Wiesz, że mnie znajdziesz! Przebywam tu niemal cały czas, no, może poza odwiedzaniem występów albo pokazów. Ewentualnie wieczorami siedzę nad eliksirami w ramach ćwiczeń...właśnie, nie potrzeba ci jakiegoś może? - Była wewnętrznie przekonana, że Melisandre mogła mieć jakikolwiek wymarzony wywar i wcale nie musiała czekać z tym na kuzynkę, wydawało się jednak właściwe, aby jej to zaoferować. W końcu jeżeli coś było pewne w wypadku Odetty i przekazywanych rzeczy, to na pewno to, że robiła wszystko dyskretnie i bez większych problemów. Ani pytań.
- Masz rację, rzeczywiście będzie można jakoś to rozróżnić! - Kamień nieco spadł z jej serca, oczywiście, że Mielisandre miała rację. Te wszystkie zmartwienia oddaliły się, a i oblicze samej panny Parkinson jakoś tak pojaśniało. Dobrze było czasem porozmawiać z kimś rozsądniejszym, głównie po to, aby rozwiać wszystkie swoje wątpliwości czy obawy. Spojrzeniem wędrowała do kolejnych sukien, zastanawiając się nad doborem ich pod talię i karnację krewnej, kiedy temat znów powrócił na tapetę.
- Pomyślałam, że w wypadku kiedy tak mocno dotyka nas wojna, również na polu osobistym, miło by było się spotkać i pooglądać ciekawe kwestie. Również zastanawiałam się nad rozmową z moim ojcem, aby objąć patronatem jakiegoś artystę. W końcu im też powinno przysługiwać jakieś wsparcie w tych czasach. Tylko pytanie oczywiście, który artysta by na to zasługiwał, ale do tego jeszcze nie ma rozstrzygnięcia. - Była całkiem ciekawa, czy jej rodziciel by się na to zgodził, bo w końcu Parkinsonowie pięknu hołdowali, więc czym nie byłoby idealnie, by pięknu na scenie pohołdować również galeonami. Mimo wszystko, nie chciała naciskać, wiedząc, że nie miała takiego poparcia u własnego rodziciela tak jak inne damy. Może najpierw zapyta Edwarda i upewni się, co on o tym myśli?
Słysząc słowa o braku wymarzonej (i wybranej) kreacji uśmiechnęła się lekko, łapiąc delikatnie dłoń panny Rosier i prowadząc ją na podest, oświetlony odgórnie i otoczony lustrami, pozwalając jej wejść tak, by lepiej widzieć jej figurę.
- Powiedz mi, czy masz pomysł na maskę? To główny element i od niego najlepiej zacząć. Pasowałyby ci ciemne albo intensywne kolory, jeżeli jednak wolisz pójść w jasne barwy, również do tego coś dopasujemy.


Someone holds me safe and warm
Horses prance through a silver storm,
Figures dancing gracefully across my memory
Odetta Parkinson
Zawód : ambasadorka Domu Mody Parkinson, alchemiczka
Wiek : 23 lata
Czystość krwi : Szlachetna
Stan cywilny : Panna
It’s a game of war
death, love
And sacrifice
OPCM : 5 +2
UROKI : 0
ALCHEMIA : 15 +6
UZDRAWIANIE : 0
TRANSMUTACJA : 5 +2
CZARNA MAGIA : 0
ZWINNOŚĆ : 5
SPRAWNOŚĆ : 10 +3
Genetyka : Czarownica

Neutralni
Neutralni
https://www.morsmordre.net/t9654-odetta-eimher-parkinson#293343 https://www.morsmordre.net/t9761-kitri#296220 https://www.morsmordre.net/t9760-ksiezniczka-labedzi#296219 https://www.morsmordre.net/ https://www.morsmordre.net/t9839-skrytka-bankowa-nr-2212 https://www.morsmordre.net/t9759-odetta-parkinson#296218

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Hol wejściowy
Szybka odpowiedź
Uprawnienia

Nie możesz odpowiadać w tematach